ponad miesiąc temu mu się zakochało do szaleństwa i związku z tym opuścić
postanowił wyrozumiałe rodzinne łono (znaczy ze moje) i ruszyć na spotkanie
szczęścia z miłością swego życia.
niestety z uwagi na zaistniałe utrudnienia (pałetajaca sie pod nogami roczna
córeczka, kwestia finansowo-lokumowa) ostał sie na starych smieciach do dzis.
zyskałam w jego ustach zaszczytne miano współlokatorki, przyjaciółki i kilka
juz mniej zaszczytnych przy okazji tez. ogólnie nie da sie nudzić.
mimo pozostawnia pod jednym dachem pan poczuł ozywczy powiew wolnosci i zaczal
realizowac swoje pasje - to jest uszczesliwiac swym towarzystem rozliczne
wyczekujace z utesknieniem kolezanki.
kolezanka nr jeden była oczywsicie Kasia - jego wielka i prawdziwa milosc
jednak okrutny los stanął na drodze szczęścia naszego księcia. okrutny los
wyraził swa okrutna wole ręką matki naszego bohatera, która to okrutnie
zadzwoniła była do matki jego wybranki, co okrutnie zaowocowało okrutnym
zerwaniem z biednym księciem.
czy okrutne zerwanie było pod publikę czy nie nigdy se nie dowiemy, jako ze
okrutny książę pocieszenie znalazł u drogiej koleżanki swej wybranki, z którą
był się przylizał po pijaku. wieść ta dotarła do ślicznych uszu wybranki,
która serce w głaz zmieniła i wypierdalać księciu kazała. ale nic to książę w
międzyczasie zdążył se trzecia przygruchać

i jak wieść gminna niesie
spotyka się z nią w czwartek pod pretekstem wizyty u dziekana. ciąg dalszy
nastąpi kiedy znów zostawi komórkę na widoku. i po co mi tv? ja wiem ze
czytanie mezowych smsow to zło, ale ani mi on maz ani ja juz dobra i ufna nie bede