Dodaj do ulubionych

budowanie szczęścia na nieszczęściu innych....;(

15.12.09, 09:54
Zakochałam się, tak bardzo, ze to aż boli....jestem 35 letnią
meżatką z trójką dzieci, 2, 4, 7 lat...Mój mąż pływa od lat 15- od
poczatku naszego małżeństwa, a ja kocham innego- trwa to pół roku i
chcę odejść od meża....Ale co będzie z moimi dziecmi w sensie ich
psychiki???? Tego obawiam sie najbardziej i wlasnie ta obawa
powstrzymuje mnie przed ostatecznym rozwiązeniam..Nie boję się o byt
materialny bo w tym przypadku nie ma obaw o ich przyszłość....Dodam,
ze dzieci uwielbiają człowieka , którego kocham, ...ale też bardzo
kochają swojego tatę...Jak powiedzieć mezowi, ze pokochalam
innego???? jestem na skraju zalamania nerwowego, żyję w dwóch
światach, w jednym jestem najszczesliwsza kobietą na ziemi, w drugim
sfrustrowaną, zagubioną kobietą, która żyje w zakłamniu- oszukuje w
końcu meża, który mnie kocha.....Jakie to trudne, blagam o jakąś
pomoc bo brakuje mi sił....Wiem, nie powinnam do tego dopuścić, moja
wina, ale juz jest za późno, zeby to wszystko odkręcać, sprawy
zaszły tak daleko......albo zostane z męzem i bede nieszczęsliwa do
końca zycia, albo odejdę do ukochanego- burząc świat mężowi i
zakłocając spokój dzieciom.....ST
Obserwuj wątek
    • majda12 Re: budowanie szczęścia na nieszczęściu innych... 15.12.09, 10:02
      mysle ze lepiej byc szczesliwa, wtedy i dzieci beda...
      kiedy my jestesmy nieszczesliwe -one rownez :)

      • nemeth Re: budowanie szczęścia na nieszczęściu innych... 15.12.09, 10:26

        Dzieci kiedyś dorosną i założą swoje rodziny. Pomyśl co dalej z Tobą będzie.
    • kicia031 Re: budowanie szczęścia na nieszczęściu innych... 15.12.09, 10:32
      Przede wszystkim zle robisz zdradzajac meza, zyjac w klamstwie i
      przekazujac dzieciom takie chore wzorce - wzzak jak sama piszesz,
      znaja twojego kochanka i sa swiadkami zdrady, przynajmniej
      emocjonalnej.
      I to jest to, co trzeba jak najszybciej wyprostowac - albo zerwac z
      kochankiem, albo uswiadomic meza o sytuacji i wziac na siebie
      konsekwencje. Nie ma 3 drogi, wszystko i tak przeciez w koncu
      wyjdzie na jaw.
    • demonsbaby Re: budowanie szczęścia na nieszczęściu innych... 15.12.09, 10:58
      syrenka78 napisała:

      > Zakochałam się, tak bardzo, ze to aż boli....jestem 35 letnią
      > meżatką z trójką dzieci, 2, 4, 7 lat...Mój mąż pływa od lat 15- od
      > poczatku naszego małżeństwa, a ja kocham innego- trwa to pół roku
      i
      > chcę odejść od meża....

      Hormony buzują do 7 miesięcy, jak etap zakochania minie - jesteś
      pewna, że to właściwy wybór? Kochanek znalazł się przypadkiem, czy
      juz znacie się od jakiegoś czasu (oprócz tych 6m-cy)?
      Generalnie postaw na szali co łączy Ciebie z mężem, z którym żyjesz
      od 15 lat, za którego wychodząc za mąż wiedziałaś, że w domu będzie
      gościem z racji zawodu i zapewniania Tobie, a pózniej także dzieciom
      wysokiego standardu życia.

      Ale co będzie z moimi dziecmi w sensie ich
      > psychiki???? Tego obawiam sie najbardziej i wlasnie ta obawa
      > powstrzymuje mnie przed ostatecznym rozwiązeniam..

      Też bym się obawiała. Jednak tkwiąc w relacjach z człowiekiem,
      którego już nie kochasz (albo tak twierdzisz, jako, że chwilowo inny
      facet przysłonił Ci świat) tez im na obre nie wyjdzie. Dzieci szybko
      akceptują zmiany w życiu, pod warunkiem, że zdoędziesz się na
      rozmowę z nimi i wyjaśnisz swoje postępowanie a z ich ojcem będziesz
      utrzymywac zdrowe relacje po rozwodzie.

      Dodam,
      > ze dzieci uwielbiają człowieka , którego kocham, ...

      Z pewnością. Substytut "taty" jest na miejscu.


      Jak powiedzieć mezowi, ze pokochalam
      > innego????

      Rachunek sumienia i naprzód. Stało się, małżeństwo skończone.

      jestem na skraju zalamania nerwowego, żyję w dwóch
      > światach, w jednym jestem najszczesliwsza kobietą na ziemi, w
      drugim
      > sfrustrowaną, zagubioną kobietą, która żyje w zakłamniu- oszukuje
      w
      > końcu meża, który mnie kocha.....Jakie to trudne,

      To jest twoja decyzja i ona wpłynie na to jak Ty i twoje dzieci będą
      żyć. Radzę chwilowo spojrzeć na wszystko trzeżwo. Z zastępcą męża
      podczas nieobecności męża na jakiś czas się odseparować i dojrzeć do
      decyzji - czy te wybór jest właściwy.
      • syrenka78 Re: budowanie szczęścia na nieszczęściu innych... 15.12.09, 11:07
        Człowiek, którego kocham jest w moim zyciu dłuzej niż te 6 miesięcy,
        wczesniej była to miłośc platoniczna, zarówna z jego jak i mojej
        strony... Od męża jestem tak psychicznie oddalona, ze nie wyobrażam
        sobie wspólnego bycia razem......Z kochankiem próbowalismy się
        rozstać, ale się nie udało;(
        • petelka79 Re: budowanie szczęścia na nieszczęściu innych... 15.12.09, 11:19
          Załóż sobie,że porozmawiasz z mężem od razu,jak wróci z rejsu(jeśli obecnie
          przebywa na statku).Bo w końcu się to wszystko i tak wyda,Twoje dzieci są już
          dość duże i po prostu opowiadanie tatusiowi o cudownym wujku wyda się
          podejrzane,mąż podpyta dzieci(może też znajomych,rodzinę)o szczegóły i zrobi się
          bardzo nieprzyjemne.Uczciwie będzie,jeśli zdobędziesz się na szczerość,bo
          tkwienie w trójkącie jest chorym i krzywdzącym dla wszystkich rozwiązaniem.
        • demonsbaby Re: budowanie szczęścia na nieszczęściu innych... 15.12.09, 11:21
          Skoro jsteś pewna swojej decyzji i łączy was większ więż niż udany
          seks i zaspokajanie potrzeb emocjonalnych pod nieobecność męża, to
          pozostaje Ci zostać w zgodzie z sumieniem własnym (przede wszystkim)
          i wyklarowaniem obecnemu mężowi przyszłych ruchów. Oczywiście,
          poczekaj, aż wróci - bo gotowy jest zejść z burty w głupi sposób,
          skoro nadal Ciebie traktuje jako towarzyszkę życia. Postępujesz
          wobec niego okrutnie, ale większe okrucieństwo to pozowlić komuś żyć
          w kłamstwie - a Ty stosujesz to wobec męża i własnych dzieci.
          W takiej stuacji nie stosowałabym pozycji roszczącej np. "nie masz
          nic do powiedzenia nt dzieci". W związku z tym, że to Ty jesteś
          winna rozpadu małżeństwa, postaraj się rozmową pokierować, tak aby
          twój obecny mąż miał świadomość, że odgrywa taką samą rolę w zyciu
          dzieci jak Ty i nigdy nie będziesz mu utrudniać udziału w ich
          wychowaniu. Po prostu powiedz mu, że 15 lat temu sądziłaś, że umiesz
          żyć w wiecznym rozstaniu, ale zycie zweryfikowało Twoje poglądy i
          stało się dla Ciebie jasne, że musi być obok Ciebie ktoś, kto umie /
          potrafi twoje potrzeby realizowac na bieżąco. Dzieci i rozmowę na
          ten temat zostawcie oboje na pózniej. Jestem jednak zdania, że
          powinnaś się udać z maluchami do psychologa, który ułatwi Ci przekaz
          informacji na temat ich zmian w życiu.

          P.S
          nie uzgadniaj sądownie (w trakcie sprawy rozwodowej) wizyt ojca -
          jest to zobowiązanie terminami i wiąże się z udziałem kuratora
          sądowego (wizytującego w waszym domu przd rozwodem i w trajkcie),
          żeby określić więzi emocjonalne. Dla wszystkich jest to stresujące.
          Obecnego i przyszłego byłego męza zapewnij, że dzieci ma dla siebie
          kiedy będzie chciał. (opiekę i tak już mu utrudnia zawód, więc
          sądowne powierzenie opieki spadnie na Ciebie, jemu pozostawiając
          możliwość decydowanie o dzieciach).
          • demonsbaby -verte- 15.12.09, 11:35
            demonsbaby napisała:


            >
            > P.S
            > nie uzgadniaj sądownie (w trakcie sprawy rozwodowej) wizyt ojca -
            > jest to zobowiązanie terminami i wiąże się z udziałem kuratora
            > sądowego (wizytującego w waszym domu przd rozwodem i w trajkcie),
            > żeby określić więzi emocjonalne.

            - zmiianie uległow tym roku prawo rodzinne, przy braku zgody co do
            wizyt strony (ojca / matki) - sąd rodzinny, sędzia rozpatrujący
            sparwę jest powołany do przesłuchania waszych dzieci w "pokoju
            przesłuchań" w obecności psychologa. Ustalcie to przed rozwodem. Ani
            dzieciom, ani wam w sytuacji, gdy możecie się w temacie dzieciaczków
            dogadać - nie polecam takich rozwiązań. Innymi słowy - w tej
            kwestii - pójdż mu na rękę. Minie pierwszy szał i szok, obwinianie i
            darcie szat - wróć do tej rozmowy i odegraj rolę strony polubownej.
    • syrenka78 demonsbaby- dzieki szczegolne... 15.12.09, 11:52
    • marzeka1 Re: budowanie szczęścia na nieszczęściu innych... 15.12.09, 13:32
      Że tak prozaicznie zapytam: a nowy pan jest przygotowany na codzienne
      wychowywanie 3 dzieci, dosyć jednak małych jeszcze? Bo czym innym jest: dzieci
      znają pana (jako kogo? dobrego wujka?), czym innym codzienność wspólnego życia.
      Dodaj do tego, że być może pan chciałby mieć własne dziecko w tobą, a to już
      daje 4 dziecko, całkiem sporo.
      Na pewno zdradzanie męża i trwanie w takiej sytuacji, jest najgorszym z
      możliwych posunięć, warto sprawę rozwiązać. No i jeszcze- DOBRZE znasz kochanka?
      Wiesz, jaki jest w codziennym pożyciu, jak reaguje, gdy się kłócicie, jakie ma
      codzienne zwyczajne? czy wszystko przesłania ci mgła zakochania?
    • marianka_marianka Re: budowanie szczęścia na nieszczęściu innych... 15.12.09, 16:13
      15 lat małżeństwa, 3 dzieci. Nowego Pana znasz pół roku i już chcesz rozwalić swoje życie? Może to tylko zauroczenie? Trudno kochać męża, którego nie ma. Jak czułaś, że się oddalacie mogłaś nalegać, aby przestał pływać.
      Może na razie nic mężowi nie mów, skoro masz takie tempo, jest szansa że się odkochasz w nowym panu zanim wróci mąż.
      • syrenka78 Re: budowanie szczęścia na nieszczęściu innych... 15.12.09, 16:25
        doczytaj w innych podwatkach;), znam dłuzej....dokładnie lat 3,
        wczesniej była to przyjaźń, która przerodziła się w uczucie- od pół
        roku zdradzam męża...
        • marzeka1 Re: budowanie szczęścia na nieszczęściu innych... 15.12.09, 16:53
          A co z prozą życia? Bo na razie masz ostrą fazę zakochania, którą potęguje fakt,
          że pan jest stacjonarny, gdy potrójnie zaszłaś w ciążę z bywalcem, bo
          marynarzem, więc masz poczucie inności.Pan jest przygotowany na bycie codziennym
          opiekunem dla 3 nieswoich dzieci? Czy o takim drobiazgu nie myślisz? Bo widzisz,
          tu jest jednak, nie jedno, a 3 dzieci. Poza tym, wiesz jaka może być reakcja
          męża? Myślałaś o tym, no i rozwód raczej byłby z orzekaniem o winie- twojej.
          • demonsbaby Re: budowanie szczęścia na nieszczęściu innych... 15.12.09, 17:23
            i grożbą alimentów, przy orzekaniu winy małżonki, czy próbą odebrania jej
            dzieci? (kiedy jedynym zawodem męża jest pływanie, a zatem brak stabilności
            pobytu domu, zapewnienia opieki - jasne zawód można zmienić, ale to może być
            jednoznaczne np. z utratą żródła utrzymania na okres znalezienia nowej pracy.
            Realia morskie są mi bardzo dobrze znane z racji zawodu. W trybie realizacji
            "seafarers go onshore" jest cholernie cięzko dostać się do bura armatora czy
            towarzystwa klasyfikacyjnego - wszak mówimy o bardzo wąskiej specjalizacji -
            zakładam: maszyna (mechanik) albo pokład (nawigator). W walce o dzieci jaki sąd
            przyzna sprawowanie opieki ojcu, dodatkowo pływającemu?) Tu oczywiście gdybam,
            bo nie znam realiów.
            Autorka wątku ma przynajmniej odwagę przyznać, że rujnuje życie męża bo się
            zakochała, próbowała zakończyć związek nieformalny i nie widzi jednak szans
            powodzenia na życie wspólne z mężem. Jeśli dorosła już do etapu: "nie kocham,
            nie umiem tak żyć" to trójkąt należy oszczędzić wszystkim. Bo jakby nie patrzeć
            każdy cierpi na tym chorym układzie, z dziećmi włącznie.
            Zanim jednak dojdzie do rozwodu - to długa droga. Może lepszym rozwiązaniem jest
            separacja. 5 lat bez możliwości zawarcia drugiego związku małżeńskiego
            (pozostaje kwestia opieki nad dziećmi) i tu sądzę po opadnięciu emocji jest
            także do rozegrania.

            Syrena, skoro twój mąż pływa tzn. że najdłużej w domu go nie ma max 6m-cy, bo
            już dłuższych kontraktów się nie oferuje. Jeżeli jesteś pewna, że te 6m-cy braku
            męża i zastępstwa w roli przyjaciela przesądziły o klęsce twojego małżeństwa, to
            lepszym rozwiązaniem jest rozstanie niż życie w emocjonalnej pułapce.
            Nie mniej separacja jest na tyle "lżejsza", że nie czeka Ciebie na dzień dobry
            walka przy podziale majątku, nienawiść twojego męża i plucie jadem, etc. A ma do
            tego prawo - w końcu żyje w innym stanie "świadomości", mając Ciebie za jedyną,
            tak?
            • syrenka78 Re: budowanie szczęścia na nieszczęściu innych... 15.12.09, 18:59
              Sytuacja mnie przerosła w każdym aspekcie, bedę musiała stawic temu
              czoła- z pewnoscią powiem męzowi o wszystkim- wraca dzień po
              Świętach...
              Odpowiadając na jeden z "zarzutów",...nie oczekuje, ze mąz zostawi
              mi mieszkanie, będzie placił wysokie alimenty- nie mam do tego
              prawa...jestem w tej sytuacji, ze jestem dobrze zarabiającym
              prawnikiem...na zycie wystarcza
              • marzeka1 Re: budowanie szczęścia na nieszczęściu innych... 15.12.09, 19:05
                OK, a nowy pan jest przygotowany na codzienne życie z 3 dzieci?
                • syrenka78 Re: budowanie szczęścia na nieszczęściu innych... 15.12.09, 20:06
                  Tak jest przygotowany, tak twierdzi- ja w to wierzę...planujemy
                  jeszcze jedno wspólne dziecko...On jest także bardzo dobrze
                  sytuowany...
                  • marzeka1 Re: budowanie szczęścia na nieszczęściu innych... 15.12.09, 20:54
                    Przygotowany, a żyjący na co dzień z 4 dzieci (w tym wasze własne) to zupełnie
                    inna bajka, to życie.
    • glamourous Re: budowanie szczęścia na nieszczęściu innych... 15.12.09, 16:28
      Moim zdaniem gra jest mocno niepewna i troche niewarta swieczki. Z jednej strony
      15 letni zwiazek ze sprawdzonym i nadal zakochanym, choc faktycznie niezbyt
      obecnym w codziennym zyciu mezem. Jakby nie bylo - prawowitym ojcem dzieci, a
      wiezy biologiczne sa nie do podrobienia. Z drugiej zas strony : jedna wielka
      niewiadoma, bo po polrocznym milosnym zamroczeniu z gatunku "postradalam dla
      niego zmysly" ciezko da sie cokolwiek rokowac. Ten nowy pan poki co mysli
      hmmm.... hormonami, wiec moze i na razie podchodzi entuzjastycznie do projektu
      wspolnego zycia i wychowywania trojga (!!) cudzych dzieci. Ale to dopiero pol
      roku, faza swiezego zakochania oraz rozowych okularow. Kto wie, czy szara
      codziennosc nie zgasi w nim tego idealistycznego entuzjazmu. Kto wie, czy nie
      zgasi go w Tobie. Wychowanie dzieci to bardzo ciezka praca, one rosna,
      przysparzaja coraz tpo nowych problemow, i nawet biologicznym rodzicom czesto
      brakuje cierpliwosci. Oczywiscie teraz jetescie nabuzowani chemia i wydaje Wam
      sie, ze Wasze uczucie przetrwa do grobowej deski pomimo Bog wie jakich
      przeciwnosci - takie jest cudowne i niepowtarzalne. Ale byc moze NIE DOCENIACIE
      niszczacej i splycajacej KAZDE uczucie codziennosci. Nie ma co sie ludzic, ze za
      5 lat Wasza milosc bedzie tak samo silna i plomienna jak teraz. Kto wie, moze za
      jakis czas stanie sie tak, ze w natloku codziennych spraw chemia nieco opadnie,
      a trud potrojnego rodzicielstwa przytloczy pana na tyle, ze... on zateskni za
      wolnoscia, a Ty za mezem. Obys wtedy miala jeszcze droge odwrotu...
      • petelka79 Re: budowanie szczęścia na nieszczęściu innych... 15.12.09, 17:14
        W jakim systemie pływa Twój mąż(ile jest na statku,a ile w domu?)Czy do tej pory
        nie zdążył zauważyć zmiany w Twoim zachowaniu względem niego?Czy Twój kochanek
        funkcjonował do tej pory oficjalnie jako przyjaciel rodziny czy tylko Twój?Czy
        mąż to akceptował?
        No i powtórzę pytania poprzedniczek-co Twój nowy partner myśli o przyszłości?Czy
        chce mieć swoje biologiczne dzieci z Tobą?Przeprowadzisz się do niego,czy masz
        nadzieję,że mąż zostawi Wam mieszkanie(+ wysokie alimenty)?
        • marzeka1 Re: budowanie szczęścia na nieszczęściu innych... 15.12.09, 17:32
          "No i powtórzę pytania poprzedniczek-co Twój nowy partner myśli o przyszłości?Czy
          chce mieć swoje biologiczne dzieci z Tobą?Przeprowadzisz się do niego,czy masz
          nadzieję,że mąż zostawi Wam mieszkanie(+ wysokie alimenty)? "

          - to jest ta proza życia, o której należy pomyśleć. No i niby dlaczego miał jej
          i kochankowi zostawić mieszkanie, które jest także jego?
    • martabmw Re: budowanie szczęścia na nieszczęściu innych... 15.12.09, 18:15
      Ja bym się nie pakowała w nowy związek, przeczekała aż emocje opadną.

      Napiszę brutalną prawdę i możesz się z tym zgodzić lub nie. Jak długo znasz
      nowego pana? Możesz na niego liczyć, sprawdził się w kryzysowych sytuacjach? Nie
      życzę Ci tego, ale przewidziałaś scenariusz, kiedy weźmiesz rozwód, pan pobawi
      się w ojczyma, po czym po roku, dwóch stwierdzi, że to chyba nie to i on cudzych
      dzieci jednak bawił nie będzie. Wtedy przestaną być kochanymi szkrabami, staną
      się cudzymi dziećmi. Wnioskuję, że pan jest bezdzietny, czy na pewno wie w co
      się pakuje, czy jak zamieszkacie razem nie przygniecie go proza życia?

      Mąż może chcieć rozwodu z orzeczeniem o winie i ma dużą szansę go dostać. Co
      będzie, jeżeli zażąda opieki i zadeklaruje chęć zmiany pracy? Jesteś gotowa na
      walkę w sądzie o dzieci.

      Piszesz, że dzieci kochają tatę, nie burzyła bym spokoju trojga (w sumie czworga
      osób), bo dorosła kobieta nie umiała zapanować nad uczuciami. Zawiniłaś
      najwięcej w całej sytuacji, więc dlaczego inni mają ponosić konsekwencje. Moja
      rada skończ ten romans, albo chociaż daj sobie trochę więcej czasu, ale nie każ
      innym spijać goryczy, która naważysz.
    • vocativa Re: budowanie szczęścia na nieszczęściu innych... 16.12.09, 00:28
      Syrenko,a może powalczcie z mężem o małżeństwo.15 lat-szmat czasu.Podejrzewam,ze przerosła Cie ta rozłąka(wcale Ci się nie dziwię,bo nawet sobie nie wyobrażam rozstania z mężem na pół roku).Ale teraz jesteś zakochana(nie myślisz trzeźwo,plus bardzo wiele Twoich potrzeb nie było na co dzień zaspokojonych-potrzeba czułości, potrzeby erotyczne itd.itd.)Myślę więc,że powinnaś wszystko jeszcze raz przemyśleć.
      A poza tym myślę,że miłość jest pewnego rodzaju wyborem,wybrałaś kiedyś męża i powinnaś się tego trzymać.Zakochanie, to "tylko"uczucia.Wiem,że uczucia są bardzo ważne ale to my powinniśmy nad nimi panować,a nie one nad nami.
      No i oczywiście wydaje mi się, że żeby istniała szansa naprawy Waszego małżeństwa musielibyście wreszcie zamieszkać razem z mężem.(Co wiązałoby się pewnie ze zmianą pracy Twojego męża)

      Pozdrawiam Cię bardzo serdecznie i życzę Ci dużo siły w porządkowaniu tej całej sytuacji!:)
    • dom-za Re: budowanie szczęścia na nieszczęściu innych... 18.12.09, 00:29
      Twoje dzieci są jeszcze bardzo małe... (ktoś napisał,że duże).
      Powiem z perspektywy dziecka, któremu rodzina się rozleciała w
      dorbny puch: ja miałam lat 18, myśli samobójcze, 5-letnią depresję i
      nerwicę lękową. Bo Tato się zakochał. Połóż na szali te fakty (
      podobne, inne, wszystko jedno, ból, rozwałka emocjonalna dzieciaków)
      i zakochanie się na drugiej.
      Przepraszam za jednoznaczność tego postu, ale zmojego punktu
      widzenia nie ma tutaj szarości.
      pozdrawiam
      • ani_chybi Re: budowanie szczęścia na nieszczęściu innych... 20.12.09, 14:27
        Nie dodam Ci sił.
        Moj mąż zakochał się w panience w 25 rocznicę małżeństwa.
        Syn usiłował odebrać sobie zycie,córka ma powazne zaburzenia
        odzywiania.Mimo upływu czasu jedno i drugie nadal pod opieką
        psychiatrow .
        A mąż chce wracać bo...się pomylił.
        Nie twierdzę ,ze tak będzie u Ciebie,ale musisz być świadoma ,ze
        zniszczenie dzieciom wczesniej normalnie funkcjonującej rodziny jest
        traumą ktora zostawi w nich ślad na zawsze.
        • izabelski Re: budowanie szczęścia na nieszczęściu innych... 20.12.09, 15:43
          gdzies czytalam,ze starsze dzieci trudniej niz gdyby byly mlodsze
          przezywaja rozwod rodzicow...
    • vocativa Re: budowanie szczęścia na nieszczęściu innych... 01.01.10, 16:30
      I jak sytuacja Syrenko??Jaką podjęłaś decyzję??Rozmawiałaś z mężem??

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka