monpompom
22.07.11, 20:09
Dzień dobry,
to mój pierwszy post tutaj i trochę się obawiam :) jak mnie przyjmiecie. Problem mam bardzo prosty, ale dla mnie bolesny.
Otóż mamy w rodzinie sporo dzieci. Rodzeństwo mojej mamy to cztery osoby, mają dorosłe dzieci, mam małych "siostrzeńców" i "bratanków" młodszych średnio o około dwadzieścia lat. Babcia mieszka na wsi, jest wdową od dziesięciu lat, prowadzi małe gospodarstwo.
Co roku przyjeżdżamy wszyscy do babci na wakacje, trochę jej pomóc w lecie, a trochę dla wypoczynku. Przyjeżdżają też wszyscy moi kuzynowie z dziećmi. Ja lubię dzieci, poza tym jestem nauczycielem i najmłodszą wnuczką, więc spędzam tu najwięcej czasu, bardzo często opiekując się kolejnymi maluchami :), których rodzice czasem są w tym czasie z nami, a czasem są na własnych wakacjach. W tym roku są to dzieci w wieku 9 mcy - 8 lat, sześcioro.
Problem w tym, że babcia (dla nich - prababcia) uważa, że wszystko robię nie tak i jakby... odciąga dzieci ode mnie. Gdy organizuję zabawę, to ona właśnie wtedy odwołuje dzieci do domu, by dać im słodycze (wbrew woli rodziców niektórych dzieci, którzy woleliby, żeby dzieci przegryzały owoce i piły wodę zamiast słodkich napojów). Gdy usypiam niemowlę, ona wyrywa mi je z rąk i sama kołysze. W niewłaściwy sposób robię mieszankę mleczną i ją podaję, w niewłaściwy sposób wiążę dzieciom buty, za mało szybko reaguję na prośby dzieci i jestem "za mało opiekuńcza" i zwracam się do dzieci "jak głupia" (na przykład do dziecka, które ma gorszy humor i fochy, mówię, że kiedy będzie chciało, może dołączyć do zabawy, zamiast padać przed nim na kolana, by otrzeć łzy, porzucając pozostałą piątkę).
Ja naprawdę nie mam ambicji wychowywać tych dzieci - jeśli niemowlę (przypominam, dziewięć miesięcy) wyrywa mi się do agresywnego koguta, muszę je przytrzymać i powiedzieć, że z tym zwierzątkiem się nie wolno bawić. Babcia na każdy pisk malucha wygląda przez okienko i twierdzi, że musiałam coś dziecku zrobić.
Dzisiaj w porze snu dwójki najmłodszych dzieci zgrzeszyłam, bo zrobiłam 1) za ciepłe Bebiko i 2) za gorącą kąpiel (zostawiłam ciepłą wodę i poszłam odławiać dzieci do ogródka, gdzie się jeszcze bawiły). Babcia momentalnie schłodziła kaszę i wodę w wannie, więc zastałam oba płyny :) zdecydowanie za chłodne, gdy nadszedł czas ich użycia. Na moją uwagę, że to ja zajmuję się dziećmi i jakoś sobie radzę, babcia się popłakała i powiedziała, że ona wychowała piątkę swoich i wiele innych (to prawda, od zawsze opiekowała się dziećmi w rodzinie) i ja, jako młoda i głupia, nie powinnam kwestionować jej umiejętności.
Dzieciaki są rozkoszne, bo nie moje. W zasadzie opiekuję się nimi parami, trójkami, tylko przez jeden tydzień (imieniny babci) wszyscy są na miejscu i wtedy potrzebuję trochę pomocy. Dzieci mnie bardzo lubią, ale czuję się zgnębiona przez moją babcię, a ich prababcię. Jest mi bardzo przykro, bo niby to opiekuję się maluchami, ale gdy babcia dzwoni do naszych krewnych, zawsze nadaje na mnie i twierdzi, że robię dzieciom krzywdę i uczę je złych rzeczy - na przykład usypiając niemowlę w dzień nie wymagam od reszty śmiertelnej ciszy albo pozwalam z siebie żartować. Babcia ma 75 lat, jest bardzo słaba, ale prowadzi sama swoje gospodarstwo i jest uparta jak osioł. Ja zaś mam 25 lat i jestem tak samo uparta :). Babcia do tego twierdzi, że nauka (skończyłam biologię, uczę w szkole średniej) przewróciła mi w głowie i wyżej s**m niż d**ę mam, szukam dziury w całym i marudzę, bo ona wychowała pięcioro dzieci i wszystkie mają się dobrze itd. itp.
Mamy różne upodobania co do wychowywania, a w gronie sześciorga dzieci z czterech rodzin zawsze znajdą się jakieś różnice i ma to być po prostu miły wypoczynek.
Czy to ja przesadzam (może całodzienna opieka nad dziećmi jest dla mnie po prostu męcząca i szukam dziury w całym?), czy babunia? Kocham ją, ale właśnie teraz weszła i powiedziała, że zamiast walić w klawisze powinnam wyłączyć dzieciom telewizor, umyć je i wysłać do spania (mam myć ośmiolatka? Ona włączyła dzieciom bajki, chociaż ja proponowałam inne rozrywki, a ja mam być złym wyłączającym policjantem :)? I kiedy zajęłam się sobą przez te pół godziny wymuszonego "wypoczynku", już jestem "nieodpowiedzialna"?).
Lecę, bo zaraz babunia stwierdzi, że w ogóle się nie nadaję do bycia z dziećmi :) i dzieciom wleje profilaktycznie za niesłuchanie jej i niewyłączenie bajki w połowie akcji, jak już jej się zdarzało robić :). No, czekam na mądre odpowiedzi, bo zaczynam siwieć od tych wakacji.