Dodaj do ulubionych

Nie cierpię Presleya

14.02.18, 16:14
Chociaż (z racji wieku) powinienem być jego wielbicielem i fanem, to jednak go nie trawię. Nie lubię tego jego przesłodzonego głosu, nie znoszę maniery, nie mogę patrzeć na jego żigolacką urodę, nie potrafię wreszcie zrozumieć tych setek tysięcy (a może nawet milionów) wsłuchanych w te jego zawodzenia i wpatrzonych w cukierkowatą urodę.
A już szczytem wszystkiego jest nazywanie go "królem rock'n'drola" bo to obraża pamięć Chucka Berry'ego, Billy Haley'a czy nawet Freda Buscaglione.
Obserwuj wątek
    • trusiaa Re: Nie cierpię Presleya 14.02.18, 16:30
      Gdybyś był panienką inaczej byś twierdził, ale nie jesteś, więc nie musisz lubić Presleya.
      • ave.duce Re: Nie cierpię Presleya 14.02.18, 16:56
        A ja jestem za... a nawet przeciw.
        • smutas13 Re: Nie cierpię Presleya 14.02.18, 18:30
          Jestem raz za, a raz przeciw.
        • scoutek Re: Nie cierpię Presleya 14.02.18, 18:31
          A ja lubię kilka, naprawdę tylko kilka jego utworów
          A patrzeć mogę tylko na młodego
          • ave.duce Zgadzam się i ze Scoutkiem i ze Smutasem 14.02.18, 23:59
            Tego mogę słuchać:

            The Walls Have Ears
    • czan-dra Re: Nie cierpię Presleya 14.02.18, 19:47
      Zadałem sobie trud, i przesłuchałem jego 52 płyty, liczę te wydane za życia, i ....... w pełni się z Tobą zgadzam, może ze trzy płyty nie wzbudzają wrażenia, że skądś to znam, bo reszta i owszem.
      • erte2 Re: Nie cierpię Presleya 14.02.18, 23:58
        czan-dra
        Masz jego 52. płyty??? To on tyle ich wydał?
        Ale... Coś mi nie halo. Bo jeśli przyjąć pod uwagę że jeden longplay to mniej więcej pół godziny to musiałbyś poświęcić na to mniej więcej 26. godzin, a ja napisałem post osiem godzin temu...




        • czan-dra Re: Nie cierpię Presleya 15.02.18, 07:08
          Wydano 72 plyty z tego 20 po jego śmierci, tych nie liczę, wyrazilem się niezbyt precyzyjnie, powinienem napisać kiedyś przesluchalem, mam tak że jesli mam sluchac jakiegoś zespołu/wykonawcę to slucham wszystkiego co wydał i wtedy moge cos na ten temat powiedzieć. Przepraszam za niedokladnosc, piszę z telefonu.
          • gat45 Re: Nie cierpię Presleya 15.02.18, 11:30
            Hej, panowie ! W zamierzchłych czasach, kiedy płyty były czarne z dziurką, a na dodatek obustronne, to występowały w 2 podstawowych odmianach : małe (Ø 7 cali, 45 obrotów, duża dziurka) oraz longpleje (Ø 12 cali, mała dziurka, obrotów 33). Tyle o winylowych, albowiem występowały jeszcze wcześniej ebonitowe 78 obrotów, ale to już nie te rowki, nie ta grawiura...
            Presleya nie lubię, no ale ja dziwadło jestem muzycznie rzecz biorąc.
            • erte2 Re: Nie cierpię Presleya 15.02.18, 23:51
              gat45
              Jak już mamy być ściśli to muszę Cię poprawić.
              Otóż tych odmian było więcej. I tak:
              1. Siedmiocalowe z, jak piszesz "dużą dziurką", tzw. single. A owa "duża dziurka" była po to żeby nadawały się do szaf grających. 45 obrotów.
              2. Siedmiocalowe z "małą dziurką", tzw "czwórki" (po dwa kawałki na stronie). 45 obrotów.
              3. Dwunastocalowe longplaye na których było mniej więcej kilka lub kilkanaście utworów (a czasem tylko jeden lub dwa) - tak mnie więcej ok. pół godziny grania. 33 i 1/3 obr.

              To były te podstawowe, ale jeszcze występowały dwie inne, mniej popularne odmiany:
              4. Dziesięciocalowe (takie trochę mniejsze longplaye) - mam kilka, w tym jednego całkiem białego kruka - nagranie znakomitego acz zapomnianego klarnecisty Alberta Nicolasa z pierwszego Festiwalu Jazz Jambore w Sopocie w roku 1957. (!). 33 i 1/3.
              5. Dwunastocalowe tzw. Maxi Single zawierające po jednym kawałku na stronie, ale za to nagrane z wysoką jakością - jakbyśmy to dziś powiedzieli - audiofilskie. 45 obrotów.

              Nota bene - czarne płyty tryumfalnie wracają szeroką ławą do łask. I na ogół są to właśnie owe Maxi Single, na których zapisano muzykę w jakości której nie są w stanie osiągnąć płyty CD że o MP3 nie wspomnę.
              Przepraszam że Cię poprawiam, ale "Zetnij głowę, zedrzyj skórę, lecz już taką mam naturę".

              A co do gustów muzycznych - znasz Jethro Tull? Jeśli nie to poszukaj i posłuchaj. Druga połowa lat '60., ale rewelacja!!!

              • tojajurek Re: Nie cierpię Presleya 16.02.18, 00:16
                Dla porządku jednakowoż - Priscilla Presley była i jest niczego sobie (choć do Salmy nie da się porównać). Zwłaszcza, że nie słyszałem żeby zbytnio śpiewała.
              • scoutek Re: Nie cierpię Presleya 16.02.18, 04:51
                Ha!
                Miałam ci ja płytę winylową ale nie była czarna
                Była czerwona i przezroczysta. Duża. Z małą dziurką.
                Taka ciekawostka przyrodnicza.
                Nawet już nie pamiętam jaka muzyka na niej była, ale działała
              • trusiaa Re: Nie cierpię Presleya 16.02.18, 07:35
                A kto pamięta pocztówki dźwiękowe?

                Gat, miłośniczce sztuki operowej, Jethro Tull proponujesz do słuchania? Odważnie.
                • erte2 Re: Nie cierpię Presleya 16.02.18, 11:59
                  trusiaa napisała:
                  Gat, miłośniczce sztuki operowej, Jethro Tull proponujesz do słuchania? Odważnie.
                  A co w tym dziwnego? Muzyka może być albo dobra albo zła, niezależnie od tzw. gatunku. Dzisiejsza muzyka zwana poważną powstawała w czasach kiedy każda muzyka była rozrywkową albo sakralną, a np. taki menuet spełniał role dzisiejszego techno.
                  Ja np. uwielbiam tzw. muzykę kameralną (kwartety smyczkowe czy koncerty małych zespołów z fletem i obojem w roli głównej), ale z kolei takie tuzy gitary jak Paco de Lucia czy Pat Metheny mają poczesne miejsca na moich półkach z płytami.
                  A Jethro Tull doskonale wpisuje się w kategorię dobrej muzyki - niezależnie czy będzie to Oratorium, Msza Gregoriańska, koncert Errola Garnera czy piosenki Nohavicy.
                  • trusiaa Re: Nie cierpię Presleya 16.02.18, 12:45
                    Gat sama wie jaka muzyka sprawia jej przyjemność i nie zamierzam wypowiadać się w Jej imieniu. Byłam na koncercie Jethro Tull, nie grali wówczas romantycznych ballad, tylko hardrockowe kawałki, mam ich płytę czy dwie i wydaje mi się, że Gat może, ale nie musi się nimi zachwycać. To tylko moje przypuszczenia, podkreślam jeszcze raz.
                    • erte2 Re: Nie cierpię Presleya 16.02.18, 13:36
                      trusiaa napisała:
                      Byłam na koncercie Jethro Tull, nie grali wówczas romantycznych ballad, tylko hardrockowe kawałki,

                      Coś tu nie halo. Jethro Tull nie grali ani hardrockowych kawałków (no dobrze, był taki okres w ich graniu, ale to raczej margines) , ani romantycznych ballad tylko taki właściwie rock inspirowany folkiem. A już absolutnym wyróżnikiem ich grania był flet na którym szalał równie szalony Ian Anderson.
                      • trusiaa Re: Nie cierpię Presleya 16.02.18, 13:44
                        Halo, jak najbardziej halo: pl.wikipedia.org/wiki/Jethro_Tull.
                        A już absolutnym wyróżnikiem ich grania był flet na którym szalał równie szalony Ian Anderson. - ale to chyba oczywista oczywistość jest?
                        Mieli bardzo różne okresy w swojej twórczości, Ty prawdopodobnie najlepiej wspominasz ich początki, ja ich lepiej pamiętam z przełomu lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych.
                        • scoutek Re: Nie cierpię Presleya 16.02.18, 14:01
                          A takie coś wykopane jak wam się widzi? Muzyka poważna, a wykonanie...

                          youtu.be/o6rBK0BqL2w
              • gat45 Re: Nie cierpię Presleya 16.02.18, 11:05
                erte2 napisał:

                > gat45
                > Jak już mamy być ściśli to muszę Cię poprawić.
                > Otóż tych odmian było więcej. I tak:

                Dzięki za uściślenia.
                Ja niby wiedziałam, że były te inne, ale dla mnie stanowiły - i wciąż stanowią - pod-odmiany w stosunku do dwóch podstawowych, które wymieniłam.
                Przypomniała mi się też kolekcja przedwojennych płyt 78 obrotów, znaleziona na strychu u jakiejś przyszywanej ciotki w deszczowe lato. My, dziatwa nudząca się, znieśliśmy toto na paradne pokoje i następnie katowaliśmy siebie i otoczenie muzyką "kurczejanda" (czyli Chór rewelersów, chór Czejanda) oraz wczesnym Foggiem. Najskuteczniejszy był kurczejandowski "Zielony kapelusik z czerwonym piórkiem" (albo na odwrót), gdzie rewelersy cudnie, długo i głośno jodłowały.
                Dostałam wtedy od przyszywanej ciotki malutkie metalowe pudełeczko z pieskiem, wsłuchanym w wielką tubę, czyli pudełeczko po igłach (szpilkach ? jak to się nazywało?} od gramofonu. I nadziwić się nie mogę, że wciąż jeszcze je posiadam, nie przepadło w żadnej z przeprowadzek.
                Eeeeeeeh, na wspomnienia się Gatu zebrało.

                Aha, a z 33 winylowych posiadam w kolekcji własnej nagranie IX Symfonii Beethovena. Przez jakąś amerykańską orkiestrę, chyba Philadelphia to była. A czemuszszsz ach czemuszszsz to taki ważny obiekt kolekcjonerski - zapytacie. A temuszszsz, że pan E. Ormandy brawurowo wykonał powierzone mu przez wydawcę płyt zadanie i zmieścił całość na 2 stronach longplaya. Jezuuuuu, ale nadał tempo ! W czwartej części śpiewacy mało się nie zachłystują, a instrumentalistów na końcu chyba wywożono karetką. Straszne ! Słuchać się tego nie da....
                Wyjaśniam : zwyczajowo dziewiątkę wydawało się w albumie dwupłytowym : trzy strony ona + jedna z którąś z krótkich symfonii, czyli jedynka albo ósemka.
                • scoutek Re: Nie cierpię Presleya 16.02.18, 11:09
                  Strasznie mi się podoba ten "kurczejanda" :))))))
    • trusiaa Re: Nie cierpię Presleya 16.02.18, 07:58
      Pan Mann lubi, aczkolwiek miał chwilę załamania, gdy jako wrażliwy młodzieniec trafił na koncertową wersję ulubionego kawałka - Presley mu go zepsuł zanosząc się śmiechem (podobno jeden z widzów machał do niego własną peruką, ale jak dla mnie, chórzystka cieniutko zawywająca w tle, dawała wystarczająco dużo powodów do śmiechu).

      Młody Presley to było zjawisko. Znacznie później, gdy był chory i zmęczony, jego talent zniknął pod kilogramami... brokatu.
      • erte2 Re: Nie cierpię Presleya 16.02.18, 11:39
        trusiaa napisała:
        Młody Presley to było zjawisko.

        E tam. Takie samo "zjawisko" jak młody Krawczyk czy, nie przymierzając, Zenek Martyniuk. Ot, taki parostatek w majteczkach w kropeczki w amerykańskim wydaniu.
        • gat45 Re: Nie cierpię Presleya 16.02.18, 11:52
          Dla mnie Presley w wieku dowolnym zawsze był obleśny.
          Wiem, że ten przymiotnik obecnie przechodzi jakąś przemianę znaczeniową, która niezupełnie do mnie dotarła. Obleśny w dawny podstawowym znaczeniu, czyli «odrażający, lubieżny, rozpustny» . Dla mnie z akcentem na to pierwsze, bo jego chuci i rozpusta jako żywo nigdy mnie nie obchodziły. Taki facet, który zawsze wygląda na niezdrowo spoconego.
          A co do głosu ? No cóż, śpiewał przynajmniej nieco czyściej niż większość wykonawców tego typu piosneczek. To mu przyznać muszę. Co nie znaczy, że ja te piosneczki lubię - bo nie lubię.
          • erte2 Re: Nie cierpię Presleya 16.02.18, 12:04
            gat45 napisała:

            Dla mnie Presley w wieku dowolnym zawsze był obleśny.

            Oj to to! A co do głosu - trzeba przyznać że miał czysty, silny i nie fałszował. Jak Krawczyk. I to by było na tyle.
        • trusiaa Re: Nie cierpię Presleya 16.02.18, 12:28
          Tak, zjawisko, w tamtym miejscu i tamtych czasach. Jest jedną z ikon popkultury, może się podobać lub nie, ale istnieje w świadomości milionów ludzi.

          Nie przesadzaj, na widok Krawczyka kobiety nie piszczały do utraty tchu i omdlenia.
          • gat45 Re: Nie cierpię Presleya 16.02.18, 14:02
            Czytałam kiedyś (jednak lektury poczekalniane ubogacają), że wczesny Presley wpisał się w hamerykańską rewolucję obyczajową. Otóż do jego czasów chutliwe ruchy biodrami w trakcie śpiewu zarezerwowane były dla czarnoskórych. A tu - paczcie państwo - całkiem biały, na dodatek z Południa, a wije się nieprzyzwoicie na scenie jak za przeproszeniem murzyn.

            No ja tam nie wiem. Presleya znam prawie wyłącznie akustycznie. Wizualnie niewiele, a i to głównie statycznie (zdjęcia). Nie wiem, czy kiedyś obejrzałam jakiś filmik z tym osobnikiem, a jeżeli tak, to nieuważnie. Więc na tematy dynamiczne dotyczące tej osoby wypowiadać się nie mogę. Statyczne zdjęcia mi wystarczą, żebym sobie nie winszowała zgłębiać tematu. No i oczywiście wszystko to by mnie mało interesowało, gdybym lubiła to, co on śpiewa i jak śpiewa. I kółko się zamyka...
            • czan-dra Re: Nie cierpię Presleya 17.02.18, 08:07
              Otóż do jego czasów chutliwe ruchy biodrami w trakcie śpiewu zarezerwowane były dla czarnoskórych
              Dlatego miał przezwisko Elvis-pelvis. Też go nie lubię, jak zresztą prawie całego "szołbiznesu" amerykańskiego.
          • erte2 Re: Nie cierpię Presleya 16.02.18, 17:22
            trusiaa napisała:
            Jest jedną z ikon popkultury, może się podobać lub nie, ale istnieje w świadomości milionów ludzi.
            To akurat prawda; "Quo vadis" też istnieje w świadomości wielu ludzi - mało tego - zostało uhonorowane literackim Noblem.
            • trusiaa Re: Nie cierpię Presleya 16.02.18, 18:22
              No topsz: Clooney - brzyyydal, Di Caprio: brzyyyydal też.

              Presley nie żyje od czterdziestu lat, jakoś ostatnio ani widu ani słychu o nim.
              Wstałeś rano i Twoją pierwszą myślą było: - Cholera! jak ja nie cierpię tego Presleya?
              Co Ci ten osobnik, jak sympatycznie napisała Gat, przedwczoraj złego uczynił, czem zasmucił, cóż on Ci zawinił, że tak się zdenerwowałeś?
              • erte2 Re: Nie cierpię Presleya 16.02.18, 19:43
                trusiaa
                Już Ci tłumaczę.
                Po prostu przedwczoraj trochę więcej jeździłem samochodem (a mam w nim praktycznie na stałe zaprogramowane RMF Classic) i z okazji Walentynek chyba ze trzy razy "puścili" słodkopierdzące muzyczne koszmarki w wykonaniu tego "króla rock'n'rola".
                Gorszy od niego chyba jest tylko Rubik.
                • trusiaa Re: Nie cierpię Presleya 16.02.18, 20:00
                  To rozumiem, ale nie rozumiem, czemu nie zmieniłeś stacji - po co się katować?

                  Rubik. Krawczyk i kto jeszcze? :)
                  Daj Boże każdemu artyście tak bogatą dyskografię, taką legendę, miejsce w historii muzyki.

                  Możesz narzekać na kiczowatość Monroe, kiepskie teksty Myszki Miki, udowadniać, że Warhol malował niestrawną zupę, a Beatlesi byli dziecinni, ale nie odbierzesz im sławy.
                  • erte2 Re: Nie cierpię Presleya 16.02.18, 22:48
                    trusiaa napisała:
                    Możesz narzekać na kiczowatość Monroe, kiepskie teksty Myszki Miki, udowadniać, że Warhol malował niestrawną zupę, a Beatlesi byli dziecinni, ale nie odbierzesz im sławy.

                    Ależ absolutnie nie zamierzam! Tym bardziej że nawet gdybym bardzo chciał (a wcale nie chcę) to nie mam takich możliwości. Ale z kolei nikt mi nie odbierze prawa do ich oceny (nawet bardzo krytycznej) bo są to osoby czy zjawiska na tyle obecne w życiu publicznym że nie da się ich nie zauważyć i od nich odizolować.

                    A tak na marginesie - Beatlesów z kolei uwielbiam - tę ich taką radość życia, szajbę, dystans do siebie, ale też znakomite teksty, wspaniałą choć prostą muzykę i ich udział w przeoraniu świadomości mojego pokolenia.
                    • trusiaa Re: Nie cierpię Presleya 17.02.18, 07:39
                      Beatlesów pewnie by nie było, gdyby nie starsi koledzy zza oceanu, którzy byli na tyle odważni i zakręceni, że wymyślili nowy gatunek muzyki, a płyta Presleya z 1954 That's All Right (Mama) uważana jest za pierwszą rock and rollową.
                      To on był symbolem buntu młodzieży, bo różnił się od wykonawców w grzecznych garniturkach, prowokował, drażnił, miał kupę wdzięku jak chłopak z sąsiedztwa i tak - wyróżniał się urodą. Tylko tyle lub aż tyle sprawiło, że ludzie oszaleli na punkcie Elvisa i rock and rolla. A Beatlesi podjęli i pięknie rozwinęli temat.

                      Gdyby nie Presley (i ojcowie założyciele) to do dziś bujalibyśmy się w rytmie Kawiarenek :)
                    • ave.duce Re: Nie cierpię Presleya 17.02.18, 08:44
                      "Znakomite teksty" Beatlesów? Galopujesz.
        • ave.duce Re: Nie cierpię Presleya 17.02.18, 08:38
          erte2 napisał:

          > trusiaa napisała:
          > Młody Presley to było zjawisko.
          >
          > E tam. Takie samo "zjawisko" jak młody Krawczyk czy, nie przymierzając, Zenek M
          > artyniuk. Ot, taki parostatek w majteczkach w kropeczki w amerykańskim wydaniu.

          Galopujesz.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka