Dodaj do ulubionych

Błagam o pomoc...

03.12.11, 14:15
opowiem swoją sytuacje.jest dość skomplikowana.jestem mężatka mam 10 letniego syna.mieszkam z mężem.nigdy się nam nie układało. mąż mnie zdradzał w agencjach,przeklinał ubliżał, gdy się dowiedziałam daliśmy sobie szanse na ratowanie związku i wzięliśmy ślub kościelny.bez sensu robi tak dalej.półtora roku temu poznałam mężczyznę-on miał problemy i ja to zbliżyło nas do siebie.mieszkał 250km ode mnie,ale to nie przeszkadzało.mieszkał z chorą mamą.jeździłam do niego czasem od do mnie. chłopak ten jest po przejściach-jego rodzice się rozwodzili gdy był malutki,tata jego bił jego mamę bił i jego..miał takie pręgi podobno na plecach...uciekał z domu.gdy poznawaliśmy się dzieliła nas odległość ale dzwonił raz na dzień,nie często.denerwowało mnie ten brak starania jego o mnie.miał w domu ciężko musiał pomoc mamie odśnieżyć podwórko dziadkom pomoc napalić w piecu...ale miał tez czas by posiedzieć na komputerze a rzadko dzwonił do mnie-raz .dziennie.pewnego razu gdy wszyscy dowiedzieli się o nas gdy byłam u niego zdecydowaliśmy wrócił do warszawy-by okładać sobie życie ze mną.wszystko co miał oddał do lombardu by zacząć jeździć taksówką zarabiać i wynająć mieszkanie.włożył w to 2000tys i z pracy zrezygnował po tygodniu bo mu nie szło.szukał innej,a że nie miał złotówki siedział u taty w sklepie pomagał mu a ten za pomoc dawał mu pieniądze.rzadko dzwonił do mnie rzadko się odzywał,jeździł na działkę do taty tłumacząc ze tam ma jedzenie..i szukał pracy.każda nie odpowiednia bo za 1500zl tys to nie chce zapierdzielać dla kogoś.wtedy przestałam się odzywać do niego bo zdenerwowało mnie to.on dzwonił próbował się połączyć ze mną nie odbierałam.schudł bardzo załamał się tym.ja w miedzy czasie zrobiłam bzdurę -zaczęłam spotykać się z kimś i przespałam się z nim.bardzo tego żałowałam chociaż nie byłam z tym moim bo dwa miesiące się nie odzywaliśmy -żałuje w stosunku do siebie,bo kocham go i kochałam .w końcu spotkaliśmy się- wróciliśmy do siebie.bardzo się starał kwiaty SMS telefony.wywalczył to sobie-ten powrót.było cudownie. z trzecich źródeł dowiedział się o moim romansie gdy nie byliśmy ze sobą- wiem ze go bolało to co się stało ale powiedział żebyśmy nie wracali do tego ze mnie kocha i jest mi w stanie to wybaczyć. i było cudownie- SMS na dzień dobry i na dobranoc,kwiatki, komplementy-księżniczko perełko...czułam się szczęśliwa zawsze mogłam na niego liczyć.mówił ze wcześniej zachowywał się bardzo złe ze żałuje ze dopiero to jak mnie stracił otworzyło mu oczy i wie ze jestem kobieta jego życia ze ze mną chce ułożyć sobie życie....ze nie widzi życia beze mnie.był kochany. zaczął znów jeździć taksówką by moc zarobić by wynająć mieszkanie byśmy razem byli szczęśliwi.i wtedy zaczęło się piekło- z dnia na dzień dosłownie. jeździł po 24h nie wracał do domu(mieszkał u rodziny) spał w samochodzie,mył się na stacji,golił na stacji..nie wychodził z auta tylko jeździł by zarobić...prosiłam by przestał nie chciał...zaczęło się psuć miedzy nami- dzwonił coraz rzadziej coraz mniej czasu mieliśmy dla siebie.coraz więcej się kłóciliśmy bo ja widząc to ze się psuło pytałam co się dzieje...na tej taksówce stał się bardzo nerwowy.zaczął kłócić się z mamą która kochał nad życie, ze mną...tłumaczyłam się ze to z niewyspania nerwów...nie wiem z czego.wszystko co było piękne skończyło się- SMS na dzień dobry i dobranoc to tylko piękne wspomnienie,komplementy czy słowo kocham....nadal jesteśmy razem.wynajęliśmy mieszkanie,mamy w nim zamieszkać odebrać jutro klucze. cieszyłabym się bardzo i ciesze ale...w chwili obecnej on jest inny. boje się odezwać,gdy się odezwę krzyczy drze się uderza rękoma o kierownice,mówi ze go tak wkurzam ze doprowadzam go do szalu ze mam ochotę się rozwalić tym samochodem.a z drugiej strony jak nerwy mu przechadza mówi ze kocha.są momenty straszne gdy on krzyczy kłóci się ja siedzę cicho a on mówi ze zaraz wysadzi mnie z tego samochodu..a my na polu szczerym ciemno...cały czas słyszę o mojej zdradzie-tej jak nie byliśmy razem gdy była ta przerwa.mówi ze nie umie mi tego zapomnieć. ale rozstać się nie chce..kocha.ja też bardzo go kocham. czuje że on nie umie mi tego wybaczyć wiem to.nie wiem co mam robić-czy zostawić to wszystko i z nim zamieszkać?czemu on jest teraz taki nerwowy?narobił sobie kłopotów nie płaci 3 miesiące zusow-a prowadzi działalność z ta taksówka przecież. jeździ i nie ma pieniędzy. nie wiem co powinnam zrobić-bo kocham go naprawdę bardzo.nie wiem czy on ma jakieś problemy psychiczne emocjonalne przez przeszłość w domu??nie wiem co robić>> wiem że ta praca jest przyczyną jego nerw ale nie chce jej zmienić..a kiedy mówił ze jak będzie niszczyła nasz związek to ją rzuci..nie robi tego.pracuje i niema mowy o kompromisie by jeździł mniej czy zęby spał w domu. co ja mam zrobić kocham go bardzo niewyobrażalnie bardzo....
Obserwuj wątek
    • aga.doris Re: Błagam o pomoc... 03.12.11, 14:31
      Sytuacja bliźniacza do tej opisanej w wątku Pół roku w separacji, jak długo mozna czekac??? anulki0as. Jedyne rozsądne wyjście to odejść i zapomnieć o tym człowieku. Podejrzewam jednak, że nie zrobisz tego bo jak piszesz kochasz go niewyobrażalnie . Musi jeszcze trochę więcej dać ci w kość abyś zrozumiała, że rozstanie to jedyne co powinnaś zrobić. Zanim do tej decyzji dojrzejesz, uważaj przynajmniej żeby ci dziecka nie zrobił...
      • aga.doris Re: Błagam o pomoc... 03.12.11, 15:10
        Przepraszam, pomyliłam tytuł podobnego wątku. Chodzi o wątek kat w domu mamy-4.
    • marzeka1 Re: Błagam o pomoc... 03.12.11, 15:10
      "gdy się dowiedziałam daliśmy sobie szanse na ratowanie związku i wzięliśmy ślub kościelny."- a OD KIEDY TO ślub kościelny jest ratunkiem na pijaka, przemocowca i dziwkarza???? Logiki tego posunięcia nie pojmuję.


      Nowy pan to już po prostu kosmos, na dodatek aż tak niewiele masz wymagań, że wystarczy "i było cudownie- SMS na dzień dobry i na dobra
      > noc,kwiatki, komplementy-księżniczko perełko...czułam się szczęśliwa zawsze mog
      > łam na niego liczyć."????

      Właśnie opisujesz osobę, czyli siebie, która na własne życzenie marnuje sobie życie z beznadziejnymi facetami, widzi miłość tam, gdzie jej nie ma.

      Wolę jednak myśleć, że jesteś trollem , bo aż strach, że możesz istnieć w rzeczywistości.
      • konwalka Re: Błagam o pomoc... 03.12.11, 17:17
        jesli ten post jest naprawde autorstwa trzydziestolatki, mamy sporego dziecka, to ja chyba sie nie wypowiem
    • marzeka1 Re: Błagam o pomoc... 03.12.11, 21:46
      Tu dwa lata temu z mężem szukałaś, jak leczyć się z bezpłodności, a teraz masz nagle męża, kochanka i 10-letnie dziecko??? która wersja życia jest prawdziwa?
      • marzeka1 Re: Błagam o pomoc... 03.12.11, 21:48
        a tu jeszcze inna wersja
    • mama_myszkina Re: Błagam o pomoc... 03.12.11, 22:03
      Potrzebujesz psychoterapii, bo problem jest w Tobie. Nie potrafisz być sama i odpowiedzialność za swoje życie zrzucasz na mężczyzn. Wybierasz przemocowców. Psycholog pomoże Ci przerwać to błędne koło. Inaczej bedzie tylko gorzej.
      • marzeka1 Re: Błagam o pomoc... 03.12.11, 22:10
        Przecież to troll, zakłada różne "dramatyczne" wątki, ma różne wersje życia, nigdzie nie odpowiada.
    • blue_romka Re: Błagam o pomoc... 05.12.11, 11:17
      Chciałam odpowiedzieć, ale ręce mi opadły...
    • penelopa40 Re: Błagam o pomoc... 07.12.11, 13:09
      opowiem swoją sytuacje.jest dość skomplikowana.jestem mężatka mam 10 letniego syna.mieszkam z mężem.nigdy się nam nie układało. mąż mnie zdradzał w agencjach,przeklinał ubliżał, gdy się dowiedziałam daliśmy sobie szanse na ratowanie związku i wzięliśmy ślub kościelny...
      mnie wszystko opadło, nawet nie wiadomo jak coś takiego komentować...
      dowiedziała się ze mąż ją zdradza i wzięła z nim ślub kościelny... hit sezonu....
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka