Dodaj do ulubionych

kryzys w wieku sredniego-30 lat??? problem z mezem

24.04.10, 17:53
nie wiem czy moj maz przezywa juz kryzys, depresje czy poprostu
nasze malzenstwo to pomylka. Maz czesto mi mowi, ze mnie kocha, ze
jestem piekna, a w lozku jestem jego spalnieniem marzen. ale gdy
przychdzi kolejny weekend i nie mamy nic w planach lub z innch
przyczyn musimy siedziec w domu wpada w jakas dziwna "mantre"...
twierdzi, ze zycie mu ucieka a on siedzi w domu, nie ma przyjaciol
hobby... a ja czasem nie wiem co mam juz wymyslac zeby byl
zadowolony. mamy 3 letnie dziecko wiec nie mozemy sobie pozwolic na
wyjscie do kajpki czy jakis spontaniczny wypad we dwoje(tymbardziej,
ze nie mamy z kim zostawic dziecka). czesto sa to poprostu nudne
rodzinne weekendy w domu, przed komputerem tv. w tygodniu jestesmy
raczej aktywni, na zmiane chodzimy na basen czy na fitnes, ja zas
nie mam nic przeciwko aby maz wyjchal na weekend do rodzinneg miasta
do rodzicow i wyszedl na piwko z dawnymi kumplami. czesto jednak
wraca bo wiekszosc kumpli wyjechala i nie ma z kim sie wyrwac. maz
bardzo nie lubi siedziec w domu. w te dni kedy jestesmy w domu nie
potrafe niczym go zainteresowac, rozmowa czy chociazby glupia gra w
karty czy scrable..a on jakby specjalnie milczy i pokazuje jaki on
jest nieszczesliwy. nie myslac o tym jak mnie to bardzo boli.mowi,
ze mam zaczac myslec o naszym zwiazku, natomiast sam w tej kwestii
nic nie robi, nic nie zaproponuje, a kazdy moj pomysl na spedzienie
wolnego czasu odpowiednio skompentuje... kazdy pomysl jest zly..
bardzo mnie to boli bo bardzo kocham meza i nasza corke i jest mi
rowniez z tym zle. z tym ze on sie nie stara... twierdzi ze ma duzo
na glowie praca, budowa itp.... jest mi ciezko przezywam rowniez
ciezki okres- nie pracuje juz 4 rok.mam bardzo ciezko chorego ojca,
ktory wymaga stalej opieki mojej mamy-spiaczka(oboje sa poza
granica,bardzo mi ich brakuje,widze ich raz dwa razy w roku i
niewiem czy nastepnym razem jak ich odwiedze to ojciec bedzie zyl)
opieka nad dzieckie i bycie kura domowa mnie wypala. caly czas licze
na to ze jak przeprowadzimy sie do nowego domu wszystko sie zmieni
bo to bylo nasze marzenie, a ja zaczne pracowac. ale boje sie, ze z
koncem budowy nasz zwiazek tez sie skonczy. nie wiem w jaki sposob
rozmawiac z mezem o jego wypaleniu i uciekajacym zyciu. moze on
pownien byc wiecznym singlem, ktory robi sobie co chce.czuje, ze to
z naszej winy (mojej i corki) jest taki nieszczeslwy.prosze o pomoc
co mam robic.
Obserwuj wątek
    • ki_czort Re: kryzys w wieku sredniego-30 lat??? problem z 24.04.10, 19:24
      Nie dość, że niańczysz dziecko w domu to masz też niańczyć 30-letniego bachora?
      Jak mu się nie podobają Twoje pomysły, niech sam coś zaproponuje.
      A Ty się nie daj wrobić w wyrzuty sumienia albo podobne historie, koleś gra na
      Twoich emocjach.

    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: kryzys w wieku sredniego-30 lat??? problem z 24.04.10, 22:31
      Wydaje mi się, że każde zachowanie męża związane z jego niezadowoleniem,
      zmęczeniem, spadkiem nastroju, bierze Pani do siebie czując się natychmiast za
      nie odpowiedzialna. W związku z tym próbuje je Pani szybko zlikwidować,
      wymyślając coraz to bardziej atrakcyjne rozrywki. Co Pani przeszkadza, że mężowi
      psuje się czasem humor? Gdzie ma go okazywać jak nie w domu ? Czemu tak trudno
      Pani znieść jego smutek czy zniechęcenie? Proszę spróbować odpowiedzieć sobie
      na te pytania szczerze i bez pośpiechu.
      Weekendy, mimo że się na nie czeka, sprzyjają depresyjnym nastrojom, bo spada
      planowa aktywność. Weekend nie jest ustrukturalizowany, często więc wzmaga
      napięcie, bo trzeba podejmować podczas niego samodzielne decyzje. Lub ma się
      kłopot z wyborem aktywności spośród wielu propozycji.
      To też powoduje obniżenie nastroju. Agnieszka Iwaszkiewicz
      • tully.makker bardzo ciekawy poglad 25.04.10, 09:13
        mężow
        > i
        > psuje się czasem humor? Gdzie ma go okazywać jak nie w domu ?

        Wiem, ze to powszechne przekonanie, ze wobec rodziny mozna sobie pozwolic na
        duzo wiecej chamstwa, niewrazliwosci, nieliczenia sie z innymi, noz to ma
        miejsce wobec obcych ludzi. Wiekszosc problemow malzensko-rodzinnych bierze sie
        wlasnie z wcielania tego przekonania w czyn.

        Pozwole sobie byc odmiennego zania. Wspolmalzonek, dzieci to na ogol
        najwazniejsi ludzie w naszym zyciu. mozna zmieniac prace, znajomych, ale rozpad
        rodziny jest dla wiekszoci ludzi tragedia. jak sie w tym nie pogubic, jesli
        nawet "expertka" uwaza, ze wyzywanie swoic h zlych humorow na rodzinie jest OK?
        naturalne i pozadane? Gdzie pokazac rozki, jak nie w domu?

        Czy naprawde pani sie zastanawia nad tym czasami, co pani pisze?
        • urquhart zgadzam się że trafny pogląd 25.04.10, 20:45
          tully.makker napisała:
          > Czy naprawde pani sie zastanawia nad tym czasami, co pani pisze?

          Ot następna mundra co dzięki "kobiecej intuicji" posiadła wiedzę niedostępną psychologom...

          Jako facet udupienie i zaangażowanie w domu z dziećmi opłacam pogorszeniem nastroju, szczególnie w weekend. I rozumiem że to psychologicznie atawistycznie naturalne, miejscem kobiety jest dom i sprawy związane bezpośrednio z życiem wewnętrznym rodziny, natomiast naturalnym dla mężczyzny jest świat zewnętrzny. Utrata wolności i uwiązanie mężczyznę boli i dołuje. A kobieta w domu się realizuje i tego nie rozumie. Czasem trzeba mieć świadomość że bardzo trudno wszystko w życiu pogodzić jedna płeć drugiej nie zrozumie bo inaczej reaguje i inne rzeczy ją cieszą a nie przygnębiają.
          Trzeci rok z dzieckiem najgorszy, pierwszy rok , no drugi można się spiąć mając motywację i wydaje się że to minie, dziecko podrośnie i będzie jak dawniej... :)
          Z punktu widzenia własnego związku, receptą na przywrócenie równowagi jest dużo więcej czasu tylko we dwoje z dala od domu: przywraca nadzieję i motywację.

          __________________________________________________________
          Są trzy rodzaje kobiet: damy, nie damy i nie każdemu damy.
          • tully.makker Re: zgadzam się że trafny pogląd 25.04.10, 20:47
            ps
            > ychologom...

            Pani "expert" nie jest psychologiem, tylko psychoterapeuta. I kto tu jest MUNDRY?
        • agnieszka_iwaszkiewicz do tully.makker 27.04.10, 18:39
          tully.makker napisała:


          >
          > Wiem, ze to powszechne przekonanie, ze wobec rodziny mozna sobie pozwolic na
          > duzo wiecej chamstwa, niewrazliwosci, nieliczenia sie z innymi, noz to ma
          > miejsce wobec obcych ludzi. Wiekszosc problemow malzensko-rodzinnych bierze sie
          > wlasnie z wcielania tego przekonania w czyn.

          W którym miejscu mojej wypowiedzi znalazła Pani namawianie do pozwalania sobie w
          domu na chamstwo, niewrażliwość, nieliczenia się z innymi bliskimi, w
          przeciwieństwie do innych ludzi? Proszę o konkretny cytat.
          Skoro to , Pani zdaniem pogląd powszechny, czyli także mój, gdzie w mojej
          wypowiedzi znalazła go Pani wyrażony expresiss verbis?
          Równiez prosze o cytat.
          jak sie w tym nie pogubic, jesli
          > nawet "expertka" uwaza, ze wyzywanie swoic h zlych humorow na rodzinie jest OK?
          > naturalne i pozadane?

          Proszę podać przykład z cytatem takiej mojej wypowiedzi, w której namawiam do
          wyżywania się na bliskich oraz znaleźć w pierwszej wypowiedzi autorki wątku
          informację, że jej mąż to właśnie czyni. Oraz, że uważam, że takie wyżywanie
          jest pożądane ?



          >
          > Czy naprawde pani sie zastanawia nad tym czasami, co pani pisze?
          >
          Otóż bardzo się zastanawiam. I dlatego pozwalam sobie interweniować w
          przypadkach, gdy mojej wypowiedzi celowo nadana jest nieprawidłowa interpretacja
          lub imputowane mi są słowa i idee, które w moich wypowiedziach nie występują i z
          którymi w żaden sposób się nie identyfikuję. A do tego kiedy taka wypowiedź nie
          ma charakteru polemiki czy odmiennej rady dla autorki wątku, ale jej celem jest
          jedynie dewaluacja innej wypowiedzi lub wręcz jej autorki czy autora. Szczerze
          mówiąc uważam to za większą szkodę wyrządzaną na forum niż napisanie czegoś bez
          zastanowienia. I to nie szkodę wyrządzoną mnie, ale tym którzy czytają moje i
          innych wypowiedzi, szczególnie zaś tym, którzy poszukują tu jakiegoś rozwiązania
          lub poglądu na jakieś swoje ważne sprawy.

          Odnosząc się jeszcze do meritum Pani poglądu, to uważam dom za miejsce, w
          którym każdy powinien się czuć bezpiecznie. A co za tym idzie, powinien być
          przyjęty również np ze swoim smutkiem, dezorientacją, kaprysami i bezradnością
          co zrobić z weekendem, czasem depresyjnym nastrojem. To nie oznacza
          każdorazowego podporządkowywania się temu i bezsensownej gratyfikacji. Gdzie
          jest na to miejsce jak nie we własnym domu? we własnym pokoju ?we własnym łóżku ?
          Tyle odpowiedzi dla Pani.
          Autorce wątku już odpowiedziałam, a polemika z Panią, mojego poglądu w tej
          sprawie nie zmienia. Agnieszka Iwaszkiewicz
    • kozica111 Re: kryzys w wieku sredniego-30 lat??? problem z 25.04.10, 09:45
      Mnie bardzo zaskoczyło to że napisałaś że nie możecie nigdzie wyjść bo małe
      dziecko...3 lata.
      Mam znajomych którzy za czasów narzeczeńskich funkcjonowali b.aktywnie.obecnie
      mimo iż mają 2 dzieci- jedno 2,5 roku , drugie 9 msc nadal tak żyją.Każdy
      weekend wypad albo w góry /nosidła/ albo wycieczka rowerowa, albo spacery do
      puszczy.W wakacje wyjeżdżają /jak zwykle/ na północ Europy, miesiąc objazdu z
      namiotem, dzieci oczywiście z nimi.Jedyna różnica to ta że nabyli większy namiot.
    • zizikowa Re: kryzys w wieku sredniego-30 lat??? problem z 25.04.10, 10:20
      Kiedys w koncu czlowiek sie poddaje, jezeli kazdy nadchodzacy
      weekend=spadek dobrego samopoczucia meza,jego narzekanie i
      wzdychanie jaki to on jest nieszczesliwy. Tak jest z co tydzien. Z
      czasem czlowiek zaczyna obwiniac siebie, jezeli ciezko jest dogodzic
      drugiej osobie, bo zupa zaslona, kotlet zylasty, a w domu "taki
      syf". Ale mysle, ze kademu czasem moze przesolic sie zupa i kotlet-
      ta ciezko to zrozumiec bez narzekania??? ze nie zdazymy pomyc
      podlog???obowiazki mojego meza to minimum z minimum-odkurzanie od
      czasu do czasu. maz nie potrafi gotowac. wiec dlaczego krytykuje to
      co ja robie skoro sam nie potrafi tego zrobic lepiej ode mnie?? moge
      sie nawet zalozc, ze jakbym zaproponowala wypad pod namiot to maz
      powiedzialby, ze oszalam, w koncu nasze dziecko ma dopiero 3 lata?!
      rowory owszem i mamy niebyle jakie, tylko wypadaloby jak co roku
      zrobic im przeglad wyczyscic sprawdzic powietrze..ale zawsze w
      trakcie znajdzie sie cos do ponarzekania.sknczy sie wycieczka w
      nerwach... moze w maju sie zmobilizuje i je wyczysci... w kwietniu
      raczej juz nie. Czasem mam ochote cos zrobic zaproponowac, ale przez
      to, ze wiem jaka bedzie jego reakcja czuje opor i wole nic nie
      proponowac. Moze gdyby to on wykazal sie czasem nabralabym wiecej
      odwagi...juz mu nawet o tym nie raz mowilam. bez odezwu. czasem jest
      lepiej, ale tylko czekam az wszystko znowu peknie jak banka mydlana.
      • kozica111 Re: kryzys w wieku sredniego-30 lat??? problem z 25.04.10, 11:48
        Taki malkontent to problem ale zauważ że Ty sie dostosowujesz, czyli...
        Sorry rower to ja sobie umiem sama przygotować, nie chce jechać, niech nie
        jedzie, Ty dziecko na fotelik i zorganizuj sobie czas, nie jesteście zrośnięci a
        dobry przykład motywuje.
        Ja osobiście sama jestem motorem aktywności, mój połówek jest leniwy,
        przygotowania zaczynam ja, on idzie za mną.Gdybym czekała aż sam zaproponuje to
        ciężko byłoby, ale nigdy nie odmówił jak ja już zaczęłam "nakręcać" temat.Czasem
        pojęczy bo woli rozrywki statyczne ale ruszamy razem- choć gdyby odmówił jestem
        w stanie ruszyć się sama jak to robiłam wiele lat zanim się poznaliśmy.
        Teraz jestem w ciąży, ale nie ma weekendu tygodnia żebym nie wyciągnęła go na
        basen, wycieczkę, spacer po lesie...Mój stan tym bardziej motywuje mnie do
        aktywności bo nie chce "zbabieć", czyli jak się chce to można, tylko czy Ty
        chcesz? Bo mam wrażenie że Wam obydwojgu się nie chce.
      • kasia_750 Re: kryzys w wieku sredniego-30 lat??? problem z 25.04.10, 14:26
        Wiesz, kiedy mój były mąż tak się zachowywał okazało się, że ma "koleżankę"...a
        ja doszukiwałam się winy w sobie... Dziecka na szczęście nie mieliśmy, skończyło
        się rozwodem.

        Mój obecny mąż należy raczej do "weekendowych leniuszków". To ja zazwyczaj muszę
        wymyślać jakieś ciekawe zajęcia, bo on najchętniej posiedziałby przed
        komputerem... Ale jak już w 80-90% zaplanuję wyjazd to włącza się do akcji i
        gdzieś jedziemy. Potem się chwali przed kolegami, umieszcza zdjęcia na nk:)
        Niestety w tym roku siedzimy, bo ja jestem w 8 miesiącu ciąży i niestety nie mam
        już siły:(

        Nasza (prawie 3-letnia) córka oglądała wczoraj ze mną zdjęcia z poprzednich
        wakacji. Powiedziała, że chciałaby znowu pojechać w góry:) Spędziliśmy 10 dni w
        Szklarskiej Porębie, nie korzystaliśmy z nosidła, "przegoniliśmy" córkę po
        górach aż zasypiała nam ze zmęczenia na rękach, kilkakrotnie wjeżdżaliśmy
        wyciągami. Miała wtedy 2 lata. Do dzisiaj dużo pamięta z tego wyjazdu.
        Oczywiście inicjatywa wyszła z mojej strony. Na kilkugodzinne wypady z córką
        jeździłam w ubiegłym roku z koleżanką (mój mąż czasami pracuje w weekendy). Sama
        zabierałam córkę na rower (fotelik jest zamontowany do mojego roweru...) i
        często jeździłam z nią po okolicy a mąż odpoczywał. Było lepiej niż
        przypuszczałam:) W zimie planuję zabrać córkę po raz pierwszy na narty a mąż
        zostanie z maluchem.
        Ja wiem, że samej z takim dzieckiem jest ciężko, ale można! Nie poddawaj się
        nastrojowi męża. Może jak zobaczy, że Ty się dobrze bawisz (razem takim "małym"
        dzieckiem) to zechce do was dołączyć? A jeśli nie - przynajmniej Ty miło
        spędzisz czas. Na pewno w okolicy są jakieś ciekawe miejsca do obejrzenia. Jeśli
        sama nie wiesz jak przygotować rower do sezonu - podjedź do pierwszego lepszego
        warsztatu. Trudno, zapłacisz, ale będziesz mogła jeździć. Albo poszukaj w necie
        informacji i sama przygotuj rower:) Córka z przyjemnością Ci "pomoże". Moja
        uwielbia tego typu prace.

        Ja nienawidzę gotowania. W dodatku jestem przekonana, że niezbyt dobrze mi to
        wychodzi. Jak mąż ma jakieś uwagi - mówię, że może gotować sam. I tyle. Nikt nie
        jest idealny:)
    • doctor.no.1 Re: kryzys w wieku sredniego-30 lat??? problem z 25.04.10, 13:58
      A jak deszcz pada, to też czujesz się winna?
      A jak są korki, to też Twoja wina?
      A jak jest powódź - to przez Ciebie?
      A jak wulkan wybuchł, to też za to musisz przepraszać?

      Każdy jest odpowiedzialny za siebie. Twój mąż ma rację, że traci
      życie. Najłatwiej jest siedzieć w domu, nic nie robić, dołować się i
      obwiniać cały świat wokół. Najtrudniej wziąć się z życiem za bary.
      Trzylatek do dziecko, z którym można już wszystko :)
    • marc.el Re: kryzys w wieku sredniego-30 lat??? problem z 26.04.10, 11:43
      pracoholik ??
      za wczesnie zawarte małzeństwo??
    • filetta Re: kryzys w wieku sredniego-30 lat??? problem z 26.04.10, 12:44
      Wydaje mi się, że to ani kryzys, ani depresja, ani Wasze małżeństwo
      to pomyłka. Twoj mąż jest najzwyczajniejszym w świecie marudą,
      mężczyzną niedojrzałym, wiecznym rozpieszczonym chłopcem. Chce byc
      cały czas w centrum uwagi, a że nie potrafi cieszyc się życiem, w
      tym centrum nie jest. Całą odpowiedzialność za pustkę i
      niezadowolenie z własnego zycia przerzucił na Twoją osobę i jeszcze
      się kwasi.
      Jedyne wyjście z sytuacji to organizować zycie i czas w weekendy dla
      siebie i dziecka, nie czekając na jego aprobatę, bo w takim
      przypadku nigdy nigdzie nie wyjdziecie. Jeśli chce, niech się
      przyłączy, jesli nie, niech siedzi w domu i użala sie nad sobą.
      Powinnaś również mniej przejmowac się tym jego narzekaniem i nie
      brac na siebie winy za to, że on się nudzi. Każdy sam (nawet ten w
      związku) jest odpowiedzialny za siebie, za posiadanie hobby, za
      posiadanie przyjaciół, za organizację czasu wolnego, za rozrywki, za
      zadowolenie z własnego życia. Żaden człowiek w zdrowym związku nie
      jest w stanie tak życ zyciem partnera, by znaleść mu przyjaciół,
      towarzyszy do ciekawej rozmowy czy coś ciekawego do zrobienia lub
      przeżycia.
      • ibelin26 Re: kryzys w wieku sredniego-30 lat??? problem z 27.04.10, 11:37
        Bardzo mądre słowa filetto.
        • kamyk-zielony Re: kryzys w wieku sredniego-30 lat??? problem z 27.04.10, 19:50
          On się nie zmieni. Staniesz się kłębkiem nerwów, stracisz pewność siebie i poczucie wartości, mówię to z pozycji obserwatora małżeństwa mojej przyjaciółki. Dwie piękne córki (7, 10), piękny, duży dom, drogie wczasy, obiadki zawsze pod nos, zadbana i szczerze przejęta "nieszczęściem" męża żona - to mało. On od 12 lat jest nieszczęśliwy, życie mu przecieka między palcami, każdy jej pomysł wyrwania go z tego marazmu jest gaszony masą idiotycznych argumentów i skutkuje jeszcze większym nieszczęściem i poczuciem krzywdy. Hitem jest jego ciągłe domaganie się pieszczot i zrozumienia dla jego heroicznych wyczynów typu praca zawodowa, dziećmi się nie zajmuje i mało interesuje, zresztą dzieci odebrały mu żonę a w ogóle jak on jest smutny to ona odrabia z nimi lekcje.... mogę mnożyć i przytaczać. Życzę Ci dużo siły i współczuję.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka