Tak się czasem zastanawiam.Wiadomo,trza się trochę pouczyć,poświęcić czas na robienie prac itp....ale:
Interesuje mnie kierunek który studiuję i nauka idzie mi jak z płatka(oczywiście są wyjątkowe chujowe (jak dla mnie)przedmioty takie jak logika czy filozofia które do mnie nie trafiają.)
Mimo wszystko jakoś to idzie.Nie chcę się tu chwalić ale moja średnia kwalifikuje się do stypendium naukowego(jak tak dalej będzie szło).
Z tym,że mój M twierdzi że ja nawet 1/3 czasu na naukę nie poświęcam tyle co poświęcał on(też miał naukowe).
To moja szkoła taka chujowa czy po prostu powołanie?

Szczerze;jakbym wiedziała ze studiowanie to taki lajt poszłabym na nie już jak Młoda była niemowlakiem...