cowell
09.07.15, 13:41
Polska w ruinie. Podróż przez ojczyznę
Marek Abramowicz 2015-07-09
Patrzyłem na Polskę za oknem pociągu, myśląc z aprobatą i wzruszeniem o ogromnym skoku cywilizacyjnym, jakiego dokonaliśmy wspólnym wysiłkiem i zbiorową mądrością w ostatnim ćwierćwieczu. To przecież zupełnie inny kraj!
Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu prenumeraty cyfrowej
Jechałem Pendolino, pierwszą klasą, z Warszawy do Wrocławia. Patrzyłem na Polskę za oknem, myśląc z aprobatą i wzruszeniem o ogromnym skoku cywilizacyjnym, jakiego dokonaliśmy wspólnym wysiłkiem i zbiorową mądrością w ostatnim ćwierćwieczu. To przecież zupełnie inny kraj!
Nasze dworce są jak perełki, od jakiegoś czasu mamy dobre drogi i koleje, domy, w których mieszkamy, wypiękniały, na wsi wszechobecne są teraz ogrody z kwiatami, wszędzie widać przycięte trawniki, wygląd naszych miast się zmienił, podobnie jak polskie aspiracje, zwyczaje, mody. Zdumiewa i cieszy prawie zupełny brak śmieci w naszych lasach, tak niegdyś powszechnych.
- Wielki Boże - myślałem, jak zawsze myślę, jadąc przez Mazowsze i Dolny Śląsk. - Polska to teraz inny kraj! Udało się nam, tym razem. O radości!
Z dumą pokazuję te przemiany moim zagranicznym studentom. Mam ich kilkoro, bowiem od jakiegoś czasu utalentowani chłopcy i dziewczęta z całego świata chętnie do Polski przyjeżdżają, aby tu uczyć się astrofizyki lub tu stawiać pierwsze kroki w zawodzie. Wiedzą od profesorów na Harvardzie, MIT, w Cambridge, Zurychu czy Pekinie oraz z lektury fachowych pism, w których polskie wyniki są często cytowane, iż nauka astrofizyki na polskim uniwersytecie będzie nie tylko intelektualną przygodą na najwyższym poziomie, ale także zawodowym kapitałem na całe życie. Teraz, dzisiaj, mamy w polskiej astrofizyce lub mieliśmy w niedalekiej przeszłości studentów i asystentów z Francji, Szwajcarii, USA, Niemiec, Austrii, Hiszpanii, Włoch, Chin, Czech, Indii (i zapewne innych jeszcze krajów). Jeśli chodzi o stan polskiej nauki, nigdy nie było tak dobrze, jak jest teraz.
Pendolino sunęło bezszelestnie, kelner przyszedł z kartą dań, w głośnikach angielszczyzna komunikatów była bez zarzutu. Byłem podłączony do wi-fi, pracowałem spokojnie, tak samo jak wielokrotnie przedtem w wygodnych pociągach dalekobieżnych Szwecji czy Niemiec. Kończyłem redagowanie artykułu, którego współautorką jest moja chińska doktorantka, wybitnie utalentowana, mądra, piękna i elegancka, z zamożnej, profesorskiej rodziny z Pekinu. Jest już trzeci rok w Warszawie.
Mignęła mi nagle na ekranie wewnętrznej telewizji Pendolino twarz Alberta Einsteina w rozwichrzonej aureoli siwych włosów. Do tej pory nie patrzyłem na ekran; leciały tam zabawne, i w dobrym guście, reklamy PKP, informacje, ciekawostki... Czytając teraz notkę obok fotografii Einsteina, po prostu oniemiałem: to był mój własny tekst! Fragment mojego felietonu z miesięcznika astronomicznego Uranii pod tytułem "Fryzury Alberta Einsteina" o Joannie Fantovej, przyjaciółce uczonego, która jego słynną fryzurę wymyśliła i która przez wiele lat Einsteina strzygła. Mój tekst powtórzony był na ekranie Pendolino słowo w słowo.
I tak to jest właśnie. Cywilizacyjny sukces Polski jest dziełem nas wszystkich, wszystkich Polaków. Także moim. My to zrobiliśmy, sami. Jedni dokonywali wielkich gospodarczych reform, inni budowali drogi, jeszcze inni sadzili kwiaty w swoim ogrodzie, transplantowali serca, zakładali małe firmy. Ja skromnie badałem czarne dziury, wykładałem astrofizykę, pisałem felietony do Uranii.
Czuję ogromną satysfakcję z mojego i innych Polaków rozumnego trudu, z naszej wspólnej, udanej pracy.
Marek Abramowicz - profesor astrofizyki na Uniwersytecie w Göteborgu w Szwecji i w Centrum Astronomicznym im. Mikołaja Kopernika w Warszawie