magdolot
17.12.14, 01:51
Myślę nad wychowawczym rozwiązaniem sprawy azyli.
Zapłodniła mnie zua włodarka gminy, co nie chce dać kasy na azyl i mówi że nie ma, a kilka gmin się musi zrzucić, bo na miejscu ruiny starego budują obwodnicę. Jeden z oficjeli proponuje opłatę wnoszoną przez gminy od łebkomieszkańca gminy, czyli % wkładu=procent mieszkańców. Myślę o tym, jak można by "usprawiedliwić" taką opłatę i ją powiązać z postępowaniem mieszkańców gminy wobec zwierzy.
Chodzi mi o to, żeby mieszkańcy zrozumieli, że to także ich własny interes finansowy [bo tak jest!!! mniej zwierzy w azylu = więcej chodników czy przedszkoli], ale żeby nie czuli się gnębieni i nie zaczęli zwierzy zabijać zamiast wyrzucać na bruk. Tak, żeby współmieszkańcy zaczęli zauważać i może nawet szturchać skurwysynów i żeby skurwysynom się opłacało przekonać.
Czyli odpada oczywisty "karny podatek od podłości", czyli proste powiązanie opłat z ilością bezdomnych na łebkomieszkańca. Bo mogą sobie podrzucać albo zabijać zamiast.
Tu by trza jakiś prosty i równocześnie cwany pozytywny myk zastosować. W stylu "Freakonomia".
Jest kilka gmin, każda z nich się broni i zwalać mogą na siebie nawzajem i na budżet centralny, czyli od Annasza do Kajfasza, a każdy jeden Piłatem. Te gminy muszą azyl zbudować, to raz, utrzymywać zwierzaki, to dwa. Do obu spraw się nie palą. Co począć z budową nie wiem, ale myślę choć o utrzymywaniu. Gdyby gmina mogła na tym zaoszczędzić i jej to wykazano, to by chętniej w to weszła.
Póki co myślę w takim kierunku, by się opłacało zwierzę sterylizować, czyli np. darmowa sterylizacja. By to policzyć trzeba mieć dane o tempie rozmnażania słabo pilnowanych burków i kotów ze stodoły, wiedzieć ile zwierzątek może napłodzić jedno, ile z tego zostawi gospodarz, a ile wyląduje na garnuszku gminy. Wiadomo jaki jest koszt sterylizacji, a jaki utrzymania 1 zwierza w azylu. Czy da się stworzyć "lotne brygady sterylizacyjne"? Załatwiać sprawę akcjami po wsiach, w remizie, połączonymi z uświadamianiem o co kaman i dlaczego dla wszystkich lepiej, żeby niechciane zwierze się nie rodziły? Może tak.
Z pewnością jest zapis, że gmina na utrzymanie bezdomnych zwierząt łożyć ma. Pytanie, czy może część kasy przesunąć na ten cel...
W tej sprawie widzę targi, że gminy chcą jak największego wkładu od zwierzęcych fundacji na fffszystko np. budowę i dowożenie zwierząt. Może jakaś fundacja mogłaby taką lotną brygadę zorganizować, co by jechała przez kraj, jak długi i szeroki. Podział typu: fundacja organizuje brygadę, a gmina mieszkańców?
Nie wiem jak radzono sobie z tym problemem na świecie. Ktoś wie? Ktoś ma jakieś eurekie?
Tak sobie tyorytycznie myślę w oderwaniu od realiów, w oparciu o szczątkowe informacje [Ktoś dokładniejsze ma?], ale może to być jakiś zaczyn.
Tu linka:
beskidzywiecki.bloog.pl/id,1363548,title,Niepewny-los-bezdomnych-zwierzat,index.html?_ticrsn=3&smoybbtticaid=613fe2