Dodaj do ulubionych

Ile czasu poświęcacie na tzw. naukę własną

28.01.11, 17:40
Witam kwiat polskiej inteligencji :)
Czy moglibyście wyjawić, ile czasu poświęcacie na studiowanie wybranej przez siebie specjalności + poszerzanie wiedzy ogólnej? Godzinę dziennie, dwie, trzy? Za moich czasów studenckich obowiązywała zasada, że oprócz studiowania student musi się czasami pouczyć, więc nie chodzi mi o takie "studiowanie", tylko o uczenie się, czyli czytanie, notowanie, powtarzanie itd. Przyzna się ktoś?
Obserwuj wątek
    • lesny_emilek Re: Ile czasu poświęcacie na tzw. naukę własną 28.01.11, 17:51
      Doprecyzuję jeszcze, o co mi chodzi, żeby nie było, że chcę tu personalnie przepytywać. Nie chodzi mi o indywidualne wyznania uczestników tego forum, tylko o sprawę natury zasadniczej. Wiadomo, że muzyk, który chce grać dobrze na instumencie, musi ćwiczyć co najmniej 3 godziny dziennie. A ile w takim razie czasu przedciętny polski naukowiec poświęca na doskonalenie swojej wiedzy i ewentualnie ile powienien poświęcać, żeby być nie tylko naukowcem, ale i uczonym naukowcem?
      • charioteer1 Re: Ile czasu poświęcacie na tzw. naukę własną 29.01.11, 01:38
        Uprawianie nauki nie polega na wiecznym cwiczeniu i doskonaleniu swojej wiedzy. Nauka to tworzenie nowej wiedzy.
        • lesny_emilek Re: Ile czasu poświęcacie na tzw. naukę własną 29.01.11, 10:44
          Jak to mówią, z próżnego i Salomon nie naleje :)
          • gnome2008 Re: Ile czasu poświęcacie na tzw. naukę własną 29.01.11, 23:40
            Chciałabym nadrobić swoje braki, bo wiem, że je posiadam. Ale... nie mam na to czasu. Studia doktoranckie, nie dokończony drugi kierunek i praca, żeby mieć co do garnka włożyć.

            Jestem zmęczona, sfrustrowana i zastanawiam się po co... i tak pracy po tym nie będzie.
            • lesny_emilek Re: Ile czasu poświęcacie na tzw. naukę własną 30.01.11, 11:55
              Czyli moja teza, że naukowcy są zbyt zagonienii za codziennymi obowiązkami, by się samoudoskonalać, potwierdza się :)
              • dala.tata Re: Ile czasu poświęcacie na tzw. naukę własną 30.01.11, 12:09
                spadlem z krzesla. dziekuje ci za to objawienie.

                lesny_emilek napisał:

                > Czyli moja teza, że naukowcy są zbyt zagonienii za codziennymi obowiązkami, by
                > się samoudoskonalać, potwierdza się :)
                • gnome2008 Re: Ile czasu poświęcacie na tzw. naukę własną 30.01.11, 12:22
                  Oczywiście, że się sprawdza. My walczymy o to, żeby mieć co do garnka włożyć i nie ciągnąć z rodziców, a kadra naukowa o to, żeby mieć czas na bycie naukowcami :/ Zajmuję się pierdołami, żeby nazbierać punkcików na stypendium, zamiast prowadzić kwerendę do własnej pracy. W efekcie praca będzie do niczego, tak jak większość doktoratów. Ministerstwo znów będzie obniżać kategorie, zamiast dać pieniądze na to, co powoduje braki. Z pustego i Salomon nie naleje, a na pewno więcej się z naszej nauki nie da wycisnąć bez realnych pieniędzy. Jak się chce mieć efekty, niestety trzeba zainwestować, bo na ugorze nic nie urośnie :P
                  • lesny_emilek Re: Ile czasu poświęcacie na tzw. naukę własną 30.01.11, 15:00
                    Czyli w przypadku młodych naukowców oprócz braku czasu i braku pieniędzy na drogie, zagraniczne książki, dochodzi trzeci problem: formalne, "antynaukowe" wymagania związane z przyznawaniem stupendiów. Dobrze Cię zrozumiełem?
                    • gnome2008 Re: Ile czasu poświęcacie na tzw. naukę własną 30.01.11, 23:12
                      Żeby dostać stypendium mamy się "wykazywać" np. zaangażowaniem w dydaktykę, to znaczy, że jak weźmiemy 30 godzin więcej niż mieliśmy poprowadzić dostaniemy więcej punktów, to samo za opiekę podczas badań terenowych, objazdów etc. Mamy organizować, brać udział, referować, publikować- kryterium- ilość. Temat - niekoniecznie związany z doktoratem, najczęściej wcale.

                      Im więcej zrobimy za kadrę, im więcej zorganizujemy ku chwale wydziału czy instytutu, tym lepiej. Problem polega na tym, że osiągnięcia zostaną "przyklejone" do jednostki macierzystej - przyszły pan/pani doktor już nie. Oni zostaną na bezrobociu.
                • lesny_emilek Re: Ile czasu poświęcacie na tzw. naukę własną 30.01.11, 12:46
                  To objawienie jest jednak trochę dziwne w odniesieniu np. do tych, którzy znaleźli czas na wpisanie 2601 postów...
                  • dala.tata Re: Ile czasu poświęcacie na tzw. naukę własną 30.01.11, 14:16
                    ale ja sie nie licze. ja nie dzialam w Polsce. a co do objawienia, to nie zlapales ironii. nie ma zadnego objawienia. miales hipoteze (powiedzmy) i koniecznie chciales jej dowiesc, no to dowiodles. napisano juz ci wielokrotnie - nie rozumiesz i nie chce zrozumiec, na czym polega dzialalnosc naukowa. to niezrozumienie powoduje ze twoja hipoteza nie ma sensu. podobnie jak nie ma sensu twoj wniosek.

                    jak dla mnie tyle.

                    lesny_emilek napisał:

                    > To objawienie jest jednak trochę dziwne w odniesieniu np. do tych, którzy znale
                    > źli czas na wpisanie 2601 postów...
              • adept44_ltd Re: Ile czasu poświęcacie na tzw. naukę własną 30.01.11, 14:24
                dziecko drogie, nic twojego się nie potwierdza...
                • gnome2008 Re: Ile czasu poświęcacie na tzw. naukę własną 30.01.11, 23:16
                  A co np.? Może widok profesorów wychodzących po 21 z pracy? Znam i takich, co nocują w instytucie, bo tylko tak mogą pracować. Portierka dostaje czasem jakieś kwiatki z obrony, bombonierkę i jakoś to leci.
    • eeela Re: Ile czasu poświęcacie na tzw. naukę własną 28.01.11, 20:20
      Ja spędzam dużo czasu na doskonaleniu swojej wiedzy, ale niekoniecznie właśnie w mojej dziedzinie badawczej ;-)

      A tak na serio - nie wiem. Nigdy nie dzieliłam czasu na same badania, na samo pisanie, na samo "doskonalenie wiedzy". Wszystko przebiegało synchronicznie. Piszę "przebiegało", bo działalność naukowa staje się w moim życiu powoli działalnością hobbystyczną, ewentualnie chałturzeniem na boku.
      • lesny_emilek Re: Ile czasu poświęcacie na tzw. naukę własną 29.01.11, 00:31
        > działalność naukowa staje się w moim życiu powoli działaln
        > ością hobbystyczną, ewentualnie chałturzeniem na boku.

        Kiedyś zamierzałem wstąpić do zakonu dominikanów. Jest to zakon kaznodziejski. Obowiązuje w nim zasada, że zakonnik, który studiuje mniej niż 4 godizny dziennie, popełnia grzech śmiertelny.

        Jeżeli o mnie chodzi, to czytam 2 godziny dziennie, ale nie jestem ani kaznodzieją, ani naukowcem. Mam nadzieję, że doktoranci, doktorzy i profesorowie, którzy zaglądają na to forum, pozbyli się kompleksu klasowego kujona, jeżeli kiedykolwiek go mieli, i jednak się wypowiedzą :)
        • adept44_ltd Re: Ile czasu poświęcacie na tzw. naukę własną 29.01.11, 08:45
          a co to jest kompleks klasowego kujona? i dlaczego zakładasz, że ktoś posiada tu coś takiego na własność... cienka zagrywka...
        • flamengista bardzo fajnie 29.01.11, 09:33
          że czytasz średnio po 2 godziny dziennie, jeśli to prawda jesteś grubo ponad średnią krajową.

          Natomiast zupełnie nie rozumiem, jak mamy odpowiedzieć na twoje pytanie. Czy przygotowywanie się do zajęć też mieści się w pojęciu "doskonalenia"? Ja prowadzę często zajęcia nie związane z moimi badaniami - w tym aspekcie przygotowywanie się do nich jest w zasadzie stratą czasu. A w kończącym się właśnie semestrze min. 8 godzin an tydzień poświęcałem tylko na lekturę podręczników, opracowań i artykułów na podstawie których przygotowywałem wykłady.

          Czy czytanie prac moich seminarzystów też mieści się w tej kategorii? Nie sądzę, choć czasem i od studentów można się czegoś nauczyć. Czytanie 1 rozdziału i jego korekta to kolejne 2-3 godziny, a takich rozdziałów jest kilkadziesiąt na semestr.

          Dopiero jak się z tym odrobię, mam czas na czytanie związane z pracą naukową. Ale i tu problem - są granty, w których się udzielam ale nie są związane z moim obszarem badawczym. Ale tam też trzeba czytać, zbierać dane, pisać raporty etc. To kolejne min. parę godzin w tygodniu.

          Natomiast jak mam czas, to siedzę nad swoją działką czytając nawet po 10-12 godzin dziennie. Najbardziej lubię właśnie czytać innych, dopiero w następnej kolejności samemu coś tworzyć.
          • lesny_emilek Re: bardzo fajnie 29.01.11, 10:52
            Wertowanie podręczników mogę ostatecznie uznać, chociaż z trudem mieści się to w kategorii "studiowanie". Z kolei czytanie po 10 - 12 godzin dziennie byłoby wyczynem sportowym, tylko powstaje pytanie, przez ile dni w roku jesteś w stanie tak się dogłębnie zagłębiać.

            Myślę, że dużo zależy też od specjalności. Specjaliści od filozofii średniowiecznej powinni jednak poświęcać więcej czasu na czytanie niż np. badacze fal morskich. Na razie wniosek z Waszych (dwóch) odpowiedzi jest taki, że z przyczyn subiektywno - obiektywnych systematyczności nie stwierdzono...
            • charioteer1 Re: bardzo fajnie 29.01.11, 13:47
              Ale po jasna cholere mi systematycznosc w czytaniu? Jak przygotowuje badanie, to czytam 12 godzin dziennie. Jak prowadze eksperyment, to siedze 12 godzin w laboratorium. A ostatnio i tak najwiecej czasu zajmuja finanse i domkniecie budzetu na badania. To jest praca, a nie niekonczace sie doskonalenie i cyzelowanie.
              • lesny_emilek Re: bardzo fajnie 29.01.11, 14:25
                Dodaję zatem do wyników: "nie widzą sensu systematycznego studiowania (niektórzy)".
                • charioteer1 Re: bardzo fajnie 29.01.11, 16:43
                  lesny_emilek napisał:

                  > Dodaję zatem do wyników: "nie widzą sensu systematycznego studiowania (niektórzy)".

                  Mam wrazenie, ze pomyliles fora.
                  • tuluz-lotrek Re: bardzo fajnie 29.01.11, 16:45
                    Też odniosłem takie wrażenie. Zaraz czeka nas pewnie moralna chłosta. :)
                    • lesny_emilek Re: bardzo fajnie 29.01.11, 16:52
                      Ja natomiast odnoszę wrażenie, że prawdziwa cnota krytyk się nie boi :)
                      Ale jak znam życie, to pewnie zaraz mnie odeślecie w jakieś miejsce bardziej dla mnie "właściwe"...
                      • charioteer1 Re: bardzo fajnie 29.01.11, 16:56
                        Ale chcesz wiedziec, na czym polega nasz praca? Czy chcesz sie dowiedziec, jak sie uczyc? Bo ewidentnie mylisz uprawianie nauki z uczeniem sie.
                        • lesny_emilek Re: bardzo fajnie 29.01.11, 17:15
                          > Ale chcesz wiedziec, na czym polega nasz praca? Czy chcesz sie dowiedziec, jak
                          > sie uczyc? Bo ewidentnie mylisz uprawianie nauki z uczeniem sie.

                          Chodzi mi o uczenie się, czyli czytanie, notowanie, powtarzanie itd. I nie o to, jak to robić, tylko ile czasu poświęca na to przeciętnie polski naukowiec. Jeżeli nadal nie rozumiesz, to pozwól, że rozdrobnie to jeszcze bardziej.
                          Otóż w klasie czynności zwanych uczeniem się możemy wyodrębnić cztery podklasy:
                          1. Przygotowywanie się do zajęć dydaktycznych
                          2. Przygotowywanie się do badań laboratoryjnych (jako ktoś uprawia dziedzinę laboratoryjną)
                          3. Dowiadywanie się, co dzieje się w danej dziedzinie (ale bez bezpośredniego związku z dydaktyką i własnymi badaniami)
                          4. Poszerzanie ogólnej wiedzy o świecie (np. dowiadywanie się, w którym roku była bitwa pod Kircholmem itp.).
                          Jeszcze raz powtórzę, aby nam nic nie umknęło, że chodzi mi o to, ile czasu dziennie (przeciętnie) przeznacza na to polski naukowiec, a nie o to, jak to robi :)
                          • charioteer1 Re: bardzo fajnie 29.01.11, 17:35
                            lesny_emilek napisał:

                            > 1. Przygotowywanie się do zajęć dydaktycznych
                            > 2. Przygotowywanie się do badań laboratoryjnych (jako ktoś uprawia dziedzinę la
                            > boratoryjną)
                            > 3. Dowiadywanie się, co dzieje się w danej dziedzinie (ale bez bezpośredniego z
                            > wiązku z dydaktyką i własnymi badaniami)
                            > 4. Poszerzanie ogólnej wiedzy o świecie (np. dowiadywanie się, w którym roku by
                            > ła bitwa pod Kircholmem itp.).
                            > Jeszcze raz powtórzę, aby nam nic nie umknęło, że chodzi mi o to, ile c
                            > zasu dziennie (przeciętnie) przeznacza na to polski naukowiec, a nie o to, jak
                            > to robi :)

                            Przecietnie 24 godziny na dobe minus:
                            - czas poswiecony na sen
                            - czas poswiecony na jedzenie, przygotowanie posilkow, czynnosci higieniczne
                            - czas poswiecony na dojazdy do pracy
                            - czas poswiecony na prowadzenie dydaktyki i konsultacje dla studentow
                            - czas poswiecony na przygotowanie i rozliczanie projektow

                            Dokladniej tego nie umiem policzyc.
                          • adept44_ltd Re: bardzo fajnie 29.01.11, 21:34
                            odsyłam do poniższego postu chario... jeśli masz jakieś wątpliwości, przeczytaj go dwa razy
                      • adept44_ltd Re: bardzo fajnie 29.01.11, 21:33
                        mądrość z przysłów to kiepska droga poznania świata, choć zapewne pozwala poznać przysłowia, co do reszty, naprawdę się nudzisz, może lepiej poczytaj?jest szansa, ze wyjdzie ci na dobre...
    • sqro Re: Ile czasu poświęcacie na tzw. naukę własną 29.01.11, 01:54
      W zasadzie all the time
    • lesny_emilek Przykład z Niemiec 29.01.11, 14:31
      Jeden z niemieckich profesorów (językoznawca), z którym miałem zajęcia, powiedział nam kiedyś, że codziennie rano przez pół godziny uczy się jakiegoś języka obcego. Wtedy uczył się litewskiego i aktualnie ćwiczył liczebniki. Jednak co Niemiec, to Niemiec :)

      Może w naukach ścisłych jest inaczej, jednak jeżeli chodzi o humanistykę, to wydaje mi się, że bez wyznaczenia sobie codziennie pewnej ilości czasu na poszerzanie własnej wiedzy daleko się nie zajedzie.
      • dala.tata Re: Przykład z Niemiec 29.01.11, 15:54
        trzymaj sie tego koniecznie!

        lesny_emilek napisał:

        > Może w naukach ścisłych jest inaczej, jednak jeżeli chodzi o humanistykę, to wy
        > daje mi się, że bez wyznaczenia sobie codziennie pewnej ilości czasu na poszerz
        > anie własnej wiedzy daleko się nie zajedzie.
      • flamengista wszystko pięknie 29.01.11, 16:06
        Ale snujesz swoje rozważania zupełnie w oderwaniu od rzeczywistości.

        Zgadzam się, że dobrze byłoby czytać po 2 godziny dziennie nowe rzeczy ze swojej działki. A jeszcze lepiej - czytać po 5 godzin każdego dnia. Ba - mi to sprawia przyjemność, ja należę do takich co zabierają nowo kupioną książkę naukową na wakacje.

        Problem w tym, że jak masz do zrobienia 2 nowe kursy w semestrze, do tego ponad 200 godzin zajęć, 1-2 granty do realizacji, trochę roboty organizacyjnej oraz 1-2 poboczne mini-projekty (czyli standard na naszych uczelniach) - to jesteś szczęściarzem, jeśli w tygodniu uda ci się wygospodarować dzień-dwa na uprawianie nauki. Wtedy czytasz więcej, natomiast w dni gdy prowadzisz zajęcia od 8 do 20 naprawdę nie masz czasu ani siły nic czytać, poza mailami studentów.

        Ile ja już słyszałem nowych pracowników, którzy przychodzili do nas mówiąc "ja tu przyszedłem naukę robić". Zawsze z politowaniem kiwamy głową, bo wiadomo jak się to później kończy.
        • lesny_emilek Re: wszystko pięknie 29.01.11, 16:59
          To prawda, że snuję moje rozważania w oderwaniu od rzeczywistości. Nie mam pojęcia, jaka rzeczywistość panuje na polskich uczelniach. Z tego, co piszecie, wynika, że ta rzeczywistość skrzeczy i że polscy naukowcy nie mają czasu na poszerzanie wiedzy. Nigdy nie mogłem zrozumieć, że polska humanistyka nie odnosi żadnych sukcesów, bo przecież w humanistyce w przeciwieństwie do nauk ścisłych żadnych pieniędzy na badania nie trzeba. Wystarczą książki, komputer do pisania i biurko. Czyżby to wynikało z tego, że humaniści są po prostu przepracowani?
          • charioteer1 Re: wszystko pięknie 29.01.11, 17:06
            lesny_emilek napisał:

            > To prawda, że snuję moje rozważania w oderwaniu od rzeczywistości. Nie mam poję
            > cia, jaka rzeczywistość panuje na polskich uczelniach. Z tego, co piszecie, wyn
            > ika, że ta rzeczywistość skrzeczy i że polscy naukowcy nie mają czasu na poszer
            > zanie wiedzy.

            Dziecie drogie, bzdury piszesz, wynikajace z niezrozumienia, czym jest nauka. Zacytuje amerykanski podrecznik metodologii badan: praca naukowca polega na tworzeniu nowej wiedzy dla ludzkosci. Poszerzanie wlasnej wiedzy jest produktem ubocznym, ale nie celem glownym pracy naukowca.
            • lesny_emilek Re: wszystko pięknie 29.01.11, 17:19
              > Poszerzanie wlasnej wiedzy jest produktem ubo
              > cznym, ale nie celem glownym pracy naukowca.

              Dziecię drogie, ty tak specjalnie, czy taki już jesteś? Przecież właśnie o ten produkt uboczny pracy naukowca się tutaj pytam.
              • charioteer1 Re: wszystko pięknie 29.01.11, 17:38
                Tu masz odpowiedz
          • takisobienik Re: wszystko pięknie 29.01.11, 22:42
            > Nigdy nie mogłem zrozumieć, że polska humanistyka nie odnosi żadnych sukcesów, bo przecież w humanistyce w przeciwieństwie do nauk ścisłych żadnych pieniędzy na badania nie trzeba. Wystarczą książki, komputer do pisania i biurko.

            ???
            • lesny_emilek W porównaniu np. do rolników 30.01.11, 11:45
              Gdyby tak porównać "produkcję" polskiej humanistyki do produkcji roślinnej, to takie porównanie nie wypada korzystnie: Chłopi stoją na jak Justyna Kowalczyk albo Małysz - na europejskim podium - a wy inteligenci - na którym miejscu jesteście w Europie? W nauce chociażby - na którym? A przecież jesteście w Unii na równych prawach, a nie jak rolnicy - na dyskryminujących, że Niemcy dostają z Unii trzy razy więcej.

              Jeżeli nadal nie wiesz (albo udajesz, że nie wiesz), co mam na myśli, to postaraj się wymienić tytuły pięciu książek napisanych po polsku z dowolnej dziedzin, które są znane gdziekolwiek. No właśnie...
              • dala.tata Re: W porównaniu np. do rolników 30.01.11, 12:09
                co za bzdury.....nie ma sensu pytac, czy swiat zna ksiazki po poslku, skoro swiat po polsku nie czyta. proste? i prosze mi nie zajezdzac o tlumaczeniach, bo rynek tlumaczen to jest kwesita skomplikowana.

                lepsze pytanie to pytanie, czy polska humanistyka (skoro tak chcesz stawiac problem) jest znana na swiecie. i proponuje, zebys zaczal wymieniac od Malinowskiego, Ajdukiewicza i Malinowskiego.


                lesny_emilek napisał:

                > Jeżeli nadal nie wiesz (albo udajesz, że nie wiesz), co mam na myśli, to postar
                > aj się wymienić tytuły pięciu książek napisanych po polsku z dowolnej dziedzin,
                > które są znane gdziekolwiek. No właśnie...
                • lesny_emilek Re: W porównaniu np. do rolników 30.01.11, 12:41
                  > i proponuje, zebys zaczal wymieniac od Malinowskie
                  > go, Ajdukiewicza i Malinowskiego.

                  A oprócz Malinowskiego, Ajdukiewicza i Malinowskiego można też wymienić Kopernika i Marię Curie-Skłodowską. Tylko oni są jakby trochę mało żyjący, nieprawdaż? Można też dorzucić Ingardena, który podobno Das literarische Kunstwerk wydał najpierw po niemiecku, bo w Polsce nikt nie był zainteresowany...

                  > i prosze mi nie zajezdzac o tlumaczeniach, bo r
                  > ynek tlumaczen to jest kwesita skomplikowana.

                  No to już mamy winnego. Jest nim skomplikowana kwestia rynku tłumaczeń. Tylko że tak się składa, że sam jestem tłumaczem, więc prosze mi tu nie zajeżdżać :)

                  Na świecie była znana szkoła lwowsko - warszawska, teraz znany jest Kołakowski jako autor Głownych nurtów marksizmu i Bauman jako socjolog, obydwaj znani także jako przymusowi emigranci z Polski. Czy spośród żyjących przedstawicieli polskich nauk humanistycznych działających w Polsce jesteś w stanie wymienić jakieś nazwiska znane poza Polską?
                  • dala.tata Re: W porównaniu np. do rolników 30.01.11, 14:09
                    Strelau i Sztompka wystarcza, czy jedziemy dalej?
                    • lesny_emilek Re: W porównaniu np. do rolników 30.01.11, 14:35
                      Weźmy np. język francuski:

                      Jan Strelau 166 wyników

                      Piotr Sztompka 336 wyników

                      Biogramów Sztompki i Strelaua nie ma też we włoskiej, fransuckiej, portugalskiej i niderlandzkiej wikipedii (w innych nie sprawdzałem). Rzeczywiście, są bardzo znani, wręcz słynni.

                      > wystarcza, czy jedziemy dalej?

                      Jedziemy dalej :)
                      • dala.tata Re: W porównaniu np. do rolników 30.01.11, 14:48
                        pardon: nie zrouzmialem ze to bie chodzi o tzw. celebrity academics (typu Dawkins czy Starkey). ja mowilem o naukowcach znanych i cytowanych na swiecie. niekoniecznie jednak znanych medialnie. w ten bowiem sposob, najbardziej znanym naukowcem brytyjskim jest David Attenborough.

                        jak dla mnie koniec tej pouczajacej wymiany.
                        • lesny_emilek Re: W porównaniu np. do rolników 30.01.11, 15:16
                          > jak dla mnie koniec tej pouczajacej wymiany

                          Szkoda, bo myślałem, że jeszcze paroma nazwiskami zdołasz zaatakować...
              • charioteer1 Re: W porównaniu np. do rolników 30.01.11, 13:53
                lesny_emilek napisał:

                > Gdyby tak porównać "produkcję" polskiej humanistyki do produkcji roślinnej, to
                > takie porównanie nie wypada korzystnie: Chłopi stoją na jak Justy
                > na Kowalczyk albo Małysz - na europejskim podium - a wy inteligenci - na którym
                > miejscu jesteście w Europie? W nauce chociażby - na którym? A przecież jesteśc
                > ie w Unii na równych prawach, a nie jak rolnicy - na dyskryminujących, że Niemc
                > y dostają z Unii trzy razy więcej.


                Biedni rolnicy! Tak strasznie ich ta unia dyskryminuje! Tylko 3 razy mniej kasy dostaje polski chlop na produkcje niz niemiecki bauer! Straszne!!!!

                Polscy naukowcy sa dyskryminowani przez panstwo polskie i przez takich lesnych emilkow, ktorym sie wydaje, ze nauke to sie robi za darmo, bo przeciez te jakies tam glupie ksiazki to nic nie kosztuja. Polski naukowiec na swoja produkcje dostaje 3 razy mniejszy procent PKB niz naukowcy w pozostalych krajach unijnych. W przeliczeniu na realne pieniadze, po uwzglednieniu roznic w PKB, to jest duzo, duzo mniej niz tylko 3 razy.

                O polskiej humanistyce nie chce mi sie nawet gadac. Trwajace ponad pol wieku chroniczne niedofinansowanie wyksztalcilo taki model, ze tutaj straty do reszty Europy sa nie do odrobienia przez nastepne kilkadziesiat lat. My tu mamy polska filozofie, polska archeologie i polska germanistyke i zadna z nich nie podejmie dialogu z reszta Europy, bo przy takim zapoznieniu reszcie Europy moglyby posluzyc jedynie jako skansen, do ktorego posyla sie wycieczki. Obrazowo, zebys pojal, w czym rzecz: tu sie dalej orze konikiem i stoi w kolejce do GS-u po sznurek do snopowiazlek. Zadne samoksztalcenie nie zmieni konika w kombajn rolniczy. Tu jest potrzebna prawdziwa kasa, a nie jalmuzna, ktora co roku przeznaczaja na nauke w Polsce politycy tacy, jak autor tego bloga
                • lesny_emilek Re: W porównaniu np. do rolników 30.01.11, 14:13
                  Książki w Polsce też kosztują trzy razy mniej, czyli proporcje zostają zachowane. Na co konkretnie, Twoim zdaniem, powinny zostać wydane pieniądze, żeby przeciętny polski humanista z zacofanego "konika" stał się nowoczesnym "kombajnem". Na książki, komputery, biurka, papier do drukarki?


                  PS
                  Co do kształcenia, to uważam, że można być albo samoukiem, albo nieukiem, innej możliwości nie ma :)
                  • charioteer1 Re: W porównaniu np. do rolników 30.01.11, 14:38
                    lesny_emilek napisał:

                    > Książki w Polsce też kosztują trzy razy mniej,

                    Z polskich ksiazek robi sie "polska nauke". Jak chcesz prowadzic dialog z nauka swiatowa, jezeli nie dajesz tym biednym humanistom nawet mozliwosci czytania swiatowych nowosci wydawniczych, bo ich zwyczajnie nie stac. Nawet kupujac na amazonie, ja za ksiazke place wiecej niz dalatata, poniewaz wiekszosc tanich sprzedawcow nie wysyla ksiazek do Polski. To dotyczy podrecznikow i ksiazek wydanych jakis czas temu. Nowosci kupuje sie po cenie wydawcy, a to jest slona cena, poniewaz ksiazki naukowe z reguly wydawane sa w drogiej, twardej oprawie.

                    Uprawianie nauki na swiatowym poziomie w Polsce kosztuje wiecej niz w starej Unii. Jak chcesz robic trzy razy taniej, to bedziesz mial ersatz, a nie nauke.
                    • lesny_emilek Re: W porównaniu np. do rolników 30.01.11, 15:02
                      Może w niektórych dziedzinach tak jest, ale wielu dziedzin to jednak nie dotyczy, np. polonistyki, historii, nawet filozofii.
                      Tak czy owak jako kolejny powód braku systematyczności w poszerzaniu własnej wiedzy dopisuję: brak pieniędzy na zagraniczne nowości.
                      • adept44_ltd Re: W porównaniu np. do rolników 30.01.11, 15:07
                        a i tu kolega (wnoszę po nicku) się myli, mam całkiem sporą anglojęzyczną biblioteczkę, nabytą za spore pieniądze i niezbędną mi... w drugiej kolejności (i tu jest już o wiele skromniej) jest to biblioteczka francuskojęzyczna i na końcu pozostaje ta niemiecka...

                        polonista
                        • lesny_emilek Re: W porównaniu np. do rolników 30.01.11, 15:14
                          Ja też mam całkiem sporą biblioteczkę anglojęzyczną. Znajduje się ona tutaj: www.gutenberg.org/wiki/Main_Page :)

                          Tak z ciekawości zapytam: to ile godzin dziennie poświęca kolega na te biblioteczki?
                          • adept44_ltd Re: W porównaniu np. do rolników 30.01.11, 15:20
                            gratuluję i zazdroszczę... tej biblioteki...
                            kolega jak nie pisze, to czyta...
                          • adept44_ltd Re: W porównaniu np. do rolników 30.01.11, 15:23
                            dodam jeszcze, że ta bibliotek, którą dysponuje kolega leśny to na takie lektury dla zabicia czasu, głównie, z nudów... ewentualnie coś sobie przypomnieć z klasyki..., oczywiście, uwaga, jakby kolega nie wiedział, że tak jest... no ale, jeśli by wiedział, to po co by linkował?
                      • charioteer1 Re: W porównaniu np. do rolników 30.01.11, 15:24
                        Uczepiles sie systematycznosci, jak pijak plota. Systematycznie karmiac szkape sloma, nie zrobisz z niej konia wyscigowego, a czystej krwi arab ci po prostu padnie.

                        Polonistyka jest swietnym przykladem skansenu naukowego. Latwiej w literaturze miedzynarodowej znalezc cos o jezyku Indian Piraha niz o jezyku polskim. Nie ma zadnych przeszkod, by polscy lingwisci publikowali w miedzynarodowych czasopismach poza jedna jedyna. Oni po prostu nie potrafia, poniewaz od ponad pol wieku tkwia we wlasnym gettcie, do ktorego bardzo wybiorczo i z duzym opoznieniem docieraja jakiekolwiek nowinki ze swiata.

                        A co takiego specyficznego jest w filozofii, ze powinna byc rdzennie polska? Czy polski filozof zajmuje sie kondycja badz bytem Polakow? Polska semiotyka? Polska filozofia nauki? Specyficznie polska interpretacja Wittgensteina?

                        Zupelnie nie rozumiem, dlaczego te dziedziny wykluczyles calkowicie z obiegu nauki swiatowej.
                        • adept44_ltd Re: W porównaniu np. do rolników 30.01.11, 17:16
                          ja odnoszę wrażenie, że kolega leśny pomylił fora, i że w istocie chodzi mu o przygotowanie się do matury... a nie o uprawianie nauki...
                          • lesny_emilek Re: W porównaniu np. do rolników 30.01.11, 18:38
                            Skoro już tak się wycieczkujemy osobiście, to kolega adept na nadmiar zajęć również nie wydaje się narzekać: 1846 :)
                            • adept44_ltd Re: W porównaniu np. do rolników 30.01.11, 19:38
                              kolejna pomyłka,masz pecha wycieczkowiczu...
                  • flamengista nowość! 30.01.11, 21:00
                    Drogi Kolego, daj mi namiar na te książki Palgrave'a czy MacMillana, sprzedawane nam w Polsce po cenie 3 razy niższej, niż na Zachodzie.

                    BTW: niezły biznes można zrobić, odsprzedając je później w Amazonie za 70% ceny zachodniej. Że też jeszcze ktoś na to nie wpadł?
      • tuluz-lotrek Re: Przykład z Niemiec 29.01.11, 16:20
        Pytanie jeszcze, jak czytać. Mnie się wydaje, że przemyślenie i przyswojenie tej wiedzy, którą się wyczytało, to jest dużo większy wysiłek niż literalne przeczytanie. A jeśli chodzi o myślenie o sprawach naukowych, rozmaite (także w trakcie zajęć, które prowadzę, i w ramach ich przygotowania), to wyszłoby mi pewnie kilka godzin dziennie. Za dużo, szczerze mówiąc, zważywszy, że do tego jeszcze mnóstwo jest roboty mniej więcej bezmyślnej, a często wręcz odmóżdżającej (tu także bez wahania wliczę część spraw związanych z dydaktyką, niestety).
        • tuluz-lotrek Re: Przykład z Niemiec 29.01.11, 16:24
          PS. Bo pracy stricte naukowej to góra dwie godziny dziennie (pomijając parotygodniowe rzuty po kilkanaście godzin na dobę, jakie trafiają mi się raz na jakiś czas, gdy jestem "w ciągu" - oczywiście takie coś wyklucza się z codzienną dydaktyką), więcej zwykle nie ma sensu - zyski stają się zupełnie niewspółmierne do kosztów (wysiłku, znaczy; w sensie finansowym to jednak znalazłbym bardziej opłacalne zajęcia niż myślenie).
        • lesny_emilek Re: Przykład z Niemiec 29.01.11, 17:04
          Być może wyszłoby z tego myślenia kilka godzin dziennie, ale mi chodziło o czas wydzielony i przeznaczony tylko na studiowanie. Nie musi to być koniecznie czytanie, może też być np. chodzenie z rękami założonymi za plecami i rozmyślanie o problemach naukowych. Myślenia w trakcie prowadzenia zajęć niestety nie mogę uznać :(
          • tuluz-lotrek Re: Przykład z Niemiec 29.01.11, 18:49
            Przykro mi, że zawiodłem Twoje oczekiwania, w przyszłości będę się bardziej starać. :)

            Zdziwiłbyś się, ile jest podobieństw pomiędzy tym myśleniem, które odbywa się na zajęciach, a tym, które przydaje się potem w pracy naukowej (zarówno prowadzącemu, jak i tym jego studentom, którzy w przyszłości będą prowadzić badania). Choć zdecydowana większość studentów istotnie przed takim właśnie rodzajem myślenia broni się rękami i nogami - nic dziwnego, bo to wymaga wysiłku, a prościej zakuć, zdać, zapomnieć. Ale ja jestem z tej wymierającej powoli kategorii nauczycieli akademickich, którzy niespecjalnie się przejmują tym, co o nich myślą leniwi czy głupi studenci, a nawet - żeby już z innej kategorii - Lesny_Emilek; przynajmniej dopóki wiem, że robię dobrą dydaktykę zamiast odwalać rutynową fuchę. Nie mam też złudzeń: ewolucja naszego szkolnictwa wyższego działa dokładnie w przeciwnym kierunku, tzn. promując pozoranctwo, ale jestem już w takim wieku, że trochę za późno na dostosowanie się.
            • lesny_emilek Re: Przykład z Niemiec 29.01.11, 19:49
              Niby masz rację, ale nie do końca i nawet nie w połowie, tylko co najwyżej w jednej czwartej :)
              W tym poście napisałem, co dokładnie rozumiem przez stwierdzenie, że naukowiec studiuje. Poprzez "myślenie na zajęciach" można się być może wyćwiczyć w myśleniu przydatnym w późniejszej pracy naukowej, a nawet przygotować się do innych zajęć polegających też zapewne na myśleniu (pkt 1 i 2), ale nie można śledzić postępów we własnej dziedzinie, nie mówiąc juz o wykształceniu ogólnym (pkt 3 i 4). Poza tym pkt. 1 i 2 składają się z:
              a) umiejętności, czyli sprawności (np. myślenia)
              b) wiedzy o faktach.
              W czasie zajęć możesz ćwiczyć się co najwyżej w a), natomiast w b) możesz ćwiczyć się tylko i wyłącznie, ślęcząc nad literaturą przedmiotu.
              To są właśnie przyczyny, dla których nie uznałem zajęć ze studentami za zdobywanie wiedzy :)
              • tuluz-lotrek Re: Przykład z Niemiec 30.01.11, 15:00
                Po pierwsze, mało mnie obchodzi, co mi możesz, a czego nie możesz uznać - mnie naprawdę "rozlicza" z mojej wiedzy i myślenia grono cokolwiek bardziej wykwalifikowane i zróżnicowane narodowościowo niż dyskutant z forum internetowego, którego na razie znam tylko z jego wypowiedzi typu "tępienie spekulantów i kułaków". Na rozkułaczanie już się nie załapałem, ale język propagandy postponującej prywaciarzy pamiętam dobrze - symptomatyczne w tego typu kampaniach pogardy i nienawiści jest to, że ci, co nie potrafią (np. władze PRL-u - zapewnić dostępności podstawowych produktów spożywczych), piętnują tych, którzy wbrew całej ich machinie represji, jednak coś niecoś przynajmniej dają radę osiągnąć. Naukowcy w Polsce są w troszkę podobnej sytuacji; jednak jest coś irytującego w tym, że przy wieloletnim głodzeniu polskiej nauki ciągle jeszcze coś się w niej rusza, nie? To przykopmy im i wytłumaczmy, że tylko przez takich jak oni jeszcze nie przegoniliśmy Ameryki.

                Po drugie, zajmuję się naukami ścisłymi teoretycznymi, więc czynnik "myślenia własnego" jest dla mnie co najmniej równie ważny jak wiedza.

                Po trzecie, zdaje się, że mało wiesz o zajęciach uniwersyteckich (albo może miałeś pecha uczęszczać tylko na marne) - w pracy ze studentami starszych lat jest całkiem sporo czasu i możliwości zapoznawania się z wybranymi "świeżymi" wynikami; dla studenta omówienie takiego rezultatu, a dla prowadzącego - nadzór merytoryczny na referatem, to czasem pewien wysiłek intelektualny, a zazwyczaj - okazja do nauczenia się czegoś nowego.

                Po czwarte, chyba szkoda naszego czasu, co, Emilku? :) Równie dobrze możesz mnie i mi podobnych potraktować w prostych, robociarskich słowach pod moją nieobecność.
                • lesny_emilek Re: Przykład z Niemiec 30.01.11, 18:33
                  Ja tylko zapytałem, ile czasu dziennie poświęca naukowiec na studiowanie własnej dziedziny. Po co te złośliwości o robociarskich słowach, nie rozumiem... Dopisuję zatem: pewien reprezentant nauk ścisłych teoretycznych nie czyta. Bo myśli :)

                  PS
                  Daj spokój, Tuluzie Lotreku, chociaż godzinę dziennie mógłbyś poczytać jakąś powieść, albo chociaż posłuchać muzyki. Wiedziałbyś potem takie rzeczy, że jak orkiestra gra na wesoło, to jest to Mozart, a jak na smutno, to raczej Beethoven :)
                  • tuluz-lotrek Re: Przykład z Niemiec 30.01.11, 18:48
                    Krytyk i eunuch z jednej są parafii...

                    Skoroś taki oczytany, Emilku, to nie muszę kończyć (zresztą Twoja internetowa biblioteczka zawiera podpowiedź). Zaoszczędzony czas poświęcę na głęboką zadumę nad moją upadłą naturą, co uczynię przy wesołych dźwiękach Requiem.
                    • lesny_emilek Re: Przykład z Niemiec 30.01.11, 18:56
                      Po tym, co przeczytałem na tym forum, zamieniłbym jednak "krytyk" na "naukowiec" :)
                      • tuluz-lotrek Re: Przykład z Niemiec 30.01.11, 19:21
                        Wiesz - to, co przeczytałeś, ma się pewnie słabo do tego, co tu zostało napisane, zważywszy Twoje widoczne ograniczenia. Twój przepis, drobny trollu, jest prosty jak konstrukcja cepa:

                        zapytać,
                        obrazić,
                        tych, co odpowiadają, oskarżyć o to, że mają za dużo czasu (skoro odpowiadają),
                        tych, co nie odpowiadają, oskarżyć o to, że nie mają nic do powiedzenia.

                        Typowy schemat nachalnych, wstawionych gości szukających okazji do zaczepki czy choćby punktu zaczepienia dla konwersacji. Na moim wydziale czasem podobny ton przyjmują studenci-reformatorzy, tzn. ci, którzy świetnie daliby sobie ze wszystkim radę, gdyby nie fatalny poziom wykładowców; tak się składa, że na ogół są to ci sami studenci, przy których człowiek ma ochotę spytać nie o to, jak maturę zdali, tylko kto ich wypuścił z podstawówki.

                        Jak widać po Twym króciutkim tutejszym występie, zasługujesz na odpowiedź mniej więcej w tym samym stopniu, co dwie powyższe kategorie; i tyle też odtąd się ode mnie doczekasz.
                      • adept44_ltd Re: Przykład z Niemiec 30.01.11, 19:39
                        hm, podkreślałoby to, co widać i w innych twoich postach, że sztuki logicznego myślenia nie posiadłeś :)
                      • lesny_emilek Re: Przykład z Niemiec 30.01.11, 19:43
                        Przepraszam za tą ostatnią uwagę, ale zostałem sprowokowany chamską odzywką ze strony przedpiścy, który mieni się być naukowcem...
      • adept44_ltd Re: Przykład z Niemiec 29.01.11, 21:30
        tak, Niemcy potrafią coś z niczego zrobić, czy ty się nudzisz?
    • dr_pitcher Re: Ile czasu poświęcacie na tzw. naukę własną 30.01.11, 21:09
      Po paru dniach zastanowienia:
      1. Co najmiej godzina czytania artykulow z dziedziny
      2. Druga godzina - to literatura naukowa z dziedzin pokrewnych (Nature i Science obowiazkowo).
      (te dwie godziny to siedzac w srodkach komunikacji miejskiej jadac do i z pracy)

      Wieczorem (albo raczej pozna noca) - 90 min (srednio) literatura popularno-naukowa (filozofia, historia nauki, Scientific American, medycyna, biochemia etc)

      Bardzo ksztalcace, moim zdaniem, sa recenzje grantow - siedze w paru komisjach. Oceniam te, na ktorych sie znam (tzn. z mojej waskiej specjalizacji), ale panele sa przewaznie multi-dyscyplinarne (zahaczajace o moja dziedzine ale wykraczajace poza moja skromna znajomosc tematu). Czytam przewaznie wszystkie granty, i czesto zerkam do cytowanych przez te granty publikacji. Wiele sie mozna nie tylko nauczyc, ale przechwycic metody, problemy etc. z innych dziedzin.

      W koncu, koordynuje seminaria magisterskie i doktoranckie na naszym wydziale (2 godziny tygodniowo). Departament jest multi-dyscyplinarny (biofizyka medyczna). Studenci wyglaszaja seminaria ze swojej dziedziny, ale w sposob zrozumialy dla nie-ekspertow z dziedziny. Polgodzinne prezentacje studentow dotycza ich bezposredniej pracy - a zatem rzeczy nowe (po krotkim wstepie). Jest to wspanialy sposob przyswajania wiedzy z dziedzin pokrewnych - struktura komorek, bialek, genetyka, obrazowanie, rak, neurologia etc.

      Na koniec - co najmniej dwa razy w miesiacu uczeszczam na wyklady (seminaria) z poza mojej dziedziny. Jest u nas na Uniwersytecie szereg serii, na ktore zapraszani sa tzw. "wielcy" - poziom dostepny. Pozeram wszystko od historii sztuki, ekonomii po komorki macierzyste. Rozszerza horyzonty, a przy tym mowcy przewaznie wspaniali.

      Czy jest to konieczne do mojej pracy? W pewnym sensie tak - pozwala zrozumiec, ze poza moja waska dzialka istnieja rzeczy rownie (a moze nawet czasami bardziej) wazne i ciekawe.
      No ale nauka to nie tylko moj zawod ale raczej hobby.

      Na koniec siedzenie tylko i wylacznie w swoim temacie uwazalbym za nudne na dluzsza mete.
    • flamengista a propos humanistyki 30.01.11, 21:15
      Nie jestem humanistą, ale przedstawicielem nauk społecznych. Mam jednak rodziców-humanistów i wiem, na czym polega ich praca naukowa.

      Otóż przekonanie, że do pracy humanisty wystarczy komputer, biurko i książki nie jest do końca prawdziwe. Humaniści korzystają z różnych źródeł naukowych - w tym przede wszystkim archiwów i bibliotek (wszystkich książek kupić się nie da, szczególnie tych starych!!!).

      Znam pewnego naukowca amerykańskiego, zajmującego się nacjonalizmem i historią narodów Europy Środkowo-Wschodniej w XIX wieku. On większość czasu na badaniach spędza w bibliotekach i archiwach - na Węgrzech, w Czechach czy w Polsce.

      Koszt takiej kwerendy jest naprawdę spory. Czasem wyższy, niż w przypadku ekonomisty który kupuje nowy program statystyczny, kilkanaście nowych książek i dostęp do kilku baz danych, by zrobić nowe badania.

      Po co to piszę? Żeby taktownie zwrócić ci uwagę, że próbujesz oceniać pracę naukową nie mając o niej zielonego pojęcia.
      • adept44_ltd Re: a propos humanistyki 30.01.11, 21:26
        dodam też a propos osiągnięć humanistyki dwie rzeczy, w istocie trzeba podjąć nad tym dyskusje, ale trzeba mieć po temu zaplecze, a nie wikipedię...

        1. humanistyka to pochodna świata, w którym żyjemy, począwszy od sztuki, skończywszy na naszej codzienności, a więc mniej więcej - jaki mamy świat, taką humanistykę...; mówiąc inaczej - pewnie da się stworzyć dolinę krzemową przez szybką decyzję i działanie, z humanistyką tak nie będzie,
        2. proponowałbym porównanie polskiej humanistyki z innymi, myślę, że jednak tragedii nie będzie, te inne to np. niemiecka..., fakt, nie mamy wielkich teorii, ale te wychodzą głównie ze świata anglosaskiego, głównie USA, co znamienne - humaniści kontynentalni stawali się "wielcy" właśnie dzięki Stanom (czy też wychodziły), w związku z czym patrz 1. i patrz 3.
        3. brednią, kolosalną, jest stwierdzenie, że humanistyka nie potrzebuje pieniędzy, wystarczy kartka papieru i ołówek, zacząłbym od tego, że humanistyka potrzebuje czegoś takiego jak środowisko, a tu już w grę wchodzą inwestycje, że nie wspomnę o bibliotekach, łatwości kontaktów międzynarodowych etc.
        ale to na dużą dyskusję i mnóstwo pytań, a nie narzucanie gotowych wniosków...
        • dr_pitcher Re: a propos humanistyki 30.01.11, 21:40
          Mimo zem nie-humanista, w pelni zgadzam sie z przedmowca. Bibllioteki, muzea, ksiazki kosztuja i to sporo. Poza tym humanistom konferencje, zjazdy, dyskusje bardziej sa potrzebne niz scislowcom, ktorzy wiekszosc wiedzy i tak czerpia z artykulow.
          A tak na marginesie to najtansi w "eksploatacji" sa chyba komputerowcy i fizycy teoretyczni - im na prawde wystarcza tylko komputer i kartka papieru.
          • adept44_ltd Re: a propos humanistyki 30.01.11, 21:47
            Doktorze P., mam nadzieję, że nie potraktujesz tego jako obelgi (jak zapewne postąpiliby tu niektórzy), ale po przeczytaniu twojego poprzedniego postu, nie ryzykowałbym tezy, że "nie jesteś humanistą"
            • dr_pitcher Re: a propos humanistyki 31.01.11, 04:11
              adepcie:
              to raczej komplement - ale do humanisty mi daleko. Naukowcem tez bym sie nie nazwal.
    • mr.mud Re: Ile czasu poświęcacie na tzw. naukę własną 30.01.11, 23:38
      Ponieważ od ponad połowy swojego życia jestem również muzykiem, zatem rozumiem Twoje pytanie ;)

      Moje dziedziny są silnie związane z naukami ścisłymi i metodami obliczeniowymi, staram się codziennie poświęcić choć chwilkę na ćwiczenia utrwalające i rozszerzające swoją wiedzę. <w tym miejscu powinienem ponarzekać,że sprawy administracyjno-systemowe w naszym szkolnictwie sprawiają że nie mam na to czasu lub robię to w godzinach nocnych szanując ten problem zamieszczam ten fragment :)> - zamiast tego narzekania napiszę coś, co już kiedyś na tym forum poruszałem

      W naszej nauce nie jest dobrze być biegłym, mieć pasję, rozumieć - swego czasu miałem taką zasadę, ze każdy przedmiot który prowadzę jestem w stanie zaprezentować stosując tzw tłumaczenie, logiczne wyprowadzanie na bazie podstaw matematyczno-fizycznych, bez żadnych dodatkowych pomocy tylko ja + tablica. Okazuje się, że w obecnych czasach to, co wymagało kiedyś zrozumienia i rozwijania wiedzy może być zastąpione przez byle Dyzmę, który został skierowany z nadania szefostwa z rzutnikiem i prezentacją w powerpoint ściągniętą z google. Mało tego coraz częściej tak przygotowani prowadzący nie ogarniają tego o czym gadają, nie można z nimi konstruktywnie podyskutować , zaś studenci są przyzwyczajeni że siedzą, oglądają obrazki i przepisują z ekranu gotowe myśli. Zatem to prowadzi do poczucia wyobcowania i braku sensu odbywania ćwiczeń/myślenia/rozwoju wiedzy własnej.

      I znów dodam, dla tych co gotowi napisać, żeby nie patrzeć na innych - ja nigdy nie chciałem brać się przedmiot, którego nie byłem w stanie ogarnąć - z tego co widzę na obecnej mojej uczelni są ludzie którzy wzięliby każdy przedmiot. Bez względu czy go są w stanie pojąć, czy nie. A system ni sprawdza w żaden sposób naszych umiejętności, szefowie katedr , którzy robili "kartkówki" wśród swoich adiunktów są już dawno poza, lub na emeryturze.
      • niewyspana123 Re: Ile czasu poświęcacie na tzw. naukę własną 31.01.11, 12:00
        oj, na temat brania przedmiotów, o których nie ma się pojęcia miałabym parę cudnych przykładów, ale za mało anonimowe do opisania, ale zjawisko to dość szerokie...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka