Dodaj do ulubionych

1400 dla adiunkta?

19.07.14, 13:26
Dowiedziałem się (z drugiej ręki, przyznaję) że duża prywatna uczelnia w Warszawie płaci doktorom na stanowisku adiunkta 1400 (czyli pensję minimalną) za etat 240 godzin rocznie. Jeśli chcą więcej, mogą brać nadgodziny płatne raz do roku.
Wydawało się, że zakaz wielokierunkowości (w praktyce od tego roku rektorzy nie dają zgód) da w efekcie zapotrzebowanie na kadrę w prywatnych uczelniach, ale wygląda na to, że dołek demograficzny zmianę zniwelował.
Czy to curiosum czy kierunek w którym idziemy?
Obserwuj wątek
    • spokojny.zenek Re: 1400 dla adiunkta? 19.07.14, 13:36
      Mylisz wielokierunkowość z wieloetatowością i znasz jakichś innych rektorów.
    • darek12345 Re: 1400 dla adiunkta? 19.07.14, 14:07


      > Dowiedziałem się (z drugiej ręki, przyznaję) że duża prywatna uczelnia w Warsza
      > wie płaci doktorom na stanowisku adiunkta 1400 (czyli pensję minimalną) za etat
      > 240 godzin rocznie. Jeśli chcą więcej, mogą brać nadgodziny płatne raz do roku
      > .

      Jeśli taki adiunkt poza przeprowadzeniem zajęć nic więcej nie musi robić, to nie są to złe pieniądze. Wyjdzie pewnie ok. 60 zł/h netto, tak więc ok. 50% więcej niż ja mam za nadgodzinę na państwowej uczelni.

      > Wydawało się, że zakaz wielokierunkowości (w praktyce od tego roku rektorzy nie
      > dają zgód) da w efekcie zapotrzebowanie na kadrę w prywatnych uczelniach, ale
      > wygląda na to, że dołek demograficzny zmianę zniwelował.
      > Czy to curiosum czy kierunek w którym idziemy?

      Czy zakaz wieloetatowości dotyczy również uczelni prywatnych? Tzn. czy jeśli ktoś nie jest pracownikiem uczelni panstwowej to ma jakieś ograniczenia na wielu etatach?
      • dobrycy Re: 1400 dla adiunkta? 19.07.14, 16:36
        ciekawe czy adiunkci na prywatnych uczelniach tez muszą sie habilitować, bo jak ta to te 1400 zł to troche mało. Jak nie to nawet nienajgorzej.
        Kolejna ministra może dojść do wniosku że reformujemy nauke,
        zdejmujemy z ramion adiunktów krzyż habilitacji i każdemu dajemu po 1400zł
        na miesiąc.
    • klamczuchosiedlowy Re: 1400 dla adiunkta? 19.07.14, 20:04
      a to nie jest tak, że 2400 - 1400 jest za nic - tylko za uprawnienia?
      a jak nie dajesz uprawnien to 2400 - 1400 za 240h

      bo to taką wersję słyszałem - zresztą też kilka osób chwaliło się, że na to poszło.
      0 godzin (formalnie jakieś godziny mają - ale zarówno studenci wiedzą, że mają ich nie szukać ani pracodawca nie kontroluje obecności a nawet nie przydziela sali) ale za to pierwszy etat jest na uczelni - adiunkt robi biznes, żyje z pracy w praktyce, na uczelni jest liczony do minimów a godziny na uczelni trzaskają sprawdzeni dydaktycy bez doktoratu lub z doktoratem - ale na podobnych stawkach jakby tych doktoratów nie mieli.
      • daifuku Re: 1400 dla adiunkta? 19.07.14, 20:38
        60zl/h netto to malo? o.o

        Przeciez gdyby to liczyc za pelen etat (ale taki prawdziwy 8h dziennie) to wyjdzie prawie 15 000zl netto za miesiac pracy. W Polsce prawie nikt tyle nie zarabia.

        To w sumie dobry biznes jest. Mozna zrobic np. tak, ze nigdzie nie byc na stale zatrudnionym na uczelni tylko byc na takich kontraktach 1400zl np. w 4 szkolach prywatnych i tam wykladac w rozne dni tygodnia? Przeciez to kupa kasy jest - 5600zl netto za 960 godzin rocznie co daje niecale 3h pracy dziennie w skali roku. Sa ludzie, ktorzy tak zarabiaja majac po prostu tytul doktora? Zakladam, ze skoro pieniadz latwy to duzo chetnych na takie stanowiska.
        • klamczuchosiedlowy Re: 1400 dla adiunkta? 19.07.14, 23:26
          60zl / h to bardzo mało, tyle co nic.
          Uczciwa stawka za godzinę zaczyna się od 180 zł netto za 45 min.
          Poniżej to niewolnicza i upokarzająca stawka.

          Aby przeprowadzić 45 minut zajęć, trzeba przygotowywać się nie mniej niż 15-30 godzin na każde z tych 45 minutowych zajęć.
          • dobrycy Re: 1400 dla adiunkta? 19.07.14, 23:39
            Zależy co trzeba w ramach tego robić. Jak tylko poopowiadać jakieś
            pierdoły, ewentualnie pociągnąć zajecia na poziomie gimnazjum
            czy szkoły sredniej to może być ok. Faktycznie stawki dla
            zajec z programow unijnych byly rzedu 200 zl brutto za godzine.
            Juz widze niedowierzanie i slinotok - to przeciez prawie 200*40*4=32 tys PLN, kto tyle zarabia ! Odpowiedz tkwi w tym ze zajecia w szkole wyzszej roznia sie poziomem od zajec w zwyklej szkole i ich przygotowanie kosztuje
            (przynajmniej teoretycznie ) wiecej czasu, poza tym pracownik uczelni
            nie zajmuje sie jedynie dydaktyką. Tym niemniej mysle że nastawienie
            takie jak ma daifuku jest powszechne w spoleczenstwie
            i dlatego juz wkrotce razem z pensum takim jak w przedszkolu nasze uczelnie osiągną poziom kształcenia równy przedszkolnemu.
            Po prawdzie nie widze zadnego poziomu do pensum na poziomie 210h
            na wydzialach gdzie nie ma aktywnosci naukowej objawiajacej sie
            poza granicami polski.




            klamczuchosiedlowy napisał:

            > 60zl / h to bardzo mało, tyle co nic.
            > Uczciwa stawka za godzinę zaczyna się od 180 zł netto za 45 min.
            > Poniżej to niewolnicza i upokarzająca stawka.
            >
            > Aby przeprowadzić 45 minut zajęć, trzeba przygotowywać się nie mniej niż 15-30
            > godzin na każde z tych 45 minutowych zajęć.
            • dobrycy Re: 1400 dla adiunkta? 19.07.14, 23:41
              Miało być:
              Po prawdzie nie widze zadnego powodu do pensum na poziomie 210h
              na wydzialach gdzie nie ma aktywnosci naukowej objawiajacej sie
              poza granicami polski (no może z małymi wyjątkami).

            • darek12345 Re: 1400 dla adiunkta? 20.07.14, 08:23

              > Zależy co trzeba w ramach tego robić. Jak tylko poopowiadać jakieś
              > pierdoły, ewentualnie pociągnąć zajecia na poziomie gimnazjum
              > czy szkoły sredniej to może być ok.

              Podejrzewam, że za te pieniądze (1400 zł/m-c) nikt nie oczekuje więcej od takiego adiunkta. Moim zdaniem to ani nie jest niewolnicza praca, ani kokosy. Oczywiście o ile w obowiązkach nie ma nic więcej niż prowadzenie zajęć a ze względu na ich charakter nie ma potrzeby zbyt długiego przygotowywania się do nich.

              >poza tym pracownik uczelni nie zajmuje sie jedynie dydaktyką.

              W tym wątku jest mowa o uczelniach prywatnych, a z tego co wiem to większość uczelni prywatnych poza dydaktyką niczym innym się nie zajmuje. Oczywiście jest też wiele uczelni prywatnych, które prowadzą działalność naukową na przyzwoitym poziomie, ale pewnie nie zatrudniają adiunktów z 1400 zł/m-c.


              > nasze uczelnie osiągną poziom kształcenia równy przedszkolnemu.

              W tym wątku jest mowa o uczelniach prywatnych, a tam taki poziom (przedszkolny) to chyba nic niezwykłego.



    • bumcykcyk2 Re: 1400 dla adiunkta? 21.07.14, 00:13
      To są jakieś dziwne opowieści. Minimalna pensja w Polsce w 2014 roku wynosi 1680 zł brutto, czyli 1237,20 zł netto (po Bożemu, bez kombinowania z wyższymi kosztami przychodu). Żeby było 1400 zł netto, to trzeba zastosować zawyżone koszty uzyskania przychodu w etacie, co jest ryzykowne dla uczelni, bo skarbówka się czepia.

      Szkoły prywatne w Warszawie zwykle płacą adiunktom tyle co szkoły publiczne, czyli skandalicznie mało, ale raczej w okolicach 2500-3000 zł netto.

      Natomiast za rolę słupa do minimów kadrowych (bez świadczenia pracy), można oczywiście uzyskać ową płacę minimalną (1680 zł brutto), choć czasy są tak parszywe, że znalezienie kogoś, kto będzie naprawdę pracował za niewiele wyższe wynagrodzenie nie stanowi problemu. Więc na rolę słupa mogą liczyć raczej ludzie z odpowiednimi znajomościami towarzyskimi.

      Warto dodać, że -wbrew wypowiedziom niektórych osób w tym wątku- uprawnienia można dać tylko 2 razy , niezależnie od tego czy uczelnia jest państwowa czy prywatna. Na pierwszym etacie daje się na danym kierunku uprawnienia dla studiów magisterskich i na drugim etacie uprawnienia dla studiów licencjackich. Więc rozkosznym bajdurzeniem są wypowiedzi o byciu słupem w dziesiątkach uczelni. Jest baza osobowa powszechnie dostępna w necie i nie da się zachachmęcić - choć niektórzy wciąż próbują i usiłują oszukiwać.

      Na koniec powiem swoje , co mimo forumowego linczu ze strony osób typu Dala, powtarzam jak mantrę. Nie będzie żadnej nauki w Polsce bez godziwych wynagrodzeń. W związku z niżem demograficznym i jego skutkiem w postaci nadmiaru kadry , a także w związku z rozkosznie głupią polityką ministerstwa (światowe wymogi przy bułgarskich pensjach) , wynagrodzenia realnie spadają, choć i wcześniej były rażąco niskie. W tej sytuacji w perspektywie kilku lat czeka nas spalona ziemia (za wyjątkiem paru nisz), bo kto ma głowę, ten ucieka co sił z tonącego okrętu.
      • uwr.uwr.uwr Re: 1400 dla adiunkta? 21.07.14, 01:05
        bumcykcyk2 napisał:

        > Na koniec powiem swoje , co mimo forumowego linczu ze strony osób typu Dala, po
        > wtarzam jak mantrę. Nie będzie żadnej nauki w Polsce bez godziwych wynagrodzeń.
        > W związku z niżem demograficznym i jego skutkiem w postaci nadmiaru kadry , a
        > także w związku z rozkosznie głupią polityką ministerstwa (światowe wymogi przy
        > bułgarskich pensjach) , wynagrodzenia realnie spadają, choć i wcześniej były r
        > ażąco niskie. W tej sytuacji w perspektywie kilku lat czeka nas spalona ziemia
        > (za wyjątkiem paru nisz), bo kto ma głowę, ten ucieka co sił z tonącego okrętu.

        Pełna zgoda. To uciekanie w mojej dziedzinie nazywa się emigracją. Najlepiej to ujął Plaznik pisząc, że Polska nie jest krajem do uprawiania nauki i porównując pracownika naukowego do wygłodniałego maratończyka.

        Niedługo zostaną w Polsce sami ludzie PRL pokroju trzy.14, którym bardzo dobrze się pracuje, i narzeka na młodych przy zaparzaniu gruzińskiej herbaty z kwasem. W ich mniemaniu młodzi naukowcy powinni dziękować że mają pracę i być grzeczni (wykazywać się należytą kulturą w stosunku to starszych), nie przeklinać, nie marudzić, że starsi pierdzą i pierd... 3po3. A dziękować za to, bo o "konkurencja o post-doki niieeeeesaaaaamooowita".
        Dla dziadów w lokalnej kliki nie ma postdoków, bo być po prostu nie może i tyle w temacie. Natomiast dla ludzi, których praca ma znacznie dla nauki, postdoki i posady się zawsze znajdą.
        • chilly Re: 1400 dla adiunkta? 21.07.14, 08:03
          Zgadzam się z przedmówcami. I dodam, że liczne posty na tym forum sławiące rzeczywistość i możliwośc dorobienia 1400 zł miesięcznie utwierdzają zapewne miłościwie nam rządzących w ich poczynaniach.
          • trzy.14 Re: 1400 dla adiunkta? 28.07.14, 13:38
            Dziękuję, dobrze wiedzieć że jest ktoś, na kogo mogę liczyć.
      • sendivigius Re: 1400 dla adiunkta? 23.07.14, 13:22
        bumcykcyk2 napisał:

        > Na koniec powiem swoje , co mimo forumowego linczu ze strony osób typu Dala, po
        > wtarzam jak mantrę. Nie będzie żadnej nauki w Polsce bez godziwych wynagrodzeń.


        Wrecz przeciwnie. Tylko dlatego ze w nauce jest jak jest to jeszcze tu i owdzie ktos, cos robic. Ja rozumiem ze sa to glownie dziedzice rodowych fortun i malzonki bankierow. Ale dobre i to. Bo jak sie podniesie wynagrodzenia to bedzie za slodkie ciastko aby lezalo i nikt go nie zjadla. OFE tak sobie wlanie lezalo... kusilo swoimi miliardami.... az....

        Bumcyk, nie rozwazaj spraw spolecznych statycznie. Nie modeluj "co sie stanie jak zminimy jakis parametr" bo nie masz mocy aby inne parametry utrzymac niezmienne. Jak zmienisz wynagrodzenia drastycznie to zmienisz wszystko nie tylko wynagrodzenia.

        W tej sytuacji w perspektywie kilku lat czeka nas spalona ziemia
        > (za wyjątkiem paru nisz), bo kto ma głowę, ten ucieka co sił z tonącego okrętu.


        Na pobliskiej wyspie rozbitkow tyle ze niedlugo bedzie kanibalizm
        • chilly Re: 1400 dla adiunkta? 23.07.14, 14:05
          Sendi, powinieś zostać (do)radcą ministerialnym! Z godziwym wynagrodzeniem, oczywiście.
          • dobrycy Re: 1400 dla adiunkta? 23.07.14, 14:07
            Chyba raczej syndykiem masy upadłościowej
        • bumcykcyk2 Re: 1400 dla adiunkta? 23.07.14, 23:35
          Sendi, znam doskonale Twój pogląd , który z grubsza mówi , że jeśli w nauce polskiej będą pieniądze, to znajdą się w niej sami Krewni i Znajomi Królika. I nawet się z tym stanowiskiem w dużej mierze zgadzam. Ale... ja pracowałem kiedyś w pewnej instytucji (nie naukowej, dodam od razu, tylko artystycznej), która była tak wielkim przedmiotem pożądania rodaków, że nawet sprzątaczki były tam po czyimś uważaniu. Mnie oczywiście też wsadził tam jakiś układ. Później jednak musiałem tam przetrwać i coś pokazać, podobnie jak wszyscy inni, bo jednak mimo tego, że każdy był pod kogoś podwieszony, to tylko nieliczni mieli tak silną pozycję, aby niewiele robić i spijać miody. Reszta konkurowała o kasę, wypłacaną głównie w systemie honoraryjnym (a więc nie po równo), konkurowała o prestiż i konkurowała o karierę, którą owa instytucja potencjalnie mogła zapewnić. Wbrew pozorom, w jej środku obok feudalizmu panował także widoczny kapitalizm, a do góry szli zarówno ludzie ciężko pracujący, jak i ci, którzy wiedzieli komu dać dupy (kobitki, ale faceci też, bo było silne lobby gejowskie).

          Do czego zmierzam... Otóż jeśli jakąś strukturę wsadzisz w konkurencyjne otoczenie, to nawet jeśli rekrutacja do niej przebiega po linii układów, nepotyzmu, sponsoringu itp., to jednak owo otoczenie zewnętrzne b. szybko wymusi powstanie mechanizmów konkurencyjnych również wewnątrz tej struktury.

          Ja wiem, że nauka polska to nie jest instytucja artystyczna i że kwitną w niej udzielne księstwa szczelnie odizolowane od świata, a zachowania ludzi wciąż kręcą się wokół schematów z filmu "Barwy ochronne". Zaledwie kilka lat temu prasa opisała przypadek prof. Borsuka , który moim zdaniem przebił dzieło Zanussiego o parę długości (asystenci którzy mieli w obowiązkach go strzyc , służbowa motorówka i inne takie). Uważam jednak, że w XXI wieku po prostu nie da się dłużej separować od wszelkiego świata i że ten świat wymusi w końcu zmiany. Przy okazji wymiatając różne panie doktor-paprotki dziekana i habilitowanych po rodzinie. Pozdrawiam
          • sendivigius Re: 1400 dla adiunkta? 26.07.14, 20:49
            bumcykcyk2 napisał:

            Bumcyk, nie. Ludzie zajmuja sie nauka z przyczyn problemow charakterologicznych. Albo chca byc slawni, albo tak maja najarane w mozgu za chca poznac swiat, albo bierze ich spoleczny status "profesora" albo rodzice profesory nie nauczyly ich niczego madrzejszego albo cos jeszcze. Dla tego typu osob pieniadze maja znaczenie tylko progowe. Oczywiscie jak nie beda zarabiac nic to sie nie da. Ale wystarczy ze zarabiaja na poziomie sredniej klasy sredniej i to juz wystarcza, wiecej im nie potrzeba, wiec wiecej kasy w tej materii nic nie zmieni.

            Gdy z kolei zrobisz ten zawod zawodem bardzo poplatnym to nastapi wypychanie tego typu ludzi przez ludzi ktorych kreci kasa. Czy beda lepszymi naukowcami? NIe ma powodow tak myslec, obawiam sie ze wlasnie przez "efekt znajomych kroliczka" beda srednio biorac gorszymi. Czesto argument jest taki ze najlepsze umysly nie przychodza do nauki bo kasa tam jest za mala. Ja nie wiem skad ci ludzie to wiedza ze tak twierdza. Bo nie ma jakiejs jednej miary umyslu, nawet IQ nie jest miarodajnym predyktorem dla osiagniec naukowych (tez dziala jak wartosc progowa), wiec moim zdaniem nie tedy droga.

            Zgodze sie jednak ze jezeli place w nauce zaczynaja spadac ponizej poziomu okreslonego jako "srednia klasa srednia" nastepuje uwiad, i to katastroficzny, prog staje sie za wysoki, albo cena placona za swoje fantasmagorie staje sie za wysoka i ludzie odplywaja.

            Probleme w nauce polskie nie jest wiec placa, ona jest na tym poziomie o ktorym mowie. Problemem jest to ze nie identyfikuje sie prawidlowo na wejsciu nazwijmy to "potencjalu naukowego". A dzieje sie tak ze administrowany jest system w sposob zly. Zle sa bramki wejsciowe, w zlych miejcach i czasie i zle sie skanuje wchodzacych. A potem sie to probuje naprawiac siegajac lewa noga do prawego ucha wymyslajac jakies cale pakiety duronowatych wskaznikow albo rozbudowujac hierarche na wzor wojskowy albo w tym stylu.


            > Do czego zmierzam... Otóż jeśli jakąś strukturę wsadzisz w konkurencyjne otocze
            > nie, to nawet jeśli rekrutacja do niej przebiega po linii układów, nepotyzmu, s
            > ponsoringu itp., to jednak owo otoczenie zewnętrzne b. szybko wymusi powstanie
            > mechanizmów konkurencyjnych również wewnątrz tej struktury.


            Nie wiem czym mialaby by byc tak "konkurencyjna struktura" dla nauki. Jak na wstepie, ludzie sa podjarani sami soba, im konkurencja niepotrzebna, choc lekka sie przyda aby sie nie zapomnieli, tym niemniej zauwac ze za duza konkurecja powoduje spadek efektywnosci.
            • bumcykcyk2 Re: 1400 dla adiunkta? 27.07.14, 02:12
              @ Sendi

              Bardzo dobre uwagi i muszę przyznać, że pobudziły mnie intelektualnie :D

              Z przykrością stwierdzam, że masz wielką rację co do istoty predylekcji naukowych w ramach populacji. Faktycznie, ochota do zawodowego wsiąknięcia w świat nauki nie wynika z pobudek ekonomicznych (jak w przypadku większości zawodów), tylko ze splotu różnych dziwnych uwarunkowań, które częściowo przytaczasz. I niestety masz również rację co do tego, że wielu osobników zatrudnionych w owym sektorze wytrzyma prawie o chlebie i wodzie, byle tylko móc robić to jedno przez całe życie. Dodam od siebie, że rekrutacja do tej pracy zawsze jest dziwna, bo nawet wybierając ludzi faktycznie najlepszych, rzadko są to postacie całkowicie "normalne" w potocznym tego słowa znaczeniu. W przeciwieństwie do standardowego korpo, trafia tu cała masa ludzi nieżyciowych, introwertycznych, z różnymi dziwactwami, nałogami etc. W mojej ocenie fakt, że od lat nie ma tu kasy, działa jednak jako istotny dodatkowy czynnik naboru, powodując silną i postępującą degradację tego światka. Ja nie twierdzę, że ktoś kogo kręci głównie kasa będzie z definicji dobrym naukowcem. Nie twierdzę też, że ludzie takiego kalibru emocjonalnego powinni stanowić gros staffu na uczelniach. Uczelnie nie powinny być korporacjami. Ale zważ na to, że każdy interesowny człowiek zazwyczaj ma dość trzeźwe podejście do życia, jest poukładany, nadmiernie nie brnie w absurdy obrzędowo-urzędnicze ani inny instytucjonalny folklor. Dziś na polskich uczelniach takich "trzeźwych" ludzi jest wielki niedobór, królują żony przy bogatym mężu, hobbyści którym mamusie piorą i gotują obiadki, emerytalne upiory komunizmu, zdziwaczałe stare panny, młodzieńcy bez pomysłu na życie i inne okazy z Wyspy Doktora Moreau (ze szczególnym uwzględnieniem świnio-hieny :D ). Normalnych ludzi zazwyczaj niet, a jeśli są, to właśnie się ewakuują (chyba, że aktualnie się umościli na pozycjach rektorskich lub zbliżonych). Zgodzę się również co do tego, że "nie identyfikuje sie prawidlowo na wejsciu nazwijmy to <potencjalu naukowego>". No fakt. Od wielu lat obserwuję przyjmowanie na etaty debili salonowych, glist ludzkich i owsików pospolitych. Najśmieszniejsze jest to, że wszyscy doskonale wiedzą, kto ile znaczy i co sobą naprawdę reprezentuje, a mimo to trwa w najlepsze promowanie miernot. "Za duza konkurecja powoduje spadek efektywnosci" - to też prawda, z tym że w polskim systemie ja na razie nie dostrzegam żadnej prawdziwej konkurencji. Jest tylko patologiczna konkurencja wsobna nie oparta o jakikolwiek czynnik merytoryczny, skupiająca się tworzeniu sitw monopolizujących skąpe zasoby.

              Na koniec taki oto przykład z życia. Astronoma Aleksandra Wolszczana uważam za typka charakterologicznie nieciekawego, którego kręciła sława i kasa po trupach (współpraca z ubecją mimo, że jako syn profesora miał już i tak silnie ułatwiony start). No, ale przy okazji głupi nie był i wniósł istotny wkład w naukę światową. Czy dziś młody osobnik pokroju Wolszczana poszedłby w polską naukę? No w życiu! W latach 70-tych kariera w nauce to były lukratywne wyjazdy zagraniczne, kasa i prestiż. Dziś to kariera outsidera, szmaciane pieniądze i niepewność zatrudnienia w bankrutującym z racji niżu demograficznego sektorze gospodarki. Imho młody Wolszczan pobiegłby dziś kłusem do korporacji i tam rozwijał swoje wielorakie umiejętności (te szczurze również). Obiektywnie patrząc, lepiej mieć w nauce cwanego na wszelkich polach Wolszczana niż niegramotnego życiowo obszczymura. Oczywiście, mogę się mylić ;-)
              • daifuku Re: 1400 dla adiunkta? 28.07.14, 13:24
                Bo uczelnia wciaz stanowi swoisty azyl. Ja wiem, ze praca ta jest slabo platna i pelna absurdow ale wciaz jest jedna z najmniej stresujacych, gdzie wszechobecny pospiech jeszcze nie dotarl. Taka atmosfera przyciaga osoby, ktore celowo zdecydowaly sie na wolniejszy tryb zycia (zony przy mezu) badz nie maja charakteru i odpowiedniego typu inteligencji, by konkurowac w stresogennych i stale zmieniajacych sie warunkach (hobbysci na garnuszku). Mysle, ze tego typu osoby mozna spotkac tez w bardziej spokojnych biurach, urzedach badz szkolach.

                Natomiast czlowiek, ktory jest ambitny i ma tzw. "parcie" w takich warunkach sie zameczy i zje wlasne zeby z powodu frustracji. Ludzie, ktorzy poswiecaja lata ciezkiej pracy, by byc dobrzy w danej dziedzinie chca byc za to wynagrodzeni. I nie chodzi tu tylko o satysfakcje finansowa ale rowniez "psychologiczna" - poczucie, ze nasza praca jest potrzebna, szanowana, ze nie musimy sie plaszczyc przed pracodawca, ze jakby co to pracodawce zawsze mozna zmienic a nasza inwencja i inicjatywa bedzie doceniona - jak nie tu, to tam a nasi znajomi, ktorzy nigdy sie specjalnie nie przepracowywali ale wybrali rynkowa dziedzine nie zarabiaja 2x wiecej i nie awansuja 2x szybciej niz my.

                • dobrycy Re: 1400 dla adiunkta? 28.07.14, 13:52
                  daifuku napisał(a):

                  > Bo uczelnia wciaz stanowi swoisty azyl. Ja wiem, ze praca ta jest slabo platna
                  > i pelna absurdow ale wciaz jest jedna z najmniej stresujacych, gdzie wszechobec
                  > ny pospiech jeszcze nie dotarl. Taka atmosfera przyciaga osoby, ktore celowo zd
                  > ecydowaly sie na wolniejszy tryb zycia (zony przy mezu) badz nie maja charakter
                  > u i odpowiedniego typu inteligencji, by konkurowac w stresogennych i stale zmie
                  > niajacych sie warunkach (hobbysci na garnuszku). Mysle, ze tego typu osoby mozn
                  > a spotkac tez w bardziej spokojnych biurach, urzedach badz szkolach.

                  Z tym niestresowaniem sie to może jeszcze gdzieniegdzie tak jest
                  ale ogólnie masz wyobrażenie systemu polskiej nauki z przed dekady albo i wiecej. Problem z pracą w polskiej nauce jest taki że ubywa
                  zalet które kiedyś ta praca miała a przybywa wad. Niska płaca
                  kiedyś była kompensowana pewnymi zaletami czy profitami natomiast teraz
                  ta równowaga ulega zaburzeniu.



                  >
                  > Natomiast czlowiek, ktory jest ambitny i ma tzw. "parcie" w takich warunkach si
                  > e zameczy i zje wlasne zeby z powodu frustracji. Ludzie, ktorzy poswiecaja lata
                  > ciezkiej pracy, by byc dobrzy w danej dziedzinie chca byc za to wynagrodzeni.
                  > I nie chodzi tu tylko o satysfakcje finansowa ale rowniez "psychologiczna" - po
                  > czucie, ze nasza praca jest potrzebna, szanowana, ze nie musimy sie plaszczyc p
                  > rzed pracodawca, ze jakby co to pracodawce zawsze mozna zmienic a nasza inwencj
                  > a i inicjatywa bedzie doceniona - jak nie tu, to tam a nasi znajomi, ktorzy nig
                  > dy sie specjalnie nie przepracowywali ale wybrali rynkowa dziedzine nie zarabia
                  > ja 2x wiecej i nie awansuja 2x szybciej niz my.
                  >

                  No własnie nie zawsze tak bylo że tylko lenie i nieroby wybierały uczelnie.
                  Ale konsekwentna polityka państwa pewne zachowania
                  wynagradza a pewne karze i wskutek tego doprowadza do negatywnej selekcji kadry. Dlatego że bądzmy szczerzy - w polskich warunakch nauka
                  niczemu nie służy. Jakby z dnia na dzień zlikwidować wszystkiego knowy
                  i inne instytuty to poza ich pracownikami nikt by nie zapłakał.
                  A ciągłe zmiany na gorsze, spowodują że nawet ci pracwonicy mogą w końcu
                  nie zapłakać, chyba że nad straconym czasem i złudzeniami że tu
                  kiedyś może być normalny, cywilizowany kraj.
                  • trzy.14 Re: 1400 dla adiunkta? 28.07.14, 14:06
                    dobrycy napisał:

                    > Dlatego że bądzmy szczerzy - w polskich warunakch nauka
                    > niczemu nie służy. Jakby z dnia na dzień zlikwidować wszystkiego knowy
                    > i inne instytuty to poza ich pracownikami nikt by nie zapłakał.

                    Dalibóg, to moje słowa, a na pewno myśli! !הושענא - mam cytowanie!!!!!

                  • daifuku Re: 1400 dla adiunkta? 28.07.14, 14:28
                    Czy ja wiem czy sprzed dekady?

                    Do tej pory czuje roznice. Gdy wejdziesz do przecietnej, jako tako prosperujacej firmy z miejsca czujesz atmosfere wiecznego pospiechu, mlynu, ot "praca wre" - praca do pozna wieczor, urywajace sie telefony, szybkie, rytmiczne stukanie w klawiature, kompulsywne klikanie myszka i hr biegajacy z dokumentami po korytarzu.

                    Na uczelni jest spokoj i taka powolna, leniwa atmosfera udziela sie wszystkim. Dzwonisz/idziesz do sekretariatu pytajac sie o doktora x - "nie bylo go, nie wiem, nie wiadomo kiedy bedzie", nieodbieranie mejli miesiacami, towarzyskie gadki w gabinetach. Ale nie tylko - ogolne "zblazowanie", cisza, spokoj, nikt nie biega, nikomu sie nigdzie nie spieszy. Na uczelniach artystycznych to w ogole jest lajt - przychodzisz rano, pojawisz sie u studentow na zajeciach 2x w ciagu 3 godzin, reszta czasu spedzona w bufecie na pogadankach, do domu o 14 i tak co dzien. To by nie przeszlo w zadnej firmie. Nie twierdze, ze wszedzie tak jest i nie sugeruje, ze na uczelni wszyscy nic nie robia. Mysle, ze nicnierobienie tyczy w wiekszym stopniu osoby starsze, na wyzszych stanowiskach. Natomiast na uczelni nie ma tego mlynu.

                    Niemniej ja i tak podziwiam takie osoby. Mam znajoma, ktora ma 3-letni staz pracy (zawod inzynierski, bardzo konkretny) z czego polowe przepracowala za minimalna na smieciowce (praca 10h dziennie bez przerwy na jedzenie) a druga polowe na bezplatnych, wielomiesiecznych stazach. U mnie by to nie przeszlo. Mi niskie wynagrodzenie, plaszczenie sie przed pracodawca i brak perspektyw na rozwoj skutecznie zniszczylyby pasje i satysfakcje z pracy. Inna sprawa, ze ja mam kilka rzeczy, ktore lubie, wiec zawsze mam alternatywe.
                    • chilly Re: 1400 dla adiunkta? 28.07.14, 16:15
                      daifuku napisał(a):
                      > Na uczelni jest spokoj i taka powolna, leniwa atmosfera udziela sie wszystkim. Dzwonisz/idziesz do sekretariatu pytajac sie o doktora x - "nie bylo go, nie wiem, nie wiadomo kiedy bedzie", nieodbieranie mejli miesiacami, towarzyskie gadki w gabinetach. Ale nie tylko - ogolne "zblazowanie", cisza, spokoj, nikt nie biega, nikomu sie nigdzie nie spieszy.
                      Uczelnie, które ja znam są jednak inne. A dokładniej - są instytuty bardzo obciążone dydaktyką, gdzie pracownicy mają takę ilośc godzin, że liczby przytaczane czasami na forum tylko mnie śmieszą. I tam pracownicy ganiają jak Usain Bolt (z zajęć na zajęcia - także, a może nawet zwłaszcza w weekendy). Sa też instytuty gdzie kandydatów na studia brak i tam już bywa różnie, ale najczęściej - jest silna presja na "robienie nauki" (czyli punktów i awansów).
                      • daifuku Re: 1400 dla adiunkta? 28.07.14, 17:05
                        Pamietam, ze taka atmosfera ciezkiej pracy panowala u jednego profesora, ktory mial patenty, TEAMy, granty unijne i cuda na kiju. On faktycznie siedzial na uczelni od rana do wieczora, ciagle pisal mejle, odbieral telefony, jezdzil na konferencje, siedzial w labie itd. Ale takich ludzi jest u nas bardzo malo.

                        Byc moze to kwestia tego, ze kazde miasto i uczelnia ma swoje miejsce w szeregu. U nas jest lepiej niz w Zielonej Gorze czy Lublinie ale gorzej niz w Krakowie czy Warszawie i to pod kazdym wzgledem. Tutaj przyjezdza sie po tania i nienajgorsza edukcje (owszem, podczas studiow nie ma nie wiadomo jakich mozliwosci stazow, projektow itd. ale co sie czlowiek ma nauczyc, to sie nauczy) a pozniej sie wyjezdza do innych miast, gdzie oferty pracy i mozliwosci rozwoju sa zdecydowanie wieksze. Byc moze w srednim i nizszym pulapie praca na uczelni jest duzo spokojniejsza.
                    • dobrycy Re: 1400 dla adiunkta? 28.07.14, 18:47
                      daifuku napisał(a):

                      > Czy ja wiem czy sprzed dekady?
                      >
                      > Do tej pory czuje roznice. Gdy wejdziesz do przecietnej, jako tako prosperujace
                      > j firmy z miejsca czujesz atmosfere wiecznego pospiechu, mlynu, ot "praca wre"
                      > - praca do pozna wieczor, urywajace sie telefony, szybkie, rytmiczne stukanie w
                      > klawiature, kompulsywne klikanie myszka i hr biegajacy z dokumentami po koryta
                      > rzu.
                      >

                      No wiesz jest też róznica w polskiej firmie gdzie polski kapitalista
                      zatrudnia stazystow i wymienia ich po stażu, a inaczej to wygląda
                      w bardziej cywilizowanych krajach gdzie zatrudniona jest nie najtańsza siła robocza.
                      Ja tylko twierdze że standardy z firm małego biznesu i wielkiego wyzysku
                      już dawno zawitały na wiele wydziałów. Bez korzyści związanych
                      z pracą u prywaciarza, i przede wszystkim łatwości zmiany pracy w zawodzie.
                      Tak jak mówie - praca w nauce w ogóle, a w nauce polskiej w szczególnosci
                      to coraz większy syf.



                      > Na uczelni jest spokoj i taka powolna, leniwa atmosfera udziela sie wszystkim.
                      > Dzwonisz/idziesz do sekretariatu pytajac sie o doktora x - "nie bylo go, nie wi
                      > em, nie wiadomo kiedy bedzie", nieodbieranie mejli miesiacami, towarzyskie gadk
                      > i w gabinetach. Ale nie tylko - ogolne "zblazowanie", cisza, spokoj, nikt nie b
                      > iega, nikomu sie nigdzie nie spieszy. Na uczelniach artystycznych to w ogole je
                      > st lajt - przychodzisz rano, pojawisz sie u studentow na zajeciach 2x w ciagu 3
                      > godzin, reszta czasu spedzona w bufecie na pogadankach, do domu o 14 i tak co
                      > dzien. To by nie przeszlo w zadnej firmie. Nie twierdze, ze wszedzie tak jest i
                      > nie sugeruje, ze na uczelni wszyscy nic nie robia. Mysle, ze nicnierobienie ty
                      > czy w wiekszym stopniu osoby starsze, na wyzszych stanowiskach. Natomiast na uc
                      > zelni nie ma tego mlynu.
                      >
                      Ta sielska, anielska atmosfera jest też w niektórych PANach. Niestety te niebiańskie
                      klimaty sie szybko kurczą (chociąż może w polsce B troche wolniej)


                      > Niemniej ja i tak podziwiam takie osoby. Mam znajoma, ktora ma 3-letni staz pra
                      > cy (zawod inzynierski, bardzo konkretny) z czego polowe przepracowala za minima
                      > lna na smieciowce (praca 10h dziennie bez przerwy na jedzenie) a druga polowe n
                      > a bezplatnych, wielomiesiecznych stazach. U mnie by to nie przeszlo. Mi niskie
                      > wynagrodzenie, plaszczenie sie przed pracodawca i brak perspektyw na rozwoj sku
                      > tecznie zniszczylyby pasje i satysfakcje z pracy. Inna sprawa, ze ja mam kilka
                      > rzeczy, ktore lubie, wiec zawsze mam alternatywe.

                      Największym problemem pracy w polskiej nauce z perspektywy osoby młodej
                      (czy też nie takiej już młodej) jest to że im dłużej w niej sie tkwi tym bardziej sie
                      człowiek cofa w rozwoju i odlatuje w kosmos.
                      • adept44_ltd Re: 1400 dla adiunkta? 28.07.14, 18:57
                        Największym problemem pracy w polskiej nauce z perspektywy osoby młodej
                        (czy też nie takiej już młodej) jest to że im dłużej w niej sie tkwi tym bardziej sie
                        człowiek cofa w rozwoju i odlatuje w kosmos.


                        odpadłem, to otoczenie sprawia, że się cofasz w rozwoju??? hm..., jeśli tak, to od samego początku nie nadawałeś się do tej roboty..., sorry...
                        • daifuku Re: 1400 dla adiunkta? 28.07.14, 19:51
                          Z jakim przestajesz, takim sie stajesz.

                          Otoczenie moze cie inspirowac i ulatwiac wiele rzeczy albo ciagnac w dol. Nie jest to zupelnie bez znaczenia. Bez znaczenia jest wtedy, gdy czlowiek ma dobre otoczenie gdzies poza a na uczelnie przychodzi fizycznie, by robic swoje i odcina sie od reszty. Ale nie sadze by taki uklad byl mozliwy w nauce.
                        • dobrycy Re: 1400 dla adiunkta? 29.07.14, 09:19
                          Jak ktoś jest tępy i na studiach "nauczyli go myślenia" to mysle
                          że nawet faktycznie może sie podciągnąć pracując w polskiej nauce. Ale jak ktoś był zdolny, aktywny wcześniej to jest odwrotnie. Takie mam obserwacje
                          na podstawie różnych osób. Co więcej wielu ludzi
                          60+ gdyby mieli możliwość zmienić otoczenie i nie pracować w polsce
                          osiągneło by wiele więcej, często widać że byli oni pracowici, mieli wiedze
                          i kojarzyli fakty ale tutejsze otoczenie podcieło im skrzydła.
                          . Ten potencjał, który nie został zrealizowany
                          rzutuje potem na sposób postrzegania rzeczywistości i na to że te
                          osoby potem już gdy są na świeczniku często bez sensu utrudniają innym
                          rozwój.

                          adept44_ltd napisał:

                          > Największym problemem pracy w polskiej nauce z perspektywy osoby młodej
                          > (czy też nie takiej już młodej) jest to że im dłużej w niej sie tkwi tym bardzi
                          > ej sie
                          > człowiek cofa w rozwoju i odlatuje w kosmos.
                          >
                          >
                          > odpadłem, to otoczenie sprawia, że się cofasz w rozwoju??? hm..., jeśli tak, to
                          > od samego początku nie nadawałeś się do tej roboty..., sorry...
                          • adept44_ltd Re: 1400 dla adiunkta? 29.07.14, 09:36
                            dobrycy napisał:

                            > Jak ktoś jest tępy i na studiach "nauczyli go myślenia" to mysle
                            > że nawet faktycznie może sie podciągnąć pracując w polskiej nauce. Ale jak ktoś
                            > był zdolny, aktywny wcześniej to jest odwrotnie. Takie mam obserwacje
                            > na podstawie różnych osób.

                            pozostawię bez komentarza,
                            co do tego poniżej, pełna zgoda, ale sam przyznasz, że czym innym jest "osiągnęłoby więcej", a czym innym rozwój... :)))

                            Co więcej wielu ludzi
                            > 60+ gdyby mieli możliwość zmienić otoczenie i nie pracować w polsce
                            > osiągneło by wiele więcej, często widać że byli oni pracowici, mieli wiedze
                            > i kojarzyli fakty ale tutejsze otoczenie podcieło im skrzydła.
                            > . Ten potencjał, który nie został zrealizowany
                            > rzutuje potem na sposób postrzegania rzeczywistości i na to że te
                            > osoby potem już gdy są na świeczniku często bez sensu utrudniają innym
                            > rozwój.
                            >
                            > adept44_ltd napisał:
                            >
                            > > Największym problemem pracy w polskiej nauce z perspektywy osoby młodej
                            > > (czy też nie takiej już młodej) jest to że im dłużej w niej sie tkwi tym
                            > bardzi
                            > > ej sie
                            > > człowiek cofa w rozwoju i odlatuje w kosmos.
                            > >
                            > >
                            > > odpadłem, to otoczenie sprawia, że się cofasz w rozwoju??? hm..., jeśli t
                            > ak, to
                            > > od samego początku nie nadawałeś się do tej roboty..., sorry...
                            • dobrycy Re: 1400 dla adiunkta? 29.07.14, 09:40
                              adept44_ltd napisał:
                              ..
                              > pozostawię bez komentarza,
                              > co do tego poniżej, pełna zgoda, ale sam przyznasz, że czym innym jest "osiągnę
                              > łoby więcej", a czym innym rozwój... :)))
                              >

                              No więc taki a nie inny stan ludzi w wieku przedemerytalnym tłumacze tym
                              że albo od pewnego momentu ich rozwój zacząl sie cofać (czyli zrobił
                              się wsteczny) np po habilitacji czy po profesurze, albo też cały czas był wolniejszy.
                              Według mnie oba wyjaśnienia są po części prawdziwe.


                              • dobrycy Re: 1400 dla adiunkta? 29.07.14, 09:45
                                oczywiście chodzi mi o tych ludzi 60+ którzy na pierwszy rzut oka mieli potencjał i w nauce cos zrobili, tylko że własnie, poprzez fakt ze jest inwersja
                                obsadzen moze nie mieli tez przestrzeni do wzrostu (grupy, ilości pracwonikow, doktorantow). Sendi kiedyś słusznie zauważył ze w polsce jest dużo wiecej pracwoników samodzielnych w stosunku do ich ogólnej liczby niż na zachodzie.
                              • adept44_ltd Re: 1400 dla adiunkta? 29.07.14, 09:51
                                Dobrycy,

                                parę kwestii (choć średnio mi się chce na ten temat dyskutować, niemniej przerażają mnie takie wypowiedzi pracowników nauki):

                                1. uogólnienie, przy takim kwantyfikatorze, zakładającym powszechność objawianych przez ciebie prawd, po prostu wypada je zakwalifikować jako bzdurę...,
                                2. precyzja, czym innym jest rozwój, czym innym są osiągnięcia itd., itp...,
                                3. coś, co wynika i z 1. i z 2. - z faktu, że wielu ludzi po hab. czy po prof. przestaje się rozwijać, nie wynika, że w polskiej nauce nie można się rozwijać...,


                                ale pointa moja nie będzie dotyczyć logiki - ja czytam, co piszesz, to jestem przekonany, że gdybyś się udał na spacer, zamiast zapełniać pracowicie fora, byłbyś o wiele bardziej szczęśliwy, czego życzę :)))
                                • dobrycy Re: 1400 dla adiunkta? 29.07.14, 10:09
                                  Ojtam - wiadomo że nie nie sprawdziłem wszystkich możliwości i opinie opieram
                                  na tym co widze i co sam wywnioskowałem. Między tym że istnieje 1 przypadek
                                  który coś potwierdza a tym że coś jest większością też jest szerokie spektrum.
                                  Nie twierdze że w polskiej nauce nie idzie sie rozwijąc (bo to jest właśnie duży kwantyfikator)
                                  tylko że z różnych powodów rozwój jest w niej mocno utrudniony (i często wsteczny)
                                  z czego postronne osoby sobie czasem nie zdają sprawy. Ja cały czas twierdze że to jak wygląda nauka
                                  i jej pracowonicy to nie przypadek i złe cechy charakteru poszczególnych ludzi
                                  tylko w większości wpływ systemu który ich kształtuje w określony sposób.

                                  Co do spaceru - to nie chce mi sie wychodzić bo leje, więc zapełniam forum
                                  DNU (na innych forach za bardzo sie nie udzielam). A zapełniam
                                  forum DNU, bo mam nadzieje że ludzie niezwiązani z nauką poczytają sobie
                                  moje przemyślenia i stwierdzą że to jak wyglądają uczelni i nauka w polsce
                                  niekoniecznie jest zasługą tylko ludzi którzy tam pracują, zwłaszcza na niższych szczeblach
                                  drabiny pokarmowej.




                                  adept44_ltd napisał:

                                  > Dobrycy,
                                  >
                                  > parę kwestii (choć średnio mi się chce na ten temat dyskutować, niemniej przera
                                  > żają mnie takie wypowiedzi pracowników nauki):
                                  >
                                  > 1. uogólnienie, przy takim kwantyfikatorze, zakładającym powszechność objawiany
                                  > ch przez ciebie prawd, po prostu wypada je zakwalifikować jako bzdurę...,
                                  > 2. precyzja, czym innym jest rozwój, czym innym są osiągnięcia itd., itp...,
                                  > 3. coś, co wynika i z 1. i z 2. - z faktu, że wielu ludzi po hab. czy po prof.
                                  > przestaje się rozwijać, nie wynika, że w polskiej nauce nie można się rozwijać.
                                  > ..,
                                  >
                                  >
                                  > ale pointa moja nie będzie dotyczyć logiki - ja czytam, co piszesz, to jestem p
                                  > rzekonany, że gdybyś się udał na spacer, zamiast zapełniać pracowicie fora, był
                                  > byś o wiele bardziej szczęśliwy, czego życzę :)))
                                  • adept44_ltd Re: 1400 dla adiunkta? 29.07.14, 10:13
                                    no to mnie się udało, że mam słońce... :)
                                    • adept44_ltd Re: 1400 dla adiunkta? 29.07.14, 10:17
                                      a serio - ja bym raczej uwrażliwiał na to, gdzie ludzie idą (jeśli już myślimy o nich jako o adresatach tych wypowiedzi); coraz bardziej odnoszę wrażenie, że szkoła nie daje żadnych narzędzi krytycznych, podobnie zresztą później większość uczelni wyższych... i ludziom się wydaje, że studiują, pracują naukowo, a tak naprawdę ciągle są w dość kiepskiej szkółce, gdzie wszystko jest udawane. To jeden z problemów naszego systemu - próba wyrównania (przeprowadzana politycznie) wszystkich uczelni...
                                      • daifuku Re: 1400 dla adiunkta? 29.07.14, 15:15
                                        > coraz bardziej odnoszę wrażenie, że
                                        > szkoła nie daje żadnych narzędzi krytycznych, podobnie zresztą później większoś
                                        > ć uczelni wyższych... i ludziom się wydaje, że studiują, pracują naukowo, a tak
                                        > naprawdę ciągle są w dość kiepskiej szkółce, gdzie wszystko jest udawane.

                                        Bo tak niestety jest. Szkola to taki klosz bez kontaktu z rzeczywistoscia. Pewna konwencja, w ktorej wszystko jest jasne i proste - lekcja - temat, dane-szukane itd. Niby jak uczniowie/studenci maja sie nauczyc krytycznego myslenia, skoro wszystko jest ustalone odgornie, uczen nie dokonuje zadnych wyborow a cala prace umyslowa odwalaja za nich nauczyciele i rodzice? To jest ten typ edukacji, gdzie uczen ma wszystko podstawione pod nos i ma tylko wykonac. Na studiach jest zreszta podobnie. Dlatego krytycznego myslenia uczy dopiero obcowanie z rzeczywistoscia czyli tzw samodzielnie zycie poza jakakolwiek organizacja.

                                        Jeszcze za moich czasow poczawszy od 1 klasy podstawowki byly oceny. Nikt nie stygmatyzowal slabszych (mieli oni zajecia wyrownawcze) ale nie bylo wszechogarniajacego kultu zajebistosci i dyplomow za pierdniecie. Najlepsi byli najlepszymi, byli stosownie wyroznieni a slabsi mieli starac sie im dorownac. Teraz, by nie psuc delikatnej psychiki dzieci (lol) panuje przekonanie: "wszyscy sa mistrzami", kazdy jest zajebisty, tecza, jednorozce a dzieciaki dostaja dyplomy przy kazdej okazji.

                                        Widze to u siebe na uczelni - wszyscy sa potwornie slabi, do pracy komercyjnej nikt sie nie nadaje. Nie jest to problemem na poczatku studiow ale nikt nie probuje wyprowadzic ich z bledu. Profesorowie stawiaja piatki jak leci, atmosfera ogolnej zajebistosci, wiec studenci nie sa swiadomi swoich brakow ani tego, ze powinni ciezko pracowac by zdobyc odpowiednie umiejetnosci. I tak mija 5 lat studiow konczacych sie kiepskim dyplomem i bezrobociem.

                                        Nie do konca pojmuje idee tego wszystkiego. Czlowiek (jesli nie wybierze kariery naukowej tylko normalna prace) i tak przy zetknieciu sie z rynkiem pracy dowie sie, ze jest debilem i nic nie potrafi. Po co wiec oszukiwac kogos 17 lat na koszt podatnika?
                                        • adept44_ltd Re: 1400 dla adiunkta? 29.07.14, 16:18
                                          no właśnie, acz nie ukrywajmy, działa tu sprzężenie zwrotne - to podatnik w takiej samej mierze wymusił to, jak wymuszono na podatniku...
                        • nullified Re: 1400 dla adiunkta? 29.07.14, 18:27
                          adept44_ltd napisał:


                          > odpadłem, to otoczenie sprawia, że się cofasz w rozwoju??? hm..., jeśli tak, to
                          > od samego początku nie nadawałeś się do tej roboty..., sorry...

                          o zjawisku indukcji nie słyszałeś? ;)
                          paranoję indukowaną widziałem wiele razy (bardzo smutny widok, 'reformy' mocno nasiliły zarazę niestety), tępotę indukowaną też.
                          Przy czym, oczywiście, nie dotyczy to wyłącznie szkół.
                          • adept44_ltd Re: 1400 dla adiunkta? 29.07.14, 18:31
                            i co? widzisz, jeśli ktoś nie potrafi sam pracować, rozwijać się, szukać najlepszych, starać się o publikowanie tam, gdzie najlepsi i czasem długo cierpliwie czekać, to po prostu się nie nadaje do tego fachu (no ale nie wszyscy muszą się nadawać, choć niestety wielu jest przekonanych, że się nadaje); stać mnie już tylko na pusty śmiech, kiedy widzę zdziwienie i przerażenie tych sierot, do których powoli dociera (choć bronią się rękami i nogami), że to, co robili przez całe życie jest g warte… Tylko ja bym po prostu nie obwiniał nikogo poza nimi…
                            • nullified Re: 1400 dla adiunkta? 30.07.14, 18:31
                              adept44_ltd napisał:
                              (...)

                              wiesz co? ;) Tobie by się pewnie praktyki stażowe incognito (koniecznie - jako młode-zdolne popychadło) gdzies przydały,na jakimś porządnym zadazadku wszechświata, może być i w Krakowie... hmmm pedagogikę UJ ma wciąż tak rozkoszną jak 15 lat temu :D ? Najmij się.

                              Zobaczysz albo przypomnisz sobie jak to działa.

                              Uczciwe zbiorowe zwolnienia z odpowiednimi osłonami byłyby daleko uczciwsze (i społecznie tańsze) niż cały ten cyrk reformatorski. No - ale nie byłoby reformatorów... No i byłoby uczciwie..

                              >.>
                              • chilly Re: 1400 dla adiunkta? 30.07.14, 18:48
                                nullified napisał:
                                > pedagogikę UJ ma wciąż tak rozkoszną jak 15 lat temu :D ? Najmij się.
                                Zachęcony tym postem zajrzałem na stronę pedagogiki na UW. W składzie osobowym znalazlem żubry, które musiały już chyba przekroczyć osiemdziesiątkę!
                              • adept44_ltd Re: 1400 dla adiunkta? 08.08.14, 01:39
                                i co wtedy?, tzn. chodzi mi o praktyki? (i też nie wiem, dlaczego źle życzysz pedagogom, wysyłając mnie to nich...), bo co do uczciwych zwolnień grupowych w pełni się z tobą zgadzam...
                                • nullified Re: 1400 dla adiunkta? 10.08.14, 21:12
                                  adept44_ltd napisał:

                                  > i co wtedy?, tzn. chodzi mi o praktyki? (i też nie wiem, dlaczego źle życzysz p
                                  > edagogom, wysyłając mnie to nich...), bo co do uczciwych zwolnień grupowych w p
                                  > ełni się z tobą zgadzam...

                                  no praktyka robienia za popychadło (gdy się już bezpiecznie jest na stałe wyżej) oprócz zwykłej frustracji, może pozwolić na wspomożenie identyfikacji z tym wiesz - ludem uciśnionym, wyklętym... etc. ;) Z tą całą "mobilnością" - przy uwzględnieniu, że za to powinien być niejaki dodatek "podróżny" - pomysł nie byłby zły gdyby dotyczył góry, nie dołu. Ot tak, no wiesz, zanim sie rozsiądziesz na dobre w fotelu profprofesorskim pojeździć po Uniwersytetach Niczego, dotknąć materii neomaturowej, umiarkowanie domytej, poczuć wspólnotę z niewydajnymi... itd. To są oczywiście złudzenia, ale jakies trzeba mieć! :D

                                  I jasne, że zwolnienia grupowe byłyby ucziwsze, tańsze, sensowniejsze - tylko jak potem dać na chlebek tym wszystkim konsultantom, reformatorom, młodym zdolnym działaczom, konferencjonalistom od słów tajemnych i parametrów, nie wspominając już o konsultingowcach...
                                  • nullified Re: 1400 dla adiunkta? 10.08.14, 21:13
                                    aj... za szybko wysłałem ;)
                                    a co do pedagogiki Uj, no to ja pamiętam że tam był niezły zoolog (teraz to nie wiem), więc to raczej była forma okrutnej kary dla Ciebie :D
                                    • adept44_ltd Re: 1400 dla adiunkta? 10.08.14, 22:34
                                      oj był :), ale oni traktowali prowadzenie zajęć na tamtejszej polonistyce jako coś w rodzaju frontu wschodniego z okresu Stalingradu, więc nie wiem :).
                                      • nullified Re: 1400 dla adiunkta? 11.08.14, 19:23
                                        adept44_ltd napisał:

                                        > oj był :), ale oni traktowali prowadzenie zajęć na tamtejszej polonistyce jako
                                        > coś w rodzaju frontu wschodniego z okresu Stalingradu, więc nie wiem :).

                                        oj wiesz, mnie się wbili w pamięć ci wybitni pedagodzy ujotowscy, znawcy wojtylizmu, specjaliści od dusz... - pracowac w tak uduchowionym miejscu... ciarki przechodzą;)
                                        • adept44_ltd Re: 1400 dla adiunkta? 11.08.14, 20:21
                                          obawiam się, że wiem, o kim mówisz :), ale była tam też lewa noga, podobnie denna...
                                          • nullified Re: 1400 dla adiunkta? 11.08.14, 21:45
                                            adept44_ltd napisał:

                                            > obawiam się, że wiem, o kim mówisz :), ale była tam też lewa noga, podobnie den
                                            > na...

                                            No... obawiam się, że wiesz :D tych ktosiów tam zresztą było więcej, bardzo kolorowych od lewa do prawa, od góry do dołu... Może to dlatego, żem nie pedagog dyplomowany (a gdzie mi tam do profpeda!), ale po takim spotkaniu z wielkością w masie w najwięksiejszo-najstarszo-najlepsiejszym-dziśKnole - jakakolwiek większa chęć by utyskiwać na bezdenność prowincji przeszła mi ekspresem. A młodym był naówczas ;)
                                            • adept44_ltd Re: 1400 dla adiunkta? 11.08.14, 21:56
                                              no niestety, popsuję twój optymizm (albo pesymizm) - na prowincji jest zazwyczaj jeszcze gorzej... i nawet największa durność ujotowskiej pedagogiki nic nie pomoże...
                                              • nullified Re: 1400 dla adiunkta? 12.08.14, 13:09
                                                adept44_ltd napisał:

                                                > no niestety, popsuję twój optymizm (albo pesymizm) - na prowincji jest zazwycza
                                                > j jeszcze gorzej... i nawet największa durność ujotowskiej pedagogiki nic nie p
                                                > omoże...

                                                zabrzmi to w sposób niezamierzony lekceważąco, ale wiesz... po objazdach "bez Polskę" przez większośc mapy, pozostaje mi rzec jako o tych owcach co to miedzy sobą się doskonale zapewne rozróżniają, jeno jak się patrzy na pastwisko to widać ino chodzącą wełnę...
                                                Kwestia perspektywy oczywiście.

                                                Ale "Bądźmy poważni" ;)
                                                • adept44_ltd Re: 1400 dla adiunkta? 12.08.14, 17:00
                                                  aż ciekawie mnie, jaką dyscyplinę masz na myśli, w pozostałych jest jednak inaczej ;)
                                                  • nullified Re: 1400 dla adiunkta? 12.08.14, 22:32
                                                    moje okrucieństwo ma granice ;)
                                        • chilly Re: 1400 dla adiunkta? 12.08.14, 08:48
                                          nullified napisał:
                                          > pracowac w tak uduchowionym miejscu... ciarki przechodzą;)
                                          Też na to zwróciłem uwagę. I bardzo mnie to razi. To powołanie, to uduchowienie... Albo dydaktyka nie jako nauka, ale sztuka (wg największego chyba obecnie luminarza tej subdyscypliny). To po co studia? I czy stopnie naukowe powinny byc nadawane w dziedzinie sztuki?
                                          Doły jednak są zwykle zdroworozsądkowe. Uduchowienie dotyczy najbardziej tych, którzy wytyczają obowiązującą linię. Nie dziwota, że chcąc awansować trzeba zwiększyć swój stopień uduchowienia. I tak to się kręci.
                                          • nullified Re: 1400 dla adiunkta? 12.08.14, 13:12
                                            chilly napisał:

                                            > nullified napisał:
                                            > > pracowac w tak uduchowionym miejscu... ciarki przechodzą;)
                                            > Też na to zwróciłem uwagę. I bardzo mnie to razi. To powołanie, to uduchowienie
                                            > ... Albo dydaktyka nie jako nauka, ale sztuka (wg największego chyba obecnie lu
                                            > minarza tej subdyscypliny). To po co studia? I czy stopnie naukowe powinny byc
                                            > nadawane w dziedzinie sztuki?

                                            hm przecież sa nadawane, co za problem? Jak wypniesz goły tyłek na stopniach filharmonii tak po prostu - dostaniesz karę, a jak jesteś mgr sztuki to już jest performęs ;) papiór ma znaczenie!

                                            Inna inszość, że profpedy to rzadkie szkodniki pedagogiczno-edukacyjne.

                                            > Doły jednak są zwykle zdroworozsądkowe. Uduchowienie dotyczy najbardziej tych,
                                            > którzy wytyczają obowiązującą linię. Nie dziwota, że chcąc awansować trzeba zwi
                                            > ększyć swój stopień uduchowienia. I tak to się kręci.

                                            Jak nie można "z pańska", trza być rozsądnym.
                                  • adept44_ltd Re: 1400 dla adiunkta? 10.08.14, 22:33
                                    no to ja mam na odwrót, jak widzę, jak ci "niewydajni" dostają jednak kupę kasy za nic i jeszcze marnują inne środki, to jakoś nie mam żadnej wspólnoty :), pytanie, która postawa jest defektem...
                                    • nullified Re: 1400 dla adiunkta? 11.08.14, 19:27
                                      adept44_ltd napisał:

                                      > no to ja mam na odwrót, jak widzę, jak ci "niewydajni" dostają jednak kupę kasy
                                      > za nic i jeszcze marnują inne środki, to jakoś nie mam żadnej wspólnoty :), py
                                      > tanie, która postawa jest defektem...

                                      jedni dostają, inni nie - widziałem po całym kraju stada z gatunku wielce niewybitnych marnujących potworne pieniądze, które dostawali bo musieli o nie żebrać (kraść, walczyć, pisać granty... wróć - kazać jakiemuś ciołkowi/sierocie doktoranckiej pisać) i nawet nie potrafili wybrać z tego ani gustownego krawata (fatalny gust na uczelniach to prawdziwy dramat, co tam iefy...) ani ładnego laptopa, ani nawet przepić z wdziękiem... /sigh
                                      I widziałem też takich co z tą całą swoją niewybitnością niczego nie przejadali ali nie wybierali z garnków "lepszych od się".


                                      A starczyłoby im dać jakieś sensowne zajęcie >.> Najszczególniej tym co tę swoją niewybitność noszą po cekakach, komisjach, konferencjach...
                                      • adept44_ltd Re: 1400 dla adiunkta? 11.08.14, 20:23
                                        I widziałem, a oto koń płowy, a tego, który siedział na nim, imię było Śmierć, a Otchłań mu towarzyszyła; i dana im jest moc nad czwartą częścią ziemi, aby zabijali mieczem i głodem, i morem, i przez zwierzęta ziemskie...
                                        • nullified Re: 1400 dla adiunkta? 11.08.14, 21:42
                                          adept44_ltd napisał:

                                          > I widziałem, a oto koń płowy, a tego, który siedział na nim, imię było Śmierć,
                                          > a Otchłań mu towarzyszyła; i dana im jest moc nad czwartą częścią ziemi, aby za
                                          > bijali mieczem i głodem, i morem, i przez zwierzęta ziemskie...

                                          i trzecia część trawy...

                                          wiesz, trawy to żal...
                                          trawy i kotów ;)
                                          • adept44_ltd Re: 1400 dla adiunkta? 11.08.14, 21:56
                                            no tak, bo koty potrzebują trawę... :)
                                            • nullified Re: 1400 dla adiunkta? 12.08.14, 13:07
                                              a nie?
                                          • chilly Re: 1400 dla adiunkta? 12.08.14, 08:51
                                            nullified napisał:
                                            > wiesz, trawy to żal...
                                            > trawy i kotów ;)
                                            Albo - albo. Lubię i trawę, i koty. Ale u mnie to akurat koty niszczą trawnik (przez grzeczność nie napiszę jak).
                                            • nullified Re: 1400 dla adiunkta? 12.08.14, 13:06
                                              bo to pewnie zła trawa jest... ;)
                                              • chilly Re: 1400 dla adiunkta? 12.08.14, 17:33
                                                nullified napisał:
                                                > bo to pewnie zła trawa jest... ;)
                                                Trawa jest piękna. Kot - w przeciwieństwie do takiego np. naukowca - byle czym się nie zadowoli. Mój np. nie nasikał dwa razy do kuwety z tym samym żwirkiem. I to pan ma mu być wdzięczny, że jest, a nie on panu (kto tu panem wobec tego?).
                                                • adept44_ltd Re: 1400 dla adiunkta? 12.08.14, 17:48
                                                  ja bym też nie nasikał...
                                                • nullified Re: 1400 dla adiunkta? 12.08.14, 22:33
                                                  chilly napisał:

                                                  > nullified napisał:
                                                  > > bo to pewnie zła trawa jest... ;)
                                                  > Trawa jest piękna. Kot - w przeciwieństwie do takiego np. naukowca - byle czym
                                                  > się nie zadowoli. Mój np. nie nasikał dwa razy do kuwety z tym samym żwirkiem.
                                                  > I to pan ma mu być wdzięczny, że jest, a nie on panu (kto tu panem wobec tego?)
                                                  > .

                                                  głupie pytanie... >.>
                            • mn7 Re: 1400 dla adiunkta? 30.07.14, 19:52
                              Ciekawe co powiesz, gdy kiedyś Ciebie ktoś tak podsumuje :-)
                              • chilly Re: 1400 dla adiunkta? 30.07.14, 20:13
                                Do 80. na pewno nie zamierzam pracować. Ale nie o to chodzi. W każdej zapewne dziedzinie jest po prostu GTW, która rozdaje karty i nie zamierza odejść (choć w jednych dziedzinach zjawisko to jest na pewno bardziej dotkliwe niż w innych). Powielają stare schematy, a równocześnie "młodzi-zdolni" daremnie szukają pracy. Upieram się, że nie sprzyja to rozwojowi dyscypliny. Przypuszczam też, że osiemdziesięciolatek nie jest jednak już w pełni sprawny a choroby (i zwolnienia) dotykają go znacznie częściej niż 40- czy 50-latka.
                      • daifuku Re: 1400 dla adiunkta? 28.07.14, 19:47
                        A ty czasem nie pracujesz w nauce?

                        Praca w Polsce to ogolnie coraz wiekszy syf i ja w tym kraju nie zamierzam zostac na stale. Chociaz gdzies mi umyka przyczyna. Bo to nie jest tak, ze zle sie dzieje w malych firmach. W znajomym korpo 10 lat temu by awansowac z juniora na zwyklego wystarczyl rok. 4 lata temu juz 2 lata. Obecnie 3 lata. W Polsce kroluje outsourcing, wiec niby pracodawcy zachodni, wiec standardy tez takie powinny byc a tu dupa - wiekszosc firm zyje od pierwszego do pierwszego. Coraz trudniej cos osiagnac a przeciez to nie jest tak, ze 10 lat temu ludzie byli madrzejsi niz teraz.

              • trzy.14 Re: 1400 dla adiunkta? 28.07.14, 13:58
                Obaj macie rację...

                Z tym, że obecnie pensje akademickie znajdują się poniżej średniej klasy średniej, co oznacza, że mnóstwo ludzi zamiast pracować na 100%, dorabia na utrzymanie rodziny. Tymczasem akademicy powinni nie tylko być w stanie utrzymać rodzinę, ale i zaciągnąć i spłacić kredyt mieszkaniowy, skoro chcemy mobilności i chcemy, by do zawodu garnęli się najlepsi nie tylko z miast akademickich. Pod tym względem niewiele się zmieniło przez 25 lat - co najwyżej pieniądze unijne wielu młodym oszczędziły wieloletniego zaangażowania się w biznes korepetycyjny. Proponuję też rozejrzeć się wokół siebie - ile zarabiają pracownicy techniczni. Adiunkci przy nich to krezusi.

                Niskie pensje to druga strona medalu, na którego rewersie wyryto "bezpieczeństwo socjalne". Albo rybki, albo te drugie.

                • plociara Re: 1400 dla adiunkta? 28.07.14, 14:21
                  Jaka praca, taka płaca, hie, hie.
                • bumcykcyk2 Re: 1400 dla adiunkta? 28.07.14, 17:51
                  trzy.14 napisał:

                  > Z tym, że obecnie pensje akademickie znajdują się poniżej średniej klasy średni
                  > ej, co oznacza, że mnóstwo ludzi zamiast pracować na 100%, dorabia na utrzymani
                  > e rodziny.

                  No nie, właśnie NIE dorabia, a przynajmniej nie dorabia w zawodzie, bo nie ma jak. Duże państwowe uczelnie nie wyrażają zgody na drugi etat, a nawet jak wyrażą, to mało komu jest dziś potrzebny ten DRUGI etat (nadmiar kadry i prywaciarze nawet do studiów licencjackich biorą ludzi na pierwszy etat, nie chcąc słyszeć o zatrudnianiu na drugim).

                  > Tymczasem akademicy powinni nie tylko być w stanie utrzymać rodzinę
                  > , ale i zaciągnąć i spłacić kredyt mieszkaniowy, skoro chcemy mobilności

                  Jak obaj wiemy, są to pobożne życzenia.

                  > niewiele się zmieniło przez 25 lat - co najwyżej pieniądze unijne wielu
                  > młodym oszczędziły wieloletniego zaangażowania się w biznes korepetycyjny.

                  Zmieniło się tyle, że faktycznie wywiało biznes korepetycyjny związany z egzaminami na wyższe uczelnie. Ale wywiało też wieloetatowość, wywiało zarabianie na publikacjach naukowych (dziś sytuacja się odwróciła i to naukowiec musi często płacić żeby mu coś łaskawie opublikowali), wywiało ochlaje na darmowych tygodniowych konferencjach w plenerze, wywiało kredyty uczelniane na zakup mieszkania oprocentowane na 0%, wywiało wycieczki zagraniczne i obozy letnie ze studentami (tak, tak, kiedyś takie dziwne rzeczy miały miejsce :D) i multum innych spraw też wywiało w niebyt. Przez 25 lat w mojej ocenie zmieniło się WSZYSTKO.

                  > Niskie pensje to druga strona medalu, na którego rewersie wyryto "bezpieczeńst
                  > wo socjalne". Albo rybki, albo te drugie.

                  Nie zgadzam się z tą tezą. Nigdzie nie widzę żadnego bezpieczeństwa socjalnego. Zwalniają na potęgę i dotyczy to nie tylko przeterminowanych adiunktów. Każdy komu kończy się umowa na czas określony może zostać wyrotowany. A na horyzoncie widać zwolnienia grupowe. Tak ma Uniwersytet Warszawski.
                  • chilly Re: 1400 dla adiunkta? 28.07.14, 21:18
                    bumcykcyk2 napisał:
                    > (tak, tak, kiedyś takie dziwne rzeczy miały miejsce :D) i multum innych spraw też wywiało w niebyt. Przez 25 lat w mojej ocenie zmieniło się WSZYSTKO.
                    Na szczęście nie pamiętasz głównej zalety "uprawiania nauki" w latach nieco tylko wcześniejszych. A była nią możliwość wyjazdu zagranicznego (przypomnę - nie każdy mógł wyjechać, a pensja polskiego naukowca wynosila ok. 20$). Niechby i na konferencję. Ale już dwuletni postdoc pozwalał zarobic na kupno mieszkania. To se ne vrati!
                  • trzy.14 Re: 1400 dla adiunkta? 28.07.14, 22:25
                    bumcykcyk2 napisał:

                    > A na horyzoncie
                    > widać zwolnienia grupowe. Tak ma Uniwersytet Warszawski.

                    Nawet Warszawski? U nas perspektywa zarządu komisarycznego / zwolnień grupowych to główny argument władz rektorskich co najmniej od roku.

                    • adept44_ltd Re: 1400 dla adiunkta? 29.07.14, 00:14
                      hm, grupowe to byłby rodzaj łaski, więc raczej potraktowałbym to jako fantazje...
                      • chilly Re: 1400 dla adiunkta? 29.07.14, 11:15
                        Od poczatku tzw. przemian są równi (pegeerowcy, tkaczki, nquczyciele) i równiejsi (górnicy, stoczniowcy). My, niestety, jesteśmy równi (w biedzie).
                        • adept44_ltd Re: 1400 dla adiunkta? 29.07.14, 11:18
                          no więc niezupełnie chilli..., pomijając już inne kwestie, na im gorszej uczelni pracujemy, tym więcej zarabiamy... - jak to się może udać?
                          • pan.toranaga Re: 1400 dla adiunkta? 29.07.14, 17:33
                            adept44_ltd napisał:

                            > na im gorszej uczelni pracujemy, tym więcej zarabiamy...
                            w tym kontekście rozrzewniają mnie ci dwaj adiunkci z tytułem naukowym na fizyce UW. W sumie niech się cieszą, przecież powinni dopłacić za ten zaszczyt pracy na wydziale A+
                          • chilly Re: 1400 dla adiunkta? 29.07.14, 17:39
                            adept44_ltd napisał:
                            > no więc niezupełnie chilli..., pomijając już inne kwestie, na im gorszej uczelni pracujemy, tym więcej zarabiamy... - jak to się może udać?
                            Musi się udać! Zgodnie z prawem Kopernika...
                          • mn7 Re: 1400 dla adiunkta? 30.07.14, 19:53
                            Na razie się udaje.
                            • chilly Re: 1400 dla adiunkta? 30.07.14, 20:14
                              mn7 napisała:
                              > Na razie się udaje.
                              "Na razie" ma w Polsce bardzo długą tradycję :)
                              • mn7 Re: 1400 dla adiunkta? 30.07.14, 20:37
                                Czyli to nie takie znów niemożliwe :-)
            • nullified Re: 1400 dla adiunkta? 28.07.14, 14:37
              sendivigius napisał:

              >(...) tym niemniej zauwac ze za duza konkurecja powoduje spadek efektywnosci.

              Coś Ty zrobił z sendim i kto Ty jesteś, przyznaj się zarazo !!!!!!!
            • dobrycy Re: 1400 dla adiunkta? 29.07.14, 09:29
              zgadzam sie z diagnoza Sendiego z jednym wyjatkiem,
              w polsce te płace sa ponizej progu, a reszta warunków i przywilejów
              które sie straciły w ostatnich latach przesuwają kalkulacje jeszcze bardziej w dół.
      • pisiarz Re: 1400 dla adiunkta? 11.08.14, 13:29
        > skandalicznie mało, ale raczej w okolicach 2500-3000 zł netto.

        To w końcu: "skandalicznie mało" czy "w okolicach 2500-3000 zł netto"?
    • mysliciel662 Re: 1400 dla adiunkta? 29.07.14, 17:33
      Na niektórych uczelniach wcale nie płacą.
      • chilly Re: 1400 dla adiunkta? 29.07.14, 17:39
        mysliciel662 napisał(a):
        > Na niektórych uczelniach wcale nie płacą.
        I to jest ta wskazówka dla ministerstwa!
        • adept44_ltd Re: 1400 dla adiunkta? 29.07.14, 18:01
          takie posty bédá wycinane ;-)
    • karina341 Re: 1400 dla adiunkta? 05.08.14, 13:54
      Nie wiem o jakiej mówisz, ale doktoranci na uw dostają zbliżone stypendium brutto, adiunkci dwa razy tyle, czasem trzy
      • chilly Nie jest źle... 28.08.14, 09:47
        Wsród najlepiej zarabiających prezydentów miast naukowcy (?) na czele: 1) Gronkiewicz-Walc, 2) Majchrowski, 3) Abramowicz.
        www.money.pl/gospodarka/wiadomosci/artykul/ranking;zamoznosci;prezydentow;miast;zobacz;ktory;jest;najbogatszy,83,0,1603411.html
        (prz okazji: zdumiała mnie informacja na wiki
        pl.wikipedia.org/wiki/Pawe%C5%82_Adamowicz
        Paweł Adamowicz studiował w latach 1984-1989, po studiach zosta zatrudniony na stanowisku asystenta, a już w latach 1990-1993 pełnił na UG funkcję prorektora d.s. studenckich.
        Reasumując - zdolnych ludzi mamy w tej naszej nauce!
        • spokojny.zenek Re: Nie jest źle... 28.08.14, 14:19
          Abramowicz to w innej bajce.
          • chilly Czy pomyśleli o pracownikach uczelni... 04.09.14, 08:46
            ... mających zajęcia z niestacjonarnymi?
            wyborcza.biz/biznes/1,100896,16579375,Dodatkowo_zaplaca_za_sobote__Projekt_zmian_w_kodeksie.html
            • nullified Re: Czy pomyśleli o pracownikach uczelni... 04.09.14, 12:19
              Ciebie to się żarty trzymają ;)
              • chilly Re: Czy pomyśleli o pracownikach uczelni... 05.09.14, 08:46
                To taki śmiech przez łzy... I ta słoniowa pamięć, która mi podpowiada, że w słusznie minionym ustroju za zajęcia w wekendy płacili podwójnie. A może pamięć płata mi figle (ta starość...)?
                • chilly Uczmy się od tych co mają lepiej 05.09.14, 09:09
                  trojmiasto.gazeta.pl/trojmiasto/1,35636,16576640.html
                  Tylko do kogo skierować ten apel?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka