Dodaj do ulubionych

Za dużo produkujemy

07.12.24, 21:48
www.pulshr.pl/rekrutacja/mamy-za-duzo-osob-z-wyzszym-wyksztalceniem-a-to-zwiastuje-klopoty,108875.html
Jak sam link mówi: Mamy za dużo osób z wyższym wykształceniem, a to zwiastuje kłopoty.


Mamy bardzo duże niedopasowanie - młodzi nie będą pracować w sektorach, które są narażone na największe deficyty kadrowe. Mamy przewagę osób z wyższym wykształceniem, mniej tych z technicznym - a to oni w dużej mierze będą opuszczać rynek. Zamiast elektryka do fabryki przemysłowej czy branży budowlanej, będziemy mieć specjalistów z wykształceniem pedagogicznym, psychologicznym, prawniczym czy inżynieryjnym.


Obserwuj wątek
    • dobrycy Re: Za dużo produkujemy 08.12.24, 10:03
      Wystarczy zrobić przepis, że każdy elektryk, hydraulik czy konserwator ma mieć do pomocy humanistę który będzie go ukulturalniał, dostosowywał poczucie humoru, wzorce kultury, podstawy cywylizacji europejskiej. Zamiast
      rubasznych dowcipów wujka janusza, żeby w pracy leciały dyskusje na temat np Olgi Tokarczuk i dlaczego jest taka dobra. Czasem może też potrzymać jakiś kabel czy rure, może nie zepsuje.



      • tadeusz.rysiakiewicz Re: Za dużo produkujemy 08.12.24, 11:00
        może też podkreślać wężykiem…
        najlepsze węzyki robią psycholodzy
        • dobrycy Re: Za dużo produkujemy 08.12.24, 11:34
          Chodzi o to że elektrycy, hydraulicy i konserwatorzy, nawet na uczelni z którymi
          mam kontakt raczej się utożsamiają z takim podejściem www.youtube.com/watch?v=2-UIz94xFMg
          i tutaj zatrudnieni do pomocy humaniści potrafili by im wytłumaczyć, że tak nie można.

          P.S.
          Po zmianie rządów na konserwatywne mogłoby być na odwrót, każdy elektryk miałby do pomocy
          abolwenta Kulu który dbałby aby instalacja nie przewodziła niewłaściwych prądów


      • pan.toranaga Re: Za dużo produkujemy 08.12.24, 12:25
        Widzę, że Kolega czyta szybko i przez to nieuważnie. Zacytuję ponownie: [i]Zamiast elektryka (...) będziemy mieć specjalistów z wykształceniem pedagogicznym, psychologicznym, prawniczym czy inżynieryjnym.

        Czy w tej wyliczance jest humanista? Ja się nie mogę doszukać. Jest trzech przedstawicieli nauk społecznych (ok. prawo to tak nie do końca nauka społeczna, ale tak ją klasyfikują od czasów Gowina) i przedstawiciel nauk technicznych. Więc brnąc w januszowe dowcipy możemy dodać, że ten czwarty będzie panu hydraulikowi wyliczał tarcie wody w rurce PCV i ewentualnie poda klucz francuski (jeśli będzie wiedział co to jest).
        • dobrycy Re: Za dużo produkujemy 08.12.24, 16:15
          Nie tyle szybko i nie uważnie, ile w mojej głowie (i chyba nie tylko) trudno odróżnić
          humanistę od społecznika i wszystkich wrzucam, niesłusznie do jednego worka.
          A przecież społecznicy, niektórzy przynajmniej (psychologia i socjologia) mają chyba statystykę,
          więc w przeciwieństwie do humanistów którzy brzydzą sie wyliczeniami i matematyką
          bliżej im do ścisłych i inżynieryjnych. A czwarty nie będzie wyliczał tarcia, tylko po prostu jak
          wielu ludzi technicznych i scisłych będzie pracował poniżej kwalifikacji.
          • dobrycy Re: Za dużo produkujemy 08.12.24, 16:18
            Swoją drogą, gdyby to ode mnie zależało, to ja na fizyce i tym podobnych, organizowałbym kursy
            SEPu, gazownika i itp. A także zajęcia z warsztatów mechiancznych. Obecnie jest tak, że doktorzy fizycy
            którzy tylko na uczelni czerpali więdzę, nie wiedzą jaki jest lagranżjan spłuczki i przez to nie potrafią
            jej naprawić.
            • trzy.14 Re: Za dużo produkujemy 14.12.24, 00:05
              W sumie to ciekawy problem. Kadra na naszych uczelniach usiłuje wykształcić swoje klony - i zapewne nie jest to tylko polska specyfika. Tymczasem pracę w charakterze klona podejmie, zależnie od kierunku, może co dwudziesty, może co setny, może co tysięczny absolwent. Czy można zmienić tę mentalność, nie rezygnując z akademickiego charakteru uczelni - oto jest pytanie.
            • trzy.14 Re: Za dużo produkujemy 14.12.24, 01:38
              Wśród respondentów związanych z kierunkami ścisłymi, pojawiły się opinie, że w polskich warunkach, ukończenie specjalistycznego kierunku wiąże się z ograniczeniem perspektyw zawodowych jedynie do pracy naukowej (źle opłacanej), ponieważ brakuje instytucji i przedsiębiorstw gotowych przyjąć pracownika dysponującego umiejętnościami przekraczającymi możliwości zakładu pracy.

              "Tak naprawdę jedyną możliwością, mam wrażenie, po tych moich studiach, była praca na uczelni i tam ewentualnie coś w jakimś laboratorium, ale to też jakoś nie bardzo mnie kręciło i nie do końca chciałam
              zostawać na uczelni, potem robić jakieś doktoraty jeszcze."

              kobieta, studia I stopnia, nieodpłatne




              Niektóre osoby zdobyły satysfakcjonującą pracę, z powodu której zdecydowały się na rezygnację ze studiów. Respondenci, którzy znaleźli się w takiej sytuacji, twierdzili, że w pracy nauczyli się więcej niż na studiach, przez co postrzegali te ostatnie jako stratę czasu.

              radon.nauka.gov.pl/analizy/dropout
              • dobrycy Re: Za dużo produkujemy 14.12.24, 08:31
                Najzabawniejsze jest to, że kadra uważa że możliwość pracy w jakimś nowym (czyli przekładając na normalny język, młodszym niż 20 lat) laboratorium i kontakt z profosorem jest atutem pracy samym w sobie. Publikowanie w żurnalach, też sie kadrze wydaje niezmiernie atrakcyjne, jakby nie zauważając że impakt factor artykułu jest mniejszy niż posta na facebooku (bo ukazuje się
                ich 100000 rocznie i nikt kto absolutnie nie musi ich nie czyta, często nawet recenzenci).
                Cały mechanizm zwanym nauką ma zużyte trybiki i wadliwą architekturę, a tam gdzie wkładano zachodnie trybiki we wschodnią architekturą wszystko tylko zgrzypi.
              • pan.toranaga Re: Za dużo produkujemy 15.12.24, 13:27
                Ciekawa publikacja na pierwszy rzut oka. Poczytam.
                Jakiej to nam nazwy profesjonaliści nie wymyślą "zjawisko drop-out". Po polsku pewno "odkropelkowanie".
                Zabawne, że jak ja byłem studentem, to odkropelkowanie było uznawane za zjawisko pozytywne. Moi koledzy z wydziału mat-fiz-chem z pewną wyższością mówili, że owszem, egzamin wstępny u nich nie jest wielkim halo, ale za to jak niewielu kończy te studia, podczas gdy na jakąś historię sztuki, psychologię czy inną anglistykę* owszem trudno się dostać, ale jak już człeka przyjmą, to na pewno skończy.

                *młodym ludziom to trudno sobie wyobrazić, ale były kiedyś takie czasy, że na anglistykę było bardzo trudno się dostać.
                • pan.toranaga Re: Za dużo produkujemy 15.12.24, 13:35
                  Uwaga pozamerytoryczna: dlaczego ten tekst jest tak złamany, żeby go się nie dało przeczytać ani nawet wydrukować bez zmniejszania?
    • trzy.14 Re: Za dużo produkujemy 16.12.24, 23:48

      > Mamy przewagę osób z wyższym wykształceniem, mniej tych z technicznym -
      > a to oni w dużej mierze będą opuszczać rynek.
      > Zamiast elektryka do fabryki przemysłowej czy branży budowlanej, będziemy mi
      > eć specjalistów z wykształceniem pedagogicznym, psychologicznym, prawniczym czy
      > inżynieryjnym.

      Gdzie są ci maturzyści przygotowani do studiowania trzech tomów Rachunku różniczkowego i całkowego Fichtenholza?

      Już Danuta Rinn wyśpiewała, że niema niema niema.

      Dlatego domyślam się, że już nigdzie w Polsce nikt inżynierom tego Fichtecholza nawet nie próbuje wbić do głów. Kolega, jak uczył u prywaciarza matematyki informatyków, to równania różniczkowe załatwiał w godzinę. I tak podziwiam, że mu się w ogóle chciało. No ale wtedy to te równania były jeszcze w ministerialnym rozporządzeniu, a mus to mus.

      Ale ad rem. Opina powszechna jest taka, że to "niedopasowanie" jest skutkiem a to złych wyborów młodzieży, ale chyba nikt nie zdaje sobie sprawy z tego, że oni nie mają wielkiego wyboru i że nawet gdyby chcieli (siedzieć godzinami nad jakimiś abstrakcyjnymi zadaniami to trzeba mieć mocno poprzewracane w głowie), to nie mogą.

      • dobrycy Re: Za dużo produkujemy 17.12.24, 16:16
        trzy.14 napisał:

        > Gdzie są ci maturzyści przygotowani do studiowania trzech tomów Rachunku różnic
        > zkowego i całkowego Fichtenholza?
        >
        Tylko tu jest gdzie indziej problem. W czasach przedkomputerowych metody analityczne
        (a zatem całki, r.r. itp) stanowiły jedyny dostępny przy użyciu ołówka i kartki papieru
        sposób modelowania/przewidywania/projketowania.
        Jak się pojawiły komputery, to te trzy tomy są psu na bude, bo teraz sie wyklikuje
        w programie za tęgą subskrypcje, i nawet humanista jest w stanie coś zaprojektować,


        > Już Danuta Rinn wyśpiewała, że niema niema niema.
        >
        > Dlatego domyślam się, że już nigdzie w Polsce nikt inżynierom tego Fichtecholza
        > nawet nie próbuje wbić do głów. Kolega, jak uczył u prywaciarza matematyki inf
        > ormatyków, to równania różniczkowe załatwiał w godzinę. I tak podziwiam, że mu
        > się w ogóle chciało. No ale wtedy to te równania były jeszcze w ministerialnym
        > rozporządzeniu, a mus to mus.

        Te r.r. były środkiem do celu, który teraz w zastosowaniach inżynierskich osiągany jest inaczej.


        >
        > Ale ad rem. Opina powszechna jest taka, że to "niedopasowanie" jest skutkiem a
        > to złych wyborów młodzieży, ale chyba nikt nie zdaje sobie sprawy z tego, że on
        > i nie mają wielkiego wyboru i że nawet gdyby chcieli (siedzieć godzinami nad ja
        > kimiś abstrakcyjnymi zadaniami to trzeba mieć mocno poprzewracane w głowie), to
        > nie mogą.
        >

        To prawda. Za jakiś czas albo już teraz, gdy zreformowani uczniowie zostaną nauczycielami
        nastąpi kolejne tąpnięcie. A potem kolejne. A potem przyjdą pokolenia, które dostaną
        doktoraty na pocieszenie w czipsach, mimo że nie umieją czytać i pisać, bo tak
        demokratyczna władza głosami większości wybrała.
        • pan.toranaga Re: Za dużo produkujemy 18.12.24, 15:06
          > Gdzie są ci maturzyści przygotowani do studiowania trzech tomów Rachunku różniczkowego i całkowego Fichtenholza?
          to będzie naiwne pytanie humanisty, ale czy nie jest tak, że niejako na politechnice chcemy klonować wielkich uczonych i wynalazców, a nie ludzi do prowadzenia produkcji? Ilu gospodarce potrzeba innowacyjnych projektantów-wynalazców, ilu projektantów tuczących standardowe projekty (np. obliczenia konstrukcyjne w 5 piętrowym budynku mieszkalnym) a ilu pracujących w gumofilcach na budowie czy przy produkcji. Czy nie jest tak, że tego Fichtenholza (niem. drewno świerkowe) potrzebuje 10% absolwentów. Resztę z pożytkiem dla gospodarki i ich samych puślilibyśmy w świat z trochę słabszą matematyką i bez opowiadania, że kiedyś statki były z drewna a marynarze ze stali a teraz to jest na odwrót?

          Oczywiście jest drugie dno: być może przebrnięcie przez owegoż Fichtenholza jest gwarancją, że znajdujesz się w górnych 10% ludzkości.
          • dobrycy Re: Za dużo produkujemy 18.12.24, 16:38
            Fichtenholza przerabiali kiedyś zdolniejsi uczniowie w liceum, w matfizie.
            Wiec to nie jest żaden top topów, tylko jakieś minimum z któgo kiedyś powszechnie
            uczono analizy matematycznej fizyków (ale nie tam gdzie grasował Maurin, czyli na UW).
            Matematycy mieli inne podręczniki, bardziej abstrakcyjne i trudniejsze. Np. analiza matematyczna
            W. Kołodzieja, czy W Rudina.
            Obecnie poziom ludzkości i nauki spada tak szybko, ze umiejętność policzenia całki xsin(x)
            pewnie będzie zakwaliwikowała do 0.5% ludzkości, mimo że kiedyś to też było liceum.
            Ale słyszałem o mgr matematyki co na obronie polegli na takim czymś.
            • dobrycy Re: Za dużo produkujemy 18.12.24, 16:42
              www.biblos.pk.edu.pl/ST/2019/04/100000320554/100000320554_Rudin_PodstawyAnalizy.pdf
              www.biblos.pk.edu.pl/ST/2017/02/100000304612/100000304612_Kolodziej_AnalizaMatematyczna.pdf
              www.biblos.pk.edu.pl/ST/2018/02/100000314720/100000314720_Fichtenholz_RachunekRozniczkowy.pdf
              Jak widać Fichtenholz to beletrystyka
            • trzy.14 Re: Za dużo produkujemy 19.12.24, 07:31
              dobrycy napisał:

              > Fichtenholza przerabiali kiedyś zdolniejsi uczniowie w liceum, w matfizie.
              > Wiec to nie jest żaden top topów, tylko jakieś minimum z któgo kiedyś powszechn
              > ie
              > uczono analizy matematycznej fizyków (ale nie tam gdzie grasował Maurin, czyli
              > na UW).
              > Matematycy mieli inne podręczniki, bardziej abstrakcyjne i trudniejsze. Np. ana
              > liza matematyczna
              > W. Kołodzieja, czy W Rudina.
              > Obecnie poziom ludzkości i nauki spada tak szybko, ze umiejętność policzenia ca
              > łki xsin(x)
              > pewnie będzie zakwaliwikowała do 0.5% ludzkości, mimo że kiedyś to też było li
              > ceum.
              > Ale słyszałem o mgr matematyki co na obronie polegli na takim czymś.

              Dobrycy, do jakiego ty liceum chodziłeś?
              Chociaż fakt, jak przypomnę sobie podręczniki "do licealnego fakultetu z matematyki" mojego o 10 lat starszego brata, to łza w oku się kręci.
              • dobrycy Re: Za dużo produkujemy 19.12.24, 15:10
                trzy.14 napisał:


                > Dobrycy, do jakiego ty liceum chodziłeś?
                > Chociaż fakt, jak przypomnę sobie podręczniki "do licealnego fakultetu z matema
                > tyki" mojego o 10 lat starszego brata, to łza w oku się kręci.
                Do żadnego, dlatego miałem w szkole średniej np. kurs i uprawnienia SEPowskie, i dlatego
                uważam że na studiach też takie coś powinno być.
                Miałem kolegów co chodzili do dobrych liceów i mieli całki. Zresztą były w programie, były
                też np. w zbiorach zadań dla kandydatów na wyższe uczelnie o ile pamiętam, np w takim niebieskim.
        • trzy.14 Re: Za dużo produkujemy 19.12.24, 07:03
          dobrycy napisał:


          > Tylko tu jest gdzie indziej problem. W czasach przedkomputerowych metody analit
          > yczne
          > (a zatem całki, r.r. itp) stanowiły jedyny dostępny przy użyciu ołówka i kartki
          > papieru
          > sposób modelowania/przewidywania/projketowania.
          > Jak się pojawiły komputery, to te trzy tomy są psu na bude, bo teraz sie wyklik
          > uje
          > w programie za tęgą subskrypcje, i nawet humanista jest w stanie coś zaprojekto
          > wać,
          >

          Od lat powtarzam to zmatematyzowanym kolegom. Tzn. uważam, że wystarczy studentom pokazać, gdzie są niektóre drzwi do skarbnicy wiedzy i dać narzędzia do ich samodzielnego otwarcia. Te same drzwi, przez które my przejść musieliśmy. I wcale nie oznacza to gorszego wykształcenia, bo oni muszą znaleźć czas, by nauczyć się, tfu, wejść przez drzwi, których w naszych czasach nie było - i dobrze rozeznać się w tym, co tam znajdą. Dla ściślaków to na pewno jest kilkusemestralny kurs programowania, podstawy algorytmiki, statystyka "komputerowa" (czyli robiona w komputerze, a to wymaga opanowania stosownych narzędzi), może programy do równań różniczkowych (minimum semestr ciężkiej orki, jeżeli w ogóle znajdzie się kadrę, która to poprowadzi).

          Analogicznie, mam wrażenie, że do matematyki różnym osobom neurony łączą się w głowie w różnym wieku. Nie stanie się krzywda studentowi, jeśli na I stopniu nie przerobi całego "standardowego" (niegdyś) kursu matematyki. Jak będzie potrzebował, to tych gradientów i dywergencji w jakimś równaniu różniczkowym cząstkowym na potrzebnym mu poziomie (zapewne elementarnym) nauczy się później, a nawet i w pracy zawodowej.

          Z tymi drzwiami to jest problem, który tu powtarzam: fizjologiczne granice naszych mózgów. Nie wiem, czy jest sens tłoczyć tam wiedzę bez opamiętania, skoro jej przybywa wciąż w sposób wykładniczy. Może drogą jest specjalizacja (mózgów) i kooperacja tych specjalistów. I wtedy ten podział w sylabusach na wiedzę, umiejętności i kompetencje miękkie przestaje być taki śmieszny.

          • dobrycy Re: Za dużo produkujemy 19.12.24, 15:12
            Kiedyś już to dyskutowaliśmy, jak mają być jakieś komercyjne
            to na polibudach są tylko jakieś bieda-wersje, a na uniwersytach na ogół nic nie ma.
            Jakie macie programy wykupione na uczelnie, że wszyscy pracownicy lub/i studenci mogą korzystać.
            Statistica, origin, co jeszcze?
          • sendivigius Re: Za dużo produkujemy 19.12.24, 22:39
            trzy.14 napisał:

            > dobrycy napisał:
            >
            >
            > > Tylko tu jest gdzie indziej problem. W czasach przedkomputerowych metody
            > analit
            > > yczne
            > > (a zatem całki, r.r. itp) stanowiły jedyny dostępny przy użyciu ołówka i
            > kartki
            > > papieru
            > > sposób modelowania/przewidywania/projketowania.
            > > Jak się pojawiły komputery, to te trzy tomy są psu na bude, bo teraz sie
            > wyklik
            > > uje
            > > w programie za tęgą subskrypcje, i nawet humanista jest w stanie coś zapr
            > ojekto
            > > wać,
            > >
            >
            > Od lat powtarzam to zmatematyzowanym kolegom. Tzn. uważam, że wystarczy student
            > om pokazać, gdzie są niektóre drzwi do skarbnicy wiedzy i dać narzędzia do ich
            > samodzielnego otwarcia. Te same drzwi, przez które my przejść musieliśmy. I wca
            > le nie oznacza to gorszego wykształcenia, bo oni muszą znaleźć czas, by nauczyć
            > się, tfu, wejść przez drzwi, których w naszych czasach nie było - i dobrze roz
            > eznać się w tym, co tam znajdą.

            Nie tak szybko.

            Oczywiscie juz wielu rzeczy nie uczymy. Nie uczymy kaligrafii, laciny, ani poslugiwania sie suwakiem logarytmicznym. Mozna by przestac uczyc czytac i pisac. Wszak sa programy co czytaja na glos, i jeszcze tlumacza, albo takie co spisuja mowe. Mimo wszystko to jeszcze nie to. Moze jeszcze 100 lat potrzeba.

            Ale te wspomniane dzialy matematyki to nie bieglosc w przewracaniu stron Bronsztejna ale zrozumienie istoty procesu. Zbyt wiele razy widzialem jak mi mowili "komputer wyliczyl causa finita", mimo ze wynik jest kompletnie od czapy. Umiejetnosc wyczucia zjawiska bierze sie wlasnie z umiejetnosci manualnego rozlozenia go na elementy. Ja tez lubie metody numeryczne i na co dzien uzywam i nie uwazam ze rozwiazanie analityczne jest "wyższą poezja nauki", ale wlasnie dlatego ze rozumiem ze te metody numeryczne to rezultat zastosowania podstaw metod analitycznych czyli tej calki co naprawde jest suma po czyms tam. Uwazam, ze czlowiek jest analogowy, gdy mowi sie mu parabola to wie o co chodzi, gdy widzi elementy szeregu to niekoniecznie.

            Zrob sobie taki test Dobrycy, wez tabele (najprostszych) grup symetrii, zakryj nazwy i po maciezy powiedz ktora jest czym. A potem daj to zadanie studentom. A przeciez gdy powiesz "odbicie lustrzane" to nawet humanisci zrozumieja.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka