telefonem. Dzwoni do mnie i pyta co robię, jak się czuję, itd ipt
tak sobie gadamy( nie raz dzwomi więc nie dziwota) i nagle mówi do
mnie że jakiemuś tam mężowi kuzynki mojego M prawo jazdy na ( chyba)
trzy lata zabrali bo jechał pod wpływem. I jeszcze mówi do mnie ( a
ona Ślązaczka jest bardzo bezpośrednia): ... Powidz M, że jak i jemu
prawo jadzy zabiorum, to joł mu sama do życi nakopiam i nogi z dupy
powyrywum, piernika jasnego, chobych do wołs miała piechty przyjść,
a co by cie nie śmioł nerwić, bo ti teraz musisz świnty spokój
mieć, boś w ciunży jest i my sie tukej wszyjcy martwimy...
Takie oto mam stosunki z mamusią

Wszyscy to teściowa i teść, a "tukej" to 15 km od nas.
Dodam, że mój małż bardzo rozsądny jest, do procentów go zbyt nie
ciągnie, woli sobie w domu piwko strzelić, ew. do baru idzie pieszo,
bo ma blisko i nigdy nie wraca pod wpływem, co by żonie kochającej
przykrości nie robić