Dodaj do ulubionych

Zły życiorys

09.10.12, 21:44
W opinii dotyczacej mojego odrzuconego wniosku grantowego pojawiły sie sformułowania odnoszace sie do przebiegu mojej kariery zawodowej, a dokładniej: zbyt długiego okresu robienia doktoratu i habilitacji (dokładnie: tyle lat po, a o habilitacji nie słychać). Te uwagi zastanowiły mnie bardzo (pomijam ich pewną nietrafność), bo zasadnicze pytanie brzmi: czy zyciorys ograniczony do dat moze być podstawą oceny wniosku? Niestety, mój życiorys jest pod tym wzgledem wybitnie kiepski. Co wiecej, z dat nie wynika, czemu te daty były takie a nie inne, a ja zaczełam sobie spekulowac, jakie mogłby być, inne niz moje własne, powody zwłoki. Np. kobieta-naukowiec dorabia sie piątki dzieci, co jest ze wzgledów demograficznych bardzo słuszne i nie ma czasu na szybka karierę. Albo przechodzi długotrwała terapię wykluczająca ją z zycia zawodowego (np. oczekiwanie na nową nerkę lub serce). Albo ma na głowie dziecko specjalnej troski... Albo jest zoną ambasadora w dalekim kraju i na czas pełnienia misji przez męża musi pauzowac... Jednym słowem, kobieta moze mieć sto i jeden powodów, by jej kariera nie biegła w tempie pociągu InterCity sprzed modernizacji linii nad morze. ;)
No własnie, kobieta... Faceci mają łatwiej, ale tez czasem drogą pod górkę. A moje niemal retoryczne pytanie brzmi: czy daty powinny decydowac o grantowym "byc albo nie być"?
Obserwuj wątek
    • capo.di.tutti_capi Re: Zły życiorys 09.10.12, 22:10
      > No własnie, kobieta... Faceci mają łatwiej, ale tez czasem drogą pod górkę. A m
      > oje niemal retoryczne pytanie brzmi: czy daty powinny decydowac o grantowym "by
      > c albo nie być"?

      wiem, ze FNP ma granty dla kobiet powracających do badań, w grantach europejskich kobiety i różne 'mniejszości' (ale nie wiem dokładnie jakie, warto się dowiedzieć) są uprzywilejowane,
      więc może nie jest tak źle dla kobiet
      • kramka1 Re: Zły życiorys 09.10.12, 23:08
        Piszesz o powracaniu, a ja o spowolnieniu. A grantów dla kobiet wolno robiacych karierę przeciez nie ma...
        • capo.di.tutti_capi Re: Zły życiorys 09.10.12, 23:39
          Cytat
          Np. kobieta-naukowiec dorabia sie piątki dzieci, co jest ze wzgledów demograficznych bardzo słuszne i nie ma czasu na szybka karierę. Albo przechodzi długotrwała terapię wykluczająca ją z zycia zawodowego (np. oczekiwanie na nową nerkę lub serce). Albo ma na głowie dziecko specjalnej troski... Albo jest zoną ambasadora w dalekim kraju i na czas pełnienia misji przez męża musi pauzowac...


          powyższe można też potraktować jako przerwe w nauce, co może lepiej wyglądać (np. przy aplikacji o grant) niż 'spowolnienie'

          znam sporo dobrych naukowców, którzy nie są zbyt szybcy jeśli chodzi o pisanie prac, wtedy pomaga znalezienie współtowarzyszy/współautorów o podobnych zainteresowaniach
    • whiteskies Re: Zły życiorys 09.10.12, 23:44
      Uwagi o braku habilitacji nie są ok. Panel ocenia dorobek (jest taki punkt i nie może tego uniknąć) porównując go z innymi startującymi w tym samym konkursie i ma prawo (choć nie obowiązek) obniżyć ocenę za rzadkie publikowanie - wiele lat pracy i niewiele dorobku. Panel powinien to robić na jednakowych zasadach dla wszystkich w konkursie i nie powinien oceniać czasu uzyskania stopni. Jednak czas zdobywania dorobku się liczy i we własnym dobrze pojętym interesie warto zaznaczyć przerwy w "karierze" naukowej związane np. z urodzeniem czy wychowywaniem dzieci, chorobą, pracą w jakimś okresie poza nauką.
      • charioteer1 Re: Zły życiorys 10.10.12, 00:12
        whiteskies napisał:

        > Uwagi o braku habilitacji nie są ok. Panel ocenia dorobek (jest taki punkt i ni
        > e może tego uniknąć) porównując go z innymi startującymi w tym samym konkursie
        > i ma prawo (choć nie obowiązek) obniżyć ocenę za rzadkie publikowanie - wiel
        > e lat pracy i niewiele dorobku. Panel powinien to robić na jednakowych zasadach
        > dla wszystkich w konkursie i nie powinien oceniać czasu uzyskania stopni.

        Zgadzam sie, ze panel powinien oceniac dorobek, a nie posiadane stopnie. Dorzuce kwiatki z recenzji w roznych konkursach grantowych:

        - wartosc wniosku obniza to, ze kierownik nie przewiduje napisania ksiazki profesorskiej w ramach projektu (btw nie istnieje przepis uzalezniajacy nadanie tytulu od napisania ksiazki),

        - kierownik projektu ma swietny dorobek jak na bardzo mloda osobe tuz po doktoracie pracujaca na zabitej dechami prowincji (to jest dosc luzna parafraza, takie stwierdzenie w recenzji nie padlo), ale zdaniem recenzenta dorobek jest niewystarczajacy, by grant zostal przyznany.

        To sa uwagi personalne, a nie merytoryczne. NCN wyraznie zabrania tego typu uwag w recenzjach, ale pisanie takich rzeczy jest chyba silniejsze od recenzentow. Wole myslec, ze czasami pisza glupoty tylko po to, by wyrobic obowiazkowa liczbe znakow w recenzji. Faktycznie jednak wychodzi na to, ze posiadane stopnie i data uzyskania kolejnego stopnia sa wazniejsze niz obiektywnie mierzony dorobek.


        > Jednak czas zdobywania dorobku się liczy i we własnym dobrze pojętym interesie war
        > to zaznaczyć przerwy w "karierze" naukowej związane np. z urodzeniem czy wychow
        > ywaniem dzieci, chorobą, pracą w jakimś okresie poza nauką.

