Dodaj do ulubionych

Już ani słowa mi tu o nawiedzeniu wegetarian

18.08.13, 04:20
bo tak łatwo się rzuca o nawiedzeniu hasłem, gdy o wege ludzi idzie.
źle zrobiłam, że w ogóle komputer włączyłam dziś, bo się potwierdziło znów - bez uogólnień, gdyż bywa różnie, ale dziś na wege ludzi trafiło.

nie jest tak, iż, nigdy przenigdy nie wspomniałam o kawałkach zwłok czy okrucieństwie KAŻDEGO uboju, albo o tym, że głupio mi kupować karmę mięsną dla kota, bo to nieco fałszywe.
ale starałam się nie pozwalać sobie na oceny i durne gadki w stylu ludzi, którzy, gdy ktoś wspiera protesty przeciw ubojowi rytualnemu, to pytają czy ktoś ten je mięso, nosi skóry etc.
to do dupy jest i w ogóle z innej beczki.
bez dyskusji - głupkotyzacja i zmyłka.

mnie się zdawało, że najlepszą rzeczą, jakby się mi chciało przekonywać, to jest np. pokazanie przepisu na moje pesto z bobu i sera, na zupinę do pożarcia natychmiast całogarowo, choć zero tam zwierza w niej etc..

ale komentarze pod tym tekstem dziś nie tylko sprawiły mi przykrość, ale sprawnie, prymitywną łopatą wglebały.
i taka wglebana tkwię.

wlazłam w internet usiłując wyjść z marazmu, a tu jakiś beton - się mówi o ekologicznych terrorystach ? o wege wymuszających coś tam ? !
dokladnie widać, że, jak zwykle, IMO, nie uogólniać, dać sobie spokój ze skrajnościami.
ale nie ukrywam, że kompletnie, absolutnie nie spodziewałam się takiego braku wiedzy, zrozumienia, tolerancji, wiedzy także o biznesie związanym z restauracjami, jaki w tych komentarzach, które zobaczyłam :

podroze.gazeta.pl/podroze/1,114158,14441057,_Ziemniaki_sa_bez_mieska__tylko_pani_troche_sosikiem.html#MT
znaczy trwa/będzie trwać kłótnia o to "mięsożerstwo" i "fanaberie" ?
bo mnie to się zdawało, że mówić o swych racjach,
motwacjach, ale starać się nie obrażać i
mnie ilość i ciężar komentarzy w stylu, że jak jesteś wege, to twoja fanaberia i niczego nie oczekuj, poraziła
się nie spodziewałam.
/fanaberia ?!/



Obserwuj wątek
    • dzidzia_bojowa Re: Już ani słowa mi tu o nawiedzeniu wegetarian 18.08.13, 07:37
      Olgo, mam podobne odczucia. Przeczytałam tylko część komentarzy i byłam zaskoczona tonem tych wypowiedzi. I jeszcze setki plusów przy pogardliwych dla wege wpisach. Zastanowił mnie ten całkowity brak tolerancji dla wyborów wegetarian. I jeszcze dziwne uzasadnienia ekonomiczne, że niby wegetariańskie się nie sprzeda więc nic dziwnego, że w restauracjach nie ma wyboru. Nie wiem jak to tłumaczyć. Problem dotyka mnie osobiście. Bardzo bliska mi osoba jest wegetarianinem od lat.
      Wiem z doświadczenia, że nietrudno jest przygotować kilka wegetariańskich i urozmaiconych potraw. Trochę inwencji, trochę chęci i w menu może być kilkanaście pozycji, na które skuszą się, jestem pewna, także mięsożercy. I nie wymagają te potrawy aż tak wielkich nakładów finansowych, wystarczy pomysł! To jedna rzecz.
      Druga sprawa: brak zrozumienia to jeszcze pikuś, ale ta agresja słowna, ta pogarda, to lekceważenie! Koszmar!
      W tym miejscu napisałam długi wywód na temat tolerancji bądź jej braku itd, ale skasowałam. Tu nie muszę o tym pisać...
    • ploniekocica Re: Już ani słowa mi tu o nawiedzeniu wegetarian 18.08.13, 09:27
      No, nie wiem, nie wiem.
      Bo mam trochę inne zdanie na ten temat akurat w kontekście tego artykułu. Bo moim zdaniem to jest beznadziejny artykuł. Żle napisany, jątrzący i pokazujący wegetarian jako roszczeniowych oszołomów właśnie. I na dodatek niespecjalnie rozgarniętych.
      Moje dziecko ideowo wegetariańskie od trzynastego roku życia ma na ten temat bardzo podobne zdanie. To nie jest artykuł o stylu życia, wyborach itd., to jest artykuł, który mógłby gdyby zmienić nieco tekst dotyczyć np. fanów sushi, którzy skarżą się na niedogodności żywieniowe na urlopie na podlubelskiej wsi, albo hipsterów narzekających, że nie mogą się napić chai latte w barze mlecznym.
      • dzidzia_bojowa Re: Już ani słowa mi tu o nawiedzeniu wegetarian 18.08.13, 10:32
        Masz rację Kocico, tylko mnie bardziej poruszyły komentarze pod artykułem. Tekst rzeczywiście nie najszczęśliwszy, delikatnie mówiąc.
    • 8macek Re: Już ani słowa mi tu o nawiedzeniu wegetarian 18.08.13, 11:40
      > bo tak łatwo się rzuca o nawiedzeniu hasłem, gdy o wege ludzi idzie.

      otóż szanowna olgo, z tego artykułu wynika właśnie, że są to ludzie bardzo nawiedzeni i do tego bardzo egoistyczni oraz ociekający hipokryzją.
      i "wege ludzie" w tym artykule tak sami się NIESTETY rysują.
      co mam sobie pomyśleć o matce, która narzeka, że jej dziecko na koloniach nie dostaje sojowych kotletów?!
      jeśli ktoś chce być "wege ludziem" to do kurwy nędzy, w jego słownictwie nie ma prawa istnieć słowo kotlet i nie ma też prawa w jego świadomości istnieć wizerunek czegoś co przypomina/imituje wygląd kotleta z mięsa.
      poza tym po jaką cholerę lezie jeden z drugim wege głupek do restauracji, w której podaje się dania z mięsem???!!! przecież pierwszym odruchem i konsekwencją ideologii wege powinno być bojkotowanie takich restauracji.

      a do samej ideologii wege nic nie mam bo to jest ideologia bardzo szlachetna, ale żeby być "wege CZŁOWIEKIEM" to trzeba być chociaż trochę inteligentnym CZŁOWIEKIEM, pokojowo nastawionym do całego świata a nie nawiedzonym roszczeniowym psychopatą, który sam nie wie o co mu właściwie chodzi oprócz tego, że chodzi mu głównie o to aby wszyscy żyli według jego chorych zasad "wege ludzia" BO TAK!!!

      jestem pewien, że istnieje masa ludzi, normalnych ludzi, którzy nie jedzą produktów odzwierzęcych, nie noszą futer i skór i nie używają produktów odzwierzęcych, ale nie robią z tego sensacji i histerii na skalę galaktyczną.
      dla takich mam szacunek, to jest ich wybór ale sami nie nakazują nikomu aby każdy żył tak jak oni.
      z drugiej strony nie mam żadnego szacunku dla skurwysyna, który celowo oszukuje dla chęci łatwego zysku. i o ile w restauracji, która nie jest wyraźnie zdeklarowaną jadłodajnią wege restaurator nie ma obowiązku posiadać w menu potraw wege (i nikt mu nie ma prawa nic za to zrobić, analogicznie w przypadku np. kuchni koszernej) to oszukanie klienta zamawiającego danie wegańskie, wegetariańskie czy koszerne i podanie mu np. frytek smażonych na wieprzowym smalcu powinno się dla niego skończyć zamknięciem tej restauracji i wysokim odszkodowaniem dla oszukanego klienta.

      AMEN
      • dzidzia_bojowa Re: Już ani słowa mi tu o nawiedzeniu wegetarian 18.08.13, 12:20
        Cytatco mam sobie pomyśleć o matce, która narzeka, że jej dziecko na koloniach nie dostaje sojowych kotletów?!
        jeśli ktoś chce być "wege ludziem" to do kurwy nędzy, w jego słownictwie nie ma prawa istnieć słowo kotlet i nie ma też prawa w jego świadomości istnieć wizerunek czegoś co przypomina/imituje wygląd kotleta z mięsa.


        Nie do mnie się zwracasz ale ja ci odpowiem: powinieneś sobie pomyśleć, że do kurwy nędzy, chyba jesteś niedoinformowany ponieważ w kuchniach świata istnieje jakieś sto tysięcy rodzajów kotletów i tak właśnie one się nazywają. I są to kotlety z ryżu, kotlety z kaszy, kotlety z ziemniaków, kotlety z brokułów, kotlety z fasoli i od cholery innych kotletów. I nie widzę powodów by wege ludzie mieli wypierać z pamięci tę nazwę.
        • damakier1 Re: Już ani słowa mi tu o nawiedzeniu wegetarian 18.08.13, 12:58
          A mnie, Dzidziu, też ta matka poirytowała. Nie dlatego, że użyła określenia "kotlety", ale że oburza ją to, że dla jej dziecka nie będzie prowadzona odrębna kuchnia. Tym czasem trudno sie spodziewać, że na różnych koloniach, obozach, w stłówkach i tym podobnych miejscach zbiorowego żywienia będą z założenia przygotowywane potrawy spełniające wszystkie możliwe "warunki specjalne", jakich mogą wymagać potencjalni konsumenci. Oprócz wegetarian, czy wegan istnieją też wszelkiej maści alergicy, którzy wymagaja na przykład stoswania diety bezglutenowej i jakos nie spotkałam się, by żądali oni, by w każdej restauracji lub innym punkcie zbiorowego zywienia domagali się potraw przygotowywanych specjalnie dla nich. Jeśli matka wegańskiego dziecka chce, by jej dziecko jeździło na kolonie (a bardzo dobrze, że chce) niech podejmie staraniaw tym kierunku - może dogada sie z innymi matkami-wegankami i wspólnie wyślą dzieci na kolonie? Wtedy to juz będzie grupa, dla której organizatorm kolonii opłaci sie zatrudnic kucharza, który się na tym zna, rozumie problem i potrafi wegańskie potrawy przyrządzić? Bo do przygotowywania wszelkiego rodzaju "specjalnego" jedzenia trzeba specjalisty, którego zatrudnienie podraża koszty całego przedsięwzięcia.
          Jedyna racjonalna droga, by się potrawy wegańskie stały powszechne w punktach ogólnego żywienia, to tak duży na nie popyt, by ich podaż była opłacalna. A droga do tego wiedzie przez przebijanie sie ze swym modelem życia do mediów, przez zakładanie restauracji specjalistycznych i kreowanie ich na "modne" i na wszelkich działaniach zdobywających ogólną przycholność dla modelu życia wegetarian i wegan. Postawa roszczeniowa i częsty w wypowiedziach wegetarian ton "moralnej wyższości" nad mięsożercami, na pewno dobrych skutków nie przyniosą.
          Bardzo ciekawy artykuł na temat wegetarianizmu jest w ostatniej "Polityce".
          • dzidzia_bojowa Re: Już ani słowa mi tu o nawiedzeniu wegetarian 18.08.13, 13:28
            Dlatego, Damo, zgodziłam się z Kocicą, że tekst jest słaby i zgadzam się z Tobą, że wszelkie postawy roszczeniowe wzbudzają niechęć i ich nie pochwalam. Mnie chodzi o coś innego, chodzi mi o to, że komentarze pod tekstem są przepełnione pogardą i wręcz agresją. Oczywiście istnieją rozwiązania dobre dla wszystkich tylko po co od razu inwektywy i określenia typu nawiedzony świr? Wegetarianie często rezygnują z jedzenia w miejscach publicznych i nie wydaje mi się by robili z tego jakąś tragedię. Chyba jednak nie demonstrują swojego światopoglądu ostentacyjnie. Przynajmniej ja się z czymś takim nie spotkałam.
            Pewnie, jak we wszystkich społecznościach, są nawiedzone świry próbujące "nawracać" na wege agitacją ale są to jednostkowe przypadki, jestem pewna.
        • 8macek Re: Już ani słowa mi tu o nawiedzeniu wegetarian 18.08.13, 13:15
          no to inaczej bo widzę, że nie zrozumiałaś.
          najpierw proszę sprawdzić jaka jest etymologia słowa kotlet.
          później zapytać kilka przypadkowych osób w dowolnym wieku z czym im się kojarzy słowo kotlet.
          następnie pomyśl sobie, że te wszystkie kotlety warzywno-zbożowe są imitacją kotletów mięsnych i w każdej kuchni przyrządza się je tak aby maksymalnie przypominały smakiem i zapachem jakiś konkretny rodzaj kotleta mięsnego. a kotlety sojowe mają smakiem, zapachem i dodatkowo jeszcze wyglądem przypominać kotlet schabowy i o tym zapewne wie nawet ten, który nigdy kotleta schabowego nigdy nie jadł. i ta matka też musi o tym wiedzieć. na tym polega hipokryzja (w krystalicznie czystej postaci) w tym konkretnym przypadku.

          gdybym ja chciał swojego syna wychować na abstynenta to nie kupowałbym mu na urodziny napoju piccolo udającego szampana (mimo, że jest bezalkoholowy), gdybym chciał aby mój syn był antymilitarystą i pacyfistą to nie kupiłbym mu zabawki imitującej rewolwer magnum 38 (mimo, że strzelałby kapiszonami).

          a tak a nawiasem, zastanawiałaś się dlaczego placki ziemniaczane nie nazywa się kotletami ziemniaczanymi i dlaczego racuchy z jabłkami nie nazywają się kotlety jabłkowe?
          • dzidzia_bojowa Re: Już ani słowa mi tu o nawiedzeniu wegetarian 18.08.13, 13:41
            @8macek, mogłabym przekornie zapytać czy nie sądzisz, że kotlet z mięsa mielonego do złudzenia przypomina kotlet z soczewicy...
            Wiem co co ci chodzi, zrozumiałam twój przekaz i będę się upierać, że kuchenna nomenklatura nie ma tu nic do rzeczy. Zdeklarowany wegetarianin nie zastanawia się lepiąc kotleta z soczewicy, że wygląda on jak kotlet mielony. I nie ma tu żadnej hipokryzji ani tym bardziej refleksji, że och, jaki jestem szlachetny, jaki lepszy od mięsożerców To jakaś bzdura! Czepiasz się mało istotnych szczegółów, moim zdaniem.
            • 8macek Re: Już ani słowa mi tu o nawiedzeniu wegetarian 18.08.13, 15:36

              jeśli uważasz, że się czepiam mało istotnych szczegółów to trudno, zakończmy więc dyskusję w tym temacie.
              podkreśliłem, że nie mam do samej ideologi wege pretensji jeśli ludzie ją wyznający nie są hipokrytami i (cytując) nawiedzonymi świrami. niech sobie żyją w spokoju i niech jedzą soczewicę, soję, ryż, mech, trawę, surową pszenicę i brukiew jeśli im to odpowiada i niech dbają o pokój na świecie i niech dadzą mi spokój. dla nich pełen szacun.
              mam pretensje do różnych pierdolniętych spamerów, naburmuszonych klientów i innych fanatycznych głupków uważających się za wegebojowników, którzy chcieliby doprowadzić (również przemocą) do tego aby ludzie jedli szczaw i mirabelki bo to jest dla nich dobre.

              wielokrotnie też pisałem (jako ateista), że nie przeszkadza mi to, że ktoś modli się do drewnianych belek, do gołębia czy do szczura albo do jakiegoś nieupostaciowionego mzimu, niech się modli nawet do własnego cienia tylko niech robi to tak aby nie zatruwać życia tym innym, którzy nie robią tego co on.

              dlatego nie mam tolerancji i żadnego szacunku dla fanatycznych religiantów, którzy są bez mrugnięcia okiem gotowi zabić "niewiernego" tylko dlatego, że nie podziela ich poglądów.

              a artykuł nie jest napisany jako ocena wegiantów tylko jako zbiór ich wypowiedzi. a z tych wypowiedzi wyłania się NIESTETY obraz wegianta jako mało rozgarniętego, roszczeniowego hipokryty, dla którego filozofia wege jest jedyną akceptowalną i ci którzy jej nie podzielają nie mogą być nazywani ludźmi. no to na to mojej zgody nie ma.

              i dodam jeszcze, że człowiek, który istnieje jako homo sapiens od około 1000000 lat (tak,tak!!! słownie od około miliona) jest z natury drapieżnikiem i genetycznie jest przystosowany do spożywania mięsa. i to mięso spożywał przez kilkaset tysięcy lat swojej ewolucji uzupełniając roślinami swoją dietę tylko wtedy gdy nie miał możliwości zdobycia mięsa.

              dieta wege jest szlachetna wobec zwierząt, ale jest nienaturalna dla organizmu przeciętnego człowieka i trzeba sobie to jasno powiedzieć.
              tak samo nienaturalne jest głodzenie się w imię chorych zasad religijnych.

              a taki ramadan to już jest akademicki przykład wynaturzenia i psychopatii.

              i na koniec! jak nie muszę to nie jem mięsa i może to trwać długi okres czasu (w domu nie robię żadnych zapasów z mięsa, nie mam nawet mięsnych konserw, nie jem wędlin oprócz szynki i polędwicy którą sam przygotowuję i sam wędzę jak mam dostęp do świeżo zabitego zwierza), ale jak zaczynam mieć ochotę na mięso (jem tylko świeże) to najchętniej jem wołowego tatara albo rybę sprawioną krótko przed zjedzeniem albo schabowego ze świni zabitej kilka godzin wcześniej...

              gdyby mi ktoś tego zabronił to zrobiłby mi straszną krzywdę.

              wegetarianizm dopuszczający jedzenie niektórych ryb, niektórych owoców morza (wyłączając oczywiście :-D ośmiornice) i produktów odzwierzęcych (jaja, sery niepodpuszczkowe, masło, mleko); jednocześnie zakazujący używania futer, skór, ścięgien i innych fragmentów zwierząt dla których pozyskania trzeba zwierzę zabić; jest dla mnie całkowicie akceptowalny jako filozofia i w ostateczności mógłbym być takim wegetarianinem. ale nie wtedy gdyby mnie ktoś do tego zmusił, tylko wtedy gdybym sam dobrowolnie taką decyzję podjął.

              weganizm odrzucający wszelkie produkty odzwierzęce jest już moim zdaniem przesadną fanaberią a nawet głupotą jeśli np. matka taki weganizm stosuje wobec swojego dziecka...
              • gat45 Re: Już ani słowa mi tu o nawiedzeniu wegetarian 18.08.13, 17:23
                8macek napisał:

                >
                [...]
                >
                > a artykuł nie jest napisany jako ocena wegiantów tylko jako zbiór ich wypowiedz
                > i. a z tych wypowiedzi wyłania się NIESTETY obraz wegianta
                jako mało rozgarnięt
                > ego, roszczeniowego hipokryty, dla którego filozofia wege jest jedyną akceptowa
                > lną i ci którzy jej nie podzielają nie mogą być nazywani ludźmi. no to na to mo
                > jej zgody nie ma.[...]
                >

                Wychodzi na to, że omawiany artykuł został sklecony tendencyjnie i pod z góry założoną tezę.
        • ave.duce Re: Już ani słowa mi tu o nawiedzeniu wegetarian 18.08.13, 19:00
          A najpyszniejsze są kotlety z jajek na twardo (ze szczypiorkiem, of koz) ;)
          • 8macek Re: Już ani słowa mi tu o nawiedzeniu wegetarian 18.08.13, 19:46
            > A najpyszniejsze są kotlety z jajek na twardo (ze szczypiorkiem, of koz) ;)

            chyba niepotrzebnie robisz sobie jaja z tematu bo oldze pewnie nie o to chodziło kiedy zakładała ten wątek ,dla niej zapewne temat jest ważny i poważny.
            ja przynajmniej jestem szczery (jak zawsze) i piszę szczerze co myślę (nawet jeśli interlokutorowi, którego lubię i szanuję moja szczerość nie spodoba się) i nigdy po to aby podbić wątek.
            :-P
            • ave.duce Re: Już ani słowa mi tu o nawiedzeniu wegetarian 18.08.13, 20:23
              8macek napisał:

              > > A najpyszniejsze są kotlety z jajek na twardo (ze szczypiorkiem, of koz)
              > ;)
              >
              > chyba niepotrzebnie robisz sobie jaja z tematu bo oldze pewnie nie o to
              > chodziło kiedy zakładała ten wątek ,dla niej zapewne temat jest ważny i poważny.
              > ja przynajmniej jestem szczery (jak zawsze) i piszę szczerze co myślę (nawet je
              > śli interlokutorowi, którego lubię i szanuję moja szczerość nie spodoba się) i
              > nigdy po to aby podbić wątek.
              > :-P
              >

              Szczerze wyznałam swoją miłość do kotletów z jajek... Nie sądzę, żebym tym uraziła uczucia Olgi, więc daj sobie siana. Z autoreklamą też.
              • 8macek Re: Już ani słowa mi tu o nawiedzeniu wegetarian 18.08.13, 21:15
                no to jak uważasz, że to jest autoreklama to faktycznie nie mam tu już czego szukać.
                ale mimo wszystko pozdrawiam i dziękuję za krytykę.
                • ave.duce Re: Już ani słowa mi tu o nawiedzeniu wegetarian 18.08.13, 21:34
                  *macek - każdy forumowicz jest oceniany po tym, co pisze "w temacie".

                  Napisałeś jaki to jesteś pozytywny - na zasadzie przeciwieństwa ze mną, "czarnym charakterem"?

                  Nie musisz się od razu obrażać.

                  Pozdrawiam również.
    • czan-dra Re: Już ani słowa mi tu o nawiedzeniu wegetarian 18.08.13, 16:02
      Głupi artykuł, byłem weganem trzy lata, i nie oczekiwałem że w knajpie ugoszczą mnie jakimś wegańskim smakołykiem, sam żywiłem się swoimi ziarenkami, a w wyjazdach żywiłem się owocami i warzywami, chcą pokazać wegan jako rozkapryszone bachory z pretensjami, że im się należy.

      PeeS. Mój ojciec nauczył się paru zwrotów o hodowli gołębi, i jak chodził na rynek po ziarna dla mnie to udawał "gołębiarza", i jak twierdził, mniejszy wstyd.
      • 8macek Re: Już ani słowa mi tu o nawiedzeniu wegetarian 18.08.13, 18:23
        moim zdaniem nie artykuł jest głupi tylko głupi są ludzie, których wypowiedzi w tym artykule zacytowano.
        może mieć rację gat, że w tym sensie jest to art. prowokacyjny, spreparowany pod konkretną tezę czyli mający na celu ośmieszyć i potępić w czambuł wegefilozofię tym bardziej, że wielu mięsożerców nie odróżnia wegan od wegetarian...
        jak już wcześniej napisałem filozofia wegetarianizmu jest dla mnie akceptowalna, fanatycznego weganizmu już nie jestem w stanie zaakceptować a już na pewno nie jestem w stanie tolerować obecności fanatycznych wegan w przestrzeni publicznej.
        jeśli weganin idzie do NIEWEGETARIAŃSKIEJ a tym bardziej NIEWEGAŃSKIEJ, klasycznej dobrej restauracji (nie wspominając już nawet o knajpach nastawionych na szybki zarobek sezonowy) w jakimś turystycznym kurorcie i ma jakieś fochy, że tam stosuje się w kuchni masło i śmietanę to jest po prostu popierdolony i konieckropkaamen.
        a jeśli ma życzenie zjeść w takiej restauracji danie, w którym nie będzie nawet atomu pochodzącego od zwierzęcia to musi o tym jasno i wyraźnie powiedzieć albo nawet napisać o co mu konkretnie chodzi i czego sobie kategorycznie nie życzy. wtedy normalny restaurator przygotuje dla niego specjalnie to danie jakie sobie weganin zażyczył. za specjalną wyższą cenę oczywiście (o której weganina powinien poinformować przed realizacją zamówienia) bo pewnie specjalnie będzie do tego musiał zaangażować/oderwać od normalnej pracy co najmniej jednego kucharza i co najmniej jednego kelnera i aby się przypadkiem nie pomylili w zamówieniu jeszcze musiałby ich specjalnie przeszkolić...


        a tak w nawiązaniu do tematu to możesz wyjawić co cię skłoniło do porzucenia wegańskiego stylu życia?
        :-)
        • widz102 Re: Już ani słowa mi tu o nawiedzeniu wegetarian 18.08.13, 21:49

          a wszystko i tak kończy się truizmem, że moja przestrzeń kończy się tam, gdzie zaczyna się przestrzeń innych. A że lud polski taki więcej niesocjalizowany jest.... Duuuużo przestrzeni potrzebuje. Czy weganin, czy mięsożerny jak pirania. Czy prawak, czy lewak, czy nawet taki mały jareczek. Duuużo za dużo.
          forum
          Kraj wkurzonych lemingów
    • ave.duce ... ani słowa ... 18.08.13, 21:49
      W tym przypadku człowiek ma wolny wybór. Wybiera, co rodzi obecnie określone konsekwencje.
      • olga_w_ogrodzie Re: ... ani słowa ... 18.08.13, 22:50
        Już ani słowa mi tu o nawiedzeniu wegetarian - wpis w temacie wątku nie oznacza absolutnie tego, że życzyłabym sobie, by ktoś nie mówił tu czy gdzie indziej tego, co myśli.

        ten tytuł miał brzmieć emocją : dużym zaskoczeniem, przykrością, buntem z powodu rozmiaru pogardy zademonstrowanej w komentarzach.
        Dzidzia zrozumiała doskonale o co mi idzie i co oburza.

        postawy skrajne są z jednej i drugiej strony.
        zwczajowo tak bywa w przypadku innch spraw wielu też.
        ale jednak aż tylu skrajności i tak wstrętnie wyrażanych, to się nie spodziewałam wcale.

        gadka o słowie "kotlet" - żenua 8 Macek .
        wiele innych "argumentów", które tu padły dla tłumaczenia ohydniczych komentarzy pod tekstem, także, IMO, żenua.
        nie chce się mi już o tym gadać.
        powiem tylko jedno - lokal z wegańskim jedzeniem na Jana Pawła radzi sobie kapitalnie - choć przypomina bardziej tani bar, niż restaurację, to i vipy tam widuję.
        z wprowadzeniem paru dań wegańskich w restauracji "ogólnej" i popytem na nie problemu nie widzę.
        za to widzę, że niektórym wybitnie szkodzi dysonans poznawczy - może stąd lecą w pogardę i agresję.
        • ave.duce Re: ... ani słowa ... 18.08.13, 23:23
          olga_w_ogrodzie napisała:

          > powiem tylko jedno - lokal z wegańskim jedzeniem na Jana Pawła radzi sobie kapi
          > talnie - choć przypomina bardziej tani bar, niż restaurację, to i vipy tam widu
          > ję.
          > z wprowadzeniem paru dań wegańskich w restauracji "ogólnej" i popytem na nie pr
          > oblemu nie widzę.

          I o to chodzi. Ale to, czy restauracja "ogólna" wprowadzi dania w. - to wybór właściciela.

          > za to widzę, że niektórym wybitnie szkodzi dysonans poznawczy - może stąd lecą
          > w pogardę i agresję.

          Chyba Ci nie o ten "mój" kotlet z jajek chodzi?

          Dobranocka.
          • olga_w_ogrodzie Re: ... ani słowa ... 18.08.13, 23:36
            oczywiście, że wybór właściciela.
            ja nie wierzę, by to się nie opłaciło mu - mieć na podorędziu także coś z czego się wege danie zrobi.

            jasne, że nie o kotlet Twój szło, ale o to, wszystko, co już Dzidzia napisała.
            trudno mi jakoś dostrzec hipokryzję w samym słowie "kotlet".
            z ziemniaków też pyszny jest.
            a moje pasztety ze strączkowych są po prostu takim rodzajem pasztetu - bezmięsnego, a nie żadną hipokryzją.
            pododobnie jak nią nie jest nazywanie zupy gotowanej nie na kościach, tylko samych warzywach, zupą.
            etc.etc.

            śpij wystawnie, Ave.
            • czan-dra Re: ... ani słowa ... 19.08.13, 17:57
              Przepraszam Olgo, czy mogłabyś dać przepisy na pasztety ze strączkowych?
              • papuas.pionty Re: ... ani słowa ... 19.08.13, 18:26
                to całkiem nie tenteges, wchodzić na prywatne forum bez zaproszenia, wiem to, ale czuję przymus wypowiedzenia się w niniejszym wątku.
                zachowuję się plugawie i niegodziwie jedząc mięso, zdaję sobie z tego sprawę, bo trudno dzisiaj udawać, że nie wie się o holocauście zwierząt, zanim trafią do sklepów na lady chłodnicze. Tak więc, zajadam się kotletami, pasztetami, zrazami, gulaszami, dewolajami...
                co lepsze, jestem świadomy, że gdyby jacyś nawiedzeni hipokryci nie wywalczyli, nie tak znowu dawno tyemu, zniesienia niewolnictwa, nie oparłbym się pokusie posiadania takowej darmowej siły roboczej.
                jednakże, przy całej swej paskudnej postawie śmieszy mnie nawoływanie, by ci, co zdecydowali się swoje menu ogołocić z mięsa i pochodhych, spożywali swe posiłki w odosobnieniu, w pokorze, łączyli się w getta itp.
                śmieszy mnie takie żądanie, boć przecie, weganie, wegetarianie, to z definicji (domniemania) wojownicy i skoro zachciało się im być owymi, to ich psim obowiązkiem jest nieść kaganek oświaty dzikusom, nie zważając, czy się nieoświeconym to podoba, czy nie
                • ave.duce Nie ma sprawy, na FzD znana jest dewiza: 19.08.13, 19:02
                  "Unity in diversity"

                  papuas.pionty napisał:

                  > co lepsze, jestem świadomy, że gdyby jacyś nawiedzeni hipokryci nie wywalczyli,
                  > nie tak znowu dawno tyemu, zniesienia niewolnictwa, nie oparłbym się pokusie p
                  > osiadania takowej darmowej siły roboczej.

                  Albo nie oparłbyś się pokusie kogoś innego, żeby posiadać takową darmową siłę roboczą... w osobie Papuasa.Piontego. Nigdy nie wiadomo ;)
                  • kicho_nor Re: Nie ma sprawy, na FzD znana jest dewiza: 21.08.13, 22:20
                    Nie znam się, nie jestem weganem ( czy jak się to określa)
                    Ale zapytam, czy bycie weganem to nakaz moralny, rytualny, religijny,
                    manifestacyjno ostentacyjny czy też trawienno-gastryczny?
                    • ave.duce Olgo, odpowiesz? 22.08.13, 08:05
                      kicho_nor napisał:

                      > Nie znam się, nie jestem weganem ( czy jak się to określa)
                      > Ale zapytam, czy bycie weganem to nakaz moralny, rytualny, religijny,
                      > manifestacyjno ostentacyjny czy też trawienno-gastryczny?

                      Też nie jestem, więc nie odpowiem.
                      • olga_w_ogrodzie Re: Olgo, odpowiesz? 02.09.13, 13:38
                        nie będę się zwierzać osobie, która pieprzy o NAKAZIE rytualnym, religijnym,
                        manifestacyjno ostentacyjnym czy też trawienno-gastrycznym.

                        nie trzeba wielkiej filozofii, by wiedzieć z jakich powodów większość nie jedząca mięsa,
                        nie je go.

                        • tojajurek Czuję się pognębion 02.09.13, 16:26
                          olga_w_ogrodzie napisała:

                          > nie będę się zwierzać osobie, która pieprzy o NAKAZIE rytualnym, religij
                          > nym,
                          > manifestacyjno ostentacyjnym czy też trawienno-gastrycznym.
                          >
                          > nie trzeba wielkiej filozofii, by wiedzieć z jakich powodów większość nie jedzą
                          > ca mięsa,
                          > nie je go.

                          Mam w szufladzie stary indeks, a w nim wpis o zdanym na 4 egzaminie z historii filozofii.
                          Mimo tego nie wiem do końca o powodach niejedzenia mięsa przez większość większości.
                          Ja nie jadłem okresowo z powodu problemów z wątrobą. Kiciuś przez 10 lat zajadał się kuchnią wegetariańską z dbałości o figurę, a głównie dlatego, że stołówka w miejscu pracy pozwalała na obstalowanie takiej diety w abonamencie (ale ryby tam dawali, chyba, że ktoś się wzdragał). Mój znajomy Hindus jest weganinem z powodów religijnych - nawiasem mówiąc rodzi to potworne kłopoty, gdy wpadnie z wizytką i zostanie na kolacji. Moi znajomi Izraelici nie jedzą mięsa, gdy nie mogą być pewni, że jest koszerne - w innym przypadku, owszem. Są też ludzie, którzy praktycznie nie jedzą mięsa, bo okresowo ich na to po prostu nie stać. Jeden z moich wnuków nie je ryb, bo nie może ścierpieć gdy jedzenie na niego patrzy. Są też ludzie szczególnie wrażliwi na los zwierząt, którzy nie jedzą mięsa uważając, że przez to mniej zwierząt przedwcześnie traci życie przez ludzkie nawyki kulinarne, choć mogłyby jeszcze pożyć i umrzeć na jakąś chorobę lub ze starości.
                          Czy jest w tym wszystkim jakiś wspólny, uniwersalny mianownik?
                          Mój zdeprawowany cyniczny umysł niestety go nie dostrzega.
              • olga_w_ogrodzie Re: ... ani słowa ... 19.08.13, 18:27
                forum.gazeta.pl/forum/w,243842,144155494,,Upieklam_debiutancki_pasztet_z_fasoli_bialej.html?v=2
                • czan-dra Re: ... ani słowa ... 19.08.13, 18:54
                  Wielkie dzięki!
                  W sobotę mam czas i zrobię, uwielbiam strączkowe.
    • knk1982 Re: Już ani słowa mi tu o nawiedzeniu wegetarian 24.08.13, 17:57
      Sposób na życie wielu osób stał się sposobem na biznes.
      Niestety wpisuje się już w koszmar.
      nawiedzoneobrazki.blox.pl/2013/08/DEADLINE.html
      • magdolot Re: Już ani słowa mi tu o nawiedzeniu wegetarian 02.09.13, 12:26
        Komętarze, ofszem, fstrętne. Ale to ma swoje plusy: można się fściec i odreagować. Gorzej z delkatną kpinką, co nie daje powodu, by. Prześledziłam problem ciut międzynarodowo i nie wiem, doprawdy nie wiem, czy nie wolę naszych od politpoprawnych...

        Natomiast pocieszającym faktem jest, że to nie problem polskiego zaściana, co wegetarianina nie widział ze bliska, ino problem powszechny. Wegetarianie albowiem na świecie są fciąż traktowani jak dziwadła i nad wyraz niezrozumiani przez gastronomiczny ogół.
        Kolega, co organizuje końferencje unioropejskie opowiadał, że się użerał z hotelem Hilton[!] w Budapeszcie o wegetariańskie danie w menu. Przed bankietem fparował do kuchni i pokazano mu rosół, więc był zaniemówił, a potem zaprotestował. Święcie oburzona kucharka odwrzasła mu na to: Przecież wyjęłam mięso!

        Ciąg dalszy zaliczyłam, kiedy babskie zebranie odetchło z dużą ulgą, żem nie wegetarianką. Się przygotowuje brazylijska feta i jusz jedna wegetarianka komplikuje im sprawę, więc moje ośfiatczenie potraktowano jako wstąpienie do spisku mięsożercuf po właściwej stronie i zaczęto kpinkować. Nawiązałam do ciężkiej doli wegetarian zza żelaznej kurtyny i usłyszałam, że w Niemczech powszechną praktyką jest umajanie takiemu klusek szpekiem i wzruszenie ramion, że szpek to NIE jest mięso. A w Brazylii niemięso, to kurczak oraz ryba.
        Pionierzy mają pod górę.
        • olga_w_ogrodzie Re: Już ani słowa mi tu o nawiedzeniu wegetarian 02.09.13, 14:16
          koleżanka moja akurat wakacjuje na Rodos.
          jest wegetarianką i też narzeka w W-wie na to, o czym wspomniałeś, Magdolotu - np. na dania gotowane na mięsie, ale, że podawane bez niego, to uznawane przez podawców jako wege.
          no i ona śle fotki m.in. żarcia jakie na Rodos dostaje jako wege.
          się stoły uginają od smakowicie wyglądających propozycji.

          ja tam do knajp u nas nic nie mam, bo nie bywam.
          z rzadka jedno takie ni to bar, ni bistro odwiedzam, w którym Azjaci podają tylko dania wegańskie.
          zatem mnie sprawa braku czy nie, potraw wege w knajpach, nie dotyczy.
          za to dotyczy i dotyka traktowanie wege jako nawiedzonych.
          / ale, np. Jasiek Kuroń, to nie potraktował mnie tak wcale, a wcale, gdym poddała krytyce jego w ZOO kulinarną imprezę.
          i nawet mi w prezencie obiecał przepis na specjalne danie wege./
          • ploniekocica Re: Już ani słowa mi tu o nawiedzeniu wegetarian 02.09.13, 14:52
            Nie wiem, Olgo, gdzie Cię traktują jako nawiedzoną. Ja nie jem mięsa z przerwami od ćwierćwiecza (choć ponieważ sporadycznie mój organizm domaga się ryb nie jestem de facto wegetarianką), moje dziecko przestało jeść kategorycznie mięso i jego przetwory wszelakie (w tym jogurty z żelatyną, sery podpuszczkowe itd.) po pierwszej klasie gimnazjum czyli lat temu chyba z dwanaście i nigdy przenigdy nikt nas nie potraktował jako nawiedzone.
            Dziecko jeździło na wycieczki szkolne, obozy, wakacje najrozmaitsze w różnych miejscach i wracało najedzone, bo świat i gastronomia w duzych ośrodkach jest pełna dań wegetariańskich. Trudności bywają faktycznie w tzw. knajpach przydrożnych albo w restauracjach typowo mięsnych. Dziecko np. skarżyło się, że na imprezach pracowych bywa w knajpach, gdzie rzeczywiście wege bywają wyłacznie rzeczy na słodko.
            Kurczę nawet w emsidonaldsie i KFC można zjeść sałatkę grecka i frytki i też bez mięsa to. Każda pizzeria ma w ofercie pizzę wegetariańską, a każdy kebab falafel i humus. Wiem, że to nie są być może najzdrowsze dania, ale mówimy o krótkim okresie wakacji i okazjonalne zjedzenie pizzy czy innego fastfooda (zresztą pizza włoska to nie fastfood) jest raczej normą.
            Oczywiście w miejscowościach, gdzie nie ma knajp typowo wege trudno zachować zbilansowana dietę wegetariańską w punktach zbiorowego żywienia, ale można ją przecież uzupełnić np. jogurtem i twarogiem jeśli się jest wegetarianinem. Weganie moją gorzej, ale weganizm to taki wybór, że trzeba się chyba liczyć z tym, iż samemu trzeba dbać o swoja dietę. Znajomy weganin (dwudziestokilkulatek!) jeżdzi na wakacje z parowarem, młynkiem do zbóż i blenderem.

            Kompletnie nie rozumiem po co GW zrobiła tę cała aferę, ani nie rozumiem tych spośód wegetarian, którzy tkwią w oblężonej twierdzy i uważają się za prześladowanych. Szczególnie jesli mieszkają w dużym mieście.
            Nie dalej jak w sobotę pan od pierogów długo i namiętnie tłumaczył dziecku mojemu, które to mianowicie pierogi są wegetariańskie, które wegańskie, a które niekoniecznie.

            A tak nawiasem mówiąc apropo mamusi skarżacej się na obozy i kolonie to znam z autopsji kilka rodzin wegetarisańskich, w których dzieci rzucają się przy każdej nadarzającej się okazji na mięso.
            • olga_w_ogrodzie Re: Już ani słowa mi tu o nawiedzeniu wegetarian 02.09.13, 15:04
              ploniekocica napisała:

              > Nie wiem, Olgo, gdzie Cię traktują jako nawiedzoną.

              niektórzy ludzie z otoczenia.
              rodzina nawet.
              w sieci nagminnie.
              od wielu innych wege też słyszę, że mają podobnie.

              nie każdy ma szansę przebywania non stop w otoczeniu światłym.
              • ploniekocica Re: Już ani słowa mi tu o nawiedzeniu wegetarian 02.09.13, 15:48
                To nie chodzi chyba o przebywanie w otoczeniu światłym, IMO to chodzi o to, że każdy człowiek jest inny, a skoro jest inny to mniej więcej w wieku gimnazjalnym nabiera świadomości swojej inności i niejakiej odporności na to, że inni ludzie też są inni, a niektórzy z tych innych nie bardzo naszą inność doceniają.
                Skoro jestem przekonana, że moja inność jest w kawałku wege OK to mnie gucio obchodzi, co sobie obcy lub mniej obcy o mnie myślą, a nawet, co mówią na ten temat. Wegetarianizm jest wyborem i wybierając go liczę się z konsekwencjami tego wyboru. Nie mam tego wyboru wypisanego na czole zatem mogę się z tego wyboru "spowiadać" wyłącznie owym światłym, toteż naprawdę nigdy przenigdy nie spotkałam się z jawną wrogością wobec tego mojego wyboru , a to, co różni ludzie wypisują w Internecie mam głęboko gdzieś. Niektórzy ludzie tak mają, że muszą po prostu. Na każdy temat zresztą chyba.
    • damakier1 Olga, do Szczecina przyjeżdżaj śmiało - 03.09.13, 17:36
      już tu z głodu nie zginiesz!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka