znajomy-krolika
20.08.13, 13:02
Witam, nie zamierzam długo zagrzać tu miejsca, gdyż pisanie na forum uważam za kompletną stratę czasu, tym razem robię jeden mały wyjątek - chcę uzyskać informację od lepiej zorientowanych w obyczajach poza Polską, a poszukiwania z google podsuwają mi pewne podejrzenia, lecz nie dały rozstrzygającej pewności - a nie chcę zadać pytań zagranicznym partnerom, bo może to będzie niezrozumiane.
Jestem sobie zwykłym adiunktem. Z unijnego wsparcia dla uczelni pojechałem sobie na kilka fajnych konferencji w tym jednej bardzo dobrej w USA, ale to był epizod. Który teraz ma odzew. Napisał do mnie chętny do robienia doktoratu w cywilizacji. Mnie odnalazł przez to, że wisi mój artykuł na stronie tej bardzo dobrej konferencji. Twierdzi, że chce abym był supervisor jego pracy. Wysłał komplet referencji - napisałem do wystawców tych referencji i otrzymałem potwierdzenie, że referencje to nie lipa, i że ten miły człowiek zasłużenie je otrzymał. Zgodziłem się. Ale nie wiem na co. Zapytałem gdzie chce robić ten doktorat. Powiedział, że jest shortlisted na dwóch, obie z rankingu THE [www.timeshighereducation.co.uk/] w okolicach pierwszej setki, o dwie-trzy setki przed najlepszym polskim UJ i UW. Na moją zgodę się ucieszył, i już sobie zrobiliśmy pierwsze seminarium przez internet.
ALE naszły mnie wątpliwości.
Czy ja jako pracownik polskiego uni, mogę być supervisor dla kogoś robiącego doktorat na uniwersytecie z akredytacją, jakiej mój uni nie ma [AACSB, EQUIS i kilka innych]?
Jak to wygląda w świecie - co ode mnie jako supervisora będzie wymagane, czy oni mnie zaakceptują - czy liczy się tylko zdanie doktoranta kogo chce na supervisora - czy inaczej?
I w końcu, czy mi coś zapłacą? Pierwszy raz mogę to nawet zrobić za darmo byle nie dopłacać za dużo do biletów i noclegów, ale generalnie jednak to jest praca i fajnie byłoby wiedzieć czy wiąże się z fruktami.