jakoś mię naszło, więc zrobiłam i na dokładkę wcale nie według klasycznego przepisu.
zostało mi garstka wczorajszych ziemniaków z obiadu, kawałek sera białego, nie to zjeść, ni to wyrzucić...
ale wyrzucanie jedzenia powoduje u mnie gęsią skórę, więc dumałam i wydumałam.
wrzuciłam do robota te ziemniaki, ten ser, resztki czosnku co wyciskałam do syropu na kaszel dla ojca, pół cebuli, sól, pieprz, i zmieliłam.
potem dodałam nieco maki ziemniaczanej i nieco razowej.
zagniotłam.
pociapałam na kawałki i szybko ugotowałam.
polałam spyrkami z podgardla i cebulki.
było pycha.
proste, łatwe i smaczne.
ale idzie w biodra.
ale tak konsumując owo dzieło doszłam do wniosku, że z fetą i szpinakiem byłoby jeszcze lepsze.
a z serem pleśniowym wręcz zajebiste.
spróbuję następną razą

i trzeba lepiej dosolić i lepiej dopieprzyć.