tuluz-lotrek 26.01.11, 19:05 wyborcza.pl/1,75515,9002626,Czy_mozna_przerobic_trabanta_na_mercedesa_.html Grochem o ścianę, oczywiście. Odpowiedz Link Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
adept44_ltd Re: Prof. Węgleński 26.01.11, 21:14 dzisiaj w trakcie spotkania moich oczu ze stadionem narodowym dotarło do mnie, że rząd wydaje więcej pieniędzy na przyjemności kiboli... (później też je trzeba będzie finansować, to nie jest jednorazowy wydatek) niż na naukę... choć piłka w Polsce nie istnieje... żenada Odpowiedz Link
flamengista haha 26.01.11, 22:25 Policz sobie, ile stadionów powstaje. A przecież utrzymanie Narodowego ma kosztować 30 mln rocznie. Rocznie! Pomijając sam koszt budowy. I to są wstępne szacunki, znając życie całość będzie kosztować z 10-20% więcej. Czyli akurat finansowanie jednego KNOWa:) A stadion? Po co on, skoro Legia ma własny, Polonia też? Ile razy zagra na nim reprezentacja w ciągu roku? Odpowiedz Link
flamengista chodzi o to, że tych stadionów jest więcej 27.01.11, 18:01 U nas w Krk upadła koncepcja, by budować jeden stadion miejski. Powstał nowy stadion Cracovii za 150 mln i drugi stadion Wisły (jeszcze niegotowy) za 420 mln. Razem 570 mln złotych. Ma też powstać hala widowiskowo-sportowa za 400 mln, a oprócz tego hala TS Wisła za ok. 100 mln. Nie wiem po co ta pierwsza i kto ją będzie utrzymywać. Koszty tych obiektów to jedno, ale koszty utrzymania - to drugie. Bardzo jestem ciekaw, czy uda się by miasto nie musiało nadal do nich dopłacać. To tylko Kraków. A za te pieniądze można było wszystkie ulice wyremontować. Odpowiedz Link
tocqueville Re: Prof. Węgleński 28.01.11, 09:27 a kibol w tym czasie myśli dzisiaj w trakcie spotkania moich oczu ze polskimi uczelniami dotarło do mnie, że rząd wydaje niemal tyle samo pieniędzy na finansowanie hobby profesorów i utrzymywanie rzesz studentów lądujących potem na bezrobociu... (później też je trzeba będzie finansować, to nie jest jednorazowy wydatek) co na ... [wpisz dyscyplinę].. choć nauka w Polsce nie istnieje... żenada :):):) Odpowiedz Link
adept44_ltd Re: Prof. Węgleński 28.01.11, 09:57 "a kibol w tym czasie myśli" jedziesz po bandzie ;-) Odpowiedz Link
matdokt Re: Prof. Węgleński 26.01.11, 23:24 Cytat Jerzy Wilkin ("Ile kosztuje dobry uniwersytet", "Nauka", 2010/4) porównuje trzy uczelnie - Uniwersytet Warszawski, University of Cambridge i Harvard University. Przychody tych trzech uczelni w przeliczeniu na studenta wyniosły w 2009 r. odpowiednio 11, 203 i 630 tys. zł. Roczna pensja profesora wynosiła (też odpowiednio) 65,1, 490 i 782 tys. zł. Wiadomo, że koszty utrzymania są w Polsce niższe niż w Wielkiej Brytanii i USA, ale na pewno nie dziesięciokrotnie w stosunku do Stanów Zjednoczonych. mogę stwierdzić, że w UK jest średnio okolo od 1.3 do 2 raza drożej niż w PL, choć sa rowniez rzeczy ktora sa tansze niz w Polsce odnośnie pensji profesora nie mam sensownego komentarza Odpowiedz Link
