Dodaj do ulubionych

nie daje rady

07.12.11, 09:57
Witam
Mam wielki problem, nie radze sobie z emocjami, brak mi cierpliwości, i poprostu mam strasznego doła. nie radze sobie z wychowaniem dzieci, mam trzech synów, jeden malutki, 4 miesiące, drugi 4 latka i trzeci 6 latek. moj 4 letni synej=k jest niepełnosprawny, ma opóżńienie w rozwoju, i z tym tez sobie nie radze , bo jak pomyślę ze jest inny, ze nie umie czegoś zrobić to zaczynam wariować, ryczec i obwiniac siebie za to. ale jak ktoś mnie walnie a zwłaszcza moja mama to mi lżej, tylko ona jest daleko i moge tylko dzwonic do niej a ostatnio to musze strasznie oszczedzac bo moj mąż ciągle mowi ze przekroczyłam limity, ja nie pracuje i niestety może dlatego jest tez ciężko z kasą a zresztą teraz te czasy. ale największy problem mam z tym najstarszym synem, nie umiem do niego mowić, nie słucha mnie, albo nie chce, albo sie bawi , nie umiem być cierpliwa, ani stanowcza i nie wiem co mam zrobic najgorsze to ze czasami nie panuje nad sobą i kiedyś wlałam pasem ale teraz staram sie tego nie robic, dziecko jest wystarszone, jak tylko głośniej powiem czasami to wariuje i panikuje i ucieka, a ja teraz ciągam go za uszy, i szarpie, wiem ze robie żle, ale nie umiem panować nad sobą, po chwili mi przechodzi, i wtyedy strasznie rycze i nie wiem co robic, tak dalej być nie może , chyba nie umiem sobie radzic z wychowaniem, myśle ze jest to problem calej mojej rodziny, ale mąż uwaza ze to tylko moj i tylko obserwuje jak ja sobie nie radze, czasami mam wszystkiego dośc, wydaje mi sie ze czasami nasza rodzina i małzenstwo jest do bani, co moge zrobić, prosze pomóżcie aby to zmienic. z mężem nie chce o tym rozmawiac, kiedyś już rozmawiałam, ale nie przyniosło to zadnych skutków, i jeszcze mowi ze tylko krzycze, nawet nie moge z nim czasami porozmawiac, bo jak za głośno mowię to ma mnie w nosie, i nie słucha, jedynie czasami to robi. mamy tez problemy w łożku, nie mam ochoty nas sexs, ale on tylko cały czas mowi ze to moja wina ze mi sie nie chce ze już tyle czasu nic nie było, ale nie dociera do niego ze to tez jego wina, (bo tak mi sie wydaje). i nie wiem co mam dalej robic juz poprostu brak mi sił na wszystko i jestem wiecznie zmęczona. prosze o pomoc.
Obserwuj wątek
    • noname2002 Re: nie daje rady 07.12.11, 10:53
      Jest tylko jedna rada-męża wciągnąć w sprawy rodziny. jak do licha można patrzeć na wykończoną żonę i obserwować czy sobie radzi czy nie? A dzieci są sąsiada czy jak?! Przecież jest ojcem, powinien brać udział w opiece i wychowaniu a nie sobie stać z boku i oceniać.
      Bardzo niedobrze, że wyładowujesz frustrację nad najstarszym, ale musisz być totalnie wykończona, myślę, że wystarczyłoby, żeby miała regularnie czas na to żeby odpocząć a miałabyś zupełnie inne podejście do dzieci. Jeśli mąż nie pracuje do wieczora albo poza miejscem Waszego zamieszkania, to niech odpocznie godzinę po racy a potem Cię przy dzieciach zmieni a Ty się nie zajmuj zaległymi pracami domowymi tylko tym co Ci sprawia przyjemność i odpręża. Możesz argumentować tym, że jak odpoczniesz to będziesz miała siły na seks(jeśli wiesz, że brak chęci na seks jest spowodowany zmęczeniem).
      I dlaczego obwiniasz się z powodu choroby średniego dziecka, przecież to absurdalne.
    • skwargosia Re: nie daje rady 07.12.11, 11:31
      nic nie tłumaczy przemocy wobec dzieci i musisz sobie to uświadomić. ani twoje zmęczenia , ani nieradzenie sobie , ani niedojrzałość ( pewnie mnie zakrzyczysz i zjesz ale takie mam wrażenie).Pewnie nie odkryję Ameryki jak powiem , że terapia dla Ciebie i męża jest niezbędna bo sytuacja będzie się tylko pogłębiać. Wychowywanie trójki dzieciaczków to wyzwanie nie lada. Twój mąż także powinien to robić. Nie pomagać tylko opiekować się i wychowywać - to także jego dzieci. Krzyki i szarpanina to najgorsze co robisz - zapewniam Cię że to boli bardzo długo , czasami całe życie.
    • nowy99 Re: nie daje rady 07.12.11, 15:08
      Po pierwsze jestes heroiczna postacia, prawdziwa Matka Polką i chylę czoła i podziwiam. Trojka maluchow, do tego same chlopaki, do tego synek z problemami. To naprawde mega macierzynstwo.
      Azebys jednak w masie codziennych problemow nie zwariowala uwazam, ze musisz to wszystko po prostu polubic i oswoic. Ten czas taki jest. Po prostu trza to odbębnić i oddac naturze tzn.dzieciom. Moze ci to pomoze, ze wszystkie my tak mamy, no, moze podobnie, ale ta sama bajka, ja mam dwojke upierdliwych, niesamodzielnych, siedze w domu, mieszam w garach, sprzatam 150m2 non stop i czekam na zmiane wiatrow czyli na niedaleki koniec tego etapu. Im dzieci starsze, tym lepiej, mozna sie dogadac, ale tobie do tego jeszcze troche czasu. Ktos dobrze ci poradzil, zebys wyszla wieczorkiem gdzies, gdziekolwiek, do kolezanki, sasiadki, do centrum handlowego. Potrzebujesz tego jak tlenu, powiedz mezowi o tym spokojnie. Wiesz, on tez ma na swoich barkach odpowiedzialnosc finansowa za was wszystkich, w pracy tez zawsze sa nieciekawe sprawy, ludzie. Moj maz kiedys, gdy bylam w szpitalu, zostal z nasza dwojka na tydzien. Gdy wrocilam byl prawie poturbowany, twarz zdradzala mega wycienczenie, na pytanie jak bylo kiwal na boki glowa, zrozumial smak tego kieratu. Ale po chwili powiedzial, ze i tak wolalby to niz swoja prace, dojezdzanie w korkach do niej, uzeranie sie z ludzmi, obcymi, stres i nerwowe narady z dyrektorami i zarzadem firmy itp. Wiem o czym mowil. I tez nie jestem pewna co gorsze.
      Przebywanie ze swoimi dzieciakami uczyn niezbedna koleja twojego zycia i polub to. To jest w pewnym sensie naprawde fajne, choc wyczerpujace. Wszystkie zaliczamy te megafrustracje.
      • mama_myszkina Re: nie daje rady 08.12.11, 02:11
        Jest heroiczną Matką Polką bo zdecydowała się na trójke dzieci, na które teraz cały dzeń wrzeszczy? No proszę Cię... .
        • tautschinsky Re: nie daje rady 14.12.11, 14:52
          mama_myszkina napisała:

