No i doczekałam się. Właśnie wczoraj był ten dzień, na który to ja,
Olinka, Amoreska i Karra_mia (kolejność przypadkowa) postanowiłyśy
się umówić, nigdzie indziej jak oczywiście w stolycy Śląska -
Katowicach, a dokładniej w galerii SCC. Miejsce ogólnie znane, duży
parking, mało ludzi (

) - ot szara codzienność . I jak to u nas -
Ślązaczek zwylke bywa - słowo raz dane święte jest. Ponieważ miałam
najdalej całą wyprawę trzebabyło logistycznie przygotować. Moje
nerwy ledwie dotrwały chwili odjazdu sprzed domu. Kierowca jest,
Marysia jest, Filip jest. Jedziemy. Zawozimy Filipa do dziadków,
dzwonimy, nikt nie otwiera. Dzwonię do ojca - ZAPOMNIAŁ, że dwa dni
wcześniej kilka razy mu mówiłam, że Fifi u nich zostaje. No, ale
udało mi się gada zostawić u ciotki. Czułam podświadomie, że
kłopoty, to sie dopiero zaczynają
Wjeżdżamy wreszcie na autostradę, Marysia już śpi, mąż mnie katuje
muzyką z Twin Peaks, z oknem, szaro, buro i ponuro. Co chwilę
słyszę: jak jedziesz pajacu, gdzie się pchasz baranie, cijś dalej
tym gruchotem, a gdzie my wogóle jedziemy? Wytłumaczyłam co i jak, i
pilnuję zjazdu odpowiedniego, bo w Krakowie to nikt na nas nie
czekał

Oczywiście zjazd przegapiliśmy, zjechaliśmy na następnym,
ale trasy nie znamy, więc kluczyliśmy gdzieś po jakiejś Ligocie, w
końcu małż poszedł zapytać o drogę, ja w tym czasie dzwonię do
Olinki, że już prawie jesteśmy. Pocieszyła mnie kobieta, że nie ma
miejsca na parkingach i jeździ tak sobie bez celu. Małżowi ani słowa
nie wspomniałam, bo się wkurwi jeszcze bardziej, mnie gdzieś po
drodze wywali i tyle. Na szczęście Marysia całą podróż przespała.
Obudziła się dopiero na miejscu. Postanowiłam z nią wysiąść
zostawiając męża - niech sobie miejsce parkingowe znajdzie sam.
Wchodzę do tego sławnego SCC i co widzę .... tłumy ludzi, jak przed
otwarciem MediaMartk. Normalnie szał poświąteczny, ale nic. Lecę z
nosidłem pod tą kafejkę, dzwonię do Olinki, dziewczyny już są,
czekają na nas. Wreszczcie moim oczom ukazują się trzy niewiasty.
Gdyby nie to, że Karra_mię mam na NK ( jest blondynką - taki
szczegół zapamiętałam), mogłby być to trzy dowolnie spotkanie
dziewczyny, żadnej bym nie poznała

. Amoreska przyszła bez
salami, a Olinka bez lizaka
Ponieważ Marysia zaczęła co raz głośniej dopominać się cyca,
usiadłyśmy gdzie popadło, zamówiłyśmy co popadło ( przepyszna kawa z
lodami mi się trafiła) i ... trzy godziny nam na klachaniu przy
kafeju przeleciały. Szkoda, że tak szybko. Naprawdę. Czuję
wewnętrznie taki niedosty. O czym rozmawiałyśmy? O wszystkim, o
dzieciach, małżach, teściowych, dietach i seksie ot - prawie jak na
czacie - tyle że w realu
Dziękuję dziewczyny, w realu jesteście jeszcze fajniejsze. Warto
było tłuc się z dzieciakiem w psią pogodę zapchaną autostradą. I
wrócić ledwie żywą, i na pół głuchą do domu około 23:00.

PS 1. Zapewne zastanawiacie się co w tym czasie robiła Marysia.
Marysia była pod troskliwą opieką swojego taty, wożona w wózku lub
noszona na rękach, towarzyszyła mu w poszukiwaniu rocznicowego
prezentu dla mnie, bo w całym tym spotkaniowym zamiaszaniu i
towarzyszącej temu zamieszaniu ekscytacji, całkiem mi uleciał tak
drobny fakt, jak
siódma rocznica naszego ślubu
PS 2 A teraz idę szybko wziąć poranny prysznic, zrobię sobie dobrej
kawi i pomyślę o was ciepło