charioteer1
10.07.09, 17:27
Obawiam sie, ze w tym zawodzie czesto.
Kazdy chyba zna profesora, ktory jest alfa i omega i jeszcze nawet nastepnymi
literami alfabetu. To bywa zabawne, ale nie dla podwladnych takiego delikwenta.
Ale do profesorow to zjawisko sie nie ogranicza. Nie zapomne kolegi-asystenta,
ktory nabral iscie rektorskich manier, ledwie tylko doktorat zrobil.
A najbardziej wkurzaja mnie ostatnio kolezanki i koledzy, ktorym atrybuty
boskosci wyrastaja nagle i niespodziewanie. Takiemu zazwyczaj trzeba dlugo i
zawziecie tlumaczyc, ze ma wykonywac swoje obowiazki sluzbowe, bo jemu sie
wydaje, ze nagle wyrosl ponad tak przyziemne rzeczy, jak poprawianie prac, czy
inne obowiazki organizacyjne. Taaa, nie mam czasu, bo musze ksiazke pisac...