        A jak zapisac w cv lata poswiecone na opieke nad dzieckiem, czy obloznie chorym czlonkiem rodziny? Dziecko to pikus, jezeli kobieta brala urlop wychowawczy, ale jak zachoruja rodzice, to nie ma zmiluj, zaden urlop sie nie nalezy.
        • whiteskies Re: Zły życiorys 10.10.12, 15:10
          Niestety, wszystkich losowych sytuacji opisać się nie da.... Z drugiej strony postaw się w roli panelistów: maja ułożyć hierarchie według tego CO JEST WE WNIOSKU według takiego samego klucza dla wszystkich wniosków w rozpatrywanym konkursie. Dlatego, jeśli składasz wniosek, warto wyeksponować wszystkie elementy które mogą podnieść ocenę.
          • charioteer1 Re: Zły życiorys 10.10.12, 16:22
            Dobra, ale panel robi chyba ranking na podstawie ocen recenzentow, a nie na podstawie tego, co aplikant napisal. Recenzenci, ktorzy znaja aplikanta, z reguly wiedza o tych roznych zakretach zyciowych. Recenzent, ktory aplikanta nie zna, posilkuje sie jedynie ogolna znajomoscia realiow. Abstrahujac od roznych przypadkow losowych, kiepskie osiagniecia publikacyjne czesto wynikaja ze slabego wsparcia instytucji. Kiedys dawno temu recenzent dal mi najnizsza note za mozliwosc realizacji projektu w zatrudniajacej mnie instytucji. To byl gwozdz do trumny (slabego zreszta) wniosku.
            • whiteskies Re: Zły życiorys 10.10.12, 21:13
              Co piszesz to 100% racji. zasada jest sprawdzanie możliwego konfliktu interesów, wypraszanie za drzwi panelistów którzy mogą takowy mieć. Wszystko oczywiście modulo ludzkie słabości, co widać po nieuprawnionych uwagach w recenzjach. Ale: czy masz lepszy pomysł?
              Moim zdaniem jedyna droga do poprawy sytuacji są jak najlepsi recenzenci i doskonalenie kryteriów oceny, po prostu budowa całej kultury wokół procesu procedowania wniosków. Drogi na skróty nie wiedzę...
              • charioteer1 Re: Zły życiorys 10.10.12, 21:32
                whiteskies napisał:

                > Moim zdaniem jedyna droga do poprawy sytuacji są jak najlepsi recenzenci i dosk
                > onalenie kryteriów oceny, po prostu budowa całej kultury wokół procesu procedow
                > ania wniosków. Drogi na skróty nie wiedzę...

                Zgadzam sie.
    • dala.tata Re: Zły życiorys 10.10.12, 00:47
      Dla mnie sprawa jest skomplikowana. Recenzenci powinni oceniac dorobek. Jednak trudno nie widziec dorobku w kontekscie czasu, w jakim powstal. 10 artykulow 30 latka to co innego niz 10 artykulow 50 latka. i jesli sie z tym zgadzamy, to zgadzamy sie z tym, ze dokotrat zrobiony 3 lata to co innego niz doktorat zrobiony lat 10. Podobnie jak habilitacja zrobiona w wieku 35 to co innego niz zrobiona w wieku 55. i takich ocen dokonujemy na co dzien.

      Problemy jest oczywiscie w tym, ze recenzenci przyjmuja typowosc kariery. a zatem wnioskujacy nie mial strasznosci w zyciu, mogl sie rozwijac i dokotrat napisany w 10 lat wynika z jego lenistwa. Niestety od czasu do czasu opoznienia wynikaja z owych strasznosci - koniecznosci opieki nad dzieckiem, wlasna niepelnsoprawnoscia, przeroznymi wypadkami losowymi itd itd.

      I tak naprawde niespecjalnie jest rozwiazanie takich problemow, szczegolnie we wnioskach grantowych. wszystko co mozna zrobic to to, zeby podawac kontekst swego dorobku. Niestety, nie kazdy ma ochote dzielic sie czesto trudnymi i intymnymi problemami z receznetem wniosku.
      • kramka1 Re: Zły życiorys 10.10.12, 10:07
        Cały problem w tym, ze chyba we wniosku o grant nie było miejsca na opisanie swojego zyciorysu: co, kiedy i dlaczego. Tak przynajmniej pamietam po miesiacach ten formularz. Ja się zgodzę z tym, że jeżeli ktos od dyplomu pracuje wyłacznie na uczelni na etacie badawczym, to lata "robią różnicę". Co jednak z zyciorysem, który obejmuje lata pracy poza nauką i lata pracy nie na etacie badawczym? Pózno skonczony doktorat nie oznacza długo robiony. Ale dla recenzenta sprawa prosta: odjąć rok obrony dr od roku obrony mgr i podsumować klienta jako kiepsko rokującego. I to niezaleznie od dobrego jak na branżę dorobku. A przeciez to nie zyciorys, a jakośc dorobku decyduje o szansach na skuteczne wykonanie grantu.
        Problem złego życiorysu to przeciez nie tylko problem konkursu grantowego. To takze recenzje z habilitacji. Juz o takich dyskutowaliśmy, choc zdaje sie a rebours: plusem habilitanta była prawidłowa, licząc w latach, ściezka kariery.
        • adept44_ltd Re: Zły życiorys 10.10.12, 10:29
          rubryka przebieg kariery naukowej... i już...

          recenzent rzeczywiście nie powinien oceniać życiorysu, niemniej, jeśli nie ma dodatkowych wyjaśnień (a zarazem nie zna delikwenta, może też dorobek tegoż nie jest jeszcze rozpoznawalny), to, jak słusznie pisze Dala, może się zastanawiać, o co chodzi z tymi przerwami...; w końcu pointa recenzji to stwierdzenie, czy jest szansa na realizację projektu i w tym przypadku już żadne okoliczności - męskie, żeńskie - nie wchodzą w grę...
        • akot20 Re: Zły życiorys 10.10.12, 10:47
          Jedna refleksja: pod pewnymi względami mężczyźni mają gorzej. U kobiet różne przerwy (rodzinne, nie zawodowe) są traktowane naturalnie i łatwo wybaczane. Stereotyp, że dziećmi zajmuje się kobieta, działa jednak na niekorzyść tych mężczyzn, którzy dziećmi zajmują się na równi ze swoimi partnerkami. Spowolnienie kariery przy małych dzieciach u wielu mężczyzn także się zdarza i jest dużo mniej akceptowane niż w przypadku kobiet. Do tego dochodzi sytuacja, że pracę naukową w Polsce często wykonuje się w domu (wiele jednostek nie zapewnia swoim pracownikom elementarnych warunków do pracy). Pomiędzy pieluchą i karmieniem to trudne zarówno dla kobiety jak i mężczyzny.
          • herr7 mam jeszcze taką refleksję, że 10.10.12, 11:27
            w warunkach kryzysu większość z nas będzie miała nieprawidłowe życiorysy.
        • dala.tata Re: Zły życiorys 10.10.12, 11:36
          no wlasnie. mnie sie strasznie nie podoba cala idea 'prawidlowej sciezki' - rozmawialismy o tym w wypadku lekarza. Natomiast jako recenzenta interesuje mnie to, czy aktywnosc wnioskodawcy pozwala mi stwierdzic, ze projekt zostanie wykonany dobrze i zostanie odpowiednio rozpropagowany publikacyjnie. ale tylko to chce wiedziec.

          To, ze moj kolega na poczatku kariery przez kilka lat pracowal jako kucharz w Indiach i zrobil dokotrat dopiero po 40tce, nie powinno nikogo interesowac. Niestety, czesto intersuje.
    • herr7 wspiera się samych swoich.... 10.10.12, 11:20
      a przeniesienie NCN do Krakowa mogło jedynie tę tendencję wzmocnić, gdyż feudalizm trzyma się tam wyjątkowo mocno. To jest zły prognostyk dla większości, gdyż nowy system preferuje wielkich bossów, nawet jak ci nie mają istotnych osiągnięć w nauce, a swoją pozycję zawdzięczają przypadkowi. Zresztą paradoksów jest więcej. Wymaga się pisania grantów w języku angielskim ale recenzuje te granty w Polsce.
      • adept44_ltd Re: wspiera się samych swoich.... 10.10.12, 11:34
        herr7 napisał:

        > a przeniesienie NCN do Krakowa mogło jedynie tę tendencję wzmocnić, gdyż feudal
        > izm trzyma się tam wyjątkowo mocno. To jest zły prognostyk dla większości, gdyż
        > nowy system preferuje wielkich bossów, nawet jak ci nie mają istotnych osiągni
        > ęć w nauce, a swoją pozycję zawdzięczają przypadkowi. Zresztą paradoksów jest w
        > ięcej. Wymaga się pisania grantów w języku angielskim ale recenzuje te granty w
        > Polsce.

        hm, tylko że konkursy grantowe są w większości zwrócone do młodych... nie do bossów..., co do recenzowania bywa to różnie...
        • charioteer1 Re: wspiera się samych swoich.... 10.10.12, 16:27
          W przypadku mlodego patrzy sie na to, pod czyimi jest skrzydlami. W konkursie dla doktorantow sa punkty za dorobek promotora. Skrzydla maja w Polsce w ogole duze znaczenie.
          • dala.tata Re: wspiera się samych swoich.... 10.10.12, 16:39
            Szczerze poweidziawszy, nie wyobrazam sobie, zeby bylo inaczej. w konkursie dla dokotrantow wrecz nalezy patrzec na dorobek promotora.

            charioteer1 napisał:

            > W przypadku mlodego patrzy sie na to, pod czyimi jest skrzydlami. W konkursie d
            > la doktorantow sa punkty za dorobek promotora. Skrzydla maja w Polsce w ogole d
            > uze znaczenie.
            >
            • charioteer1 Re: wspiera się samych swoich.... 10.10.12, 16:52
              Zgadzam sie co do zasady. Nie zgadzam sie, gdy ten sposob oceny rozciaga sie poza doktorat i czyj to czlowiek staje sie wazniejsze niz co osiagnal.


              dala.tata napisał:

              > Szczerze poweidziawszy, nie wyobrazam sobie, zeby bylo inaczej. w konkursie dla
              > dokotrantow wrecz nalezy patrzec na dorobek promotora.
              >
              • adept44_ltd Re: wspiera się samych swoich.... 10.10.12, 18:41
                no ale nie jest, za promotora dostaje się 20%... ze 100 ;-), dokładnie tyle samo, ile za dorobek składającego wniosek.
          • adept44_ltd Re: wspiera się samych swoich.... 10.10.12, 18:39
            tak, ale jest to za dorobek, a nie za bycie bossem...
            • kramka1 Re: wspiera się samych swoich.... 10.10.12, 19:05
              Moja generalna konstatacja jest nastepująca: życiorys może byc oceniany tylko wtedy, gdy jest szczegółowo opisany. Zyciorys sprowadzony do dwóch dat: obrony mgr i obrony dr nie moze byc w żadnym przypadku oceniany i krytykowany. A do takich nielicznych dat ogranicza sie życiorys podawany w formularzu grantów oraz w niewiele szerszym zakresie w dokumentach do habilitacji. I tu trzeba sie trochę natrudzic, by w sztywne ramy wzorca autoreferatu wcisnąc "kamienie milowe" drogi zyciowej habilitanta. Bo przeciez intelektualną podstawą habiliatcji niekoniecznie musi byc "goła" nauka. Moga być takze doświadczenia pozanaukowe. Tu przypomina mi sie anegdotka o Newtonie, który ponoc wpadł na pomysł odnosnie grawitacji, gdy podczas spaceru w sadzie spadło mu na głowę jabłko. I juz widze taki autoreferat, w którym delikwent pisze: "pomysł moich badan habilitacyjnych powstał podczas spaceru w sadzie". Nie mówiąc juz o smiechu na sali, czyli na naszym forum, gdyby zdanie o jabłku rozbitym na głowie habilitanta znalazło sie w zasiegu wzroku najbardziej gorliwych forowych krytykantów.
              • dala.tata Re: wspiera się samych swoich.... 10.10.12, 19:48
                No ale nie mozesz tak powiedziec, kramko. Ocena ilosci czy nasycenia dorobku jest naturalna i oczywista ocena badacza. A taka ocena nie ma zadnego sensu, jesli nie jest dokonywana w kontekscie etapu kariery i ilosci lat przepracowanych.

                Znam kobiete, ktora robila doktorat poonad 10 lat. pamietam, ze gdy ja poznalem, byla magistrem, ja zrobilem w miedzyczasie habilitacje i profesure tytularna, a ona nadal byla magistrem. Byla po prostu smierdzacym leniem, ktorwgo nikomu nie chcialo sie wypier...z pracy. I ja zdecydowanie mam mam prawo dokonac oceny jej sciezki zawodowej. Co wiecej, jako recenzent, wiedzac, co wiem o niej i bez cienia dowodu, ze cos sie zmienilo, zawsze napisalbym negatywna recenzje jej wniosku. Bez czytania!!!
                • charioteer1 Re: wspiera się samych swoich.... 10.10.12, 20:09
                  dala.tata napisał:

                  > Znam kobiete, ktora robila doktorat poonad 10 lat. pamietam, ze gdy ja poznalem
                  > , byla magistrem, ja zrobilem w miedzyczasie habilitacje i profesure tytularna,
                  > a ona nadal byla magistrem. Byla po prostu smierdzacym leniem, ktorwgo nikomu
                  > nie chcialo sie wypier...z pracy.

                  Wierze, ze tak bylo w przypadku, ktory opisujesz, ale generalizowanie na podstawie tego przypadku prowadzi nas do oceniania zyciorysu na podstawie dat uzyskania stopnia. Znam czlowieka, ktory doktorat zrobil 20 lat po magisterium. Po studiach nie planowal kariery naukowej. Przepracowal te 20 lat jako wykladowca, realizujac sie zawodowo w zupelnie innych dziedzinach. Naukowo przez ten czas nie robil zupelnie nic. Potem zmienil zdanie i postanowil sie habilitowac, na co ma spore szanse. Czym ten czlowiek rozni sie od habilitowanego rownolatka, ktory przez ten czas naukowo nie robil nic poza absolutnym minimum, za to chaltur w zyciorysie ma od licha i troche? Dorobek w tej chwili obaj maja porownywalny, jezeli podzielic liczbe publikacji przez liczbe lat od magisterium.
                  • dala.tata Re: wspiera się samych swoich.... 10.10.12, 20:19
                    Nie generalizuje. I widze doskonale przypadki, ktorych mowisz. dlatego wczesniej mowilem o kucharzu z indii.

                    Mowie jedynie, ze nie mozna po prostu odrzucic oceny 'zyciorysu' i powiedziec, ze nie wolno go oceniac. Wolno, a nawet trzeba! Problem w tym, zeby oceniqc go w kontekscie calosci kariery zawodowej oraz na przyklad przeszkod w niej.

                    Innymi slowy, ja mam prawo widziec dorobek w kontekscie kariery, jej etapu czy aktywnosci badacza. To jest oczywiscie bardzo trudne, Niestety do wnioskodawcy nalezy ukontekstowienie jego dorobku.
                • kramka1 Re: wspiera się samych swoich.... 10.10.12, 20:11
                  "Ocena ilosci czy nasycenia dorobku jest naturalna i oczywista ocena badacza. A taka ocena nie ma zadnego sensu, jesli nie jest dokonywana w kontekscie etapu kariery i ilosci lat przepracowanych."
                  Dala, najpierw piszesz jedno, a potem drugie, a ogolnie chyba nie łapiesz problemu. Zgoda, ze nasycenie jest istotne, ale lata pomiedzy poszczególnymi stopniami nie dowodza lenistwa itp. Dowodzą jedynie, że lata płyną... ;) U mnie tych lat było sporo, bo je spedziłam na innej pracy niz naukowa. A doktorat, jak już zdecydowałam się go zacząć, to skonczyłam w bardzo przywoitym czasie. I habilitacje skoncze, jak dobrze pójdzie, szybciej niz wiekszośc mojej rady wydziału. Ale moje daty graniczne wygladaja fatalnie, jeżeli nie ma się wglądu w inne fakty z zyciorysu. I o to mi chodzi, tylko o to. A przy okazji, mój wspomniany recenzent grantowy sie rąbnął w liczeniu odstepu i go zaniżył. Moze, gdyby sie nie rąbnął, to by sie dwa razy zastanowił, co znaczy taki długi dystans w mojej karierze?
                  • dala.tata Re: wspiera się samych swoich.... 10.10.12, 20:24
                    Jasna sprawa. Skoro pisze cos, co ci sie nie podoba, to znaczy, ze nie lapie problemu. Otoz lapie. I mowie, ze sprawy sa skomplikowane. I tak jak jestem przeciwny prostej ocenie typu: ona zrobila doktorat w 10 lat, protestuje przeciwko stwierdzeniu, ze nie mam prawa zwracac na to uwagi.nie tylko mam, powinienem na to zwrocic uwage!

                    Nigdy tez nie napisalem, ze lata miedzy stopniami dowodza lenistwa. Ale do ciebie nalezy wykazanie tego. I mozna to wykazac np. Potezna lista publikacji. Mozna tez wskazac, ze sie bylo w rehabilitacji 3 lata.
                    • kramka1 Re: wspiera się samych swoich.... 10.10.12, 21:28
                      Dala, dyskusja zaczyna byc jałowa, gdy dwoje gada kazdy o czyms innym. Nie chce mi się siegac do formularza grantu. Więc podaje z pamieci. Kariera naukowa-jedynie daty kolejnych stopni naukowych. Publikacje: jedynie ostatnie 4 lata. Plus liczba cytowan i indeks Hirscha. Nawet nie było miejsca na podanie Katedry (z automatu wyswietlał sie tylko uniwersytet). Gdzie niby miałabym opisac swoja drogę zyciową? Nawet we wzorcu autoreferatu do habilitacji na stronie CK zalecane jest jedynie podanie zatrudnienia w jednostkach naukowych. A gdzie w takim razie wpisać zajęcie tego Twojego kucharza? W tym jest problem. Ze nie ma wymogu i miejsca na dodatkowe informacje, a suche daty moga byc interpretowane w niesprawiedliwy sposób.
                      • dala.tata Re: wspiera się samych swoich.... 10.10.12, 21:38
                        Coz, ja bym wpisal jakas dodatkowa informacje. Nie widzialem formularza wiec nie wiem jak. Ale staralbym sie ukontekstowic zyciorys.

                        Ja sie zgadzam ze formularz moze byc do kith, jednak trudno winic recenzenta ze morzysta z informacji ktora ma i ktora ncn uznal za relewantna. Do ciebie nalezy podanie informacji tak zeby recenzent wiedzial ze zeykle czytanie dat nie ma sensu. Bo nie ma. I szkoda ze recenzet to zrobil. Niesety nie pierwszy i nie ostatni bezmyslny recenzent.
                    • h_hornblower zapominacie w tej dyskusji o jednym przypadku 13.10.12, 00:01
                      dala.tata napisał:

                      > Nigdy tez nie napisalem, ze lata miedzy stopniami dowodza lenistwa. Ale do cieb
                      > ie nalezy wykazanie tego.

                      A co z tzw. "pozna kariera akademicka"? Znam wielu ex praktykow w mojej dzialce (ekonomia), ktorzy zdecydowali sie na doktorat x lat po uzyskaniu magistra. "Wrocili" zatem na uczelnie, zrobili doktorat i postanowil zostac. Bywa , ze sa to osoby wybitne, swietnie odnajdujace sie w nowych warunkach rowniez dzieki ponadprzecietnym zdolnosciom interpersonalnym. Git, wszyscy bija brawo!

                      Tyle tylko, ze ujnia europejska i nasze durne ministerstwo utozsamia "poczatkujacego" z "mlodym"! Zatem niedawno bylo mi dane obserwac goraczkowe poszukiwania "mlodych" do stypendium dla "wybitnych mlodych naukowcow". Niestety naprawde jedyny wybitny poczatkujacy akademik w okolicy (doktorat 2 lata temu, wczesniej 13 lat w biznesie na calym siwecie) nie mogl nawet o tym myslec, bo mial nieszczesie przekroczyc 35 rok zycia. To, czy byl wybitny czy nie zeszlo na dalszy plan, a raczej nie mialo praktycznie zadnego znaczenia.

                      W swiecie powszechnej poprawnosci politycznej taki kult "mlodosci" dla samej mlodosci wydaje sie dziwny na pierwszy rzut oka. Z mojego anecdotal evidence wynika, ze jest to przypadlosc raczej europejska niz overseas. W dwoch bylych dominiach UK odnioslem wrazenie, ze tam "pozne" kariery akdemickie sa bardziej powszechne.

                      Teoretycznie nie powinno miec ZADNEGO znaczenia, ile masz lat, tylko ile lat jestes po doktoracie, ktory jest prawdziwym poczatkiem wszystkiego. W praktyce jest inaczej.
                      Powyzsza dyskusja w niniejszym watku rowniez IMHO tego dowodzi.

                      pzdr
                      horny
                      • kramka1 Re: zapominacie w tej dyskusji o jednym przypadku 13.10.12, 10:55
                        No własnie, ja jestem przykładem późnej kariery naukowej. Tyle, ze tej kariery nie zaczełam jako "wybitny praktyk". Co nie zmienia faktu, ze nie z jednego pieca chleb jadłam i że te "chleby" dały mi niebagatelne doświadczenie, które wykorzystuje w wymyślaniu swoich koncepcji badawczych.
                      • dala.tata Re: zapominacie w tej dyskusji o jednym przypadku 13.10.12, 11:45
                        Ansolutnie, dzisiaj 40, 50, 60 latkowie robiacy doktoraty i chcacy kariery naukowej nie budza niczyjego zdziwienia. I traktowani sa na rowni z 30-letnimi doktorantami. I na pierwszy rzut oka to problem, jednak gdy sie zastanowic, nie ma powodu, by twierdzic, ze dobry doktorat 50latka jest gorszy od doktoratu 30 latka, jak tu juz wskazywalismy. Jakos nie sadze tez, zeby publikacje 50latka byly z gruntu gorsze.

                        Teoretycznie, 50 latek ma mniej czasu na rozwoj, ale przeciez, jak mowi dobra ksiazka, nie znamy dnia ani godziny. Wiec, cholera wie, kto naprawde ma wiecej czasu.
                        • montalb niestety nie 15.10.12, 12:22
                          dala.tata napisał:

                          > Ansolutnie, dzisiaj 40, 50, 60 latkowie robiacy doktoraty i chcacy kariery nauk
                          > owej nie budza niczyjego zdziwienia. I traktowani sa na rowni z 30-letnimi dokt
                          > orantami.

                          No niestety tak nie jest. Ani nie jest tak, że nie budzą niczyjego zdziwienia, gdy po doktoracie "chcą kariery naukowej", ani nie są traktowani na równi z 25-letnimi doktorantami (nie wiem, skąd ta 30 u ciebie?). I bynajmniej nie odnoszę się tylko do Polski, gdzie 35 lat jest jakąś kudrycką cezurą.

                          >Jakos nie sadze tez, zeby publikacje 50latka byly z gruntu gorsze.

                          No i co z tego, że nie są gorszę. Ale ma 50 lat, więc nie rokuje. Poza tym nie każdy szef chce mieć starszych podwładnych. Itd, itp. Szkoda czasu na wyliczanki.

                          pzdr
                          horny
                          • h_hornblower pardonsik - to nadal horny 15.10.12, 12:26
                            Zapomnialem, że michnik.pl przelogowuje w zalezności od tego, które konto pocztowe jest aktywne.

                            pzdr
                            horny
                          • dala.tata Re: niestety nie 15.10.12, 12:38
                            Nie wiem, jak jest gdzies. w UK nie budza zaintereseowania ani tzw. mature students. Studenci idacy na studia na emeryturze sa normalka (nie wiem, czy to sie zmienilo po zawirowaniach z czesnym), ani doktoranci. Najstarszy doktorant, jakiego znalem, bronil sie po 70tce (robil to jednak tylko dla wlasnej satysfakcji).

                            co do kariery naukowej, spotkalem sie wielokrotnie z ludzmi rozpoczynajacymi kariere akademicka po 40tce. Starszych nie znam, nie znaczy to jednak, ze nie ma takich.
                            • h_hornblower Re: niestety nie 15.10.12, 13:14
                              dala.tata napisał:

                              > Nie wiem, jak jest gdzies. w UK nie budza zaintereseowania ani tzw. mature stud
                              > ents. Studenci idacy na studia na emeryturze sa normalka

                              Ale my mówimy o dwóch różnych rzeczach, dala. Co inne go mature student, a co innnego starac się o post-doca w wieku 40 lat nawet. Nie zaprzeczysz, że w UK jest inaczej pod tym względem.

                              • dala.tata Re: niestety nie 15.10.12, 13:50
                                Nie mam zdania na temat postdokow, bo u mnie takie zwierze nie wystepuje czesto. Co do znalezienia pracy, ludzie po 40tce znajduja ja bez problemu. Jak mowie, nie spotkalem sie nigdy z aplikantem po 60tce, wiec nie wiem. natomiast 40+ z moich doswiadczen nie stanowi wiekszego problemu.

                                h_hornblower napisał:

                                > Ale my mówimy o dwóch różnych rzeczach, dala. Co inne go mature student, a co i
                                > nnnego starac się o post-doca w wieku 40 lat nawet. Nie zaprzeczysz, że w UK je
                                > st inaczej pod tym względem.
                                >
                                • h_hornblower to może uściślijmy 16.10.12, 07:43
                                  dala.tata napisał:

                                  > . Co do znalezienia pracy, ludzie po 40tce znajduja ja bez problemu. Jak mowie,
                                  > nie spotkalem sie nigdy z aplikantem po 60tce, wiec nie wiem. natomiast 40+ z
                                  > moich doswiadczen nie stanowi wiekszego problemu.

                                  1. Mowa o ludziach, którzy zrobili doktorat po 40, tak?

                                  2. Na jakie stanowisko aplikowali? Lecturer? S. lect.? Bo chyba nie na AProf od razu?
                                  • dala.tata Re: to może uściślijmy 16.10.12, 09:00
                                    Tak, ludzie, ktorzy robili doktorat po 40tce. I oczywiscie aplikowali o stanowisko na dole hierarchii: wykladowcy w UK. Czyli odpowiednik Asst Prof w USA. I to z powodzeniem. Nawiasem mowiac duzo wiecej takich podan jest o stanowiska badawcze.

                                    Horny, jesli masz do wyboru 40 latka z jakims dorobkiem i 25latka bez, czy z gorszym, to bierzesz tego pierwszego. Szczegolnie ze ten pierwszy zazwyczaj ma znaczne doswiadczenie zawodowe.
                                    • felisdomestica Re: to może uściślijmy 16.10.12, 11:06
                                      Niestety niekoniecznie tak jest. W naukach przyrodniczych, na przykład, panuje kult młodości, prawie jak w środowiskach celebryckich. Na konferencjach naukowych - specjalne "strefy młodych". Stypendia wyjazdowe - tylko dla młodych.

                                      Dla młodych istnieje wiele rodzajów grantów - dla starszych, jeszcze nieutytułowanych, praktycznie tylko Opus. Ostatnio: stypendia dla wybitnych młodych naukowców. Rozumiem, że naukowców po czterdziestce juz nie trzeba nagradzać :-).

                                      Wydaje mi się, że szala wychyliła się za bardzo w jedną stronę. Kiedyś młodym trudno było przebić się do nauki. Teraz tych ułatwień trochę za dużo. Jestem zdania, że w przypadku grantów powinna decydować przede wszystkim wartość merytoryczna wniosku. Osoba dajmy na to po czerdziestce ma takie same szanse na wykonanie grantu, jak osoba przed trzydziestką. Jeśli do tej pory nie kierowała grantem, nie ma podstaw żeby twierdzić, że temu nie podoła. Dopiero nierozliczony, albo kiepsko rozliczony grant może być przesłanką, że dana osoba nie jest w stanie kierować pracami badawczymi. Ale to się odnosi tak samo do czterdziestolatka, jak i trzydziestolatka.
                                      • dala.tata Re: to może uściślijmy 16.10.12, 11:31
                                        Oczywiscie, ze tak nie musi byc. mowie o tym, jak jest w UK. i to w szerokiej humanistyce. nie mam pojecia, czy jest podobnie w naukach scislych.
                                      • h_hornblower Re: to może uściślijmy 17.10.12, 00:53
                                        felisdomestica napisała:

                                        > Jestem zda
                                        > nia, że w przypadku grantów powinna decydować przede wszystkim wartość merytory
                                        > czna wniosku.

                                        W swiecie, w ktorym Unia Europejska dostaje Nobla Twoj jakze bliski mi postulat skazany jest - obawiam sie - na brak zrozumienia :)

                                        pzdr
                                        horny
                                      • podworkowy Re: to może uściślijmy 17.10.12, 11:09
                                        Rezygnując na chwilę z "lurkowania", jako osoba kompletnie niezainteresowana na chwilę obecną i w przewidywalnej przyszłości zdobywaniem grantów, powiem tylko tyle:
                                        System, w którym o przyznaniu grantu decyduje cokolwiek innego niż merytoryczna analiza wniosku (wiek aplikanta, staż pracy, dorobek promotora, numer buta, znak zodiaku itp.), jest z gruntu chory.
                                        I bardzo wiele mówi o naszych czasach to, że tak oczywiste postulaty, jak ten sformułowany przez Panią, są odrzucane nie tylko przez biurokrację, ale także przez znaczną część środowiska naukowego.
                                    • h_hornblower ad usrandum tak mozemy 17.10.12, 00:50
                                      dala.tata napisał:

                                      > Horny, jesli masz do wyboru 40 latka z jakims dorobkiem i 25latka bez, czy z go
                                      > rszym, to bierzesz tego pierwszego.

                                      Dala, ale my tu rozmawiamy o INNYM przypadku. Mowimy o 40 i 25 latku z DOKLADNIE TAKIM SAMYM DOROBKIEM. Powiedzmy, ze ten pierwszy byl strazakiem przez 15 lat, po czy postanowil zrobic doktorat i zrobil go w wieku 40 lat. Czyli zaczyna swoja kariere i jest na tym samym etapie, co 25 latek. To nazwalem "pozna kariera" gdzies tam wyzej.

                                      Niestety, jest mu znacznie znacznie trudniej, rowniez w UK. Ktos nizej (przepraszam, nie pamietam kto) pisze o kulcie mlodosci. Jest on powszechny w obecnym swiecie i nie ma powodu, by nie bylo to widoczne rowniez w nauce. To po pierwsze. Po drugie zas, taka osoba jest po prostu "inna". A inny ma trudniej - wszedzie.

                                      pzdr
                                      horny
                                      • charioteer1 Re: ad usrandum tak mozemy 17.10.12, 10:22
                                        h_hornblower napisał:

                                        > Dala, ale my tu rozmawiamy o INNYM przypadku. Mowimy o 40 i 25 latku z DOKLADNI
                                        > E TAKIM SAMYM DOROBKIEM. Powiedzmy, ze ten pierwszy byl strazakiem przez 15 lat
                                        > , po czy postanowil zrobic doktorat i zrobil go w wieku 40 lat. Czyli zaczyna s
                                        > woja kariere i jest na tym samym etapie, co 25 latek. To nazwalem "pozna karier
                                        > a" gdzies tam wyzej.

                                        W wielu miejscach w UK, w US, 40-latek bedzie mial w tej sytuacji przewage, poniewaz ma doswiadczenie zawodowe. Jako strazak wykazal, ze potrafi pracowac z ludzmi, o 25-latku nic nie wiadomo. W PL w tej sytuacji zostanie zatrudniony 25-latek, poniewaz bedzie posluszny i nie bedzie stanowil zagrozenia dla przelozonego. Tak jest nie tylko na uczelniach. Poczytaj o kucharzach:

                                        CytatPrzyznaje też, że z takim wyzyskiem i nieposzanowaniem pracownika, jak w Polsce, nigdzie się nie spotkał. Wyjątki od tej smutnej reguły zdarzają się rzadko.
                                        gazetapraca.pl/gazetapraca/1,90439,12600603,To_nie_jest_kraj_dla_kucharzy.html
                                        • h_hornblower też sobie lubię pożartować :) 17.10.12, 11:56
                                          charioteer1 napisał:

                                          > W wielu miejscach w UK, w US, 40-latek bedzie mial w tej sytuacji przewage, pon
                                          > iewaz ma doswiadczenie zawodowe. Jako strazak wykazal, ze potrafi pracowac z lu
                                          > dzmi, o 25-latku nic nie wiadomo.

                                          Czyli doszliśmy do tego, że "późny akademik" w tak zwanych "cywilizacjach" nie tylko nie jest stratny, ale przeciwnie, ma nawet przewagę...

                                          Może ktoś coś jeszcze dorzuci? Może są preferencje dla matek, bo "wykazały", że umieją wychować, a uniwersytet panie dziejku też jakoś tam wychowuje przecież?

                                          A co z właścicielami czworonogów, tych naszych kudłatych przyjaciół? :)

                                          pzdr wesoło
                                          horny
                                          • charioteer1 Re: też sobie lubię pożartować :) 17.10.12, 19:47
                                            Chwile mi zajelo, zeby znalezc:

                                            Sandra Ehrlich, Assistant Professor
                                            Business Communications, CBPP
                                            Email: @uaa.alaska.edu
                                            Sandra Ehrlich, CFRE received her Doctorate in Management from Webster University School of Business and Technology in May 2009.
                                            www.uaa.alaska.edu/cafe/upload/Faculty-Bios-2011-9-23-2011.pdf
                                            Spojrz na zdjecie. To sa nowi zatrudnieni at University of Alaska at Anchorage. Ta pani wprawdzie w strazy nie sluzyla, ale doswiadczenie zawodowe posiada ewidentnie.
                      • fajnytoster Re: zapominacie w tej dyskusji o jednym przypadku 13.10.12, 13:00
                        Z punktu widzenia oceny CV nie jest to większy problem, bo zwykle wpisuje się tam konkretne lata zatrudnienia na uczelni, a więc widać jak na dłoni czy ktoś brał pensję przez 20 lat i nic nie robił, czy też zajmował się czym innym, a z uczelnią zetknął się niedawno. Tym bardziej, że zwykle w CV wpisuje się dodatkową sekcję "Doświadczenie pozaakademickie" i jak ktoś ma tam znaczące osiągnięcia, to z pewnością zostaną dostrzeżone.
                        Problemem jest oczywiście to, jeżeli ktoś miał jakieś trudne sytuacje osobiste, które utrudniały mu rozwój. Opieki nad chorym dziadkiem raczej do CV się nie wpisze. No, ale to nie jest tylko problem w ocenie akademików, lecz w każdym zawodzie. I tu sprawiedliwości nigdy nie będzie, bo być nie może. Nie ma co jej szukać.
                        Natomiast jeśli akurat w konkretnym konkursie grantowym nie ma możliwości wpisywania do życiorysu doświadczenia pozauczelnianego, to jest to tylko błąd grantodawcy. I trzeba pisać do NCN żeby w następnym konkursie to już zmienili.

                        Wreszcie, ten problem "późnego startu" jest tak naprawdę w polskich warunkach incydentalny - z punktu widzenia całego systemu praktycznie niedostrzegalny (chociaż oczywiście z perspektywy jednostki może być uciążliwy). Tak naprawdę problemem są całe tabuny ludzi, którzy od lat 90. albo i 80. nic nie robili, a teraz zabrali się za pisanie wniosków grantowych (bo trzeba) i próbowanie powrotu do pracy naukowej (bo mogą zwolnić). Sam często widzę takich świeżo obudzonych na konferencjach, czytuję ich nowe publikacje itd. (nawet z czystej ciekawości, bo są to często moi byli wykładowcy ze studiów). I są oni po prostu beznadziejnie słabi. Te publikacje i referaty są banalne, płaskie, anachroniczne, często wręcz na poziomie prac zaliczeniowych studentów. I jestem przekonany, że prawie każdy z tych ludzi ma jakieś usprawiedliwienie na swój brak aktywności przez ostatnie dekady, i chciałby by został potraktowany "sprawiedliwie", czyli z pobłażliwością.
                        • kramka1 Re: zapominacie w tej dyskusji o jednym przypadku 13.10.12, 13:38
                          Tak jest. To jest cos, co mozna nazwac problemem rodzynka w zakalcu. Jezeli wywalimy zakalec do kosza, przepadną rodzynki. Jezeli bedziemy chcieli je wyłuskac, rozboli nas brzuch od zakalca. I tak źle, i tak niedobrze... Ale rodzynkowi nie wytłumaczysz, czemu miałby go czekac kosz przeznaczony dla zakalca. To jest pułapka niemożności masowego wyłuskiwania rodzynków z zakalców.
    • hyris Re: Zły życiorys 13.10.12, 23:02
      jestem idealnym przypadkiem złego życiorysu
      od momentu zatrudnienia (jeszcze przed doktoratem) w ciągu 5 lat urodziłam trójkę dzieci
      zwolnienia w ciąży wiązały się tylko z pobytem w szpitalu, tuż po urlopie macierzyńskim wracałam do prowadzenia zajęć, ale nie ma co się oszukiwać: przez 6 lat moja wydajność naukowa była bardzo mocno ograniczona
      w ocenie wniosku do NCN zarzucono mi mały dorobek i nie mogłam mieć pretencji do recenzentów; dorobek mam relatywnie mały, choć doktorat zrobiłam w przepisowe 4 lata i teraz (po wstępnym odchowaniu potomstwa) też mam nadzieję wyrobić się w przepisanym na habilitację czasie
      według życiorysu pracuję już 7 lat, w tym 4 po dr; w mojej prywatnej ocenie dopiero nabieram wiatru w żagle ;)
      bez żalu czy pretencji przyjmuję słabe oceny swojego dorobku (skoro miałam inne priorytety), ale nie chciałabym, aby rzutowały one na ocenę mojej osoby, aby ktoś traktował mnie jak lenia niezdolengo do przeprpwadzenia projektu
      nie mam jednak możliwości, aby wpisać trzech macierzyńskich do cv, a tym bardziej by uzasadnić zmniejszoną aktywność tuż po macierzyńskim, czy w okresie ciąży
      • dala.tata Re: Zły życiorys 14.10.12, 11:40
        No wszystko fajnie, jednak trzy urlopy macierzynskie to twoj wybor. Nie potrafie sobie wyrobic zdania na temat tego, na ile i jak to nalezy oceniac, jednak to co innego niz opieka nad ciezko chorym dzieckiem.

        Nawiasem mowiac, w zblizajacej sie parametryzacji w UK ciaza pozwala na obnizenie wymogow. U nas oceniane sa 4 publikacje za okres parametryzacyjny, a kazda ciaza daje mozliwosc zlozenia o jeden mniej.
        • hyris Re: Zły życiorys 14.10.12, 18:57
          Zgadzam się w pełni, że to mój wybór i nie mam pretensji, jeśli ktoś ocenia mój dorobek jako ilościowo słaby i np. nie przyznaje grantu, bo istotna jest w danej ocenie np. suma punktów/publikacji z ostatnich x lat. To moja decyzja i moja odpowiedzialność.
          Za krzywdzącą uważam tylko sytuację, w której nie mam możliwości uzasadnienia powolnej ścieżki kariery. Recenzent w takiej sytuacji ma prawo wyciągnąć wnioski na przyszłość: skoro do tej pory pracowała tak wolno - znaczy, że jest mało wydajna i z projektem sobie nie poradzi.
          • dala.tata Re: Zły życiorys 14.10.12, 19:12
            tak, ja sie z tym zgadzam. a takie oceny recenzenckie bez dodatkowego kontekstu sa bardzo niebezpieczne.

            jest jednak problem. Bo jesli mozesz to uzasadniac, to ja moge uzasadnienie odrzucic. moge przyjac, ze w czasie doktoratu chcesz miec dziecko, to mi to cos mowi o twoim zaangazowaniu w tenze doktorat. cos w rodzaju, ze jesli chcesz jechac na roczne wakacje w czasie doktoratu, to mi to cos o tobie mowi.

            hyris napisała:

            > Za krzywdzącą uważam tylko sytuację, w której nie mam możliwości uzasadnienia p
            > owolnej ścieżki kariery. Recenzent w takiej sytuacji ma prawo wyciągnąć wnioski
            > na przyszłość: skoro do tej pory pracowała tak wolno - znaczy, że jest mało wy
            > dajna i z projektem sobie nie poradzi.
            • kramka1 Re: Zły życiorys 14.10.12, 19:18
              dala.tata napisał:
              "moge przyjac, ze w czasie doktoratu chcesz miec dziecko, to mi to cos m
              > owi o twoim zaangazowaniu w tenze doktorat. cos w rodzaju, ze jesli chcesz jech
              > ac na roczne wakacje w czasie doktoratu, to mi to cos o tobie mowi."

              Dala, ale poleciałes... To moze a rebours ja napiszę, ze jeżeli w czasie robienia doktoratu chcesz sie bzykac, to mi coś mówi o twoim zaangazowaniu w tenże doktorat. Bo najpierw jest czas na doktorat, a potem na bzykanie!
              I co, kupujesz taką rade recenzentki dla facetów?
              • adept44_ltd Re: Zły życiorys 14.10.12, 19:37
                hm, bzykanie to przypadłość jedynie doktorantów??? doktorantek nie? ;-)))
            • gruszka_wierzbowa Re: Zły życiorys 14.10.12, 19:27
              Cóż tu trzeba zdrowego rozsądku. I raczej nie na miejscu jest mówić o tym, że urodzenie dziecka w czasie doktoratu czy habilitacji to jakiś wyraz podejścia do tych projektów. Zegar biologiczny kobiety działa tak jak działa i nic na to nie poradzimy. Najlepszy czas na dziecko z punktu widzenia biologii przypada na okres studiów albo doktoratu. Po habilitacji jest już trochę późno na rozmnażanie się. Warto, by szanowni recenzenci mieli to na uwadze i podchodzili do takich przerw rozsądnie. Nie mówię tu o wyrozumiałości dla przerw po parę lat na jedno dziecko ( cóż, znane są mi wywody koleżanek, które tłumacza nic nierobienie urodzeniem dziecka dwa lata temu), ale okres macierzyńskiego to czas rozsądny jako przerwa.
              • dala.tata Re: Zły życiorys 14.10.12, 19:43
                ja sie nie wypowiadam, czy to dobrze, czy zle. Jednak jesli uzasadniamy, to uzasadnienie mozna odrzucic. Nie mam pojecia co do tego, jak dziala zegar biologiczny kobiety, jednak wydaje mi sie, ze cala masa kobiet robiacych dokotraty planuje ciaze tak, by nie kolidowala z dokotratem. nie sadze, by one byly jakies strasznie dziwne.
                • gruszka_wierzbowa Re: Zły życiorys 14.10.12, 19:54
                  Różnie kobiety planują i to są ich decyzje. Ale zakładanie, że urodzenie dziecka w czasie doktoratu to coś strasznego wywołuje uśmiech na mojej twarzy. Tym bardziej, że żadna metoda antykoncepcji nie jest 100% skuteczna, więc plany mogą się posypać. Celibat to żadne wyjście. A zegar działa tak, że kobieta powinna urodzić dziecko przed 30 rokiem życia. 35 lat to niemalże górna granica. Można odłożyć dziecka na po doktoracie, tylko czy to też nie będzie kolidować z habilitacją? Będzie, szczególnie jeśli jest na nią tylko 8 lat, a w tym czasie trzeba zgromadzić jeszcze dorobek. Jak łatwo policzyć, po habilitacji jest już za późno. Także brak normalnego podejścia, a tym właśnie jest odrzucenie uzasadnienia dotyczącego urlopu macierzyńskiego, do niczego dobrego nie prowadzi i niezbyt dobrze świadczy o recenzencie.

                  I dla jasności, ja tu mówię o macierzyńskim, który trwa 5 miesięcy i obniżeniu dorobku stosowanie do tego czasu.
                  • fajnytoster Re: Zły życiorys 14.10.12, 20:12
                    gwoli ścisłości - do tych 8 lat na habilitację okresów na urlopie macierzyńskim się nie wlicza (a więc urodzenie dziecka "przedłuża" czas na habilitację, przynajmniej ustawowy)
                    • gruszka_wierzbowa Re: Zły życiorys 14.10.12, 20:26
                      Tak z pewnością było w starym systemie. Ale z tego co wiem od koleżanki, która się tym żywotnie interesowała, w nowym systemie, czyli dla nowo zatrudnionych adiunktów, ma nie być możliwości przedłużenia okresu na habilitację w powodu macierzyńskiego. Możliwe, że koleżanka uzyskała błędne informacje i oby tak było. Sama się tematem nie interesowałam do tej pory i stąd może wynikać mój błąd.

                      Bardziej chodziło mi też o to, że na każdy etap kariery człowiek dostaje określony czas, który jest stosunkowo krótki. I ocenianie kariery według sztywnych granic, choć bardzo wygodne, nie jest do końca dobrym rozwiązaniem. A przypadek macierzyństwa świetnie ten problem obrazuje.
                  • dala.tata Re: Zły życiorys 14.10.12, 20:13
                    jasne ze plany moga sie posypac. ale z trojka to juz naprawde wyjatkowo pechowa kobieta. Nie chce sie wypowiadac na temat owej strasznosci. nie mam zdania. ale tak ogolnie to sie zgadzam sie z problematycznoscia oceniania ciazy jako braku zaangazowania.
                    • hyris Re: Zły życiorys 14.10.12, 21:59
                      pechową kobietą się nie czuję ;)
                      dwójkę urodziłam w czasie studiów doktorackich, trzecie już po - wszystkie zaplanowane
                      to był mój czas na życie rodzinne
                      na uczelni byłam zatrudniona na pół etatu i faktycznie na pół etatu pracowałam
                      teraz ruszyłam w obu płaszczyznach na całość
                      nikogo jednak nie interesuje wymiar etatu - na stanowisku adiunkta jestem od 2009, więc dorobek powinien być inny
                      mam nadzieję, że szybko nadrobię zaległości i nie będę się musiała pół życia tłumaczyć z tych kilku powolniejszych lat
                      sama znam wiele kobiet, które macierzyństwem tłumaczą swoje nicnierobienie dlatego tym bardziej zależało mi na uczciwości (stąd pół etatu)
                      ciekawe jak do reformy ministerialnej ma się pomysł premiera gwarantujący roczny macierzyński
            • spokojny.zenek Re: Zły życiorys 15.10.12, 18:22
              dala.tata napisał:

              > jest jednak problem. Bo jesli mozesz to uzasadniac, to ja moge uzasadnienie odr
              > zucic. moge przyjac, ze w czasie doktoratu chcesz miec dziecko, to mi to cos m
              > owi o twoim zaangazowaniu w tenze doktorat. cos w rodzaju, ze jesli chcesz jech
              > ac na roczne wakacje w czasie doktoratu, to mi to cos o tobie mowi.

              A ten post mówi sporo o dala.tali. I z pewnością nie są to rzeczy miłe.
              • adept44_ltd Re: Zły życiorys 15.10.12, 20:15
                zenek, zakochałeś się?
    • dala.tata Zeby skomplikowac. 16.10.12, 11:51
      Z nadzieja na podkrecenie dyskusji, opowiem nastepujaca historie (na szczescie nie dotyczaca mnie samego). Historia jest autentyczna i pochodzi z jednego z b dorbych uniwerstyetow brytyjskich.

      Otoz, ladnych pare lat temu dr X dostal grant na 3 lata. Zodnie z procedurami ogloszono konkurs, zatrudniono badaczke, ktora dzielnie i z entuzjazmem podjela prace nad projektem. Tak sie stalo, ze badaczka pod koniec pierwszego roku zaszla w ciaze. Tak sie rowniez stalo, ze z ciaza byly problemy, wiec badaczka siedziala w domu lub w szpitalu, nie zajmujac sie projektem. Badaczka wreszcie urodzila i zdcydowala pojsc na urlop macierzynski. W ten sposob projekt lezal nietkniety przez okolo poltora roku.

      Oczywiscie, pieniadze z projektu szly na pensje dla badaczki, wiec nie mozna bylo zatrudnic nikogo innego. Skonczylo sie na tym, ze dr X zaczal sie leczyc na depresje. Jednak rzeczy zaczely wygladac optymistyczniej, gdy badaczka zrezygnowala z pracy w poczuciu lojalnosci. Zatrudniono nowa badaczke (konkurs sie odbyl nowy, a konkursy sa uczciwe). Zadaniem badaczki bylo zrobienie 3-letniego projektu w niecaly rok, co jej dr X uswiadomil dobitnie. Niestety presja na nowa badaczke przerosla i ja.....i po kilku miesiacach poszla na zwolnienie ze wzgleu na dlugottrwaly stres.

      Projekt nie zostal zakonczony. Oczywiscie zrobil sie z tego syf wielki, bo fundacja uznala, ze stracila pieniadze. Uniwersytet kontynuowal mycie rak. Skonczylo sie na tym, ze dr X nigdy wiecej nie dostanie grantu, co w jego dziedzinie oznacza przynajmniej potezna bariere dla jego kariery. Losy drugiej badaczki nie sa mi znane.

      Pisze nie po to, zeby argumentowac, ze pierwsza badaczke nalezalo wyrzucic z pracy i ze jest ona straszna i okropna. Oczywiscie tak nie jest. Pisze to po to, zeby pokazac, ze sprawy sa skomplikowane i wymykaja sie latwym ocenom. I moglbym dodac, ze ja bardzo nie chcialbym byc dr. X i podejrzewam i ze jego perspektywa na sytuacje jest duzo mniej skomplikowana.
      • kardla Re: Zeby skomplikowac. 16.10.12, 12:55
        A jakby dr X zatrudnil badacza, i owze badacz by sie rozbil motocyklem 2 tygodnie po zatrudnieniu? Albo zachorowal na raka krtani?
        (to tak z feministycznego punktu widzenia)

        No takie rzeczy sie zdarzaja niestety. I bardzo wspolczuje dr X.
        • whiteskies Re: Zeby skomplikowac. 16.10.12, 13:34
          Jak by się rozbił skutecznie, problemem byłoby znalezienie zastępstwa. Gdyby zachorował i nie mógł pracować zajmując etat, problem byłby taki sam jak w wypadku pani która miała problemy zdrowotne. Gdyby miał dziecko a to poważnie zachorowało problem mógłby być podobny do opisanego. Jednym słowem zrozumiałem post
          dalataty jako ilustrację możliwości powstania niezawinionych "czarnych plam" w życiorysie, a nie problem płci.
          Morał? "Zły zyciorys" JEST PROBLEMEM przy systemie grantowym, niezależnie od przyczyny (i płci).
          • kardla Re: Zeby skomplikowac. 16.10.12, 13:57
            No jest, jest, ja sie zgadzam :)
      • fajnytoster Re: Zeby skomplikowac. 16.10.12, 21:48
        Współczuję badaczowi. Ale akurat w Polsce raczej taki problem by nie wystąpił (po pierwsze etaty finansowane z grantów spotyka się u nas rzadziej niż publikacje w Nature ;). Przede wszystkim za pobyt pracownika na urlopie macierzyńskim/wychowawczym nie płaci pracodawca, ale jest to finansowane z ubezpieczenia społecznego. W przypadku zwolnienia zdrowotnego pracodawca płaci tylko za pierwsze 33 dni, a dalej już ZUS. Czyli środki z grantu szybko by się zwolniły.
      • ewa_65 Re: Zeby skomplikowac. 18.10.12, 00:03
        a jednak za projekt odpowiada kierownik projektu. Badaczka poszła na urlop a blokuje etat? No to kierownik projektu zakasuje rękawy i, niezaleznie od swojej pozycji, stanowiska itd robi co się da sam. Takie życie :)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka