anika9999
13.04.12, 08:50
Mąż jest strasznym cholerykiem, nie mam nigdy pewności co go akurat wyprowadzi z równowagi. Jestem już tym strasznie zmęczona, a sytuacja się pogarsza (jesteśmy 20 lat razem). Jestem nerwowa, brakuje mi poczucia bezpieczeństwa. Najgorsze kiedy drze się przy dzieciach. Zawsze chciałam stworzyć bezpieczny dom dla moich dzieci (3 dzieci) ale straciłam wszelką nadzieję. Potrafi wyjść w środku imprezy rodzinnej, pokłócić się w pokoju pełnym ludzi (na lotnisku też). Kiedyś udawało mi się wpuszczać jednym uchem a drugim wypuszczać ale przychodzi mi to coraz gorzej. Teraz czeka mnie komunia syna a ja już nie mogę spać bo nie wiem czego się po nim spodziewać. Moje życie przypomina życia na polu minowym, nigdy nie wiadomo co będzie punktem zapalnym. Mówi że jest sfrustrowany, pracuje a ciągle wszystko oddaje dla rodziny, nic nie ma tylko dla siebie, bo koledzy z pracy ciągle sobie coś kupują (z mojej perspektywy oczywiście całkiem inaczej to wygląda). Myślę że dużą rolę odgrywa też frustracja seksualna. Nienawidzi prezerwatyw, ja nie mogę brać środków hormonalnych (sytuacja patowa dla obu stron, lekarz też nie wie co z tym zrobić).
Teraz z drugiej strony: dba o rodzinę, dzieci, nie chodzi na imprezki, nie pije nie pali, kilka razy w tygodniu oddaje się swojemu hobby. Poza tymi wybuchami jest normalnym fajnym facetem z którym można pogadać,( dusza towarzystwa), poprzytulać. Pomaga w domu, robi zakupy itp. I co tu z takim zrobić? Rozwieść się?