Kurwa jego mać, chuj im w dupę, ja pierdolę, co za suki jebane, a
może i niewydymane
Z góry przepraszam za wulgaryzmy, ale ostatnio tak się wkurwiłam (bo
zwykłym zdenerwowaniem tego nazwać nie można) jak mi auto ukradli
Oczywiście chodzi o szkołę, panią nauczycielkę i włazidupy +
zwoleniczki włazidup
W piątek dzieci miały wklejone w zeszycie korespondencji info, że we
wtorek lub w środę będzie test sprawdzający dla klas pierwszych.
Dziś rano jedna mama spotkawszy przy szatni pani nauczycielka pyta
czy coś już wiadomo kiedy test będzie. Odpowiedź - powiedziana "na
odchodne", bo PN nawet nie zatrzymała się - była "no będzie we
wtorek lub środę. Koiec tematu". I poleciała do włazidup z nowej
trójki. Postanowiłam, że ja spróbuję się czegoś dowiedzieć.
Poczekałam grzecznie aż pani pogawędzi z włazidupami. Gdy zaczeła
iść zagadnełam czy dziś będzie konkretna informacja czy test jest
jutro czy w środę. Pani spytała "jakie to ma znaczenie".
Powiedziałam, że ma takie, żeby dzieci sobie powtórzyły materiał.
Pani stwierdziła, że mogły się uczyć na test w łikend. Powiedziałam,
że mimo wszystko wolałabym znać konkretną datę testu. Pani
stwierdziła, że mamy sobie poszukać panią X (wychowawczynię innej
pierwszej klasy) bo ona to organizuje i ona ustala datę. Mówię więc
"czyli od pani się nie dowiemy?". Odp: "nie" i pani poszła...
W międzyczasie pani zawiesiłą na tablicy ogłoszeń info o czwartkowej
wycieczce do muzeum. Stałyśmy z innymi rodzicami (+ włazidupy i ich
zwolenniczka) i czytałyśmy. Usłyszałam jak nowa skarbniczka pyta
się zwolenniczki czy jedzie z panią na tą wycieczkę. Tamta mówi, że
tak. Zaczełam więc KULTURALNIE (potwierdziłam to potem u naocznego
świadka zdarzenia, bo pomyślałam, że może ja nie wyczułam w swoim
głosie krzyku i pretensji) pytać się tej zwolenniczki czy tylko ona
jedzie z panią i dziećmi na wycieczkę. Ona mówi, że nie wie, że
chyba tak. Ja mówię, że chyba powinien być jeszcze jeden rodzic, bo
gdzieś słyszałam że na 10 dzieci powinien przypadać jeden opiekun, a
dzieci jest 27 (tak na marginesie wie któraś czy tak faktycznie
jest?). Ona wtedy zaczeła już podniesionym głosem "a co, może pani
pojedzie?". Ja jej na to, że nie wiem, że gdyby wszyscy rodzice
mieli info o planowanej wycieczce wcześniej to na pewno można by
było sobie tak zorganizowć wszystko, żeby pojechać. Ona zaczeła
wtedy na mnie krzyczeć, że mam sobie iść do pani i się pytać kto
jeszcze jedzie, że ja mam zawsze o wszystko pretensje, żę ona ma
mnie już dość!!!!!!! Odpowiedziałam tylko "ach, to już wszystko
wiem" i poszłam.
KURWA KURWA KURWA KURWA....
Pamiętacie jak kiedyś byłąm wezwana do pani, że niby nic mi nie
pasuje, że rodzice powiedzieli jej, że mam najwięcej zastrzeżeń? To
już chyba teraz nie muszę szukać osoby, która to wymyśliła. DOdam,
że ta zwolenniczka to osoba, z która od początku roku wymieniam
tylko i wyłącznie dzień dobry, nie rozmawiałam z nią nigdy na żadne
tematy - no możę poza zdawkową wymianą zdań na temat Kudłatka.
Wkurw mój sięgnął zenitu. Wróciłam do domu i zadzwoniłam do
sekretariatu szkoły z pytaniem czy sekretariat wie kiedy jest test
bo nasza pani wychowawczyni nie wie, nie widzi problemu w tym, że
rodzice i dieci nie są informowani o tym wcześniej i każe nam
szukać po szkole innego nauczyciela, który nadzoruje ten test.
Przełączono mnie do (chyba, bo Kudłątek włączył jakąś zabawkę i nie
dosłyszałam) wicedyrektorki. Powiedziałam to samo. Pani powiedziała
że porozmawia z panią wychowawczynią, że ma dziś wywiesić info o
terminie testu. Zagadnełam od razu o spotkanie z dyrekcją, czy
trzeba się wcześniej umawiać. Okazało się, że tak, bo muszą wiedzieć
ile osób danego dnia chce przyjść. Powiedziałam więc, że porozmawiam
jeszcze z panią wych, a jak rozmowa nie przynieie efektu to wtedy
przyjdę do dyrekcji.
No i teraz tak: 10 maja jest zebranie. Ja chcę porozmawiać z tą
pindzią co mnie oczerniła w obecności innych rodziców ocywiście przy
pani. Czy zatem napisać żądanie spotkania z tą mamą i panią jeszcze
przed zebranie, czy olać teraz i poruszyć tą sprawę na zebraniu. Jak
wcześniej to jest szansa, że pójdzie ze mną mąż. Będą wtedy
wyrównane szanse: my dwoje przeciwko pani i zwolenniczce. Na
zebraniu możę nie być mojego m, bo ma już zaplanowany wyjazd i nie
wiadomo czy uda ię go przełożyć.
Jeśli chodzi o rodziców jeżdżących na wycieczki to są to zawsze
włazidupy + zwolenniczka bo nigdy nikt inny nie jest pytany czy
informowany o wycieczce. Jeden tata napisał w dzienniczku, że jest
chętny żeby pojechać na wycieczkę 1 czerwca to pani olała ten wpis.
Na pytanie mamy pani powiedziała, że nie zauważyła tego wpisu (obok
był drugi, pod którym się podpisała) i że na tą wycieczkę ma już
rodziców - wiadomo kogo.
Piszcie dziewczyny, bo ja już kurwicy dostaję. Dziś będę rozmawiała
z młodą o przepisaniu do innej klasy. Tylko tu jest problem, bo mogą
ją raczej przenieść do najmniej licznej klasy, a to jest niestety
klasa sportowa. A do takiej ani młoda ani my nie chcemy żeby
chodziła. Myśicie, że składać pismo, żeby dyrektorka przyszła na
zebranie?