tuluz-lotrek Re: Prof. Węgleński 27.01.11, 16:07 Są rozsądne powody, dla których profesor Harvardu powinien zarabiać średnio dużo więcej niż profesor UW; to jednak inna liga naukowa. Ale nie tłumaczy to rażących dysproporcji między zarobkami profesorów czołowych polskich uczelni a pensjami profesorów tych uczelni zachodnich, które pod względem produkcji naukowej czy jakości kształcenia nie wyglądają już wcale tak imponująco. Powiedzmy sobie jasno, jeśli pensja adiunkta na najlepszej polskiej uczelni (którąkolwiek za taką uznamy) jest sporo niższa od wielkomiejskich średnich zarobków, a w dodatku ledwie pokrywa podstawowe koszty życia, to coś tu jest nie tak. Tu nie chodzi o to, że Polska jest biedniejsza od Zachodu (a jest), tylko o wybór priorytetów. Nauka w Polsce priorytetem jest wyłącznie w sferze słów, natomiast w praktyce jest wprost przeciwnie. Odpowiedz Link
flamengista ale przecież nie tylko o zarobki chodzi 27.01.11, 18:06 Największym absurdem jest koszmarne obciążenie dydaktyczne, nawet w ramach etatu. Zakładając, że młody adiunkt ma genialne warunki pracy - i tak musi wyrobić 210 godzin zajęć ze studentami. To bardzo dużo, jeśli chce to robić solidnie. A w praktyce nigdy na 210 godzinach się nie kończy. I nie jest to kwestia "dorabiania" - ja chętnie z tego dodatkowego "zarobku" zrezygnuję, choćby i dzisiaj. Kolegom z Zachodu najbardziej zazdroszczę nie zarobków, ale warunków pracy ze studentami. 2, góra 3 kursy w roku, ~ 60 godzin/semestr, w grupach po kilkanaście osób. W takich warunkach praca dydaktyczna może faktycznie sprawiać frajdę i być stymulująca intelektualnie. A w każdym razie jest czas na badania. Odpowiedz Link
sqro Re: ale przecież nie tylko o zarobki chodzi 27.01.11, 20:50 Byłoby to mniejszym problemem gdyby to obciążenie (240 nie 210 - rektorzy jadą po górze widełek) jeszcze było powiązane wprost z badaniami. Niestety ktoś kanon też musi pokazać a co gorsza przynajmniej w informatyce nawet tzw "kanon" zmienia się dosyć szybko, aczkolwiek ciezko w nim robić nauke bo toraczej rzemiecha niż 'rocket science'. Odpowiedz Link
marialisboa Re: ale przecież nie tylko o zarobki chodzi 28.01.11, 10:11 Przeglądałam sobie plan zajęć na najbliższy semestr. Na moim wydziale jeden adiunkt prowadzi i 360 godzin zajęć w ciągu semestru. Ja sobie nie wyobrażam!!!serio nie wyobrażam przygotować się do 12 zajęć w tygodniu i do tego zajmować się jeszcze pracą naukową. Może źle się wyraziłąm, nie wyobrażam sobie, że można dobrze pracować naukowo (nie mystyfikować) i do tego być świetnym dydaktykiem w takim układzie. Odpowiedz Link
flamengista da się, ale 28.01.11, 16:23 1. Pod warunkiem, że masz ciągle te same kursy 2. Kurs robisz raz i tłuczesz go przez następne 10 lat w tej samej formie 3. Oczywiście dzięki temu zajęcia są "wypasione" i studenci wprost je "uwielbiają", ale przynajmniej znajdujesz trochę czasu na robienie nauki Natomiast jeśli kursy zmieniają się co chwilę, a adiunkt rzetelnie się do nich przykłada to masz rację. Absolutnie nie ma żadnych szans na prowadzenie badań naukowych. Odpowiedz Link
chilly Re: ale przecież nie tylko o zarobki chodzi 28.01.11, 17:33 360 godzin? Na kierunkach obleganych (dochodowych) to nawet nie minimum. Co zaś do kwestii godzin na "naukę" i na "dydaktykę" - jedna ze znanych mi uczelni prywatnych próbowała to zracjonalizować. Wprowadzając przelicznik "punktów naukowych" na godziny dydaktyczne (im większe osiągnięcia naukowe, tym mniejsze obciążenia dydaktyczne). Zdaje się jednak, że to się już skończyło - w związku z kłopotami finansowymi uczelni. Odpowiedz Link