Miałam dzisiaj do załatwienia sprawy urzędowe. Młoda na wózek, starszy za rękę
i jedziemy autobusem. Sprawy załatwiłam, po drodze zgubiłam bilet i musiałam
się cofać dość sporo aby kupić znowu bilet. Stoimy na przystanku, czekamy na
autobus, od razu się rozglądam za jakimś prężnym młodzieńcem coby mi wózek
pomógł wtaszczyć do autobusu

. Poprosiłam tego co najbliżej stał, się
zgodził i do mnie w te słowa: "a ma pani bilet?" a ja zgłupłam, no bo co? mam
mu za wniesienie wózka bilet sponsorować

? Pytam się więc dla pewności: "dla
mnie?", facet przytakuje i dodaje: "bo wie pani, ostatnio pomogłem wnosić
wózek a potem mama musiała karę płacić, bo biletu nie miała"

.
Dla formalności skontrolował facet mój skasowany bilet, chociaż stał obok mnie
i widział, że kasowałam

. Oczywiście uśmiech na całą twarz

.
Miłe to było

. Szczerze to pierwszy raz się spotykam z miłymi,
uśmiechniętymi kanarami. Cała trójka taka była i aż miło się bilet podaje. A i
nawet była pani kanarzyca

, zawsze faceci byli

.
A Wy się spotkałyście z "normalnymi" kanarami? Czy zawsze tacy, że strach na
nich patrzeć?