Dodaj do ulubionych

Życie z cholerykiem

13.04.12, 08:50
Mąż jest strasznym cholerykiem, nie mam nigdy pewności co go akurat wyprowadzi z równowagi. Jestem już tym strasznie zmęczona, a sytuacja się pogarsza (jesteśmy 20 lat razem). Jestem nerwowa, brakuje mi poczucia bezpieczeństwa. Najgorsze kiedy drze się przy dzieciach. Zawsze chciałam stworzyć bezpieczny dom dla moich dzieci (3 dzieci) ale straciłam wszelką nadzieję. Potrafi wyjść w środku imprezy rodzinnej, pokłócić się w pokoju pełnym ludzi (na lotnisku też). Kiedyś udawało mi się wpuszczać jednym uchem a drugim wypuszczać ale przychodzi mi to coraz gorzej. Teraz czeka mnie komunia syna a ja już nie mogę spać bo nie wiem czego się po nim spodziewać. Moje życie przypomina życia na polu minowym, nigdy nie wiadomo co będzie punktem zapalnym. Mówi że jest sfrustrowany, pracuje a ciągle wszystko oddaje dla rodziny, nic nie ma tylko dla siebie, bo koledzy z pracy ciągle sobie coś kupują (z mojej perspektywy oczywiście całkiem inaczej to wygląda). Myślę że dużą rolę odgrywa też frustracja seksualna. Nienawidzi prezerwatyw, ja nie mogę brać środków hormonalnych (sytuacja patowa dla obu stron, lekarz też nie wie co z tym zrobić).
Teraz z drugiej strony: dba o rodzinę, dzieci, nie chodzi na imprezki, nie pije nie pali, kilka razy w tygodniu oddaje się swojemu hobby. Poza tymi wybuchami jest normalnym fajnym facetem z którym można pogadać,( dusza towarzystwa), poprzytulać. Pomaga w domu, robi zakupy itp. I co tu z takim zrobić? Rozwieść się?
Obserwuj wątek
    • pomarola Re: Życie z cholerykiem 13.04.12, 09:24
      Porozmawiaj z nim kiedy jest w fazie "normalnego fajnego faceta". Spróbuj mu uświadomić jak otoczenie - przede wszystkim Ty i dzieci - odbieracie jego wybuchy, jaką to jest dla Was traumą. Może niech łyka jakieś tabletki uspokajające, rozluźniające (np. pramolan, mnie samej bardzo pomaga się wyluzować, a jednocześnie nie jest otumaniający czy usypiający, przepisze go nawet internista).
      Kiedy narzeka, że nic nie ma - zaproponuj by powiedział o czym marzy i niech sobie to kupi. Zresztą bardzo możliwe, że to tylko taki tekst, a tak naprawdę wcale tak nie myśli i nie ma jakichś szalonych potrzeb. Może faktycznie te problemy z seksem go frustrują - naprawdę NIC się nie da zrobić ??? Sorry, ale moim zdaniem to tylko wymówka z Twojej strony, bo wiadomo, że "dla chcącego nic trudnego". Macie troje dzieci, 20 lat razem - może niech mąż zrobi wasektomię ? Czy on naprawdę do tego stopnia nienawidzi prezerwatyw, że woli brak seksu niż seks w prezerwatywie ?? Czy to tylko Twoje założenie ?
      • zuzi.1 Re: Życie z cholerykiem 13.04.12, 09:38
        Nie, nie rozwodzic się, tylko opierd....c porządnie męża w fazie jego najwyższej wściekłości, pokłócic się z nim maksymalnie gdy będzie na wyżynach swojego cholerycznego napadu, nie odpuscic mu ani na milimetr w tym czasie, będzie wściekły jak stado szerszeni, po maksymalnym wkur.e męża wyjdź z dziecmi na pół dnia, żeby para z niego uszła, jak wrócicie z powrotem do domu, to zachowuj się jak gdyby nic się nie stało, przy następnym jego wybuchu zareaguj równie cholerycznie jak mąż, przy takim Twoim podejściu każdy następny wybuch męża powinien byc już znacznie łagodniejszy, musisz byc konsekwentna w swoim postępowaniu, tj. nie odgrywaj roli biednej, słabej kobietki, chowającej uszy po sobie w czasie wybuchów męża, ale kilka razy wybuchnij równie ostro jak on sam, niech zobaczy, że ma na przeciwko sibie rownego przeciwnika, sytuacja jest do opanowania, ale musisz uzbroic się w cierpliwośc, żelazną konsekwencję i tzw. "jaja" przez jakiś czas, wówczas facet będzie musiał nauczyc się liczyc z Tobą i z Twoimi emocjami, wóczas choc trochę zacznie panowac i nad swoją złością, frustracją i negatywnymi emocjami. Dobrze by było, gdybyście RAZEM wybrali się na warsztaty radzenia sobie ze złością. Ten typ tak ma, ale potrafi and tym panowac, wówczas gdy jest zmuszony do tego, zapewne w pracy nie pokazuje swojego cholerycznego charakteru, bo zwyczajnie nie może sobie na to pozwolic, ale w stosunku do żony idzieci nie ma żadnych oporów. Musisz nauczyc go szacunku do siebie i do swoich emocji, ale żeby to zrobic muszi byc silna i konsekwentna w działaniu. Gdy zachowuje się poniżej wszelkiej normy rzucasz mu ostre teksty na temat jego chamskiego zachowania, zabierasz dzieci i wychodzisz z nimi np. do kina, na plac zabaw itp. a pan choleryk niech w tym czasie dochodzi do siebie...
        • zuzi.1 Re: Życie z cholerykiem 13.04.12, 09:47
          Odnośnie seksu przyniesc mu zaświadczenie od lekarza jakiego rodzaju konsekwencje zdrowotne grożą Ci w przypadku zażywania środków hormonalnych. Podesłac mu linki na temat wazektomii, są fora na ten temat, odnośnie prezerwatyw są takie bez lateksowe, znacznie lepsze od normalnych, kup na próbę. Szukaj nowych metod antykonc. dla mężczyzn, postaw go przed faktem albo prezerwatywy albo antykoncepcja ale w jego wykonaniu...nie Twoim...
          • zuzi.1 Re: Życie z cholerykiem 13.04.12, 09:51
            Jestem przekonana, ze w takiej sytuacji szybko polubi prezerwatywy, nie będzie chciał ryzykowac swoim zdrowiem...panowie są baaardzo wygodni i boją się takich rzeczy jak diabeł święconej wody ;-)
            • nick_ze_hej Zuzi.1 13.04.12, 10:11
              Zuzi, ty to byś zrobiła karierę jako doradca ds przyspieszania rozpadu związku i szybkiego doprowadzania do rozwodu;)
              • zuzi.1 Re: Zuzi.1 13.04.12, 10:16
                Nie bój się, rozwodu nie będzie ;-), zbyt wiele ich zapewne łączy i majątkowo i uczuciowo, ale nauka chłopa rozumu i szacunku do zony, szkoda tylko, że dopiero tak późno, takie sprawy i zachowania poniżej normy trzeba załatwiac już na samym początku, a nie po 20 latach, zapewne od początku był cholerykiem, a pani pokornie to znosiła, a jemu choleryzm się nasilał w związku z tym...a w pracy nie jest cholerykiem???? ciekawe dlaczego....??????
                • nick_ze_hej Re: Zuzi.1 13.04.12, 10:52
                  Jeśli facet ma po 40-tce i nie ma seksu w domu to żadne więzy nie pomogą. Albo się zakocha i będzie wielkie bum, albo dyskretnie na boku przyprawi żonie imponujące poroże. Te wybuchy to preludium.
                  • zuzi.1 Re: Zuzi.1 13.04.12, 11:05
                    Mylisz się ;-) Seksu nie ma, bo nikt o zdrowych zmysłach nie ma przyjemności z uprawiania seksu z cholerycznym świrem. Tutaj pomoże terapia szokowa, ale żeby to zrobic trzeba miec charakter... Nie byłabym taka pewna, czy mąż po latach obcowania z potulną i pokorną małżonką nie polubi dla odmiany zołzy z wysokim poziomem szacunku do siebie samej ;-) Myślę, że na pewno troszeczkę zastanowi się nad samym sobą, nad nowym wydaniem swojej świętej dotychczas małżonki i nad przyszłością tego związku. Ja na miejscu tej pani wychodziłabym z domu na własne przyjemności najczęściej jakby się dało, dzieci już zapewne duże, więc czas można znaleźc, Zadbałabym o swój wygląd i dobre samopoczucie, odnowiłabym jak najwięcej kontaktów ze znajomymi, generalnie miałabym pana męża centralnie w dooopie, chce szukac na boku, niech szuka ;-) zobaczymy czy mu się uda, w razie podejrzeń zatrudniłabym detektywa, aby miec argumenty do rozwodu z orzekaniem o winie...
                    • zuzi.1 Re: Zuzi.1 13.04.12, 11:09
                      I jeszcze jedno, wiele takich związków wygląda właśnie w ten sposób, bo panie boją się postawic, miec charakter, nie są niezależne finansowo i muszą znosic takie przykre zachowania małżonka...Czasem wystarczy pieprznac drzwiami na dłużej, przestac pana obsługiwac, przestac się przede wszystkim bac, a życie z dnia na dzień może nabrac kolorów i małżonek może zacząc się zmieniac, pomimo oporów oczywiście...Tylko trzeba miec charakter i żelazną konsekwencję w działaniu.
                      • nick_ze_hej Re: Zuzi.1 13.04.12, 11:23
                        Wiem, że to co napiszę jest niepopularne, bo generalnie to mężczyzna ma dawać kasę, nadskakiwać , potulnie spełniać oczekiwania, nie podnosić głosu, bo jak nie to walizka za drzwi i kopa w doopę. Ale dla mnie to zachowanie męża autorki wątku to prosty przekaz - jestem nieszczęśliwy bo starzeję się, zasuwam bez przerwy na rodzinę, korą kocham ale... chciałbym jeszcze coś od życia dla siebie. Nie tylko ojciec i żywiciel, ale może też kochanek, mężczyzna budzący nadal pożądanie, partner dla żony a nie tylko żywy bankomat. Pewnie lepiej byłoby gdyby to wszystko był w stanie powiedzieć w spokojnej szczerej rozmowie ale może nie potrafi albo ma jakieś opory. Czasami łatwiej jest wydrzeć ryja niż się otworzyć przed drugim, nawet najbliższym człowiekiem.
      • attiya Re: Życie z cholerykiem 19.04.12, 16:18
        jeesooo, naprawdę myślisz, że przez 20 lat autorka nie rozmawiala z mężem na ten temat??
    • wbka1 Re: Życie z cholerykiem 13.04.12, 09:52
      Zacząłbym od zmierzenia ciśnienia krwi. Spora grupa mężczyzn po 45 roku ma z tym problem. Po podaniu łagodnych leków stanie się zupełnie innym człowiekiem.
    • aga.doris Re: Życie z cholerykiem 13.04.12, 09:59
      Zróbcie przede wszystkim coś ze swoim życiem seksualnym. To co napisałaś wskazuje nie tyle na "sytuację patową", co na próbę usprawiedliwienia Twojej czy też jego niechęci do pozycia.
      Metody antykoncepcyjne nie kończię na środkach hormonalnych i prezerwatywach. Może rozważcie wkłdkę domaciczną?
      • attiya Re: Życie z cholerykiem 19.04.12, 16:21
        a dlaczego to pani ma ponosić konsekwencję tego, ze mąż chce mieć tylko przyjemność bez obowiązku?
        albo niech pan łyka tabletki antykoncepcyjne, zdaje się, że takowe są już
    • wies-baden Re: Życie z cholerykiem 13.04.12, 10:01
      Facet nie radzi sobie z emocjami, na pewno jest sfrustrowany i byle okazja powoduje wielki wybuch. Zuzi 1 radzi jak *nauczyć chłopa rozumu*, to jest jakiś sposób, ale można też porozmawiać o jego potrzebach i frustracjach, choć on sam nie umie o tym powiedzieć. Czy on jest jedynym żywicielem rodziny?
      • zuzi.1 Re: Życie z cholerykiem 13.04.12, 10:07
        O potrzebach i frustracjach trzeba porozmawiac koniecznie, ale dopiero jak troszeczkę wypleni mu "muchy z nosa" ;-)
    • wies-baden Re: Życie z cholerykiem 13.04.12, 10:06
      właściwie to chciałam napisać, czy jego rola ogranicza się do funkcji bankomatu?
    • squirrel9 Re: Życie z cholerykiem 13.04.12, 10:25
      Żeby się kłócić, trzeba mieć się z kim kłócić. Dałaś sie w to wkręcić. A on się drze bez konsekwencji. Zastanów się, czy potrafisz, gdy on zaczyna sie drzeć, po prostu wyjść, Wrócić po dwóch,trzech godzinach. I zapytać czy chce rozmawiac, czy kontynuowac wrzaski. Bo ty też możesz mieć swoje frustracje.
      Może te kilka razy w tygodniu na hobby powinniście wychodzić razem, starsze dzieci pewnie już spore.
      Zamiast prezerwatywy może globulki (polecam Patantex oval)
      • anika9999 Re: Życie z cholerykiem 13.04.12, 16:35
        Dzięki za wszystkie odpowiedzi. Dokładnie sobie wszystkie rady przemyślę i pomyślę co z tym zrobić. Pojawiło się kilka pytań i sugestii na których teraz na gorąco się skupię:
        Ad1. Pracujemy oboje, zarabiamy mniej więcej równo, oboje jesteśmy dobrze wykształceni i myślę że jesteśmy średnią półką jeśli chodzi o finanse
        Ad2. Mąż ma bardzo duże problemy zdrowotne, najgorzej wygląda sprawa z nadciśnieniem, lekarz nie daje rady go uregulować. Po ostatnich tabletkach jest masakrycznie bo jednego dnia ma powyżej 190/120, a drugiego 90/60. Myśle że to może mieć związek z jego zachowaniem ale dopiero dziś będę rozmawiać z jego lekarzem
        Ad3. Oczywiście wiedziałam że jest cholerykiem ale wybuchy takie jak było do tej pory tzn. raz na kilka miesięcy da się znieść bo plusów jest dużo więcej
        Ad4 W trakcie wybuchu kłótnia z nim jest najbardziej bezsensowym pomysłem na świecie. To jak dolewanie oliwy do ognia. Gdybym ja się jeszcze na niego wściekała to byłaby z tego masakra. Jedyną skuteczną metodą jest wysłuchanie ale nie kłótnia. Chociaż kiedy ja nic nie mówię też się nakręca bo czuje się ignorowany, dlatego odpowiadam coś lakonicznie. Wtedy wybuch kończy się szybko. Zawsze wpuszczałam jednym uchem wypuszczałam drugim bo wiem że nie wolno traktować personalnie tego bo mówi choleryk w trakcie wybuchu, ale teraz czepia się za często, co kilka dni jest jakiś problem.
        Ad5 Nie chcę wchodzić w szczegóły ale ginekologicznie jestem przebadana porządnie i żadna metoda antykoncepcji nie wchodzi u mnie w grę, tak że tutaj tylko męża działka została.
        • amb25 Re: Życie z cholerykiem 16.04.12, 10:41
          Witaj. A wizyta u psychiatry w celu stwierdzenia/wykluczenia zaburzen psychicznych i ew. przepisania jakis uspokajajacych tabletek? Wtedy cisnienie tez mu pewno spadnie (przy okazji niejako).
          Wiesz, moj maz tez mial duze problemy zdrowotne, takie, ze lekarze leczyli go w Polsce prawie na wszystko (skoki cinienia tez). Za granica wyslali go do psychiatry, bo tez nie byli w stanie go zdiagnozowac. Potem byla husawka. Po wielu perypetiach tabletki mu dobrali, i jak na razie ok. Nie ten sam czlowiek. Cisnienie w normie, objawow chorobowych nie ma, nie denerwuje sie szybko, nawet zmienil poglady na zycie (z radykalnych na normalne) itp.
          Oczywiscnie nie twierdze, ze z twoim mezem jest cos nie tak, ale moze warto sprwdzic i to. Zaburzenia psychicze, czy chocby przewlekly stres, z ktrym nie wiadomo jak sobie poradzic, tez moga dawac rozne niespecyficzne objawy.
    • hamerykanka Re: Życie z cholerykiem 13.04.12, 15:51
      Aniko, rozumiem twoj bol bo moj maz tez jest cholerykiem. Tez nie wiedzialam co spowoduje jego wybuch i czlowiek czul sie jak na polu minowym. Za kazdym razem powtarzalam mu ze nie jestem jego workiem treningowym ale zona i partnerka i wymagam szacunku dla siebie. Bylam wyczerpana psychicznie i zaczelam miec problemy somatyczne; nerwobole serca (w wieku 36 lat!), problemy ze snem, depresje. Dalam mu w koncu ultimatum, ze albo pojdzie na terapie (anger management, czyli...hmm..kontrolowanie gniewu?), albo czeka go rozwod ze wszystkimi konsekwencjami , czego oczywiscie nie chcial, bo placi alimenty na swoja ex , ktora zabiera mu 1/3 wyplaty (w Stanach jest mozliwa alimentacja exow, ktorym pogorszy sie styl zycia po rozwodzie). W kazdym razie juz po dwoch spotkaniach jego z terapeutka zobaczylam wyrazna roznice, teraz jest juz ok pol roku i naprawde widze duza zmiane. Zaczal sie kontrolowac, skonczyly sie uszczypliwosci. To dziala dla niego tez jak taki wentyl bezpieczenstwa; jak mu sie nazbiera, zawsze moze wygadac sie u terapeutki i upuscic pary, do domu wraca zadowolony). Mielismy tez pare spotkan razem u terapeuty, gdzie ja moglam powiedziec co mnie boli, jakie sytuacje wzbudzaja jego gniew i jak to wyglada z mojej strony (rozne spojrzenie na te sprawe), i jak ja sie z tym czuje, a terapeutka potem pracowala z nim nad tym.
      Ale moje rozmowy tez nie dawaly rezultatu lub na krotko; przepraszal ale za pare dni wystarczylo byle co i wybuchal znowu. I tez mu mowilam, ze do szefa tak sie nie rzuca, boby go wywalili, tylko do mnie, bo mu sie wydaje ze jestem slabsza i zalezna od niego. Tyle, ze na rozwodzie stracilby wiecej on i bardzo dobrze sobie zdaje sprawe, wiec taki argument ekonomiczny bardziej go temperowal niz mowienie mu o moich uczuciach.

      Czasem naprawde trzeba pokazac ze sie nie zartuje z tym rozwodem: ja bylam smiertelnie serio i zdecydowana, nie traktowalam tego jako straszaka.
      Wyslij go na terapie.
    • mama_myszkina Re: Życie z cholerykiem 14.04.12, 00:17
      Wiem, że nie to jest nawazniejsze ale dlaczego nie zdecydujesz się na spiralę? Hormony są wydzielane jedynie miejscowo (albo wcale w zalezności od rodzaju).
      • elizabeth7 Re: Życie z cholerykiem 14.04.12, 00:28
        No przestań, jak nawet globulki są nie do przyjęcia.
        Coś podejrzewam, że to raczej wynik przekonań albo niechęć do seksu.
        • mama_myszkina Re: Życie z cholerykiem 14.04.12, 03:05
          No, to w takim razie nie dziwię się, że są problemy. Jesli facet ma wysoki tempermanet a pani jest 'świętobliwa', to zawsze będą. Krew nie woda.

          Pan jest chyba rozczarowany życiem, tyle,że brakuje mu środków do wyrażenia frustracji.
    • blue_romka Re: Życie z cholerykiem 14.04.12, 11:49
      Choleryk czy nie- nie ma usprawiedliwienia dla takich zachowań. Ja też mam wybuchowy temperament, co mój mąż o spokojnym usposobieniu, bardzo źle znosił. Dlatego nauczyłam się panować nad sobą i zachowywać w sposób cywilizowany. Uwierz mi, można, jeśli się bardzo chce.
      A sprawy seksualne z oczywistych względów powinniście uregulować.
    • sanciasancia Re: Życie z cholerykiem 14.04.12, 15:04
      Opis przypomina mojego ojca. Przestał na mnie wrzeszczeć, jak przestałam wdawać się awanturę i bardzo spokojnie i z lekko kpiącym uśmiechem odpowiadałam mu, że nie ma racji. Na awantury telefoniczne odpowiadałam odłożeniem słuchawki i zaprzestaniem kontaktów, póki nie przeprosi.
      Teraz jak ma się ochotę pokłócić, to pierwszy wychodzi.
      A matka, owszem chodzi wokół niego na paluszkach i go usprawiedliwia.
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: Życie z cholerykiem 18.04.12, 06:46
      Nie wygląda na to, że chce Pani rozstać się z mężem. Takie wybuchy złości, jak Pani opisała u męża, są związane z jego temperamentem. Mąż ma tak zwany "krótki afekt". Szybko się wzburza, okoliczności i przyczyny mogą być rozmaite i są bez znaczenia. Oczywiście wiedząc o tym, mąż powinien poznawać i stosować jakieś techniki radzenia sobie z takimi stanami. Można tego się uczyć na warsztatach, można poczytać jakieś poradniki o sposobach radzenia sobie ze złością czy gniewem.
      Natomiast co do Pani to nerwowość, wyczerpanie, brak poczucia bezpieczeństwa wynika z poczucia bezradności. A tę można zwalczyć tylko czując, że dysponuje się jakimiś środkami ochronnymi. W sytuacjach publicznych należy wyraźnie podkreślić, że dystansuje się Pani od zachowania męża. Że słyszy Pani co mówi, widzi co robi, ale nie będzie Pani wchodzić w dyskusję czy reagować do czasu osiągnięcia przez męża równowagi. Trzeba to powiedzieć głośno. Wyraźnie zaznaczyć swoją pozycję. Nie przyjmować słownej agresji do siebie i wyraźnie to zaznaczyć. Da to Pani poczucie panowania nad sytuacją, anie biernego znoszenia agresji przez co ma Pani poczucie wejścia w rolę ofiary i osoby przegranej. Agnieszka Iwaszkiewicz
      • anika9999 Re: Życie z cholerykiem 22.04.12, 20:27
        Witam,
        Dziękuję za wszystkie odpowiedzi. Nie powiedziałam jeszcze wszystkiego co myślałam że już jest zamkniętym rozdziałem ale chyba jeszcze niestsety nie. Kilka lat temu miałam etap obsesyjnej zazdrości o męża, zadręczałam go podejrzeniami o koleżankę z którą odnowił kontakt (okazało się bezpodstawnie, ale sprawa nie jest jednoznaczna). Trwało to długo, kończyło się awanturami oboje strasznie to przeżyliśmy. Mąż twierdził żę stosuję przemoc psychiczną wobec niego, prawie skończyło się rozwodem, popadł w ciężką depresję. Podczas jednej z takich kłótni uderzył mnie w nogę , stwierdził że to jest jedyna jego obrona przede mną. Może to dziwne ale to mnie trochę otrzeźwiło, doprowadziło do pionu i nawet nie miałam do niego pretensji bo wiedziałam że jest doprowadzony do krańca wytrzymałości. Poddaliśmy się oboje terapii małżeństw prawie rok jeździliśmy na sesje. Ja oprócz tego poddałam się terapii w związku z zazdrością. Od tego czasu było raz lepiej raz gorzej, wybuchy były rzadsze. Myślałam że jesteśmy na dobrej drodze żeby jakoś z tego kryzysu wyjść. Ostatnio mąż miał problemy jak pisałam wyżej z nadciśnieniem, nie ustabilizowane powodowało straszne hustawki nastrojów, ciągle czepia się o pierdoły. Dlaczego o tym piszę, ponieważ w trakcie wczorajszego wybuchu uderzył mnie w głowę, nie mocno ale jednak. Strasznie nakręca go jeśli ja mu nie odpowiadam, właśnie dlatego mnie uderzył. Tym razem powiedziałam mu że jeśli jeszcze raz mnie dotknie to wezwę policję i już nie będzie zlituj. Powiedział mi wtedy że ja się nad nim znęcałam psychicznie i emocjonalnie latami że chciał zapomnieć i zacząć od nowa ale to wraca i nie może sobie poradzić. Nie wiem jak go przekonać do terapii. Jestem gotowa na konfrontację, ale nie wiem jak to zrobić. Wcześniej już wspominałam mu że musi iść na terapię indywidualną, jestem gotowa na separację a nawet rozwód ale chcę po raz ostatni spróbować dla dzieci. Jeśli teraz się nie powiedzie to koniec. Nie chcę żeby dzieci dorastały w takim domu. Będę wdzięczna za poradę jak to zrobić, może ktoś zna dobrego specjalistę w Poznaniu. Swoje błędy już przerobiłam z terapeutą bardziej zależy mi na opiniach co zrobić z mężem
    • attiya Re: Życie z cholerykiem 19.04.12, 16:17
      skoro biedny miś nienawidzi prezerwatyw to może niech pomyśli o sterylizacji?
      a poza tym to naprawdę nie widzę powodu abyś miała zostawać świętą bo miś zdenerwował się i cyrki urządza przy wszystkich a ty to już 20 lat tolerujesz
      albo pan uda się do psychiatry albo niech nie zatruwa życia rodzinie
      i jeszcze tekst o kolegach kupujących sobie co chcą a on pewnie - żart - od ciebie nawet na paczkę papierosów nie dostaje, no biednym sfrustrowany miś :D
      Dla rozładowania nerów zrób mu dziką awanturę z rzucaniem w niego talerzami, wyrzucaniem ciuchów, wzywaniem policji i zastrzeż, że od dziś jego życie zamieniasz w takie samo piekło, jakie on przez 20 lat zrobił ci
      a tak na poważnie, to sama nic sobie bardziej nie cenię niż święty spokój w domu, czego i ci życze :-)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka