ford.ka
19.07.14, 13:26
Dowiedziałem się (z drugiej ręki, przyznaję) że duża prywatna uczelnia w Warszawie płaci doktorom na stanowisku adiunkta 1400 (czyli pensję minimalną) za etat 240 godzin rocznie. Jeśli chcą więcej, mogą brać nadgodziny płatne raz do roku.
Wydawało się, że zakaz wielokierunkowości (w praktyce od tego roku rektorzy nie dają zgód) da w efekcie zapotrzebowanie na kadrę w prywatnych uczelniach, ale wygląda na to, że dołek demograficzny zmianę zniwelował.
Czy to curiosum czy kierunek w którym idziemy?