Dodaj do ulubionych

Kłótnie pomiędzy ojcem a synem

17.05.14, 09:27
Witam.
Nie daję już rady.
Nie mogę już znieść kłótni pomiędzy moim synem (10 lat) a mężem - dajmy na to Frankiem i Janem. Kiedy jestem sama z którymkolwiek z nich dogadujemy się, żartujemy, syn jest super (no, ma swoje za uszami, ale bez przesady). Mąż też jest dla mnie w porządku (ale nie zawsze tak było). Natomiast kiedy zostają razem jest katastrofa. Mój syn mojego męża nie szanuje, ani nie słucha. Tato urządza synowi wieczne pogadanki, których ten ma serdecznie dość. Ciągle się z nim nie zgadza, a mojego męża doprowadza to do szału. Często wrzeszczy na dzieciaka. Dziś za karę moje dziecko nie pojechało na długo wyczekiwaną wycieczkę z kolegą, bo powiedział mężowi, że jest głupi (notabene najpierw powiedział mu to mój mąż). Takie sytuacje powtarzają się dość często - a ja jest między młotem a kowadłem. Z jednej strony niektóre zachowania mojego syna są okropne - ciężko toleruje odmowy, np. pójścia do McDonalda, pozwolenia mu grania bez opamiętania na komputerze. Czuje się pokrzywdzony i zbyt kontrolowany, chociaż jeśli pozostawilibyśmy go samemu sobie to nie zajmował by się niczym innym tylko siedzeniem przed komputerem. Każde nasze słowo z gruntu traktuje jako pole do dyskusji - jeśli pada deszcz i powiem mu, że pójście na rolki to niedobry pomysł, to on i tak będzie próbował forsować na nas to wyjście. Jeśli proszę go, żeby nie używał telefonu na lekcji to on i tak będzie wysyłał mi smsy. Ja mam cierpliwość do postępowania z nim (chociaż nie zawsze) - Jan - nie. Niestety reakcje Jana są dla mnie straszne. Franek totalnie wyprowadza go z równowagi. Jan się drze. Jan grozi. Jan baaaaaaardzo długo gada dlaczego jest zły i dlaczego niesłuchanie jest niedobre. Franek nie znosi Jana. Jan wie, że nerwy są złe. Jan bierze antydepresanty. Miało być lepiej. I w sumie jest, bo nie załamuje się po akcjach z synem i nie siedzi przy komputerze nie odzywając się do nikogo.
Za mną Jan jest super. Pracujemy razem, prowadzimy dom, nie muszę się go prosić o pomoc, jest bardzo aktywny. Pomysłowy, zaradny, pociąga mnie. Zajmuje się super drugim dzieckiem - mała dziewczynką (synem też się tak zajmował, kiedy ten był mały). Jeśli ma focha to na całego. Kiedyś mieliśmy bardzo ciężki czas - prawie się rozwiedliśmy. Jan nie potrafił mnie akceptować - cały czas mu coś we mnie nie pasowało, próbował to we mnie siłą zmieniać (psychiczny terror). Ja się nie dałam, wywalczyłam sobie szacunek i nie żałuję, bo teraz układa nam się dobrze. Teraz Jan próbuje zmieniać Franka - czuje się odpowiedzialny za jego wychowanie i wyplenienie złych nawyków.
Franek to świetny chłopak. Bardzo bystry i wrażliwy. Jego inteligencja nie do końca przekłada się na wyniki w szkole - często o czymś zapomina albo ma inne sprawy na głowie niż powtarzanie materiału w domu. Dyskutuje z nauczycielami. Np. jest lekcja angielskiego - pani przerabia jakiś temat - i nagle podaje słówka zupełnie z innej beczki. I tutaj dyskusja - dlaczego i po co? Przecież im się wszystko pomiesza. Cała klasa siedzi cicho, tylko moje dziecko się odzywa. Nie muszę dodawać, że są nauczyciele, którzy ciężko go znoszą. Chłopak czuje, że często ma rację, co skłania go do wykłócania się w sytuacjach, kiedy tej racji nie ma i robi wtedy z siebie błazna. Zero dystansu do nauczycieli, do dorosłych. Hasło "co wolno wojewodzie to nie tobie smrodzie" zupełnie nie ma tutaj zastosowania.
Kiedy Jan z Frankiem zostają sami zawsze kończy się to kłótnią. Jeśli idą na rower to jeden chce w prawo, a drugi w lewo. Po kłótniach jest kara. Dla Franka. Ja przychodzę po fakcie. Z reguły staję po stronie męża. No bo Franek znowu próbował coś forsować. Nie słuchał się. Dzisiaj się już załamałam - uważam, że nie puszczenie syna na tak długo wyczekiwaną wycieczkę z kolegą to przesadna kara. Nie wiem jak dotrzeć do męża, żeby był inny dla własnego dziecka. Był bardziej uważny. Słuchał, co ma do powiedzenia. Dał mu więcej swobody, pozwolił być sobą, nawet jeśli to po dziecięcemu głupie. Nie wiem, jak wpłynąć na dziecko, żeby się bardziej słuchało. Nie wiem, jak nie zwariować w tym wszystkim i mieć jeszcze czas i głowę dla siebie.
Mam nadzieję, że komuś chciało się to wszystko przeczytać.
Obserwuj wątek
    • triss_merigold6 Re: Kłótnie pomiędzy ojcem a synem 17.05.14, 10:01
      Skróć synusiowi smycz. Chłopiec ma duży problem z akceptacją norm i szkolnymi wymaganiami na podstawowym poziomie i skoro Ciebie zlewa, to może ojcu się podporządkuje.
      • anula36 Re: Kłótnie pomiędzy ojcem a synem 17.05.14, 10:10
        a to jest wasz wspolny syn?
        • surmatka Re: Kłótnie pomiędzy ojcem a synem 17.05.14, 12:14
          Tak - krew z krwi, charakter z charakteru.
          • anula36 Re: Kłótnie pomiędzy ojcem a synem 17.05.14, 12:34
            wiesz czemu zapytalam, bo zawsze piszesz o nim "moj syn" a nie "nasz". Czy to nie jest tak ze razem tworzycie jakas mentalna "opozycje" do meza?
            • surmatka Re: Kłótnie pomiędzy ojcem a synem 17.05.14, 23:31
              Tak - tu mnie masz. Rzeczywiście może tak być. Ja nie znoszę krzyku i zmuszania mnie do czegokolwiek. Niestety moje metody zawodzą, ponieważ rozmowy z Frankiem i proszenie go nie dają rezultatu - oddaję pałeczkę ojcu.
              • triss_merigold6 Re: Kłótnie pomiędzy ojcem a synem 17.05.14, 23:41
                To nie pytaj, nie proś, nie negocjuj tylko działaj. Nie wyłączył kompa o wyznaczonej godzinie? Przychodzisz, zabierasz.
      • surmatka Re: Kłótnie pomiędzy ojcem a synem 17.05.14, 12:15
        No tak - jakieś pomysły jak mam to zrobić? Nie pozwalamy mu na wszystko, ale egzekwowanie tego odbywa się zawsze w nerwach. A ja nie chcę się już denerwować.
        • moni_kaw Re: Kłótnie pomiędzy ojcem a synem 17.05.14, 12:39
          to się nie denerwuj - jeżeli podejmujesz decyzję ( zakładam, że przemyślaną) to musisz być jej pewna - na to i na to się nie zgadzam i koniec dyskusji - wszelkie pyskówki uważam za zbędne; jaki jest problem z egzekwowaniem decyzji, że dzisiaj nie pójdziecie do McD - nie wychodzisz z synem z domu i koniec; pozwalasz mu się wyżalić, ale jeśli potrwa to zbyt długo to uprzedzasz o konsekwencjach - jak nie skończysz to w weekend nie zagrasz na kompie czy co tam innego dla przykładu i egzekwujesz to KONSEKWENTNIE!
    • mamameg Re: Kłótnie pomiędzy ojcem a synem 17.05.14, 10:16
      Wygląda na to, że Franek z Jankiem mają identyczne charaktery. Każdy chce rządzić domem i otoczeniem. Janek jest ojcem czy ojczymem?
      • allegra1002 Re: Kłótnie pomiędzy ojcem a synem 17.05.14, 10:49
        Nie jestem ekspertem pedagogicznym, ale z opisu wynika, że 10 latek uzurpuje sobie prawo przejęcia przewodnictwa w "stadzie", jako alfa-samiec ;-). I wszelkimi sposobami chce wysadzić z siodła "starego samca".O ile takie zachowanie jest zdrowe w świecie fauny, o tyle w cywilizowanym społeczeństwie ludzkim ;-) nie do zakceptowania.Chłopaczek ma dopiero 10 lat! co będzie za lat 5-10?!
      • surmatka Re: Kłótnie pomiędzy ojcem a synem 17.05.14, 12:16
        Ojcem.
    • moni_kaw Re: Kłótnie pomiędzy ojcem a synem 17.05.14, 11:02
      przychylam sie do opinii, że - mówiąc ogólnie - młodemu należy skrócić smycz. Na litość boską - dzieciak ma 10 lat a z opisu wynika, że ojciec siłuje się z przepoczwarzającym się w dorosłego mężczyznę 17latkiem;
      Jeśli teraz nie podejmiesz odpowiednich kroków - za kilka lat sobie nie poradzisz niestety;
      Milczenie czasami naprawę jest złotem i tę prawdę również należy dzieciom wpoić - to a propos sytuacji szkolnych;
      • surmatka Re: Kłótnie pomiędzy ojcem a synem 17.05.14, 12:16
        Ale JAK?????
        • moni_kaw Re: Kłótnie pomiędzy ojcem a synem 17.05.14, 12:26
          stawiając granicę i nade wszystko nie dając sobą manipulować - bo czym innym jest Twoje utyskiwanie na to że ojciec nie puścił syna na długo oczekiwaną wycieczkę - chłopak pochlipał i ty już jesteś skłonna przekonywać męża że kara zbyt surowa - możliwe że tak, ale życie nie zawsze jest sprawiedliwe - naprawdę przesadzasz i w wyniku tego twój mąż musi przesadzać " w drugą stronę"; moim zdaniem syn Tobą manipuluje;
          • surmatka Re: Kłótnie pomiędzy ojcem a synem 17.05.14, 23:47
            Pochlipał to dość eufemistyczne określenie stanu, w którym był Franek. Niestety nie było mnie przy tej sytuacji, bo pewnie próbowałabym osłabić karę, albo zmienić ja na bardziej pożyteczną - np. tydzień mycia podłóg szczoteczką do zębów. Ale przyszłam do domu już w momencie, kiedy Jan wszystko odwołał - nie pozostało mi nic innego, jak go poprzeć. Ja akurat uważam, że kary są bez sensu, bo działają dopóty, dopóki trwa pamięć o nich - potem wszytko wraca do normy, z wyjątkiem tego, że nienawiść dziecka do karającego rośnie.
    • mruwa9 Re: Kłótnie pomiędzy ojcem a synem 17.05.14, 11:08
      uwazam, ze rodzice powinni grac do wspolnej bramki i trzymac wspolny front wychowawczy. Ty chyba jestes ta miekka, ktora na wszystko pozwala i latwo daje sie zmanipulowac, a ojciec probuje naprawiac to, co ty zepsulas. A poniewaz wahadlo za mocno wychyla sie gdy jest po twojej stronie, ojciec musi je wychylic rownie mocno w druga strone, zeby zneutralizowac efekt. Idealnie byloby, zebyscie sie spotkali oboje gdzies posrodku, wtedy w domu nastanie rownowaga. Ty musisz byc bardziej stanowcza i konsekwentna w relacjach z dzieckiem, wtedy ojciec tez bedzie mogl odpuscic. A dziecko zrozumie, o co chodzi jego rodzicom i jakie obowiazuja zasady gry w domu. Bez wzgledu na to, czy chodzi o matke, czy o ojca.
      Dotyczy np. korzystania z komorki, odzywania sie do doroslych, ilosci czasu spedzanego przed komputerem.
      To ostatni dzwonek, bo chlopak duzy i wasz wplyw wychowawczy na dziecko bedzie w sposob naturalny coraz mniejszy.
      • surmatka Re: Kłótnie pomiędzy ojcem a synem 17.05.14, 12:19
        Zgadzam się, ale brak mi już środków.
        Przykład - granie na kompie. Franek może grać w weekendy. Ostatnia sytuacja- gra z kumplami na serwerze, pozwoliliśmy mu siedzieć do 22. 22.05: Franek wyłącz. Cisza. 22.10: miałeś grać do 22. Ale chłopaki jeszcze siedzą. Oni to jakoś mogą. 22.15. Do jasnej cholery Franek kończ z graniem!!! I kto ma głupich starych? Franek czy chłopaki? Oni siedzą do oporu...
        • moni_kaw Re: Kłótnie pomiędzy ojcem a synem 17.05.14, 12:23
          niepotrzebnie się wdajesz w takie pyskówki - 22.05, po ostrzeżeniu należy wyłączyć komputer i oddalić się do swoich zajęć;
          • surmatka Re: Kłótnie pomiędzy ojcem a synem 17.05.14, 23:38
            No może niepotrzebnie - ale nie chcę być aż taką świnią, żeby mu przerywać to granie w trakcie jakiegoś tam wątku, zwłaszcza, że inni chłopcy jeszcze w tym siedzą. Do końca też nie kumam, czemu siedzą - to akurat był dzień roboczy, wyjątkowa sytuacja, bo mieli ważną misję. Wszyscy rano wstają do szkoły. To co? Nie mają starych, którzy ich zagonią do spania? Wiem, że siedzieli co najmniej do 23 - moje dziecko czuje się pokrzywdzone, że on tak nie może. A oni mogą codziennie. To ja już głupieję. Może za bardzo chcę kontrolować Franka? Bo przecież w końcu kiedy się wyrwie spod naszej kurateli to będzie wszystko nadrabiał. No, ale wiem, żę rano będzie miał kłopot ze wstaniem, a potem z koncentracją w szkole...
            • misterni Re: Kłótnie pomiędzy ojcem a synem 18.05.14, 19:36
              Na teksty typu "bo inni mogą, a ja nie", odpowiadaj, że moje dziecko, to nie są "inni", że w naszym domu obowiązują nasze reguły i tyle. Nie tłumacz mu się zbytnio i nie "głupiej", tylko realizuj plan. Uwierz, naznaczenie granic dziecku jest niezwykle ważne nie tylko ze względu na dyscyplinę, ale przede wszystkim poczucie bezpieczeństwa.
              Poza tym, jeśli ci "inni" to koledzy z klasy, to być może na najbliższej wywiadówce poruszyłabym problem grania po nocach i spróbowała nawiązać pozostałymi rodzicami koalicję.
        • allegra1002 Re: Kłótnie pomiędzy ojcem a synem 17.05.14, 12:42
          Nie bardzo rozumiem co oznacza że brak Ci już środków? i jak kończy się ten konflikt gdy dzieciak trwa przy swoim, że będzie grał dalej ? do kiedy? do białego rana? do czasu aż koledzy pójdą wreszcie spać? Wyhodowaliście na własnej piersi ;-) małego terrorystę i tyrana.
        • enith Re: Kłótnie pomiędzy ojcem a synem 17.05.14, 13:16
          Nie rozumiem idei z kompem. Czemu o 22-ej nie wyłączyłaś komputera tylko dyskutowałaś z dzieckiem? Można też zapowiedzieć, że za każde przeciągnięcie grania poza wyznaczony czas, o tyle skrócicie mu granie dnia kolejnego. Zasiedział do 22:30? Ok, kolejnego dnia komp wyłączacie o 21:30. I nie ma zmiłuj.
          • buba2002 Re: Kłótnie pomiędzy ojcem a synem 17.05.14, 14:55
            Zgadzam się z wszystkimi powyżej. Istotnie młody walczy z ojcem o przywództwo w stadzie, o władzę nad Tobą (!). Dlaczego i od kiedy? Co spowodowało, że tak młody człowiek uzurpuje sobie prawo do takiej walki? Może skłócona z mężem zaczęłaś go traktować za bardzo po partnersku? A teraz on nie chce oddać zdobytych pozycji... Wojuje z ojcem, ale nie z Tobą, on po prostu nauczył się wojować dla samej walki. Kłócą się, ale młody nie unika kontaktów z ojcem, nie wycofuje się, nadal wchodzi w interakcje, żeby wojować. Wojuje w domu i wojuje w szkole. Co z tego ma? Uwagę dorosłych, poczucie ważności i przewagi? Więcej zyskuje niż traci, bo inaczej by zmodyfikował swoje zachowanie. Ty i mąż powinniście grać do jednej bramki. Intencjonalnie tak jest, ale chyba się zdarza, że młody odbiera sygnały, że mama jest po jego stronie, choć tego nie okazuje, albo rekompensuje mu to w bezpośrednim kontakcie. Mąż ma rację, że nie pozwala mu wejść sobie na głowę, ale też traktuje go jak równego sobie - wchodzi z nim w dyskusje, kłóci się, krzyczy... Nie w emocjach. Na spokojnie można porozmawiać, wyjaśnić. Inaczej - mówię raz, spokojnie, nie dyskutuję, a jak się nie zastosuje, to ponosi konsekwencje. Nie chce wyłączyć kompa? Dać trzy minuty i powiedzieć, jakie będą konsekwencje. I dotrzymać słowa. Była umowa? To się trzymamy. Koledzy? Mówimy o Tobie. Koniec dyskusji. Nauczyciele też często dyskutują jak równy z równym i po co...

            Powiedz obu panom, ale każdemu z osobna, bo nie możesz postawić ich obok siebie jak równych sobie, że ich bardzo kochasz i te ich ciągłe awantury są dla Ciebie nie do zniesienia. Niech coś zaproponują każdy od siebie, by poprawić sytuację. Dla Ciebie przede wszytstkim, skoro na siebie mają uczulenie.

            Potrzebna osoba do pomocy. Sami sobie nie poradzicie. Konieczna jest osoba nie zaangażowana, spojrzenie z boku, z dystansu. A Wy wszyscy jesteście uwikłani w ten konflikt. Nie poradzisz sobie sama, relacje z mężem, synem i oboma naraz to taka duża dawka emocji, brak obiektywnego oglądu i oceny, że nie ogarniesz. Poszukaj pomocy psychologa - im wcześniej tym lepiej. Pozdrawiam.
          • surmatka Re: Kłótnie pomiędzy ojcem a synem 17.05.14, 23:52
            Tak właśnie to u nas działa, ale nie chcę już, żeby tak było. nie mam ani chęci ani potrzeby kontrolowania dziecka non stop i przepychanek z nim. Życzyłabym sobie, żeby mniej - więcej trzymał się tego, o co go proszę, ale on zawsze próbuje to naginać. Nie trochę. Znacznie. Zwłaszcza, że inni mogą to, czego on nie może - siedzieć przy kompie bez opamiętania i jedzenia świnstw. Ma na przykład kolegę, którego mama żywi pizzą, kluskami z Tesco i innymi gotowcami. Frankowi to imponuje i, mimo, że lubi moją pomidorówkę, to też by tak chciał.
            • kk345 Re: Kłótnie pomiędzy ojcem a synem 18.05.14, 12:19
              > ale on zawsze próbuje to naginać. Nie trochę. Znacznie.

              Ależ oczywiście, ze nagina. Dlczego? Bo to działa. Sama zobacz- niby miał rać na komputerze do 22, a w wyniku przeciągania i dyskusji grał dłuzej. Skoro to raz zadziałało, to kolejne razy też zadziałaja, dlaczego ma nie probować?
              Nie rozumiem, dlaczeo 0 22.01 nie weszłaś i nie wyłaczyłaś mu komputera?

              > Zwłaszcza, że inni mogą to, czego on nie może - siedzieć przy kompie bez opamiętania i ?>jedzenia świnstw.

              A gdyby mieszkał w Pakistanie, miałby prawo pracować od 5 roku życia i nikt nie kazałby mu wyłaczać komputera... No proszę cie- wychowujesz swoje dziecko, co cię obchodzi, jak ktoś wychowuje swoje? Co to za argumenty? Jestes dorosla i jestes od wytyczania granic-w interesie dziecka i swoim- a teraz tego nie robisz i dziecko to doskonale wie.
    • milamala Re: Kłótnie pomiędzy ojcem a synem 17.05.14, 14:47
      Twoj post dopiero przeczytalam i musze sobie go przemyslec.
      Tak na goraco nasunely mi sie pytanie:
      - jak to mozliwie, ze ojciec do syna (notabene madrego i inteligentnego) mowi glupi, ten odpowiada tym samym (w koncu ojciec go nauczyl wlasnym przykladem jak sie odzywac do drugiego czlowieka), i za to zostaje ukarany.
      W tej sytuacji jedyna osoba , ktora zasluzyla na dotkliwa kare jest ojciec. Ojciec syna powinien przeprosic, za
      - obrazenie go ta inwektywa,
      - za zle jego wychowywanie poprzez fatalny wlasny przyklad
      - za niesprawiedliwe ukaranie chlopca. Chlopiec poprostu zachowal sie jak mu tatus pokazal jak sie ma zachowywac.

      Ogolnie mam nieciekawe odczucia odnosnie waszego sposobu wychowywania, szczegolnie ojca, ale ty przez swoja biernosc jestes rownie winna. Mam wrazenie, ze tak bardzo zalezy ci na nielatwej relacji z mezem, ze jestes gotowa za to zaplacic dobrem syna.

      Ano syn prawdopodobnie jest taki jakim sami go wychowaliscie.
      Odrazu zaznaczam, ze nie znam rodziny, wiem nie wypowiadam sie w sposob autorytarny, moge sie mylic. Powinnam zreszta przeczytac inne watki, ale juz pisze, wiec poczytam dopiero jak skoncze.
      Syn jest bystry i inteligentny, nie lubi jak sie nim dyryguje i do czegos zmusza. No taki egzemplarz sie wam trafil i trzeba sie cieszyc i diament szlifowac a nie lzy wylewac, ze nie trafilo wam sie pokornie ciele.
      Tatus powinien zdac sobie wreszcie sprawy, ze skoro ma na stanie takiego syna, i jego metody wychowawcze ewidentnie nie dzialaja (i nigdy nie zadzialaja, prorokuje, ze za pare lat kwasy beda wieksze, a za 10 lat syna tatus juz nie ujrzy na oczy), wiec powinien je czym predzej zmienic ... a nie syna zmieniac.

      Po pierwsze wyraznie daje sie odczuc, ze dziecka nie szanuje. Dziecko musi czuc sie szanowane i kochane, to podstawa. Jak tego nie ma, to nie ma szans na dobre wychowanie.
      Wyrazem szacunku jest rozmowa podczas ktorej bierze sie pod uwage sugestie syna, a nie tylko wlasne nieomylne (a jakze) zdanie.
      Dziecko nie musi zawsze sluchac rodzicow, bo rodzic to nei Bog, bywa omylny.
      Nawet moja 3latka mnie czasem zawstydza, bo okazuje sie, ze ma w pewnych kwestiach racje, cos dostrzeze czego ja nie dostrzeglam, chce zrobic cos bo ma jakis plan, ktorego ja nie wzielam poczatkowo zupelnie pod uwage a warto bylo, bo okazywalo sie, ze jej to na dobre jednak wyszlo. Oczywiscie wszystko z umiarem. 10 latek tez moze miec racje, a jego rodzice nie,zwlaszcza tacy po ktorych zachowaniu ewidentnie widac, ze popelniaja bledy wychowawcze (kontynuowanie represyjnego sposobu wychowania, ktory ewidentnie od lat nei przynosi oczekiwanych skutkow).

      Swoja droga tatus powinien jednak otrzymac jakac pomoc specjalisty. Najpierw Ciebie probowal zniszczyc psychicznie, nei udalo sie, teraz metody kieruje na syna. Jesli pan ma potrzebe znecania sie psychicznego nad kims, to ofiare sobie zawsze znajdzie.
      Jego ofiara, a Twoj syn na szczescie jest madry i silny. Ale ty masz go bronic, a nie cieszyc sie, ze maz nad toba sie juz nei znaca. Twoj maz jak narazie jest niebotycznie silniejszy niz syn i mzoe mu zrobic jeszcze wiele krzywdy zanim syn uwolni sie od jego pozal sie kurateli.
      To tak na goraco. Jeszcze przemysle, bo temat wazny i ciekawy.
      • milamala Re: Kłótnie pomiędzy ojcem a synem 17.05.14, 15:03
        Przeczytalam pozostale watki i mam inne zdanie co do stosowania jeszcze bardzo autorytarnego sposobu wychowywania dziecka. Bo jedynym efektem bedzie moze i posluch u dziecka, ale przede wszystkim wzrosnie jego frustracja i nienawisc do rodzicow. A juz wspolny front przeciwko dziecku to juz cos najgorszego co mozna zrobic.
        Jestem chyba wyznawca nowych metod.
        A czy nie mozna po prostu wspolnie ustalic zasad? Razem usiasc i ustalic kwestie komputera, barow szybkiej obslugi czy tam innych. Ale razem oznacza razem, a wy jedynie.
        No a potem oczywiscie egzekwowanie. Jesli wy ustaliliscie koniec gier na 22 a syn chce konczyc o 23.00 to nei lepiej ustalic wspolnie kompromis na 22.30. Pol godziny to znowu nie dramat a moze usprawnic funkcjonowanie w rodzinie. Mam dziwne przekonanie, ze jesli syn bedzie mial poczucie wspoluczestniczenia w zasadach to bedzie je chetniej dotrzymywal.

        Pomysl nad jednym: jeszcze pare lat wychowywnia syna. Na kogo chcesz go wychowac? Na poslusznego wszystkim, cicho siedzacego niewolnika? Czy na pewnego siebie, medrego czlowieka, ktory bedzie wiedzial jak zyc madrze i dobrze.

        ja wiem, ze polska szkola wychowuje do bycia poslusznym cieleciem, i preferuje tych uczniow, ktorych juz zdolano ukrocic. Musisz sobie sama odpowiedziec na pytanie jakim doroslym ma byc twoj syn.
        • verdana Re: Kłótnie pomiędzy ojcem a synem 17.05.14, 15:17
          Na pewno nie jest dobrym pomysłem "skracanie smyczy". Tzn zgadzam sie z tym, ze dziecko powinno wykonywać mniej lub bardziej niektóre polecenia rodziców, ale wygląda na to, ze ojciec ma tendencje do tyranizowania dziecka - i jak sie chłopak nie postawi, to będzie wysłuchiwał wyłącznie, ze jest głupi. Co gorsza ojciec faworyzuje siostrę - trudno się dziwić, ze dziecko zwyczajnie ojca nie lubi, a wychowanie przez kogoś bez autorytetu, kogoś, kto nie zyskał sympatii jest raczej niemożliwe.
          Mam wrażenie,k ze walczycie z dzieckiem o głupstwa, zamiast skoncentrować się na ważnych sprawach. Dlaczego dziecko nie może posiedzieć pół godziny dłużej, gdy koledzy jeszcze grają? Gry obecnie są grami zespołowymi - jeśli w trakcie misji syn się wycofa, to psuje grę kolegom. Trudno sie dziwić, że protestuje. Trzeba zapytać, ile czasu potrzeba do skończenia etapu - i wtedy już stanowczo wyegzekwować wyłączenie komputera. Nie da sie grać w multiplayer "do 22".
          Niepokojące jest też zdanie "mąż nie pozwolił jechać na wycieczkę". Niepokojące, bo choć uważam, że sama kara czasem jest słuszna, to nie w sytuacji, gdy syn najpierw usłyszał, że jest głupi , a po drugie, skoro uważasz, ze kara była niesłuszna - to dlaczego Twój głos jest nieistotny? Mnie parę razy zdarzyło sie nadmiernie ukarać dziecko i wtedy mąż stawał w jego obronie. Wygląda na to, ze mąż nie szanuje nie tylko dziecka, ale i Ciebie.
          Problem w tym, że za trzy lata sytuacja stanie się dramatyczna. I groźna dla buntującego sie dziecka. Wydaje sie, że tu bez porady specjalisty się nie obejdzie.
          • milamala Re: Kłótnie pomiędzy ojcem a synem 17.05.14, 15:27
            Podpisuje sie pod caloscia wypowiedzi verdany.
            Podkreslam:
            "Mam wrażenie,k ze walczycie z dzieckiem o głupstwa, zamiast skoncentrować się n
            > a ważnych sprawach"
          • samawsnach Re: Kłótnie pomiędzy ojcem a synem 17.05.14, 15:41
            "Problemowe" dziecko jest prawie zawsze wynikiem problemowych rodziców. Najpierw warto (trzeba!) zadbać o swoje emocje/kompetencje wychowawcze/relację małżeńską, potem "naprawiać" dziecko. Niestety często jest tak, że to dziecko trafia do psychologa, pedagoga czy - o zgrozo - psychiatry, a gdzieś umyka systemowy kontekst jego problemów.
          • noname2002 Verdana 17.05.14, 15:44
            A co sądzisz o zachowaniu chłopca na lekcjach?
            • milamala Re: Verdana 17.05.14, 16:03
              Nie jestem verdana ale pokusze sie o wlasna ocene zachowania chlopca na lekcji:
              "Franek to świetny chłopak. Bardzo bystry i wrażliwy "
              To jednak jest swietny, bystry i wrazliwy a nie wredny i wstretny.Zreszta tak jak przypuszczalam.

              "Dyskutuje z nauczycielami. Np. jest lekcja angielskiego - pani przerabia jakiś temat - i nagle podaje słówka zupełnie z innej beczki. I tutaj dyskusja - dlaczego i po co? Przecież im się wszystko pomiesza. Cała klasa siedzi cicho, tylko moje dziecko się odzywa."
              No tak, w polskiej szkole nauczyciele nie lubia dyskutowac. rzenosza swoja autorytarne poglady wyhowawcze z domow na szkole a efekt wychowwawczy ten sam czyli kicha.

              "Nie muszę dodawać, że są nauczyciele, którzy ciężko go znoszą"
              Domyslam sie i dalej mam zle zdanie o tych nauczycielach. Dlaczego zaden nie porozmawia z chlopakiem jak z godnym szacunku mlodym czlowiekiem, dlaczego mu nie wyjasni, dlaczego nie przyjmie uwag chlopca? jakos trudno mi uwirzyc, ze to nauczyciel ma zawse racje a chlopiec nie. czy choc raz jakikolwiek nauczyciel przyznal mu racje?

              "Chłopak czuje, że często ma rację, co skłania go do wykłócania się w sytuacjach, kiedy tej racji nie ma i robi wtedy z siebie błazna."
              Bo pewnie czasem ma racje, czasem pewnie racje ma nauczyciel, jak to w zyciu. I dlaczego jego racja ma bym mniej wartosciowa niz nauczyciela.

              "Hasło "co wolno wojewodzie to nie tobie smrodzie" zupełnie nie ma tutaj zastosowania."
              Mamo droga, jesli to jest haslo, ktore probujecie zastosowac w wychowaniu syna, to powiem tak: zycze sukcesow, ale ich nie wroze.
              I to niestety wy bedziecie za to odpowiedzialni. Czasy niewolnikow raczej sie bezpowrotnie skonczyly. Dzisiejsza mlodziez to nie jest to co my. Oni maja szeroki dostep do wiedzy z internetu i nie beda sie tak pokornie zgadzac na wyrabianie z nich bezmyslnych niewolnikow.I o dziwo wcale nie czuja sie smrodami ani tez nas nie maja za wojewodow.
              uf uf uf ciemno widze wasza przyszlosc w relacji z dzieckiem.
              • buba2002 Re: Verdana 17.05.14, 16:19
                Jeśli tak daleko idąca wolność młodego człowieka i jego współudział w wychowywaniu samego siebie ma doprowadzić do ukształtowania społeczeństwa ludzi twórczych, aktywnych, otwartych - to dlaczego coraz więcej wokół młodych zbuntowanych, sfrustrowanych, niepewnych własnej wartości i celu w życiu? Nie potrafią odnaleźć się w społeczeństwie, łatwo się nudzą, zniechęcają trudnościami i porażkami.
                A co do sytuacji autorki wątku - bez gruntownych zmian w rodzinie też nie wróżę sukcesu. Młodego nie da się "naprawić" w oderwaniu od dorosłych, można go spacyfikować, ale na krótko i chyba nie o to chodzi.
                • milamala Re: Verdana 17.05.14, 16:37
                  buba2002 napisała:
                  "> Jeśli tak daleko idąca wolność młodego człowieka i jego współudział w wychowywa
                  > niu samego siebie ma doprowadzić do ukształtowania społeczeństwa ludzi twórczyc
                  > h, aktywnych, otwartych'
                  Jaki bedzie efekt takiego wychowania, to my tego narazie jeszcze nie wiemy.
                  Albowiem my, oraz prawie wszyscy nasi przodkowie jako calosc ludzkosci bylismy poddawani wychowaniu do bezwzglednego posluszenstwa, bylismy obiektem wlasnie takiego autorytarnego wychowania, gdzie cnota najwysza bylo milczenie (ktore rzekomo jest zlotem) i pokora (pokorne ciele dwie krowy ssie itp).
                  Jakie tego efekty? Patrzac na historie ludzkosci, szczegolnie ostatnie 100lat: dwie wojny (moze za chwile trzecia), totalitaryzmy, obozy koncentracyjne, gulagi, nienawisc, agresja, eksterminacje calych narodow itp.
                  Mozna by jeszcze dlugo dywagowac o wplywie dotychczasowych autorytarnych metod na efekty wychowania doroslego czlowieka. Ale jak na moj prosty rozum, korzystajc z doswiadczenia historii nabralam przekonania, ze owe metody sie mocno zdeaktualizowaly.
                  Dlatego choc nie znam efektow nowych metod to wole zaryzykowac nowymi niz miec pewnosc co do starych.

                  "to dlaczego coraz więcej wokół młodych zbuntowanych,
                  > sfrustrowanych, niepewnych własnej wartości i celu w życiu? Nie potrafią odnale
                  > źć się w społeczeństwie, łatwo się nudzą, zniechęcają trudnościami i porażkami."
                  Baaardo z subiektywna opinia, i zupelnie nie moge jej potwierdzic, patrzac na mlodych z mojego otoczenia.

                  "Bez gruntownych zmian w rodzinie też nie wróżę
                  > sukcesu. Młodego nie da się "naprawić" w oderwaniu od dorosłych, można go spac
                  > yfikować, ale na krótko i chyba nie o to chodzi"
                  I tu pelna zgoda.
              • noname2002 Re: Verdana 17.05.14, 19:00
                > "Dyskutuje z nauczycielami. Np. jest lekcja angielskiego - pani przerabia jakiś
                > temat - i nagle podaje słówka zupełnie z innej beczki. I tutaj dyskusja - dlac
                > zego i po co? Przecież im się wszystko pomiesza. Cała klasa siedzi cicho, tylko
                > moje dziecko się odzywa."
                > No tak, w polskiej szkole nauczyciele nie lubia dyskutowac. rzenosza swoja auto
                > rytarne poglady wyhowawcze z domow na szkole a efekt wychowwawczy ten sam czyli
                > kicha.

                Problem w tym, że różnie można się do nauczyciela, a jeśli chłopiec zwraca się w sposób niegrzeczny do nauczyciela i że często zwyczajnie te lekcje zakłóca("Chłopak czuje, że często ma rację, co skłania go do wykłócania się w sytuacjach, kiedy tej racji nie ma i robi wtedy z siebie błazna.")? co wtedy radzisz?
                • verdana Re: Verdana 17.05.14, 19:33
                  Radzę powstrzymać ojca od zwracania sie niegrzecznie do syna. Od tego zacząć. Bo póki wymagamy od dziecka, aby grzecznie odpowiadało na bardzo nieprzyjemne wyzwiska ojca i trucie bez potrzeby, to jesteśmy albo skazani na porażkę, albo na wychowanie kogoś, kto nie potrafi odpowiedzieć na autorytatywne, niegrzeczne wypowiedzi.
                  Jestem ostatnią osobą, która tolerowałaby niegrzeczne zwracanie sie do nauczyciela (sa wyjątki, ale niezwykle rzadkie). Ale tak się nie da - w tym wypadku zaczynanie od dziecka, to zaczynanie od końca.
                  Dziecko w domu chyba dlatego wykłóca sie o wszystko, ze ojciec, albo i oboje rodzice nie potrafią negocjować. Jedno ustępuje , drugie wrzeszczy.
            • buba2002 Re: Verdana 17.05.14, 16:05
              Wszelkie "naprawianie" dziecka musi być naprawianiem systemowym, naprawianiem relacji w rodzinie. To prawda - skupiacie się na objawach, a to co istotne, przyczyny zachowań gdzieś się gubią.
              Co do współdecydowania - do tego też trzeba dorosnąć. Są kwestie, w których dziecko może decydować, są takie, w których nie. Kiedy słyszę, że ktoś traktuje swoje dziecko "po partnersku", to ręce opadają. Dorosły i jego partner 10-latek. A czym on zawinił, że nie wolno mu być dzieckiem? Dziecko potrzebuje jasno określonych zasad i konsekwencji, poczucia bezpieczeństwa i miłości. Współdecydowanie niekoniecznie doprowadzi do przestrzegania zasad. Przecież ustalili wspólnie (!), że komputer do 22 i co? Próbował postawić na swoim. To, co się dzieje w szkole, też jest próbą zaznaczenia "ja" i postawienia na swoim. Dziecko chce zaistnieć, jak umie, a umie w taki sposób. Przestrzeganie zasad nie musi wiązać się z terrorem, nie musi prowadzić do wychowania bezwolnego cielęcia bez własnego zdania. Tu jak widać 10-latek ma swoje zdanie, tylko że do niczego dobrego to nie prowadzi. On wie lepiej, do której siedzieć na kompie, jakie zdania robić na lekcjach. I cały czas próbuje postawić na swoim. Najważniejsze - dlaczego jest taki zbuntowany? Bez odpowiedzi na to pytanie nic się nie zrobi.
              Tata też się nie popisał, ale wspólne ustalanie, jak naprawić sytuację rodzinną, to nieporozumienie. Dziecko nie może być decydentem. Trzeba mu jasno zakomunikować "oczekujemy od Ciebie...", a dopiero potem wysłuchać, co ma do powiedzenia. I uwzględnić w miarę możliwości. Najpierw ustalają rodzice, bo są dorośli... I nie podważać autorytetu ojca! Dziecku potrzebne są zasady, autorytety, przewidywalność. W przeciwnym razie same próbują coś ustalać ze sobą, niekoniecznie z dobrym skutkiem, bo są dziećmi i nie potrafią przewidywać. Pogra do 22.30 i co się stanie? Nic? Dziecko jest o tym przekonane, wie, że się wyśpi, a rano okazuje się, że jednak nie.
          • moni_kaw Re: Kłótnie pomiędzy ojcem a synem 17.05.14, 17:47
            verdana - uważam że Twój post - jakkolwiek mądry - oderwany jest zupełnie od informacji, że chodzi o 10cio!!! latka;
            czemu 10lat nie może grać dłużej niż do 22giej - bo to dla niego niezdrowe, bo o tej porze powinien spać, a nade wszystko dlatego że tak zdecydowali rodzice; gdyby Twoja wypowiedź dotyczyła dziecko 15-16 letniego - zgodziłabym się, ale nie 10cio latka; nadal podtrzymuje, że dziecko nie ma żadnych zasad i powinno się je wprowadzić od zaraz ( mówiąc kolokwialnie - skrócić smycz!)
            • verdana Re: Kłótnie pomiędzy ojcem a synem 17.05.14, 17:57
              A Twoj post wskazuje na to, ze po prostu nie znasz specyfiki wspolczesnych gier. I tego, ze gry nie da sie przerwac punktualnie o 22. No i argument, ze tak zdecydowali rodzice nie jest zadnym argumentem - jesli jakas decyzja jest przyczyna stalych klotni, to byc moze nalezy ja zmienic, a nie trwac w uporze. Tak, chodzenie spac codziennie po 22 jest dla 10-latka niedobre. Chodzenie pozniej spac raz w tygodniu dziecku nie zaszkodzi. Wprowadzenie "od zaraz" sztywnych zasad, majacych zdyscyplinowac dziecko tylko w celu zdyscyplinowania i pokazania, ze rodzice zawsze maja racje i dyskutowac z nimi nie mozna jest jak najgorszym pomyslem. Przy dziecku zdecydowanym, upartym za rok-dwa mozna sie spodziewac spektakularnego wybuchu. A w tym wypadku takze dlatego, ze dziecko jest przez ojca ponizane - jak sie nie zbuntuje, to nie ma szans na to, aby ojciec sie z nim liczyl
              • noname2002 Re: Kłótnie pomiędzy ojcem a synem 17.05.14, 19:04
                Pytanie w takim razie czy chłopiec, o którym tu mowa, poinformował rodziców jak wyglądają te gry? Bo mój syn, 12latek pyta się czy może zagrać w mecz, który potrwa mniej więcej tyle- jeśli wiem, że już powinien iść spać/ odrobić lekcje czy cokolwiek innego to wtedy mówię, że nie. Za to jak się zgodzę, to nie robię problemu z tego, że mecz się o 15-20 minut przeciągnął.
                • verdana Re: Kłótnie pomiędzy ojcem a synem 17.05.14, 19:35
                  O, własnie. Ja robiłam to samo.
                  Pomijając już fakt, że 10-latek nie powinien mieć własnego komputera. Wtedy problem znika, bo ja mówiłam "Koniec, oddaj za 10 minut komputer, muszę pracować" i wtedy dziecko wiedziało, że to ani nie restrykcja, ani nie niesprawiedliwość, ani nie wychowanie nawet - tylko konieczność. I ze ja też wolałam, jak on gra, niż jak ja pracuję:)
                  • surmatka Re: Kłótnie pomiędzy ojcem a synem 18.05.14, 00:17
                    Nie ma. Tzn. ma, ale starego rzęcha, na którym nie działają żadne gry. Grała na komputerze ojca i, pomijając fakt, że robiło się późno to jeszcze chcieliśmy sobie obejrzeć film. Na swój komputer zbiera kasę od dwóch lat i chyba w końcu się doczeka we wrześniu.
          • surmatka Re: Kłótnie pomiędzy ojcem a synem 18.05.14, 00:22
            Bardzo ważny jest tu wątek siostry. Ma dopiero 1,5 roku, więc nie ma tu mowy o jakimś faworyzowaniu. Jest to po prosty dziecko na zupełnie innym etaie i o inncyh potrzebach. Tak naprawdę to kłopoty wychowawcze zaczęły się tak na poważnie, kiedy hmmm Ryfka? zaczęła być liczącym się członkiem rodziny - tzn. zaczęła chodzić, broić. Notabene jest dużo bardziej "kłopotliwa" niż Franek, kiedy był w jej wieku.
      • surmatka Re: Kłótnie pomiędzy ojcem a synem 18.05.14, 00:01
        Tak - w wielu punkatach masz rację. Jakoś nie umiem ich zacytować, coś się pozmieniało w konstrukcji forum. Na usprawiedliwienie ojca dodam, żę zachowanie syna czaem, nawet dla mnie, jest nie do zniesienia. Chodzi o próby wymuszania na nas różnych rzeczy. Dla niego "nie" nie znaczy "nie" - jest polem do dalszych negocjacji. Narzekania. Proszenia. Marudzenia. Nawet święty straciłby cierpliwość. Ja również ją tracę i krzyczę. Piszę tu, oczywiście, o sytuacjach skrajnych, bo w 80% czasu dobrze funkcjonujemy. Niestety to 20 % jest tą przysłowiową łyżką dziegdziu. Muszę też napisać, że Jan potrafi bardzo wspierać swojego syna - np. w problemach ze szkołą czy z kolegami i nie jest tak do końca złym ojcem.
      • surmatka Re: Kłótnie pomiędzy ojcem a synem 18.05.14, 00:09
        Wiesz, kiedy mój syn miał 3 latka miałam podobny pogląd. Cieszyłam się z objawów niezależności dziecka i z jego niestandardowego myślenia. Myślę, że ja jestem trochę ofiarą złej interpretacji książek w stylu "Jak mówić, żeby dziecko nas słuchało.." itp. Bo przychodzi moment, że dziecko naprawdę musi posłuchać - dla swojego i otoczenia bezpiecznieńswa. Nie do końca jestem bierna - kiedy ostatnio spytałam Franka o to, kto jest wobec niego bardziej wymagający, bez wahania odpowiedział, że ja. Ja po prostu nie radzę sobie z jego niezależnością w 10-letnim wydaniu. Do męża łatwiej mi dotrzeć, ale nie prowadzę dyskusji przy moim synu. Już mu zapowiedziałam, że jeśli jeszcze raz jakoś obrazi dziecko to dostanie ode mnie szlaban na multimednia.
        • surmatka To była odpowiedź do milamala 18.05.14, 00:13
          Uff, ale zamieszanie w tym forum - klikam za jakimś wątkiem odpowiedź, a ona pojawia się w zupełnie niespodziewanym miejscu.
      • agnieszka19990000 Re: Kłótnie pomiędzy ojcem a synem 19.12.20, 14:57
        Wogole sie nie zgadzam z tym co mowisz. Zachowanie dziecka moze byc glupie i ojciec to powiedzial wprost. Zachowanie doroslego moze byc kazde ale nie glupie. Zestawianie ojca i syna rownym sobie jest bledem a Ty to robisz.
        „Co wolno wojewodzie..”..
        Nowe metody wychowawcze doprowadziky do tego ze dzieciaki pyskuja rodzicom nauczycielom a ojcowie nosza wszystko za swoimi dziecmi a Ci nawet przy obcych strzelaja im fochy.
        To jest ta nowa nauka?
        Ojciec i syn NIgdy nie beda na rowni! Nigdy! A wycrobocie z dzieci malych doroslych zeby z nimi cos ustalac! Od ustalania jest ojciec i matka! A nie dziecko! Dziecko nie ma pojecia co jest dobre a co zle!!! Jak mozna z nim cos ustalic?? Z 18 latkiem predzej bo ma wiecej doswiadczenia a z 10 latkiem?! Piszecie jakbuscie nie mieli dzieci. Dziecku sie cos robic nie chce i tyle,,ma was w powazaniu gleboko. Lenistwo to 1 co dzis istnieje wsrod dzieci i nie wazne czego sie tyczy. Uczyc sie nie chca, cwiczyc , sportow uprawiac. Myslisz ze dasz mu nagrode to on cos zacznie robic? Gucio. On Ci powie- okej, bede siedzial sam w pokoju i moge nic nie robic. I co mu zrobisz?
        To sa te nowoczesne metody....
    • milamala Re: Kłótnie pomiędzy ojcem a synem 17.05.14, 19:45
      "skrocenie smyczy" - swoja droga piekny termin "wychowawczy", duzo mowiacy o intencjach ... tresowania pieska a nie rozsadnego wychowania mlodego czlowieka.

      O ile sie nie mysle, to wlasnie pan domu taki styl wychowawczy preferuje i mocno go w zycie wprowadza.
      Daje efekty?
      To moze jednak warto wyciagnac z tego wnioskii nie brnac wiecej w ten desen.

      Ale o tym musisz sama zdecydowac.
      Osobiscie polecam skorzystanie z porady specjalistow, ktorzy skonfrontuja ewentualne metody z sytuacja rodzinna i predyspozycjami samego chlopca.
      • agnieszka19990000 Re: Kłótnie pomiędzy ojcem a synem 19.12.20, 14:58
        Nie zgadzam się. Nikt ti nie chce nikogo ponizyc a pokazac kto jednak decyduje w domu. Dzieckoc10 letnie nie bedzie podejmowalo decyzji, przepraszam.
    • morekac Re: Kłótnie pomiędzy ojcem a synem 17.05.14, 22:55
      Niezaleznie od tego, ze dziecko pewnie ma swoje za uszami, tatuś powinien chyba podnieść swoje kompetencje wychowawcze: zdolność do rozmowy bez awanturowania się, strzelania focha itp. Bo na razie zachowuje się niemal jak opisywany 10-latek - ciekawe, ze tutaj nie masz pretensji, a od dziecka wymagasz nie wiadomo czego. Obaj są pewnie nadpobudliwi, są cholerykami, mają podobne charaktery - nie żądaj od dziecka więcej niż od dorosłego.
      Prawdopodobnie ty też powinnaś trochę się podszkolić, chociażby w byciu konsekwentną: skoro używa telefonu w sposób niedozwolony, to dlaczego ma jeszcze ten telefon? Jeśli dajesz zakaz, a dzieciak się wkurza i wrzeszczy, przeżyj wrzaski, zły humor i się tym nadmiernie nie kłopocz - wrzask kiedys ucichnie, a dziecko kiedyś zrozumie, że to i tak nie działa.

      eśli pad
      > a deszcz i powiem mu, że pójście na rolki to niedobry pomysł, to on i tak będzi
      > e próbował forsować na nas to wyjście.
      A dlaczego to taki zły pomysł? A niech idzie, ty chyba nie musisz moknąć? Po prostu powiedz, że ty nie masz ochoty i to jest nieodwołalne.
      • surmatka Re: Kłótnie pomiędzy ojcem a synem 18.05.14, 00:28
        Ooo tak - podszkolenie na pewno mi się przyda, wiem, że za miętka jestem do tego towarzystwa. A co do rolek - to nie kwestia zmoknięcia a bazpieczeństwa. Młody już raz złamał sobie nogę, bo stwierdził, że jeżdżenie na deskorocle po bruku jes ok, mimo zakazu. I kto go musiał nosić do kibla z gipsem? Tatuś. Kto musiał nadrabiać z nim lekcje? Mamusia. Kto dwoił się i troił, żeby w domu nie zwariował z nudów? Mamusia i tatuś. Kto martwił się czy mu się dobrze zrośnie i latał po rehabilitantach? Mamusia i tatuś.
        • moni_kaw Re: Kłótnie pomiędzy ojcem a synem 18.05.14, 09:01
          i w nagrodę za notoryczne łamanie zasad - jeżdżenie po bruku mimo zakazu, granie na kompie mimo przekroczenia ustalonej godziny, łamanie zasad współżycia w szkole - TA DAM - syn dostanie we wrześniu nowy komputer!!!!!!!!!!!!gratuluję i żegnam się z tym wątkiem bo poziom Twojej niekonsekwencji jest tak porażający że bez specjalisty sobie Wasza rodzina nie poradzi;
          • dmuchawcelatawce Re: Kłótnie pomiędzy ojcem a synem 18.05.14, 11:37
            moni_kaw napisał(a):
            "syn dostanie we wrześniu nowy komputer!!!!!!!!!!!!gratuluję i ż
            > egnam się z tym wątkiem bo poziom Twojej niekonsekwencji jest tak porażający że
            > bez specjalisty sobie Wasza rodzina nie poradzi;"

            Co do specjalisty sie zgadzam, ale co do reszty to raczej nie. Rzeczywiscie Moni lepiej pozegnaj sie z watkiem bo rady w stylu: jeszcze bardziej styranizowac dziecko zaprowadza watkodawczynie do katastrofy rodzinnej.
          • morekac Re: Kłótnie pomiędzy ojcem a synem 18.05.14, 21:38
            Zdaje się, że sobie odłożył na sprzęt. Za złamanie zakazu jazdy po bruku spotkała go już wystarczająca 'kara' - poza tym było to już bardzo dawno temu....
          • surmatka Do moni_kaw 18.05.14, 22:13
            Hej! Mój syn złamał sobie nogę, to chyba wystarczająca nauczka??? Czy mam do za to ukarać po dwóch latach (!!!) zabronieniem mu kupna komputera, na który zbiera od kilku lat? No to chyba ja bardziej zaczynam współczuć Twoim dzieciom, jeśli je masz.
          • agnieszka19990000 Re: Kłótnie pomiędzy ojcem a synem 19.12.20, 15:00
            Bez przesady. Tak dzisiaj postepuje 80 proc rodzicow, wiec tak nie cisnij autorce.
        • morekac Re: Kłótnie pomiędzy ojcem a synem 18.05.14, 10:52
          A co do rolek - to nie kwestia zmoknięcia a bazpieczeństwa
          Nie podoba mi się, jak piszesz o tym złamaniu.
          Co do rolek - nie wiem, na ile większe jest prawdopodobieństwo połamania się na takich sprzętach na mokro niż na sucho, niemniej wiem, że połamać można się wskutek nieszczęśliwego upadku, bez udziału sportów.
          A o tym złamaniu piszesz tak, jakby zrobił to wam na złość - zapominasz, że to jego bolało, to on był zgipsowany, unieruchomiony, wariował z nudów i ćwiczył z rehabilitantem. To, co robiliście, wynikało zapewne z potrzeby serca i robilibyście to również, gdyby w tym wypadku był niewinną ofiarą. Równie dobrze mógłby połamać się nie jeżdżąc po bruku, tylko po asfalcie.
          Jeśli chcesz być konsekwentna w kwestii bezpieczeństwa - może wcale nie powinien jeździć, tylko poruszać się zawsze dostojnym krokiem...

          Co do konsekwencji i tych wrzasków po 'nie':być może po prostu za często mówiliście/mówicie 'nie' bez zastanaowienia, potem zaś zmieniacie decyzję, zwłaszcza wskutek jego fochów i wrzasków. Prawdopodobnie utrwaliło mu się. Teraz możesz przy 'nie' znaczącym 'nie' (i używać wyłącznie takich 'nie') - zignorować jego wrzaski, kiedyś przestanie, może zacznie też swoje niezadowolenie wyrażać w sposób bardzie cywilizowany - ale nie wymagajmy od razu wszystkiego.
          Przy czym radziłabym przeanalizować najpierw zagadnienie "Rola focha w osiąganiu celów' na przykładzie tatusia (niedościgniony model) i twojej (utrwalanie wzorca).
          I chyba idźcie do specjalisty - moim zdaniem tata zachowuje się nieprzewidywalnie i nagannie, to na pewno nie pomaga w okiełznaniu syna.

          Co do tego grania po nocy przez kolegów i jedzenia fastfodów - to może być tylko PR. Z pewnością nie jest tak, że tylko on jest uciśniony, a koledzy nie - albo koledzy wciskają kit jemu albo on tobie. Co do gier: może powinien zacząć planować przebieg gry - z pewnością nie powinien zaczynać kolejnego etapu bez możliwości skończenia 10 minut przed końcem czasu na komputerze. W takim przypadku byłabym bezwzględna.
      • sebalda Re: Kłótnie pomiędzy ojcem a synem 18.05.14, 00:42
        Ojciec chce młodemu złamać kręgosłup, a Ty mu w tym pomagasz. Jestem pełna podziwu dla tego dziecka, że jeszcze ośmiela się być sobą, bo w takim domu większość dzieci byłoby bezwolnymi kukłami z podkulonymi ogonami. Uważam, że masz jeszcze szanse uratować swoje dziecko, ale musisz zawalczyć o nie tak, jak to zrobiłaś ze sobą.
        Jest późno i nie mam teraz czasu pisać, ale postaram się jutro rozwinąć. Powiem tylko, że dla dziecka największą tragedią jest dwoje rodziców "grających do jednej bramki", która polega na tym właśnie łamaniu mu kręgosłupa. Syn ma taką koleżankę, potwornie żal mi tej dziewczyny, wiem, że jest mądra i wrażliwa, ale rodzicom ciągle jest mało, ciągle chcą ją sobie bez reszty podporządkować w sposób nie znoszący sprzeciwu, autorytarny i brutalny. Co osiągają? Nienawiść własnego dziecka, ukryty bunt, a z czasem najpewniej jej utratę. Czy o to chodzi?
        A nauczyciele nie zawsze są święci, nie zawsze mądrzy. Mądre dziecko to widzi, a jak się ośmieli skrytykować, jest najgorsze, trzeba mu pokazać jego miejsce. Ufaj sobie i swoje opinii na temat swojego dziecka, nie daj sobie wmówić, że jest złe. Jego bunt, to jest wyraz duszenia się tą za krótką smyczą, rada, by mu ją jeszcze skrócić, jest totalnie absurdalna.
        Wiem, co piszę, bo mam podobnego trochę syna, tyle że ja nigdy nie stałam po stronie męża, który był taki jak Twój. Syn właśnie zdał maturę, jest fantastycznym młodym facetem, odpowiedzialnym harcerzem, porządnym i mądrym. Poczytuję sobie część zasługi z tego powodu właśnie dzięki temu, że stałam po jego stronie, a nie męża tyrana.
        • surmatka Re: Kłótnie pomiędzy ojcem a synem 18.05.14, 00:51
          No to z niecierpliwością czekam na rozwinięcie. Mój syn jest sobą właśnie dlatego, że widzę to o czym piszesz. Że często jednak staję po jego stronie. Myślę, że przez to ma też mętlik w głowie. Chcę o niego zawalczyć, ale jednocześnie chcę wyplenić jego złe zachowania ( i nie mam na myśli tych szkolnych, dobrze się uczy więc mam w nosie, co nauczyciele o nim myślą - zwłaszcze, że są też tacy, którzy go doceniają). Chyba też ostatnio bylam zbyt zajęta jego siostrą i on domaga się uwagi z mojej strony.
    • kropeczka455 Re: Kłótnie pomiędzy ojcem a synem 18.05.14, 08:57
      surmatka napisał(a):
      > Jan nie potrafił mnie akceptować - cały czas mu coś we m
      > nie nie pasowało, próbował to we mnie siłą zmieniać (psychiczny terror). Ja się
      > nie dałam, wywalczyłam sobie szacunek i nie żałuję, bo teraz układa nam się do
      > brze. Teraz Jan próbuje zmieniać Franka - czuje się odpowiedzialny za jego wych
      > owanie i wyplenienie złych nawyków.

      Ty się nie dałaś wiec terrorysta zmienił sobie ofiarę!!!
      Może dziecko broni się Twoimi metodami, widział i słyszała jak to wyglądało.
      Ojciec ubliża synowi nazywając go głupcem wiec czemu się denerwuje że syn odpłaca mu tym samym. Dorosły mężczyzna nie wrzeszczy non stop na dziecko, trzyma emocje na uwięzi - Twoje zdolne dziecko uczy się ze krzykiem rozwiązuje się konflikty.
      Współczuję Ci bo wychowujesz dwóch zbuntowanych 10-latków (MĘŻA i SYNA)

      Współczuję Ci masz
      • dmuchawcelatawce Re: Kłótnie pomiędzy ojcem a synem 18.05.14, 11:33
        "> Współczuję Ci "

        A ja nie. Watkodawczyni sie od tyrana uwolnila. Byla dorosla, dojrzala i miala instrumenty aby tego dokonac. Teraz tyran zmienil obiekt na latwiejszy bo na niedojrzale dziecko.
        Ja wspolczuje dziecku: ojca tyrana i biernej matki, ktora siebie obronila, ale syna juz nie potrafi, bo ... jest zmeczona "biedna" tymi klotniami.
        • verdana Re: Kłótnie pomiędzy ojcem a synem 18.05.14, 11:59
          Nie tylko nie potrafi. Mną, podobnie jak Morekac, wstrząsnął opis tego, jak potraktowano wypadek syna. Straszny, bo trzeba sie było synem zaopiekować. Jak on śmiał złamać nogę, sprawić rodzicom kłopot! Teraz zadbamy o jego bezpieczeństwo nie dlatego, aby sobie czegoś nie zrobił, ale aby nie był kłopotliwy.
          Jeśli cokolwiek z tego dotarło do dziecka - a podejrzewam, ze dotarło, to ma pełną świadomość, co dla rodziców jest ważne. Na pewno nie on.
          • pade Re: Kłótnie pomiędzy ojcem a synem 18.05.14, 12:09
            A ja jestem przekonana, że autorka napisała to na potrzeby wątku, z ironią, lekko podłamana. Na pewno syn nie dostał przekazu: nic sobie nie łam, bo będziemy mieli kłopot.
            Dzieci są różne. Całkowicie pomijacie tutaj wkład dziecka. Winni są rodzice. Bo albo smycz za krótka, albo za długa. Ale na bank są winni.
            Być może syn autorki ma "waleczny" charakter, bo tak ma, po prostu, taka osobowość. A błędy rodziców po prostu wzmacniają te cechy.
            Ta spójność rodziców jest jednak ważna. Nie wtedy gdy ojciec mówi dziecku, że jest głupie, ale wtedy, gdy trzeba wyłączyć kompa np. Trzeba ustalić zasady i się ich trzymać, a "nie" ma oznaczać "nie", a nie "być może".
            • verdana Re: Kłótnie pomiędzy ojcem a synem 18.05.14, 13:22
              Ale dlaczego jesteś tego pewna? Mnóstwo dzieci dostaje taki przekaz - nie nosiłeś szalika, a teraz ja muszę cię pielęgnować.
              W normalnym przypadku też dałabym radę, aby dziecko utemperować. Ale tu mamy do czynienia z ojcem, który najpierw usiłował sobie podporządkować matkę, a gdy się nie udało to samo robi z dzieckiem. Nie ma wątpliwości, że ojciec robi fundamentalne błędy wychowawcze. Jesli do tych błędów w ramach "jedności" dołączy matka, to są spore szanse na zniszczenie dziecka.
              • pade Re: Kłótnie pomiędzy ojcem a synem 18.05.14, 13:34
                Nie spotkałam się z czymś takim dlatego wyraziłam wątpliwość.
                Rodzice mogliby usiąść razem i szczegółowo rozpisać zasady, co mogą odpuścić, co absolutnie nie, część ustalić z synem, o reszcie poinformować. I trzymać się tego. Wtedy nie będzie szarpaniny. Wystarczy konsekwencja.
                Ale najpierw muszą się dogadać między sobą, bo jak widać, każde ma inny pogląd na wychowanie dzieci.
                • morekac Re: Kłótnie pomiędzy ojcem a synem 18.05.14, 13:52
                  To, że rodzice mają inne poglądy na temat wychowania, to nic strasznego. Najgorsze jest to, że nie są w stanie porozmawiać na ten temat spokojnie, a tatuś jest furiat i strzela fochy i wyżywa się na dzieciaku karami - podejrzewam, że w wielu przypadkach zupełnie niepotrzebnie.
                  "Kiedy Jan z Frankiem zostają sami zawsze kończy się to kłótnią. Jeśli idą na rower to jeden chce w prawo, a drugi w lewo. Po kłótniach jest kara. Dla Franka. Ja przychodzę po fakcie. Z reguły staję po stronie męża. No bo Franek znowu próbował coś forsować."
                  Dla mnie to brzmi to, że cokolwiek syn wymyśli, ojciec mu odmówi - dla zasady. Że każde 'zdanie odrębne' wyrażone przez dziecko jest traktowane jako pyskowanie i podważanie autorytetu taty. I że ojciec ma zerowe (albo i ujemne) umiejętności dyskusji i pójścia na kompromis.
                  A teraz o tacie:
                  "I w sumie jest, bo nie załamuje się po akcjach z synem i nie siedzi przy komputerze nie odzywając się do nikogo. (...) Jeśli ma focha to na całego. Kiedyś mieliśmy bardzo ciężki czas - prawie się rozwiedliśmy. Jan nie potrafił mnie akceptować - cały czas mu coś we mnie nie pasowało, próbował to we mnie siłą zmieniać (psychiczny terror)"

                  Co tu się dziwić, że dzieciak strzela fochy, wyje i wrzeszczy, skoro rodzice dają mu w kategorii wymiany poglądów dokładnie taki sam przykład?
                  Dlaczego znowu od dzieciaka rodzice wymagają więcej niż od siebie samych?
                  Rodzic może być surowy i trzymać dzieci krótko, ale powinien być zrównoważony i dostrzegać własne błędy, a nie uważać się za nieomylne guru.
            • morekac Re: Kłótnie pomiędzy ojcem a synem 18.05.14, 13:28
              Możliwe - tylko że to, że to napisała nieco świadczy o tym, jak patrzy na dziecko. Moja starsza córka miała 2 razy złamane nogi (raz zwykłe potknięcie, raz na łyżwach), raz rękę (potknięcie w trakcie biegu), nie wygłupiała się nigdy - wiem, że opieka nad połamanym dzieckiem bywa kłopotliwa, niemniej nie przyszłoby mi do głowy obarczanie jej winą za te złamanie - po prostu tak nieszczęśliwie upadła, że siły działające na kość były większe niż wytrzymałość kości . Równie dobrze syn autorki mógłby upaść na terenie jak najbardziej przystosowanym do jazdy na desce czy rolkach i tam się połamać , zaś na owym bruku stłuc sobie co najwyżej pupę (to przypadek mojej drugiej córki - miała zdarzenia znacznie bardziej zagrażające życiu i kościom niż starsza, bo się nie słuchała albo była nieuważna - a pomimo to kończyło się co najwyżej na siniakach, obtarciach i stłuczeniach).
              W sytuacji kiedy uznałabym, że warunki do jazdy na czymkolwiek są bardziej niebezpieczne niż zwykle - to dziecko dostałoby stanowcze, ' nie negocjacyjne' "nie" z krótkim uzasadnieniem, typu "Boję, że się połamiesz, jest niebezpiecznie" - naprawdę nie trzeba pamiętać dziecku po latach , że nie posłuchało się i miało za swoje.
          • surmatka Do verdana 18.05.14, 22:21
            Wiesz, nie wypominałam nigdy dziecku tego wypadku i nie miałam do niego pretensji. Faktem jest jednak, że o ile wszystkiego nie da się przewidzieć to, tam gdzie można, nie trzeba niepotrzebnie ryzykować. Efekt tego wypadku jest taki, że teraz jeździ na wszystkich sprzętach uzbrojony jak rycerz - i nie muszę mu o tym przypominać. W scateparku jest chyba jedynym dzieckiem w kasku i ochraniaczach. Ja tylko stiwerdziłam fakt - w tym przypadku konsekwencje samowolki ponieśliśmy my wszyscy, a można (może?) było tego uniknąć. To coś jak jazda bez pasów - niby wiadomo, że może się źle skończyć, a jednak są tacy, którzy to robią.
            • verdana Re: Do verdana 18.05.14, 22:29
              Moja szwagierka miała bardzo poważny wypadek na rowerze na prostej drodze. I jakoś nikt nie pomyslał, ze konsekwencje tego wypadku poniosła rodzina, bo musiała, o zgrozo, zaopiekować się przez pewien czas córką czy siostrą. Jeśli juz kogoś obwiniać w tym wypadku, to wyłącznie Was. Dziecko było na tyle małe, ze Waszym obowiązkiem było pilnować w czym i gdzie jeździ. I jednak najwyraźniej nadal uważasz, ze to jego wina - bo dziecko ma być ostrożne, abyście Wy nie ponosili konsekwencji. Jakoś to coraz smutniejsze sie robi.
              • surmatka Re: Do verdana 18.05.14, 22:35
                No nie faktycznie, nie będę już brnęła w tłumaczenia. Akurat złamał tą nogę nie pod naszą opieką. Wszyscy to bardzo przeżyliśmy i myślę, że jednak sprawiliśmy, że udało mu się przejść przez to w miarę bezboleśnie. Fizycznie i psychicznie.
                • verdana Re: Do verdana 18.05.14, 22:47
                  Ale dziecko w tym wieku jest zawsze pod opieką rodziców, albo kogoś dorosłego. Jesli dorośli puszczają samopas ekspansywne, nie do końca odpowiedzialne dziecko, skłonne do ryzyka, to wypadek jest winą ich, nie dziecka.
                  • surmatka Re: Do verdana 18.05.14, 22:52
                    Zgadza się. Ten ktoś zapłacił odszkodowanie, wyremontowaliśmy za to Młodemu pokój. Szkoda tylko jego cierpienia.
                    • verdana Re: Do verdana 18.05.14, 23:16
                      No to dlaczego syn nadal jest odpowiedzialny za to, że sprawił Wam kłopot? Gdzie tu jest jakakolwiek jego wina????
                      • surmatka Re: Do verdana 18.05.14, 23:33
                        Kurczę, verdana, przecież nigdy mu tego nie powiedziałam w ten sposób. Tak napisałam, że konsekwencje niesłuchania czasem dotyczą większej ilości osób i chyba dobrze jest (docelowo a nie wieku 10 lat) w życiu wziąć trochę odpowiedzialności też za to, żeby innym nie sprawić niepotrzebnie kłopotu (no, muszę się przyznać - ja również uszkodziłam sobie kiedyś nogę przy sportach ekstremalnych i też się mną musieli zająć, więc teraz grzecznie z nich zrezygnowałam, chociaż bardzo żałuję).
                        • verdana Re: Do verdana 18.05.14, 23:39
                          Nie o to chodzi, że powiedziałaś - chodzi o to, ze tak myślisz. Że konsekwencje niesłuchania dotyczą także Was. Tymczasem tu konsekwencje dorosłej beztroski dotyczyły syna. I że dziecko ma się pilnować nie dlatego, zęby nie ulec wypadkowi, czy nie zachorować, tylko, zeby nie sprawić rodzinie kłopotu.
                          Nie ma możliwości, aby syn tego nie widział. Może się pewnego dnia okazać, że ukrywa przed wami kontuzje i choroby, aby nie sprawiać kłopotu i jak spadnie z roweru, to będzie miał poczucie winy.
                          A rezygnacja ze sportu, bo sprawiłaś komuś kłopot to dowód, ze coś szwankowało w Twoim wychowaniu -że zostałaś nauczona, ze najważniejszą rzeczą w rodzinie jest być niekłopotliwym, nawet kosztem daleko idących wyrzeczeń.
                          • surmatka Re: Do verdana 19.05.14, 11:45
                            Zapewne moje wychowanie ma na to wszystko wpływ- ja żyłam w rodzinie bez awantur, ale teraz widzę, że polegało to raczej na obustronnym wycofywaniu się rodziców w konfliktowych sytuacjach - ale OBUSTRONNYM i widocznie im było (i jest) z tym dobrze - tak sobie nawzajem ustępują i jest ok. No widać, że Jan partnerkę do swojego charakteru dobrał sobie świetnie...
            • morekac Re: Do verdana 18.05.14, 22:57
              Ta, pewnie najęczeliście się przy okazji za wszystkie czasy, jak to wam ciężko, a biedak nawet nie mógł nawiać... ;-) Właściwie z punktu widzenia osoby stosującej metodę 'pogadanki wychowawczej' powinna być to idealna sytuacja.
              Ale na serio: jeśli uważasz, że czegoś nie może robić , to po prostu dajesz mu komunikat "Absolutnie wykluczone", a nie "Nie jest to chyba najlepszy pomysł" - i trzymasz się tej decyzji bez względu na płacz, szantaż i inne naciski. Nie oczekuj jednak, że podporządkuje się ot tak, bez marudzenia i jeszcze będzie zachwycony. Po prostu nie da się czegoś jednocześnie zabronić i mieć w tej samej chwili przeszczęśliwe dziecko.
              • surmatka Re: Do verdana 18.05.14, 23:02
                Wyobraź sobie, że akurat wtedy jedyną osobą która jęczała był Franek.
            • sebalda Re: Nie rozumiem 18.05.14, 22:58
              "Kiedy Jan z Frankiem zostają sami zawsze kończy się to kłótnią. Jeśli idą na rower to jeden chce w prawo, a drugi w lewo. Po kłótniach jest kara. Dla Franka. Ja przychodzę po fakcie. Z reguły staję po stronie męża. No bo Franek znowu próbował coś forsować."
              Surmatko, ja Ciebie nie rozumiem. Twój mąż stosował wobec Ciebie przemoc psychiczną (to niemal Twoje slowa, napisałaś: terror psychiczny), utemperowałaś go jakoś (skądinąd chętnie bym się dowiedziała w szczegółach, jak to zrobiłaś), a teraz on najwyraźniej zmienił obiekt ataków i Ty piszesz, że stajesz po jego stronie??????????? Piszesz tutaj wyraźnie o sytuacji, której nie byłaś świadkiem, więc jakim cudem, na Boga, możesz stawać po stronie faceta, ktory wrzeszczy na własne dziecko i wcześniej stosował wobec Ciebie przemoc psychiczną???????
              Miałam kiedyś taką sytuację: mąż poszedł z synem na szczepienie. Syn potem do mnie zadzwonił i powiedział, że ojciec urządził lekarce regularną awanturę i po wyjściu młody nie wytrzymał i zwrócił ojcu uwagę, a ten o mało nie eksplodował, że jak gnój śmiał! I że to przecież lekarka była okropna. Potem mąż opowiedział mi tę sytuację oczywiście "swoimi słowami". Znam go z tej strony, to typowy "klient awanturujący się". Ponadto dlaczego miałabym nie wierzyć synowi, po co miałby oczerniać ojca, że źle potraktował lekarkę? Innymi słowy: jeśli znasz męża od tej strony, dlaczego bierzesz jego stronę w sporze, którego nawet nie byłaś świadkiem???
              Obawiam się, strasznie przykro mi to pisać, bo to poważny zarzut, ale uważam, że trzeba Ci to jasno powiedzieć, że nie bronisz syna tak, jak to powinnaś robić, bo tak Ci wygodnie i nie chcesz się narażać mężowi, nie chcesz stracić z trudem osiągniętego status quo, że Ty teraz masz spokój, masz takie porozumienie z mężem, tyle że to się odbywa kosztem syna i oboje (tak, niestety oboje) wyrządzacie mu straszną krzywdę i jeśli dalej tak się będzie działo, zniszczycie fajnego, zdolnego, bystrego chłopaka. Mój syn, muszę być nieskromna, choć ma ojca prawdopodobnie gorszego niż Twój mąż, bo mnie nigdy nie udało się go utemperować i nadal doznaję od niego przemocy psychicznej, jest sobą, jest asertywny, mądry, odpowiedzialny, zna swoją wartość. Narażałam się na awantury setki razy, ale nigdy, przenigdy nie pozwoliłam na to, żeby mąż się na nim wyżywał. Sama uczę się teraz od syna asertywności. Uwielbiam go i podziwiam. Warto było.
              Błagam Cię, nie rób tego swojemu dziecku, nie stawaj po stronie męża dla zasady, bo to najgorsza z możliwych zasad, stać po stronie tyrana. Wspólny front jest świetny, ale wspólny front w dobrym, sprawiedliwym traktowaniu dziecka, a nie w łamaniu mu kręgosłupa. A syn jest typowym dzieciakiem, do tego na pewno jest bardziej pobudliwy i zbuntowany, bo przy takim traktowaniu miałby do wyboru być posłusznym, wycofanym, cichym i bezwolnym albo być sobą. Na szczęście wciąż walczy o to ostatnie. Tylko jak długo mu się będzie to udawało, jeśli matka go nie będzie wspierać? Będzie pozwalać mężowi na tresowanie dziecka jak psa? Bo to tak wygląda.
              Jeśli chcesz, możemy pogadać mailowo, chętnie przesłałabym Ci opowiadanie mojej córki pod tytułem pies. Opowiadanie tak naprawdę o ojcu. Może by Ci to coś powiedziało.
              • surmatka Re: Nie rozumiem 18.05.14, 23:27
                Sebaldo, sebaldo. Dziękuję Ci za ten post. Tego potrzebowałam. Innych może też. Zresztą wszystkie te posty pokazują jak bardzo różni się teraz podejście do wychowywania - mnie jednak bliższy jest pogląd o szanowaniu dziecka, a nie "kazaniu" mu czegoś i egzekwowaniu tego siłą, karami czy tym słynnym "byciem konsekwentym". Nie raz zmieniałam zdanie pod wpływem argumentów, jakie zaserwowało mi dziecko i tym samym pewnie nauczyłam go dyskutowania o wszystkim - on po prostu nigdy nie traci nadziei, tylko ja tracę cierpliwość i sposoby, ale to już bardziej mój problem. Być może w tej chwili to ja powinnam pomyśleć o sobie i po prostu odpuścić parę rzeczy - zajmuję się pracą, domem, dziećmi - młodsza córka (1,5 roku) jest na etapie eksplorowania otoczenia i biegania, jest bardzo angażująca. Mój syn też domaga się uwagi - długo był jedynakiem i mieliśmy zawsze bardzo bliski kontakt, także teraz zapewne czuje się trochę opuszczony przez zabieganą matkę i zostawiony na pastwę ojca, który ma problemy ze sobą.
                Co do mojego męża - zadziałała terapia szokowa. Pewnego dnia po prostu nastąpił przełom - w moje urodziny zaczął się na mnie wydzierać (już nie ważny powód, nawet jeśli coś schrzaniłam to nikt nie miał prawa do mnie tak mówić). No i... zadzwoniłam po policję. Na dodatek założyłam mu sprawę o znęcanie psychiczne i byłam totalnie zdecydowana na rozwód. Dopiero wtedy dotarło. Dopiero wtedy zaczął się tak naprawdę starać poprawić. Nie myśl, że później mi nie wypominał, że do własnego męża policję wezwałam i że nie zdarzały się już epizody poniżania mnie, ale ogólnie szło ku dobremu. Psychiatra zdiagnozował mu depresję, teraz jeśli czuje, że nerwy wymykają mu się spod kontroli - idzie po leki. Jeśli zaś chodzi o traktowanie syna - Jan też działa po omacku, bo sam został wychowany przez matkę, która postępowała dokładnie, jak on (a może jeszcze gorzej), więc nie ma mechanizmów dogadywania się z dzieckiem. Zawsze mu w takich sytuacjach przypominam, jak on się czuł, kiedy był mały. On jednak wie, że to złe, ale nie potrafi inaczej. Do tej pory nie chciał słyszeć o żadnej psychoterapii, ale ostatnio sam zaczął mówić o psychologu, żeby sobie poradzić.
                Twój post (i inne też) uświadomil mi, że nie robię krzywdy dziecku broniąc go, bo do tej pory mi się wydawało, że wspólny front to jest to. W momencie jednak kiedy młody czuje, że jest traktowany niesprawiedliwie, albo zbyt surowo to ten wspólny front bierze w łeb.
                • verdana Re: Nie rozumiem 18.05.14, 23:34
                  Hm, i w razie kłótni, której nie byłaś świadkiem, popierasz ojca, który znęcał sie psychicznie nad Tobą do tego stopnia, że wezwałaś policję, a nie syna, który teraz jest taką samą ofiarą, jaką Ty byłaś kiedyś? Że wspólny front z facetem, którego uspokoiła dopiero policja to dobre rozwiązanie?
                  Wygląda na to, ze terapia szokowa zadziała - maż już wie, ze nie może wyżywać się na Tobie, bo wezwiesz policję. Natomiast nic nie stoi na przeszkodzie, aby tyranizować syna, bo wtedy o policji nie ma mowy, a żona nawet może wspierać. Więc właściwie nic się nie zmieniło, tylko zamiast wrzeszczeć na żonę, mozna upokarzać syna i jest fajnie.
                  • surmatka Re: Nie rozumiem 18.05.14, 23:36
                    Nie. Nie jest. Gdyby było to nie zakładałabym tego wątku. Widocznie musiałam sobie parę rzeczy uświadomić, żeby zacząć działać i przestać przysypiać w życiu.
                • morekac Re: Nie rozumiem 19.05.14, 09:01
                  Jan też działa po omacku, bo sam został wychowany przez matkę, która postępowała dokładnie, jak on (a może jeszcze gorzej), więc nie ma mechanizmów dogadywania się z dzieckiem. Zawsze mu w takich sytuacjach przypominam, jak on się czuł, kiedy był mały. On jednak wie, że to złe, ale nie potrafi inaczej

                  To może powinien spróbować się nauczyć?
                  Jest dorosły, a zachowuje się gorzej od niestabilnego emocjonalnie nastolatka. Ma skłonności do znęcania się psychicznego i wiesz o tym doskonale.
                  Teraz terroryzuje starsze dziecko - za kilka lat będzie terroryzował drugie. Bo też mu się wymknie spod kontroli i tatuś nie będzie już tak niezbędny.
                  Psychoterapia, warsztaty dla rodziców (są takie) - ma trochę możliwości.
      • agnieszka19990000 Re: Kłótnie pomiędzy ojcem a synem 19.12.20, 15:01
        Trzymanke emocji na uwiezi. Dobre sobie. Z naszego spoleczenstwa ile osob trzyma emocje na uwiezi? Mowmy o praktyce a nie teoriach.
    • dmuchawcelatawce Re: Kłótnie pomiędzy ojcem a synem 19.05.14, 00:12
      Ja dodam jeszcze cos do ostatnich postow dziewczyn.
      Ja jestem takim wlasnie prawie 40 letnim dzieckiem wychowanym w takiej wlasnie rodzinie. Choc Twoja to wersja light (mam nadzieje).
      Wiesz jak sie konczy zlamanie dziecku kregoslupa?
      U psychiatry. A kiedy sie do niego wreszcie trafi to tylko kwestia czasu. Moja siostra trafila tam jako 20latka (za pozno). Ale ona byla "slaba", "tatus" zlamal jej kregoslup chyba jeszcze zanim zaczela z niego korzystac. Ja bylam harda (pewnie jakTwoj syn) i probowalam walczyc. Pare lat doroslych ciaglam jakos o dziwo bardzo dobrze, ale jak myslisz ile mozna chodzic ze zlamanym kregoslupem. Za to jak upadlam to sie juz nie podnioslam.
      Dzis jestem wrakiem czlowieka, w zasadzie nie mam szans na normalne zycie zawodowe,dziecko z trudem wychowuje, bo ciagna sie za mna koszmary z dziecinstwa,co ma oczywiscie wlyw na moje dziecko. "Dziadzius'jeszcze zza grobu wplywa na kolejne pokolenie.

      Tego chcesz dla swojego syna? Zniszczyc go. Zabic go jeszcze za zycia.
      Nie da sie chodzic i zyc normalnie ze zlamanym kregoslupem. Rozumiesz. NIE DA SIE.
      Jesli sie nie zmienisz (razem z mezem) to nie miej cienia watpliwosci , ze tak sie stanie. Nic Twojego dziecka nie uratuje. Tyran zawsze wygra wojne z dzieckiem.
      • sebalda Re: Kłótnie pomiędzy ojcem a synem 19.05.14, 10:30
        Ja mam dwoje dzieci. Starsza córka zawsze była na cenzurowanym, mąż dodatkowo był zazdrosny o moją miłość do niej, często dochodziło do konfliktów. Młodszy o 4 lata syn miał się stać dla niego sojusznikiem. Ale się nie stał. Ponieważ awantury męża sprawiały, że dzieci otwarcie się nie buntowały (wiele rzeczy robiliśmy za plecami męża), było jako tako. W razie zapędów męża, by atakować dzieci, ja byłam buforem, więc jakoś to funkcjonowało. Dzieci nie przeszły buntu nastolatka, za to córka w momencie, gdy dorosła, gdy w razie czego mogła się usamodzielnić, przestała być potulna i potrafiła się ojcu postawić. Postawić nie chamsko, ale stanowczo. Awantury były karczemne i straszne. Syn z kolei zawsze zachowywał dystans, ale i on ostatnio (w zeszłym roku skończył 18 lat) przestał znosić fochy ojca ze spokojem, zdarza się, że albo odpowie stanowczo, albo stosuje wobec ojca mur milczenia, co tamtego doprowadza do dzikiej furii (choć sam też stosuje "ciche dni", karze nawet dzieci milczeniem i zamykaniem się w pokoju, mimo że to ze mną się pokłócił).
        Mąż kompletnie nie rozumie, co się dzieje, jeszcze chyba do niego nie dotarło, że stracił dzieci, ma okresy starań i zabiegania o dzieci, myśli, że jak się postara, jak przez 2 tygodnie będzie miły i grzeczny, to dzieci zapomną o wcześniejszych jego zachowaniach. Ale one nie zapominają. Dzieci są bardziej bezkompromisowe niż my, mają lepszą pamięć. A mąż uważa się za wielce pokrzywdzonego, bo on się tak starał, a syn potrafi mu zwrócić uwagę. Gdy to się dzieje, ojciec się wścieka, syn nie zamierza ustąpić, więc jest najgorszy, jak on mógł, przecież ojciec się starał! Masakra.
        Piszę tak dużo, bo chcę, żebyś miała świadomość, że mąż nie poprzestanie na gnębieniu syna. Gdy córka podrośnie i ośmieli się mieć czasami inne zdanie niż tatuś (a ma do tego prawo, na tym polega między innymi rozwój człowieka), sytuacja będzie się powtarzać. Facet ma straszne kompleksy i musi to sobie kompensować, wyżywając się na słabszych, tych, których można sobie podporządkować. Kategorycznie mu na to nie pozwalaj.
        • agnieszka19990000 Re: Kłótnie pomiędzy ojcem a synem 19.12.20, 15:04
          Nikt ti nie pisal o gnebieniu. Chyba juz poplyneliscie z naditerpretacją..
      • surmatka Re: Kłótnie pomiędzy ojcem a synem 19.05.14, 11:42
        Dmuchawcelatawce bardzo Ci współczuję!!! I gdzie w takim razie była matka? Czy masz teraz żal do niej? Bo to, co piszesz, uświadamia mi, że bycie biernym jest równie złe, co awantury. Bo cały czas wydawało mi się, że lepiej żyć bez awantur - nie lubię się kłócić, widocznie dla świętego spokoju przymykam oczy na rzeczy, na które nie powinnam.
        Sebaldo - a jak TY dajesz radę z takim człowiekiem? Bo, że dzieci sobie dobrze radzą z Twoją pomocą to jasne.
        • sebalda Re: Kłótnie pomiędzy ojcem a synem 19.05.14, 12:04
          Zanim odpowie Dmuchawcelatawce, ja mogę Ci powiedzieć krótko: Twoja niemoc wspiera przemoc. Takie było hasło kampanii społecznej mającej zachęcać ludzi do zgłaszania widocznych przejawów przemocy, dzwonienia na policję, gdy widzą, że ktoś jest krzywdzony. Ale to hasło idealnie pasuje do takich sytuacji domowych, gdy jedno z rodziców stosuje przemoc wobec dziecka, a drugie jest bierne: ze strachu, z wygody, z chęci uniknięcia otwartej walki, z tradycyjnego pojmowania ról, zgody na patriarchat itd.
          Jestem na tym forum od lat i przeczytałam już dziesiątki historii kobiet, które największy żal miały do niewspierającej, biernej matki. Większy niż do agresywnego ojca. Bo to jest niepojęte, jak rodzona matka może się spokojnie przyglądać, jak jej własne dziecko jest krzywdzone. To przyzwolenie matki jest największą traumą.
          Co do mojego radzenia sobie, to jest słabo. Lata życia w takim związku wyrobiły u mnie syndrom wyuczonej bezradności, do tego ze względów finansowych nie mogę sobie pozwolić na rozwód, w przeciwnym razie już dawno bym się na niego zdecydowała, bo w moim przypadku tylko to by rozwiązało problem. Mój mąż nie widzi w sobie problemu. Przyznaje sie tylko do nerwowości, ale nie widzi, że to z jego mentalnością jest najgorzej. To zresztą bardzo długa historia. Staram sie być samodzielna, mam swoje życie, jestem od niego odseparowana emocjonalnie i fizycznie od kilku lat, nie daję się. U niego najgorsza jest huśtawka emocjonalna, jest typowym przemocowcem z miesiącami miodowymi, które mi serwuje od ponad 25 lat, jego zachowania nie zmieniają się prawie wcale, mimo że ja też wzywałam policję, mimo że zgodził się pod presją niebieskiej karty pójść na terapię, mimo że chodziliśmy na nią przez chwilę razem. Prawdziwy przemocowiec nigdy się nie zmienia, może się co najwyżej przyczaić. To nie jest choroba, ale rys charakteru, dlatego jego zmiana jest praktycznie niemożliwa. Całe tomy o tym napisano.
          • surmatka Re: Kłótnie pomiędzy ojcem a synem 19.05.14, 13:03
            Sebalda to straszne co piszesz. Straszne, bo widzę, że mój mąż zachowuje się podobnie, nawet jeśli w mniejszej skali. Np. obraża się i nie reaguje na nasze pytania. Ja też nie wiem jak reagować kiedy tak robi. I też mi się wydaje, że lepiej dla mnie jest się nie rozwodzić. Uff, muszę sobie to wszystko jeszcze przemyśleć.
            Póki co zapisałam się na wizytę do psychologa. Punkt pierwszy to dla mnie w tej chwili to, jak poradzić sobie z synem. Twój może dał radę, ale nie wiadomo jak to będzie w przypadku mojego. I jeśli coś pójdzie nie tak - wpadnie w złe towarzystwo, przestanie się uczyć albo mnie szanować to co wtedy usłyszę od tatusia? "A nie mówiłem? Twoja wina, trzeba było mnie słuchać..."
        • dmuchawcelatawce Re: Kłótnie pomiędzy ojcem a synem 23.05.14, 23:15
          surmatka napisał(a):

          > Dmuchawcelatawce bardzo Ci współczuję!!!
          Dziekuje, ale wiesz, z moim zyciu juz nic sie nie zmieni, ale Ty w swoim zyciu i zyciu syna mozesz jeszcze dokonac wielu zmian.

          "I gdzie w takim razie była matka? Czy
          > masz teraz żal do niej? Bo to, co piszesz, uświadamia mi, że bycie biernym jest
          > równie złe, co awantury. Bo cały czas wydawało mi się, że lepiej żyć bez awant
          > ur - nie lubię się kłócić, widocznie dla świętego spokoju przymykam oczy na rze
          > czy, na które nie powinnam."
          No wlasnie niestety byla tam gdzie Ty bylas do tej pory. Byla bierna. Sama wypracowala sobie (biernoscia i ulegloscia) cos w rodzaju szacunku meza i nic ja wiecej nie interesowalo.
          Twierdzila, ze zasluzylam sobie na to co robi ze mna ojciec.
          A ja dlugo w to wierzylam, jak rowniez w to, ze mialam dobra matke (bo nie bila i nie wyzywala i nie znecala sie psychicznie).
          Pewnie, ze obiektywnie rzecz biorac w porownaniu z tym co wyczynial ojciec to ona byla aniolem ... ale do czasu.
          Do czasu az sama zostalam matka. Nagle wyraznie dostrzeglam jej role w tym procederze.

          I wierz mi Twoj syn tez predzej czy pozniej to dostrzeze. Nie ma innej opcji.

          Jaki jest moj stosunek do matki?. Zaden. Jak z obca kobieta. Ona nie kocha mnie a ja nie kocham jej. Mam przeogromny zal, wiekszy niz do ojca. Ojciec jawi mi sie jako nieobliczalny chory psychicznie czlowiek, a ona nie byla nieobliczalna ani chora psychicznie. Byla po prostu egoistka, ktora szukala tylko wlasnego szczescia i spokoju. Nawet kosztem dzieci (co zreszta robi do dzis z moja siostra). Jako matka malej dziewczynki, ktora rzucilaby sie z pazurami na kazdego kto chocby tylko pomyslal o skrzywdzeniu mojego dziecka moge tylko powiedziec o mojej matce tyle - to nie byla matka. Matka tak sie nie zachowuje. Matka broni swoje dzieci. To jest jej podstawowy obowiazek. Moze byc madra, albo glupia, moze byc piekna albo brzydka, ciepla albo ostra, ale jak nie broni dziecka to nie ma najwazniejszego na czym relacje dziecko-matka mozna budowac.

          Mysle, ze juz duzo zrozumialas. I to bardzo pozytywne wrozy dla Wasze przyszlosci.
          Posluchaj rad doswiadczonych dziewczyn (byle nie tych o "skroceniu smyczy", bo takim sposobem jeszcze nikomu na tym swiecie nie udala sie sztuka dobrego wychowania jakiegokolwiek dziecka, natomiast wielu zrobilo sobie w ten sposob z dziecka zyciowego wroga). Zreszta mam wrazenie, ze metoda "skrocenia smyczy"nie lezy nawet w Twoim charakterze.

          Poczytaj wiecej o wychowaniu. Jesli moge cos dodac na koniec to poczytaj o pomyslach na wychowanie Agnieszki Stein. Ona jest matka 9 letniego chlopca, jest psychologiem i propaguje w Polsce styl rodzicielstwa bliskosci, ktory i ja staram sie niezdarnie realizowac. Wiesz, mysle, ze po zapoznaniu sie co nieco z jej pogladami mozesz do niej napisac na kontakt z jej bloga i opisac swoj problem. Mysle, ze jest szansa, ze Ci odpisze i cos sensownego poradzi. Mnie w kazdym razie odpisala wiec odpisuje na maile.
          Pozdrawiam i trzymam kciuki za Was.
          • surmatka Re: Kłótnie pomiędzy ojcem a synem 24.05.14, 09:37
            Dmuchawcelatawce - Twój post (przeczytałam też inne Twoje wątki) i także Sebaldy dał mi wiele do myślenia. Nie mam w tej chwili za bardzo czasu, żeby się rozpisywać, ale jeszcze wrócę do temetu w ciągu najbliższych dni.
            W telegraficznym skrócie tylko napiszę, że cała ostatnia akcja skończyła się wielką awanturą z mojej strony (no chyba nie dało się inaczej, w końcu wybuchłam) - ostatecznie tata przeprosił syna, powiedział mu, że źle zrobił. Ja ogłosiłam koniec wszelkich kar i szlabanów - one w przypadku naszej rodziny tylko nakręcają złe emocje - nie wiem, może u innych działają, u nas nie, ponieważ Młody zachowuje się potem jeszcze gorzej - to chyba nie chodzi o to, żeby się bał kary? Póki co jest spokój. Chociaż mąż stwierdził, że w takim razie on już nie będzie się angażował w wychowywanie, bo mu źle idzie. Czyli jednak obraza i działanie w drugą stronę. Tłumaczy go na pewno to, że sam wychował się bez ojca i z matką, która go próbowała złamać (notabene mają bardzo złe stosunki). Jakoś muszę mu podsunąć pomysł na dobre podejście do syna, żeby ani mu za bardzo nie ustępował, ani za bardzo nie próbował korygować wszelkimi sposobami. Bardzo liczę na spotkanie z panią psycholog, chociaż to mój mąż raczej powinien do niej pójść (na razie to wyklucza). Wszystko na mojej głowie, ech.
            • squirrel9 Re: Kłótnie pomiędzy ojcem a synem 24.05.14, 12:03
              To nie ty z synem ale bezwzględnie mąż nadaje sie do psychologa. Wychowany w przemocowej rodzinie, z wami potrafi układać sobie stosunki takie same. Ludzie z takich rodzin maja przekonanie , że albo poniewieją innymi albo inni nimi, albo wrzeszczysz albo ktos wrzeszczy na ciebie, albo bijesz albo ciebie biją. Nic pośrodku. Z góry wiedzą, ze rozmowa nic nie daje, że nie własnym przykładem uczy się kogoś kultury i dobrego zachowania tylko odpowiednią tresurą. Tak było u nich w domu i tak byc powinno. Na nich poskutkowało poskutkuje na ich dzieciach. Dzieci "wychowuje" się karami a nie nagrodą, pochwała i w ogóle rozmowa i wzorem, dziecko ustawicznie się poucza i zwraca uwagę - niech sie boi.
              Zachowanie, w przypadku twojego syna - jak ksiązkowe - albo mąż może syna tresować albo w ogóle nic nie będzie robił, albo jest tak jak on chce albo on się wypisuje (idealny szantaż).
              Z samą sobą jakoś sobie poradziłaś, z synem masz teraz jazdy a zaraz pojawią się z córką. Więc albo juz zmusisz męża do przerobienie swojej przemocy u psychologa albo nastaw się na wieczne wieczne i wieczne konflikty w domu.
      • agnieszka19990000 Re: Kłótnie pomiędzy ojcem a synem 19.12.20, 15:03
        Nie zgadzam sie.
        Jestem nieco mlodsza od Ciebie i ojciec wychowywal mnie surowo. I tutaj mu dziekjje bo sama radze sobie w zyciu w stosunku do innych niby z dobrych rodzin ktorzy nic nie umieja i siedza w byle robocie narzekajac..
        Nie mowie ze okciec byl idealny- surowosc zasad to jedno s kwestia jest jeszcze innych rzeczy i tu moj ojciec zawalił. I to bardzo. Ale w kwestii zasad uwazam ze to bylo ok.
    • po-trafie Re: Kłótnie pomiędzy ojcem a synem 19.05.14, 13:05
      Wydaje mi sie, ze bylam dzieckiem bardzo podobnym do Twojego syna. Silnym, gadatliwym, upartym, przekonanym o wlasnej racji, dazacym do konfrontacji.

      To sa cechy, z ktorych moze wyrosnac fajny, pewny siebie czlowiek. Moze z nich tez wyrosnac egocentryk, tyran i manipulant. Moim rodzicom udalo sie wyciagnac ze mnie to, co najlepsze, ale tylko dzieki kilku konkretnym rzeczom:
      - byli przekonani, ze wiedza co jest dla mnie dobre, nawet jesli ja sie z tym nie zgadzam (zakaz zostawania pozna noca poza domem, konkretna pora powrotu, koniecznosc powiedzenia dokad i z kim ide, zakaz siedzenia nocami przed komputerem/tv, osmiogodzinna 'cisza nocna' etc.) - juz majac 10, 13 lat czulam sie na to zbyt dorosla. Ale byli nieugieci, dbali o moje bezpieczenstwo, zdrowie i sen, chocbym krzyczala, wskazywala kolezanki, ktore moga wiecej, stosowala emocjonalne szantazem bula oburzona i obruszona;
      - reguly byly nienaginalne, a konsekwencje nieuchronne; kary byly wymierzane bez zlosci, z podejsciem 'wiedzialas jakie sa zasady, sama sobie to na glowe sprowadzilas'. Jesli bylismy umowieni ze bede w domu o 22, a byla 22:20, to nastepnego dnia z domu nie wychodzilam. Jesli mialam wylaczyc komputer o 22, a byla 22:10, to nastepnego dnia nie korzystalam z komputera wcale. Jesli powtarzalam ten sam blad kilkukrotnie w duzej czestotliwosci, to kary byly wydluzane za recydywe ;-)

      Jedyna opcja negocjacyjna to byla wymiana kary na "roboty". Czyli jesli koniecznie nastepnego dnia musiala wyjsc, a dzis sie spoznilam, to przy sprzyjajacych wiatrach moglam wymienic jutrzejsze niewychodzenie na umycie tatowego samochodu, umycie i wypastowanie podlog w calym mieszkaniu itp.

      Teraz pisze o tym spokojnie, bo wiem, ze dzieki temu systemowi wyroslam na osobe szanujaca zasady pozycia w spoleczenstwie, probujaca rozumiec reguly i wykuc z nich to, co moge najlepszego (np wynegocjowac dluzsze wyjscie zawczasu, zamiast spozniac sie spontanicznie) etc.
      W czasie, kiedy bylo to egzekwowane, nieraz czulam ze moja krzywda jest niezmierna. Ze zycie mi sie konczy i przecieka miedzy palcami, ze rodzice sa skostniali, niesprawiedliwi, nierozumiejacy, bezmyslni i okrutni. Zdarzalo sie ze atakowalam i to ostro. Dyskutowalam, probowalam rodzicow wyprowadzic z rownowagi, miec wladze nad ich emocjami.
      Jesli nie moglam wywalczyc tego, co chcialam, to przynajmniej moglam spowodowac zeby im tez bylo zle, tak jak mi jest zle ze nie ide spotkac sie ze znajomymi/nie moge zagrac. Niech caly swiat cierpi ze mna, a co!

      To wlasnie robi wasz syn. Buduje swoja wladze i wplyw na was, zdaje sie ze bardzo latwo przychodzi mu wyprowadzic twojego meza (a nieraz i ciebie) z rownowagi, wepchnac was w zachowanie nieracjonalne, krzywdzace dla calej waszej rodziny.
      Nie boj sie klotni czy nerwow. Pamietaj, ze to co robisz (np wylaczenie komputera o 22) robisz z troski o swojego syna i dla jego dobra.
      Moze innym rodzicom to nie przeszkadza. Ty masz prawo zadecydowac, ze po 22 komputera nie ma. Nawet, jesli to najwazniejsza walka swiata - jesli byliscie wczesniej umowieni ze o 22 jest koniec, to jest koniec i juz. Niestety, nie da sie zamienic dziecka pelnego temperamentu w dziecko potulnie spelniajace Twoje prosby. Jedyny sposob, zeby sie przy tym nie denerowac to... nie denerwowac sie. Liczyc do 10, brac glebokie wdechy, wiedziec, ze robisz dobrze.

      Kiedy wpadacie w furie, wscieklosc, krzyczycie do dziecka ze jest glupie, dajecie w zlosci kary niewspolmierne do przewin.. to przegrywacie. Jako rodzice, przegrywacie po kawalku jakis kawalek szacunku dziecka.

      Ustalcie na spokojnie schemat zasad i kar. Znajdzcie w sobie sile i spokoj. Poinformujcie dziecko o tym, ze bedzie ekzekwowac zasady surowo i konsekwentnie.
      • sebalda Re: Kłótnie pomiędzy ojcem a synem 19.05.14, 13:25
        Sporo w tym, co pisze Po-trafie jest ok, ale nie wszystko. Bardzo podobało mi się ustalenie, że kary mogą być wymienne. Rewelacja, jaki prosty patent. Nie potrafię zrozumiem, jak można być tak bezwzględnym i zakazać dziecku wycieczki, na którą tak czekało i się cieszyło. W takich sytuacjach (przy założeniu, że dziecko naprawdę zawiniło) idealnie sprawdziłaby się kara wymienna.
        Ja też wymagałam ciszy nocnej, też moje dzieci (syn robi to z przyzywczajenia do tej pory) zawsze się opowiadały, bo daleko mieszkamy, wiedzą, że mam prawo się niepokoić. I to nie było na zasadzie nakazu, godzenia w ich "dorosłość", ale jako zasada liczenia się z moimi odczuciami. Ktoś tu pisał o tych grach. Ja zawsze pytałam wcześniej, do której potrwa gra (bo to z reguły łatwo wyliczyć) i jeśli miałaby się przedłużać, to prosiłam, żeby nie zaczynał, umówił się wcześniej następnego dnia.
        Ja się trochę boję takiej żelaznej konsekwencji, bo sytuacje mogą być różne. Dziecko czasami przekracza normy nie ze złośliwości, ale z roztargnienia, z przejęcia innymi sprawami, nie zawsze trzeba karać jednakowo, czasami można, a właściwie uważam, że trzeba trochę odpuścić. Dziecko uczy się tego, że rodzic je kocha i w dobroci rodzicielskiego serca czasami wybacza, odpuszcza. Czują potem silniejszą więź z takim rodzicem, widzą, że rodzic je rozumie. Oczywiście wszystko zależy od skali przewinienia czy niedostosowania się dziecka do zakazu lub nakazu.
        Z dzieckiem można i trzeba negocjować, to też jest dla niego twórcze. Zakazy i nakazy ograniczyć do absolutnego minimum, a o reszcie pozwolić decydować lub uzgadniać pewne kompromisy. To też jest bardzo pouczające dla dziecka. W przyszłości jest szansa, że podobnie podejdzie do współmałżonka, nie będzie próbował rządzić, ale pozwoli na określanie swojego odmiennego zdania i uzgadniania rozwiązań korzystnych dla obu stron. Ze swoimi dziećmi też tak będzie robił. Dziecko musimy szanować i w większości spraw traktować po partnersku (nie we wszystkim oczywiście), czyli brać pod uwagę jego zdanie, pozwalać mu się wytłumaczyć (a nie traktować tego jako pyskowanie), powoli pozwalać podejmować decyzje. Im rzadziej mówimy dziecku nie, tym większa szansa, że posłucha, gdy ciągle słyszy: nie wolno, masz być/robić dokładnie tak, jak ci każę, ono się na to uodparnia, przestaje słuchać, bo wychodzi z założenie, że co by nie zrobił, to będzie źle, więc po co się starać.
        Ogólnie najważniejszy jest szacunek dla dziecka. Dziecko szanowane prędzej czy później będzie i nas szanować.
        • sebalda Re: Kłótnie pomiędzy ojcem a synem 19.05.14, 13:31
          Na jakimś forum o dzieciach był wątek o dwulatku, który urządza o wszystko awantury i skargi matki, która sobie nie radzi. Przylączyło się wiele matek. Bardzo spodobała mi się wypowiedź matki dziecka w wieku 2,7 roku. Od najmłodszych lat można dziecko traktować z szacunkiem, starać się radzić sobie nie siłą i krzykiem, ale negocjacjami, daniem czasu i przestrzeni dziecku:

          ""W przypadku swojego synka zauważyłam jedną najważniejszą rzecz. Trzeba dać mu czas. On prawie nigdy nie wykonuje moich poleceń (chyba że uważa to za zabawę ) natomiast jeśli go uprzedzę, wyjaśnię jak dlaczego i dam kilka minut na przetrawienie tego czego od niego oczekuję to w 9 przypadkach na 10 obywa się bez wrzasków i przymusu. Jeśli np. chcę żeby zjadł obiad a on się bawi to mówię o obiedzie, proponuję żeby pobawił sie jeszcze chwilę np żeby autka pojechały na parking i z reguły po kilku minutach on sam z siebie robi czego chcę. Podobnie na placu zabaw jeśli chcę już iść do domu, a synek nie chce to umawiamy się np. na trzy zjazdy ze zjeżdżalni które odliczam i on potem idzie, czasem potarguje się jeszcze ze mną o jeden czy dwa na co się zgadzam itd itp. Może to trochę wygląda na negocjacje z dzieckiem ale wg mnie on się dobrze czuje z tym, że jednak coś razem ustalamy, coś od niego zależy a nie ja mu coś wiecznie narzucam i jest bardziej skłonny do współpracy. To jest trochę czasochłonne bo jednak na wszystko trzeba przewidzieć więcej czasu ale pod każdym względem się opłaca. I jeszcze jedno, a właściwie dwie sprawy. Po pierwsze na mojego synka dobrze działa tłumaczenie. On po prostu chce wiedzieć dlaczego tego czy tamtego od niego chcę, nie wystarcza mu że ma być tak czy siak bo mama tak powiedziała. A po drugie zostawiam mu maksimum swobody. Jeśli on czegoś chce albo nie chce a ja odwrotnie to zanim zacznę go do tego skłaniać przez chwilę zastanawiam się czy to naprawdę musi być tak jak ja chcę, czy czasem nie warto mu ustąpić.
          Poza tym dziecko dojrzewa. Mój synek dziś a te kilka miesięcy temu kiedy był w wieku Twojego to dwoje różnych dzieci także głowa do góry"
        • po-trafie Re: Kłótnie pomiędzy ojcem a synem 19.05.14, 13:32
          A to moze tak uzupelnie, ze to nie jest tak ze jakies zelazna zasady regulowaly kazdy element zycie.
          Ale akurat komputer, tv, czas powrotu do domu i to z kim bede - to byly te kluczowe elementy, dosc sztywne ramy, ktore ciezko bylo nagiac. I tak jak piszesz: wiedzialam skad te zasady sie biora, rodzice tlumaczyli mi, jak to wplywa na ich emocje i odczucia.
          Tlumaczyli np jak sie czuja, kiedy sie spozniam, kiedy sie robi ciemno, a mnie nie ma.
          Albo ze sa odpowiedzialni za moje zdrowie, ze jeszcze sie nasiedze przy komputerze w zyciu, a na ten moment trzeba to ograniczyc bo wyrosne slepa i z krzywym kregoslupem i bede miala do nich zal ;-)
          • verdana Re: Kłótnie pomiędzy ojcem a synem 19.05.14, 13:48
            U mnie w domu tak było. Jak stwierdził niegdyś mój mąż, w domu było "wychowanie liberalne z elementami terroru". Było bardzo niewiele zasad, ale te nie podlegały negocjacji - na przykład nie spóźnianie się. Albo pytanie o to, czy można obejrzeć film, albo zagrać na komputerze. I to nawet nie dlatego, że dziecko będzie ślepe i z krzywym kręgosłupem, bo to samo grozi przy czytaniu, ale dlatego, że nie można koncentrować sie tylko na jednej czynności, bo traci się wiele innych.
            Ale poza tym nie bardzo sobie jakieś inne, sztywne reguły przypominam. Raz czy dwa próbowałam coś wprowadzić, ale zawsze okazywało się to gorsze od braku reguł.
            • sebalda Re: Kłótnie pomiędzy ojcem a synem 19.05.14, 14:26
              Raz czy
              > dwa próbowałam coś wprowadzić, ale zawsze okazywało się to gorsze od braku regu
              > ł.
              :))))

              Ja w jednym byłam nieugięta: liczba godzin snu. O pewnej godzinie dzieci wiedziały, że muszą iść spać i basta. A że były po mnie śpiochami i same widziały, jak się czują, jak się nie wyśpią, nawet się podporządkowały. Zresztą już to gdzieś pisałam: pokazałam im kiedyś idącego do szkoły sąsiada: oczy jak królik i krok zombie:) Zawsze go było za ścianą słychać do późnych godzin nocnych. Nieźle to odstraszyło moje dzieci:)
              Mąż mi kiedyś wypomniał, że tak stanowczo i bez dyskusji zaganiałam dzieci do łóżek (jako odbicie piłeczki, że ja też jestem okropną matką). Dzieci się potem śmiały z niego (nie przy nim), bo doskonale wiedziały, że ten mój nakaz jest akurat dla nich dobry i korzystny. Do dziś syn chodzi wcześnie spać (w ciągu roku szkolnego), bo wie, że inaczej będzie wykończony. A od dawna go nie gonię:)
              • verdana Re: Kłótnie pomiędzy ojcem a synem 19.05.14, 18:31
                A u mnie to własnie się nie sprawdziło całkowicie, , bo syn zmuszony do położenia się o przyzwoitej porze, w sumie zasypiał później, niż gdy kładł się sam. Teraz wiem, ze zrobiłam błąd, bo do snu nikogo sie nie zmusi.
                Moje dzieci, natychmiast jak przestałam je gonić przesunęły chodzenie spać na 3 w nocy i nareszcie mają do dyspozycji te godziny, w których sa najwydajniejsze.
                • morekac Re: Kłótnie pomiędzy ojcem a synem 19.05.14, 19:32
                  Myślę, że to trochę zależy od temperamentu dziecka - z pewnością są dzieci, które potrzebują jasno określonych zasad, tak samo jak są dzieci, które dobrze funkcjonują bez takich rygorów.
      • agnieszka19990000 Re: Kłótnie pomiędzy ojcem a synem 19.12.20, 15:05
        Tu siezgadzam z tym postem:)
    • surmatka Dziękuję 31.05.14, 11:43
      Dziewczyny. Dziękuję Wam wszystkim, którym chciało się zabrać głos w mojej sprawie. Dziękuję za różne zdania na temat wychowania - dzięki nim mogłam się zastanowić, jaki model mi i mojej rodzinie najbardziej pasuje. Naprawdę nie wiem, jak to robicie, że mając swoje własne życie, dzieci, pracę i problemy, macie jeszcze czas na pomaganie takim osobom jak ja. Nie wypowiedział się żaden facet - to też daje do myślenia, bo wątek problemów z mężami, kochankami i portnerami przewija się tu bardzo często - wychodzi na to, że kobiety potrafią szukać pomocy, dla mnie to trochę lipa, że faceci nie - to chyba nie tylko na forum, wystarczy, że rozejrzę się dookoła.

      Jeśli chodzi o moją sprawę - byłam u pani psycholog, ale nie pomogła mi bardziej niż Wy. No, może rzeczywiście rozjaśniła mi parę spraw i dała kilka wskazówek co do postępowania z synem. Na pewno potwierdziła to, że jeśli mąż nie zjawi się na terapii to zmiany nie będą pełne. Jedynie w czym mnie pocieszyła, że każdy z nas jest w pewien sposób skrzywiony - albo miał rodziców nadopiekuńczych, albo za mało, albo dziwnego ojca albo matkę. Mój mąż, oczywiście, na tą chwilę nie chce słyszeć o żadnych psychologach - przecież to wszystko moja wina, obniżam jego autorytet u dziecka, nie pozwalając mu go wyzywać.
      W tej chwili zatem nie pozostaje mi chyba nic innego jak dbać o siebie, żeby nie popaść w totalną frustrację i słabość.
      Dziękuję Wam jeszcze raz za doprowadzenie mnie do pionu. A co będzie dalej to już naprawdę nie wiem.
      • pade Re: Dziękuję 31.05.14, 12:23
        A czy mąż mógłby chociaż przeczytać razem z Tobą książkę? A jeszcze lepiej, pójść na warsztaty? Jeśli tak, polecam Thomasa Gordona Wychowanie bez porażek.
        Powodzenia:-)
      • elizabeth7 Re: Dziękuję 31.05.14, 17:57
        Moim zdaniem synowi powinnas tlumaczyc, ze jego ojciec tak zostal wychowany i trudno jest mu byc innym, ze nie dostal w swoim domu ciepla i zrozumienia i sam nie umie tego dac. Nie odetnie to go od ojca a pomoze zrozumiec, ze ojciec nie jest taki bo go nie kocha. kocha ale nie umie inaczej.
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: Kłótnie pomiędzy ojcem a synem 31.05.14, 19:52
      Może trochę z byt późno, ale włączę się do tego wątku. Głównie, że sama autorka znów się w nim pojawiła.
      Zwróciłam uwagę na 2 sprawy w tym wątku.
      Jedna dotyczy relacji ojciec - syn, druga relacji Pani jako żony z mężem. One się przeplatają i czasem trudno je rozdzielić. Na przykład trudno rozpoznać kiedy Pani interwencja w sprawie syna, jest jednak interwencja i opozycją wobec męża. I odwrotnie. Mąż może być zbyt surowy dla syna w ramach krytyki Pani metod wychowawczych. To może być w dużej mierze nieświadome działanie.
      Druga sprawa, to to, co Pani może znieść patrząc na metody wychowawcze męża.
      Być może chce Pani chronić syna, bo uważa Pani, że on cierpi, wymaga ochrony itp.
      Może powinna Pani jednak bardziej ufnie odnieść się do ich wspólnej relacji.
      Być może syn poradzi sobie z tą relacją sam. Taki odbicie się czasem od stawianych granic, nauczyć może syna dyskutować, negocjować, widzieć też swoją odpowiedzialność za zachowania taty.
      Zawsze możecie urządzać w trudniejszych sytuacjach "okrągły stół". Siadacie w trójkę i przegadujecie sprawę. Co kto czuje, czego potrzebuje, jak rozwiązać konflikt.
      Piszę o tym, bo wygląda na to, że mąż ma wiele cech, które wydają się sprzyjać takim zachowaniom. Wtedy syn poczuje,że jest poważnie traktowany, a Pani będzie mogła wypowiedzieć swój pogląd na daną sprawę bez wchodzenie w opozycję z mężem lub synem.
      Mąż może uważać, że syna trzeba trzymać "krótką ręką". Może to jest spójne z jego poglądem. Może się boi, że ze swoimi niesubordowanymi zachowaniami syn posunie się za daleko? Natomiast ta metoda jest podważana przez Panią, stąd mąż się czuje nieakceptowany i obraża się. Nie jest to najlepsza metoda komunikacji, ale o czymś mówi i coś manifestuje.
      Z drugiej strony z opisu wynika , że syn nie robi nic, co nie jest zgodne z jego wiekiem i pewnie momentem rozwojowym. Więc też nie ma powodów do obaw.
      No i jeszcze jedna sprawa. Syn ma siostrę, więc w różnych starciach z rodzicami z czasem znajdzie domowego sojusznika.
      Dlatego myślę, że sprawa wymaga raczej zgrania się w sposobach rozwiązywania konfliktów.
      Tu jest to słabsze ogniwo. Agnieszka Iwaszkiewicz
      • surmatka Re: Kłótnie pomiędzy ojcem a synem 01.06.14, 12:08
        Pani Agnieszko, dziękuję za włączenie się w dyskusję.
        Jeśli chodzi o to trzymanie "krótką ręką" - wcale nie miałabym nic przeciwko, ale wygląda to tak, że krzykami mój mąż wcale nie egzekwuje nic od syna. Paradoksalnie to ja jestem tym złym policjantem. I tu muszę przyznać, że mąż wspiera mnie w różnych akcjach wychowawczych i kiedy jesteśmy razem jakoś to funkcjonuje. Problem pojawia się, gdy zostają sami - nie ma mnie jako tego bufora, który może ostudzić jedną albo drugą stronę. Ale przecież wychodzę do pracy, spotykam się z koleżankami, nie mogę wiecznie być obecną, oni muszą się dogadać też sami. Poza tym już nie chcę być tym buforem, ponieważ kiedy się coś dzieje, jeden albo drugi zaraz leci do mnie.
        Na pewno patrzę na mojego męża przez pryzmat jego stosunków z matką, które są fatalne. Ona też pewnie chciała dobrze. I jej metody przyniosły skutek - mój mąż świetnie sobie radzi w pracy, sprząta, gotuje, no nie mogę powiedzieć, że jest chłopem, który siedzi w kapciach przed telewizorem i czeka na obsługę. Z tym, że swojej matki serdecznie nienawidzi i teraz, kiedy jest stara, nie kwapi się, żeby jej pomagać.
        Może też sama jestem przewrażliwiona - na mnie nigdy nikt nie krzyczał i w życiu nie miałam żadnej kary - i, powiem szczerze, czasem wolałabym ją mieć zamiast ponoszenia konsekwencji swoich zachowań. Ale to temat na zupełnie inny wątek.
    • sll Re: Kłótnie pomiędzy ojcem a synem 13.03.21, 14:13
      Wyślij syna do wojska

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka