ex.mila
14.05.11, 21:23
Od dawna mnie to nurtuje. Odkąd zaczęła się ta rewolucja najpierw w Egipcie, potem Tunezji a potem rozlała się na całą północną Afrykę (jak źle prawię to mnie poprawcie) co i rusz słychać, że polując na satrapów i terrorystów tam zginął syn, tam córka, w przypadku Bin Ladena syn, i troje wnucząt. I tak wszyscy przechodzą nad tym do porządku dziennego, jakby oczywistym miało być, ze z tych dzieci wyrosną terroryści i lepiej w sumie, że zostały zlikwidowane. Może źle rozumiem, ale tak zachowują się media. Teraz podobno trwa polowanie na syna Bin Ladena, który wymknął się jakimś cudem z domu gdzie ubito taliba. Amerykanie mają informacje, że to wypisz wymaluj tatuś i potencjalnie stanowi ogromne zagrożenie dla świata zachodniego. Nawet jak go capną to co z nim zrobią? Z dziesięcioletnim dzieckiem? Zrobią pranie mózgu?
Gdyby tak ktoś ubił dziecko/wnuka Busha,(a przecież wielu uważa go za terrorystę) to co by się stało? Trzecia wojna światowa?
Rozumiem, równi i równiejsi dorośli, ale równe i równiejsze dzieci? Podział coś jak na zwierzęta hodowlane i domowe. Nie sądzicie?