No dobra, od kilku miesięcy myję włosy szamponem bez SLS, parabenów i innych pierdół czyli piur natur. I teraz - owszem włosów jest jakby więcej bo stoją jak szczypiorek w którego pieprznął piorun, są lżejsze ale przetłuszczają się tak jak się przetłuszczały. A powinny mniej. Co jest?
I drugi problem - osiągnęłam wiek matuzalemowy i zaczęłam siwieć. Małż ( bez głupich komentarzy proszę

), rodzina i ja sama akceptuje się tylko i wyłącznie w roli blondynki, rudości, kasztany, orzechy i czernie nie wchodzą w grę. Najchętniej farbowałabym naturalnie, bo nigdy włosów za dużo nie miałam. Czym to cholerstwo potraktować?