Dodaj do ulubionych

Umiędzynarodawianie „gorszych” nauk

08.10.14, 22:46
Narzekają Państwo tutaj, że przedstawiciele „lokalnych dziedzin”, niepublikujący w anglojęzycznych czasopismach z listy A są podejrzani i w ogóle świadczy to o marności dyscypliny, dlatego wyznaczając sobie zadania na ten rok akademicki postanowiłem sprawdzić, czy rzeczywiście tak ciężko jest coś opublikować.

Z racji na brak know-how wśród prawników mam prośbę o podanie jakichś dobrych rad jak się do tego zabrać.

Mam wybrany temat, który uważam za ciekawy i planowałem go na jakąś międzynarodową konferencję, są też pisma, które profilowo pasowałyby, ale nie wiem czy powinien jakoś „specjalnie” się do tego zabrać.
Obserwuj wątek
    • plociara Re: Umiędzynarodawianie „gorszych” na 09.10.14, 00:38
      nieopierzony napisał:


      > Mam wybrany temat, który uważam za ciekawy i planowałem go na jakąś międzynarod
      > ową konferencję, są też pisma, które profilowo pasowałyby, ale nie wiem czy pow
      > inien jakoś „specjalnie” się do tego zabrać.

      Do koperty z artykułem należy włożyć 200 dolarów. To chyba oczywiste!
      • chilly Re: Umiędzynarodawianie „gorszych” na 09.10.14, 07:24
        Na tym forum niejednokrotnie podawano wysokośc opłat. Te $200 to chyba na waciki?
      • dobrycy Re: Umiędzynarodawianie „gorszych” na 09.10.14, 07:38
        To w naukach prawniczych wciąż artykuły wysyła sie zwykłą pocztą ?
        W takim razie proponuje dołączyć w paczce troche oscypków, żubrówki, kiełbasy oraz miodu pitnego i pozdrowinia z polski. Można też dołączyć jakieś ładne zdjęcie z urodziwą koleżanką
        jako swoje.
    • piotrek-256 Re: Umiędzynarodawianie „gorszych” na 09.10.14, 09:29
      No najpierw chyba musisz przeprowadzić jakieś badania, których wyniki mogą być interesujące dla kogoś spoza polski.
      Do badań przeczytasz sporo literatury pewnie, więc zobaczysz jak ludzie piszą.

      Potem możesz napisać, wysłać i zobaczyć jaki będzie odzew, no bo niby skąd mamy wiedzieć :). Możesz też poszukać kogoś kto już publikował i nawiązać z nim kontakt i poprosić o poradę. Choćby profesora z zagranicy, który zajmuje się wybraną przez ciebie tematyką.
      • nieopierzony Re: Umiędzynarodawianie „gorszych” na 09.10.14, 15:54
        Pytanie jest nie o "treść" tylko o "formę". Jak to opakować, żeby miało szansę - i mimo ciekawego problemu, nie odpadło wcześniej.
    • pisiarz Re: Umiędzynarodawianie „gorszych” na 09.10.14, 10:59
      > ... mam prośbę o podanie jakichś do
      > brych rad jak się do tego zabrać.

      Znaczy, chyba nie rozumiem. Jak pisać? No, otwierasz stronę czasopisma, do którego chcesz posłać, patrzysz, jakie są wymagania techniczne, piszesz artykuł zgodnie z nimi i już.
      Najbardziej chyba wąskie gardło to język. Jeśli afiliacja jest spoza kraju anglojęzycznego, z definicji otrzymasz od recenzentów zarzut, ze angielski jest koszmarny, straszny i nie da się zrozumieć. Dlatego zorganizuj sobie jakąś korektę, może native speaker, który Ci to przeczyta. Zarzut dostaniesz taki sam, ale nie będziesz się zastanawiał, czy przypadkiem recenzent nie ma racji.

      > planowałem go na jakąś międzynarod
      > ową konferencję

      No, daj spokój. Na konferencjach przejdzie wszystko, jeśli tylko wniesiesz opłatę. Na tych najlepszych też (najwyżej dadzą Ci plakat i schowają gdzieś z boku - ale dlaczego mieliby nie wziąć od Ciebie kilkuset euro czy tam dolarów?). To nie o takie umiędzynarodowienie chodzi...
      • nieopierzony Re: Umiędzynarodawianie „gorszych” na 09.10.14, 15:51
        Ok, a czy akceptowalne jest wynajęcie profesjonalnego tłumacza? Należy to jakoś odzwierciedlić w tekście?
        • dobrycy Re: Umiędzynarodawianie „gorszych” na 09.10.14, 16:00
          Według mnie jedyny w miarę uczciwy i akceptowalny model
          jest taki że publikujesz tekst razem z kimś kto zna język i dziedzinę.
          Raczej nie wyobrażam sobie aby zwykły tłumacz, tłumaczył teksty do
          czasopism na poziomie.


          nieopierzony napisał:

          > Ok, a czy akceptowalne jest wynajęcie profesjonalnego tłumacza? Należy to jakoś
          > odzwierciedlić w tekście?
          • pan.toranaga Re: Umiędzynarodawianie „gorszych” na 09.10.14, 19:52
            > Raczej nie wyobrażam sobie aby zwykły tłumacz, tłumaczył teksty do
            > czasopism na poziomie.
            Tak, do czasopism na poziomie należy wynająć niezwykłego tłumacza.
            • nieopierzony Re: Umiędzynarodawianie „gorszych” na 09.10.14, 20:02
              No to jak jest z tłumaczeniami? Słyszałem, że na niektórych wydziałach są całe jednostki odpowiedzialne tylko za tłumaczenie, więc zakałdam, że pierwotnie tekst napisany jest w języku niepowszechnym.
              • charioteer1 Re: Umiędzynarodawianie „gorszych” na 09.10.14, 21:03
                O tlumaczeniu zapomnij. Jezeli sam nie potrafisz napisac tak, zeby to bylo zrozumiale dla kogos, kto zna ten jezyk, to tlumacz ci nic nie pomoze.

                Nie znam przypadkow zatrudniania tlumaczy na wydzialach. Owszem, znam jeden przypadek, kiedy wydzial (fizyki? chemii?, sorry, ale nie pamietam) zatrudnial angliste do pomocy, ale anglista moze ci co najwyzej poprawic razace bledy.
        • pisiarz Re: Umiędzynarodawianie „gorszych” na 10.10.14, 10:11
          Raczej bym skorzystał z opcji proofreading, wiele wydawnictw międzynarodowych to oferuje. Piszesz, jak umiesz, a oni "wygładzają". Kosztuje drogo jak piorun, ale bez tego (i bez doświadczenia w postaci kilkuletniego pobytu w kraju anglojęzycznym) to raczej trudno...
    • dworzec Re: Umiędzynarodawianie „gorszych” na 10.10.14, 10:38
      koledzy sobie robią jaja, a pytanie jest jak najbardziej zasadne bo u nas na uczelniach w społ-humie raczej nikt nie uczy młodych jak publikować w dobrych czasopismach

      w przypadku nauk prawnych dochodzi jeszcze jeden problem: w law reviews proces publikacji wygląda zupełnie inaczej niż w przypadku normalnych żurnali - zaczynając od tego, że teksty w law reviews są z reguły znacznie dłuższe, a kończąc na tym, że propozycję można wysłać do wielu czasopism na raz, zob. np tu

      oczywiscie za law reviews (z paroma wyjatkami) w Polsce dostaniesz tylko 5 pkt, więc kompletnie się nie opłaca, chyba że planujesz karierę międzynarodową

      a w zwykłych żurnalach: tak, język musi być poprawiony (tzn. nie może być Ponglish). są specjalistyczne firmy, które się tym zajmują np tu

      dobry tłumacz może ci przetłumaczyć z polskiego jeśli wcześniej pracował z tekstami naukowymi i jeśli podasz mu konkretne specjalistyczne sformułowania i cytaty w oryginale... potem trzeba tak przetłumaczony tekst jeszcze raz dokładnie sprawdzić bo tłumacze czasem wymyślają cuda, to samo dotyczy też proofreadingu (jeden proofreader poprawił mi cytaty w cudzysłowie z przypisem...)

      ale generalnie lepiej nauczyć się pisać od razu po ang. i tylko dawać firmom/nativom do sprawdzenia... to droga zabawa, więc warto mieć grant lub przychylnego dziekana

      zwróć też uwagę na to czy żurnal pisze coś na swojej stronie o tempie recenzji... dla mnie jest to równie ważne jak prestiż czasopisma... wolę wysłać do słabszego żurnala, który szybko recenzuje niż czekać 2 lata w super czasopiśmie, które potem trzeba ponaglać by w końcu wysłało recenzje (bo jeśli są nagatywne to empiria się starzeje i niewiele można z takim materiałem zrobić)

      ostatnia rada: wybierz dwa żurnale, do których twój temat najbardziej pasuje. Pisz pod ten lepszy, jeśli odrzucą, przerób i wyślij do drugiego. To moim zdaniem ważne by pisać pod konkretne żurnale bo jedne chcą np. tekstów empirycznych, a inne zwracają szczególną uwagę na "contribution to theory"... warto dokładnie przestrzegać "guidelines for authors" aby nie tracic szans już na starcie...
      • nieopierzony Re: Umiędzynarodawianie „gorszych” na 11.10.14, 10:47
        Dziękuje za uwagi. Właśnie czegoś takiego oczekiwałem. Do takich rzeczy trzeba podchodzić taktycznie. Naiwne myślenie, że dobry tekst "sam sie obroni" moze doprowadzić do zniechęcenia.

        Punktacja, o której Pan pisze jeszcze mńie nie dotyczy (law reviews). Z tego co wiem ocenia sie pracowników nauki, a ja jestem doktorantem.

        Pisałem wcześniej do jednego z azjatyckich journali prawniczych z ambicjami, ale nie jest to lista A. Chciałbym uniknąć poczucia rozczarowania, bo do tej pory po przyjęciu tekstu nie dostałem żadnych informacji zwrotnych (10 miesięcy). Napisali, ze chcą tekst opublikować ale nie wiem czy coś z tego będzie, a troche pracy mnie to kosztowało. W prawie jest jeszcze ten problem, że teksty szybko się starzeją.


        • dworzec Re: Umiędzynarodawianie „gorszych” na 11.10.14, 19:47
          > Pisałem wcześniej do jednego z azjatyckich journali prawniczych z ambicjami, al
          > e nie jest to lista A. Chciałbym uniknąć poczucia rozczarowania, bo do tej pory
          > po przyjęciu tekstu nie dostałem żadnych informacji zwrotnych (10 miesięcy). N
          > apisali, ze chcą tekst opublikować ale nie wiem czy coś z tego będzie, a troche
          > pracy mnie to kosztowało. W prawie jest jeszcze ten problem, że teksty szybko
          > się starzeją.

          nie rozumiem - przyjęli do publikacji czy przyjęli do recenzji? jeśli to dobry żurnal to redaktor na mejla z zapytaniem o status tekstu powinien odpowiedzieć; ja bym nie wytrzymał 10 miesięcy bez informacji zwrotnych - mejle od/do edytora mogą wejść do spamu i czeka się bez sensu

          co do law reviews to polecam zapoznanie się z tym jak one działają. publikowanie tam wymaga sporo pracy (choćby z racji długości tekstów), ale jeśli temat jest ciekawy dla amerykańskiego czytelnika to są szanse by tam z powodzeniem publikować nawet jeśli pisze się z PL; Law reviews jest b.dużo, można wysyłać do wielu na raz, recenzje bywają szybkie, więc gdzieś tekst może się spodobać, choć raczej nie będzie to harvard law review
    • adept44_ltd Re: Umiędzynarodawianie „gorszych” na 10.10.14, 18:34
      swoją drogą, to ciekawe, że nikt z walecznych forumowych prawników nie wypowiada się w tym wątku...; jak oglądałem półkę w księgarni - coraz więcej problemów międzynarodowoprawnych, znam też młodych prawników około doktoratu publikujących w świecie, armagedon się zbliża,?
      • podworkowy Re: Umiędzynarodawianie „gorszych” na 10.10.14, 19:34
        nazwiska, nazwiska, tych młodych z JCR (nie-międzynarodowców, co w każdej dyskusji podkreślałem, bo oni sa faktycznie international), uprzejmie prosimy...
        A do dyskusji się nie włączałem, bo 1) OP jest wyjątkowo debilny, 2) nie chcę mi się kłócić na ten sam temat znowu.
        • adept44_ltd Re: Umiędzynarodawianie „gorszych” na 10.10.14, 22:24
          a gdzie ja napisałem o JCR???, jakiś problem? :), poza tym widzę kilka osób, które publikują w Niemczech, Anglii, są bądź po, bądź przed doktoratem, to chyba powoli jakiś trend...
          • podworkowy Re: Umiędzynarodawianie „gorszych” na 10.10.14, 22:29
            nieopierzony napisał w OP
            • adept44_ltd Re: Umiędzynarodawianie „gorszych” na 10.10.14, 22:33
              ok
      • nullified Re: Umiędzynarodawianie „gorszych” na 10.10.14, 20:14
        adept44_ltd napisał:

        > swoją drogą, to ciekawe, że nikt z walecznych forumowych prawników nie wypowiad
        > a się w tym wątku...; jak oglądałem półkę w księgarni - coraz więcej problemów
        > międzynarodowoprawnych, znam też młodych prawników około doktoratu publikującyc
        > h w świecie, armagedon się zbliża,?

        Co ty na tych prawników teraz? :D rozwodzisz, się, dział spadku robiłeś czy co :DDDD ???
        • adept44_ltd Re: Umiędzynarodawianie „gorszych” na 10.10.14, 22:23
          coś w tym jest...
    • flamengista swoje umiędzynarodowienie warto zacząć 11.10.14, 13:59
      od lektury międzynarodowych, uznanych czasopism prawniczych. Od tego bierze się problem większości "lokalnych dziedzin": tak głęboko tkwią w zaścianku, że nawet nie mają pojęcia o tym co się bada na świecie. A potem prowadzi to do nieporozumień i argumentacji, że ich badania mają lokalny charakter, więc nikogo nie interesują poza Polakami.

      Więc najpierw trzeba czytać, by:
      1. zobaczyć jakie problemy naukowe są poruszane i rozwiązywane
      2. jakie metody naukowe są wykorzystywane
      3. jaki jest ogólny poziom tych badań

      Dopiero potem można się zastanowić, czy moje badania nadają się do publikacji w topowych żurnalach. Więc sam ciekawy pomysł to za mało, radzę sprawdzić czy ktoś już się za to nie wziął.
      • dobrycy Re: swoje umiędzynarodowienie warto zacząć 11.10.14, 15:19
        flamengista napisał:

        >
        > Dopiero potem można się zastanowić, czy moje badania nadają się do publikacji w
        > topowych żurnalach. Więc sam ciekawy pomysł to za mało, radzę sprawdzić czy kt
        > oś już się za to nie wziął.


        No tak ale w tym celu to ktoś musiałby naukowcom polskojęzycznym i lokalnym przetłumaczyć z języka obcego na polski te topowe czaspisma. Może ministra przewidzi jakieś pieniądze na etaty tłumaczy, którzy by takim
        lokalnym naukowcom z pedagogiki czy innego prawa tłumaczyli obce teksty.
        W drugą stronę tez mogliby tłumaczyć wybitne dzieła naszych profpedów
        i innych, przez co lokalne dziedziny mogłyby się umiędzynarowodowić.

        • flamengista to słuszna koncepcja 11.10.14, 15:39
          skorzysta z pewnością środowisko tłumaczy, no i światowe tuzy, łaknące jak kania dżdżu tych wybitnych dzieł.
        • charioteer1 Re: swoje umiędzynarodowienie warto zacząć 12.10.14, 13:00
          Moze zaczac od sfinansowania im kursu jezyka angielskiego?
          • chilly Re: swoje umiędzynarodowienie warto zacząć 12.10.14, 17:35
            Rozumiem, chario, że Ty nauczyłaś się języka angielskiego właśnie na kursie?
            Ale propozycja godna rozważenia. Po małym uzupełnieniu. Kurs co najmniej półroczny, w Anglii lub w USA. Połączony z nauką pisania tekstów naukowych w tym lengłydżu.
            Ale nauka to nie wojsko - to chyba nie przejdzie. Trzeba będzie poczekać te kilka lat, aż starzy wymrą (jak w tym stwierdzeniu dotyczącym nieco innej, ale też mocno dzierżącej władzę grupy zawodowej), a młodzi zaczną jednak wracać.
            • charioteer1 Re: swoje umiędzynarodowienie warto zacząć 12.10.14, 17:45
              > Połączony z nauką pisania tekstów naukowych w tym lengłydżu.

              To naprawde nie jest problem zorganizowac taki kurs, a przynajmniej mniejszy, niz sie wydaje. Na razie polecam:
              www.uk.sagepub.com/books/Book243130?subject=K00&sortBy=defaultPubDate+desc&rows=50&pager.offset=50&fs=1
              • chilly Re: swoje umiędzynarodowienie warto zacząć 12.10.14, 20:37
                No tak, ale ta książka jest po angielsku :(
                • charioteer1 Re: swoje umiędzynarodowienie warto zacząć 12.10.14, 23:34
                  Chilly, w cholere, ale jak ktos sie nie nauczyl czytac na tym poziomie, to pisac teksty naukowe tez sie za zadne skarby nie nauczy.
              • nullified Re: swoje umiędzynarodowienie warto zacząć 12.10.14, 21:06
                charioteer1 napisał:

                > > Połączony z nauką pisania tekstów naukowych w tym lengłydżu.
                >
                > To naprawde nie jest problem zorganizowac taki kurs, a przynajmniej mniejszy, n
                > iz sie wydaje. Na razie polecam:

                złudzenie tych co to mogą napisac artykuł a potem go skrypt wygładzi bo w końcu co tam jest między tabelami i wzorami to jeden pies (w dodatku bvez pancernych) ;p Za mało jest jeszcze prowincjuszy w Nauce Światowej by scientific-pinglish osiągnął odpowiedni stopień stężenia by to działało u humanistów... sry ;) Aż tak się lingłydź jeszcze nie zepsuł, ale idzie w dobrą stronę, hej! :D
            • flamengista oczywiście 12.10.14, 22:33
              najlepiej na Florydzie, w semestrze zimowym. Coś się przecież ambitnym, chcącym się międzynarodowo rozwijać naukowcom należy od życia.
              • charioteer1 Re: oczywiście 12.10.14, 23:31
                Bezrozumne okrucienstwo. A nie moga to byc wakacje na Hawajach?
                • chilly Re: oczywiście 13.10.14, 07:44
                  Za słabo to podkreśliłem więc jeszcze raz. Po zmianie ustroju natychmiast znalazły się pieniądze na kształcenie naszych armiejców (sorry, zapomniałem o lustracji) w USA... Podobnie jak wcześniej na kształcenie ich w ZSRR (niedawno kolega, od dawna już emerytowany pułkownik, opowiadał, jak to mieszkał z rodziną przez dwa lata w Moskwie - w mieszkaniu służbowym, nie w akademiku). Po prostu, są rzeczy ważne (wojsko, policja) i mało ważne (nauka, edukacja). Niezależnie od tego co o tym sądzimy (a ego mamy rozdęte...).
    • gienialna To ja w sprawie podobnej 11.10.14, 22:20
      Dotyczy to polonisty, specjalizującego się w nauczaniu j. polskiego jako obcego, w dodatku wśród braci Słowian (to akurat b. istotne). Otóż osoba ta zajmuje się skutecznością nauczania polskiego, jest egzaminatorem, doradcą metodycznym. Naukowo zajmuje się analizą jakościową błędów, popełnianych przez osoby zdające egzamin z j. polskiego. Czyli np. jakie błędy popełniają Czesi czy Słowacy, "wykorzystując" własny język, czy np. Rosjanie ("pojadę na autobusie"). Badania te mają się przyczynić do poprawienia jakości kształcenia, ale i przygotowania nauczycieli do nauki j. polskiego (mowa tu nie o native speakreach, ale o nauczycielach j. polskiego po skończonej filologii polskiej na uniwersytetach w Słowacji, Czechach, Bułgarii czy Rosji).
      Teraz tak:
      - język konferencji czy sympozjum czy zjazdów to, oczywiście, j. polski
      - język publikacji to, oczywiście, język polski

      To jakie czasopisma międzynarodowe z top półki "nadają się" do publikowania wyników badań tej osoby? :)
      Jak wykazać międzynarodową wartość tego typu badań? :)
      Jak uzasadnić konieczność nie tylko znajomości języka, ale i publikowania przez tę osobę w j. angielskim czy każdym innym, niż polski? :)
      To tak a propos badaczy, naukowców, którzy bezwzględnie tylko wtedy są wartościowi, gdy mają cytowania w najlepszych zagranicznych czasopismach, że o wybitnych, znaczących odkryciach nawet nie wspomnę.
      • pfg Re: To ja w sprawie podobnej 11.10.14, 23:12
        gienialna napisała:

        > Jak wykazać międzynarodową wartość tego typu badań? :)

        To jeden z tych przypadków, w których lokalność tematyki rzeczywiście uzasadnia pisanie po polsku. Adept swego czasu pisał o rzeczach podobnych, dotyczących polskiej literatury: Każdy, kto się polską literaturą zajmuje, zna polski i pisze po polsku. Ja z tym nie mam problemu. Problemem jest to, że wiele osób uprawia kiepską naukę, pisząc prace słabe i wtórne, za to po polsku, zasłaniając się lokalnością tematyki. Lokalność tematyki może być istotna, ale chyba częściej bywa zasłoną dymną dla naukowej słabości.

        Skądinąd przypuszczam, że istnieją jakieś poważne czasopisma międzynarodowe, poświęcone problemom nauczania języków obcych (nie tylko specyficznie języka angielskiego). Podobne problemy mają przecież Niemcy, Francuzi, Włosi itd itd nauczający swoich języków jako języków obcych. Zjawisko polegające na tym, że uczniowie poslugujący się różnymi językami ojczystymi popełniają inne błędy przy nauce języka obcego, nie jest przecież charakterystyczne jedynie dla języka polskiego i ktoś-gdzieś pewnie to opisuje i analizuje. Może warto poszukać w tym kierunku?
        • dala.tata Re: To ja w sprawie podobnej 12.10.14, 14:16
          Wiekszosc badan mozna wpisac dyskusje, ktore dotycza 'wszystkich'. Oczywisicie, piszaj o Reju i opisujac go tylko, trudno bedzie takie badania sprzedac. Piszac jednak o Reju, czy jakims Sliwowicu, jako o poecie renesansowym, bedzie to latwiejsze. Problem w tym, co wielokrotnie zglaszal adept, ze moze rzeczywisice nie byc wielu takich, ktorzy potrafia zrecenzowac rejowski komponent takich tekstow. I to jest argument, ktory tezeba brac pod uwage.

          Podobnie jest z jezykiem polskim jako jezykiem obcym. Potrafie sobie wyobrazic bez trudu tematy, ktore beda interesujace dla nauki miedzynarodowej. Bedzie to zreszta znaaacznie latwiejsze niz w wypadku literaturoznawstwa. Polska lingwistyka polonistyczna nie istnieje na swiecie wcale nie dlatego, ze wstrzymywana jest lokalnoscia tematyki.
          • adept44_ltd Re: To ja w sprawie podobnej 12.10.14, 17:38
            śliwowicy raczej?
            • chilly Re: To ja w sprawie podobnej 12.10.14, 20:40
              adept44_ltd napisał:
              > śliwowicy raczej?
              Aaaa... Jeśli śliwowica, to raczej Słowacy. Albo Węgrzy. U nas to przysmak raczej regionalny.
        • charioteer1 Re: To ja w sprawie podobnej 12.10.14, 14:34
          pfg napisał:

          > To jeden z tych przypadków, w których lokalność tematyki rzeczywiście uzasadnia
          > pisanie po polsku.

          Nie.

          journals.cambridge.org/action/displayAbstract?fromPage=online&aid=36649&fileId=S0272263199003022
          ieeexplore.ieee.org/xpl/login.jsp?tp=&arnumber=6794715&url=http%3A%2F%2Fieeexplore.ieee.org%2Fxpls%2Fabs_all.jsp%3Farnumber%3D6794715
          Skoro mozna o szwedzkim, wloskim i niemieckim, to o polskim tez mozna.
      • charioteer1 Re: To ja w sprawie podobnej 12.10.14, 12:57
        Prosze bardzo:
        scholar.google.com/citations?view_op=top_venues&hl=pl&vq=hum_languagelinguistics
        scholar.google.com/citations?hl=pl&view_op=search_venues&vq=language+learning
        scholar.google.com/citations?hl=pl&view_op=search_venues&vq=language+teaching
      • pfg Re: To ja w sprawie podobnej 13.10.14, 08:27
        Znowu ktoś coś powycinał z wątku? A dlaczego? "Forum nie będzie cenzurowane" czy jak to tam szło...
        • dala.tata Re: To ja w sprawie podobnej 13.10.14, 11:10
          Forum nie jest cenzurowane. Wkurza mnie jednak, gdy forumowicz robi sobi sobie rzewne jaja z netykiety i odpowiedzi na ten post. Usunalem trzy posty, w tym moj - nic mertyorycznego. zawsze sie znajduje forumowicz, ktory usiluje psuc zabawe. Mi sie to nie podoba i bede reagowal. Na tym forum praktycznie nic nie wycinamy. podejrzewam, ze to ulamek procenta.Chcesz to nazywac cenzura - nazywaj. Mnie to rybka.

          Pfg, jestes czujny jak czekista, tyle ze ostatnim razem rwales wlosy, ze wycialem posty, w ktorych forumowicz wyzywa mnei od skur...ow
        • charioteer1 Re: To ja w sprawie podobnej 13.10.14, 13:57
          Pfg, zgadzam sie z dala.
          • pfg Re: To ja w sprawie podobnej 13.10.14, 14:59
            charioteer1 napisał:

            > Pfg, zgadzam sie z dala.

            A ja się w tej sprawie całkowicie nie zgadzam.
            • dala.tata Re: To ja w sprawie podobnej 13.10.14, 15:26
              I niejednokrotnie dales temu wyraz. Bedziemy musieli zyc ze swiadomoscia, ze sie z siba w tej kwestii nie zgadzamy. Jak koncze udzial w tej wymianie, niech cie to jednak nie powstrzymuje :)
      • dr_pitcher Re: To ja w sprawie podobnej 15.10.14, 18:15
        No i tu jest pies pogrzebany. A inaczej - udowadnia, ze cala parametryzacje mozna sobie do kufra schowac.
        • charioteer1 Re: To ja w sprawie podobnej 15.10.14, 21:05
          Do kufra chca schowac ci "lokalni", ktorzy zyja w blogiej nieswiadomosci, ze ktos gdzies w swiecie robi cos podobnego, albo robil 50 lat temu i dal sobie spokoj, poniewaz juz wiadomo, ze to prowadzi donikad i do niczego nie jest przydatne. Sa nauki czyste i stosowane, sa problemy gobalne i lokalne, ale trzeba umiec rozroznic miedzy jednymi a drugimi. Problem opisany przez gienialna z lokalnoscia nie ma nic wspolnego i wynika glownie z ignorancji.
          • gienialna Re: To ja w sprawie podobnej 15.10.14, 23:12
            Chario, wybacz, ale celem badań nie jest zaspokojenie niczyjej ciekawości. Badania mają służyć czemuś konkretnemu, mają zmieniać rzeczywistość.
            Problem (i to, co było w wywalonym poście) nie wynika z ignorancji, tylko z podejścia racjonalnego. A Ty, jak ta studentka medycyny, zapodajesz linki do czasopism, drukujących w ingliszu...

            Osoba, o której mowa, w życiu nic nie wydrukowała po angielsku, sama nie mówi w tym języku, a mimo to jest cenionym naukowcem i lada chwila będzie belwederskim profesorem. Mimo, że nie spełnia Waszych kryteriów naukowości, to dzięki jej badaniom i późniejszym projektom na ich podstawie udało się wiele zmienić w przygotowaniu nauczycieli itd. Ale co to za nauka :) W sumie co to za różnica, jeśli ktoś mówi, że pojedzie autobusem, a inny, że na autobusie :)

            Lokalność, Chario, wynika jedynie ze specyfiki języka :) Polskie badania tak wpłynął na naukę francuskiego, jak nauczanie przez Chińczyka j. szwedzkiego. W dodatku przetłumaczone na j. angielski :D

            Dla ciekawości i jej zaspokojenia to szkoda pół złotówki przeznaczać na badania.


            Podobnie prawnicy- wszyscy muszą się specjalizować w prawie międzynarodowym, aby mieli jakiś wkład w jego rozwój, gdy tymczasem na naszym polskim, lokalnym poletku jest sporo do zrobienia. A pisać po to, aby inni się dowiedzieli, jak u nas jest- to dopiero wyzwanie naukowe :) Jakby nie było kodeksów :)
            Haha, kodeksy są, ale w j. polskim, więc to byłoby tam jakimś wytłumaczeniem, dlaczego trzeba pisać po angielsku :D

            Chario, ja jestem z tej wielkiej, międzynarodowej nauki, ale naprawdę śmiać mi się chce, kiedy ktoś na siłę próbuje dowieść, że liczą się tylko osiągnięcia międzynarodowe- w postaci publikacji w j. angielskim :)
            • gienialna Re: To ja w sprawie podobnej 15.10.14, 23:13
              > Polskie badania tak wpłynął

              O szok!
              "Polskie badania tak wpłyną"
            • charioteer1 Re: To ja w sprawie podobnej 15.10.14, 23:43
              Niewatpliwie wplyno jak Wisla do morza. Literowka zamierzona. A nałka polska bedzie sie rozwijala w totalnej ignorancji dla tego, co na tym dzikim zachodzie wymyslili, bo przeciez nas stac i mozemy wymyslic samodzielnie to, co oni tam juz 50 lat temu odkryli. Ale nic to, Gienia, jestem wlasnie po lekturze recenzji habilitacyjnych pewnej pani, ktora ubolewa nad tym, ze Wygocki nie rozwijal teorii Piageta z przyczyn politycznych. Nic to, ze Wygocki umarl byl, zanim Piaget swe glowne dziela opublikowal, wazne, ze recenzentom sie podobalo. W koncu to tylko jeden i to dosc dosc niewinny z bledow, ktore sie w tym wiekopomnym dziele znalazly, a recenzenci tez inglisza nie znajo, to w zrodlach sprawdzac nie bedo. Tak trzymac! Zapytaj swojego znajomego, powinien wiedziec, o kogo chodzi.
              • gienialna Re: To ja w sprawie podobnej 16.10.14, 00:10
                Tylko pianę bijesz. Zero konkretów.
                Zapodaj przykład błędu, jaki popełniają najczęściej Chińczycy ucząc się francuskiego, a następnie ucząc innych tego języka i jaki wpływ ten błąd ma na nauczanie polskiego przez Szweda :) Najlepiej opisz to po angielsku :)

                Ty naprawdę nie widzisz idiotyzmu w tej sytuacji?
                Posługiwać się angielskim, którym "nie da się" odwzorować specyficznych dla innych języków błędów, nie jest znany, zamiast j. polskim, który znają wszyscy zainteresowani? Bo co? Bo prawdziwy naukowiec swobodnie porozumiewa się i pisze po angielsku, a reszta- SPADÓWA?

                Widzisz, dla mnie Wygocki kojarzy się z Wysockim, a Piaget z plagiatem :)
                Dlatego lepiej, aby każdy zajmował się tym, na czym się zna i brał przy tym pod uwagę, że to, co mu się wydaje, nie musi być prawdą.
                • charioteer1 Re: To ja w sprawie podobnej 16.10.14, 00:44
                  Gienia, bredzisz, jak chory w malignie.

                  To zdanie mowi nam, ze to nie jest ostatnie stadium eboli, tylko o wiele bardziej trywialna przypadlosc:

                  > Widzisz, dla mnie Wygocki kojarzy się z Wysockim, a Piaget z plagiatem :)
    • dala.tata do gienialnej 13.10.14, 15:55
      Na mnie nie robia za duzego wrazenia twoje inwektywy. Jednak uorzejmie informuje, ze nastepny obrazliwy post skonczy sie tym, ze uniemozliwie ci pisanie na tym forum.
      • gienialna Re: do gienialnej 13.10.14, 16:43
        najpierw sam skorzystaj i zastosuj w praktyce.
        twój, ci- z małej litery to jednak obraźliwe.

        Dalej zamiataj pod dywanik idiotyzmy i debilizmy w polskiej "nauce" i głośno trąb, że tylko ten wart jest miana naukowca, kto coś opublikował po angielsku w czasopismach, a nie ten, co zajmuje się czymś ważnym lokalnie, dla kraju, za co ma nie tylko hab. przed nazwiskiem, ale także trochę odznaczeń i wyróżnień, chociaż po angielsku to ani słowa w życiu nie napisał do żadnych wysokoimpaktowych piśmiennideł :)
        • ford.ka Re: do gienialnej 13.10.14, 16:54
          Jakieś trzy tysiące lat temu napisano na ten temat bajkę pod tytułem "Lis i winogrona". Powinna być w sieci, poszukaj.
          • gienialna Re: do gienialnej 13.10.14, 16:58
            Jest różnica między psioczeniem a krytyką konstruktywną.
            Napisałam tu wczoraj pewnego merytorycznego posta, ale Amba wcięła :)
            • charioteer1 Re: do gienialnej 13.10.14, 17:20
              Gienuchna, napisalas tu wczoraj, ze merytorycznie to ty sie na tym absolutnie nie znasz i nie masz nic do zaoferowania w tej dyskusji poza swoim swietym przekonaniem. Poniewaz nie jest to forum teologiczne i o wierze nie dyskutujemy, to nikt ci nie chce merytorycznie odpowiadac.
              • chilly Re: do gienialnej 13.10.14, 17:35
                Ależ chario, to jest forum internetowe, nie naukowe czasopismo. Najczęściej wypowiadamy się właśnie jako niespecjaliści. Wyrażamy raczej swoje przekonania, czasami święte, czasami żartobliwie, dla podtrzymania dyskusji. Uważam jednak, że z tych naszych plotek wyłania się czasami racjonalne jądro, czy choćby znajdujemy przydatne nam informacje.
                • gienialna Re: do gienialnej 13.10.14, 22:15
                  Otóż to- racjonalizm, a nie bezmyślne podchodzenie i równanie (do czego? jaki odnośnik ma być ten najwłaściwszy?)

                  Kiedyś krążył taki dowcip o tym, jak odróżnić studenta medycyny od studenta prawa? Wystarczy dać im zadanie: nauczyć się książki telefonicznej na pamięć. Student prawa zapyta: po co? A student medycyny: na kiedy?

                  Póki co, to inglisze, impakty, srakty i inne pierdołki, i ta cała międzynarodowa sława konieczna do bycia naukowcem w polskim wydaniu to własnie podobna sytuacja :)
                  "Studenci prawa" robią habilitacje i zostają profesorami nawet wtedy, gdy ani słowa nigdy nie napisali po angielsku :) Część z nich jednak używa mózgu do myślenia, a nie tylko do bezmyślnego wykonywania czyichś kretynizmów.
        • dala.tata Re: do gienialnej 13.10.14, 17:37
          Nie. Byc moze jest nieuorzejme. Z cala pewnoscia nie jest obrazliwe.

          Tak czy owak. Nasteone inwektywy to ban.
          • gienialna Re: do gienialnej 13.10.14, 22:10
            no sie zaplacze na smierc!!!!
            • nullified Re: do gienialnej 13.10.14, 22:54
              gienialna napisała:

              > no sie zaplacze na smierc!!!!

              od razu napisz prosze czy głaskac Cię przed czy po, abyśmy w zgodzie żyli, wszak "my Polacy, my lubim sielanki" ;p

              //ja tam się nie obrażam, że zły_dala mnie wyciął, no co :D
              • gienialna Re: do gienialnej 15.10.14, 23:15
                I przed, i po!
                A co!
          • dr_pitcher Re: do gienialnej 15.10.14, 18:19
            Oczekiwalbym od gospodarza tego forum wiecej klasy, wstrzemiezliwosci. Jaki gospodarz taki dom. A zatem dala.tato: jesli wymagasz czegos od gosci tego forum to najpierw stosuj to do siebie i to w dwojnasob
            • dala.tata Re: do gienialnej 15.10.14, 20:04
              Choc chcialbym spelnic twoje (inie tylko) oczekiwania, niestety, na wiecej wstrzemiezliwosci mnie nie stac. A wszystko, co mialem do powiedzenia na ten temat, juz powiedzialem.

              Natomiast, jesli wyznacznikiem braku klasy jest pisanie zaimka osobowego 'ci' i derywatow z malej litery, naprawde moge pozosotac bezklaśny.
              • dr_pitcher Re: do gienialnej 15.10.14, 21:41
                nie chodzi o male "ci", bardziej o sposob odnoszenia sie to pozostalych forumowiczow
                • dala.tata Re: do gienialnej 15.10.14, 21:49
                  Pitcher, nie wiem, o co ci chodzi i tak naprawde nie chce wiedziec. Mowiac szczerze, mam serdecznie dosc oskarzen o cenzure i inne przestepstwa, za ktore powinienem byc przynajmniej zakuty w dyby, a moze i pocwiartowany. Postaram sie jakos zyc ze swiadomoscia, ze ci sie nie podobam i mnie lubisz.

                  Jak dla mnie EOT.
                  • gienialna Re: do gienialnej 15.10.14, 22:55
                    To ciekawe, przez co, jak nie przez cenzurę, wyleciał mój merytoryczny post :)
                    Nie był zgodny z Twoją linią, więc w pierdut go trza wywalić.
                    Jeszcze kogo skłoni do myślenia i dopiero wtedy by się działo.
        • pisiarz Re: do gienialnej 15.10.14, 10:20
          > tylko ten wart jest miana naukowca, kto coś opublikował po angielsku w c
          > zasopismach, a nie ten, co zajmuje się czymś ważnym lokalnie, dla kraju,

          Świętości nie szargać! Prawdziwa nauka to nauka uprawiana po angielsku. Prawdziwe konferencje, to konferencje anglojęzyczne - nawet, jeśli tylko dwie osoby na nich są spoza Polski. Tak jest, tak musi być. Świętości nie szargać!
          • gienialna Re: do gienialnej 15.10.14, 23:16
            I tak trzymać!
            W końcu nikt przecież nie ośmieli się krzyknąć, że król jest nagi. Nie te czasy.
            • nullified Re: do gienialnej 15.10.14, 23:19
              gienialna napisała:

              > I tak trzymać!
              > W końcu nikt przecież nie ośmieli się krzyknąć, że król jest nagi. Nie te czasy
              > .

              wiesz, jakby to był problem to by było całkiem pozytywnie
              możesz krzyczeć z zespołem tysiąca atletów i kotletów i kogo to obchodzi... to jest problem.
              • gienialna Re: do gienialnej 15.10.14, 23:24
                Całkowita racja ... :/
                Może jednak istnieje dno w tej materii i jak już tam się znajdziemy, to może jednak ostatecznie się od niego odbijemy...? Widzisz jakieś szanse?


                • nullified Re: do gienialnej 16.10.14, 18:00
                  gienialna napisała:

                  > Całkowita racja ... :/
                  > Może jednak istnieje dno w tej materii i jak już tam się znajdziemy, to może je
                  > dnak ostatecznie się od niego odbijemy...? Widzisz jakieś szanse?


                  sry, ale nie czuję się kompetentny w sprawach Niewidzialnych, z tym to do księdza albo gdzieś w te rejony ;)
              • chilly Re: do gienialnej 16.10.14, 08:14
                nullified napisał:
                > możesz krzyczeć z zespołem tysiąca atletów i kotletów i kogo to obchodzi...
                > to
                jest problem.
                To może by tak sojusz taktyczny z górnikami?
                • nullified Re: do gienialnej 16.10.14, 18:06
                  chilly napisał:

                  > nullified napisał:
                  > > możesz krzyczeć z zespołem tysiąca atletów i kotletów i kogo to obchodzi.
                  > ..
                  > > to
                  jest problem.
                  > To może by tak sojusz taktyczny z górnikami?

                  Tylko jeśli "przeklęte przywileje nierobów górników pasących się na krwawicy zdrowej części Narodu" wyciągniesz z szufladki "przywileje" ;) Niebawem otrzymywanie wynagrodzenia za pracę będzie przywilejem ^^

                  Tak "jakby powazniej" ;) - w kontekście wprowadzania tylnymi drzwiami 6-d. tygodnia pracy... hmmm
    • nullified Re: Umiędzynarodawianie „gorszych” na 14.10.14, 17:03
      nieopierzony napisał:

      można i tak ;)
      wyborcza.pl/1,75400,16799891,Jak_autor_pracy_naukowej_okazal_sie_kompletnym_dupkiem.html#CukGW
      (to gdyby nadęte powietrze uciskało już mocno ;) )
      • flamengista skoro dopisują d.pków 14.10.14, 17:47
        to szlachetniej byłoby dopisywać dla hecy nieumiędzynarodowionych POLAKÓW - z korzyścią dla naszej nauki...
        • dobrycy Re: skoro dopisują d.pków 14.10.14, 18:12
          Ale skąd mają wiedzieć kogo dopisywać ?
          Trzeba by stworzyć jakąś listę, na szczycie listy oczywiscie ministry
          nauki z aktualnie infinitezymalnym dorobkiem, bo głupio wygląda jak
          nauką w kraju rządzi ktoś ma małego h (np h=0 lub 1)


          flamengista napisał:

          > to szlachetniej byłoby dopisywać dla hecy nieumiędzynarodowionych POLAKÓW - z k
          > orzyścią dla naszej nauki...
          • nullified Re: skoro dopisują d.pków 14.10.14, 22:24
            dobrycy napisał:

            > Ale skąd mają wiedzieć kogo dopisywać ?
            > Trzeba by stworzyć jakąś listę, na szczycie listy oczywiscie ministry
            > nauki z aktualnie infinitezymalnym dorobkiem, bo głupio wygląda jak
            > nauką w kraju rządzi ktoś ma małego h (np h=0 lub 1)


            alez wyszła z Ciebie małostkowość ;p Czepiać się wielkości ministerialnej o jakiegoś małego-h

            Czyż ci co sami nie mają nóg najwięcej wiedza o rozkoszy i pożytkach z biegania?
            • chilly Te "gorsze nauki"... 15.11.14, 09:13
              ... to oczywiście Art & Humanities. Zatem coś w temacie:
              ahh.sagepub.com/content/early/2014/04/22/1474022214531503.full.pdf?ijkey=6ZbvNWd8zzhJBbj&keytype=ref
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka