Dodaj do ulubionych

kiedy umrę kochanie....

16.04.09, 22:34
Myślicie o WŁASNEJ śmierci?
Obserwuj wątek
    • aniuta75 Re: kiedy umrę kochanie.... 16.04.09, 22:35
      Staram się nie myśleć. A jak mi się coś zaczyna takiego kołatać po głowie to
      szybko odganiam i na siłę zaczynam myślec o jakichś głupotkach.
      • babowa Re: kiedy umrę kochanie.... 16.04.09, 22:40
        mój maz wie, ze w razie wypadku ma oddac moje szczatki albo na
        przeszczep albo na badania jakies

        i chciałabym by ułozył sobie zycie z inna kobieta
      • makeeeee Re: kiedy umrę kochanie.... 04.07.09, 15:37
        jak chcecie sprawdzic date śmierci i ile bedziecie życ proponuje oto ten link
        www.umieramy.pl/?Mjc2NQ==
    • eyes69 Nie, bo i tak przyjdzie 16.04.09, 22:39
      Wiec nie musze rozmyslac.
      I tak wezmie mnie z zaskoczenia, gdyz nie planuje sama ze soba
      skonczyc. wink

      Ogolnie rozmyslam o sensie istnienia i przedluzania gatunku
      ludzkiego, podwazajac go w myslach.
      Jestem swiadoma konca, ale skoro dotyczy to wszystkich i
      wszystkiego, to nie mam potrzeby rozczulania sie nad tym tematem. wink
    • karra-mia Re: kiedy umrę kochanie.... 16.04.09, 22:43
      eh zdarzy mi się, ale wiem, że każdego z nas to czeka, ja bym tylko
      nie chciała za prędko, bo boję się, co z moim synemuncertain obawiam się,
      ze moja teściowa mogłaby przejąć dużą kontrolę nad nim - a tego
      nawet w grobie bym nie zniosłabig_grin
    • fajka7 Re: kiedy umrę kochanie.... 16.04.09, 22:43
      Mysle, bo jest jedna rzecz, ktora nie daje mi spokoju. Jak to
      wyjasnie, to problem zniknie.
    • agamama123 Re: kiedy umrę kochanie.... 16.04.09, 22:43
      Od 9 lat bardzo często.
      Wiem, że muszę zyć dłużej niż moje dziecko.
      A potem - niech sie dzieje wola Boża.
      • bryanowa-1 Re: kiedy umrę kochanie.... 16.04.09, 22:46
        nie tyle o smierci co o tym czy se m poradzi z wychowaniem
        mlodego,czy znajdzie se inna babke(wiem ,ze patrzal by na dobro
        dziecka nie swoje),ze nie widziala bym jak mlody dorasta ech szkoda
        rozmyslac o takich rzeczach,trza zyc i byc szczesliwymsmile
      • agusia79-dwa Re: kiedy umrę kochanie.... 16.04.09, 22:51
        po śmierci- organy na przeszczepy- reszta= kremacja
        i nie chcę aby pewna pani z rodziny miała wpływ na wychowanie
        małej
      • mathiola Re: kiedy umrę kochanie.... 16.04.09, 22:58
        dlaczego dłużej niż twoje dziecko?
        • fajka7 Re: kiedy umrę kochanie.... 16.04.09, 23:08
          Mathiola, bo to dziecko jest najprawdopodobniej chore lub
          niepelnosprawne i po smierci rodzicow czeka je marny niewyjasniony
          los.
          Tak mi sie wydaje, ze moze o to chodzic.
          • mathiola Re: kiedy umrę kochanie.... 16.04.09, 23:17
            masz rację, pomyślałam jak już napisałam, za późno sad
          • agamama123 Re: kiedy umrę kochanie.... 17.04.09, 17:28
            Dokładnie. Mój najstarszy syn ma wiele problemów i niestety mam świadomość, że
            nikt nigdy nie zaakceptuje go tak i nie pokocha tak jak my. Wiem jak wyglądają
            moje sprawy rodzinne i mam niestety świadomość, że nagły brak rodziców to
            prędzej czy później oznacza dla moich synów dom opieki... Tego nie chcę. Kacper
            został nam darowany na jakiś czas - na jak długi tego nie wie nikt. Nie
            chciałabym umierać wiedząć, że czeka go bardzo niepewny lossad
    • vredka Re: kiedy umrę kochanie.... 16.04.09, 22:47
      Zdarza mi się.
      Szczególnie po tym, jak umarł mój ojciec i sprawa spadkowa się
      ciągnie i ciągnie. Na dodatek nie wiadomo czy tak naprawdę warto o
      cokolwiek walczyć, bo był to człowiek pełen tajemnic.
      I jak pomyślę,
      że po mojej śmierci moje dzieci będą tak źle o mnie mówić i myśleć...
    • aniakoles Re: kiedy umrę kochanie.... 16.04.09, 23:04
      jak sobie pomyśle ze coś mi się może stać to najbardziej mi zal córek-tzn,ze
      nawet nie będą mnie pamietac:/łzy mi do oczu lecą gdy o tym myślę więc staram
      się NIE myśleć, ale ogólnie jestem za kremacja)nie chce żeby mnie robale
      zżerały;/) ale uważam że rodzic "powinien" odejść przed dzieckiem-taka kolej
      rzeczy...nie wyobrażam sobie nawet śmierci rodzicówsad((ale śmierci mojego
      dziecka też nie-zwariowałabym
    • alleo1 Re: kiedy umrę kochanie.... 16.04.09, 23:04
      Owszem, owszem smile
      Sporządziłam dyspozycje na wypadek śmierci w moim banku (chociaż,
      czym tu dzielić, heheh tongue_out ), noszę przy sobie oświadczenie woli
      (zgodę na pobranie narządów), napisałam skrótowy testament (a
      właściwie wolę dotyczącą szczątków, bo tzw. majątku nie posiadam) i
      przymierzam się do jego dopracowania.
      Ale ja tak miałam od zawsze. Nawet w dzieciństwie, gdy gdzieś
      wychodziłam lub wyjeżdzałam mówiłam mamie, że np. tu są książki do
      oddania do biblioteki, a tu jakaś rzecz należąca do koleżanki, na
      wypadek, gdyby mi sie coś stało (bo nienawidzę długów, hihii).
      smile
      • wilma1970 Re: kiedy umrę kochanie.... 16.04.09, 23:17
        Ja bardzo często myślę. Śmierć jest obecna w tyle głowy w każdym momencie dnia.
        Tak chyba mają ludzie, którzy stracili rodziców w dzieciństwie.
        Ten fatalizm mnie przygnębia i paraliżuje. Jadę odebrać dziecko i mogę wybrać
        jedną z dwóch dróg - jeśli pojadę Górczewską może zginę w wypadku... Idę z
        najmłodszym na spacer do lasu i mały marudzi, a ja odganiam myśli w stylu "a
        gdybym musiała uciekać z dziećmi, w Ruandzie, Bośni, Polsce i gdybym musiała je
        nieść kilometrami czy bym na nie krzyczała, jak poradziłabym sobie z ich stratą?"
        Biały dzień, śmiech dzieci, a ja mam cały czas lodowaty oddech śmierci na karku.
        • mathiola wilma... 16.04.09, 23:21
          Ja bardzo często myślę. Śmierć jest obecna w tyle głowy w każdym momencie dnia.
          Tak chyba mają ludzie, którzy stracili rodziców w dzieciństwie.
          Ten fatalizm mnie przygnębia i paraliżuje. Jadę odebrać dziecko i mogę wybrać
          jedną z dwóch dróg - jeśli pojadę Górczewską może zginę w wypadku... Idę z
          najmłodszym na spacer do lasu i mały marudzi, a ja odganiam myśli w stylu "a
          gdybym musiała uciekać z dziećmi, w Ruandzie, Bośni, Polsce i gdybym musiała je
          nieść kilometrami czy bym na nie krzyczała, jak poradziłabym sobie z ich stratą?"
          Biały dzień, śmiech dzieci, a ja mam cały czas lodowaty oddech śmierci na karku.


          nie straciłam rodziców w dzieciństwie, a jednak mam IDENTYCZNIE.
          Moze to jakaś choroba psychiczna????
          • wilma1970 Re: wilma... 16.04.09, 23:27
            I ja tak myślę, ale staram się nie walczyć z tymi wizjami za bardzo, nie
            histeryzować. Może ten rozsądek scala mnie i trzyma. Jakoś.
          • anorektycznazdzira Re: wilma... 17.04.09, 06:32
            Też nei straciła i też mam podobnie. Może z mniejszym natężeniem,
            bo od dawna uważam, że to jakaś choroba psychiczna. Strasznie mnie
            to wkurza i staram sie myśleć o czym innym, jednak same pomysły
            wyboru drogi na której bedzie lub nie wypadek, wizje wojen, pożarów
            i trzęsień ziemi a minimum atakującego amstafa zdarzaja mi się
            regularnie. Tępię.
            Nie odbieram tego jednak jako myslenia o śmierci jako takiej, tylko
            jako uogólnine poczucie zagraozenia, pewnei to nerwica, mania lub
            fobia. Nie znam sie na nomenklaturze. Tępięsmile
            • wilma1970 Re: wilma... 17.04.09, 09:20
              Ja to przynajmniej mam wymówkę - półsierota; ale wy to po prostu głupie być
              musicie.wink
              Gdzieś czytałam, że po takim zdarzeniu, jak śmierć w bliskiej rodzinie
              pozostałych jej członków nie przestaje dręczyć oczekiwanie na kolejny cios od fatum.
              • kalina_p Re: wilma... 17.04.09, 11:13
                mój tata zmarł, jak kończyłam liceum, babcia jeszcze wcześniej - czyli 2 bardzo
                bliskie osoby, a jednak u mnie się to na myslenie o smierci nie przekłada zupełnie.
                Nie mam takich "jazd". A o smierci czasem myślę, jak każdy chyba - co by było z
                córą, psami, może zawczasu testament napiszę tongue_out
                Ale w paranoję żadną się to neipreradza, może dlatego, że ja z gruntu
                niepoprawną optymistką jestem?
              • sanciasancia Re: wilma... 17.04.09, 12:53
                > Gdzieś czytałam, że po takim zdarzeniu, jak śmierć w bliskiej rodzinie
                > pozostałych jej członków nie przestaje dręczyć oczekiwanie na kolejny cios od f
                > atum.
                To już rozumiem, dlaczego mam takie poczucie zagrożenia.
          • zebra51 ja pierdolę... 17.04.09, 11:20
            Mathiola...

            > gdybym musiała uciekać z dziećmi, w Ruandzie, Bośni, Polsce i
            gdybym musiała je
            > nieść kilometrami czy bym na nie krzyczała, jak poradziłabym sobie
            z ich stratą
            > ?"
            > Biały dzień, śmiech dzieci, a ja mam cały czas lodowaty oddech
            śmierci na karku
            czy jesteś w stanie uwierzyć, że mam TAKIE SAME myśli?????????
          • tabakierka2 Re: wilma... 03.07.09, 11:20
            mathiola napisała:

            > Ja bardzo często myślę. Śmierć jest obecna w tyle głowy w każdym
            momencie dnia
            > .
            > Tak chyba mają ludzie, którzy stracili rodziców w dzieciństwie.
            > Ten fatalizm mnie przygnębia i paraliżuje. Jadę odebrać dziecko i
            mogę wybrać
            > jedną z dwóch dróg - jeśli pojadę Górczewską może zginę w
            wypadku... Idę z
            > najmłodszym na spacer do lasu i mały marudzi, a ja odganiam myśli
            w stylu "a
            > gdybym musiała uciekać z dziećmi, w Ruandzie, Bośni, Polsce i
            gdybym musiała je
            > nieść kilometrami czy bym na nie krzyczała, jak poradziłabym sobie
            z ich stratą
            > ?"
            > Biały dzień, śmiech dzieci, a ja mam cały czas lodowaty oddech
            śmierci na karku
            > .
            >
            >
            > nie straciłam rodziców w dzieciństwie, a jednak mam IDENTYCZNIE.
            > Moze to jakaś choroba psychiczna????

            Nie, to nie jest choroba psychiczna.
            To naturalna reakcja na stratę.
            Ja też bardzo często wyobrażam sobie własną śmierć (czy moim bliskim
            brakowałoby mnie itd.).Mam też poczucie, że Opatrzność czuwa nade
            mną - wiele było w moim życiu sytuacji, kiedy nie powinnam już żyć
            (np. wracając z mężem z Częstochowy pomyliliśmy drogę - ja miałam
            mapę i źle ją odczytałam - i wyjechaliśmy inną, a kilka minut
            później słuchaliśmy w radiu, ze na 'naszej' pierwotnej drodze był
            karambol i kilka samochód kompletnie zrównanych z ziemią przez
            TIRa:/). Generalnie staram się wyznawać zasadę 'żyj tak, aby Twoim
            znajomym zrobiło się nudno po Twojej śmierci'tongue_out
    • rhionach Re: kiedy umrę kochanie.... 16.04.09, 23:32
      o tyle, że mam oświadczenie o przekazaniu organów podpisane, i że zarówno moja babcia, jak i mama od czasu do czasu mi przypominaja (jako najstarszej wnuczce / córce): 'tylko pamiętaj, że chcę, żeby mnie skremować' i wtedy i ja się zastanawiam, że chyba wolę skończyć w urnie, niż w ziemi. no i w kontekście przyszłosci dzieci - polisę mają
    • anorektycznazdzira tak, ale 17.04.09, 06:26
      Tak, ale jeszcze nic sensownego nie wymyśliłam...
      big_grin
      • dlania Re: tak, ale 17.04.09, 09:37
        Dwa typy takich myśli mam.
        Po pierwsze, że nie może mi sie nic stac teraz, bo dzieciom będzie mnie brakowac
        - wrecz namacalnie czuje ich żal i smutek.
        Po drugie, jak mnie mąz wkarwia to sobie myśle: czekaj ty draniu, wyskocze oknem
        i wtedy zobaczysz, jak ci mnie brakuje i jaka byłam zajebista.

        Ostatnio kwestia "umierania" pojawiła się w związku z przedobrzeniem w
        indoktrynacji ekologicznej preze mnie. Nie lubie jak dzieci łamią bazie czy
        gałązki z pączkami, zbierają kwiaty po to, żeby je za 5 minut wyrzucic itd
        (niestety, babcia je tego nauczyła). Więc podczas niedzielnej wycieczki, kiedy
        córka wyrzuciła stokrotki, bo zobaczyła obok okazalsze pierwiosnki, powiedziałam
        jej, że kwiatków nie wolno zrywac i wyrzucać, bo one wtedy sa smutne i umierają.
        No i git, córa zlała moja gadke, jedziemy dalej samochodem, po jakiś 20 minutach
        i kilkudziesięciu kilomtrach nagle słysze z tyłu żałosny, rozpaczliwy wybuch
        płaczu, buzia cała mokra od łez i co słyszę?: 'Musimy wrócic po te kwiatki bo
        one tam umrą!". Normalnie az sie sama zmoczyłam. No ale ryk nie ustawał,
        zawracać nam sie po 2 stokrotki to jakos tak nie bardzo, więc zatrzymalismy sie
        przy następnej łące, wytłumaczyłam córce, że to te same kwiatki (reinkarnacja?),
        pogłaskała je, przeprosiła i moglismy jechac dalej. 50 metrów od łaki, na
        wiejskim cmentarzyku , trwał pogrzebwink
        • matysiaczek.0 Re: tak, ale 17.04.09, 09:40
          no wiesz, nie wiem czy to dobrze, ale rozśmieszyłas mnie rozkosznie (reinkarnacja)...czego to nie zrobi sie dla dziecka smile
    • krolowazla Re: kiedy umrę kochanie.... 17.04.09, 08:53
      od póltora roku bardzo często. Chcę przezyć jeszcze minimum 20 lat. Odchowac
      córkę przedewszystkim.
    • matysiaczek.0 Re: kiedy umrę kochanie.... 17.04.09, 09:02
      alez przygnebiajacy temat, szczególnie jak ktos pisze, ze musi zyć dłużej niż dziecko..

      ja mam straszne apokaliptyczne wizje świata za kilka lat, nie ma małża i nie umiem dzieci od śmierci ustrzec, bo ja też już nie żyję...strasznie martwię się czasem jak dopuszczę taką myśl, co one będą jadły, że będą się bały same, takie tam..
      a ztych bardziej realnych, to martwię sie tylko, zeby teściówka nie zajęła się łobuzami jak mnie by nie było...
      i ostatnie cos kurwa durnego po głowie łazi (nie ma podstaw żeby tak było) i mówię małżowi: 'cos tam ucz się przy dziecku, bo jak mnie zabraknie to nie poradzisz sobie'
    • jkk74 Re: kiedy umrę kochanie.... 17.04.09, 09:28
      Nie zastanawiam się kiedy nadejdzie. Ale mam z mężem ustalone parę rzeczy np że
      ma mnie jakby co na siłę nie trzymać przy życiu - nie chcę być roślinką podpiętą
      do aparatury.
      Co do ew pobrania organów też zna moje zdanie (jestem stanowczo na TAK) -
      zarówno co do mnie jak i w stosunku do naszych dzieci.
      Aha jeszcze mi się przypomniało... mój mąż twierdzi że nie umiałby być z inną
      kobietą, ale wie że gdyby został sam z dziećmi to ma myśleć o sobie -
      powiedziałam mu wprost że dzieci kiedyś odejdą na swoje a on zostanie sam.
      Nasze ustalenia mają też zastosowanie w drugą stronę - mąż też jest ZA pobraniem
      organów i przeciwny sztucznemu utrzymywaniu przy życiu.
      Co do mojego ew związku z innym facetem się nie wypowiedział... wink
    • bernimy Re: kiedy umrę kochanie.... 17.04.09, 10:50
      Oj tak, często.
      Dokąd nie miałam dziecka, to dosyć lekko do swojej ewentualnej
      smierci podchodziłam, teraz już nie. Wręcz boję się, bo nie chcę ich
      samych zostawić. Tak na poważnie to tylko o organach rozmawiamy, że
      wszystko mogą brać (noszę papier w portfelu, bo moja mama by
      zakrzyczała męża i lekarzy, że nie chciałam nic oddawać big_grin).
      Boję się panicznie o śmierć najbliższych, odganiam takie myśli!
      A na żarty, to mówimy sobie, że nawet już mamy
      kandydata/kandydatkę smile Mąż mówi, że jak umrze, to będzie straszył
      aby mojemu następnemu nie zbierało się na amory big_grin
      A ja mówię, że ma sobie ułożyć życie, ale codziennie, potajemnie, ma
      do mnie zasuwać na grób z czerwoną różą big_grin
    • julilija tak za czesto i mam tego dosc 17.04.09, 11:38
      trudny temat...............
    • lelieb Re: kiedy umrę kochanie.... 17.04.09, 12:01
      Myślę czsto i to wpędza mnie w jeszcze większy dół.Pewnie stoi za tym
      nerwica... W każdym badź razie truje mi to nerwy,ale to już dłuzsza historia...
      • tysia77 Re: kiedy umrę kochanie.... 17.04.09, 12:08
        Niestety myślę,szczególnie jak jestem sama w domu na noc.Wtedy
        najczęściej przychodzą mi do głowy myśłi o śmierci i chorobie,mojej
        i bliskich.
        • alesio23 Re: kiedy umrę kochanie.... 17.04.09, 15:56
          nie myślę. Jestem zbyt piękna i młoda zeby umierać.
          • oli.nek Re: kiedy umrę kochanie.... 17.04.09, 17:19
            myślę czasem. i mam wrażenie, że umrę baaaaaaaaardzo późno.
            • fabryka.lodow.napatyku Re: kiedy umrę kochanie.... 17.04.09, 17:23
              dzisiaj lece samolotem, pekam jak nie wiem
              w dodatku snilo mi sie dzisiaj, ze spadl samolot, tylko nie ten ktorym mialam
              leciec, a ze w snach bywa odwrotnie, to jak dzisiaj w nocy spadnie samolot, to
              wiedzcie, ze ja tam bylam sad
              • w_miare_normalna Re: kiedy umrę kochanie.... 03.07.09, 11:13
                nie tyle o swojej śmierci jak o śmierci bliskich
                paraliżuje mnie strach jak sobie o tym pomyśle
                ja chciałabym umrzeć w śnie
                e
    • semida Re: kiedy umrę kochanie.... 03.07.09, 11:18
      Dobre pytanie.Dzisiaj śniło mi się że mam raka.Z przerzutami,złośliwego.I taka rozpacz mnie ogarnęła że moje dziecko będzie bez matki że czułam to wszystkimi zmysłami.Fuj,straszny sen.
    • igooska Re: kiedy umrę kochanie.... 03.07.09, 11:40
      myślę o tym szczególnie przed snem.I oczywiście zal bo dzieci,chłop itd ale
      najbardziej to się zastanawiam jak to będzie jak nic nie będzie...Bo teraz
      jestem czuje ,widzę itd a potem?Jak to będzie ?Wyobrażam sobie ze podobnie chyba
      jak we śnie ale czy coś się będzie śniło?No i sie nie obudzę juz nigdy...Tak
      trochę egoistycznie myślę zawsze ,bo o swoich ewentualnych odczuciach.
      • tabakierka2 Re: kiedy umrę kochanie.... 03.07.09, 11:42
        igooska napisała:

        > myślę o tym szczególnie przed snem.I oczywiście zal bo
        dzieci,chłop itd ale
        > najbardziej to się zastanawiam jak to będzie jak nic nie
        będzie...Bo teraz
        > jestem czuje ,widzę itd a potem?Jak to będzie ?Wyobrażam sobie ze
        podobnie chyb
        > a
        > jak we śnie ale czy coś się będzie śniło?


        hmm...to zależy w co wierzysz.
        ja wierzę, że czeka na mnie lepsze życie z osobami, których dziś już
        obok mnie nie ma, które odejdą i mnie zostawią.
        • igooska Re: kiedy umrę kochanie.... 03.07.09, 12:01
          Ok ja tez w to wierze(mniej więcej)ale chodzi mi o te doznania takie ludzki
          :smak ,zapach dotyk .Nie wiem jak to wytłumaczyć ale już nigdy nic nie poczuje...
      • mariolka55 Re: kiedy umrę kochanie.... 03.07.09, 11:48
        mysle ,ostatnio bardzo czesto
        nie tyle o własnej,co o ogólnie o śmierci członków mojej rodziny
        i to mnie wpedza w jeszcze wiekszy dółsad
        boje sie o meza i o dzieci
        boje sie ,jak dzieci by przezyły gdyby mnie lub mężowi coś się stałosad
    • dorotamakota1 Re: kiedy umrę kochanie.... 03.07.09, 11:50
      Tak.
      Myślę często i nawijam mężowi pół żartem ale mam świadomość,że nie dożyję
      sędziwego wieku. Wiem, że w sumie Pan Bóg może mnie zabrać w każdym momencie. A
      poza tym nie wiem na ile mój stan zdrowia pozwoli mi żyć...
      Śmierci się nie boję ale boję się o swoje dzieci. Mąż jest dorosły jakoś SOBIE
      poradzi ale wątpię czy poradzi sobie z dziećmi...
    • igooska Re: kiedy umrę kochanie.... 03.07.09, 12:06
      i ostatnio tez tak myślę o tym jakby coś mojemu się stało.Jestem w obcym
      kraju,z dala od rodziny,nie pracuje ,język tez nie za dobrze...albo nam obu a
      dzieciaki zostaną.W sumie wykupiliśmy polisy i się śmieję ze mi 50 tys Ł lata po
      chałupie.
      • tabakierka2 Re: kiedy umrę kochanie.... 03.07.09, 12:37
        Mojego męża babcia zawsze mówiła, że boi się, jak ona sobie poradzi,
        kiedy jej mąż odejdzie ( chyba był od niej starszy - nie wiem, skąd
        takie założenie, że będzie pierwszy) tymczasem babcia zmarła w wieku
        ok.60lat, a dziadek męża w zeszłym roku, w wieku 98 <!!!!> lat.
        Przeżył babcię o 30lat przeszło.
        Nigdy nie wiadomo, co nam jest pisane.
    • ceres9 jaki temat;/ 03.07.09, 12:36
      taa,mysle czasem o smierci,ale staram sie szybko to przegonic
      tato jest chory,a ja tak strasznie sie bojesad
      wczoraj ogladajac gotowe na wszystko prawie sie poryczalam
      taki fragment dali:
      Mary Elizabeth Frye "Nie stój"

      Nie stój nad mym grobem, i nie szlochaj,
      Nie ma mnie tam i nie śpię.

      Jestem tysiącem podmuchów wiatru,
      Jestem diamentowym skrzeniem się śniegu,
      Jestem światłem słońca na dojrzałym zbożu,
      Jestem delikatnym, jesiennym deszczem

      Kiedy tyś w porannej ciszy zbudzony,
      Jestem ruchem - szybkim, wznoszonym,
      Ptaków cichych w locie krążących.
      Jestem łagodnym gwiazd blaskiem nocnym.

      Nie stój nad mym grobem i nie roń łez.
      Nie ma mnie tam; nie zasnęłam też.
      Nie stój nad mym grobem i nie płacz na darmo.
      Nie ma mnie tam. Ja nie umarłam


      kurwa,zaraz sie zalamie..
      • bernimy Ceres, znów Cię złapałam 03.07.09, 12:40
        na smutasowaniu!!!!!!!!!!!!!!!!! Ty se nie możesz czegość szczelić
        mocniejszego?!
        • ceres9 Re: Ceres, znów Cię złapałam 03.07.09, 12:46
          no bo ledwo oczy otworze a tu taki temat wrzucacie;p
          a moj tato jest bardzo chory niby choroba sie ustabilizowala ale i tak gula mi w
          gardle staje jak tylko o tym pomysle..
          • bernimy Re: Ceres, znów Cię złapałam 03.07.09, 12:47
            A co Mu jest, bo nawet z nowotworami niektórymi można długo
            pociągnąć!
            • ceres9 Re: Ceres, znów Cię złapałam 03.07.09, 12:49
              ma przerzuty
              • bernimy Re: Ceres, znów Cię złapałam 03.07.09, 12:51
                Ok, nie morduję juz pytaniami. Ale to też nie jest przesądzone!
                • ceres9 Re: Ceres, znów Cię złapałam 03.07.09, 12:57
                  wiem,ze nie jest
                  bo Bog cud sprawil-pierwszy lekarz(chuj zlamany nienawidze go marze zeby sie z
                  nim spotkac bym mu powiedziala co o nim mysledal) dal mu 3 m-ce
                  choroba sie zatrzymala,dostal leki praktycznie nie-do-dostania i teraz mija 2
                  rok od zdjagnozowania przerzutow.
                  bedzie dobrze,musi byc,ale nie chce juz o tym pisac bo sie rozkleje;]
    • ez-aw Re: kiedy umrę kochanie.... 03.07.09, 12:42
      Mało o tym myślę. Ustaliliśmy z mężem podstawowe sprawy typu: polisy, narządy do
      przeszczepu itp. A dalej? Raczej nie mam na to wpływu, więc żyję i tyle. Nie
      chcę się zadręczać rzeczami na które nie mam wpływu.
    • moninia2000 Re: kiedy umrę kochanie.... 03.07.09, 13:07
      O WLASNEJ na ogol niewiele...choc ostatnio, nie wiem czemu pomysle
      czasem. Chyba sie za duzo o raku nasluchalam i te papierosy, ktore
      spalam mnie draznia.
      Jednak ogolnie nie mam na tym pukncie obsesji, zawsze czulam, ze
      bedzie co ma byc, przeciez moze cegla na glowe spac w kwiecie wieku
      i co?
      Mam tylko nadzieje zawsze tak luzno do tematu podchodzic. Jedno o
      czym marze to by moje dziecko mnie przezylo, reszta da sie przyjacsmile
      • in-ca Re: kiedy umrę kochanie.... 03.07.09, 14:02
        Kiedyś miałam taki fatalistyczny wgląd na ułamki życia jak niektóre z Was, ale
        teraz już wiem, że nie ma sensu się tym zadręczać. Będzie co będzie, jak zawsze
        lepiej niż było.
        Nie myślę o śmierci, będę żyć wiecznie, a dalej mój umysł nie sięga
    • freederike Re: kiedy umrę kochanie.... 03.07.09, 18:00
      myślę coraz częściej, im więcej mam do stracenia, tym bardziej się
      boję. Chciałabym, żeby życie po śmierci wyglądało jak w "Między
      piekłem, a niebem", ale to tylko film. Z uwagi na to, że jestem
      wierząca, a mąż nie, nie liczę na wspólny czyściec, czy raj i to
      mnie dołuje. Wolałabym mieć wizję nas w raju, nawet gdyby się miała
      nie sprawdzić...
      • doral2 Re: kiedy umrę kochanie.... 03.07.09, 18:12
        rzadko myślę o własnej śmierci. to nie są przyjemne myśli, więc po co sobie tym
        serce i umysł zatruwać?
        każdy z nas umrze, prędzej czy później, taką mamy paskudną cechę wink
        • grave_digger Re: kiedy umrę kochanie.... 04.07.09, 15:57
          wg powyższego linku wyszło, że będę żyć 103 lata i 6 m-cy, co by się zgadzało z
          tym co myślę o własnej śmierci - a wydaje mi się, że będę żyła baaaaaaardzo
          długo. niestety.
          • niutaki Re: kiedy umrę kochanie.... 04.07.09, 18:49
            mysle czesto o mojej smiercisad boje sie panicznie, ze sie uduszesad
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka