anulka1306
30.12.12, 06:47
Mam zepsute święta i ciężko mi z tym......może zacznę od tego, ze kilka lat temu zmarł mój ojciec i mama została sama. Spędziła wigilię u mojego brata, który mieszka niedaleko, a w dzień wigilii umawiałyśmy się, że przyjadę w pierwszy dzień świąt ok godz.13-14, a ona na to, ze na pewno w domu będzie już ok 11, najpóźniej 12tej. Pomyślałam sobie w takim razie, że jak przyjadę ok. godz. 13tej, to będzie super. Jechaliśmy z maleńkim dzieckiem ponad 2 godziny i pocałowaliśmy klamkę.....zadzwoniłam do mojego brata, a on na to swoim wkurzającym głosikiem, żebym uzbroiła się w cierpliwość i poczekała ok. pół godziny.....a mnie krew zalewała i jednocześnie było mi przykro, bo ja to jeszcze pal licho, ale dziecko trzeba przewinąć, i głodne mi na rękach płacze, w domu pewno przez noc się wychłodziło a my głodni i zmęczeni po podróży czekamy pod domem jak jakies psy...poczułam się dziwnie, jakby nikt tam na nas nie czekał, nikt tez nie pomyślał o moi dziecku, o to żeby zapytać czy może jedziemy, albo żeby brat zaprosił na herbatę, bo z drogi jesteśmy i z maleństwem....wkurzyłam sie, zadzwoniłam do nich, że jednak nie podoba mi się to czekanie pod domem i wracamy do naszego domu.( Między mną a moim bratem od jakiegoś czas jest dziwnie, niby ok, ale jak tam przyjeżdżaliśmy, to zwykle nas unikał tłumacząc sie praca albo innymi wymówkami typu prasowanie czy pranie.A wiedzieliśmy, że w tym czasie spotyka się z kolegami. Dzwoniąc do niego nie miałam smiałości zapytać, czy możemy wpaść na herbatę, bo zwykle ma jakieś wymówki). Stanęliśmy na stacji benzynowej, żeby przebrać dziecko i coś zjeść.....później dzwoniłam do mamy żeby wyjaśnić sytuację, a ona rzuciła słuchawką...dwa dni później już udało mi się z nia porozmawiać i tylko słuchałam, jak to jej strasznie zepsuliśmy święta, bo ona się tak napracowała ....ale my też mieliśmy je zepsute....dziwna sytuacja.....Tego samego dnia zadzwoniła do nas przyjaciółka z życzeniami i chcąc nie chcąc opowiedzieliśmy jej historię, a ona bez namysłu zaprosiła nas z taką życzliwością, jakiej nam zabrakło. Co robić? Czuję straszna pustkę w sercu, mama została sama w święta, a mój mąż mi tłumaczy, że w zasadzie to pokazałam im tylko swoje niezadowolenie, nie pokłóciłam się z nikim, nie obraziłam nikogo i żeby przeczekać, bo takie traktowanie też nie jest ok, żeby gość z daleka czekał pod drzwiami i na pewno mówienie dziecku, że nie chce się z nim rozmawiać nie dociekając dlaczego tak zrobiliśmy....wspiera mnie w tym, ale widzi że mnie to gryzie....