zajac mi kupił na zajaca taka małą mini maszyne do szycia.chyba 7 sciegów
tralalala na baterie i na zasilacz.mąż se spodnie kupił,sama mu doradzałam i
kazałam wziąć mimo ,ze nogawki sporo za dłuuugie a on z tych niskich

i
zaczełam od nawleczenia nitki przez te wszystkie otworki co kazali
przewlec,spoko strzałki namalowane dałam rade.teraz zagadka numer 2,jak wyjac
nitke(nie całą szpuleczkę tylko nitke)z tego bębenka na dole co pod igłą?no ok
jakos dałam rade metoda prób i błedów.se przypomniałam jak matka kurwowała nad
dzinsami jak nam skracała i se mysle tylko nie na szwach tam przejade
recznie.no i kurwa jebałam sie z maszyna dla krasnali(czyt.dla mojej
tesciowej(ma 140 w kapeluszu i gołabki z brukselki robi))kurwa !!!co chwila mi
sie nitka zrywała i musiałam kurestwo nawdziewac od nowa i od nowa
grrr.lampeczka kurwa dawała mi swiatło jak znicz ,no ja pierdole masakra .i na
koniec powiedziałam mezowi zamiast prosze kochanie skończyłam ,to :a zeby sie
byk wyruchał

oddał mi swoje ostatnie piwo,dolał soku i postawił przedemna w
swoim ulubionym kuflu.
i pomyslec ,ze gdybym mu ręcznie podszyła skończyłabym to w przeciagu gdziny a
pierdoliłam sie mini maszyną 2,5 godziny.amen.