Dodaj do ulubionych

Gdzie się rodzi świadomość

09.06.08, 19:29
Od razu, czy powoli? Czy my jesteśmy myślącymi zwierzętami, czy zwierzęta istotami, które jeszcze nie zdążyły się stać ludźmi?

Na psi rozum
Obserwuj wątek
    • kaganowitch Re: Gdzie się rodzi świadomość 09.06.08, 23:23
      W mozgu czlowieka i dosc dlugo po urodzeniu. Dziecko zaraz po
      urodzeniu jest "tylko i az" czlowiekopodobnym zwierzatkiem
      skladajacym sie glownie z ust, przelyku, zoladka, kiszek i
      odbytnicy. Swiadomosc swego "ja" nabywa ono stopniowo i osiaga ja
      wlasciwie dopiero po kilku miesiacach...
    • facet123 Re: Gdzie się rodzi świadomość 10.06.08, 08:44
      Obecnie najbardziej prawdopodobne teorie świadomości twierdzą, że świadomość
      jest efektem współpracy wielu (wszystkich) systemów mózgu. Nie ma jednego
      ośrodka mózgowego odpowiedzialnego za powstawanie świadomości. Jest wiele
      ośrodków odpowiedzialnych za takie sfery działalności mózgu jak widzenie,
      słyszenie, odbieranie innych zmysłów, zdolności językowe, odczuwanie emocji,
      pamięć długo i krótko trwałą, odruchy, itp, itd. Współpracują one za sobą
      stymulując się wzajemnie i to współpraca generuje fenomen świadomości.
      Argumentem na rzecz takiej teorii jest fakt iż pacjenci którzy mają uszkodzone
      poszczególne części mózgu, jeśli tylko nie tracą przytomności, to wykazują jak
      najbardziej świadome zachowania, tyle, że uszkodzenie upośledza pewną sferę ich
      świadomości, jak np. emocje, pamięć, czy zdolności językowe.

      Istnienie "cudownego" ośrodka w mózgu który łączył by wszystkie inne centra
      funkcjonalne i generował świadomość to raczej bajka.

      Zwierzęta posiadają odpowiedniki wielu ośrodków mózgowych ludzi i tak samo
      ośrodki te współpracują ze sobą. U niektórych gatunków małp współpraca ta jest
      na poziomie małego ludzkiego dziecka. Jeżeli zatem zgadzamy się, że człowiek od
      urodzenia posiada prawo do życia i stanowi chronioną prawem osobę, to w zasadzie
      trudno powiedzieć dlaczego nie mielibyśmy analogicznie chronić życia naczelnych,
      a może i wszystkich zwierząt. One obiektywnie posiadają zdolności odczuwania,
      cierpienia i najprawdopodobniej posiadają jakąś formę prymitywną świadomości -
      taką jaką miałby człowiek gdyby uszkodzić mu większość młodszych ewolucyjnie
      ośrodków w mózgu.
      Niestety przyzwyczailiśmy się już do tego, że uprawiany przez nas "gatunkizm"
      rzekomo nie jest niczym złym...

      • asteroida2 Re: Gdzie się rodzi świadomość 10.06.08, 12:59
        > Niestety przyzwyczailiśmy się już do tego, że uprawiany przez nas
        > "gatunkizm" rzekomo nie jest niczym złym...

        Nie oszukujmy się. Kryterium przyznawania "prawa do życia" jest bardzo proste.
        Prawo przysługuje wszystkim tym, którzy są w stanie je wywalczyć.

        Jeśli któregoś dnia krowy by się zorganizowały i zażądały innego traktowania, to
        po jakiejś tam wojnie w której spora ich część poniosłaby śmierć, w końcu pewnie
        zostałyby uznane za "świadome istoty, którym przysluguje prawo do godnego
        życia". Jeśli skonstruujemy sztuczne inteligencje, to choćby były tysiąc razy
        mądrzejsze od nas, nie przyznamy im żadnych praw póki tego bezpośrednio nie
        zażądają i nie pokażą że mają możliwości zaszkodzenia nam jeśli ich nie przyznamy.

        I zapewne działa to też w drugą stronę. Jeśli jakaś obca cywilizacja będzie się
        zastanawiała czy potraktować jak nas partnerów do rozmowy czy robactwo do
        wytłuczenia, to nie będą ich interesowały nasze dziedzictwa kultury czy
        osiągnięcia naukowe. Będzie ich interesowało jak dobrze potrafimy o nasze prawa
        walczyć.
        • facet123 Re: Gdzie się rodzi świadomość 10.06.08, 16:24
          > Nie oszukujmy się. Kryterium przyznawania "prawa do życia" jest
          > bardzo proste. Prawo przysługuje wszystkim tym, którzy są w stanie je
          > wywalczyć.

          Tak to wygląda w rzeczywistym, ludzkim, świecie, jednak można sobie
          poteoretyzować. Filozofowie etyki od dawna już teoretyzują na ten temat i
          zaproponowali szereg kryteriów który (w idealnym świecie) decydowałby o tym czy
          jakiś obiekt posiada prawo do egzystencji. Przykładowo zaproponowane kryteria to:
          - kryterium genetyczne (prawo do życia mają istoty posiadające ludzki genom)
          - kryterium świadomości (prawo do życia mają tylko istoty świadome)
          - kryterium odczuwania (prawo do życia mają istoty posiadające zdolność odczuwania)
          - kryterium interesów (prawo do życia mają istoty posiadające szeroko rozumiane
          interesy - zdolność rozwoju i preferencje wobec środowiska w jakim się je osadza)

          Pominąłem kryteria nawiązujące do religii ponieważ są one, łagodnie mówiąc,
          kiepskie do obronienia bez przełączania mózgu w tryb dewocyjno-moherowy.

          Kryterium genetyczne wydaje się być obecnie najbardziej zbliżonym do tego jakie
          przestrzega się w naszym świecie. Choć nie do końca, bo kryterium genetyczne
          wykluczało by aborcję. Jeżeli dopuszczamy aborcję, to oznacza to, że stosujemy
          kryterium drugie - czyli godzimy się na uśmiercanie istot nie posiadających
          świadomości, lub zdolności odczuwania, a nie interesuje nas tak bardzo kod
          genetyczny. Jednak to by nie tłumaczyło dlaczego godzimy się na zabijanie
          zwierząt tucznych - one z pewnością posiadają zdolność cierpienia i
          prawdopodobnie też jakąś formę świadomości.
          Natomiast kryterium interesów chroniło by życie wszelkich istot żywych, w tym
          roślin, więc wygląda na niezbyt życiowe.

          Mi najbardziej wartościowe wydaje się kryterium oscylujące w okolicach
          świadomości i odczuwania. Wydaje mi się, że intuicyjnie każdy człowiek czuje
          respekt wobec życia obdarzonego świadomością, albo przynajmniej zdolnością do
          cierpienia. Zygoty i młode płody nie mają żadnej z tych cech, dlatego dla kogoś
          kto nie został zindoktrynowany religijne, stawianie równości między życiem
          płodu, a życiem narodzonego człowieka musi wydawać się wątpliwe.
          Takie stanowisko oznacza też, że czy nam się to podoba czy nie - musimy
          traktować zabijanie zwierząt jako coś złego. Może nie tak złego jak zabijanie
          ludzi, bo ich zdolności percepcji są mniejsze, ale z pewnością zaspokojenie
          ochoty na steka albo klopsa nie usprawiedliwia zabijania zwierząt.


          W dzisiejszym świecie są zarówno ruchy broniące życia płodów, jak i życia
          zwierząt, więc nie prawda, że tylko istoty zdolne do wywalczenia sobie prawa do
          życia posiadają takie prawa.
          • kaganovitch Re: Gdzie się rodzi świadomość 10.06.08, 16:25
            Obawoam sie, ze zaraz znow sie wlaczy do dyskusji Ziutek i znow
            bedzie smierdziec szambem... :(
            • facet123 Re: Gdzie się rodzi świadomość 10.06.08, 16:48
              Mam go wygaszonego w ustawieniach konta i nie wyświetlają mi się jego posty.
              Tobie też polecam takie rozwiązanie, zamiast karmić trolla.
              • madcio Re: Gdzie się rodzi świadomość 10.06.08, 18:20
                A myślisz, że dlaczego co jakiś czas Leonardo albo Kagan zmieniają trwałe nicki?

                W ogóle to zabawnie się robi, gdy jeden troll narzeka na drugiego... może by tak
                zorganizować arenę i sprzedawać wejściówki? Wściekły neoluddysta kontra
                religijny megalomaniak... hmmm. Tylko jeden wyjdzie stad żywy. :)
                • kaganovitch Re: Gdzie się rodzi świadomość 10.06.08, 18:42
                  Jesli nie widzisz roznicy miedzy moimi postami a chmskimi atakami
                  ziutka, to znaczy, ze powinienes dostawac rente jako mentally
                  handicaped... :(
                  • madcio Re: Gdzie się rodzi świadomość 10.06.08, 18:53
                    > Jesli nie widzisz roznicy miedzy moimi postami a chmskimi atakami
                    > ziutka,
                    Oczywiście, że widzę różnicę. W końcu jest wiele gatunków trolli.
                    • kaganovitch Re: Gdzie się rodzi świadomość 10.06.08, 19:35
                      A nie widzisz tego, ze to ty jestes trollem, a ziutek zwyklym
                      chamem, a nie trollem?
                      • madcio Re: Gdzie się rodzi świadomość 11.06.08, 19:26
                        > A nie widzisz tego, ze to ty jestes trollem,
                        Jakieś uzasadnienie by się przydało. Wedle jakich kryteriów oceniasz, czy ktoś
                        jest lub nie jest trollem?

                        > a ziutek zwyklym chamem, a nie trollem?
                        On jest i jednym, i drugim.
                        • kaganovvitch Re: Gdzie się rodzi świadomość 12.06.08, 09:56
                          Trollem jestes ty, z ta twa obsesja na punkcie rzekomych sukcesow
                          NASA... Ziutek to zas zwykly cham i tyle...
                          • madcio Re: Gdzie się rodzi świadomość 12.06.08, 18:34
                            > Trollem jestes ty,
                            Tak, jak myślałem, nie wyjaśniłeś, dlaczego. Zief.

                            > z ta twa obsesja na punkcie rzekomych sukcesow NASA
                            A właśnie, nie odpowiedziałeś na moje pytanie o dowody na twoje oskarżenia o
                            fałszerstwo. To jak, doczekamy się tych dowodów, czy też tylko żałosnych
                            zaowalowanych uzasadnień, czemu tych dowodów nie miałeś, nie masz, i mieć nie
                            będziesz?
                            • kaganovvitch Re: Gdzie się rodzi świadomość 12.06.08, 21:07
                              Moze zalozymy osobny watek?
          • asteroida2 Re: Gdzie się rodzi świadomość 10.06.08, 17:01
            > W dzisiejszym świecie są zarówno ruchy broniące życia płodów, jak i
            > życia zwierząt, więc nie prawda, że tylko istoty zdolne do
            > wywalczenia sobie prawa do życia posiadają takie prawa.

            Och, tamta definicja obejmuje wszelkie sposoby walki - w szczególności
            umiejętność znalezienia sobie wystarczająco silnego sojusznika jest bardzo
            dobrym sposobem. Zamiast inteligencji można się w tym celu posługiwać własną
            urodą czy wzbudzaniem współczucia.

            > Jeżeli dopuszczamy aborcję, to oznacza to, że stosujemy
            > kryterium drugie - czyli godzimy się na uśmiercanie istot nie
            > posiadających świadomości, lub zdolności odczuwania, a nie
            > interesuje nas tak bardzo kod genetyczny

            Kłopot tkwi jeszcze w określeniu "zdolny do odczuwania". Człowiek w śpiączce
            albo np. hibernacji może nic nie odczuwać, ale jednak w jakim sensie mieć taką
            zdolność. Podejrzewam że ktoś chwilowo zamrożony, jeśli tylko można go rozmrozić
            (choć to chwilę potrwa), byłby raczej uznany za "zdolnego do odczuwania".
            A to z kolei nie jest aż tak bardzo odległa sytuacja od zarodka, który też,
            jeśli mu się da chwilę czasu, wykształci układ nerwowy i będzie już zdolny do
            odczuwania.


            W praktyce samo prawo do życia nic nie rozwiąże. Zwierzętom domowym często
            dajemy prawo do życia, ale np. odbieramy prawo do rozmnażania się, faktycznie
            odbierając im najważniejszy cel w życiu. A jak damy im prawo do rozmnażania się,
            to będą też potrzebowały prawa do korzystania z jakichś zasobów niezbędnych do
            życia, bez żebrania o łaskę ludzi. Itd. Ten sam problem dotyczy też ludzi,
            którym np. odbieramy prawo do osiedlania się w Europie, tylko dlatego że się tu
            nie urodzili. I nie ma to żadnego związku z tym czy uznajemy ich za świadomych
            czy nie. Po prostu mamy jakieś zasoby, ale nie chcemy się nimi dzielić.

            Podobnie, gdy zabijamy zwierzęta tuczne, to nie dlatego że uważamy że nic nie
            czują. Zabijamy je, bo ich cierpienie jest dla nas _mniej_istotne_ niż nasza
            przyjemność ze zjedzenia mięsa. Mamy władzę, więc robimy to co nam się podoba.
            • facet123 Re: Gdzie się rodzi świadomość 11.06.08, 09:28
              > Och, tamta definicja obejmuje wszelkie sposoby walki - w
              > szczególności umiejętność znalezienia sobie wystarczająco silnego
              > sojusznika jest bardzo dobrym sposobem

              No nie sądzę żeby można było powiedzieć, że płody znalazły sobie sojuszników w
              osobach fundamentalistów religijnych i wykorzystują ich do swoich celów. Płody
              nie mają celów, ani woli i w ogóle ruchy pro-life powstały zupełnie bez żadnej
              aktywności samych płodów. To ludzie tworzą różne filozofie, różne systemy
              etyczne, niestety również różne religie i bywa, że bronią ich nawet gdy nie leży
              to bezpośrednio w ich interesie. Akurat w przypadku ruchów pro-life wynika z
              tego więcej złego niż dobrego, ale sama idea walki o jakieś dobro które nie jest
              moim własnym dobrem jest szczytna.

              > Kłopot tkwi jeszcze w określeniu "zdolny do odczuwania". Człowiek w
              > śpiączce albo np. hibernacji może nic nie odczuwać, ale jednak w
              > jakim sensie mieć taką zdolność.

              Dokładnie. Pokazuje to jak skomplikowane są to kwestie i, że nie ma tu nigdy
              prostych odpowiedzi, jakich życzyła by sobie religia. Wydaje mi się, że przez
              zdolność odczuwania należy rozumieć posiadanie odpowiednich aparatów do tego aby
              odczuwać oraz (co z tego wynika) posiadanie pewnej ciągłości odczuć. Gdy ktoś
              zasypia, albo zapada w stan hibernacji, to chwilowo przestaje odczuwać, ale z
              punktu widzenia jego odczuć historia odczuwania nie zostaje przerwana. Ktoś
              zasypia i budzi się rano nie będąc świadomym czasu który minął w czasie snu,
              więc nie przerywa swojej subiektywnej historii odczuć. Przez cały czas posiada
              też aparat mózgowy zdolny do odczuwania.
              Płody nie mają żadnej historii odczuć ani wykształconych aparatów mózgowych
              umożliwiających odczuwanie. Już prędzej takie aparaty posiadają zwierzęta.

              > W praktyce samo prawo do życia nic nie rozwiąże. Zwierzętom domowym
              > często dajemy prawo do życia, ale np. odbieramy prawo do
              > rozmnażania się, faktycznie odbierając im najważniejszy cel w życiu

              Oj, tu bym powiedział, że to inna kategoria praw. Zwierze domowe i tak ma o
              wiele lepiej niż zwierzę w naturze - w domu jest ciepło, jedzenie i nawet opieka
              weterynarza - w naturze trzeba walczyć o każdy kęs. W tym kontekście odebranie
              prawa do rozmnażania uważam za o wiele mniejsze ograniczenie. Zwłaszcza, że u
              zwierząt, nie posiadających wyższych potrzeb psychologicznych (posiadania
              rodziny), praktykuje się stłumienie podstawowych instynktów rozrodczych poprzez
              zabieg lub odpowiednie farmaceutyki. Inaczej mówiąc, zwierze w warunkach
              domowych zapomina o swoich gatunkowych celach.
              Chyba tylko etyka poszanowania interesów kłóci się z takim ograniczeniem
              zwierząt. Etyka ta jest jednak mocno nierealistyczna - gdyby pozwalać wszystkim
              zwierzętom rozmnażać się wedle woli to od razu skończą się zasoby i rozpocznie
              się walka na śmierć i życie. Z punktu widzenia "etyki poszanowania odczuwającego
              życia" lepiej jest nie dopuścić do powstania istot skazanych na cierpienie niż
              pozwolić naturze zająć się sprawą.

              > Podobnie, gdy zabijamy zwierzęta tuczne, to nie dlatego że uważamy
              > że nic nie czują. Zabijamy je, bo ich cierpienie jest dla nas
              > _mniej_istotne_ niż nasza przyjemność ze zjedzenia mięsa. Mamy
              > władzę, więc robimy to co nam się podoba

              Myślę, że ludzie nie zdają sobie sprawy z tego, że życie i czucie jakie szanują
              u człowieka jest bardzo zbliżone do życia jakim obdarzone jest zwierzę. Być może
              wypierają taką ewentualność, nie myślą o tym, lub zbytnio zaufali kulturze
              zachodniej zbudowanej na religii judeo-chrześcijańskiej, które głosi, że ludzie
              i tylko ludzie posiadają jakąś (rzekomo nawet nieśmiertelną) duszę, a zwierzęta
              tej duszy nie posiadają wolno je przez to zabijać. Ba - kościół głosi wręcz, że
              bóg po to stworzył zwierzęta aby ludzie mogli je jeść. Niezbyt przyjemny gość z
              tego boga... W systemach filozoficznych wschodu często nadaje się życiu zwierząt
              podobną rangę jak życiu ludzi - tam faktycznie nie zabija się zwierząt dla
              mięsa. (Niestety wschód się powoli "u-zachadnia".)
              Zauważ, że większość ludzi nie czuje się komfortowo oglądając rzeź zwierząt
              tucznych. Zautomatyzowane ubojnie to coś co budzi odrazę. W sklepach sprzedaj
              się coraz bardziej przetworzone przetwory, Mało kto kupuje i wgryza się w półtusze.
              Ja powiedziałbym, że ludzie podprogowo czują, że zabijanie zwierząt jest złe i
              dlatego są zadowoleni z tego, że odbywa się to gdzieś daleko w zamkniętych
              zakładach, a im dostarcza się gotowych kotletów. Nie muszą wtedy o tym myśleć,
              wypierają tego typu myśli. Dzieci coraz później dowiadują się, że mięso pochodzi
              od martwych zwierząt. Gdy już przychodzi co do czego, to akceptujemy wygodne dla
              nas wyjaśnienie, że zwierzęta są mniej uprzywilejowane w istnieniu i przez to
              usprawiedliwione jest ich jedzenie. Nie skupiamy się na słabości tej argumentacji.
              Przełom jest jednak tutaj nieunikniony. Podobnie jak uwolnienie niewolników,
              zaakceptowanie człowieczeństwa indian, czy ograniczenie wykonywania kary
              śmierci, jednym z kolejnych etapów dojrzewania zachodniej cywilizacji będzie
              ograniczenie jedzenia mięsa. Wyobrażam sobie, że w społeczeństwie przyszłości
              myśl o jedzeniu zwierzęcych trupów będzie budziła odrazę. To może nastąpić za
              100 lat, a może dopiero za 500, ale myślę, że nastąpi.





              • ziutek-kowalski Re: Gdzie się rodzi świadomość 11.06.08, 10:36
                o rany facet, czy ty sam siebie czytasz? Co ty pieprzysz?
                Plody nie maja mogu? Plody nie odzczuwaja? Ty chyba ocipiales.
                Wedlug faceta jest podzial na ludzi i plody.
                A kto sie rodzi jako plod wczesniak 6-cio a nawet 5-cio miesieczny?
                Rodzi sie czlowiek zdolny do zycia, interakcji ze swiatem, bolu,
                usmiechu i rakcji na glos matki.
                Wiec co pieprzysz ateistyczny barbarzynco? Nawolujesz do swiata w ,
                ktorym ludzie nie beda jedli trupow swin.
                Ale w twoim ateistycznym swiecie ciagle bedzie mordowanie ludzi-
                plodow w aborcjach i wrzucanie ich na smietnika. To sztanska obluda.
                Jezeli kobieta chce przerwac ciaze - OK.
                Dokonajmy przerwania ciazy w 6-tym miesiacu , kiedy ciaza jest
                jeszcze niewidoczna dla otoczenia i nieodczuwalna dla kobiety.
                ALE NIE ZABIJAJMY DZIECKA-PLODU. Dzieci-plody 6 -miesieczne mozna
                ze 100% pewnoscia utrzymac przy zyciu i zdrowiu i oddac od adopcji.
                Trzeba stworzyc w Polsce kilka osrodkow nowoczesnej neonatologi.
                Bo w polskich powiatowych szpitalikach brkuje specjalistycznego
                sprzetu.

              • asteroida2 Re: Gdzie się rodzi świadomość 11.06.08, 17:11
                Właściwie to z większością tego co napisałeś się zgadzam. Ale:

                > Z punktu widzenia "etyki poszanowania odczuwającego życia" lepiej
                > jest nie dopuścić do powstania istot skazanych na cierpienie niż
                > pozwolić naturze zająć się sprawą.

                Czy takie same reguły zgodziłbyś się odnieść do ludzi? I na jakiej podstawie
                wtedy oceniałbyś kto ma prawo do posiadania potomstwa, a kto nie?

                Jeśli zakładasz, że zwierzęta odczuwają podobnie jak ludzie, to czemu
                jednocześnie zgadzasz się na robienie im czegoś co w przypadku ludzi jest zwykle
                uważane za zbrodnicze (eugenika)? Czy tylko dlatego że zwierzęta nie zdają sobie
                sprawy z tego co robisz?

                Bo jeśli krzywda nieuświadomiona nie jest krzywdą, to znaczy że wszelkie prania
                mózgu, które zamieniają człowieka w terrorystę popełniającego samobójstwo w imię
                interesów jakichś swoich przywódców, są też akceptowalne.
                • facet123 Re: Gdzie się rodzi świadomość 12.06.08, 09:09
                  > > Z punktu widzenia "etyki poszanowania odczuwającego życia" lepiej
                  > > jest nie dopuścić do powstania istot skazanych na cierpienie niż
                  > > pozwolić naturze zająć się sprawą.
                  >
                  > Czy takie same reguły zgodziłbyś się odnieść do ludzi? I na jakiej
                  > podstawie wtedy oceniałbyś kto ma prawo do posiadania potomstwa, a
                  > kto nie?

                  Tak, odniósł bym taką regułę do ludzi, ale nie w tak ostrej formie która
                  zakazywała by posiadania dzieci komukolwiek. Takie podejście było by skrajnie
                  nierealne, bo nawet w cywilizowanych krajach (załóżmy, na potrzebę tej dyskusji,
                  że Polska jest cywilizowanym krajem) występują gigantyczne różnice między
                  jakością wychowywania dzieci w rodzinach dobrze sytuowanych i wykształconych, a
                  wiejskich, biedniejszych i gorzej wykształconych. Zakazywanie jednej z tych grup
                  posiadania potomstwa było by bardzo nie humanitarne. Zwłaszcza, że jeżeli tylko
                  dziecko nie przyszło na świat w rodzinie patologicznej, to i tak ma bardzo dużą
                  szansę na szczęście. Chęć posiadania potomstwa jest wyższą potrzebą
                  psychologiczną i nie łatwo było by arbitralnie rozstrzygnąć kiedy można zabronić
                  komuś posiadania dziecka.

                  Dlatego ja proponuję ograniczyć się do bardziej jasnych przypadków, to znaczy
                  takich, gdy po zajściu w ciążę, kobieta sama podejmuje decyzję o tym, że nie
                  będzie w stanie zapewnić dziecku godziwych warunków. Na decyzję może też wpłynąć
                  informacja o ewentualnych chorobach, albo upośledzeniach płodu. Dopóki płód jest
                  w wieku który wyklucza możliwość odczuwania, a tym bardziej świadomości, to
                  należy pozwolić jej dokonać aborcji. Powtarzam: decyzję podjąć ma kobieta,
                  ewentualnie jej rodzina, jeśli kobieta nie jest w stanie i decyzja ta może być
                  dowolna - jeżeli kobieta upiera się żeby urodzić chore dziecko, skazane na
                  śmierć po kilku miesiącach męczarni, to również uważam, że ma ona do tego prawo.
                  Wtedy odpowiedzialność moralną za to cierpienie bierze ona na siebie, ale lepsze
                  to niż odbieranie jej wolności. Myślę, że w po-religijnym społeczeństwie takie
                  przypadki byłyby rzadkością bo co innego niż religia może skłaniać człowieka do
                  tworzenia niepotrzebnego cierpienia w imię niepewnych mitów?
                  Wystarczyło by aby ludzie byli świadomi tego, że płód nie posiada tych cech
                  które każdy z nas intuicyjnie szanuje w innych ludziach - zdolność odczuwania i
                  myślenia. Wydaje mi się, że w tym nie ma nic trudnego i tylko krecia robota
                  religii powoduje, że myśl taka wydaje się kontrowersyjna.

                  > Jeśli zakładasz, że zwierzęta odczuwają podobnie jak ludzie, to
                  > czemu jednocześnie zgadzasz się na robienie im czegoś co w
                  > przypadku ludzi jest zwykle uważane za zbrodnicze (eugenika)? Czy
                  > tylko dlatego że zwierzęta nie zdają sobie sprawy z tego co robisz?

                  Dokładnie tak. Ponieważ odczuwanie zwierząt jest prostsze niż odczuwanie ludzi i
                  mają one prostsze potrzeby, to wystarczy nie zabijać zwierząt, nie znęcać się
                  nad nimi fizycznie i jeżeli już je hodować, to w godziwych warunkach. Selektywne
                  rozmnażanie, albo dojenie, to naprawdę niewielka (albo wręcz żadna) cena dla
                  zwierzęcia. Zwierzęta nie łączą się w pary na zasadzie miłości, więc dobieranie
                  im partnerów przez człowieka nie krzywdzi ich w żaden sposób. Są również metody
                  na to aby zwierzęciu ograniczyć popęd jeżeli nie zamierzamy go reprodukować.

                  > Bo jeśli krzywda nieuświadomiona nie jest krzywdą, to znaczy że
                  > wszelkie prania mózgu, które zamieniają człowieka w terrorystę
                  > popełniającego samobójstwo w imię interesów jakichś swoich
                  > przywódców, są też akceptowalne.

                  A co to znaczy "krzywda nieuświadomiona"? Przecież terroryści doskonale wiedzą,
                  że krzywdzą ludzi, tyle, że wedle ich systemu ci ludzie są innowiercami i wolno
                  ich krzywdzić. Zatem ich system jest niezgodny z żadną w wyżej wymienionych
                  etyk, ponieważ zakłada, że szanujemy życie/czucie/świadomość/interesy/genom
                  naszej wspólnoty religijnej, a niszczymy te wszystkie cechy w innych
                  wspólnotach. Etyka terrorysty to "etyka ochrony mojej wspólnoty
                  religijnej/narodowej/geograficznej" - nie daje się ona w żaden sposób obronić,
                  ponieważ nie potrafi odpowiedzieć na pytanie: "dlaczego ci ludzie urodzeni w
                  innych krajach nie mają prawa do życia?"
                  • ziutek-kowalski facet123, zwolennik ateistycznej Eugeniki 12.06.08, 09:33
                    No to co w skrocie facet123 proponuje:
                    1) Tylko dzieci , ktore maja zycie " godne w bogactwie" maja prawo
                    zyc , reszcie nalezy oszczedzic cierpienia i zamordowac.
                    2) Poniewaz istota ludzka osiaga "swiadomosc" dopiero jako
                    nastoletek, mozna zabijac bezkarnie niemowleta, plody,przedszkolaki
                    i dzieci do lat 12.
                    Witajcie w szatanskim i ateistycznym piekle.
                    Zauwazcie , ze identyczny program zabijania byl realizowany w
                    nazistowskich niemczech pod nazwa EUGENIKA
                    • helisasg Re: facet123, zwolennik ateistycznej Eugeniki 21.07.08, 14:22
                      "> Witajcie w szatanskim i ateistycznym piekle.
                      > Zauwazcie , ze identyczny program zabijania byl realizowany w
                      > nazistowskich niemczech pod nazwa EUGENIKA"
                      sorry, ale pieprzysz od rzeczy
                  • asteroida2 Re: Gdzie się rodzi świadomość 12.06.08, 10:29
                    > Tak, odniósł bym taką regułę do ludzi, ale nie w tak ostrej formie
                    > która zakazywała by posiadania dzieci komukolwiek. Takie podejście
                    > było by skrajnie nierealne, bo nawet w cywilizowanych krajach
                    > (załóżmy, na potrzebę tej dyskusji, że Polska jest cywilizowanym
                    > krajem) występują gigantyczne różnice między jakością wychowywania
                    > dzieci w rodzinach dobrze sytuowanych i wykształconych, a
                    > wiejskich, biedniejszych i gorzej wykształconych. Zakazywanie
                    > jednej z tych grup posiadania potomstwa było by bardzo nie
                    > humanitarne. Zwłaszcza, że jeżeli tylko dziecko nie przyszło na
                    > świat w rodzinie patologicznej, to i tak ma bardzo dużą szansę na
                    > szczęście.

                    Czy u zwierząt sytuacja jest inna? Kociak urodzony gdzieś pod śmietnikiem też ma
                    "dużą szansę na szczęście". Dlaczego więc uważasz że jego narodziny są niewskazane?

                    > Dlatego ja proponuję ograniczyć się do bardziej jasnych przypadków,
                    > (...)
                    > Wydaje mi się, że w tym nie ma nic trudnego i tylko krecia robota
                    > religii powoduje, że myśl taka wydaje się kontrowersyjna.

                    Z tym się nie będę spierał. Ale to nie rozwiązuje problemu. Dlaczego uważasz że
                    ludziom wolno mnożyć się kiedy tylko mają na to ochotę, a w przypadku zwierząt
                    "dla ich dobra" je chcesz kastrować? Przecież wszelkie argumenty dotyczące
                    ograniczonych zasobów, odnoszą się w takim samym stopniu do ludzi.

                    > Zwierzęta nie łączą się w pary na zasadzie miłości, więc dobieranie
                    > im partnerów przez człowieka nie krzywdzi ich w żaden sposób. Są
                    > również metody na to aby zwierzęciu ograniczyć popęd jeżeli nie
                    > zamierzamy go reprodukować.

                    To jest dopiero kontrowersyjna teza. Naprawdę uważasz że klaczy jest "wszystko
                    jedno" który ogier ją zapłodni? Na jakiej podstawie? Instynkt, sprawiający że
                    jedni ludzie są dla nas atrakcyjni a inni nie, jest znacznie starszy niż
                    świadomość. I tak samo funkcjonuje u wszystkich ssaków, bo ewolucja opiera się
                    na nim od dawna. Jeśli zmuszamy zwierzę do działania wbrew jemu, daje to taki
                    sam efekt jak zmuszanie do czegoś takiego człowieka.

                    > A co to znaczy "krzywda nieuświadomiona"? Przecież terroryści
                    > doskonale wiedzą, że krzywdzą ludzi, tyle, że wedle ich systemu ci
                    > ludzie są innowiercami i wolno ich krzywdzić.

                    Nie chodzi mi o ludzi skrzywdzonych przez terrorystów, tylko o samych
                    terrorystów. Jeśli metodami propagandy i prania mózgu zamieniasz człowieka w
                    swojego niewolnika, to on może być potem bardzo zadowolony z tej roli. I to jest
                    właśnie "krzywda nieuświadomiona". Podobna sytuacja występuje np. w sektach,
                    których członkowie popełniają samobójstwa.
                    Sądzisz że to jest ok, skoro robią to z własnej woli?
                    • facet123 Re: Gdzie się rodzi świadomość 12.06.08, 13:11
                      > Czy u zwierząt sytuacja jest inna? Kociak urodzony gdzieś pod
                      > śmietnikiem też ma "dużą szansę na szczęście". Dlaczego więc uważasz
                      > że jego narodziny są niewskazane?

                      Nie uważam. Jednak ponieważ zwierzęta nie mają ludzkiego typu potrzeby
                      posiadania rodziny, to możemy sterylizować koty śmietnikowe bez zbytnich
                      rozterek etycznych.

                      > Dlaczego uważasz że ludziom wolno mnożyć się kiedy tylko mają na to
                      > ochotę, a w przypadku zwierząt "dla ich dobra" je chcesz kastrować?
                      > Przecież wszelkie argumenty dotyczące ograniczonych zasobów,
                      > odnoszą się w takim samym stopniu do ludzi.

                      Dlatego, że ludzką potrzebę posiadania dzieci cenię wyżej niż zwierzęcą potrzebę
                      kopulacji, bo w zasadzie jest to jedynie potrzeba kopulacji.

                      > To jest dopiero kontrowersyjna teza. Naprawdę uważasz że klaczy
                      > jest "wszystko jedno" który ogier ją zapłodni? Na jakiej podstawie?
                      > Instynkt, sprawiający że jedni ludzie są dla nas atrakcyjni a inni
                      > nie, jest znacznie starszy niż świadomość

                      Wydaje mi się, że cierpienie klaczy wynikające z podstawienia jej "mało
                      atrakcyjnego" ogiera jest o wiele mniejsze niż miało by to miejsce u ludzi. W
                      ogóle nie jestem pewien czy jest to cierpienie. W warunkach naturalnych
                      dobieranie sobie samca przez samice było nakierowane na posiadanie najlepszego
                      potomstwa, więc samica wybierała najsilniejszego samca. W warunkach sztucznych,
                      gdy samce nie prezentują się przed samicą i nie toczą walk, a potomstwo ma
                      zapewniony dostatek w sztucznych warunkach może to mieć mniejsze znaczenie.

                      > Jeśli zmuszamy zwierzę do działania wbrew jemu, daje to taki
                      > sam efekt jak zmuszanie do czegoś takiego człowieka.

                      Wolę, umysł i rozum człowieka stawiam jednak ponad zaczątkami tychże u zwierząt.
                      U zwierząt bardziej liczy się dla mnie to czy cierpią, czy nie - to daje się
                      bardzo łatwo określić. Natomiast to czy ich wolą jest mieć tego samca, czy
                      innego, to już mocno naciągane dywagacje.

                      > Sądzisz że to jest ok, skoro robią to z własnej woli?

                      Po pierwsze - w terroryzmie o wiele większą krzywdę widzę u ofiar niż u samych
                      terrorystów. Gdyby terrorystę z wypranym mózgiem było można do końca życia
                      zamknąć w rzeczywistości wirtualnej i tam mógłby do woli zabijać i niszczyć
                      wirtualne byty, to krzywda jaką się mu w ten sposób popełnia należy do zupełnie
                      innej kategorii niż krzywda jego rzeczywistych ofiar.
                      Po drugie - gdy ktoś jest wychowany w jakimś nieżyciowym reżimie który wyprał mu
                      mózg to nie uważam aby był z tym w pełni szczęśliwy. Może twierdzić, że jest
                      szczęśliwy, ale tak samo stwierdził by ktoś komu grozimy bronią i każemy tak
                      mówić. Inaczej - słowa wypowiadane przez człowieka nie zawsze są szczere i nie
                      zawsze zgodne z jego skłonnościami. Proste badanie psychologiczne ofiary prania
                      mózgu wykazało by, że do jego psychiki wprowadzono defekt, którego sama ofiara
                      może sobie nie uświadamiać. Cierpienie takiego człowieka nie wyrażało by się
                      wprost, ale poprzez różne podświadome dążenia. Jeśli natomiast terrorysta
                      istotnie znajduje prawdziwe szczęście w tym co robi, to nie jest skrzywdzony i
                      jedynie kryterium krzywdy ofiar tego co robi świadczy o złu uprawianego przez
                      niego procederu.
                      • europitek Re: Gdzie się rodzi świadomość 12.06.08, 13:25
                        Cytat:
                        > W warunkach naturalnych dobieranie sobie samca przez samice było
                        > nakierowane na posiadanie najlepszego potomstwa, więc samica
                        > wybierała najsilniejszego samca.

                        A u ludzi jest pewnie inaczej?
                        Poza tym warto też pomyśleć, czy rzeczywisćie zawsze chodzi o posiadanie <najlepszego potomstwa>, czy może o zapewnienie mu największych szans przeżycia, co nie jest równoznaczne.
                        • facet123 Re: Gdzie się rodzi świadomość 12.06.08, 14:00
                          > A u ludzi jest pewnie inaczej?

                          Oczywiście, że jest inaczej. Bardzo często w ogóle nie bierze się pod uwagę
                          potomstwa. Ludzie nie żyją już tylko po to by mieć dzieci - spadająca dzietność
                          w krajach rozwiniętych najlepiej o tym świadczy.
                          • asteroida2 Re: Gdzie się rodzi świadomość 12.06.08, 14:59
                            A rozmiary przemysłu pornograficznego, rozpowszechnienie środków
                            antykoncepcyjnych i seksualne podteksty w całym merketingu dowodzą, że jednak
                            instynkty stanowią podstawę ludzkich zachowań.
                            • facet123 Re: Gdzie się rodzi świadomość 12.06.08, 15:29
                              Stanowią motywację, to fakt.
                              Ale ludzie całkiem dobrze radzą sobie z powstrzymywaniem instynktów - nie
                              kopulują ciągle i wszędzie.
                              • asteroida2 Re: Gdzie się rodzi świadomość 12.06.08, 15:39
                                > Ale ludzie całkiem dobrze radzą sobie z powstrzymywaniem instynktów
                                > - nie kopulują ciągle i wszędzie.

                                Nie? A co ich powstrzymuje (poza ograniczonym zasobem sił na to)?
                                • facet123 Re: Gdzie się rodzi świadomość 12.06.08, 15:50
                                  Kultura, zasady społeczne które nie pozwalają robić tego w miejscach
                                  publicznych. Umowy partnerstwa i wierności, strach przed ciążą i chorobami
                                  wenerycznymi. Pewnie jeszcze coś by się znalazło.
                          • europitek Re: Gdzie się rodzi świadomość 13.06.08, 01:11
                            Jeśli rzecz o spadającej dzietności w krajach rozwiniętych, to ma ona - moim zdaniem - rozsądne uzasadnienie na płaszczyźnie ewolucyjnych rozważań. Po pierwsze, Homo s. jest gatunkiem stosującym strategię "na nadprzeżywalność" potomstwa. Po drugie, zachowania instynktowe zawierają w sobie, oprócz popędów, również dużą składową wyuczonych schematów działania. Część z tych schematów - nabywanych w czasie socjalizacji - dotyczy także szacowania szans własnego potomstwa. Jeśli przez presją środowiska społecznego wbijesz ludziom do głów konkretne sposoby szacowania tych szans, to możesz w wyniku uzyskać bardzo wysokie subiektywne wymagania co do poziomu posiadania zasobów niezbędnych dla zapewnienia pomyślności własnego potomstwa. W efekcie ludzie będą się starali gromadzić więcej zasobów niż jest to konieczne, przeszacowując w górę "cenę" dziecka. A więc zaniżając jednocześnie swoje możliwości do tego stopnia, że niektórzy w ogóle rezygnują z posiadnia dzieci.
                            Niektóre zwierzęta też tak robią w naturze, gdy oceniają aktualnie panujące warunki środowiskowe jako wybitnie niekorzystne. Nie warto inwestować w potomstwo, gdy we własnej ocenie nie widzi się wielkich szans na zapewnienie mu odpowiednich warunków. Lepiej czekać "na lepsze czasy".

                            Natomiast zostawię na boku kwestią czy żywe organizmy żyją "po coś", czy "dlaczego", bo otworzylibyśmy temat-rzekę. Może kiedy indziej?
                            • ziutek-kowalski Latwo jest budowac bzdurne teorie demograficzne 13.06.08, 09:40
                              Europitek mowi, ze "przyczyna spadajacej dzietnosci w krajach
                              rozwinietych.........przeszacowywanie ceny dziecka"
                              No coz , jest to kompletny bullshit.
                              Bo Polska miala wieksza niz obecnie dzietnosc w latach drugiej wojny
                              swiatowej czy w czasie stanu wojennego Jaruzelskiego gdy na polkach
                              sklepow byl tyko ocet.
                              Wyjasnieniem jest duzo proste. Syty motloch krajow zchodnich i
                              malpujacy ich polski motloch jako pierwsaa motywacje zyciowa ma
                              EGO-izm. Najpierw trzeba kilka lat na dicso i w pubach sie
                              poszalajac. Potem kredyt na wakacje, plazme,meble, coraz wieksze
                              domy, kariera biurwy i tak lata leca .
                              W normalnych spoleczensstwach byl altruizm uczony przez religie.
                              Teraz jest wymierajace,bezdzietne pieklo ateistycznej chciwosci,
                              konsumpcjonizmu i egoizmu.
                            • facet123 Re: Gdzie się rodzi świadomość 16.06.08, 08:48
                              > Nie warto inwestować w potomstwo, gdy we własnej ocenie nie widzi
                              > się wielkich szans na zapewnienie mu odpowiedn ich warunków.
                              > Lepiej czekać "na lepsze czasy".

                              Ja myślę, że tu też chodzi o "egoizm" polegający nas tym, że ludzie wolą
                              inwestować w siebie niż w dzieci. Przecież wiele jest par bardzo dobrze
                              sytuowanych, takich które w zasadzie nie mogą powiedzieć, że nie stać ich na
                              dzieci, bo nawet gdyby mieli 10-tkę to i tak każde miało by szansę na prywatną
                              edukację i ponad-przeciętny standard życia. A mimo tego mało jest rodzin
                              posiadających trójkę lub więcej dzieci. Większość zadowala się jednym i potem
                              jeszcze jednym. A trójka to minimum jeżeli chcemy podtrzymać liczność populacji
                              (dwójka była by minimum gdyby wszyscy się parowali i mieli dwójkę dzieci.
                              Ponieważ tak nie jest to szacować można, że trójka jest tą bezpiecznym progiem).

                              Jestem też sceptyczny wobec tłumaczenia zachowań w dzisiejszej kulturze
                              bezpośrednio przystosowaniami ewolucyjnymi. Od czasu gdy ludzie uniezależnili
                              się od czynników naturalnych (dzięki medycynie, rolnictwie i innym wynalazkom) o
                              wiele więcej zależy od kultury, wpojonych w dzieciństwie wzorców zachowań,
                              globalnej i lokalnej ekonomii, różnego rodzaju mód i zwyczajów niż od
                              ewolucyjnych przystosowań mózgu. Już prędzej ewolucja memów tłumaczy dzisiejsze
                              zachowania ludzi niż ewolucja gatunku.
                              • europitek Re: Gdzie się rodzi świadomość 17.06.08, 19:39
                                Cytat:
                                > Przecież wiele jest par bardzo dobrze sytuowanych, takich które w
                                > zasadzie nie mogą powiedzieć, że nie stać ich na dzieci, bo nawet
                                > gdyby mieli 10-tkę to i tak każde miało by szansę na prywatną
                                > edukację i ponad-przeciętny standard życia.

                                Rzecz w tym, iż nie chodzi wyłącznie o osiągnięty status materialny, jako ewentualny miernik zasobności potencjalnych rodziców. Zbyt często traktuje się go jako wskaźnik, jeśli nie jedyny, to dominujący, co jest błędnym podejściem. To tylko jeden z naszych zasobów życiowych i w dodatku taki, którego powiększanie i otrzymanie (poza incydentalnymi przypadkami) kosztuje dość sporo licząc w utraconych innych zasobach. Mówiąc obrazowo, za zasoby materialne płacimy innymi, których utrata bywa nierekompensowalna (nieodwracalna). Nic "za darmo".
                                Większośc ludzi w tzw. krajach rozwiniętych wiele lat swego życia musi poświęcić na zdobywanie wykształcenia formalnego i karierę zawodową zanim osiągnie poziom materialny, o którym mówisz. Płaci za to wysoką cenę, gdyż czas (inne zasoby też) tracony na zdobywanie i utrzymywanie wysokiego statusu materialnego mogą odkupić tylko częściowo (np. kupując usługi od innych ludzi), gdyż pewne procesy są nieodwracalne w czasie (np. starzenie się i związane z nim zmiany fizjologiczne). W demografii zauważono to już dawno, chociaż nie formułowano tak dosadnie, wprowadzając do badań nad rozrodczością taki wskażnik, jak wiek kobiety w chwili urodzenia pierszego dziecka. Szybko zauważono, że im kobieta później rodzi pierwsze dziecko, tym mniej będzie miała potomstwa w ogóle. Nietrudno zauważyć, że długotrwała edukacja i intensywna praca zawodowa nie są czynnikami obniżającymi ten wiek.
                                Istotnym elementem gry o "odpowienio wysoki" status materialny jest też indywidualne jego wyznaczanie (w zastosowaniu do siebie) przez poszczególne jednostki. A tu kapitalne znaczenie ma presja środowiska społecznego wywierana na jednostkę od najmłodszych lat, co moze prowadzić do wypracowania wzorca nie mającego nic wspólnego z rzeczywistymi potrzebami.
                                Przeciwko "egoizmowi" potencjalnych rodziców przemawiają też doświadczenia ostatnich lat, będące są udziałem państw, któe wprowadziły znaczące socjale prorozrodcze. Ta "manna z nieba" nic nie kosztuje obdarowanego, licząc w innych zasobach życiowych, więc spełnia rolę impulsu prorozrodczego. Alternatywą są tylko utrzymywanie sporej części społeczeństwa poza głównym nurtem życia gospodarczego lub znaczący import ludności z terenów pozostających poza wpływami naszego modelu życia społecznego. Tego ostatniego próbowano w kkońcu XX. wieku w wielu państwach europejskich, ale okazało sie to rozwiązaniem chwilowym, nieperspektywicznym - po części z tych samych względów, które spowodowały spadek rozrodczości wśród tubylców. Z kolei silna reglamentacja awansu materialnego jest nierealistyczna ze względów polityczno-ustrojowych.

                                Cytat:
                                > Jestem też sceptyczny wobec tłumaczenia zachowań w dzisiejszej
                                > kulturze bezpośrednio przystosowaniami ewolucyjnymi.

                                Ja też, jeśli ujmować sprawę tak ogólnie. Jednak poszczególne zjawiska dają się uogólnić do poziomu ewolucyjnego i wyrazić we właściwych dla niego kategoriach. Podstawowa sprawa to określenie na jakim poziomie szczegółowości chcemy objaśniać konkretne zjawiska (procesy). Niektóych zachowań zwierząt też nie objaśnisz na każdym poziomie szczegółowości przy pomocy ewolucjonizmu.
                                Ewolucjonizm dostarcza objaśnień mocno uogólnionych ("ustatystycznionych"), które nie nadają się do drobiazgowej analizy zdarzeń incydentalnych, które najprecyzyjniej można jest objaśniać na niskich poziomach ogólności. Wszystko więc zależy od tego jakiej dokładności oczekujemy od odpowiedzi na pytanie "dlaczego?". Powiedziałbym nawet, że ewolucjonizm spełnia taką rolę w naukach o świecie żywym, jak matematyka w dziedzinach traktujących o materii nieożywionej - pokazuje ogólne zależności strukturalne nie wnikając zbytnio w konkretne treści wypełniające te struktury.

                                W kwestii "uniezależnienia się ludzi od czynników naturalnych" byłbym jednak mniejszym "optymistą" niż Ty. Na razie jeszcze zbyt mało wiemy (w sensie zakresu i ugruntowania wiedzy) o wpływie tychże czynników na nasze życie społeczne, żeby można było powiedzieć, że "natura" sobie a "kultura" sobie. Tym bardziej, że postęp wiedzy dostarcza nam raczej argumentów na rzecz szukania przetworzonych wpływów "natury" na "kulturę" niż przemawiających za "niepodległością" tej ostatniej.
                                • facet123 Re: Gdzie się rodzi świadomość 19.06.08, 08:43
                                  > W demografii zauważono to już dawno, chociaż nie formułowano tak
                                  > dosadnie, wprowadzając do badań nad rozrodczością taki wskażnik, jak
                                  > wiek kobiety w chwili urodzenia pierszego dziecka. Szybko zauważono,
                                  > że im kobieta później rodz i pierwsze dziecko, tym mniej będzie miała
                                  > potomstwa w ogóle

                                  To zjawisko ma też inną konsekwencję - gdy kobiety będą rodzić dzieci później,
                                  to na przestrzeni kolejnych pokoleń długość życia (jak i czas przez który
                                  pozostaje się płodnym) będzie się wydłużał. Dawkins ładnie opisał ten mechanizm
                                  w "samolubnym genie".

                                  > lub znaczący import ludności z terenów pozostających poza wpływami
                                  > naszego modelu życia społecznego.

                                  To najbardziej niebezpieczne i krótkowzroczne rozwiązanie ze wszystkich.
                                  Przecież ci imigranci albo się zasymilują i przestaną się mnożyć (czyli nic nie
                                  osiągniemy), albo co bardziej prawdopodobne będą się mnożyć na potęgę, ale w
                                  ramach swoich hermetycznych wspólnot przez co po kilku dziesięcioleciach zagrożą
                                  tym, że demokratycznie przejmą rządy. A wiadomo jakie wartości reprezentuje
                                  ludność o jakiej mówimy.



                                  • europitek Re: Gdzie się rodzi świadomość 19.06.08, 15:02
                                    Emigranci, z reguły, stanowią wyraźną mniejszość i kilkdziesiat lat to zdecydowanie za mało na "skolonizowanie" tubylców. Poza tym spora ich część się asymiluje, włączając się w życie gospodarcze gospodarzy - w końcu taki jest cel ich emigracji - i odchodzi od modelu rozrodczości przywieziomego z kraju pochodzenia przez pierwsze pokolenie. Zauważ, że jakoś Turcy i Jugosłowianie nie zalali Niemiec, mimo dużego ich napływu w latach 70. i 80. XX. wieku. A Niemcy nie stały się państwem o wysokim przyroście naturalnym.

                                    Cytat:
                                    > To zjawisko ma też inną konsekwencję - gdy kobiety będą rodzić
                                    > dzieci później, to na przestrzeni kolejnych pokoleń długość życia
                                    > (jak i czas przez który pozostaje się płodnym) będzie się
                                    > wydłużał. Dawkins ładnie opisał ten mechanizm w "samolubnym genie".

                                    Szczerze mówiąc, to nie pamietam tego wywodu, ale ostatni raz czytałem "Samolubny gen" jakieś 2-3 lata temu. Na mój rozum wpływ późnego rozpoczęcia rodzenia dzieci przez kobiety nie ma zbyt wielkiego wpływu na średni czas trwania życia. Może jedynie utrwalać tendencję stymulowaną przez rozwój cywilizacyjny, który odgrywa rolę dominującą.
                                    Późne rodzenie dzieci, co prawda, eliminuje niektóre geny letalne - ich nosiciele umierają zanim przekażą je potomstwu - lecz równocześnie prowadzi do wzrostu ilości mutacji i spadku biologicznej "jakości" potomstwa. Z tego punktu widzenia chyba najlepszym wiekiem dla kobiety na rodzenie dzieci jest przedział 20-29 lat (ze wskazaniem na jego pierwszą połowę).
                                    Ogólnie rzecz biorąc, za szybki przyrost długości trwania życia odpowiada masakrycznie wielki postęp cywilizacyjny ostatnich dwu stuleci, który spowodował spadek śmiertelności.
                                    • facet123 Re: Gdzie się rodzi świadomość 20.06.08, 08:29
                                      > Na mój rozum wpływ późnego rozpoczęcia rodzenia dzieci przez kobiety
                                      > nie ma zbyt wielkiego wpływu na średni czas trwania życia. Może
                                      > jedynie utrwalać tendencję stymulowaną przez rozwój cywilizacyjny,
                                      > który o dgrywa rolę dominującą.

                                      Dawkinsowi chodziło chyba o to, że nie każda kobieta jest w stanie urodzić
                                      zdrowe dzieci po pewnym wieku. Jeżeli wszystkie kobiety będą rodzić później, to
                                      siłą rzeczy przetrwają tylko dzieci (geny) kobiet przystosowanych do rodzenia
                                      później, a idzie to w parze z genetycznie lepszymi warunkami do dłuższego życia.
                                      "Samolubny gen" to książka z przed 30 lat - być może to rozumowanie się już
                                      zdezaktualizowało.
                                      • europitek Re: Gdzie się rodzi świadomość 22.06.08, 14:07
                                        Takie wyjaśneinie jest ogólnie rzecz biorąc sensowne w punktu widzenia teorii ("konsumuje" też sprawę, o której napisałem), ale w praktyce nie jest tak łatwo. W demografii można zaobserwować tendencję wręcz odwrotną - późniejsze urodzenie pierwsze dziecka i wcześniejsze zakończenie rodzenia dzieci. Widać to dobrze na przykłądzie Polski w okresie od II wojny światowej - wskaźnik urodzeń dzieci przez kobiety w wieku powyżej 40. bardzo wyraźnie spadł. Podobnie jak kobiet z najmłodszym przedziałów wiekowych. W krajach zachodnioeuropejskich proces ten uwidocznił się jeszcze sporo przed II wojną światową.
                                        Byż może może 100 lat (4 pokolenia), to zbyt krótki czas na ujawnienie się nowych biologicznych parametrów okresu płodności kobiet, lecz obecnie zauważalna tendencja idzie w odwrotnym kierunku. Na mój "gust", to rodzenie dzieci w wieku późniejszym samo z siebie nie musi wpływać na przesunięcie granicy wieku płodności kobiet "w górę". A trzeba też pamiętać, że śmiertelność spada przede wszystkim z powodu zmian cywilizacyjntch, a nie biologicznych.
                      • asteroida2 Re: Gdzie się rodzi świadomość 12.06.08, 14:25
                        > Jednak ponieważ zwierzęta nie mają ludzkiego typu potrzeby
                        > posiadania rodziny,
                        > (...)
                        > Dlatego, że ludzką potrzebę posiadania dzieci cenię wyżej niż
                        > zwierzęcą potrzebę kopulacji, bo w zasadzie jest to jedynie
                        > potrzeba kopulacji.

                        To jest naprawdę BARDZO antropocentryczne podejście.
                        Twierdzisz że ludzka "potrzeba posiadania rodziny" wynika z jakichś wyższych
                        uczuć, nie posiadanych przez zwierzęta. Skąd w ogóle taki pomysł? Gdyby człowiek
                        nie miał instynku (macierzyńskiego czy ojcowskiego), to zakładałby rodziny? W
                        imię czego? Świetlanej przyszłości narodu?

                        Poza tym, najwyraźniej uważasz że pozbawienie zwierząt możliwości kopulacji, nie
                        jest żadną krzywdą. Jak sądzisz - gdybyś się zapytał ludzi, czy zgodziliby się
                        zrezygnować sami na zawsze z takiej możliwości w zamian za wygodny dom i darmowe
                        jedzenie, to jaki procent by się zgodził?

                        Zaczynam podejrzewać, że sam przyłożyłeś kiedyś rękę do wykastrowania jakiegoś
                        zwierzęcia i teraz już musisz się upierać że to coś dobrego, bo inaczej
                        musiałbyś przed samym sobą przyznać że zrobiłeś coś złego.

                        > (...) Natomiast to czy ich wolą jest mieć tego samca, czy
                        > innego, to już mocno naciągane dywagacje.

                        Rzecz w tym że całe "dobieranie się w pary" u ludzi opiera się na decyzjach nie
                        podejmowanych przez świadomość. Opiera się na bardzo rozbudowanych niższych
                        mechanizmach, które dzielimy ze zwierzętami. Gdyby ktoś podsunął ci partnerkę
                        wybraną według jakichś reduł, to choćbyś nawet zgadzał się z tymi regułami, nie
                        oznacza to jeszcze że ona ci się spodoba.

                        Oczywiście może cię zdanie zwierząt na ten temat nie interesować (tak samo jak
                        większości ludzi nie interesuje że są zabijane na mięso) - ale skąd pomysł że to
                        dla nich coś dobrego?

                        > Po pierwsze - w terroryzmie o wiele większą krzywdę widzę u ofiar
                        > niż u samych terrorystów

                        OK. Pod tym względem terroryści to nie był za dobry przykład.

                        > Proste badanie psychologiczne ofiary prania mózgu wykazałoby, że
                        > do jego psychiki wprowadzono defekt, którego sama ofiara
                        > może sobie nie uświadamiać.

                        Tak sądzisz?

                        Przypuśćmy że podsunę ci kilka osób do badania:
                        * członka ochrony Kim Dzong Ila, szaleńczo oddanego swojemu władcy.
                        * polskiego pariotę, idącego na pewną śmierć w obronie ojczyzny w 1939
                        * misjonarza ryzykującego życie aby krzewić wiarę w barbarzyńskich rejonach w
                        średniowieczu
                        * fanatyczną wyznawczynię jakiegoś piosenkarza, gotową zrobić dla niego wszystko
                        * matkę ginącą w obronie swoich dzieci

                        Sądzisz że niektóre z tych osób mają defekt psychiczny, a inne nie? Według
                        jakich kryteriów badania, taki defekt mógłby zostać wykryty?
                        • facet123 Re: Gdzie się rodzi świadomość 12.06.08, 15:12
                          > To jest naprawdę BARDZO antropocentryczne podejście.
                          > Twierdzisz że ludzka "potrzeba posiadania rodziny" wynika z jakichś
                          > wyższych uczuć, nie posiadanych przez zwierzęta. Skąd w ogóle taki
                          > pomysł? Gdyby człowiek nie miał instynku (macierzyńskiego czy
                          > ojcowskiego), to zakładałby rodziny? W imię czego? Świetlanej
                          > przyszłości narodu?

                          Tutaj w zasadzie powinien wypowiedzieć się jakiś neurolog. Dopiero badamy te
                          kwestie, ale np. niejaki Damasio (wybitny specjalista w tej dziedzinie)
                          twierdzi, że emocje można podzielić na dwie grupy wg systemów mózgowych jakie
                          angażuje ich przeżywanie. Jedne z nich działają bez udziału świadomości, drugie
                          to emocje uświadomione. Uświadomione emocje angażują te części mózgu
                          odpowiedzialne za budowanie modeli rzeczywistości i przewidywanie konsekwencji.
                          Im bardziej jakieś zachowanie jest "zwierzęce" w tym większym stopniu angażuje
                          te poza-świadome części mózgu, a im bardziej jest ludzkie, tym więcej ma do
                          powiedzenia świadomość. Myślę, że śmiało można powiedzieć, że u człowieka
                          zachowania o jakich mowa są o wiele bardziej świadome, nawet jeśli podstawową
                          motywacją do nich są podstawowe popędy.

                          > gdybyś się zapytał ludzi, czy zgodziliby się zrezygnować sami na
                          > zawsze z takiej możliwości w zamian za wygodny dom i darmowe
                          > jedzenie, to jaki procent by się zgodził?

                          Chyba jednak godzimy się, że Jakieś różnice w działaniu rozumu człowieka i
                          zwierzęcia występują.

                          > Gdyby ktoś podsunął ci partnerkę
                          > wybraną według jakichś reduł, to choćbyś nawet zgadzał się z tymi
                          > regułami, nie oznacza to jeszcze że ona ci się spodoba.

                          Gdybym zgadzał się z regułami, to dlaczego miała by mi się nie podobać? Myślę,
                          że gdyby ktoś istotnie dobrał idealną partnerkę do mojego profilu
                          osobowościowego to nie mogła by mi się nie podobać. To by było nawet lepsze niż
                          w rzeczywistości - nie jesteś w stanie przeanalizować wszystkich partnerek i
                          decydujesz się na jedną z mocno ograniczonej próbki. Gdyby mi się nie podobała
                          to oznaczało by to, że gdzieś popełniono błąd w regułach :). (nie, nie wierzę w
                          przeznaczenie:)

                          > Oczywiście może cię zdanie zwierząt na ten temat nie interesować
                          > (tak samo jak większości ludzi nie interesuje że są zabijane na
                          > mięso) - ale skąd pomysł że to dla nich coś dobrego?

                          Z tego, że oferujemy im lepsze warunki niż mają w naturze, a jedyna cena jest
                          taka, że trochę ograniczymy ich wolność. Inaczej mówiąc jakiś jeden na 100
                          samiec alfa nie będzie mógł zapłodnić tyle samic ile by chciał, ale za to
                          pozostałe 99 osobników będzie miało o wiele wygodniejsze życie.

                          > (...) Sądzisz że niektóre z tych osób mają defekt psychiczny, a
                          > inne nie? Według jakich kryteriów badania, taki defekt mógłby
                          > zostać wykryty?

                          Teraz podałeś przykłady co do których nie uważam aby miały jakieś defekty.
                          Jeżeli nie krzywdzą innych ludzi to w zasadzie należało by im pozwolić żyć po
                          swojemu. Problem w tym, że w praktyce bardzo rzadko takie skrajności obywają się
                          bez ofiar zewnętrznych i wewnętrznych. Religie i reżimy prędzej czy później
                          prowadzą do rozlewu krwi niewinnych. (Co do patrioty i matki to sprawa jest w
                          zasadzie prosta - mamy tu nierozwiązywalny problem stron matka-dziecko,
                          żołnierz-żołnierz - ich interesy są nie do pogodzenia, więc nie ma tutaj dobrego
                          rozwiązania.).
                          W przypadku religii i totalitaryzmów myślę, że można by się doszukiwać
                          stłumienia pewnych skłonności do indywidualizmu i zdroworozsądkowego myślenia
                          poprzez wpojone blokady. Bardzo często problem wynika też z tego, że ofiary
                          warunkowań nigdy nie zetknęły się z innymi światopoglądami. Nie mają więc
                          rzeczywistego wyboru. Myślę, że część fundamentalistów zmieniła by zdanie gdyby
                          przedstawić im inne opcje w nie-opresyjnych warunkach. Tych którzy pozostali by
                          przy swoim należało by potraktować jako szczęśliwych w tym co robią i tylko
                          kryterium zewnętrznej krzywdy jest czymś co powinno ich ograniczać.
                          Podstawowy problem z religiami, reżimami, obowiązkiem służby wojskowej itd.
                          polega na tym, że odbiera się człowiekowi wolność wyboru.
                    • europitek Re: Gdzie się rodzi świadomość 12.06.08, 13:18
                      Cytat:
                      > To jest dopiero kontrowersyjna teza.

                      Masz rację. Niektóre gatunki (np. wilki, likaony) wykazują duże zaangażowanie emocjonalne w swoich związkach.
                      • facet123 Re: Gdzie się rodzi świadomość 12.06.08, 14:17

                      • facet123 Re: Gdzie się rodzi świadomość 12.06.08, 14:23
                        No dobra, ale jeśli godzimy się, że świadomość, psychika, emocje, rozum są w
                        ciągły sposób zróżnicowane u różnych gatunków, to chyba trzeba się też zgodzić,
                        że ich status moralny jest zróżnicowany. I wtedy mimo wszystko zwierzęce
                        pragnienia będą mniej ważne niż ludzkie.

                        Chyba, że najmniejsze przesłanki świadczące o jakiś czuciu automatycznie
                        oznaczały by zakaz wszelkiej ingerencji w życie zwierzęcia. Wtedy wszelka
                        hodowla i eugenika zwierząt powinna być zakazana, nawet trzymanie psa w domu.
                        Tylko, że wtedy znowu nie rozwiązujemy problemu moralnego, ale przed nim
                        uciekamy, ponieważ w naturze warunki przeciętnego zwierzęcia są gorsze niż w
                        przeciętnym domu.
                        • asteroida2 Re: Gdzie się rodzi świadomość 12.06.08, 15:03
                          > I wtedy mimo wszystko zwierzęce pragnienia będą mniej ważne niż
                          > ludzkie.

                          Przed tym i tak nie uciekniemy.

                          To Ty wygłosiłeś (skądinąd bardzo fajną) tezę, że w miarę rozwoju cywilizacji
                          zwiększa się szacunek dla uczuć innych istot, i kiedyś jedzenie mięsa będzie
                          wzbudzało obrzydzenie.
                          Tylko z nie do końca zrozumiałych dla mnie powodów nie uważasz że to samo
                          powinno się odnosić do innych sposobów krzywdzenia zwierząt, jak np. przymusowej
                          kastracji. To jest trochę nielogiczne.
                          • facet123 Re: Gdzie się rodzi świadomość 12.06.08, 15:31
                            Jeżeli o to chodzi, to uważam, że w idealnym świecie nie powinno się w ogóle
                            odbierać wolności zwierzętom.

                            Tylko, że zacząłem się zastanawiać czy taka wolność dla zwierząt to faktycznie
                            coś dobrego - w końcu wtedy o życiu, śmierci i cierpieniu decyduje natura...
                            • europitek Re: Gdzie się rodzi świadomość 13.06.08, 00:00
                              A czy "taka wolność" dla ludzi "to faktycznie coś dobrego"? Przecież w przypadku ludzi jest właśnie tak, że o wszystkim decyduje natura - ludzka natura. O ile oczywiście nie istnieją "istoty wyższe" i "najwyższe" ustalające według własnego widzimisię reguł gry.
                              • facet123 Re: Gdzie się rodzi świadomość 16.06.08, 08:57
                                > A czy "taka wolność" dla ludzi "to faktycznie coś dobrego"? Przecież
                                > w przypadk u ludzi jest właśnie tak, że o wszystkim decyduje natura -
                                > ludzka natura.

                                W tym względzie jestem idealistą - ludzka natura (żądze, popędy i
                                podporządkowana im inteligencja) stworzyły cywilizację - system który
                                minimalizuje krzywdę, piętnuje zachowania prowadzące do krzywdy (prawo) i
                                pozwala każdemu realizować się wedle własnej woli pod warunkiem, że nie krzywdzi
                                innych. Mam tu na myśli cywilizację zachodnią, albo jakąś jej wyidealizowaną
                                formę do której, mam nadzieję i wierzę w do, dąży Europa.
                                Zatem wszelkie ograniczenia wolności jakie stawia przed nami "cywilizowana"
                                kultura uważam za usprawiedliwione, ponieważ zysk jaki z tego płynie przeważa
                                nad stratami.
                                I nie mówcie mi tu, że jakieś wykolejone jednostki w stylu psychopaci, albo
                                fundamentaliści religijni nie zgodzili by się z tym (ich ograniczenia wolności
                                upośledzają ich bardziej w ich rozumieniu). To są jednostki patologiczne -
                                jesteśmy coraz bliżej zdefiniowania rejonów mózgu upośledzonych u psychopatów.
                                Natomiast fundamentaliści nie rodzą się sami z siebie - to ludzie upośledzeni
                                poprzez indoktrynację treściami które karzą im szukać osobistego spełnienia w
                                krzywdzeniu i ubezwłasnowolnianiu innych.

                                • ziutek-kowalski Manowce Ego-wolnosci 16.06.08, 09:20
                                  Ewolucja kulturowa bez religii prowadzi czlowieka na manowce.
                                  Bo Ego-izm jest zawsze korzystniejszy dla jednostki.
                                  -wygodniej jest nie miec dzieci
                                  -wygodniej jest wpolzyc z wieloma samicami bez odpowiedzialnosci
                                  monogamicznego malzenstwa
                                  - korzystniej jest krasc, oszukiwac ,klamac, cudzolozyc
                                  - korzystniej jest eutanazjowac ojca i matke niz miec klopoty
                                  opieki nad nimi.
                                  I w ten sposob slepi ateisci , ktorzy z taka samobojcza
                                  determinacja niszcza altruizm i zasady moralne religi, znajduja sie
                                  w piekle ateistycznej dzungli spolecznej.
                                  My ludzie religijni ze spokojem patrzymy na samobojcze salenstwo
                                  ateistow. Wiemy , ze kazda ateistyczna spoleczna utopia eksploduje
                                  po 3 pokoleniach.
                                  • ziutek-kowalski Czy Ego-ista ma swiadomosc? 16.06.08, 11:47
                                    Oczywiscie ,ze egoista ma swiadomosc wlasnych potrzeb, ktore bedzie
                                    staral sie zaspokajac po trupach innych.
                                    -Egoista zadepcze cie w pracy bo liczy sie tylko jego awans
                                    -Egoistka zamorduje wlasne dziecko w aborcji bo liczy sie tylko ona
                                    -Zlodziej ukradnie ci portfel z twoja pensja bo liczy sie tylko
                                    jego dobro
                                    Egoista nie wykazuje empatii , ktora jest matka
                                    altruizmu. Egoista ma swiadomosc wlasnego egoizmu i jest egoista ze
                                    swiadomego wyboru.
                                    Oczywisci , ze ateisci zaczna chrzanic o relatywizmie dobra i zla.
                                    Bzdura. Bo pewien facet dwa tysiace lat temu dal nam latwy sposob
                                    na wlasciwe wybory moralne. "NIE ROB INNEMU CO TOBIE NIEMILE"
                                    Ten facet mial na imie Jezus.

                                  • europitek Re: Manowce Ego-wolnosci 17.06.08, 20:19
                                    Cytat:
                                    > Bo Ego-izm jest zawsze korzystniejszy dla jednostki.

                                    Nie zawsze. Szympans egoista prawie nigdy nie zostaje alfą.

                                    Cytat:
                                    > -wygodniej jest wpolzyc z wieloma samicami bez odpowiedzialnosci

                                    O ile samice na to pozwolą. Jeśli nie to nici ze współżycia.

                                    Cytat:
                                    > -wygodniej jest nie miec dzieci

                                    Poczytaj dlaczego amerykańscy farnerzy z okresu Dzikiego Zachodu preferowali wdowy z dużą liczbą dzieci.

                                    Cytat:
                                    > - korzystniej jest eutanazjowac ojca i matke niz miec klopoty
                                    > opieki nad nimi.

                                    I tym samym dać własnym dzieciom przykłąd, jak moją postąpić z nami. Lubisz być na starość "eutanazjowany"?

                                    Cytat:
                                    > - korzystniej jest krasc, oszukiwac ,klamac, cudzolozyc

                                    Tylko wtedy, gdy przynosi to konkretne korzyści i uchodzi bezkarnie.
                                • europitek Re: Gdzie się rodzi świadomość 17.06.08, 20:24
                                  A więc jesteś idealistą, który "śpiewa" na ewolucjonistyczną nutę. Życie w społeczności zawsze wymaga pewnych ograniczeń, które są akceptowane jako mały koszt dużych zysków wpłynących z członkostwa we wspólnocie.
                                  • facet123 Re: Gdzie się rodzi świadomość 18.06.08, 09:47
                                    > A więc jesteś idealistą, który "śpiewa" na ewolucjonistyczną nutę.

                                    No nie wiem czy koniecznie ewolucjonistyczną. System społeczny formuje się u
                                    ludzkości w sposób nieco podobny do ewolucji, ale uważam, że ewolucja nie jest
                                    jedynym sposobem powstawanie tego rodzaju systemu. Po za tym tego rodzaju
                                    ewolucja to zupełnie co innego niż ewolucja biologiczna - tutaj elementem doboru
                                    nie są osobniki, grupy, czy nawet geny, ale pewne ulotne pomysły - "memy", jak
                                    powiedzieli by niektórzy. Są one jednak bardzo ulotne, nie replikują się i nie
                                    mutują tak jak to robią geny, zbyt dużo tu różnic, by "ewolucjonizm" był tutaj
                                    słowem kluczem. Raczej rozum i humanizm - to terminy definiujące mój idealizm.

                                    PS. Można powiedzieć, że jeszcze jestem idealistą, ale pracuję nad tym :)
                                    • europitek Re: Gdzie się rodzi świadomość 19.06.08, 04:00
                                      Wpływ ewolucji genowej na memową jest jednak bardzo duży. To geny tworzą przetwornik memów i określają jego parametry (w tym sposób pracy). To geny wyznaczają pewne standardy i granice siedząc wygodnie na "tylnym siedzeniu".

                                      W sprawie PS, to pochwalam tendencję. Chociaż ostateczny wynik może być na wiele sposobów nieprzyjemny z punktu widzenia Twego dzisiejszego idealizmu. Idealizm daje pewien komfort psychiczny.
                                      • facet123 Re: Gdzie się rodzi świadomość 19.06.08, 09:09
                                        > o geny tworzą przetwornik memów i określają jego parametry (w tym
                                        > sposób pracy). To geny wyznaczają pewne standardy i granice siedząc
                                        > wygodnie na "tylnym siedzeniu".

                                        Jednak ewolucja biologiczna nie mogła "przewidzieć" tego gigantycznego skoku
                                        jaki wykonał człowiek po pojawieniu się u niego inteligencji. Wydaje mi się, że
                                        ten skok nie był "celem" ewolucji w takim sensie w jakim jej celem jest
                                        faworyzowanie drapieżników potrafiących szybciej biegać, albo faworyzowanie
                                        ofiary drapieżnika potrafiącej skuteczniej się upodabniać do otoczenia.
                                        Te proste przystosowania ułatwiające przeżycia są bezpośrednią konsekwencją
                                        małych zmian anatomicznych.
                                        Z ewolucyjnego punktu widzenia chodziło jedynie o to aby pra-człowiek lepiej
                                        budował i analizował modele rzeczywistości, tak aby skuteczniej znajdować
                                        pożywienie i bronić się przed drapieżnikami. Tymczasem efektem ubocznym tego
                                        budowania modeli stało się powstanie kultury, techniki, państwowości i wielu
                                        innych wynalazków z punktu widzenia których inne, starsze przystosowania
                                        ewolucyjne stały się wręcz szkodliwe. Np. z punktu widzenia dzisiejszej kultury
                                        popędy które doprowadzą ludzkość do wojen i religii robią więcej złego niż
                                        dobrego dla osobnika - świadczą o tym, że kultura przegoniła ewolucję i teraz
                                        często działa wbrew niej.
                                        • europitek Re: Gdzie się rodzi świadomość 19.06.08, 15:22
                                          Generalnie rzecz biorąc, to się nie zgadzam z tym co napisałeś. Zwiększone możliwości w dziedzinie przetwarzania informacji są wynikiem takich samych małych zmian w "bagażu genetycznym" człowieka. Ludzie nie wykonali żadnego gigantycznego skoku, lecz powoli rozwijali swoje predyspozycje przez ostatnie 2-2,5 mln lat, czyli od czasu mutacji miozyny, która stworzyła możliwość przebudowy twarzoczaszki z "modelu małpiego" na ludzki. To wystarczająco długi okres czasu, przez większość którego nasi przodkowie prawie stali w miejscu, jeśli chodzi o poziom kultur materialnych. Nawet język mówiony, by powstać, potrzebował drobnej zmiany budowy aparatu głosowego.
                                          Warto też zwrócić uwagę, że inne gatunki też mają swoje kultury, techniki, "państwowość" i dokonują wynalazków w miarę swoich możliwości. Widocznie takie są ogólne konsekwencje budowania modeli.
                                          • facet123 Re: Gdzie się rodzi świadomość 20.06.08, 08:23
                                            > Ludzie nie wykonali żadnego gigantyczneg o skoku, lecz powoli
                                            > rozwijali swoje predyspozycje przez ostatnie 2-2,5 mln lat

                                            Chodziło mi o nagły skok który miał miejsce od chwili początków budowy
                                            cywilizacji. W kilka (może kilkanaście) tysięcy lat ludzie zdominowali całą
                                            planetę w tempie i skali jaka jest raczej nie spotykana u innych zwierząt.

                                            W mojej wypowiedzi nie chodziło mi o to, że ewolucja dokonała jakiegoś skoku.
                                            Ewolucja toczyła się i toczy dalej swoim powolnym tempem. Chodziło mi o to, że
                                            po przekroczeniu pewnego poziomu inteligencji, zdolności społecznych, może
                                            samoświadomości, następuje gwałtowna y wzrost skuteczności gatunku, tak wielki,
                                            że dominuje on zupełnie wszystkie w ciągu kilku powolnych tyknięć ewolucyjnego
                                            zegara. Od momentu gdy ten pułap zostanie przekroczony ewolucja biologiczna nie
                                            przyczynia się już do postępu tak bardzo jak ewolucja samej kultury.

                                            > Warto też zwrócić uwagę, że inne gatunki też mają swoje kultury,
                                            > techniki, "pań stwowość" i dokonują wynalazków w miarę swoich
                                            > możliwości

                                            Oczywiście. Ale żadna z tych zwierzęcych kultur nie jest tak skuteczna aby
                                            zdominowała całe ekosystemy. Prawdopodobnie są one poniżej pułapu o którym piszę.
                                            • europitek Re: Gdzie się rodzi świadomość 22.06.08, 14:38
                                              "Wyniki sportowe" Homo s. są rzeczywiście spore, ale mam wątpliwość, czy można tak bagatelizować sukcesy innych gatunków (pojedynczych lub blisko spokrewnionych), przecież jest jeszcze parę takich, które równieź zanotowały dobre wyniki. Poza tym ludzie nadal "jadą" na wykorzystywaniu łateo dostępnych zasobów śtodowiska i wciąż są mało skuteczni w obronie przed presjami naturalnymi. Na większej części globu ludziska nadal "mrą jak muchy" od chorób, klęsk żywiołowych lub głodu.
                                              Skuteczność, o której piszesz, może być tylko chwilowa - możliwa dzięki czasowo sprzyjającym warunkom środowiskowym. Na razie jeszcze nie dysponujemy skutecznymi metodami obrony nie tylko przed niekorzystnymi zjawiskami w skali globalnej, lecz również wieloma lokalnymi.

                                              Zresztą ocena wielkości samgo "skoku" też może być różna w zależności od metody jej oceny. Jeśli oceniać to wyłącznie w ten sposób, że dzisiaj możemy znacznie więcej niż "wczoraj" lub "przedwczoraj", to zgoda. Ale jeśli zacząć nad skalą trudności nowych osiągnięć w chwili ich dokonywania, to może to wyglądać trochę inaczej - znacznie trudniej jest zrobić coś "z niczego" niż z gotowych "klocków"-półproduktów.
                                              Poza tym trzeba też mieć na uwadze, że podstawy naszych stosunków społecznych nie uległy jakimś drastycznych zmianom w ciągu ostatnich kilku tysięcy lat i nadal wykazuję duże podobieństwo do tego, co wprawia w ruch świat szympansów.

                                              PS. Niestety muszę kończyć, ponieważ pies nie daje mi spokoju (regulaminowy spacer i zabawa).
                                              • facet123 Re: Gdzie się rodzi świadomość 24.06.08, 11:35
                                                > Skuteczność, o której piszesz, może być tylko chwilowa - możliwa
                                                > dzięki czasowo sprzyjającym warunkom środowiskowym.

                                                Mechanizmy jakie zostały stworzone (język, kultura, nauka) wg mnie pozwoliły by
                                                przetrwać i ciągle dominować nawet gdy sprzyjające warunki by się zakończyły.
                                                Piszesz, że jedziemy na zasobach naturalnych - oczywiście że tak. Ekologia jest
                                                na razie ekscentrycznym hobby, dlatego, że jej cel jest odległy i nie namacalny.
                                                Gdy poziom wód gruntowych spadnie o 10 metrów, ropa się skończy i przestanie
                                                wystarczać pól oprawnych do tego aby wyżywić świat zachodni i to jeszcze wyżywić
                                                mięsem - wtedy nastąpi oczywiście kryzys. Ale samoregulujące się mechanizmy
                                                ludzkiej kultury wg mnie zapewnią inne rozwiązania - woda będzie nagle 100x
                                                droższa niż obecnie? To będziemy ją bardziej oszczędzać. Benzyna stanie się
                                                luksusem? Więc samochody elektryczne i rowery wyprą pojazdy na benzynę.
                                                Przestanie wystarczać żywności? Będziemy jeść algi i soję, albo po prostu
                                                populacja się zmniejszy.

                                                Tego typu samoregulacja trwa już od setek lat i nie widzę powodu aby miała
                                                przestać działać.

                                                > PS. Niestety muszę kończyć, ponieważ pies nie daje mi spokoju
                                                > (regulaminowy spacer i zabawa).

                                                Dlatego ja wole swojego kota :)

                                                • europitek Re: Gdzie się rodzi świadomość 27.06.08, 00:36
                                                  Samoregulacja, to bardzo fajna rzecz, ale jak ludzkość zostanie "trafiona" nowym przełomem interglacjał-glacjał po okresie "radosnego" rozwoju, to nie będzie zmiłuj. Ludzkość (i jej kultura) rozwija się od kilku tycięcy lat w jednym "kierunku" - dobrze, lepiej, najlepiej - z małymi, lokalnymi i krótkotrwałymi odchyłkami, ale co będzie, jak w ciągu kilkudziesięciu lat warunki środowiskowe odwrócą tą tendencję na kolejne kilkadziesiąt tysięcy lat? Moim zdaniem cała ludzka kultura wpadnie w taki "dół", że strach pomyśleć.

                                                  Cytat:
                                                  > po prostu populacja się zmniejszy.

                                                  Już samo to rozbije dzisiejszą gospodarkę światową w proch i pył. A potem będzie jeszcze mniej "ciekawie", ponieważ legnie w gruzach zbudowany na niej porządek polityczny i społeczny.
                                                  Moim zdaniem jesteśmy jeszcze zupełnie bezradni wobec zjawisk w skali planetarnej, nie mówiąc już o bliskim sąsiedztwie kosmicznym. I stan ten utrzyma się jeszcze przez długi czas.
                                                  • facet123 Re: Gdzie się rodzi świadomość 27.06.08, 08:31
                                                    > Już samo to rozbije dzisiejszą gospodarkę światową w proch i pył. A
                                                    > potem będzi e jeszcze mniej "ciekawie", ponieważ legnie w gruzach
                                                    > zbudowany na niej porządek polityczny i społeczny.

                                                    Dokładnie tak (ja już robie zapasy żywności w garażu:)). Ale być może taki
                                                    przełom jest konieczny, aby powstała nowa kultura, nowe wartości i aby postęp
                                                    był kontynuowany. Zastanawiam się np. czy możliwe jest samoistne i bezbolesne
                                                    wyeliminowanie z naszej kultury takich historycznych zaszłości jak np. religia.
                                                    Chyba nie - jeżeli w ogóle, to musiało by to nastąpić na drodze bolesnego
                                                    przełomu - wojny religijnej która zabiła by 90% populacji, tak aby pozostali raz
                                                    na zawsze poczuli uraz do fanatyzmu.
                                                  • europitek Re: Gdzie się rodzi świadomość 01.07.08, 14:18
                                                    Wojny nie są konieczne do "wymierania" idei, ale są jego katalizatorami.
                                                    Co do samoistności znikania jakichś elementów kultury, to wątpię by miało ono miejsce - rózne jej elementy nieustannie się "zwalczają", budując środowisko sobie (i "kumplom") sprzyjające, a nienawistne dla konkurentcji. To nie musi być frontalna walka - "podchody" są skuteczniejsze, choć bardziej rozciągnięte w czasie. A konkretnie, jeśli chodzi o "święte sprawy", to im więcej kompleksowej wiedzy o świecie, tym mniej na nie miejsca. Na razie mamy jeszcze sytuację, w której nasza wiedza o rzeczywistości bardziej przypomina archipelag wysp niż jednolity kontynent, więc religie mają się nieźle. W dodatku poziom wiedzy w poszczególnych dziedzinach jest jeszcze bardzo nierówny, a jej dostępność mocno ograniczona.
                                                  • facet123 Re: Gdzie się rodzi świadomość 01.07.08, 14:32
                                                    > Na razie mamy jeszcze sytuację, w któ rej nasza wiedza o
                                                    > rzeczywistości bardziej przypomina archipelag wysp niż jedno lity
                                                    > kontynent, więc religie mają się nieźle. W dodatku poziom wiedzy w
                                                    > poszczególnych dziedzinach jest jeszcze bardzo nierówny, a jej
                                                    > dostępność mocno ograniczona.

                                                    Oj, myślę, że bardziej tu chodzi o dostępność tej wiedzy, jej zakorzenienie w
                                                    kulturze, zwyczaj rozwiązywania problemów i dylematów w oparciu o nią, oraz
                                                    większy nacisk na nowoczesną filozofię w edukacji niż o poziom naszej wiedzy.
                                                    Nauka i wiedza nigdy nie będą absolutne. Zawsze będą obszary niezbadane pomiędzy
                                                    tymi znanymi. To się nie zmieni. Poziom nauki i wiedzy jest już obecnie zupełnie
                                                    wystarczający do tego aby uczynić religię niepotrzebną dla nawet średnio
                                                    inteligentnego, poprawnie wykształconego, zdrowego i niezakompleksionego
                                                    człowieka, któremu nie została ona wpojona dzieciństwie.
                                                    Wiedza jest , ale nie dość dostępna i nie dość respektowana - w tym leży
                                                    problem. Nawet na polu kogniwistyki i filozofii umysłu nieszczęsny Kartezjusz
                                                    został już pogrzebany, a Quine i Dennett skutecznie wypromowali naturalizm i
                                                    naukowy sceptycyzm. Nawet do wyjaśnienia świadomości filozofia akademicka nie
                                                    odwołuje się już do ponadnaturalnej duszy.
                                                  • llukiz Re: Gdzie się rodzi świadomość 01.07.08, 23:06
                                                    > Nawet do wyjaśnienia świadomości filozofia akademicka nie
                                                    > odwołuje się już do ponadnaturalnej duszy.

                                                    Filozofia być może. Ale nauka na temat świadomości nic do powiedzenia nie ma.
                                                    Jest tu całkowicie bezradna. Nie istniej żadne doświadczenie umożliwiające
                                                    stwierdzenie czy dana osoba, zwierze, grupa atomów ma świadomość czy nie.
                                                  • facet123 Re: Gdzie się rodzi świadomość 02.07.08, 15:54
                                                    > Filozofia być może. Ale nauka na temat świadomości nic do powiedzenia
                                                    > nie ma. Jest tu całkowicie bezradna. Nie istniej żadne doświadczenie >
                                                    umożliwiające stwierdzenie czy dana osoba, zwierze, grupa atomów ma
                                                    > świadomość czy nie.

                                                    To dość szeroki temat. Poczytaj co ma na ten temat do powiedzenia niejaki Daniel
                                                    Dennett. Popularność zdobywa przekonanie, że różnica pomiędzy świadomym
                                                    zachowaniem, a posiadaniem świadomości jest pozorna. Jest to tak zwany "problem
                                                    zombi".
                                                  • madcio Re: Gdzie się rodzi świadomość 02.07.08, 19:18
                                                    > Popularność zdobywa przekonanie, że różnica pomiędzy świadomym
                                                    > zachowaniem, a posiadaniem świadomości jest pozorna. Jest to tak
                                                    > zwany "problem zombi".
                                                    Chodzi ci o p-zombies? To jedyne, co mi się kojarzy.
                                                  • facet123 Re: Gdzie się rodzi świadomość 03.07.08, 15:03
                                                    Tak, o to chodzi.
                                                  • llukiz Re: Gdzie się rodzi świadomość 02.07.08, 22:48
                                                    > Popularność zdobywa przekonanie, że różnica pomiędzy świadomym
                                                    > zachowaniem, a posiadaniem świadomości jest pozorna

                                                    Otóż Daniel Dennett w tej kwestii akurat nic do powiedzenia nie ma. Dla
                                                    obserwatora z zewnątrz różnica może być pozorna, a nawet więcej, różnicy tej nie
                                                    ma. Przekonaj jednak siebie, że dla osoby z którą rozmawiasz nie ma różnicy czy
                                                    rozmawia z Tobą, czy też ze zbiorem atomów zachowujących się zgodnie z prawami
                                                    fizyku. Oczywiście nie ma co tu przekonywać bo ta osoba różnicy żadnej nie
                                                    odczuje. Skąd więc wiesz czy rozmawia z Tobą czy ze zbiorem atomów zachowujących
                                                    się tak jak ty. Chyba łatwo sobie wyobrazić kopię siebie nie będącą tobą...
                                                  • madcio Re: Gdzie się rodzi świadomość 02.07.08, 23:15
                                                    >Oczywiście nie ma co tu przekonywać bo ta osoba różnicy żadnej nie
                                                    > odczuje. Skąd więc wiesz czy rozmawia z Tobą czy ze zbiorem atomów
                                                    > zachowujących się tak jak ty.
                                                    On rozmawia ze mną. Jestem zbiorem atomów. Gdzie tu sprzeczność, czy problem?
                                                    Różnicy po prostu nie ma, jest wydumana i zmyślona.

                                                    > Chyba łatwo sobie wyobrazić kopię siebie nie będącą tobą...
                                                    Pamietma z naszych starych dyskusji, że miałeś bardzo poważne problemy z
                                                    zrozumieniem, że "kopia" byłaby oddzielnym życiem z oddzielnym umysłem,
                                                    swobodnym i niezależnym od oryginału.
                                                  • llukiz Re: Gdzie się rodzi świadomość 03.07.08, 18:18
                                                    > On rozmawia ze mną. Jestem zbiorem atomów. Gdzie tu sprzeczność, czy problem?
                                                    > Różnicy po prostu nie ma, jest wydumana i zmyślona.

                                                    Jest różnica, skoro te samy zbiory atomów mogą generować dwa różne, jak to
                                                    nazywasz, oddzielne umysły. Przy czym jeden jest Tobą a drugi nie. Ja oczywiście
                                                    pewnie różnicy bym nie wyłapał, ale ty pewnie byś się zorientował czy rozmawiam
                                                    z Tobą czy z Twoją kopią.
                                                  • madcio Re: Gdzie się rodzi świadomość 04.07.08, 20:43
                                                    > Jest różnica, skoro te samy zbiory atomów
                                                    Atomy nie mają numerów seryjnych.

                                                    > mogą generować dwa różne, jak to nazywasz, oddzielne umysły.
                                                    Dokładnie identyczne zbiory atomów z dokładnie takimi samymi stanami
                                                    energetycznymi, tym samym położeniem elektronów i te pe i te de, miałyby
                                                    dokładnie identyczne stany umysłu.

                                                    Oczywiście, taka sytuacja jest niemożliwa. Od pierwszej pikosekundy po
                                                    stworzeniu kopii, stany zarówno ciała, jak i umysłu zaczną się rozjeżdżać między
                                                    dwoma MaDeRami. Od choćby zasady nieoznaczoności (nie, to nie ma nic wspólnego z
                                                    bzdurami Penrose'a), aż po różnice w doświadczeniu życiowym.

                                                    Jeden MaDeR będzie widział drugiego z lewej, a drugi pierwszego z prawej, jeden
                                                    bedzie bliżej ściany, drugi dalej, jeden będzie w miejscu, gdzie panuje
                                                    temperatura o pięć setnych niższa i tak dalej. Im wiecej czasu minie, tym
                                                    bardziej te różnice w "wykonywaniu się" umysłu będa narastać. Każda z wersji
                                                    będzie musiała mieć inne doświadczenia życiowe, inną ścieżkę, jedna wersja
                                                    będzie tu, druga tam, jedną napadną, drugą nie... im bardziej dramatyczne bedzie
                                                    przezycie, którego nie doświadczy druga wersja, tym bardziej już i tak
                                                    narastające nieubłaganie z każdym dniem różnice będą się zwiększać. Choć
                                                    prawdopodobnie zawsze będziemy do siebie bardzo podobni, to jednak po jakimś
                                                    czasie będziemy różnymi ludźmi.
                                                  • facet123 Re: Gdzie się rodzi świadomość 03.07.08, 15:15
                                                    > Dla obserwatora z zewnątrz różnica może być pozorna, a nawet
                                                    > więcej różnicy tej nie ma.

                                                    Nie ma bo takie jest założenie, a nie wniosek z eksperymentów myślowych nad zombi.

                                                    > Przekonaj jednak siebie, że dla osoby z którą rozmawiasz nie ma
                                                    > różnicy czy rozmawia z Tobą, czy też ze zbiorem atomów
                                                    > zachowujących się zgodnie z prawami fizyku.

                                                    Właśnie jestem o tym przekonany. Przecież rozmawiające osoby SĄ zbiorami atomów
                                                    zachowującymi się zgodnie z prawami fizyki. Uważasz, że atomy ludzkiego ciała
                                                    nie zachowują się zgodnie z prawami fizyki?

                                                    > Chyba łatwo sobie wyobrazić kopię siebie nie będącą tobą...

                                                    Ja nie potrafię. Kopia mnie odtwarzająca WSZYSTKIE moje zachowania musiała by
                                                    być zdolna do tworzenia takich samych modeli rzeczywistości, reprezentacji
                                                    obrazów, myśli, uczuć i emocji co ja - a zatem miała by taką samą świadomość co ja.

                                                    I to o czym rozmawiamy to właśnie jest problem zombie o którym Dennett się
                                                    wypowiada. Poczytaj tutaj:

                                                    en.wikipedia.org/wiki/Philosophical_zombie
                                                  • llukiz Re: Gdzie się rodzi świadomość 03.07.08, 17:47
                                                    > Ja nie potrafię.

                                                    To wyobraź sobie, że skonstruowano teleporter i stworzono kopię Ciebie gdzieś
                                                    indziej w miejscu docelowym teleportacji, bez wymazania oryginału (lem miał
                                                    takie opowiadanie). I masz w danej chwili dwie identyczne kopie siebie. Jak się
                                                    nie trudno domyślić, Ty jesteś tylko w jednej z nich. A czy w drugiej ktoś
                                                    będzie? Pewnie powiesz że tak, ale sam będziesz widział, że w tym drugim Ciebie
                                                    nie ma. A skoro nie ma Cie w tym drugim to jasnym staje się, że zrobienie twojej
                                                    kopii nie jest warunkiem wystarczającym by stworzyć TWOJĄ świadomość, a co
                                                    najwyżej być może świadomość identyczną jak Twoja.

                                                    > obrazów, myśli, uczuć i emocji co ja - a zatem miała by taką samą świadomość co
                                                    > ja.

                                                    Może i taką samą, ale z pewnością nie tę (tą?) samą.
                                                  • europitek Re: Gdzie się rodzi świadomość 04.07.08, 02:06
                                                    Cytat:
                                                    > Może i taką samą, ale z pewnością nie tę (tą?) samą.

                                                    Kopia nie może się skłądać z tych samych obiektów fizycznych co oryginał, a jedynie z takich samych. I nie może zajmować tej samej lokalizacji przestrzennej.
                                                    W sensie fizycznym może być taka sama, ale nigdy ta sama.

                                                    W sensie informatycznym jest inaczej - idealna kopia jest oryginałem.

                                                    W przypadku świadomośći kopia przestanie być kopią prawie natychmiast po skopiowaniu. Świadomość to nie jest "coś" statycznego, niezmiennego w czasie i przestrzeni, lecz aktualny stan mnóstwa powiązanych procesów przetwarzania informacji, które są wrażliwe nawet na minimalne zmiany informacji wejściowej oraz stanów fizycznych samego przetwornika.

                                                    Najciekawsze jest jednak, jak z problemem takiej kopii poradziłaby sobie administracja państwowa. Byłaby chyba niezła zabawa na dłuuugi serial komediowy.
                                                  • llukiz Re: Gdzie się rodzi świadomość 04.07.08, 10:18
                                                    Może jeszcze ujmę problem w ten sposób. Wynaleźli teleporter działający w ten
                                                    sposób że robi kopie. Pytamy gościa twierdzącego że ze świadomością to tak jak z
                                                    kopiowaniem informacji czy podda się teleportacji. Żeby ułatwić decyzję
                                                    pokazujemy jak to działa. Bierzemy go do laboratorium i widzi on jak przedmiot
                                                    rozpada się w jednym miejscu, a składa z atomów w drugim. Po chwili przemyśleń
                                                    deliikwent zgadza się poddać procesowi. Bierzemy go do kabiny włączamy maszynę i
                                                    robimy kopię. Gość widzi jak powstaje kopia, widzi kopię i wtedy informujemy go,
                                                    że do dopełnienia procesu teleportacji trzeba go tylko rozbić w pył. Czy
                                                    dokańczać proces teleportacji? Przecież każdy by sie na to zgodził, bo przecież
                                                    kopia już jest...
                                                  • asteroida2 Re: Gdzie się rodzi świadomość 04.07.08, 10:26
                                                    > Przecież każdy by sie na to zgodził, bo przecież kopia już jest...

                                                    No ale co dwie głowy to nie jedna, czyż nie?

                                                    Nasze życie jest dla nas bardzo cenne, ponieważ mamy tylko jedno. Gdybyśmy mieli
                                                    ich więcej, to stałoby się mniej cenne - ale to jeszcze nie znaczy że stałoby
                                                    się bezwartościowe. Ja wolałbym bronić swojego życia niezależnie od ilości moich
                                                    kopii które istnieją. Ale jednocześnie, gdybym musiał ruszyć na wojnę, to
                                                    zrobiłbym to znacznie chętniej gdybym mógł zachować gdzieś na wszelki wypadek
                                                    swoją kopię.
                                                  • facet123 Re: Gdzie się rodzi świadomość 04.07.08, 10:41
                                                    > że do dopełnienia procesu teleportacji trzeba go tylko rozbić w
                                                    > pył. Czy dokańczać proces teleportacji? Przecież każdy by sie na
                                                    > to zgodził, bo przecież kopia już jest...

                                                    No właśnie nikt by się nie zgodził, ponieważ kopia jest osobnym człowiekiem. Co
                                                    z tego, że identycznym. Czy myśl, że we wszechświecie równoległym istnieje może
                                                    twoja identyczna kopia sprawi, że chętnie rozstaniesz się z życiem?
                                                    To, że kopia ma swoją świadomość, nie odbiera chęci życia oryginałowi, bo
                                                    oryginał ma swoją świadomość której nie chce tracić. Jest to po prostu
                                                    ewolucyjnie zakodowana wola (instynkt samozachowawczy) zachowania swojej
                                                    integralności fizycznej którą teleporter niszczy.

                                                    Pojawia się inna ciekawostka: Gdyby mechanizm działania teleportera ukryć przed
                                                    ludźmi i rozbijać oryginały w pył zaraz po zrobieniu kopii bez pytania się o
                                                    zgodę, to udało by się pewnie komercyjnie wdrożyć teleportery, wyparły by one
                                                    samoloty i pociągi i okazało by się, że świat jest pełen ludzi, którzy podczas
                                                    każdej podróży giną i ich świadome kopie pojawiają się gdzie indziej - kopie
                                                    święcie przekonane, że podróż przebiegła bez przeszkód. Umarli nie mówią, więc
                                                    nikt nie mógłby powiedzieć że coś nie gra. A czy coś faktycznie by nie grało?
                                                    Rozwiązanie paradoksu jest takie, że śmierć jest niemożliwa do subiektywnego
                                                    doświadczenia - albo żyję i nie chce umierać, albo mnie nie ma i nie cierpię z
                                                    tego powodu. Gdyby teleportery jednocześnie niszczyły oryginał i tworzyły kopię,
                                                    to kto właściwie miałby ginąć? Z perspektywy trzeciej osoby morderstwa nie było,
                                                    bo przecież rezultatem jest żywa osoba (Ja widzę, że kolega wszedł tu, wyszedł
                                                    tam, jest sobą, wszystko ok). Natomiast z perspektywy pierwszej osoby również
                                                    nie było śmierci ponieważ ginąca osoba do końca niczego się nie spodziewała,
                                                    więc nie doświadczyła niczego przykrego, natomiast kopia od samego początku jest
                                                    przekonana, że żyje. Jeżeli więc ani trzecio- ani pierwszo- osobowe podejście
                                                    nie zauważa żadnej śmierci, to jakie metody miały be je zarejestrować? Żadne.
                                                    Trzeba się pogodzić z faktem, że smierć która by wtedy następowała była by
                                                    iluzją. Iluzją tak silną, że ja pewnie bym nie wszedł do takiego teleportera
                                                    wiedząc jak on działa. ale nie wiedząc tego mógłbym z powodzeniem z niego
                                                    korzystać :)
                                                    Warunkiem jest tutaj jednoczesne stworzenie kopii identycznej z ostatnim stanem
                                                    w jakim był oryginał przed unicestwieniem. Inaczej kopia i oryginał zaczną się
                                                    rozjeżdżać i wtedy będzie można powiedzieć, że z perspektywy trzeciej osoby
                                                    nastąpiło unicestwienie unikalnej osoby żywej.

                                                    Wiem, że trudno to sobie wyobrazić, ale wydaje mi się, że takie wyjaśnienie jest
                                                    fizycznie i filozoficznie spójne.
                                                  • petrucchio Re: Gdzie się rodzi świadomość 04.07.08, 11:33
                                                    facet123 napisał:

                                                    > Warunkiem jest tutaj jednoczesne stworzenie kopii identycznej z ostatnim stanem
                                                    > w jakim był oryginał przed unicestwieniem. Inaczej kopia i oryginał zaczną się
                                                    > rozjeżdżać i wtedy będzie można powiedzieć, że z perspektywy trzeciej osoby
                                                    > nastąpiło unicestwienie unikalnej osoby żywej.

                                                    Pewnym problemem _fizycznym_ jest fakt, że twierdzenie o niemożności klonowania
                                                    stanów kwantowych

                                                    en.wikipedia.org/wiki/No_cloning_theorem

                                                    nie pozwala na sporządzenie identycznej kopii nie splątanej kwantowo z
                                                    oryginałem (a każdy osobny obiekt klasyczny podpada pod ten opis). Jest to to
                                                    samo twierdzenie, które nie pozwala na wykorzystanie splątania do przekazywania
                                                    informacji z prędkością ponadświetlną. Oczywiście nie wyklucza to wyprodukowania
                                                    kopii niedoskonałej, a jednak w skali klasycznej na tyle podobnej do oryginału,
                                                    że trzeba by ją uznać za "taką samą" osobę o "takiej samej" świadomości (można
                                                    bowiem sądzić, cokolwiek pisze o tym Roger Penrose, że mózg ludzki nie jest
                                                    komputerem kwantowym, a zjawisko świadomości nie zależy od tego, co się dzieje w
                                                    skali cząstek elementarnych), ale jednak narusza to elegancję eksperymentu
                                                    myślowego. Co gorsza, prawnik reprezentujący rodzinę osoby unicestwionej w
                                                    trakcie teleportacji miałby jednak solidny punkt zaczepienia, a z prawnikami nie
                                                    ma żartów.
                                                  • facet123 Re: Gdzie się rodzi świadomość 07.07.08, 08:28
                                                    Zgadzam się ze wszystkim co napisałeś - fizyczny problem kopiowania stanów
                                                    kwantowych jest właśnie fizyczny, czyli pomijalny dla eksperymentu myślowego. I
                                                    również uważam, że stany kwantowe są tutaj pomijalne - kopia identyczna z punktu
                                                    widzenia klasycznej mechaniki różniła by się od oryginału szczegółami
                                                    najprawdopodobniej nieistotnymi z punktu widzenia subiektywnego "ja".

                                                    > Co gorsza, prawnik reprezentujący rodzinę osoby unicestwionej w
                                                    > trakcie teleportacji miałby jednak solidny punkt zaczepienia, a z
                                                    > prawnikami nie ma żartów.


                                                    Oczywiście, że nie ma. ale korporację produkującą teleportery stać by było na
                                                    więcej i lepszych prawników, a to zwykle rozstrzyga sprawę:)
                                                  • petrucchio Re: Gdzie się rodzi świadomość 04.07.08, 14:04
                                                    facet123 napisał:

                                                    > Natomiast z perspektywy pierwszej osoby również
                                                    > nie było śmierci ponieważ ginąca osoba do końca niczego się nie
                                                    > spodziewała, więc nie doświadczyła niczego przykrego, natomiast
                                                    > kopia od samego początku jest przekonana, że żyje. Jeżeli więc ani
                                                    > trzecio- ani pierwszo- osobowe podejście nie zauważa żadnej
                                                    > śmierci, to jakie metody miały be je zarejestrować? Żadne.

                                                    Ale jest jeszcze jedna możliwość. Powiedzmy, że wskutek "molekularnego
                                                    kserowania" oryginał nie znika bez przykrości, ale ginie w kilkuminutowych
                                                    niewyobrażalnych męczarniach (o których cicho-sza, bo cały proces odbywa się w
                                                    hermetycznej kabinie, automaty sprzątają wszystkie nieprzyjemne resztki, a firmy
                                                    obsługujące teleportery nie wspominają o niczym, co mogłoby zniechęcić
                                                    klientów), natomiast kopia jest od początku rześka i zdrowa, a ostatnie, co
                                                    pamięta, to wejście do kabiny. I powiedzmy, że setki milionów ludzi korzystają z
                                                    teleporterów po kilka razy dziennie, nie mając pojęcia o straszliwym bólu,
                                                    jakiego doznają za kilka godzin (i którego ich kolejna kopia nie będzie
                                                    pamiętać). Rozważałem kiedyś taki scenariusz jako szkic opowiadania SF.
                                                  • asteroida2 Re: Gdzie się rodzi świadomość 04.07.08, 14:23
                                                    > Rozważałem kiedyś taki scenariusz jako szkic opowiadania SF.

                                                    Całkiem podobny pomysł pojawił się już w opowiadaniu "Myśleć jak dinozaury”
                                                    (James Patrick Kelly). Tam, o ile dobrze pamiętam, brak potwierdzenia od
                                                    odbiornika teleportu spowodował że wysyłana podróżniczka nie została
                                                    zlikwidowana przez maszynę.
                                                    Gdy okazało się że teleportacja się jednak udała, główny bohater był zobligowany
                                                    do dokończenia procesu "ręcznie". I zrobił to, choć podróżniczka się broniła.
                                                  • facet123 Re: Gdzie się rodzi świadomość 07.07.08, 08:32
                                                    > I powiedzmy, że setki milionów ludzi korzystają z
                                                    > teleporterów po kilka razy dziennie, nie mając pojęcia o straszliwym
                                                    > bólu, jakiego doznają za kilka godzin (i którego ich kolejna kopia
                                                    > nie będzie pamiętać). Rozważałem kiedyś taki scenariusz jako szkic
                                                    > opowiadania SF.

                                                    Taka sytuacja mogła by zniechęcić do używania teleporterów, ponieważ ktoś kto
                                                    wiedziałby jak on działa mógłby mieć racjonalne argumenty do tego aby nie chcieć
                                                    użyć teleportera (nie chciałby cierpieć).
                                                    Ciekawy jest fakt, że w moim eksperymencie, gdzie oryginał znika natychmiast i
                                                    bezboleśnie, nawet wiedza o tym jak działa teleporter nie powinna budzić
                                                    racjonalnego sprzeciwu - może budzić jedynie sprzeciw nieracjonalny - wynikający
                                                    z iluzorycznego przekonania, że wewnątrz teleportera następuje jakaś
                                                    "subiektywna śmierć".
                                                  • jeroh Re: Gdzie się rodzi świadomość 16.07.08, 05:56
                                                    > Ale jest jeszcze jedna możliwość. Powiedzmy, że wskutek "molekularnego
                                                    > kserowania" oryginał nie znika bez przykrości, ale ginie w kilkuminutowych
                                                    > niewyobrażalnych męczarniach (o których cicho-sza, bo cały proces odbywa się w
                                                    > hermetycznej kabinie, automaty sprzątają wszystkie nieprzyjemne resztki, a firm
                                                    > y
                                                    > obsługujące teleportery nie wspominają o niczym, co mogłoby zniechęcić
                                                    > klientów), natomiast kopia jest od początku rześka i zdrowa, a ostatnie, co
                                                    > pamięta, to wejście do kabiny. I powiedzmy, że setki milionów ludzi korzystają
                                                    > z
                                                    > teleporterów po kilka razy dziennie, nie mając pojęcia o straszliwym bólu,
                                                    > jakiego doznają za kilka godzin (i którego ich kolejna kopia nie będzie
                                                    > pamiętać). Rozważałem kiedyś taki scenariusz jako szkic opowiadania SF.
                                                    >
                                                    Genialne :-)

                                                    Ale tak nawiasem - jest oczywiste, że taki teleporter byłby niehumanitarnym
                                                    rozwiązaniem, bo produkowałby cierpienie świadomego bytu.
                                                  • asteroida2 Re: Gdzie się rodzi świadomość 16.07.08, 11:04
                                                    > Ale tak nawiasem - jest oczywiste, że taki teleporter byłby
                                                    > niehumanitarnym rozwiązaniem, bo produkowałby cierpienie
                                                    > świadomego bytu.

                                                    A jakby zatrudnić dodatkowych anestezjologów, którzy przed teleportacją
                                                    usypialiby pacjenta, tak że ten dokładnie niczego by nie czuł (a np.
                                                    teleportowaną kopię rozbudzali potem z narkozy) - to wtedy byłby już humanitarny?
                                                  • facet123 Re: Gdzie się rodzi świadomość 16.07.08, 11:12
                                                    > A jakby zatrudnić dodatkowych anestezjologów, którzy przed
                                                    > teleportacją usypialiby pacjenta, tak że ten dokładnie niczego by nie
                                                    > czuł (a np. teleportowaną kopię rozbudzali potem z narkozy) - to
                                                    > wtedy byłby już humanitarny?

                                                    Wychodzi na to że tak. Obiektywnie nikt by nie ginął.
                                                  • petrucchio Re: Gdzie się rodzi świadomość 16.07.08, 11:28
                                                    asteroida2 napisał:

                                                    > A jakby zatrudnić dodatkowych anestezjologów, którzy przed
                                                    > teleportacją usypialiby pacjenta, tak że ten dokładnie niczego by
                                                    > nie czuł (a np. teleportowaną kopię rozbudzali potem z narkozy) -
                                                    > to wtedy byłby już humanitarny?

                                                    Wygląda na to, że choć zdajemy sobie sprawę, że ciągłość "świadomego bytu" jest
                                                    rodzajem iluzji, cierpienie
                                                  • jeroh Re: Gdzie się rodzi świadomość 16.07.08, 14:48
                                                    > > Ale tak nawiasem - jest oczywiste, że taki teleporter byłby
                                                    > > niehumanitarnym rozwiązaniem, bo produkowałby cierpienie
                                                    > > świadomego bytu.
                                                    >
                                                    > A jakby zatrudnić dodatkowych anestezjologów, którzy przed teleportacją
                                                    > usypialiby pacjenta, tak że ten dokładnie niczego by nie czuł (a np.
                                                    > teleportowaną kopię rozbudzali potem z narkozy) - to wtedy byłby już humanitarn
                                                    > y?

                                                    Wtedy można dyskutować. W każdym razie nie jest to już takie oczywiste. Moim
                                                    zdaniem taki teleporter byłby humanitarny. Jest to przypadek, w którym nikogo
                                                    nie krzywdzimy.

                                                    Jasne że byłby to niesamowicie trudny problem etyczny, prawny i społeczny, o
                                                    ktorym można dyskutować w nieskończoność.


                                                  • facet123 Re: Gdzie się rodzi świadomość 04.07.08, 07:39
                                                    > To wyobraź sobie, że skonstruowano teleporter i stworzono kopię
                                                    > Ciebie gdzieś indziej w miejscu docelowym teleportacji, bez wymazania
                                                    > oryginału .

                                                    to bardzo dobry eksperyment myślowy. Więc wg mnie z chwilą wykonania kopii
                                                    powstaje druga istota dokładnie tak samo świadoma jak oryginał. W chwili
                                                    wykonania kopii oba egzemplarze posiadają dokładnie taką sama pamięć i oba są
                                                    święcie przekonane, że to one są oryginalne. Jedyna różnica może być taka, że
                                                    oryginał nie zarejestruje przesunięcia w przestrzeni, natomiast dla kopii będzie
                                                    to wyglądało tak, że nagle znajdzie się w miejscu obok - jednak to małe
                                                    przesunięcie w żaden sposób nie umniejszy jego świadomego przekonania, że jest
                                                    sobą (a to będzie odczucie dokładnie takie samo jakie ja odczuwam będąc sobą,
                                                    tylko, że będzie należało do odrębnej osoby). Gdyby teraz okazało sie, że
                                                    teleporter zapomniał usunąć jedną z osób i trzeba to zrobić teraz, to oboje
                                                    uruchomili by swój instynkt samozachowawczy i bronili się przed śmiercią - by
                                                    dla każdego z nich groźba unicestwienia była by postrzegana jako groźba śmierci.

                                                    > zrobienie twojej kopii nie jest warunkiem wystarczającym by
                                                    > stworzyć TWOJĄ świadomość, a co najwyżej być może świadomość
                                                    > identyczną jak Twoja.

                                                    Dokładnie tak. Ale to chyba nie budzi żadnych naukowych problemów. Tak samo
                                                    zrobienie kopii banana powodowałoby powstanie innego identycznego banana, ale
                                                    nie był by to TEN SAM banan. Muszę przyznać, że nie widzę żadnych paradoksów,
                                                    ani problemów naukowych w tym eksperymencie myślowym.

                                                  • asteroida2 Re: Gdzie się rodzi świadomość 04.07.08, 09:00
                                                    Ten przykład staje się bardzo prosty, jeśli spojrzymy na niego z punktu widzenia
                                                    jakiejś innej osoby.

                                                    Mój przyjaciel Marek wszedł do teleportu, który go podwoił. Powstał Marek1 i
                                                    Marek2. Czy tylko jeden z nich jest moim przyjacielem Markiem? Każdy z nich
                                                    jest. Marek1 jest Markiem którego znałem i Marek2 też jest Markiem którego
                                                    znałem. Tyle tylko że Marek1 nie jest Markiem2 - co w terminach matematycznych
                                                    oznacza że relacja "bycie tą samą osobą" przestała być przechodnia.

                                                    Jeśli jutro porozmawiam z Markiem1, to powiem mu że ostatnio go spotkałem przed
                                                    tym jak wchodził do teleportu. A jeśli potem pojutrze porozmawiam z Markiem2, to
                                                    też mu powiem że ostatnio go spotkałem przed tym jak wchodził do teleportu - bo
                                                    to był on. Tylko Marek1 z którym w międzyczasie rozmawiałem nie był nim.

                                                    Problem tu jest wyłącznie prawny (np. do kogo należy konto Marka), a nie
                                                    filozoficzny.
                                                  • llukiz Re: Gdzie się rodzi świadomość 04.07.08, 09:56
                                                    > Dokładnie tak. Ale to chyba nie budzi żadnych naukowych problemów

                                                    Nie budzi tylko w przypadku gdy się chce spać i nie chce się by coś budziło
                                                    problemy. Właśnie Ci napisałem, że atomy z których się składasz nie koniecznie
                                                    musiały dać w rezultacie TWOJĄ świadomość, a jedynie być może taką samą
                                                    (hipoteza), a na Tobie nie robi to żadnego wrażenia. Nie dziwnym jest, że
                                                    "siedzi" się w jednym z zombi podczas gdy równie dobrze z punktu widzenia nauki
                                                    takie zombi mogłoby być "puste"? Nie dziwnym jest, że dzisiejsza nauka nie
                                                    przedstawia najmniejszego chociaż testu na istnienie w kimkolwiek świadomości?

                                                    > zrobienie kopii banana powodowałoby powstanie innegoidentycznego banana, ale
                                                    > nie był by to TEN SAM banan. Muszę przyznać, że nie widzę żadnych paradoksów,

                                                    Z bananem paradoksu nie ma, ponieważ nie postulujesz, że wraz ze zrobieniem kopi
                                                    banan tworzysz coś jeszcze. Natomiast postulujesz, że wraz ze zrobieniem kopii
                                                    człowieka, automatycznie stworzysz drugą świadomość.
                                                  • facet123 Re: Gdzie się rodzi świadomość 04.07.08, 10:24
                                                    > Właśnie Ci napisałem, że atomy z których się składasz nie koniecznie
                                                    > musiały dać w rezultacie TWOJĄ świadomość, a jedynie być może taką
                                                    > samą (hipoteza)

                                                    Myślę, że ta hipoteza jest słuszna. Pytanie: Co dziwnego w tym, że kopia będzie
                                                    miała TAKĄ SAMĄ, ale nie TĘ SAMĄ świadomość? Przecież to samo ma miejsce w
                                                    przypadku obiektów nieświadomych - kopia banana będzie TAKIM SAMYM bananem, ale
                                                    nie będzie TYM SAMYM bananem. Skoro świadomość jest efektem procesów
                                                    zachodzących w ciele, to kopia będzie miała TAKIE SAME aparaty do
                                                    przeprowadzania tych procesów, więc będą one w niej zachodzić TAKIE SAME
                                                    procesy, choć nie będą to TE SAME procesy (proces jako zjawisko zachodzące w
                                                    ustalonym miejscu i czasie nie może mieć TEGO SAMEGO procesu zachodzącego gdzie
                                                    indziej - to już wynika z logiki).

                                                    > Nie dziwnym jest, że "siedzi" się w jednym z zombi podczas gdy
                                                    > równie dobrze z punktu widzenia nauki takie zombi mogłoby być
                                                    > "puste"?

                                                    No nie za bardzo może być "puste". Jeżeli zombi odtwarza WSZYSTKIE procesy
                                                    mózgowe (a taka jest definicja p-zombi - kopia która jest identyczna z
                                                    oryginałem tak daleko jak pozwalają to stwierdzić naukowe, fizyczne badania
                                                    włącznie z jakimiś super dokładnymi metodami obrazowania żywego mózgu które
                                                    jeszcze nie powstały), to odtwarza też te procesy które są odpowiedzialne za
                                                    świadomość. Jeżeli godzimy się, że nie ma w ciele ludzkim żadnych
                                                    nadprzyrodzonych, niefizycznych oddziaływań (a musimy się zgodzić co do takiego
                                                    naturalistycznego poglądu aby stosować metodę naukową), to te fizyczne
                                                    oddziaływania w mózgu muszą skutkować subiektywnym odczuwaniem świadomości i
                                                    własnego ja. Muszą, bo nic innego w mózgu nie ma.

                                                    > Z bananem paradoksu nie ma, ponieważ nie postulujesz, że wraz ze
                                                    > zrobieniem kopi banan tworzysz coś jeszcze.

                                                    No nie - tworze tylko kopie banana. Procesy w nim zachodzące zachodzą od tego
                                                    czasu tak samo w oryginale, jak i w kopii i to wynika z praw fizyki.

                                                    > Natomiast postulujesz, że wraz ze zrobieniem kopii człowieka,
                                                    > automatycznie stworzysz drugą świadomość.

                                                    Tak, dlatego, że świadomość jest efektem procesów zachodzących w ciele. Jeżeli
                                                    tak nie jest to musiały by istnieć jakieś pozafizyczne procesy których nie
                                                    zaobserwowano i których sama możliwość istnienia jest mocno wątpliwa z
                                                    metodologicznego punktu widzenia - jeżeli zachodzą tam jakieś nieznane nam
                                                    zjawiska, to są one częścią naszej rzeczywistości, a więc również poddają się
                                                    badaniom naukowym, a zatem poddają się kopiowaniu poprzez nasz teleporter.

                                                    Cały nasz spór Daniel Dennett nazwał "problemem przeczuciem zombi" (napisał całą
                                                    książkę w której rozprawia się z tym przekonaniem i lepiej argumentuje niż ja
                                                    tutaj pisząc na forum) - Wielu ludzi w tym nawet filozofów jest przekonanych, że
                                                    z jakiegoś powodu możliwe jest istnienie zombi "pustego" w środku, a
                                                    jednocześnie identycznego z oryginałem. Wg mnie takie przekonanie to efekt
                                                    przyzwyczajenia i zasugerowania się dualizmem kartezjańskim w jakim dojrzewała
                                                    nasza kultura i nauka. Lubimy myśleć, że jesteśmy w jakiś sposób niezwykli. Od
                                                    setek lat musieliśmy przez to konfrontować się z rzeczywistością i wycofywać.
                                                    Najpierw okazało się, że nie jesteśmy w centrum wszechświata, potem, że umysł
                                                    jednak jest zawarty w ciele, a nie jakimś świecie duchowym, potem, że zwierzęta
                                                    mają podobne zachowania do nas - ostatnim bastionem tego egocentryzmu jest
                                                    wiara, że nawet jeśli umysł i świadomość jest zakotwiczona w ciele fizycznym to
                                                    jest w niej "coś więcej", niż to co obserwowalne. Takie przekonanie jest
                                                    wewnętrznie sprzeczne - skoro nasza rzeczywistość składa się z obserwowalnych
                                                    faktów i to co obserwujemy to z jednej strony procesy fizyczne, a z drugiej
                                                    subiektywne wrażenia, to te dwa byty stanowią całość dostępnego nam poznania i
                                                    nie ma już nic więcej. W przypadku obserwacji naszego mózgu okazuje się, że te
                                                    dwa byty są tak naprawdę różnymi sposobami patrzenia na to samo - na działający
                                                    mózg.
                                                  • llukiz Re: Gdzie się rodzi świadomość 04.07.08, 17:11
                                                    Skoro świadomość jest efektem procesów
                                                    > zachodzących w ciele, to kopia będzie miała TAKIE SAME aparaty do
                                                    > przeprowadzania tych procesów, więc będą one w niej zachodzić TAKIE SAME
                                                    > procesy

                                                    Nie mogą zachodzić takie same procesy, bo skutkowałyby one tym samym, czyli
                                                    istnieniem Twoje świadomości. Jeśli chciałbyś być ścisły w swoich poglądach, to
                                                    musiałbyś przyjąć, że wraz ze stworzeniem kopii Ciebie, zaczynasz (TY) odczuwać
                                                    doznania płynące zarówno z Twojego pierwotnego ciała jak i te płynące z kopii.
                                                    To jedyna logiczna ewentualność, którą jestem w stanie zaakceptować. Bo jeśli
                                                    Twój mózg tworzy TWOJĄ świadomość, to mózg identyczny z twoim też musiałby
                                                    tworzyć TWOJĄ świadomość. A własną świadomość poznajemy po tym że jest właśnie
                                                    nasza. Sam piszesz, że nie możesz zakładać istnienia siebie bez TWOJEJ
                                                    świadomości, wykluczając istnienie nieświadomych zombii.

                                                    Jeżeli godzimy się, że nie ma w ciele ludzkim żadnych
                                                    > nadprzyrodzonych, niefizycznych oddziaływań (a musimy się zgodzić co do takiego
                                                    > naturalistycznego poglądu aby stosować metodę naukową)
                                                    > oddziaływania w mózgu muszą skutkować subiektywnym odczuwaniem świadomości i
                                                    > własnego ja. Muszą, bo nic innego w mózgu nie ma.

                                                    Póki co nie wymyślono eksperymentu naukowego który umożliwiłby wykrycie
                                                    świadomości. Nasza obecna wiedza w zakresie fizyki również nie daje nam powodów
                                                    do przypuszczeń, że istnienie świadomości w organizmie żywym jest do
                                                    czegokolwiek potrzebne czy też wpływa na jego zachowanie. Mam nadzieję że
                                                    wszyscy zdają sobie sprawę, że jedyne czego mogą być pewni to istnienia
                                                    świadomości u siebie.

                                                    Wielu ludzi w tym nawet filozofów jest przekonanych, ż
                                                    > e
                                                    > z jakiegoś powodu możliwe jest istnienie zombi "pustego" w środku, a
                                                    > jednocześnie identycznego z oryginałem

                                                    Obecna wiedza z zakresu fizyki zwyczajnie nie daje możliwości odróżnienia zombii
                                                    bez świadomości od zombii ze świadomością. Czemuż więc wykluczać taką możliwość?
                                                  • madcio Re: Gdzie się rodzi świadomość 04.07.08, 20:54
                                                    > Obecna wiedza z zakresu fizyki zwyczajnie nie daje możliwości
                                                    > odróżnienia zombii bez świadomości od zombii ze świadomością.
                                                    > Czemuż więc wykluczać taką możliwość?
                                                    Dla mnie p-zombie są kupą bzdur wymyślonych w celu likwidacji dysonansu
                                                    poznawczego spowodowanego m.in. takimi myślowymi eksperymentami jak kopiowanie
                                                    ludzi i badanie, czy dalej są tym, kim są. Nie znam wierzących w duszę, którzy
                                                    by twierdzili (ciekawe dlaczego), że kopia padnie martwa na ziemię, jako nie
                                                    posiadająca duszy oryginału, a tylko i wyłacznie materialny składnik. Dlatego
                                                    też wymyśla się takich p-zombie.

                                                    Heh, mam pomysł na niezły totalitaryzm. Robimy kopie ludzi. Te kopie, jako nie
                                                    posiadające duszy, używany w kopalniach uranu i eksperymentach a la Mengele.
                                                    Wszysto to ładne, etyczne i zdrowe, bo to wcale nie ludzie, tylko p-zombie, choć
                                                    tak samo o litość wrzeszczą, gady podstępne.

                                                    Dlaczego zaś same p-zombie to idiotyzm? Oto analogia:

                                                    Wymyślmy sobie dziwnych zombie. Nazwijmy ich h-zombie (od h - health). Są oni
                                                    nieodróżnialni od zwykłych ludzi, ale nie są zdrowi. Każde, choćby najbardziej
                                                    naukowe badanie h-zombie nie wykaże zadnej choroby ani przypadłości, ale
                                                    h-zombie nie są zdrowi, i już. Z definicji. Są "puści" w środku. Nie da się
                                                    wykluczyć istnienia czegoś takiego, prawda?

                                                    Czy już widzisz, że coś jest nie w porządku z p-zombie?
                                                  • llukiz Re: Gdzie się rodzi świadomość 05.07.08, 12:34
                                                    > Dlaczego zaś same p-zombie to idiotyzm? Oto analogia:

                                                    Super analogia madcio tylko do tematu nic nie wnosi. Bo zupełnie bez problemu
                                                    jestem sobie wyobrazić sytuację w której nie potrafimy odróżnić jednych zombie
                                                    od drugich (zdrowych od chorych), a różnice tak na prawdę istnieją tylko na
                                                    innym poziomie, dla nas niedostępnym. Tu chodzi o to że my ich nie odróżniamy, a
                                                    nie o to że są identyczne. Identyczne są tylko pozornie, jeśli wziąć pod uwagę
                                                    bieżący stan naszej wiedzy i możliwości poznawcze.
                                                  • madcio Re: Gdzie się rodzi świadomość 07.07.08, 23:37
                                                    > różnice tak na prawdę istnieją tylko na
                                                    > innym poziomie, dla nas niedostępnym.
                                                    Wymyślać sobie ad hoc rożnych poziomów mogę od groma. I co z tego?

                                                    Wykaż ich istnienie, inaczej będzie to jedynie bzdurną spekulacją i gdybaniem,
                                                    na dodatek w wypadku p-zombich zmotywowanym ideologicznie (co u mnie od razu
                                                    obniża wiarygodność takich pomysłów o kilka rzędów wielkości).
                                                  • facet123 Re: Gdzie się rodzi świadomość 07.07.08, 09:21
                                                    > Nie mogą zachodzić takie same procesy, bo skutkowałyby one tym samym,
                                                    > czyli istnieniem Twoje świadomości. Jeśli chciałbyś być ścisły w
                                                    > swoich poglądach, to musiałbyś przyjąć, że wraz ze stworzeniem kopii
                                                    > Ciebie, zaczynasz (TY) odczuwać doznania płynące zarówno z Twojego
                                                    > pierwotnego ciała jak i te płynące z kopii.

                                                    Doskonale - teraz rozumiem co masz na myśli. Otóż zakładasz, że świadomość jest
                                                    fenomenem powoływanym do istnienia poprzez konkretny wzorzec procesów w mózgu,
                                                    mam rację? Zakładasz, że kopia realizująca ten sam wzorzec musiała by generować
                                                    TĘ samą, a nie TAKĄ samą świadomość. Z tego by wynikało, że gdy następuje
                                                    kopiowanie i niszczenie oryginału, to świadomość w cudowny sposób "przeskakuje"
                                                    z jednego ciała do drugiego, albo przełącza się z pobierania bodźców z jednego
                                                    ciała do odbierania go z drugiego. A gdy nie zniszczymy oryginały to taka
                                                    świadomość pobierała by bodźce z obu ciał jednocześnie. Uważasz, że takie
                                                    rozwiązanie było by konieczne dla mojej teorii? Wg mnie nie.

                                                    Z jednej strony trudno jest udowodnić, że nie masz racji, ale z drugiej wydaje
                                                    mi się, że twoje wyjaśnienie zakładałoby jednak istnienia "czegoś więcej" w
                                                    świadomości niż tylko znanych nam procesów fizycznych co ja postuluje. Takie
                                                    założenie istnienia "czegoś więcej", jakieś elementarnej fizycznej własności
                                                    materii która powołuje subiektywność do istnienia na podstawie odpowiednio
                                                    skomplikowanych procesów fizycznych. Twój pogląd jest zgodny z intuicją, ale ja
                                                    twierdzę, że intuicja ta nas zwodzi. Świadomość nie jest fenomenem powoływanym
                                                    do istnienia przez procesy w mózgu. Ona JEST tymi procesami, tylko, że
                                                    doświadczanymi pierwszoosobowo. Procesy te z perspektywy trzeciej osoby
                                                    wyglądają tak jak fizyczne opisy procesów w mózgu. Natomiast z perspektywy
                                                    pierwszej osoby wyglądają tak jak wygląda odczuwanie świadomości.

                                                    Pierwszy mój argument jest taki: wyobraźmy sobie, że teleporter niszczy oryginał
                                                    natychmiastowo, a kopię tworzy w innym miejscu, później. Oznaczało by to, że
                                                    ciągłość świadomości w postaci jakiejś dziwnej "energii" przeskakuje z oryginału
                                                    do ciała. Skąd ona wie gdzie to ciało zostanie ponownie złożone? Gdzie znajduje
                                                    się w międzyczasie? A gdy oryginału nie niszczymy, to gdzie znajduje się ta ich
                                                    wspólna świadomość? Jak na mnie ta świadomość istniejąca jako byt inny niż sama
                                                    fizyka mózgu jest nadmiarowym bytem.

                                                    Po drugie - czym różni się udany akt teleportacji naszym teleporterem od
                                                    zrobienia najzwyklejszego kroku? Przecież z punktu fizyki to dokładnie to samo.
                                                    Zrobienie kroku powoduje powstanie nowego układu ciała "kopii", a "oryginał"
                                                    przestaje istnieć będąc jedynie przeszłą konfiguracją ciała. Zatem wg mnie udana
                                                    teleportacja nie różni się niczym od zwykłej zachodzącej w każdej chwili
                                                    tranzycji jednego stanu ciała w drugi - jedyna różnica to ciągłość procesu, ale
                                                    ciągłość nie powinna robić różnicy tak długo jak wyniki obu operacji są takie
                                                    same. Prowadzi to do najważniejszego wniosku: Świadomość jest poczuciem
                                                    reprezentacji stanu swojego mózgu w danej chwili. Ciągłość poczucia świadomości
                                                    jest iluzoryczna. Tak naprawdę doświadczamy tylko teraźniejszego stanu i nie
                                                    ważne czy kolejny stan będzie miał miejsce za mikrosekundę w tym samym miejscu,
                                                    czy w drugiej komorze teleportera za godzinę i milion kilomentrów stąd. Tam też
                                                    w końcu będzie istniało ciało posiadające wrażenie siebie. Świadomośc nie
                                                    przeskoczy cudownie z jednej komory teleportera do drugiej, ale pojawi się na
                                                    nowo w chwili gdy kopia zacznie działać. W pewnym sensie będzie to inna
                                                    świadomość, tak samo jak świadomość moja przed sekundą była inną świadomością
                                                    niż ta aktualna, a zaraz będę miał jeszcze inną. Każda tranzycja stanu ciała
                                                    jednego w drugi zachodząca w minimalnym możliwych do odczucia interwałach (czyli
                                                    jakieś mikrosekundy) powoduje unicestwienie poprzedniej świadomości (poprzedniej
                                                    osoby) i pojawienie się nowej.
                                                    Instynkt zachowawczy to "naiwny" ewolucyjny mechanizm mający za zadanie
                                                    zapewnić, że ta tranzycja w przyszłość nastąpi, ale z punktu widzenia mojego
                                                    teraźniejszego "ja" mogę doświadczyć tylko teraźniejszego stanu ciała, a nie
                                                    jego przyszłych stanów.

                                                    Podsumowując: Twierdzę, że świadomość TO SĄ procesy w mózgu. Kopia i oryginał
                                                    ciała będą miały SWOJE procesy więc i SWOJĄ świadomość.

                                                    > Obecna wiedza z zakresu fizyki zwyczajnie nie daje możliwości
                                                    > odróżnienia zombi i bez świadomości od zombii ze świadomością.
                                                    > Czemuż więc wykluczać taką możliwość?

                                                    Są dwa powody:
                                                    1. (bardziej namacalny) skoro zombi fizycznie nie różni się od człowieka, do
                                                    dlaczego miałby różnic się od niego w kwestii posiadania świadomości?
                                                    2. (mniej namacalny) z punktu widzenia wykładanego przeze mnie mocno fizykalnego
                                                    stanowiska, nie ma innego sposobu detekcji świadomości niż porównanie badanego
                                                    obiektu z innymi, które mają świadomość. Jeżeli funkcjonalnie obiekty są
                                                    praktycznie identyczne - realizują te same funkcje dokładnością do tego co można
                                                    zobaczyć, to gdzie ma tkwić różnica? Jest typowym nadmiarowym bytem to obcięcia
                                                    brzyutwą Ockhama.

                                                    Oczywiście nie sposób udowodnić ponad wszelką wątpliwość, że mam rację, ale moje
                                                    stanowisko wytrzymuje wszystkie metodologiczne kryteria i pozwala obyć się bez
                                                    problemów i bytów wymaganych przez mniej fizykalne stanowiska, czyli spełnia
                                                    kryteria jakie musi spełniać teoria naukowa. Twierdzę, że pewna nieintuicyjność
                                                    tej teorii jest tą samą nieintuicyjnością jaką ma teoria heliocentryzna ("Jak to
                                                    ziemia obiega słońce? Przecież wystarczy spojrzeć w niebo by widzieć, że jest
                                                    odwrotnie")
                                                  • llukiz Re: Gdzie się rodzi świadomość 07.07.08, 14:57
                                                    > Oczywiście nie sposób udowodnić ponad wszelką wątpliwość, że mam rację, ale moj
                                                    > e
                                                    > stanowisko wytrzymuje wszystkie metodologiczne kryteria i pozwala obyć się bez
                                                    > problemów i bytów wymaganych przez mniej fizykalne stanowiska, czyli spełnia
                                                    > kryteria jakie musi spełniać teoria naukowa

                                                    Twoja teoria zakłada, że w każdej sekundzie świadomość ginie po wielokroć, a
                                                    tylko nam się wydaje że istnieje już od dłuższego czasu i jednocześnie nic nie
                                                    mówi komu to wszystko się wydaje. Bo chyba nie świadomości, bo przecież ta
                                                    "istniej" wedle Twej teorii tak krótko, że podejrzewam iż nie starczyło by jej
                                                    czasu na jakiekolwiek wydawanie.

                                                    Skoro miałoby nie być różnicy między chodzeniem a teleportowaniem, to ja zadam
                                                    proste pytanie. Jak by cię teleportować w 2 kopiach to w której byś był? Wiem że
                                                    wedle twojej teorii to pytanie jest bez sensu, ale mnie nurtuje odpowiedź z
                                                    punktu widzenia 1 osoby, ponieważ podchodzene do do tematu z pozycj 3 osoby w
                                                    ogóle ne ma sensu

                                                    > 1. (bardziej namacalny) skoro zombi fizycznie nie różni się od człowieka, do
                                                    > dlaczego miałby różnic się od niego w kwestii posiadania świadomości

                                                    bo mom zdanem śwadomość ne jest czymś fzycznym (jesl wzac pod uwagę obecny stan
                                                    wedzy fzyków).
                                                  • asteroida2 Re: Gdzie się rodzi świadomość 07.07.08, 15:55
                                                    > Skoro miałoby nie być różnicy między chodzeniem a teleportowaniem,
                                                    > to ja zadam proste pytanie. Jak by cię teleportować w 2 kopiach to w
                                                    > której byś był?

                                                    Odpowiedź na to pytanie jest oczywista: byłoby mnie dwóch.
                                                  • llukiz Re: Gdzie się rodzi świadomość 07.07.08, 22:27
                                                    > Odpowiedź na to pytanie jest oczywista: byłoby mnie dwóch.

                                                    I odczuwałbyś bodźce docierające z obydwu układów nerwowych?
                                                  • asteroida2 Re: Gdzie się rodzi świadomość 07.07.08, 22:35
                                                    > > Odpowiedź na to pytanie jest oczywista: byłoby mnie dwóch.
                                                    >
                                                    > I odczuwałbyś bodźce docierające z obydwu układów nerwowych?

                                                    Oczywiście nie. Przecież gdyby tak było, byłbym jeden w dwóch ciałach - a
                                                    wyraźnie zaznaczam że byłoby mnie dwóch.

                                                    Nie wiem czemu uważasz takie zjawisko za dziwne. To jest przecież to samo co w
                                                    przypadku bliźniąt jednojajowych. Kiedyś była tylko jedna komórka, z której
                                                    powstali obaj. Gdybyś mógł zapytać tę komórkę którym bliźniakiem się stanie -
                                                    odpowiedziałaby ci że oboma.
                                                  • llukiz Re: Gdzie się rodzi świadomość 07.07.08, 22:43
                                                    > wyraźnie zaznaczam że byłoby mnie dwóch.

                                                    ale to jakiś oksymoron. Twierdzisz coś na kształt "jedna książka w dwóch
                                                    egzemplarzach". Tylko dla mnie to absurd, bo uważam że nie jesteś książką, tylko
                                                    właśnie egzemplarzem książki, bo jak byś był książką to miałbyś dostęp do
                                                    wszystkich egzemplarzy. A skoro masz dostęp tylko do jednego (przynajmniej ja
                                                    tak mam) to nie widzę powodów do wysnuwania tezy że jesteśmy książką.
                                                  • petrucchio Re: Gdzie się rodzi świadomość 07.07.08, 22:45
                                                    llukiz napisał:

                                                    > > Odpowiedź na to pytanie jest oczywista: byłoby mnie dwóch.
                                                    >
                                                    > I odczuwałbyś bodźce docierające z obydwu układów nerwowych?

                                                    Jaki masz z tym problem? Ci dwaj ludzie mieliby wspólną do pewnego momentu
                                                    historię i identyczne wspomnienia odczuwanych bodźców; potem każdy odczuwałby
                                                    już tylko swoje własne bodźce, ale każdy z nich miałby równe prawo do
                                                    utożsamiania się ze "wspólnym przodkiem" obu. Od chwili rozejścia się ich
                                                    historii nie byliby jednak tym samym człowiekiem.

                                                    Świadomość nie jest czymś stałym, zachowywanym (jak masa lub ładunek) i z zasady
                                                    niepodzielnym. Może nawet nie być ciągła: silne uderzenie w głowę może ją
                                                    wyłączyć na jakiś czas, jeśli nie na amen. Pamiętasz swoje dawniejsze stany
                                                    świadomości, dlatego masz wrażenie jedności dawniejszego "ja" z obecnym i
                                                    utożsamiasz się z Ilukizem sprzed lat, bo do wspomnień zachowanych w mózgach
                                                    innych ludzi nie masz dostępu wprost.
                                                  • llukiz Re: Gdzie się rodzi świadomość 07.07.08, 22:54
                                                    > Jaki masz z tym problem? Ci dwaj ludzie mieliby wspólną do pewnego momentu
                                                    > historię

                                                    Tłumaczenie mi waszego punktu widzenia nie ma sensu, bo on jest dla mnie jasny i
                                                    oczywisty od samego początku. Ja staram się tylko wykazać że on stoi w
                                                    sprzeczności z pierwszoosobowym sposobem patrzenia na sprawę.
                                                    Przecież to co mówię jest proste i logiczne. Skoro stworzenie twojej kopii nie
                                                    spowoduje że ty się w niej osobiście pojawisz, to znaczy że fizyczna kopia nie
                                                    jest warunkiem wystarczającym do istnienia twojej świadomości. Być może innej,
                                                    ale z pewnością nie twojej. A to jak dla mnie niesie poważne konsekwencje
                                                    filozoficzne
                                                  • asteroida2 Re: Gdzie się rodzi świadomość 07.07.08, 23:18
                                                    > Przecież to co mówię jest proste i logiczne. Skoro stworzenie twojej kopii nie
                                                    > spowoduje że ty się w niej osobiście pojawisz, to znaczy że fizyczna kopia nie
                                                    > jest warunkiem wystarczającym do istnienia twojej świadomości. Być może innej,
                                                    > ale z pewnością nie twojej. A to jak dla mnie niesie poważne konsekwencje
                                                    > filozoficzne

                                                    Jak to nie spowoduje? Oczywiście że się w niej osobiście pojawię.
                                                    A jeśli skopiujesz mnie w 20 egzemplarzach, to osobiście pojawię się w każdym z
                                                    nich. Inaczej to nie będzie wierna kopia.
                                                  • llukiz Re: Gdzie się rodzi świadomość 07.07.08, 23:30
                                                    > Jak to nie spowoduje? Oczywiście że się w niej osobiście pojawię.

                                                    Ok, czyli osobiście będziesz odbierał bodźce 20 innych układów nerwowych.
                                                    Rozumiem i przyjmuję do wiadomości.
                                                  • petrucchio Re: Gdzie się rodzi świadomość 07.07.08, 23:20
                                                    llukiz napisał:


                                                    > Tłumaczenie mi waszego punktu widzenia nie ma sensu, bo on jest dla mnie jasny
                                                    > i
                                                    > oczywisty od samego początku. Ja staram się tylko wykazać że on stoi w
                                                    > sprzeczności z pierwszoosobowym sposobem patrzenia na sprawę.

                                                    Jeżeli "pierwsza osoba" się rozdwaja, to nie ma już jednego jedynego
                                                    uprzywilejowanego "pierwszoosobowego" punktu widzenia. Są dwa
                                                  • dalatata Re: Gdzie się rodzi świadomość 07.07.08, 23:36
                                                    nie masz racji Petrucchio. filozoficznie kopia mnie czy ciebie wprowadza cala
                                                    mase problemow filozoficznych: podmiotowosc, tozsamosc, cala kondycja czlowiecza
                                                    jaka obecnie znamy, ktora oparta jest na idei mojego unikalnego 'ja' (nawet
                                                    jesli naui spoleczne mowia ze ono konstruowane, dyskursywne, spoleczne, to
                                                    przecietny czlowiek o tym nie wie i ma to w nosie). drugi dalatata stawia znak
                                                    zapytania nad tym fundamentalnym poczuciem.

                                                    tak nawiasem mowiac, to jest ciekawy artykul na temat tego, ze wspolczesna
                                                    psychiatria jest oparta miedzy innymi na tym, ze czlowiek ma czuc sie
                                                    'jednostkowo'. bez kopii.
                                                  • petrucchio Re: Gdzie się rodzi świadomość 07.07.08, 23:47
                                                    dalatata napisał:

                                                    > nie masz racji Petrucchio. filozoficznie kopia mnie czy ciebie wprowadza cala
                                                    > mase problemow filozoficznych: podmiotowosc, tozsamosc, cala kondycja czlowiecz
                                                    > a
                                                    > jaka obecnie znamy, ktora oparta jest na idei mojego unikalnego 'ja' (nawet
                                                    > jesli naui spoleczne mowia ze ono konstruowane, dyskursywne, spoleczne, to
                                                    > przecietny czlowiek o tym nie wie i ma to w nosie). drugi dalatata stawia znak
                                                    > zapytania nad tym fundamentalnym poczuciem.
                                                    >
                                                    > tak nawiasem mowiac, to jest ciekawy artykul na temat tego, ze wspolczesna
                                                    > psychiatria jest oparta miedzy innymi na tym, ze czlowiek ma czuc sie
                                                    > 'jednostkowo'. bez kopii.

                                                    Bo (na razie przynajmniej) nie ma żadnej możliwości skopiowania człowieka i
                                                    każde "ja" jest faktycznie unikatowe. Ale w naszym eksperymencie myślowym już by
                                                    takim nie było. Szczerze mówiąc, problemy par excellence filozoficzne, jakie by
                                                    z tego miały wynikać, są moim zdaniem równie pozorne, jak kwestia, który z braci
                                                    Kaczyńskich jest kopią tego drugiego i co stąd wynika dla ich kondycji.
                                                    _Rzeczywiste_ problemy byłyby raczej natury prawnej i moralnej.
                                                  • dalatata Re: Gdzie się rodzi świadomość 08.07.08, 00:03
                                                    ja rozumiem ze nie ma i sobie tylko cwiczymy zdolnosci retoryczne.

                                                    co do 'prawdziwych' problemow w przeciwienstwie do 'nieprawdziwych', to sie nie
                                                    zgadzamy (ale pieknie). ja mysle ze to zalezy do punktu widzenia. pamietaj
                                                    jednak ze jeszcze nie tak dawno nie bylo socjologii w ZSRR, bo ona nie byla
                                                    prawdziwa nauka.
                                                  • llukiz Re: Gdzie się rodzi świadomość 07.07.08, 23:44
                                                    > Jeżeli "pierwsza osoba" się rozdwaja, to nie ma już jednego jedynego
                                                    > uprzywilejowanego "pierwszoosobowego" punktu widzenia.

                                                    Ponieważ nie rozumiem jakim to sposobem miałaby pierwszy osoba się rozdzielić,
                                                    to muszę te koncepcje odrzucić.Pierwsza osoba jest nie rozdwalajna dla mnie z
                                                    definicji.

                                                    > Ale ten "drugi ja" będzie dokładnie tak samo uważał, że to on naprawdę jest mną

                                                    Może se uważać cokolwiek (jeśli ktoś w nim będzie), ale z moimi faktami że to ja
                                                    jestem ja nie wygra. Tym bardziej że nie będzie on uważał że jest mną, tylko
                                                    raczej że jest sobą.

                                                    > Nie widzę tu nic prócz _pozornych_ problemów wynikających z mętnego
                                                    > dualistycznego filozofowania.

                                                    Czyli jak by ci oznajmili że tworzą twoją kopię bez problemu byś się zgodził na
                                                    teleportacje
                                                  • petrucchio Re: Gdzie się rodzi świadomość 07.07.08, 23:54
                                                    llukiz napisał:

                                                    > Czyli jak by ci oznajmili że tworzą twoją kopię bez problemu byś
                                                    > się zgodził na teleportacje

                                                    Nie, dobrowolnie raczej nie, bo nie chciałbym się narażać na dyskomfort
                                                    prawno/etyczny (do którego z nas moje dzieci mają mówić "tato"?). Ale gdyby już
                                                    do skopiowania doszło, choćby wbrew mojej woli, uznałbym bez problemu równą
                                                    prawdziwość obu "nas", bo nie jestem solipsystą ani w ogóle nie mam bzika na
                                                    punkcie swojego "ja". Był czas, kiedy moja jaźń jeszcze nie istniała; przyjdzie
                                                    czas, gdy nieodwracalnie zniknie. Świat innych ludzi się od tego nie zawali.
                                                    Wiem o tym i bynajmniej nad tym nie boleję.
                                                  • llukiz Re: Gdzie się rodzi świadomość 08.07.08, 09:59
                                                    bo nie jestem solipsystą ani w ogóle nie mam bzika na
                                                    > punkcie swojego "ja". Był czas, kiedy moja jaźń jeszcze nie istniała; przyjdzie
                                                    > czas, gdy nieodwracalnie zniknie. Świat innych ludzi się od tego nie zawali.

                                                    bo to byłby dla kogoś kto przestał istnieć rzeczywisty problem, czy wali sie
                                                    świat ludzi...
                                                  • dalatata Re: Gdzie się rodzi świadomość 07.07.08, 23:31
                                                    oczywiscie ze nie byloby 'dwoch mnie'. w momencie kiedy jest drugi ty, zmienia
                                                    sie calkiem kontekst ciebie, twojej subiektywnosci, twojej tozsamosci, twoich
                                                    doswiadczen itd itd.

                                                    kazdy z nas ma poczucie wyjatkowosci i unikalnosci. jest jeden dalatata, zle to
                                                    czy dobrze, obojetnie, jednak jest jeden. w momencie kiedy staje naprzeciwko
                                                    mnie drugi dalatata (wlos mi sie jezy), to zmienia sie jeden z podstawowych
                                                    filarow mojej opowiesci o mnie.
                                                  • madcio Re: Gdzie się rodzi świadomość 04.07.08, 21:02
                                                    > Z bananem paradoksu nie ma, ponieważ nie postulujesz, że wraz ze
                                                    > zrobieniem kopi banan tworzysz coś jeszcze. Natomiast postulujesz,
                                                    > że wraz ze zrobieniem kopii człowieka, automatycznie stworzysz
                                                    > drugą świadomość.
                                                    Nie wiem, jak on, ale ja postuluję coś innego:
                                                    Wykonujemy kopię człowieka tą samą technologią, co kopiowanie banana. Postulat
                                                    polega na tym, że jest to całkowicie wystarczające, by kopia była podobna do
                                                    oryginału, czyli była żywym człowiekiem posiadającym umysł.

                                                    Powód jest prosty: umysł uważam za emergencję powstałą z działania sieci
                                                    neuronowej mózgu. Nic więcej, nic mniej. Zrobisz kopię sieci neuronowej i
                                                    presto! Mamy dwie niezależne sieci neuronowe, tworzące dwa niezależne emergentne
                                                    zjawiska zwane "umysłem".

                                                    Twój cytat
                                                    > Natomiast postulujesz, że wraz ze zrobieniem kopii
                                                    > człowieka, automatycznie stworzysz drugą świadomość.
                                                    sugeruje, jakby te automatyczne "stworzenie drugiej świadomosci" było czymś
                                                    niemożliwym, a przynajmniej nadzwyczajnym. A tak właśnie nie jest - przy moich
                                                    założeniach jest to jak najbardziej naturalna konsekwencja kopiowania. Kopia
                                                    systemu przejawiającego cechy emergentne również będzie takie emergentne cechy
                                                    przejawiać.
                                                  • llukiz Re: Gdzie się rodzi świadomość 05.07.08, 12:42
                                                    > Powód jest prosty: umysł uważam za emergencję powstałą z działania sieci

                                                    Pozwól że zacytuję Ci wikipedię:
                                                    "Ponieważ jednak nieredukowalności w żadnym przypadku nie da się jednoznacznie
                                                    udowodnić, pojęcie emergencji nie ma też jednoznacznej definicji i jest używane
                                                    w różnych znaczeniach. Często oznacza po prostu, że znany nam uproszczony opis
                                                    zjawisk niższego poziomu nie jest wystarczający do opisania zjawiska wyższego
                                                    poziomu (CZYLI NIE WIEMY JAK ONO POWSTAJE)."
                                                    Tak więc całe to pisanie o emergencji możesz sobie darować bo do tematu ono
                                                    wnosi mniej więcej tyle, że skoro ja mam mózg i świadomość to pewnie inni co
                                                    mają mózg też mają świadomość...

                                                    korwin-mikke.blog.onet.pl/
                                                  • facet123 Re: Gdzie się rodzi świadomość 07.07.08, 09:30
                                                    Zgadzam się - emergencja nie jest konieczna - wystarczą same procesy.

                                                    > Często oznacza po prostu, że znany nam uproszczony opis
                                                    > zjawisk niższego poziomu nie jest wystarczający do opisania zjawiska
                                                    > wyższego poziomu (CZYLI NIE WIEMY JAK ONO POWSTAJE)."

                                                    A to napisał ewidentnie jakiś dualista i to bez żadnych argumentów. Poproszę
                                                    jakieś argumenty na rzecz tej tezy. Wg mnie procesy niższego rzędu wystarczą w
                                                    zupełności do wyjaśnienia procesów wyższego rzędu. Weźmy np. zjawisko deja vu -
                                                    wiemy jak ono powstaje, wiemy jaka neurologia mózgu za tym stoi. Wiemy jak
                                                    zjawisko niższego rzędu tworzy zjawisko wyższego rzędu (poczucie deja vu).
                                                    koniec tematu. dlaczego tak samo nie ma być z wszystkimi innymi wrażeniami
                                                    składającymi się na świadomość?
                                                  • asteroida2 Re: Gdzie się rodzi świadomość 07.07.08, 11:04
                                                    > > Często oznacza po prostu, że znany nam uproszczony opis
                                                    > > zjawisk niższego poziomu nie jest wystarczający do opisania
                                                    > > zjawiska wyższego poziomu (CZYLI NIE WIEMY JAK ONO POWSTAJE)."
                                                    >
                                                    > A to napisał ewidentnie jakiś dualista i to bez żadnych argumentów.

                                                    To akurat nieprawda. Wiem, ponieważ to ja to napisałem, a dualistą żadnym nie
                                                    jestem :)

                                                    Kluczowe jest tam słowo "często". Naprawdę, określanie jakiegoś zjawiska jako
                                                    emergentny często oznacza że po prostu nie wiemy jak ono powstaje. Czasem
                                                    potrafimy zrobić symulacje pokazujące pojawienie się tego zjawiska (jak np.
                                                    zachowanie ławicy ryb), a czasem nie (jak np. pojawienie się świadomości). Nie
                                                    oznacza to że mamy jakieś wątpliwości co do tego że to świadomość powstaje w
                                                    wyniku działania sieci neuronowej - my wiemy że ona tam powstaje, tylko właśnie
                                                    nie wiemy jak.
                                                  • charioteer Re: Gdzie się rodzi świadomość 07.07.08, 12:30
                                                    asteroida2 napisał:

                                                    > > > Często oznacza po prostu, że znany nam uproszczony opis
                                                    > > > zjawisk niższego poziomu nie jest wystarczający do opisania
                                                    > > > zjawiska wyższego poziomu (CZYLI NIE WIEMY JAK ONO POWSTAJE)."

                                                    To moze oznaczac, ze nie znamy wszystkich istotnych zmiennych.

                                                    > emergentny często oznacza że po prostu nie wiemy jak ono powstaje. Czasem
                                                    > potrafimy zrobić symulacje pokazujące pojawienie się tego zjawiska (jak np.
                                                    > zachowanie ławicy ryb), a czasem nie (jak np. pojawienie się świadomości). Nie
                                                    > oznacza to że mamy jakieś wątpliwości co do tego że to świadomość powstaje w
                                                    > wyniku działania sieci neuronowej - my wiemy że ona tam powstaje, tylko właśnie
                                                    > nie wiemy jak.

                                                    Wiemy (mniej wiecej), gdzie powstaje, ale nie wiemy jak. Gdybysmy wiedzieli, jak
                                                    powstaje, to bysmy zrobili sztuczna. Co na to etycy?
                                                  • asteroida2 Re: Gdzie się rodzi świadomość 07.07.08, 12:43
                                                    > Wiemy (mniej wiecej), gdzie powstaje, ale nie wiemy jak. Gdybysmy
                                                    > wiedzieli, jak powstaje, to bysmy zrobili sztuczna.

                                                    Na odwrót. Gdybyśmy zrobili sztuczną, to byśmy wiedzieli jak powstaje.
                                                    Póki co nie potrafimy zrobić urządzenia będącego w stanie odtworzyć działanie
                                                    mózgu z wystarczającą dokładnością, więc stawiamy tylko hipotezy.

                                                    > Co na to etycy?

                                                    Etycy mają zwyczaj opierania się na autorytetach i na tradycji. Więc w przypadku
                                                    jakichkolwiek nowych wynalazków i zjawisk, zwykle ględzą kompletnie bez ładu i
                                                    składu. Bo jak ktoś jest przyzywczajony do tworzenia nauki na bazie autorytetów,
                                                    to brak możliwości odwołania się do wcześniejszego przykładu blokuje mu
                                                    całkowicie rozumowanie.
                                                  • charioteer Re: Gdzie się rodzi świadomość 07.07.08, 13:07
                                                    asteroida2 napisał:

                                                    > > Wiemy (mniej wiecej), gdzie powstaje, ale nie wiemy jak. Gdybysmy
                                                    > > wiedzieli, jak powstaje, to bysmy zrobili sztuczna.
                                                    >
                                                    > Na odwrót. Gdybyśmy zrobili sztuczną, to byśmy wiedzieli jak powstaje.

                                                    Przy zalozeniu, ze swiadomosc moze powstac w tylko jeden mozliwy sposob - czyli
                                                    majac okreslone dane na wejsciu, konstruujemy model, ktory generuje swiadomosc.
                                                    Na razie nie wiemy nawet, czy swiadomosc moze powstac w jeden okreslony sposob,
                                                    czy byc moze moze byc generowana przez rozne systemy. Jakos nie przekonuje mnie,
                                                    ze dzialajacy model jakiejkolwiek funkcji mozgowej jest zwierciadlanym odbiciem
                                                    rzeczywistosci.
                                                  • llukiz Re: Gdzie się rodzi świadomość 07.07.08, 15:01
                                                    > jakieś argumenty na rzecz tej tezy. Wg mnie procesy niższego rzędu wystarczą w
                                                    > zupełności do wyjaśnienia procesów wyższego rzędu.

                                                    Z penoścą tak. Dlatego właśne tam gdze ne znamy tego mechanzmu, mówmy o procese
                                                    emergentnym.

                                                    > Weźmy np. zjawisko deja vu -

                                                    jeśl wemy, to ne jest to proces emergentny
                                                  • petrucchio Re: Gdzie się rodzi świadomość 07.07.08, 22:13
                                                    llukiz napisał:

                                                    > Często oznacza po prostu, że znany nam uproszczony opis
                                                    > zjawisk niższego poziomu nie jest wystarczający do opisania
                                                    > zjawiska wyższego poziomu (CZYLI NIE WIEMY JAK ONO POWSTAJE)."

                                                    W zasadzie wiemy, "jak", ale nie jesteśmy w stanie formalnie wyprowadzić
                                                    zachowania układu na "wyższym poziomie" z reguł "niższego poziomu". Prostym, ale
                                                    pouczającym przykładem są automaty komórkowe takie jak "mrówka Langtona":

                                                    pl.wikipedia.org/wiki/Mr%C3%B3wka_Langtona

                                                    Regułę generującą kolejne kroki mrówki zrozumie każdy przedszkolak, natomiast
                                                    emergentny porządek, czyli prosta ścieżka (generowana przez cykl 104 kroków),
                                                    którą mrówka zaczyna budować po dłuższym okresie chaotycznego błądzenia, nie
                                                    daje się zredukować do wspomnianej reguły. Co więcej, budowa prostej ścieżki
                                                    jest czymś w rodzaju ścisłego prawa fizyki w uniwersum mrówki (a magiczna liczba
                                                    104 jest "uniwersalną stałą"), bo wygląda na to, że niezależnie od tego, czy
                                                    zaczynamy od pustej planszy, czy od dowolnego wzoru początkowego, mrówka prędzej
                                                    czy później "wyjdzie na prostą". Jest to prawo empiryczne (tak się kończą
                                                    wszystkie dotychczasowe symulacje), bo formalny dowód nie jest znany. Ale
                                                    przecież zachowanie mrówki, jakkolwiek dziwne i skomplikowane, jest
                                                    zdeterminowane przez regułę, którą można opisać w trzech krótkich zdaniach i nie
                                                    może wynikać z niczego innego.

                                                    Podobnie zachowują się układy dynamiczne
                                                  • llukiz Re: Gdzie się rodzi świadomość 07.07.08, 22:38
                                                    > To już coś. Natomiast nic nie wiadomo o tym, żeby świadomość istniała tam, gdzi
                                                    > e
                                                    > nie ma mózgu.

                                                    Nic też nie wiadomo by istniała poza moim mózgiem. Oczywiście każdy sobie
                                                    domniemywa, że skoro ja mam, to inni ludzie też mają. Pewnie to i słuszne, bo
                                                    głupio by było zakładać że jest się samemu w wszechświecie. Problem dla mnie się
                                                    rodzi gdy zaczyna się też takie domniemania rozciągać na zwierzęta. Bo skoro
                                                    dowolny mózg może być powiązany ze świadomością, to niby czemu dowolna
                                                    konfiguracja atomów nie mogłaby być z nią powiązana?
                                                  • asteroida2 Re: Gdzie się rodzi świadomość 07.07.08, 22:46
                                                    > Bo skoro dowolny mózg może być powiązany ze świadomością, to niby
                                                    > czemu dowolna konfiguracja atomów nie mogłaby być z nią powiązana?

                                                    A czemu dowolna konfiguracja atomów nie mogłaby być jabłkiem?

                                                    Wyobraź sobie wszystkie stany pośrednie między jabłkiem a gruszką. W którym
                                                    miejscu jest granica bycia jabłkiem? W żadnym. Nie istnieją szczegółowe reguły
                                                    określające co jeszcze jest jabłkiem a co już nie. A jakoś nie ma wątpliwości że
                                                    stół jabłkiem nie jest. Dokładnie tak samo wygląda ocenianie czy coś jest
                                                    świadomością.
                                                  • llukiz Re: Gdzie się rodzi świadomość 07.07.08, 22:58
                                                    > Dokładnie tak samo wygląda ocenianie czy coś jest
                                                    > świadomością.

                                                    Czyli nie wygląda. I wszystkie te oceny o kant dupy rozbić. Poza tym jeden powie
                                                    w żadnym,inny powie w każdym...
                                                  • asteroida2 Re: Gdzie się rodzi świadomość 07.07.08, 23:13
                                                    > Czyli nie wygląda. I wszystkie te oceny o kant dupy rozbić. Poza tym
                                                    > jeden powie w żadnym,inny powie w każdym...

                                                    Dokładnie tak jest.

                                                    Ale używamy słowa "jabłko" i bardzo się nam ono przydaje. Z pewnością są
                                                    zastosowania też dla słowa "świadomość".
                                                  • petrucchio Re: Gdzie się rodzi świadomość 07.07.08, 23:06
                                                    llukiz napisał:

                                                    > Problem dla mnie się rodzi gdy zaczyna się też takie domniemania
                                                    > rozciągać na zwierzęta.

                                                    Problem jest o tyle realny, że z innymi ludźmi możesz się porozumieć w sprawie
                                                    świadomości, używając języka. Stąd _wiesz_, że inni ludzie też uważają, że sami
                                                    mają świadomość i że przypisują ją także tobie, a więc nie masz obiektywnych
                                                    podstaw do uważania się za coś wyjątkowego. Ze zwierzęciem nie pogadasz sobie, a
                                                    puryści metodologiczni powiedzą, że przypisywanie zwierzętom takich czy innych
                                                    stanów wewnętrznych na podstawie analogii behawioralnych to nieuzasadnione
                                                    antropomorfizowanie. Mnie to specjalnie nie przekonuje, bo w końcu o istnieniu
                                                    psychiki ludzkiej też wnioskujemy pośrednio, przez analogię do własnej osoby.

                                                    > Bo skoro dowolny mózg może być powiązany ze świadomością, to niby
                                                    > czemu dowolna konfiguracja atomów nie mogłaby być z nią powiązana?

                                                    Bo mózg nie jest _powiązany_ ze świadomością (może via szyszynka? ;-]), mości
                                                    dualisto kartezjański. On _generuje_ "świadomość" jako pewien atraktor procesów
                                                    zachodzących w sieci neuronów. Świadomość jest z definicji emergentną cechą
                                                    normalnie działającego układu nerwowego
                                                  • llukiz Re: Gdzie się rodzi świadomość 07.07.08, 23:28
                                                    Mógłbyś oczywiście na własną odpowiedzialność rozszerzyć tę definicję
                                                    > na tyle, żeby dowolny stan dowolnego układu nazywać jego świadomością

                                                    jedynym dowodem na cokolwiek jaki masz jest twoje istnienie a ty wydajesz się
                                                    bagatelizować ten fakt i uzależniać go od definicji innych osób. Jak by ktoś
                                                    stwierdził że nie masz świadomości to powiedziałbyś że ok, nie ma problemu...
                                                  • petrucchio Re: Gdzie się rodzi świadomość 07.07.08, 23:40
                                                    llukiz napisał:

                                                    > Jak by ktoś stwierdził że nie masz świadomości to powiedziałbyś że
                                                    > ok, nie ma problemu...

                                                    OK, nie ma problemu. ;-)
                                                  • madcio Re: Gdzie się rodzi świadomość 08.07.08, 00:11
                                                    > > Powód jest prosty: umysł uważam za emergencję powstałą z
                                                    > > działania sieci
                                                    > Pozwól że zacytuję Ci wikipedię: [ciach]
                                                    Przyczyny emergencji[1] w moim przykładzie nie maja znaczenia. Wyjaśnię to niżej.

                                                    Powtórzę jeszcze raz, wolniej.

                                                    Mamy pewien system. Obojętne jest, co to za system. Ważne, że przejawia on cechy
                                                    emergentne. Nie interesuje nas jakie i skąd się wzięły. Wiemy tyle, ze działanie
                                                    systemu powoduje powstanie cech emergentnych.

                                                    Ten system jest zrobiony z pewnych materiałów. Nie obchodzi nas z jakich. Może
                                                    to blachy metalu i elektronika w środku. Może to tylko zapalone i zgaszone bity
                                                    w pamięci RAM. Może to tańczące atomy lub mokra, organiczna materia. Może to
                                                    zgniłe jabłka przewiązane sznnurkiem albo spotworniałe wielowymiarowe
                                                    zakrzywienie czasoprzestrzeni. Nie ma to znaczenia.

                                                    Nie ma też znaczenia, JAKA to emergencja i skad się wzięła. Nie obchodzą nas jej
                                                    przyczyny - jedyne, co musimy wiedzieć, to sam fakt przejawiania przez system
                                                    emergencji. Dlatego też twoje czepianie się definicji emergencji z wikipedii nie
                                                    ma wpływu na mój wywód.

                                                    Znaczenie ma to, że możemy zbudować system. Nie tylko jeden, ale drugi. Będą
                                                    dwa. Będą działać niezależnie i tworzyć dwie niezależne emergencje.

                                                    Jeśli zaś zduplikujemy drugi system tak, by był jak najbardziej podobny do
                                                    pierwszego, w efekcie stan emergentny drugiego systemu będzie również podobny do
                                                    stanu emergentnego pierwszego systemu.

                                                    Jeśli dalej nie kumasz, to wymiękam, bo prościej już nie potrafię.

                                                    [1] Tak na marginesie, mam wrażenie, ze uważasz "emergencję" za łatkę na ludzką
                                                    niewiedzę, co dla mnie jest fałszywym postawieniem sprawy, ale wystarczy dygresji.
                                                  • llukiz Re: Gdzie się rodzi świadomość 08.07.08, 10:11
                                                    > Jeśli zaś zduplikujemy drugi system tak, by był jak najbardziej podobny do
                                                    > pierwszego, w efekcie stan emergentny drugiego systemu będzie również podobny d
                                                    > o
                                                    > stanu emergentnego pierwszego systemu.

                                                    jeśli chodzi ci o zombie, to nie tworzymy ich tak by były jak najbardzej
                                                    podobne, lecz by były podobne tylko w sprawach przez nas poznanych (obecnej
                                                    wiedzy fizycznej). Tak więc będą one podobne do prawdziwych ludzi, ale w ich
                                                    przypadku emergencja z nieznanych nam przyczyn nie będzie powodowała wystąpienia
                                                    świadomości, tak jak u znanych nam ludzi z nieznanych nam przyczyn emergencja
                                                    powoduje powstanie świadomości (przynajmniej u mnie).
                                                  • madcio Re: Gdzie się rodzi świadomość 08.07.08, 19:55
                                                    > jeśli chodzi ci o zombie, to nie tworzymy ich tak by były jak
                                                    > najbardzej podobne, lecz by były podobne tylko w sprawach przez
                                                    > nas poznanych (obecnej wiedzy fizycznej).
                                                    Wiedza fizyczna zawsze będzie niepełna, toteż zawsze bedziesz mógł twierdzić i
                                                    zdefiniować takich p-zombie. Ponadto, z *definicji* ich istnienie jest
                                                    nieudowadnialne. Z definicji!

                                                    Dla mnie to wystarczy, by odrzucić cały ten pomysł.

                                                    > w ich przypadku emergencja z nieznanych nam przyczyn nie będzie
                                                    > powodowała wystąpienia świadomości
                                                    Oj, nie, nie.
                                                    Mój bardzo ogólnikowy wywód o systemach i emergencjach ma takie odpowiedniki:
                                                    System - mózg.
                                                    Emergencja - świadomość/umysł.

                                                    Emergencja nie powoduje wystąpienia lub niewystąpienia świadomości. Emergencja
                                                    JEST, po prostu JEST TĄ ŚWIADOMOŚCIĄ!
                                                  • llukiz Re: Gdzie się rodzi świadomość 09.07.08, 09:48
                                                    > Emergencja nie powoduje wystąpienia lub niewystąpienia świadomości. Emergencja
                                                    > JEST, po prostu JEST TĄ ŚWIADOMOŚCIĄ!

                                                    A ja głupi myślałem że twierdzisz że to mózg jest świadomością, a tu nagle tak
                                                    niespodzianka...
                                                  • madcio Re: Gdzie się rodzi świadomość 10.07.08, 18:39
                                                    > myślałem że twierdzisz że to mózg jest świadomością, a tu
                                                    > nagle tak niespodzianka...
                                                    Cytat z linkiem poproszę do miejsca, gdzie piszę, że mózg jest świadomością.
                                                    Owszem, świadomość, umysł ma materialne podstawy, ale to nie to samo, co
                                                    twierdzenie, że mózg jest świadomością. Nie jest to także twierdzenie, że
                                                    świadomosć jest jakoś "przyczepiona" do materii i sobie swodobnie dynda.

                                                    Słyszałeś kiedyś o takim interesującym koncepcie, jak informacja? Poczytaj
                                                    sobie, pouczająca rzecz.

                                                    > A ja głupi
                                                    Przyjmuję łaskawie samokrytykę. :>
                                                  • llukiz Re: Gdzie się rodzi świadomość 10.07.08, 22:44
                                                    Nie jest to także twierdzenie, że
                                                    > świadomosć jest jakoś "przyczepiona" do materii i sobie swodobnie dynda.

                                                    A czy kolor czerwony jest przyczepiony do określonej długości fali i sobie
                                                    swobodnie dynda, czy też jest jakieś inne wytłumaczenie?
                                                  • asteroida2 Re: Gdzie się rodzi świadomość 11.07.08, 07:43
                                                    Łatwo sprawdzić: Poproś kogoś o skopiowanie czerwonego obrazka i sprawdź czy
                                                    kopia też będzie czerwona.
                                                  • facet123 Re: Gdzie się rodzi świadomość 11.07.08, 08:38
                                                    > A czy kolor czerwony jest przyczepiony do określonej długości fali i
                                                    > sobie swobodnie dynda, czy też jest jakieś inne wytłumaczenie?

                                                    Uniwersalne wrażenie czerwieni to wg mnie kolejny koncept-widmo. Od dawna znana
                                                    jest taka filozoficzna ciekawostka, że nie sposób stwierdzić, czy to co ja widzę
                                                    jako czerwień, ty możesz widzieć jako zieleń - oboje jako dzieci nauczyliśmy się
                                                    nazywać kolory - ja mówię czerwień, na to co ty widzisz jako zieleń, ale ty to
                                                    co widzisz jako zieleń też nazywasz czerwienią - efekt jest taki, że widzimy
                                                    zupełnie co innego patrząc na kolor odpowiadający tej samej długości fali, ale
                                                    nazywamy to tak samo więc nie sposób tego w żaden sposób stwierdzić.
                                                    Czy taka sytuacja jest prawdopodobna? Wg mnie nie - prawdopodobne jest jeszcze
                                                    co innego: To w jaki sposób odbieramy barwę zależy od reakcji niezliczonych
                                                    układów połączeń w mózgu. Niezmiernie mało prawdopodobne jest to aby układ
                                                    odpowiadający mojej czerwieni był dokładnie tym który odpowiada twojej zieleni.
                                                    Jednak równie mało prawdopodobne jest aby mój układ połączeń wyzwalanych
                                                    czerwienią odpowiadał dokładnie twojemu układowi połączeń wyzwalanych
                                                    czerwienią! Przecież te połączenia nie tworzą się na podstawie genomu, ale na
                                                    podstawie osobniczego rozwoju - milionów wrażeń, bardziej i mniej subtelnych
                                                    doświadczeń itd. Wszystko to tworzy zupełnie unikalną całość przez co moja
                                                    wrażenie czerwieni prawdopodobnie jest czymś co odbieram tylko i wyłącznie ja -
                                                    ty widzisz czerwień w inny sposób.
                                                  • madcio Re: Gdzie się rodzi świadomość 11.07.08, 22:11
                                                    > Niezmiernie mało prawdopodobne jest to aby układ odpowiadający
                                                    > mojej czerwieni był dokładnie tym który odpowiada twojej zieleni.
                                                    > Jednak równie mało prawdopodobne jest aby mój układ połączeń
                                                    > wyzwalanych czerwienią odpowiadał dokładnie twojemu układowi
                                                    > połączeń wyzwalanych czerwienią!

                                                    Jednakże, chyba się zgodzisz, że układ przy odbiorze koloru czerwonego wśród
                                                    różnych ludzi będzie bardziej podobny do siebie, niż wrażenie zielonego i
                                                    czerwonego u tego samego osobnika?

                                                    Podpieram to w pośredni sposób: wiekszosć ludzi staje się bardziej czujna wobec
                                                    koloru czerwonego, więc na jakimś poziomie musza go tak samo rozpoznawać. A
                                                    dlaczego w ogóle kolor czerwony kojarzy się z zagrożeniem? Cóż, widok dużej
                                                    ilości krwi najczęściej nie jest dobrą wieścią dla co najmniej jednej istoty
                                                    żywej w otoczeniu.
                                                  • llukiz Re: Gdzie się rodzi świadomość 12.07.08, 17:22
                                                    > Jednakże, chyba się zgodzisz, że układ przy odbiorze koloru czerwonego wśród
                                                    > różnych ludzi będzie bardziej podobny do siebie

                                                    jaki układ?
                                                  • madcio Re: Gdzie się rodzi świadomość 13.07.08, 13:18
                                                    > jaki układ?
                                                    W mózgu. Ośrodek zajmujący się rozpoznawaniem kolorów. Nie ma czegoś takiego
                                                    wedle ciebie?
                                                  • llukiz Re: Gdzie się rodzi świadomość 13.07.08, 13:45
                                                    > W mózgu. Ośrodek zajmujący się rozpoznawaniem kolorów.

                                                    Tak więc układ zamienił się nam w ośrodek. A ośrodkiem jest mózg, który to
                                                    rozpoznaje kolory, by moja świadomość mogła je odebrać.
                                                  • tvnpolprw281 [...] 13.07.08, 15:01
                                                    Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
                                                  • madcio Re: Gdzie się rodzi świadomość 13.07.08, 16:46
                                                    > Tak więc układ zamienił się nam w ośrodek.
                                                    Układ jest ogólniejszym określeniem. Układ neuronów, ośrodek w mózgu.

                                                    > A ośrodkiem jest mózg,
                                                    Ośrodek w mózgu. To nie cały mózg.

                                                    > który to rozpoznaje kolory, by moja świadomość mogła je odebrać.
                                                    Czyli nie twierdzisz, ze rozpoznawanie kolorów jest "doczepione" do mózgu. Czyli
                                                    mózg (a raczej ośrodek w mózgu) moze rozpoznać kolory. Spełnia taką funkcję.
                                                    Ciągle nie widzę, dlaczego według ciebie jest niemożliwe, by mózg/ośrodek w
                                                    mózgu pełnił funkcję, która nazywamy świadomością.

                                                    Skąd rozpoznajesz, które funkcje są "doczepione", a które nie?

                                                    PS: leoś, jak nie masz nic ciekawego do powiedzenia, to nic nie mów. Nie licz na
                                                    odpowiedzi - prowokacje będą wycinane, a nie odpowiadane. A potem poleci ban, i
                                                    nawet nie bedę musiał tego do administracji zgłaszać - sama zauważy. Żegnam trolla.
                                                  • llukiz Re: Gdzie się rodzi świadomość 14.07.08, 08:31
                                                    > mózg (a raczej ośrodek w mózgu) moze rozpoznać kolory.

                                                    mózg tak samo dobrze rozpoznaje kolory, jak termostat temperaturę.

                                                    > Ciągle nie widzę, dlaczego według ciebie jest niemożliwe, by mózg/ośrodek w
                                                    > mózgu pełnił funkcję, która nazywamy świadomością.

                                                    Z tej samej przyczyny z której samolot nie może pełnić funkcji pilota. O
                                                    przepraszam. Oczywiście może być autopilot w takim samolocie (zombie), więc w
                                                    takim znaczeniu może oczywiście mózg pełnić funkcję "sztucznej" świadomości
                                                  • madcio Re: Gdzie się rodzi świadomość 14.07.08, 19:04
                                                    > > Ciągle nie widzę, dlaczego według ciebie jest niemożliwe, by
                                                    > > mózg/ośrodek w mózgu pełnił funkcję, która nazywamy świadomością.
                                                    > Z tej samej przyczyny z której samolot nie może pełnić funkcji
                                                    > pilota.
                                                    Zły przykład sobie wziąłeś. Są samoloty bezzałogowe, ale to już na marginesie.

                                                    > O przepraszam. Oczywiście może być autopilot w takim samolocie
                                                    > (zombie), więc w takim znaczeniu może oczywiście mózg pełnić
                                                    > funkcję "sztucznej" świadomości
                                                    Ty już przestań z p-zombie, gdyż wedle definicji są one nieodróżnialne, pdoczas
                                                    gdy samolot na autopilocie jest jak najbardziej odróżnialny od żywego pilota.
                                                  • llukiz Re: Gdzie się rodzi świadomość 15.07.08, 21:35
                                                    > Ty już przestań z p-zombie, gdyż wedle definicji są one nieodróżnialne, pdoczas
                                                    > gdy samolot na autopilocie jest jak najbardziej odróżnialny od żywego pilota.

                                                    wedle definicji są odróżnialne, tylko nie są odróżnialne dla ciebie, tak jak
                                                    samolot z aotopilotem jest nieodróżnialny dla ziemskiego obserwatora. I
                                                    zmienianie pojęć nie sprawi że będziesz miał bardziej rację
                                                  • madcio Re: Gdzie się rodzi świadomość 15.07.08, 23:08
                                                    > wedle definicji są odróżnialne, tylko nie są odróżnialne dla
                                                    > ciebie,
                                                    Przykro mi. Wedle definicji, p-zombie są totalnie nieodróżnialne od
                                                    "prawdziwych" ludzi, choćbyś miał nie wiem jaką technologię i naukę.

                                                    > I zmienianie pojęć nie sprawi że będziesz miał bardziej rację
                                                    Ty zmieniasz definicję p-zombie, nie ja.

                                                    Ale przyjmijmy na chwilę definicję i-zombie, czyli człowieka bez świadomości,
                                                    którego jednak teoretycznie MOŻNA odróżnić od człowieka z świadomością za pomocą
                                                    przyszłych metod i technologii naukowych.

                                                    Wciąż jest to podobna sytuacja - nie masz aktualnie możliwości udowodnienia
                                                    istnienia i-zombie, jedynie swoje Głębokie Przekonanie.

                                                    Chyba się domyślasz, jak bardzo wiarygodne są dla mnie Głębokie Przekonania bez
                                                    krztyny dowodu.
                                                  • facet123 Re: Gdzie się rodzi świadomość 15.07.08, 08:23
                                                    > > Jednakże, chyba się zgodzisz, że układ przy odbiorze koloru czerwonego wś
                                                    > ród
                                                    > > różnych ludzi będzie bardziej podobny do siebie
                                                    >
                                                    > jaki układ?

                                                    Układ połączeń neuronów wyzwalany czerwonym światłem padającym na siatkówkę. To
                                                    co odbieramy jako czerwień i fakt IŻ to odbieramy jako czerwień to wynik
                                                    aktywacji pewnego wzorca neuronów w korze wzrokowej.
                                                  • facet123 Re: Gdzie się rodzi świadomość 15.07.08, 08:21
                                                    > Jednakże, chyba się zgodzisz, że układ przy odbiorze koloru
                                                    > czerwonego wśród różnych ludzi będzie bardziej podobny do siebie, niż
                                                    > wrażenie zielonego i czerwonego u tego samego osobnika?

                                                    Prawdopodobnie tak. Np. pod względem tego, że kolor czerwony zawsze będzie
                                                    bardziej rozpoznawalny i bardziej "krzyczący Uwaga!" niż inne kolory. Jednak
                                                    podobieństwo układów połączeń dotyczących rozpoznania barwy to jeszcze nie dowód
                                                    na to, że tak samo odbieramy kolory. Potem włączają się inne części mózgu -
                                                    pamięć długoterminowa, pamięć emocjonalna, markery somatyczne - wszystko to
                                                    powoduje, że "być mną widzącym czerwień" jest inaczej niż "być Tobą widzącym
                                                    czerwień".

                                                    > A dlaczego w ogóle kolor czerwony kojarzy się z zagrożeniem? Cóż,
                                                    > widok dużej ilości krwi najczęściej nie jest dobrą wieścią dla co
                                                    > najmniej jednej istoty żywej w otoczeniu.

                                                    Widzisz - sam zasugerowałeś jak można wyjaśnić fakt iż czerwień oznacza
                                                    niebezpieczeństwo. Być może gdyby od dziecka wychować kogoś w przeświadczeniu,
                                                    że krew jest zielona (w jakiś sposób uczynić wszelkie jego i innych skaleczenia
                                                    zielonymi), to jego wrażenie zieleni, a nie czerwieni było by bardziej podobne
                                                    do naszego wrażenia czerwieni...
                                                  • madcio Re: Gdzie się rodzi świadomość 11.07.08, 22:12
                                                    > A czy kolor czerwony jest przyczepiony do określonej długości fali i
                                                    > sobie swobodnie dynda, czy też jest jakieś inne wytłumaczenie?
                                                    Wrażenie umysłowe porównujesz do fizycznej własności fali? Próbój dalej. Nie
                                                    wiem zresztą w ogóle, co ma twoja analogia udowadniać.
                                                  • llukiz Re: Gdzie się rodzi świadomość 12.07.08, 17:31
                                                    > Wrażenie umysłowe porównujesz do fizycznej własności fali? Próbój dalej. Nie
                                                    > wiem zresztą w ogóle, co ma twoja analogia udowadniać.

                                                    ma udowadniać że piszesz bzdury imputując mi dyndającą świadomość
                                                  • tvnpolprw281 W jelitach tez swiadomosc sie rodzi!!! 12.07.08, 21:02
                                                    Czy wiecie ze drugie najwieksze po mozgu skupienie komorek nozgowych
                                                    stanowia jelita? Ze w istnieje ciagly feed back pomiedzy tymi
                                                    dwoma osrodkami w ksztaltowaniu swiadomosci?
                                                    Wiedzialy juz o tym genialne hinduskie techniki medytacyjne, ktore
                                                    skupialy uwage na calkowitej relaksacji jelit.
                                                  • facet123 Re: W jelitach tez swiadomosc sie rodzi!!! 15.07.08, 08:29
                                                    > Ze w istnieje ciagly feed back pomiedzy tymi
                                                    > dwoma osrodkami w ksztaltowaniu swiadomosci?

                                                    Oczywiście, że wiemy. To tzw. mechanizm markera somatycznego -
                                                    najprawdopodobniej to coś co "odziedziczylismy" po naszych bardziej zwierzęcych
                                                    przodkach. Mechanizm ten bardzo wnikliwie opisał Damasio. Jego istnienie
                                                    świadczy o tym, że człowiek myśli i podejmuje decyzje całym ciałem, a nie tylko
                                                    mózgiem.
                                                    Gdyby udało się wyjąć z ciała żyjący mózg i podłączyć go do sztucznych
                                                    receptorów (kamery, mikrofony) oraz efektorów (głośniki, manipulatory) to nie
                                                    byłby on wstanie myśleć i podejmować decyzji tak jak wcześniej. Byłby pozbawiony
                                                    szalenie ważnego mechanizmu w zasadzie krytycznego dla tego co rozumiemy przez
                                                    ludzkie zdolności umysłowe.
                                                    To może wydawać się śmieszne, że jelito jest tak potrzebne do myślenia, ale to
                                                    współgranie WIELU unerwionych systemów mózgu i ciała powoduje myślenie.
                                                    Samodzielnie jelito jest tak samo "głupie" i nieświadome jak samodzielna kora
                                                    wzrokowa, albo samodzielna przysadka mózgowa.


                                                    Tak samo jak jelito
                                                  • charioteer Re: Gdzie się rodzi świadomość 05.07.08, 13:13
                                                    > umysł uważam za emergencję powstałą z działania sieci
                                                    > neuronowej mózgu. Nic więcej, nic mniej.

                                                    Fajnie, czyli siec ksztaltuje umysl. A czy nie mozna sobie wyobrazic, ze umysl
                                                    wplywa na fizyczny ksztalt sieci?
                                                  • madcio Re: Gdzie się rodzi świadomość 08.07.08, 00:05
                                                    > A czy nie mozna sobie wyobrazic, ze umysl
                                                    > wplywa na fizyczny ksztalt sieci?
                                                    W przypadku mózgu ludzkiego? Jak sądzę, słabo, chyba że w wypadku bardzo młodego
                                                    osobnika.

                                                    Wiadomo, że pewne warunki otoczenia zmieniają w pewien sposób budowę mózgu
                                                    (czytałem o eksperymencie, gdzie koty od urodzenia poddawane były chaotycznmeu
                                                    środowisku i w nich część mózgu odpowiedzialna za równowagę była lepiej
                                                    rozwinięta), ale samo funkcjonowanie umysłu jako takiego? Najbardziej to raczej
                                                    w pierwszych latach życia, gdy dziecko uczy się świata i zbiera ogromne ilości
                                                    informacji.
                                                  • charioteer Re: Gdzie się rodzi świadomość 08.07.08, 00:34
                                                    madcio napisał:

                                                    > > A czy nie mozna sobie wyobrazic, ze umysl
                                                    > > wplywa na fizyczny ksztalt sieci?
                                                    > W przypadku mózgu ludzkiego? Jak sądzę, słabo, chyba że w wypadku bardzo młodego
                                                    > osobnika.
                                                    >
                                                    > Wiadomo, że pewne warunki otoczenia zmieniają w pewien sposób budowę mózgu

                                                    Najwieksze zmiany zachodza przed drugim rokiem zycia, ale dorosly mozg zachowuje
                                                    jeszcze sporo plastycznosci. Budowa mozgu w skali makro sie nie zmienia, ale
                                                    uczenie sie polega m. in. na tworzeniu nowych polaczen miedzy neuronami, wiec
                                                    fizyczny ksztalt sieci jako takiej zmienia sie stale. Jezeli przyjmiemy
                                                    dynamiczny model, to jest to reakcja mozgu na bodzce zewnetrzne. A czym jest
                                                    umysl? Emergencja? Forma swiadomosci? Konstruktem filozoficznym?
                                                  • madcio Re: Gdzie się rodzi świadomość 08.07.08, 00:56
                                                    > A czym jest umysl? Emergencja? Forma swiadomosci? Konstruktem
                                                    > filozoficznym?
                                                    To pierwsze.
                                                  • madcio Re: Gdzie się rodzi świadomość 04.07.08, 21:06
                                                    > Muszę przyznać, że nie widzę żadnych paradoksów,
                                                    > ani problemów naukowych w tym eksperymencie myślowym.
                                                    Niestety, dla ludzi, którzy wierza w duszę, i tym podobne rzeczy (jak ilukiz)
                                                    jest to BARDZO poważny problem. Powstanie dwóch wersji jednego osobnika, które
                                                    by normalnie funkcjonowały, świadczyłoby o fizycznych podstawach istnienia
                                                    umysłu i świadomości, bez żadnej "duszy", a przynajmniej mocno na taką
                                                    "materialistyczną" podstawę istnienia umysłu wskazywały.
                                                  • petrucchio Re: Gdzie się rodzi świadomość 04.07.08, 21:17
                                                    madcio napisał:

                                                    > Niestety, dla ludzi, którzy wierza w duszę, i tym podobne rzeczy (jak ilukiz)
                                                    > jest to BARDZO poważny problem.

                                                    A właściwie dlaczego? Jeśli Bóg (lub jakakolwiek inna siła) przydziela osobną
                                                    duszę każdej zygocie/embrionowi/dziecku (niepotrzebne skreślić), dlaczego nie
                                                    miałby sklonować duszy powielanego człowieka? ;-)
                                                  • madcio Re: Gdzie się rodzi świadomość 04.07.08, 21:50
                                                    > Jeśli Bóg (lub jakakolwiek inna siła)
                                                    > przydziela osobną duszę każdej zygocie/embrionowi/dziecku
                                                    > (niepotrzebne skreślić), dlaczego nie
                                                    > miałby sklonować duszy powielanego człowieka? ;-)
                                                    Spytaj się wierzących, wszyscy z którymi na ten temat rozmawiałem, zachowywali
                                                    się, jakby to był problem. :>

                                                    Podejrzewam, że ma to coś wspólnego z świętym aktem zapłodnienia yaya przez
                                                    plemniczka.

                                                    Ale w tym wypadku nie musimy czekać na maszynę przeprowadzajacą kwantowe
                                                    kopiowanie: już ludzkie klony mocno nadwyrężą ten "akt". Ponieważ nie bedą
                                                    chcieli być uznani za nazioli, będą musieli uznać równość w oczach Boga
                                                    człowieka sklonowanego z tym poczetym bardziej tradycyjnymi metodami. Precedens
                                                    jest, dzieci z próbówki[1].

                                                    [1] Ta, wiem, że to nadal jest zapłodnienie, ale wystarczająco odmienne od
                                                    naturalnego, że wyłom został zrobiony.
                                                  • petrucchio Re: Gdzie się rodzi świadomość 05.07.08, 00:42
                                                    madcio napisał:


                                                    > Podejrzewam, że ma to coś wspólnego z świętym aktem zapłodnienia
                                                    > yaya przez plemniczka.

                                                    No, ale jeśli zygota ma duszę, to ta dusza musi się duplikować w przypadku
                                                    bliźniąt jednojajowych (chyba Pan Bóg nie każe im się dzielić jedną duszyczką na
                                                    pół)?
                                                  • madcio Re: Gdzie się rodzi świadomość 05.07.08, 01:18
                                                    > No, ale jeśli zygota ma duszę, to ta dusza musi się duplikować w
                                                    > przypadku bliźniąt jednojajowych (chyba Pan Bóg nie każe im się
                                                    > dzielić jedną duszyczką na pół)?
                                                    Mnie się pytasz? Zły adres... :))))
                                                  • facet123 Re: Gdzie się rodzi świadomość 07.07.08, 09:36
                                                    Jeśli Bóg (lub jakakolwiek inna siła) ...

                                                    Hej, możecie nie obniżać poziomu dyskusji, proszę?
                                                  • petrucchio Re: Gdzie się rodzi świadomość 07.07.08, 09:44
                                                    facet123 napisał:

                                                    > Jeśli Bóg (lub jakakolwiek inna siła) ...
                                                    >
                                                    > Hej, możecie nie obniżać poziomu dyskusji, proszę?

                                                    To tylko "tongue in cheek" (na końcu postu była buźka).
                                                  • llukiz Re: Gdzie się rodzi świadomość 05.07.08, 12:49
                                                    > Niestety, dla ludzi, którzy wierza w duszę, i tym podobne rzeczy (jak ilukiz)
                                                    > jest to BARDZO poważny problem. Powstanie dwóch wersji jednego osobnika, które
                                                    > by normalnie funkcjonowały, świadczyłoby o fizycznych podstawach istnienia
                                                    > umysłu i świadomości, bez żadnej "duszy"

                                                    Bez problemu jestem w stanie sobie wyobrazić wszechświat, różniący się od
                                                    naszego tylko i wyłącznie tym że wszyscy to zombie bez świadomości. Zaś podstawy
                                                    istnienia świadomości są bez wątpienia fizyczne (jak wszystko zresztą) tyle że
                                                    przez nas nie poznane jak na razie.
                                                  • asteroida2 Re: Gdzie się rodzi świadomość 05.07.08, 13:06
                                                    > Bez problemu jestem w stanie sobie wyobrazić wszechświat, różniący się od
                                                    > naszego tylko i wyłącznie tym że wszyscy to zombie bez świadomości.

                                                    Nic dziwnego. Żyjesz w takim wszechświecie.

                                                    Wmówiłeś sobie tylko że to nieprawda, bo ta wizja jest dla Ciebie zbyt przerażająca.
                                                  • facet123 Re: Gdzie się rodzi świadomość 07.07.08, 09:44
                                                    > Wmówiłeś sobie tylko że to nieprawda, bo ta wizja jest dla Ciebie
                                                    > zbyt przerażająca.

                                                    Zbyt przerażająca, albo zbyt niezgodna z intuicją - jak teoria heliocentryczna
                                                    wydawała się pierwszym astronomom.
                                                  • facet123 Re: Gdzie się rodzi świadomość 07.07.08, 09:43
                                                    > Bez problemu jestem w stanie sobie wyobrazić wszechświat, różniący
                                                    > się od naszego tylko i wyłącznie tym że wszyscy to zombie bez
                                                    > świadomości.

                                                    A ja twierdzę, że to niemożliwe z powodu samej logiki, a nie tylko fizyki. Zombi
                                                    bez świadomości to jak liczba naturalna większa niż 5 i jednocześnie mniejsza
                                                    niż 2 - byt nie mogący istnieć z powodu samych definicji. "Odtwarzający stany
                                                    fizyczne ciała człowieka świadomego" i "nieposiadający świadomości" to
                                                    wykluczające się założenia.

                                                    Zapytam inaczej - gdzie wg ciebie jest różnica pomiędzy zombi, a identycznym
                                                    świadomym człowiekiem. Co konstytuuje tą świadomość której jeden obiekt nie ma,
                                                    a drogi, identyczny fizycznie, ma? Jakiej natury jest ta "substancja" która
                                                    różni te dwa obiekty?
                                                  • llukiz Re: Gdzie się rodzi świadomość 07.07.08, 15:09
                                                    > Zapytam inaczej - gdzie wg ciebie jest różnica pomiędzy zombi, a identycznym
                                                    > świadomym człowiekiem

                                                    roznca jest prosta bardzo. W człoweku jest ktoś na takej samej zasadze jak ja
                                                    jestem w sobie, a w zombe ne ma nkogo, tak jak w tobie nie ma mnie i jeszcze jak
                                                    by cebe tam ne było, to mał byś pękne zombe

                                                    ps: sorry ale "i" me ne dzała na klawaturze

                                                    Co konstytuuje tą świadomość której jeden obiekt nie ma,
                                                    > a drogi, identyczny fizycznie, ma? Jakiej natury jest ta "substancja" która
                                                    > różni te dwa obiekty?

                                                    Jak bym coś wedzał w tej kwesty to szykowałbym sę na odbór nobla
                                                  • asteroida2 Re: Gdzie się rodzi świadomość 07.07.08, 15:54
                                                    > roznca jest prosta bardzo. W człoweku jest ktoś na takej samej
                                                    > zasadze jak ja jestem w sobie, a w zombe ne ma nkogo, tak jak w
                                                    > tobie nie ma mnie i jeszcze jak by cebe tam ne było, to mał byś
                                                    > pękne zombe

                                                    Skąd przyszło ci do głowy że w ciałach ludzi którzy cię otaczają ktokolwiek
                                                    jest? Dlatego że zachowują się jakby ktoś tam był?

                                                    Wymyślasz sobie jakieś dziwaczne pojęcia, nie definiujesz ich, a potem zaczynasz
                                                    się dopytywać innych jak uważają że się zachowują. Sądzisz że do czegokolwiek
                                                    sensownego można w ten sposób dojść?
                                                  • llukiz Re: Gdzie się rodzi świadomość 07.07.08, 22:23
                                                    > Skąd przyszło ci do głowy że w ciałach ludzi którzy cię otaczają ktokolwiek
                                                    > jest? Dlatego że zachowują się jakby ktoś tam był?

                                                    ha ha. Bardzo śmieszne. Tylko mi przyszło to do głowy. Ale ze mnie matoł. Masz mnie.

                                                    > Wymyślasz sobie jakieś dziwaczne pojęcia

                                                    Rzeczywiście bardzo dziwaczne. Nikt nie wie o co mi chodzi.
                                                  • asteroida2 Re: Gdzie się rodzi świadomość 07.07.08, 22:39
                                                    > > Skąd przyszło ci do głowy że w ciałach ludzi którzy cię otaczają
                                                    > > ktokolwiek jest? Dlatego że zachowują się jakby ktoś tam był?
                                                    >
                                                    > ha ha. Bardzo śmieszne. Tylko mi przyszło to do głowy. Ale ze mnie
                                                    > matoł. Masz mnie.

                                                    Ale poważnie. Przecież to rozumowanie jest w oczywisty sposób błędne.
                                                    Wymyślasz dwa nierozróżnialne światy A i B, a potem zakładasz że jesteś w
                                                    świecie A - chociaż sam założyłeś że nie jesteś w stanie tego stwierdzić. To
                                                    jest dosyć elementarny błąd logiczny.

                                                    > > Wymyślasz sobie jakieś dziwaczne pojęcia
                                                    >
                                                    > Rzeczywiście bardzo dziwaczne. Nikt nie wie o co mi chodzi.

                                                    W momencie gdy zaczynasz się zastanawiać czy świadomość nie zacznie odbierać
                                                    bodźców od dwóch niezależnych ciał - to naprawdę nikt nie wie o co chodzi.
                                                  • llukiz Re: Gdzie się rodzi świadomość 07.07.08, 22:45
                                                    > Wymyślasz dwa nierozróżnialne światy A i B

                                                    chyba dość wyraźnie przedstawiłem różnice między nimi. To że nasz poziom wiedzy
                                                    nie umożliwia ich rozróżnienie to nie powód by nie móc sobie ich wyobrazić
                                                  • asteroida2 Re: Gdzie się rodzi świadomość 07.07.08, 22:48
                                                    OK. Uściślę. Wymyślasz sobie dwa nierozróżnialne _ze swojego punktu widzenia_
                                                    światy A i B, a potem zakładasz że jesteś w świecie A, chociaż sam założyłeś że
                                                    nie jesteś w stanie tego stwierdzić.

                                                    Teraz widzisz tę sprzeczność? Tu nie chodzi o to że nie można ich sobie
                                                    wyobrazić - oczywiście że można. Ale trzeba być konsekwentnym i trzymać się
                                                    reguł logiki.
                                                  • llukiz Re: Gdzie się rodzi świadomość 07.07.08, 23:03
                                                    > OK. Uściślę. Wymyślasz sobie dwa nierozróżnialne _ze swojego punktu widzenia_
                                                    > światy A i B, a potem zakładasz że jesteś w świecie A, chociaż sam założyłeś że
                                                    > nie jesteś w stanie tego stwierdzić

                                                    Przecież po to te światy właśnie wymyśliłem by były rozróżnialne. To realny
                                                    świat jest nierozróżnialny, w sensie że nie wiem czy żyję w świecie A czy B.
                                                    Gdyby były one dla nas rozróżnialne to nie trzeba by było przeprowadzać
                                                    eksperymentu myślowego.
                                                  • asteroida2 Re: Gdzie się rodzi świadomość 07.07.08, 23:19
                                                    > To realny świat jest nierozróżnialny, w sensie że nie wiem czy żyję w
                                                    > świecie A czy B.

                                                    OK. Tylko o to mi chodziło.

                                                    A skoro nie wiesz czy w kimkolwiek jest jakakolwiek osoba, to czemu ta
                                                    teleportacja ma stanowić jakiś problem?
                                                  • llukiz Re: Gdzie się rodzi świadomość 07.07.08, 23:32
                                                    > A skoro nie wiesz czy w kimkolwiek jest jakakolwiek osoba, to czemu ta
                                                    > teleportacja ma stanowić jakiś problem?

                                                    problem jest gdy założę że jest. Jak założę że nie ma problem znika. Jednak
                                                    ciężko zakładać że jest się samemu we wszechświecie.
                                                  • petrucchio Re: Gdzie się rodzi świadomość 07.07.08, 23:56
                                                    llukiz napisał:

                                                    > Jednak ciężko zakładać że jest się samemu we wszechświecie.

                                                    O czym ty mówisz? Ciężko??? Mieć cały Wszechświat wyłącznie da siebie? Byłbyś
                                                    wtedy bogiem.
                                                  • llukiz Re: Gdzie się rodzi świadomość 08.07.08, 10:00
                                                    > O czym ty mówisz? Ciężko??? Mieć cały Wszechświat wyłącznie da siebie? Byłbyś
                                                    > wtedy bogiem.

                                                    dlaczego zakładasz że bycie bogiem jest przyjemne? A zwłaszcza samotnym i bez
                                                    mocy nadprzyrodzonych.
                                                  • facet123 Re: Gdzie się rodzi świadomość 08.07.08, 09:32
                                                    > problem jest gdy założę że jest. Jak założę że nie ma problem
                                                    > znika. Jednak ciężko zakładać że jest się samemu we wszechświecie.

                                                    Nie. Jeśli już, to musiałbyś założyć, że nie ma nikogo we wszechświecie. Jeżeli
                                                    inni ludzie to zombi i są neurologicznie i fizycznie analogiczni do Ciebie, to
                                                    ty też jesteś zombi i ja też. Wszyscy jesteśmy zombi, a to co odczuwamy, to nie
                                                    strumień świadomości, ale strumień "nie-świadomości". Jeśli upierasz się, że
                                                    zombi mogą nie mieć świadomości, ale potrafią doskonale opowiadać i dowodzić, że
                                                    posiadają jakąś świadomość - są zdolni do reagowania na wrażenia, bycia mamieni
                                                    iluzjami itd, to nazwijmy tę ich pozorną świadomość "nie-świadomością zombi".

                                                    Twierdzę, że ja, Ty oraz wszyscy inni ludzie posiadają "nie-świadomość zombi".
                                                    Twierdzę też, że jest ona tożsama z postulowanym przez Ciebie ujęciem
                                                    świadomości - to tylko inna nazwa na to samo. Jeśli chcesz możesz twierdzić, że
                                                    istnieje jakaś fenomeno-świadomość zasadniczo inna od "nie-świadomości zombi",
                                                    ale tak samo mogę twierdzić, że gdzieś daleko istnieje planeta na której rosną
                                                    drzewa obsypane niebieskimi wiewiórkami zrobionymi z cukru i śpiewającymi
                                                    przeboje popowe późnych lat 80tych - takie same mamy argumenty na jedno i drugie.
                                                  • llukiz Re: Gdzie się rodzi świadomość 08.07.08, 10:53
                                                    Jeżeli
                                                    > inni ludzie to zombi i są neurologicznie i fizycznie analogiczni do Ciebie, to
                                                    > ty też jesteś zombi i ja też

                                                    z definicji zombie wynika ze nie moge nim być

                                                    Jeśli chcesz możesz twierdzić, że
                                                    > istnieje jakaś fenomeno-świadomość zasadniczo inna od "nie-świadomości zombi",

                                                    ot choćby w mojej głowie :)
                                                  • tvnpolprw281 hmmm, no i gdzie sie rodzi swiadomosc? 08.07.08, 11:01
                                                    No i po oceanie slowotoku i sliniotoku. Gdzie sie rodzi swiadomosc?
                                                  • llukiz Re: hmmm, no i gdzie sie rodzi swiadomosc? 08.07.08, 11:11
                                                    > No i po oceanie slowotoku i sliniotoku. Gdzie sie rodzi swiadomosc?

                                                    Powstały różne koncepcje. Jedni twierdzą że w zaświatach, inni że w mózgu, a
                                                    jeszcze inni że to sam mózg jest świadomością więc rodzi się ona w ciele kobiety.
                                                  • tvnpolprw281 Re: hmmm, no i gdzie sie rodzi swiadomosc? 08.07.08, 20:22
                                                    Dziekuje
                                                  • facet123 Re: hmmm, no i gdzie sie rodzi swiadomosc? 08.07.08, 14:08
                                                    > No i po oceanie slowotoku i sliniotoku. Gdzie sie rodzi swiadomosc?

                                                    W zasadzie to już odpowiedziano na to w pierwszych postach:

                                                    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=32&w=80636891&a=80656201
                                                  • facet123 Re: Gdzie się rodzi świadomość 08.07.08, 13:59
                                                    > Jeżeli
                                                    > > inni ludzie to zombi i są neurologicznie i fizycznie analogiczni do Ciebi
                                                    > e, to
                                                    > > ty też jesteś zombi i ja też
                                                    >
                                                    > z definicji zombie wynika ze nie moge nim być

                                                    Dlaczego? Dla mnie możesz być. Skąd mam wiedzieć, czy nie udajesz przede mną
                                                    zombi, tak jak właśnie zombi robią? Co więcej - robią to doskonale - tak, że
                                                    żadna metoda badawcza nie jest w stanie stwierdzić, czy w tobie tkwi coś więcej
                                                    niż samo zombi. Ty twierdzisz, że coś jest, ale zombi twierdziłby to samo i to
                                                    tylko za pomocą zwykłych, fizykalnych procesów które w nich zachodzą.
                                                    Wybacz, ale twoje szczere przekonanie, że nie jesteś zombi to trochę za mało
                                                    wobec wszystkich metod badawczych które nie znajdują w tobie nic oprócz tego co
                                                    było by też w zombi :).

                                                    > ot choćby w mojej głowie :)

                                                    Oczywiście. Ja też mogę upierać sie, że odczuwam absolutną pewność istnienia
                                                    planety z cukrowymi wiewiórkami, które śpiewają. Nikt nie udowodni mi, że tak
                                                    nie sądzę - co więcej odpowiednio zaawansowane badania mojego mózgu mogły by
                                                    potwierdzić, iż faktycznie w to wierzę - można by odnaleźć układy połączeń
                                                    neuronów reprezentujące takie przekonanie. Ale to nie oznacza, że istotnie taka
                                                    planeta istnieje.
                                                  • llukiz Re: Gdzie się rodzi świadomość 08.07.08, 14:11
                                                    > Dlaczego? Dla mnie możesz być. Skąd mam wiedzieć, czy nie udajesz przede mną
                                                    > zombi, tak jak właśnie zombi robią?

                                                    Jak na dziś, nie możesz wiedzieć.

                                                    Ale to nie oznacza, że istotnie taka
                                                    > planeta istnieje.

                                                    Dla mnie oznacza. Jeśli nie przedstawi mi się logicznych argumentów na
                                                    nieistnienie mojej świadomości to nadal będę w nią wierzył. Uważam jednak że
                                                    nigdy nie znajdzie się nic silniejszego od "Myślę więc jestem"
                                                  • asteroida2 Re: Gdzie się rodzi świadomość 08.07.08, 16:18
                                                    > Dla mnie oznacza. Jeśli nie przedstawi mi się logicznych argumentów na
                                                    > nieistnienie mojej świadomości to nadal będę w nią wierzył. Uważam jednak że
                                                    > nigdy nie znajdzie się nic silniejszego od "Myślę więc jestem"

                                                    Logicznym argumentem jest brzytwa Ockhama. Twoja koncepcja jest po prostu jedną
                                                    z tysięcy które można sobie wyobrazić i tylko przekaz kulturowy każe ci wierzyć
                                                    w tę jedyną.

                                                    Świadomość którą opisujesz nie ma własnej pamięci - musi korzystać z pamięci
                                                    zapisanej w mózgu (wiemy że fizyczne uszkodzenie mózgu uszkadza też pamięć, a
                                                    nie uszkadzałoby gdyby była ona zapisana gdzieś indziej). A zatem równie dobrze
                                                    możesz uwierzyć że każdego dnia "opętuje cię" inna świadomość. Rano budzi się,
                                                    przypomina sobie kim jest i wydaje się jej że mieszka w tym ciele od zawsze. Te
                                                    świadomości mogą nawet zmieniać się w dowolnym momencie, zupełnie bez żadnego
                                                    zauważalnego dla ciebie efektu. Bo nawet jeśli o czymś myślisz i nagle na
                                                    miejsce starej świadomości wskoczy nowa, to natychmiast będzie ona miała do
                                                    dyspozycji krótkotrwałą pamięć poprzedniej, zapisaną w mózgu i będzie mogła po
                                                    prostu kontynuować wątek.
                                                  • charioteer Re: Gdzie się rodzi świadomość 08.07.08, 16:42
                                                    > > nigdy nie znajdzie się nic silniejszego od "Myślę więc jestem"

                                                    "Jestem, wiec mysle" - Antonio Damasio.

                                                    > Świadomość którą opisujesz nie ma własnej pamięci - musi korzystać z pamięci
                                                    > zapisanej w mózgu
                                                    > A zatem równie dobrze
                                                    > możesz uwierzyć że każdego dnia "opętuje cię" inna świadomość.

                                                    Bo tak jest. Swiadomosc jest tu i teraz, albo sie ja ma w danej chwili, albo
                                                    nie. Swiadomosc istnieje tylko w danej chwili. Ciaglosc jest w przypadku
                                                    poczucia tozsamosci, chociaz ono tez zmienia sie z czasem. Gdyby tego samego
                                                    czlowieka mozna bylo wsadzic w inne cialo (karkolomny eksperyment),
                                                    prawdopodobnie zachowalby jakies poczucie tozsamosci (skonfliktowane z nowa
                                                    powloka?), ale swiadomosc mialby inna.
                                                  • llukiz Re: Gdzie się rodzi świadomość 09.07.08, 09:45
                                                    Bo nawet jeśli o czymś myślisz i nagle na
                                                    > miejsce starej świadomości wskoczy nowa, to natychmiast będzie ona miała do
                                                    > dyspozycji krótkotrwałą pamięć poprzedniej, zapisaną w mózgu i będzie mogła po
                                                    > prostu kontynuować wątek.

                                                    Oczywiście jest to teoretycznie możliwe, że jestem w sobie dopiero od rana, tak
                                                    samo jak jest możliwie że świat istnieje od zeszłego czwartku...

                                                    skepticwiki.org/index.php/Last_Thursdayism
                                                    Poza tym uważam że pamięć nie ma decydującego wpływu na mój charakter. Tzn. że
                                                    nawet jeśli przeniesiono by mnie do innego mózgu, to moja świadomość miałaby
                                                    decydujący wpływ na jego działanie, a nie pamięć jaką ten mózg posiada
                                                  • facet123 Re: Gdzie się rodzi świadomość 09.07.08, 08:27
                                                    > > Dlaczego? Dla mnie możesz być. Skąd mam wiedzieć, czy nie udajesz
                                                    > > przede mną człowieka, tak jak właśnie zombi robią?
                                                    >
                                                    > Jak na dziś, nie możesz wiedzieć.

                                                    Nie. Ty chyba nie rozumiesz definicji zombi. Definicja zombi jest taka, że jest
                                                    to istota identyczna pod względem wszystkich możliwych fizycznych objawów
                                                    (możliwych do detekcji teraz oraz w przyszłości) ze świadomym człowiekiem.
                                                    Jeżeli mam wierzyć, że za 100 lat powstanie detektor "cząstek świadomości" i
                                                    zombi by ich nie miały, a ludzie tak, to nie spełniało by to definicji zombi.

                                                    > Dla mnie oznacza. Jeśli nie przedstawi mi się logicznych argumentów
                                                    > na nieistnienie mojej świadomości to nadal będę w nią wierzył.
                                                    > Uważam jednak że nigdy nie znajdzie się nic silniejszego od "Myślę
                                                    > więc jestem"

                                                    Na pewno dało by się znaleźć w Twoim mózgu układy połączeń neuronów
                                                    reprezentujące twoją wiarę w istnienie fenomenalnej świadomości. Są to te układy
                                                    które wyzwalają proces myślowy prowadzący do pisania na forum tych postów. Ten
                                                    układ połączeń stanowi to dla mnie wystarczający dowód istnienia twojej
                                                    świadomości, ale nie że jest ona fenomenalna - ja twierdzę, że ta fizyczna
                                                    struktura jest tożsama z Twoją świadomością - nie trzeba fenomenów.
                                                    Ja nie twierdzę, że nie istnieje świadomość, ani że ty jej nie masz. Twierdzę,
                                                    że ona istnieje i jest dokładnie tym czym są procesy w mózgu. Zombi miało by
                                                    takie same procesy i takie same układy połączeń - więc było by świadome, z czego
                                                    wynika, że zombi zgodne z definicją nie może istnieć.
                                                  • llukiz Re: Gdzie się rodzi świadomość 09.07.08, 10:09
                                                    > Nie. Ty chyba nie rozumiesz definicji zombi

                                                    możesz więc spokojnie założyć że mówiąc o zombie nie mówię o tych z Twojej czy z
                                                    czyjejś innej definicji, tylko mówię o takich zombi których ja opisałem. By nie
                                                    mylić możesz ich nazywać llukizombi.
                                                  • asteroida2 Re: Gdzie się rodzi świadomość 08.07.08, 11:51
                                                    > > A skoro nie wiesz czy w kimkolwiek jest jakakolwiek osoba, to czemu ta
                                                    > > teleportacja ma stanowić jakiś problem?
                                                    >
                                                    > problem jest gdy założę że jest. Jak założę że nie ma problem znika. Jednak
                                                    > ciężko zakładać że jest się samemu we wszechświecie.

                                                    W takim razie, czy nie przeraża cię wizja utraty świadomości gdy kładziesz się spać?

                                                    Wiesz że za kilka godzin obudzi się ktoś, kto będzie posiadał wszystkie twoje
                                                    wspomnienia i kto będzie uważał się za Ilkuza starszego o jeden dzień - ale
                                                    przecież TY bezpowrotnie znikniesz. Nie masz żadnych podstaw, żeby uznać za
                                                    siebie osobę która się obudzi jutro w twoim łóżku, skoro sama fizyczna struktura
                                                    i wspomnienia tego nie gwarantują.
                                                  • llukiz Re: Gdzie się rodzi świadomość 08.07.08, 12:05
                                                    > W takim razie, czy nie przeraża cię wizja utraty świadomości gdy kładziesz się
                                                    > spać?

                                                    Po pierwsze, nie ma dowodu że pójście spać powoduje utratę świadomości. To że
                                                    nie pamiętam większości nocy wcale nie oznacza że nie byłem świadomy. Tak samo
                                                    jak gdy przesadzi się z alkoholem to może się komuś "urwać film" w sensie że nie
                                                    pamięta się co się robiło. To nie znaczy że się było wtedy nie świadomym. Często
                                                    odzyskuje się pamięć z tych wydarzeń, gdy znajomi przypomną szczegóły. (nie
                                                    żebym pisał o sobie :) )

                                                    > Wiesz że za kilka godzin obudzi się ktoś, kto będzie posiadał wszystkie twoje
                                                    > wspomnienia i kto będzie uważał się za Ilkuza starszego o jeden dzień - ale
                                                    > przecież TY bezpowrotnie znikniesz. Nie masz żadnych podstaw, żeby uznać za
                                                    > siebie osobę która się obudzi jutro w twoim łóżku

                                                    No właśnie ja mam podstawy (co prawda wydumane) do tego by twierdzić że to będę
                                                    ja, ponieważ uważam że moja świadomość jest przyłączona do mojego mózgu.

                                                    , skoro sama fizyczna struktur
                                                    > a
                                                    > i wspomnienia tego nie gwarantują.

                                                    podstaw nie mają właśnie ci którzy twierdzą że jest inaczej. Ja na ich miejscu
                                                    bałbym się w ogóle poruszyć...

                                                    No właśnie ja mam podstawy (co prawda wydumane)
                                                  • asteroida2 Re: Gdzie się rodzi świadomość 08.07.08, 12:52
                                                    Możesz mi wierzyć lub nie, ale dopiero teraz zrozumiałem o czym piszesz.

                                                    Zakładasz istnienie czegoś co się "przyczepia" do mózgu i sprawia że mózg staje
                                                    się świadomy. Fizyczne przemieszczanie się ciała ciągnie po prostu to coś za
                                                    nim. Zapewne prędkość przemieszczania się nie ma znaczenia (byłaby to śmieszna
                                                    sytuacja gdyby za szybko poruszający się człowiek "gubił świadomość"). Inaczej w
                                                    przypadku kopiowania - "coś" nie może się rozdwoić, więc zajmuje tylko jedną z
                                                    kopii, zostawiając drugą pustą. Powstała kopia będzie więc nieświadoma, chyba że
                                                    jakaś inna świadomość tam się przyczepi.

                                                    Jeśli powstała kopia przestanie działać jak człowiek - to nie ma problemu,
                                                    automatycznie widać że się myliliśmy i teleportowanie człowieka jest niemożliwe.
                                                    Gorzej jeśli powstała kopia będzie się zachowywać identycznie jak oryginał, w
                                                    szczególności twierdząc że jest istotą świadomą. Oznaczać to będzie że to "coś"
                                                    w ogóle nie wpływało na zachowanie oryginału. A wtedy nie jesteśmy w stanie
                                                    odróżnić kto posiada tę świadomość, a kto nie. Każda osoba która choć raz się
                                                    teleportowała, będzie już "zombie". Będzie mówić że kocha, będzie mówić że
                                                    nienawidzi i że czuje ból - ale będą to wyłącznie automatyczne odpowiedzi
                                                    generowane przez mózg.

                                                    Jeśli ktoś wymyśli że takie kopie można mordować, gwałcić i zmuszać do
                                                    niewolniczej pracy - to _będzie_miał_rację_. Bo przecież porąbanie kogoś takiego
                                                    na kawałki nie będzie się różniło od złomowania samochodu - bo to tylko automat
                                                    wrzeszczący z bólu i błagający o litość. A więc stwierdzenie czy ktoś zamordował
                                                    człowieka czy zepsuł automat, będzie od tej pory wyłącznie kwestią _przekonań_.
                                                    Mam rację?
                                                  • llukiz Re: Gdzie się rodzi świadomość 08.07.08, 13:49
                                                    > A więc stwierdzenie czy ktoś zamordował
                                                    > człowieka czy zepsuł automat, będzie od tej pory wyłącznie kwestią _przekonań_.
                                                    > Mam rację?

                                                    Częściowo zaledwie. Problem w tym, że zrobienie kopii człowieka, może (ale nie
                                                    musi, tego nie wiem) jednocześnie tworzyć kopię tego czegoś, czyli świadomości.
                                                    I o ile jestem sobie w stanie bez problemu wymyślić świat w którym tak by się
                                                    nie działo(świat z zombie), o tyle w naszym świecie może to być nie możliwe.
                                                    Poza tym stwierdzenie czy ktoś zamordował człowieka czy zepsuł automat i w
                                                    dzisiejszym świecie jest wyłącznie kwestią przekonań, tyle że większość
                                                    intuicyjnie ma przekonanie (w tym i ja), że w każdym jest świadomość.

                                                    > Inaczej w
                                                    > przypadku kopiowania - "coś" nie może się rozdwoić, więc zajmuje tylko jedną z
                                                    > kopii, zostawiając drugą pustą

                                                    i jeszcze jest możliwe że nagle zacznie zajmować obie kopie na raz i widzieć
                                                    czterem oczyma jednocześnie :)
                                                  • llukiz Re: Gdzie się rodzi świadomość 08.07.08, 13:54
                                                    > musi, tego nie wiem) jednocześnie tworzyć kopię tego czegoś, czyli świadomości.

                                                    nie precyzyjnie się wyraziłem. Może nie tyle tworzyć kopie co generować nową
                                                    taką samą lecz nie tę samą. Czyli może de facto tworzyć nowego kompletnego
                                                    człowieka.
                                                  • facet123 Re: Gdzie się rodzi świadomość 09.07.08, 08:17
                                                    > Możesz mi wierzyć lub nie, ale dopiero teraz zrozumiałem o czym
                                                    > piszesz.

                                                    No ja wcześniej już załapałem o co Llukizowi chodzi. To chyba taka wersja
                                                    fizykalizmu szerokiego lub wręcz ukryty dualizm. Niby do świadomości wystarcza
                                                    fizyka, ale z drugiej strony jest ona czymś co istnieje niezależnie od procesów
                                                    fizycznych, (da się stworzyć zombi, które ma procesy, ale nie ma świadomości).

                                                    W jednym z poprzednich postów wymieniłem problemy jakie to rodzi:

                                                    Po pierwsze - nie sposób w żaden sposób udowodnić, że tak jest. I to nie tylko z
                                                    powodu niedostatecznej technologii, ale z definicji. Zombi ma być nieodróżnialny
                                                    od swojego świadomego odpowiednika dla wszystkich osób trzecich (i drugich).
                                                    Zatem brzytwa Ockhama każe taką ewentualność odrzucić, choć to nie stanowi
                                                    jeszcze dowodu, że ta ewentualność jest fałszywa.

                                                    Po drugie - skąd ta "przyczepiona" świadomość ma wiedzieć gdzie ma się
                                                    zagnieździć? Gdy robimy kopię, to ona do tej kopii nie przechodzi, ale gdy po
                                                    prostu przemieszczamy człowieka o metr to podąża za nim. A gdy robimy kopię z
                                                    tej samej materii co oryginał, ale miksujemy ją najpierw w mikserze? Ciągłość
                                                    procesu jest dla niej taka ważna?

                                                    Po trzecie - Skąd bierze się na świadomość u dziecka? Czy jest w uśpionej
                                                    formie w plemniku? w DNA? I potem dopiero dojrzewa podczas rozwoju płodowego?
                                                    Chyba to dość absurdalne... ale skoro zygota nie ma świadomości, a dziecko ma,
                                                    to w pewnej chwili musi się ona przyczepić do procesów mózgowych młodej istoty.
                                                    Skąd się bierze? Jeżeli tworzy się tam gdzie zachodzą odpowiednio złożone
                                                    procesy mózgowe, to jak to się dzieje, że możliwe jest zombi bez niej?

                                                    I po czwarte (najważniejsze) - jeśli ta świadomość jest jakimś fizycznym bytem,
                                                    czymkolwiek realnym, to nawet jeśli obecnie nie potrafimy tego wykryć, to
                                                    stanowi ona cześć poznawalnej rzeczywistości. A jeśli tak, to zombi również
                                                    powinno tą dziwną "substancję świadomości" posiadać, ponieważ stanowi ono kopię
                                                    doskonałą wszystkiego co fizycznie istniejące.
                                                    Jeżeli natomiast ta "substancja świadomości" nie jest fizyczna, to w ogóle nie
                                                    rozumiem jaka miała by ona być? Czy w ogóle może istnieć coś niepoznawalnego w
                                                    ramach naszej rzeczywistości? Jakimi prawami to coś się rządzi? Jeśli rządzi się
                                                    jakimiś prawami to dlaczego nie uznać tego za cześć rzeczywistości fizycznej?

                                                    Takie problemy rodzą dualistyczno-fenomenalne teorie świadomości. nie spotkałem
                                                    się z satysfakcjonującymi próbami odpowiedzi na nie.
                                                  • llukiz Re: Gdzie się rodzi świadomość 09.07.08, 10:06
                                                    > Po pierwsze - nie sposób w żaden sposób udowodnić, że tak jest. I to nie tylko
                                                    > z
                                                    > powodu niedostatecznej technologii, ale z definicji

                                                    póki co, z definicji. Ale być może kiedyś zostanie odkryte że w mózgach łamane
                                                    są jakieś tam drobne prawa dzisiejszej fizyki albo że fizyka działa tam troszkę
                                                    inaczej niż poza mózgiem i wtedy byłyby to jakieś przesłanki potwierdzające moją
                                                    teorię. Bo świadomość w moim rozumieniu ma sens tylko i wyłącznie kiedy może
                                                    wpływać na mózg.

                                                    > Po drugie - skąd ta "przyczepiona" świadomość ma wiedzieć gdzie ma się
                                                    > zagnieździć? Gdy robimy kopię, to ona do tej kopii nie przechodzi, ale gdy po
                                                    > prostu przemieszczamy człowieka o metr to podąża za nim. A gdy robimy kopię z
                                                    > tej samej materii co oryginał, ale miksujemy ją najpierw w mikserze? Ciągłość
                                                    > procesu jest dla niej taka ważna?

                                                    Przykro mi ale nie mam na ten temat wiedzy, choć można by sobie tu po spekulować

                                                    > to w pewnej chwili musi się ona przyczepić do procesów mózgowych młodej istoty.
                                                    > Skąd się bierze?

                                                    a skąd się wziął wszechświat? Jak mawiał klasyk "bardzo dobre pytanie"

                                                    > I po czwarte (najważniejsze) - jeśli ta świadomość jest jakimś fizycznym bytem,

                                                    jak by była "fizycznym" bytem, to byś miał maszynę która mówi: człowiek ma
                                                    świadomość, kura ma świadomość, pająk nie ma świadomości

                                                    Czy w ogóle może istnieć coś niepoznawalnego w
                                                    > ramach naszej rzeczywistości? Jakimi prawami to coś się rządzi? Jeśli rządzi si
                                                    > ę
                                                    > jakimiś prawami to dlaczego nie uznać tego za cześć rzeczywistości fizycznej?

                                                    Ja nie twierdzę że świadomości nie da się fizycznie wykryć, tylko że nie da się
                                                    tego zrobić na podstawie fizyki jaką znamy teraz.
                                                  • facet123 Re: Gdzie się rodzi świadomość 08.07.08, 09:11
                                                    > chyba dość wyraźnie przedstawiłem różnice między nimi. To że nasz
                                                    > poziom wiedzy nie umożliwia ich rozróżnienie to nie powód by nie móc
                                                    > sobie ich wyobrazić

                                                    Otóż to! Ale nasz poziom wiedzy uniemożliwia nie tylko rozróznienie człowieka
                                                    świadomego i zombi. On uniemożliwia nawet zdefiniowane jakie różnice MOGŁY by
                                                    istnieć. Problem jest tak postawiony, że nie sposób sformułować żadnego
                                                    potencjalnego i logicznie spójnego wyjaśnienia - nawet gdyby ktoś chciał je
                                                    sobie wyfantazjować.

                                                    Zombi jest zdefiniowane jako "A' który jest absolutnie identyczny z A, ale czymś
                                                    się różni" - przecież to masło maślane. Jeśli jest identyczny to nie może się
                                                    różnić. A jeśli czymś, się różni, to nie jest identyczny.

                                                    Po za tym jest jeszcze jeden problem - Nauka operuje tylko i wyłącznie
                                                    trzeciosobowym podejściem do badanych zjawisk. Gdy badamy krystalizację soli to
                                                    nie zastanawiamy się jak to jest być rosnącym kryształem soli - wyjaśniamy
                                                    całość procesów poprzez obserwację z z zewnątrz. Mógłbyś równie dobrze
                                                    twierdzić, że w krystalizacji soli jest coś więcej, bo nie wiemy jak to jest
                                                    "być kryształem soli" - a jak sam mówisz, nauka nie ma metod rozróżnienia
                                                    świadomego kryształu soli, od kryształu-zombi, więc nie udowodnisz w żaden
                                                    sposób, że przyrastanie kryształu nie skutkuje pojawieniem się solnych wrażeń w
                                                    sieci krystalicznej :)
                                                    W przypadku badania umysłu mamy dodatkowe źródło danych - opinie pochodzące od
                                                    samych badanych właścicieli umysłów. Jednak są one wiążące tylko jako dane o tym
                                                    "co się komuś wydaje", a nie jako dane o tym co obiektywnie istnieje.
                                                    Albo weźmy coś pośredniego pomiędzy kryształem soli, a umysłem - jakiś
                                                    elektroniczny układ ze sprzężeniem zwrotnym, wejściem i wyjściem - podajemy mu
                                                    na wejście sygnały, a on jakoś odpowiada. Badamy te odpowiedzi (powiedzmy, że są
                                                    bardzo złożone, niech będą to dwuwymiarowe obrazy). Widzimy w wyjściowych
                                                    obrazach jakieś kształty, albo litery - czy możemy te obrazy potraktować jako
                                                    obiektywną rzeczywistość gdzieś istniejącą? Nie - te obrazy w całości są
                                                    wynikiem działania układu. I nawet możemy dojść do tego jak powstają - gdzieś w
                                                    elementach układu pojawiają się elektryczne reprezentacje obrazów. Mamy wierzyć,
                                                    że istnieje jakiś fenomenalny świat gdzie te obrazy są bardziej rzeczywiste niż
                                                    w naszym fizycznym świecie gdzie stanowią tylko zestawy impulsów elektrycznych?
                                                    Dlaczego? Nawet jeśli nie wiemy "jak to jest być takim układem elektrycznym", to
                                                    dlaczego "być układem elektrycznym" ma być inaczej niż po prostu "mieć zestawy
                                                    impulsów elektrycznych" które już zbadaliśmy i wiemy o nich wszystko?
                                                    Jedyne co sprzeciwia się takiemu ujęciu sprawy to jakaś kiepsko definiowalna,
                                                    pierwszoosobowa percepcja która jest tak samo omylna jak wszystkie ludzie zmysły
                                                    i odczucia.

                                                    I jeszcze jedna sprawa - to, że twój sposób myślenia podziela sporo filozofów i
                                                    naukowców to dość desperacji argument. Kogniwistyka to bardzo młoda dziedzina i
                                                    ma przed sobą jeszcze wiele przełomów. A przełom w nauce zawsze odbywa się tak,
                                                    że ktoś zaczyna myśleć inaczej niż większość. Teoria heliocentryczna też
                                                    początkowo miała mało zwolenników. Z promowanym przeze mnie fizykalizmem w
                                                    wąskim ujęciu jest jeszcze taki problem, że sprzeciwia się on zarówno
                                                    egocentrycznej intuicji jak i mocno osadzonemu w naszej kulturze filozoficznej
                                                    dualizmowi.
                                                  • llukiz Re: Gdzie się rodzi świadomość 08.07.08, 10:50
                                                    > Zombi jest zdefiniowane jako "A' który jest absolutnie identyczny z A, ale czym
                                                    > ś
                                                    > się różni" - przecież to masło maślane. Jeśli jest identyczny to nie może się
                                                    > różnić. A jeśli czymś, się różni, to nie jest identyczny.

                                                    Dlatego nie jest on zdefniowany tak ja twierdzisz.

                                                    > Po za tym jest jeszcze jeden problem - Nauka operuje tylko i wyłącznie
                                                    > trzeciosobowym podejściem do badanych zjawisk

                                                    pewnie dlatego tez tu się nie sprawdza.

                                                    Co do reszty postu się zgadzam.
                                                  • facet123 Re: Gdzie się rodzi świadomość 09.07.08, 09:01
                                                    > > Zombi jest zdefiniowane jako "A' który jest absolutnie identyczny z A, al
                                                    > e czym
                                                    > > ś
                                                    > > się różni" - przecież to masło maślane. Jeśli jest identyczny to nie może
                                                    > się
                                                    > > różnić. A jeśli czymś, się różni, to nie jest identyczny.
                                                    >
                                                    > Dlatego nie jest on zdefniowany tak ja twierdzisz.

                                                    Przecież jest. zombi ma być fizycznie identyczny z człowiekiem tak daleko jak to
                                                    tylko fizycznie MOŻLIWE. Zatem ewentualne różnice są fizycznie NIEMOŻLIWE. czyli
                                                    niemożliwe :)

                                                    > > Po za tym jest jeszcze jeden problem - Nauka operuje tylko i wyłącznie
                                                    > > trzeciosobowym podejściem do badanych zjawisk
                                                    >
                                                    > pewnie dlatego tez tu się nie sprawdza.

                                                    Kiedy to właśnie największa siła nauki! Może wyraziłem się nieściśle - nauka nie
                                                    ignoruje pierwszoosobowych odczuć. Ona je dokumentuje i wyjaśnia w kategoriach
                                                    fizycznych procesów. Gdy ktoś mówi, że doświadczył deja vu, to nauka jak
                                                    najbardziej wierzy w realność jego wrażenia, ale nie wierzy w realność tego, że
                                                    istotnie kiedyś już przeżył daną chwilę - traktuje to tako daną, a nie
                                                    obiektywną prawdę.
                                                    Gdy ktoś mówi, że widzi, że Słońce obiega Ziemię, to nauka wierzy, że on
                                                    faktycznie to widzi (bo tak to faktycznie widać), ale nie zakłada, że Słońce
                                                    naprawdę Ziemię obiega - traktuje subiektywny punkt widzenia jako daną do
                                                    stworzenia teorii która patrzy na problem ruchu Ziemi i Słońca z perspektywy
                                                    niezależnego obserwatora który może znajdować się gdziekolwiek - również w
                                                    miejscach z których wcale to tak nie wygląda.

                                                    Gdyby nauka traktowała pierwszoosobowe odczucia jaka ostateczną prawdę to nigdy
                                                    nie stworzono by żadnej teorii ogólniejszej niż "jest tak i tak jest bo mi się
                                                    mocno wydaję, że JA mam rację i nie udowodnicie mi że tak nie jest" :)
                                                  • llukiz Re: Gdzie się rodzi świadomość 09.07.08, 10:12
                                                    > Gdyby nauka traktowała pierwszoosobowe odczucia jaka ostateczną prawdę

                                                    być może będzie to dla Ciebie szokiem, ale nikt nie ma dostępu do czegoś więcej
                                                    niż tylko pierwszoosobowych odczuć
                                                  • facet123 Re: Gdzie się rodzi świadomość 08.07.08, 08:41
                                                    > roznca jest prosta bardzo. W człoweku jest ktoś na takej samej
                                                    > zasadze jak ja jestem w sobie, a w zombe ne ma nkogo

                                                    Aha. Czyli wierzysz w pewną wersję "kartezjańskiego teatru" - w umyśle, w jego
                                                    centralnej, najważniejszej i "tej świadomej" części znajduje się jakoby osobny
                                                    widz - taki homunkulus. Tylko, że problem w tym, że ten wewnętrzny widz, jeśli
                                                    ma posiadać świadomość, zdolność podejmowania decyzji, odbierania bodźców itd,
                                                    to musi sam posiadać jakiś umysł. Zatem dochodzimy do klasycznego problemu
                                                    nieskończonego regresu - wewnętrzny widz posiada umysł z wewnętrznym widzem w
                                                    środku , a ten kolejnego widza w sobie i tak w nieskończoność.

                                                    Po drugie - wiemy już, że świadomość nie powstaje w jednym konkretnym miejscu w
                                                    mózgu. Ona jest rezultatem (ja powidziałbym nawet, że jest tożsama)
                                                    współdziałania wielu podsystemów mózgowych. Wniosek taki wspierają badania osób
                                                    z uszkodzeniami różnorodnych części mózgu - nie mamy przesłanek by wierzyć, że
                                                    którykolwiek z takich pacjentów zamienił się w zombi - oni mają jedynie
                                                    wyłączone niektóre funkcje, jak rozpoznawanie twarzy, reakcje emocjonalne,
                                                    zdolności językowe itd.

                                                    > Jak bym coś wedzał w tej kwesty to szykowałbym sę na odbór nobla

                                                    No więc jak twierdzę, że ten problem nie jest nierozwiązywalny, ale po prostu go
                                                    nie ma. Nie ma żadnego wewnętrznego widza, są tylko procesy w mózgu które
                                                    subiektywnie, same przed sobą, powodują wrażenie świadomości.
                                                    Analogia z deja vu może przybliżyć moje stanowisko. Wyobraź sobie kogoś kto nie
                                                    zna neurologicznych powodów powstawania deja vu. Doświadcza deja vu i stwierdza,
                                                    że jest to dowód na reinkarnację (przypomniał sobie coś co zdarzyło mu sie w
                                                    przeszłym życiu), albo na mentalną łączność z takim samym umysłem w równoległym
                                                    wszechświecie, albo inne fenomenologiczne wyjaśnienie. Teraz tek ktoś dowiaduje
                                                    się, że istnieje ściśle neurologiczne wyjaśnienie tego zjawiska - zwykłe
                                                    rozsynchronizowanie kanałów poznawczych. Czy to powoduje, że deja vu jest dla
                                                    niego inaczej odczuwalne? Nie, on odczuwa deja vu dokładnie tak samo -
                                                    doświadcza graniczącego w pewnością wrażenia, że kiedyś już był w danej
                                                    sytuacji. A jednak faktem jest, że to tylko wrażenie wywołane odpowiednimi
                                                    reakcjami w mózgu. Ktoś bardziej oporny (jak Ty) mógłby twierdzić, że to
                                                    niemożliwe aby reakcje w mózgu konstytuowały jego PEWNOŚĆ, że daną sytuację już
                                                    przeżył. Kłóciłby się, że w tym deja vu musi być coś więcej - jakiś fenomen,
                                                    jakaś łączność z innym umysłem/innym życiem. Oczywiście w tym przypadku oboje
                                                    chyba widzimy błąd w jakim ten ktoś by tkwił. Po prostu za bardzo zaufał swoim
                                                    odczuciom, które jak wiadomo bywają omylne. Wrażenie deja vu nie stanowi nigdy
                                                    obiektywnej prawdy o świecie - ono jest tylko wrażeniem które akurat w żaden
                                                    sposób nie odpowiada rzeczywistości.

                                                    A dlaczego inaczej ma być ze świadomością? Przecież świadomość to właśnie ciągły
                                                    strumień wrażeń. Jedne pochodzą z zewnątrz ciała (poprzez zmysły) inne z
                                                    wewnątrz (z pamięci). Każde z tych wrażeń da się opisać neurologicznie. Każde z
                                                    nich, tak jak deja vu, nie kryje żadnego cudu. Ich suma składa się na świadomość
                                                    - tam nie ma nic więcej, a przynajmniej nie ma przesłanek aby twierdzić, że tam
                                                    jest coś więcej.
                                                  • llukiz Re: Gdzie się rodzi świadomość 08.07.08, 10:40
                                                    Zatem dochodzimy do klasycznego problemu
                                                    > nieskończonego regresu - wewnętrzny widz posiada umysł z wewnętrznym widzem w
                                                    > środku , a ten kolejnego widza w sobie i tak w nieskończoność.

                                                    być może. Ale to raczej jest tak jak z pytaniem "dlaczego istnieje świat?". Bo
                                                    stworzył go bóg. Dlaczego istnieje bóg? I tu definiujemy pojęcie boga
                                                    odpowiednio, by nie trzeba było wymyślać kolejnych bogów którzy stworzyli boga.

                                                    > nie ma. Nie ma żadnego wewnętrznego widza, są tylko procesy w mózgu które
                                                    > subiektywnie, same przed sobą, powodują wrażenie świadomości.

                                                    tylko ja się upieram że musi wpierw ktoś być u kogo by one to powodowały, że nie
                                                    mogą same sobie powodować

                                                    > A dlaczego inaczej ma być ze świadomością? Przecież świadomość to właśnie ciągł
                                                    > y
                                                    > strumień wrażeń

                                                    zapewniam Cię że jestem sobie w stane wyobrazić sytuację w której nie docierają
                                                    do mnie żadne wrażenia, a mimo wszystko istnieję.

                                                    > Analogia z deja vu

                                                    To że mózg podsuwa mojej świadomośc jakeś bzdury ma sie nijak do problemu. Tak
                                                    samo zresztą jak ne możność mówienia przy uszkodzenach mózgu.

                                                    > - tam nie ma nic więcej, a przynajmniej nie ma przesłanek aby twierdzić

                                                    jak by mne ne było to przyznałbym ci rację
                                                  • facet123 Re: Gdzie się rodzi świadomość 09.07.08, 09:22
                                                    > być może. Ale to raczej jest tak jak z pytaniem "dlaczego istnieje
                                                    > świat?"

                                                    No tak. Ale wg mnie to pytanie z innej kategorii. Pytanie "Dlaczego istnieje
                                                    świat?" nie może posiadać odpowiedzi która wnosiła by jakąkolwiek wiedzę. Świat
                                                    jest wszystkim, więc jakkolwiek by tłumaczyć jago powstanie, trzeba by je
                                                    wyjaśniać w oparciu o byty które również należą do niego - co powoduje że wywód
                                                    staje się kołowy i nic nie wart.

                                                    Ze świadomością jest inaczej. Ona jest jednym z bytów stanowiących tylko część
                                                    wszechświata (dość małą należy dodać) i można spokojnie poszukiwać wyjaśnienia w
                                                    oparciu o inne byty znajdujące się wewnątrz wszechświata - materię.

                                                    > tylko ja się upieram że musi wpierw ktoś być u kogo by one to
                                                    > powodowały, że nie mogą same sobie powodować

                                                    Dlaczego nie? Jedne reakcje neuronowe powodują inne i tak to się toczy.
                                                    Precyzyjniej: żadna reakcja nie powoduje sama siebie - każda jest spowodowana
                                                    bodźcami pochodzącymi ze zmysłów, albo wewnętrznych dyspozycji innych systemów
                                                    mózgu. To mam właśnie na myśli mówiąc, że świadomość to nieustająca "rozmowa"
                                                    różnych części mózgu ze sobą. Co chwila jakaś fraza tej rozmowy dociera do
                                                    większej liczby systemów mózgu i wtedy czujemy to jako świadome wrażenie. Inne
                                                    frazy zdobywają mniejszy posłuch i czujemy je jako bardziej subtelne odczucia.
                                                    Niektóre frazy w ogóle pozostają niezauważone i pozostają nieuświadomione, choć
                                                    być może ich wpływ, zakodowany gdzieś w mózgu, kiedyś, nieświadomie, wpłynie na
                                                    nasze wybory.

                                                    > zapewniam Cię że jestem sobie w stane wyobrazić sytuację w której
                                                    > nie docierają do mnie żadne wrażenia, a mimo wszystko istnieję.

                                                    A ja potrafię sobie wyobrazić Słońce które obiega Ziemię. Gdy jednak zacznę
                                                    myśleć jakie absurdy wprowadziło by to do równań Newtona, jak dziwne i
                                                    nieobserwowane konsekwencje musiało by to pociągnąć, jak dziwnie musiałby by się
                                                    poruszać inne planety i całe galaktyki, to stwierdzam, że być może moje
                                                    wyobrażenie nie odpowiada rzeczywistości - co więcej, trudno sobie wyobrazić
                                                    spójną rzeczywistość w której takie wyobrażenie było by realne.
                                                    Jak też mogę na szybko uwierzyć w nieświadome zombi. Ale argumenty które
                                                    wypisałem w tym wątku powodują tak wiele problemów, że trzeba chyba szukać
                                                    innego rozwiązania.
                                                  • tvnpolprw281 A moze by uproscic? 09.07.08, 10:06
                                                    Rozroznic nalezy "przytomnosc" od "swiadomosci".
                                                    PRZYTOMNOSC - to efekt dzialalnosci calego ukladu nerwowego czyli
                                                    CNS + sympatyczny i parasympatyczny. Wszystkie zwierzeta posiadaja
                                                    przytomnosc jako normlna ceche fizjologiczna. U ludzi przytomnosc
                                                    jest mierzona w Glasgow Coma Scale.
                                                    SWIADOMOSC - jest wytworem tylko LUDZKIEJ kory mozgowej.
                                                    Cecha ludzkiej swiadomosci jest zdolnosc myslnia abstrakcyjnego,
                                                    rozpoznanie nieuchronnosci wlasnej smierci i poszukiwanie Boga.
                                                  • llukiz Re: A moze by uproscic? 09.07.08, 10:31
                                                    > SWIADOMOSC - jest wytworem tylko LUDZKIEJ kory mozgowej.

                                                    Też uważam że w zwierzętach nikogo nie ma, że są tylko przytomne. Takie
                                                    stawianie sprawy jest bardzo wygodne albowiem pozwala mi na jedzenie pysznego
                                                    mięsa :)
                                                  • tvnpolprw281 Re: A moze by uproscic? 09.07.08, 10:55
                                                    Tak trzymac Ilkuz. No to ciach do McDonlda na nieprzytomny
                                                    hamburger z kangura.
                                                  • facet123 Re: A moze by uproscic? 09.07.08, 11:03
                                                    > SWIADOMOSC - jest wytworem tylko LUDZKIEJ kory mozgowej.

                                                    Skąd możesz wiedzieć, że tylko ludzkiej? Wiele gatunków posiada całkiem duże
                                                    możliwości myślenia abstrakcyjnego. Naczelne potrafią nauczyć się pojedynczych
                                                    słów oraz tworzą kulturę stadną, która ma wiele analogii z cechami naszej kultury.
                                                    Wg mnie świadomość, jako umiejętność subiektywnego odbierania wrażeń, to coś co
                                                    można stopniować. Małpa ma jej mniej niż człowiek, ale więcej niż pies, pies ma
                                                    mniej niż małpa, ale więcej niż chomik itd.

                                                    Zresztą zdaje się, że najmądrzejsze małpy dorównują umiejętnościami
                                                    abstrakcyjnego myślenia kilku albo kilkunastomiesięcznym dzieciom (nie pamiętam
                                                    dokładnie). Nie chcesz chyba twierdzić, że te dzieci nie posiadają żadnej
                                                    świadomości - one ją posiadają, tylko, że mniej "bujną" niż starsze dzieci u
                                                    których ogrom zgromadzonych poprzez dorastanie doświadczeń wytworzył w mózgu
                                                    całe mnóstwo połączeń dzięki którym każdy bodziec wywołuje bardziej złożone
                                                    ("bardziej abstrakcyjne") reakcje ("myśli").

                                                    A co do pojęcia przytomności to mam takie pytanie - czy osoby pod wpływem
                                                    środków farmakologicznych, albo lunatycy są przytomni, czy nie (wedle tej skali)?
                                                  • tvnpolprw281 Re: A moze by uproscic? 09.07.08, 11:43
                                                    Co do stopnia przytomnosci to sam mozesz ocenic.
                                                    Glasgow Coma Scale ocenia:
                                                    1) motor response - 5 stopni
                                                    2) best verbal response- 5 stopni
                                                    3) eye opening - 4 stopni
                                                  • tvnpolprw281 Re: A moze by uproscic? 09.07.08, 11:50
                                                    Czy zwierzeta maja swiadomosc?
                                                    Definicje swiadomosci formuluje sie na podstawie cech wylacznie
                                                    LUDZKICH :
                                                    a) Mysl abstrakcyjna
                                                    b) Mowa strukturalna
                                                    c) Poszukiwanie Boga (Swiadomosc nieuniknionej wlasnej
                                                    smiertelnosci, grobowce rytualne)
                                                    Zwierzeta nie posiadaja zadnej z tych cech, czyli nie posiadaja
                                                    swiadomosci.
                                                  • facet123 Re: A moze by uproscic? 10.07.08, 08:40
                                                    > Definicje swiadomosci formuluje sie na podstawie cech wylacznie
                                                    > LUDZKICH :
                                                    > a) Mysl abstrakcyjna
                                                    > b) Mowa strukturalna
                                                    > c) Poszukiwanie Boga (Swiadomosc nieuniknionej wlasnej
                                                    > smiertelnosci, grobowce rytualne)

                                                    Aha, czyli szukamy takiego zboru zachowań, do którego można będzie dopasować
                                                    tylko człowieka :). Coraz mniejszy się robi tez zbiór w miarę jak przeprowadza
                                                    się badania nad zwierzęcymi zdolnościami umysłowymi...
                                                    A punkt c) to jest już zupełnie tendencyjny - mogłeś się bardziej postarać. Ja
                                                    bym zmienił c) na "zdolność do samooszukiwania się i nadawania obiektom i
                                                    zjawiskom ze swojego otoczenia wyobrażonych intencji, osobowości, swoista ich
                                                    antropomofizacja".

                                                    Tego typu teorie przerabiałem już z pewnym forumowym trollem.
                                                  • llukiz Re: Gdzie się rodzi świadomość 09.07.08, 10:28
                                                    > Jak też mogę na szybko uwierzyć w nieświadome zombi

                                                    Przecież to jest stawianie sprawy na głowie. Uwierzyć to trzeba w świadome
                                                    zombie. Skoro do wytłumaczenia zachowań innych ludzi wystarcza obecna fizyka, to
                                                    czemu zakładać że mają świadomość tak jak ja? To niepotrzebne mnożenie bytów.
                                                    Jeśli stosujemy brzytwę ockhama to róbmy to konsekwentnie...
                                                  • facet123 Re: Gdzie się rodzi świadomość 09.07.08, 11:13
                                                    > > Jak też mogę na szybko uwierzyć w nieświadome zombi
                                                    >
                                                    > Przecież to jest stawianie sprawy na głowie. Uwierzyć to trzeba w
                                                    > świadome zombie. Skoro do wytłumaczenia zachowań innych ludzi
                                                    > wystarcza obecna fizyka, to czemu zakładać że mają świadomość tak
                                                    > jak ja? To niepotrzebne mnożenie bytów. Jeśli stosujemy brzytwę
                                                    > ockhama to róbmy to konsekwentnie...

                                                    Zupełnie się nie zrozumieliśmy. Ja mógłbym na szybko postawić hipotezę takiego
                                                    nieświadomego zombi. Ale zaraz dochodzę do wniosku, że on byłby identyczny ze
                                                    mną, a ja odczuwam świadomość. Zatem nie ma przesłanek by sądzić, że ten zombi
                                                    nie będzie jej odczuwał. Z tego od razu dochodzę do wniosku, że jednak zombi nie
                                                    jest możliwy, bo nie może być nieświadomy. Brzytwa Ockhama właśnie nie pozwala
                                                    sądzić, że moja kopia może istnieć bez świadomości, bo to by wymagało założenia
                                                    jakiejś niefizycznej różnicy pomiędzy mną, a tą kopią. Brak przesłanek do
                                                    stwierdzenia takiej niefizycznej różnicy każe ją odciąć brzytwą i założyć, że
                                                    wszyscy jesteśmy podobni w naszym odczuwaniu świadomości, która jest tożsame z
                                                    procesami fizycznymi w mózgu.

                                                  • llukiz Re: Gdzie się rodzi świadomość 09.07.08, 11:50
                                                    > Zupełnie się nie zrozumieliśmy. Ja mógłbym na szybko postawić hipotezę takiego
                                                    > nieświadomego zombi. Ale zaraz dochodzę do wniosku, że on byłby identyczny ze
                                                    > mną,

                                                    Zupełnie się nie zrozumieliśmy. Ja mógłbym na szybko postawić hipotezę że w
                                                    pudełku na czekoladki nie ma czekoladek. Ale zaraz dochodzę do wniosku, że to
                                                    pudełko byłoby identyczny z moim w którym są czekoladki. Zatem nie ma przesłanek
                                                    by sądzić, że w innym pudełku nie ma czekoladek. Z tego od razu dochodzę do
                                                    wniosku, że jednak pudełko bez czekoladek nie jest możliwe, bo nie może być puste.
                                                    Brzytwa Ockhama właśnie nie pozwala sądzić, że kopia mojego pudełka nie może
                                                    istnieć bez czekoladki, bo to by wymagało założenia jakiejś niefizycznej różnicy
                                                    pomiędzy jednym pudełkiem a drugim. Brak przesłanek do stwierdzenia takiej
                                                    niefizycznej różnicy każe ją odciąć brzytwą i założyć, że we wszystkich
                                                    pudełkach są czekoladki. A to jest oczywiście prawdą, o czym każdy może się
                                                    przekonać idąc do marketu.
                                                  • asteroida2 Re: Gdzie się rodzi świadomość 09.07.08, 12:27
                                                    Ale swojego pudełka nigdy nie otworzyłeś, więc nie wiesz czy są tam czekoladki.
                                                    Co więcej, zdajesz sobie sprawę że obecna fizyka w ogóle nie pozwala go
                                                    otworzyć. Obawiasz się tylko że jak zaczniemy produkować własne pudełka,
                                                    nieodróżnialne od tych z czekoladkami, to kiedyś odkryjemy że w nich nie ma
                                                    czekoladek.

                                                    Oczywiście byłoby to niewesołe, gdybyśmy pewnego dnia zorientowali się że od stu
                                                    lat wymieniamy się pudełkami w którym nie ma żadnych czekoladek. Ale jak dla
                                                    mnie we wszystkich pudełkach równie dobrze mogą być żaby, truskawki albo po
                                                    prostu nic. Zakładanie że są tam czekoladki tylko dlatego że tak mówi napis na
                                                    pudełku, jest według mnie głupotą. Ja muszę otworzyć któreś pudełko żeby to
                                                    stwierdzić.
                                                  • llukiz Re: Gdzie się rodzi świadomość 09.07.08, 12:39
                                                    > Ale swojego pudełka nigdy nie otworzyłeś, więc nie wiesz czy są tam czekoladki.

                                                    Przecież czekoladki to właśnie moja świadomość, które może widzieć ze swojego
                                                    pudełka inne pudełka i domniemywać ze w nich też są czekoladki
                                                  • asteroida2 Re: Gdzie się rodzi świadomość 09.07.08, 13:03
                                                    > Przecież czekoladki to właśnie moja świadomość, które może widzieć
                                                    > ze swojego pudełka inne pudełka i domniemywać ze w nich też są
                                                    > czekoladki

                                                    Wcześniej założyłeś że świadomość to coś niefizycznego, co się przyczepia do mózgu.
                                                    Przecież takie rozumowanie nie ma sensu: definiujesz świadomość jako siebie
                                                    (pierwszoplanowego obserwatora), definiujesz świadomość jako coś niefizycznego -
                                                    a potem z tych dwóch definicji wnioskujesz że udowodniłeś istnienie niefizycznej
                                                    świadomości?
                                                  • llukiz Re: Gdzie się rodzi świadomość 09.07.08, 13:27
                                                    > a potem z tych dwóch definicji wnioskujesz że udowodniłeś istnienie niefizyczne
                                                    > j
                                                    > świadomości?

                                                    Przecież ja nie twierdzę że cokolwiek udowodniłem. Mi się zwyczajnie wydaje że
                                                    tak jest i mam na to takie same dowody, jak ty na tezę że jest inaczej.
                                                  • asteroida2 Re: Gdzie się rodzi świadomość 09.07.08, 13:46
                                                    > Przecież ja nie twierdzę że cokolwiek udowodniłem. Mi się zwyczajnie
                                                    > wydaje że tak jest i mam na to takie same dowody, jak ty na tezę że
                                                    > jest inaczej

                                                    To oczywiście prawda. Tyle że jeśli mowa o teleportacjach, które mogłyby
                                                    uratować życie milionów ludzi, "wydawanie się" nie jest żadnym powodem żeby tego
                                                    nie robić.
                                                  • tvnpolprw281 Oj chlopcy, nio potrafie wody lac 09.07.08, 15:10
                                                    dlatego na razie w tym temacie do widzenia.
                                                  • llukiz Re: Gdzie się rodzi świadomość 09.07.08, 16:21
                                                    > To oczywiście prawda. Tyle że jeśli mowa o teleportacjach, które mogłyby
                                                    > uratować życie milionów ludzi, "wydawanie się" nie jest żadnym powodem żeby teg
                                                    > o
                                                    > nie robić.

                                                    Ja tu przedstawiam eksperyment myślowy z udziałem wyimaginowanych teleporterów,
                                                    a ty wypisujesz jakieś bzdury że jakoby ktoś twierdzi by nie budować ich
                                                  • facet123 Re: Gdzie się rodzi świadomość 09.07.08, 12:29
                                                    > Zupełnie się nie zrozumieliśmy. Ja mógłbym na szybko postawić
                                                    > hipotezę że w pudełku na czekoladki nie ma czekoladek. Ale zaraz
                                                    > dochodzę do wniosku, że to pudełko byłoby identyczny z moim w którym
                                                    > są czekoladki.

                                                    No tak, ale fizykalne metody porównywania pudełek bardzo prosto stwierdzą, że
                                                    pudełka jednak się różnią. Poprzez fizykalne porównywanie rozumiemy przecież
                                                    wszelkiego rodzaju detekcje, prześwietlenia, może nawet pocięcia na plasterki.
                                                    To jest właśnie to o czym cały czas piszę - filozoficzny zombi nie jest pustym
                                                    pudełkiem - jest dokładni taki sam jak oryginał, ma te same organy, te same
                                                    układy połączeń neuronów, wszystko co tylko DA SIĘ zbadać naukowo.

                                                    > Brak przesłanek do stwierdzenia takiej niefizycznej różnicy każe ją
                                                    > odciąć brzytwą i założyć, że we wszystkich pudełkach są czekoladki

                                                    Tylko, że różnica jest ewidentna - można ją stwierdzić na tysiące sposobów, a
                                                    jednym z najprostrzych było by zważenie pudełka. Wtedy można stwierdzić różnicę
                                                    nawet bez otwierania. A wcale nie było powiedziane, że nie można pudełka otwierać.

                                                    Chyba widzisz, że te czekoladki są, w przeciwieństwie do niedefiniowalnej
                                                    świadomości fenomenalnej, czymś bardzo namacalnym, co czyni twoją analogię chybioną.

                                                    Ja bym powiedział tak - masz dwa identyczne pudełka czekoladek. Pokazujesz mi je
                                                    i mówisz mi że jedno się czymś różni - posiada "czekoladkową
                                                    foenomeno-świadomość" ja patrze na nie, badam je i mówię, że przecież oba są
                                                    identyczne. Albo oba mają to coś o czym mówisz i jest to po prostu Twoja nazwa
                                                    na cechy fizyczne tego pudełka które oboje widzimy, albo oba pudełka nie mają
                                                    tego czegoś.
                                                    Ty jednak ciągle upierasz się, że pudełka są inne, mimo, że ja ewidentnie widzę
                                                    (dzięki niezliczonym testom) że są takie same. dlaczego mam ci wierzyć? I nie
                                                    tylko ja - dlaczego Ty masz twierdzić coś tak ewidentnie nie posiadającego
                                                    podstaw jak istnienie różnicy pomiędzy dwoma, identycznymi co do jednego kwarka,
                                                    pudełkami czekoladek?
                                                  • llukiz Re: Gdzie się rodzi świadomość 09.07.08, 12:54
                                                    > No tak, ale fizykalne metody porównywania pudełek bardzo prosto stwierdzą, że
                                                    > pudełka jednak się różnią

                                                    a gó.. tam stwierdzą :)

                                                    > Chyba widzisz, że te czekoladki są, w przeciwieństwie do niedefiniowalnej
                                                    > świadomości fenomenalnej, czymś bardzo namacalnym, co czyni twoją analogię chyb
                                                    > ioną.

                                                    nie ma nic bardziej namacalnego dla mnie niż własne istnienie czyli moja świadomość

                                                    > jednym z najprostrzych było by zważenie pudełka. Wtedy można stwierdzić różnicę
                                                    > nawet bez otwierania. A wcale nie było powiedziane, że nie można pudełka otwie
                                                    > rać.

                                                    Doskonale wiesz o co mi chodzi oraz jaki jest mój punkt widzenia i wypisywanie
                                                    bzdur, że analogia jest nie trafiona, bo można ważyć pudełka nie pozbawi Cię tej
                                                    wiedzy.

                                                    Ty masz twierdzić coś tak ewidentnie nie posiadającego
                                                    > podstaw jak istnienie różnicy pomiędzy dwoma, identycznymi co do jednego kwarka
                                                    > ,
                                                    > pudełkami czekoladek?

                                                    napiszę więc jeszcze raz. Dla mnie te pudełka NIE Są IDENTYCZNE. Różnią się
                                                    zawartością i basta. To że nie potrafiłbyś znaleźć różnic pomiędzy działającą
                                                    kością pamięci a generującą błędy (nie mając komputera), to nie znaczy że tych
                                                    różnic nie ma.
                                                  • facet123 Re: Gdzie się rodzi świadomość 10.07.08, 08:24
                                                    > a gó.. tam stwierdzą :)

                                                    No dobra, teraz rozumiem, że te czekoladki to metafora fenomenalnej,
                                                    niefizycznej świadomości. Wtedy faktycznie Twoja metafora jest trafna.
                                                    Przepraszam, że zwiodła mnie ewidentna fizyczność dosłownych czekoladek - czasem
                                                    mam tendencję do zbyt dosłownego rozumienia...

                                                    Tylko, że dla mnie te dwa pudełka i tak będą identyczne. Identyczne tak dalece
                                                    jak tylko DA się to stwierdzić. Nawet jeśli masz rację i jedno z nich zawiera
                                                    czekoladki, a drugie nie, to nikt nie ma sposobu na stwierdzenie tego - nawet Ty
                                                    go nie masz bo fakt, że jesteś absolutnie pewien tego nie stanowi obiektywnego,
                                                    metodologicznie poprawnego, potwierdzenia tezy naukowej. Twoje przeczucie może
                                                    być tym samym co deja vu - sugestywną iluzją.
                                                    Takie postawienie sprawy czyni z czekoladek byt wirtualny. Trochę jak ze stanem
                                                    kwantowym cząstki która nie podległa obserwacji i nigdy nie zostanie
                                                    zaobserwowana - czy można mówić, że stan tej cząstki jest taki, a taki? Chyba że
                                                    przewidujesz, że kiedyś powstaną metody zaobserwowania jej.

                                                    Myślę, że wszyscy już powiedzieliśmy na temat świadomości co każdy miał do
                                                    powiedzenia i chyba rozumiemy swoje stanowiska.

                                                    Ja mam tylko jeszcze jedną wątpliwość - jak rozumieć naturę niefizycznej
                                                    (fenomenalnej) substancji? Czy coś takiego może w ogóle istnieć? Czy choćby w
                                                    myślowym eksperymencie możemy wyfantazjować sobie właściwości takiej substancji?
                                                    Czy ona w ogóle może mieć właściwości? Gdy próbuję sobie wyobrazić co może
                                                    oznaczać ta niefizyczność to jedyne co mi przychodzi do głowy to jakieś nieznane
                                                    nam, bardzo ulotne zjawiska - ale jeżeli one są realne, to muszą mieć
                                                    właściwości i wchodzić w interakcje, a to je czyni jednak fizycznymi, więc chyba
                                                    nie o to chodzi...
                                                  • llukiz Re: Gdzie się rodzi świadomość 10.07.08, 09:39
                                                    > Takie postawienie sprawy czyni z czekoladek byt wirtualny

                                                    wirtualnie czy niewirtualnie, ale jednak mimo wszystko jestem :)

                                                    > Myślę, że wszyscy już powiedzieliśmy na temat świadomości co każdy miał do
                                                    > powiedzenia

                                                    też tak myślę. Jak mi się zachce to kiedyś jeszcze przytoczę w temacie jakąś
                                                    dopracowaną metaforę w stylu że samo istnienie telewizora nie jest warunkiem
                                                    wystarczającym do oglądania programu TV...

                                                    > nam, bardzo ulotne zjawiska - ale jeżeli one są realne, to muszą mieć
                                                    > właściwości i wchodzić w interakcje, a to je czyni jednak fizycznymi

                                                    trzeba by kiedyś doprecyzować czy fizyczny równa się istniejący, czy raczej
                                                    poznany lub dający się badać w eksperymencie, opisiany przez obecną fizykę
                                                  • asteroida2 Re: Gdzie się rodzi świadomość 10.07.08, 09:51
                                                    > trzeba by kiedyś doprecyzować czy fizyczny równa się istniejący,
                                                    > czy raczej poznany lub dający się badać w eksperymencie, opisiany
                                                    > przez obecną fizykę

                                                    Ale fizyka w swoim założeniu chce obejmować wszystko co da się badać, a nie
                                                    tylko to co da się badać za pomocą obecnej wiedzy.
                                                    Gdy odkryto neutrina i zaczęto je badać, to nikt nie miał wątpliwości że są one
                                                    "fizyczne" - mimo że były czymś nowym i dotychczas niemożliwym do
                                                    zaobserwowania. To samo się tyczy całej ciemnej materii - mimo że nie wiemy czym
                                                    jest i nie potrafimy jej badać, nie mamy wątpliwości że jest czymś fizycznym.

                                                    "Fizyczny" to znaczy nie tyle "istniejący" co raczej "obiektywny". Możemy
                                                    zupełnie nie widzieć czym to coś jest - jeśli każdy może to zaobserwować, to
                                                    jest fizyczne. Za to jeśli czegoś nie da się powtórzyć albo jest czysto
                                                    subiektywne, to jest niefizyczne.
                                                  • facet123 Re: Gdzie się rodzi świadomość 10.07.08, 10:31
                                                    > trzeba by kiedyś doprecyzować czy fizyczny równa się istniejący, czy
                                                    > raczej poznany lub dający się badać w eksperymencie, opisiany przez
                                                    > obecną fizykę

                                                    Wg mnie fizyczny/realny powinno oznaczać dający się badać w eksperymencie -
                                                    niekoniecznie opisanym przez obecną fizykę, ale w jakimkolwiek powtarzalnym
                                                    eksperymencie którego wyniki da się zaobserwować dla różnych obserwatorów, tak
                                                    aby mogli oni stworzyć spójne wyjaśnienie swoich obserwacji. Nie muszą to być
                                                    identyczne obserwacje - wiadomo, że ten sam eksperyment może wyglądać zupełnie
                                                    różnie dla różnych obserwatorów.
                                                    Np. wszystkie te eksperymenty z latarkami, statkami kosmicznymi i szeregiem
                                                    różnych obserwatorów z zegarami i linijkami które obrazują teorię względności :)
                                                    Każdy z obserwatorów w tych eksperymentach widzi zupełnie co innego, ale dzięki
                                                    teorii względności która dla każdego jest prawdziwa mogą oni ustalić spójna
                                                    wersję tego co się dzieje i nikt nie musi przyjmować niczego na wiarę - osiągają
                                                    stan pełnej informacji i zgodności z obserwacjami.

                                                    Gdyby coś takiego dało się zaproponować dla świadomości fenomenalnej - wtedy
                                                    mógłbym zaakceptować, że ona faktycznie istnieje. Tylko, że wtedy była by ona
                                                    jakimś fizycznym bytem. Dopóki się nie da (a stawiam tezę, że się nie da, bo ona
                                                    nie istnieje w takiej formie jak postulujesz) jest ona bytem nadmiarowym,
                                                    potwierdzanym tylko przez intuicję, co jednak, przyznają szczerze, nie dowodzi
                                                    że nie istnieje.

                                                    Nauka o umyśle ma na razie szereg o wiele więcej bardziej namacalnych i lepiej
                                                    zdefiniowanych problemów i myślę, że raczej nimi powinna się zająć.
                                                  • facet123 Re: Gdzie się rodzi świadomość 07.07.08, 09:35
                                                    > Niestety, dla ludzi, którzy wierza w duszę, i tym podobne rzeczy (jak
                                                    > ilukiz) jest to BARDZO poważny problem.

                                                    Myślę, że problem jest nawet głębszy niż wiara w jakąś duszę. Nawet
                                                    mechanicystyczny materialista (filozof wyznający taki pogląd) może mieć problem
                                                    z wyjściem poza intuicje jakimi mami nas umysł i zaakceptowanie, że w
                                                    świadomości nie ma NIC poza procesami fizycznymi. Będzie on twierdził, że w
                                                    problemie świadomości jest "coś więcej" niż tylko poznawalne nam fizyczne
                                                    procesy. Takie zepchnięcie trudnych do wyobrażenia tez w sferę niepoznawalności...
                        • europitek Re: Gdzie się rodzi świadomość 13.06.08, 00:17
                          Cytat:
                          > No dobra, ale jeśli godzimy się, że świadomość, psychika, emocje,
                          > rozum są w ciągły sposób zróżnicowane u różnych gatunków, to chyba
                          > trzeba się też zgodzić, że ich status moralny jest zróżnicowany.
                          > I wtedy mimo wszystko zwierzęce pragnienia będą mniej ważne niż
                          > ludzkie.

                          Dlaczego mielibyśmy się zgodzić? Dlatego, że zwierzęta "są głupsze" lub kierują się zasadami _nam_ niemiłymi?
                          Dlaczego pragnienie mojego (?) psa wyjścia na spacer ma być mniej ważne niż moje klepania w klawiaturę kompa?
                          A jak byś zinterpretował pragnienia jakichś "obcych", którzy przybyliby na wycieczkę na Ziemię? Ważniejsze od naszych, czy nie? Czy pragnienia właściciela niewolników były ważniejsze od pragnień samych niewolników?

                          Cytat:
                          > w naturze warunki przeciętnego zwierzęcia są gorsze niż w
                          > przeciętnym domu.

                          Coś za coś. Z ludźmi też tak jest, że rezygnują w pewnych "dóbr", by zdobyć inne. Nie można mieć wszystkiego, więc trzeba handlować z samym sobą i innymi.
                          • dalatata Re: Gdzie się rodzi świadomość 13.06.08, 13:33
                            nie mam pojecia czy pragnienie twojego psa jest gorsze czy lepsze, wazniejsze
                            lub nie niz twoje. przede wszystkim sa inne.

                            choc pscyhologia emocji lubi wskazywac na podobienstwo emocji zwierzat do emocji
                            ludzi, w rzeczywistosci nie ma na to zadnych dowodow. my sobie lubimy
                            antropomorfizowac psa i mowic ze nas kocha i ze czegos pragnie, jednak pies ani
                            nas nie kocha, ani niczego nie pragnie.

                            emocje sa bowiem zwiazane nierozerwalnie z kultura i jezykiem. inaczej nie mozna
                            miec emocji, ktore nie sa kulturowo uwarunkowane, a potem wyrazane semiotycznie
                            za pomoca kodow, ktorych uczymy siew procesie socjalizacji.

                            i wlasnie dlatego nie ma sensu porownywac psa i czlowieka.

                            a co do obcych, dlaczego zakladasz w ogole ze ich emocje bede w jakikowliek
                            sposob odpowiadaly naszym. jest cala masa literatruy pokazujaca kulturowosc
                            emocji i kultury w ktorych wystepuja emocje niewystepujace u innych.

                            ba, nie ma sensu nawet zakladac ze tacy obcy w ogole beda mieli jakiekolwiek
                            emocje, wszak nawet samo pojecie jest obarczone ideologicznie.
                            • ziutek-kowalski Dalatata napisal rozsadnie 13.06.08, 14:30
                              Pies to nie czlowiek a czlowiek to nie pies.
                              A wiec na nic wasze szczekanie, drodzy Petrucchio i Madcio
                            • asteroida2 Re: Gdzie się rodzi świadomość 13.06.08, 15:17
                              Mam wrażenie że występuje tu problem semantyczny - używamy tu w dyskusji różnych
                              definicji tych samych słów.

                              Słowem "emocje" zwykle określa się stany w jakich może znajdować się człowiek
                              (lub zwierzę): smutek, gniew, panika, podniecenie, błogość itp.
                              Zwykle są one przejściowe i w dużej mierze można je sprowadzić do poziomu
                              jakichś neuroprzekaźników, tętna, temperatury itp.
                              Choć kultura niewątpliwie wpływa na nasz sposób wyrażania ich, nie są przez nią
                              uwarunkowane.

                              Mam wrażenie że ty piszesz raczej o "uczuciach" - które określają nasz stosunek
                              do jakichś elementów rzeczywistości: miłość, przywiązanie, pożądanie, itp. One z
                              kolej są definiowane przez jakieś struktury neuronowe interpretujące to co
                              dociera do naszych zmysłów. One wywołują w odpowiednich sytuacjach różne emocje,
                              ale same nimi nie są.

                              Nasz język niestety nie jest najlepszy do rozróżniania ich. Np. strach (emocja)
                              jest wywoływany przez kontakt z czymć czego się boję (to jest uczucie). Miłość
                              to uczucie, ale ludzie używają tego samego słowa też do określania całej gamy
                              emocji które ona wywołuje. Podobnie np. "brzydzę się robaków" określa moje
                              uczucie do robaków, które jest trwałe. Dopiero gdy widzę robaka - czuję to
                              obrzydzenie (to jest emocja).

                              I jedne i drugie mogą być nabyte w procesie nauki - i dlatego w niektórych
                              kulturach mogą przejawiać się zarówno uczucia jak i emocje niewystępujące w
                              innych. Ale spora część jest wrodzona, wynikająca z naszych genów.

                              Zwierzęta jak najbardziej posiadają i jedne i drugie - ale niekoniecznie łatwo
                              przetłumaczalne na ludzkie. Co nie znaczy że nie ma sensu ich porównywać.
                              Właśnie znajdując analogie w zachowaniu psów i ludzi możemy się dowiedzieć które
                              emocje i uczucia są "bardziej prymitywne", a które wymagają jakichś wyższych
                              procesów myślowych.
                              • dalatata Re: Gdzie się rodzi świadomość 13.06.08, 17:36
                                nie ma zadnych dowodow na to, ze mozna emocje sprowadzic do neuroprzekaznikow.
                                mowiac inaczej: to ze nam sie adrenalina wydzila jak sie wkurzamy, to nie
                                znaczy, ze jak jestesmy wkurzeni to zawsze sie tak dzieje. nawet rumieniec
                                wstydu nie zawsze dziala. nie ma zatem 1-1 relacji miedzy stanami
                                fizjologicznymi a emocjami.

                                zostawiam juz na boku takie problemy jak to czy wiecej sie adrenalny wydziela
                                przy gniewie, zlosci, wku..eniu czy moze przy zajezeniu?

                                w psychyologii takie 'uczucia' jak milosc sa traktowane jak kazda inna emocja.
                                rozroznienie na uczucia i emocje i jest rozroznieniem czysto jezykowym. miedzy
                                innymi daltego, ze psychologia jest anglocentryczna, a angielskie feeling
                                oznacza zarowno poczucie jak i uczucie, jak i czucie. i stad anglosasi mowia o
                                emocjach.

                                tu problemy sa jeszcze wieksze bo na przyklad angielskie 'guilt' w polskim nie
                                jest przetlumaczalne na slowo ze sfery emocji, a ze sfery prawa. dlatego
                                tlumaczy sie je na poczucie winy, zapominajac ze jest cos takiego jak felling of
                                guit, a takze feeling guilty.

                                nie wiem co to znaczy ze nasz jezyk nie nadaje sie do rozrozniania emocji. takie
                                stweridzenie przyjmuje istnienie emocji niezaleznie od jezyka. a to jest
                                niezwykle problematyczne i poprosilbym o jakikowliek dowod na to.

                                i poprosze tez o dowod ze zwierzeta posiadaja emocje, a zatem, wedlug ciebie,
                                emocje i uczucia. i jeszcze poprosze o wywod skad my wiemy o tym, ze owe
                                zwierzeta posiadaja. mnie na przyklad najbardziej interesowalyby hipopotamy,
                                krowy i dziobaki.
                                • asteroida2 Re: Gdzie się rodzi świadomość 13.06.08, 17:54
                                  > nie ma zadnych dowodow na to, ze mozna emocje sprowadzic do
                                  > neuroprzekaznikow.

                                  Są takie dowody. Jednym z najlepszych przykładów jest trening fizyczny, który
                                  zwykle poprawia człowiekowi nastrój - wyłącznie dlatego, że w czasie wysiłku
                                  wydziela się adrenalina.

                                  Oczywiście to uproszczenie. W praktyce neuroprzekaźników są dziesiątki i każdą
                                  kombinację ich poziomów można uznać za inny stan emocjonalny. Tyle że większość
                                  z nich nie ma nazw, bo język jest bardzo słabo rozwijany w tym kierunku.

                                  > w psychyologii takie 'uczucia' jak milosc sa traktowane jak kazda
                                  > inna emocja. rozroznienie na uczucia i emocje i jest rozroznieniem
                                  > czysto jezykowym.

                                  Przeciwnie. To rozróżnienie które podałem jest obiektywne (stan vs. sposób
                                  patrzenia). To język naturalny się gubi, mieszając je.
                                  I to można sprawdzić przyglądając się różnym językom. Są języki w których takie
                                  rozróżnienie jest oczywiste. Angielski ani polski do nich nie należą - i stąd
                                  może się wziąć opinia że tego rozróżniania nie ma. Ale to błędny wniosek.

                                  > nie wiem co to znaczy ze nasz jezyk nie nadaje sie do rozrozniania
                                  > emocji. takie stweridzenie przyjmuje istnienie emocji niezaleznie
                                  > od jezyka. a to jest niezwykle problematyczne i poprosilbym o
                                  > jakikowliek dowod na to.

                                  Z chęcią. Dowodem jest każda sytuacja, gdy człowiek nie potrafi wyartykułować
                                  swoich emocji. Gdyby emocje były warunkowane językiem, taka sytuacja nigdy by
                                  nie występowała.

                                  > i poprosze tez o dowod ze zwierzeta posiadaja emocje, a zatem,
                                  > wedlug ciebie, emocje i uczucia. i jeszcze poprosze o wywod skad my
                                  > wiemy o tym, ze owe zwierzeta posiadaja. mnie na przyklad
                                  > najbardziej interesowalyby hipopotamy, krowy i dziobaki.

                                  Proszę bardzo. Spłosz dowolne zwierze i zmierz mu potem tętno i poziom
                                  adrenaliny, a zobaczysz że się zmieniły. Jest to strach identyczny z tym jaki
                                  odczuwają ludzie. Możesz to zrobić na hipopotamie, krowie albo dzobaku.
                                  • dalatata Re: Gdzie się rodzi świadomość 13.06.08, 20:15
                                    wiem ze ja juz psychopata, ale odpoiwadam na ten post, bo zalegly.

                                    jelsi jezyk sie gubi, to dlaczego nie ma badan emocji bez eytkiet jezykowych?
                                    jesli emocje to fizjologia, to dlaczego cala masa emocji nie ma korelatow
                                    fizjologicznych? dlaczego te same stany fizjologiczne sa 'odkrywane' przy
                                    roznych emocjach.

                                    a co do sploszenia zwierzecia, rozumiem ze kazda reakcja na nagly bodziec to
                                    emocja, czy tak? i na przyklad tymczasowe slepniecie przy naglym swietle to tez
                                    emocja tak? i jeszcze zapytalbym, jako psychopata, ktore ze stanow
                                    fizjologicznych nie sa emocjami? na przyklad, czy rak jest emocja?
                                    • asteroida2 Re: Gdzie się rodzi świadomość 13.06.08, 21:01
                                      > jelsi jezyk sie gubi, to dlaczego nie ma badan emocji bez eytkiet
                                      > jezykowych?

                                      Co to znaczy "bez etykiet językowych"? Co chciałbyś badać?
                                      Jest cała masa badań dotyczących poziomów neuroprzekaźników w mózgu - tylko z
                                      braku etykiet, nie uznasz ich za badanie emocji.

                                      > jesli emocje to fizjologia, to dlaczego cala masa emocji nie ma
                                      > korelatow fizjologicznych?

                                      Wymień te emocje

                                      > dlaczego te same stany fizjologiczne sa 'odkrywane' przy
                                      > roznych emocjach.

                                      Dlatego że badanie mierzy tylko niektóre parametry tych stanów. Te stany mogą
                                      charakteryzować się np. takim samym poziomem adrenaliny czy serotoniny, a różnić
                                      się innymi parametrami, nie uwzględnionymi w badaniu.

                                      > a co do sploszenia zwierzecia, rozumiem ze kazda reakcja na nagly
                                      > bodziec to emocja, czy tak?

                                      Nie. Tylko taka która zmienia poziomy neuroprzekaźników.

                                      > i na przyklad tymczasowe slepniecie przy naglym swietle to tez
                                      > emocja tak? i jeszcze zapytalbym, jako psychopata, ktore ze stanow
                                      > fizjologicznych nie sa emocjami? na przyklad, czy rak jest emocja?

                                      Te sytuacje nie są zmianą poziomu neuroprzekaźników (choć mogą ją wywoływać, np.
                                      z powodu odczuwanego bólu)
                                      • dalatata Re: Gdzie się rodzi świadomość 13.06.08, 21:32
                                        odpowiedz psychopacie? niezwykle.

                                        nie, nie uznam ich za badanie emocji, bo to jest badanie neuroprzekaznikow.

                                        emocje bez koniecznych a zatem o relacji 1-1 korelatow fizjologicznych: wstyd,
                                        zlosc, smutek, bezsilnosc, milosc, nienawisc, zadowolenie. rowniez enjoyment,
                                        ktory jest nieprzetlumaczalny.

                                        rozumiem, czyli depresja jest dla ciebie emocja, podobnie jak schizofrenia w
                                        koncepcji dopaminiowej. fajne emocje.
                                        • asteroida2 Re: Gdzie się rodzi świadomość 13.06.08, 21:42
                                          > odpowiedz psychopacie? niezwykle.

                                          A cały czas uważasz że niemowlęta nie posiadają emocji?

                                          > emocje bez koniecznych a zatem o relacji 1-1 korelatow
                                          > fizjologicznych: wstyd, zlosc, smutek, bezsilnosc, milosc,
                                          > nienawisc, zadowolenie. rowniez enjoyment,
                                          > ktory jest nieprzetlumaczalny.

                                          OK. Na jakiej podstawie twierdzisz że nie posiadają korelatów fizjologicznych?
                                          Bo ty ich nie znasz?

                                          > rozumiem, czyli depresja jest dla ciebie emocja, podobnie jak
                                          > schizofrenia w koncepcji dopaminiowej. fajne emocje.

                                          Co w tym dziwnego? Czym według Ciebie jest depresja, jeśli nie emocją?
                                          Różni się trwałością, ale to też po prostu stan w jakim znajduje się twój umysł.
                                          Nie mam nic przeciwko klasyfikowaniu emocji na krótkotrwałe i długotrwałe. Mam
                                          tylko dużo przeciwko mieszaniu pojęć i zasłanianiu się w tym celu językiem.

                                          • dalatata Re: Gdzie się rodzi świadomość 13.06.08, 21:55
                                            skoro uwazam ze emocje sa jezykowe, nie moge myslec ze jednodniowe dziecko ma
                                            emocje. to oczywiscie mozna niuansowac na przerozne inne kody semiotyczne, ale w
                                            wypadku jednodniowego dziecka, akurat to niuansowanie nie zachodzi.

                                            na podstawie badan psychologicznych, ktore wlasnie to stweirdzaja. takich badan
                                            jest wiele i moge podac referencje. mozemy oczywiscie zakladac ze za 100 lat
                                            odkryjemy i bedziemy potrafili stwierdzic: dalatata jest smutny po nie zdal
                                            egzaminu na prawo jazdy, a to wszystko na podstawie badania krwi, ale poki co ta
                                            perspektywa jest odlegla.

                                            Nawet wspolczesna pscyhiatria nie tweirdzi ze depresja emocja, choc mowi o
                                            chorobach afektywnych. depresja jest czyms niezwykle zlozonym, byc moze jest
                                            choroba, bardzo silnie uwarunkowanym spolecznie (to jest akurat malo
                                            kontrowersyjne). co wiecej nawet w kryteriach diagnostycznych ICD-10 depresja
                                            nie musi byc zwiazana z nastrojem czy 'afektem'. na czym polega jej
                                            emocjonalnosc, nie mam pojecia.

                                            widze ze przezornie ominal pan schizforenie jako emocje, pomimo ze wystepuje w
                                            jej wypadku hipoteza dopaminowa, ktora zreszta jest mneij wiecej taka sama
                                            hipoteza jak hipoteza serotoninowa w depresji.

                                            innymi slowy, zeby odwrocic argument na glowe. jesli depresja to smutek,
                                            jestesmy jeszcze daleko od stwierdzenia ze ten smutek ma zwiazek z
                                            neuroprzekaznikami.
                                            • asteroida2 Re: Gdzie się rodzi świadomość 13.06.08, 22:10
                                              > na podstawie badan psychologicznych, ktore wlasnie to stweirdzaja.
                                              > takich badan jest wiele i moge podac referencje. mozemy oczywiscie
                                              > zakladac ze za 100 lat odkryjemy i bedziemy potrafili stwierdzic:
                                              > dalatata jest smutny po nie zdal egzaminu na prawo jazdy, a to
                                              > wszystko na podstawie badania krwi, ale poki co ta
                                              > perspektywa jest odlegla.

                                              OK. To mogę zaakceptować. Tylko obawiam się że nigdy do tego nie dojdziemy,
                                              jeśli zamiast to badać, będziemy się zastanawiali czy w ogóle to badać czy nie.

                                              > Nawet wspolczesna pscyhiatria nie tweirdzi ze depresja emocja, choc
                                              > mowi o chorobach afektywnych. depresja jest czyms niezwykle
                                              > zlozonym, byc moze jest choroba, bardzo silnie uwarunkowanym
                                              > spolecznie (to jest akurat malo kontrowersyjne). co wiecej nawet w
                                              > kryteriach diagnostycznych ICD-10 depresja
                                              > nie musi byc zwiazana z nastrojem czy 'afektem'. na czym polega jej
                                              > emocjonalnosc, nie mam pojecia.

                                              Ach. I znów mamy problem semantyczny. Bo depresja jako objaw jest tylko poziomem
                                              pewnych neuroprzekaźników. Depresja jako choroba - w szczególności zawiera
                                              przyczyny tego stanu, które przecież mogą być bardzo różne. I to rozróżnienie
                                              wcale nie jest trudne i podejrzewam że żeby u kogokolwiek wyleczyć depresję,
                                              trzeba je zrobić.
                                              To dokładnie tak jakby leczyć tęsknotę bez zwracania uwagi na to za czym
                                              człowiek tęskni, traktując ją jako jedną jednostkę chorobową.

                                              > widze ze przezornie ominal pan schizforenie jako emocje, pomimo ze
                                              > wystepuje w jej wypadku hipoteza dopaminowa, ktora zreszta jest
                                              > mneij wiecej taka sam hipoteza jak hipoteza serotoninowa w
                                              > depresji.

                                              Podejrzewam że analogia może być dobra. I problem z tymi hipotezami jest taki,
                                              że mogą istnieć różne przyczyny schizofrenii, dające takie same objawy. I dla
                                              jednych hipoteza będzie prawdziwa, a dla innych nie. I skoro psychologowie
                                              mieszają poziom emocji z uczuciami, to tu też spodziewam sie mieszania poziomów.
                                              A jak się ich nie rozgranicza, to tych hipotez nie da się w żaden sposób
                                              zweryfikować. Nic dziwnego że teorie psychologiczne mogą się mnożyć jak grzyby
                                              po deszczu.

                                              Niektórzy pewnie uważają to za zaletę psychologii.

                                              > innymi slowy, zeby odwrocic argument na glowe. jesli depresja to
                                              > smutek, jestesmy jeszcze daleko od stwierdzenia ze ten smutek ma
                                              > zwiazek z neuroprzekaznikami.

                                              Też tak podejrzewam. Nie martwi mnie to że jesteśmy daleko. Martwi mnie, że się
                                              próbujemy przemieszczać w złą stronę.
                                              • dalatata Re: Gdzie się rodzi świadomość 13.06.08, 22:29
                                                nie poruszamy sie w kierunku serotoniny? dzizus, praktycznhie nie ma na swiecie
                                                innych badan niz farmakoloigczne w wypadku depresji. niespecjalnie wiem co
                                                jeszcze mielibysmy robic? badanie za badaniem pokazuje ze SSRI dzialaja na
                                                poziomie placebo, a my mamy dalej uporem maniaka drazyc tak? jak nie serotonina,
                                                skoro serotonina, co?

                                                dziekuje. to nie jest nauka, to jest ideologia.

                                                i na koniec. depresja nie jest objawem. jesli juz jest syndromem objawow (i to
                                                na dodatek wyjatkowo malo konkretnych).i prosze mi nie mowic o
                                                neuroprzekaznikach i depresji jako o faktach, bo to nie sa fakty. do faktow
                                                daleko i to bardzo. i to nie dlatego ze nie probujemy wymusic na rzeczywistosci
                                                owej faktycznosci.

                                                i psychologowie nie mieszaja poziomu emocji i poziomu uczuc. juz to panu
                                                tlumaczylem, ale zrobie to drugi raz. psycologia jest anglojezyczna. i do
                                                dlatego wlasnie psychologia nie rozrznia tego co pan uwaza za sluszne. podobnie
                                                wlasnie dlatego emocje podstawowe Ekmana, powszechnie przyjmowane, zawieraja
                                                guilt i enjoyment, ktore nie wystepuje wsrdo Polakow.

                                                zanim ktos mi powie ze wystepuje, to ja zapytam skad wiemy ze gdy Anglik mowi
                                                'guilt' to odczuwa to samo co Polak mowiacy o poczuciu winy. bo ja nie wiem skad.
                            • madcio Re: Gdzie się rodzi świadomość 13.06.08, 18:07
                              > w rzeczywistosci nie ma na to zadnych dowodow.
                              Jesteś w stanie mi udowodnić, że rzeczywiście odczuwasz złość, czy też to tylko
                              bardzo przekonująco udajesz?

                              > emocje sa bowiem zwiazane nierozerwalnie z kultura i jezykiem.
                              Uaaaaa. To ci dopiero odważne stwierdzenie. Dobra, zbadajmy warunki brzegowe.

                              Czy wedle ciebie jednodniowe niemowlę jest w stanie przejawiać emocje?

                              > jest cala masa literatruy pokazujaca kulturowosc
                              > emocji i kultury w ktorych wystepuja emocje niewystepujace u
                              > innych.
                              O, to jeszcze ciekawsze. Podaj przykład emocji, która występuje w naszej
                              kulturze, a która nie występuje w jakiejś innej.
                              • dalatata Re: Gdzie się rodzi świadomość 13.06.08, 19:04
                                na tak zadane pytanie nie ma specjlanie odpowiedzi. co ma odczuwanie zlosci do
                                tego, czy istnieje jakas tam zlosc w srodku? oczywiscie ze odczuwam zlosc, bo to
                                jeden z kulturowych repertuarow odpwoeidzi na przerozne sytuacje.

                                nie, w tym rozumieniu emocji, jednodniowe dziecko nie ma emocji. reaguje na
                                przerozne bodzce. prosze zwrocic uwage na to, ze to nic dziwnego, ze
                                przypisujemy dzieciom takie rzeczy. dzwieki typu ma, ba, ta, sa interpretowane
                                jako pierwsze slowa, oczywiscie najlepiej zeby byly o matce.....

                                zachecam do poczytania Catherine Lutz i jej analizy emocji wsrod Ifalukow.

                                a co do polskich emocji, to zachecam do znalezenia odpowiednika polskiej zlosci
                                w strefie anglosaskiej. od razu mowie ze anger, irritation itp. nie nadaja sie.
                                no i poprosze o odpowiednik angielksiego guilt.
                                • asteroida2 Re: Gdzie się rodzi świadomość 13.06.08, 19:29
                                  > nie, w tym rozumieniu emocji, jednodniowe dziecko nie ma emocji.
                                  > reaguje na przerozne bodzce

                                  Ktoś kto wygłasza taką opinię jest, według kryteriów naszego społeczeństwa,
                                  psychopatą.

                                  > zachecam do poczytania Catherine Lutz i jej analizy emocji wsrod
                                  > Ifalukow.

                                  Jeśli jej analizy prowadzą do tak bzdurnych wniosków jak powyżej, to ja raczej
                                  podziękuję.
                                  • dalatata Re: Gdzie się rodzi świadomość 13.06.08, 19:51
                                    no to najwyrazniej konstrukcjionistyczna teoria emocji to teoria psychopatow.
                                    niech i tak bedzie.

                                    a przeciez jednodniowe dziecko od razu kocha matke,ojca, jest patriota,a w Lebie
                                    wczoraj urodzone nienawidza sedziego Webba.

                                    wlasnie tak jest.
                                    • asteroida2 Re: Gdzie się rodzi świadomość 13.06.08, 21:10
                                      > no to najwyrazniej konstrukcjionistyczna teoria emocji to teoria
                                      > psychopatow. niech i tak bedzie.

                                      Nie bierz tego aż tak do siebie.

                                      O ile wiem, teoria o której mówisz dotyczy _uświadamiania_ sobie emocji. I nie
                                      jest nic dziwnego w stwierdzeniu że niemowlę albo zwierze nie uświadamia ich
                                      sobie. Natomiast twierdzenie że żadnych nie _odczuwa_ jest prostą drogą do
                                      uznania że można je bezkarnie krzywdzić - bo ono "tylko reaguje na bodźce".

                                      > a przeciez jednodniowe dziecko od razu kocha matke,ojca, jest
                                      > patriota,a w Lebie wczoraj urodzone nienawidza sedziego Webba.

                                      A jakbyś przeczytał posta na który odpowiadasz, to wiedziałbyś że o tym nic nie
                                      mówiłem, bo postawiłem wyraźne rozgraniczenie pomiędzy emocjami a uczuciami.

                                      Jednak twierdzę że dziecko może kochać swoją matkę od momentu gdy tylko zdaje
                                      sobie sprawę z jej obecności - co można poznać po jego reakcjach. I naprawdę nie
                                      potrzebuje do tego żadnego języka.

                                      Ojczyznę też może kochać od momentu gdy tylko zda sobie sprawę z jej istnienia -
                                      ale tego już bez języka uzyskać się nie da.
                                      • dalatata Re: Gdzie się rodzi świadomość 13.06.08, 21:45
                                        nie. ja zupelnie nie mam na mysli zadnego uswiadamiania sobie emocji. ja mowie o
                                        konstrucjionistycznych ujeciach emocji, zapoczatkowanych przez takcih ludzi jak
                                        Harre, Stearns, van Langenhove, a pozniej Wetherell, Potter, Edwards. i cala
                                        masa innych.

                                        jest to teoria oparta na idei ze emocje sa jezykowa odpowiedzia na sytuacje
                                        zyciowe oraz pewne stany fizjologiczne, ktore uczymy sie interpretowac. dlatego
                                        wlasnie ze uczymy sie, jest cala masa badan pokazujacyh kultruowa roznoroodnosc
                                        emocji. Jak nie Lutz, to poponuje tych powyzej.

                                        i prosze sobie tweirdzic ile pan chce ze dziecko jednodniowe kocha swoja matke,
                                        jednak nie ma pan na to zadnych dowodow poza ideologia macierzynstwa, ktora w
                                        Polsce zreszta jest wyjatkowo silna..

                                        a co do ojczyzny, to wlasnie owo zdawanie sobie sprawy z jej istnienia, ktore
                                        jest przede wszystkim jezykowe (i zdawanie i istnienie) wskazuje na kulturowosc
                                        tejze milosci.
                                        • asteroida2 Re: Gdzie się rodzi świadomość 13.06.08, 21:54
                                          > nie. ja zupelnie nie mam na mysli zadnego uswiadamiania sobie
                                          > emocji. ja mowie o konstrucjionistycznych ujeciach emocji,
                                          > zapoczatkowanych przez takcih ludzi jak Harre, Stearns, van
                                          > Langenhove, a pozniej Wetherell, Potter, Edwards. i cala
                                          > masa innych.

                                          Tak jak mówiłem na początku - problem jest z samą semantyką. Ty pisząc "emocje"
                                          masz na myśli już cały zakorzeniony w kulturze mechanizm, który pozwala komuś
                                          nazwać to co odczuwa.

                                          Jeśli wszystkie te badania ludzi których wymieniłeś padają od jednego prostego
                                          argumentu (człowiek nie potrafiący wyartykułować swoich emocji) - to co one są
                                          warte?

                                          > i prosze sobie tweirdzic ile pan chce ze dziecko jednodniowe kocha
                                          > swoja matke, jednak nie ma pan na to zadnych dowodow poza ideologia
                                          > macierzynstwa, ktora w Polsce zreszta jest wyjatkowo silna..

                                          Nie. Moimi dowodami jest czysto fizjologiczna reakcja dziecka na obecność matki.
                                          Rozumiem że w ujęciu "konsktukcjonistów", dowodem na miłość jest to, że ktoś tę
                                          miłość wyznaje?

                                          > a co do ojczyzny, to wlasnie owo zdawanie sobie sprawy z jej
                                          > istnienia, ktore jest przede wszystkim jezykowe (i zdawanie i
                                          > istnienie) wskazuje na kulturowosc tejze milosci.

                                          Istnienie ojczyzny niewątpliwie jest elementem kultury. Istnienie matki -
                                          zupełnie nie. Dlatego kulturowość miłości do ojczyzny wcale nie wskazuje na
                                          kulturowość miłości do matki.
                                          • dalatata Re: Gdzie się rodzi świadomość 13.06.08, 22:01
                                            no to prosze mi dac dowody owej fizjologicznej milosci matki i dziecka.

                                            niespecjalnie wiem co to znaczy ze istnienie matki nie jest kultruowe. rozumiem,
                                            ze wszystkie dzieci ktore mowia do swoich przybranych mam 'mamo' to tez
                                            psychopaci, bo przeciez matka to biologia tak?

                                            za chwile uslysze ze nie jestem prawdziwym Polakiem bo mam uszy za male. mysmy
                                            te bajki przerabiali w polowie zeszlego wieku.
                                            • petrucchio Re: Gdzie się rodzi świadomość 13.06.08, 22:15
                                              dalatata napisał:

                                              > niespecjalnie wiem co to znaczy ze istnienie matki nie jest
                                              > kultruowe.

                                              To znaczy co? Negujesz podstawowe, biologiczne znaczenie słowa "matka" ('kobieta
                                              mająca własne dziecko w stosunku do tego dziecka')? Bez tej podstawy nie
                                              istniałyby żadne znaczenia wtórne, rozszerzone, metaforyczne. W każdej kulturze
                                              odpowiednik słowa "matka" ma znaczenie biologiczne niezależnie od tego, co
                                              ponadto oznacza.
                                              • dalatata Re: Gdzie się rodzi świadomość 13.06.08, 22:33
                                                nie, nie neguje. protesutje jednak przeciw utozsamianiem macierzynstwa z biologia.

                                                no wiec, ja mysle ze ciekawe byloby zbadanie tego tweirdzenia. co wiecej,
                                                przypadki surrogate mothers (nie wiem jak to po polsku) wsazywalyby, ze sprawy
                                                sa nieco bardziej skomplikowane niz to podajesz, Petrucchio.
                                            • asteroida2 Re: Gdzie się rodzi świadomość 13.06.08, 22:21
                                              > no to prosze mi dac dowody owej fizjologicznej milosci matki i
                                              > dziecka.

                                              Dziecko płaczące, uspokajające się w ramionach matki, albo pod wpływem jej głosu.

                                              > za chwile uslysze ze nie jestem prawdziwym Polakiem bo mam uszy za
                                              > male. mysmy te bajki przerabiali w polowie zeszlego wieku.

                                              Czemu co chwila próbujesz sprowadzić dyskusję do tematów osobistych? Mnie
                                              interesują sprawy merytoryczne, a nie dziecinne przekrzykiwanki. Jakiś czas temu
                                              z tych drugich wyrosłem. Ale do nich też na forum znajdziesz partnerów, jeśli ci
                                              zależy.
                                              • dalatata Re: Gdzie się rodzi świadomość 13.06.08, 22:39
                                                pod wplywem jej glosu? a jest na to jakikowliek dowod?

                                                najwyrazniej nie widzial pan nigdy ze dziecko uspokaja sie na rekach poloznej,
                                                nie mowiac o ojcu.

                                                pozniej zwykle przyzwyczajnie do bodzca moze miec wplwy, ale w pierwszych
                                                dnaich? prosze mi dac jakikowliek dowod naukowy, a nie ideologiczne mambo jumbo.

                                                od czasu kiedy laskawy pan nazwal mnie psychopata, chyba zrezygnowal z prawa do
                                                tego, zeby mnie napominac co do stylu dyskusji.
                                                • asteroida2 Re: Gdzie się rodzi świadomość 13.06.08, 22:50
                                                  > najwyrazniej nie widzial pan nigdy ze dziecko uspokaja sie na
                                                  > rekach poloznej, nie mowiac o ojcu.

                                                  A ojca kochać nie może?

                                                  > pozniej zwykle przyzwyczajnie do bodzca moze miec wplwy, ale w
                                                  > pierwszych dnaich? prosze mi dac jakikowliek dowod naukowy, a nie
                                                  > ideologiczne mambo jumbo

                                                  Chcesz powiedzieć że nigdy nie widziałeś żeby dziecko uspokoiło się na dźwięk
                                                  głosu matki? I że uważasz to za wymysły jakichś ideologów?

                                                  > od czasu kiedy laskawy pan nazwal mnie psychopata, chyba
                                                  > zrezygnowal z prawa do tego, zeby mnie napominac co do stylu
                                                  > dyskusji.

                                                  Jedną z podstawowych zasad dyskusji jest, dyskutować z opiniami, nie z
                                                  oponentem. Kiedyś chyba ludzie przed maturą poznawali tę zasadę.

                                                  Zauważ że nigdy jej nie złamałem. I dalej podtrzymuję tamtą wypowiedź:
                                                  Człowiek który twierdzi że niemowlęta nie maję emocji, jest w naszej kulturze
                                                  określany jako psychopata.
                                                  • dalatata Re: Gdzie się rodzi świadomość 13.06.08, 23:03
                                                    Panie astralny, pan mi nie uciekaj z argumentem. o uspokajaniu przez ojca to ja
                                                    powiedzialem na pana, pardon, dyrdymaly, o kojacym glosie matki wobec
                                                    jednodniowego dziecka. chce pan rozmawiac, to prosze rozmawiac uczciwie.

                                                    co ja widziaelm a czego nie, to moja sprawa. pan mi daj naukowy doowd na to, ze
                                                    glos matki uspokaja jednodniowe dziecko.

                                                    no wiec, jeszce raz: skoro ja psychopata, to pan zawiesza swoje prawo do
                                                    zwracania mi uwagi. zreszta od kiedy psychopata slucha glosyu 'rozsadku'.
                                                  • asteroida2 Re: Gdzie się rodzi świadomość 13.06.08, 23:13
                                                    > co ja widziaelm a czego nie, to moja sprawa. pan mi daj naukowy doowd
                                                    > na to, ze glos matki uspokaja jednodniowe dziecko.

                                                    Chyba nie rozumiem. Nie wierzysz temu co sam widzisz, dopóki nie przeczytasz o
                                                    tym w jakiejś książce?

                                                    > no wiec, jeszce raz: skoro ja psychopata, to pan zawiesza swoje
                                                    > prawo do zwracania mi uwagi. zreszta od kiedy psychopata slucha
                                                    > glosyu 'rozsadku'.

                                                    Ale to było wyłącznie stwierdzenie faktu, a nie ocena.
                                                    Jeśli masz jakieś wątpliwości, zrób jakieś naukowe badanie w postaci ankiety:
                                                    "Czy człowiek który uważa że niemowlęta nie odczuwają emocji, jest psychopatą?"
                                                    Zobacz jaki procent respondentów odpowie że tak. Możesz wtedy pogodzić się z tym
                                                    lub zmienić zdanie.
                                                  • dalatata Re: Gdzie się rodzi świadomość 14.06.08, 00:05
                                                    ja po prostu nie cierpie, jak ktos mi mowi o ideologiach jakby to byly fakty.
                                                    wiec, albo pan mi potrafi pokazac dowody na milosc miedzy dzieckiem
                                                    jednodniowym, albo prosze nie mowic o faktach, tylko o opiniach. pan ma prawo do
                                                    swych opinii i one sa dokladnie takie same, jak opinie cioci Pelagii, ktora
                                                    przysiega ze wieloryb to duza ryba.

                                                    Jesli dla pana slowo 'psychopata' jest stwierdzeniem faktu, to ja mysel ze my
                                                    zyjemy w swiatach rownoleglych.
                                                  • asteroida2 Re: Gdzie się rodzi świadomość 14.06.08, 00:14
                                                    > ja po prostu nie cierpie, jak ktos mi mowi o ideologiach jakby to
                                                    > byly fakty.

                                                    Czy istnienie atomów też uważasz za ideologię? Bo jeśli tak, to rozumiem ten
                                                    pogląd (choć się z nim nie zgadzam). Jeśli nie, to wydaje mi się że masz
                                                    niespójny obraz rzeczywistości.

                                                    > Jesli dla pana slowo 'psychopata' jest stwierdzeniem faktu, to ja
                                                    > mysel ze my zyjemy w swiatach rownoleglych.

                                                    Być może. Ale większość społeczeństwa żyje w moim świecie, gdzie jest taka
                                                    jednostka chorobowa jak psychopatia. I odmawianie innym posiadania emocji, jak
                                                    najbardziej pozwala ją zdiagnozować.
                                                  • dalatata Re: Gdzie się rodzi świadomość 14.06.08, 00:28
                                                    analogia jest falszywa. emocje to nie atomy.

                                                    naprawde jest taka jednostka chorobowa jak psychopatia? a to ci nowosc, glownie
                                                    chyba w snach laskawego pana. to ja poprosze o jej kod w ICD-10, jak laskawy
                                                    pan woli, to prosze w DSM-IV. a jak sie nie da go znalezc, to prosze nie sadzic
                                                    dyrdymalow.

                                                    a co do wiekszosci, prosze pana, to wiekszosc prosze pana jeszcze nie tak dawno
                                                    na PIS, LPR i Samoobrone glosowala. a dzisiaj nadal homoseksualistow uwaza za
                                                    ciezko chorych. mnie naprawde nie interesuje co wiekszosc mysli.
                                                  • asteroida2 Re: Gdzie się rodzi świadomość 14.06.08, 10:07
                                                    > naprawde jest taka jednostka chorobowa jak psychopatia? a to ci
                                                    > nowosc, glownie chyba w snach laskawego pana.

                                                    No widzisz. Trzeba było jednak zajrzeć do źródeł, a tak się zbłaźniłeś.

                                                    > to ja poprosze o jej kod w ICD-10,

                                                    F60.2

                                                    > jak laskawy pan woli, to prosze w DSM-IV.

                                                    301.7

                                                    Antisocial Personality Disorder

                                                    > a jak sie nie da go znalezc, to prosze nie sadzic
                                                    > dyrdymalow.

                                                    No i co teraz? Odwołasz wszystko co na ten temat powiedziałeś?

                                                    > mnie naprawde nie interesuje co wiekszosc mysli.

                                                    Tak podejrzewałem. Tylko że jeśli większość mówi na stół "stół", a ty mówisz na
                                                    stół "nożyczki", to strasznie trudno się z tobą porozumieć.
                                                  • dalatata Re: Gdzie się rodzi świadomość 14.06.08, 11:31
                                                    po pierwsze F60.2 to dissocial personality disorder, a nie anti-social. ale to
                                                    drobnostka.

                                                    jednal wlasnie tak sie to nazywa, bo my wiemy ze uzywanie etykiet 'psychopata'
                                                    jest stygmatyzujace i psychiatra czy psycholog, ktory by ja uzyl powienien
                                                    dostac zakaz wykonywania zawodu. wlasnie dlatego tez nie uzywamy etykiet wariat,
                                                    czubek itd itd.

                                                    wiec niespecjalnie widze co mam odwolywac i na czym polega zblaznienie. to
                                                    laskawy pan tweirdzil ze 'psychopatia' jest jednostka chorobowa, a ja ze nie.
                                                    teraz sie okazuje ze DPD jest jednostka a ja mam odwolywac? co? przeciez
                                                    psychopatia nie jest jednostka chorobowa.

                                                    co do anallogii ze stolem to prponuje sie zastanowic. ja mowie psycholpatia nie
                                                    jest jednostka, pan mowi jest, bo Dissocial Personality disorder jest. ze mna
                                                    sie trudno porozumiec? wolne zarty.
                                                  • asteroida2 Re: Gdzie się rodzi świadomość 14.06.08, 16:41
                                                    > po pierwsze F60.2 to dissocial personality disorder, a nie
                                                    > anti-social. ale to drobnostka.

                                                    Rozumiem że właśnie sprawdziłeś w sieci i się mądrzysz. Niestety błędnie, bo
                                                    anti-social jest jak najbardziej poprawną nazwą. Po polsku "antyspołeczne
                                                    zaburzenie osobowości", czyli psychopatia. Wbrew temu co ci się może wydawać,
                                                    jest to termin techniczny. I w tym kontekście go użyłem. To że znasz tylko
                                                    znaczenie pospolite i stygmatyzujące, nie jest moim problemem.

                                                    Rozumiem też że nie próbujesz bronić się że tego nie masz, tylko wykłócasz się o
                                                    nazewnictwo. To też niespecjalnie istotny problem.

                                                    > co do anallogii ze stolem to prponuje sie zastanowic. ja mowie
                                                    > psycholpatia nie jest jednostka, pan mowi jest, bo Dissocial
                                                    > Personality disorder jest. ze mna sie trudno porozumiec? wolne
                                                    > zarty.

                                                    Tak, bo to Ciebie nie obchodzi co inni ludzie myślą.

                                                    Rozumiem że po "napisaniu monografii" o teorii emocji, strasznie trudno byłoby
                                                    Ci się zgodzić z tym że to co napisałeś to bezwartościowe brednie, więc będziesz
                                                    bronił tego nad czym pracowałeś do upadłego. Szkoda - bo w ten sposób staniesz
                                                    się tylko kolejnym badaczem który poświęcił lata na badanie ślepych uliczek
                                                    pseudonauki. Statystycznie, ktoś tę rolę musi dostać.
                                                  • skrzydelkowiec Re: Gdzie się rodzi świadomość 14.06.08, 17:19
                                                    zwykle tylko czytam, ale sprowokował mnie Pan swoją wypowiedzią.
                                                    to raczej Pan powienien sprawdzać zanim Pan coś napisze.
                                                    w polskiej prktyce klinicznej posługujemy się ICD10 a nie DSMIV, a ICD 10 mówi o osobowości dyssocjalnej! w zwiażku z tym nie mozna miec w polsce diagnozy osobowości antyspłecznej, można mieć osobowość dyssocjalna (F60.2)!!!!!
                                                    jak podjerzewam czyta Pan tłumaczenia amerykańskich podreczników opartych na DSM zapominając ze pracujemy w systemie wypracowanym przez WHO.

                                                    a jesli to, jak nazywamy zaburzenia psychiczne nie ma znaczenia, to radzę poczytać wstep do każdej kolejnej wersji każdego systemu klasyfikacyjnego chorób psychicznych czy to ICD czy to DSM, może autorom systemów uwierzy Pan ze to ma znaczenie.

                                                  • asteroida2 Re: Gdzie się rodzi świadomość 14.06.08, 17:27
                                                    > jak podjerzewam czyta Pan tłumaczenia amerykańskich podreczników
                                                    > opartych na DSM zapominając ze pracujemy w systemie wypracowanym
                                                    > przez WHO.

                                                    Przyznaję że posługuję się tłumaczeniami amerykańskich terminów i muszę uwierzyć
                                                    na słowo że terminologia się nie zgadza. Ale nie widzę związku - czy to że w
                                                    Polsce nie można mieć zdiagnozowanej osobowości antyspołecznej oznacza że coś
                                                    takiego nie istnieje?
                                                  • dalatata Re: Gdzie się rodzi świadomość 14.06.08, 17:40
                                                    i ostatni post na panskie wynurzenia. dokladnie tak: jesli nie mozna
                                                    zdiagnozowac, to znaczy ze dla psychopatologii nie istnieje. moze istniec dla
                                                    pana, jednak to akurat jest nierelwantne.

                                                    dla przykladu: w 1973 zdemedykalizowano w USA homoseksualizm i z dnia na dzien,
                                                    doslownie, homoseksualisci przestali byc 'chorzy'. to nie znaczy ze nie ma nadal
                                                    wielu ludzi, ktorzy nie chcieliby widziec homoseksulaizmu jako choroby i nie
                                                    uwazaja ze tak jest. jednak homoseksualizm jako choroba nie istnieje, wlasnie
                                                    dlatego ze nie mozna tego zdiagnozowac.

                                                    zachecam pana do poczytania odrobiny choc teorii psychopatologii. zachecam tez
                                                    do poczytania odrobiny teorii emocji.

                                                    dla mnie to koniec wymiany z panem. milego dnia.

                                                    dla pana, niewatplwie,

                                                    Psychopata.
                                                  • asteroida2 Re: Gdzie się rodzi świadomość 15.06.08, 09:28
                                                    > dla mnie to koniec wymiany z panem. milego dnia.

                                                    Też mi się wydaję że wyczerpaliśmy temat.

                                                    Dziękuję za rozmowę, muszę przyznać że była pouczająca.

                                                    Pozdrawiam
                                                  • skrzydelkowiec Re: Gdzie się rodzi świadomość 14.06.08, 18:08
                                                    jesl bym powiedziała Panu,że ja i moi znajomi nazywamy to o czym rozmawiamy "krówik" i kłóciłabym sie z Panem ze to o czym Pan mówi to "krówik" a nie osobowość antyspołeczna to zgodził by sie Pan na to ze "krówik" istnieje?

                                                    innymi słowy, to ze w literaturze pojawia sie termin antyspołeczna osobowośc, to ze Pan i niektóre osoby z pana otoczenia mówia "psychopata" znaczy tylko tyle ze dla was one istnieja. natomaist post był o systemie klasyfikacyjnym i psychopatologii, a dla obecnie obowiązujących osobowość antyspołeczna, krówik ani psychopata nie istnieja.
                                • petrucchio Re: Gdzie się rodzi świadomość 13.06.08, 21:04
                                  dalatata napisał:

                                  > a co do polskich emocji, to zachecam do znalezenia odpowiednika polskiej zlosci
                                  > w strefie anglosaskiej. od razu mowie ze anger, irritation itp. nie nadaja sie.
                                  > no i poprosze o odpowiednik angielksiego guilt.

                                  Angielski nie ma dobrego odpowiednika polskiego słowa "palec" (ani "finger", ani
                                  "toe", ani nawet "digit" się nie nadają), co bynajmniej nie oznacza, że Polacy i
                                  Anglosasi mają różną anatomię. Kategoryzacja w języku to jednak nie to samo, co
                                  rzeczywistość, którą ten język opisuje. Zgadzam się z Asteroidą2, że nie należy
                                  mylić emocji jako stanów wewnętrznych człowieka lub zwierzęcia z ich
                                  "zinstytucjonalizowaną" ekspresją w języku i kulturze. Co do uniwersalności
                                  podstawowych emocji ludzkich i sposobów ich sygnalizowania w języku ciała, zob.
                                  badania Ekmana:

                                  en.wikipedia.org/wiki/Paul_Ekman

                                  Może to dlatego, że odkąd pamiętam, wychowywałem się wśród psów i kotów, ale nie
                                  mam wątpliwości, że emocje innych ssaków nie różnią się zasadniczo od naszych
                                  (wiadomo zresztą, że ta sama część mózgu
                                  • dalatata Re: Gdzie się rodzi świadomość 13.06.08, 21:39
                                    Petrucchio, analogia jest falszywa. palce u nogi sa mierzalne i ogladalne bez
                                    jezyka. emocje z kolei nie. wlasnie dlatego jest ok 150 teorii emocji (moge
                                    podac referencje).

                                    ja oczywiscie akceptuje, ze to co mowisz, jest pewna teoria emocji. jednak,
                                    prosze, no podawaj jej jako faktu, bo psychologia jest bardzo daleka od
                                    ustalenia ostatecznego czym jest emocja.

                                    teoria, o kotrej mowie, nie jest dominujaca, jednak nie jest juz dzisiaj jakos
                                    strasznie kontrowersyjna i jakos katastrofalnie off the wall.

                                    Polecam tez ksiazke Wierzbickiej o emocjach i roznic miedzykultrowych miedzy
                                    nimi. ona to troche inna bajka niz czysty konstrukcjonizm, jednak bardzo dobrze
                                    pokazuje roznice na przyklad miedzy smutkiem, sadness i grust'.

                                    i na koniec, ja nie mam zadnych problemow z tym, zeby sobie mierzyc
                                    neuroprzekazniki do woli. mierzmy sobie je na potege. nazywanie jednak tych
                                    stanow fizjologicznych jest li tylko interpretacja. interpretacja na tyle, moge
                                    sie mylic, jednak chyba nie ma dzisiaj powaznej psychologicznej teorii emocji
                                    ktora oparta jest na fizjologii.
                                    • asteroida2 Re: Gdzie się rodzi świadomość 13.06.08, 21:48
                                      > i na koniec, ja nie mam zadnych problemow z tym, zeby sobie mierzyc
                                      > neuroprzekazniki do woli. mierzmy sobie je na potege. nazywanie
                                      > jednak tych stanow fizjologicznych jest li tylko interpretacja.
                                      > interpretacja na tyle, moge sie mylic, jednak chyba nie ma dzisiaj
                                      > powaznej psychologicznej teorii emocji ktora oparta jest na
                                      > fizjologii.

                                      Może dlatego że tak naprawdę nie ma _żadnej_ poważnej psychologicznej teorii emocji?

                                      Dywagacjami o tym jakie są różnice w znaczeniach różnych słów można się zajmować
                                      przez setki lat - i dokładnie nic z tego nie wyniknie. Właśnie dlatego masz 150
                                      teorii emocji i teraz kolejne pokolenia psychologów mogą marnować swoje kariery
                                      naukowe na produkowanie syntez i dekonstrukcji tych teorii. To jest kompletnie
                                      ślepa uliczka.

                                      Dopiero kiedy weźmiesz do ręki coś co możesz zmierzyć - wtedy możesz zrobić z
                                      tego naukę i oczekiwać jakiegoś postępu.
                                      • dalatata Re: Gdzie się rodzi świadomość 13.06.08, 21:58
                                        moze i nie ma.

                                        niespecjalnie wiem co to znaczy wziac emocje do reki. ale chyle glowe przed
                                        tymi, ktorzy potrafia wziac do reki bezsilnosc. gratuluje.
                                        • asteroida2 Re: Gdzie się rodzi świadomość 13.06.08, 22:15
                                          > niespecjalnie wiem co to znaczy wziac emocje do reki. ale chyle glowe
                                          > przed tymi, ktorzy potrafia wziac do reki bezsilnosc. gratuluje.

                                          No właśnie. Podejrzewam że ta niewiedza jest powszechna u psychologów - i może
                                          być przyczyną marnowania przez tę dziedzinę czasu na głupoty.

                                          Wziąć emocję do ręki, to mniej więcej jak wziąć atom do ręki. Ktoś kto tego nie
                                          widział może szydzić i twierdzić że to niemożliwe. A jednak zrobienie tego daje
                                          spore możliwości.

                                          Żeby zbadać w sposób naukowy emocje, trzeba zacząć metodą "od dołu". Zbadać
                                          mechanizmy fizjologiczne jakie wyzwalają się w człowieku w różnych sytuacjach, a
                                          _potem_ dopiero próbować je klasyfikować i sprawdzać czy istnieją już dla nich
                                          zwyczajowe nazwy. Robienie tego od końca (tak jak dzisiaj się to robi), powoduje
                                          kręcenie się w kółko. A potem pojawiają się opinie że to "niepoznawalna natura
                                          człowieka" jest winna.
                                          • dalatata Re: Gdzie się rodzi świadomość 13.06.08, 22:36
                                            ja nie jestem psychologiem.

                                            ale moge oddac: przerazajace jest przekonanie biologiow i fizjologow, ze to co
                                            robia to po prostu przezroczyste dochodzenie do prawdy. tak jakby Kant nigdy sie
                                            nie urodzil, a nauka byla wolna od jakichkowliek interpretacji. nie ma metody
                                            naukowej - w fizjologii jest tyko PRAWDA obiektywna.

                                            give me a break.
                                            • asteroida2 Re: Gdzie się rodzi świadomość 13.06.08, 22:46
                                              Rzecz w tym że żeby budować interpretacje, trzeba mieć wcześniej jakieś dane
                                              naukowe. Budowanie interpretacji na interpretacjach do niczego nie prowadzi.
                                              Jeśli zaczynamy badania psychologiczne od tego że sobie wymyślamy co
                                              statystyczny Amerykanin nazywa miłością - to dowiemy się czegoś o języku
                                              angielskim i niczego o psychologii.

                                              Metoda naukowa wbrew pozorom nie jest niczym złym. Tam gdzie tylko się da,
                                              należy ją stosować.

                                              • dalatata Re: Gdzie się rodzi świadomość 13.06.08, 22:59
                                                rozumiem ze interpretacje fizjologii maja programowa wiekszosc nad
                                                interpretacjami psychologii.

                                                i taki fizjolog mierzy i mu na spektrometrze wyskakuje: wku..ony na bufetowa.
                                                bo wlasnie taka emocje ja bym odczuwal. nie wkurzony, nie zagniewany. i wlasnie
                                                na bufetowa Kazimiere.
                                                • asteroida2 Re: Gdzie się rodzi świadomość 13.06.08, 23:17
                                                  > i taki fizjolog mierzy i mu na spektrometrze wyskakuje: wku..ony na
                                                  > bufetowa. bo wlasnie taka emocje ja bym odczuwal. nie wkurzony, nie
                                                  > zagniewany.

                                                  Wyjdzie mu "wku...ony", nie wkurzony i nie zagniewany.
                                                  Uważasz że to nie jest mierzalne? Czy po prostu mierzi Cię sprowadzenie emocji
                                                  do tak trywialnych spraw jak fizjologia?

                                                  > i wlasnie na bufetowa Kazimiere.

                                                  A to mu nie wyskoczy. Nie istnieje emocja "wk... na bufetową Kazimierę". Tym się
                                                  właśnie różni nauka od pustych dyskusji. Jeśli masz w swoich ankietach takie
                                                  pojęcia jak "bufetowa Kazimiera", to od razu wiesz że nie zajmujesz się nauką.
                                                  • dalatata Re: Gdzie się rodzi świadomość 14.06.08, 00:08
                                                    ngratuluje wiary. mnie zupelnie nie mierzi fizjologia. ja akurat inaczej widze
                                                    emocje i ich pochodzenie. i tyle.

                                                    i zupelnie nie rozumiem dlaczego nalezaloby przeczyc ze wku..enie na bufetowa
                                                    Kazimiere jest inna emocja od wku..enia na PRL, na ciocie, na glod w Afryce itd
                                                    itd. dla mnie to dosc oczywiste. co wiecej sa badania, ktore to potwierdzaja.

                                                    pan na razie poza opiniami nie potrafi pokazac jakichkowliek dowodow.
                                                  • asteroida2 Re: Gdzie się rodzi świadomość 14.06.08, 16:54
                                                    > ngratuluje wiary. mnie zupelnie nie mierzi fizjologia. ja akurat
                                                    > inaczej widze emocje i ich pochodzenie. i tyle.

                                                    To widzę. Sprawiasz wrażenie jakby nie interesowało Cię czy coś w ogóle istnieje
                                                    _naprawdę_ - a wyłącznie co różni badacze _sądzą_ na ten temat.

                                                    > i zupelnie nie rozumiem dlaczego nalezaloby przeczyc ze wku..enie
                                                    > na bufetowa Kazimiere jest inna emocja od wku..enia na PRL, na
                                                    > ciocie, na glod w Afryce itd itd. dla mnie to dosc oczywiste. co
                                                    > wiecej sa badania, ktore to potwierdzaja.

                                                    Tak? To mniej więcej tak jakbyś mówił że wiatr północno-wschodni jest czymś
                                                    innym niż zachodni, a jeszcze czymś innym jest południowy. I podpierał się
                                                    badaniami.

                                                    Nauka wymaga umiejętności znalezienia _abstrakcji_. Bez tego, możesz znaleźć
                                                    dowolnie wiele "typów wiatru", bo w końcu każdy wieje z troszeczkę innej strony.
                                                    Ciebie najwyraźniej nie interesują żadne podobieństwa, uważasz że do zrozumienia
                                                    istoty wiatru potrzeba jeszcze setek lat, ponieważ są go setki rodzajów. I
                                                    właśnie niedawno odkryto sto pierwszy.
                                    • petrucchio Re: Gdzie się rodzi świadomość 13.06.08, 22:07
                                      dalatata napisał:

                                      > ja oczywiscie akceptuje, ze to co mowisz, jest pewna teoria emocji. jednak,
                                      > prosze, no podawaj jej jako faktu, bo psychologia jest bardzo daleka od
                                      > ustalenia ostatecznego czym jest emocja.

                                      Może trochę inna analogia: widzenie barw. Znasz oczywiście historię hipotezy
                                      Berlina i Kaya dotyczącej "basic colour terms" w językach ludzkich. Nikt nie
                                      przeczy, że _nazywanie_ kolorów jest konwencją kulturową i że kiedy Polak mówi
                                      "czerwony" to jest to _mniej więcej_ ale niekoniecznie _dokładnie_ to samo, co
                                      kiedy Francuz mówi "rouge"
                                      • dalatata Re: Gdzie się rodzi świadomość 13.06.08, 22:20
                                        ok. wchodzimy w niuansowanie. jasne ze do tego zeby mowic o emocjach, potrzebny
                                        jest na mozg. i przyklad ktory podajesz jest jest swietny. potrzbujemy mogzu
                                        zeby widziec zielone. tyle juz w innych jezykach mogloby to byc slowo ktore jest
                                        na polski nieprzetlumaczalne. pamietam przyklad jezyka ktore rozszerzal spektrum
                                        niebieskiego na to co my nazywamy zielonym.

                                        co wiecej, z tego nie wynika ze emocje sa fizjologiczne. bo gdybysmy tak chcieli
                                        mowic, to za chwile sie okaze, ze to ze mowiac ojczyzna
                                        uruchamiamy pewna czesc mozgu, a co wiekszym patriotom adrenalina wali, okaze
                                        sie ze ojczyzna to tez neuroprzekazniki.

                                        i jeszcze raz. jest cala masa badan pokazujaca brak korelatow fizjologicznych
                                        emocji. jest masa badan pokazujacych ten sam korelat roznych emocji. jest masa
                                        badan pokazujaca kulturowosc emocji. gdyby emocje byly fizjologiczne, to emocje
                                        powinny byc uniwersalne. a nie sa.i to jest calkowicie niekontrowersyjne na
                                        gruncie psychologii.

                                        i na koniec.porwadzone sa tez badania nad bolem, ktore pokazuja, ze choc
                                        bezwzglednie fizjologiczny, potrafimy zadawac bol i usmierzac bol (niczego
                                        takiego nie potrafimy zrobic w wypadku emocji), coraz czesciej sie pojawiaja
                                        tezy o kulturowych komponentach bolu. bol czujemy inaczej (na poziomie
                                        fizjologiii) zaleznie od kultury z jakiej pochodzimy.a to to jest juz calkowita
                                        bomba i niezwykle ciekawa sprawa.
                                        • asteroida2 Re: Gdzie się rodzi świadomość 13.06.08, 22:32
                                          > to za chwile sie okaze, ze to ze mowiac ojczyzna
                                          > uruchamiamy pewna czesc mozgu, a co wiekszym patriotom adrenalina
                                          > wali, okaze sie ze ojczyzna to tez neuroprzekazniki.

                                          Ale mówiąc "ojczyzna" _naprawdę_ uruchamiamy pewną część mózgu (nawet kilka
                                          części). I co większym patriotom skacze adrenalina bo darzą ojczyznę uczuciem. A
                                          uczucie w zetknięciu z obiektem uczucia - wywołuje emocje.

                                          Co tu jest dziwnego albo niezrozumiałego?

                                          > i jeszcze raz. jest cala masa badan pokazujaca brak korelatow
                                          > fizjologicznych emocji. jest masa badan pokazujacych ten sam
                                          > korelat roznych emocji. jest masa badan pokazujaca kulturowosc
                                          > emocji. gdyby emocje byly fizjologiczne, to emocje powinny byc
                                          > uniwersalne. a nie sa.i to jest calkowicie niekontrowersyjne na
                                          > gruncie psychologii.

                                          Sorry, ale od czy badanie korelacji fizjologii z emocją przypadkiem nie zawiera
                                          w sobie elementu ankiety, w której badani mają _nazwać_ emocje które odczuwają?
                                          I na podstawie tego że różni ludzie swoje emocje nazywają różnie - jakie tak
                                          naprawdę wnioski jesteś w stanie wyprodukować?

                                          > potrafimy zadawac bol i usmierzac bol (niczego
                                          > takiego nie potrafimy zrobic w wypadku emocji)

                                          Nie wiem jak ty, ale ja nie mam problemów z wywoływaniem u ludzi radości,
                                          gniewu, smutku czy nawet strachu, jak się postaram.
                                          W jakim sensie więc "nie potrafimy"?
                                          • dalatata Re: Gdzie się rodzi świadomość 13.06.08, 22:45
                                            no to emocja to neuroprzekaznik. ojczyzna jest fizjologiczna. brawo. a laskawy
                                            pan jest na pewno genetycznym patriota.

                                            jeszce raz: prosze sobie poczytac o tym co mowie, nie chce mi sie opisywac calej
                                            masy badan.

                                            ale wezmy sobie owo, ble, nazywanie emocji: skad laskawy pan wie jakie to we
                                            mnie emocje sie dzieja, jelsi ja laskawemu panu nie powiem. no zmierzy pan mi
                                            poziom adrenaliny i co? gniew czy pozadanie? a moze strach? tak z ciekawosci
                                            pytam, skad wiemy co przezywa czlwoiek, jesli nie stad ze nam o tym powie.

                                            naprawde nie masz? udowodnij mi to. prosze wywolac u mnie gniew, smutek i
                                            radosc. najlepiej za jednym zamachem. bardzo prosze. daje slowo honoru ze
                                            powiem, jesli poczuje choc jedna z tych emocji.

                                            • asteroida2 Re: Gdzie się rodzi świadomość 13.06.08, 23:06
                                              Powinieneś cytować fragmenty wypowiedzi na które odpowiadasz, bo tak trudno się
                                              czasem domyśleć co się do czego odnosi.

                                              > no to emocja to neuroprzekaznik. ojczyzna jest fizjologiczna.
                                              > brawo. a laskawy pan jest na pewno genetycznym patriota.

                                              Sorry, ale to jest chyba przejaw złej woli. Bo ja pisze o jednym, a ty
                                              dyskutujesz z czymś zupełnie innym.
                                              Patriotyzm - uczucie. Pobudzenie przy meczu reprezentacji - emocja.
                                              Proste? Czy potrzebujesz więcej przykładów?

                                              > ale wezmy sobie owo, ble, nazywanie emocji: skad laskawy pan wie
                                              > jakie to we mnie emocje sie dzieja, jelsi ja laskawemu panu nie
                                              > powiem. no zmierzy pan mi poziom adrenaliny i co? gniew czy
                                              > pozadanie? a moze strach? tak z ciekawosci pytam, skad wiemy co
                                              > przezywa czlwoiek, jesli nie stad ze nam o tym powie.

                                              Ach, tu wreszcie do czegoś dochodzimy.
                                              Skąd wiemy z jakich atomów składają się różne związki chemiczne? Przecież nie
                                              możemy tych atomów zobaczyć.

                                              Ano wiemy stąd, że kiedyś te związki wydzieliliśmy, uzyskaliśmy w czystej
                                              postaci i sklasyfikowaliśmy, a potem z ich połączeń uzyskaliśmy związki o
                                              których mowa. To był żmudny proces, ale dzięki niemu przeszliśmy od alchemii do
                                              chemii. Psychologia jest teraz na etapie alchemii. Ale ty uważasz że w ogóle
                                              mówienie o atomach jest bez sensu, bo są zupełnie czymś innym niż związki. I
                                              zachwycasz się dyskusjami o tym jak w różnych językach nazywają się różne
                                              mieszaniny. To nie jest nauka.

                                              Żeby wiedzieć co przeżywa ten człowiek, musimy stworzyć bazę pojęciową (atomy).
                                              A najpierw musimy się zdecydować żeby w ogóle ich szukać.

                                              > naprawde nie masz? udowodnij mi to. prosze wywolac u mnie gniew,
                                              > smutek i radosc. najlepiej za jednym zamachem. bardzo prosze. daje
                                              > slowo honoru ze powiem, jesli poczuje choc jedna z tych emocji.

                                              Myślę że robisz sobie jaja. Bo jeśli choć raz zaśmiałeś się z czyjegoś dowcipu
                                              albo wkurzyłeś bo ktoś cię obraził, nie możesz poważnie twierdzić że nie
                                              potrafimy wywoływać emocji.
                                              • dalatata Re: Gdzie się rodzi świadomość 13.06.08, 23:16
                                                nie, pobudzenie nie jest emocja. pobudzenie to pobudzenie. chyba ze mi chcesz
                                                powiedziec, ze kazde pobudzenie to emocja?

                                                to prosze mi dac jakikowliek dowod na to, ze fizjologia potrafi pokazac ze ktos
                                                sie boi. konkretnie.

                                                nie, nie robie sobie jaj. jesli mi mowisz,ze potrafisz wywolac bez problemu
                                                smutek i radosc, tak jak bol. to ja prosze o dowod.

                                                ja mysle ze potrafimy wywolywac, ale to jest nieslychanie bardziej skomplikowane
                                                niz wywolywanie bolu. a o tym byla rozmowa.
                                                • asteroida2 Re: Gdzie się rodzi świadomość 13.06.08, 23:23
                                                  > nie, pobudzenie nie jest emocja. pobudzenie to pobudzenie. chyba ze
                                                  > mi chcesz powiedziec, ze kazde pobudzenie to emocja?

                                                  Właśnie chcę to powiedzieć. Każde pobudzenie to emocja. Istnieją też inne
                                                  emocje, nie związane z pobudzeniem (np. błogostan).

                                                  Ale to jest znów kwestia semantyki. Jeśli uważasz że emocje bez nazw nie są
                                                  emocjami to OK, najwyraźniej nie przekonam ciebie.
                                                  Zrozum, że ja nie twierdzę że twoje podchodzenie do emocji jest błędne. To jest
                                                  kwestia nazewnictwa. Twierdzę że takie podchodzenie do emocji jest puste, bo nie
                                                  da się z tego nic wywnioskować.

                                                  > nie, nie robie sobie jaj. jesli mi mowisz,ze potrafisz wywolac bez
                                                  > problemu smutek i radosc, tak jak bol. to ja prosze o dowod.

                                                  OK. Wywołaj u mnie ból, to ja wywołam w odpowiedzi twoją radość. Zacząłeś od
                                                  stwierdzenia że ból potrafimy wywoływać, a emocji nie. Bądź więc konsekwentny.

                                                  > ale to jest nieslychanie bardziej skomplikowane
                                                  > niz wywolywanie bolu. a o tym byla rozmowa.

                                                  Ale nic takiego wcześniej nie powiedziałeś. Jeśli mówisz że to bardziej
                                                  skomplikowane, to tu od razu przyznaję Ci rację.
                                                  • dalatata Re: Gdzie się rodzi świadomość 14.06.08, 00:13
                                                    kazde pobudzenie to emocja. to ciekawe. no to kawa powinna sie nazwac
                                                    pobudzaczem emocji. podobnie jak red bull. najwyrazniej jak biegam, to tez w
                                                    rzeczywistosci chodzi o emocje. choc ja nie jestem fizjologiem, mysle ze
                                                    szanowny pan nie ma o fizjologii zielonego pojecia.

                                                    nie potrafie wywolac bolu nie wywolujac zmiany fizjologicznej, a zatem
                                                    potrzebowalbym kontaktu fizycznego z panem. i wtedy bez zadengo problemu
                                                    wywolalbym bol.

                                                    problem polega na tym, ze nawet stojac przede mna, nie jest pan pewny czy
                                                    wowolalby pan u mnie jakiekowliek emocje. na tym wlasnie polega problem. to moze
                                                    pan bylby w stanie opisac jak by sie pan wzial do wywolania smutku u mnie.
                                                  • asteroida2 Re: Gdzie się rodzi świadomość 14.06.08, 16:50
                                                    > kazde pobudzenie to emocja. to ciekawe. no to kawa powinna sie
                                                    > nazwac pobudzaczem emocji. podobnie jak red bull. najwyrazniej jak
                                                    > biegam, to tez w rzeczywistosci chodzi o emocje.

                                                    Dokładnie tak. Widzę że zaczynasz łapać.

                                                    Teraz możesz też zrozumieć że uczucia stanowią odrębny poziom - i mieszanie
                                                    jednego z drugim jest głupotą. Nawet jeśli język naturalny to robi. Bo język
                                                    naturalny nie jest żadną wyrocznią. Gdyby był, do dzisiaj Słońce krążyłoby wokół
                                                    Ziemi.

                                                    Zrozum, że to czym się zajmujesz, to jest porównywanie co w jakich językach
                                                    nazywa się wiaterkiem, co wichrem a co podmuchem powietrza. I oczywiście możesz
                                                    znaleźć wiele analogii i różnic pomiędzy tym jaką siłę wiatru jak różni ludzi
                                                    nazywają. I możesz zachwycać się opracowaniami, udowadniającymi że angielski
                                                    hurricane to nie to samo co polski huragan. I możesz wyszukiwać badania które to
                                                    potwierdzają i przekonywać innych że to jest nietrywialny problem. Ale to w
                                                    żaden sposób nie przybliży cię do odkrycia aerodynamiki. Innymi słowy - tracisz
                                                    czas.
                                                  • dalatata Re: Gdzie się rodzi świadomość 14.06.08, 17:35
                                                    prosze wybaczyc, ale koncze te wymiane. stwierdzenie ze kazde pobudzenie jest
                                                    emocja jest po prostu bzdurne. i nie ma jakiejkolwiek teorii emocji, ktora by to
                                                    postulowala.

                                                    to jest forum Nauka, a nie forum Dowolne wynurzenia na tematy dowolne. i ja na
                                                    pewnym poziomie oderwania od nauki nie rozmawiam.





                                                    > > kazde pobudzenie to emocja. to ciekawe. no to kawa powinna sie
                                                    > > nazwac pobudzaczem emocji. podobnie jak red bull. najwyrazniej jak
                                                    > > biegam, to tez w rzeczywistosci chodzi o emocje.
                                                    >
                                                    > Dokładnie tak. Widzę że zaczynasz łapać.
                                        • petrucchio Re: Gdzie się rodzi świadomość 13.06.08, 22:43
                                          dalatata napisał:

                                          > gdyby emocje byly fizjologiczne, to emocje powinny byc uniwersalne.
                                          > a nie sa.i to jest calkowicie niekontrowersyjne na gruncie
                                          > psychologii.

                                          Naprawdę nie są? I naprawdę jest to całkowicie niekontrowersyjne? Od Darwina
                                          (biolog) do Damásio (neurobiolog) czy Ekmana (psycholog) mamy całą linię badaczy
                                          z różnych dyscyplin, którzy uważają, że podstawowe emocje _są_ uniwersalne i
                                          prezentują dość przekonujące argumenty na rzecz tego poglądu.

                                          Wiesz, że Arystoteles był w błędzie, jeśli chodzi o ludzki monopol na śmiech?
                                          Śmieją się nie tylko (uniwersalnie) ludzie i nie tylko małpy człekokształtne (co
                                          jest dziś faktem dość szeroko znanym), ale nawet psy i szczury. I robią to w
                                          podobnych (choć oczywiście nieidentycznych) celach społecznych, a podobnym
                                          objawom anatomicznym towarzyszą podobne objawy neurofizjologiczne (korelaty
                                          emocji). Wygląda na to, że z biologicznego punktu widzenia śmiech u różnych
                                          gatunków jest zjawiskiem homologicznym (czyli "tym samym" z historycznego, a nie
                                          tylko funkcjonalnego punktu widzenia). Można oczywiście twierdzić, że tylko
                                          ludzie śmieją się "naprawdę" i "świadomie", a u innych zwierząt jest to "tylko
                                          jakiś tam odruch", ale z takiego argumentu koń by się uśmiał.
                                          • dalatata Re: Gdzie się rodzi świadomość 13.06.08, 22:56
                                            Petrucchio, nie wiem o co mnie pytasz. o badania na ten temat.

                                            mniej wiecej 20+ lat temu zaczely sie pierwsze powazne badania na temat
                                            kulturowosci emocji. szczegolnie ksiazki Harrego, ale tez Lutz, Abu-Lughood,
                                            Stearns zrobily pierwsza powazna wyrwe w dominujacym przekonaniu o
                                            uniwersalnosci emocji. potem doszla wazna ksiazka Wierzbickiej.

                                            dzisiaj kulturowosc emocji jest akceptowana, choc oczywisice taki Ekman powie ze
                                            to ze Polacy nie maja slowa na enjoyment, nie znaczy ze go nie odczuwaja. a skad
                                            on to wie?

                                            smiech jest troche czym innym i juz nie dam rady ze smiechem sobie w tej
                                            potyczce radzic :-)

                                            i jeszcze o zwierzetach. mnie nie przeszkadza ze zwierzeta maja emocje. to
                                            raczej nie idzie o zwierzeta, idzie o jezyk, o kod. i jesli tak szympans ma
                                            jakis tam kod, moze miec emocje. a zatem sposob na symnboliczne opracowanie tego
                                            co mu sie we lbie miesza.

                                            • petrucchio Re: Gdzie się rodzi świadomość 13.06.08, 23:45
                                              dalatata napisał:

                                              > dzisiaj kulturowosc emocji jest akceptowana, choc oczywisice taki
                                              > Ekman powie ze to ze Polacy nie maja slowa na enjoyment, nie znaczy
                                              > ze go nie odczuwaja. a skad on to wie?

                                              A Anglicy odczuwają "enjoyment", czy tylko o nim mówią ;-) ?

                                              > i jeszcze o zwierzetach. mnie nie przeszkadza ze zwierzeta maja
                                              > emocje. to raczej nie idzie o zwierzeta, idzie o jezyk, o kod. i
                                              > jesli tak szympans ma jakis tam kod, moze miec emocje.

                                              Jeśli ma "kod" to może sygnalizować swoje emocje innym szympansom (i nie tylko
                                              szympansom, bo część tego kodu jest zrozumiała dla innych gatunków). Zaskoczenie
                                              albo radość szympansa objawia się niemal tak samo, jak u człowieka. Zresztą
                                              małpy, które nauczono komunikacji za pomocą ASL albo jakiegoś innego kodu
                                              symbolicznego i które rozumieją do paru tysięcy słów w języku ludzi, potrafią
                                              informować _wprost_ o swoich emocjach i przypisywać te same emocje innym istotom.
                                              • dalatata Re: Gdzie się rodzi świadomość 14.06.08, 00:24
                                                to jest falszywa analogia. Anglicy nauczyli sie reagowac na przerozne rzeczy,
                                                ktore sa kulturowo okreslane jako enjoyable, w sposob, ktory nazywaja
                                                enjoyment. i w tym sensie to odczuwaja. nie ma jednak czegos mierzalnego, ktore
                                                nazwalibysmy enjoyment.

                                                podobnie zreszta jest w wypadku hipotezy serotoninowej. poza hard-corowymi
                                                biologistami, psychiatrzy akceptuja, ze nie wiedza, czy to obnizenie poziomu
                                                serotoniny powoduje depresje, czy tez moze na odwrot.

                                                ja sie nie znam i nie chce udawac ze sie znam na emocjach u zwierzat. w teroii
                                                emocjii ktora mi jest bliska, emocja jest semiotyczna, to znaczy wynika ze
                                                spolecznej odpoweidzi na kulturowo uwarunkowane sytuacje. np. dzieci nie boja
                                                sie ciemnosci, dopiero z czasem zaczynaja, kiedy zaczaynaja slyszec cale masy
                                                opowiesci o ciemnosci. ja sie nie boje duchow, ani strzyg. sa ludzie ktorzy sie
                                                boja. w Nigerii slyszalem ze kijek starszego pana jednego to bylo juju. i moj
                                                znajomy bal sie tego juju panicznie wrecz.

                                                bardzo jednak watpie zeby byl szympans ktory sie boi juju, lub programu
                                                politycznego PIS.

                                                to jak sie boimy, czego sie boimy jest uwarunkowane kulturowo. jednak oczywiscie
                                                jestesmy gatunkiem z cialem i emocje ktore odczuwamy moga, choc zdecydowanie nie
                                                musza, sie przekladac na reakcje fizjologiczna. podobnie jest z tym co uwazamy
                                                za godne pozadania, wstertne itd itd.

                                                nawet owa milosc matyczna w badaniach wychodzi na bardziej problematyczna. w
                                                miejscach o wysokiej umieralnosci noworodkow wykazano ze matki byly znacznie
                                                mniej przywiazane do swoich dzieci niz w miejscach gdzie dzieci nie umieraly.
                                                • europitek Re: Gdzie się rodzi świadomość 18.06.08, 00:54
                                                  Cytat:
                                                  > nawet owa milosc matyczna w badaniach wychodzi na bardziej
                                                  > problematyczna. w miejscach o wysokiej umieralnosci noworodkow
                                                  > wykazano ze matki byly znacznie mniej przywiazane do swoich dzieci
                                                  > niz w miejscach gdzie dzieci nie umieraly.

                                                  Założę się, że w miejscach o wysokiej umieralności noworodków jest również wysoka płodność kobiet. A to, czego jest dużo jest mniej warte niż to, czego jest mało.
                                                  Zapewne powiesz teraz "a gdzie fizjologiczność emocji?". Podejrzewam, że ma się dobrze, podobnie jak kulturowość. To oczywiście tylko moja chorobliwa podejrzliwość, ale ... może z emocjami jest tak, że są one tej samej klasy zjawiskami co instynkty. Dlaczego nie miałby tu (emocje) działać analogiczny mechanizm - mam oczywiście na myśli istnienie składowej biologicznej i kulturowej. Takie wyjaśnienie ma też ten walor, że można przy jego pomocy powiedzieć, dlaczego takie same efekty fizjologiczne są związane z różnymi emocjami - "tryb" pracy mózgu włączony przez obecność takiej samej ilości tego samego neuroprzekażnika jest różnicowany przez kulturowy kontekst sytuacji, w której zostaje uruchomiony. Nie ma w tym nic niezwykłego. ponieważ te "tryby" też nie włączają się same z siebie, lecz pod wpływem konkretnych bodźców środowiskowych, które są przetwarzane przez układ nerwowy.
                                                  Takie podejście podoba mi się również dlatego, że pokazuje podobieństwa między etologią zwierząt i ludzi, a więc czyni zadość mojemu ulubionemu postulatowi filozoficznemu - materialnej jedności rzeczywistości.
                                                  Pomysł ten nie jest tylko próbą znalezienia "zgniłego kompromisu" między Tobą a Asteroidą2 - jestem jego "wyznawcą" od dłuższego czasu, gdyż ma on - dla mnie - sensowne uzasadnienie w sposobie pracy mózgu (znów ta informatyczność).

                                                  Podsumowując: dlaczego zachowania emocjonalne nie miałyby być podobne w swej istocie do instynktowych?
                                                  • dalatata Re: Gdzie się rodzi świadomość 19.06.08, 00:18
                                                    Europitku, alez ty jak mantre powtarzasz te fizjologicznosc emocji. jednak na
                                                    nia nie ma dowodu, nawet w badaniach fizjologicznych. i towrzysz ladna narracje
                                                    na temat, dlaczego rozne stany fizjologiczne moga byc zwiazane z roznymi
                                                    emocjami (nie wiem jak to tlumaczy fizjologicznosc emocji, ale skoro tak mowisz,
                                                    to pewnie tlumaczy). problem i tak zostaje, ze jest cala masa takich emocji,
                                                    ktorych nie potrafimy okreslic fizjologicznie.

                                                    ja co prawda badaniami emocji nie interesuje sie od jakichs 5 lat (bylem na
                                                    biezaco z tym wszystkim gdy pisalem ksiazke), jednak bardzo watpie, ze dokonano
                                                    tego wielkiego przelomu i nauczono sie oznaczac wszsytkie emocje. ale moze za
                                                    100 lat bedziemy potrafili (ja w to watpie, ale cholera wie).

                                                    o czym powiedzialem juz wczesniej. uczepiles sie tego jednego cytatu o milosci
                                                    matczynej, ktory pokazuje ze gdyby to byla fizjologia, milosc matki powinna byc
                                                    taka sama, a nie jest. a dlaczego? a dlatego ze wartosci w danycm spoleczenstwie
                                                    sa inne.

                                                    no nie dam ci reki do kompromisu w sprawie emocji, bo ja go nie widze. dlaczego
                                                    emocje to nie instynkt? a dlatego ze nie ma na to dowodow.

                                                    i na koniec, ja niespecjalnie widze co nam daje to, ze zobaczymy gniew w
                                                    kategoriach adrenaliny. zalozmy ze tak jest. no i co? co nam intelektualnie daje
                                                    to, ze tak kulturowo obarczone pkraktyki spoleczne zredukujemy do
                                                    neuroprzekaznika? ja tego nie widze, ale moze ja jestem slepy.

                                                    a moze sie bronie tez dlatego, ze takie myslenie jest niebezpieczne. bo to ono
                                                    powoduje, ze pscyhiatria stoi na lekach, co do ktorych nie ma wiekszych dowodow,
                                                    iz pomagaja bardziej niz placebo. no ale jak wszystko to mozg i neuro cos tam,
                                                    to walimy prozac, seroxat, albo, w psychozach, haloodpie.. pardon,
                                                    haloperidol.i choc psychoterapia (ktora byc moze rowniez dziala jak placebo, ale
                                                    nie ma skutkow ubocznych) dziala na podobnym poziomie, to nabadania
                                                    psychoterapii ida jakies male ochlapy od ochlapow, a na badania farmakoligczne
                                                    ida miliardy funtow. ale czemu nie, skoro wszystko to neuro cos tam.

                                                    i to jest ta druga strona tego, co mowisz. to jest druga storna, ktora ma bardzo
                                                    konkretne przelozenie na bardzo konkretne zycie bardzo konkretnych pacjentow.
                                                    Radykalne tycie, cukrzyca, pozne dyskinezy, laktacja w wypadku neuroleptykow, a
                                                    na przyklad samobojstwa w wypadku SSRI to sa wlasnie te konkretne knsekwencje
                                                    myslenia rowniez o emocjach w kategoriach czysto biologicznych.

                                                    no. wracam do konczenia artykulu.
                                                  • europitek Re: Gdzie się rodzi świadomość 19.06.08, 21:56
                                                    Nie przeczytałeś uważnie tego, co napisałem lub próbujesz "kombinować". Jedyne co mogłoby służyć uzasadnieniu Twoich stwierdzeń, to fakt, że żadnym emocjom nie towarzyszą żadne znaczące reakcje fizjologiczne. Takiego oświadczenia jednak złożyć nie możesz, ponieważ byłoby one niezgodne z prawdą - niektóre emocje są stowarzyszone z reakcjami fizjologicznymi, a inne pewnie nie. Istnienie emocji niezwiązanych z efektami fizjologicznymi nie świadczy o braku takich związków we wszystkich przypadkach. Co najwyżej, mówi o tym, że istnieją różne klasy emocji (tu zauważyć można dwie). I do stwierdzenia istnienia tych klas nie jest konieczne rozpoznanie i sklasyfikowanie wszystkich istniejących emocji. Co więcej, to ostatnie może być w ogóle niemożliwe, gdyż ciągle mogą powstawać nowe emocje (zwłaszcza te czysto kulturowe).

                                                    W kwestii "emocje a instynkty", to nie postuluję ich tożsamości, a tylko podleganie podobnemu (lub identycznemu) mechanizmowi ich ekspresji i chyba tak to napisałem. Z tego też powodu nie ma konieczności poszukiwania dowodów na ich identyczność. Być może ktoś spróbuje pójść tą drogą i wykaże, że podobieństwo jest większe niż strukturalne, ale to nie moja sprawa.

                                                    Cytat:
                                                    > i na koniec, ja niespecjalnie widze co nam daje to, ze zobaczymy
                                                    > gniew w kategoriach adrenaliny. zalozmy ze tak jest. no i co? co
                                                    > nam intelektualnie daje to, ze tak kulturowo obarczone pkraktyki
                                                    > spoleczne zredukujemy do neuroprzekaznika? ja tego nie widze, ale
                                                    > moze ja jestem slepy.

                                                    Daje nam to wiedzę o istocie zjawisk, które nas interesują, a ta jest bezcenna. Nawet jeśli jest bezużyteczna lub na taką wygląda. A praktyczną korzyścią może być utrudnienie manipulowania cudzymi emocjami przez wpływanie na stan neuroprzekaźników.
                                                    Poza tym znów stosujesz "kombinacyjne absolutyzowanie" pisząc o sprowadzaniu emocji wyłącznie do poziomu neuroprzekaźników, przecież ja tego nie ująłem w ten sposób. Przywołałem mechanizm zachowań instynktowych po to, by pokazać coś wręcz odwrotnego: nawet emocje związane z efektami fizjologicznymi zawierają elementy kulturowe. Przywołałem analogię do instynktów by pokazać, że występowanie nawet silnych reakcji fizjologicznych nie oznacza, że w sposób jednoznaczny determinują one zachowania związane z emocjami. Powiedziałbym, że fizjologia może ustawić określony stan (nazwałem to "tryb" pracy) układu nerwowego, ale nie stwierdziłem, że "produkuje" konkretne zachowanie organizmu. Procedur wykonawczych skojarzonych z tym stanem _trzeba_się_nauczyć_, trzeba je wypracować w czasie życia osobniczego lub przejąć od innych.
                                                    W tym modelu, co więcej, jest jeszcze jeden element częściowo "niefizjologiczny" - przetwarzanie bodźca wywołującego efekty fizjologiczne. Przetwarzanie to zależy nie tylko od czysto neurologicznych możliwości sprzętu, lecz również od życiowego doświadczenia jednostki. Jeśli mam się wkurzyć na kogoś, to najpierw muszę prawidłowo zinterpretować sytuację "jako wkurzającą", by ruszyła reakcja fizjologiczna. A po jej uruchomieniu muszę zrealizować procedury wykonawcze ją obsługujące, czyli muszę skąś wiedzieć, co mam zrobić, gdy zostałem wkurzony.
                                                    Masz tu tyle mniejsca do "kulturowych obarczeń" ile dusza zapragnie.

                                                    Cytat:
                                                    > a moze sie bronie tez dlatego, ze takie myslenie jest
                                                    > niebezpieczne. bo to ono powoduje, ze pscyhiatria stoi na lekach,
                                                    > co do ktorych nie ma wiekszych dowodow, iz pomagaja bardziej niz
                                                    > placebo. no ale jak wszystko to mozg i neuro cos tam,
                                                    > to walimy prozac, seroxat, albo, w psychozach, haloodpie.. pardon,
                                                    > haloperidol.i choc psychoterapia (ktora byc moze rowniez dziala
                                                    > jak placebo, ale nie ma skutkow ubocznych) dziala na podobnym
                                                    > poziomie (...)

                                                    W tym co ja zaproponowałem nie ma niebezpieczeństwa, o którym wspominasz, a wręcz odwrotnie, gdyż wymusza ono podejście kompleksowe - psychiatryczno-psychologiczne, lekowo-psychoterapeutyczne. Dla mnie jest jasne, że pozytywne efekty leczenia takich zaburzeń wymagają "ataku" z obu skrzydeł. Blokowanie efektów fizjologicznych powinno współgrać z przebudową wyuczonych zachowań do nich dowiązanych.

                                                    Masz, moim zdaniem, niewątpliwie rację zwracając uwagę na potęgę propagandy profarmakologicznej. Wyjaśnienie jest proste: leki można opatentować i czerpać duże korzyści materialne z ich sprzedaży. I jest to w sam raz zajęcie dla wielkich organizacji gospodarczych. Natomiast stosowanie metod niefarmakologicznych jest dla tych organizacji konkurencją, której nie da rady przejąć ze względu na charakter działań leczniczych.

                                                    I powtórzę jeszcze raz: w żadnym względzie nie sugeruję wyłącznie fizjologicznego podłoża emocji. Jeśli przeczytałeś to, co powyżej to nie powinieneś mieć w tym względzie żadnych wątpliwości.

                                                    Powodzenia w "twórczości". Może spróbujesz wierszem?
                                                  • dalatata Re: Gdzie się rodzi świadomość 20.06.08, 00:15
                                                    ja z kolei nie napisalem o towarzyszeniu, tylko fizjologicznosci emocji. nie mam
                                                    waptliwossci, ze sa takie emocje, w wypadku ktorych mozemy obserowowac rowniez
                                                    pewne stany fizjologiczne. nastepuje wspolwystepowanie. jednak podobnie gdy
                                                    biegamy, to obserwujemy podwyzszony puls. jednak podwyzszony puls nie jest
                                                    bieganiem, a bieganie podwyzszonym pulsem. w wypadku emcoji owo
                                                    wspolwystepowanie jest duzo mniej systematyczne i przewidywalnie niz w wypadku
                                                    emocji.
                                                    i niespecjalnie widze gdzie fakt wspowystepowania nas prowadzi.

                                                    skoro ja nie uwazam ze emocje istnieja i sa wyrazane jezykowo, nie moge sie
                                                    zgodzic na te instynkty.

                                                    erupitku, kombinacyjne absolutyzowanie mi sie bardzo podoba. nie wiedzialem ze
                                                    to robie, ale skoro mowisz, to pewnie tak robie. z ta dluzsza wypowiedzia nie
                                                    zgadzam sie i wlasciwie powienieem po raz kolejny poweidziec, ze zwyczajnie nie
                                                    ma dowodow na to, co mowisz.i wybacz, ze po raz kolejny nie bede pisac, dlaczego
                                                    model 'jezykowy' lepiej opisuje owe emocje, bo ja juz to pisalem wielokrotnie. i
                                                    jakos watpie, zebym tym razem cie przekonal.starasz sie zaklinac rzeczywistosc,
                                                    by dostosowac ja do swoich przekonan na temat emocji.

                                                    a co do podejscia lekowo terapeutycznego, to ja mysle, ze to co mowisz, oparte
                                                    jest na twoich opiniach i przekonaniach, troche mniej, wybacz, na faktach. w
                                                    odpowiedzi, na poczatek polecam: tiny.pl/kj6q

                                                    (pierwszy raz skrocilem url - jestem bardoz dumny z siebie.)

                                                    a tu jest jeden z rodzialow:

                                                    www.palgrave.com/PDFs/0230574319.Pdf
                                                  • europitek Re: Gdzie się rodzi świadomość 22.06.08, 23:58
                                                    Moja "fizjologiczność" była typową (dla mnie) zaczepką forumową, ale chyba z moich dalszych wypowiedzi wynika jasno co miałem na myśli.

                                                    Cytat:
                                                    > Nastepuje wspolwystepowanie. jednak podobnie gdy
                                                    > biegamy, to obserwujemy podwyzszony puls. jednak podwyzszony puls
                                                    > nie jest bieganiem, a bieganie podwyzszonym pulsem. w wypadku
                                                    > emcoji owo wspolwystepowanie jest duzo mniej systematyczne i
                                                    > przewidywalnie niz w wypadku emocji.
                                                    > i niespecjalnie widze gdzie fakt wspowystepowania nas prowadzi.

                                                    Korzystając z Twojego przykładu można, a nawet należy, pytać jaki jest charakter tego współwystępowania. Czy jest to związek przyczynowy, czy też może jego przeciwieństwo - losowe pojawianie sie zjawiska. W przypadku biegania mamy sytuację jasną: najpierw zaczynasz bieg, a potem pojawiają się efekty fizjologiczne. A jak jest w przypadku emocji - jakie jest następstwo czasowe zdarzeń? Czy przed pojawieniem się reakcji fizjologicznej deliwent potrafi powiedzieć, że odczuwa jakąś emocję? Czy sprawdzono korelację poziomu siły bodźca i reakcji fizjologicznej oraz występowania wcześniejszej interpretacji emocji?
                                                    Warto też zadać sobie pytanie skąd się efekty fizjoloficzne - niesystematyczne i nieregukarne - w ogóle biorą. Chyba mają jakąś przyczynę i warto jej poszukać?

                                                    Cytat:
                                                    > ... nie moge sie zgodzic na te instynkty.

                                                    Ponieważ nie chcesz dopuścić myśli, że przedstawiony Ci model nie jest sprzeczny z tym, co sam napisałeś o "językowości" emocji. Pierwszy etap tego modelu jest niefizjologiczny (w sensie, w jakiego tu używaliśmy) i ostatni oczywiście też nie. Co więcej, ten ostatni jest całkowicie wyuczony.
                                                    A co jeszcze więcej, to można na jego bazie próbować wyjaśnić, dlaczego efekty fizjologiczne bywają "losowe" lub nie bywają w ogóle. Skoro jednak jest on Ci tak wstrętny, to nie będę Cię dręczył jego roztrząsaniem.

                                                    Kwestia dowodów jest oczywista - nie ma ich, ponieważ jest to model teoretyczny, którego prawdziwości chyba nie próbowano sprawdzać. Jeśli się mylę i takie próby są Ci znane, to może podałbyś mi jakieś na nie namiary, ponieważ trochę mnie ten temat zaciekawił i chętnie przekonałbym się, gdzie może być "coś nie tak", o ile jest "nie tak".
                                                    Nie ma tu żadnego zaklinania z mojej strony, a jest jedynie przyrodzona dociekliwość i błogostan teoretyzowania.

                                                    Podlinkowane teksty przeczytam, ale nie teraz, bo muszę ochłonąć po karnych w meczu Hiszpania-Włochy. Z góry mogę natomiast powiedzieć, że oczywiście pomysł lekowo-terapeutyczny jest to czysta spekulacja i chętnie skonfrontuję ją z faktami.
                                                  • dalatata Re: Gdzie się rodzi świadomość 23.06.08, 00:26
                                                    mozna pytac i ja juz to kilkukrotnie mowilem, ze do tej pory psychologia emocji
                                                    ustalila jedynie wspolwystepowanie (nawet o rumiencu wstydu, do ktorego sie
                                                    rowniez odnioslem, nie mozna powiedziec w kategoriach przyczynowo skutkowych).
                                                    mowie teraz o fizjologii i 'emocji'.

                                                    pytania, ktore zadajesz sa oczywiscie sensowne i tak, to sa rzeczy sprawdzane i
                                                    walkowane. pozytywistyczna empiryczna psychologia emocji zyje z tychze pomiarow.
                                                    literatury na temat jest w cholere i ciut.

                                                    natomiast oczywiste jest ze jak cos nas przestraszy, no to nam sie adrenalina
                                                    wydziela. i tu jest zwiazek. czuje ze zaraz zostane zlapany za to 'przestraszy'
                                                    - pewnie moglem powiedziec, wywola reakcje ucieczkowa, instynkt samozachowawczy
                                                    cokwliek.

                                                    co do linkow, zagladnij do skrzynki pocztowej.

                                                    temat nie jest wstretny i mozemy to walkowac :-)



                                                  • europitek Re: Gdzie się rodzi świadomość 23.06.08, 18:54
                                                    Problem może też być w rozumieniu łańcucha zależności przyczynowo-skutkowych. Charakter tych zależności nie musi być "prosty" - jedna przyczyna, jeden skutek - lecz bardziej zagmatwany.
                                                    Analiza bodźca może w zależności od jego siły i charakteru prowadzić do reakcji fizjologicznej, ale (ze względu na kulturowe "naznaczenie" sposobu jego interpretacji) reakcja ta może być róznorodna lub nawet nie wystąpić. Podobnie, gdy już ona wystąpi, to też może być różnie odczytana (zinterpretowana). Taki "schemat" jest dość "płynny" i może dawać nieoczekiwane rezultaty.
                                                    Co do "przestrzaszy" to ja nie będę się czepiał, bo wiadomo o co chodzi, ale <instynkt samozachowawczy> lepiej zapomnieć, bowiem etologia bardzo go "nie lubi", jako nieistniejący poza językiem potocznym.

                                                    Myślę, że ze dwa dni potrwa zanim teksty przetrawię, bo trochę mnie przycisnął "real" ze swoimi idiotycznymi problemami. Poza tym od co najmniej 10 lat "katuję" wyłącznie teksty techniczne (i trochę biologii), więc teksty z innych dziedzin muszę czytać "ze zdwojoną czujnością", co przekłada się na tempo procesu. Ale lubię testować sprzęt i idee, więc i tak będę miał radochę.
                                                  • dalatata Re: Gdzie się rodzi świadomość 24.06.08, 00:03
                                                    ja nie mam problemu ze stwierdzeniami o skomplikowanym lancuchu przyczynowo
                                                    skutkowym. ja mam problem, natury teroetycznej glwonie, choc nie tylko, zwiazany
                                                    z przekladaniem go na biologicznosc emocji.

                                                    powodzenia :-)
                                • madcio Re: Gdzie się rodzi świadomość 14.06.08, 13:30
                                  > na tak zadane pytanie nie ma specjlanie odpowiedzi. co ma
                                  > odczuwanie zlosci do tego, czy istnieje jakas tam zlosc w srodku?
                                  Uh?... co poeta miał na myśli?

                                  > oczywiscie ze odczuwam zlosc, bo to jeden z kulturowych
                                  > repertuarow odpwoeidzi na przerozne sytuacje.
                                  Nie podałeś na to dowodu. Chyba że dla ciebie dowodem jest istnienie w języku
                                  słowa "złość", to ja wtedy, emmm, bardzo dziękuję i się wycofuję z rozmowy. :))

                                  > nie, w tym rozumieniu emocji, jednodniowe dziecko nie ma emocji.
                                  > reaguje na przerozne bodzce.
                                  Kiedy dziecko wedle ciebie zaczyna odczuwać emocje? W miarę nauki języka?

                                  > a co do polskich emocji, to zachecam do znalezenia odpowiednika
                                  > polskiej zlosci w strefie anglosaskiej.
                                  Że usciślę: twierdzisz, że anglicy nie odczuwają emocji zwanej "złość"?

                                  BTW: m'kay leoś, offtopicowy bełkot nikogo tu nie interesuje.
                                  • dalatata Re: Gdzie się rodzi świadomość 14.06.08, 15:57
                                    uwilebiam 'argumenty' typu: wycofuje sie z dyskusji. no to sie wycofuj, madciu
                                    i, z calym szacunkiem, nie zawracaj glowy.

                                    jesli rozmawiasz tylko wtedy gdy ktos sie zgadza z toba, a na dodatek nie
                                    narusza twoich opinii, ja nie mam z tym wiekszego problemu. ale nie przedstawiaj
                                    mnie jak jakiegos polkretyna, ktory mowi jakies niestworzone banialuki. bo, jak
                                    podejrzewam, to miedzy nami dwoma, to ja napisalem ksiazke (monografie badawcza,
                                    zeby sprecyzowac) o emocjach, a nie ty. to tak na marginesie.

                                    niespecjalnie wiem jaki dowod nalezy podac na istnienie zlosci, poza tym, ze
                                    ludzie mowia, ze sie zloszcza. jaki inny dowod bys chcial? bardzo watpie zeby
                                    inny istnial, ale chetnie poslucham.

                                    w ramach tej teorii dziecko zaczyna miec emocje (wole takie sformulowanie) w
                                    ramach akwizycji jezyka i socjalizacji. co nie znaczy ze nie reaguje na przyklad
                                    na bol, dyskomfort itd itd. ale nie, jednodniowe dziecko nie moze kochac, nie
                                    moze nienawidziec ani lubic. nie moze byc patriota i moze tez sie czuc winnym.

                                    a myslisz ze Anglicy odczuwaja zlosc? a na jakiej podstawie tak sadzisz, skoro
                                    nie dosc ze mowia na przyklad o anger, to na dodatek stosuja 'anger' w innych
                                    sytuacjach niz Polacy stostuja 'zlosc'. to jak, przepraszam, sprawdzic ze oni
                                    odczuwaja zlosc?

                                    ja przypominam, ze ja sie poruszam w pewnym modelu pojeciowym. potocznie
                                    oczywiscie wszyscy mowimy ze anglicy zloscza sie i jestesmy sie w stanie z tym
                                    porozumiec. podobnie jak porozumiewamy sie mowiac ze slonce zachodzi, jednak
                                    wiemy ze to nie slonce sie rusza wzgledem ziemi.

                                    • madcio Re: Gdzie się rodzi świadomość 16.06.08, 01:15
                                      > uwilebiam 'argumenty' typu: wycofuje sie z dyskusji.
                                      To był chwyt retoryczny, mówiący mniej więcej tyle co "uważam to za absurdalne"
                                      - ściślej za absurdalne uważam pogląd, który twierdzi, ze jedynym dowodem na
                                      istnienie emocji "złość" jest fakt, ze tak się ta emocja nazywa w pewnym języku.
                                      Całkiem przekonująco zresztą udawałeś złość w odpowiedzi. :)

                                      > niespecjalnie wiem jaki dowod nalezy podac na istnienie zlosci,
                                      > poza tym, ze ludzie mowia, ze sie zloszcza.
                                      Uznajesz tylko mowę? Nie istnieją żadne inne informacje, z których można byłoby
                                      ten stan odczytać, choćby "język ciała"?

                                      > w ramach tej teorii dziecko zaczyna miec emocje (wole takie
                                      > sformulowanie) w ramach akwizycji jezyka i socjalizacji.
                                      Widzę tu bardzo poważny problem z twoją teorią, związany z samym wykształceniem
                                      się języka jako takiego w toku historii gatunku ludzkiego. Nie widzę możliwości,
                                      która by pozwalała na najpierw powstanie pewnych pojęć w języku, opisujących
                                      emocje (rzecz jeszcze nieistniejącą), a POTEM dopiero miałyby te emocje
                                      rzeczywiście zaistnieć.

                                      > a myslisz ze Anglicy odczuwaja zlosc?
                                      Nie odpowiadaj pytaniem. Czy anglicy odczuwają złość, czy nie?

                                      > a na jakiej podstawie tak sadzisz, skoro nie dosc ze mowia na
                                      > przyklad o anger, to na dodatek stosuja 'anger' w innych
                                      > sytuacjach niz Polacy stostuja 'zlosc'.
                                      Dlaczego w ogóle jako przykładu użyłeś słowa "anger", skoro twierdzisz, że nie
                                      ma nic wspólnego z polskim "złość"?
                                      • dalatata Re: Gdzie się rodzi świadomość 16.06.08, 01:36
                                        nie znam badan, ktore by wskazywaly, ze emocje byly pierwsze, ze sa
                                        pre-jezykowe. glownie daltego ze wszelkie nagrania widoe z zcasow
                                        neandertalskich zginely w wielkim potopie.

                                        na jezyku ciala to ja sie troche nie znam, ale kiedys napisalem o tym tekst.otoz
                                        okazalo sie w badaniach moich i kolegi, ze te same twarze pewnego polityka
                                        uzyskiwaly diamterlanie rozne opisy emocjonalne w mediach. mowiac inaczej, jezyk
                                        ciala jest inherentnie ambiwalentny i o ile pamietam, to tylko usmiech jest
                                        rozpoznawany uniwersalnie w kulturze zachodniej (co nie znaczy ze usmiech nie
                                        moze byc udawany, a to komplikuje sprawe i wskazuje jedgo jezykowosc, czy tez,
                                        jesli wolisz, dyskursywnosc, a zatem 'nienaturalnosc'). nic innego nie jest.
                                        radzmy sobie dopiero gdy mamy niezykle jasny kontekst.

                                        uzylem 'anger' bo co milame uzyc? potocznie, a rowniez w psychologii zlosc
                                        tlumaczymy na anger. a jak mamy zbadac to, czy anglik odczuwa zlosc? no nie mam
                                        pojecia. mozna go zapytac co odczua i on powie: I am pissed off. tyle ze tego
                                        nie ma na kwestionariuszu i on musi wybrac.....anger. potem psycholog pyta
                                        polaka ktory mowi: wku..lem sie (mamnadzieje ze widac roznice w formie
                                        gramatycznej) a psycholog mowi, ale tegonie ma na kwetsionariuszu i trza wybrac
                                        zlosc.

                                        na to przychodzi fizjolog i mowi ze obu panom sie wydzielilo tyle samo tego
                                        samego, to znaczy ze oni odczuwaja to samo. a z jakiej paki? bo ja tego
                                        przeskoku nie rozumiem. co wiecej jest cala masa badan, ktore pokazuja ze ludzie
                                        ktorym sie wydziela tyle samo tego samego mowia ze odczuwala strach. i co wtedy?

                                        innymi slowy, okazuje sie ze te same korelaty fizjologiczne interpretowane sa
                                        przez ludzi przeroznie, zaleznie od kontekstu, kultury itd itd. no wiec ja nadal
                                        nie rozumiem, dlaczego mam przyjac ze jest jakas naturalnosc emocji.

                                        do tego jeszce nalezy dodac taki myk, ze w psychologii anglojezycznej, ktora
                                        absolutnie dominuje na siwecie, prowadzi sie badania uzywaja przymjiotnikow. no
                                        to mamy: angry. to sie z kolei tlumaczy na na polski jako, powiedzmy 'zly',
                                        zagniewany. a dlaczego nie nie zagniewana? albo zagniewani? czy zatem
                                        porownujemy to samo z tym samym? raczejnie. o ile pamietam byly badania ktore
                                        zamienily przymiotniki z rodzaju mieskiego na zenski i powychodzilo co innego.

                                        to anglik odczuwa zlosc czy nie? wedlug mnie nie. wedlug mnie anglik jest angry...

                                        ale dodamy jeszce to: badania nad emocjami opieraja sie na idei ze kazda emocja
                                        na swoja etykiete. a ma? otoz sa badania lingwistyczne ktore pokazuja ze tak nie
                                        jest. i nie tylko idzie o to ze ludzie mowie, nie potrafie opisac co czuje. ale
                                        o to ze emocje mozna 'robic' (bo ja bym tak sie wyrazil) forma gramatyczna. a
                                        jelsi tak by bylo, to to zupelnie rewolucjonizuje badania emocji. ale
                                        opdejrzewam ze Ekman sie tym za bardzo nie przejmnie. on ma swoje 9 emocji
                                        podstawowwych, ktore niedawno byly badanie w 40 roznych krajach :-) anger byl
                                        oddawany polskim gniew (zlosc sie nie zalapala bo musiala byc tylko jedna etykieta)
                                        • asteroida2 Re: Gdzie się rodzi świadomość 16.06.08, 07:41
                                          > ale dodamy jeszce to: badania nad emocjami opieraja sie na idei ze
                                          > kazda emocja ma swoja etykiete. a ma? otoz sa badania lingwistyczne
                                          > ktore pokazuja ze tak nie jest. i nie tylko idzie o to ze ludzie
                                          > mowie, nie potrafie opisac co czuje. ale o to ze emocje mozna
                                          > 'robic' (bo ja bym tak sie wyrazil) forma gramatyczna. a jelsi tak
                                          > by bylo, to to zupelnie rewolucjonizuje badania emocji

                                          Ano właśnie. Jeszcze trochę badań i okaże się że jednak emocje nie są
                                          definiowane przez język, tylko przez coś bardziej pierwotnego...
                                          • dalatata Re: Gdzie się rodzi świadomość 16.06.08, 15:54
                                            asteroido, pan moze to powtarzac jeszcze wiele razy. nie zmienia to faktu, ze
                                            nie ma dzisiaj badan emocji poza ich jezykowymi etykietami. innymi slowy, nie ma
                                            dzisiaj nikogo powaznego, kto powiedzialby, ze potrafi na podstawie zmian
                                            fizjologicznych w organizmie czlowieka okreslic jaka ten czlowiek emocje
                                            przezywa. co wiecej, nie ma nawet nikogo takiego, kto uznalby, ze to jest nawet
                                            teoretycznie mozliwe.

                                            dlatego wlasnie nie ma sensu prowadzic takiej rozmowy.i tyle.
                                        • madcio Re: Gdzie się rodzi świadomość 17.06.08, 17:33
                                          > nie znam badan, ktore by wskazywaly, ze emocje byly pierwsze, ze sa
                                          > pre-jezykowe.
                                          Nie chciałem od ciebie żadnych badań. Chcę, byś wyjaśnił mi drobny problem
                                          przyczynowo-skutkowy, który przejawia się w TWOJEJ teorii.

                                          > glownie daltego ze wszelkie nagrania widoe z zcasow
                                          > neandertalskich zginely w wielkim potopie.
                                          Zamiast ironizować, byś wyjaśnił, w jaki sposób jest możliwe najpierw powstanie
                                          w języku pojęć opisujących emocje, a potem same emocje. W końcu taka jest twoja
                                          teza, o ile dobrze zrozumiałem: że nie istnieją emocje, dopóki człowiek w miarę
                                          nauki języka (ta twoja "akwizycja jezyka i socjalizacja") nie pozna sposobu, w
                                          jaki można je przekazać. Dla mnie to mylenie przyczyny z skutkiem i stawianie
                                          sprawy na głowie nie tylko w przypadku pojedynczych jednostek (jak dziecko
                                          poznające świat), ale i w przypadku ogólnej historii języków gatunku homo sapiens.

                                          Homo sapiens nie miał od kogo uczyć się języka, nie socjalizował się w wielkiej
                                          szczęśliwej rodzinie wszlekich inteligentnych gatunków w galaktyce. Sam
                                          wykształcił metodę komunikacji opartą na modulowanych drganiach powietrza, zwaną
                                          językiem. Skąd się w języku wzięły opisy emocji, jeśli nie były one odczuwane
                                          przedtem?

                                          > (co nie znaczy ze usmiech nie moze byc udawany, a to komplikuje
                                          > sprawe i wskazuje jedgo jezykowosc, czy tez, jesli wolisz,
                                          > dyskursywnosc, a zatem 'nienaturalnosc')
                                          Ale się uczepiłeś tego uśmiechu. Wystarczy spojrzeć na noworodka, który sam, nie
                                          uczony przez nikogo, może się uśmiechać lub płakać i jest to wszędzie na świecie
                                          intepretowane w podobny sposób. Ale ja nie o tym: użyłem języka ciała jako
                                          przykładu komunikacji poza językiem - komunikacji, która może informować o
                                          stanie umysłu. Dobrowolność lub nie tej komunikacji nie ma nic do rzeczy -
                                          dorosły człowiek, który czuje ból, będzie odruchowo krzyczeć, i chyba nawet ty
                                          nie będziesz z tego powodu podważać prawdziwości tego odczucia i związanych z
                                          nim emocji.

                                          > to anglik odczuwa zlosc czy nie? wedlug mnie nie. wedlug mnie
                                          > anglik jest angry...
                                          Emocja nazwana "angry" jest wystarczająco podobna, by była tłumaczona jako
                                          "złość". Dla mnie to byłaby niezła podpowiedź co do prawdziwego stanu rzeczy.
                                          Twoja odpowiedź, że jest "angry", również to potwierdza.

                                          Owszem, są sytuacje, kiedy dane słowo określające emocje są używane w nieco
                                          innych sytuacjach, niż w innym języku, jednakże niczego to nie dowodzi: choćby
                                          przykład z "palcem" gdzieś indziej w tym wątku, który nie jest do końca to samo,
                                          co "finger" czy "digit". Różne słowa mogą być tłumaczone różnie w zależności od
                                          kontekstu, idiomów, zwyczajów w danym języku. Nie zmienia to natury rzeczy
                                          opisywanej przez ten język. Nie jest też tak, że ta sama rzecz ma jakieś
                                          tajemnicze wewnętrzne różnice, z powodu których zwie się różnymi wyrazami w
                                          różnych językach nie pokrywając się idealnie znaczeniowo.

                                          Nikt nie twierdzi, ze anglicy mają inną anatomię, niż polacy. A ty tak właśnie
                                          twierdzisz, tyle że w odniesieniu do emocji. Dla mnie to, niestety, kompletny
                                          absurd.
                                          • dalatata Re: Gdzie się rodzi świadomość 18.06.08, 00:06
                                            madciu, powtarzam sie cholera, ale dla ciebie to zrobie.
                                            w pytaniu jak powstaja najpierw pojecia, a potem emocje, ty zakladasz ze sa
                                            emocje poza jezykiem. ze jest cos takiego, co istnieje bez opisania, wiesz,
                                            zamkniemy oczy, wyjedziemy za granica, a to tam dalej siedzi. a zatem zakladasz
                                            ze jest jakies X, najprawdopodobniej fizjologiczne, ktore istnieje niezaleznie
                                            od jezyka.

                                            w tym co ja mowie, tak nie jest. ja mowie ze nie ma takiego czegos. i teraz
                                            dlaczego ja tak mowie.

                                            1. jest cala masa badan ktore pokazuja ze nie ma ktore mowia ze choc sa takie
                                            fizjologiczne X, ktore ludzie nazywaja gniew, zlosc, wstyd itd itd, to nie udalo
                                            sie jeszcze przyporzadkowac tychze X poszczegolnym emocjom. podobne X u roznych
                                            ludzi sa nazywane inaczej. lub te same etykiety maja rozne X. a zatem czy X to
                                            emocje?

                                            2. okazuje sie ze ludzie mowia o swoich emocjach, pomimo tego ze nie obserwujemy
                                            zadnego X. to gdzie sa te emocje?

                                            3. w roznych kulturach wystepuja rozne emocje i nie chodzi o roznice miedzy
                                            anger i gniew, ale chodzi o slowa ktore sa nierzetlumaczalne. gdyby to byla
                                            fizjologia i X, to powinnismy wszyscy plus minus odczuwac to samo i powinno sie
                                            to przekladac plus minus na takie same emocje.

                                            4. sa badania ktore pokazuja ze w roznych kulturach wystepuja rozne wersje tych
                                            samych emocji i w kontekstach w ktyrch oczekujemy podobienstwa, wystepuja
                                            roznice. na przyklad w spolecznosciach w ktorych jest wysoka smiertelnosc
                                            noworodkow, wystepuje 'inna' milosc do dziecka.

                                            do tego sa arguemtn o ktorych mowisz ponizej, dla mnie jest znaczace, ze uzywamy
                                            anger i gniew inaczej, bo w przeciwienstwie do palcow, my nie potrafimy tychze
                                            emocji pokazac. wiec jesli jezyk tylko nazywa, to co dokladnie nazywa? czyz to
                                            nie bylyby w rzeczywistosci inne emocje?

                                            ja oczywiscie rozumiem (widze to wsrod studentow), ze tego typu gadki sa trudne
                                            do zaakceptowania. bo nas wszystkich krew zalewa i robi sie tzw. cos. jednak dla
                                            mnie powyzsze powody sa wystarczajace do tego, by stwierdzic, ze nie ma emocji
                                            poza jezykiem i ze sa to w rzeczywistosci praktyki spoleczne. co nie znaczy ze
                                            nie koreluja one z roznymi stanami fizjologicznymi, ale to nie znaczy ze to sa
                                            emocje.

                                            choc sa problemy z tym co mowie. sa na przyklad badania pokazujace ze rumieniec
                                            wstydu wystepuje o jakis ulamek sekundy wczesniej niz czlowiek uswiadamia sobie
                                            ze sie wstydzi. jednak ja bym to widzial w kategoriach mozgu procesujacego
                                            informacje szybciej niz potrafimy ja eksplikowac.

                                            a skad sie wziely emocje, jesli nie byly odczuwane wczesniej? tu sa dwa
                                            problemy. czlowiek ma zdolnosc do tworzenia przeroznych rzeczy, ktorych moze nie
                                            byc. skad sie wzial jednorozec, jesli go wczesniej nie bylo? a drugie
                                            tlumaczenie: a bo ja wiem? nie wiemy jak powstal jezyk. i byloby to niezwykle
                                            ciekawe zobaczyc proces tworzenia jezyka emocji.

                                            i na koniec: anatomia nie ma nic wspolnego z emocjami. emocji nie mozna dotknac,
                                            zmierzyc i zobaczyc. analogia miedzy emocjonalnoscia angielska i ich anatomia
                                            jest falszywa.
                                            • madcio Re: Gdzie się rodzi świadomość 19.06.08, 19:15
                                              > najprawdopodobniej fizjologiczne,
                                              Nigdzie tego nie napisałem. Choć podejrzewam, że fizjologia dużą rolę odgrywa w
                                              emocjach, jednak nie jest wyłączną przyczyną emocji.

                                              > ktore istnieje niezaleznie od jezyka.
                                              Zgadza się, tak ja myślę. Język może mieć wpływ na odbiór czy wpływać na
                                              "tworzenie" emocji w pośredni sposób, ale nie wytworzy pojęcia emocji znikąd.

                                              > a skad sie wziely emocje, jesli nie byly odczuwane wczesniej?
                                              Nareszcie. Długo trwało.

                                              > tu sa dwa problemy. czlowiek ma zdolnosc do tworzenia przeroznych
                                              > rzeczy, ktorych moze nie byc. skad sie wzial jednorozec, jesli go
                                              > wczesniej nie bylo?
                                              He. Wiedziałem, że zastosujesz tę linię obrony. :) Jednorożec też nie wziął się
                                              znikąd. Praktycznie nic, co wymyśliła Ludzkość, nie wzięła się tak zupełnie z
                                              metaforycznego powierza. Zawsze było na podstawie albo obserwowanych zjawisk,
                                              albo na podstawie innych wymysłów.

                                              Natomiast "wymysł" ludzki zwany emocjami uważam za będący na bardzo niskim
                                              poziomie, tj. bezpośrednio na podstawie obserwowanych zjawisk. Oczywiście nie
                                              mówię tu o obserwacji poziomu jakiejś endorfiny czy co tam, takie rzeczy nie
                                              były znane setki tysięcy lat temu. :)

                                              > a drugie tlumaczenie: a bo ja wiem?
                                              A to wielce przekonujący argument...

                                              > i na koniec: anatomia nie ma nic wspolnego z emocjami.
                                              > emocji nie mozna dotknac, zmierzyc i zobaczyc.
                                              > analogia miedzy emocjonalnoscia angielska i ich anatomia
                                              > jest falszywa.
                                              Źle mnie zrozumiałeś - nie w tym miejscu była analogia. Nie porównuję anatomii
                                              do emocji, lecz to, jak język je traktuje. Rzeczy, które jesteśmy w stanie
                                              zweryfikować niezależnie (jak anatomia) również mają w różnych językach
                                              określenia, które niekoniecznie całkowicie się pokrywają znaczeniowo. Dlatego
                                              też różnice znaczeniowe w nazwach emocji w różnych językach nie możesz podawać
                                              jako dowodu na immamentną odmienność tych emocji.
                                              • dalatata Re: Gdzie się rodzi świadomość 19.06.08, 23:58
                                                Madciu, pomieszales te cytaty.

                                                mozesz jeszcze 130 razy powtorzyc, ze jezyk nie wytworzy pojecia emocji
                                                znikad.to jest argument falszywy. gdyby nie mozna bylo wytwarzac znikad, to
                                                ludzie by nie klamali, a klamia. ba wielu z nas uwaza ze religia nie ma
                                                odniesienia do rzeczywistosci: skad, Madciu, pojecia boga i wszsytkiego
                                                ponadnaturalnego?

                                                mam nadzieje ze widzisz, ze argument o pojeciu znikad jest przynajmniej
                                                problematyczny.

                                                i nic nie trwalo madciu, ja nie przejrzalem nagle i nie zobaczylem
                                                fizjologicznej strony emocji. glownie dlatego, ze nie ma na nia dowodu. ale ja
                                                akceptuje, ze ja moge mowic, ze nie ma dowodu, a ty mi bediesz mowic, ze ty
                                                czujesz. i to troche nie ma sensu nie?

                                                nie wiem czy 'a bo ja wiem' to jest przekonywajacy argument, jednak ja po prsotu
                                                nie wiem, jak powstalo slownictwo emocjonalne. i jesli ty wiesz, to wiesz duzo
                                                wiecej ode mnie i calej masy ludzi, ktorzy sie zajmuja jezykiem. i wprowadzasz
                                                tu elementy science fiction i ja chetnie poslucham o opowiesci o tym, jak
                                                powstawal jezyk. ja mysle ze przywiezli go nam Andorianie - od razu angielski z
                                                akcentem amerykanskim.

                                                juz tlumaczlem, dlaczego analogia z anatomia nie dziala. tlumaczylem tez,
                                                dlaczego nie ma sensu mowic o fizjologicznosci emocji, niestety nie odniosles
                                                sie do tego. a mnie sie troche nie chce prowadzic dyskusji typu: emocje sa
                                                fizjologiczne, bo ja tak mowie. Madciu, jesli jakosc twojego zycia obnizy sie
                                                przez emocje jezykowe, to miej sobie przekonanie o ich fizjologicznosci. ale,
                                                prosze, nie udawajmy, ze rozmawiamy o nauce, bo tak nie jest.
                                                • madcio Re: Gdzie się rodzi świadomość 22.06.08, 21:02
                                                  > gdyby nie mozna bylo wytwarzac znikad, to ludzie by nie klamali,
                                                  > a klamia.
                                                  Przykro mi, ale już o tym pisałem. Nawet kłamstwa nie biorą się znikąd. Zawsze
                                                  się kłamie na jakiejś podstawie, jako alternatywę wobec faktycznej rzeczywistości.

                                                  > ba wielu z nas uwaza ze religia nie ma odniesienia do
                                                  > rzeczywistosci: skad, Madciu, pojecia boga i wszsytkiego
                                                  > ponadnaturalnego?
                                                  Oj, to zupełnie inny, duży temat, którego w tym wątku nie chcę rozwijać (jeśli
                                                  koniecznie chcesz na ten temat dyskutować, załóż nowy temat na forum), ale
                                                  powiem w maksymalnym skrócie: uważam, że jest to zmyślenie spełniające pewne
                                                  ludzkie potrzeby. To zmyślenie też nie jest znikąd i można zaobserwować ewolucję
                                                  wierzeń oraz religii od najprostszych przejawów (obdarzającego pewnymi cechami
                                                  elementy środowiska spotykane w przyrodzie wokół człowieka) aż po dzisiejsze
                                                  koncepcje Boga. Same te pierwsze "boskie" lub "święte" cechy są jedynie
                                                  rozwinięciem i/lub ekstrapolacją cech faktycznie posiadanych przez człowieka lub
                                                  otoczenie.

                                                  > mam nadzieje ze widzisz, ze argument o pojeciu znikad jest
                                                  > przynajmniej problematyczny.
                                                  Nie jest, ponieważ, moim zdaniem, nie będziesz w stanie wykazać, że choć jedną
                                                  rzecz ludzkość wymyśliła dosłownie znikąd. Co oznacza, że wciąż musisz wyjaśnić,
                                                  dlaczego miałyby powstać emocje PO ukształtowaniu się w języku pojęć
                                                  odwoływujących się do tego, co jeszcze nie istnieje.

                                                  > juz tlumaczlem, dlaczego analogia z anatomia nie dziala.
                                                  Twierdzisz, ze nie można porównywać emocji z anatomią. Ale ja się z tym zgadzam.
                                                  Powtarzam: ja porównuję to, jak język traktuje anatomię i jak traktuje emocje.
                                                  Nie odniosłeś się do tego. Problemem jest dla ciebie, że język traktuje podobnie
                                                  anatomię jak emocje (czyli rozmywając znaczeniowo) - i nie wykręcisz się od tego.

                                                  > dlaczego nie ma sensu mowic o fizjologicznosci emocji, niestety
                                                  > nie odniosles sie do tego.
                                                  Nie odniosłem się, ponieważ nie twierdzę, że emocje to wyłącznie fizjologia.
                                                  Ponadto, chcę się skupić na problemie przyczynowo-skutkowym twojej teorii bez
                                                  zbaczania w dygresje.

                                                  > prosze, nie udawajmy, ze rozmawiamy o nauce, bo tak nie jest.
                                                  Zgadzam się. Twoja teza w mojej opinii ma poważny problem, który musisz wytłumaczyć.

                                                  Ja nie jestem znawcą i nie napisałem żadnej pracy na ten temat. Ty zaś
                                                  twierdzisz, ze tym się zajmujesz i pisałeś jakieś prace na ten temat. Zatem z
                                                  pewnością nie będziesz miał problemu z wyjaśnieniem wątpliwości laika, prawda? :>
                                                  • dalatata Re: Gdzie się rodzi świadomość 22.06.08, 23:02
                                                    ja nie wiem co to znaczy wymyslic znikad w takim razie. jesli klamstwo to nie
                                                    jest znikad, religia i jednorozce tudziez smoki. to ja nie wiem co to znaczy
                                                    znikad.

                                                    ja nie wiem tez co to znaczy, ze powstaly emocje po uksztaltowaniu sie pojec.
                                                    najprawdopodobniej, ludzie zaczeli nazywac pewne zachowania w pewien sposob. i z
                                                    czasem zaczeto przypisywac temu etykiety emocji. ale jak bylo 'naprawde' nikt
                                                    nie wie.

                                                    ja sie od niczego nie chce wykrecic. ja dalem wiele powodow, dla ktorych emocje
                                                    sa jezykowe. i ty sie rowniez do tego nie odnosisz.

                                                    ja juz rowniez tlumaczylem ze jezyk a anatomia, to co innego niz jezyk a emocje.
                                                    chocby dlatego, ze emocji nie widac. widac tylko pewne zachowania ludzi.
                                                    zachowania ktore musza zostac jakos zinterpretowane. no to interpretowane je za
                                                    pomoca emocji. dla mnie to dosc niekomplikowane (choc sam proces dochodzenia do
                                                    tego, jest oczywiscie niezwykle zlozony).

                                                    i tak naprawde to ja juz nie wiem co napisac, poza tym, co juz napisalem
                                                    wczesniej. mam naprawde wrazenie, ze mowimy obok siebie.

                                                    i na koniec, to nie jest 'moja' teoria (choc chcialbym, zeby byla). to jest
                                                    teoria dosc rozpowszechniona w naukach spolecznych, choc raczej nie psychologii
                                                    eksperymentalnej, ktora chetniej by zgodzila sie z toba.

                                                    i juz nie wiem co tlumaczyc.
                                                  • madcio Re: Gdzie się rodzi świadomość 26.06.08, 20:45
                                                    > ja nie wiem tez co to znaczy, ze powstaly emocje po uksztaltowaniu
                                                    > sie pojec. najprawdopodobniej, ludzie zaczeli nazywac pewne
                                                    > zachowania w pewien sposob.
                                                    I twierdzisz zarazem, że emocje nie były przyczyną tych zachowań? Naprawdę nie
                                                    widzisz, że kolejność jest tu postawiona na głowie?

                                                    > i na koniec, to nie jest 'moja' teoria (choc chcialbym, zeby
                                                    > byla).
                                                    "Twoja" w sensie, że ty ją propagujesz i za nią się opowiadasz.

                                                    > i juz nie wiem co tlumaczyc.
                                                    W takim razie EOT, gdyż dalsza dyskusja do niczego nie doprowadzi.
                            • europitek Re: Gdzie się rodzi świadomość 15.06.08, 23:50
                              Cytat:
                              > a co do obcych, dlaczego zakladasz w ogole ze ich emocje bede w
                              > jakikowliek sposob odpowiadaly naszym. jest cala masa literatruy
                              > pokazujaca kulturowosc emocji i kultury w ktorych wystepuja emocje
                              > niewystepujace u innych.
                              >
                              > ba, nie ma sensu nawet zakladac ze tacy obcy w ogole beda mieli
                              > jakiekolwiek emocje, wszak nawet samo pojecie jest obarczone
                              > ideologicznie.

                              Czy ja napisałem, że zakładam odpowiedniość emocji ludzi i obcych? Chyba pisałem tylko o tym, które miałyby być ważniejsze, bez zakładania czegokolwiek. Podobnie w przypadku psa i człowieka problem nie w tym czy są one sobie odpowiednie, tylko dlaczego ludzkie miałyby być ważniejsze.

                              Cytat:
                              > emocje sa bowiem zwiazane nierozerwalnie z kultura i jezykiem.
                              > inaczej nie mozna miec emocji, ktore nie sa kulturowo
                              > uwarunkowane, a potem wyrazane semiotycznie za pomoca kodow,
                              > ktorych uczymy sie w procesie socjalizacji.

                              I to jest "dowód" na to, że mój pies ma emocje. Po pierwsze, proces jego socjalizacji przebiegał wśród ludzi, w dokładnie w mojej rodzinie (wielopokoleniowej), a więc w kulturze, w której i ja wyrosłem. Po drugie, mój pies jest kumaty w kwestiach językowych, a ja w hauhau i merdaniu też nie jestem noga.
                              • dalatata Re: Gdzie się rodzi świadomość 16.06.08, 00:00
                                Europitku drogi, jesli piszesz o waznosci, to zakladasz po pierwsze ze maja, po
                                drugie, ze mozna jest zestawic ze soba. a ja mowie ze moze byc niezywle to
                                trudne, bo mozemy musiec porownywac emocje: milosc z emocja: kkajljcouez w
                                jezyku Andorian (niebiescy z malymi trabami zamiast uszu). i jak to zrobic? co
                                wiecej, co zrobimy, gdy andorski (my zawsze zakaldamy oczywiscie ze na planecie
                                jest jeden jezyk) nie ma odpowiednika slowa 'emocje' tylko ma slowa jrleu, lsoj
                                oraz jdluoil, ktore z kolei sa nieprzetlumaczalne na ludzki.

                                a co do psa. bardzo watpie zeby pies sie socjalizowal. to znaczy ona macha
                                ogonem, jak sadze, troche tak, jak mezczyzna ma erekcje. a zatem to nie jest akt
                                mowy, czy akt dyskursywny. choc my odczytujemy merdanie, podobnie jak erekcje,
                                to nie znaczy ze one sa aktem komunikacji, raczej, sa tylko nosnikiem informacji.
                                • europitek Re: Gdzie się rodzi świadomość 16.06.08, 01:07
                                  Ależ trudnośc porównań emocji nie ma tu nic do rzeczy, ponieważ chodziło mi tylko o to _czyje_ emocje (nie ważne jakie) _z_założenia_ miałyby być ważniejsze.

                                  Cytat:
                                  > a co do psa. bardzo watpie zeby pies sie socjalizowal.

                                  Ja nie wątpię. I to nie tylko w zakresie socjalizacji pierwotnej.

                                  Machanie ogonem raczej nadaje się do porównania z mimiką ludzkiej twarzy lub gestykulacją rąk.
                                  • dalatata Re: Gdzie się rodzi świadomość 16.06.08, 01:17
                                    OK.

                                    co do psa, to ja sie nie znam na tyle na etologii, zeby sie klocic. i ja nie
                                    wiem, na ile ty mowisz, bo wiesz, a na ile, bo przypuszczasz. jesli to pierwsze,
                                    to ja chce linka, jesli to drugie, to sobie razem poprzypuszczalismy. ;-)
                                    • europitek Re: Gdzie się rodzi świadomość 18.06.08, 01:51
                                      Cytat:
                                      > co do psa, to ja sie nie znam na tyle na etologii, zeby sie
                                      > klocic.

                                      Ja z kolei nie znam na etologii na tyle, by podać Ci żądanego linka. Poza tym jestem ostatnią osobą, od której można dostać linka do czegokolwiek, za wyjątkiem sytuacji, gdy ktoś mnie wkurzy, co w ciągu ostatniego roku zdarzyło się chyba tylko raz (Maynardd). I nie dlatego, że jestem złośliwy lub leniwy (choć to ostatnie to prawda), lecz szkoda mi moich osobistych zasobów na przechowywanie informacji o odsyłaczach do informacji.

                                      Mimo tego "mankamentu" myślę, że można w dość prosty sposób, samodzielnie stwierdzić czy psy podlegają socjalizacji. Do tego celu wystarczy definicja socjalizacji i "definicja" psa. Jeśli by jednak ich "przyłożenie" do siebie budziło jakieś wątpliwości, to można samodzielnie przeprowadzić eksperyment "hodowanie psa w domu od szczeniaka". Myślę, że to powinno ostatecznie rozwiać wszelkie wątpliwości co do "przypuszczalności" tego, co napisałem w poprzednim poście.
                                      Ja - podobnie jak Petrucchio - od urodzenia wychowywałem się z psami i dla mnie są to oczywiste oczywistości. A ich z zasady nie trzeba udowadniać.
                                      • dalatata Re: Gdzie się rodzi świadomość 19.06.08, 00:21
                                        a to co mowisz o psach to jest bardzo mila antropomorfizacja.jednak nie nalezy
                                        jej przekladac na fakty. moj sznaucer rowniez byl czlonkiem rodziny i rozumial
                                        'wszystko co sie do niego mowi'.....
                                        • europitek Re: Gdzie się rodzi świadomość 19.06.08, 15:47
                                          Cyat:
                                          > a to co mowisz o psach to jest bardzo mila antropomorfizacja.

                                          Aha, więc uważasz, że zwierzęta społeczne nie ulegają socjalizacji w warunkach naturalnych - to tylko antropomorfizacja nieprzekładalna na fakty. A może tylko uważasz, że socjalizacja psa może się odbyć jedynie w psiej społeczności?
                                          • dalatata Re: Gdzie się rodzi świadomość 19.06.08, 16:05
                                            nie, ja uwazam, ze nie ma wiekszego sensu rozszerzac slowa 'socjlizacja' na
                                            ksztaltowanie zachowan psa. w ten sposob, to mozna rowniez powiedziec, ze ptak
                                            przylatujacy do karmnika jest socjalizowany, nie mowiac juz o myszach w piwnicy,
                                            ktore wiedza ze pan Zdzisiu zostawia okruchy chleba na podlodze.
                                            • europitek Re: Gdzie się rodzi świadomość 19.06.08, 19:04
                                              Cytat:
                                              > nie, ja uwazam, ze nie ma wiekszego sensu rozszerzac slowa
                                              > 'socjalizacja' na ksztaltowanie zachowan psa.

                                              No, nie pomyślałem, że można _aż_ tak. Może jednak byłbyś w stanie wyjaśnić ten brak sensu? I mógłbyś, przy okazji, zaproponować jak mamy nazywać proces przyuczania się zwierząt do zasad współżycia obowiązujących w ich społecznościach.

                                              Odnośnie przykładów, które podałeś zapytam kąśliwie: czy plądrowanie mojego śmietnika przez "nurka śmietnikowego" jest elementem socjalizacji czy nie?
                                              • dalatata Re: Gdzie się rodzi świadomość 19.06.08, 23:45
                                                no wlasnie tym: przyuczanie psa do zycia w pewnych warunkach. przyuczamy tegoz
                                                psa nie za pomoca np. eksplikowania wartosci: nie puczscza sie bakow przy stole,
                                                kochanie; nie mlaskaj jak jesz; uklon sie pani.

                                                gdybysmy to chcieli zrobic z pieskiem, musielibysmy dzialac jedynie prostymi
                                                bodzcami: siad (ira lub nie) - naciskamy na zad; noga - przyciagamy smycza. i
                                                nagradzamy. nie tlumaczymy piesowi - mam nadzieje, europitku - Reskiu, chodz do
                                                pana, bo cie autko przejedzie - choc niewatpliwie wiele osob tak mowi, jednak to
                                                jest li tylko antropomorfizacja.

                                                • europitek Re: Gdzie się rodzi świadomość 22.06.08, 20:09
                                                  Operowanie wartościami ma sens, gdy "uczeń" może zrozumieć ich znaczenie, a czym bardzo pomaga mu nie tylko namowa, lecz również empiria. Ludzkie dziecko bez ćwiczeń praktycznych będzie też mieć duże kłopoty z właściwym zrozumieniem wartości i co najwyżej będzie można ich "uznanie" wymusić.

                                                  Zwierzęta, w tym pies, nie są bezmózgimi ślepakami, lecz podobnie do ludzie bacznie obserwują swoje otoczenie społaczne i potrafią z tego wyciagnąć pożyteczne wnioski. Potrafią dużo nauczyć się same, a jeszcze wiecej z umiejętną pomocą - nie tylko człowieka. Dużo zależy od tego w jaki sposób podejdziesz do procesu nauczania. Człowieka też można tresować, jak psa, a psa uczyć, jak człowieka.
                                                  Klasycznym przykładem tego problemu jest przykład szympansa potrafiącego używać języka ASL (emerykański język migowy) o imieniu Nim. Niejaki Terrace przeprowadził mu szereg "egzaminów" na okoliczność jego zdolności językowych dochodząc do wniosku, że nie jest "kumaty", a jego umiejętności to sprytne "zwykłe małpowanie". Dość dobrze i węzłowato opisał to R. Fouts w "Najbliżsi krewni" (Next of Kin).
                                                  Proces nauki musi być dostosowany do specyfiki ucznia (również człowieka). W przeciwnym wypadku jedynym skutecznym jego narzędziem będzie "dyscyplina", o czarodziejskim działaniu której wiem od dziadka - za czasów Franza Josefa była ważnym narzędziem (wraz z woźnym w komplecie) edukacji młodego pokolenia. Jeszcze w latach 60. XX. wieku lanie linijką po łapach, czy targanie za uszy było często spotykanym "argumentem" nauczyciela. Do stosowania bardziej wyrafinowanych metod trzeba mieć więcej czasu, chęci i umiejętności.

                                                  Na zakończenie jeszcze link, który chyba powinienem dać na początku, ale nie mogłem się powstrzymać, żeby nie poględzić.

                                                  www.nencki.gov.pl/ptetol/etologia.htm
                                                  Myślę, że jest tam parę rzeczy, które warto zauważyć (np. zakres etologii w jej współczesnym rozumieniu).
                                                  • dalatata Re: Gdzie się rodzi świadomość 22.06.08, 22:51
                                                    jasne ze dziecko najpierw nie rozumie i wymuszamy, a potem zaczyna rozumiec. z
                                                    psem najprawdopodobniej nie osiagniemy owego rozumienia.

                                                    europitku, my rozmawiamy o psach a nie szympansach. wiec, prosze, nie dawaj mi
                                                    przykladu szympansa w tejze dyskusji.

                                                    ja zupelnie nie kwestionuje ze pies na mozg. ja tylko mowie, ze pies nie moze
                                                    byc socjalizowany, miedzy innymi dlatego ze nie ma pojecia wartosci i
                                                    przeroznych innych. my w psie wymuszamy przerozne zachowania (klania sie Pawlow)
                                                    i niczego wiecej.

                                                    a co do strony, to ciesze sie, ze tam sie pisze o nieuprawnionym
                                                    antropomorfizmie. bo, tak nawiasemi mowiac, taka rozmowa jest mozliwa wlasnie
                                                    tylko o psie (z dosc oczywistych kulturowych powodow), choc najprawdopodobniej
                                                    tylko w Europie i innych krajach bogatych (w Afryce, zapewniam cie, gdy zaczyna
                                                    sie glod, psy ida pod noz), bo nas stac na takie fanaberie jak rozmowa z psem.

                                                    jednak juz o krowach, prosietach, owieczkach i kozach nie rozmawiamy w ten
                                                    sposob, glwonie dlatego ze je jemy. to taka przewrotnosc ludzkich wartosci.
                                                  • europitek Re: Gdzie się rodzi świadomość 23.06.08, 01:26
                                                    Cytat:
                                                    > europitku, my rozmawiamy o psach a nie szympansach. wiec, prosze,
                                                    > nie dawaj mi przykladu szympansa w tejze dyskusji.

                                                    OK. Ale nie rozmawiajmy też o "krowach, prosiętach, owieczkach i kozach". Chociaż ja mógłbym, gdyż części z nich nie jadam w ogóle, a inne bardzo sporadycznie. Zresztą nawet gdybym jadał, to nie robiłoby mi to różnicy - taki "zboczek" jestem.

                                                    Cytat:
                                                    > my w psie wymuszamy przerozne zachowania (klania sie Pawlow)
                                                    > i niczego wiecej.

                                                    Jego ukłony nic nie pomogą, ponieważ szybko wychodzi "z mody". Ja wychowałem kilkanaście psów i kilka kotów i mogę powiedzieć, że w przypadku części z nich "wymuszania" było tyle "co kot napłakał". I dodam, że ta właśnie część wykazywała się znacznie lepszym zrozumieniem otoczenia, w którym przyszło im żyć. Zwierzęta musztrowane lub egzaminowane w nienaturalnych dla nich warunkach wykazują się niższymi efektami w dziedzinie "pracy umysłowej" i przykład z szympansem (krytyka "badań" Terrace'a) miał slużyć ukazaniu tego. Z psami jest podobnie, chcesz mieć głupka, to go tresuj, warunkuj i wymuszaj. Ale potem zrób mu "test lustra" i nie bądź zawiedziony, jeśli go nie przejdzie. Dla porównania mój obecny podopieczny rozpoznał również lustrzane odbicie innej osoby i zajęło mu to niecałe 2 (słownie: dwie) sekundy od momentu zauważenia odbicia w szybie okna (wyjętego z ram i opartego o szafę) do zgłoszenia tego osobie rozpoznanej w odbicia. I dla usunięcia wszelkich wątpliwości: sytuacja była przypadkowa, a jego działania spontaniczne.

                                                    W kwestii <nieuprawnionego antropomorfizmu> to byłem pewien, że tak zareagujesz, a przejdziesz obok zakresu badań etologii w dzisiejszym wydaniu. Nie będą tego wałkował (np. co to znaczy "nieuprawniony"), lecz przejdę do sedna spraw związanych z socjalizacją.
                                                    Jeśli uważasz, że pies nie może być socjalizowany, to wyjaśnij mi, jak należy traktować społeczne zachowania psowatych na wolności. Ktoś tresuje wilki, likaony czy dingo? A może mają one te wszystkie zachowania wyspecyfikowane w genach?
                                                    Oczywiście możesz domagać się zarezerwowania terminu <socjalizacja> wyłącznie dla ludzi, ale to tylko zabieg formalny, który niczego nie zmieni w istocie sprawy. I jeśli masz zamiar wybrać tą ostanią możliwość, to rzuć okiem na aktualny zakres zainteresowań etologii.
                                                  • dalatata Re: Gdzie się rodzi świadomość 23.06.08, 23:59
                                                    nie rozmawiamy o krowach i prosietach, jednak, przyznasz, ze nieco blizej im do
                                                    psa niz do szympansa. wiec moje przyklady nie sa tak zupelnie nie na miejscu.

                                                    wybacz, ale test lustra niespecjalnie mnie przekonuje i nie przyszloby mi do
                                                    glowy robic psu taki test. szczegolnie ze nie mam pojecia co mailby ten test
                                                    pokazywac. ja wiem, ze niby samoswiadosc....ostatnio slon tak sie traba mazial.
                                                    no nic, ja bym testu jutra nie robil psu, ale kazdy ma swoje kolko zainteresowan.

                                                    a ja bylem pewny ze byles pewny ze tak zareaguje.

                                                    europtiku, ja nawet nie bede rozwazal mozliwosci ze socjalizacja u psow i innych
                                                    psowatych, ma cos wspolnego z socjalizacja u ludzi. i nie dlatego ze jeste
                                                    bezceremonioalny ludzista, tylko dlatego, ze to tak na chlopski rozum co innego
                                                    (wiesz, miedzy innymi, te wartosci).

                                                    to czy bedziemy to nazywac socjalizacja w obu wypadkach, nie ma najmniejszego
                                                    znaczenia. choc funkcjonalnie te procesy sa podobne, to jakosciowo one sa
                                                    zupelnie inne.

                                                    Europitku, za pare dni wyjezdzam na tydzien do Kapsztadu, znikne wiec za chwile,
                                                    ale jak wroce (na tydzien), to bede kontynuowal.
                          • facet123 Re: Gdzie się rodzi świadomość 16.06.08, 09:23
                            > Dlaczego mielibyśmy się zgodzić? Dlatego, że zwierzęta "są głupsze"
                            > lub kierują się zasadami _nam_ niemiłymi?

                            Żeby w ogóle do czegokolwiek dojść trzeba zdefiniować kryterium przyznawania
                            statusu moralnego. Obawiam się, że nie ma tutaj do czego się odnieść i trzeba to
                            zrobić arbitralnie.
                            Ja proponuję powiązać status moralny z poziomem świadomości i odczuwania,
                            ponieważ świadome odczuwanie to to co uważam za wartościowe dobro. Wobec takiego
                            kryterium pragnienia zwierzęcia są "mniej ważne" niż pragnienia człowieka,
                            ponieważ jest ich "jakby mniej". Zauważ, że nieświadomie to kryterium stosujemy
                            również gdy stawiamy pragnienia dziecka poniżej pragnień dorosłego i zakazujemy
                            dziecku różnych rzeczy, gdzie dorosły miałby prawo postąpić w identycznej
                            sytuacji wedle własnej woli.

                            Istnieją też inne koncepcje statusu moralnego - np. funkcjonujące w buddyzmie
                            koncepcje, że wszystkie żywe istoty są równouprawnione. Niektórzy mnisi tam
                            filtrują wodę, aby nie zabijać drobnoustrojów w niej bytujących.

                            > Czy pragnienia właściciela nie wolników były ważniejsze od pragnień
                            > samych niewolników?

                            Zły przykład - właściciel i niewolnik mają dokładnie taki sam poziom
                            świadomości/odczuwania.

                            > A jak byś zinterpretował pragnienia jakichś "obcych", którzy
                            > przybyliby na wycieczkę na Ziemię?

                            Ciekawy problem. Jeżeli byli by oni na takim samym poziomie
                            świadomości/odczuwania jak my to pewnie obie strony natychmiast uznały by się za
                            równoprawne. Gdyby oni byli w stosunku do nas tak bardzo rozwinięci, że patrzyli
                            by na nas tak jak my patrzymy na zwierzęta w ich naturalnym środowisku, to tak
                            naprawdę ich decyzja była by ważna, a nie nasza. Natomiast gdybyśmy my kiedyś
                            znaleźli obce formy życia będące w stosunku do nas jak my w tej chwili dla
                            zwierząt, to problem byłby taki sam jaki obecnie mamy w stosunku do zwierząt.
                            • europitek Re: Gdzie się rodzi świadomość 18.06.08, 03:19
                              Cytat:
                              > Gdyby oni byli w stosunku do nas tak bardzo rozwinięci, że
                              > patrzyliby na nas tak jak my patrzymy na zwierzęta w ich
                              > naturalnym środowisku, to tak naprawdę ich decyzja byłaby ważna,
                              > a nie nasza.

                              To z ich strony, a jak wyglądałoby to Twoim zdaniem z naszej?

                              Cytat:
                              > > Czy pragnienia właściciela nie wolników były ważniejsze od
                              > > pragnień samych niewolników?
                              >
                              > Zły przykład - właściciel i niewolnik mają dokładnie taki sam
                              > poziom świadomości/odczuwania

                              A skąd to wiesz? Założyłeś, że wszyscy ludzie mają taki sam "poziom świadomości/odczuwania"? To coś przyrodzonego, czy jak?

                              Cytat:
                              > Żeby w ogóle do czegokolwiek dojść trzeba zdefiniować kryterium
                              > przyznawania statusu moralnego.(...)
                              > Istnieją też inne koncepcje statusu moralnego - np. funkcjonujące
                              > w buddyzmie koncepcje, że wszystkie żywe istoty są równouprawnione.

                              Równy status dla wszystkich to w istocie brak statusu. można się wiec bez niego obejść.

                              Cytat:
                              > świadome odczuwanie to to co uważam za wartościowe dobro

                              Z tym będzie kłopot, ponieważ "wartosćiowe dobro" to pojęcia bardzo nieokreślone i dla różnych ludzi (i nieludzi) może znaczyć co innego, w sensie różnego kwalifikowania konkretnych "dóbr" jako "wartościowych". Już bardziej wolę brak statusu moralnego.

                              Mnożenie kontr nie oznacza, że się z niczym nie zgadzam, ale pomaga to w dookreśleniu wielu spraw.
                              • facet123 Re: Gdzie się rodzi świadomość 18.06.08, 09:32
                                > > Gdyby oni byli w stosunku do nas tak bardzo rozwinięci, że
                                > > patrzyliby na nas tak jak my patrzymy na zwierzęta w ich
                                > > naturalnym środowisku, to tak naprawdę ich decyzja byłaby ważna,
                                > > a nie nasza.
                                >
                                > To z ich strony, a jak wyglądałoby to Twoim zdaniem z naszej?

                                Z naszej wyglądało by to tak, że albo byśmy nic nie zauważyli, albo byśmy
                                przestali istnieć tak szybko, że i tak byśmy nic nie zauważyli:)

                                Inna sprawa, że nie sądzę aby tak rozwinięta cywilizacja miała jakikolwiek
                                interes w działaniu na naszą szkodę.

                                > A skąd to wiesz? Założyłeś, że wszyscy ludzie mają taki sam "poziom
                                > świadomości /odczuwania"? To coś przyrodzonego, czy jak?

                                To coś związanego z budową anatomiczną mózgu (zdefiniowaną przez genom).
                                Oczywiście mogą tu występować pewnie różnice między osobnikami, ale są to
                                różnice o wiele mniejszego rzędu niż między gatunkami.

                                > Z tym będzie kłopot, ponieważ "wartosćiowe dobro" to pojęcia bardzo
                                > nieokreślone i dla różnych ludzi (i nieludzi) może znaczyć co
                                > innego, w sensie różnego kwa lifikowania konkretnych "dóbr" jako
                                > "wartościowych

                                Oczywiście, że "wartościowe dobro" to tutaj termin czysto umowny. Cała etyka ma
                                w zasadzie wartość umowną, bo nie sposób dowieść jakiejkolwiek tezy etycznej w
                                sposób w jaki dowodzi się twierdzenia matematycznego, albo prawa fizyki. Żeby
                                taką teorię etyki (umowę) sformułować musimy zdefiniować pewne dobra, co do
                                których strony umowy zgodzą się, że będą je chronić. Dokładnie tak samo jak w
                                przypadku umów handlowych w dzisiejszym świecie zawsze strony zgadzają się, że
                                uznają wartość pieniądza, mimo, że obiektywnie pieniądze to tylko takie
                                papierki, albo liczby w komputerze.

                                Ja jedynie proponuję pewne kryterium tego co w ramach teorii etycznej mielibyśmy
                                uważać za dobro. Twierdzę, że takie kryterium (świadomość, odczuwanie) jest
                                zgodne z intuicjami które posiada każdy człowiek, wynikającymi z empatii i
                                potrzeb psychologicznych (dopóki nie zostanie zindoktrynowany jakąś chorą
                                ideologią), oraz ma pewne racjonalne, utylitarne walory - zapewnia
                                bezpieczeństwo, nie interferuje z większością dążeń do samorealizacji.

                                > Równy status dla wszystkich to w istocie brak statusu. można się
                                > wiec bez niego obejść.(...)
                                > Już bardziej wolę brak statusu moralnego.

                                Gdy tylko mówimy, że coś jest dobre, a coś jest złe, to automatycznie
                                definiujemy jakiś status moralny - coś jest złe dla kogoś, ktoś zrobił coś
                                złego. Po za tym równy status wszystkich istot żywych (dość nierealna koncepcja)
                                to nie to samo co brak statusu - teoretycznie przedmioty nieożywione też mogły
                                by mieć status moralny (wedle mocno udziwnionych koncepcji etycznych tak właśnie
                                jest) - góry, kamienie, planety, albo ekosystemy.

                                > Mnożenie kontr nie oznacza, że się z niczym nie zgadzam, ale pomaga
                                > to w dookreśleniu wielu spraw

                                Dokładnie. Dookreśliłem właśnie kilka pojęć. Swoją drogą nie wyważajmy tutaj
                                otwartych drzwi. Filozofia etyki to dziedzina w której w ostatnich
                                dziesięcioleciach pojawiło się wiele ciekawych koncepcji oraz pomysłów na
                                metodologię samej etyki. Peter Singer to przykład bardzo mądrego moim zdaniem
                                filozofa zajmującego się tą tematyką.
                                • europitek Re: Gdzie się rodzi świadomość 22.06.08, 16:06
                                  Cytat:
                                  > Z naszej wyglądało by to tak, że albo byśmy nic nie zauważyli,
                                  > albo byśmy przestali istnieć tak szybko, że i tak byśmy nic nie
                                  > zauważyli:)

                                  A więc sądzisz, że zwierzęta "nic nie zauważają" poczynań ludzi? Zwłaszcza w stosunku do tychże zwierząt?
                                  Eksperymentalnie stwierdzono, że np. kapucynki potrafią ocenić sprawiedliwość podziału dóbr oferowanych różnym osobnikom przez ludzi.

                                  Cytat:
                                  > > A skąd to wiesz? Założyłeś, że wszyscy ludzie mają taki sam
                                  > > "poziom świadomości /odczuwania"? To coś przyrodzonego, czy jak?
                                  >
                                  > To coś związanego z budową anatomiczną mózgu (zdefiniowaną przez
                                  > genom). Oczywiście mogą tu występować pewnie różnice między
                                  > osobnikami, ale są to różnice o wiele mniejszego rzędu niż między
                                  > gatunkami.

                                  Przypisywanie genom (za pośrednictwem budowy mózgu) takiej "absolutnej" roli jest, moim zdaniem, mocno "na wyrost". Można na to odpowiedzieć równie ogólnym stwierdzeniem, że sprzętowo różne przetworniki informacji mogą produkować bardzo podobne (lub identyczne) rozwiązania tych samych problemów. Trzeba by więc ten "aksjomat" jakoś podeprzeć dodatkowymi argumentami. Tym bardziej, że istniały i istnieją gatunki, których średnia odległość od naszej średniej świadomości/odczuwania może być mniejsza niż rozpiętość tego wskaźnika wśród ludzi. Ludzie bardziej zakładają, że jest, jak piszesz, niż mają na to twarde dowody.

                                  Cytat:
                                  > Po za tym równy status wszystkich istot żywych (dość nierealna
                                  > koncepcja to nie to samo co brak statusu

                                  Dla mnie, powszechnie równy status, to brak statusu, ponieważ nie istnieje żaden punkt odniesienia, żadne zróżnocowanie, które pozwalałoby mówić o statusie w ogóle. <Status> jest pojęciem z natury swej wymagającym zróżnicowania cechy, ze względu na któą chcemy określac względny stan obiektu.
                                  Podobnie w przypadku, gdyby wszystkie liczności wszystkich właściwości obiektów i relacji w nzaszym środowisku były równe "1", to niemożliwa byłaby matematyka.

                                  Cytat:
                                  > teoretycznie przedmioty nieożywione też mogły by mieć status
                                  > moralny (wedle mocno udziwnionych koncepcji etycznych tak właśnie
                                  > jest) - góry, kamienie, planety, albo ekosystemy.

                                  Może i są udziwnione, ale można sobie wyobrazić (i robiono to już dość dawno, poświęcając temu sporo papieru - chyba Lem i Bradburry) obiekty nieorganiczne, posiadające takie możliwości przetwarzania informacji, że te koncepcje nie muszą być aż tak baaardzo udziwnione.

                                  Cytat:
                                  > zdefiniować pewne dobra, co do których strony umowy zgodzą się,
                                  > że będą je chronić.

                                  No właśnie. Nie tylko ludzie mogą definiować "wartościowe dobra" i umawiać się co do ich ochrony.

                                  • facet123 Re: Gdzie się rodzi świadomość 26.06.08, 10:19
                                    > A więc sądzisz, że zwierzęta "nic nie zauważają" poczynań ludzi?
                                    > Zwłaszcza w stosunku do tychże zwierząt?

                                    Zauważają, ale raczej nie łączą ich z poczynaniami istot podobnych do nich
                                    samych, ani nie rozpatrują ich jako coś na co maja wpływ. Traktuja je jako
                                    zmiany środowiska.
                                    Gdybyśmy np. zaobserwowali zwiększoną aktywność słońca, to raczy byśmy nie
                                    wiązali tego z działalności super rozwiniętej cywilizacji.

                                    > Tym bardziej, że istniały i istnieją gatunki, których średnia
                                    > odległość od naszej średniej świadomości/odczuwania może być
                                    > mniejsza niż rozpiętość tego wskaźnika wśród ludzi

                                    To może mieć miejsce tylko w przypadku porównań do mocno upośledzonych osób.
                                    Zdrowy człowiek - nawet największy kretyn - przegania swoimi zdolnościami
                                    językowymi i abstrakcyjnego myslenia najzdolniejszego szympansa.

                                    > Przypisywanie genom (za pośrednictwem budowy mózgu) takiej
                                    > "absolutnej" roli jest, moim zdaniem, mocno "na wyrost"

                                    Rozumiem, że słusznie wskazujesz pewne słabości mojego wywodu, ale popatrzmy na
                                    problem z innej strony. Z jakiegoś powodu tylko człowiek zdolny jest osiągnąć
                                    taki poziom umiejętności jaki obserwujemy. Żadne zwierze nie jest w stanie
                                    przeskoczyć poziomu kilkuletniego dziecka, nawet gdy w wyrafinowany sposób się
                                    je stymuluje. Prowadzi to do wniosku, że to jednak geny determinują poziom
                                    umysłowy jaki osiąga człowiek. Oczywiście geny nie opisują wszystkich połączeń
                                    nerwowych, ani nawet wszystkich komórek. Jedynie zapewniają warunki do tego aby
                                    mózg pod wpływem bodźców zewnętrznych i zebranych doświadczeń rozwinął się w
                                    sposób umożliwiający duże zdolności umysłowe.

                                    > No właśnie. Nie tylko ludzie mogą definiować "wartościowe dobra" i
                                    > umawiać się co do ich ochrony.

                                    Wydaje mi się, że jednak tylko ludzie. Pojęcia umowy, dobra, ochrony to przecież
                                    zupełnie abstrakcje. Nie wiem czy zwierzęta są zdolne do przetwarzania tego typu
                                    pojęć.
                                    • europitek Re: Gdzie się rodzi świadomość 27.06.08, 00:59
                                      Cytat:
                                      > Wydaje mi się, że jednak tylko ludzie. Pojęcia umowy, dobra,
                                      > ochrony to przecież zupełnie abstrakcje. Nie wiem czy zwierzęta są
                                      > zdolne do przetwarzania tego typu pojęć.

                                      W tym właśnie jest rzecz cała - nie wiemy czy, co i na ile są zdolne "robić" zwierzęta, ale "wiemy", że tego a tamtego nie. I podchodzimy do nich z takiej właśnie pozycji - to błąd. Nasza obecna wiedza o zdolnościach umysłowych zwierząt to prymityw zbudowany na wielopiętrowych (lecz prostych) analogiach do ludzi, opartych na analogiach różnic pomiędzy ludźmi.
                                      Zwierzęta nie muszą przeskakiwać żadnych poziomów właściwych dla ludzi - mogą mieć własne, których z kolei nie jest w stanie osiągnąć żaden człowiek.
                                      • facet123 Re: Gdzie się rodzi świadomość 27.06.08, 08:26
                                        > Nasza obecna wiedza o zdolnościach umysłowych zwierząt to prymityw
                                        > zbudowany na wielopiętrowych (lecz prostych) analogiach do ludzi, o
                                        > partych na analogiach różnic pomiędzy ludźmi.
                                        > Zwierzęta nie muszą przeskakiwać żadnych poziomów właściwych dla
                                        > ludzi - mogą m ieć własne, których z kolei nie jest w stanie
                                        > osiągnąć żaden człowiek.

                                        A dlaczego miały by mieć? Wg mnie jest jeden argument za tym, że jednak
                                        zdolności umysłowe zwierząt można opisywać na zasadzie analogii do ludzi.
                                        Mianowicie ewolucja. Te same procesy ewolucyjne które doprowadziły do powstania
                                        mózgu zwierząt, są też odpowiedzialne za mózg ludzki. W anatomicznej budowie
                                        mózgu ludzkiego widzimy wyraźnie starsze ewolucyjnie części właściwe zwierzętom.
                                        Mało tego - dziecko zanim osiągnie ludzki poziom świadomości przechodzi przez
                                        cały szereg poziomów bardziej zbliżonych do zwierząt. Dużo tych doświadczeń,
                                        odruchów, popędów i skłonności jest w jakiś sposób ludziom dostępnych.
                                        • europitek Re: Gdzie się rodzi świadomość 28.06.08, 12:01
                                          W sensie bardzo ogólnych porównań masz niewątpliwie rację, ałe kiedy zaczynamy te porównania uszczegóławiać, to już tak nie jest. Tak jest prawie ze wszystkim, co "wyprowadzamy" od ewolucji - zarys ogólny jest taki sam, ale konkretne implemantacje są zdecydowanie różne. A większość porównań zdolności umysłowych dokonuje się na poziomie tychże implementacji podkreślających różnice, a nie ogólnych odewolucyjnych podobieństw.
                                          Sposób budowania większości eksperymentów mających dać możliwość porównań jest podporządkowany ludzkiemu sposobowi postrzegania świata. Jeśli badacz usiłuje "narzucać" obiektowi swój sposób widzenia rzeczywistości nie uwzględniający specyfiki danego zwierzęcia, to w gruncie rzeczy takie badanie jest nie warte funta kłaków. A to jest norma: szukamy u innych gatunków tego, co mamy sami. W gruncie rzeczy, nie badamy zdolności np. psa, lecz ile człowieka jest w psie.
                                          • facet123 Re: Gdzie się rodzi świadomość 30.06.08, 08:35
                                            > szukamy u innych gatunków tego, co mamy sami. W gruncie rzeczy, nie
                                            > badamy zdolności np. psa, lecz ile człowieka jest w psie.

                                            Szukamy u nich zdolności umysłowych i inteligencji, rozumianych jako zdolność
                                            rozwiązywania jakichś złożonych problemów wymagających myślenia abstrakcyjnego.
                                            Faktycznie, eksperymenty badające to zdolności powinny być tak zaplanowane aby
                                            umożliwić dojście do rozwiązania dowolną droga, nie koniecznie tak jakby zrobił
                                            to człowiek. Nie wiem czy ten warunek badacze starają się odpowiednio uczciwie
                                            zapewnić.
                                            Domyślam się, że można by wtedy zaobserwować bardzo ciekawe przypadki gdy
                                            zwierzę rozwiązuje jakiś problem (labirynt czy coś podobnego) w sposób zupełnie
                                            niezgodny z ludzką intuicją. Nie wiem jednak czy takie zdarzenia faktycznie
                                            zaobserwowano. Być może jednak MY jesteśmy na tyle zwierzętami, że jednak nasze
                                            myśli biegną podobnymi torami.

                                            Przypomina mi się za to inny przykład dojścia do rozwiązania problemu zupełnie
                                            "nieludzką" drogą. Pewien człowiek eksperymentował z algorytmami genetycznymi.
                                            Napisał program który dokonywał selekcji, mutacji i rekombinacji w populacji
                                            układów bramek logicznych pod kontem stworzenia schematu bramek który będzie
                                            realizował pewną funkcję. Co ciekawe - człowiek ten prowadził ewaluację na tych
                                            układów nie sztucznie (w pamięci komputera), ale za pomocą układu scalonego o
                                            programowalnych połączeniach FPGA. Oczytwiście całośc i tak zachodziła
                                            automatycznie - każdy "osobnik" był implementowany w FPGA a następnie oceniany
                                            poprzez podawanie ustalonych sygnałów na wejście i porównanie wyjścia z wzorcową
                                            odpowiedzią. Przez kilka dni kolejne populacje kilkuset układów były
                                            implementowane, selekcjonowane i rozmnażane w zestawionej aparaturze.
                                            W wyniku otrzymał on układ bardzo dobrze naśladujący zamierzoną funkcje. Jego
                                            schemat zawierał pętle bramek nie podłączone do żadnych wejść ani wyjść. Okazało
                                            się, że po usunięciu tych pętli ze schematu układ przestawał działać! nie ma tu
                                            oczywiście magii - pętle bramek były topograficznie poprzeplatane ze ścieżkami
                                            którymi płynęły właściwe sygnały co powodowało zindukowanie się w nich prądów.
                                            Tego typu rozwiązanie wykorzystywało nieudokumentowane właściwości chipa FPGA
                                            traktowane przez ludzi jako szumy. Człowiek nigdy by w ten sposób do problemu
                                            nie podszedł.
                                            Aha - powstały schemat i tak był o wiele mniejszy niż najlepszy ze schematów
                                            zaproponowanych przez człowieka.

                                            • petrucchio Re: Gdzie się rodzi świadomość 30.06.08, 21:10
                                              facet123 napisał:

                                              > Tego typu rozwiązanie wykorzystywało nieudokumentowane właściwości chipa FPGA
                                              > traktowane przez ludzi jako szumy. Człowiek nigdy by w ten sposób do problemu
                                              > nie podszedł.
                                              > Aha - powstały schemat i tak był o wiele mniejszy niż najlepszy ze schematów
                                              > zaproponowanych przez człowieka.

                                              Analogiczne "nieludzko sprytne" rozwiązania w żywych organizmach i zaskakujące
                                              egzaptacje uchodzą wśród kreacjonistów za koronne dowody na rzecz
                                              "inteligentnego projektu" ;-)
                                              • europitek Re: Gdzie się rodzi świadomość 01.07.08, 15:16
                                                Cytat z Faceta123:
                                                > Faktycznie, eksperymenty badające to zdolności powinny być tak
                                                > zaplanowane aby umożliwić dojście do rozwiązania dowolną droga,
                                                > nie koniecznie tak jakby zrobił to człowiek. Nie wiem czy ten
                                                > warunek badacze starają się odpowiednio uczciwie zapewnić.

                                                W zdecydowanej większości przypadków "mają to gdzieś", zakładając że ludzi sposób rozwiązania jest najlepszy lub wręcz jedyny. Do tego dochodzi jeszcze stawianie przed badanym zwierzęciem problemów właściwych dla człowieka.

                                                I jeszcze jeden cytat:
                                                > Tego typu rozwiązanie wykorzystywało nieudokumentowane właściwości
                                                > chipa FPGA traktowane przez ludzi jako szumy. Człowiek nigdy by w
                                                > ten sposób do problemu nie podszedł.
                                                > Aha - powstały schemat i tak był o wiele mniejszy niż najlepszy ze
                                                > schematów

                                                Tego raczej nie mnależy uważać za jakiś ewenement, lecz za prawidłowość. Ludzie myślą złożonymi blokami mikrorozkazów (uogólnieniami), co znacznie utrudnia osiąganie dużej ekonomii działań przy rozwiązywaniu poszczególnych problemów. Czasami może się zdarzyć, ze te bloki są idealnie zoptymalizowane, ale pewnie w większości jest im daleko do "ideału". Operowanie małymi ciągami mikrorozkazów (lub pojedynczymi mikrorozkazami) daje możliwość znacznie większej optymalizacji rozwiązania pod względem jego efektywności.
                                                Można chyba podać tu jako analogię napisanie programów rozwiązujących ten sam problem w różnych językach programowania (Basic, C/C++, assembler). Pisząc program w języku niższego poziomu zawsze będziemy mieli możliwość zrobienia pewnych "oszczędności", dzięki większej elastyczności niższego poziomu ogólności, co zapewnia lepsze dostosowanie rozwiązania do konkretnego problemu.

                                                To, co napisał Petrucchio o kreacjonistach odnosi się też - niestety - również i do innych. Przykładem może być nagminne wpychanie wszelakich programów do genów - zwłaszcza odnośnie zachowań, gdy większość osobników danego gatunku robi coś według podobnego schematu.
                                                • petrucchio Re: Gdzie się rodzi świadomość 01.07.08, 16:27
                                                  europitek napisał:

                                                  > To, co napisał Petrucchio o kreacjonistach odnosi się też -
                                                  > niestety - również i do innych. Przykładem może być nagminne
                                                  > wpychanie wszelakich programów do genów - zwłaszcza odnośnie
                                                  > zachowań, gdy większość osobników danego gatunku robi coś według
                                                  > podobnego schematu.

                                                  Znamienny przykład: w innym wątku wspominano właśnie aluzyjnie pomysły
                                                  Chomsky'ego na temat "wrodzonego programu" służącego do przyswojenia sobie
                                                  pierwszego języka. Wielu (zapewne znakomita większość) współczesnych lingwistów
                                                  uważa, że częścią naszego dziedzicznego wyposażenia jest z góry ustalona
                                                  "gramatyka uniwersalna", która zawiera w sobie wszystkie możliwe gramatyki
                                                  języków naturalnych, a proces przyswajania języka ojczystego polega na ustaleniu
                                                  (metodą prób i błędów) parametrów odpowiednich dla danego języka. Innymi słowy,
                                                  ogólne zasady typu "każde zdanie musi mieć podmiot" miałyby w jakiś sposób być
                                                  genetycznie zdeterminowane, a dziecko musi się tylko zorientować, czy np. w
                                                  języku, którego używa otoczenie, podmiot może być domyślny (jak w polskim albo
                                                  hiszpańskim), czy musi być wyrażony wprost (jak w angielskim albo francuskim).
                                                  Innymi słowy, w myśl tej koncepcji musi istnieć coś w rodzaju "genów podmiotu" i
                                                  "genów dopuszczalnych wartości parametru".
                                                  • charioteer Re: Gdzie się rodzi świadomość 02.07.08, 01:50
                                                    petrucchio napisał:

                                                    > Innymi słowy, w myśl tej koncepcji musi istnieć coś w rodzaju "genów podmiotu"
                                                    > i "genów dopuszczalnych wartości parametru".

                                                    Kilka lat temu zidentyfikowano gen odpowiedzialny za rozwoj jezyka u ludzi.
                                                    Pewna konsternacja zapanowala, kiedy okazalo sie, ze psy i koty tez go maja.
                                                  • petrucchio Re: Gdzie się rodzi świadomość 02.07.08, 08:40
                                                    charioteer napisał:


                                                    > Kilka lat temu zidentyfikowano gen odpowiedzialny za rozwoj jezyka u ludzi.
                                                    > Pewna konsternacja zapanowala, kiedy okazalo sie, ze psy i koty tez go maja.

                                                    FOXP2? Mają go nawet ryby. Gen jest bardzo wielofunkcyjny, najwyraźniej ważny i
                                                    ewolucyjnie zoptymalizowany od setek milionów lat (czyli silnie konserwowany i
                                                    prawie taki sam u wielu grup zwierząt); prawdopodobnie bierze udział w regulacji
                                                    genów, od których zależy plastyczność mózgu. Niewątpliwie jego uszkodzenia
                                                    powodują upośledzenie kontroli sensomotorycznej narządów odpowiedzialnych za
                                                    precyzyjnie komponowane wokalizacje i wpływają m.in. na przetwarzanie języka u
                                                    ludzi, śpiew u ptaków i echolokację u nietoperzy, ale nazywanie go "genem mowy"
                                                    jest podobną antropocentryczną przesadą, jak nazywanie języka (w sensie
                                                    anatomicznym) "narządem mowy": oczywiście bez języka nie byłoby mowy, ale
                                                    przecież wszystkie kręgowce mają języki dość podobne do ludzkiego, tyle że
                                                    służące do smakowania, manipulowania pożywieniem, łapania much, czyszczenia
                                                    futra, regulacji temperatury ciała itd. Raczej wątpliwe, żeby dwie mutacje w
                                                    FOXP2 różniące człowieka (wraz z neandertalczykiem) od szympansów (trzecia taka
                                                    mutacja różni nas od myszy) były odpowiedzialne za rozwój mowy, tym bardziej, że
                                                    nie udowodniono ich związku ze zdolnościami językowymi.
                                                  • europitek Re: Gdzie się rodzi świadomość 04.07.08, 17:00
                                                    Petrucchio napisał (post wcześniej):
                                                    > Znamienny przykład: w innym wątku wspominano właśnie aluzyjnie
                                                    > pomysły Chomsky'ego na temat "wrodzonego programu" służącego do
                                                    > przyswojenia sobie pierwszego języka. Wielu (zapewne znakomita
                                                    > większość) współczesnych lingwistów uważa, że częścią naszego
                                                    > dziedzicznego wyposażenia jest z góry ustalona "gramatyka
                                                    > uniwersalna", która zawiera w sobie wszystkie możliwe gramatyki
                                                    > języków naturalnych, a proces przyswajania języka ojczystego
                                                    > polega na ustaleniu (metodą prób i błędów) parametrów odpowiednich
                                                    > dla danego języka.

                                                    Przyznam, że niegdyś próbowałem zgłębić arkana tej wiedzy tajemnej, ale dość szybko zrezygnowałem zniechęcony jej magicznym charakterem w zakresie wniosków ogólnych (właśnie owa dziedziczność "gramatyki uniwersalnej"). Wszelkie tego typy dywagacje zupełnie nie biorą pod uwagę tego, czym byłaby taka hipotetyczna "gramatyka uniwersalna" w sensie fizycznym. A byłaby rozbudowaną statyczną strukturą fizyczną, którą łatwo byłoby "wyłowić" z mózgu.
                                                    Osobnym problemem jest wyjaśnienie w jaki sposób takie dyrektywy byłyby zapisywane, aby były czytelne dla danego osobnika zanim on nauczy się języka. Powinny być wyrażone w jakimś spójnym systemie makrorozkazów z dołączonym do niego interpreterem poleceń. Bez tego nie byłyby w ogóle zrozumiałe dla reszty organizmu. Idąc tym tokiem rozumowania i przy mnogości hipotetycznie dziedzicznych wzorców zachowań, mielibyśmy sporo "zasobów zarezerwowanych" (w mózgu) do wykonywania konkretnych operacji. To z kolei kłóciłoby się z ewolucyjną tendencją ekonomii rozwiązań.

                                                    Dla mnie ta koncepcja to przykład manowców specjalizacji. To nieuprawnione przenoszenie wniosków z jakiejś specjalności na zjawiska zachodzące poza zakresem jej przedmiotu badań. To próba przeniesienia ("żywcem") uogólnień niższego poziomu na poziomy wyższe, bez brania pod uwagę całości wiedzy dostępnej na tych wyższych poziomach. Taki błąd metodologiczny skutkuje tym, że istnieje sobie hipoteza zahaczająca o inne dziedziny wiedzy, lecz ignorująca ich dorobek.

                                                    W nawiązaniu do tego, co pisałem na forum już wielokrotnie, to jest to typowy przykład podejścia "jak trwoga to do genów". To efekt metodologii kryptokreacjonistycznej silnie zakorzenionej w ludzkim myśleniu o świecie. Jedna, jedyna, uniwersalna przyczyna "wszystkiego" to najwygodniejsze rozwiązanie wszelkich problemów.
                                                  • petrucchio Re: Gdzie się rodzi świadomość 04.07.08, 21:02
                                                    europitek napisał:

                                                    > Idąc tym tokiem rozumowania i przy mnogości hipotetycznie
                                                    > dziedzicznych wzorców zachowań, mielibyśmy sporo "zasobów
                                                    > zarezerwowanych" (w mózgu) do wykonywania konkretnych operacji. To
                                                    > z kolei kłóciłoby się z ewolucyjną tendencją ekonomii rozwiązań.

                                                    Zgadzam się w zupełności.

                                                    > Dla mnie ta koncepcja to przykład manowców specjalizacji. To
                                                    > nieuprawnione przenoszenie wniosków z jakiejś specjalności na
                                                    > zjawiska zachodzące poza zakresem jej przedmiotu badań. To próba
                                                    > przeniesienia ("żywcem") uogólnień niższego poziomu na poziomy
                                                    > wyższe, bez brania pod uwagę całości wiedzy dostępnej na tych
                                                    > wyższych poziomach. Taki błąd metodologiczny skutkuje tym, że
                                                    > istnieje sobie hipoteza zahaczająca o inne dziedziny wiedzy, lecz
                                                    > ignorująca ich dorobek.

                                                    Znów muszę się zgodzić. Lingwiści liubią wypowiadać się o ewolucji języka nie
                                                    bardzo rozumiejąc mechanizmy ewolucji (oczywiście uważam, że mnie to nie dotyczy
                                                    ;-)).

                                                    > W nawiązaniu do tego, co pisałem na forum już wielokrotnie, to jest
                                                    > to typowy przykład podejścia "jak trwoga to do genów". To efekt
                                                    > metodologii kryptokreacjonistycznej silnie zakorzenionej w ludzkim
                                                    > myśleniu o świecie. Jedna, jedyna, uniwersalna przyczyna
                                                    > "wszystkiego" to najwygodniejsze rozwiązanie wszelkich problemów.

                                                    "Kryptokreacjonizm" to chyba za mocno powiedziane. To raczej przywiązanie do
                                                    silnej odmiany redukcjonizmu, w myśl której jedynym prawdziwym wyjaśnieniem
                                                    zjawisk na poziomie "makro" jest sprowadzenie ich do poziomu "mikro".
                                                  • europitek Re: Gdzie się rodzi świadomość 05.07.08, 19:25
                                                    Cytat (Petrucchio):
                                                    > Znów muszę się zgodzić. Lingwiści liubią wypowiadać się o ewolucji
                                                    > języka nie bardzo rozumiejąc mechanizmy ewolucji (oczywiście
                                                    > uważam, że mnie to nie dotyczy ;-)).

                                                    Moim zdaniem słusznie uważasz.

                                                    Cytat (Petrucchio):
                                                    > "Kryptokreacjonizm" to chyba za mocno powiedziane. To raczej
                                                    > przywiązanie do silnej odmiany redukcjonizmu, w myśl której
                                                    > jedynym prawdziwym wyjaśnieniem zjawisk na poziomie "makro" jest
                                                    > sprowadzenie ich do poziomu "mikro".

                                                    Może i za mocno, lecz owa "silna odmiana redukcjionizmu" w wielu przypadkach zajeżdża wygodnictwem graniczącym z bezmyślnością, jeśli chodzi o metodę podejścia do wielu zagadnień. Doszliśmy, moim zdaniem, do takiego pułapu wiedzy, że dalsze działanie na zasadzie "każdy sobie rzepkę skrobie" (i redukuje po swojemu) jest już metodą nieefektywną, a czasami nawet wręcz szkodliwą z punktu widzenia dalszego rozwoju wiedzy.
                                                    W kwestii "mikro" i "makro", jest natomiast tak, że jak zaczniemy zdrowo "grzebać" w "mikro", to się okazuje, że programotwórcza działalność genów ma daleko idące ograniczenia. Jak się zejdzie w rozważaniach na poziom molekularny, to już się zaczyna z tym robić generalna "kapota". Ale np. biologom zupełnie nie przeszkadza, że importują pojęcia z innych dziedzin, których używają (faktycznie) jako metafor, choć wydaje im się, że operują jakimiś ścisłymi terminami.
                                                  • charioteer Re: Gdzie się rodzi świadomość 05.07.08, 12:16
                                                    > Wszelkie tego typy dywagacje zupełnie nie biorą pod uwagę tego, czym byłaby taka hipotetyczna "gr
                                                    > amatyka uniwersalna" w sensie fizycznym. A byłaby rozbudowaną statyczną struktu
                                                    > rą fizyczną, którą łatwo byłoby "wyłowić" z mózgu.

                                                    To sie miesci w podstawowych zalozeniach teorii, tylko ta struktura nie daje sie "wylowic". Jedno z zalozen jest takie, ze jezyk jest struktura zbyt zlozona, by dwuletnie dziecko moglo opanowac jego podstawy przy wykorzystaniu mechanizmow ogolnopoznawczych, WIEC musi podlegac dziedziczeniu. Dla mnie to jest wlasnie przyklad myslenia magicznego: swiat jest zbyt zlozony, by objac go rozumem, WIEC stworzyl go Pan Bog. To taki uniwersalny sposob wypelniania luk w posiadanej wiedzy.
                                                  • europitek Re: Gdzie się rodzi świadomość 05.07.08, 20:03
                                                    Cytat (charioteer):
                                                    > To sie miesci w podstawowych zalozeniach teorii, tylko ta
                                                    > struktura nie daje sie "wylowic".

                                                    Podobne założenia robiono tez szukając <duszy> ... i wuelu innych rzeczy.
                                                    Takie założenia powinny brać pod uwagę ich własną sensowność, którą można spróbować sprawdzić odwołując się do wiedzy z innych dziedzin, której poniekąd one dotyczą. Nie warto "licytować w ciemno", jeśli można ocenić szanse wygrania danego kontraktu.

                                                    Cytat:
                                                    > Dla mnie to jest wlasnie przyklad myslenia magicznego: swiat jest
                                                    > zbyt zlozony, by objac go rozumem, WIEC stworzyl go Pan Bog. To
                                                    > taki uniwersalny sposob wypelniania luk w posiadanej wiedzy.

                                                    Tak się dzieje, ponieważ taka była pierwotna przyczyna wymyślenia bogów - jako ostatecznych wyjaśnień wszystkiego. Obecnie jest to już trochę passe, więc wielu szuka sobie równie uniwersalnych zamienników.
                                                    A nawiązując ro niewiary w możliwości samoistnych mechanizmów poznawczych, to nie ma w tym nic dziwnego. Bez refleksji z pogranicza kilku dziedzin (filozofia, psychologia, informatyka) popartej istotnym doświadczeniem w przetwarzaniu informacji, nie ma mowy o zrozumieniu, że jakieś prostackie mikrooperacje mogą się złożyć na powstanie skomplikowanych makrostruktur informacyjnych. A jak ktoś nie rozumie, że niewielki zestaw elementarnych mikroinstrukcji potrafi wyprodukować niebywale skomplikowane rezultaty, to nigdy nie weźmie takiej możliwości pod uwagę przy rozpracowywaniu konkretnych zagadnień. I będzie szukał silnie uteoretyzowanych wyjaśnień lub redukował zgodnie z aktualną modą.
                                                    W tym jest magia ... wielka magia.

                                                    PS. To (wielka magia) mi przypomniało, że dawno nie rzuciłem fireballem w żadnego potworka. "Lecę" instalować jakiegoś solidnego RPG-a.
                                                  • charioteer Re: Gdzie się rodzi świadomość 05.07.08, 23:26
                                                    europitek napisał:

                                                    > A nawiązując ro niewiary w możliwości samoistnych mechanizmów poznawczych, to n
                                                    > ie ma w tym nic dziwnego. Bez refleksji z pogranicza kilku dziedzin (filozofia,
                                                    > psychologia, informatyka) popartej istotnym doświadczeniem w przetwarzaniu inf
                                                    > ormacji, nie ma mowy o zrozumieniu, że jakieś prostackie mikrooperacje mogą się
                                                    > złożyć na powstanie skomplikowanych makrostruktur informacyjnych. A jak ktoś n
                                                    > ie rozumie, że niewielki zestaw elementarnych mikroinstrukcji potrafi wyproduko
                                                    > wać niebywale skomplikowane rezultaty, to nigdy nie weźmie takiej możliwości po
                                                    > d uwagę przy rozpracowywaniu konkretnych zagadnień. I będzie szukał silnie uteo
                                                    > retyzowanych wyjaśnień lub redukował zgodnie z aktualną modą.

                                                    No tak. Jezyk jest zjawiskiem emergentnym. Sam w sobie jest tez systemem
                                                    dynamicznym. Wiele zjawisk jezykowych mozna z powodzeniem symulowac w sieciach
                                                    neuronowych. Tylko stwierdzenie, ze cos jest mozliwe nie przybliza nas do
                                                    wyjasnienia, jak jest naprawde. Jezeli dany model gramatyki lub dany model sieci
                                                    produkuje zdania, jakie wyprodukowalby czlowiek, nie oznacza to jeszcze, ze
                                                    czlowiek faktycznie w ten sposob te zdania produkuje.

                                                    > W tym jest magia ... wielka magia.

                                                    Potencjal magiczny jest faktycznie wielki.
        • madcio Re: Gdzie się rodzi świadomość 10.06.08, 16:41
          > I zapewne działa to też w drugą stronę. Jeśli jakaś obca
          > cywilizacja będzie się zastanawiała czy potraktować jak nas
          > partnerów do rozmowy czy robactwo do wytłuczenia, to nie będą ich
          > interesowały nasze dziedzictwa kultury czy osiągnięcia naukowe.
          > Będzie ich interesowało jak dobrze potrafimy o nasze prawa
          > walczyć.
          Jak dla mnie ma spore znaczenie etyka wyznawana przez nasza hipotetyczną
          cywilizację. Ktoś już tu podawał przykłady ruchów antyaborcyjnych lub obrońców
          zwierząt.
          • asteroida2 Re: Gdzie się rodzi świadomość 10.06.08, 17:06
            > Jak dla mnie ma spore znaczenie etyka wyznawana przez nasza
            > hipotetyczną cywilizację. Ktoś już tu podawał przykłady ruchów
            > antyaborcyjnych lub obrońców zwierząt.

            Może jestem pesymistą, ale przykład tych ruchów pokazuje raczej że taka metoda
            słabo działa.

            Nawet jeśli część galaktycznego społeczeństwa objęłaby nas jakąś ochroną, reszta
            i tak rozjechałaby nas przy pierwszej okazji. Zapewne ta etyczna część
            podniosłaby raban i może nawet zachowałaby kilku z nas w rezerwatach, ale to
            niewielka pociecha.
            • madcio Re: Gdzie się rodzi świadomość 10.06.08, 18:14
              > Nawet jeśli część galaktycznego społeczeństwa objęłaby nas jakąś
              > ochroną, reszta i tak rozjechałaby nas przy pierwszej okazji.

              Jeśli:
              - Cywilizacje w kosmosie są stosunkowo rozpowszechnione,
              - I masz rację co do ich zapędów,
              To ja widzę tylko jedno wytłumaczenie, czemu jeszcze nie zostaliśmy rozjechani -
              nasza gwiezdna okolica jest właśnie takim jednym wielkim, gigantycznym rezerwatem.

              Ja osobiście uważam, że przypisywanie ludzkich emocji czy motywów obcym
              cywilizacjom to bardzo ryzykowne zadanie. Nawet bez powoływania sie na jeszcze
              nieznane "wynalazki" z dziedziny ideologicznej można zauważyć, że cywilizacja,
              która przetrwała znaczącą ilość czasu i mająca do dyspozycji olbrzymie ilości
              energii musi być raczej stabilna - inaczej dawno by się sama załatwiła. Nie
              implikuje to oczywiście równie miłego stosunku do reszty wszechświata, jednakże
              mocno zwiększa prawdopodobieństwo owego stosunku na zasadzie przeniesienia.

              Ewentualni obcy, statystycznie rzecz biorac, będą co najmniej miliony lat do
              tyłu (wtedy nie ma o czym gadać) lub do przodu - a wtedy wątpię, byśmy stanowili
              obiekt jakiegokolwiek poważnego zainteresowania. Innymi słowy, uważam, że
              kosmici maą nas po prostu nas gdzieś - i oby tak zostało.

              Jak nie, to kilka gigatonowych pocisków sabotowych z 99,999% c i po zawodach. :D

              Co do zaś cywilizacji o zbliżonym poziomie rozwoju[1], to są one wystarczająco
              moim zdaniem rzadko porozrzucane w galaktyce, by prawdopodobieństwo interakcji
              między nimi w przewidywalnej przyszłości było niskie.

              [1] Bardzo liberalnie rzecz ujmując. W skali czasu, o której mówimy, 5 tysięcy
              lat w tył czy przód mieści sie w definicji "zbliżonego poziomu rozwoju". Z
              perspektywy milionów lat krzemienny toporek albo sztuczna osobliwość użyta jako
              broń to w zasadzie wszystko jedno - i równie mało skuteczne.
              • kaganovitch Re: Gdzie się rodzi świadomość? 10.06.08, 18:43
                Madciu, na pewno nie w twoim malym mozdzku... :(
                • madcio Re: Gdzie się rodzi świadomość? 10.06.08, 18:54
                  A może tak by coś na temat?
                  • ziutek-kowalski Jak mierzyc swiadomosc a jak przytomosc? 10.06.08, 19:04
                    Stopien przytomnoscijest mierzony w Glasgow Coma Scale i zna ja
                    kazdy sanitariusz pogotowia.
                    Swiadomosc jest zas wytworem ewolucji kulturowej i mierzenie jej
                    jest kontrowersyjnym problemem.
                    Tylko dla ateistycznych dziadkow bolszewikow problem byl prosty:
                    Ludzkosc dzielila sie na swiadomych klasowo komunistow oraz
                    na "religijna ciemna mase".
                    Dla Stalina, Mao i Pol Pota "nieswiadoma teistyczna ciemna mase"
                    stanowil kazdy kto skonczyl mature. Pol Pot kazal wszsystkich ludzi
                    z matura wymordowac na polach smierci.
                  • kaganovitch Re: Gdzie się rodzi świadomość? 10.06.08, 19:34
                    Bylo jak najbardziej na temat...
              • asteroida2 Re: Gdzie się rodzi świadomość 10.06.08, 19:10
                > To ja widzę tylko jedno wytłumaczenie, czemu jeszcze nie zostaliśmy
                > rozjechani - nasza gwiezdna okolica jest właśnie takim jednym
                > wielkim, gigantycznym rezerwatem.

                Czemu to uważasz za jedyne? Nasza okolica może być też np. łąką kupioną przez
                kogoś na przyszłe, jeszcze nierozpoczęte inwestycje. Jeśli ktoś przetrwał
                miliony lat, to może też potrafić rozsądnie korzystać z zasobów i nie zjadać od
                razu wszystkiego co dostępne.

                Możemy też mieszkać w jakimś "ogryzku leżącym w rowie", które też oczywiście ma
                jakąś wartość, ale jest na tyle niewarte uwagi, że nikt go nie podniesie żeby
                zjeść - szczególnie że już jest trochę nadpsute.

                > Ja osobiście uważam, że przypisywanie ludzkich emocji czy motywów
                > obcym cywilizacjom to bardzo ryzykowne zadanie. Nawet bez
                > powoływania sie na jeszcze nieznane "wynalazki" z dziedziny
                > ideologicznej można zauważyć, że cywilizacja, która przetrwała
                > znaczącą ilość czasu i mająca do dyspozycji olbrzymie ilości
                > energii musi być raczej stabilna - inaczej dawno by się sama
                > załatwiła. Nie implikuje to oczywiście równie miłego stosunku do
                > reszty wszechświata, jednakże mocno zwiększa prawdopodobieństwo
                > owego stosunku na zasadzie przeniesienia.

                Jasne że nie ma co opierać się na ludzkim podejściu do świata. Ale na samych
                zasadach rządzących światem chyba można. A logika mówi, że jeśli zasoby są
                ograniczone i występuje _jakakolwiek_ konkurencja (choćby wewnątrzgatunkowa), to
                wygrywają ci którzy są w stanie szybciej i lepiej te zasoby wykorzystać.

                I trudno mi wyobrazić sobie sytuację w której nie ma żadnej konkurencji, a
                wszyscy żyją w pokoju i harmonii dzieląc się ograniczonymi zasobami. Fakt że nie
                zostaliśmy jeszcze skolonizowani skłania mnie do podejrzewania że zasoby
                (energia, przestrzeń życiowa itp) są dla bardziej zaawansowanych cywilizacji,
                dzięki jakimś ich wynalazkom, nieograniczone.
                • europitek Re: Gdzie się rodzi świadomość 10.06.08, 23:28
                  Cytat:
                  > A logika mówi, że jeśli zasoby są ograniczone i występuje
                  > _jakakolwiek_ konkurencja (choćby wewnątrzgatunkowa), to
                  > wygrywają ci którzy są w stanie szybciej i lepiej te zasoby
                  > wykorzystać.

                  Dużo zależy od tego, czym są te <zasoby> i które spośród nich są najcenniejsze. Ziemia nie musi być atrakcyjna dla pozaziemskich cywilizacji jako obiekt kolonizacji. Poza tym trzeba też mieć kim kolonizować, czyli posiadać istotną nadwyżkę własnej populacji, którą można "wyeksportować" poza swoje dotychczasowe domeny.
                  Zasoby nie muszą być nieograniczone, wystarczy, że ograniczona będzie liczba ich użytkowników.
                • madcio Re: Gdzie się rodzi świadomość 11.06.08, 19:23
                  > Czemu to uważasz za jedyne?
                  Jedyne, które zdołałem wymyśleć. Twój ogryzek w rowie też jest ładny. :)

                  > I trudno mi wyobrazić sobie sytuację w której nie ma żadnej
                  > konkurencji, a wszyscy żyją w pokoju i harmonii dzieląc się
                  > ograniczonymi zasobami.
                  Pisałem o stabilności. To zupełnie inna bajka.

                  > zasoby (energia, przestrzeń życiowa itp) są dla bardziej
                  > zaawansowanych cywilizacji, dzięki jakimś ich wynalazkom,
                  > nieograniczone.
                  To niemożliwe. Raczej zwyczajnie zupełnie inne potrzeby. Powiedzmy, że na pewnym
                  etapie rozwoju już nikogo (w sensie materialnym, a nie np. naukowym) nie
                  interesują te kupy błota z ich wielce kłopotliwymi studniami grawitacyjnymi.
                  Albo że na pewnym etapie rozwoju ten żłobek, któremu na imię Wszechświat, staje
                  się zbyt ciasny i czas się wynosić Gdzie Indziej, co automatycznie zwalnia
                  miejsce dla następców pełnych nadziei na osiągniecie kiedyś tego samego. :)
      • kala.fior Re: Gdzie się rodzi świadomość 10.06.08, 22:21
        facet123 napisał:

        > Istnienie "cudownego" ośrodka w mózgu który łączył by wszystkie inne >centra
        funkcjonalne i generował świadomość to raczej bajka.
        >
        Pani Jill Bolte Taylor, Dr med, Phd, neurolog i naukowiec, obudziła się pewnego
        dnia w bardzo dziwnym stanie. Jako neurolog szybko zrozumiała co się stało,
        miała wylew krwi do mózgu i komunikacja miedzy obydwoma półkulami mózgowymi
        czasami odłączała się i jej świadomość przesuwała się z miedzy nimi.
        Fascynujący opis tego wydarzenia można zobaczyć :

        www.ted.com/talks/view/id/229
        Post Pana Faceta trochę odpowiedział na pytania które sobie stawiam, gdzie
        fizycznie znajduje się świadomość? można zadać parę innych pytań; gdzie chowa
        się pamięć, jak to pani mogla pamiętać co się wydarzyło? Jak w ogóle mogla sama
        o sobie myśleć i działać logicznie...
        • ziutek-kowalski Gdzie chowa sie pamiec? 10.06.08, 23:07
          Pamiec chowa sie tam gdzie chowa sie swiadomosc - wszedzie i
          nigdzie. Pamiec o poszczegolnych wydarzeniach nie jest zlokalizowana
          punktowo ale jest rozproszona wsrod wielu neuronow.
          Sam mechanizm zapisywania pamieci jest zrozumialy. Sa to zmiany w
          stukturze przestrzennej bialek blony komorkowej neuronow , ktore
          wplywaja na latwosc propagacji bodzcow elektro-chemicznych.
          Penrose proponowal, ze takze mechanizmy na poziomie kwantowym moga
          byc odwiedzialne za niezwykla pojemnosc ludzkiej pamieci.
          Mozg,jego cigla aktywnosc, pamiec i emocje tworza "naczynie"
          ludzkiej swiadomosci.

          • ziutek-kowalski Re: Gdzie chowa sie swiadomosc? 10.06.08, 23:14
            Swiadomosc jest suma calej aktywnosci mozgu i oparta jest na
            biochemicznej aktywnosci mozgu (naszej przytomnosci).
            Ale swiadomosc to cos wiecej. Swiadomosc to rezultat "tresci
            abstrakcyjnych ktore mozg zawiera". Swiadomosc jest miernikiem
            naszego czlowieczenstwa.
            Moze byc zaawansowana swiadomosc mistyka i moze byc prymitywna,
            "krowia" swiadomosc ateisty.
            • kala.fior Muuuu (to znaczy dzieki !) 10.06.08, 23:51
    • ziutek-kowalski Czy krowa ma swiadomosc? 10.06.08, 10:13
      Czy krowa ma swiadomosc? Na pewno nie. Krowa ma kontakt interaktywny
      z otaczajacym ja swiatem TU I TERAZ. Mozna powiedziec ze
      krowa "jest przytomna".
      Slowo "swiadomosc" jest zarezerwowane dla Homo Sapiens i
      Neandertalczyka. Swiadomosc oznacza umiejetnosc abstrakcyjnego
      myslenia.
      "Swiadomosc" Homo Sapiens jest ewidentna antropologicznie od
      okolo 100 tysiecy lat i jej dowodem sa grobowce rytualne
      przygotowywujace do "zycia po zyciu". Swiadczy to zdolnosci
      rozpoznania naszego miejsca w uplywajacym czasie , nieuchronnosci
      naszej smierci , smutek egzystencjonalny i zdolnosc rozpoznania
      Boga. I to jest poczatek SWIADOMOSCI Homo Sapiens. Wszystkie inne
      zwierzeta to ateisci.
    • madcio Re: Gdzie się rodzi świadomość 10.06.08, 16:36
      > Od razu, czy powoli?
      Powoli.

      > Czy my jesteśmy myślącymi zwierzętami, czy zwierzęta
      > istotami, które jeszcze nie zdążyły się stać ludźmi?
      To pierwsze.

      Zadowolony?
    • ziutek-kowalski Tak jak powiedzial Engels 10.06.08, 17:45
      Jak wiadomo Engels poglebil ateistyczna teorie swiadomosci Karola
      Marksa.
      " Nie tylko byt, ale i odbyt okresla swiadomosc"
      Spytaj sie kazdego zatwardzonego staruszka-komuszka.
    • ziutek-kowalski Anatomia i Fizjologia Swiadomosci. 10.06.08, 20:03
      Penrose , zauwazyl ze swiadomosc traktowana jako rezultat anatomii i
      fizjologii ludzkiego mozgu jest procesem emergentnym w sensie w
      jakim rozumie to Penrose. Niewielki przyrost ilosci neuronow
      zorganizowanych w odpowiedniej architektorze spowodowal
      nieproporcjonalnie wielka zmiane w sposobie funkcjonowania mozgu
      hominida- pojawienie sie mysli abstrakcyjnej i mowy struktoralnej.
      Stalo sie to bardzo szybko 100 tysiecy lat temu i uzywajac
      poetyckiej matafory- hominid poszedl spac zwierzeciem i obudzil sie
      czlowiekiem.
      Jak twierdzi francuski antropolog Slonimski, przez ostatnie 100
      tysiecy lat fizjologiczne wlasciwosci ludzkiego mozgu sie nie
      polepszyly ale raczej pogorszyly ze wzgledu na niekorzystne skutki
      zycia w cywilizacjach. Dziecko jaskiniowca sprzed 100 tysiecy lat
      oddane na wychowanie we wspolczesnej rodzinie z pewnoscia
      mogloby zostac Profesorem Uniwersytetu.
      • europitek Re: Anatomia i Fizjologia Swiadomosci. 10.06.08, 23:58
        Masz na myśli tego Penrose'a od "kwantowego mózgu"?
    • facet123 Re: Gdzie się rodzi świadomość 11.06.08, 10:19
      Aha, i jeszcze odpowiedź na pytanie odrazu, czy powoli: Oczywiście, że powoli.
      Jest to trudne dla zaakceptowania dla ludzi którzy widzą świat czarno-biało -
      oni muszą mieć podział na ludzi i nieludzi, czujące świadome istoty i
      automatyczne, bezduszne zwierzęta.
      A przecież człowiek najprawdopodobniej nie ma samoświadomości ani poczucie
      przyszłości jeszcze długo po urodzeniu. Mało prawdopodobne aby świadomość
      pojawiała się nagle, skoro mózg i połączenia nerwowe rozwijają się stopniowo. W
      ogóle we wszechświecie mało co powstaje nagle i od razu. Większość zjawisk
      fizycznych, chemicznych i biologicznych jest rozciągła w czasie - od
      krystalizacji po replikację DNA.
      Najprawdopodobniej świadomość powstaje powoli w miarę jak rozwijają się systemy
      mózgu: zmysły, pamięć, poczucie przyszłości, itp.

      Oznacza to, że pomiędzy świadomością, a jej brakiem jest nieskończenie wiele
      stanów pośrednich. Powiedziałbym, że gdzieś w tych stanach pośrednich są stany
      świadomości zbliżone do małych ssaków, psów, świń, potem małp, a dopiero potem
      zostawiamy w tyle inne stworzenia i stajemy się ludźmi.
      • europitek Re: Gdzie się rodzi świadomość 11.06.08, 12:58
        Każdy przyszły <człowiek> rodzi się <zwierzęciem> i pozostaje nim przez parę pierwszych lat życia (niektóre osobniki nawet znaczenie dłużej). To sytuacja, której nie potrafią zaakceptować różne antropocentryczne systemu poglądów. Paradoksalnie, ich nacisk ideologiczny powoduje rozwój wiedzy w tej dziedzinie i obnażanie słabości ich założeń i wniosków. Dowiadujemy się, że inne gatunki potrafią korzystać z ludzkiego języka lub wykazują cechy typowe dla myślenia abstrakcyjnego.
        Poza tym, takie "tarcia" powodują wzrost zainteresowania społecznego danym problemem i przyczyniają się upowszechniania wiedzy. Im większy wrzask podnosi się w obronie starodawnych poglądów, tym gorzej dla nich. Takie "boje" mogą one tylko przegrać albo przegrać.
        • ziutek-kowalski W kazdym etapie cyklu rozwoju-czlowiek to czlowiek 11.06.08, 14:16
          CZy ty masz dzieci Europitek? Bo ja mam czworo w
          wieku: Andrzejek -2 miesiace
          Faustynka -1 rok i 2 miesiace
          Zosia - 5 lat
          Weronika 6 lat.
          Wiec mam dosyc dobre pojecie o niemowletach i dzieckach.
          A ty jakies niemowle z bliska widziales?
          Bo to co mowisz , ze niemowle pozostaje zwierzeciem przez pare
          pierwszych lat, to bzdura i belkot durnia.
          Czlowiek jest czlowiekiem na kazdym etapie swego zycia
          plodowego, niemowlecego i dziecinnego.
          Kazdy etap naszego cyklu rozwojowego jest unikalnie ludzki.
          Zwierzeta tez przechodza cykl rozwojowy charakterystyczny dla swego
          gatunku tylko krotszy. Szescio-dniowy tygrys, choc glupszy od
          doroslego tygrysa jest zawsze tygrysem.
          Ludzki plod, niemowle, dziecko jest zawsze czlowiekiem z pelna racja
          do wszystkich praw czlowieka.
          I co tu pieprzyc , ze czlowiek staje sie czlowiekiem dopiero jak
          nabedzie ateistyczna swiadomosc czlonka SLD czy innej swoloczy
          ideologicznej.
          • petrucchio Przychówek Ziutka/Leonarda 11.06.08, 16:12
            ziutek-kowalski napisał:

            > CZy ty masz dzieci Europitek? Bo ja mam czworo w
            > wieku: Andrzejek -2 miesiace
            > Faustynka -1 rok i 2 miesiace
            > Zosia - 5 lat
            > Weronika 6 lat.
            > Wiec mam dosyc dobre pojecie o niemowletach i dzieckach.

            Ale pamięć już nie ta i konfabulacje zaczynają tracić spójność. Jedenaście
            miesięcy temu donosiłeś, że masz "cztery córeczki rok po roku", a Faustynka
            miała sześć miesięcy. Co zrobiłeś z jedną córeczką, łajdaku, i dlaczego
            odmłodziłeś Faustynkę? ;)
            • petrucchio PS 11.06.08, 16:14
              żeby nie być gołosłownym:

              forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=32&w=66054923&a=66126331
              forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=32&w=65892754&a=67168419
              • kaganovvitch Re: PS 11.06.08, 16:29
                :)
              • facet123 Re: PS 12.06.08, 08:43
                No to żeś wyśledził, gratulacje!.

                Ale nic dziwnego - trolle zmieniają swoje personalia i informacje o życiu
                osobistym jak kameleony. To takie przystosowanie ewolucyjne.
            • ziutek-kowalski Re: Przychówek Ziutka/Leonarda 11.06.08, 16:23
              "rok po roku" to wersja przyslowia "co rok prorok"
              Czego sie czepisz - zazdroscisz?
              Piate dziecko jest dzieckiem z mojego wdowienstwa.
          • europitek Re: W kazdym etapie cyklu rozwoju-czlowiek to czl 11.06.08, 21:00
            Cytat:
            > CZy ty masz dzieci Europitek?

            Tak.

            Cytat:
            > A ty jakies niemowle z bliska widziales?

            Tak.

            Cytat:
            > Ludzki plod, niemowle, dziecko jest zawsze czlowiekiem z pelna
            > racja do wszystkich praw czlowieka.

            A jaki związek ma moja wypowiedź z <prawami>?
            Zresztą skoro już wywołałeś ten temat myląc ideologię z realiami, to dzieci w każdym znanym mi systemie prawnym mają ograniczone prawa:
            - nie uzyskają prawa jazdy na pojazdy mechaniczne
            - nie dostaną pozwolenia na broń
            - nie mogą zawierać umów prawnych
            - nie mogą głosować w wyborach powszechnych
            - nie mogą zaciągnąc się do wojska
            - nie mogą zawierać małżeństw
            - nie mogą być kapłanami żadnej z wielkich religii
            - mają prawnie ograniczoną wolność osobistą w conajmniej milionie aspektów.

            Jeśli nie rozumiesz różnicy między ideologią przypisującą komuś (czemuś) jakiś właściwości, a ich rzeczywistym posiadaniem przez dany podmiot, to lepiej siedź cicho - unikniesz kompromitacji.

            Cytat:
            > I co tu pieprzyc , ze czlowiek staje sie czlowiekiem dopiero jak
            > nabedzie ateistyczna swiadomosc czlonka SLD czy innej swoloczy
            > ideologicznej.

            Widzę, że w kwestii przymiotów "członków SLD i innej swołoczy ideologicznej" posiadasz nieporównanie większą wiedzę ode mnie (SLD znam z telewizji), więc nie będę oponował.
            • ziutek-kowalski Re: W kazdym etapie cyklu rozwoju-czlowiek to czl 11.06.08, 22:32
              A czy ty wiesz Europitek co to sa prawa czlowieka?
              Poczytaj sobie rezolucje ONZ, ktora podpisaly wszystkie panstwa.
              I nie pieprz o prawie jazdy.
              Istota ludzka posiada "prawa czlowieka" w kazdym etapie swego
              naturalnego cyklu rozwojowego: jako plod,niemowle,dziecko, czlowiek
              dorosly czy starzec.
              Koniec i kropka.
        • facet123 Re: Gdzie się rodzi świadomość 11.06.08, 14:19
          > Każdy przyszły <człowiek> rodzi się <zwierzęciem> i pozostaje n
          > im przez parę pierwszych lat życia (niektóre osobniki nawet
          > znaczenie dłużej).

          Ja bym powiedział, że niektórzy nigdy nie wychodzą poza stadium świni :)

          Co do reszty, to istotnie badania co chwile odkrywają nowe rewelacje. Wydaje mi
          się, że mamy do czynienia ze stopniowym "wycofywaniem" się ze stanowiska o
          wyższości i cudowności człowieka. Zaczęło się od Kopernika i Galileusza - fakt
          iż Ziemia nie jest centrum wszechświata był nieakcpetowalny przez dumnych i
          uwznioślonych kapłanów. Potem Freud i wyzwolone przez niego badania nad
          podświadomością pokazały, że człowieka o wiele bardziej determinują popędy i
          podświadome pragnienia niż wydawało mu się do tej pory. Teraz pora na kolejny
          krok - okazuje się, że człowiek istotnie jest jedynie inteligentnym zwierzęciem
          i że wśród zwierząt jest wiele gatunków które posiadają zaczątki umiejętności
          umysłowych do tej pory przypisywanych tylko ludziom.


          • kaganovvitch Re: Gdzie się rodzi świadomość 11.06.08, 15:54
            Mas facet 100% racji. Taki ziutek to typowe zwierze, ktorym kieruja
            tylko i wylacznie najbardziej prymitywne instynkty i zabobony
            (glownie religijne)...
          • ziutek-kowalski Czy zwierzeta maja zaczatki ludzkich zdolonosci ? 11.06.08, 16:39
            facet twierdzi, ze "zwierzeta maja miec zaczatki ludzkich zdolnosci
            umyslowych". Klamstwo, bzdura, lgarstwo.
            Ty facet idziesz w zaparte w ignorancje.
            ZADNE ZWIERZE NIE MA ZDOLNOSCI MOWY STUKTURALNEJ I MYSLI
            ABSTRAKCYJNEJ. A to jest podstawa naszej roznicy ze swiatem
            zwierzecym. Mie ma cwierc-ludzkich psow i pol-ludzkich malp.
            Sa tylko zwierzeta i ludzie
            2)Co do S. Freuda. To zostal on zdemaskowany jako oszust i blagier.
            Nie widze potrzeby o nim dyskutowac.
            3) Co do geocentryzmu. A co ma piernik do wiatraka?
            • asteroida2 Re: Czy zwierzeta maja zaczatki ludzkich zdolonos 11.06.08, 16:59
              > ZADNE ZWIERZE NIE MA ZDOLNOSCI MOWY STUKTURALNEJ I MYSLI
              > ABSTRAKCYJNEJ. A to jest podstawa naszej roznicy ze swiatem
              > zwierzecym.

              hmm... przypadkiem przeczytałem twój post i postanowiłem odpowiedzieć

              Wiesz co to jest niemowlę? Taki mały człowiek - który nie posiada mowy
              strukturalnej. Ty twierdzisz że to oznacza że nie jest człowiekiem. Bardzo się
              mylisz.
              • ziutek-kowalski Re: Czy zwierzeta maja zaczatki ludzkich zdolonos 11.06.08, 17:51
                Asteroida - nie rznij glupa. Niemowle, ktore nie mowi jest tylko w
                jednej z faz cyklu czlowieczenstwa, ktore do mowy strukturalnej
                prowadzi.
                A twoj pies nigdy nie bedzie posiadal daru mowy strukturalnej az do
                jego i twojej usranej smierci.
                • asteroida2 Re: Czy zwierzeta maja zaczatki ludzkich zdolonos 11.06.08, 18:06
                  A jeśli jest upośledzone i mówić się nie nauczy, to jest człowiekiem, czy nie?
                  • ziutek-kowalski Re: Czy zwierzeta maja zaczatki ludzkich zdolonos 11.06.08, 18:48
                    Steven Hawking jest uposledzony i nie moze mowic.
                    Czy jest czlowiekiem czy nie?
                    • asteroida2 Re: Czy zwierzeta maja zaczatki ludzkich zdolonos 11.06.08, 19:10
                      Oczywiście jest.

                      Przypomnę ci, że przed chwilą powiedziałeś że tym co odróżnia ludzi od zwierząt
                      mowa strukturalna i myśl abstrakcyjna.

                      Podtrzymujesz to czy odwołujesz?
                      • ziutek-kowalski Re: Czy zwierzeta maja zaczatki ludzkich zdolonos 11.06.08, 20:24
                        Oczywiscie, ze podtrzymuje.
                        • asteroida2 Re: Czy zwierzeta maja zaczatki ludzkich zdolonos 11.06.08, 20:33
                          Dobrze zatem że nie ustalasz prawa, bo Hawking by się pewnie nie ucieszył z
                          odebrania mu człowieczeństwa.
                          • ziutek-kowalski Re: Czy zwierzeta maja zaczatki ludzkich zdolonos 11.06.08, 20:39
                            No nie zapominaj , ze Hawking jest geniuszem myslenia abstrakcyjnego.
                            Mowa strukturalna jest tylko rezultatem takiego myslenia.
                            • asteroida2 Re: Czy zwierzeta maja zaczatki ludzkich zdolonos 11.06.08, 21:28
                              Pecha mają zatem ci, którzy geniuszami nie są.

                              Chyba tylko ten Kościół wredny stoi na drodze do wprowadzenia twojego nowego
                              porządku społecznego.
                              • ziutek-kowalski Re: Czy zwierzeta maja zaczatki ludzkich zdolonos 11.06.08, 22:35
                                Kazdy czlowiek posiada zdolnosc do myslenia abstrakcyjnego , nie
                                tylko geniusze.
                                Kosciolek wredny? Nie znam takiego.
              • facet123 Re: Czy zwierzeta maja zaczatki ludzkich zdolonos 12.06.08, 08:40
                > hmm... przypadkiem przeczytałem twój post i postanowiłem odpowiedzieć

                I tu błąd popełniłeś. Jest taka opcja w ustawieniach konta na forum, która
                wyłącza wyświetlanie postów napisanych przez wybranych użytkowników. Bardzo polecam.
                • kaganovvitch Re: Czy zwierzeta maja zaczatki ludzkich zdolonos 12.06.08, 09:58
                  Nie wiem, czemu ziutek jest wciaz tolerowany na tym forum. Widac
                  cenzorzy sa z jego sekty fanatycznych a chamskich religiantow... :(
                  • facet123 Re: Czy zwierzeta maja zaczatki ludzkich zdolonos 12.06.08, 10:09
                    Ja też nie wiem i nie chcę wiedzieć. Sam go sobie wyłączyłem i dla mnie gość nie
                    istnieje. Nie wiem w czym problem.
                    • kaganovvitch Ziutek 12.06.08, 11:43
                      Problem taki, ze sa pewne granice chamstwa, poza ktorymi nie moze
                      byc ono tolerowane na publicznym forum. A Ziutek te granice dawno
                      temu przekroczyl, zas toleruja go rownie religijnie zaslepieni
                      admini... :(
                      • facet123 Re: Ziutek 12.06.08, 12:17
                        Chyba już nie pierwszy raz wybitnie ateistyczni forumowicze zwracają Ci uwagę,
                        że ziutek nie zasługuje na to żeby z nim gadać. To frustrat i pieniacz, który ma
                        obsesję na punkcie obrażania ludzi na forum.

                        Z pewnością ma zszargane nerwy przez tą nieopanowaną potrzebę pienienia się na
                        forum. Można z nim wygrać tylko w jeden sposób - pisać swoje i nie zwracać uwagi
                        na jego odpowiedzi. Zauważ, że w ten sposób on marnuje o wiele więcej czasu na
                        odpisywanie i więcej nerwów na denerwowanie się niż ja.
                  • madcio Re: Czy zwierzeta maja zaczatki ludzkich zdolonos 12.06.08, 18:36
                    > Nie wiem, czemu ziutek jest wciaz tolerowany na tym forum.
                    Z tych samych powodów, co ty.
                    • ziutek-kowalski Czego sie oni ciebie czepiaja, Madcio? 12.06.08, 18:57
                      Uwazam , ze jestes obiektywny i rzeczowy w tematyce kosmicznej
                      • ziutek-kowalski Kazdy kto czuje sie zwierzeciem niech zaszczeka!!! 12.06.08, 18:59
                        ?????
                        • ziutek-kowalski Facet i asteroida to ta sama osoba 12.06.08, 19:06
                          Facet i steroida to ta sama osoba.
                          Jak on pieknie z soba polemizuje
                        • madcio Hau, hau. 12.06.08, 20:15
                          Zadowolony? :>
                          • ziutek-kowalski Miau ,miau +myslenie abstrakcyjne 12.06.08, 20:52
                            zadowolony?
                        • petrucchio Wuf! wuf! 12.06.08, 23:36
                          Natomiast zdecydowanie nie czuję się rośliną.
    • ziutek-kowalski Re: Przychówek Ziutka/Leonarda 11.06.08, 16:43
      Kaganowiczz, tobie pan Bog niestety rozum zupelnie odebral.
      Dziecko z wdowienstwa znaczy dziecko mojej zmarlej poprzedniej zony
      i moje. Tu biedny, maly czlowieczku. Czuje dla ciebie litosc i
      odraze.
      • ufo_i_my Re: Przychówek Ziutka/Leonarda 26.06.08, 17:04
        Świadomość jest zarazem wszędzie i nigdzie, a tak na prawdę możliwe
        że istnieje już na poziomie kwantów
    • greyling Re: Gdzie się rodzi świadomość 03.07.08, 15:09
      My jesteśmy myślące zwierzęta. Zresztą sądzę, że zwierzęta też
      myślą. Nie mają tylko uczuć (miłości i nienawiści itp.) ani nie
      używają myślenia do spraw błahych. Robią tylko to, co powinny.
      Ewolucja "chciała" sprawdzić co by było, gdyby robiły coś więcej i
      my jesteśmy wynikiem tego "testu". Gdybyśmy mieli to, co powinniśmy,
      siedzielibyśmy nadal na drzewach.
      • europitek Re: Gdzie się rodzi świadomość 04.07.08, 02:10
        Cytat:
        > Robią tylko to, co powinny.

        Czy jak mój pies ugryzie sąsiada, to znaczy, że zrobił tak, ponieważ <powinien>?
        • greyling Re: Gdzie się rodzi świadomość 04.07.08, 18:46
          Ma pewien instynkt, który mu nakazuje bronić terytorium. A sąsiad je
          naruszał. Na pewno bardziej powinien, niż małpy złazić z drzew. Nie
          żebym chciała tam wracać :)
          • europitek Re: Gdzie się rodzi świadomość 30.07.08, 13:46
            Cytat:
            > Ma pewien instynkt, który mu nakazuje bronić terytorium.

            A czy próbowałaś sobie wyobrazić, jak dany instynkt miałby wyglądać w szczegółach? Na przykład, czym jest <terytorium>, dlaczego jego "naruszenie" przez innego osobnika ma wywoływać <reakcję obronną> ...
    • tvnpolprw281 A moze by uproscic? 09.07.08, 11:56
      Zaleznosc miedzy swiadomoscia czlowieka a samym czlowiekiem dobrze
      znaly starozytne filozofie:
      " Swiadomosc to wino a czlowiek to puchar"
    • jack79 Pytanko - jak to widzicie? 16.07.08, 11:58
      jeśli mógłbym stworzyć swoją kopię przy pomocy teleportacji,
      zupełnie identyczną (prawie identyczną)
      to czy JA byłbym równocześnie w dwóch miejscach na raz?
      - intuicja mówi że nie, bo nastapił natychmiastowy "rozjazd" między
      stanem fizycznym oryginału i kopii, jednak...
      - proste rozumowanie mówi że tak - skoro w czasie kilkugodzinnego
      snu stan fizyczny mojego umysłu zmienia się znacznie bardziej niz w
      trakcie kopiopwania trwającego sekundę i po przebudzeniu mimo tych
      zmian to dalej jestem JA to tym bardziej po prawie natychmiastowym
      kopiowaniu które prowadzi do zmian mniejszych niż przytoczony
      kilkugodzinny sen to okazuje sie że bez wątpienia JA będę
      równocześnie w dwóch miejscach na raz....niestety jakoś nie jestem w
      stanie objąć tego rozumkiem :)
      • petrucchio Re: Pytanko - jak to widzicie? 16.07.08, 12:22
        jack79 napisał:

        > jeśli mógłbym stworzyć swoją kopię przy pomocy teleportacji,
        > zupełnie identyczną (prawie identyczną)
        > to czy JA byłbym równocześnie w dwóch miejscach na raz?

        Oczywiście, tyle że w każdym z tych miejsc byłaby to już inna (choć prawie
        identyczna) osoba i inną (choć prawie identyczną) osobowością. Ta
        "prawie-identyczność" wynikałaby ze wspólnej (do pewnego momentu) historii.
        Ponieważ nigdy dotąd nie mieliśmy do czynienia z taką sytuacją, nie jesteśmy do
        niej przygotowani w sensie praktycznym ani aksjologicznym, ale nie widzę tu nic
        przekraczającego wyobraźnię.

        Nawiasem (choć nie do końca na temat): osobę nie zawsze można utożsamić z
        osobowością. Osobowość mnoga nie jest niczym nowym dla psychiatrów, choć w tym
        przypadku rozszczepienie osobowości zachodzi w obrębie aktywności _jednego_
        układu nerwowego i nie polega na stworzeniu wiernej i całkowicie odrębnej kopii
        oryginału.
        • petrucchio PS -- na podobną nutę 16.07.08, 12:28
          lem.hostingpro.pl/polish/siodma_tichy/siodma1.htm

          itd.
        • jack79 Re: Pytanko - jak to widzicie? 16.07.08, 12:40
          > Oczywiście, tyle że w każdym z tych miejsc byłaby to już inna
          (choć prawie
          > identyczna) osoba i inną (choć prawie identyczną) osobowością.

          czyli widziałbym otoczenie obiema parami oczu?
          a jesli tylko jedną to którą
          ta oryginalną czy tą skopiowaną?
          • facet123 Re: Pytanko - jak to widzicie? 16.07.08, 12:51
            Nie Jedna osoba (oryginał) widziała by wszystko swoją parą oczu, a druga - kopia
            swoją.
            • jack79 Re: Pytanko - jak to widzicie? 16.07.08, 12:55
              facet123 napisał:

              > Nie Jedna osoba (oryginał) widziała by wszystko swoją parą oczu, a
              druga - kopi
              > a
              > swoją.

              ale kim ja bym był?
              kopią czy oryginałem?
              skoro w momencie "podziału" stan kopii i oryginału rózni dużo mniej
              niz przed snem i po nim to w żaden sposób nie moge ustalić czy będe
              kopią czy oryginałem
              jak nic wychodzi mi że i jednym i drugim
              • facet123 Re: Pytanko - jak to widzicie? 16.07.08, 13:04
                > jak nic wychodzi mi że i jednym i drugim

                A nie możesz zrozumieć sytuacji w której były by dwie osoby czujące dokładnie
                tak samo mocno, że są Tobą? Wyobraź sobie, że istnieje wszechświat równoległy
                różniący się od naszego jakimś nieistotnym szczegółem. W tym wszechświecie jest
                kopia ciebie? Czujesz z nią jakiś związek? Widzisz to co ona? Uważasz, że gdyby
                taki wszechświat istniał to powinieneś czuć łączność z tą swoją kopią?
                Powiedzmy, że ten nieistotny szczegół różniący oba wszechświaty w pewnej chwili
                zaczyna poprzez efekt motyla powodować rosnące różnice między wszechświatami -
                uważasz, że wtedy zacząłbyś widzieć ten zmieniający się świat oczami swojej
                kopii? Po co ta łączność? Skąd w ogóle pomysł, że dwa autonomiczne, ale
                identyczne umysły miały by się jakoś ze sobą łączyć?
                • jack79 Re: Pytanko - jak to widzicie? 16.07.08, 13:08
                  facet123 napisał:

                  > > jak nic wychodzi mi że i jednym i drugim
                  >
                  > A nie możesz zrozumieć sytuacji w której były by dwie osoby
                  czujące dokładnie
                  > tak samo mocno, że są Tobą? Wyobraź sobie, że istnieje wszechświat
                  równoległy
                  > różniący się od naszego jakimś nieistotnym szczegółem. W tym
                  wszechświecie jest
                  > kopia ciebie? Czujesz z nią jakiś związek? Widzisz to co ona?
                  Uważasz, że gdyby
                  > taki wszechświat istniał to powinieneś czuć łączność z tą swoją
                  kopią?
                  > Powiedzmy, że ten nieistotny szczegół różniący oba wszechświaty w
                  pewnej chwili
                  > zaczyna poprzez efekt motyla powodować rosnące różnice między
                  wszechświatami -
                  > uważasz, że wtedy zacząłbyś widzieć ten zmieniający się świat
                  oczami swojej
                  > kopii? Po co ta łączność? Skąd w ogóle pomysł, że dwa
                  autonomiczne, ale
                  > identyczne umysły miały by się jakoś ze sobą łączyć?

                  troszkę się nie rozumiemy...
                  lepiej odpowiedz na moje pytanie z posta napisanego o 12:58
                  tam łatwiej dojdziemy do tego o co mi chodzi
          • petrucchio Re: Pytanko - jak to widzicie? 16.07.08, 12:54
            jack79 napisał:

            > czyli widziałbym otoczenie obiema parami oczu?
            > a jesli tylko jedną to którą
            > ta oryginalną czy tą skopiowaną?

            Byłoby was dwóch, i każdy byłby w równym stopniu uprawniony do myślenia i
            mówienia o sobie: "JA, Jack79". Do momentu duplikacji mielibyście tę samą
            osobowość, później
            • jack79 Re: Pytanko - jak to widzicie? 16.07.08, 12:56
              >Naprawdę ni
              > e
              > rozumiem, co w tym trudnego do wyobrażenia.

              więc pomyśl o sobie jako o dwóch takich osobach
              w której z nich tliła by się twoja obecna świadomość
              w tej?
              w tamtej?
              czy w obu równoczesnie?
              • facet123 Re: Pytanko - jak to widzicie? 16.07.08, 13:08
                > więc pomyśl o sobie jako o dwóch takich osobach
                > w której z nich tliła by się twoja obecna świadomość
                > w tej?
                > w tamtej?
                > czy w obu równoczesnie?

                W obu równocześnie, ale w tym sensie, że każda z nich miała by własną, ale
                początkowo identyczną świadomość. Skoro teleporter skopiował całość ciała, to
                znaczy, że skopiował też świadomość.
                Po za tym trudno jest zdefiniować czym jest "moja obecna świadomość" z
                perspektywy przyszłej, gdy będą już dwa egzemplarze mnie. Każdy z nich będzie
                twierdził i czuł, że posiada moją obecną świadomość. Ale moja obecna świadomość
                nie będzie już wtedy istnieć, tak samo jak obecnie nie istnieje twoja świadomość
                sprzed godziny. Jest tylko pamięcią o tym co robiłeś i co czułeś godzinę temu.
                Zarówno kopia jak i oryginał będą posiadały pamięć tego co czułem i co robiłem
                przed kopiowaniem. Zatem nie można powiedzieć, że moja świadomość "przeszła" do
                jednego z egzemplarzy. Ona po prostu po kopiowaniu będzie istnieć niezależnie w
                dwóch egzemplarzach.
              • petrucchio Re: Pytanko - jak to widzicie? 16.07.08, 13:10
                jack79 napisał:

                > więc pomyśl o sobie jako o dwóch takich osobach
                > w której z nich tliła by się twoja obecna świadomość
                > w tej?
                > w tamtej?
                > czy w obu równoczesnie?

                W obu RÓWNOLEGLE (jako dwie już osobne świadomości).
        • llukiz Re: Pytanko - jak to widzicie? 16.07.08, 16:12
          > Oczywiście, tyle że w każdym z tych miejsc byłaby to już inna (choć prawie
          > identyczna) osoba

          A dlaczego niby w każdym z tych miejsc to by była inna, a po minucie (bez
          teleportacji) to nie jest inna?
          • petrucchio Re: Pytanko - jak to widzicie? 16.07.08, 16:30
            llukiz napisał:

            > A dlaczego niby w każdym z tych miejsc to by była inna, a po
            > minucie (bez teleportacji) to nie jest inna?

            W zasadzie jest. Tyle, że normalnie po minucie istnieje jedna osoba, która
            przypomina sobie, że minutę temu była mną, tzn. utożsamia się ze wspomnieniem
            sprzed minuty. Dzięki tej odpowiedniości jeden do jednego, możliwa jest ściśle
            tożsamościowa relacja między przeszłym, obecnym i dowolnym przyszłym "ja". Jeśli
            dopuścimy możliwość teleportacji, takich osób może być więcej.
            • llukiz Re: Pytanko - jak to widzicie? 16.07.08, 17:18
              > W zasadzie jest

              Skro tak uważasz to w ramach udowodnienia mi że wierzysz w to co mówisz obetnij
              sobie rękę. Co Ci tam. Przecież za minutę to i tak nie będziesz już ty, więc nic
              Cię boleć nie będzie, a przynajmniej zapiszesz się w historii jako osoba która
              wieży w to co mówi. A jak na zakładane tak krótkie istnienie osób, taki wyczyn
              to będzie już coś!
              • petrucchio Re: Pytanko - jak to widzicie? 16.07.08, 18:50
                llukiz napisał:

                > > W zasadzie jest
                >
                > Skro tak uważasz to w ramach udowodnienia mi że wierzysz w to co
                > mówisz obetnij sobie rękę. Co Ci tam. Przecież za minutę to i tak
                > nie będziesz już ty,

                To będzie kontynuacja mnie (jedna jedyna w naszym świecie). Stany świadomości
                które układają się w moją tożsamość, są linearnie uporządkowane i stanowią jedną
                osobowość, unikatową i odróżnialną od innych. Ponieważ z teleportera nigdy nie
                korzystałem, nie mam żadnych rozterek związanych z powieleniem mojej osoby i
                osobowości. Tożsamość jest tworzona retrospektywnie, na podstawie pomięci, więc
                jeśli obetnę sobie rękę, będę to pamiętał; będę też odczuwał ból, bo ciało,
                które generuje moją świadomość, pozostanie uszkodzone.

                > więc nic Cię boleć nie będzie,

                Oczywiście, że będzie (zob. wyżej).

                > a przynajmniej zapiszesz się w historii jako osoba która
                > wieży w to co mówi.

                Czyżby to było coś osobliwego
                • llukiz Re: Pytanko - jak to widzicie? 17.07.08, 02:40
                  > jeśli obetnę sobie rękę, będę to pamiętał

                  jeśli będziesz to pamietał (TY) to zadaje to kłam teorii że po przemieszczeniu
                  czy po minucie to nie jest ta sama osoba

                  > tak: jeśli uważasz, że świadomość jest czymś niefizycznym, odłącznym od ciała i
                  > jego funkcji, palnij sobie w łeb

                  nic nie wiem na temat możliwości istnienia świadomości (mojej) bez mózgu, wiec
                  nie zamierzam sprawdzać aż do starości
                  • petrucchio Re: Pytanko - jak to widzicie? 17.07.08, 09:11
                    llukiz napisał:

                    > jeśli będziesz to pamietał (TY) to zadaje to kłam teorii że po
                    > przemieszczeniu czy po minucie to nie jest ta sama osoba

                    "Ja" to umowne określenie ciągu stanów świadomości, z których każdy kolejny
                    zawiera pamięć poprzednich. W naszym świecie te stany uporządkowane są liniowo,
                    czyli w każdej chwili istnieje tylko jeden "ja". Można więc uważać ten ciąg
                    stanów za jedną i tę samą osobowość jednej i tej samej osoby. Nie wyklucza to
                    hipotetycznej sytuacji, w której dwie RÓŻNE osoby/osobowości mają (do pewnego
                    momentu) tę samą pamięć. Nasz język nie bardzo sobie radzi z taką sytuacją
                    (przywykliśmy, że "ja" to zawsze jedna osoba), ale nie powinniśmy mylić
                    ograniczeń języka z rzeczywistością.

                    Nawiasem mówiąc, gdyby ktoś obciął sobie rękę tuż przed sklonowaniem
                    teleportacyjnym, to obie kopie będą pamiętać ten fakt i odczuwać ból, choć będą
                    już _po sklonowaniu_ dwiema różnymi osobami.
                    • llukiz Re: Pytanko - jak to widzicie? 17.07.08, 09:39
                      > "Ja" to umowne określenie ciągu stanów świadomości, z których każdy kolejny
                      > zawiera pamięć poprzednich.

                      Być może "Ty" mógłby być takim umownym określeniem, ale ze swojej strony mogę
                      Cię zapewnić że "JA" tym nie jest. I moje "dowody" jako pierwszoplanowego
                      obserwatora są niestety dla mnie silniejsze od Twoich.

                      Nasz język nie bardzo sobie radzi z taką sytuacją
                      > (przywykliśmy, że "ja" to zawsze jedna osoba), ale nie powinniśmy mylić
                      > ograniczeń języka z rzeczywistością.

                      Moim zdaniem nasz język nie bardzo sobie radzi z sytuacją nie bez powodu. Został
                      on stworzony przez indywidua, które "ja" postrzegają tak jak ja.
      • facet123 Re: Pytanko - jak to widzicie? 16.07.08, 12:46
        > i po przebudzeniu mimo tych zmian to dalej jestem JA t

        O w tym miejscu popełniasz błąd. Po przebudzeniu jesteś już kims innym niż przed
        zaśnięciem. "JA" o którym piszesz to wrażenie wywopływane tylko teraźniejszym
        stanem ciała. Nie wychodzi w przód ani wstecz w czasie - w końcu pamięć
        przeszłych zdarzeń i wyobrażenia przyszłych to TERAŹNIEJSZE stany umysłu.
        Gdy budzisz się rano twoje wczorajsze JA jest bezpowrotnie unicestwione = nie ma
        go. Zatem teleportacja taką maszyną tworzy kopie która posiada swoje wrażenie
        JA, a oryginał pozostaje z początkowo identycznym, ale szybko "rozjeżdżającym"
        się wrażeniem JA.


        • jack79 Re: Pytanko - jak to widzicie? 16.07.08, 12:51
          facet123 napisał:

          > > i po przebudzeniu mimo tych zmian to dalej jestem JA t
          >
          > O w tym miejscu popełniasz błąd. Po przebudzeniu jesteś już kims
          innym niż prze
          > d
          > zaśnięciem. "JA" o którym piszesz to wrażenie wywopływane tylko
          teraźniejszym
          > stanem ciała. Nie wychodzi w przód ani wstecz w czasie - w końcu
          pamięć
          > przeszłych zdarzeń i wyobrażenia przyszłych to TERAŹNIEJSZE stany
          umysłu.
          > Gdy budzisz się rano twoje wczorajsze JA jest bezpowrotnie
          unicestwione = nie m
          > a
          > go. Zatem teleportacja taką maszyną tworzy kopie która posiada
          swoje wrażenie
          > JA, a oryginał pozostaje z początkowo identycznym, ale
          szybko "rozjeżdżającym"
          > się wrażeniem JA.

          ok, zgoda, ale to w żaden sposób nie daje mi odpowiedzi czy po
          kopiowaniu będę siedział w głowie kopii czy oryginału czy może w obu
          równoczesnie :)
          • facet123 Re: Pytanko - jak to widzicie? 16.07.08, 12:56
            > ok, zgoda, ale to w żaden sposób nie daje mi odpowiedzi czy po
            > kopiowaniu będę siedział w głowie kopii czy oryginału czy może w obu
            > równoczesnie :)

            Kiedy właśnie daje. Po kopiowaniu będą istniały dwie osoby - każda będzie
            "siedziała" w swojej głowie. Pytanie o to, czy świadomość siedząca w Tobie przed
            kopiowaniem przejdzie do kopii czy do oryginału wynika z błędnego rozumienia
            pojęcia świadomości. Każda z tych dwóch osób będzie święcie przekonana, że to
            ona jest oryginałem. Każda będzie twierdziła, że czuje się i pamięta wszystko
            tak jakby to ona była oryginałem. Nie będzie sposobu rozstrzygnięcia która z
            nich ma rację, bo obie będą miały rację.

            • jack79 Re: Pytanko - jak to widzicie? 16.07.08, 12:58

              > Kiedy właśnie daje. Po kopiowaniu będą istniały dwie osoby - każda
              będzie
              > "siedziała" w swojej głowie. Pytanie o to, czy świadomość siedząca
              w Tobie prze
              > d
              > kopiowaniem przejdzie do kopii czy do oryginału wynika z błędnego
              rozumienia
              > pojęcia świadomości. Każda z tych dwóch osób będzie święcie
              przekonana, że to
              > ona jest oryginałem. Każda będzie twierdziła, że czuje się i
              pamięta wszystko
              > tak jakby to ona była oryginałem. Nie będzie sposobu
              rozstrzygnięcia która z
              > nich ma rację, bo obie będą miały rację.

              ok, ale wyobraź sobie że masz zamkniete oczy przed kopiowaniem
              kopia powstaje w pokoju obok
              po kopiowaniu otwierasz oczy
              w którym pokoju jestes? :)
              • asteroida2 Re: Pytanko - jak to widzicie? 16.07.08, 13:09
                > ok, ale wyobraź sobie że masz zamkniete oczy przed kopiowaniem
                > kopia powstaje w pokoju obok
                > po kopiowaniu otwierasz oczy
                > w którym pokoju jestes? :)

                Wyobraź sobie że zamykasz oczy a ja rzucam monetą.
                Po rzucie otwierasz oczy.
                Na którą stronę upadła moneta?
                • jack79 Kwantówka! 16.07.08, 13:19
                  > > ok, ale wyobraź sobie że masz zamkniete oczy przed kopiowaniem
                  > > kopia powstaje w pokoju obok
                  > > po kopiowaniu otwierasz oczy
                  > > w którym pokoju jestes? :)
                  >
                  > Wyobraź sobie że zamykasz oczy a ja rzucam monetą.
                  > Po rzucie otwierasz oczy.
                  > Na którą stronę upadła moneta?

                  czyli sugerujesz że byłbym albo w jednym pokoju albo w drugim? :)
                  ale gdyby w jednym z pokojów mnie akurat zabito wtedy na pewno bym
                  otworzył oczy w drugim?
                  czy może jednak wcale bym ich nie otowrzył tylko zginął skoro miałem
                  otworzyć te oczy które zamordowano?

                  jakoś mi się to o kota schrodingera ociera
                  że niby do momentu "otwarcia oczu" jestem w obu głowch równoczesnie,
                  a po ich otwarciu już tylko w jednej
                  całkiem niezły paradoks jak dla mnie
                  i jakoś do mnie nie przemawiający :)

              • facet123 Re: Pytanko - jak to widzicie? 16.07.08, 13:13
                > ok, ale wyobraź sobie że masz zamkniete oczy przed kopiowaniem
                > kopia powstaje w pokoju obok
                > po kopiowaniu otwierasz oczy
                > w którym pokoju jestes? :)

                Każdy z nas otwiera oczy w innym pokoju i każdy czuje, że jest mną. Wg mnie nie
                żadnych powodów aby twierdzić, że któryś z nich będzie czuł się mną bardziej, a
                któryś mniej, albo że któryś będzie miał większe prawo twierdzić, że jest mną.
                Będą mieli dokładnie takie same prawa tak twierdzić i oboje będą dokładnie tak
                samo czuć, że są mną.

                Tobie wydaje się chyba, że poczucie ciągłości świadomości jest czymś innym niż
                pamiętanie tego co się wcześniej czuło.
                • jack79 Re: Pytanko - jak to widzicie? 16.07.08, 13:25
                  facet123 napisał:

                  > > ok, ale wyobraź sobie że masz zamkniete oczy przed kopiowaniem
                  > > kopia powstaje w pokoju obok
                  > > po kopiowaniu otwierasz oczy
                  > > w którym pokoju jestes? :)
                  >
                  > Każdy z nas otwiera oczy w innym pokoju i każdy czuje, że jest
                  mną. Wg mnie nie
                  > żadnych powodów aby twierdzić, że któryś z nich będzie czuł się
                  mną bardziej, a
                  > któryś mniej, albo że któryś będzie miał większe prawo twierdzić,
                  że jest mną.
                  > Będą mieli dokładnie takie same prawa tak twierdzić i oboje będą
                  dokładnie tak
                  > samo czuć, że są mną.

                  to nie "oni" beda mieli prawa tak twierdzić
                  to Ty będziesz miał prawo tak twierdzić
                  i drugi Ty tez będziesz miał prawo tak twierdzić

                  tylko że to oznacza że umrzesz dwa razy
                  coś tu nie gra :)


                  > Tobie wydaje się chyba, że poczucie ciągłości świadomości jest
                  czymś innym niż
                  > pamiętanie tego co się wcześniej czuło.

                  nie wydaje mi się, ale o to własnie podejrzewam tą nieuchytna
                  świadomość choć trudno o argumenty

                  • petrucchio Re: Pytanko - jak to widzicie? 16.07.08, 13:45
                    jack79 napisał:

                    > tylko że to oznacza że umrzesz dwa razy
                    > coś tu nie gra :)

                    Nie. Każda kopia ma własne życie i własną śmierć. Przecież istnieje mnóstwo
                    systemów historycznych, które mogą ulec podziałowi i zróżnicowaniu. Przykład z
                    językoznawstwa: jeśli jakiś język istnieje długo i ulega zmianom, to dzięki
                    ciągłości przekazywania go z pokolenia na pokolenie możemy go uważać za "ten
                    sam" język (choć używają go już nowi ludzie). Np. zgadzamy się, że Kochanowski i
                    Mickiewicz pisali po polsku, choć nie był to dokładnie taki sam język polski,
                    jak obecnie, a Homer tworzył po grecku, choć nie zrozumiałby ani słowa ze
                    współczesnej greki. Istnieje zatem coś w rodzaju historycznie ciągłej tożsamości
                    językowej.

                    Wyobraźmy sobie teraz, że ludzie mówiący jednym językiem dzielą się na kilka
                    odseparowanych od siebie grup etnicznych i język każdej z nich ewoluuje
                    niezależnie. Po pewnym czasie (zwykle po kilku/kilkunastu wiekach) przestaną się
                    nawzajem rozumieć. Na przykład i portugalski, i rumuński (podobnie jak inne
                    języki romańskie) wywodzą się z łaciny i każdy z nich jest w pewnym sensie
                    kontynuacją łaciny po ok. 15 wiekach, ale WSPÓŁCZEŚNIE nie są oczywiście tym
                    samym językiem, ani też żaden nie jest "prawdziwszą" kontynuacją wspólnego
                    przodka. Niektóre inne języki czy dialekty romańskie (np. dalmatyński albo
                    łacina używana przez brytyjskich Celtów przed przybyciem Anglosasów) wymarły
                    bezpotomnie, ale "śmierć" jednej kontynuacji nie ma wpływu na inne. Łacina
                    wymarła w jednych miejscach, w innych żyje nadal pod RÓŻNYMI postaciami.
                    • jack79 Re: Pytanko - jak to widzicie? 16.07.08, 13:49
                      petrucchio napisał:

                      > jack79 napisał:
                      >
                      > > tylko że to oznacza że umrzesz dwa razy
                      > > coś tu nie gra :)

                      > Nie. Każda kopia ma własne życie i własną śmierć.

                      to kiedy zginę ten obecny ja?
                      jak zginie ten z lewej czy ten z prawej?

                      • petrucchio Re: Pytanko - jak to widzicie? 16.07.08, 13:54
                        jack79 napisał:

                        > to kiedy zginę ten obecny ja?
                        > jak zginie ten z lewej czy ten z prawej?

                        Będziesz miał dwie równoległe przyszłości i zginiesz dwa razy jako dwie już
                        różne i autonomiczne osoby.
                      • facet123 Re: Pytanko - jak to widzicie? 16.07.08, 13:55
                        > to kiedy zginę ten obecny ja?

                        Obecny ty już zginał. I kolejny i kolejny. Co chwila ginie obecny TY i w jego
                        miejsce pojawia się nowy, który pamięta wszystko to co poprzedni i dodatkowo
                        odbiera nowe bodźce wewnętrzne i zewnętrzne. Ale po chwili jest już kolejny. i
                        ta dalej.
                        • llukiz Re: Pytanko - jak to widzicie? 16.07.08, 17:01
                          > Obecny ty już zginał. I kolejny i kolejny. Co chwila ginie obecny TY i w jego
                          > miejsce pojawia się nowy

                          aż dziw bierze że zabicie kogoś jest karane. Ci wszyscy ludzie to jakieś głupki.
                          Przecież to jasne i oczywiste że każdy żyje tak na prawdę tylko cząstkę sekundy,
                          a potem powstaje ktoś nowy...
                          Stworzyliście sobie jakieś idiotyczne założenie bo pasowało wam do teorii
                          wziętej z dupy konia i propagujecie te idiotyzmy z uporem godnym lepszej sprawy.
                          Próbujecie tu wmówić wszystkim, że właściwie to nikt nie istnieje i że tylko nam
                          się zdaje że istniejemy, ale nie da się wytłumaczyć komu właściwie to się zdaje,
                          skoro niby każdy ma już po chwili nie istnieć.
                          Też czytałem o tej idiotycznej teorii (już nie pamiętam kto pierwszy to
                          zaproponował), ale nie sądziłem że coś takiego ktokolwiek może wziąć na poważnie
                          • facet123 Re: Pytanko - jak to widzicie? 17.07.08, 09:02


                            > Stworzyliście sobie jakieś idiotyczne założenie bo pasowało wam do
                            > teorii wziętej z dupy konia i propagujecie te idiotyzmy z uporem
                            > godnym lepszej sprawy

                            To by było na tyle jeżeli chodzi o merytoryczną dyskusję. Nie jesteś wstanie
                            przedstawić żadnych argumentów oprócz intuicji, więc idziesz w emocje. Miło było
                            pogawędzić.
                            • llukiz Re: Pytanko - jak to widzicie? 17.07.08, 09:29
                              > To by było na tyle jeżeli chodzi o merytoryczną dyskusję.
                              > Miło był o
                              > pogawędzić.

                              Wydawało mi się, że ustaliliśmy to już wcześniej. Przedstawiłem swoją teorię Ty
                              swoją, nikt dowodów nie przedstawił (z powodu ich nieistnienia), więc można
                              chyba uznać, że dalsza merytoryczna dyskusja jest nie możliwa. jedyne co można
                              by merytorycznie uczynić, to po biadolić nad brakiem wiedzy...
                              • facet123 Re: Pytanko - jak to widzicie? 17.07.08, 10:58
                                > Wydawało mi się, że ustaliliśmy to już wcześniej. Przedstawiłem swoją
                                > teorię Ty swoją, nikt dowodów nie przedstawił (z powodu ich
                                > nieistnienia), więc można chyba uznać, że dalsza merytoryczna
                                > dyskusja jest nie możliwa

                                To prawda. Argumenty wszyscy wyłożyli. Moja teoria, oprócz tego, że jest
                                nieudowadnianla, tak jak każda teoria naukowa, dostarcza wyjaśnień dyskutowanych
                                problemów bez odwoływania się do nieznanych nauce, czy z definicji niepojętych
                                bytów i wymaga jedynie zrezygnowania z pewnych intuicji. Twoja teoria dostarcza
                                podobnego wyjaśnienia angażując i powołując do istnienia dodatkowe byty
                                fenomenologiczne i jest przez to bardziej zgodna z ogólną intuicją. Żadna z nich
                                nie może być udowodniona, co gorsza trudno było by je też obalić.
                                Proponuję więc zakończyć temat w pokoju, bez nazywania tego co mówi drugi bzdurami.
                                • llukiz Re: Pytanko - jak to widzicie? 17.07.08, 13:59
                                  > Moja teoria dostarcza wyjaśnień dyskutowanych
                                  > problemów bez odwoływania się do nieznanych nauce, czy z definicji niepojętych
                                  > bytów

                                  Problem z tym, że twoja teoria dla mnie nic nie wyjaśnia. Jest ona równie dobra
                                  jak teoria tłumacząca dlaczego bursztyn przyciąga papier, prezentowana przez
                                  starożytnych. Przyciąga, bo taka jest natura bursztynu i papieru, że się
                                  przyciągają. I jest gites, mamy wszystko wyjaśnione jak to mówisz "bez
                                  odwoływania się do nieznanych nauce, czy z definicji niepojętych bytów" typu
                                  elektron, proton. Ładnie byśmy jako ludzkość wyglądali gdyby każdy tak
                                  podchodził do niezrozumiałych kwestii.

                                  > Proponuję więc zakończyć temat w pokoju, bez nazywania tego co mówi drugi bzdur
                                  > ami.

                                  Trudno uniknąć określenia bzdury, jeśli ktoś chce mnie przekonać że moja
                                  świadomość przed minutą nie istniała i za minutę też istnieć nie będzi.
                                  • facet123 Re: Pytanko - jak to widzicie? 17.07.08, 14:11
                                    > Problem z tym, że twoja teoria dla mnie nic nie wyjaśnia. Jest ona
                                    > równie dobra jak teoria tłumacząca dlaczego bursztyn przyciąga
                                    > papier, prezentowana przez starożytnych. Przyciąga, bo taka jest
                                    > natura bursztynu i papieru, że się przyciągają

                                    Mam inne zdanie. Moja teoria nie wyjaśnia co najwyżej tego dlaczego równoimienne
                                    ładunki się odpychają, albo dlaczego masy się przyciągają. Tworzenie dodatkowych
                                    bytów niczego tutaj nie zmieni - zawsze gdzieś dochodzimy do elementarnych praw,
                                    których nie da się zdekomponować na bardziej elementarne.
                                    • llukiz Re: Pytanko - jak to widzicie? 17.07.08, 20:06
                                      > ładunki się odpychają, albo dlaczego masy się przyciągają. Tworzenie dodatkowyc
                                      > h
                                      > bytów niczego tutaj nie zmieni

                                      jak by tak myśleć to nie odkryto by elektronu, bo przecież papier i bursztyn się
                                      przyciąga i tworzenie dodatkowego bytu nic tutaj nie zmienia. Poza tym ja nie
                                      mam nic przeciwko wymyślaniu wytłumaczeń dlaczego masy się przyciągają i uważam
                                      że tworzenie dodatkowych bytów by lepiej zrozumieć to zjawisko ma jak
                                      najbardziej głęboki.
                                      • facet123 Re: Pytanko - jak to widzicie? 18.07.08, 09:11
                                        > jak by tak myśleć to nie odkryto by elektronu, bo przecież papier i
                                        > bursztyn się przyciąga i tworzenie dodatkowego bytu nic tutaj nie
                                        > zmienia.

                                        Tylko, że za pomocą samej teorii bursztynu i papierka nie sposób wyjaśnić
                                        innych zjawisk. W miarę ich odkrywania dopiero stworzono podstawy do odkrycia
                                        elektronu. Natomiast nic poza Twoją intuicją nie przemawia za tym, że jest "coś
                                        jeszcze" w problemie świadomości, zatem poszukiwać tego oczywiście można, ale
                                        podstawy do tego są bardzo kruche.

                                        > Poza tym ja nie mam nic przeciwko wymyślaniu wytłumaczeń dlaczego
                                        > masy się przyciągają i uważam że tworzenie dodatkowych bytów by
                                        > lepiej zrozumieć to zjawisko ma jak najbardziej głęboki.

                                        No ma, ale zawsze gdzieś dochodzimy do elementarnych praw fizyki. Nie mamy
                                        podstaw sądzić w tej chwili, że "masy się przyciągają" nie stanowi takiego
                                        elementarnego prawa. Do póki nie pojawią się zjawiska których nie sposób
                                        wyjaśnić w oparciu o takie prawo poszukiwania dodatkowych bytów jest w zasadzie
                                        niemożliwe - nie ma od czego zacząć. Podobnie dzisiejsza fizyka nie poszukuje na
                                        siłę cząstek bardziej elementarnych niż elektron, które mogły by składać się na
                                        elektron. W ramach dzisiejszej wiedzy wszystko da się wyjaśnić przy założeniu,
                                        że elektron jest elementarny i nie ma żadnych obserwacji podważających to założenie.
                                        • llukiz Re: Pytanko - jak to widzicie? 18.07.08, 10:46
                                          Do póki nie pojawią się zjawiska których nie sposób
                                          > wyjaśnić w oparciu o takie prawo poszukiwania dodatkowych bytów jest w zasadzie
                                          > niemożliwe

                                          przecież takim zjawiskiem którego nie da się wyjaśnić w oparci o bieżącą fizykę
                                          jest właśnie moja świadomość

                                          Natomiast nic poza Twoją intuicją nie przemawia za tym, że jest "coś
                                          > jeszcze" w problemie świadomości

                                          nic poza Twoją intuicją nie przemawia za tym że nie ma czegoś więcej w problemie
                                          świadomości
                                          • asteroida2 Re: Pytanko - jak to widzicie? 18.07.08, 10:59
                                            > przecież takim zjawiskiem którego nie da się wyjaśnić w oparci o
                                            > bieżącą fizykę jest właśnie moja świadomość

                                            A życie daje się wyjaśnić w oparciu o bieżącą fizykę?
                                            Na czym polega różnica?
                                            • llukiz Re: Pytanko - jak to widzicie? 18.07.08, 11:16
                                              > A życie daje się wyjaśnić w oparciu o bieżącą fizykę?
                                              > Na czym polega różnica?

                                              Oczywiście. A różnica polega na tym że niektórzy postulują że określone
                                              konfiguracje atomów wywołują zjawisko świadomości, a dowodów na to nie ma żadnych...
                                              • facet123 Re: Pytanko - jak to widzicie? 18.07.08, 11:48
                                                > różnica polega na tym że niektórzy postulują że określone
                                                > konfiguracje atomów wywołują zjawisko świadomości, a dowodów na to
                                                > nie ma żadnych...

                                                Nie ma na to żadnych innych dowodów niż na to, że powodem ruchu i szelestu liści
                                                na wietrze jest wiatr. Przecież teoretycznie mogło by być tak, że wiatr wieje
                                                sobie przypadkiem zawsze wtedy gdy liście (z zupełnie innego,
                                                fenomenologicznego, powodu) szeleszczą.

                                                Przecież każdy wie, że jest świadomy i każdego można poddać padaniom które nie
                                                znajdą w jego mózgu nic ponad fizykę. Czy to nie dość aby założyć, że ta fizyka
                                                - niesamowicie skomplikowana - tworzy świadomość?

                                                Teraz przytaczasz słuszną filozoficznie, ale praktycznie bezużyteczną krytykę
                                                przyczynowości Davida Hume'a - to, że jakieś dwa zjawiska zachodzą zawsze jedno
                                                pod drugim lub jednocześnie nie stanowi w sensie logiki matematycznej
                                                absolutnego dowodu tego, że istnieje pomiędzy nimi związek przyczynowy. Czyli
                                                teoretycznie to, że gdy mówię, to inni słyszą mój głos może wcale nie wynikać z
                                                tego, że tworzę fale dźwiękowe w powietrzu - możliwe, że przypadkiem zawsze gdy
                                                mam coś do powiedzenia, te fale tworzą się samoistnie, a inni przypadkiem
                                                zaczynają coś słyszeć...
                                                • llukiz Re: Pytanko - jak to widzicie? 18.07.08, 12:51
                                                  > Czy to nie dość aby założyć, że ta fizyka
                                                  > - niesamowicie skomplikowana - tworzy świadomość?

                                                  W każdym razie nie taka jaką znamy

                                                  > krytykę
                                                  > przyczynowości Davida Hume'a

                                                  przecież w życiu mnóstwo jest przykładów zjawisk które tylko pozornie wnikają z
                                                  siebie
                                              • madcio Re: Pytanko - jak to widzicie? 21.07.08, 14:14
                                                > niektórzy postulują że określone konfiguracje atomów wywołują
                                                > zjawisko świadomości, dowodów na to nie ma żadnych...
                                                Oczywiście że są, i oczywiście ignorujesz je i/lub udajesz, że ich nie ma. Cóż,
                                                równie dobra metoda na dysonans poznawczy, jak każda inna. Na twoje chciejstwo
                                                nic nie poradzę.

                                                Najprostszy dowód - zmiana konfiguracji atomów (np. przyłożenie czymś ciężkim w
                                                głowę, zjedzenie/wypicie/wdychanie/wstrzyknięcie pewnych substancji, albo
                                                podanie niewielkiego napięcia na elektrodzie wnikającej głęboko w mózg) może
                                                zmienić świadomość, często radykalnie. Albo i w ogóle ją zniszczyć.
                                                • llukiz Re: Pytanko - jak to widzicie? 27.07.08, 12:06
                                                  > Najprostszy dowód - zmiana konfiguracji atomów (np. przyłożenie czymś ciężkim w
                                                  > głowę, zjedzenie/wypicie/wdychanie/wstrzyknięcie pewnych substancji, albo
                                                  > podanie niewielkiego napięcia na elektrodzie wnikającej głęboko w mózg) może
                                                  > zmienić świadomość, często radykalnie. Albo i w ogóle ją zniszczyć.

                                                  przykro mi, ale nie zauważam zmian świadomości, a jedynie percepcji. Jak bardzo
                                                  pijanym się nie jest, świadomość funkcjonuje nadal tak samo, a jedynie bodźce do
                                                  niej docierające drastycznie się różnią od tych jaki docierają na trzeźwo.
                                                  • asteroida2 Re: Pytanko - jak to widzicie? 27.07.08, 12:29
                                                    > przykro mi, ale nie zauważam zmian świadomości, a jedynie percepcji. Jak bardzo
                                                    > pijanym się nie jest, świadomość funkcjonuje nadal tak samo, a jedynie bodźce d
                                                    > o
                                                    > niej docierające drastycznie się różnią od tych jaki docierają na trzeźwo.

                                                    Och, to najwyraźniej nie upiłeś się nigdy tak żeby "urwał ci się film". Może
                                                    takie doświadczenie by się przydało?

                                                    Ludzie w takim stanie _zachowują_ się inaczej, a potem nie pamiętają tego co
                                                    robili. To nie da się sprowadzić wyłącznie do zmian percepcji.
                                                  • llukiz Re: Pytanko - jak to widzicie? 27.07.08, 14:17
                                                    > Ludzie w takim stanie _zachowują_ się inaczej, a potem nie pamiętają tego co
                                                    > robili. To nie da się sprowadzić wyłącznie do zmian percepcji.

                                                    pewnie. Jeśli twój mózg da ci fałszywą informacje że idzie na ciebie facet z
                                                    nożem i chce cię zabić, a ty w rezultacie tego podejmiesz decyzję by uciekać lub
                                                    robić coś równie głupiego, to pewnie też napiszesz że takiego zachowania nie da
                                                    się wytłumaczyć zmianą percepcji.
                                                    Podobnie jest po alkoholu. A to że niektórzy nie orientują się że alkohol
                                                    powoduje zmianę percepcji i zachowują się po alkoholu jak debile to jest ich
                                                    problem i ich znajomych.
                                                  • asteroida2 Re: Pytanko - jak to widzicie? 27.07.08, 14:22
                                                    Sam fakt że czegoś nie pamiętają, dowodzi że zmienia się nie tylko percepcja,
                                                    ale w ogóle sposób działania umysłu - w szczególności sposób zapamiętywania zdarzeń.

                                                    To jest elementarna logika. Zmiana percepcji może wywołać halucynacje, może
                                                    wywołać panikę lub agresję. Ale żadna zmiana percepcji nie wykasuje ci pamięci.
                                                    Twoja hipoteza jest po prostu fałszywa. qed.
                                                  • llukiz Re: Pytanko - jak to widzicie? 27.07.08, 23:18
                                                    > Sam fakt że czegoś nie pamiętają, dowodzi że zmienia się nie tylko percepcja,
                                                    > ale w ogóle sposób działania umysłu - w szczególności sposób zapamiętywania zda
                                                    > rzeń.

                                                    zmienia się sposób działania mózgu. Ale co z tego? Poza tym czasami można sobie
                                                    przypomnieć to czego się niby nie pamięta.

                                                    > To jest elementarna logika. Zmiana percepcji może wywołać halucynacje, może
                                                    > wywołać panikę lub agresję. Ale żadna zmiana percepcji nie wykasuje ci pamięci.

                                                    a kto mówi że zmiana percepcji kasuje pamięć? Nie mamy cały czas dostępu do
                                                    wszystkiego co pamiętamy bo byśmy zwariowali
                                                  • asteroida2 Re: Pytanko - jak to widzicie? 28.07.08, 09:13
                                                    > zmienia się sposób działania mózgu. Ale co z tego?

                                                    To z tego, że w takim razie przyznajesz że pamięć jest przechowywana w mózgu, a
                                                    nie w jakiejś "niefizycznej świadomości".

                                                    A to oznacza że jeśli np. ktoś miałby sposób na oderwanie świadomości od mózgu i
                                                    zamienienie świadomości dwóch ludzi miejscami, to oni sami nie zauważyliby
                                                    różnicy (bo świadomości pamiętają tylko to co jest zapisane w mózgu).

                                                    Za co zatem odpowiada świadomość? Za charakter?
                                                  • llukiz Re: Pytanko - jak to widzicie? 28.07.08, 20:00
                                                    > Za co zatem odpowiada świadomość? Za charakter?

                                                    ano. Podejmuje decyzje w oparciu o dostępne informacje zapisane w mózgu.

                                                    > A to oznacza że jeśli np. ktoś miałby sposób na oderwanie świadomości od mózgu
                                                    > i
                                                    > zamienienie świadomości dwóch ludzi miejscami, to oni sami nie zauważyliby
                                                    > różnicy

                                                    Oczywiście. Tak musiałoby by być. Na takiej samej zasadzie jak ktoś ma urojenia
                                                    i pamięta coś czego nie było, to nie widzi różnicy między sytuacjami które
                                                    wydaje mu się że się wydarzyły, a tymi które były na prawdę. Tak samo nie widzi
                                                    się różnicy pomiędzy niewiedzą o rzeczach które istnieją, a niewiedzą o rzeczach
                                                    które nie istnieją.
                                                  • asteroida2 Re: Pytanko - jak to widzicie? 31.07.08, 11:31
                                                    > > Za co zatem odpowiada świadomość? Za charakter?
                                                    >
                                                    > ano. Podejmuje decyzje w oparciu o dostępne informacje zapisane w mózgu.

                                                    No dobrze. Ale podejmowanie decyzji wymaga też znajomości (pamiętania) pewnych
                                                    wzorców i posługiwania się jakąś logiką (zapamiętaną). Każde zachowanie i każda
                                                    umiejętność, której w życiu się nauczyłeś, została _zapamiętana_ w strukturach
                                                    mózgu.

                                                    A więc jeśli zamieniłbym się świadomościami z kolegą, to kolega będąc w moim
                                                    ciele i używając mojego mózgu, podejmowałby takie same decyzje jak gdyby był
                                                    mną. Potrafiłby robić to co ja, wiedziałby to co ja i myślałby takimi samymi
                                                    schematami. I nie pamiętałby że był kimś innym, tylko twierdziłby że jest mną.

                                                    Czym zatem, według Ciebie, różnią się poszczególne świadomości?
                                                    Czy istnieje jakakikolwiek (subiektywny czy obiektywny) sposób stwierdzenia że
                                                    ktoś wczoraj nie zamienił miejscami naszych świadomości?
                                                  • facet123 Re: Pytanko - jak to widzicie? 31.07.08, 13:32
                                                    > A więc jeśli zamieniłbym się świadomościami z kolegą, to kolega będąc
                                                    > w moim ciele i używając mojego mózgu, podejmowałby takie same decyzje
                                                    > jak gdyby był mną. Potrafiłby robić to co ja, wiedziałby to co ja i
                                                    > myślałby takimi samymi schematami. I nie pamiętałby że był kimś
                                                    > innym, tylko twierdziłby że jest mną

                                                    Ciekawy przykład rozumowania. Wychodziło by, że ta tajemnicza niefizyczna
                                                    świadomość w którą Llukiz tak wierzy nie może posiadać swojej pamięci,
                                                    osobowości, ani charakteru (bo te elementy są zapisane w mózgu)... Zatem po
                                                    przeniesieniu jej do mózgu innej osoby stała by się ona tą osobą. Jak dla mnie
                                                    to kolejny dowód na to, że fenomenalna świadomość to byt nadmiarowy, nic nie
                                                    wyjaśniający i pozbawiony dowodów istnienia. No bo jeśli wszystkie elementy
                                                    składające się na mentalną osobę zawarte są w mózgu, to co pozostaje dla tej
                                                    tajemniczej fenomenalnej świadomości? Nie ma ona ani cech fizycznych, ani
                                                    mentalnych. Może naprawdę czas już rozważyć możliwość, że byt w takim kształcie
                                                    nie istnieje...
                                                  • llukiz Re: Pytanko - jak to widzicie? 31.07.08, 14:25
                                                    > świadomość w którą Llukiz tak wierzy nie może posiadać swojej pamięci,
                                                    > osobowości, ani charakteru (bo te elementy są zapisane w mózgu)...

                                                    trochę śmieszne twierdzenie. To tak jak by twierdzić że nie mogę mieć pieniędzy
                                                    w banku bo informacja o nich mieści się na dysku bankowego komputera.

                                                    Zatem po
                                                    > przeniesieniu jej do mózgu innej osoby stała by się ona tą osobą

                                                    na początku przez chwile może byś jej nie odróżnił

                                                    No bo jeśli wszystkie elementy
                                                    > składające się na mentalną osobę zawarte są w mózgu

                                                    nie wszystkie
                                                  • facet123 Re: Pytanko - jak to widzicie? 31.07.08, 14:49
                                                    > Zatem po
                                                    > > przeniesieniu jej do mózgu innej osoby stała by się ona tą osobą
                                                    >
                                                    > na początku przez chwile może byś jej nie odróżnił

                                                    A kiedy bym odróżnił? Czy ta osoba zachowywała by się inaczej? W jaki sposób
                                                    inaczej i dlaczego?


                                                    > No bo jeśli wszystkie elementy
                                                    > > składające się na mentalną osobę zawarte są w mózgu
                                                    >
                                                    > nie wszystkie

                                                    Bo to które nie są.
                                                  • llukiz Re: Pytanko - jak to widzicie? 31.07.08, 16:48
                                                    > A kiedy bym odróżnił? Czy ta osoba zachowywała by się inaczej? W jaki sposób
                                                    > inaczej i dlaczego?

                                                    Zmieniłyby się zainteresowanie takiej osoby. Np Zamiast spotkań ze znajomymi
                                                    preferuje czytanie książki. Inaczej dobierałby sobie znajomych. Zamiast spacerów
                                                    po górach wolałby sporty ekstremalne. Albo lubił melodramaty, a teraz tylko
                                                    filmu akcji. Inne żarty by go śmieszyły.

                                                    > Bo to które nie są.

                                                    To co nas ciekawie i to co lubimy i czego nie lubimy i co nas nudzi i czego
                                                    chcemy. To wszystko nie jest zawarte w mózgu, a jeśli nawet jest to zostało to
                                                    zawarte na nasze żądanie
                                                    > Bo to które nie są.
                                                  • facet123 Re: Pytanko - jak to widzicie? 01.08.08, 09:02
                                                    > Zmieniłyby się zainteresowanie takiej osoby. Np Zamiast spotkań ze
                                                    > znajomymi preferuje czytanie książki. Inaczej dobierałby sobie
                                                    > znajomych. Zamiast spacer w po górach wolałby sporty ekstremalne.
                                                    > Albo lubił melodramaty, a teraz tylko filmu akcji. Inne żarty by go
                                                    > śmieszyły.

                                                    Ale przecież to wszystko co wymieniłeś jest zapisane w mózgu. Te preferencje to
                                                    wynik częściowo uwarunkowań genetycznych, a częściowo rozwoju osobniczego,
                                                    ekspozycji na hormony podczas rozwoju płodowego, środowiska w jakim się
                                                    dorastało itd. Twierdzisz, że te czynniki nie kształtują mózgu, ale kształtują
                                                    to coś niefizycznego w mózgu? To dość dziwna teoria.
                                                    Zwłaszcza, że posiadamy mocno dowody, że to jednak fizyczność mózgu wpływa na te
                                                    preferencje. Znane są przypadki osób u których uszkodzenie mózgu spowodowało
                                                    całkowitą zmianę profilu osobowości. Niejaki Phineas Gage po mechanicznym urazie
                                                    mózgu przekształcił się z uczciwego i kochającego rodzinę szanowanego człowieka
                                                    w hulakę i nieodpowiedzialnego typa i wiadomo, że nie było to spowodowane traumą
                                                    psychiczną, właśnie uszkodzeniem fizycznym. Takich przypadków obecnie medycyna
                                                    zna mnóstwo. Istnieje choroba polegająca na tym, że człowiek traci emocjonalny
                                                    stosunek, do ludzi, przedmiotów i czynności - traci to co właśnie odpowiada za
                                                    preferencje o jakich piszesz i traci je z powodu uszkodzenia części mózgu
                                                    (choroba ta objawia się czasem tym iż chory uznaje bliską sobie osobę za
                                                    podstawionego sobowtóra, dlatego, że w pełni rozpoznaje, np. swoją żonę, ale
                                                    reaguje na nią emocjonalnie, tak jak zwykł to robić gdy był zdrowy. Dochodzi
                                                    przez to do absurdalnego wniosku, że żona nie jest tą samą osobą, ale sztucznym
                                                    sobowtórem. Czasem prowadzi to do tragedii - "sobowtór" jest okaleczany lub
                                                    wręcz zabijany).

                                                    Inaczej mówiąc, dlaczego akceptujesz, że pamięć jest zapisana w mózgu, a
                                                    preferencje nie? Zwłaszcza, że jedno i drugie jest obecnie tak samo mocno
                                                    naukowo podbudowane?

                                                    > To wszystko nie jest zawarte w mózgu, a jeśli nawet jest to zostało
                                                    > to zawarte na nasze żądanie

                                                    Przypadkiem obalającym taką teorię byłby przypadek w którym fizyczna zmiana
                                                    mózgu zmieniła by to co ktoś lubi, chce, preferuje. Takie przypadki są znane i
                                                    jest ich mnóstwo.
                                                  • llukiz Re: Pytanko - jak to widzicie? 01.08.08, 10:59
                                                    > Przypadkiem obalającym taką teorię byłby przypadek w którym fizyczna zmiana
                                                    > mózgu zmieniła by to co ktoś lubi, chce, preferuje

                                                    fizyczna zmiana w mózgu powoduje że ktoś nie jest w stanie odczuwać bodźców
                                                    które lubił. Jeśli uszkodzisz komuś mózg w ten sposób że nie reaguje on na
                                                    ulubiony smak truskawek, to nie należy się dziwić że osoba przestała lubić
                                                    truskawki bo choćby zjadła i tonę to do jej świadomości smak ten nie dotrze.
                                                    Choć nadal go lubi :(

                                                    Z uszkodzeniem mózgu jest jak z uszkodzeniem słuchu. Wielki meloman traci
                                                    zainteresowanie muzyką. Wielki mi halo przecież jest głuchy. Ale gdy traci bo mu
                                                    mózg uszkodzili to nagle ma to świadczyć o czymś więcej niż po prostu o nie
                                                    docieraniu do świadomości pozytywnych odczuć związanych ze słuchaniem muzyki.
                                                  • facet123 Re: Pytanko - jak to widzicie? 01.08.08, 11:39
                                                    > fizyczna zmiana w mózgu powoduje że ktoś nie jest w stanie odczuwać
                                                    > bodźców które lubił. Jeśli uszkodzisz komuś mózg w ten sposób że nie
                                                    > reaguje on na ulubiony smak truskawek, to nie należy się dziwić że
                                                    > osoba przestała lubić truskawki bo choćby zjadła i tonę to do jej
                                                    > świadomości smak ten nie dotrze. Choć nadal go lubi :(

                                                    Kiedy ja piszę o tym, że znane są przypadki gdy zmienia się sama preferencja, a
                                                    nie tylko "zewnętrzna" otoczka, czyli zmysły. Poczytaj sobie o tym u Daniela
                                                    Denneta albo Olivirera Sacksa. Neurologia zna mnóstwo przypadków gdy ktoś traci
                                                    (albo zyskuje) wielkie zainteresowanie jakąś sferą bez żadnego upośledzenia zmysłów.
                                                  • llukiz Re: Pytanko - jak to widzicie? 01.08.08, 12:18
                                                    Neurologia zna mnóstwo przypadków gdy ktoś traci
                                                    > (albo zyskuje) wielkie zainteresowanie jakąś sferą bez żadnego upośledzenia zmy
                                                    > słów.

                                                    Po pierwsze ja nie mówię tylko o zmysłach, a po drugie świadomość prawdopodobnie
                                                    również może podlegać zmianom. Kontakt ze zmienionym mózgiem przez dłuższy czas
                                                    najprawdopodobniej zacznie ją zmieniać.
                                                  • facet123 Re: Pytanko - jak to widzicie? 01.08.08, 12:28
                                                    > Po pierwsze ja nie mówię tylko o zmysłach

                                                    Mówiłeś o głuchnących ludziach tracących zainteresowanie muzyką...

                                                    > a po drugie świadomość prawdopodobnie również może podlegać zmianom.
                                                    > Kontakt ze zmienionym mózgiem przez dłuższy czas najprawdopodobniej
                                                    > zacznie ją zmieniać.

                                                    Ok. To jest jakaś hipoteza. Ale ciągle zakładamy istnienie tajemniczej
                                                    substancji na którą mózg jest naczyniem...

                                                    A skąd ta świadomość bierze się u dzieci? Pochodzi z DNA? z gamet? Co się z nią
                                                    dzieje po śmierci (ok - to łatwe - bez mózgu rozlewa się, wysycha i przestaje
                                                    istnieć...). Czy jest ona kombinacją świadomości rodziców? jak jest przekazywana
                                                    potomkom?
                                                  • llukiz Re: Pytanko - jak to widzicie? 01.08.08, 15:38
                                                    > Mówiłeś o głuchnących ludziach tracących zainteresowanie muzyką...

                                                    to była analogia

                                                    > A skąd ta świadomość bierze się u dzieci?

                                                    tam u dzieci... skąd w ogóle się bierze
                                                  • facet123 Re: Pytanko - jak to widzicie? 01.08.08, 15:47
                                                    > > A skąd ta świadomość bierze się u dzieci?
                                                    >
                                                    > tam u dzieci... skąd w ogóle się bierze

                                                    No tak. Ale na ile jestem w stanie sobie wyobrazić (choć zupełnie się z tym nie
                                                    zgadzam) że istnieje jakaś niefizyczna świadomość, to pierwszym elementem
                                                    badania jej powinno być określenia kiedy się pojawia. Dla mnie i tak wszelkie
                                                    problemy jakie pojawiają się przy próbie odpowiedzi na to pytanie wspierają
                                                    tylko wniosek, że nic takiego nie istnieje, ale jeżeli uważasz inaczej, to
                                                    powinieneś zaproponować przynajmniej jakąś potencjalną odpowiedź.
                                                  • llukiz Re: Pytanko - jak to widzicie? 01.08.08, 16:52
                                                    > No tak. Ale na ile jestem w stanie sobie wyobrazić (choć zupełnie się z tym nie
                                                    > zgadzam) że istnieje jakaś niefizyczna świadomość, to pierwszym elementem
                                                    > badania jej powinno być określenia kiedy się pojawia

                                                    być może, tylko wedle mojej wiedzy nie potrafimy stwierdzić istnienia
                                                    świadomości, więc jak tu badać kiedy się pojawia
                                                  • facet123 Re: Pytanko - jak to widzicie? 01.08.08, 12:30
                                                    > Po pierwsze ja nie mówię tylko o zmysłach

                                                    Mówiłeś o głuchnących ludziach tracących zainteresowanie muzyką...

                                                    > a po drugie świadomość prawdopodobnie również może podlegać zmianom.
                                                    > Kontakt ze zmienionym mózgiem przez dłuższy czas najprawdopodobniej
                                                    > zacznie ją zmieniać.

                                                    Ok. To jest jakaś hipoteza. Ale ciągle zakładamy istnienie tajemniczej
                                                    substancji na którą mózg jest naczyniem...

                                                    A skąd ta świadomość bierze się u dzieci? Pochodzi z DNA? z gamet? Co się z nią
                                                    dzieje po śmierci (ok - to łatwe - bez mózgu rozlewa się, wysycha i przestaje
                                                    istnieć...). Czy jest ona kombinacją świadomości rodziców? jak jest przekazywana
                                                    potomkom ?
                                                  • llukiz jak już się bawimy w gdybanie... 31.07.08, 14:17
                                                    > No dobrze. Ale podejmowanie decyzji wymaga też znajomości (pamiętania) pewnych
                                                    > wzorców i posługiwania się jakąś logiką (zapamiętaną)

                                                    ale wcześniej świadomość dokonywała wyborów którą logikę zapamiętać i które
                                                    wzorce przyswoić

                                                    Każde zachowanie i każda
                                                    > umiejętność, której w życiu się nauczyłeś, została _zapamiętana_ w strukturach
                                                    > mózgu.

                                                    bardzo możliwe, ale jak ktoś nie chciał by została zapamiętana to się jej nie uczył.

                                                    > A więc jeśli zamieniłbym się świadomościami z kolegą, to kolega będąc w moim
                                                    > ciele i używając mojego mózgu, podejmowałby takie same decyzje jak gdyby był
                                                    > mną

                                                    początkowo pewni tak. Jeśli miałby zapamiętane że lubi kino to z chęcią by do
                                                    niego poszedł. Ale jeśli by się okazało potem że kina nie lubi, to zaczął by
                                                    zmieniać tę pamięć tak by pasowała do niego.

                                                    Potrafiłby robić to co ja, wiedziałby to co ja i myślałby takimi samymi
                                                    > schematami. I nie pamiętałby że był kimś innym, tylko twierdziłby że jest mną.

                                                    raczej że jest sobą :)

                                                    > Czym zatem, według Ciebie, różnią się poszczególne świadomości?

                                                    decyzyjnością. Mając taki sam zestaw informacji, dwie różne świadomości mogą
                                                    (ale nie muszą) podjąć 2 różne decyzje. Zwłaszcza jest to istotne w sytuacjach
                                                    gdzie nie ma dobrego rozwiązania, lub gdy oba rozwiązania są korzystne tylko na
                                                    różne sposoby.

                                                    > Czy istnieje jakakikolwiek (subiektywny czy obiektywny) sposób stwierdzenia że
                                                    > ktoś wczoraj nie zamienił miejscami naszych świadomości?

                                                    a któż to może wiedzieć?
                                                  • asteroida2 Re: jak już się bawimy w gdybanie... 31.07.08, 15:00
                                                    Ach, trzeba było tak od razu - chodzi o wolną wolę.

                                                    Bo mózg sam z siebie jest układem fizycznym, a jako taki może zachowywać się
                                                    deterministycznie lub stochastycznie (szczególnie jeśli mają znaczenie efekty
                                                    kwantowe) - ale nie może nic więcej.

                                                    Jeśli uważamy że mamy "wolną wolę", rozumianą jako możliwość podjęcia decyzji
                                                    zarówno nie zdeterminowanej jak i nie przypadkowej, to potrzebujemy w tym celu
                                                    jakiegoś niefizycznego medium, które ją podejmie. Jeśli odrzucamy "niefizyczną
                                                    świadomość", to musimy odrzucić też istnienie wolnej woli.

                                                    Swoją drogą, to jest ciekawa zależność. Bo czy hipotetycznie mógłaby istnieć
                                                    istota pozbawiona świadomości, a posiadająca wolną wolę? Albo na odwrót - czy
                                                    mogłaby istnieć istota świadomak, ale nie posiadająca wolnej woli? Czy też te
                                                    dwa pojęcia są tożsame?
                                                  • facet123 Re: jak już się bawimy w gdybanie... 31.07.08, 16:17
                                                    > Jeśli uważamy że mamy "wolną wolę", rozumianą jako możliwość podjęcia
                                                    > decyzji zarówno nie zdeterminowanej jak i nie przypadkowej, to
                                                    > potrzebujemy w tym celu jakiegoś niefizycznego medium, które ją
                                                    > podejmie. Jeśli odrzucamy "niefizyczną świadomość", to musimy
                                                    > odrzucić też istnienie wolnej woli.

                                                    Przecież wolna wola to takie samo wrażenie jak wszystkie inne które odbiera
                                                    mózg. Człowiek "nie ma wolnej woli" w tym sensie, że jego wybory ZAWSZE wynikają
                                                    z fizycznych procesów zachodzących w jego mózgu (bez względu na to, czy procesy
                                                    te są deterministyczny, czy zawierają w sobie jakąś losowość powiedzmy
                                                    pochodzącą z mechaniki kwantowej). Jednocześnie jednak człowiek posiada wolną
                                                    wolę w tym sensie, że może na podstawie własnych przemyśleń, wspomnień i
                                                    wypracowanych przez siebie sposobów rozumowania podjąć decyzję, która będzie
                                                    tylko i wyłącznie jego decyzją - fakt iż wynika ona z procesów w jego mózgu w
                                                    żaden sposób tej wolnej woli mu sie odbiera.

                                                  • llukiz Re: jak już się bawimy w gdybanie... 31.07.08, 17:03
                                                    > wolę w tym sensie, że może na podstawie własnych przemyśleń, wspomnień i
                                                    > wypracowanych przez siebie sposobów rozumowania podjąć decyzję

                                                    a może jej nie podjąć? Przecież skoro jego wybory ZAWSZE wynikają z fizycznych
                                                    procesów w mózgu to te procesy sie tam same toczą i ja na nie wpływu nie mam.
                                                  • facet123 Re: jak już się bawimy w gdybanie... 01.08.08, 09:07
                                                    > a może jej nie podjąć? Przecież skoro jego wybory ZAWSZE wynikają z
                                                    > fizycznych procesów w mózgu to te procesy sie tam same toczą i ja na
                                                    > nie wpływu nie mam.

                                                    Otóż to. Wolna wola to wrażenie jakie towarzyszy autonomicznemu podejmowaniu
                                                    decyzji.

                                                    Swoją drogą, gdy komuś wydaje się, że takie postawienie sprawy jest nierealne bo
                                                    odbiera wolną wolę, to zastanawiam się czym dla kogoś takiego (Ciebie?) jest ta
                                                    wolna wola. Przecież jeżeli w jakichś warunkach podjąłeś z własnej woli jakąś
                                                    decyzję, to gdyby taka sytuacja w dokładne takich samych warunkach miała miejsce
                                                    powtórnie, to podjąłbyś dokładnie taką samą decyzję, bo co miało by się zmienić?
                                                    Zatem determinizm i logika wymagają aby decyzje były podejmowane w sposób
                                                    zdeterminowany przez warunki.
                                                    Chyba, że uważasz, że za element wolnej woli odpowiedzialne jest jakaś losowość.
                                                    Ale wtedy wolna wola jest jeszcze mniej wolna, bo polegała by na podejmowaniu
                                                    decyzji nie w oparciu o swoją wiedzę i odczucia, ale dodatkowo byłby jakiś
                                                    element losowy...

                                                    Znowu "Prawdziwa wolna wola" to coś co nie tylko nie istnieje, ale coś co jest
                                                    logicznie niespójne i sprzeczne.
                                                  • llukiz Re: jak już się bawimy w gdybanie... 01.08.08, 11:12
                                                    > Chyba, że uważasz, że za element wolnej woli odpowiedzialne jest jakaś losowość

                                                    Ta kwantowo mechaniczna losowość istniej właśnie po to by było miejsce na wolną
                                                    wolę na terenie mózgu

                                                    > Ale wtedy wolna wola jest jeszcze mniej wolna, bo polegała by na podejmowaniu
                                                    > decyzji nie w oparciu o swoją wiedzę i odczucia, ale dodatkowo byłby jakiś
                                                    > element losowy...

                                                    Logicznie ciągnąc Twój wywód do końca, ludzie nie powinni odpowiadać za swe
                                                    czyny bo niczyją winą nie jest że ma taki mózg jaki ma i że ten mózg podejmuje
                                                    takie a nie inne decyzje, posiadając określone informacje
                                                  • facet123 Re: jak już się bawimy w gdybanie... 01.08.08, 11:56
                                                    > Ta kwantowo mechaniczna losowość istniej właśnie po to by było
                                                    > miejsce na wolną wolę na terenie mózgu

                                                    Po pierwsze to teoria że kwantowa losowość ma bezpośredni wpływ na podejmowane
                                                    decyzje jest mocno wątpliwa i oprócz jej twórcy - Rogera Penrose'a mało kto w
                                                    nią wierzy.
                                                    Ale nawet jeśli to prawda, to ciągle nie wiem dlaczego wrażenie wolnej woli
                                                    oparte o losowe procesy kwantowe ma być bardziej "wolne" niż oparte o
                                                    deterministyczne procesy fizyczne. W jednym i drugim przypadku to nie jakieś
                                                    niefizyczne JA podejmuje decyzje, ale materia która zachowuje się zgodnie z
                                                    prawami fizyki. To czy prawa te dopuszczają losowość, czy nie nie nie zmienia
                                                    faktu, że decyzja jest rezultatem procesów podlegających tym prawom. Uważasz, że
                                                    w losowość w procesie decyzyjnym zwiększa "wolność" podejmowanych decyzji? Wg
                                                    mnie jeśli już to ją zmniejsza.

                                                    > Logicznie ciągnąc Twój wywód do końca, ludzie nie powinni
                                                    > odpowiadać za swe czyny bo niczyją winą nie jest że ma taki mózg
                                                    > jaki ma i że ten mózg podejmuj takie a nie inne decyzje, posiadając
                                                    > określone informacje

                                                    Logicznie, to życie nie ma sensu, a wszechświat nie ma celu. ale to nie znaczy,
                                                    że nie można sobie dla uprzyjemnienia egzystencji samemu stworzyć celów i
                                                    powymyślać sensu. Tak samo odpowiedzialność za nasze czyny to nie jest jakiś
                                                    magiczny byt, ale zbiór reguł jakie ustaliło społeczeństwo aby można w nim
                                                    spokojnie żyć. Jeżeli ludzie nie odpowiadali by za swoje czyny - to znaczy nie
                                                    byli karani za czyny krzywdzące innych, to mniej hamowali by się (przynajmniej
                                                    niektórzy) w tym aby innych krzywdzić. Zatem odpowiedzialność prawna to część
                                                    środowiska w oparciu o które ludzie podejmują decyzje. Gdy ktoś wie, że za coś
                                                    złego zostanie ukarany to po prostu nie będzie tego robił. Wiedza o tym, jest
                                                    jednym ze składników które posłużą mu do podjęcia tej decyzji. Decyzja ta jest w
                                                    pełni wolna - zależnie od własnych preferencji przestępca może wziąść na siebie
                                                    ryzyko kary i postępować niezgodnie z prawem - im skuteczniej będzie łapany i
                                                    surowiej karany, tym mniej będzie ludzi podejmujących takie decyzje.

                                                    Ja nie twierdzę, że ludzie nie mają wolnej woli - oni ją mają tak dalece jak
                                                    tylko mogą ją mieć. Tak dalece jak tylko dopuszcza logika.
                                                  • llukiz Re: jak już się bawimy w gdybanie... 01.08.08, 12:11
                                                    > decyzje jest mocno wątpliwa i oprócz jej twórcy - Rogera Penrose'a mało kto w
                                                    > nią wierzy.

                                                    w wiele rzeczy mało kto wierzy

                                                    > w losowość w procesie decyzyjnym zwiększa "wolność" podejmowanych decyzji? Wg
                                                    > mnie jeśli już to ją zmniejsza.

                                                    bo ta losowość jest "pozorna", tzn wygląda na losowość dla obserwatora z
                                                    zewnątrz. Podobnie zresztą jak świadomość której nie da się zaobserwować z
                                                    pozycji 3 osoby.

                                                    Zatem odpowiedzialność prawna to część
                                                    > środowiska w oparciu o które ludzie podejmują decyzje

                                                    Przyznam że logiczna odpowiedź. Przestępcy muszą popełniać przestępstwa a my
                                                    musimy ich karać by przestępstwa były rzadziej popełniane. Tylko gdzie ta wolna
                                                    wola...

                                                    > Ja nie twierdzę, że ludzie nie mają wolnej woli - oni ją mają tak dalece jak
                                                    > tylko mogą ją mieć. Tak dalece jak tylko dopuszcza logika.

                                                    Czyli wcale :)
                                                  • facet123 Re: jak już się bawimy w gdybanie... 01.08.08, 12:24
                                                    > Podobnie zresztą jak świadomość której nie da się zaobserwować z
                                                    > pozycji 3 osoby.

                                                    Wg mnie da się - problem tylko z poczuciem jak to jest być tym kimś, ale nawet o
                                                    tym można by wnioskować mając pełną mapę procesów mózgowych, własnych i kogoś
                                                    innego, oraz wiedzę o tym jak one przekładają się na odczucia własne, ale o tym
                                                    już dyskutowaliśmy.

                                                    > Przyznam że logiczna odpowiedź. Przestępcy muszą popełniać
                                                    > przestępstwa a my musimy ich karać by przestępstwa były rzadziej
                                                    > popełniane. Tylko gdzie ta wolna wola...

                                                    Wolna wola jest w tym, że człowiek to bardziej skomplikowany system niż jakiś
                                                    komputer grający w szachy, albo nawet najbardziej wyrafinowany system ekspercki.
                                                    Ilość danych jakie człowiek przetwarza by podjąć najprostszą decyzję jest
                                                    olbrzymia i nawet sam człowiek nie uświadamia sobie ich wszystkich. Każda z
                                                    informacji jakie służą nam do podjęcia decyzji jest ważona poprzez podobnie
                                                    olbrzymią liczbę preferencji, chęci, uprzedzeń, przewidywań itd. Ten
                                                    niesamowicie skomplikowany proces decyzyjny odczuwamy jako świadomość wolnej
                                                    woli. Możemy wybrać wiele opcji w oparciu o wiele kategorii i samego wyboru
                                                    kategorii którymi się kierujemy również dokonujemy w oparciu o masę wiedzy,
                                                    preferencji, wspomnień, odruchów itp.
                                                    Praktycznie nie możliwe jest abyśmy byli postawieni dwa razy w absolutnie tej
                                                    samej sytuacji co zmusiło by nas do podjęcia tej samej decyzji. Każda decyzja to
                                                    rozwiązywanie nowego problemu w oparciu o najlepszą naszą wiedzę - to jest
                                                    właśnie wolna wola.

                                                    > > Ja nie twierdzę, że ludzie nie mają wolnej woli - oni ją mają tak dalece
                                                    > jak
                                                    > > tylko mogą ją mieć. Tak dalece jak tylko dopuszcza logika.
                                                    >
                                                    > Czyli wcale :)

                                                    Zależy jak ją zdefiniować. Wg mnie wg wszelkich sensownych definicji
                                                    (definiujących coś co można sobie wyobrazić i ściśle opisać) mamy wolną wolę.
                                                  • asteroida2 Re: jak już się bawimy w gdybanie... 01.08.08, 12:06
                                                    > Znowu "Prawdziwa wolna wola" to coś co nie tylko nie istnieje, ale
                                                    > coś co jest logicznie niespójne i sprzeczne.

                                                    To akurat nie jest prawda. Mogę sobie wyobrazić proces którego współczesna
                                                    fizyka nie potrafi opisać, który nie jest ani deterministyczny ani losowy, a
                                                    który wpływa na podejmowanie decyzji przez mózg. To nie jest logicznie niespójna
                                                    hipoteza.

                                                    Twierdzenie że takie procesy nie istnieją, to po prostu teza Churcha-Turinga
                                                    (mówiąca że rzeczywistość jest algorytmizowalna).

                                                    Inna sprawa, że nie mamy danych na bazie których moglibyśmy stworzyć teorię
                                                    opisującą coś takiego. Dlatego jest to póki co domena filozofii, a nie nauk
                                                    ścisłych. Te rozważania nie są sprzeczne z rzeczywistością, co najwyżej są
                                                    nieuzasadnione.
                                                  • facet123 Re: jak już się bawimy w gdybanie... 01.08.08, 12:15
                                                    > To akurat nie jest prawda. Mogę sobie wyobrazić proces którego
                                                    > współczesna fizyka nie potrafi opisać, który nie jest ani
                                                    > deterministyczny ani losowy, a który wpływa na podejmowanie decyzji
                                                    > przez mózg. To nie jest logicznie niespójn a hipoteza.

                                                    Nie jest ani deterministyczny, ani losowy, to znaczy jaki jest? Ewentualnie na
                                                    proces mogły by wpływać jakieś czynniki zewnętrzne wobec naszej rzeczywistości.
                                                    Czyli my byśmy mieli wrażenie, że proces jest sterowany czymś czego nie widzimy
                                                    i nie wiemy jak się zachowuje, ale podejrzewamy, że to coś zachowuje się w jakiś
                                                    uporządkowany sposób. Można np. założyć, że moment rozpadu promieniotwórczego
                                                    atomu z naszego punktu widzenia jest losowy i nieprzewidywalny, ale być może
                                                    wpływa na niego coś czego jeszcze nie znamy.
                                                    Tak czy inaczej - nawet jeśli jeszcze tego czegoś nie znamy, to nie znaczy to,
                                                    że nie jest to deterministyczne, ani losowe. Wg mnie są tylko te dwie
                                                    możliwości, oraz ich kombinacje.


                                                    > Twierdzenie że takie procesy nie istnieją, to po prostu teza
                                                    > Churcha-Turinga (mówiąca że rzeczywistość jest algorytmizowalna).

                                                    Oj, to, że mógł by istnieć komputer obliczający w jednym kroku funkcję
                                                    BusyBeaver dla dowolnego argumentu, albo rozwiązujący problem stopu chyba nie
                                                    wiele wpłynęło by na pojęcie determinizmu o którym tu mówimy.
                                                    Mi chodzi o to, że jakikolwiek proces zachodzi - jest on w jakiś sposób pochodną
                                                    poprzednich stanów.



                                                  • asteroida2 Re: jak już się bawimy w gdybanie... 01.08.08, 12:36
                                                    > Nie jest ani deterministyczny, ani losowy, to znaczy jaki jest?

                                                    Inny. Weź chociażby przykład komputerów kwantowych. Ostateczny wynik można
                                                    opisać stochastycznie (można nawet zasymulować), ale samo działanie komputera
                                                    kwantowego nie jest ani deterministyczne, ani losowe.
                                                    Czemu nie miałyby istnieć jeszcze bardziej skomplikowane procesy, które nie dają
                                                    się opisać nawet mechaniką kwantową, tak jak probabilistyka nie wystarcza do
                                                    opisania teleportacji kwantowej?

                                                    > Tak czy inaczej - nawet jeśli jeszcze tego czegoś nie znamy, to nie znaczy to,
                                                    > że nie jest to deterministyczne, ani losowe. Wg mnie są tylko te dwie
                                                    > możliwości, oraz ich kombinacje.

                                                    I bardzo możliwe że masz rację. Ale to jest opinia, a nie prawo logiczne. Logika
                                                    nie wyklucza istnienia innych możliwości.

                                                    > Mi chodzi o to, że jakikolwiek proces zachodzi - jest on w jakiś
                                                    > sposób pochodną poprzednich stanów.

                                                    A jeśli jest pochodną przyszłych stanów? Przeprowadzając doświadczenie dojdziesz
                                                    do wniosku że coś wpływa na jego wynik, ale nie będziesz w stanie zidentyfikować
                                                    co. Możesz próbować uporządkować uzyskiwane wyniki, ale niekoniecznie musi ci
                                                    się to udać.
                                                    To jest tylko przykład. Matematykę można uprawiać na zbiorach, można na
                                                    kategoriach, a można na monadach. Fakt że jakiś formalizm dzisiaj świetnie się
                                                    sprawdza w modelowaniu rzeczywistości _sugeruje_ że rzeczywistość naprawdę taka
                                                    jest - ale tego nie dowodzi.
                                                  • facet123 Re: jak już się bawimy w gdybanie... 01.08.08, 13:21
                                                    > Inny. Weź chociażby przykład komputerów kwantowych. Ostateczny wynik
                                                    > można opisać stochastycznie (można nawet zasymulować), ale samo

                                                    Jak dla mnie, potencjalny komputer kwantowy rozwiązuje dobrze zdefiniowany
                                                    problem matematyczny. W przestrzeni bytów matematycznych problem ten jest pewną
                                                    relacją zachodzącą pomiędzy zbiorem argumentów, a zbiorem wyników. Zatem problem
                                                    jest po prostu nieskończonym zbiorem uporządkowanych par. Dla mnie oznacza to,
                                                    że definicja problemu DETERMINUJE jego rozwiązanie. To, że nie potrafimy
                                                    metodami algorytmicznymi znaleźć tego rozwiązania w rozsądnym, lub ogólniej -
                                                    skończonym czasie, nie oznacza, że nie jest ono zdeterminowane przez warunki.
                                                    Po za tym komputer kwantowy (może się mylę) tym różni się od zwykłej maszyny
                                                    Turinga, że potrafi się "mnożyć". zmienia to relację problemów P i NP-hard, ale
                                                    chyba do problemu stopu nas nie przybliża...


                                                    Ogólnie to masz rację - możliwe że kiedyś okaże się, że inny formalizm
                                                    matematyczny lepiej opisuje rzeczywistość, ale to chyba mało wpływa na jądro tej
                                                    dyskusji - świadomość i wolną wolę.
                                                  • asteroida2 Re: jak już się bawimy w gdybanie... 01.08.08, 14:06
                                                    > W przestrzeni bytów matematycznych problem ten jest pewną
                                                    > relacją zachodzącą pomiędzy zbiorem argumentów, a zbiorem
                                                    > wyników. Zatem problem jest po prostu nieskończonym zbiorem
                                                    > uporządkowanych par. Dla mnie oznacza to, że definicja problemu
                                                    > DETERMINUJE jego rozwiązanie.

                                                    Jeśli to odnosi się do wszystkich zjawisk w przyrodzie, to tak. Ale to nie jest
                                                    jedyna możliwość. Inny przykład: weź sobie jako zbiór argumentów naszą
                                                    rzeczywistość i załóż że jakieś zjawisko nie wynika bezpośrednio z nich. Wtedy
                                                    możesz rozszerzyć jej do jakiejś "szerszej rzeczywistości", która na to zjawisko
                                                    wpływa (np. matrixa symulującego naszą rzeczywistość). Na razie jeszcze jest ok.
                                                    Ale teraz może się okazać że ta szersza rzeczywistość też nie wyjaśnia zjawiska
                                                    w całości, masz jeszcze jakąś szerszą (matrixa symulującego matrixa), a nad nią
                                                    jeszcze szerszą itd. Jeśli pociągniesz to w nieszkończonosć, dostaniesz model w
                                                    którym wynik doświadczenia nie zależy od żadnego zbioru parametrów (nawet
                                                    nieskończonego) - bo te parametry w ogóle nie tworzą zbioru. Wtedy to zjawisko
                                                    może nie być ani deterministyczne, ani losowe.

                                                    To jest tylko przykład. Matematyka dopuszcza najprzeróżniejsze takie hipotezy, a
                                                    więc nie jest prawdą stwierdzenie że cokolwiek poza determinizmem i losowością
                                                    jest nielogiczne.

                                                    > Po za tym komputer kwantowy (może się mylę) tym różni się od zwykłej maszyny
                                                    > Turinga, że potrafi się "mnożyć". zmienia to relację problemów P i NP-hard,

                                                    No, tego akurat nie (NP-trudne problemy dla komputera kwantowego dalej są
                                                    NP-trudne), ale to szczegół.

                                                    > Ogólnie to masz rację - możliwe że kiedyś okaże się, że inny formalizm
                                                    > matematyczny lepiej opisuje rzeczywistość, ale to chyba mało
                                                    > wpływa na jądro tej dyskusji - świadomość i wolną wolę.

                                                    Chodzi mi wyłącznie o to że istnienie wolnej woli nie jest sprzeczne z logiką.
                                                    Jest dziwaczne i słabo sformalizowane, ale to zupełnie inny zarzut.
                                                  • facet123 Re: jak już się bawimy w gdybanie... 01.08.08, 14:26
                                                    > Jeśli to odnosi się do wszystkich zjawisk w przyrodzie, to tak. Ale
                                                    > to nie jest jedyna możliwość. Inny przykład: weź sobie jako zbiór
                                                    > argumentów naszą rzeczywistość i załóż że jakieś zjawisko nie
                                                    > wynika bezpośrednio z nich. Wtedy możesz rozszerzyć jej do jakiejś
                                                    > "szerszej rzeczywistości", która na to zjawisk o
                                                    > wpływa (np. matrixa symulującego naszą rzeczywistość). Na razie
                                                    > jeszcze jest ok

                                                    Mało że ok. Ta szersza rzeczywistość, to rzeczywistość opisana przez jakieś nowo
                                                    odkryte fakty fizyczne. Rzeczywistość Newtona różni się od Rzeczywistości
                                                    Newtona+Einsteina, a ta różni się on Newtona+Einsteina+Kwanty. Zatem dla mnie te
                                                    kolejne rzeczywistości to kolejne przybliżenia modelu. Coraz większa ziarnistość.

                                                    > jeśli pociągniesz to w nieszkończonosć, dostaniesz model w którym
                                                    > wynik doświadczenia nie zależy od żadnego zbioru parametrów (nawet
                                                    > nieskończonego) - bo te parametry w ogóle nie tworzą zbioru. Wtedy
                                                    > to zjawisko może nie być ani deterministyczne, ani losowe.

                                                    Jeżeli pociągnę to w nieskończoność to otrzymam ciąg dążący w granicy do modelu
                                                    tożsamego z rzeczywistością jaką opisuje. Nie rozumiem dlaczego wynik
                                                    doświadczenia miałby w nim nie zależeć od zbioru parametrów. Tych parametrów
                                                    może być dużo, mogą obejmować jakieś nieznane nam zjawiska, może nawet zdarzenia
                                                    z przyszłości - ale matematycznie ciągle mamy tu determinizm i pełną informację.

                                                    > No, tego akurat nie (NP-trudne problemy dla komputera kwantowego
                                                    > dalej są NP-trudne), ale to szczegół.

                                                    Chyba nie wszystkie...? Jeżeli tak to co daje komputer kwantowy dla teorii
                                                    złożoności obliczeniowej?

                                                    > Chodzi mi wyłącznie o to że istnienie wolnej woli nie jest
                                                    > sprzeczne z logiką. Jest dziwaczne i słabo sformalizowane, ale to
                                                    > zupełnie inny zarzut.

                                                    Tak jak to opisujesz to jest zupełnie niesformalizowane. Nawet jeśli istnieje
                                                    jakiś niefizyczny "homunkulus" siedzący w mózgu i podejmujący "prawdziwie wolne"
                                                    decyzje, to przecież on sam podejmuje je w oparciu o swoją wiedzę i swoje
                                                    preferencje i jest przez nie tak samo zdeterminowany (lub losowo aktywowany) jak
                                                    cały mózg. Ciągle nie rozumiem idei zjawiska które opisujesz.
                                                  • asteroida2 Re: jak już się bawimy w gdybanie... 01.08.08, 15:02
                                                    > Jeżeli pociągnę to w nieskończoność to otrzymam ciąg dążący w
                                                    > granicy do modelu tożsamego z rzeczywistością jaką opisuje. Nie
                                                    > rozumiem dlaczego wynik doświadczenia miałby w nim nie zależeć od
                                                    > zbioru parametrów.

                                                    Może, ale nie musi. To jest nieintuicyjne, ale matematyka dopuszcza takie
                                                    możliwości. Przykład (choć niezbyt przystępny) masz tutaj:
                                                    en.wikipedia.org/wiki/Determinacy
                                                    W skrócie: Masz grę dla dwóch graczy, w której liczba możliwych stanów gry jest
                                                    nieskończona. Obaj gracze znają całą grę i mogą sprawdzić wszystkie możliwe
                                                    rozgrywki. Wydawałoby się że z każdej pozycji albo wygra pierwszy, albo drugi. A
                                                    jednak istnieją gry (dziwne, ale istnieją) w których nie jest to prawda -
                                                    niektóre pozycje nie są zdeterminowane, to znaczy pełna informacja o grze nie
                                                    pozwala określić który gracz ma strategię wygrywającą.

                                                    O coś takiego mi chodzi: nieskończona ilość parametrów może oznaczać, że nawet
                                                    znanie wszystkich parametrów nie oznacza znania wyniku.

                                                    > > No, tego akurat nie (NP-trudne problemy dla komputera kwantowego
                                                    > > dalej są NP-trudne), ale to szczegół.
                                                    >
                                                    > Chyba nie wszystkie...?

                                                    Jakby jeden NP-trudny był łatwy, to reszta też by była. :)

                                                    > Jeżeli tak to co daje komputer kwantowy dla teorii złożoności
                                                    > obliczeniowej?

                                                    Poszerza trochę klasę problemów które jesteśmy w stanie szybko rozwiązywać (o
                                                    faktoryzację i logarytm dyskretny). Nie wiemy (naprawdę: nikt na świecie nie
                                                    wie) czy coś poza tym.

                                                    > Tak jak to opisujesz to jest zupełnie niesformalizowane.

                                                    Bo i nie wiem co taka wolna wola miałaby robić. Jedyne co mogę stwierdzić, to że
                                                    współczesna nauka pozwala stawiać hipotezy o istnieniu zjawisk nie będących ani
                                                    deterministycznymi ani losowymi. Nie oznacza to że takie zjawiska rzeczywiscie
                                                    istnieją, ani nie oznacza że potrzebujemy ich do wyjaśnienia czegokolwiek.

                                                    Nawiasem mówiąc, to są osiągnięcia ostatnich trzydziestu lat, nieco bardziej
                                                    zaawansowane niż twierdzenie Godla. Logika, wbrew pozorom, cały czas się rozwija
                                                    i za dwieście czy trzysta lat możemy na takie sprawy patrzeć zupełnie inaczej.
                                                  • facet123 Re: jak już się bawimy w gdybanie... 01.08.08, 15:21
                                                    > O coś takiego mi chodzi: nieskończona ilość parametrów może
                                                    > oznaczać, że nawet znanie wszystkich parametrów nie oznacza znania
                                                    > wyniku.

                                                    Ok, to faktycznie ciekawe. Ale jeżeli gracz ma pełną informację, to każdy jego
                                                    ruch powinien być początkiem drzewa w którym wszystkie liście są wygrywające.
                                                    Czy gracz w ogóle może skonstruować takie drzewo w takiej grze nieskończonej?
                                                    Nie do końca rozumiem artykuł wiki - nieco zbyt mało przystępny jak dla mnie :)

                                                    Tak czy inaczej mamy tu chyba typowy problem z nieskończonościami i zawodząca
                                                    nas przy nich intuicją. Już alef0 i continuum to pojęcia które sprawiają problem
                                                    intuicji. Jak i rozwiązanie problemu hipotezą continuum.
                                                    Nie mogę pozbyć się wrażenia, że te zawirowania z nowoczesnych teoriach mnogości
                                                    ,mimo, że oczywiście fascynujące, to nie mają przełożenia na rzeczywistość fizyczną.

                                                    > Jakby jeden NP-trudny był łatwy, to reszta też by była. :)

                                                    No tak. Kompromitacja, przepraszam. Ale coś mi się kiedyś obiło o uszy o jakiejś
                                                    klasie problemów zdefiniowanej przez możliwości rozwiązania ich poprzez komputer
                                                    kwantowy...
                                                  • asteroida2 Re: jak już się bawimy w gdybanie... 01.08.08, 15:34
                                                    > Ok, to faktycznie ciekawe. Ale jeżeli gracz ma pełną informację, to każdy jego
                                                    > ruch powinien być początkiem drzewa w którym wszystkie liście są wygrywające.
                                                    > Czy gracz w ogóle może skonstruować takie drzewo w takiej grze nieskończonej?

                                                    No właśnie nie może. Gdyby mógł, to sprawa by się rozstrzygnęła. Ale czasem nie
                                                    da się skonstruować żadnego skończonego drzewa (zawsze zostają jakieś
                                                    niezamknięte gałęzie).

                                                    > Nie mogę pozbyć się wrażenia, że te zawirowania z nowoczesnych
                                                    > teoriach mnogości ,mimo, że oczywiście fascynujące, to nie mają
                                                    > przełożenia na rzeczywistość fizyczną.

                                                    Nie jesteś w tym wrażeniu odosobniony :)

                                                    > Ale coś mi się kiedyś obiło o uszy o jakiejś
                                                    > klasie problemów zdefiniowanej przez możliwości rozwiązania ich
                                                    > poprzez komputer kwantowy...

                                                    en.wikipedia.org/wiki/BQP
                                                  • facet123 Re: jak już się bawimy w gdybanie... 01.08.08, 15:41
                                                    > No właśnie nie może. Gdyby mógł, to sprawa by się rozstrzygnęła.
                                                    > Ale czasem nie da się skonstruować żadnego skończonego drzewa
                                                    > (zawsze zostają jakieś niezamknięte gałęzie).

                                                    No tak. Czyli problem w tym, że ciężko jest próbować stworzyć strategię
                                                    wygrywającą (czy jakąkolwiek strategię) gdy gra ciągnie się w nieskończoność.
                                                    Może ten problem należy rozumieć nie tak, że mamy paradoks, bo w grze z pełną
                                                    informacją pojawia się gra nierozstrzygnięta, ale tak, że wprowadzenie do zasad
                                                    gry nieskończoności prowadzi jakby do zmniejszenia naszej informacji o grze. Czy
                                                    nie przestaje ona wtedy być grą z pełną informacją?

                                                    > en.wikipedia.org/wiki/BQP

                                                    Czyli heurystyka. Jestem zawiedziony. :)
                                                  • asteroida2 Re: jak już się bawimy w gdybanie... 01.08.08, 16:21
                                                    > Może ten problem należy rozumieć nie tak, że mamy paradoks, bo w
                                                    > grze z pełną informacją pojawia się gra nierozstrzygnięta, ale tak,
                                                    > że wprowadzenie do zasad gry nieskończoności prowadzi jakby do
                                                    > zmniejszenia naszej informacji o grze. Czy
                                                    > nie przestaje ona wtedy być grą z pełną informacją?

                                                    Technicznie, cały czas mamy pełną informację.
                                                    Podobnie jak w problemie stopu, dla każdego _algorytmu_ opisującego naszą
                                                    strategię istnieją jakieś dane na których nie zadziała poprawnie. Teraz paradoks
                                                    bierze się stąd, że w grze nieskończonej jesteśmy w stanie zmieścić takie
                                                    pułapki dla _wszystkich_ algorytmów jakie istnieją.
                                                    I taka gra ma ciekawą cechę: da się w nią wygrać, ale nie można tego zrobić
                                                    posługując się algorytmem.

                                                    > > en.wikipedia.org/wiki/BQP
                                                    > Czyli heurystyka. Jestem zawiedziony. :)

                                                    Cała teoria złożoności obliczeniowej to takie heurystyki. W tej dziedzinie
                                                    bardzo niewiele wiadomo.
                                                  • llukiz Re: jak już się bawimy w gdybanie... 31.07.08, 16:57
                                                    > Swoją drogą, to jest ciekawa zależność. Bo czy hipotetycznie mógłaby istnieć
                                                    > istota pozbawiona świadomości, a posiadająca wolną wolę?

                                                    ale nie wiem kto miałby mieć tę wolną wolę jeśli by nie było nikogo ze świadomością.

                                                    > mogłaby istnieć istota świadomak, ale nie posiadająca wolnej woli?

                                                    myśle że mogłaby. Wtedy tylko by odczuwała a nie miałaby na nic wpływu. Podczas
                                                    uprawiania sportów często wykonuje się czynności automatycznie nie angażując
                                                    żadnych procesów decyzyjnych, bo móżdżek robi to za nas lepiej. Oczywiście
                                                    możemy to wolą korygować, ale robimy to tylko gdy nie jesteśmy zadowoleni z
                                                    rezultatów...
                                          • facet123 Re: Pytanko - jak to widzicie? 18.07.08, 11:38
                                            > przecież takim zjawiskiem którego nie da się wyjaśnić w oparci o
                                            > bieżącą fizykę jest właśnie moja świadomość

                                            No to chyba tylko tego dotyczy spór. Ja twierdzę, że świadomość DA SIĘ wyjaśnić
                                            w oparciu o dzisiejszą fizykę. Nie ma podstaw przypuszczać, że w mózgu jest coś
                                            więcej niż procesy znane obecnej fizyce (choć jest ich tam tak dużo, że nie
                                            sposób ich w pełni opisać). A skoro są tam tylko one, to świadomość - jakkolwiek
                                            dziwne Ci się to wydaje - musi być ich efektem.

                                            Gdy liście szczeleszczą pod wpływem wiatru i nic poza wiatrem nie widzimy co by
                                            nimi potrząsało, to trzeba założyć, że ten szelest jest wynikiem tylko i
                                            wyłącznie wiatru i liści.

                                            • llukiz Re: Pytanko - jak to widzicie? 18.07.08, 12:46
                                              > Nie ma podstaw przypuszczać, że w mózgu jest coś
                                              > więcej niż procesy znane obecnej fizyce

                                              Są podstawy by przypuszczać że mózg jest powiązany ze zjawiskiem świadomości nie
                                              opisywanym przez obecną fizykę, choć w samym mózgu pewnie nic więcej ponadto co
                                              jest nie ma :)

                                              > A skoro są tam tylko one, to świadomość - jakkolwiek
                                              > dziwne Ci się to wydaje - musi być ich efektem.

                                              Nie koniecznie. Wyobraź sobie że jesteś głupim jaskiniowcem. Wchodzisz do
                                              ciemnego pomieszczenia, przekładasz wajchę i robi się jasno. Skoro w
                                              pomieszczeniu jest tylko wajcha to jakkolwiek dziwne mu się to wydaje to światło
                                              musi być efektem ruchu wajchą. Co oczywiście jest prawdą swoją drogą, ale trudno
                                              tu zaniedbać pracę jaką wykonali technicy od oświetlenia.

                                              > Gdy liście szczeleszczą pod wpływem wiatru i nic poza wiatrem nie widzimy co by
                                              > nimi potrząsało, to trzeba założyć, że ten szelest jest wynikiem tylko i
                                              > wyłącznie wiatru i liści.

                                              Na koniec jeszcze się czepię :) szelest jest wynikiem przemieszczania się fali
                                              dźwiękowej w powietrzu do aparatu w uchu, który następnie daje bodźce do mózgu,
                                              który to mózg podaje je do świadomości (albo i nie). Tak więc jak by nas nie
                                              było, nie byłoby żadnego szelestu.
                                              No może jak nie koniecznie nas. Jak by w ogóle nie było świadomych istot
                                              wyposażonych w uszy :)
                      • asteroida2 Re: Pytanko - jak to widzicie? 16.07.08, 17:26
                        > > Nie. Każda kopia ma własne życie i własną śmierć.
                        >
                        > to kiedy zginę ten obecny ja?
                        > jak zginie ten z lewej czy ten z prawej?

                        A kiedy zaniknie łacina? Gdy zniknie język włoski czy gdy zniknie język hiszpański?

                        Przecież _obiektywnie_ to wszystko o czym piszesz to są banalne problemy. Tylko
                        _subiektywnie_ możesz mieć problem z tym kim się staniesz w przyszłości. Ale to
                        też nie jest bardziej zaawansowany problem niż to czy warto dziś uprawiać sport
                        po to żeby osoba którą będziesz za 40 lat była zdrowsza. Każdy do tego może
                        podchodzić inaczej, bo to jest jego prywatna sprawa.

                        Dokładnie tak samo jest z teleportacją. Możesz uważać że "ten po prawej" to
                        będziesz ty, możesz uważać że "ten po lewej", a możesz uważać że żaden. To jest
                        po prostu twoja prywatna sprawa i żadna z tych opcji nie jest "bardziej
                        prawdziwa" niż inne. Co najwyżej niektóre są mniej przyjemne.
                        • llukiz Re: Pytanko - jak to widzicie? 16.07.08, 17:36
                          >
                          > Dokładnie tak samo jest z teleportacją. Możesz uważać że "ten po prawej" to
                          > będziesz ty, możesz uważać że "ten po lewej", a możesz uważać że żaden. To jest
                          > po prostu twoja prywatna sprawa i żadna z tych opcji nie jest "bardziej
                          > prawdziwa"

                          dopóki nie przestanę istnieć i nie będzie komu już uważać
                          • asteroida2 Re: Pytanko - jak to widzicie? 16.07.08, 17:53
                            > dopóki nie przestanę istnieć i nie będzie komu już uważać

                            Oczywiście że tak. Ale zauważ że nikt inny też nie zauważy problemu.

                            A więc jeśli problem nie istnieje dla nikogo - to czy to dalej jest problem?
                  • facet123 Re: Pytanko - jak to widzicie? 16.07.08, 13:46
                    > to nie "oni" beda mieli prawa tak twierdzić
                    > to Ty będziesz miał prawo tak twierdzić
                    > i drugi Ty tez będziesz miał prawo tak twierdzić

                    Tylko, że mnie z przeszłości już nie będzie. "JA" w przeszłości miało miejsce
                    tylko w przeszłości. Potem jest już "JA" teraźniejsze, które tylko pamięta to
                    wcześniejsze, a nie JEST nim. W naszym przykładzie te "JA" teraźniejsze są dwa i
                    każde z nich pamięta tylko jak to było być tym "JA" w przeszłości.

                    > nie wydaje mi się, ale o to własnie podejrzewam tą nieuchytna
                    > świadomość choć trudno o argumenty

                    No właśnie. A dlaczego nie pozostać przy tym, że świadomość to efekt procesów w
                    mózgu? Jeżeli w mózgu nie obserwujemy nic poza procesami fizycznymi i procesy te
                    będą zachodziły zarówno w oryginale jak i w kopii, to po co zakładać istnienie
                    jakichś dodatkowych bytów?
                    Mam wrażenie, że twoje stanowisko jest takie, że w mózgu oprócz procesów
                    fizycznych istnieje jeszcze coś - jakaś inna kategoria procesów. Po pierwsze nic
                    takiego nie zaobserwowano, po drugie, nawet gdyby tam coś takiego było, to
                    przecież możemy założyć że nasz wyimaginowany teleporter robi kopię również tego
                    czegoś. Wtedy to o czym piszę pozostaje ciągle w mocy. Dwie osoby będące
                    rezultatem kopiowania będą równie pełnoprawne w czuciu i twierdzeniu, że są mną.

                    Wg mnie nieporozumienie wynika z tego, że ciągłość świadomości bierzesz za coś
                    innego niż wrażenie. A wrażenia nie dostarczają nam obiektywnej wiedzy o
                    świecie. Wg mnie to jest trochę jak z filmem - pokazujesz 25 statycznych klatek
                    na sekundę, a widz widzi ciągły obraz. A przecież ten obraz nie jest ciągły. On
                    skacze i rwie się na maxa, ale nasze wrażenie jest takie, że mamy ciągły film.
                    Nie uważam, że świadomość jest podzielona na kwanty czasu tak jak obraz w
                    filmie, ale uważam, że doświadczyć można tylko teraźniejszego stanu swojego
                    ciała. Gdy odtwarzamy w pamięci przeszłość to to odtwarzanie ma miejsce w
                    teraźniejszości - tworzymy sobie takie stany mózgu które nieco przypominają to
                    co przedtem czuliśmy. Rzeczywiste wrażenia które mieliśmy w przeszłości już na
                    zawsze przepadły - pozostały tylko wspomnienia.
                    Dlatego paradoks "W którym pokoju JA otworzę oczy" jest pozorny (jak każdy dobry
                    paradoks:) ). Oczy otworzą dwie osoby i każda z nich będzie tylko pamiętać moją
                    przeszłość. Tak samo jak obecnie ja co chwilę jedynie pamiętam, że chwilę temu
                    stało się to i to i czułem to i to. Tak naprawdę nie ma różnicy w odczuwaniu
                    kopii i oryginału.

                    Podam inny przykład. Czy potrafisz mi jakoś wykazać, że TY w tej chwili jesteś
                    tym samym "TY" co wczoraj? Czy potrafisz mi udowodnić, że w nocy nie przyleciało
                    UFO, nie zabrało ciebie, a na twoje miejsce nie stworzyło idealnej kopii? Czy
                    myślisz, że gdyby takie zdarzenie miało miejsce to mógłbyś to jakoś poczuć?
                    Jeśli tak, to jak? Twoje wspomnienia były by przecież w pełni odtworzone w tym
                    ciele które masz teraz.

                    Argumenty przeciwko wierze, że w świadomości jest coś więcej niż fizyka mózgu
                    napisałem już wcześniej tutaj:

                    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=32&w=80636891&a=81908135
                    • jack79 Re: Pytanko - jak to widzicie? 16.07.08, 13:59
                      >
                      > Tylko, że mnie z przeszłości już nie będzie. "JA" w przeszłości
                      miało miejsce
                      > tylko w przeszłości. Potem jest już "JA" teraźniejsze, które tylko
                      pamięta to
                      > wcześniejsze, a nie JEST nim. W naszym przykładzie te "JA"
                      teraźniejsze są dwa
                      > i
                      > każde z nich pamięta tylko jak to było być tym "JA" w przeszłości.

                      nie zmienia to faktu że zaczynają istniec dwa "JA" a "ja" moge być
                      tylko jednym z nich
                      więc pytam którym
                      tym z lewej czy tym z prawej?


                      > No właśnie. A dlaczego nie pozostać przy tym, że świadomość to
                      efekt procesów w
                      > mózgu? Jeżeli w mózgu nie obserwujemy nic poza procesami
                      fizycznymi i procesy t
                      > e
                      > będą zachodziły zarówno w oryginale jak i w kopii, to po co
                      zakładać istnienie
                      > jakichś dodatkowych bytów?

                      ja tego nie zakładam, choć paradoks z którym walczę zostałby
                      rozwiązany gdyby taki byt istniał

                      > Mam wrażenie, że twoje stanowisko jest takie, że w mózgu oprócz
                      procesów
                      > fizycznych istnieje jeszcze coś - jakaś inna kategoria procesów.
                      Po pierwsze ni
                      > c
                      > takiego nie zaobserwowano, po drugie, nawet gdyby tam coś takiego
                      było, to
                      > przecież możemy założyć że nasz wyimaginowany teleporter robi
                      kopię również teg
                      > o
                      > czegoś.

                      właśnie
                      więc to by musiało być coś czego teleporter nie może skopiować i tu
                      się pojawia kolejny paradoks....

                      >Wtedy to o czym piszę pozostaje ciągle w mocy. Dwie osoby będące
                      > rezultatem kopiowania będą równie pełnoprawne w czuciu i
                      >twierdzeniu, że są mną

                      mów nie dwóch osobach, tylko tak:
                      więc Ja i Ja będę twierdził że jestem mną....
                      może to Ci przybliży mój problem...


                      > paradoks:) ). Oczy otworzą dwie osoby i każda z nich będzie tylko
                      pamiętać moją
                      > przeszłość. Tak samo jak obecnie ja co chwilę jedynie pamiętam, że
                      chwilę temu
                      > stało się to i to i czułem to i to. Tak naprawdę nie ma różnicy w
                      odczuwaniu
                      > kopii i oryginału.
                      >
                      > Podam inny przykład. Czy potrafisz mi jakoś wykazać, że TY w tej
                      chwili jesteś
                      > tym samym "TY" co wczoraj? Czy potrafisz mi udowodnić, że w nocy
                      nie przyleciał
                      > o
                      > UFO, nie zabrało ciebie, a na twoje miejsce nie stworzyło idealnej
                      kopii? Czy
                      > myślisz, że gdyby takie zdarzenie miało miejsce to mógłbyś to
                      jakoś poczuć?
                      > Jeśli tak, to jak? Twoje wspomnienia były by przecież w pełni
                      odtworzone w tym
                      > ciele które masz teraz.

                      najgorsze że zgadzam się ze wszystkim a mimo to nie moge wytłumaczyć
                      o co mi chodzi :)

                      > Argumenty przeciwko wierze, że w świadomości jest coś więcej niż
                      fizyka mózgu
                      > napisałem już wcześniej tutaj:

                      też uważam że to fizyka mózgu

                      i napisze jeszcze raz to samo co w jednym z postów

                      zamykasz oczy
                      zabieraja Cię do pokoju zielonego (nie widzisz że jest zielony)
                      kopiuja Cię do czerwonego
                      po kopiowaniu dwóch ludzi otwiera oczy
                      co widzisz Ty - zieleń czy czerwień?
                      • facet123 Re: Pytanko - jak to widzicie? 16.07.08, 15:03
                        > nie zmienia to faktu że zaczynają istniec dwa "JA" a "ja" moge być
                        > tylko jednym z nich
                        > więc pytam którym
                        > tym z lewej czy tym z prawej?

                        Nie wiem do końca co rozumiesz przez JA. Wg mnie jedyne co można nazwać "JA" to
                        wrażenie wywołane przez konkretny stan procesów w mózgu. A więc JA z przed
                        kopiowania nie będzie w żadnym - ani z lewej, ani z prawej i kopiowanie nie ma z
                        tym nic wspólnego. JA z danej chwili istnieje tylko przez tą chwilę, a potem
                        pojawia się nieco zmienione, nowe JA. Kopiowanie spowoduje, że w pewnej chwili
                        pojawią się dwa nowe JA.

                        > ja tego nie zakładam, choć paradoks z którym walczę zostałby
                        > rozwiązany gdyby taki byt istniał

                        Nieprawda. Przecież jeśli coś takiego by istniało, to można sobie wyobrazić
                        teleporter który by kopiował również to dodatkowe coś. Wtedy sytuacja pozostaje
                        bez zmian. Za to moje wyjaśnienie (poniżej) wyjaśnia wszystko.

                        > właśnie więc to by musiało być coś czego teleporter nie może
                        > skopiować i tu się pojawia kolejny paradoks....

                        A dlaczego nie? Teraz to już nie dość, że wymyśliłeś byt którego nie da się w
                        żaden sposób wykryć, to jeszcze nadajesz mu dziwne właściwości, tak "nie możliwy
                        do skopiowania". Teleporter kopiuje wszystko co składa się na ciało - wszystkie
                        cząstki elementarne i pola aż po kwarki i ewentualnie inne nieodkryte jeszcze
                        składniki. Dlaczego nie mógłby on skopiować również tej nieuchwytnej świadomości?

                        > więc Ja i Ja będę twierdził że jestem mną....
                        > może to Ci przybliży mój problem...

                        raczej tak: Ja i Ja będę twierdził, że BYŁEM MNĄ. ten czas przeszły ma
                        znaczenie. Ciała sprzed kopiowania już nie będzie tak samo jak nie istnieje
                        czaszka Jana Chrzciciela z czasów gdy był dzieckiem :)

                        > najgorsze że zgadzam się ze wszystkim a mimo to nie moge
                        > wytłumaczyć o co mi chodzi :)

                        Czuję się podobnie. Ale próbuję dalej:

                        > co widzisz Ty - zieleń czy czerwień?

                        Wg mnie intuicja zawodzi w wyjaśnieniu tego paradoksu. Gdy próbuje wyobrazić
                        sobie co JA bym czuł po kopiowaniu to napotykam na problem, jednak twierdzę, że
                        jest to problem pozorny. W naszym świecie nie ma teleporterów, więc nie mamy
                        odpowiednio wyrobionych intuicji do radzenia sobie z nimi. Z każdym paradoksem
                        jest tak, że on jest w pełni wytłumaczalny ale w którymś miejscu przeczy naszej
                        intuicji. Musimy tylko zdefiniować to miejsce.
                        Wg mnie tym miejscem jest przekonanie, że nasze wrażenie ciągłości świadomości
                        jest czymś innym niż następującymi po sobie wrażeniami kolejnych chwil w których
                        każde następne wrażenie ma dostęp do zmagazynowanych w pamięci przeszłych
                        wrażeń. Należy dodać, że te zmagazynowane w pamięci wrażenia mają inną formę niż
                        teraźniejsze wrażenia, bo pamięć nie jest doskonała. Zarówno te wrażenia jak i
                        pamięć przeszłości to czysta fizyka mózgu. Nic więcej.

                        Zatem odpowiedź na twoje pytanie "co widzisz Ty - zieleń czy czerwień?" brzmi:

                        Ja nic już nie widzę bo w chwili gdy kopia i oryginał otwierają oczy Ja sprzed
                        kopiowania to już przeszłość - nieistniejąca konfiguracja atomów ciała. Za to
                        powstają dwie nowe konfiguracje, które początkowo są identyczne, ale to trwa
                        tylko przez deltaT=0, już chwilę potem obie konfiguracje zaczynają się różnić.
                        Każda z nich posiada teraźniejsze wrażenia i pamięć odziedziczoną po "mnie z
                        przed kopiowania" co razem daje im wrażenie ciągłości.

                        Kopiowanie niczego tutaj nie zmienia. Takie przejścia starego JA w nowe i nieco
                        inne JA zachodzą ciągle i w każdej chwili. Przecież nie potrafisz odtworzyć
                        sobie tego co miało miejsce chwile wcześniej z dokładnością do każdej myśli i
                        każdego, najsubtelniejszego wrażenia. musiałbyś zamknąć oczy i w jakiś sposób
                        przywołać dokładnie ten obraz widziany wcześniej i to samo zrobić z innymi
                        zmysłami, a także swoimi myślami. To nie jest możliwe - masz dostęp tylko do
                        upakowanej (stratnie) i ograniczonej do najważniejszych elementów pamięci tego
                        co było wcześniej. Dysponujemy tylko świadomością danej chwili, a wrażenie
                        ciągłości wynika z tego, że pamiętamy iż wcześniej czuliśmy coś podobnego. A tą
                        pamięć odtwarza właśnie m.in. nasz teleporter.

                        Inny eksperyment: Wyobraźmy sobie, że teleporter nie posiada komory do
                        skanowania, ale jest w stanie zeskanować ciało na odległość. Idziesz sobie na
                        spacer i w pewnej chwili bez twojej wiedzy następuje zeskanowanie. Potem gdzieś
                        indziej teleporter odtwarza milion kopii wg zeskanowanego wzoru. Myślisz, że coś
                        byś zauważył? Wg mnie nie. Ciągle szedłbyś sobie na spacerze i nie zauważył
                        niczego (przy założeniu, że skanowanie jest nieodczuwalne). Czy to znaczy, że
                        twoje JA pozostało w oryginale, a nie przeszło do kopii? Nie, ponieważ po
                        kopiowaniu mówię o Tobie, jako o tym egzemplarzu który ciągle jest na spacerze.
                        Pozostałe milion kopii budzących się w milionie komór zauważyło by różnicę, ale
                        tylko dlatego, że w pamiętaliby, że w poprzedniej chwili byli na spacerze, a
                        teraz są w komorze. Teraz sedno: Wyobraźmy sobie, że skanujemy Ciebie na
                        spacerze, następnie szybko tworzymy milion kopii po czym zabieramy spacerujący
                        egzemplarz i w jego miejsce ustawiamy jedną z kopii (a zabrany egzemplarz
                        wkładamy szybko do zwolnionej komory). Powiedzmy, że wszystko to robimy z
                        szybkością poniżej progu świadomej percepcji, powiedzmy w jedną nanosekundę.
                        Teraz egzemplarz który po tym wszystkim jest na spacerze niczego nie zauważył, a
                        w komorach mamy milion egzemplarzy które w jednej chwili były na spacerze, a
                        potem nagle w komorze... Czyli rezultat jest dokładnie taki sam jak przedtem!

                        Różnica między tym kto zobaczy czerwień, a kto zobaczy zieleń, albo kto będzie
                        na spacerze, a kto będzie w komorze zależy tylko i wyłącznie od tego kogo z nich
                        zapytamy i o czyich wrażeniach mówimy. Z chwilą kopiowania mamy więcej niż jeden
                        egzemplarz, więc możemy mówić o wielu podmiotach odbierających wrażenia. Podmiot
                        z przeszłości już nie istnieje - jego mocno uproszczone doznania istnieją tylko
                        jako pamięć, która istnieje tak samo we wszystkich kopiach.

                        Lepiej tego nie potrafię wyjaśnić.
                        • kala.fior Re: Pytanko - jak to widzicie? 16.07.08, 20:36
                          a może paradoks jest następujące:
                          Przed sklonowaniem, obserwujesz samego siebie, swoja historie, teraźniejszość i
                          przyszłe projekcje jako fikcyjna osobowość obserwująca samego siebie.
                          Po sklonowaniu, obydwie kopie są równie bliski twojej dzisiejszej fikcyjnej
                          osobowości która dziś wyobraża sobie tę sytuację. I niejakomamy to pięć 'bytów'
                          klon A + jego fikcyjna osobowość, Klon B + FOB. Wszystkie te byty są Tobie
                          bliskie jako kontynuacje ciebie. I ten pierwszy FO-O ma problem, gdzie jestem ?
                          W praktyce FOO znika, to znaczy będzie kontynuowany w FOA lub FOB (lub raczej
                          obojga naraz), choć znając siebie samego jeżeli zadajesz sobie pytanie "gdzie
                          jestem" to możesz być pewien ze twój klon tez o tym myśli.
                          FOA lub FOB będą sobie bliskie ale...
                          Niektóre bliźnięta jednojajowe wychowały się razem, maje prawie identyczne
                          osobowości, nawet wspólny dziwny język, (każda para inny) i ich świadomość
                          jakość przecina się, nie jest zupełnie indywidualna, choć maje również różne
                          doświadczenia, żony i dzieci.
                          położenie klonów jest w tym sensie bardziej ekstremalne, dzielą cala historie,
                          natomiast świat zewnętrzny będzie miał wieki problem z ich uzurpacjami do żon,
                          dzieci, psów, podwójnej pensji i emerytury.

                          Ale to jest prosty wypadek. Petrucchio wspomniał o osobach wieloosobowościowych.
                          Niektóre z tych osobowości są również świadome tych innych, sklonuj takiego i
                          mamy najnowszy film Woody Allena!
          • petrucchio Re: Pytanko - jak to widzicie? 16.07.08, 13:08
            jack79 napisał:

            > ok, zgoda, ale to w żaden sposób nie daje mi odpowiedzi czy po
            > kopiowaniu będę siedział w głowie kopii czy oryginału czy może w
            > obu równoczesnie :)

            Czy uważasz, że osobowość to jest jakiś osobny, pasożytniczy byt, który "siedzi
            w głowie", ale mógłby w zasadzie siedzieć poza nią? Albo że mógłby istnieć
            człowiek normalnie funkcjonujący, ale pozbawiony osobowości (ilukizowski zombie)?

            Każda kopia generowałaby swoją własną osobowość, ale każda z nich byłaby
            kontynuacją twojego obecnego JA. Nie można natomiast przeprowadzić następującego
            wnioskowania: A jest kontynuacją X i B jest kontynuacją X, => A = B, bo
            możliwość powielania narusza zasadę liniowego uporządkowania kontynuacji (do
            której przyzwyczaiło nas potoczne doświadczenie i wg której żadne dwie
            osobowości nie mają "wspólnego przodka").
            • jack79 Re: Pytanko - jak to widzicie? 16.07.08, 13:22

              > Czy uważasz, że osobowość to jest jakiś osobny, pasożytniczy byt,
              który "siedzi
              > w głowie",

              bo uważam że tak mniej wiecej jest
              środowisko w którym "zyje" świadomośc to impulsy nerwowe czy
              elektryczne w mózgu
              te impulsy "żyją" sobie w środowisku zwanym mózgiem
              ten mózg "zyje" sobie w ciele
              a ciało zyje w środowisku zwanym planetą ziemią...
              • petrucchio Re: Pytanko - jak to widzicie? 16.07.08, 13:32
                jack79 napisał:

                > bo uważam że tak mniej wiecej jest
                > środowisko w którym "zyje" świadomośc to impulsy nerwowe czy
                > elektryczne w mózgu
                > te impulsy "żyją" sobie w środowisku zwanym mózgiem
                > ten mózg "zyje" sobie w ciele
                > a ciało zyje w środowisku zwanym planetą ziemią...

                No to pomyśl powoli: masz dwa ciała, dwa niezależne od siebie układy nerwowe.
                Dlaczego każdy z nich nie miałby mieć osobnej świadomości? Natomiast jeśli stan
                początkowy każdego z dwóch układów był identyczny (a w szczególności posiadają
                one identyczną pamięć wcześniejszych stanów i jako osobowości utożsamiają się ze
                swoją wcześniejszą historią), to każdy z nich jest "dalszym ciągiem" tej samej
                świadomości. Jeśli zamierzasz argumentować, że Jack79 może w danej chwili być
                tylko jeden, to przeczysz sam sobie: "osobowość" czy "świadomość", której nie
                można powielić wraz z układem nerwowym, byłaby czymś zewnętrznym i istniejącym
                odrębnie, na doczepkę.
                • jack79 Re: Pytanko - jak to widzicie? 16.07.08, 13:42

                  > No to pomyśl powoli: masz dwa ciała, dwa niezależne od siebie
                  układy nerwowe.
                  > Dlaczego każdy z nich nie miałby mieć osobnej świadomości?
                  Natomiast jeśli stan
                  > początkowy każdego z dwóch układów był identyczny (a w
                  szczególności posiadają
                  > one identyczną pamięć wcześniejszych stanów i jako osobowości
                  utożsamiają się z
                  > e
                  > swoją wcześniejszą historią), to każdy z nich jest "dalszym
                  ciągiem" tej samej
                  > świadomości. Jeśli zamierzasz argumentować, że Jack79 może w danej
                  chwili być
                  > tylko jeden, to przeczysz sam sobie: "osobowość" czy "świadomość",
                  której nie
                  > można powielić wraz z układem nerwowym, byłaby czymś zewnętrznym i
                  istniejącym
                  > odrębnie, na doczepkę.

                  zgadzam się i doskonale rozumiem Twój argument
                  bo tu się ocieramy wręcz o "duszę"

                  ale jeszcze raz powoli wyobraźmy sobie taka sytuację
                  zakładają ci worek na głowie, zamykasz oczy
                  nie wiesz gdzie jesteś
                  sadzaja w zielonym pokoju (nie wiesz że jest zielony) i kopiuja do
                  czerownego
                  i teraz Ty w obu pokojach otwierasz oczy
                  w której z osób pojawia sie Twoje obecne Ja zamieszkujące teraz
                  Twoją głowę?

                  ja rozumiem że może powstac odrębna istota z odrębna swiadomością
                  ale Twoje Ja może postrzegać świat tylko jedna parą oczu i mieszkac
                  w jednej głowie
                  co więc zdecyduje w której głowie się pojawisz a w której ta istota
                  która jest dokładnie taka sama ale jednak jej oczy widzą inny pokój?
                  ja po prostu pytam który pokój zobaczysz po kopiowaniu - zielony czy
                  czerwony?
                  przeciez nie możesz zobaczyć obu równoczesnie!

                  chyba jednak nie umiem wytłumaczyć o co mi chodzi....
                  • petrucchio Re: Pytanko - jak to widzicie? 16.07.08, 14:03
                    jack79 napisał:

                    > zgadzam się i doskonale rozumiem Twój argument
                    > bo tu się ocieramy wręcz o "duszę"
                    >
                    > ale jeszcze raz powoli wyobraźmy sobie taka sytuację
                    > zakładają ci worek na głowie, zamykasz oczy
                    > nie wiesz gdzie jesteś
                    > sadzaja w zielonym pokoju (nie wiesz że jest zielony) i kopiuja do
                    > czerownego
                    > i teraz Ty w obu pokojach otwierasz oczy
                    > w której z osób pojawia sie Twoje obecne Ja zamieszkujące teraz
                    > Twoją głowę?

                    Moje obecne JA ulega rozdwojeniu
                    • jack79 Re: Pytanko - jak to widzicie? 16.07.08, 14:06

                      > Moje obecne JA ulega rozdwojeniu
                      • petrucchio Re: Pytanko - jak to widzicie? 16.07.08, 15:07
                        jack79 napisał:

                        > ale wyobraź sobie konkretny eksperyment i konkretnie odpowiedz
                        > co zobaczysz po otwarciu oczu
                        > zieleń czy czerwień? :)

                        Będzie jeden "ja", który zobaczy zieleń
      • madcio Re: Pytanko - jak to widzicie? 17.07.08, 17:55
        O nie, kolejny... :|

        Mam małe pytanko dla ciebie.

        Jest sobie pluskająca się radośnie w kałuży bakteria. Nagle się jej zachciało
        rozmnożyć. Rozdziela sie na dwie bakterie. Są one identyczne do siebie.

        Pytanie: która z tych dwóch bakterii po podziale jest tą bakterią sprzed podziału?
        • llukiz Re: Pytanko - jak to widzicie? 17.07.08, 20:12
          > Pytanie: która z tych dwóch bakterii po podziale jest tą bakterią sprzed podzia
          > łu?

          Zamiast wymyślać nietrafione analogie odpowiedz lepiej czy masz jakiś dowód że
          kimkolwiek poza tobą jest świadomość albo że w drzewie czy kamieniu nie ma
          świadomości?
          • petrucchio Re: Pytanko - jak to widzicie? 18.07.08, 00:20
            llukiz napisał:

            > Zamiast wymyślać nietrafione analogie odpowiedz lepiej czy masz jakiś dowód że
            > kimkolwiek poza tobą jest świadomość albo że w drzewie czy kamieniu nie ma
            > świadomości?

            Analogia jest trafna. To ty uciekasz od odpowiedzi i zmieniasz temat.
            • llukiz Re: Pytanko - jak to widzicie? 18.07.08, 07:23
              > Analogia jest trafna

              Nie jest i do dyskusji nic nie wnosi, nie zależnie jakiej odpowiedzi bym nie
              udzielił. Nie wiem tylko dlaczego pytanie było o podział bakterii. Równie dobrze
              mogło dotyczyć łamania kija na pół. Czy w takim wypadku będziemy mieli jeden kij
              tylko że złamany, czy może dwa mniejsze kije. To ci dopiero problem!
              • petrucchio Re: Pytanko - jak to widzicie? 18.07.08, 10:26
                llukiz napisał:

                > > Analogia jest trafna
                >
                > Nie jest i do dyskusji nic nie wnosi, nie zależnie jakiej
                > odpowiedzi bym nie udzielił. Nie wiem tylko dlaczego pytanie było o
                > podział bakterii. Równie dobrze mogło dotyczyć łamania kija na pół.

                Nie, i dobrze wiesz, dlaczego. Bakteria jest kompletnym, wyodrębnionym z
                otoczenia osobnikiem-mikroorganizmem, w którym zachodzą procesy metaboliczne co
                najmniej równie skomplikowane, jak te, które zachodzą w każdej z twoich komórek.
                Jest indywidualną, funkcjonalną jednostką. Przecięta na pół nie staje się dwiema
                bakteriami, tylko dwiema połówkami bakterii, z których co najmniej jedna jest
                bezużyteczna i niezdolna do życia. Sklonowanie bakterii wymaga przede wszystkim
                skopiowania jej DNA (większość bakterii ma jeden chromosom, którego nie można po
                prostu ciachnąć na pół), rozdzielenia kopii, wzrostu komórki do mniej więcej
                podwójnego rozmiaru i ostatecznie podziału komórki macierzystej na dwie
                praktycznie identyczne komórki potomne. Nic tu nie ginie, bakteria macierzysta
                nie umiera. Skoro jesteś takim esencjalistą, jeśli chodzi o człowieka, co z
                bakterią? Życie jest emergencją, podobnie jak świadomość. Dlaczego nie miałoby
                mieć własnej "esencji". Która kopia odziedziczyła życie rodzica? Jeśli uważasz,
                że to bzdurne pytanie, zasatnów się, czy to samo nie odnosi się do
                "dziedziczenia" świadomości w procesie teleportacji.

                > Czy w takim wypadku będziemy mieli jeden kij tylko że złamany, czy
                > może dwa mniejsze kije. To ci dopiero problem!

                W odróżnieniu od komórki bakteryjnej, "kij" nie ma wyraźnej osobniczości ani
                jasnej definicji. Nie stanowi całości funkcjonalnej, jest tylko akcydentalnie
                wydzielonym kawałkiem drewna. Łamanie kija (w odróżnieniu od podziałów
                bakteryjnych) nie produkuje klonów "kija macierzystego". Podobnie np. kamień.
                Jeśli byś chciał przypisać świadomość kamieniowi (co sam proponowałeś Madciowi),
                musiałbyś najpierw uzasadnić twierdzenie, że kamień jest w ogóle jakimś
                osobniczym bytem.
                • llukiz Re: Pytanko - jak to widzicie? 18.07.08, 11:12
                  Jeśli uważasz,
                  > że to bzdurne pytanie, zasatnów się, czy to samo nie odnosi się do
                  > "dziedziczenia" świadomości w procesie teleportacji.

                  nie odnosi się bo, jakoś ciężko mi się wyobraża że jestem dwoma osobami na raz,
                  że po sklonowaniu mojego ciała dochodzą do mnie wrażenia z dwóch par oczu

                  > W odróżnieniu od komórki bakteryjnej, "kij" nie ma wyraźnej osobniczości ani
                  > jasnej definicji. Nie stanowi całości funkcjonalnej, jest tylko akcydentalnie
                  > wydzielonym kawałkiem drewna

                  ale co to zmienia?
                  • petrucchio Re: Pytanko - jak to widzicie? 18.07.08, 11:21
                    llukiz napisał:

                    > nie odnosi się bo, jakoś ciężko mi się wyobraża że jestem dwoma osobami na raz,
                    > że po sklonowaniu mojego ciała dochodzą do mnie wrażenia z dwóch par oczu

                    Naprawdę ciężko się z tobą dyskutuje, bo rozmowa kręci się w kółko. Po n-tym
                    tłumaczeniu, że skoro osoby "potomne" są dwie i każda z nich ma własną parę
                    oczu, to docierają do niej wrażenia tylko z tej jednej pary, i że nie ma już
                    jednego twojego "ja", tylko dwa autonomiczne "ja" istniejące _równolegle_ w tym
                    samym czasie
                    • llukiz Re: Pytanko - jak to widzicie? 18.07.08, 12:24
                      > oczu, to docierają do niej wrażenia tylko z tej jednej pary, i że nie ma już
                      > jednego twojego "ja"

                      przecież ja to wszystko rozumiem i na prawdę nie wiem po co mi to tłumaczysz.
                      Rozumiem też doskonale Twoje podejście do tematu, tylko tylko twierdzę że ma się
                      ono nijak do faktu że istnieje moja świadomość.

                      > Jeśli nawet nie próbujesz się nad tym zastanowić, pozostaje mi ogłosić EOT z
                      > mojej strony.

                      Przecież tu nie ma się nad czym zastanawiać. To ty nie chcesz się zastanowić czy
                      jak by zrobili kopię ciebie czy byłbyś w oryginale czy w kopii.
                      • facet123 Re: Pytanko - jak to widzicie? 18.07.08, 12:43
                        > Przecież tu nie ma się nad czym zastanawiać. To ty nie chcesz się
                        > zastanowić czy jak by zrobili kopię ciebie czy byłbyś w oryginale czy
                        > w kopii.

                        Bo jedyna spójna metodologiczne odpowiedź na to pytanie musi założyć, że to "ja"
                        w twoim rozumieniu jest iluzją. Niczego to nikomu nie ujmuje i nie wiem dlaczego
                        tak obstajesz przy tej iluzji. To jakbyś pytał się jaką objętość ma kostka
                        eschera, albo jaki jest kąt pomiędzy tymi liniami tutaj:

                        www.obrazky.pl/linie
                        Przecież oboje widzimy, że te linie nie są równoległe, więc musi między nimi być
                        kąt. Tylko, że gdy zbadamy je metodami naukowymi, a nie zawierzając w 100%
                        naszym zmysłom, to okazuje się, że one nie są równoległe, więc nie tworzą kąta,
                        więc pytanie o kąt między nimi musi pozostać bez prostej odpowiedzi.
                        • llukiz Re: Pytanko - jak to widzicie? 18.07.08, 12:57
                          > Bo jedyna spójna metodologiczne odpowiedź na to pytanie musi założyć, że to "ja
                          > "
                          > w twoim rozumieniu jest iluzją. Niczego to nikomu nie ujmuje i nie wiem dlaczeg
                          > o
                          > tak obstajesz przy tej iluzji

                          bo uważam to za bzdurne wyjaśnienie, a właściwie to żadne wyjaśnienie. Jedyne
                          czego można być pewnym, to to że się istnieje, a tu ktoś wychodzi z koncepcją że
                          to iluzja
                          • petrucchio Re: Pytanko - jak to widzicie? 18.07.08, 13:25
                            llukiz napisał:

                            > Jedyne czego można być pewnym, to to że się istnieje,

                            "Cogito, ergo sum" już zawiera kilka nie całkiem uprawnionych cichych założeń,
                            choćby podmiot w 1 os. lp. i czasownik <cogitare> 'zastanawiać się, rozważać',
                            czyli oznaczający dość skomplikowany proces, nie bardzo nadający się na pojęcie
                            elementarne. Jeśli dyskutujemy o naturze świadomości, osobowości itp., to nie
                            można zaczynać od aksjomatu: "JA istnieję", bo to oznacza zakładanie z góry
                            tego, co się chce wykazać. Jedyne, czego można być pewnym, to że COŚ istnieje,
                            tzn. pewne jest samo istnienie (to oczywiście też tautologia, ale maksymalnie
                            ogólna, czyli nie podpadająca pod brzytwę Ockhama). Z tego, co wiemy,
                            Wszechświat przez miliardy lat znakomicie dawał sobie radę nie tylko bez
                            świadomości Llukiza, Faceta, Petrucchia i spółki, ale w ogóle bez istnienia
                            ludzi, zwierząt czy jakichkolwiek istot żywych.

                            > a tu ktoś wychodzi z koncepcją że to iluzja

                            Ależ iluzje też istnieją, tzn. są rzeczywistymi zjawiskami, tyle że ich treść
                            nie jest obiektywna.
                            • llukiz Re: Pytanko - jak to widzicie? 18.07.08, 15:55
                              Z tego, co wiemy,
                              > Wszechświat przez miliardy lat znakomicie dawał sobie radę nie tylko bez
                              > świadomości Llukiza, Faceta, Petrucchia i spółki

                              tym bardziej dziwnym jest że nagle się pojawiły ich świadomości (jeśli się pojawiły)

                              to nie
                              > można zaczynać od aksjomatu: "JA istnieję", bo to oznacza zakładanie z góry
                              > tego, co się chce wykazać. Jedyne, czego można być pewnym, to że COŚ istnieje,

                              ale kto właściwie miałby być pewny że COŚ istniej skoro istnienie osoby która ma
                              być pewna nie jest pewne według Ciebie?
                          • facet123 Re: Pytanko - jak to widzicie? 18.07.08, 15:45
                            > Jedyne czego można być pewnym, to to że się istnieje, a tu ktoś
                            > wychodzi z koncepcją że to iluzja

                            Nie twierdzę, że iluzją jest samo istnienie Ciebie, ale twoje odczucie ciągłości
                            "JA" i intuicja, że w tym jest coś więcej, niż szereg następujących po sobie stanów.
                            • llukiz Re: Pytanko - jak to widzicie? 18.07.08, 16:21
                              > Nie twierdzę, że iluzją jest samo istnienie Ciebie, ale twoje odczucie ciągłośc
                              > i
                              > "JA"

                              A co właściwie daje Ci ta koncepcja iluzji ciągłości? Jaką różnicę to sprawi
                              jeśli nazwiesz moją świadomość szeregiem postępujących po sobie stanów?
                              • facet123 Re: Pytanko - jak to widzicie? 21.07.08, 09:06
                                > A co właściwie daje Ci ta koncepcja iluzji ciągłości? Jaką różnicę to
                                > sprawi jeśli nazwiesz moją świadomość szeregiem postępujących po
                                > sobie stanów?

                                To, że następny stan po kopiowaniu powstaje w dwóch egzemplarzach. Normalnie,
                                kolejny stan jest zaimplementowany w jednym ciele i dlatego nie ma tutaj żadnych
                                problemów - wszystko jest intuicyjne. Kolejny stan pamięta poprzedni i nie
                                pojawiają się żadne kopie. Gdy wprowadzamy kopiowanie to intuicje zawodzą.
                                Mam jeszcze jeden pomysł: Wyobraźmy sobie, że wchodzisz do teleportera, ale
                                operator go nie włącza, tylko udaje. Po chwili włącza się światło i widzisz ten
                                sam kolor co poprzednio. Wyciągasz więc wniosek, że Twoja świadomość została w
                                oryginale. Otóż dla Ciebie ta sytuacja nie różni się niczym od sytuacji gdy
                                teleporter jednak zadziała. W końcu on tylko sczytuje obraz ciała bez naruszania
                                go, więc dlaczego cokolwiek miało by się dla Ciebie różnić? Zatem dochodzę do
                                wniosku, że niezależnie od tego czy teleporter zadziała, czy nie - po otwarciu
                                oczu będziesz w tym samym pokoju. Problem w tym, że jeżeli teleporter zadziała,
                                to w drugim pokoju zostanie powołana do istnienia osobna świadoma istota. Jej
                                będzie się wydawało, że otworzyła oczy w pokoju o innym kolorze. Będzie tak samo
                                uprawniona do takiego stwierdzenia jak Ty. Wyobrażenie sobie świadomości jako
                                następujących po sobie stanów pomaga zaakceptować, że nie ma żadnego "JA" które
                                zostało by w którymkolwiek egzemplarzu. To JA to pamięć poprzednich stanów i oba
                                egzemplarze będą miały tą samą pamięć. Tak samo odbywa się to gdy nie ma
                                teleporterów - w każdej chwili pamiętamy poprzednie chwile i ta pamięć
                                (fizycznie są to układy połączeń neuronów) to jedyne co nas łączy z
                                przeszłością. Nie ma żadnej innej, mistycznej, łączności - jest tylko wrażenie
                                ciągłości wynikające z pamięci poprzednich stanów.

                                Oprócz tego Jack ma rację, że teraz dyskusja jest zagrożona trollowaniem.
                                Wszyscy przedstawiliśmy co było do przedstawienia.
                                Wasze rozwiązanie jest zgodne z intuicją, ale zakłada istnienie niefizycznych
                                bytów i "czegoś więcej" w świadomości niż da się to fizycznie zbadać.
                                Moje rozwiązanie jest nieco mniej intuicyjne, ale za to nie zakłada żadnych
                                dodatkowych bytów i żadnych nierozwiązywalnych problemów ponad to co daje nam
                                fizyka mózgu.

                                Nie mogę powstrzymać się od przekonania, że to jak teoria geo- i
                                helio-centryczna. Teoria geocentryczna była intuicyjna, ale zakładała istnienie
                                dziwnych sił zmuszających planety do ruchu po spiralach (czy "spreżynach"
                                raczej). Heliocentryczna była nieintuicyjna (no bo jak to? Nie jesteśmy w
                                środku? Przecież wszystko lata w około nas...), ale upraszczała wszystko do kół
                                i elips wynikających z newtonowskiego ciążenia.
          • madcio Re: Pytanko - jak to widzicie? 21.07.08, 14:35
            > > Pytanie: która z tych dwóch bakterii po podziale jest tą
            > > bakterią sprzed podziału?
            > Zamiast wymyślać nietrafione analogie
            Oj, ilukiz, ilukiz. Bez podwijania ogona. Powtarzam pytanie: która z dwóch
            bakterii potomnych jest tą bakterią sprzed podziału?

            Tak przy okazji, aż dziw, że nikt nie zauważył tego wcześniej:
            "To ty nie chcesz się zastanowić czy jak by zrobili kopię ciebie czy byłbyś w
            oryginale czy w kopii."
            ...że tu pojęcie "oryginał", "kopia", nie mają sensu! Z założenia eksperymentu
            myślowego o kopiowanych umysłach, jak też rozmnażającej się bakterii, wynika, że
            powstałe dwa byty (umysły lub bakterie potomne) są identyczne do siebie pod
            każdym względem (przynajmniej w pierwszym momencie o długości czasu plancka ;) ).

            Na tym przecież polega paradoks. Nie ma oryginału ani kopii, gdyż nie da się
            jednoznacznie wykazać ciągłości istnienia. Zostaje ona przerwana. W pierwszym
            momencie był jeden byt (bakteria czy umysł), w drugim momencie dwa byty
            identyczne w pierwszej chwili z sobą (bakterie potomne czy dwa umysły).
            Dokładnie tak jak nie da się określić, która z bakterii potomnych jest tą
            bakterią sprzed podziału, tak też nie da się określić, który umysł po kopiowaniu
            jest tym sprzed kopiowania.
            • llukiz Re: Pytanko - jak to widzicie? 27.07.08, 12:10
              > ...że tu pojęcie "oryginał", "kopia", nie mają sensu! Z założenia eksperymentu
              > myślowego o kopiowanych umysłach

              być może z założenia które sobie wymyśliłeś, ale nie z założenia eksperymentu
              myślowego o którym ja mówię
              • madcio Re: Pytanko - jak to widzicie? 27.07.08, 17:00
                > być może z założenia które sobie wymyśliłeś, ale nie z założenia
                > eksperymentu myślowego o którym ja mówię
                Wciskasz kit. Wskaż, gdzie w podanym eksperymencie mowa, ze kopia umysłu różni
                się czymś od oryginału.

                Jeśli ci tylko o położenie w przestrzeni chodzi, to sorry, ale ja uznaję, że
                skopiowany plik w innym katalogu wciąż jest identyczny z plikiem źródłowym pod
                względem jego zawartości. :)
                • llukiz Re: Pytanko - jak to widzicie? 27.07.08, 23:22
                  > Wciskasz kit. Wskaż, gdzie w podanym eksperymencie mowa, ze kopia umysłu różni
                  > się czymś od oryginału.

                  mówimy o fizycznej kopii mózgu a nie umysłu. A kopia mojego mózgu chociażby tym
                  się różni ode mnie, że ja jestem tam gdzie byłem i w kopii na pewno mnie nie ma
                  bo jestem w oryginale.
                  • madcio Re: Pytanko - jak to widzicie? 30.07.08, 20:26
                    > ja jestem tam gdzie byłem
                    Nosz o tym mówiłem w przykładzie z plikami i katalogami... że dalej są takie same...

                    Wciąż w przykładzie nie widzę, gdzie jest załozenie, że "kopia" różni się
                    czymkolwiek (prócz połozenia) od "oryginału".

                    > kopii na pewno mnie nie ma bo jestem w oryginale.
                    To jak, która bakteria potomna jest tą przed skopiowaniem?
                    • llukiz Re: Pytanko - jak to widzicie? 30.07.08, 22:45
                      > To jak, która bakteria potomna jest tą przed skopiowaniem?

                      sugerujesz że możesz być w dwóch kopiach na raz, czy też może w żadnej cie nie
                      ma i dlatego zabijanie ludzie nie powinno być karalne na takiej samej zasadzie
                      jak nie jest karalne zabijanie krów?
                      • petrucchio Re: Pytanko - jak to widzicie? 30.07.08, 22:56
                        llukiz napisał:

                        > sugerujesz że możesz być w dwóch kopiach na raz, czy też może w żadnej cie nie
                        > ma i dlatego zabijanie ludzie nie powinno być karalne na takiej samej zasadzie
                        > jak nie jest karalne zabijanie krów?

                        Dlaczego sugerujesz, że Madcio sugeruje coś, czego nie sugerował? Co to w ogóle
                        za logika? Skąd wiesz, że krowa nie ma świadomości? Ja mam trochę wyrzutów
                        sumienia, jedząc befsztyk (nie tyle, żeby zostać wegetarianinem, jak moja żona i
                        córka, ale jednak). Własnymi rękami raczej bym krowy nie zabił; psa ani kota --
                        na pewno nie. Karalność zabijania ludzi (od której jest, nawiasem mówiąc, wiele
                        wyjątków) nie ma związku z pytaniem, czy świadomość można skopiować. Jeśli
                        spotkam dwie kopie Llukiza i każda da uroczyste słowo honoru oraz przysięgnie na
                        Biblię, że jest świadomym człowiekiem, jak mam zdecydować, czy któraś z nich nie
                        kłamie?
                        • llukiz Re: Pytanko - jak to widzicie? 30.07.08, 23:09
                          > Dlaczego sugerujesz, że Madcio sugeruje coś, czego nie sugerował?

                          on niczego nie sugerował bo jest mu to nie na rękę, ale to wcale nie znaczy że
                          stan faktyczny musi być albo taki albo taki. Albo krowa ma świadomość i mamy
                          wyrzuty sumienia albo nie ma i nie mamy.

                          Jeśli
                          > spotkam dwie kopie Llukiza i każda da uroczyste słowo honoru oraz przysięgnie n
                          > a
                          > Biblię, że jest świadomym człowiekiem, jak mam zdecydować, czy któraś z nich ni
                          > e
                          > kłamie?

                          przecież to oczywiste że nie da się tego stwierdzić. Ja zwracam tylko uwagę, że
                          skoro mogę być tylko w jednej kopii, to oczywiste jest że te kopie się od siebie
                          różnią mimo że są kopiami. A różnią się właśnie tym że w jednej jestem ja a w
                          drugiej nie. I tak wiem że nikt poza mną tego nie jest w stanie stwierdzić, ale
                          moje prywatne doznanie mi tu w zupełności wystarcza
                          • petrucchio Re: Pytanko - jak to widzicie? 30.07.08, 23:25
                            llukiz napisał:

                            > I tak wiem że nikt poza mną tego nie jest w stanie stwierdzić, ale
                            > moje prywatne doznanie mi tu w zupełności wystarcza

                            Przecież ty też nie jesteś w stanie tego stwierdzić! Wiesz, że sam masz
                            świadomość, ale nie potrafisz sam stwierdzić ani udowodnić komukolwiek, że twoja
                            kopia jej nie ma. Jeśli przypisujesz świadomość innym ludziom, to nie masz prawa
                            robić wyjątku dla swojej kopii wyłącznie na podstawie czysto subiektywnego
                            przeświadczenia lub podejrzanego rozumowania.

                            Masz w zasadzie jedno wyjście: solipsyzm. Możesz uznać, że we Wszechświecie jest
                            tylko jedna świadoma istota i że właśnie ty nią jesteś. Wtedy wszystkie dylematy
                            znikają. ;)
                            • llukiz Re: Pytanko - jak to widzicie? 30.07.08, 23:39
                              Jeśli przypisujesz świadomość innym ludziom, to nie masz praw
                              > a
                              > robić wyjątku dla swojej kopii wyłącznie na podstawie czysto subiektywnego
                              > przeświadczenia lub podejrzanego rozumowania.

                              nie robie żadnych wyjątków. Świadomość innym ludzi przypisuję ponieważ WYDAJE mi
                              się że ją mają. Na tej samej zasadzie może mi się póki co wydawać że moja kopia
                              ma świadomość bądź jej nie ma (choć po prawdzie nie do końca jestem pewien co by
                              było bardziej prawdopodobne). Jedno jest pewne. Moja kopia nie ma mojej
                              świadomości (może kogoś innego).

                              > Masz w zasadzie jedno wyjście: solipsyzm

                              solipsyzm wymyślono nie bez powodu, ale z nim jest tak jak z bogiem. Można se
                              wierzyć albo i nie. Ja akurat wierze że sam nie jestem...
                      • facet123 Re: Pytanko - jak to widzicie? 31.07.08, 08:16
                        > sugerujesz że możesz być w dwóch kopiach na raz, czy też może w
                        > żadnej cie nie ma i dlatego zabijanie ludzie nie powinno być karalne
                        > na takiej samej zasadzie jak nie jest karalne zabijanie krów?

                        Ho ho. No to zaczynamy podpinać zasady moralne pod wnioski z dyskusji - prosta
                        droga do upadku dyskusji...
                        • qrek1 Re: Pytanko - jak to widzicie? 31.07.08, 09:17
                          > Ho ho. No to zaczynamy podpinać zasady moralne pod wnioski z dyskusji - prosta
                          > droga do upadku dyskusji...

                          raczej próba zwrócenia uwagi że zasady moralne zostały wzięte z przekonania że
                          zwierzęta nie mają świadomości
                      • madcio Re: Pytanko - jak to widzicie? 02.08.08, 00:15
                        > > To jak, która bakteria potomna jest tą przed skopiowaniem?
                        > sugerujesz
                        Nic nie sugeruję.

                        > [ciach]
                        Mam ci powtórzyć pytanie głośno, powoli i wyraźnie? Chcę odpowiedzi, a nie
                        schodzenia z tematu. Jak nie wiesz, to powiedz to i będzie koniec tematu.
                        • llukiz Re: Pytanko - jak to widzicie? 02.08.08, 11:23
                          > Mam ci powtórzyć pytanie głośno, powoli i wyraźnie? Chcę odpowiedzi, a nie
                          > schodzenia z tematu. Jak nie wiesz, to powiedz to i będzie koniec tematu.

                          Co prawda odpowiedź na to pytanie nie ma całkowicie związku z czymkolwiek ale na
                          potrzeby dyskusji możesz założyć że udzieliłem ci jednocześnie kilka różnych
                          odpowiedzi. Jestem ciekaw po prostu co w związku z każdą z nich masz do powiedzenia

                          1) żadna bakteria nie jest tą bakterią sprzed podziału
                          2) obydwie bakterie są tą bakterią sprzed podziału
                          3) bakterią sprzed podziału jest bakteria znajdująca się bliżej bieguna północnego
                          4) bakterią sprzed podziału jest bakteria znajdująca się bliżej mnie
        • jack79 Re: Pytanko - jak to widzicie? 18.07.08, 16:33

          > Pytanie: która z tych dwóch bakterii po podziale jest tą bakterią
          sprzed podzia
          > łu?

          no wiesz madcio....
          a czym się rózni tak naprawdę bakteria od kamienia?
          to się składa z materii i to też
          no jednak ją przyswaja i wydala, może się kopiować, ale to wszystko
          zwykła materia

          a świadomość?
          materia to na pewno nie jest
          tożto dziwn nad dziwy bo nagle jakies tam dziwne ułożenie zwykłych
          atomów umożliwia aby wszechświat zaczął kontemplowac sam siebie

          jak więc możesz takie cudo porównywac z jakąś zorganizowana kupka
          atomów zdolną do kopiowania?

          no chyba że bakterie też mają świadomość...
          • madcio Re: Pytanko - jak to widzicie? 21.07.08, 14:25
            > > Pytanie: która z tych dwóch bakterii po podziale jest tą bakterią
            > > sprzed podziału?
            > no wiesz madcio....
            >a czym się rózni tak naprawdę bakteria od kamienia?
            Czyli nie jesteś w stanie odpowiedzieć na to pytanie? No popatrz, a chcesz się
            zastanawiać, która z rozdzielonych świadomości jest tą sprzed rozdzielenia...

            > tożto dziwn nad dziwy bo nagle jakies tam dziwne ułożenie zwykłych
            > atomów umożliwia aby wszechświat zaczął kontemplowac sam siebie
            Takie "dziwy" zdarzają się na każdym kroku.

            > jak więc możesz takie cudo porównywac z jakąś zorganizowana kupka
            > atomów zdolną do kopiowania?
            Polecam słownik, słowo "analogia".

            Tak przy okazji, tak lekceważąco przez ciebie określana "zorganizowana kupka
            atomów zdolna do kopiowania" jest pięknym, niesamowitym przykładem emergencji
            zwanej "życiem". Twoje lekceważenie śmiesznie brzmi w zestawieniu z twoją
            reakcją na inny przykład emergencji, zwany "świadomość". Czym one się dla ciebie
            różnią, że jedno lekceważysz, a drugie ci się w pale nie mieści?
            • jack79 Re: Pytanko - jak to widzicie? 27.07.08, 09:55
              > Tak przy okazji, tak lekceważąco przez ciebie
              określana "zorganizowana kupka
              > atomów zdolna do kopiowania" jest pięknym, niesamowitym przykładem
              emergencji
              > zwanej "życiem". Twoje lekceważenie śmiesznie brzmi w zestawieniu
              z twoją
              > reakcją na inny przykład emergencji, zwany "świadomość". Czym one
              się dla ciebi
              > e
              > różnią, że jedno lekceważysz, a drugie ci się w pale nie mieści?

              nie używaj słów których nie rozumiem! :)
              życie jako takie lekceważę, bo czym się rózni taka np. królowa
              mrówek od....od..... w pełni automatycznej montowni telewizorów,
              pralek czy inych samochodów?
              no ja wiem że na pierwszą myśl kazdy się oburzy - no jak to czym się
              różni???!!!!!!
              ale patrząc z praktycznego punktu widzenia to i jedno i drugie
              pobiera surowce/pożywienie
              jedno i drugie wydala odpadki
              jedno i drugie "rodzi" dzieci
              w dodatku te dzieci w obu przypadkach same dzieci mieć nie mogą...
              gdzie jest wiec ta różnica?
              przecież chyba nie w tym że królowa mrówek jest oparta na węglu i
              aminokwasach a montownia na żelazie bo niby w czy wegiel od żelaza
              lepszy?
              wogóle już dośc dawno zrozumiana że poszukiwania życia opartego na
              weglu to lekko mówiąc uproszczenie sprawy :)
              a to że ta duża mrówka jest o wiele bardziej skomplikowaną fabryka
              biochemiczna to tym gorzej dla niej skoro potrzebuje tak
              skomplikowanych mechanizmów do pracy takiej samej jak wspomniana
              montownia...
              przecież już zbudowanie maszyny von neumanna będzie w zasadzie
              stworzeniem zycia, jedyna różnica która spowoduje że czegoś takiego
              zyciem nie bedizemy nazywać to fakt że nie będzie oparta na węglu,
              aminokwasach białkach - no chyba że bedzie :)
              tak oto nie będziemy obiektywni stworzymy zycie ale życiem nie
              bedziemy go nazywać
              zresztą jaką mamy gwarancję że DNA nie jest własnie maszyną von
              neumanna która ktoś wysłał na planetę ziemia??? :)

              a swiadomośc istnienia....to chyba stasiu Lem który uwazał że matrix
              powstanie jeszcze w pierwszej połowie XXI wieku stwierdził równiez
              że świadomości nie bedziemy rozumiec i za 1000 lat
              dla niego również niesamowite jak to się stało że materia we
              wszechświecie zaczeła postrzegac samą siebie i samą siebie badać

              gdy rozgniatam mrówke butem nie mam wyrzutów sumienia, bo to tylko
              automat biologiczny bardziej od mikrofali skomplikowany ale też jak
              mikrofala ma jakiś cel i bezrozumnie go realizuje
              natomiast złapac kota za gardło i udusić już się boje bo podejrzewam
              że i on swiadomością istnienia jest obdarzony i zabijając go zabijam
              świadomość

              tak naprawdę większośc ludzi używając słowa "życie" patrząc na
              jakieś zwierze zakłada własnie że to czująca i swiadoma istota i
              dlatego mówią nie zabijaj muchy - ona tez chce żyć
              więc tak naprawde większośc rozumuje tak jak ja tylko sobie z tego
              sprawy nie zdaje

              tak wogóle moim zdaniem śmierć jednej świadomości jest śmiercią
              jednego wszechświata

              • madcio Re: Pytanko - jak to widzicie? 27.07.08, 16:09
                > nie używaj słów których nie rozumiem! :)
                Google i wikipedię zamknęli?

                > życie jako takie lekceważę, bo czym się rózni taka np. królowa
                > mrówek
                Życie to nie tylko królowa mrówek. Sam wspomniałeś o kotach.

                I tak naprawdę, dalej nic nie wyjaśniłeś, ale przy tym się nie upieram... EOT.
                • tygrys6789 Gratulacjie - 500 postow calkowitego wodolejstwa. 27.07.08, 16:41
                  Jeszcze jeden niechlubny rekord FN
    • jack79 Właściwie to już teraz będzie trolowanie... 18.07.08, 15:48
      na każde z moich pytań dostałem odpowiedzi które mnie zadowalają,
      zgodnie z ograniczona wiedzą którą posiadam błedu w nich nie widzę
      jednak ponieważ coś mi nie gra, więc zaczne jeszcze raz
      ponieważ...nie żebym chciał być złośliwy ale ponieważ nauka tak
      naprawdę nie rozumie tego czegoś czym jest świadomość więc defacto
      odpowiedzi jakich sobie udzialmy nie różnią się od odpowiedzi
      których udzielaliby sobie 4 latkowie dyskutujący w piaskownicy
      (pomiedzy ustawianiem ujednej babki przy drugiej) o tym jak ilość
      zaworów w silniku może wpływac na przebieg momentu obrotowego wraz
      ze wzrostem jego obrotów :)

      więc pozwolę sobie jeszcze raz zacząc od przykładu który już
      podawałem (to ject chyba trolowanie powtarzanie w kółko tego samego
      na forum)

      a więc porywamy faceta, torba na głowę
      sadzamy w zielonym pokoju, kopiujemy do czerwonego
      wszystko jest jasne i proste gdy patrzymy na to jako obserwator
      takich dwóch gości wychodzi z pokoju, wraca do żony, który pierwszy
      wróci ten pierwszy opowie co go spotkało i jaki kolor pokoju
      zobaczył
      nic w tym dzinwego nie ma gdy patrzymy na to z boku

      uważam że sytuacja zmienia się drastycznie gdy to my jesteśmy tym
      obiektem, gdy to wam torbe na głowę zarzucą
      gdy wrócicie do domu opowicie żonie o jednym pokoju a przecież
      zgodnie z tym co wszyscy uważamy po kopiowaniu zobaczymy dwa...

      argument że 1 pikosekundzie świadomości osobnika i jego kopii się
      rozjeżdzają nic nie zmienia
      nawet po 10 sekundach będą one do siebie bardziej podobne niż stan
      świadomości oryginału przed snem i zaraz po nim
      więc bez wątpienia można powiedzieć że tych dwóch osobników ma taka
      samą osobowość, a jednak każdy z nich bedzie miał właśną odrębną
      tożsamość

      po co znów to wałkuje?
      bo chcę zaproponowac rozwiązanie z pogranicza science-fiction..a
      właściwie fiction...

      jak już mówiłem jeśli podda się was kopiowaniu otworzycie oczy i
      zobaczycie kolor, ale na pewno zobaczycie jeden, nie ważne który
      oznacza to że póki ich nie otwarliście wasze "ja" jest niczym innym
      niż funkcją falową, w zasadzie mimo że z waszego punktu widzenia
      jesteście jedną osobą (nie ważne czy kopią czy oryginałem) to
      jesteście równocześnie i w zielonym i w czerwonym pokoju, jeśli
      otoworzycie oczy to się natychmiast zmieni
      może więc mają rację Ci którzy mówią że mózg to makroskopowy obiekt
      kwantowy?
      może świadomośc jest oparta o stany kwantowe i w każdym mózgu jakiś
      tam właściwy tylko dla niego stan kwantowy powstaje?
      może nie można stworzyć kopii świadomości BO NIE MOGA ISTNIEC DWA
      TAKIE SAME STANY KWANTOWE?
      wtedy nagle paradoks otwierania oczu i widzenia nagle zielonego i
      czerwonego znika bez śladu....
      • llukiz To ja też se po troluje 18.07.08, 16:05
        i sie powtórzę:

        Jeśli by stworzyć moją kopię i posadzić ją w zielonym pokoju, a mnie w
        czerwonym, to po zdjęciu worka najprawdopodobniej zobaczę czerwony pokój i nic
        się szczególnego dla mnie nie wydarzy. Wyciągam z tego wniosek, że o ile być
        może mój mózg jest warunkiem koniecznym do istnienia mojej świadomości, ale na
        pewno nie wystarczającym (bo wiem że nie ma mnie w kopii). Dlatego też uważam,
        że świadomość jest czymś przyczepionym do mózgu.
        • jack79 Re: To ja też se po troluje 18.07.08, 16:11
          llukiz napisał:

          > i sie powtórzę:
          >
          > Jeśli by stworzyć moją kopię i posadzić ją w zielonym pokoju, a
          mnie w
          > czerwonym, to po zdjęciu worka najprawdopodobniej zobaczę
          czerwony pokój i nic
          > się szczególnego dla mnie nie wydarzy. Wyciągam z tego wniosek,
          że o ile być
          > może mój mózg jest warunkiem koniecznym do istnienia mojej
          świadomości, ale na
          > pewno nie wystarczającym (bo wiem że nie ma mnie w kopii).
          Dlatego też uważam,
          > że świadomość jest czymś przyczepionym do mózgu.

          a jesli to nie kopiowanie tylko teleportacja?
          wtedy zgodnie z tym co mówisz nie zobaczysz żadnego pokoju...

          no chyba ż uważasz że przy kopiowaniu zobaczysz czerwony, ale jak
          to będzie teleportacja to wtedy zielony :)

          w sumie w świecie kwantów nie takie cuda sie dzieją....
          • llukiz Re: To ja też se po troluje 18.07.08, 16:23
            > a jesli to nie kopiowanie tylko teleportacja?
            > wtedy zgodnie z tym co mówisz nie zobaczysz żadnego pokoju..

            zgadza się... chyba że to coś co się przyczepia do mózgu (świadomość) zniknie z
            miejsca początkowego i pojawi się w docelowym, tak jak to się dzieje gdy chodzę...
            • jack79 Re: To ja też se po troluje 18.07.08, 16:26
              llukiz napisał:

              > > a jesli to nie kopiowanie tylko teleportacja?
              > > wtedy zgodnie z tym co mówisz nie zobaczysz żadnego pokoju..
              >
              > zgadza się...

              no skoro się zgadza to znaczy że świadomości Twoim zdaniem nie da
              się skopiować i teleportacja nie jest możliwa - jest równoznaczna z
              morderstwem/samobójstwem

              >chyba że to coś co się przyczepia do mózgu (świadomość) zniknie z
              > miejsca początkowego i pojawi się w docelowym, tak jak to się
              dzieje gdy chodzę

              heh
      • madcio Re: Właściwie to już teraz będzie trolowanie... 21.07.08, 14:37
        Powtarzanie w kółko tego samego może być, ale nie musi być trollowaniem. Jednak
        na pewno jest oznaką tego, że dyskusja się wyczerpuje i nie ma raczej sensu,
        przynajmniej teraz, dalej ją ciągnąć. Może kiedyś, w nowym temacie. A na razie
        ja osobiście będę powoli zamykać wszystkie prowadzone przeze mnie podwątki.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka