ponieważ jestem antyhisteryczna a lekarzy kocham jak pies piątą nogę biję się
z myślami i potrzebuję porady.
młoda przedwczoraj w nocy mi haftowała. zarzygała pół pokoju, ale wczoraj już
nic jej nie było - jeść za bardzo nie chciała, ale to raczej normalne po
problemach z żołądkiem.
młody ok. ale jak byliśmy u mamy mojej to się wypierdzielił z krzesłem (kółko
od krzesła odpadło) prosto na komputer. walnął bokiem policzka i żuchwą.
popłakał i później już było ok.
dzisiaj rano wstał, zjadł normalnie śniadanie. później zaczął płakać, że coś
ma w gardle.
na pytania czy coś połknął odpowiedział, że tak, a na pytanie co - że nic

no ale w końcu przestał marudzić, objawów żadnych innych nie zarejestrowałam,
więc wyluzowałam.
no i jakąś godzinę później rzygnął malowniczo

teraz się zastanawiam:
a)na prawdę coś połknął (ale w tym wypadku nie wyrzygał tego, bo w wymiocinach
było tylko śniadanie)
b)to efekt wczorajszego upadku i zrobił sobie coś jak upadł
c) to jelitówka i zaraził się od siostry.
pytanie jest następujące - jechać na IP czy dać sobie spokój, bo to zwykła
jelitówka?
biję się z myślami, bo IP mam daleko, musiałabym jechać autobusem i średnio mi
się chce wyjść na durną panikarę. z drugiej strony nie chcę, żeby przez moją
niefrasobliwość coś stało się dziecku....
no i nie wiem co mam robić....