e.logan 27.10.09, 10:22 XXI wiec co sprawia ze wierzycie w historie o duchach?Doswiadczenia czy ciagle jakis wytlumaczenie dla czegos czego nie rozumiemy? Odpowiedz Link Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
aniuta75 Re: duchy 27.10.09, 10:30 Nie spotkałam nigdy żadnego (i bardzo dobrze) ale wierzę, że się czasami objawiają... Odpowiedz Link
arallia Re: duchy 27.10.09, 10:36 Nie wierzę. Uwierzę jak spotkam. I wtedy się podzielę Odpowiedz Link
bernimy Re: duchy 27.10.09, 11:09 To nie wiara w sensie duchy uuuuuuuuuuuuuu straszenie, banie itd. Po prostu nie wierzę, aby po śmierci to już tylko piasek i bez względu na to jak kto żył wszyscy tak samo kończą w piachu. Nawet gdybym była niewierząca to wiedziałabym, że nie żyjemy sobie ot tak sobie, do śmierci, wszyscy tak samo. Musi być jakiś cel, a celem nie może być piach i sens a to byłoby bez sensu. No i wierzę, że niektórzy nie potrafia pogodzić sie ze śmiercią albo z niemożliwością odwrotu... i dlatego czegos jeszcze tu na ziemii szukają. Odpowiedz Link
eyes69 Re: duchy 27.10.09, 11:17 Uwazasz, ze zycie samo w sobie nie ma sensu, a ten sen zyciu nadaje dopiero smierc, po ktorej okazuje sie, ze nadal nasza dusza zyje? Nie rozumiem tez tego: > No i wierzę, że niektórzy nie potrafia pogodzić sie ze śmiercią albo > z niemożliwością odwrotu... Czy dusze umarlych nie maja swojego miejsca gdzies tam w niebie, czyscu lub piekle? Chyba, ze kazdy z nas moze zostac biblijnym Chrystusem i po smierci chodzic wsrod zywych. Byc moze sie myle, ale cos mi sie tu nie zgadza. Odpowiedz Link
bernimy Re: duchy 27.10.09, 11:46 Nie "samo życie w sobie nie ma sensu", tylko jakość tego życia. Po prostu nie miałoby sensu, aby przysłowiowy porządny człowiek i bandyta mieli tak samo zakończyć istnienie. To nie miałoby dla mnie sensu! Co do dusz, mają swoje miejsce, ale ja osobiście wierzę w to, że niektórzy nie pogodzeni ze śmiercią jakby "pałętają" się pomiędzy jednym a drugim światem, chcąc coś jeszcze zakończyć/przekazać. No i nie mieszaj Chrystusa chodzącego wśród żywych jak żywy z duchami, szczękiem kluczy, zamykaniem drzwi itp. Odpowiedz Link
eyes69 Re: duchy 27.10.09, 12:00 bernimy napisała: > Nie "samo życie w sobie nie ma sensu", tylko jakość tego życia. Po > prostu nie miałoby sensu, aby przysłowiowy porządny człowiek i > bandyta mieli tak samo zakończyć istnienie. To nie miałoby dla mnie > sensu! Bog jest milosierny i wybacza kazdemu. Zebys sie nie zdziwila, kto bedzie siedzial w tym niebie. > Co do dusz, mają swoje miejsce, ale ja osobiście wierzę w to, że > niektórzy nie pogodzeni ze śmiercią jakby "pałętają" się pomiędzy > jednym a drugim światem, chcąc coś jeszcze zakończyć/przekazać. To mi wiele wyjasnia. > No i nie mieszaj Chrystusa chodzącego wśród żywych jak żywy z > duchami, szczękiem kluczy, zamykaniem drzwi itp. Yyy? Napisalam cos o drzwiach i kluczach? Odpowiedz Link
bernimy Re: duchy 27.10.09, 12:05 Nie, ja w takim znaczeniu pisałam wcześniej o duchach, czyli nie jako istotach chodzących wśród nas, tylko jako istoty raczej dające "sygnały" nam tu żyjacym. A Ty napisałaś potem o Chrystusie, więc dlatego nie chciałam tego mieszać. Odpowiedz Link
eyes69 Re: duchy 27.10.09, 11:24 A czego moga dotyczyc te doswiadczenia? Wiele zjawisk i przewidzen mozna wyjasnic naukowo. ;P To, co teraz jest dla nas niezrozumiale, za jakis czas moze byc czyms oczywistym. Odpowiedz Link
deela Re: deelka 27.10.09, 13:26 dobra mam chwile jak bylam dzieciakie mieszkalismy w takiej starej przedwojennej kamienicy, w tym domu na parterze mieszkala para dziadkow, jednego roku ona zmarla a on pol roku po niej ci dziaskowie mieli strych dokladnie nad naszym mieszkaniem kilka lat po ich smierci na strychu zaczelo dziac sie cos dziwnego dokladnie o 2 w nocy zaczynalo sie ktos po tym strychu chodzil, wyraznie bylo slychac stukanie butow ktos przesuwal coś ciężkiego - jakies szafy, meble (stalo na tym strychu tego sporo), calosc wystepu trwala rowne 2 h i o czwartej sie konczylo (mam nadzieje ze nic nie pokrecilam to juz dosc dawno bylo, ale na pewno bylo regularne i na pewno trwalo dokladna ilosc czasu codziennie, zaczynalo tez sie o tej samej porze) ja sie zawsze budzilam ale nikogo w domu nie moglam dobudzic - ani rodzicow ani brata ani psa - wszyscy spali jak zakleci jednego dnia sieodwazylam iwyszlam na korytarz sprawdzic kto tam lazi na gorze (schody na strych byly tuz kolo naszych drzwi od mieszkania) myslalam ze to moze sasiadom (to byl strych tych dziadkow i ich syna - wszyscy mieszkali w tej samej kamienicy ale w innych mieszkaniach) drzwi do strychu byly zamkniete od zewnatrz na solidna klodke dokladnie po dwoch tygodniach wszystko ustalo nie wiem co to bylo, moi rodzice mowili ze podobno ci dziadkowie mieli na strychu schowane cos cennego? w ogole ten dom byl bardzo dziwny w tej samej kamienicy co my mieszkal moj dziadek z babcia babcia bardzo chorowala pewnej nocy moja mama obudzila sie przerazona - tak bardzo ze nie mogla otworzyc oczu, ojca nie mogla obudzic a moja mama wyraznie czula ze babcia stoi kolo niej (po zapachu i w ogole wiedziala ze ktos kolo niej stoi) okazalo sie ze tej nocy babcia umarla inna rzecz - nasze mieszkanie bylo laczone z dwoch innych - jedne drzwi byly zamkniete i z naszej strony zakryte jakimis plytami, na to tapeta - od srodka nie bylo widac ze sa drzwi, ale wracajac ze szkoly pukalismy w nie zeby dac ojcu znac ze juz idziemy i zeby nam otworzyl i szlismy dalej do wejscia wlasciwego - chyba nikt oprocz nas nie wiedzial ze mamy taki zwyczaj w te drzwi czasami ktos stukal -kto? nie mam pojecia - nie bylo mozliwosci zeby dowcipnisia nie przylapac, jedyna droga byla do naszych drzwi i sasiadow albo na dol po schodach - ale tam byly stare drewniane podlogi i schody - nawet jak sie szlo na boso bylo slychac ze ktos idzie, ze schodami tak samo - poza tym nie daloby sie zejsc po nich szybko i bezglosnie nie ryzykujac zlamania karku - byly strome jak drabina po paru latach ojciec te drzwi wyjal i zamurowal to ejscie czasami i tak bylo slychac dudnienie w tej scianie, jak mozna zapukac w beton?????????? w ogole to byl bardzo dziwny dom.... ja nadal czasami wyczuwam czyjas obecnosc w roznych miejscach - np jak spalam kiedys u meza w domu na dole - ktos stanal kolo mnie a potem odszedl - slyszalam jak postukuje laska ktora sie podpieral - maz mnie potem oswiecil ze w tym domu umarl dziadek ale wczesniej spalam na gorze i to nie raz - nigdy sie nic podobnego nie zdarzylo - okazalo sie ze ta czesc domu w ktorej wczesniej urzedowalam nie istniala za zycia dziadka - zostala dobudowana po jego smierci w tym domu gdzie teraz mieszkam czasami sni mi sie jakis dziadek - wszystko jest inaczej a on siedzi na krzesle kolo okna (okna sa stare - luszczy sie z nich farba) i patrzy przez to okno wczesniej mieszkala tu babcia wlascicieli, a wczesniej to nie wiedza kto.... czy to sa duchy? to wszystko czego doswiadczylam? nie wiem, ale naturalne zjawiska to nie byly Odpowiedz Link
mathiola Re: duchy 27.10.09, 12:09 Nie wierzę. Chciałabym wierzyć, ale... ale "a priori" na mnie nie działa w żadnej dziedzinie życia. Chciałabym dotknąć i uwierzyć, ale żaden duch dotychczas nie zechciał mi wyświadczyć przysługi i ukazać mi się. Odpowiedz Link
karra-mia Re: duchy 27.10.09, 14:07 nie wiem czy to duchy ale jak zmarł mój ojciec, miałam 6 lat, było to 2 święto BN. Pierwsza noc po smierci, ja z mamą w łóżku i nagle ktoś kładzie szklankę na stół, słychać stuk wyraźny, prawdziwy, bo na stole jest szyba. Mama po chwili sprawdziła, ale szklanki nie ma. Podejrzewam, ze to tata się pożegnał z nami jakoś chyba Jego mama pożegnała się po swojej śmierci ze mną podobnie, słyszałam, ze ktoś otwiera drzwi, zamyka je i wchodzi do domu. Niemożliwe, bo były zamknięte na zamek i nikogo nie było, a jednak... Odpowiedz Link
mamolka1 Re: duchy 27.10.09, 14:18 W duchy nie wierzę ale.... To w sumie nie o ducha chodzi mi teraz a o ja wiem....przeczucie? !7 września 2003 roku ok godz 11.30 zbierałam się z młodymi po dużego do przedszkola, Milka miała 7 miesięcy siedziała na podłodze - schyliłam się po nią i jakbym w łeb dostała. Normalnie czarno mi się przed oczami zrobiło i się wywaliłam. No nic , zmiana pozycji, jakieś tam ciśnienie....Zebraliśmy się i wyszłam . O 12.10 miałam telefon z firmy męża że ten miał wypadek. Rozwalił się pod Siewierzem dokładnie o 11.30 - zegar się tak zatrzymał. Ale i tak nie wierzę... Odpowiedz Link
bernimy Re: duchy 27.10.09, 14:21 Tylko dopytam, wyszedł z tego? Bo ja znam takie rodzinne opowieści-pożegnania, ale właśnie w chwili śmierci! Odpowiedz Link
mamolka1 Re: duchy 27.10.09, 14:27 Tak - ale jakbym najpierw zobaczyła auto to bym poleciała trumnę zamawiać. Odpowiedz Link
eyes69 Re: duchy 27.10.09, 14:44 Jakbym czytala opowiesc blizniakow o wspolodczuwaniu. Nie wykorzystujemy nawet 10% mozliwosci naszego mozgu. Mysle, ze ludzki mozg jest zdolny do telepatii, szczegolnie jezeli ludzi laczy emocjonalna wiez. Mam przyjacioke, z ktora laczy mnie wiele. Od zawsze mialysmy na siebie wplyw, naprzyklad: 1. Ja mysle o tym, ze musze do niej zadzwonic, a ona widzi na wyswietlaczu swojej komorki moje imie, mimo ze do niej nie dzwonie. Oddzwania po chwili i pyta sie mnie czego chcialam, na co ja odpowiadam: "fajnie, ze dzwonisz, bo mi sie nie chcialo wykrecac numeru". 2. Przez pierwsze trzy miesiace mojej ciazy, ona miala okropne mdlosci, ja zadnych. 3. I takie niby nieistotne, ale sie dzieja. Ja nie pije kawy bo nie przepadam za nia, a kiedy zaczynam pic (zdarzy mi sie raz na jakis czas), to okazuje sie, ze moja kolezanka ma wstret do kawy, ktora normalnie uwielbia pic (ma bardzo niskie cisnienie i bez kawy nie zyje). Albo, ja mam bardzo dobry sen, a moja kolezanka cierpi na bezsennosc. Im mi sie lepiej spi, tym jej gorzej. I kiedy mi sie zdarzylo nie moc zasnac przez pare nocy z rzedu, okazalo sie, ze kolezanka spi jak zabita. Jest wiele takich rzeczy, ktore nam sie ciagle zdarzaja, na ktore my juz nie zwracamy uwagi, bo dla nas to normalne. Przyjaciolka nazywa mnie wampirem, bo to ona najczesciej przejmuje na siebie to, co mi sprawia dyskomfort. Odpowiedz Link
deela Re: duchy 27.10.09, 17:09 > Nie wykorzystujemy nawet 10% mozliwosci naszego mozgu. alez to najglupszy slogan jaki slyszalam owszem czlowiek wykorzystuje 10% mozliwosci swojego mozgu NA RAZ po kiego grzyba bylby nam nie uzywany narzad???? wiec nie opowiadaj bzdur jak sie nie znasz Odpowiedz Link
eyes69 Re: duchy 27.10.09, 17:40 Wyrazilam sie wiec zbyt ogolnie. Mozg pracuje caly, nie tylko jakas jego czesc. Chodzilo mi o SWIADOME korzystanie z mozliwosci, jakie mozg nam oferuje. Tak wiec uzywamy mozgu calego, ale swiadomie niewielka jego czesc. Natomiast o dzialaniu mozgu raczej niewiele wiadomo. Odpowiedz Link
grave_digger Re: duchy 27.10.09, 18:38 oczywiście, że wierzę w duchy, czyli w dusze zmarłych. co więcej, uważam to za oczywiste. że istnieje świat po tej i po tamtej stronie lustra. wierzę w reinkarnację. że kiedyś się odrodzę. że kiedyś już żyłam. i wierzę, że wszystko ma cel i ku czemuś zmierza. Odpowiedz Link
deela Re: duchy 27.10.09, 20:40 > Chodzilo mi o SWIADOME korzystanie z mozliwosci, jakie mozg nam > oferuje. swiadomie to ty go w ogole nie wykorzystujesz a o mozgu wiadomo sporo tylko trzeba troche poczytac Odpowiedz Link
eyes69 Re: duchy 27.10.09, 21:13 Ty mozesz napisac, ze sporo, a ja napisze, ze niewiele. Dla mnie wciaz za malo wiemy o dzialaniu mozgu, dla Ciebie byc moze wystarczajaco duzo czy sporo. Odpowiedz Link
slimakpokazrogi Re: duchy 27.10.09, 22:31 widzę , ze dyskusja nieco spłynęła w bok... a ja wrócę do meritum. Wg mnie XXI wiek, nie ma nic do tego. Zobacz , ilu ludzi wierzy w Boga! A z logicznego punktu widzenia to też gusła, zabobony i bajki w ogóle... Równie dużo wierzy w duchy... Odpowiedz Link
figrut Re: duchy 27.10.09, 22:56 > XXI wiec co sprawia ze wierzycie w historie o duchach?Doswiadczenia czy > ciagle jakis wytlumaczenie dla czegos czego nie rozumiemy? Doświadczenia. Jak najbardziej osobiste, poparte doświadczeniami innych świadków. Jednego doświadczenia udowodnić nikomu nie mogę, gdyż "świadkiem" był mój najmłodszy syn i ja sama. Żadne z tych doświadczeń nie było z tych, które chciałabym, aby się powtórzyły. Odpowiedz Link
figrut Re: Firgut 27.10.09, 23:51 Nie pamiętam dokładnie ile lat wtedy miałam, ale chyba 6-7, mój brat jest 3 lata starszy, więc mógł mieć 9-10. Spaliśmy w dziadka domu na jednym tapczanie ja i starszy brat. W wielkim łożu małżeńskim spali - dziadek, tata, mama i mój młodszy brat. W tym domu w nocy zawsze była zapalona lampka nocna (po latach dowiedziałam się dlaczego). Obudziliśmy się razem z bratem w jednym czasie w środku nocy. Stała przed nami bardzo wysoka postać w długiej, kremowej koszuli (coś jak koszula nocna) zapinanej na całej długości od szyi do stóp na guziki obciągnięte tą samą tkaniną co koszula. Stopy były bose, twarzy nie mogliśmy dojrzeć. Z przerażenia początkowo nie byliśmy w stanie nawet krzyczeć. Dopiero po kilku sekundach brat zaczął przerażony krzyczeć i mnie też głos wrócił. Obudziliśmy dorosłych, postać stała obok nas przed tapczanem nadal, ale nikt z dorosłych jej nie widział, choć my wskazywaliśmy ją palcami i krzyczeliśmy. Nie pamiętam jak dotrwaliśmy do rana. Pamiętam tylko cichą rozmowę mamy z dziadkiem w kuchni i powrót tego samego dnia do nas do domu na noc. Mama rano brała nas po kolei i wypytywała jak wyglądała ta postać. Każde z nas opisało ją dokładnie tak samo, łącznie z tą masą guzików obciąganych materiałem, ale żadne z nas nie wiadomo czemu nie mogło dostrzec twarzy. Po latach dowiedzieliśmy się, że w tym domu straszy (jak już dziadek zmarł i tam nie chodziliśmy), ale nikt z dorosłych nie chciał nas wtedy straszyć, kiedy jeszcze w tym domu pomieszkiwaliśmy. Co jest bardzo dziwne, mój brat już jako dorosły widział tą samą postać obok swojego łóżka, ale w bloku w którym mieszkaliśmy, ja na szczęście już jej więcej nie widziałam. To jedno ze zdarzeń. Odpowiedz Link
mathiola czytam i myślę 27.10.09, 23:50 że w moim życiu wszystkie opowieści o duchach są są skutkiem CZYICHŚ doświadczeń. Nawet bliskich osób, których nie podejrzewałabym o kłamstwo. Wię ja pytam: czy te osoby po prostu miały zwidy/omamy? Czy ja niegodna jestem, żeby przeżyć spotkanie I stopnia? Moja mama miała zdarzenie "uduchowione" - kiedyś już o tym pisałam gdzieś na forum. Otóż kiedy zmarł nasz sąsiad, który (w czasach komuny) nie miał własnego telefonu i przychodził często do nas, żeby zadzwonić do rodziny. I kiedy ten sąsiad umarł, na pogrzeb poszedł tylko tata, mama została w domu, my byliśmy w szkole. W tym czasie telfon mieliśmy nieczynny, ponieważ samochód ciężarowy zerwał linię telefoniczną i nie było pana, żeby ją zreperować. Mama jest w kuchni i słyszy dzwonek telefonu. Uszczęśliwiona, że w końcu ktoś się tym problelem zajął, idzie do pokoju. Telefon dzwoni. Podnosi słuchawkę - cisza. Podnosi sznur od telefonu - wyjęty z gniazdka. Rzuciła wszystko i uciekła. W tym czasie biły dzwony w kościele na pogrzeb. Co jest ze mną, że nie wierzę? Odpowiedz Link
figrut Re: czytam i myślę 27.10.09, 23:54 > Wię ja pytam: czy te osoby po prostu miały zwidy/omamy? Czy ja niegodna jestem, > żeby przeżyć spotkanie I stopnia? Wolałabym być na Twoim "niegodnym" miejscu Odpowiedz Link