Dodaj do ulubionych

"Niedasię"...

10.04.12, 01:10

Kiedyś zastanawiałem się, co bym zrobił, gdybym mógł zmienić na naszej uczelni jedną jedyną rzecz. Przed wyjazdem do Stanów powiedziałbym, że zmieniłbym sposób wybierania władz uczelni. Po powrocie ze Stanów: sprawiłbym, żeby biblioteka była otwarta przez 24 godziny na dobę, przez siedem dni w tygodniu. Co mnie obchodzą władze? Liczy się biblioteka. Ona jest po to, żeby studenci w niej siedzieli. By student mógł siedzieć w bibliotece nawet dwa dni non stop, jeśli tego potrzebuje, a jedyne ograniczenie sprowadzało się do tego, że nie może wynieść książek na zewnątrz między trzecią a piątą rano. U nas kiedyś usłyszałem, że biblioteka nie jest po to, żeby udostępniać książki, tylko żeby je chronić. No, to my chronimy te książki. Chronimy książki przed studentami. Jeszcze poplamią albo skserują kawałek.

Z tej perspektywy Georgetown to nie jest świat za oceanem, to jest świat na innej planecie.


Więcej... wroclaw.gazeta.pl/wroclaw/1,35771,11491243,Uczelnie_polskie_i_amerykanskie__kosmiczna_przepasc.html?as=2&startsz=x#ixzz1raTdodoW

I jeszcze straszliwszy cytat: "Wszystkie istotne rozwiązania, które tam widziałem, da się przenieść do nas, łącznie z wyborem prezydenta uczelni. Wszystkie. Teoretycznie. W sensie praktycznym przepaść mentalna jest tak wielka, że moim zdaniem nie da się przenieść żadnego"

Czy naprawdę jeśmy skazani na to, aby nie tylko nie uczyć się na cudzych błędach, ale nawet na własnych? Skąd ta inercja? Czy nikt z osób odpowiedzialnych za stan szkolnictwa wyższego (od szczebla ministerialnego począwszy, poprzez konferencję rektorów, a na dziekanach skończywszy) nie widzi, że jedziemy po równi pochyłej? Nie porównują się z innymi krajami? A może porównują - z Górną Woltą, Surinamem albo Andorrą?
Obserwuj wątek
    • pfg Re: "Niedasię"... 10.04.12, 09:06
      Baron?!
    • flamengista kilka uwag 10.04.12, 09:35
      1. Toi słynny "baron" Dybczyński - dla mnie wiarygodność tego Pana jest dość niska. Szczególnie gdy czytam ten fragment:

      CytatDlaczego wybrał pan właśnie Georgetown University?
      - To jedna z najlepszych uczelni w Stanach Zjednoczonych. Jest też jedną z najlepszych uczelni na świecie w zakresie studiów międzynarodowych. Zajmuję się stosunkami międzynarodowymi, to był to dla mnie naturalny pierwszy wybór.

      Pierwszy wybór? Sprawdziłem z niedowierzaniem parę rankingów międzynarodowych uczelni, by sprawdzić czy nie zaszła rewolucyjna zmiana:
      Tekst linka
      Tekst linka
      John Hopkins (mający u siebie SAIS - najlepsze centrum badawcze z zakresu stos. mn.) jest w top 20 lub top 50 zależnie od rankingów. Georgetown jest pod koniec trzeciej setki, czyli blisko UJ i UW.

      Albo dr Dybczyński nie wie o istnieniu SAISu (czego nie można wykluczać), albo wciska kit. Georgetown to amerykańska druga liga. Uczelnia bardzo dobra, ale nie "jedna z najlepszych w USA"

      2. Biblioteka otwarta 24 h na dobę. Piękne, ale chyba tylko dla doktorantów. Na uczelni w USA którą ja wizytowałem, studenci w ankiecie którą opublikowało czasopismo uczelniane zupełnie się nie interesowali biblioteką.
      3. Przy obecnej technologii nacisk powinien iść na dostęp e-booków w wypożyczalni internetowej i jak najlepsza baza czasopism oraz danych.
      4. Drugoligowa uczelnia amerykańska, jaką jest Georgetown - ma budżet ponad 1 mld dolarów. Czyli pewnie ekwiwalent całego budżetu na uczelnie w Polsce. O czym my w ogóle mówimy?
      • kardla Re: kilka uwag 10.04.12, 10:48
        Ja mam zupelnie inne przemyslenia zwiazane z biblioteka (na podstawie MS na uczelni w USA oraz wymiany studenckiej w Kanadzie).

        Zgadzam sie z obserwacja ze w Polsce (przynajmniej na UW) biblioteka jest po to zeby chronic ksiazki przed studentami, a nie po to zeby studentom te ksiazki udostepniac.
        Na mojej uczelni w usa niemal wszystko bylo juz dostepne przez internet, a mimo to biblioteka byla zawsze pelna ludzi (ku mojemu zdziwieniu rowniez w okolicach 3 nad ranem mozna bylo znalesc kilka osob, nie tylko bezposrednio przed final exams).
        Bylo tak dlatego ze biblioteka nie byla traktowana jako swiatynia ksiazki, gdzie mozna mowic tylko szeptem a ksiazek dotykac z nabozna czcia i tylko w bialych rekawiczkach.
        Wiekszosc studentow wykorzystywala biblioteke jako miejsce do uczenia sie (lepsze od zbyt wesolego akademika), spotykania do pracy nad projektami (dostepne byly specjalne salki z mozliwoscia wyswietlania slajdow, duzymi stolami etc), uzyskania pomocy w praca nad jakims projektem (wyksztalceni bibliotekarze, wyspecjalizowani w konkretnych dziedzinach, mogacy szybko i uprzejmie udzielic pomocy, a takze wynajeci przez uniwerek ludzie, ktorzy za darmo pomagaja doprowadzic tekst do stanu czytalnosci). W bibliotece organizowaly spotkania liczne grupy studenckie (np. grupy wsparcia i nauki pisania technicznego), byly organizowane liczne szkolenia np. dotyczace sposobu szukania pracy, lub tez mozliwych sciezek rozwoju naukowego.
        Nie musze dodawac ze w bibliotece bylo cieplo (nie tak jak w BUW, gdzie zwykle zabieralam dodatkowy sweter, tylko zeby nie zamarznac), oraz mozna bylo jesc i pic (i jedzenie i picie mozna bylo tam kupic).

        Dlaczego takiej, nowoczesnej, idei biblioteki nie mozna by wprowadzic u nas?
        • zitterbewegung Re: kilka uwag 11.04.12, 00:03
          Na UWr mają pusty gmach biblioteki i nie wiedzą co z nim zrobić.

          A co do BUW to nie rozumiem, w sensie stary BUW? W nowym można kupić jedzenie, a każda biblioteka o strukturze otwartej z kubaturą katedry będzie niedogrzana.
      • dala.tata Johns Hopkins, a nie John! 10.04.12, 11:55
        skoro juz ten SAIS jest tak swietny, to moze warto sie nauczyc nazwy uniwersytetu.
      • pisiarz Re: kilka uwag 04.03.15, 11:54
        flamengista napisał:

        > 2. Biblioteka otwarta 24 h na dobę. Piękne, ale chyba tylko dla doktorantów. Na
        > uczelni w USA którą ja wizytowałem, studenci w ankiecie którą opublikowało cza
        > sopismo uczelniane zupełnie się nie interesowali biblioteką.
        Mnie zastanawia także, skąd wziąć pieniądze na zatrudnienie pracowników na całą dobę w bibliotece.

    • proon Re: "Niedasię"... 10.04.12, 10:00
      kolejny nawiedzony, który liznął Ameryki i mu się ubzdurało, że zjadł wszystkie rozumy
      • kardla Re: "Niedasię"... 10.04.12, 10:35
        Ale co w jego obserwacjach jest takiego nawiedzonego?

        (wylaczajac argumentum ad hominem - komentujac wylacznie jego sugestie zmian)
        • proon Re: "Niedasię"... 10.04.12, 11:45
          "Ale co w jego obserwacjach jest takiego nawiedzonego?" - służę uprzejmie:
          1. sugestia otwarcia bibliotek przez 24 godziny - a kto z nich będzie korzystał porą imprezowo-senną czyli wieczorem i w nocy? przecież czytelnie już w dzień świecą pustkami, jak ktoś chce się uczyć to problem biblioteki zamkniętej o północy nie jest istotny
          2. uporczywe sugestie, że uczelnie amerykańskie są lepsze od polskich bez zająknięcia się nawet o tym, jakie te uczelnie mają od kilkudziesięciu lat budżety w porównaniu z uczelniami polskimi i bez chwili zastanowienia się nad tym, czy można wprost porównywać zjawiska z bardzo różnych realiów społecznych i gospodarczych
          3. a szczytem nawiedzenia jest cytat: "Wszystkie istotne rozwiązania, które tam widziałem, da się przenieść do nas, łącznie z wyborem prezydenta uczelni." - niech ten kolega najpierw myśli, a potem pisze, bo odwrotnie to może i w Ameryce się sprawdza, ale u nas nie
          4. ale w jednym kolega ma rację - "Czy nikt z osób odpowiedzialnych za stan szkolnictwa wyższego (od szczebla ministerialnego począwszy, poprzez konferencję rektorów, a na dziekanach skończywszy) nie widzi, że jedziemy po równi pochyłej?" - ekipa Kudryckiej zafundowała nam posmarowanie tej równi pochyłej dobrym, bo amerykańskim smarem, teraz zaczynamy jazdę przyspieszoną - szkoda tylko, że w dół
          • dala.tata Re: "Niedasię"... 10.04.12, 11:53
            a zastanawiales, sie czy czytelnie nie wieca pustkami, bo student nie ma dostepu do ksiazek, tylko musi je zamawiac, potem czekac itd itd. do kazdej (poza oczywicie wyjatkami cennych z roznych powodow ksiazek) student ma dostep. moze wziac z polki i poczytac.

            proon, daj se spokoj z budzetem.jak pracownicy zaczna przychodzic przygotowani na wszystkie zajecia, zacznij mowic o budzecie.

            i rzeczywicie, najepiej wybroac jest rektora, ktory nie ma pojecia o zarzadzniu. ale najwazniejsze jest to, zeby bylo demokratycznie. najlepiej jak Andrzejaka.

            wielokrotnie ci to juz powiezdiaelm proon, sprobuj najpierw pomyslec, zanim bedziesz dawac odpor.
            • proon Re: "Niedasię"... 10.04.12, 13:47
              "wielokrotnie ci to juz powiezdiaelm proon, sprobuj najpierw pomyslec, zanim bedziesz dawac odpor." - i wzajemnie, życzę koledze wiele pomyślności na wiosnę
              a teraz meritum:
              1. "czy czytelnie nie wieca pustkami, bo student nie ma dostepu do ksiazek, tylko musi je zamawiac, potem czekac" - wyobraź sobie, że biblioteki polskich uczelni mają swoje katalogi on-line i zamówienie (do czytelni lub wypożyczalni) można złożyć nawet o 3 nad ranem bez wstawania z łóżka, a potem jak koło 12.00 student zwlecze się z wyra i dotrze do biblioteki to książka już na niego czeka; problem z bibliotekami polega na czym innym - na braku kasy na zakupy, jeżeli na stanie jest tylko jedna książka lub pojedynczy numer czasopisma (bo na tyle było kasy) to niestety, ale dostępność jest ograniczona; jeszcze gorzej jest z dostępnością do wielu wydawnictw zachodnich (te czasopisma, na które bibliotekę mojej uczelni stać są dostępne online i student po zainstalowaniu klienta VPN w swoim komputerze może je czytać nawet w środku nocy w łóżku) - sporo bibliotek ma tu poważne braki bo koszty dostępu są astronomiczne jak na ich możliwości - i to jest realny problem do rozwiązania;
              2. "daj se spokoj z budzetem.jak pracownicy zaczna przychodzic przygotowani na wszystkie zajecia, zacznij mowic o budzecie." - OK, przychodzi taki pracownik przygotowany nawet super, ale z powodu oszczędności 40% zajęć musi prowadzić w formie wykładów w maksymalnie dużych grupach, a na ćwiczeniach musi mieć minimum 24 osoby a na seminarium minimum 8; i całe to jego przygotowanie o kant dupy potłuc - bo jak ma 50-150 osób na 45 min. wykładzie, to niczego poza wykładaniem nie zrobi, nie mam mowy o wciąganiu w dyskusje, polemizowaniu itp.; na ćwiczeniach jest lepiej, bo tylko 24 osoby, ale jak ma się pięć takich grup to ile razy każdemu studentowi w semestrze można sprawdzić referat, recenzję itp?, ilu studentów z takiej grupy może zaprezentować swoją wiedzę, gdy na wypowiedzi wszystkich 24 osób przypada 90 minut ćwiczeń? a do tego zajęcia w pracowni komputerowej, w której na 24 studentów przypada 10 stanowisk, z których 5 jest zepsutych, a pozostałe ze starości nadają się tylko do muzeum - to są prawdziwe problemy do rozwiązania i bez kasy tego nie ugryziesz
              • dala.tata Re: "Niedasię"... 10.04.12, 14:14
                proon, nie jestes w stanie zrozumiec, nie? wlasnie o to chodzi, zeby nie trzeba bylo zamawiac. wlasnie o to chodzi, zeby podejsc do polki i wziac. na dodatek, obok moze stac ksiazka, o ktorej nie wiedziales. nie wiem, jak innym, jednak mnie wielokrotnie darzylo sie znalezc ksiazke, o ktorej nie wiedzialem, a stala obok tej, po ktora przyszedlem.

                ty nie jestes w stanie zrozumiec, ze ksiazki w bibliotece powinny byc nieustannie dostepne, zeby mozna bylo sobie przyjsc i je poogadlac, zozagladac do nich. zaden katalog tego nie jest w stanie dac. Ty chcesz, zeby ksiazki byly reglamentowane. a nie od tego jest biblioteka proon.

                co do przygotwania, proon, to my wszyscy mamy swoje problemy. pogadaj ze studentami o tym, co mysla o swoich prowadzacych. dobrze ci to zrobi. i to nie ma nic wspolnego z kasa. ale alibi jest naprawde niezle.
                • proon Re: "Niedasię"... 10.04.12, 15:09
                  dala.tata. - napisz szczerze - jesteś skrajnym idealistą? czy robisz sobie jaja? biblioteka mająca kilkaset tysięcy (a nawet kilka mionów) tytułów książek i czasopism, rozlokowanych w kilku pomieszczeniach, dostępnych dla kilkudziesięciu tysięcy użytkowników działająca na zasadzie - tu leży, to se weźcie i poczytajcie!!! tak to może działać księgozbiór podręczny w czytelni (i to przecież jest) udostępniający jakieś 10% tego co najczęściej jest wykorzystywane; tu nie chodzi o reglamentację dostępu lecz o uporządkowanie,
                  a w sprawie pogadania ze studentami o zajęciach - jesteś nie na czasie - u nas od ładnych paru lat to funkcjonuje, ostatnio nawet przez Internet mogą oceniać (każdy student ma indywidualny token zapewniający dostęp do ankiet; każdy pracownik dostaje zbiorówkę ze szczegółowymi informacjami o wynikach)
                  stanowczo zbyt dawno byłeś w Polsce
                  • charioteer1 Re: "Niedasię"... 10.04.12, 15:16
                    Proon, Dybczynski rowniez twoj proble zdiagnozowal:

                    No i tu pojawią się różnice tak fundamentalne, że psycholog określiłby je pewnie mianem nieprzekładalnych perspektyw poznawczych.

                    Bardzo celnie, moim skromnym zdaniem.
                    • proon Re: "Niedasię"... 10.04.12, 15:22
                      tak, tak - jego umysł po krótkim pobycie w USA przestroił się na czwarty wymiar
                      • charioteer1 Re: "Niedasię"... 10.04.12, 15:31
                        Nie jest wazne, czy czwarty, czy osiemnasty. Wazne, ze dla calych rzecz proonow na polskich uczelniach calkowicie nieosiagalny. Prawdziwa przepasc mentalna.
                  • kardla Re: "Niedasię"... 10.04.12, 15:25
                    No ale w bibliotekach zachodnich, ktore znam, tak to wlasnie dziala! Zdecydowana wiekszosc rzeczy jest rozlokowana w kilku gigantycznych pomieszczeniach, na 7 pietrach. Kazdy bierze co chce, czyta, odklada na specjalny wozek (a zatrudnieni studenci odnosza na odpowiednie miejsce na polce). Jak chce wypozyczyc ksiazke na zewnatrz, to sie fatyguje do kantorka, gdzie ksiazka jest skanowana, razem z karta jegomoscia, a nastepnie wychodzi.

                    Na innych zasadach wypozyczane sa jedynie ksiazki bardzo stare i cenne lub kopie podrecznikow (te trzeba zamowic z magazynu, ale na polce zawsze jest kopia, ktorej nie mozna wynosic poza biblioteke).

                    Wszystko dziala, problemow nie ma.



                    Brak pieniedzy jest problemem. Z pustego i salomon nie naleje, i nie mozna ignorowac tego problemu.
                    Ale brak pieniedzy to nie jest jedyny problem. W polskich bibliotekach uniwersyteckich konieczna jest zmiana podejscia do idei biblioteki, bo inaczej stana sie one jedynie magazynami makulatury.
                    • adept44_ltd Re: "Niedasię"... 10.04.12, 16:11
                      punktem wyjścia byłoby wybudowanie nowych bibliotek... więc możemy zapomnieć; natomiast bardziej ogólnie - to, o czym tu piszemy, jak najbardziej jest problemem, ale większym problemem jest to, że polskie biblioteki nie mają na zakup książek i z wypożyczaniem jest kłopot głównie w związku z tą kwestią...
                      • kardla Re: "Niedasię"... 10.04.12, 16:25
                        Ale po co trzeba budowac nowe biblioteki?
                        Stare sa ok., tyle ze potrzebuja reorganizacji i zmiany sposobu myslenia.

                        Oczywiscie zakup nowych ksiazek to wazna rzecz, ale na razie zrobmy przynajmniej uzytek z tych, ktore juz mamy...
                        • adept44_ltd Re: "Niedasię"... 10.04.12, 16:32
                          po to, by umożliwić wolny dostęp, jesteś pewna? np. w jednej bibliotece PAN-owskiej, z której często korzystam, jest to niemożliwe... na tyle, na ile znam różne inne biblioteki - też jest to niemożliwe... problem obecnie jest ze składowaniem zbiorów...
                          • kardla Re: "Niedasię"... 10.04.12, 16:37
                            Reorganizacji potrzebuja te istniejace, a nie budowania nowych.
                            Oczywiscie nie bedzie to mozliwe w kazdym przypadku, co nie oznacza ze nalezy sobie darowac jakiekolwiek dzialanie.
                            • adept44_ltd Re: "Niedasię"... 10.04.12, 17:01
                              myślisz o reorganizacji polegającej na zamianie ścian murowanych na gumowe? jak wyobrażasz wpuszczenie sobie ludzi do pomieszczenia, gdzie niewiele się mieści i bibliotekarz ledwo się przeciska? biblioteki PAN-u maja np. magazyny w piwnicach pod Pałacem Staszica, jak chcesz tam wpuszczać ludzi? Sorry, ale to wszystko kosztuje... we wspomnianej przeze mnie wcześniej bibliotece jest obecnie dramat, gdyż wymarły Panie od zawsze pożyczające i obecnie biblioteka nie jest w stanie zatrudnić - za oferowane, możliwe pensje ludzi, którzy będą nosić książki z magazynu...; w znanych mi instytutowych bibliotekach książki się ledwo mieszczą... itd., itp...
                              • dala.tata Re: "Niedasię"... 10.04.12, 17:24
                                ale to zly przyklad nie? bibloteka PAN nie jest biblioteka uczaca. podobnie jak British Library, zreszta. to inna bajka. mowimy tu raczej o bibliotekach uniwersyteckich. i oczywiscie trudno przerobic Biblioteke Jagiellonska. mozna jednak pomyslec o tym, adepcie, jak zrobic tak, zeby bylo latwiej. zagladnij tutaj. pomysl sobie, ile miejsc udsotepnionych jest studentom z Krakowa. pomijam juz to, ze w Jagiellonce pracowac sie nie da.

                                swoja droga to jestem bardzo ciekawy jak bedzie wygladala w srodku nowo wybudowana biblioteka UWr. to bedzie bardzo ciekawy test, czy 'rewolucja' udostepniania ksiazek dojdzie do Wroclawia.

                                adept44_ltd napisał:

                                > myślisz o reorganizacji polegającej na zamianie ścian murowanych na gumowe? jak
                                > wyobrażasz wpuszczenie sobie ludzi do pomieszczenia, gdzie niewiele się mieści
                                > i bibliotekarz ledwo się przeciska? biblioteki PAN-u maja np. magazyny w piwni
                                > cach pod Pałacem Staszica, jak chcesz tam wpuszczać ludzi? Sorry, ale to wszyst
                                > ko kosztuje... we wspomnianej przeze mnie wcześniej bibliotece jest obecnie dra
                                > mat, gdyż wymarły Panie od zawsze pożyczające i obecnie biblioteka nie jest w s
                                > tanie zatrudnić - za oferowane, możliwe pensje ludzi, którzy będą nosić książki
                                > z magazynu...; w znanych mi instytutowych bibliotekach książki się ledwo miesz
                                > czą... itd., itp...
                                • adept44_ltd Re: "Niedasię"... 10.04.12, 17:33
                                  ja też lubię wolny dostęp i bibliotekarze mają ze mną na pieńku, tylko z tezy, że jak się napniemy, będziemy mieli Bibliotekę Kongresu nic w świecie realnym nie zostaje... biblioteki instytutowe i uczelniane mają tak samo fatalnie, jak te PAN-owskie, pożyczające zresztą, wbrew temu, co piszesz, książki także studentom...; no i wolny dostęp ma sens wtedy, gdy ma się do dyspozycji wiele egzemplarzy danej pozycji, a z tym nie jest najlepiej...
                                  • dala.tata Re: "Niedasię"... 10.04.12, 17:36
                                    ale ja to rozumiem, ze PAN udostepnia, jednak nie taka jest (byla) glowna funkcja biblioteki PAN.

                                    a ja mysle, ze nikt tego nie mowi, ze jak sie napniem to bedziemy mieli LoC. ja mysle, ze mowimy raczej o tym, ze dobrze by bylo zaczac myslec inaczej o bibliotece. a jak trudne to bedzie, to poczytaj sobie posty proona, dla ktorego wszystko pieknie dziala, a jak juz mozesz ksiazke on line zarezerowac, to po prostu weszlismy do bibliotecznego nieba.

                                    adept44_ltd napisał:

                                    > ja też lubię wolny dostęp i bibliotekarze mają ze mną na pieńku, tylko z tezy,
                                    > że jak się napniemy, będziemy mieli Bibliotekę Kongresu nic w świecie realnym n
                                    > ie zostaje... biblioteki instytutowe i uczelniane mają tak samo fatalnie, jak t
                                    > e PAN-owskie, pożyczające zresztą, wbrew temu, co piszesz, książki także studen
                                    > tom...; no i wolny dostęp ma sens wtedy, gdy ma się do dyspozycji wiele egzempl
                                    > arzy danej pozycji, a z tym nie jest najlepiej...
                                    • adept44_ltd Re: "Niedasię"... 10.04.12, 17:46
                                      no, nie jest ich funkcją, ale pożyczają... natomiast biblioteki instytutowe (przypomnij sobie znaną ci) mają taki sam problem...
                                      co do reszty, no pewnie że warto (chociaż jak słyszę, że ludzie nie czytają przez bibliotekarzy, to jednak parskam śmiechem), tylko, powtórzę, pierwsze trzeba mieć pieniądze na budynki, książki, pensje... to jest mniej więcej tak jak z przejściem od marksizmu (jeszcze naukowego i pokazującego, że pewne procesy wynikają z innych) do leninizmu, na gruncie którego pojawiła się koncepcja powszechnego napięcia się, by przekroczyć te procesy, na realizację których nas nie stać... Jak się to skończyło, wszyscy wiemy...
                                      • dala.tata Re: "Niedasię"... 10.04.12, 17:56
                                        tak adepcie, ale jesli znana nam czytelnia nie wypozycza ksiazki, bo pan mgr ja trzyma od roku, to cos jest nie tak. i zadne pieniadze tego nie zmienia.

                                        ja sie z toba zgadzam, na nowa biblioteke trzeba mnostwo pieniedzy. ale sa rzeczy, ktore mozna zrobic z dnia na dzien. tylko trzeba chciec je zrobic. no trzeba tez wiedziec o nich, a nie zkaladac, ze zyjemy w bibliotecznym raju.
                                        • adept44_ltd Re: "Niedasię"... 10.04.12, 18:02
                                          Dala, ale to było 20 lat temu :), teraz nawet pan profesor musi oddać ;-), zwłaszcza tam, gdzie jest system komputerowy...; ja nie zakładam, że żyjemy w bibliotecznym raju... nie żyjemy w żadnym raju :)
                                          • dala.tata Re: "Niedasię"... 10.04.12, 18:14
                                            wiem, ze bylo. ale jestes pewien, ze teraz musi? jestes tak na 100 proc? bo, widzisz, ja nie.

                                            adept44_ltd napisał:

                                            > Dala, ale to było 20 lat temu :), teraz nawet pan profesor musi oddać ;-), zwła
                                            > szcza tam, gdzie jest system komputerowy...; ja nie zakładam, że żyjemy w bibli
                                            > otecznym raju... nie żyjemy w żadnym raju :)
                                            • adept44_ltd Re: "Niedasię"... 10.04.12, 18:24
                                              no ja muszę :) (tak jak napisałem, tam, gdzie jest system komputerowy, nie ma zmiłuj się ;-))), ale wiesz, dla mnie większym problemem jest to, że pracownik nauki w PL musi trzymać książki z biblioteki w domu, bo go nie stać na zakup tychże).
                                              • dala.tata Re: "Niedasię"... 10.04.12, 18:32
                                                bardzo watpie, ze w instytucie jest jakikowliek system, ale spoko.

                                                a co do kupowania, to, sorry adecpie, ale mnnie rowniez nie stac na kupno ksiazek, ktore potrzebuje.

                                                adept44_ltd napisał:

                                                > no ja muszę :) (tak jak napisałem, tam, gdzie jest system komputerowy, nie ma z
                                                > miłuj się ;-))), ale wiesz, dla mnie większym problemem jest to, że pracownik n
                                                > auki w PL musi trzymać książki z biblioteki w domu, bo go nie stać na zakup tyc
                                                > hże).
                                                • adept44_ltd Re: "Niedasię"... 10.04.12, 18:40
                                                  dala.tata napisał:

                                                  > bardzo watpie, ze w instytucie jest jakikowliek system, ale spoko.
                                                  >
                                                  > a co do kupowania, to, sorry adecpie, ale mnnie rowniez nie stac na kupno ksiaz
                                                  > ek, ktore potrzebuje.
                                                  >
                                                  > adept44_ltd napisał:
                                                  >
                                                  > > no ja muszę :) (tak jak napisałem, tam, gdzie jest system komputerowy, ni
                                                  > e ma z
                                                  > > miłuj się ;-))), ale wiesz, dla mnie większym problemem jest to, że praco
                                                  > wnik n
                                                  > > auki w PL musi trzymać książki z biblioteki w domu, bo go nie stać na zak
                                                  > up tyc
                                                  > > hże).
                                                  >
                                                  >


                                                  no to bida, Dala, jak w Polszcze, koło 1000 euro na miesiąc... ech, co za świat...
                                                  • dala.tata Re: "Niedasię"... 10.04.12, 18:45
                                                    eee tam. od tego sa biblioteki wlasnie.

                                                    adept44_ltd napisał:

                                                    >
                                                    > no to bida, Dala, jak w Polszcze, koło 1000 euro na miesiąc... ech, co za świat
                                                    > ...
                                                    >
                                                  • adept44_ltd Re: "Niedasię"... 10.04.12, 18:57
                                                    u was są od tego, u nas nie mają pieniędzy na dobre zbiory, piszę o tym od dłuższej chwili, na dobre zbiory polskie, a co dopiero na jakiś kontakt ze światem...
                                    • proon Re: "Niedasię"... 10.04.12, 18:33
                                      "mowimy raczej o tym, ze dobrze by bylo zaczac myslec inaczej o bibliotece" - u nas jest w księgarniach sporo poradników o tym, jak wiele możemy zmienić gdy zaczniemy inaczej myśleć; ludziska kupują, myślą i ... i gó... z tego wynika; teraz siedzę i "myślę inaczej" - tzn. zamiast o tym, że trzeba ruszyć d... i iść po browar, to myślę o tym, że ten browar sam do mnie przyleci, sam się odkapsluje i wleje do gardła - zgadnij kiedy od tego myślenia zrobi mi się przyjemny szumek w głowie?
                  • dala.tata Re: "Niedasię"... 10.04.12, 15:35
                    proon, sprobuj wyjechac, dzisiaj to naprawde nie jest takie trudne. wsiadasz do rajanera, ladujesz w Berlinie i idziesz do biblioteki uniwersyteckiej. i zobaczysz, ze oni sobie naprawde z tym radza. naprawde. ja wiem, ze ci w to trudno uwierzyc, ale wiekszosc ksiazek jest po prostu dostepna.

                    jasne, ze nierealne jest by dostepne bylo wszystko. chocby dlatego, ze ksiazki sie zuzywaja. trudno, zeby pierwsze wydanie Principia Mathematica Newtona stalo na polkach. jednak w poslkich bibliotekach pod kluczem jest 99 proc. ksiazek, no, 95 proc. a w bibliotekach zachodnich uniwerstyetow pod kluczem jest 10-20 proc, im starszy ksiegozbior, tym oczywicie bedzie wiecej.

                    najwazniejsza jest zasada jednak: to, co sie da udostepnic, udostepniamy. zeby sobie mozna bylo pochodzic miedzy polkami, proon.

                    i ja rozumiem, ze ty tego nie rozumiesz, rozumiem, tez ze dla ciebie to jest po prostu anarchia, zeby tak byle student (jka juz wyjdzie z tego wyra) mogl podejsc do ksiazki i ja wziac. zrozumialbys, ze profesor moglby, nie? ale student? proon, pociesz sie, ze tak wlasnie mysli wiekszosc twoich kolegow. nie jestes sam!

                    tak, tak, proon, u was wszyscy sa przygotowani.
                    • proon Re: "Niedasię"... 10.04.12, 18:25
                      " proon, sprobuj wyjechac, dzisiaj to naprawde nie jest takie trudne. wsiadasz do rajanera, ladujesz w Berlinie i idziesz do biblioteki uniwersyteckiej." - a nawet spróbowałem odwiedzić kilka uczelniach bibliotek na Zachodzie, co prawda nie samolotem, a własnym autkiem, ale dla procesu poznawczego to nie takie istotne;
                      "i zobaczysz, ze oni sobie naprawde z tym radza. naprawde" - i zobaczyłem i uwierzyłem, oni sobie radzą, tyle tylko, że w zdecydowanie innych budynkach niż dysponuje większość polskich bibliotek uczelnianych; jak ty sobie wyobrażasz masowe wpuszczenie studentów (zwłaszcza na kacu) do ciasnych magazynów, w których regały są wielopiętrowe, a do najwyższych trzeba docierać po drabinie; na dodatek niejedna biblioteka ma magazyny w różnych budynkach; ja wiem, że tylko ograniczenia mojej wyobraźni nie pozwalają mi dostrzec ogromnych i bezpłatnych możliwości rozciągnięcia tych magazynów w szerz i wzdłuż i zamienienia ich na obszerne czytelnie, w których każdy może swobodnie wędrować w poszukiwaniu nieodkrytych perełek; to tylko problem mojej mentalności, że prędzej spodziewam się wyłączenia bibliotek ze struktur uczelni niż budowy nowych budynków; ale cóż, taki już jestem przyziemny realista
                      • dala.tata Re: "Niedasię"... 10.04.12, 18:35
                        wez proo, nie sciemniaj. bo na razie to dowodziles, ze nie ma zadnego sensu. nagle okazuje sie, ze jest sens, ale budynki nie takie.
                      • katia.seitz Re: "Niedasię"... 10.04.12, 22:18
                        dzisiaj to naprawde nie jest takie trudne. wsiadasz
                        > do rajanera, ladujesz w Berlinie i idziesz do biblioteki uniwersyteckiej.

                        To ja się wtrącę, bo właśnie dziś wylądowałam w Berlinie w tym właśnie celu ;) Tzn. - kiedyś korzystałam z jednej ze specjalistycznych bibliotek Humboldt Universitaet i tam, istotnie, zdecydowana większość książek znajduje się w wolnym dostępie. Ale tym razem korzystam z - naprawdę imponujących - zasobów Staatbibliothek (tak, wiem, że to biblioteka państwowa, a nie uczelniana, ale akurat tam mogę znaleźć najwięcej prac z mojej działki). Tu się zamawia wszystko online i czeka na dostawę książek do czytelni przez ładnych parę godzin. W wolnym dostępie znajduje się jedynie nieznaczna część zasobów, dzieła o charakterze podręcznikowym itp. Więc - chyba bywa różnie.
                        • dala.tata Re: "Niedasię"... 10.04.12, 22:27
                          podobnie jest w British Library. ani jedna, ani druga nie sa 'uczacymi bibliotekami'. i nie ma sensu ich porownywac takowymi.

                          katia.seitz napisała:

                          >> mogę znaleźć najwięcej prac z mojej działki). Tu się zamawia wszystko online i
                          > czeka na dostawę książek do czytelni przez ładnych parę godzin. W wolnym dostęp
                          > ie znajduje się jedynie nieznaczna część zasobów, dzieła o charakterze podręczn
                          > ikowym itp. Więc - chyba bywa różnie.
                          • adept44_ltd Re: "Niedasię"... 10.04.12, 22:39
                            dala.tata napisał:

                            > podobnie jest w British Library. ani jedna, ani druga nie sa 'uczacymi bibliote
                            > kami'. i nie ma sensu ich porownywac takowymi.
                            >

                            a czemuż nie ma?
                            • dala.tata Re: "Niedasię"... 10.04.12, 23:06
                              bo maja inna funkcje, adepcie. British Library przede wszystkim zbiera i przechowuje oraz wspiera badaczy (nie studentow). o tu masz o tym:

                              Tekst linka

                              spelnianie tych funkcji, wydaje mi sie, nie wymaga takiej dostepnosci ksiegozbioru. choc mozna o tym dyskutowac.

                              biblioteki uniwersyteckie przede wszystkim wspieraja uczenie. nawet jesli zakladamy, ze badania sa rowniez waznym elementem uniwersytetu, co nauczanie (choc mysle, ze niewiele rektorow by przystalo na te teze), to uczenie jest przynajniej rowniez wazne. szybki i bezposredni dostep do ksiegozbioru wydaje sie waznym elementem wsparcia tej dzialalnosci.

                              sa rozne biblioteki i maja rozne cele i funkcje adepcie. i nie ma sensu ich porownywac. podobnie jak nie ma sensu porownywac biblioteki uniwersyteckiej z miejska, osiedlowa czy ta w duzej firmie prawniczej. co wiecej, inne funkcje spelniaja tam rowniez biliotekarze.

                              adept44_ltd napisał:

                              > dala.tata napisał:
                              >
                              > > podobnie jest w British Library. ani jedna, ani druga nie sa 'uczacymi bi
                              > bliote
                              > > kami'. i nie ma sensu ich porownywac takowymi.
                              > >
                              >
                              > a czemuż nie ma?
                              >
                              • adept44_ltd Re: "Niedasię"... 10.04.12, 23:12
                                e, tam.. myślę, że głównie dlatego, że nie pasują do koncepcji ;-) (niemniej, ja jestem za wolnym dostępem..., po prostu część zbiorów można wystawić w ten sposób... a, no i British Library wprowadziłeś ty, miejska biblioteka chyba nie służy gromadzeniu i przechowywaniu.
                                • dala.tata Re: "Niedasię"... 10.04.12, 23:21
                                  tak i dlatego moja biblioteka miejska ma piekne regaly z ksiazkami w pelni dostepnymi.

                                  adept44_ltd napisał:

                                  > e, tam.. myślę, że głównie dlatego, że nie pasują do koncepcji ;-) (niemniej, j
                                  > a jestem za wolnym dostępem..., po prostu część zbiorów można wystawić w ten sp
                                  > osób... a, no i British Library wprowadziłeś ty, miejska biblioteka chyba nie s
                                  > łuży gromadzeniu i przechowywaniu.
                  • nullified Re: "Niedasię"... 10.04.12, 16:00
                    proon napisał:

                    > dala.tata. - napisz szczerze - jesteś skrajnym idealistą? czy robisz sobie jaja

                    nie proon, niezależnie od różnych fikołków, dala po prostu funkcjonuje w świecie gdzie biblioteki sa normalne.

                    > ? biblioteka mająca kilkaset tysięcy (a nawet kilka mionów) tytułów książek i c
                    > zasopism, rozlokowanych w kilku pomieszczeniach, dostępnych dla kilkudziesięciu
                    > tysięcy użytkowników działająca na zasadzie - tu leży, to se weźcie i poczytaj
                    > cie!!!

                    serio - to działa - "z braku laku" czesto wysyłam studentów do mikrobibliotek (osiedlowych, gminnych i innych) - po to by "nawąchali sie papieru". Niewiele ich zostało ale bywają w nich perełki, które dostać w ręce w normalnej bibliotece jest ciężko o ile to w ogóle możliwe niekiedy.

                    Ok - elektroniczne zamawianie jest wygodne ale bez tego nienowoczesnego "łażenia między półkami" nie dokonuje się fenomenalnych czasem odkryć w literaturze. Ksiązek, których nigdy byś nie znalazł np. w katalogu cyfrowym bo nie wiesz, że są. Zapominasz, że baza danych jest na tyle kompletna i ma tylko na tyle opracowane referencje i dowiązania - na ile ten kto ją obsługuje rozumie co robi i wie jak to zrobic. I nie - nie chodzi o to, że bibliotekarze sa do bani, nie sa wszechwiedzacy po prostu. Wielu jakich znałem było niesamowitymi ludźmi a prowincjonalna uczelnia z ktorej biblioteki korzystam ma wyjatkowo miłą, rzetelną i kompetentną obsługę - w przeciwieństwie do pracujacych ongiś (nie wiem jak jest teraz) w bibliotekach UJ udzielnych hrabin, które własna piersią broniły dostepu do skarbow - co tam studentom - asystentom, doktorantom, bah! profesorom też! x.x


                    • dworzec Re: "Niedasię"... 10.04.12, 19:21
                      w Łodzi mamy przyzwoity wolny dostęp, a i biblioteka jest otwarta całkiem długo - do 20

                      do tego większość wydziałów jest już na kampusie, więc studenci mają bardzo blisko i zawsze można ich tam pogonić

                      z punktu widzenia studentów jest więc niezle (ilu z tego korzysta to inna sprawa),

                      ale to, że uczelnia nie wykupila dostepu do baz danych Taylor & Francis Group to jest jednak z punktu widzenia naukowca pewien skandal
                      • nullified Re: "Niedasię"... 10.04.12, 19:51
                        dworzec napisał:

                        > w Łodzi mamy przyzwoity wolny dostęp, a i bibliote
                        > ka
                        jest otwarta całkiem długo - do 20

                        prowincjonalne szkoly (bez urazy ;) ) maja pewne zalety, których nie mają tratwy flagowe -
                        jak choćby mniejsza inercję własną (bo są mniejsze i mają krótką historię) często brak obciażeń wiekszych niż przeszłość zwiazana z jakąś Wyższą Szkola Pedagogiczno-Jakąśtam. Stąd też - o zgrozo x.x - biblioteki bywają w nich o niebo lepsze (łatwiej zbudowac niż zreformować) - w życiu nie zamieniłbym lokalnej biblioteki na Jagiellonkę, pomimo dysproporcji w zbiorach. Atmosfera, komfort pracy, szybkość działania - ... różnica kolosalna. Do szcześcia w pełni brakuje mi jedynie dostepu do repozytoriów czasopism i jakichs "reading rooms" z wygodnymi fotelami... ok... są tacy co mogliby w bibliotekach nawet mieszkać xD


                        > ale to, że uczelnia nie wykupila dostepu do baz danych Taylor & Francis Group t
                        > o jest jednak z punktu widzenia naukowca pewien skandal

                        To jest problem ogólny i nazywa się "pieniądze". Śmiesznie jest mamrotać o światowej nauce (i wymagac "światowych literatur") gdy zwyczajnie - biblioteki nie mają abonamentu a i kasy na kupowanie książek też. O kasie prywatnej uczonkow juz nie wspomnę. Fajny pomysł dali z postu obok ("skocz sobie do Berlińca/Londynu, Sztokholmu do biblioteki") zrujnowałby mi budżet na pół roku najmniej a na grant, dofinansowanie - nie ma co liczyć. Szczęściem takie "Postcolonial Texts" np. są Open Access ale wiele JCRowych i ERIHowych czasopism nie. Niektóre teksty da sie wyżebrac, wyprosic, załątwic od znajomych (choćby z forum ;) ) ale wielu nie. Tych "parę euro" za dostęp wcale mało nie jest. Wiele debat forumowych i zapędów reformatorskich w tym kontekście staje sie groteskowymi.




                  • eeela Re: "Niedasię"... 15.04.12, 03:20

                    > stanowczo zbyt dawno byłeś w Polsce

                    W BUW-ie bardzo duża część zbiorów jest w wolnym dostępie, i ja tam akurat dość często pamiętam tłok. W Belfaście biblioteka udostępnia w taki sposób niemal wszystkie swoje zbiory, wyjąwszy manuskrypty, starodruki i niektóre odziedziczone kolekcje. A w okresie sesji to jest wręcz problem z pomieszczeniem wszystkich studentów chętnych do przebywania w bibliotece.
                • dama-z-wachlarzem Re: "Niedasię"... 04.03.15, 14:17
                  Tutaj zaprzeczę, bo istnieje na Ważnym Polskim Uniwersytecie biblioteka, w której zamawiać można przez internet jedynie w ciągu dnia, w nocy zaś about blanc, error, błąd etc.
                  Zgadzam się również w kwestii dostępu - zdobyć książkę, czasopismo to dramat. Albo pracownicy wzięli je sobie do gabinetów, albo nie ma "bo nie ma", albo czekać trzeba całą dobę, albo czytelnia otwarta cztery godziny dziennie np. do 15 czy 16.
                  • piotrek786 Re: "Niedasię"... 04.03.15, 14:42
                    W pewnym Instytucie about blanc od 17 do 6 rano dotyczyło np. poczty - informatycy tłumaczyli, ze pracuje sie od w widełkach 6 do 17.

                    W Polsce nie ma co ukrywać w wielu miejscach panuje dyktat ludzi, których na Slasku określa się mianem mentalnych sleprow. Sleper to był taki górnik, którego nic nie interesowało poza fedrowaniem - wydobywaniem swojego kawałka przodka. Człowiek taki po całym życiu przepracowanym w kopalni nie wie nic.
                    Tak jest tez u nas w sferach nieprodukcyjnych, z jednej strony w wielu miejscach pracuje sie "swoje 8 godzin a najlepiej od 6" a z 2 strony nie analizuje tego, ze ten system podejścia do pracy warunkuje rzeczywiście niezwykle mierna wydajność. Wydajność dotyczy nie tylko działania ludzi ale i wydajności użytkowania infrastruktury. Tego, ze infrastruktura uczelni może naprawdę ożyć, może kreować niepoliczalne wartości dodane, które zwracają sie powoli ale w przyszłości mogą przynieść wielkie korzyści chyba mało osób się domyśla.
                    • dobrycy Re: "Niedasię"... 04.03.15, 14:52
                      piotrek786 napisał(a):

                      > W pewnym Instytucie about blanc od 17 do 6 rano dotyczyło np. poczty - informat
                      > ycy tłumaczyli, ze pracuje sie od w widełkach 6 do 17.
                      >
                      > W Polsce nie ma co ukrywać w wielu miejscach panuje dyktat ludzi, których na Sl
                      > asku określa się mianem mentalnych sleprow. Sleper to był taki górnik, którego
                      > nic nie interesowało poza fedrowaniem - wydobywaniem swojego kawałka przodka. C
                      > złowiek taki po całym życiu przepracowanym w kopalni nie wie nic.
                      No w nauce u nas też sie takich ludzi promuje. W końcu jak masz wydobywać
                      kudryki na akord to nic cie nie powinno poza tym interesować. Właściwie
                      nawet ze swojej działki szkoda czasu na czytanie czegokolwiek poza tym co jest autentycznie niezbędne.


    • pentacen Re: "Niedasię"... 10.04.12, 10:53
      Wydaje się, że część postulatów Dybczyńskiego jest rozsądna, tylko czy nie mógłby się próbą reformy UWr zająć ktoś rozsądny? Analiza dorobku Pana Dybczyńskiego wskazuje, że brak mu authority to teach, więc dlaczego wydaje mu się, że ma authority to reform?! No chyba, że uprawnia go do tego 3 miesięczny pobyt w USA... No litości!
      • marialisboa Re: "Niedasię"... 10.04.12, 11:32
        Można otworzyć biblioteki całodobowe....tylko po co? Skoro brak aktualnej literatury i dostępu do czasopism nie tylko w jedynym słusznym języku (a bywa,że i brak klasyki).Do tego dochodzi mentalność studentów, którym często wikipedia zastępuje wszystkie książki świata.

    • pfg Re: "Niedasię"... 10.04.12, 11:27
      Obserwacja, że w Polsce biblioteki służą do "chronienia książek", nie do ich udostępniania, jest celna. Przekształcenie biblioteki w miejsce do uczenia się to też dobry pomysł, ale prawdziwy problem polega na czymś innym: Mianowicie na tym, że jest cała masa studentów, którym nawet nie przychodzi do głowy, że można skorzystać z biblioteki.
      • chilly Re: "Niedasię"... 10.04.12, 11:57
        Potwierdzam. Na moim uni w czytelniach jest na ogól dużo wolnych miejsc. O dziwo, bywając w różnych czytelniach (między)wydziałowych zwróciłem uwagę, że studenci kierunków przyrodniczych spędzają chyba więcej czasu w czytelni niż studenci kierunków społecznych czy nawet humanistycznych. A dochodzi jeszcze poprawka na znaczące różnice w liczebności studentów na tych kierunkach!
        Inna sprawa, że pobyt w czytelni sprowadza się dziś często do szybkiego dotarcia do źródła drukowanego i skserowania jego fragmentu.
      • dala.tata Re: "Niedasię"... 10.04.12, 12:03
        ale tego nie wiesz, pfg, nie? bo jesli w bibliotece masz problemy z uzyskaniem czegokolwiek, to nie wiesz, jak by bylo, gdyby ksiazki byly dostepne. do dzisiaj pamietam, bardzo piekna zreszta, czytelnie Jagiellonki. nei dosc, ze ta czytelnia, jak na potrzbey byla strasznie mala, to na dodatek, zeby uzyskac cokolwiek, trzeba bylo wypelnic bloczek, potem czekac, a potem isc po to, narazajac sie na blyskiwice wszystkich innych po stawieniu kazdego kroku (akustycznie bylo). biblioteka instytuowa byla zalosna. pojechaclem wtedy na uni w barcelonie i przezylem szok. do ksiazek mozna bylo podjesc.

        duzo wazniejsza jest, wedlug mnie, uwaga marii z lizbony. biblioteki sa slabo zaopatrzone. ale tez to zalezy, co sie chce.
        • pfg Re: "Niedasię"... 10.04.12, 12:20
          Akurat nasza wydziałowa biblioteka wyposażona jest nieźle, mamy dostęp on-line do wielu czasopism (fakt, przydałoby się jeszcze parę), więc z *mojego* punktu widzenia największym problemem jest to, że studenci nawet nie próbują skorzystać z tych zasobów. W Jagiellonce mała czytelnia? To ty chyba w asystenckiej siedziałeś.
          • dala.tata Re: "Niedasię"... 10.04.12, 12:36
            Pfg, dosc wyraznie napisalem 'jak na potrzeby' mala. to troche co innego niz 'mala', prawda? Jagiellonka oblsugiwala wszystkie krakowskie uczelnie - jedna czytelnia, nawet z takimi gabarytami jak glowna w Jagiellonce, to bardzo malo.

            co do studentow nie probujacych korzystac, mysle, ze to problem miedzynarodowy. i dlatego wiekszosc bibliotek w UK organizuje cala mase kursow wskazujacych studentom, co biblioteki maja, jak z tego korzystac itd itd. na wiekszosci kursow sa tez zajecia (czasem oboiwazkowe, czasem nie) temu poswiecone. oczywiscie to dziala z roznym skutkiem, sadzac po zaliczeniach, ale mysle, ze to nie jest zupelna strata czasu.

            tak czy owak, mam kolegow, ktorzy lubia pracowac w bilbiotekach, znam studenotw, ktorzy to robia. wlasny laptop, darmowe wifi, ksiazki na polkach, czego wiecej potrzeba.

            pfg napisał:

            > Akurat nasza wydziałowa biblioteka wyposażona jest nieźle, mamy dostęp on-line
            > do wielu czasopism (fakt, przydałoby się jeszcze parę), więc z *mojego* punktu
            > widzenia największym problemem jest to, że studenci nawet nie próbują skorzysta
            > ć z tych zasobów. W Jagiellonce mała czytelnia? To ty chyba w asystenckiej sied
            > ziałeś.
          • zitterbewegung Re: "Niedasię"... 11.04.12, 00:15
            Akurat nasza wydziałowa biblioteka wyposażona jest nieźle, mamy dostęp on-line do wielu czasopism

            Zwłaszcza w miejsce do nauki.

            Zabrali chociaż już ten pożółkły ekran i komputer z 1992 do przeglądania zbiorów?
            • pfg Re: "Niedasię"... 15.04.12, 11:44
              Miejsca do nauki jest żałośnie mało w całym budynku. W budynku jest sieć wi-fi dostępna dla wszystkich, którzy mają konto w domenie uj, więc jeśli ktoś chce uzyskać dostęp do czasopisma, do którego UJ w ogóle ma dostęp, może to zrobić z dowolnego miejsca, co może oznaczać siedzenie gdzieś pod ścianą w korytarzu. Z drukowaniem będzie problem. Ale główny problem wciąż moim zdaniem polega na tym, że studenci, zwłaszcza niższych lat, nie mają pomysłu, że *można* skorzystać z biblioteki lub dostępu on-line.

              Będzie nowy budynek, będzie nowa biblioteka, będzie więcej miejsca. Zobaczymy, co to zmieni.
              • pfg Re: "Niedasię"... 04.03.15, 11:27
                pfg napisał w 2012

                > Miejsca do nauki jest żałośnie mało w całym budynku. W budynku jest sieć wi-fi
                > dostępna dla wszystkich, którzy mają konto w domenie uj [...]
                >
                > Będzie nowy budynek, będzie nowa biblioteka, będzie więcej miejsca. Zobaczymy,
                > co to zmieni.

                Piszę więc w 2015: Pod względem korzystania z biblioteki wiele się nie zmieniło, choć nowa biblioteka jest ładna i miejsca jest w niej o wiele więcej. Za to w nowym budynku nie ma sieci wi-fi.
                • piotrek-256 Re: "Niedasię"... 04.03.15, 12:50
                  Cytując pewnego polityka. kamieni kupa... uniwersytet resortowy.
                • zitterbewegung Re: "Niedasię"... 04.03.15, 17:45
                  Jest bardzo ladna, choc malkontent zauwazy, że miala byc ladniejsza, z oknami, ostatecznie zdecydowano sie na wiekszej czesci obwodu miedzy oknami a biblioteka wstawic sciane robiac korytarz w ktory to sposob obejscie przypomina bardziej sejf banku, niż centralne miejsce życia, co nomen omen wynikaloby z geometrii wzajemnego ułozenia budynkow.

                  No i jest zamknieta elektronicznym zamkiem.
                  • zitterbewegung Re: "Niedasię"... 04.03.15, 17:55
                    W ogole z zamkami przesadzono, ale takie byly zalożenia, że maja byc wszedzie grodzie i strefy. Coż, na wydziale biotechnologii, gdzie jest strefa bardzo czesto zdarza sie, że polowa osob, które to wkurza używa rygla do otwierania drugiego skrzydla jako zawady, odchylajac tak, że skrzydlo nie jest jeszcze otwarte na oscierz, ale zamek sie nie domyka. Z tej lekcji życia nie skorzystano i z trudem osiągnąc można np sale seminaryjna D-2-02 jesli ktos jest np sympatyzujacym gosciem jak ja a nie in-mate of the [s]prison[/s] facility.
                    • pfg Re: "Niedasię"... 04.03.15, 18:25
                      zitterbewegung napisał:

                      > W ogole z zamkami przesadzono

                      Z zamkami jest ostra paranoja i jest to przedmiotem sporów. Drzwi od segmentu A na drugim piętrze są na ogół otwarte; ja uważam, że powinny być stale otwarte, przynajmniej 8-16. Jeśli nawet są zamknięte, to najdalej w ciągu 5 minut ktoś przejdzie i otworzy, a dalej do D-2-02 to już prosto, prosto.
          • zitterbewegung Re: "Niedasię"... 11.04.12, 00:17
            Ale będzie nowa zaraz. Fakt.
        • marialisboa Re: "Niedasię"... 10.04.12, 12:26
          Zależy co się chce...ja mam takie szczęście,że jak coś chce to tego akurat nie ma. Są wszystkie pokonferencyjniaki wydane w Polsce...to jest. Rozumiem,że nie można wymagać,żeby ktoś zafundował nam zbiory BN w Paryżu...ale litości. W mojej uniwersyteckiej bibliotece jak coś jest na interesujący mnie temat, to akurat są to książki zakupione z mojego grantu...super prawda? Jak coś nie jest przetłumaczone na j.polski to po co to trzymać w bibliotece, przecież i tak nikt nie potrafi czytać po angielsku (a jak coś już jest po ang, franc. to na bank ktoś kupił z grantu ;)4
          Sorry szlag mnie trafia na samą myśl, że ludzie są zmuszeni pisać dr nie mając zielonego pojęcia co się dzieje w światowej nauce (bo oczywiście uniwersytet też nie wykupuje dostępu do baz artykułów...a jak są to czasowe i trzeba polować na info od znajomych i nie każdy ma grant na wyjazdy do bibliotek).

          Ostatnio mój pobyt w jednej z dużych bibliotek w Europie zaowocował tym,że odkryłam zbiorówkę, już klasycznych tekstów związanych częściowo z tematyką mojego dr. Rewelacja...tyle,że wydana w 1993 r., wstyd mi,że mnie to tak podnieciło....ale w Polsce nawet oryginału nie można dostać. Zaczęłam szukać dalej, przeglądać bibliografie, doszłam do najnowszych badań i w płacz bo zwyczajnie nie dałam rady wszystkiego przeczytać, zanotować.

          Oczywiście pewnie bez tej wiedzy napisałabym i tak doktorat, wielu moich znajomych opiera dr tylko na literaturze polskojęzycznej...co z oczu to z serca, przynajmniej nie mają takich frustracji.

      • kardla Re: "Niedasię"... 10.04.12, 12:20
        Ja, wzorowa i zaangazowana studentka, rowniez staralam sie omijac biblioteki tak dlugo jak sie dalo (no moze z wyjatkiem mojej wydzialowej, gdzie pracowalo kilka przemilych ludzi).

        Na BUW naprawde nie da sie dlugo wytrzymac, tam jest po prostu zimno, do tego gdy sie ucze momentalnie jestem glodna (i nie sadze zebym byla wyjatkiem). Mala liczba dostepnych komputerow (i wynikajace z tego ograniczenia czasowe). Do tego kontrole jak na lotnisku przy wchodzeniu i wychodzeniu z BUW (nie wiem czy nadal to robia) i koniecznosc tlumaczenia sie z kazdej foliowej i przezroczystej torebki ktora wnosi sie do srodka. BUW jest (byl w moich czasach) skonstruowany tak zeby wszystkimi mozliwymi sposobami odstraszyc studentow od wejscia do srodka, i zachecic do jaknajszybszego wyjscia.

        Biblioteki w stanach w ktorych bylam, sa po prostu fajnym miejscem do uczenia i dlatego studenci tam chodza.

        Z drugiej strony, nauczajacy dbaja o to zeby projekty semestralne mialy odpowiedni spis literatury (chociaz wychodzi to bardzo roznie i niektorzy naprawde dowiaduja sie o istnieniu biblioteki na ostatnim roku studiow).
        • dala.tata Re: "Niedasię"... 10.04.12, 12:37
          mysle podobnie o bibliotekach tu. do tego jest zawsze pod reka bibliotekarz, ktory jest w stanie poradzic, doradzic i pomoc.

          kardla napisała:

          > Biblioteki w stanach w ktorych bylam, sa po prostu fajnym miejscem do uczenia i
          > dlatego studenci tam chodza.
          • kramka1 Re: "Niedasię"... 10.04.12, 12:49
            Mowa o bibliotekach? No to dam mój przykład. Kilka lat temu i Uniwersytet w Toruniu, do którego przyjechałam na kilka godzin słuzbowo. Po załatwieniu spraw miałam 3 godziny do pociągu, więc pomyslałam sobie, że rzuce okiem na miejscowe zasoby i pewną przedwojenną pozycję trudną do znalezienia gdzieś indziej. Trzy godziny szmat czasu, starczy na książkę i szybki spacer po Starówce. Niestety, nic z tego, na książke czekałam całe wieki, potem starczyło mi czasu tylko na jej szybkie ksiązki, a potem to juz tylko galop do pociągu. Prawie równo długo czekałam kiedyś na ksiązki w Krakowie, więc chyba to taka norma: jeżeli książka nie jest w zasobie podręcznym- żegnaj wolny czasie po pracy. A najgorzej, gdy ksiązka jest w magazynie w innej częsci miasta-tu nie ma conawet marzyć, by jednodniowy przyjezdny mógł z takiej pozycji skorzystać.
            • marialisboa Re: "Niedasię"... 10.04.12, 12:59
              Do wątku bibliotecznych dziwactw. (a może to nie jest dziwne tylko normalne?)
              Kupiłam około 30 książek z grantu. Najpierw je zamówiłam przez jedyny słuszny kanał zamówień książek (oczywiście nie mogę sama ich kupić jak jestem akurat poza Polską). Czekałam miesiąc (to chyba i tak szybko poszło), potem kolejne tygodnie katalogowania książek w bibliotece. Po katalogowaniu otrzymałam w końcu książki, które zwyczajnie mi wypożyczono. Muszę je przedłużać, modlić się żeby się nikt nie podłączył i generalnie jako że mój limit wypożyczeń został wypełnione przez grantowe książki, muszę zawsze coś oddać żeby wypożyczyć coś innego.

              Rozumiem filozofię,że to pieniądze podatnika, że z tych książek może każdy korzystać. Ok zgadzam się, po to je kupiłam....ale to w końcu ja zdobyłam te grant, uniwersytet zabrał mi 30 proc niby na na obsługę administracyjną, a to ja latam jak głupia od jednych drzwi do drugich z fakturami etc. to może fajnie by było gdybym do obrony mogła mieć te książki u siebie i nie blokowałyby mi konta bibliotecznego?
              • kardla Re: "Niedasię"... 10.04.12, 15:41
                Opis (nie moj) dzialania biblioteki.
                Ale ja mialam dokladnie tak samo, mimo ze na innym uniwersytecie, w innym miescie.
                • kardla Re: "Niedasię"... 10.04.12, 15:42
                  no i link :)
        • pisiarz Re: "Niedasię"... 04.03.15, 11:50
          > Na BUW (...) jest po prostu zimno, do tego g
          > dy sie ucze momentalnie jestem glodna

          Zapomniałaś napisać, ze ściany są pomalowane na brzydki kolor, który utrudnia uczenie się ;-)

      • adept44_ltd Re: "Niedasię"... 10.04.12, 12:59
        tak obserwacja jest na miejscu, wiąże się to też z tym, że biblioteki nie mają pieniędzy na książki... zwłaszcza zagraniczne
        • proon Re: "Niedasię"... 10.04.12, 13:56
          mam pytanie do wszystkich wypowiadających się - w jaki sposób wymieniane przez was problemy da się rozwiązać przedłużeniem czasu pracy biblioteki do 24 godzin?
          • dala.tata Re: "Niedasię"... 10.04.12, 14:15
            zadnych, proon, bo dzisiejsza biblioteka uniwersytecka otwarta przez 24 godziny nie ma zadnego sensu. bo najpierw trzeba by zmienic nature polskich bibliotek.

            proon napisał:

            > mam pytanie do wszystkich wypowiadających się - w jaki sposób wymieniane przez
            > was problemy da się rozwiązać przedłużeniem czasu pracy biblioteki do 24 godzin
            > ?
        • chilly Re: "Niedasię"... 10.04.12, 19:50
          adept44_ltd napisał:
          > ... wiąże się to też z tym, że biblioteki nie mają pieniędzy na książki... zwłaszcza zagraniczne
          Co prawda, to prawda. Ale jest tez inna prawda: "od zawsze" starałem się, aby biblioteka kupowała po jednym egzemplarzu najważniejszych książek anglojęzycznych z mojej, nie tak znowu wąskiej specjalności. Gdy po latach sprawdzałem czasami ile osób z nich korzysta to okazywało się, że tylko ja jeden. I nie chodzi mi już nawet o studentów.
          • charioteer1 Re: "Niedasię"... 10.04.12, 20:53
            Ksiazki z moich grantow to podstawa i fundament, z ktorych korzysta ladnych kilka osob, nie wiedzac zreszta o tym. Na regularne updejtowanie zasobow bibliotecznych przez uni nie mam co liczyc. Z tym bywa raz lepiej, raz gorzej. Przez pare lat z listy zamowien spadal nam APA manual. "Gora" uznala, ze to malo przydatne, wiec z powodow oszczednosciowych kreslila. Jak mi cos potrzebne, to po prostu kupuje.
    • charioteer1 Re: "Niedasię"... 10.04.12, 15:01
      Jezeli ktos nie zauwazyl, to pragne przypomniec, ze jestesmy w samym srodku wyborow nowych wladz uczelnianych i w tym kontekscie warto wypowiedz Dybczynskiego postrzegac, bez wzgledu na to, czy do czegos faktycznie kandyduje, czy nie.

      Dybczynski czepil sie bibliotek, temat wyborow dyplomatycznie pomija, co nie znaczy, ze calkowicie nie ma racji. Jednak z bibliotekami sporo nie da sie zrobic ze wzgledow innych niz wymienione. Georgetown ma piekny, duzy kampus. Polskie uczelnie z reguly sa rozparcelowane po calym miescie. Na Uniwerytecie Slaskim mamy sytuacje, w ktorej niektore wydzialy sa w innym miescie niz glowna biblioteka uniwersytecka. Taka biblioteka nie moze funkcjonowac jako centrum zycia uniwersyteckiego, bo nie da sie. Z drugiej strony, sporo jednak mozna by zrobic, gdyby komukolwiek na tym zalezalo. Mnie rozczula obowiazkowe, wielogodzinne szkolenie biblioteczne, ktore sila przyzwyczajenia i akademickiej inercji musi przejsc kazdy student pierwszego roku. Studenci podczas takiego szkolenia zasypywani sa cala masa informacji, ktore na tym etapie sa dla nich po prostu bezuzyteczne i ktorych nie potrafia wykorzystac, a jak przychodza na seminarium magisterskie, to i tak ja musze ich nauczyc podstaw obslugi biblioteki, bo nikt inny tego nie zrobi.

      Z calej wypowiedzi Dybczynskiego ten fragment najbardziej mnie uderzyl swoja celnoscia:

      Tego systemu nie da się głęboko zmodernizować od środka, to jest walenie głową w mur. To nie jest tak, że się spotkam z pięcioma czy piętnastoma wpływowymi osobami, opowiem, co widziałem w Ameryce, a one powiedzą: to jest niezłe. Zaryzykujmy, spróbujmy zrobić tak u nas. Najczęściej usłyszę: a co, źle jest u nas? Po co cokolwiek zmieniać? Jesteśmy trzecim najlepszym uniwersytetem w Polsce.

      Ano, jestesmy po prostu wielcy i wieksi juz byc nie musimy. Sielanka.
      • proon Re: "Niedasię"... 10.04.12, 15:21
        > Z calej wypowiedzi Dybczynskiego ten fragment najbardziej mnie uderzyl swoja ce
        > lnoscia:
        >
        [i]Tego systemu nie da się głęboko zmodernizować od środka, to jest walenie gło
        > wą w mur. To nie jest tak, że się spotkam z pięcioma czy piętnastoma wpływowymi
        > osobami, opowiem, co widziałem w Ameryce, a one powiedzą: to jest niezłe. Zary
        > zykujmy, spróbujmy zrobić tak u nas. Najczęściej usłyszę: a co, źle jest u nas?
        > Po co cokolwiek zmieniać? Jesteśmy trzecim najlepszym uniwersytetem w Polsce.[
        > /i]
        > Ano, jestesmy po prostu wielcy i wieksi juz byc nie musimy. Sielanka.

        Z tej wypowiedzi najbardziej uderzające jest to, że facet po krótkim pobycie w USA zapomniał o polskich realiach. Gdy ze swoimi pomysłami pójdzie do rektora to usłyszy zupełnie inny tekst niż prorokuje - stary, sorki ale twoje piękne amerykańskie pomysły muszą poczekać, aż skończy się bryndza, a my załatwimy takie problemy jak: konieczność likwidacji działu sprzątaczek, studium języków obcych i ośrodka sportu, bo Kudrycka za rok na te cele nie da kasy (u nas już to robią); konieczność zwolnienia przerośniętych adiunktów na miejsca których brak chętnych, a zajęcia ktoś musi prowadzić; konieczność stworzenia KRK i nowych sylabusów oraz sprawdzenia tego wszystkiego (kilkadziesiąt tysięcy dokumentów w przeciętnej uczelni) itp. itd
        • charioteer1 Re: "Niedasię"... 10.04.12, 15:29
          proon napisał:

          > Gdy ze swoimi pomysłami pójdzie do rektora t
          > o usłyszy zupełnie inny tekst niż prorokuje - stary, sorki ale twoje piękne ame
          > rykańskie pomysły muszą poczekać, aż skończy się bryndza, a my załatwimy takie
          > problemy jak: konieczność likwidacji działu sprzątaczek, studium języków obcyc
          > h i ośrodka sportu, bo Kudrycka za rok na te cele nie da kasy (u nas już to rob
          > ią); konieczność zwolnienia przerośniętych adiunktów na miejsca których brak ch
          > ętnych, a zajęcia ktoś musi prowadzić; konieczność stworzenia KRK i nowych syla
          > busów oraz sprawdzenia tego wszystkiego (kilkadziesiąt tysięcy dokumentów w prz
          > eciętnej uczelni) itp. itd
          >

          True. Dlatego nie mam zamiaru kruszyc kopii o szkolenie biblioteczne na swojej uczelni, ani w ogole o dzialanie biblioteki. Jak dziala, to niech dziala. Dobrze, ze sie jeszcze nie zawalilo. Po prostu szkoda mojego czasu na walke z wiatrakami.
        • pisiarz Re: "Niedasię"... 04.03.15, 11:58
          proon napisał:

          > konieczność zwolnienia przerośniętych adiunktów na miejsca których brak ch
          > ętnych, a zajęcia ktoś musi prowadzić;

          No, może z tym brakiem chętnych to akurat problem w drugą stronę. U nas np. (nie sądzę, aby gdzie indziej było inaczej) studia doktoranckie co roku wypluwają kilku doktorów, którzy chętnie zostaliby uczyć, ale nie ma etatów. A na studia doktoranckie przychodzą ciągle nowi absolwenci, bo to najprostsza droga życiowa - chodzi, gdzie chodził, robi, co robił, tylko za pieniądze.

          Z resztą nie da sie nie zgodzić.
      • zitterbewegung Re: "Niedasię"... 11.04.12, 00:28
        W środku? Chyba już wszędzie po, chyba tylko z wyjątkiem UJ.
        • charioteer1 Re: "Niedasię"... 11.04.12, 02:08
          A gdzie tam? Zabawa bedzie trwac w najlepsze do czerwca:
          www.uni.wroc.pl/uczelniana-komisja-wyborcza/kalendarz-wyborczy
        • mn7 Re: "Niedasię"... 13.04.12, 19:13
          Nie żartuj.
          • zitterbewegung Re: "Niedasię"... 16.04.12, 04:46
            Pokiciało mi się z wyborami rektora, bo artykuł ukazał się chyba w dzień ale po. Z dziekańskimi nie pokojarzyłem.
    • pisiarz Re: "Niedasię"... 04.03.15, 12:05
      Dla tych, którym nie chce się czytać - krótkie podsumowanie w punktach:
      1. Pan Dybczyński był na amerykańskim uniwersytecie. Wszystko mu się tam podobało, bo amerykańskie. Najbardziej mu się podobało, że prezydent uniwersytetu nie uprawiał nauki, tylko decydował, jak inni mają to robić. I że biblioteka była otwarta 24 h na dobę - dzięki temu p. Dybczyński wiedział, co ze sobą począć, gdy go znowu dopadła bezsenność.
      2. Pan Dybczyński chciałby wszystko to, co zobaczył w USA przenieść do Polski, żeby UWr był lepszą uczelnią, bo bardziej podobną do amerykańskich.
      3. Koledzy pana Dybczyńskiego podchodzą z dystansem do pomysłu stawiania wszystkiego na głowie na hurra. Pan Dybczyński nie rozumie, dlaczego...

      Reszta to lanie wody.
    • piotrek786 Re: "Niedasię"... 04.03.15, 13:24
      :) mam podobne reminiscencje. I jeszcze jedna - wiele naprawdę pozytywnych zmian całkowicie odmieniających charakter życia akademickiego albo nie kosztuje nic (bo to tylko zmiany mentalnościowy - organizacyjne) albo kosztuje tyle co jeden etat. U nas z jednej strony się cały czas mówi ze nie ma "piniedzy", a z drogiej są olbrzymie przerosty kadry pozaakademickiej siedzącej swoje 8 godzin nie wiadomo gdzie i nie wiadomo po co. Gdyby sie ktoś burzył ze pisze a nie wiem co oni robią, to ja zadaje pytanie - czy ktos w Polsce słyszał gdziekolwiek, o czymś takim jak ewaluacja danego stanowiska pracy? Czy osoba na nim zatrudniona wypełnia swoje obowiązki i czy pracuje w zakresie swoich powinności? Raczej słyszy sie ciągle ze kilka osób pracuje za resztę a reszta ejst bo ma kogoś gdzieś tam wysoko ulokowanego Takie Studets Community np - to jest biznes tak naprawdę, wiecznie organizujący nowe eventy i bilansujący sie, tworzący społeczność, wzbudzający ferment intelektualny i wyłaniający liderów. U nas jeżeli nawet otwiera się nowa bibliotekę czy nowy budynek uczelni to ten budynek jest martwy. W Polskim pojęciu zarabianie na majątku uczelni to jest jakieś wynajmowanie dla firm czy tworzenie spinoffow i innych skostniałych struktur. A to wystarczy ożywić poprzez zbudowanie kolektywu studenckiego który będzie chciał korzystać z uczelni nie tylko w trakcie zajęć. No i jeszcze jedno - ten kolektyw jest bardzo silnie połączony z osobami pracującymi na uczelni. U nas , w Polsce mój kolega - 38 letni gość po uzyskaniu habilitacji zachowuje się jak chodząca mumia tworząc dystans do własnej światłości a do studentów już w ogóle.

      Inna sprawa, ze my jesteśmy mentalnymi hunami nie tylko w zakresie szkolnictwa wyższego i braku elastyczności w zakresie jego infrastruktury. Jako Slazak widzę jak upada i jest niszczona infrastruktura wybudowana 100 i więcej lat temu, z której normalne kraje nadal korzystają. My niszczymy 100 starych dworców tylko po to żeby mieć pieniądze na budowę jednego nieużytecznego molocha - za to nowego.

      Gdyby tak sie zastanowić to zmiany organizacyjne pozwalają na uzyskanie największych korzyści a z 2 strony kosztują naprawdę niewiele. Zastanawiam się czasem, czy reakcja na zmianę ustroju nie było zniszczenie struktur społecznych i zdolności do takiego elastycznego organizowania rzeczy potrzebnych.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka