Wczoraj gdzieś przeczytałamn, że grill to takka współczesna celebracja
patriarchatu: męzczyźni łapią mięso (w supermarkecie) i je przyrządzają,
pilnuja ognia, co jest bardzo niebezpieczne, kobiety plotkuja i ewentualnie
przygotowuja zastawe i dodatki, dzieci lataja wokół wszystkiego i czekaja na
swoje porcje...
I dzis, wracając z wycieczki wczesnym wieczorem, droga przez miasteczka i
wsie, obserwowałam te grille - wszystkie naprawde własnie tak wyglądają...

Na nastepnym grillu na jakim będe to faceci będa kroic ogórki i szykować
kufle, ja przewracam karkówkę