Dodaj do ulubionych

Choroba a mój mąż

24.04.14, 11:52
Witam. Mam 30 lat, dwa lata temu nagle zachorowałam. Wcześniej byłam zdrowa, moje relacje z mężem były dobre, prowadziliśmy bezstresowe życie- nie mamy dzieci, wolny czas czyli weekendy spędzaliśmy na wycieczkach, generalnie high life. Mąż jest obcokrajowcem ,dzieli nas 130 km czyli dwie godziny jazdy. Jako ,że ja kończyłam studia widzieliśmy się zazwyczaj w środku tygodnia oraz w weekendy pt- pon. Cenię sobie przestrzeń, więc zanim ktoś zapyta- tak nie czułam potrzeby zamieszkania z nim, w moim mniemaniu byłam kochana, poświęcał mi dużo uwagi, docelowo mieliśmy zamieszkać razem po ukończeniu studiów. Niestety los chciał inaczej, tuż przed wakacjami 2012 zaczęłam mieć różne dziwne objawy neurologiczne, z dnia na dzień czułam się coraz gorzej. Dla mnie wielki szok, niestety zdrowia się nie czuje i to zderzenie z objawami które mi dokuczały było dla mnie straszne. Początkowo widziałam, jak mój mąż się martwi, wszelkie badania, pobyt w szpitalu wykonywane były za granicą. Niestety mimo licznych badań nie otrzymałam diagnozy, na samym początku podejrzewano stwardnienie rozsiane (mam zmiany w mózgu takie jak występują w sm), natomiast z czasem moje objawy zaczęły od tej choroby odbiegać. Niestety moje samopoczucie się pogarszało, byłam przerażona, non stop bóle głowy, w zasadzie całej twarzy, osłabienie- najprościej można to sobie wyobrazić jako gigantyczny kac, lub grypa, uczucie zatrucia organizmu. Popadłam w depresję, nie chciałam mieszkać sama, postanowiłam przenieść się na okres wakacji do męża. Od teściowej usłyszałam, że dlaczego nie pojadę do swoich rodziców.. Lekarze wypisali mnie ze szpitala z receptą na antydepresanty i skierowaniem na rezonans głowy za 3 miesiące w celu kontroli tych zmian. Antydepresanty oczywiście mi nie pomogły objawy pozostawały a ja każdego dnia myślałam że umieram. Z moim mężem mieszkałam równo 6 miesięcy, po czym wyprowadziłam się z powrotem do siebie ,żeby ratować nasze małżeństwo. Mój mąż nie wierzył (nie wierzy) w to, że jestem chora, bo skoro zostały mi przepisane wtedy antydepresanty to oznacza to wiadomo co.. Do lekarzy ze mną nie chodził, opisów rezonansu nie czytał ('no bo nie wie i tak co to wszystko oznacza'), wszelkie próby rozmowy , podsuwanie mu prostych publikacji nt zmian jakie mam kończyło się słowami że on tego czytać nie będzie bo nie rozumie, i że on mi wierzy że ja się źle czuję, ale to nie jest żadna choroba.. I teraz żeby nie było- ja nie zamęczałam go swoim samopoczuciem- odkąd się wyprowadziłam do siebie (ponad rok temu) chciałam, żeby było jak kiedyś czyli widzimy się w weekendy (przestał przyjeżdżać do mnie w środku tygodnia) i spędzamy miło czas. Prawda jest taka, że wyprowadziłam się od niego bo czułam ,że przestał mnie kochać. Myślałam że za mną zatęskni, ale tak się nie stało i ta sytuacja trwa do dzisiaj. Rok temu tuż po mojej wyprowadzce mój mąż zaplanował z teściową wycieczkę i poinformował mnie o tym 2 dni przed wyjazdem (kupili ją 3 miesiące wcześniej)- tłumaczył że teściowa zaprosiła tylko jego. Oprócz braku wsparcia była to najgorsza rzecz jaką mi zrobił. Nie mam pretensji do teściowej, to on jest moim mężem ,mógł powiedzieć że nie jedzie albo zapytać czy ja mogę dołączyć (nie jestem typem zazdrośnicy, niech jeździ z mamą, ale ta sytuacja była nie fair). Generalnie cały ten rok czułam i czuję taką dziwną oziębłość. Niby jest tak samo, bo przyjeżdża ale widzę że mu nie zależy. W międzyczasie były też dziwne sytuacje z chowaniem telefonu, na dwóch różnych imprezach podrywał dziewczyny praktycznie na moich oczach. Mnie śmiał się parę razy w twarz twierdząc że cierpię tylko i wyłącznie na depresję- dla mnie to bardzo frustrujące, bo wiem co czuję ,wiem że nie jestem zdrowa a diagnoza to tylko kwestia czasu. Jestem rozczarowana, że kiedyś najbliższa mi osoba jest tak cyniczna i skoncentrowana na sobie. Niedawno miałam kontrolny rezonans (po 12 miesiącach), w poniedziałek mam wizytę u neurologa, mój mąż chce iść ze mną, bo jak twierdzi chce od niego usłyszeć, że jestem chora, jaka to choroba i jak się ja leczy. Zapytałam co to zmienia i dlaczego nie wierzy mi, w końcu to ja mam objawy a nie lekarz. Chcę się rozwieźć, te 2 lata to był dla mnie koszmar- nie wyobrażam sobie być takim "wsparciem" dla mojego męża czy kogokolwiek na kim mi zależy. Aha, życie seksualne też u nas leży, co dziwne już jakiś rok po ślubie uprawialiśmy seks rzadziej (wcześniej było super), ale teraz to raz na miesiąc dosłownie. Przepraszam ,że tak chaotycznie- mogłabym napisać dużo więcej ale chciałam zwięźle ;) Nie liczę na porady, po prostu trudno mi to sobie wszystko poukładać.
Obserwuj wątek
    • aqua48 Re: Choroba a mój mąż 24.04.14, 12:29
      Nie bardzo rozumiem NA CZYM właściwie polegało Wasze małżeństwo. Dla mnie to luźny związek dwóch osób, które się przyjaźnią.. dlatego nie wiem dlaczego masz pretensje do męża o to, że ma własne życie?
      • fantastyczna Re: Choroba a mój mąż 24.04.14, 12:34
        Czy ja wiem, czy można to nazwać przyjaźnią. Ja mam więcej empatii wobec swoich przyjaciół. Absolutnie nie mam mu za złe ,że ma własne życie. Ale wcześniej spotykaliśmy się gdzieś po środku z naszymi oczekiwaniami, a wobec trudności mam wrażenie że on się po prostu wypisał z małżeństwa. Najprościej pisząc -czuję się opuszczona.
        • aqua48 Re: Choroba a mój mąż 24.04.14, 12:57
          fantastyczna napisała:

          > Czy ja wiem, czy można to nazwać przyjaźnią. Ja mam więcej empatii wobec swoich
          > przyjaciół. Najprościej pisząc -czuję się opuszczona.

          Jeśli masz więcej empatii wobec przyjaciół niż wobec męża, to co WAS w ogóle łączyło? Co Ty jemu dawałaś? Może od początku biorąc mało lub nie angażując się w pełni liczyłaś na zbyt wiele w tym związku?
          Opuszczenie da się przeżyć, choć jest bolesne, szczególnie w czasie choroby.
          • fantastyczna Re: Choroba a mój mąż 24.04.14, 13:21
            Chodziło mi o to, że ja ogólnie mam więcej empatii wobec ludzi na których mi zależy niż on wobec mnie w zaistniałej sytuacji.
            Ale ja byłam zaangażowana w ten związek, naprawdę miałam poczucie że jesteśmy sobie bliscy, a brałam tyle ile mi dawał. Generalnie wszystko da się przeżyć i wiem że niektórzy panowie mają taką postawę, ale czuję jakąś niesprawiedliwość że ja bym dla niego była, gdyby tego potrzebował, a potrzebował mnie w czasami banalnych sytuacjach. Dziwnie się czuję z myślą, że w poniedziałek on uda się ze mną do lekarza, lekarz omówi wyniki ,powie że np mam chorobę, którą podejrzewam (choroba nieuleczalna, postępująca), a mój mąż poklepie mnie po plecach i powie, że nie pozostaje mi nic innego jak się z tym pogodzić. Bo wnioskując po jego rocznym zachowaniu to właśnie powie. Nie wiem, po prostu innego chciałam mieć męża.
        • panizalewska Re: Choroba a mój mąż 24.04.14, 13:00
          To przykre, co piszesz, jak się czujesz.
          Ale zastanawiam się - skoro nie mieszkaliście razem, jak normalna para, małżeństwo, to w zasadzie nie mieliście wspólnego życia. Tak naprawdę. Empatia dla przyjaciół empatią, ale serio - ludzie, z którymi nie mieszkamy - nie mamy z nimi więzi i już. Tak jesteśmy zbudowani, że przebywanie w dość ścisłej bliskości fizycznej - tworzy, albo pomaga więzi psychicznej, emocjonalnej itp. A w przeciwnym wypadku - najczęściej się wszystko rozlatuje.
          Jednostronne wypisywanie się z małżeństwa jest oczywiście buractwem, ale w sumie od początku nie mieliście normalnych warunków dla Waszego związku, czego by nie mówić. I to są tego owoce tylko.
          • fantastyczna Re: Choroba a mój mąż 24.04.14, 13:13
            Tak ,widzę to podobnie. To znaczy brak więzi, chociaż ja tę więź czułam zanim pojawiły się kłopoty. No i mieszkaliśmy razem krótko, kiedy ja z powodu złego samopoczucie po prostu oświadczyłam, że się do niego przeprowadzam. Na początku było fajnie, po paru miesiącach czuć już było chłód, więc postanowiłam wrócić do siebie, bo myślałam że za mną zatęskni. Jak widać podczas to podczas naszego wspólnego mieszkania więzi się rozluźniły ;)
            Dodam jeszcze, że pół wcześniej tzn zanim zachorowałam mój mąż przeprowadził się z miasta rodzinnego (z powodu pracy) w inne miejsce (odległość ta sama) i on mnie wtedy potrzebował, był w nowym środowisku, nie miał znajomych, więc byliśmy sobie bardzo bliscy. On oczywiście tego teraz nie pamięta..
            • panizalewska Re: Choroba a mój mąż 24.04.14, 13:20
              No bo więzi się rozluźniają. Jak przyjaźnie z liceum. Mam kilkoro znajomych z LO (ze 12 lat stażu "związków") ale już nie widzimy się codziennie, tylko np raz na pół roku. Każde z nas ma własne życie i prosta sprawa, że nie potrzebujemy już siebie nawzajem, bo wypełniamy swój czas innymi pozytywnymi bodźcami, innymi ludźmi.
              Ile się znaliście przed ślubem? I jak intensywnie? Byliście w ogóle razem na jakiś wakacjach? Świętach rodzinnych?
              Serio, ciężko to sobie wyobrazić.
              • fantastyczna Re: Choroba a mój mąż 24.04.14, 13:29
                Ech, poznaję właśnie smutną prawdę. Rozluźnienie związku dopuszczam, ale w małżeństwie? Nie jesteśmy ze sobą od 20 lat przecież, zakochaliśmy się w sobie. Przed ślubem znaliśmy się 10 miesięcy, od momentu ślubu spędzaliśmy wszystkie święta razem, urlopy też. Ja oczywiście mogę wypełnić swoje życie innymi bodźcami i ludźmi jak piszesz, ale to by oznaczało że z każdym przyjacielem, mężem, chłopakiem po 3 latach zaczną rozluźniać mi się więzi .Mój mąż przede mną miewał raczej przelotne znajomości, chyba tylko jeden poważny związek, może to też był błąd że nie zwróciłam na to uwagi. Aha, w chwili ślubu miał 34 lata, ja jestem o 8 lat młodsza- różnic mentalnych nie ma, powiedziałabym nawet że jestem dojrzalsza.
                • triss_merigold6 Re: Choroba a mój mąż 24.04.14, 13:38
                  Przede wszystkim nigdy nie zbudowaliście więzi.
                  Tracisz czas.
                  • pogodoodporna Re: Choroba a mój mąż 24.04.14, 14:13
                    triss_merigold6 napisała:

                    > Przede wszystkim nigdy nie zbudowaliście więzi.
                    > Tracisz czas.

                    A jaki to specjalny rodzaj wiezi trzeba miec, zeby wspolczuc bliskiej osobie, zeby wspierac ja i pomagac w chorobie ? :-) Pytam powaznie, bo moi przyjaciele nie wszyscy sa blisko, ale w przypadku powaznej niedyspozycji zdrowotnej mozemy na siebie liczyc i nie ma znaczenia, ze dziela nas setki kilometrow, no chyba, ze maz nie rowna sie przyjaciel :-(
                • rurek00 Re: Choroba a mój mąż 24.04.14, 15:10
                  >> Przed ślubem znaliśmy się 10 miesięcy <<
                  Po co w ogóle był wam ten ślub, tak z ciekawości? Skoro nawet nie zaczęliście po nim mieszkać razem? Teraz tylko kłopot z rozwodem będzie.
                  • fantastyczna Re: Choroba a mój mąż 24.04.14, 16:07
                    Hmm, chciałam mieć rodzinę, bliską osobę. Nie mówię tu o przyjacielu, czy koleżance. Jasne, że nie musiałam za niego wychodzić, ale w przeszłości zaliczyłam rozstanie na krótko przed ślubem, bardzo to przeżyłam i po prostu potrzebowałam jakby gwarancji. Wiem, głupota. To ,że mój mąż miał się świetnie jako singiel też wiedziałam, ale brnęłam w to dalej.
                • mozambique Re: Choroba a mój mąż 24.04.14, 22:44
                  w pierwszym wpisie autorka pisze ze ma 30 lat , tu już ma 26

                  młodnieje z czasem czy co ?
                  • fantastyczna Re: Choroba a mój mąż 24.04.14, 22:47
                    Ślub brałam w 2010 czyli miałam 26 lat.
      • molly_wither Re: Choroba a mój mąż 25.04.14, 18:57
        Drut kolczasty:)

        aqua48 napisała:

        > Nie bardzo rozumiem NA CZYM właściwie polegało Wasze małżeństwo. Dla mnie to lu
        > źny związek dwóch osób, które się przyjaźnią.. dlatego nie wiem dlaczego masz p
        > retensje do męża o to, że ma własne życie?
    • triss_merigold6 Re: Choroba a mój mąż 24.04.14, 13:24
      Czas przywyknąć do myśli, że nie masz męża i nigdy nie miałaś. I uczynić zadość formalnościom w sądzie.
      • fantastyczna Re: Choroba a mój mąż 24.04.14, 13:30
        hehehe, samo sedno.
    • pogodoodporna Re: Choroba a mój mąż 24.04.14, 14:04
      Niestety prawde o swoim zwiazku poznajemy nie wtedy kiedy jest milo, zdrowo i bogato, ale wtedy kiedy przychodza klopoty, kiedy opuszcza nas zdrowie, tracimy prace albo mamy np. powazne klopoty z dziecmi. To czas proby dla nas. Jesli wyjdziemy z niej zwyciesko, reka w reke, razem jako para, to nasz zwiazek sie wzmacnia. Nie chcemy tych prob przechodzic, to ludzkie, bo boimy sie zarowno cierpienia jak i rozczarowania, ale paradoksalnie, bez tych klod rzucanych przez los nasz zwiazek nie ma szansy sie wzmacniac i rozwijac.
      Twoj maz w tym konkretnie przypadku zawiodl, dlatego rozumiem Twoj zal i bardzo Ci wspolczuje. Moze byc jednak i tak, ze aby prawde o Twojej chorobie przyjac i zaakceptowac potrzebna mu jest konkretna lekarska diagnoza, wtedy bedzie mogl zmierzyc sie z realnym, wedlug niego problemem. Radzilabym poczekac do czasu az wszystko sie wyjasni.
      Pozdrawiam Cie serdecznie, sciskam mocno i wierze, ze mimo wszystko rokowania beda pomyslne.
      • fantastyczna Re: Choroba a mój mąż 24.04.14, 15:08
        Bardzo dziękuję za Twój wpis. Dokładnie, wszystko było super dopóki ja byłam dyspozycyjna, zawsze gotowa do lotu, wyjazdu, zadowolona i uśmiechnięta. I naprawdę po minięciu tego pierwszego szoku, że nie czuję się jak dawniej próbowałam, żeby wszystko wróciło na dawne tory. No ale niestety. Rację mają dziewczyny, że nie zbudowaliśmy więzi- chociaż ja byłam z nim bardzo związana, ale faktem jest że moja rodzina, czy koleżanki które wiedzą o moich wycieczkach po szpitalach dały mi jakąś świadomość, że są dla mnie wsparciem. Dziękuję za wszystkie wpisy ;)
        • aqua48 Re: Choroba a mój mąż 24.04.14, 15:25
          fantastyczna napisała:

          >Rację mają dziewczyny, że
          > nie zbudowaliśmy więzi- chociaż ja byłam z nim bardzo związana

          Wiesz, mnie się wydaje, że gdybyś była z nim bardzo związana to chciałabyś dzielić z tym człowiekiem również codzienność. Takie spotykanie się od święta tylko, w wolnym czasie i na luzie, w fajerwerkach, bez dzielenia codzienności z gorszym samopoczuciem i spowodowaną nim niechęcią do mycia naczyń i kłótniami o bzdety typu czarna skarpetka w białym praniu, albo prośbą o zrobienie kanapki gdy druga osoba wychodzi własnie do pracy nie powoduje prawdziwego "związania z kimś".
          • fantastyczna Re: Choroba a mój mąż 24.04.14, 16:04
            Chciałam z nim zamieszkać. Raz padła z mojej strony propozycja zanim przeprowadził się do innego miasta. W miejscu zamieszkania ma dom i wtedy usłyszałam, że to jest jego dom, ja mam swoje mieszkanie w Pl i możemy wspólnie zamieszkać w tym nowym wynajmowanym- jego dokładne słowa. Dziwnie się poczułam, potem on się przeprowadził temat się uciął, pół roku później i tak się razem zamieszkaliśmy z wiadomym skutkiem. On mi się nie kazał wyprowadzić, ale widziałam że ulatuje z niego cała radość życia kiedy mnie widzi, więc się spakowałam i wyjechałam. On tylko stwierdził że tak będzie lepiej, że będzie jak dawniej. Mhm..
            • verdana Re: Choroba a mój mąż 24.04.14, 18:23
              Bo to nigdy nie było małżeństwo. Był papierek. Ty chciałaś mieć, jak sama napisałaś "przestrzeń", on też. W Waszym związku nie było codzienności, więcej nawet - oboje chyba czuliście się dobrze z tym, że spotykacie się jak para, która lubi dobrą zabawę, rozrywkę, łóżko, ale nie dzieli ze sobą życia. Pozostanie przy takim układzie po ślubie oznacza , że także Tobie nie zależało, aby byc z facetem codziennie, aby z nim pogadać, ugotować coś razem, wyjść na spacer - zależało Ci tylko na przyjemnych, acz, mimo ślubu, nieszczególnie zobowiązujących spotkaniach.
              I tu zaczyna się problem - bo trudno powiedzieć, czy facet uciekł przed Twoją chorobą, czy przed zmianą charakteru związku - żadne z Was nieszczególnie dążyło, by byc ze sobą na stałe. Być może nie choroba go zniechęciła, ale Twoja obecność - nei dlatego, że byłaś kłopotliwa, tylko że w ogóle byłaś stale.
              Trzeba powiedzieć, ze to nie małżeństwo się rozpadło, tylko małżeństwa w ogóle nie było.
              • fantastyczna Re: Choroba a mój mąż 24.04.14, 19:08
                Może źle się wyraziłam z tą potrzebą przestrzeni- jak za niego wychodziłam to byłam jeszcze studentką, więc zamieszkanie razem przez kolejny rok nie wchodziło w grę. Ale były plany ,żeby zamieszkać razem, chciałam tego, mieszkałam z poprzednim chłopakiem. Mój mąż całe życie mieszkał sam. Jestem w trakcie godzenia się, że to nie było małżeństwo, bo nie było a to z jakiego powodu on wypisał się z tego związku nie ma już chyba znaczenia. Zarówno on jak i ja źle wybraliśmy.
    • enith Re: Choroba a mój mąż 24.04.14, 19:28
      Cóż, wygląda na to, że ten nietypowy układ polegający na osobnym mieszkaniu i spotykaniu się na randki nawet po ślubie sprawdzał się do czasu, gdy zmieniłaś zasady, czyli wprowadziłaś się do męża. Choroba to temat raczej poboczny. Nawet będąc w pełni zdrową i tak pół roku po przeprowadzce zbierałabyś swoje zabawki i w te pędy zmykała do swojej piaskownicy. Mąż zwyczajnie lubi mieszkać sam i spotykać się z tobą w czasie, który uzna za stosowny. Tobie też, skoro się na tę sytuację zgadzałaś, odpowiadał ten układ. Pech chciał, że zachorowałaś i zapragnęłaś bardziej typowego małżeństwa, ze wspólnym mieszkaniem, wzajemną pomocą, wsparciem i tym podobnymi sprawami. I nie dostałaś tego od męża, co pewnie było bardzo niemiłym zaskoczeniem. Wygląda na to, że znane powiedzenie o przyjaciołach, których poznaje się w biedzie, można rozciągnąć także na co niektórych mężów. Mogę spytać, jakiej nacji jest mąż?
      • najma78 Re: Choroba a mój mąż 24.04.14, 20:18
        Teoretycznie to wy jestescie malzenstwem, ale to tyle. Wlasciwie to on nawet nie jest twoim przyjacielem, no i tesciowa ma chyba spory wplyw na niego. Z tej maki chleba nie bedzie. Czy wy chcieliscie miec dzieci? Oczywiscie zanim zachorowals. Rozmawialiscie o tym? On neguje fakt ze jestes chora, nie zastanawialo cie czemu?
        • fantastyczna Re: Choroba a mój mąż 24.04.14, 20:33
          To jest właśnie jedna z rzeczy ,która mnie boli- nie zachował się jak przyjaciel. Z teściową to dziwna sprawa- jak ją poznałam wydawała mi się niewtrącająca się, ale z perspektywy czasu widzę, że lubi sobie obgadać, ponarzekać na kogoś. Między nami nigdy nie 'zaklikało', ona jest miła ale wydawała mi się oziębła, ja z kolei jestem otwarta, ale brak bliskich relacji z nią mi nie przeszkadzał. Nie wiem jaki ona ma wpływ na mojego męża, czego jestem pewna to to, że on myśli tylko o sobie. Matka proponuje wycieczkę- jedzie, koledzy- jedzie, mnie o tym informuje lub nie. Przed matką na pewno czuje respekt.
          Chcieliśmy mieć dzieci, ale to był luźny temat- nie mam ciśnienia na macierzyństwo ;) Teraz negowanie mojej choroby- oczywiście wielokrotnie o tym myślałam. Mój mąż jest typem bardzo pragmatycznym, rzeczowym, też urodzonym optymistą, bez większych porażek- taki typ zwycięscy. Nie zamartwia się, cieszy się życiem, korzysta z niego- jego rodzina to tylko matka i jakiś tam wujek (luźne kontakty) oraz multum kolegów. Generalnie ja jestem pierwszym przypadkiem z problemem w jego życiu i po części potrafię go zrozumieć że nie odnajduje się w tej sytuacji, ale z drugiej strony mam do niego wielki żal, bo myślałam że jestem mu bliska i jednak w obliczu poważnej choroby (a nie mam 85 lat i nie czekałam na nią) liczyłam na coś więcej niż ucieczkę ode mnie. No, ale skoro moja choroba nie została jeszcze nazwana to on wychodzi z założenia, że jej nie ma a objawy rodzą się w mojej głowie.
      • fantastyczna Re: Choroba a mój mąż 24.04.14, 20:37
        Tak, mam świadomość że prawdopodobnie to samo by mnie spotkało nawet jeżeli zamieszkalibyśmy razem bez obciążenia w postaci choroby. Mój mąż jest Niemcem i od razu dla wyjaśnienia- znam Niemców którzy są bardzo dobrymi mężami i ojcami. Natomiast koledzy mojego męża to ten sam typ co on, czyli praca i zabawa ,żadnych balastów w postaci żon czy stałych partnerek.
        • enith Re: Choroba a mój mąż 24.04.14, 20:51
          > razu dla wyjaśnienia- znam Niemców którzy są bardzo dobrymi mężami i ojcami. N
          > atomiast koledzy mojego męża to ten sam typ co on, czyli praca i zabawa ,żadnyc
          > h balastów w postaci żon czy stałych partnerek.

          Czyli wyszłaś za niebieskiego ptaka, Piotrusia Pana, nie potrzebującego żony, bliskości i wszystkiego, co związane jest zazwyczaj z małżeństwem. Źle ulokowałaś uczucia, trudno, nie ty pierwsza i nie ostatnia. Niemniej jednak mąż nigdy nie ukrywał, jaki charakter relacji mu odpowiada. Myślę, że jest jeden plus twojej choroby: uświadomiła ci ona, że absolutnie nie możesz polegać na mężu. I mając tego świadomość możesz podjąć decyzję dotyczącą waszego dalszego życia. W innym przypadku być może przez wiele kolejnych lat tkwiłabyś w związku, który nie spełnia twoich oczekiwań i dalej godziłabyś się na takie traktowanie ze strony męża. Teraz przynajmniej wiesz, na czym stoisz.
          • najma78 Re: Choroba a mój mąż 24.04.14, 21:03
            Fantastyczna, przykro ze tak sie u ciebie potoczylo bo i choroba i maz, ktory nie obdarzyl cie glebszymi uczuciami. Postaw krzyzyk na tym zwiazku, a im szybciej tym lepiej. Jakie sa rokowania twojej choroby?
            • fantastyczna Re: Choroba a mój mąż 24.04.14, 21:14
              Jeszcze nie mam diagnozy, ale jeżeli mam to co myślę to rokowania są złe. Po prostu postępująca choroba jak demencja. No właśnie i mąż i choroba, a ja się lubię zamartwiać więc mam co robić ;)
              Tak, piotruś pan to dobre określenie. Kiedyś w Zwierciadle był wywiad z psychologiem na ten temat i czytałam dosłownie opis swojego małżeństwa- było to zanim zachorowałam. Nawet wyrwałam tę kartkę. Dziękuję za porady, to nie tak że jestem ślepa zdaję sobie sprawę już dawno jak jest, ale mam a raczej zawsze miałam kłopoty ze zrywaniem a rozwód to już w ogóle dla mnie abstrakcja. Nie chcę tak jakby tracić godzin, dni ,doceniam to kiedy czuję się znośnie i chciałam te chwile a raczej weekendy spędzać z nim ale ta jego udawana czułość, to kochanie mnie w 20 procentach sprawia że po takim weekendzie (bez seksu zazwyczaj) jest mi jeszcze gorzej.
              • zuzi.1 Re: Choroba a mój mąż 24.04.14, 21:58
                A pewna jestes, że Twój mąż jest w ogóle heteroseksualny? Nie zauważyłaś nigdy jakiegoś jego zainteresowania płcią męską (a wówczas Ty robiłabyś za przykrywkę) ?
                • fantastyczna Re: Choroba a mój mąż 24.04.14, 22:06
                  hehehe nie ;) ale łapałam go na smsach do lasek. Poważnie można wywnioskować z mojego opisu że może być gejem?
                  • zuzi.1 Re: Choroba a mój mąż 24.04.14, 22:10
                    Może byc biseksualny np. ;-) Łapałaś go na sms-ach do lasek już w trakcie trwania małżeństwa?
                    • fantastyczna Re: Choroba a mój mąż 24.04.14, 22:18
                      No może być, ale nigdy nie widziałam żeby w dziwny sposób patrzył się na innych mężczyzn, jego stosunki z kolegami też wydają mi się normalne. Te smsy do kobiet to w trakcie trwania małżeństwa, telefony na pinach i takie tam. Ale złapać nie złapałam ,bo nie mieszkamy razem a on się wypiera. Zresztą teraz nie zawracam sobie tym głowy, bo mam inne problemy.
              • noname2002 Re: Choroba a mój mąż 24.04.14, 23:33
                Jeszcze nie mam diagnozy, ale jeżeli mam to co myślę to rokowania są złe. Po pr
                ostu postępująca choroba jak demencja. No właśnie i mąż i choroba, a ja się lubię zamartwiać więc mam co robić ;)

                Lekarze nie sugerowali hipochondrii albo nerwicy? Czytając Twoje posty mam wrażenie, że jesteś hipochondryczką usiłującą przyciągnąć chorobą uwagę męża.
                • fantastyczna Re: Choroba a mój mąż 25.04.14, 07:22
                  Dziękuję za tę internetową diagnozę ;) Nie, nie sugerowali. Mam zmiany w mózgu (tzn white matter lesions plus dwie gliozy), dochodzi u mnie do tzw nieokreślonego uszkodzenia mózgu. Niestety mózg człowieka to nadal zagadka i większości neurologicznych chorób nie wiadomo co je wywołuje oraz jak je leczyć.
    • sonia_siemionowna Re: Choroba a mój mąż 25.04.14, 03:37
      Nie rozumiem tych uwag, że 'co to za małżeństwo'.

      Każdy ma takie, jakie chce. Są ludzie, którzy potrzebują więcej przestrzeni niż inni, naprawdę, nie dla każdego 'prawdziwy związek' oznacza kiszenie się w jednym mieszkaniu.

      Rozumiem, że decyzja o życiu osobno była podyktowana chęcią skończenia studiów - jak najbardziej racjonalne podejście.

      Są małżeństwa, w których jedno (najczęściej mężczyzna) zjeżdża do domu w piątek wieczorem, a w poniedziałek o świcie już go nie ma, bo np. jeździ w delegacje albo pracuje w innym mieście. Takie małżeństwa też, Waszym zdaniem, są tylko luźnymi związkami? A co z kierowcami tirów/pilotami/stewardessami itp? Doprawdy, zaskakująco wąska perspektywa.

      Natomiast nie rozumiem postawy męża. Myślę, że jemu taki układ pasował, bo cieszył się swobodą. Autorka natomiast traktowała go jako przejściową rozłąkę spowodowaną studiami.

      Cóż, droga Autorko, współczuję Tobie bardzo, ale rady nie mam. Proponuję skupić się na własnym zdrowiu i spróbować dostrzec pozytyw taki, że im wcześniej wyjdzie szydło z worka tym lepiej.
      • sonia_siemionowna Re: Choroba a mój mąż 25.04.14, 03:48
        Ach, i nie przejmuj się proszę wpisami o hipochondrii itp. Niektórym bardzo łatwo przychodzi ocenianie innych, dopóki ich samych nie spotka coś, o czym będą wypisywać na forum pod zmienionym nickiem ;)

        SM ma to do siebie, że daje objawy nieswoiste, bo degeneracja osłonki nerwów objawia się bardzo różnie. Jeden będzie chodził zygzakiem, drugi będzie czuł, że jego ciało jest zanurzone w lodowatej wodzie, trzeci będzie miał bóle, np. twarzy. Jeden z SM po roku będzie warzywem, a drugi będzie pracować do emerytury. To zależy od miejsca zmian w mózgu i ich nasilenia. Naprawdę, nie ferujmy tak łatwo wyroków.

        Antydepresanty ani leki na nerwicę też nie są rzadkością, bo bóle twarzy bywają na tle napięciowym (klasterowe i nie tylko). Część lekarzy zapisuje antydepresanty itp. jak pigułki i patrzy, czy działają.
        • sonia_siemionowna Re: Choroba a mój mąż 25.04.14, 03:49
          jak cukierki
          • anula36 Re: Choroba a mój mąż 25.04.14, 06:53
            podobne objawy jak SM moze dawac zastarzala nieleczona borelioza ( po ugryzieniu kleszcza).
            • fantastyczna Re: Choroba a mój mąż 25.04.14, 07:31
              Nie mam ani boreliozy ani sm i chciałoby się napisać niestety ,bo sama nie wiem ale wolałabym mieć już któreś z nich.
              Fakt, znam trochę małżeństw ,które funkcjonują tak jak my na odległość , z tego jedno również polsko- niemieckie, które niestety się rozpadło kiedy urodziło się dziecko. Cieszę się oczywiście, że u nas dzieci brak. Po przeczytaniu wszystkich postów stwierdziłam że chodzi właśnie o to rozluźnienie więzi ze strony mojego męża. Jestem pewna, że z chorobą czy bez doszłoby do tego i tak. Dziękuję Sonia za wpis i pozdrawiam.
        • noname2002 Re: Choroba a mój mąż 26.04.14, 13:36
          Ach, i nie przejmuj się proszę wpisami o hipochondrii itp. Niektórym bardzo łat
          > wo przychodzi ocenianie innych, dopóki ich samych nie spotka coś, o czym będą w
          > ypisywać na forum pod zmienionym nickiem ;)

          Ach, każdy hipochondryk marzy o takiej poradzie ;)
    • rycerzowa Re: Choroba a mój mąż 25.04.14, 10:19
      Sprawa jest chyba prostsza. Niezależnie od tego, czy się razem mieszka, czy nie, czy jest więź, czy nie ma więzi, czy kocha, czy nie kocha - mężczyźni bardzo często odchodzą, gdy żona lub dziecko ciężko, nieuleczalnie zachoruje. To dlatego matki niepełnosprawnych dzieci zwykle bywają samotne.
      Czasem odchodzą i kobiety, chociaż rzadziej.

      Co ci radzę na teraz? Nie rozwódź się. Bo chyba nie masz w planie szybko następnego małżeństwa?
      Możesz potrzebować alimentacji, a o te łatwiej od męża, niż od byłego męża.
      A w razie czego - o wszelkie rozstrzygnięcia prawne staraj się raczej w Niemczech. Ich prawo lepiej chroni interesy małżonka słabszego.

      Trzymaj się. I poradź się prawnika, co ci się najbardziej opłaca.

      • fantastyczna Re: Choroba a mój mąż 25.04.14, 13:45
        Moja mama powiedziała dokładnie to samo, niestety nie każdy stanie na wysokości zadania w przypadku choroby. Niemieckie prawo owszem chroni osoby położone w gorszej sytuacji, ale na prośbę mojego męża przed ślubem podpisałam intercyzę. Jestem niezależna finansowo, wtedy byłam zdrowa a za mąż wychodziłam w miłości więc podpisałam ją bez problemu. Teraz sytuacja się skomplikowała- oczywiście prawnika się poradzę, z naszej intercyzie jest mowa o alimentach w przypadku śmiertelnej choroby, gdybym nie była w stanie wykonywać swojego zawodu. Ale jak mówi moja koleżanka- na pewno nie zobaczę ani jednego eurocenta ;)
      • molly_wither Re: Choroba a mój mąż 25.04.14, 18:58
        I to ma sens. Ukarac gnoja.

        rycerzowa napisała:

        >
        > Co ci radzę na teraz? Nie rozwódź się. Bo chyba nie masz w planie szybko nastę
        > pnego małżeństwa?
        > Możesz potrzebować alimentacji, a o te łatwiej od męża, niż od byłego męża.
        > A w razie czego - o wszelkie rozstrzygnięcia prawne staraj się raczej w Niemcz
        > ech. Ich prawo lepiej chroni interesy małżonka słabszego.
        >
        > Trzymaj się. I poradź się prawnika, co ci się najbardziej opłaca.
        >
    • molly_wither Re: Choroba a mój mąż 25.04.14, 18:56
      Czego oczekujesz? zaprzeczenia ? Moim zdaniem on Cie nie kocha. Ale nie bede brala tego na sumienie. Mowie, to co mysle, to co czuje, na podstawie tego co przezylam i co wiem. I tyle. Choroby wspolczuje.Ale mam takie wrazenie,ze jak skonczysz ten zwiazek to choroba tez sie skonczy:) On jet Twoja choroba:) Zycze sily.
      • fantastyczna Re: Choroba a mój mąż 25.04.14, 19:13
        Wiem, że mnie nie kocha. Na początku myślałam że odkochał się kiedy zaczęłam chorować, po czasie uważam że nigdy mnie nie kochał. Na początku było zauroczenie, ekscytacja potem rutyna a na końcu ja z problemem w postaci choroby. Dziękuję za wpisy, odezwę się kiedyś i opiszę jak się wszystko potoczyło. No chyba, że umrę w międzyczasie ;)
        • rycerzowa Re: Choroba a mój mąż 26.04.14, 10:07
          Wiesz, to tak na pierwszy rzut oka się wydaje - nie kocha, nigdy nie kochał, jest draniem.
          Ale jak się człowiek przyjrzy różnym sytuacjom z życia, to sprawy się komplikują.
          Bo życie nie jest proste.

          Ot, mamy właśnie na tapecie w dalszej rodzinie klasykę gatunku, czyli młody ojciec porzucił rodzinę, gdy okazało się, że dziecko ma ciężką chorobę neurodegenaracyjną...
          Z jednej strony - drań, ręki mu już nie podam, powiedziałam mu to.
          Ale z drugiej - wiem, że kochał i żonę i dziecko, wiem na pewno, był zwyczajnym, dobrym mężem i ojcem.
          Nie wytrzymał, nie dał rady, sprawy go przerosły. Nie każdy rodzi się herosem.

          Wyobraź sobie sytuację, gdy to twój mąż nagle ma zdiagnozowaną np. ciężką schizofrenię.
          W sytuacji, gdy się jest młodym, gdy ma się życie przed sobą, pokusa ucieczki jest wielka.
          W swoim czasie na emamie forumowiczki radziły takiej żonie - wiej, póki możesz, nie masz obowiązku być siostrą miłosierdzia, on potrzebuje pielęgniarki, nie żony.
          Nie każdy rodzi się herosem.

          Fantastyczna, nie przekreślaj zatem tego, co było.
          Ale teraz zadbaj o swoje.
          Intercyza nie zwalnia małżonków z podstawowego obowiązku - wzajemnej opieki i wsparcia, bo to jest istotą małżeństwa. Zatem spoko, zobaczysz, i to nie żadne eurocenty ale całkiem sporo euro.
          Choroby neurodegeneracyjne, jeśli nieuleczalne, są z definicji "śmiertelne", niezależnie od tego, kiedy ta "śmierć" ma przyjść, za kilka czy kilkadziesiąt lat.

          I jeszcze ci napiszę, że neurologia jest jedna z najszybciej rozwijających się dziedzin medycyny.
          Jeśli dziś nie mamy na twoją chorobę leku, możemy ją mieć za kilka lat.
          Bądź dobrej myśli.
          Pozdrawiam.
          • molly_wither Re: Choroba a mój mąż 26.04.14, 14:08
            Przestan pieprzyc.
        • molly_wither Re: Choroba a mój mąż 26.04.14, 14:05

          Ej,to jest zwyczajny szantaz. faceci tego nie lubia, nikt tego nie lubi. Jesli on Cie nie kocha to przynajmniej Ty postaraj sie siebie pokochac? On czuje,ze Tobie na nim bardzo zalezy i to wykorzystuje. Nie pozwol na to. Chcesz mu zrobic satysfakcje i umrzec?! Nigdy w zyciu!
          Na pewno bede sledzila Twoje dalsze losy:) Napisz.

          fantastyczna napisała:

          > Wiem, że mnie nie kocha. Na początku myślałam że odkochał się kiedy zaczęłam ch
          > orować, po czasie uważam że nigdy mnie nie kochał. Na początku było zauroczenie
          > , ekscytacja potem rutyna a na końcu ja z problemem w postaci choroby. Dziękuję
          > za wpisy, odezwę się kiedyś i opiszę jak się wszystko potoczyło. No chyba, że
          > umrę w międzyczasie ;)
    • terazkasia Re: Choroba a mój mąż 01.05.14, 11:31
      Jak by nie było, mąż jest mężem, i powinien pomóc - taki jest wręcz jego obowiązek.
      Ale trudno zaprzeczyć temu, że trochę źle to było ułożone od początku - po prostu mogłaś przewidzieć, że nie najlepszy to układ.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka