surmatka
17.05.14, 09:27
Witam.
Nie daję już rady.
Nie mogę już znieść kłótni pomiędzy moim synem (10 lat) a mężem - dajmy na to Frankiem i Janem. Kiedy jestem sama z którymkolwiek z nich dogadujemy się, żartujemy, syn jest super (no, ma swoje za uszami, ale bez przesady). Mąż też jest dla mnie w porządku (ale nie zawsze tak było). Natomiast kiedy zostają razem jest katastrofa. Mój syn mojego męża nie szanuje, ani nie słucha. Tato urządza synowi wieczne pogadanki, których ten ma serdecznie dość. Ciągle się z nim nie zgadza, a mojego męża doprowadza to do szału. Często wrzeszczy na dzieciaka. Dziś za karę moje dziecko nie pojechało na długo wyczekiwaną wycieczkę z kolegą, bo powiedział mężowi, że jest głupi (notabene najpierw powiedział mu to mój mąż). Takie sytuacje powtarzają się dość często - a ja jest między młotem a kowadłem. Z jednej strony niektóre zachowania mojego syna są okropne - ciężko toleruje odmowy, np. pójścia do McDonalda, pozwolenia mu grania bez opamiętania na komputerze. Czuje się pokrzywdzony i zbyt kontrolowany, chociaż jeśli pozostawilibyśmy go samemu sobie to nie zajmował by się niczym innym tylko siedzeniem przed komputerem. Każde nasze słowo z gruntu traktuje jako pole do dyskusji - jeśli pada deszcz i powiem mu, że pójście na rolki to niedobry pomysł, to on i tak będzie próbował forsować na nas to wyjście. Jeśli proszę go, żeby nie używał telefonu na lekcji to on i tak będzie wysyłał mi smsy. Ja mam cierpliwość do postępowania z nim (chociaż nie zawsze) - Jan - nie. Niestety reakcje Jana są dla mnie straszne. Franek totalnie wyprowadza go z równowagi. Jan się drze. Jan grozi. Jan baaaaaaardzo długo gada dlaczego jest zły i dlaczego niesłuchanie jest niedobre. Franek nie znosi Jana. Jan wie, że nerwy są złe. Jan bierze antydepresanty. Miało być lepiej. I w sumie jest, bo nie załamuje się po akcjach z synem i nie siedzi przy komputerze nie odzywając się do nikogo.
Za mną Jan jest super. Pracujemy razem, prowadzimy dom, nie muszę się go prosić o pomoc, jest bardzo aktywny. Pomysłowy, zaradny, pociąga mnie. Zajmuje się super drugim dzieckiem - mała dziewczynką (synem też się tak zajmował, kiedy ten był mały). Jeśli ma focha to na całego. Kiedyś mieliśmy bardzo ciężki czas - prawie się rozwiedliśmy. Jan nie potrafił mnie akceptować - cały czas mu coś we mnie nie pasowało, próbował to we mnie siłą zmieniać (psychiczny terror). Ja się nie dałam, wywalczyłam sobie szacunek i nie żałuję, bo teraz układa nam się dobrze. Teraz Jan próbuje zmieniać Franka - czuje się odpowiedzialny za jego wychowanie i wyplenienie złych nawyków.
Franek to świetny chłopak. Bardzo bystry i wrażliwy. Jego inteligencja nie do końca przekłada się na wyniki w szkole - często o czymś zapomina albo ma inne sprawy na głowie niż powtarzanie materiału w domu. Dyskutuje z nauczycielami. Np. jest lekcja angielskiego - pani przerabia jakiś temat - i nagle podaje słówka zupełnie z innej beczki. I tutaj dyskusja - dlaczego i po co? Przecież im się wszystko pomiesza. Cała klasa siedzi cicho, tylko moje dziecko się odzywa. Nie muszę dodawać, że są nauczyciele, którzy ciężko go znoszą. Chłopak czuje, że często ma rację, co skłania go do wykłócania się w sytuacjach, kiedy tej racji nie ma i robi wtedy z siebie błazna. Zero dystansu do nauczycieli, do dorosłych. Hasło "co wolno wojewodzie to nie tobie smrodzie" zupełnie nie ma tutaj zastosowania.
Kiedy Jan z Frankiem zostają sami zawsze kończy się to kłótnią. Jeśli idą na rower to jeden chce w prawo, a drugi w lewo. Po kłótniach jest kara. Dla Franka. Ja przychodzę po fakcie. Z reguły staję po stronie męża. No bo Franek znowu próbował coś forsować. Nie słuchał się. Dzisiaj się już załamałam - uważam, że nie puszczenie syna na tak długo wyczekiwaną wycieczkę z kolegą to przesadna kara. Nie wiem jak dotrzeć do męża, żeby był inny dla własnego dziecka. Był bardziej uważny. Słuchał, co ma do powiedzenia. Dał mu więcej swobody, pozwolił być sobą, nawet jeśli to po dziecięcemu głupie. Nie wiem, jak wpłynąć na dziecko, żeby się bardziej słuchało. Nie wiem, jak nie zwariować w tym wszystkim i mieć jeszcze czas i głowę dla siebie.
Mam nadzieję, że komuś chciało się to wszystko przeczytać.