Dodaj do ulubionych

rozwalić czyjś związek?? potrafiłybyście??

15.04.09, 15:15
słuchajta laski... dostałam ostatnią taką radę.. Ty sie kobieto
powinnas związać z nazwijmy go panem X. ja na to że Pan X ma
przecież żonę i dziecko. osoba radząca mi mówi i co z tego? przeciez
jej nie kocha, kocha Ciebie i to ewidentnie więc nie powinnas miec
skrupółów. jest z nią nieszczęsliwy i w ogóle nie to co z Tobą.
No jak dla mnie argumenty bez sensu Pan X może i mnie kocha ale ma
żonę i dziecko i nie planuje włazic mu w życie, rozwalac rodziny,
pozbawiać dziecka ojca.

A jak Wy byście postapiły?? znacvie takie przypadki??
Obserwuj wątek
    • aniuta75 Re: rozwalić czyjś związek?? potrafiłybyście?? 15.04.09, 15:23
      Nie znam takich przypadków smile. Gadaniem innej osoby bym się raczej nie
      przejmowała (no dobraaa, by mi chodziło to po głowie tongue_out). Sam Pan X musiałby
      mnie o tym powiadomić. A i tak nie wiem czy bym coś z tym zrobiła dopóki by się
      nie rozstał z żoną. Jeżeli by się nie rozstał to by znaczyło, że nie kocha tak
      jak mówi smile.
    • bernimy Nigdy w życiu 15.04.09, 15:25
      Już sama obecność żony nie pozwoliłaby mi na nic podobnego a już
      skrzywdzenie dzieci, nigdy! Nie zamierzam w życiu robić czegoś,
      czego sama nie chciałabym przeżyć i dostać od innych.
      • kubek0802 Re: Nigdy w życiu 15.04.09, 15:30
        Ale obecnie to pan X kocha platonicznie? Bo jak nie to i tak już
        wlazłaś do tej rodziny i poniekąd ją rozwalasz.
    • slimakpokazrogi Re: rozwalić czyjś związek?? potrafiłybyście?? 15.04.09, 15:30
      zakładając, ze pan X jest super gościu, to dziecko nie straci ojca
      (no bo chyba nie zachowa się, jak Twój były). Jeśli facet jest
      gotowy się rozwieść, to ja nie miałabym skrupułów. Dlaczego Twoje
      szczęście jest mniej wazne niz czyjeś inne. A z resztą, czy to
      szczęście?
      Bycie z kimś nie jest rozwalaniem związku, to budowanie związku -
      tyle, że nowego.
      Ja w ogóle nie rozumiem, jakieś takiej nabożności - ktos wziął ślub,
      to już amen - do końca życia.
      Jeśli masz być jednak tą trzecią, to ja bym się piętnaście razy
      zastanowiła... też można iść na taki układ, ale wtedy facet jest
      happy, a Ty cierpisz - tego bym nie radziła.
      Dla mnie zmiana partnera, jeśli się tego pragnie jest oczywista.
      Lepiej uszczęśliwic w życiu osiem osób niż unieszczęśliwić jedną.
      Nie jestem sfrustrowana w tej kwestii - jestem mężatką od 11 lat i
      to szczęśliwą, ale nie chciałabym być z moim mężem, jeśli by mnie
      nie kochał. Wolałabm, aby był z kim innym , a ja wtedy miałabym
      szansę na nowy, szczęśliwy związek.

      -
      https://tiny.pl/bzs3
      • kalina_p Re: rozwalić czyjś związek?? potrafiłybyście?? 15.04.09, 16:47
        podpisuje sie po tym
    • to_wlasnie_cala_ja Re: rozwalić czyjś związek?? potrafiłybyście?? 15.04.09, 15:33
      ale jak ten Pan X cie kocha na odległość? nic między wami nie było nigdy ? dla
      mnie to żadna miłość sorki
    • majmajka Re: rozwalić czyjś związek?? potrafiłybyście?? 15.04.09, 15:35
      Ale dlaczego on Cie kocha? Bo co? Bo patrzy na Ciebie? Bo Cie pragnie jak samiec, ktory goni za zdobycza? Czy kocha Cie platonicznie? W to raczej nie wierze, bo faceci w pewnym wieku kochaja tylko fizycznebig_grin, a reszta to przyzwyczajenie i akceptacja.
      Jesli facet Cie kocha, bo cos Was laczy to juz rozwalilas(rozwalasz) czyjs zwiazek i pytanie troche nie w pore. Jesli facet Cie kocha, bo jakis dziwny jest i platonicznie potrafi sie zakochac to pogon go w pizdu.
      • cudko1 Re: rozwalić czyjś związek?? potrafiłybyście?? 15.04.09, 15:40
        nie pytanie jak dla mnie było abstrakcyjne, ja nic nie rozwalam. Nie
        chcę wchodzic w jakieś historie dlaczego on mnie kocha i w ogóle. Po
        prostu zapytałam jakie podejście maja kobiety do tego, czy same by
        coś takiego zrobiły. ogólnie - temat do dyskusji, chyba jak każdy
        inny.
        ogólnie (ale również abstrahując od mojej sytuacji) mam chyba bardzo
        podobne zdanie co ślimak. nie chciałabym być z mężczyzną który kocha
        inną a ze mną jest np. z poczucia obowiązku albo co powie rodzina.
      • cudko1 Re: rozwalić czyjś związek?? potrafiłybyście?? 15.04.09, 15:41
        majmajka napisała:
        > bo faceci w pewnym wieku kochaja tylko fizycznebig_grin, a reszta to
        przyzwyczajenie
        > i akceptacja.

        majmajka oświeć w jakim wiekubig_grin moze ja już nie mam szans na
        prawdziwą miłość a tylko na pociąg fizyczny??
        >
        • majmajka Re: rozwalić czyjś związek?? potrafiłybyście?? 15.04.09, 15:47
          Moze na nowa milosc to szanse masz, bo pewnie na poczatku (krotko) kochaja i sercem, ale pozniej... big_grin
          • cudko1 Re: rozwalić czyjś związek?? potrafiłybyście?? 15.04.09, 15:51
            no kurdę a ja żem zawsze uważała odwrotnie tzn. że na pocztku ten
            pociąg (wiem będę nazywać to ciuchciątongue_out ) no więc ta ciuchcia
            fizyczna jest tak ogroma i w ogóle a potem ona ppowszednieje i ta
            jedna osoba już ans tak nie rajcuje??
            • majmajka Re: rozwalić czyjś związek?? potrafiłybyście?? 15.04.09, 16:04
              No ja tez tak myslalam. Ale teraz dochodze do wniosku, ze oni zawsze tylko fizycznie kochaja, z ta roznica, ze na poczatku dochodzi staranie sie, czyli jakies kwiaty, komplementy i w ogole dzikie gesty. Z czasem juz tylko fizycznie kochaja, reszta to przyzwyczajenie. A calkiem, calkiem na koniec to juz tylko przyzwyczajenie. Taka jest moja teoriawink.
              ja jestem na etapie drugim i tesknie za pierwszym. Kiedy bede na etapie trzecim nie wytrzymam tegowink.
    • gacusia1 Re: rozwalić czyjś związek?? potrafiłybyście?? 15.04.09, 16:09
      Jesl Pan X odszedlby od zony ot-tak-nie dla mnie ale z powodu,ze jej
      nie kocha to why not? Jesli natomiast choc raz uslyszalabym,ze
      zrobil to DLA MNIE to za skarby swiata takiego becwala bym nie
      chciala.
    • lubie.garfielda Re: rozwalić czyjś związek?? potrafiłybyście?? 15.04.09, 16:34
      Często ta "niekochają, zimna" żona z którą "nie ma o czym gadać"
      jest przekonaną o jego wierności kochającą i gorącą w łóżku żoną.

      Facet z takiego odzysku wg powinien być bardzo na cenzurowanym
      przedewszystkim
      w oczach kobiety która jest gotowa rozwalić to
      małżeństwo i związać się z nim.
      • cudko1 Re: rozwalić czyjś związek?? potrafiłybyście?? 15.04.09, 16:37
        o właśnie ja też o tym myśle między innnymi. No bo skoro facet jest
        gotowy zostawić jedną kobietę dla drugiej to tą drugą z taką samą
        łatwścią może chyba zostawić dkla trzeciej nie??
        • kalina_p Re: rozwalić czyjś związek?? potrafiłybyście?? 15.04.09, 16:55
          e, to wszystkie "drugie związki" byłyby z góry skazane na niepowodzenie. A to
          raczej z czasem człowek wie wiecej i lepiej wybiera. I potrafi to utrzymac
        • 18_lipcowa1 Re: rozwalić czyjś związek?? potrafiłybyście?? 16.04.09, 15:42
          cudko1 napisała:

          > o właśnie ja też o tym myśle między innnymi. No bo skoro facet
          jest
          > gotowy zostawić jedną kobietę dla drugiej to tą drugą z taką samą
          > łatwścią może chyba zostawić dkla trzeciej nie??

          niekoniecznie
          to by znaczylo ze kazdy musi tkwic w swoim pierwszym zwiazku
          co sie czesto nie sprawdza
          zostawilam 2 powaznych panow, to nie znaczy ze zostawie mojego meza,
          bo tego nie chce i bo nam dobrze
    • aga9001 Nigdy w życiu 15.04.09, 16:58
      Jak słyszę ten tekst to mnie zawsze zastanawia, czy osoby tak
      twierdzące są tak pewne siebie w każdej sytuacji, czy nie do końca
      przemyślały temat. Bo tak naprawdę to człowiek nigdy nie jest w 100%
      pewny swojego zaufania, bo to życie jest.. Czyli są różne sytuacje,
      różne czynniki wokół itd.
      Nie jestem żadną sfrustrowaną, nieszczęśliwą mężatką nie zakładam ,
      że mogłabym rozwalic komuś małżeństwo, ale nie bedę się zarzekała.
      • bernimy aga9001 16.04.09, 14:04
        W kwestii krzywdzenia dzieci, w 100% przemyślałam sprawę i dlatego
        odważnie piszę "nigdy w życiu". Moje zdanie jest takie, że dziecko
        zawsze na tym cierpi, więc nie przyłożyłaby reki do jeszcze
        funkcjonującego małżeństwa/związku w którym są dzieci!
    • kalina_p a tak poza tym, to nikt trzeci szczęśliwego 15.04.09, 17:03
      związku nie rozwali, nie ma możliwości.
      Ktos trzeci pojawia się tam, gdzie juz jest źle. Jesli dwoje ludzi sie kocha i
      chca razem byc, to "trzeci" może na uszach stawac i i tak nie rozwali. A tam,
      gdzie sie i tak wali...może oboje byliby szczęśliwi w innych związkach?
    • aga9001 Re: rozwalić czyjś związek?? potrafiłybyście?? 15.04.09, 17:08
      Kalina ma całkowitą rację, jak jest dobre, zgrane małżeństwo to i
      tuzin lasek czychających na amanata go nie uwiedzie (chociaż mogą go
      zmolestowac maksymalnie smile
    • liwilla1 Re: nie, nie potrafilabym 15.04.09, 17:17
      pierdole, chocby to byl i sam boski Brad, nie wpieprzalabym sie zadnej kobiecie
      ani tym bardziej zadnemu dziecku w zycie. nie ma bata.
    • graue_zone Re: rozwalić czyjś związek?? potrafiłybyście?? 15.04.09, 18:04
      Nigdy w życiu, gdy są dzieci. W sam związek może, ale gdy facet ma dziecko, jest
      nietykalny. I nie ma co gadać, że jeśli super, to dziecko ojca nie starci.
      Starci, owszem, pełną rodzinę, ojca na co dzień, poczucie stabilizacji i ogólnie
      zostanie pokrzywdzone. Rozbijanie małżeństwa z dzieckiem uważam za jedno z
      najgorszych ku****tw na świecie i żaden związek budowany na podwalinach
      nieszczęścia dziecka nie jest tego wart. A w ogóle facet zostawiający rodzinę
      (tzn. dziecko) dla innej kobiety jest z góry skreślony.
      • cudko1 z góry skreślony?? 15.04.09, 19:36
        tego np nie rozumiem, bo są różne sytuacje w życiu, czasami lepiej
        jak rodzice się rozstaną a taka kobieta może być pewnego rodzaju
        katalizatorem. Zresztą nie tylko kobieta, ale również facet. Mam
        znajomą, która ileś tam lat męczyła się w małżeństwie, niby wszytsko
        było okej ale jednka nie była szczęsliwa, jakiś czas temu pojawił
        się w jej życiu inny mężczyzna. I nie ma co ukrywać on był tym
        czyms/kimś co pozwoliło jej w końcu podjąć ostateczną decyzję,
        zrozumieć że jeszcze moze kochać i być szczęśliwa. Kobieta ma 3
        dzieci dodam,
        • cudko1 Re: z góry skreślony?? 15.04.09, 19:37
          aha dzieci nie są nieszczęśliwe czy nie przejawiają jakiś pretenskji
          do matki.
        • milka_milka Re: z góry skreślony?? 15.04.09, 20:14
          Owszem, czasem lepiej gdy rodzice się rozstaną. Ale to musi (wg. mnie
          oczywiście) ICH DWOJGA decyzja, bez "wspomagania z boku". Nie myślę tu również o
          odejściu od patologicznego małżonka/małżonki, tylko o "normalnym" rozstaniu.
          Natomiast człowiek (obojętne kobieta czy mężczyzna), który przedkłada swoją
          egoistyczną wizję szczęścia nad próby tworzenia pełnej rodziny mając dzieci,
          ponieważ np. "zakochał się" i "spotkał kobietę/mężczyznę swojego życia" jest dla
          mnie niedojrzały i nieodpowiedzialny.
          • milka_milka Re: z góry skreślony?? 15.04.09, 20:15
            Dobra, przyznaję się, napisałam z drugiego nicka, którego używam generalnie
            tylko na jednym forum zamkniętym - ale nie nie przelogowałam, więc generalnie
            jestem graue_zone. smile
            • liwilla1 Re: hehe 16.04.09, 11:54
              a ja Ciebie z tego nicka kojarze smile
      • 18_lipcowa1 Re: rozwalić czyjś związek?? potrafiłybyście?? 16.04.09, 15:43
        Rozbijanie małżeństwa z dzieckiem uważam za jedno z
        > najgorszych ku****tw na świecie i żaden związek budowany na
        podwalinach
        > nieszczęścia dziecka nie jest tego wart. A w ogóle facet
        zostawiający rodzinę
        > (tzn. dziecko) dla innej kobiety jest z góry skreślony.

        Nikt na sile nie rozbije dobrego malzenstwa.
        A tkwienie w zwiazku nieudanym bo dzieci uwazam za jeszcze gorsze
        niz odejscie od ich matki.
    • julilija nie nie potrafiłabym czegos takiego 15.04.09, 19:10
      a wszystkie kochanki i kochanków na stosie bym spaliła ot co bez zbednego
      wgłebiania.
      • aga9001 Re: nie nie potrafiłabym czegos takiego 15.04.09, 19:13

        Sorki gdyby wszytsko był czarne alkbo białe tak jak piszecie to
        byloby zbyt nudno smile

        Kurcze nie życzę żadnej z Was stawac przed takimi dylematami.
        --------------
        <Co powtórzę wiele razy, to prawdą się stanie.../ by Akurat>
        • cudko1 aga 15.04.09, 20:19
          ŚWIĘTE SŁOWA
    • karra-mia Re: rozwalić czyjś związek?? potrafiłybyście?? 15.04.09, 20:10
      Jeżeli pan X by mi sam to powiedział, a faktycznie jest
      odpowiedzialnym ojcem, to dlaczego by nie? Przecież jakby się
      rozwodził, to z żona, a nie z dzieckiem i tyle. Ślub nie oznacza
      udupienia do końca zycia i nie wiem, czy dobre by było, żeby
      takie "małżeństwo" istniało.

      Nie zgodziłabym się tylko na bycie tą trzecią.
    • loola_kr Nie. 15.04.09, 20:16
      Nigdy nie umówiłabym się z żonatym facetem.
      • alesio23 Re: Nie. 15.04.09, 20:37
        ja sie nie umawiałam z zonatym nigdy, ale kiedy poznałam mojego
        małżonka on był w trzyletnim już związku.
        • cudko1 Re: Nie. 15.04.09, 20:39
          i co wtrynżoliłaś się im??
          • aga9001 Re: Nie. 15.04.09, 20:45
            Skoro są małzęństwem to się wtranżloliła smile
        • graue_zone Re: Nie. 15.04.09, 20:47
          Dobra, ale dzieci nie miał? Małżeństwem nie byli? To trochę co innego, niż
          wpychanie w małżeństwo, gdzie na dodatek są dzieci.
          • aga9001 Re: Nie. 15.04.09, 20:50

            Graue pewnie, ze tak. Kazdy na swojej drodze rozbijał jakieś
            związki, no może prawie każdy smile
            --------------
            <Co powtórzę wiele razy, to prawdą się stanie.../ by Akurat>
            • graue_zone Re: Nie. 15.04.09, 20:53
              Eee, jasne, że rozbijał smile I się wpychał, ale nie w małżeństwo z dziećmi.
              • slimakpokazrogi Re: Nie. 15.04.09, 21:05
                a jak ludzie nie są małżeństwem, to są gorszym związkiem? A co jak
                małżeństwem, ale bez ślubu kościelnego? To wtedy można, a jak
                slubowali w KK to już nie? Ja uważam, że bez różnicy - związek to
                związek i każdy może się skończyć. Niezależnie, czy jest również
                związkiem cywilnym/religijnym, czy nie.
                • aga9001 Re: Nie. 15.04.09, 21:09

                  No to w takim razie raz zawiązany zwiazek nie może zostac przerwany??
                  Sorki to w takim ukladzie trzeba sprecyzowac co mamy na myśli mówiąc
                  związek, którego nie można rozbic (ze względow moralnych) -
                  związek osób (usankcjonowany lub też nie ) z którego urodzone
                  zostaje dziecko Tak moze byc??

                  --------------
                  <Co powtórzę wiele razy, to prawdą się stanie.../ by Akurat>
                  • graue_zone Re: Nie. 15.04.09, 21:13
                    Może. Aczkolwiek jakoś tak podskórnie uważam i czuję, że jednak małżeństwo
                    (cywilne nawet) niesie ze sobą konsekwencja cięższego kalibru niż wolny związek.
                    Choć generalnie z mojego punktu widzenia (tzn. ze względu na wiarę) małżeństwo w
                    ogóle jest nierozerwalne...
                    • aga9001 Re: Nie. 15.04.09, 21:18
                      W perspektywie czasu prawo pójdzie dalej - w kwestie dziedziczenia w
                      konkubinacie itp.
                      W 2002 roku po Narodowym Spisie Powszechnym po raz pierwszy GUS
                      wyodrębnił kategorię konkubinatu. Tak więc sytuacja z czasem będzie
                      sie zmieniała.
                      Dla mnie osobiscie jeżli już mamy dyskutowac nad "włażeniem"
                      trzeciej osoby pomiedzy zwiazek/małżeństwo - to takim wyznacznikiem
                      jest posiadanie dzieci.
                      Nie wiem czy precyzyjnie piszę to o czym myślę tongue_out
                      • graue_zone Re: Nie. 15.04.09, 21:22
                        Pewnie, że precyzyjnie. Dla mnie, choć wolny związek z dzieckiem jest tak samo
                        nietykalny jak małżeństwo z dzieckiem. Ale już wolny związek bez dziecka nie
                        jest nietykalny, a małżeństwo tak.
                        • aga9001 Re: Nie. 15.04.09, 21:25
                          Jednym słowem sie zgadzamy w tym temacie. A ja podtrzymam swoje
                          zdanie i powiem , że niestety w życiu różnie jest i nie ma co sie
                          zarzekac.... Bo są czasami i odcienie szarości
          • alesio23 Re: Nie. 15.04.09, 21:28
            wg mnie to nie ma znaczenia czy małżeństwo czy długoletni związek.
            A ja się wplątałam w sytuację tą zawiłą bo się zakochałam poprostu.
            • mysza9613 hmmm 15.04.09, 21:57
              Aż niemożliwe , że Wy wszystkie takie "święte" jesteście ,chyba ,że te mniej święte siedzą cicho . Ja już kawał czasu żyję wg zasady : " nigdy nie mów nigdy" .
              Życie pisze różne scenariusze , też się kiedyś zarzekałam , a od 12 lat jestem z facetem z tzw.odzysku , (dzisiaj mamy 3 rocznicę ślubu (cywilnegowink). M ma z poprzedniego związku dwoje dzieci . Także , więcej luzu wink, nigdy nie mów nigdy wink
              Teraz możecie mnie zlinczować wink
              • aga9001 Re: hmmm 15.04.09, 22:05
                Chciałbyś aby Cię zlinczowac tongue_out A figa i nic z tego

                O ile czytałaś dokładnie to mogłaś zaobserowac, iż twierdzę , że w
                życiu nigdy nic nie wiadomo i nie ma co się zarzekac.
                Mnie nikt nie zlinczował smile na razie big_grin
                --------------
                <Co powtórzę wiele razy, to prawdą się stanie.../ by Akurat>
                • mysza9613 Re: hmmm 15.04.09, 22:12
                  Mnie niejeden by pewnie chciał zlinczować , a może raczej niejedna wink ale ja
                  nie taka łatwa wink nie dam się wink a poza tym aktualnie jestem w dwupaku więc mogą
                  mi naskakać wink
                  • aga9001 Re: hmmm 15.04.09, 22:14
                    Pod ochronom znaczy jesteś big_grin I mało tego Tobie teraz nie można
                    odmawiac wink
                    • mysza9613 Re: hmmm 15.04.09, 22:15
                      nom właśnie wink bo myszy murowane jak tralalala wink
                      • slimakpokazrogi Re: hmmm 15.04.09, 22:58
                        łe tam , ja też Cię nie zlinczuję (z resztą chyba widać po moich
                        postach). I gratuluję rocznicy smile
    • deodyma Re: rozwalić czyjś związek?? potrafiłybyście?? 15.04.09, 20:54
      ja bym nie potrafila. zreszta nawet bym nie miala zamiaru rozwalac
      czyjegos zwiazku.
      kiedys tesciowa lezala w szpitalu i zasugerowala siostrze mojego
      meza, ze powinna wziasc sie za jej lekarza u ktorego ona sie leczy.
      moj maz zrobil wielkie oczy i powiedzial matce, ze co za ona glupoty
      wygaduje? przeciez facet jest zonaty i ma dwojke dzieci.
      a tesciowa na to, ze to nie jest istotne. wazne to, ze to lekarz
      jest , dobrze zarabia i ona powinna sie z nim zwiazac.
      maz wkurzyl sie wtedy na matke i powiedzial jej, ze to jest chore.
    • emigrantka34 Re: rozwalić czyjś związek?? potrafiłybyście?? 15.04.09, 21:01
      mmmmmm
      za prosto napisane

      zycie pisze tyle scenariuszy, ze nie da sie ot tak sobie
      odpowiedziec, ze tego nie zrobilabym

      gowno prawda- czasami milosc "rozbija" inne zwiazki

      jezeli jest to milosc obustronna i gleboka, ciagniecie poprzedniego
      zwiazku, nawet formalnie, jest dla mnie bez sensu

      chociaz zdarzaja sie sytuacje, gdy nie mozemy ze wzgl moralnych (np
      ciezka choroba) porzucic poprzedniego partnera

      natomiast nie rozbilabym nigdy zwiazku dla zabawy, bo po prostu nie
      pozwolilabym sobie na romans z zonatym facetem majacym rodzine - od
      tego mam mozg, zeby kontrolowac chcice

      • slimakpokazrogi Re: rozwalić czyjś związek?? potrafiłybyście?? 15.04.09, 21:10
        o właśnie, niegłupio gadaszsmile. Ja jeszcze dodam, że faktyczne
        rozbijanie związku to sianie plotek, pomówień, albo wbijanie do
        głowy głupot o partnerze (np zdarza się to niektórym teściowym).
        Rozbijanie związku to również zaciągnięcie tylko dla zabawy do łóżka
        żonatego faceta, o którym wiadomo, że ma opory i że może to się źle
        skończyć. Kurcze, dla mnie ZAKOCHANIE się w kimś i chęć z nim bycia,
        szczególnie odwzajemniona to nie rozbijnaie związku.
      • loola_kr pewnie, że pisze 15.04.09, 22:20
        ale jak jest miłość to znaczy, że były spotkania bo jakoś w miłość od pierwszego
        spojrzenia nie wierzę. A jak były spotkania to znaczy, że niezależnie od
        kondycji związku wlazło się w niego.
        Ja chyba po prostu nie dopuściłabym do zakochania się w żonatym.
        • slimakpokazrogi Re: pewnie, że pisze 15.04.09, 22:53
          taaa... bo żonaty/mężata/ktoś w związku z dziećmi to powinien w domu
          siedzieć i się z ludźmi nie spotykać... No tu się nie zgodzę,
          przecież ludzie się poznają często w roznych sytuacjach BEZ złych
          zamiarów...

          No i podziwiam, że kontrolujesz swoje uczucia... ja niestety tego
          nie potrafię... Chociaż doskonale rozumiem moralną niechęć do bycia
          w takim związku.
        • pszczolaasia Re: pewnie, że pisze 16.04.09, 09:49
          och ja tez nie wierzylam. to niemozliwe, jak mozna sie zakochac od pierwszego
          wejrzenia. ale mozna mozna..jestem tego doskonalym przykladem. a im dalej tym
          bylo tylko mocniejwink na moje szczescie on tez w koncu zalapal, ze te moje
          szeroko otwarte oczy i rumience i kompletny zanik mowy to wlasnie tobig_grin
    • mamaivcia Re: rozwalić czyjś związek?? potrafiłybyście?? 15.04.09, 21:39
      rozum mi mówi, że nie
      ale jak bym się zakochała, to czort wie co durne serce by zrobiło smile
      • tysia77 Re: rozwalić czyjś związek?? potrafiłybyście?? 15.04.09, 22:15
        Twierdzę,że nie,ale w życiu róznie bywa.Napewno nie wierzyłabym,że
        facet mnie kocha jeśli byłby nadal w związku.
    • lubie.garfielda Re: rozwalić czyjś związek?? potrafiłybyście?? 15.04.09, 22:17
      W ogóle mam wrażenie, że w "społecznym" odbiorze kolejni partnerzy
      dzieciatych ludzi są postrzegani jako tacy co się wciskają między
      wódkę a zakąskę.
      Znam sytuacje gdy pan spotkał drugą panią po rozwodzie z pierwszą
      żoną która w międzyczasie zaliczyła już nieudany związek. I obudziła
      się że ojciec jej dziecka "nie jest taki zły" dopiero jak koło jej
      exmęża zakręciła się nowa. Exżona zwierzyła się swojej teściowej i
      ta nowa ma w rodzinie męża baaardzo złą prasę "gdyby nie ona to by
      dziecko miało pełną rodzinę". Nowa jeszcze nie jest w rodzinie bo
      nie ma z tym panem dziecka (ciekawa jestem za kim by stanęła
      teściówka gdyby pojawił się wnuk w tym związku).
    • moofka Re: rozwalić czyjś związek?? potrafiłybyście?? 15.04.09, 22:37
      nie, nigdy
      za bardzo cenie swoj komfort i dobre samopoczucie, zeby sie w jakies chore
      uklady wiklac i po katach na randki chowac
      zbyt wysoko cenie instytucje rodziny i swiete wezly malzenskie
      i swoje i innych wink
      • bryanowa-1 Re: nigdy 15.04.09, 22:56

    • slimakpokazrogi Re: rozwalić czyjś związek?? potrafiłybyście?? 15.04.09, 23:06
      to ja jeszcze podsumuję. Dla mnie węzły małżeńskie nie są święte i
      dzięki temu wiem, że jestem z moim chłopem, bo żadnego dnia
      ostatnich 13-stu lat nie spotkałam faceta, ktory by mu dorównał. Nie
      uważam też, że jest podpięczętowany, bo mu założyłam obrączkę i daję
      mu pełne moralne prawo wyboru i dzięki temu każdego dnia myślę o
      tym, że muszę się starać, żeby dalej chciał ze mną być (on tak samo
      stara się o mnie). Od 11-stu lat jesteśmy małżeństwem (chyba już to
      gdzieś wyżej napisałam) i uważam, że jesteśmy naprawdę szczęśliwi.
      • moofka Re: rozwalić czyjś związek?? potrafiłybyście?? 15.04.09, 23:16
        moralne prawo wyboru? jak to rozumiesz?
        ze kiedy nagle pojawi sie ladniejsza, szczuplejsza, dowcipna bardziej i z libido
        duzym stary nie powinien miec zadnych skrupolow i powiedziec aloha
        dziecko bede widywal w weekendy
        ciebie juz wlasciwie w ogole nie musze
        • slimakpokazrogi moofka 16.04.09, 00:05
          a jeśli nawet, to co, zabronię mu? w jaki sposób? jest dorosły, i
          sam podejmuje decyzje. Robię wszystko, żeby był szczęśliwy. I zdaje
          się, że jest. Nie biorę za pewnik - jak naście lat temu się zakochał
          we mnie to tak już z rozpędu po grób. Każdego dnia podejmujemy
          decyzję, że chcemy byż razem. Ja przynajmniej tak to rozumiem. Bo
          nie wygląda to tak, że ja mu gadam - a idź se chłopie, rozejrzyj się
          za laskami na mieście, ale jeśli z kumplami na to miasto już
          wychodzi, to nie siedzę znerwicowana, że kogoś pozna... Jeśli nasz
          związek jest dobry, to jakoś tak nie boję się , że będzie miał
          romans, albo, że mnie nagle zostawi...
          • moofka Re: moofka 16.04.09, 08:31
            slimakpokazrogi napisała:

            > a jeśli nawet, to co, zabronię mu? w jaki sposób? jest dorosły, i
            > sam podejmuje decyzje.

            wiadomo, ze kazdy sam podejmuje, tylko czesto z roznych pobudek te decyzje wynikaja
            ktos dla kogo wiezy malzenskie sa jednak "swiete" bedzie walczyl, a pokusy pokonywal, bo rodzina jest dla niego wartoscia
            ktos kto lekko wychodzi z zalozenia, ze zawsze ma byc z najatrakcyjniejszym partnerem, jakiego w danej chwili na widoku
            a kazdy trzepot serca czy jajec jest przeslanka zeby rzucic i biec ku nowemu raczej szybciej przekresli to co ma


            Robię wszystko, żeby był szczęśliwy. I zdaje
            > się, że jest.

            ja nie biore na siebie odpowiedzialnosci za pelnie szczescia starego
            w ogole nikogo
            moze dzieci tak, a i to w najpierwszych ich latach

            przy takim podejsciu - mam wrazenie - uwazasz ze wszystko zalezy od ciebie
            to oczywiscie szalenie poprawia samoocene (jest ze mna bo jestem najzajebistniejsza laska w calym dolnoslaskim wink)
            ale w przypadku zawieruchy moze strasznie obciazac - jesli nagle ktos pojawi sie na horyzoncie to wylacznie przeze mnie, z tego powodu, ze przestalam byc megaatrakcyjna, bawic go dosc i wystarczac ogolnie?

            nie wierze tez w natchnione i egzaltowane historyjki o trwajacym kilkanascie, dziesiat lat narzeczenstwie i motylkach w brzuchu
            zwiazek przechodz rozne fazy i ewoluuje
            dojrzewa i zmienia sie
            cos traci (urok pierwszych spotkan na przyklad) a cos zyskuje (pewnosc, zaufanie, zgranie i zrozumienie dla swoich wad - to wariant optymistyczny ofkors wink

            ja z kolei nie uwazam, ze jestem gwiazda kosmosu i okolic, wiem ze jest cala masa babek atrakcyjnych, uroczych i dowcipnych, pewnie i mniej nerwowych i z mniejszym zadkiem od mojego wink
            co wiecej stary jest niestety przystojny bardzo i na ataki pci obcej narazony bardziej niz przecietny kowalski z brzuszkiem
            sama tez sklamalabym, gdybym powiedziala ze nikogo bardziej boskiego od starego nie spotkalam - bo owszem spotykalam panow milych i przystojnych
            ale wlasnie dlatego, ze rodzinie i przysiegom malzenskim przypisuje wartosc najwyzsza uwazam, ze to nic nie znaczy



            Nie biorę za pewnik - jak naście lat temu się zakochał
            > we mnie to tak już z rozpędu po grób. Każdego dnia podejmujemy
            > decyzję, że chcemy byż razem. Ja przynajmniej tak to rozumiem. Bo
            > nie wygląda to tak, że ja mu gadam - a idź se chłopie, rozejrzyj się
            > za laskami na mieście, ale jeśli z kumplami na to miasto już
            > wychodzi, to nie siedzę znerwicowana, że kogoś pozna... Jeśli nasz
            > związek jest dobry, to jakoś tak nie boję się , że będzie miał
            > romans, albo, że mnie nagle zostawi...
            • slimakpokazrogi Re: moofka 16.04.09, 09:50
              moofeczko, to nie jest tak, że się z Tobą nie zgadzam, ja mam tylko
              ciut inaczej środek ciężkości w tej sprawie. Nie jestem
              najzajebistsza w sensie atrakcyjności (mam 15 kilo nadwagi
              chociażby), ale ja się z moim chłopem przyjaźnię i na tym opieram to
              przekonanie o szczęściu. Bo np porównajmy sytuację do babskiej
              przyjaźni. Przyjaźnię się z jedną babą trochę dłużej, niż znam
              mojego męża. Staram się dbać o tę przyjażń, wspierać i czasem
              sprawiać małe przyjemności. Jakoś nie boję się, że przestanie mnie
              lubić i nagle znajdzie sobie kogoś na moje miejsce. A przecież nie
              łączą nas żadne przysięgi... tak samo z facetem. A pamiętaj ,że
              wątek dotyczył rozbicia związku, czyli nie jednorazowej zdrady, bo
              to się może zdarzyć z zupełnie innych powodów. I zostawmy to jako
              temat na inny wątek.
              I jakoś nie boję się być odpowiedzialna za szczęście mojego mężasmile
              • moofka Re: moofka 16.04.09, 10:09
                alez ja rozumiem o co ci chodzi
                jestesmy razem, bo chcemy a nie musimy
                a jak nagle przestaniemy chciec to sie rozstaniemy bez zalu
                a chciec mozemy przestac za sprawa kogos atrakcyjniejszego
                albo kiedy jedno dla drugiego nagle stanie sie za malo atrakcyjne tak?

                kazde szczesliwe malzenstwo jest razem bo chce
                proba nastepuje wtedy kiedy nagle nie zgrzyta
                jak spiewa mezo "kiedy zyski chwilowo sa mniejsze niz koszty"
                tak ja rozumiem na dobre i na zle
                w zdrowiu i w chorobie
                to jest prawdziwa proba dla zwiazku
                nie kiedy jest ekstra
                poki co jakos nas wichury omijaja, ale mam nadzieje, ze gdyby czas takiej proby
                przyszedl, to nie machniemy lekko reka na to co od tylu lat wspolnie budujemy,
                tylko uznamy ze to cos na tyle cennego, ze warto o to walczyc
              • pszczolaasia Re: moofka 16.04.09, 10:12
                mam podobne odczucia do twoichwink tez przyjaznie sie z moim slubnym...a
                przynajmniej staram siebig_grin w tym roku mamy 13 rocznice slubusmile pzdr.
    • mathiola Re: rozwalić czyjś związek?? potrafiłybyście?? 15.04.09, 23:35
      czy potrafiłabym? Pewnie, że bym potrafiła. Gdybym się na maksa zakochała...
      Człowiek jest nieobliczalny, a ja człowiek jestem. Mam jednak jeszcze jedną taką
      cechę jak poczucie moralności. I dlatego do tej pory nie zdarzyło mi się to. Ale
      jeśli chodzi o umiejętność to myślę, że ją posiadam, każdy posiada. Wystarczy
      trochę uczucia i brak kontroli nad sobą.... generalnie potępiam i to bardzo. Ale
      potrafić raczej potrafię
    • deela Re: rozwalić czyjś związek?? potrafiłybyście?? 16.04.09, 00:31
      ja bym pana X nie chciala na dluzsza mete
      bo pana X to pieprzyc mozna
      na kawe dac sie zaprosic mozna
      ale jak pan X zostawia jedna pania dla drugiej (dla mnie lub innej) to jest
      pizda szmaciarz i pierdola bez honoru i jaj
      bo jesli panu X jego zwiazek nie odpowiada to pan X winien go skonczyc i ZACZAC
      rozgladac sie za innym a nie konczyc jedno dopiero jak ma sie nagrane co innego
      • babsee Re:Deela 16.04.09, 11:07
        Ciesz sie ze nazwalas ow panow tak dosadnie bo ja smiałości nie
        mialam a generalnie zgadzam sie w 100%.
    • pszczolaasia Re: rozwalić czyjś związek?? potrafiłybyście?? 16.04.09, 09:35
      Re: rozwalić czyjś związek?? potrafiłybyście??

      to zalezy i takie tam...cholernie trudne pytanie. ale chyba tak...patrzac jak
      wpadlam jak sliwka w kompot jak zobaczylam mojego slubnego po raz pierwszy. bylo
      mi uzpelnie obojetnie czy jak i po co. wpadlam po uszy i bylam gotowa robic za
      dywan pod jego stopami byleby byl mojsmile wiecie-otworzyl mi drzwi, spojrzal i
      bum!!! nie bylam soba. na szczescie byl w trakcie "rozpadu pozycia malzenskiego"


      > słuchajta laski... dostałam ostatnią taką radę.. Ty sie kobieto
      > powinnas związać z nazwijmy go panem X. ja na to że Pan X ma
      > przecież żonę i dziecko. osoba radząca mi mówi i co z tego? przeciez
      > jej nie kocha, kocha Ciebie i to ewidentnie więc nie powinnas miec
      > skrupółów. jest z nią nieszczęsliwy i w ogóle nie to co z Tobą.
      > No jak dla mnie argumenty bez sensu Pan X może i mnie kocha ale ma
      > żonę i dziecko i nie planuje włazic mu w życie, rozwalac rodziny,
      > pozbawiać dziecka ojca.

      powienien najpierw zakonczyc sparwe ze swoja rodzina. druga rzecz- odejscie od
      zony, rozwalnenie rodziny, niekoniecznie wiaze sie z pozbawianiem dziecka ojca.

      > A jak Wy byście postapiły??

      nie odpowiadalaby mi rola kochanki... nie wiem zreszta. zawsze sie smialam ze
      nie istnieje cos tak mocnego ze mogloby mnie nic a nic nie obchodzic dopoki tego
      nie doswiadczylam. i wiem, ze czlowiek w takim amoku jest w stanie zgodzic sie
      na wiele. ale chyba chcialabym zeby sie zdecydowal- albo ja albo ona.

      > znacie takie przypadki??

      och znamy, znamy.
      dobra. to ide poczytac co Wy napisalysciebig_grin
      • in-ca Re: rozwalić czyjś związek?? potrafiłybyście?? 16.04.09, 10:05
        A ja nie potrafiłabym rozwalić cudzego związku.
        Z drugiej strony, skoro pan X jest zakochany w Tobie i jakąś tam relacje macie,
        to tamten pierwszy związek już i tak nie istnieje, bo gdyby facet kochał żonę i
        dzieci, nie zakochiwałby się w Tobie cudko, a skoro tak się stało, to nie masz
        co rozwalać, bo tam już niczego nie ma, no nie?
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka