pan.toranaga
16.12.25, 12:00
Brakuje mi skali Likerta by powiedzieć jak bardzo się z tym nie zgadzam.
Prof. Krawiec, prawnik z UKEN pisze o nas źle.
W codziennej praktyce uczelnianej profesor czy doktor habilitowany rzadko traktuje młodszego kolegę jak partnera w poszukiwaniu prawdy. Znacznie częściej widzi w nim podwładnego, którego można ofuknąć, zignorować albo publicznie ośmieszyć - wskazuje prof. Grzegorz Krawiec z Uniwersytetu Komisji Edukacji Narodowej w Krakowie. Wskazuje, że hierarchia stopni i tytułów coraz częściej służy nie do porządkowania pracy, tylko do upokarzania tych, którzy znajdują się niżej: magistrów, doktorów, asystentów, adiunktów, a zwłaszcza pracowników administracji.
i dalej
Profesor czy profesor habilitowany wciąż bywa postrzegany (i sam siebie postrzega) jako ktoś, kto „kroczy”, a nie po prostu przychodzi do pracy: nie musi się tłumaczyć z nieobecności na seminarium, z nieprzeczytanej pracy doktoranta, z odwołanego w ostatniej chwili posiedzenia komisji.
Jakoś nie odczuwam tego przywileju. Może źle siebie samego oceniam, ale ja nie tylko nie kroczę, ja nawet nie idę, tylko truchtam.
Bo jeśli profesor nie potrafi powiedzieć „dzień dobry” pracownicy/pracownikowi dziekanatu czy osobie sprzątającej to naprawdę trudno oczekiwać, że będzie potrafił uczciwie ocenić czyjąś drogę naukową.
Wnioskowanie może prawidłowe, ale ze znanych mi osób nie kłania się im jeden młody doktor. No może jeszcze ktoś ważniejszy, ale on/a nie kłania się nikomu. Inna rzecz, że ci kłaniający się, też nie zawsze potrafią uczciwie ocenić czyjąś drogę naukową.
I na koniec przestroga. Jakiś czas temu, przedstawiciel jednej z partii, która może rządzić po roku 2027, zapytany na platformie społecznościowej o program dotyczący szkolnictwa wyższego powiedział krótko: „deprofesoryzacja i prywatyzacja”. Zapowiedzi takie są czytelnym ostrzeżeniem: część klasy politycznej przestała postrzegać profesorów jako niekwestionowany autorytet i zaczyna mówić o nich językiem demontażu, a nie współpracy. To sygnał, że cierpliwość wobec nadużyć hierarchii, aroganckich zachowań i zamknięcia środowiska się wyczerpuje i jeśli akademia sama nie wyciągnie wniosków, zrobi to za nią ktoś z zewnątrz, środkami znacznie bardziej brutalnymi niż wewnętrzna autorefleksja.
Nie sądzę, żeby polityków, wśród których nota bene jest sporo uczonków (choćby 3 prezydentów RP) akurat tym się kierowało, gdy "językiem demontażu" mówią o „deprofesoryzacji i prywatyzacji”.
www.prawo.pl/student/mobbing-i-brak-komunikacji-problemem-uczelni-prof-krawiec,536325.html