Od kilku tygodni tak mam. Nic mnie nie cieszy. Nie mam na nic ochoty, wszystko mnie irytuje. Robie bo musze a nie bo chce. Dobija mnie ta monotonia, ciagle z dzieckiem, ciagle wszystko ja a otoczenie i tak narzeka, ze za malo. Nie widze na nic sensu, po co sprzatac jak i tak zaraz bedzie balagan? Po co gotowac ulubione potrawy dziecku skoro zaraz po ich zrobieniu dziecko skubnie i chce co innego? Mam po prostu dosc. Nie chce mi sie rano wstawac a trzeba. Dla relaksu chodze na zumbe, ale juz mi ona nie sprawia satysfakcji. Jeszcze ostatnio grozila mi utrata pracy, poki co to ja mam do konca roku ale w kazdej chwili moga mnie zwolnic. I place tez mam teraz o polowe mniejsza, po odjeciu rachunkow zostaje mi smiesznie malo pieniedzy... Ale grunt ze mam prace. Tyle ze nawet do niej mi sie nie chce chce chodzic

mam dosc wszystkiego, dobija mnie ta samotnosc