          > Jest heroiczną Matką Polką bo zdecydowała się na trójke dzieci, na które teraz
          > cały dzeń wrzeszczy? No proszę Cię... .


          To nie wiesz tego, że za urodzenia dziecka czy dzieci
          kobietom powinno się stawiać pomniki, nosić na rękach
          i niczego już nie wymagać. A oczekiwanie, żeby kobieta,
          choćby dzieci miały już kilkanaście lat, poszła do pracy
          to zwykłe chamstwo? :D

          Poza tym matka krzycząca na dzieci tylko wyraża
          swoje emocje, do których ma prawo, a jeśli dziecko
          bije, to znaczy, że na to zasłużyło :D


    • mama_myszkina Re: nie daje rady 08.12.11, 02:10
      Postępujesz źle. Przemocy nic nie tłumaczy. Ani przemęczenie ani nic innego. Dorośli decydując się na dzieci biora na siebie odpowiedzialność za ich los i za skutki swoich decyzji. Ty tę podpowiedzialność zwalasz na dzieci.

      Przestań wyżywać się na dzieciach, bo robisz im krzywde na całe życie. Jak niby syn ma Cię kochać i nie bać się Ciebie skoro lejesz go pasem, targasz za uszy i wrzeszczysz? To jest PATOLOGIA i żal mi Twoich synów.

      Idź na terapię dla sprawców przemocy/warsztaty radzenia sobie z gniewem zanim zrobisz coś strasznego i zanim zupełnie zniszczysz swoje dzieci.

      Włącz męza w opiekę nad dziećmi na ile to możliwe a sama poszukaj pracy choćby na 1/4 etatu. Po to, żeby wyrwać się z domu, bo mam wrażenie,że jesteś sfrustrowana.

      Dowiedz się, jakie są możliwości pomocy w opiece nad niepełnosprawnym synkiem. Może w pobliżu jest grupa wsparcia dla rodzców albo może np. mogłabyś zatrudnić np. studentkę pedagogiki specjalnej choćby na kilka godzin w tygodniu. I przestań reagować złością, bo on się nie prosił na świat i nie masz prawa obarczać jego ani jego braci swoimi emocjonalnymi jazdami. Ryczeć to możesz w poduszkę a nie na dzieci.

      Póki co, robisz wszystko, żeby dzieci Cię nienawidziły,więc nie obarczaj ich winą za to,że Cię unikają i się Ciebie boją. To są Twoje prolemy emocjonalne i jako rodzic masz obowiązek chronić przed nimi dzieci. Może to jest depresja, moze niedojrzałosc emocjonalna, ja nie wiem. Ale koniecznie skonsultuj to z terapeutą, bo inaczej sp*eprzysz tym dzieciom całe życie.
      • asia_i_p Re: nie daje rady 13.12.11, 20:07
        > Idź na terapię dla sprawców przemocy/warsztaty radzenia sobie z gniewem zanim z
        > robisz coś strasznego i zanim zupełnie zniszczysz swoje dzieci.
        Bardzo dobra rada, tylko podaj jej jeszcze namiary. Kiedy miałam depresję poporodową i czułam agresję do mojego dziecka, próbowałam szukać pomocy. Dało się znaleźć pomoc adresowaną do ofiar przemocy, ale sprawca bądź potencjalny sprawca przemocy mógł co najwyżej złożyć sam na siebie donos. Może teraz już coś jest, nie wiem, jak wiesz, dawaj dziewczynie konkretne namiary.
    • ajaksiowa Re: nie daje rady 08.12.11, 12:56
      Podziwiam Cię że jeszcze wytrzymujesz.Może jest tak że za dużo wzięłaś na siebie?,odciążając Pana Męża.Starszy Cię ignoruje bo małż też Cię lekceważy.Może jesteś perfekcjonistką i wszystko musi być zrobione na czas i obiad z trzech dań?Jeżeli małż nie chce być partnerem w codziennych obowiązkach,robiłabym tak jak mnie byłoby dobrze.Mniej słow ,więcej przemyślanych działań,a pan małz zajmuje się dziatkami w swoich wolnych chwilach\dla niego to powinien być relaks\.Natomiast co do karania, proponuję żebyś zamiast uderzenia malucha przytuliła go i poca lowała.Twoje dzieci są spragnione czułości i pamiętaj -że tosą małe ludziki które cierpią przez domową sytuację i niewiele z niej rozumieją.Ocknij się -najwyższy czas zapanować nad tyranem..
    • hamerykanka Re: nie daje rady 09.12.11, 17:01
      Ekhem. Jesli nie bylo lekko z dwojka , bo drugie dziecko jest niepelnosprawne, po jasna anielke robilas sobie trzecie? Myslalas ze bedzie lepiej? Myslalas ze cos sie zmieni na lepsze? A jesli bylo z wpadki, to juz nie wiem, jesli znasz obsluge kompa to chyba moglas poszukac o antykoncepcji----taaa...na pewno przeczytam w odpowiedzi ze zadna nie daje 100% gwarancji...tylko ze to sie slyszy tak czesto ze zaczyna sie powatpiewac.
      Masz kolowrot na wlasne zyczenie-nikt cie nie zmuszal do posiadania wielu dzieci i to co dwa lata-czy spodziewalas sie ze maz nagle zacznie duzo zarabiac/mniej pracowac, zeby ci pomoc? Ze on nagle tez zacznie miec wiecej czasu lub bedzie mniej zmeczony? Czy robienei tych dzieci nie bylo dla ciebiie przypadkiem wymowka zeby nie musiec szukac pracy?
      • 71tosia Re: nie daje rady 09.12.11, 17:54
        Troche mniej jadu i wiecej empatii by sie przydalo p Hameryko. Dzieci juz sa na swiecie, jak rozumiem twoja rada to je teraz potopic bo autorka sie przeliczyla z silami? Pouczenia co by bylo gdyby bylo raczej zatrzymaj dla siebie.
        Autorce postu po prostu potrzebny jest odpoczynek i to kilku dniowy i to bardzo pilnie. Nie mozesz poprosc kogos z rodziny by pilnie przyjechal, babcie, mame, siostre, szwagierke? Zadne terapie tu nie pomoga jak nie odpoczniesz i sie porzadnie nie wyspisz. Pomysl czy i z jakich obowiazkow mozesz zrezygnowac (gotowanie, sprzatanie etc). Dzieci bic nie powinnas ale tez nie obwiniaj sie o kazde na nie krzykniecie, zdarza sie. A glupie uwagi takich mamus-teoretyczek z forum jak te p. Hameryki nalezy zignorowac.
        • asialek1 Re: nie daje rady 09.12.11, 19:26
          dziekuje za kazdą odpowiedz i rade, czasami i te troche ostrzejsze sie przydaja zeby wkoncu spojrzec realnie na świat. Mam nadzieję ze jednak bedzie dobrze, tylk chyba własnie potrzebuje oprócz odpoczynku i troche kontaktu z ludzmi, chyba potrzebuje sie wygadac, i jest mi lżej. czasami jest super jesteśmy wspaniałą kochająca sie rodziną, i bedziemy sie starali zeby tak było, a dzieci bardzo kocham, i wiem ze bedzie dobrze.
          • 71tosia Re: nie daje rady 09.12.11, 20:15
            Asiu tak sobie pomyslalam jak ci maz marudzi o te telefony do mamy, dlaczego nie uzywasz np skype'a? . Zmobilizuj mame do uzywania komputera i skype'a, bedziesz miec polaczenia za darmo (dzwoniac przez internet nawet zwykly rozmowy beda duzo tansze), jak zamontujesz kamerke to nawet bedziesz mogla prowadzic wideo romowe.
            Glowa do gory, kazda mamusia dopada kryzys od czasu do czasu ;-)
        • hamerykanka Re: nie daje rady 09.12.11, 19:39
          Jasne, nie ma to jak zrobic sobie trojke i potem narzekac ze sie nie ogarnia...
          Ja mam jedno. Bo na tyle mam sily.
          • kasia_wp Re: nie daje rady 09.12.11, 22:57
            Hamerykanko- a co powinna zrobić Twoim szanownym zdaniem, skoczyć z mostu?
            co dają takie rady jak Twoje? zupełnie nic, poza tym ,ze dziewczyna zupełnie się pogrąża. To trochę jak kopanie leżącego, dzieci już są, znajdź radę na już, a nie opowieści pod tytułem co by było gdyby. Wykaż trochę empatii.
            • hamerykanka Re: nie daje rady 09.12.11, 23:35
              Rada? prosze bardzo-zaangazowac opiekunke, skoro maz nie moze/jest zmeczony/nie ma czasu.
              Pojsc do pracy i zarobic na opiekunke/zlobek/przedszkole
              Zalozyc fundacje na niepelnosprawne dziecko, aby dostawac 1% podatku
              Co jeszcze mozna doradzic?
              Odpowiedzialne rodzicielstwo? Nie robienie wiecej dzieci?
              Wkurzaja mnie kobiety , ktore robia sobie gromadke, a potem placza ze sa zmeczone/biedne/nie maja pieniedzy/prosza o ciuchy/lodowke/wiekszy dom (wystarczy poczytac pomocne mamy lub rodziny zgloszone do szlachetnej paczki). To nie XIX wiek, ze tyle sie dzieci ma, ile sie urodzi. Macierzynstwo mozna i trzeba planowac, bo mozna skonczyc jak autorka postu.
              Zreszta nic nie stoi na przeszkodzie, bys pojechala do niej i popilnowala jej dzieci, kiedy ona pojdzie do kosmetyczki, prawda? Skoro juz jestesmy tak szlachetne...
              • 71tosia Re: nie daje rady 10.12.11, 12:54
                o bozeszzze, ... czy ty te swoje frustracje musisz wylewac na te kobiete? Ona nie prosi o lodowke, radzi sobie jak umie, jest po prostu bardzo zmeczona i tyle. Ty nigdy nie bywasz zmeczona? Zamiast pouczac o odpowiedzialnym rodzicielstwie i ganic za rzekoma niezardanosc, udzielac absurdalnych rad (zlobek/przedzkole/opiekunka dla niepelnospranego dziecka - czy ty wiesz o czym ty mowisz, czy kiedykolwiek probowals cos takiego zalatwic?) troche sie zastanow nad soba skad u ciebie tyle frustracji, no niech zgadne: jakies problemy rodzinne, bez pracy lub praca ponizej kwalifikacji, pochodzisz z rodziny z problemami, niska samoocena?
            • jamesonwhiskey [...] 12.12.11, 16:50
              Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
              • asialek1 Re: nie daje rady 12.12.11, 21:23
                najpierw zajmij sie sobą jeśli komus masz udzielać rad, bo nikt takich mądrości z przeklęstwami nie potrzebuje.
                • asialek1 Re: nie daje rady 12.12.11, 21:23
                  Są mądrzy ludzie którzy rozmuieją sytuację i chcą pomóc a nie dobić.
              • 71tosia Re: nie daje rady 13.12.11, 10:29
                wypisels przed pisaniem? Bo poziom emocji i wulgaryzmu na to wskazuje.
                • jamesonwhiskey Re: nie daje rady 13.12.11, 17:55
                  > Dzieci bic nie powinnas ale tez nie obwiniaj sie o kazde na nie krzykniecie, zdarza sie

                  jesli katowanie dzieci to dla ciebie kategoria nie obwiniaj sie , zdarza sie
                  to nie mamy zupelnie o czym rozmwaiac
                  moze sie omowcie na wspolne katowanie , w grupie razniej
                  • 71tosia Re: nie daje rady 13.12.11, 19:11
                    od kiedy krzykniecie na dziecko to katowanie dziecka? Dobrze by slowa mialy jednak jakies znaczenie. Tak zdarza mi sie krzyknac na dziecko a dziecku na mnie (dopuszczam ze dzieciak moze miec gorszy dzien) i jakos nie wierze ze Tobie sie nie zdarza, szczegolnie ze lubisz pokrzyczec nawet na obcych, a emocje w wychowaniu wlasnego dziecka sa przeciez wieksze niz w komentowaniu bytu internetowego. Najwyrazniej brak umiejetnosc radzenia sobie z emocjami nie jest tylko problemem autorki postu.
                    • bramstenga Re: nie daje rady 13.12.11, 20:29
                      Nie mówimy o krzyknięciu, ale biciu pasem, ciągnięciu za uszy i szarpaniu.
                      • 71tosia Re: nie daje rady 14.12.11, 00:21
                        nie, pan 'wodeczka' mowi ze krzykniecie to katowanie, pewnie klaps (nie wolno nikogo bic) to lodobojstwo? Litosci...slowa musza miec jakies znaczenie.
                        • jamesonwhiskey Re: nie daje rady 14.12.11, 11:16
                          > nie, pan 'wodeczka' mowi ze krzykniecie to katowanie,.

                          wiem lepiej co pisze glupia sadystyczna krowo
                          zacytowalem tylko twoj wpis w ktorym pominelas takie drobne szczegoly jak bicie dzieci
                          a calosc podumowalas zdaza sie

                          moze wpadne do ciebie i ci spuszcze wpie...pasem
                          potem drobne popychanie kopy i ciagniecie za uszy
                          a na koniec zwyzywam jak psa
                          tez wtedy napiszesz ups zdaza sie
                          • 71tosia Re: nie daje rady 14.12.11, 11:35
                            o tak jestem sadystka bo napisalam ze dzieci bic nie wolno a podniesc glos zdarza sie nawet w troskliwym rodzicom. Za to co ty wypisujesz raczej swiadczy , ze ze masz powazny problem z kontrolowaniem wlasnych emocji, wyjatkowo latwo sie wzbudzasz i chyba popijasz (bo trudno uwierzyc ze robisz to na trzezwo), i mozesz sobie darowac dalsze epitety bo nie mam zamiaru z Toba wiecej dyskutowac.
                            • jamesonwhiskey Re: nie daje rady 14.12.11, 12:20

                              >podniesc glos zdarza sie nawet w troskliwym rodzicom

                              to jest tuku wedlug ciebie podniesiony glos

                              > dziecko jest wystarszo
                              > ne, jak tylko głośniej powiem czasami to wariuje i panikuje i ucieka, a ja tera
                              > z ciągam go za uszy, i szarpie


                              > ze masz powazny problem z kontrolowaniem wlasnych emocji,

                              moje emeocje sa w pozadku, chociaz tobie bym sprzedal fange w nos dla otrzezwienia





      • noname2002 Re: nie daje rady 09.12.11, 19:30
        Nie ma to jak poprawić sobie humor dokopując komuś kto już i tak ma bardzo trudno, nie?
        Niemal każdemu na tym forum można by napisać, że gdyby nie zrobił tego i tamtego to by nie miał problemów i nie skarżył się na forum.
        • kasia_wp Re: nie daje rady 09.12.11, 23:06
          Asialek- znajoma opowiadała mi kiedyś, że miała koleżankę, która stanęła w obliczu b. trudnej sytuacji rodzinnej. Została sama ,z dwójką maluchów, bez pracy etc bo pan mąż nagle się odkochał. Była na terapii. Psycholog poradził jej ,aby nie zmagała się ze wszystkimi problemami naraz, ale próbowała żyć z dnia na dzień, po prostu przeżyć ten jeden dzień, najlepiej jak potrafi, nie myśląc co będzie za tydzień, za miesiąc, za rok.
          Ty też tak spróbuj, małymi krokami, dzień za dniem, najstarszy pewnie chodzi do zerówki,wtedy masz chwilkę dla młodszych.Dla średniego może też znajdziesz jakieś przedszkole czy ośrodek, choćby na parę godzin w tygodniu. Szukaj dobrych stron swojego życia, twoje dzieci Cię kochają i potrzebują.Może masz sąsiadkę, koleżanką ,z którą czasem możesz się spotkać, porozmawiać..
          Staraj się nie odreagowywać na nich, bo to je też napędza do złych zachowań i powstaje błędne koło.
          Chłopcy szybko podrosną , będzie Ci łatwiej.
          Co do telefonów do mamy, nie rezygnuj, skoro Ci to pomaga, szkukaj taryfy darmowe wieczory etc .Głowa do góry.
    • kropeczka455 Re: nie daje rady 10.12.11, 09:10
      asialek1 napisała:
      > ale największy problem mam z tym najstarszym synem, nie umiem do niego >mowić, nie słucha mnie, albo nie chce, albo się bawi , nie umiem być cierpliwa,

      Największy problem ma Twój najstarszy synek. Pojawienie się kolejnego dziecka w domu i opieka nad niemowlakiem i niepełnosprawnym dzieckiem pochlania dużo czasu. Rozumie to ale 6-latka, to jeszcze małe dziecko.
      Czuje się odtrącony i nieważny. Swych zachowaniem chce zwrócić na siebie uwagę. I zamiast okazania mu troski i miłości obrywa pasem, jest szarpany za uszy, boi się. To przemoc na małej bezbronnej osobie. Popracuj nad sobą.
      Dobrze ze widzisz co sie dzieje z dzieckiem.
      Włącz męża do pomocy, niechaj pomaga Ci przy dzieciach niech czynnie uczestniczy w życiu rodzinnym. Odciąży Cie od codziennego kieratu, choćby zabierając dzieci na spacer abyś miała chwilę spokoju dla siebie.
    • easyblue bijesz dzieci, a niesłuchający ciebie mąż 13.12.11, 19:59
      to dla ciebie zło wcielone??
      A zastanawiałaś się, jak postrzegają cię dzieci??

      > kiedyś wlałam pasem ale teraz staram sie tego nie robic
      To może dla odmiany mąż ciebie zacznie tym pasem tłuc? I też będzie się tłumaczył, ze ma nerwowo i ciężko??
      Ja pier.olę!

      > myśle ze jest to problem calej mojej rodziny,
      Nie, nie twojej rodziny a ciebie, bo TY BIJESZ SWOJE DZIECI, a nie oni je tłuką! Nie tłumacz się, że miałaś pod górkę, bo tym się usprawiedliwiasz i winę zrzucasz na innych, a winna jesteś ty.
      Nie radzisz sobie z emocjami? I co z tym robisz, prócz wyżywania sie fizycznie na małych dzieciach?? Co zrobiłaś prócz narzekania?? Idź do psychiatry/psychologa, bo takie zachowanie jest chore. Nie twierdzę zę jesteś nienormalna, ale że twoje zachowanie normalne nie jest. I albo ci to ktoś wytłumaczy, albo zniszczysz życie sobie i dzieciom /już o mężu nie wspominam/, a chyba nie po to je rodziłaś. Być może masz depresję, bo ta róznie się objawia, nie wiem. Ale musisz i to NATYCHMIAST z tym coś zrobić. I tylko od ciebie zależy, czy to się zmieni czy nie.

      > dziecko jest wystarszo
      > ne, jak tylko głośniej powiem czasami to wariuje i panikuje i ucieka, a ja tera
      > z ciągam go za uszy, i szarpie
      Jesteś sadystką.
      • 71tosia Re: bijesz dzieci, a niesłuchający ciebie mąż 14.12.11, 00:14
        wypisujesz bez zahamowan ze "p..." i "sadystka"?
        Dodajesz ze winna, zero, no dobrze nawymylas jej i to ma ja zmienic? I do tego ta rada 'musisz cos zrobic' bardzo pomocne, naprawde....Oj ma Pani problem ...
        • easyblue nie bedę głąskać kogoś, kto 14.12.11, 11:45
          wyżywa się na dzieciach i jęczy, że nie ma dla niej zrozumienia.
          Gdyby mąż ją bił wszyscy pałali by świętym oburzeniem, że dorosły facet tłucze babę, ale jak dorosła kobieta, matka, wyżywa się na własnych dzieciach to mam ja głaskać po głowie, bo znerwicowana?? Jeżeli wg Ciebie mam problem, to zgoda. Wolę mieć taki, niż w takim zachowaniu nie widzieć nic nienormalnego i tego głośno nie mówić.
          A co ma zrobić doskonale wie, ale szuka cudownego środka, czarodziejskiej różdżki tak, by nic nie musieć robić. Ot, zamachać pałeczką i się spełni. Wybacz.

          >I do teg
          > o ta rada 'musisz cos zrobic' bardzo pomocne, naprawde....
          Raczysz żartować. To, co może zrobić, napisałam. Jak chcesz wyrywać poszczególne słowa z kontekstu i szukać na siłę dowodów na swoją tezę, trudno, nie mój problem.
          • 71tosia Re: nie bedę głąskać kogoś, kto 14.12.11, 12:21
            zastanowiajace skad u ludzi, ktorzy wytykaja innym agresje jest tyle agresji, moze widza problem wyrazniej bo to ich problem?
            Pani Asia nie wie co robic dlatego napisala, i nadal upieram sie ze akurat Twoje uwagi sa bardzo malo konstruktywne bo sprawadzaja sie do internetowego wrzasku, czyli dokaldnie do tego co krytykujesz, (w przeciwienstwie do innych ktore padly w tej dyskusji), ale oczywiscie mozesz miec inne zdanie.
            • moniapoz Re: nie bedę głąskać kogoś, kto 14.12.11, 12:34
              no kolega jest na pewno agresywny, ale w słusznej sprawie
              może wychodzi z założenia, że trzeba kobieta potrząsnąć i to przyniesie większy efekt ?

              ------
              Tylko tu i teraz ja wybieram. Tylko tu i teraz jestem.
              Tylko tu i teraz całym sercem więcej szans nie będzie.
              • moniapoz Re: nie bedę głąskać kogoś, kto 14.12.11, 12:37
                tylko dodam, że nie rozumiem czemu Ciebie też atakuje....może atakuje każdego kto się z nim nie zgadza i ma inne poglądy....historia zna takie przypadki :)

                ------
                Tylko tu i teraz ja wybieram. Tylko tu i teraz jestem.
                Tylko tu i teraz całym sercem więcej szans nie będzie.
                • easyblue Re: nie bedę głąskać kogoś, kto 14.12.11, 12:40
                  Hmmm, a gdzie ten atak? :)
                  • moniapoz Re: nie bedę głąskać kogoś, kto 14.12.11, 12:44
                    sorki...dałam ciała :) to nie było do Ciebie...
                    chodziło mi o Pana Jamesonwhiskey, który moim zdaniem atakuje....
                    ale może jestem przewrażliwiona
                    ------
                    Tylko tu i teraz ja wybieram. Tylko tu i teraz jestem.
                    Tylko tu i teraz całym sercem więcej szans nie będzie.
                    • easyblue Re: nie bedę głąskać kogoś, kto 14.12.11, 23:19
                      Nie szkodzi:)
            • easyblue Re: nie bedę głąskać kogoś, kto 14.12.11, 12:34
              > ale jak ktoś mnie walnie a zwłaszcza moja mama to mi lżej
              Jak chcesz, to ją głaskaj. Do sporej części dociera tylko to, co się dobitnie powie. Poczytaj sobie moje posty, jak ci się chce i będziesz wiedzieć, co mnie wyprowadza z równowagi. Tak, to jest agresja, różnica jest taka, że moja jest skierowana do dorosłego człowieka, który swoją agresję, także fizyczną, wylewa na własne dzieci.
          • mamameg Easyblue 14.12.11, 12:33
            Ja już Ci w sąsiednim wątku napisałam co o Tobie myślę, jak ktoś pracuje 14 godzin na dobę to własnych dzieci po prostu nie zna. To łatwo mu potępiać matkę, która z dziećmi jest 24 godziny na dobę bez żadnej pomocy, tylko z mężem, który ma jeszcze pretensje.
            A co do porównania z mężem bijącym żonę- Asialek napisała na forum, bo wie, że źle robi i chce z tym skończyć, mężowie katujący żony na ogół uważają, że to wina żon i im się należało.
            • easyblue Re: Easyblue 14.12.11, 13:08
              A myślisz, ze mój M jest słodki? Myślisz, że przychodzę do domu i czeka na mnie obiadek? Że przychodzę na wysprzątane mieszkanie? W dzień i w nocy zajmuję sie dziećmi ja. To na mojej głowie jest organizacja wszystkiego, zakupy, opłaty i masa innych rzeczy, jak w każdym domu. M zajmuje się firmą /ja jestem od papierków/, wyprowadza psa na spacer, karmi go i... pali w piecu. Jak będę miała z czego spłacać kredyt to więcej robić nie musi, samo to jest wystarczająco wyczerpujące. Mój M też ma do mnie pretensje, że to i tamto jest nie na czas zrobione, więc od czasu do czasu trzeba go sprowadzić do pionu.

              > mężowie katujący żony na ogół uważają, że to
              > wina żon i im się należało.
              To, że ktoś jest świadom, że robi źle to za mało. Bo co z tego? Nic. Póki sam nie weźmie się za siebie i nie zacznie z sobą coś robić nikt go nie wyręczy. Moja znajoma przez takie właśnie zachowanie ma jednego syna w śpiączce , a drugiego prawie w więzieniu. I świadomość, ze gdyby nie jej maż nic by się złego nie stało na nic się zda. Jeżeli autorka wątku ma swiadomosć swojego złęgo postepowania to za mało, bo sama musi dojrzeć do zmian.
              • zielony_marcepan Re: Easyblue 14.12.11, 15:49
                > To, że ktoś jest świadom, że robi źle to za mało.

                A co ma zrobic zeby cie usatysfakcjonowalo,moze sie samobiczowac?

                Póki sam n
                > ie weźmie się za siebie i nie zacznie z sobą coś robić nikt go nie wyręczy.

                Autorka watku nie oczekuje,ze ktos ja ''wyreczy'' tylko szuka pomocy.Dlatego napisala na forum.Czy tak trudno zrozumiec,ze dla niej jest to wlasnie pierwszy krok do zmiany?Przeciez od czegos trzeba zaczac.
                • easyblue Re: Easyblue 14.12.11, 23:19
                  > A co ma zrobic zeby cie usatysfakcjonowalo,moze sie samobiczowac?
                  To jej dzieci mają być szczęśliwe, nie ja usatysfakcjonowana.
                  Powiem tak. Wiele rzeczy robię źle i wstyd mi za to. Owszem, usprawiedliwiam się, że byłam nerwowa,przemęczona, wyczerpana. I co? Ano nic, bo niezależnie od okolicznosci takie moje zachowanie jest karygodne. I kropka. Głaskanie się czy wylewanie nad sobą łez do niczego nie prowadzi, bo trzeba się ZMIENIĆ, a nie jęczeć, jeżeli na jeczeniu tylko się kończy. Małymi krokami trzeba iść, bo od razu wszystkiego naprawić się nie da. Mam za sobą długą, długą drogę prostowania życia i układania sobie wszystkiego po kolei. Każdy ma mniej lub bardziej ciężkie dzieciństwo i musi sobie z tym poradzić. Im prędzej tym lepiej. Ja miałam to szczęście, że udało mi się nie założyć rodziny przed 30-tką, więc miałąm sporo czasu, bo wszystko sobie poprostowac i naładować akumulatory. Gdy złapała mnie depresja usłyszałam: pani nie potrzebuje psychoterapii, wystarczą leki. I wystarczyły. Ale ile ciężkiej, ciężkiej pracy mnie to kosztowało to moje. Dlatego wiem, że nie ma ludzi, którzy nie mogą się zmienić, bo wiem, jaka ja byłam. Wiem też, że nie daję już rady przy 2 dzieci i podziwiam tych, którzy decydują się na 3 czy 4, tak jak moje przyjaciółki. Radzą sobie lepiej z 4 niż ja z 2.
                  Co do pomocy autorce wątku - niech czyta, czyta, czyta. Jest cała masa pozycji, które warto przeczytać, by zrozumieć. Jest taka cienka książeczka: "Jak wychowywać wyjątkowe dzieci" Jana-Uve Rogge i Bettiny Machler. Na początek.
              • mamameg Re: Easyblue 14.12.11, 16:57
                >" A myślisz, ze mój M jest słodki? Myślisz, że przychodzę do domu i czeka na mnie
                > obiadek? Że przychodzę na wysprzątane mieszkanie? W dzień i w nocy zajmuję si
                > e dziećmi ja. To na mojej głowie jest organizacja wszystkiego, zakupy, opłaty i
                > masa innych rzeczy, jak w każdym domu. M zajmuje się firmą /ja jestem od papie
                > rków/, wyprowadza psa na spacer, karmi go i... pali w piecu. Jak będę miała z
                > czego spłacać kredyt to więcej robić nie musi, samo to jest wystarczająco wycz
                > erpujące. Mój M też ma do mnie pretensje, że to i tamto jest nie na czas zrobio
                > ne, więc od czasu do czasu trzeba go sprowadzić do pionu. "
                A tego to już zupełnie nie rozumiem, najpierw piszesz, że pracujesz po 14-15 godzin a teraz, że tylko Ty się zajmujesz dziećmi i sprawami związanymi z domem. To ile mąż pracuje godzin na dobę, 20?
                Nie mówiąc już o tym, że dzieciom jest potrzebny kontakt z obojgiem rodziców a nie tylko z mamą.
                • easyblue Re: Easyblue 14.12.11, 23:00
                  > najpierw piszesz, że pracujesz po 14-15 go
                  > dzin a teraz, że tylko Ty się zajmujesz dziećmi i sprawami związanymi z domem.
                  > To ile mąż pracuje godzin na dobę, 20?
                  To nie wątek o mnie, ale wyjaśnię. M pracuje w domu. Nie ma godzin od do, bo i w środku nocy zdarza się, zę dzwonią bo coś jest nie tak. Od 7 do 18 za kompem, potem w zależności od potrzeb. Ja wracam najczęściej między 17-18, dwa razy w tygodniu zawożę dziecko na zajęcia, więc przyjeżdżam z pracy i po godzinie znów mnie nie ma. Nie opłaca mi się wracać w czasie jej zajęć więc czekam na nią np. robiąc zakupy. W domu jestem ok.20. I jak jest robota papierkowa to zdarza się, że kończę o 12. Jestem wyczerpana, ale cieszę się, bo moje zmęczenie to efekt pracy, nie stagnacji, bo i ona była. A jest gorsza od najcięższej pracy fizycznej czy umysłowej, bo pozbawia chęci życia. Naczynia myję co 2-3 dni, nie prasuję, klasycznych obiadów nie gotuję.
                  I M i ja pracujemy w dużym pokoju, gdzie komp, tv, biblioteczka. Dzieci są prawie cały czas z nami, więc nie ma problemu, że ojca pewnego dni anie poznają:)
    • asia_i_p Re: nie daje rady 13.12.11, 20:27
      To nie jest do końca tak, że nie umiesz panować nad sobą, bo przecież nie urywasz mu głowy, nie wyrzucasz przez okno i nie dusisz. Czyli wewnętrzny hamulec masz - tę taką wewnętrzną barierę nie do pokonania, którą ma prawie każdy. Tylko twoja jest ustawiona w niewłaściwym miejscu i musisz ją przesunąć.
      Żeby ją przesunąć, z jednej strony musisz przekonać samą siebie, że to co robisz jest złe, że jest niedopuszczalne. Założyć jako priorytet, że twój najstarszy synek jest pod ochroną. Trudno, nawrzeszczysz na męża, będziesz marudzić matce, przestaniesz być chodzącą cierpliwością w stosunku do niepełnosprawnego synka i do niemowlaka, czasem na nich burkniesz - ale najstarszy syn musi być pod ochroną. Normalnie uznaję wyrażenie swoich emocji krzykiem, o ile ten krzyk nie jest atakiem - ale jeśli synek się boi, to nawet tego wyjścia nie masz. To już duże dziecko - wytłumacz mu, że masz problem ze złością i że to nie jego wina, ale czasem czujesz się bardzo zła i wtedy on powinien ci dać czas na uspokojenie - ty musisz wyjść albo on musi wyjść. Umówcie się na jakiś sygnał niewerbalny - nie wiem, wieszasz sobie na szyi kartkę z wściekłą miną - żeby wiedział, że jesteś zła. Po dziesięć razy podkreślaj, że to nie jego wina, że jesteś zła, że to nie kara, tylko ostrzeżenie - że nie wypędzasz go, bo go nie chcesz widzieć, ale jesteś jak gorące żelazko albo jak szklanka z wrzątkiem i lepiej cię przez parę minut unikać. Rozmawiajcie o złości - twojej i jego. Niech mówi, kiedy jest zły, żeby nie wyrósł na osobę, której złość kojarzy się tylko z niepohamowanymi wybuchami agresji.

      Druga sprawa to musisz zadbać o siebie. Rozumiem, że mąż zarabia i podział mąż zarabia, żona zajmuje się domem nie jest według mnie zawsze zły - ale wy jesteście w specyficznej sytuacji. Przy niepełnosprawnym dziecku ten rodzic, który zostaje w domu, ma przynajmniej dwa etaty - i trzeba się tą pracą w domu też jakoś sensownie podzielić. Musisz mieć czas na wypoczynek.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka