Zaczyna się psuć

05.09.14, 09:52
Podczytuję to forum od jakiegoś czasu i wiem, że czasem Wasze opinie pozwalają spojrzeć na daną sytuację z innej strony. Postanowiłam więc napisać o swoim małżeństwie, może coś doradzicie. Jesteśmy razem od 11 lat, 6 lat po ślubie. Mamy dwie córeczki, 3,5 letnią i 6 m-czną. Obie chciane i planowane, choć na drugą ciążę to ja męża namawiałam, bo z różnych względów wychodziło, że jak nie teraz to nigdy. W każdym razie długo namawiać nie musiałam. Przejdę do sedna, odnoszę coraz bardziej wrażenie, że męża życie rodzinne nudzi i męczy. O ile w tygodniu rozumiem, że wraca zmęczony po pracy i jeszcze często pracuje zdalnie wieczorami o tyle weekendy mnie martwią. Woli pospać do 9-10 (dzieci wstają ok.6) i jeszcze ma pretensje, że go budzimy bo się kręcimy po mieszkaniu. Zje co mu podsunę pod nos, nawet talerza po sobie nie wyniesie. Posiedzi przy komputerze, obejrzy jakiś program w telewizji, czasem wyciągnę go na.spacer czy na zakupy. Z dziećmi sam nie wyjdzie, ewentualnie ze starszą, z dwójką zostanie maks. 30 min. bo młodsza zaczyna płakać. Nie mam chwili wytchnienia dla siebie, tyle jak idą spać. Choć i tu nie do końca bo obie śpią kiepsko. No i wtedy mąż oczekuje seksu. Mnie się wydaje, że raz czy dwa w tygodniu w naszej sytuacji to norma ale on najchętniej chciałby codziennie. Czasem focha strzeli bo mi się zwyczajnie nie chce, więc nie raz wolę mu dla świętego spokoju, przepraszam za wyrażenie, obciągnąć. 5-10 min. i mogę iść spać. Mnie się często nawet nie chce, żeby mnie zaspokoił. Libido mam niziutkie, nie wiem czy to kwestia przemęczenia czy karmienia i hormonów. Wkurza mnie jeszcze jego podejście do córek, szczególnie do starszej. On jest niezadowolony, że ona woli mnie ale sam niewiele robi, żeby ich stosunki poprawić. Złości się na nią gdy ona krzyczy albo płacze ze złości. Czasem ona stoi przy nim i chce się czymś pochwalić i mówi do niego "tatusiu, tatusiu" a on nic, dalej w kompie grzebie. W końcu ona się wydrze "tata!!!" a on do niej"czego tak wrzeszczysz, przestań się drzeć". Jeśli mu coś pokazuje, co zrobiła on na to "no ładne". I wraca do swoich zajęć zamias
    • 4adela4 Re: Zaczyna się psuć 05.09.14, 10:07
      Przepraszam, za szybko mi się wysłało. Zamiast się po zachwycać. Na niemowlaka potrafi krzyknąć, że na niego ulał. Kiedyś było inaczej. Jeszcze po narodzinach starszej córki, gdy wróciłam do pracy mała miała 6 m-cy i następne pół roku to on był z nią w domu. Później przeważnie on wracał szybciej z. pracy, przejmował małą od niani i. robił obiad. Co prawda w weekendy też.wolał posiedzieć w domu. Teraz nic praktycznie w domu nie robi. Rachunki tylko zapłaci i samochodem się zajmuje. Wszystko zaczęło zmierzać w złą stronę po moim pójściu na zwolnienie.w drugiej ciąży. Mąż poczuł się zwolniony z domowych obowiązków. Nie wiem jak to odkręcić, co będzie jak w przyszłym roku wrócę do pracy? Pewnie bez kłótni się nie obejdzie bo nie dam rady w sytuacji gdy mąż będzie tylko kolejną osobą do obsłużenia. Teraz dobre i to, że.starsza poszła do p-kola więc mam 6 godzin tylko z.jedną. Przynajmniej mogę trochę pomilczeć, bo starsza to straszna gaduła i trzeba z nią cały czas rozmawiać. I to już chyba wszystko. Z mężem próbowałam rozmawiać ale twierdzi, że jest bardzo zmęczony po pracy i że nie doceniam tego co robi. Ja też czuję się niedoceniana. On twierdzi, że ze mną się nie da pogadać bo od razu go atakuję i próbuję wybudzić poczucie winy. Bardzo możliwe, że tak jest ale.nie wiem jak się z nim porozumieć. Obawiam się, że jeśli to.dłużej tak potrwa to w końcu.nasze małżeństwo się rozpadnie i dzieci ucierpią bardzej.
      • aqua48 Re: Zaczyna się psuć 05.09.14, 10:25
        Nie atakuj męża, ustal z nim jakie obowiązki on już teraz przejmie w domu po powrocie z pracy - kąpiel dzieci, ładowanie zmywarki, nastawianie i wieszanie prania - coś co pozwoliłoby Ci odetchnąć i rzeczywiście być milszą. W weekendy pośpijcie sobie wszyscy dłużej, mąż niech zrobi za to śniadanie dla Ciebie i starszej córeczki, a potem organizuj wspólne wyjścia rodzinne. Najlepiej takie, żeby były atrakcją dla męża i dla starszego dziecka, a Ty żebyś mogła gdzieś przysiąść z młodszym. Na początku musisz włożyć trochę wysiłku, żeby męża z powrotem wciągnąć w wir życia domowego i pokazać mu, że może być fajne, potem zapewne sam się przyzwyczai. Nie odpuszczaj.
        • sebalda Re: Zaczyna się psuć 05.09.14, 11:01
          Kurcze, takiego fajnego posta mi wcięło;)
          Aqua mądrze prawi. Dodam tylko, że problemy są nieprawdopodobnie wprost powszechne i typowe, szczególnie w momencie pojawienia się drugiego dziecka. Do tego jeszcze często dochodzi romans faceta znudzonego obowiązkami rodzinnymi i zmęczoną (co jest naturalne, nie trzeba się obwiniać) żoną.
          Tylko poważne, rzeczowe rozmowy, ustalenie grafiku (to, o czym pisze Aqua), wzajemny szacunek i tolerancja oraz zrozumienie, że to stan przejściowy, że dzieci nie będą zawsze wymagały tyle pracy, może pomóc, czego szczerze życzę:)
        • edw-ina Re: Zaczyna się psuć 07.09.14, 13:16
          W weekendy poś
          > pijcie sobie wszyscy dłużej

          - Aqua, ja będę Ci dozgonnie wdzięczna, jeśli powiesz mi, jak pospać dłużej ( i to wszyscy) przy niemowlęciu. Normalnie litanię do Ciebie stworzę :)
          • aqua48 Re: Zaczyna się psuć 11.04.15, 17:22
            edw-ina napisała:

            > - Aqua, ja będę Ci dozgonnie wdzięczna, jeśli powiesz mi, jak pospać dłużej ( i
            > to wszyscy) przy niemowlęciu. Normalnie litanię do Ciebie stworzę :)

            Najlepiej wszyscy razem z niemowlęciem wziętym nad ranem do wspólnego łóżka na tzw "dosypianie", można też umawiać się tak, że w sobotę śpi dłużej jedno z rodziców, a w niedzielę drugie, a drugie w tym czasie cichutko zajmuje się niemowlęciem - bierze go do wózka i idzie na spacer. Wszystko da się zrobić przy dobrych chęciach.
            • edw-ina Re: Zaczyna się psuć 11.04.15, 20:43
              O tym wymienianiu się i odsypianiu to sama napisałam. Ale po twoim poście wydawało mi się, że znasz jakiś super-tajemniczy, może magiczny sposób, by cała rodzina, łącznie z niemowlęciem, w weekendy budziła się o 10 :D
              • aqua48 Re: Zaczyna się psuć 12.04.15, 09:32
                edw-ina napisała:

                > O tym wymienianiu się i odsypianiu to sama napisałam. Ale po twoim poście wydaw
                > ało mi się, że znasz jakiś super-tajemniczy, może magiczny sposób, by cała rodz
                > ina, łącznie z niemowlęciem, w weekendy budziła się o 10 :D

                Ooo, to znacznie mnie przeceniłaś :) Jeśli niemowlę budzi się o 5.00 czy 6.00 to zazwyczaj można je jeszcze przetrzymać koło siebie godzinkę lub dłużej i przedrzemać wspólnie.
                • edw-ina Re: Zaczyna się psuć 12.04.15, 14:40
                  Dzięki Opatrzności i wiośnie moje dziecię budzi się ostatnio o 9. To chyba zadośćuczynienie za te wszystkie nieprzespane noce :D
    • marsylvik Re: Zaczyna się psuć 05.09.14, 11:47
      Aż przeczytałam na głos, pogadałam ze swoim chłopiszczem co o tym sądzi, czy widzi jakieś wyjście. Tym bardziej, że niektóre Wasze problemy dotyczą i nas ("no i wtedy mąż oczekuje seksu" i "Z mężem próbowałam rozmawiać ale twierdzi, że jest bardzo zmęczony po pracy i że nie doceniam tego co robi. Ja też czuję się niedoceniana. On twierdzi, że ze mną się nie da pogadać bo od razu go atakuję i próbuję wybudzić poczucie winy.")

      Mój facet twierdzi, że to ile czasu i wysiłku zajmuje dom wie tylko i wyłącznie dzięki temu, że przez kilka miesięcy ja pracowałam po kilkanaście godzin dziennie, a on się zajmował domem sam. I że tego nie da się komuś wytłumaczyć. Tego, że to praca niewidzialna, niewdzięczna, nie przynosząca satysfakcji, męcząca, czasochłonna. W dodatku idąc do pracy wiesz, że posiedzisz do tej i do tej, a potem masz odbębnione - w domu tak nie ma. Ale tego się nie da wytłumaczyć komuś, kto tego nie przeżył. Nawet jak niby zrozumie, to nie zrozumie, jakaś kłótnia, gorszy dzień i... będzie się czuł niedoceniany, wykorzystywany... A z fuch, zdaniem mojego, Twój powinien zrezygnować, jeśli tylko sytuacja Wam na to pozwala, czasem trzeba wybrać pomiędzy pogonią za pieniądzem "dla dobra rodziny" a istnieniem tej rodziny...

      Wg mojego chłopa jedyne wyjście, to zostawić mu dom i dzieci, i wyjechać na wakacje. A mnie się przypomniało, co gdzieś na forum przeczytałam, że kobieta założyła się z mężem i wygrała zakład: facet wziął 2 tygodnie urlopu, ona przez te dwa tygodnie wychodziła codziennie na około 10 godzin z domu, on ogarniał chałupę i dzieci. Przegrał zakład, po tych 2 tygodniach wcale nie pozostał przy swoim zdaniu, że on by wolał być na jej miejscu.

      Poza tym widzę u Twojego męża oznaki co najmniej przemęczenia, a może i depresji. Nic mu się nie chce, nie potrafi już odpoczywać. Brak sił, brak cierpliwości do dzieci, brak możliwości odpoczynku po pracy, do tego zamiast docenić, że się poświęca i bierze fuchy nawet po robocie tylko "pretensje" żony, że nie robi więcej, a przecież to co robi i tak jest ponad jego siły. Nie zawsze tak było, prawda? Oboje jesteście przemęczeni. Oboje, będąc wyczerpani, skupiacie się już tylko na sobie, na ochronie resztek swoich sił, nie zauważając, że to drugie tak samo goni na resztkach. Przynajmniej ja tak to widzę. Myślę, że to właśnie powinnaś mu powiedzieć. Kładąc nacisk na MY jesteśmy zmęczeni, MY oboje mamy bardzo mało czasu i możliwości odpoczynku, MY się czujemy niedoceniani. Unikaj przy tym, na razie, słów "Ty" i "ja". Potem postarajcie się razem wymyślić, jak zapewnić każdemu z Was choć trochę odpoczynku, na przykład sobotnie (bezdzieciowe!) poranki dla Ciebie, niedzielne (też bezdzieciowe!) dla niego, na odespanie, na swobodne spędzenie czasu. Pomyślcie, gdzie i jak jedno z Was może zabrać dzieci, żeby drugie naprawdę odpoczęło.

      Jeszcze jedna moja uwaga. Myślę, że niepotrzebnie się skupiasz na problemie, którego jeszcze nie ma, nie było wcześniej, tylko obawiasz się, że może być. Podejrzewam, że jak wrócisz do pracy, to sytuacja się poprawi, a nie pogorszy. Na pewno odpadnie wtedy problem poczucia niesprawiedliwego podziału obowiązków i wkładu w rodzinę, do zwalczania pozostanie tylko zmęcznie.
      • 4adela4 Re: Zaczyna się psuć 05.09.14, 19:37
        Problem w tym, że ta jego praca zdalna to nie fuchy tylko bezpłatne nadgodziny. W pracy mają sajgon i we dwóch robią to, co piwinny robić jeszcze dwie osoby. Ale pracodawca nikogo nie chce zatrudnić bo twierdzi, że tyle pracy będą mieli jeszcze tylko przez rok a on potem nie będzie zwalniał. Niby coś za te nadgodziny dostają w premii więc nie są zupełnie bezpłatne ale nie da się z nich zrezygnować.
        • marsylvik Re: Zaczyna się psuć 05.09.14, 23:32
          Zmiana pracy nie wchodzi w grę?
          Aż tak dobrze płatna? To może jednak opieka, żebyś choć Ty miała siły zadbać o niego?
          Słabiej płatna? Może Ty idź do pracy?

          Takie ciągłe przemęczenie - nic dziwnego, że dzieci drażnią, lenistwo męża drażni, zmęczona i narzekająca żona drażni... już pisałam. A jak oboje jesteście przemęczeni, to siłą rzeczy muszą przychodzić chwile, kiedy nie będziecie mieli już sił skupić się na czymkolwiek oprócz samych siebie, oprócz prób zapewnienia sobie choć chwili wytchnienia, odpoczynku, każde zakłócenie takich krótkich chwil będzie irytowało, drażniło, będzie "źródłem zła", osoba która taki odpoczynek zakłóci będzie "winna wszystkiemu"... I nie o złą wolę albo zły charakter chodzi, tylko o to, że w skrajnych warunkach człowiek się przestawia na coś w rodzaju oszczędnościowego trybu myślenia...

          Wyobraź sobie jeszcze jeden taki rok. Wiadomo, wszystko można znieść. Tylko trzeba za to zapłacić. Ile jesteście gotowi za to zapłacić? Jak będzie wyglądała Wasza rodzina za rok?
          Trzeba się razem zastanowić, czy sytuacja (finansowa?) wymaga pracy Was obojga ponad siły. Czy utrzymanie dotychczasowego podziału obowiązków albo statusu materialnego jest dla Was ważniejsze/wygodniejsze/lepsze, niż jakaś zmiana, która by choć jedno z Was trochę odciążyła?

          Jeszcze się taki nie urodził, co by na łożu śmierci żałował, że za mało pracował ;)
          Szefem to się trzeba przejmować, jak się chce za wszelką cenę pracę utrzymać. Tu jest pytanie, czy pracy nie należałoby zmienić, czy ta cena nie jest zbyt duża.
          Aż dziw, że na pytanie "kariera, czy rodzina?" większość ludzi odpowie "rodzina" a wybierze odwrotnie... I taki człowiek jest często przekonany, że wyboru dokonał "dla rodziny", potem zdziwiony i rozczarowany, że rodzina zamiast docenić poświęcenie, to się wzięła i rozpadła.
          • 4adela4 Re: Zaczyna się psuć 14.09.14, 22:00
            Praca średnio płatna ale zrezygnować z niej nie można bo w naszym regionie nie tak łatwo zmienić pracę. Moje pójście do pracy nic nie zmieni w naszych finansach bo w tej chwili jestem na macierzyńskim i mam 80% wypłaty. Jeśli pójdę do pracy trzeba będzie znaleźć opiekunkę do młodszej pewnie te20% pójdzie na to a może i więcej. Teoretycznie możemy sobie pozwolić na kogoś do sprzątania raz w tygodniu tylko, że to nawet nie o to chodzi.
    • danaide Re: Zaczyna się psuć 05.09.14, 13:06
      Nie jestem od radzenia w sprawach małżeńskich, ale wiem przez co mi się posypało. Przez to że jedno przy dziecku i domu robiło niemal wszystko, a drugie nie robiło niemal nic - pieniądze były (mój macierzyński, jego zagraniczny zasiłek, oszczędności). Życie seksualne się wali, bo jedno ma za mało energii, a drugie za dużo. Nieumiejętność rozmowy/porozumienia się po obu stronach i dziękuję za uwagę.

      Spotkałam kiedyś takie wg mnie idealne małżeństwo. Wieloletni związek, dzieci po dłuższym okresie małżeństwa, dwójka, różnica wieku ok. 5 lat. Jak to robili?
      - po urodzeniu pierwszego dziecka w domu pojawiła się pani do pomocy (sprzątanie);
      - po urodzeniu drugiego dziecka doszła do pomocy opiekunka (żona nieregularnie pracowała);
      - w większość sobót dziecko, a potem dzieci przejmowała teściowa, a małżonkowie mieli czas tylko dla siebie.
      - Kilka razy w roku małżonkowie wyjeżdżali razem, z jednym dzieckiem, dziećmi lub sami. Dodajmy, że mieszkanie mieli skromniutkie (małe pokoje w bloku, stara kuchnia), ale tak ustawili priorytety.

      To nie jest przepis, to jest kierunek. Wg mnie ten kierunek to ktoś do pomocy w domu i przy dzieciach, pomoc odpłatna, ale czas wolny trzeba sobie kupić. I ten czas poświęcić sobie (matka - 2 godziny dziennie tylko dla siebie, małżonkowie - parę godzin w tygodniu tylko dla siebie).
      Bo gdy ludzie pracują tylko na rzeczy to na końcu tylko z tymi rzeczami pozostaną.
      • danaide Re: Zaczyna się psuć 05.09.14, 13:09
        Dodam, że ten idealny mąż nie zalegał od razu w fotelu po powrocie z pracy. Trochę tam bywałam, mam wrażenie, że czas się spędzało wspólnie, nawet gdy w tej małej starej kuchni jedno piekło ciasteczka z dziećmi to drugie już od razu zmywało.

        No wiem, cud.
        • edw-ina Re: Zaczyna się psuć 07.09.14, 13:36
          Ok, pominę kwestię opisanego w wątku seksu na żądanie, ewentualnie wrócę do niej później, ale napiszę, co u nas zafunkcjonowało i sprawiło, że jest w porządku, dajemy radę.

          - po pierwsze i najważniejsze: każde musi mieć możliwość wyspania się przynajmniej raz, dwa razy w tygodniu (to drugie jak się da). Czyli zakładając, że jest do dyspozycji tylko weekend, to jednego dnia jedno od rana do 9-10 zajmuje się maluchem, a kolejnego dnia to drugie i robimy to tak, by było możliwie mało hałasu. Jak się nie da bez hałasu, to są korki do uszu;
          - mamy nianię na dwa - trzy popołudnia w tygodniu. Wówczas udaje nam się nieco odpocząć, załatwić zaległe sprawy domowe, czasami gdzieś wyjść razem. Może masz jakąś młodą sąsiadkę, która chętnie by dorobiła parę złotych w ten sposób? Naprawdę warto wydać te pieniądze, jeśli nie masz w pobliżu innych osób, które mogłyby wam pomóc;
          - wzajemna pomoc w obowiązkach domowych, wszelkich. Mąż wracając z pracy może zrobić zakupy, ty możesz popłacić rachunki, kiedy dziecko śpi itp. Wszystko ustalone tak, by możliwie skrócić zbędny, tracony na to czas.
          - czynności domowe: prasujesz tylko to, co tego wymaga niezbędnie, kupujesz pralkę 10 czy 12-litrową, dzięki czemu wstawiasz pranie rzadziej, gotujesz możliwie prosto i zaprzyjaźniasz się z niedrogim barem w pobliżu domu, kiedy nie macie siły na gotowanie;
          - ustalcie sobie z mężem przynajmniej jeden wieczór w tygodniu wspólny. Kiedy nie interesujecie się tym, że gary są niepozmywane itp., tylko po tym, jak dzieci zasną jesteście tylko dla siebie. To pomoże odbudować bliskość, która wpływa na libido.
          - niech każde z was ma jakieś swoje przyjemności, róbcie to wymiennie, np. w jeden weekend ty idziesz gdzieś z koleżankami, do kosmetyczki czy na basen lub cokolwiek lubisz robić, w kolejny robi to twój mąż.

      • zuzanna56 Re: Zaczyna się psuć 11.09.14, 14:21
        danaide napisała:

        > Spotkałam kiedyś takie wg mnie idealne małżeństwo. Wieloletni związek, dzieci p
        > o dłuższym okresie małżeństwa, dwójka, różnica wieku ok. 5 lat. Jak to robili?
        > - po urodzeniu pierwszego dziecka w domu pojawiła się pani do pomocy (sprzątani
        > e);
        > - po urodzeniu drugiego dziecka doszła do pomocy opiekunka (żona nieregularnie
        > pracowała);
        > - w większość sobót dziecko, a potem dzieci przejmowała teściowa, a małżonkowie
        > mieli czas tylko dla siebie.
        > - Kilka razy w roku małżonkowie wyjeżdżali razem, z jednym dzieckiem, dziećmi l
        > ub sami. Dodajmy, że mieszkanie mieli skromniutkie (małe pokoje w bloku, stara
        > kuchnia), ale tak ustawili priorytety.
        >
        > To nie jest przepis, to jest kierunek. Wg mnie ten kierunek to ktoś do pomocy w
        > domu i przy dzieciach, pomoc odpłatna, ale czas wolny trzeba sobie kupić. I te
        > n czas poświęcić sobie (matka - 2 godziny dziennie tylko dla siebie, małżonkowi
        > e - parę godzin w tygodniu tylko dla siebie).



        A ja nie do końca się zgodzę. Kierunkiem może jest ktoś do pomocy w wyjątkowych sytuacjach (fajnie jest wyjść jako para bez dzieci raz na miesiąc) ale jak dla mnie to najważniejsza jest tu postawa męża, jego zaangażowanie w sprawy domowe.
        Jesteśmy taką właśnie rodziną, gdzie dzieci urodziły się stosunkowo późno (5,5 i 9,5 lat po ślubie), a ja przez jakiś czas pracowałam raczej 4-5 niż 8 godzin dziennie. Obyliśmy się bez pomocy opiekunek (ok, była babcia 4 godziny dziennie, nie codziennie, gdy wychodziłam do pracy) i pań do sprzątania i gotowania oraz oddawania dzieci babci na cała sobotę.Mąż po powrocie z pracy bawił się z dziećmi, czy wieczorem gotował obiad, a ja robiłam co innego dla domu. Może to zasługa mojej teściowej, że mam dojrzałego męża.
        • marzeka1 Re: Zaczyna się psuć 11.09.14, 14:29
          Zuzanno, tylko się podpiszę i dodam, że swoje dzieci urodziłam podobnie jak Ty: 5 i 9 lat po ślubie :)
          • zuzanna56 Re: Zaczyna się psuć 11.09.14, 20:49
            Marzeka, czasem mam wrażenie że jesteśmy bardzo podobne 😊
        • marsylvik Re: Zaczyna się psuć 11.09.14, 14:30
          zuzanna56 napisała:

          > ja przez jakiś czas pracowałam raczej 4-5 niż 8 godzin
          > dziennie.

          Istotna różnica.
          Postaw się w sytuacji męża:
          a) wracasz z pracy, żona nie pracuje, gna Cię do roboty w domu
          b) wracasz z pracy, żona wróciła z pracy, Ty jej pomagasz w domu
          (jak pisałam wcześniej, nie da się zrozumieć tego, co oznacza praca w domu, jeśli się tego nie zasmakowało, przy najlepszych chęciach w nerwach przychodzi myśl, że ta druga osoba "siedzi w domu, ma na to cały dzień, a jak wracam styrany z roboty to się mną wyręcza - w ogóle nie rozumie, że jestem zmęczony!")

          > Mąż po powrocie z pracy bawił się z dzi
          > ećmi, czy wieczorem gotował obiad, a ja robiłam co innego dla domu. Może to zas
          > ługa mojej teściowej, że mam dojrzałego męża.

          Może. Może też. Może nie tylko. Ile godzin dziennie pracował mąż? Brał ciągle nadgodziny z perspektywą nadgodzin przez kolejny rok?
          • zuzanna56 Re: Zaczyna się psuć 11.09.14, 20:48
            Pozostanę przy swoim zdaniu 😊
            Ja odniosłam się do tego opisu gdzie żona nie pracuje zawodowo, pomaga jej opiekunka, pani do sprzątania a w weekendy babcia zabiera dzieci. A ja się uprę że da się żyć bez pomocy tabuna opiekunek i sprzątaczek, z małą pomocą babci gdy mąż normalnie bierze udział w zajęciach domowych.
            Moja praca czasem polegała na tym że miałam 2 godziny korepetycji, 3 godziny pracy na kursie językowym, gotowaniu obiadu, zajmowaniu się kilkumiesięcznym dzieckiem 5 godzin. Byłam zmęczona i rozumiem dokładnie czym jest tzw.siedzenie w domu ale też jak jest pracować na 1,5-2 etaty.
            Nadal uważam że to wszystko kwestia dojrzałości faceta. Może mam dużo szczęścia. Moje dzieci są już nastoletnie, starsze prawie pełnoletnie i z mojego doświadczenia mam takie obserwacje.U mnie to się sprawdziło. Może gdzie indziej sprawdzi się płacenie za usługi i pomoc babć w każdy weekend. Wyjeżdżać sami zaczęliśmy dość późno. Wyjeżdżamy z wielką przyjemnością 😊
            • zuzanna56 Re: Zaczyna się psuć 11.09.14, 20:58
              Może też kluczem do sukcesu było nieprzejmowanie się nadmiernie prasowaniem, gotowaniem wymyślnych obiadów itp. Były momenty kiedy trzeba było odpuścić. Aha, kiedy nasze pierwsze dziecko miało 6-10 miesięcy oboje pisaliśmy swoje prace magisterskie. Mąż pracował oczywiście. Ja wtedy dorywczo 2-4 godzin dziennie. Wiem czym jest siedzenie w domu z niemowlakiem który śpi 30 minut dziennie 😉.
            • ashraf Re: Zaczyna się psuć 12.09.14, 08:27
              A ja nie do konca sie z toba zgodze. Jezeli pracowalas 4-5 h dziennie, to naprawde praktycznie wszystko da sie pogodzic - dom, prace itd. Jezeli ty i maz pracowalibyscie na caly etat + nadgodziny, to pomoc zewnetrzna bylaby wam potrzebna nie dlatego, ze komus sie czegos nie chce, ale dlatego, ze nie mielibyscie czasu/sily na pewne prace domowe. My mamy bardzo dogodne godziny pracy, synek spedza w zlobku ok. 5 h, z domem, roslinami, gotowaniem czy praniem radzimy sobie sami, ale jezeli (a jest taka opcja) bedziemy pracowac wiecej, to juz takie sprzatanie spokojnie mozna przerzucic na pania sprzatajaca, a czas po pracy spedzic tylko z dzieckiem. Opiekunka na wieczorne wyjscia tez nie jest zla, ja przynajmniej potrzebuje jej do zachowania higieny psychicznej ;) Choc oczywiscie zgadzam sie co do meritum - czyli ze praca w domu wykonywana przez meza to podstawa, przy czym ma byc do praca, a nie "pomaganie".
              • zuzanna56 Re: Zaczyna się psuć 12.09.14, 15:29
                Ashraf, z twoim ostatnim zdaniem oczywiście zgadzam się. Praca w domu wykonywana przez męża to podstawa. Wspólne wyjścia od czasu do czasu też.
                Pominę kwestię wymuszonego seksu, którego opis mamy w pierwszym poście.
                Co do mojego pracy. Miałam okres pracy kilkanaście godzin tygodniowo przy 1-2 miesięcznym dziecku, poza tą pracą było dużo siedzenia w domu 😉, prania, gotowania, od czasu do czasu paru godzin na uczelni. Miałam też okres pracy głównej plus wielu nadgodzin przy 2 dzieci. Nie rozumiem dlaczego ma być łatwiej kobiecie z niemowlakiem która pracuje 4 godziny dziennie niż tej która nie pracuje i nigdzie nie pędzi? Nigdy nie mieliśmy ani sprzątaczki ani babci na cały weekend. Ani w okresie gdy nie pracowałam, ani gdy pracowałam na 1/4 etatu ani na 2 etaty. Nie uważam wcale takiej płatnej pomocy za coś złego. Po prostu mój mąż mnóstwo rzeczy robi w domu.
                Co do meritum wątku. Byłoby idealnie gdyby facet nie myślał tylko o sobie w wielu kwestiach, nie tylko seksu i sam po prostu sprawę przemyślał. Sam czuł że on także jest odpowiedzialny za dzieci, zabrał je na spacer, pobawił się z nimi. Nie dlatego że żona zrzędzi ale że on sam tego chce. Ale on tego nie czuje. Rozumiem że może być wykończony pracą. Wtedy może faktycznie pomyśleć o pomocy do gotowania czy sprzątania. Tylko czy to uzdrowi ten związek? Ja wątpię ale może jestem stara i dużo takich sytuacji w życiu widziałam. Mimo to z całego serca życzę powodzenia 😊
                • ashraf Re: Zaczyna się psuć 14.09.14, 14:34
                  Ok, teraz calkowicie sie zgadzam, zwlaszcza co do meritum watku. Chodzilo mi tylko o to, ze dobrze funkcjonujacy zwiazek, gdzie nikt nie musi o nic prosic, zmuszac itd., gdzie obie strony duzo i regularnie robia, moze skorzystac na pomocy zewnetrznej, jesli przelozy sie na wiecej czasu dla malzenstwa :)
    • julita165 Re: Zaczyna się psuć 09.09.14, 22:57
      Mój mąz też tak się zachowywał. No wypisz wymaluj. Od 3 m-cy zyjemy osobno, za 3 m-ce składamy pozew o rozwód. I wiesz co ? Mnie jest tak super bo przynajmniej nie przezywam wiecznych rozczarowań, a i dziecku wydaje się byc lepiej. Bo tatuś na co dzień wiecznie był zajęty, niezadowolony, nie miał czasu ani humoru a raz w tygodniu na kilka godzin jakoś się mobilizuje.
    • 4adela4 Re: Zaczyna się psuć 09.04.15, 13:12
      U mnie najpierw totalnie się pogorszyło, do tego stopnia, że myślałam o rozwodzie i było mi już tak wszystko jedno, że tego nie kryłam. Zaczęłam kolejną rozmowę ale myślałam, że mąż się znowu wycofa, ale zdobył się na szczerość. Okazało się, że mnie kocha tylko jest przemęczony i zestresowany. Podobno ma bóle w klatce piersiowej, do tego nadwaga. Co prawda jest jeszcze sporo przed 40 ale martwię się o jego zdrowie. Ja widzę, że stawiam siebie w pozycji ofiary zamiast zdobyć się na asertywność. Nie wiem czy molestowanie w dzieciństwie może mieć z tym związek. Okazało się też że mąż jest zazdrosny o czas i uwagę, którą poświęcam dzieciom. Oboje się staramy (mąż z własnej inicjatywy robi coś w domu i zostaje chętnej z dziećmi a ja wkładam więcej serca w seks) i od kilku tygodni jest lepiej ale zastanawiam się czy bez terapii małżeńskiej damy radę utrzymać ten stan.
      • edw-ina Re: Zaczyna się psuć 09.04.15, 14:55
        Związek dwojga ludzi to zawsze sinusoida. Nie ma tak, że dochodzi się do jakiegoś etapu, tworzy jakiś system i on funkcjonuje przez kolejne ileś lat, lub nawet do końca. Zmieniamy się przy sobie, czasami wbrew sobie, szukamy swojego miejsca.
        Jeżeli uważasz, że zabrnęliście tak daleko, że tylko pomoc osoby trzeciej jest w stanie wam pomóc, to skorzystajcie z tej pomocy. Ale może też być tak, że po prostu potrzebujecie wzajemnie więcej uwagi i już to sprawi, że te przysłowiowe śmieci same się wyniosą.
        Odnośnie zazdrości o dzieci - ponoć to bardzo częste. Mój mąż mówił, że miał z tym pewien problem, tj. z jednej strony rozumiał moje zainteresowanie dzieckiem, ale z drugiej strony wypierał fakt, że też potrzebuje zainteresowania. Mój przyjaciel, który został ojcem niedawno, mówi coś podobnego - że jego żona stworzyła z niemowlęciem taki odrębny świat, który on może tylko obserwować, a nie chce być w takiej roli. Może tak być, że choć potrzebujemy udziału ojca, to nieświadomie tworzymy barierę, poza którą on może być już tylko obserwatorem. Wydaje mi się, że warto to przemyśleć.
        • vilez Re: Zaczyna się psuć 11.04.15, 21:12
          Nie zgadzam się z Tobą. To, że faceci tak o tym opowiadają, że znaczy, że tak to się odbywa- iż ta separacja jest normalna . Faceci mogą wejść w ten świat (matka-dziecko) i będzie triada, a nie- diada. Trzeba chcieć i rozumieć, że ten świat jest naturalny. A do tego trzeba dojrzałości. Jest czas diady, jest i triady.
          • vilez Re: Zaczyna się psuć 11.04.15, 21:13
            korekta:
            To, że faceci tak o tym opowiadają, NIE znaczy, że tak to się odbywa- iż ta separacja jest normalna,
          • edw-ina Re: Zaczyna się psuć 11.04.15, 21:30
            Mam rozumieć, że podważasz (jako kobieta) myśli mężczyzn o nich samych? W dodatku rozważania dwóch mądrych i dojrzałych osobników? To tak, jakby facet ci powiedział, że nie zgadza się z tym, że matka jest biologicznie związana z dzieckiem, bo jego zdaniem, gdyby była mądrzejsza, to by zrozumiała, że tak silna więź może być wykluczająca dla innych, więc by ją przewalczyła.
            Kobiety zaczęły oczekiwać od mężczyzn, a konkretnie od mężczyzn, którzy zostali ojcami, że będą matkami. Nie dają im przestrzeni na ich własny sposób przeżywania, na własne wątpliwości, lęki, swój sposób budowania relacji z dzieckiem. Jeśli chcą być zaangażowani, to mają być zaangażowani po matczynemu, a wszystko, co stoi w jakiejkolwiek opozycji do tego traktowane jest jako niedojrzałość.
            Uważam, że zazdrość o uwagę partnerki, która przed narodzinami dziecka była skierowana w znacznie większym stopniu na partnera, ma prawo zaistnieć i nie ma w tym niczego nieludzkiego. Niedojrzałe co najwyżej może być bezrefleksyjne poddawanie się jej, brak prób rozwiązania sytuacji, wczucia się, bądź zaprzeczanie takiemu uczuciu, jeśli się pojawi. Ale wychodzenie z założenia, że jak ktoś jest dojrzały, to nie mogą go dotknąć negatywne emocje, jest oczekiwaniem od człowieka, że będzie wydmuszką.
            • vilez Re: Zaczyna się psuć 12.04.15, 08:07
              Podważam, że niedojrzałość jest stanem pozytywnym. Nie jest. dojrzały facet nie będzie zazdrosny o relację matki i dziecka. Będzie ją wspierał. I tworzył z nimi triadę.
              Nie ma to nic wspólnego z oczekiwaniem, ze facet będzie kobietą. Ma być facetem w triadzie.
              • edw-ina Re: Zaczyna się psuć 12.04.15, 12:04
                Błąd w rozumowaniu - każdy człowiek ma uczucia. Ale dojrzały umie je dostrzec, nazwać i coś z nimi zrobić. A nie - skoro jest dojrzały, to ich mieć nie będzie.
                • vilez Re: Zaczyna się psuć 12.04.15, 13:08
                  Ale do dotyczy obu płci, po prostu- ludzi. Doświadczamy różnych uczuć, i radzimy sobie z nimi na sposób dojrzały, lub nie.
                  Zatem- jaki błąd?
                  • edw-ina Re: Zaczyna się psuć 12.04.15, 14:27
                    Prosty - z twojego postu wynika, że jeśli ktoś ma negatywne uczucia, to jest niedojrzały: cyt. dojrzały facet nie będzie zazdrosny o relację matki i dziecka. Będzie ją wspierał. I tworzył z nimi triadę.
                    A ja mówię, że negatywne uczucia mogą pojawić się u każdego, a miarą dojrzałości jest to, co się z nimi zrobi - pozwoli im kwitnąć, wziąć nad sobą górę, czy też weźmie się z nimi za rogi. Poza tym jestem zdanie, że otwarte mówienie o tym, że takowe uczucia mogą się pojawić lub się pojawiają jest dobre i oczyszczające. A jeśli zastosuje się rozumowanie z kategorii: skoro tak myślisz, to jesteś niedojrzały, to tym większe zło można wyrządzić, bo ta osoba będzie wypierała emocje, które wciąż będą na nią i jej zachowanie wpływały.
                    • vilez Re: Zaczyna się psuć 12.04.15, 15:54
                      Dojrzały facet nie będzie miał zasadniczego poczucia zazdrości, bo nie będzie miał ku temu podstaw, albowiem sam będzie miał relację i z dzieckiem i żoną.
                      Odczucie zazdrości o dziecko/żonę zakotwicza właśnie w niedojrzałości.

                      Gdyby się jednak ono pojawiło, to będzie wiedział, co z nim zrobić. Nie uczyni go podstawą roszczeń. Niczego innego nie twierdziłam.

                      Nie rozumiem zatem dalszych Twoich uwag, są one względem tego, o czym napisała, bezprzedmiotowe.
                      • edw-ina Re: Zaczyna się psuć 12.04.15, 17:11
                        Są analogicznie bezprzedmiotowe, jak twoja niezgoda na to, co napisałam - czyli na słowa dwóch odrębnych, świadomych siebie i inteligentnych mężczyzn, którzy przyznali, że zaznali tego uczucia. Bo przyznać, że coś się czuje, a iść za tym uczuciem to dwie różne sprawy, które rozdzieliłam od razu. Tyle, że nie każdy ma to szczęście, że jest na tyle świadomy siebie, by móc takowe uczucia szybko zlokalizować, ujawnić, zrozumieć i się z nimi rozprawić. Są ludzie, którym zajmuje to więcej czasu i nie ma w tym niczego zdrożnego. A mówienie, że odczuwanie ich jest jednoznaczne z niedojrzałością nie jest żadną, nawet najmniejszą zachętą do podjęcia z nimi walki.
                        • vilez Re: Zaczyna się psuć 12.04.15, 18:14
                          Przyznać się do swoich nieprawidłowych reakcji/słabości, a budować na nich roszczenie, to jest zasadnicza różnica. Każdy z nas ma słabsze strony, ale nie każdy przerzuca je na partnera czy dziecko. I to dotyczy każdego etapu procesu wychodzenia ze słabości- jedni biorą ją na siebie, inni- przerzucają. I o to chodzi.
                          • edw-ina Re: Zaczyna się psuć 12.04.15, 18:34
                            To trzeba było właśnie to napisać, zamiast słów, których użyłaś.
                            Drugą sprawą jest to, że mąż autorki wątku to w konsekwencji zauważył i się do tego przyznał. A że nie stało się to od razu? Co zrobić, nie każdy reaguje na wszystko w tym samym czasie.
                            • vilez Re: Zaczyna się psuć 12.04.15, 19:13
                              W dyskusji dochodzi do rozwinięcia myśli i argumentacji, na tym właśnie polega dyskusja. Gdyby ludzie wszystko pisali na początku, to by nie było dyskusji. Ty zaś nie zrozumiałaś mojego początkowego wpisu i zareagowałaś bardzo autorytatywnie w deseń: "mylisz się". Nie ja się mylę, tylko Ty nie chwyciłaś. I odpowiedziałaś, jak odpowiedziałaś, dopisując mi jakie dziwne sensy. A na końcu się okazało, że się ze mną zgadzasz.
                              Nie ma nic do procesowości, tylko do podejścia roszczeniowego.
                              • vilez Re: Zaczyna się psuć 12.04.15, 19:19
                                Ps. Pardom, to Aqua literalnie pisała o myleniu się, Ty o błędzie w rozumowaniu- którego nie udowodniłaś.
              • aqua48 Re: Zaczyna się psuć 12.04.15, 12:37
                vilez napisała:

                > Podważam, że niedojrzałość jest stanem pozytywnym. Nie jest. dojrzały facet nie
                > będzie zazdrosny o relację matki i dziecka. Będzie ją wspierał. I tworzył z ni
                > mi triadę.

                Mylisz się, zazdrość jest nieracjonalna, bo jest uczuciem, na odczuwanie którego ma się mały, albo żaden wpływ. A wiele kobiet nie zdaje sobie spraw z tego, że ich ukierunkowanie po porodzie wyłącznie na dziecko może taką zazdrość u męża wywołać. Jest też sporo takich, które nadal NIE POZWALAJĄ mężczyźnie na włączenie się w jak to górnolotnie piszesz triadę od początku, oczekując, że jego miłość do dziecka jest równie naturalna i spontaniczna jak ma to miejsce u nich i że będzie taka również wtedy jak dziecko będzie starsze i zdecydują się wreszcie powierzyć część obowiązków z nim związanych. Tyle, że wtedy często jest na to za PÓŹNO, bo odsuwany na boczny tor od dziecka i od partnerstwa mężczyzna nie nauczył się kochać własnego dziecka i niewiele ma z nim wspólnego, a i z partnerką coraz mniej go łączy bo staje w naturalnej opozycji do jej poczynań..
                • iziula1 Re: Zaczyna się psuć 12.04.15, 13:02
                  Aqua , wszytko ok ale przeczytaj wątek startowy autorki. Pada tam zdanie,że jest wykończona, że mąz w niczym nie uczestniczy, że autorka musi go wyciagac, zachecać....gdzie jest tu dojrzałośc partnera ?
                  Ja widze taką sytuacje: dwoje małych dzieci, nocne karmienie, brak czasu na własną przestrzeń autorki i nagle pojawią się partner który twierdzi,że jest zazdrosny o czas poświęcany dzieciom. Co ma zrobić autorka wątku? Bardziej się postarać? Bardziej dbać o męza bo On ma prawo byc zazdrosny? Ok, ma prawo tylko co z tego wynika?
                  Ona czuje,że więcej powinna, więcej serca wkłada w seks, bo próbuje mu zrekompensować to, że dzieci i dom pochłaniają jej czas całkowicie?
                  Związek dwojga dorosłych, podkreślam dorosłych partnerów z dziećmi to wzajemnośc. Skora autorka jest wykończona, nie ma ochoty na seks, domyślam się że ze wzwykłego zmęczenia to co robi partenr? Dorzuca jej własne pretensję czy raczej odciąza, przejmuję obowiązki przy dziecku? Pozwala partnerce na oddech, chwile dla siebie? Czy raczej domaga się uwagi bo on jest zazdrosny, bo seks za rzadko?
                  Nie podoba mie się ta cała sytuacja a mam wrażenie że tylko upewniacie autorkę do przyjęcia kolejnego obowiazku jakim jest dbałość o dobre samopoczucie męża, kiedy Ona dla siebie nie ma czasu.
                  Brak mi tu równowagi.
                  • vilez Re: Zaczyna się psuć 12.04.15, 13:12
                    Podpisuję się. O to mi z grubsza chodzi :-)
                  • aqua48 Re: Zaczyna się psuć 12.04.15, 13:31
                    iziula1 napisała:

                    > Aqua , wszytko ok ale przeczytaj wątek startowy autorki. Pada tam zdanie,że jes
                    > t wykończona, że mąz w niczym nie uczestniczy, że autorka musi go wyciagac, zac
                    > hecać....gdzie jest tu dojrzałośc partnera ?

                    Nie twierdzę, że partner jest dojrzały, gdyby był taki, to by nie było wątku. Twierdzę, że taki problem w związku ma dwa końce. A partnerka po prostu zakopała się po uszy w obowiązkach. Zamiast od razu przerzucić ich sporą część na partnera - tak, żeby miała czas i wyłącznie dla siebie i wyłącznie dla niego. Bo to jest bardzo ważne. To wręcz samonakręcająca się maszynka.

                    >ma prawo byc zazdrosny? Ok, ma prawo tylko co z
                    > tego wynika?

                    Z tego może wyniknąć zmiana na lepsze. Ale może też poczucie niesprawiedliwości i foch, a w konsekwencji być może i rozpad związku. Do autorki i jej męża należy wybór.

                    > Ona czuje,że więcej powinna

                    No właśnie, a powinna nie więcej robić sama, tylko inaczej rozłożyć akcenty, lepiej się komunikować z partnerem i racjonalniej zarządzać obowiązkami i wolnym czasem. Tak, wiem, że to jest bardzo trudne przy małych dzieciach i mnóstwie niespełnionych oczekiwań z obu stron, ale na prawdę da się.
                    • vilez Re: Zaczyna się psuć 12.04.15, 18:16
                      > No właśnie, a powinna nie więcej robić sama, tylko inaczej rozłożyć akcenty, lepiej się
                      > komunikować z partnerem i racjonalniej zarządzać obowiązkami i wolnym czasem

                      A czemu ONA, a nie- ON? Czemu to nie ON miałby się lepiej komunikować, inaczej rozkładać akcenty itd? Skoro problem jest po JEGO stronie?
                      • aqua48 Re: Zaczyna się psuć 12.04.15, 18:47
                        vilez napisała:

                        > A czemu ONA, a nie- ON? Czemu to nie ON miałby się lepiej komunikować, inaczej
                        > rozkładać akcenty itd? Skoro problem jest po JEGO stronie?

                        Tylko dlatego, że ktoś musi zacząć zmieniać SIEBIE, żeby wywołać zmianę u partnera. Problem nie jest jak piszesz po jego stronie, problem jest dokładnie pośrodku. I owszem masz rację partner też może zacząć, tylko, żeby być do tego zdolnym, z moich obserwacji oraz doświadczenia wynika, że musiałby być dojrzałym i odpowiedzialnym człowiekiem, a taki poradziłby sobie sam. Ten nie jest i nie potrafi. Zupełnie normalnie nie wie co i jak robić.
                        • vilez Re: Zaczyna się psuć 12.04.15, 19:17
                          No nie. Jeśli ONA postępuje ok, to nie ma czego zmieniać. To jest właśnie przerzucanie na kogoś swojego problemu. Problem zazdrości nie leży pośrodku, tylko po stronie zazdrośnika, tak jak gwałt nie leży pośrodku, tylko po stronie gwałcącego.
                          Czas to załapać.
                          Dorosły człowiek, gdy ma problem, to się najpierw do tego problemu przyznaje lub szuka pomocy. Przerzucanie jest wykluczone.
                  • 4adela4 Re: Zaczyna się psuć 12.04.15, 19:56
                    Ale mąż też się bardziej stara. Tak jak napisałam bez protestów i fochów zostaje z dziećmi, sprząta czy zrobi zakupy. Ja wiem, że on to powinien robić ale nie robił i zaczął więc zamiast powiedzieć "wreszcie!" wolę to docenić.
                    • aqua48 Re: Zaczyna się psuć 13.04.15, 10:15
                      4adela4 napisała:

                      > Ale mąż też się bardziej stara. Tak jak napisałam bez protestów i fochów zostaj
                      > e z dziećmi, sprząta czy zrobi zakupy. Ja wiem, że on to powinien robić ale nie
                      > robił i zaczął więc zamiast powiedzieć "wreszcie!" wolę to docenić.

                      To bardzo dobrze rokuje na przyszłość, doceniaj go, to wzmacnia pozytywnie pożądane zachowania.
                    • edw-ina Re: Zaczyna się psuć 13.04.15, 10:55
                      Istnieje pewien trend i to niestety nie tylko na forum, by oczekiwać od człowieka bycia robotem - raz a dobrze zaprogramowanym robotem, funkcjonującym na tym oprogramowaniu przez całe życie. Ja patrzę na to inaczej - popełniamy błędy, mylimy się, zafiksowujemy na swoich niespełnionych potrzebach, uczymy się nowych ról, zmieniamy. To naturalne fazy rozwoju człowieka, przebiegające u różnych ludzi w odmienny sposób. W związku również nieustannie się zmieniamy, dla siebie, przez siebie, a czasami nawet przeciwko sobie. Jeśli widzisz zmianę w mężu, to znakomicie - dopinguj go w tym, ciesz się razem z nim, zamiast skupiać na tym, co było złe. Bo bardzo łatwo jest przekreślić związek, człowieka czy przypiąć komuś łatkę. Trudniej jest chcieć pomóc się komuś rozwinąć, zrozumieć, co go warunkuje. Ale po czasie, jeśli tylko się to powiedzie, okazuje się, że było warto. I tego poczucia, że było warto, naprawdę ci życzę.
                      • vilez Re: Zaczyna się psuć 13.04.15, 11:15
                        Bez gruntownej podstawy, czyli przyjęcia tego, co jest problemem po mojej - a nie: czyjejś, stronie, nie będzie procesowego pozytywnego progresu. Trzeba stanąć, jak to onegdaj mówiono z wysoka: w prawdzie siebie. Inaczej droga, którą się pójdzie, będzie błędna i będzie miała fatalne - dla siebie i innych- skutki.
                        Nie można pomóc komuś, kto odmawia przyjęcia swoich prawdziwych uwarunkowań.
                        Nie rozumiem, gdzie widzisz w tym przypinanie łatki, lub odwrotnie: oczekiwanie, że ludzie będą robotami.
                        • edw-ina Re: Zaczyna się psuć 13.04.15, 11:29
                          Vilez, prawdę powiedziawszy to doszłam do wniosku, że nie chce mi się marnować czasu i energii na rozmowę z tobą, więc rozwiąż ten problem jak tylko chcesz. Mam rodzinę, której uwielbiam poświęcać czas, kilka pasji, sporo przyjaciół i nieco chęci, by pomóc w problemach innym ludziom i marnowanie energii na czcze dyskusje nie mieści się w moim harmonogramie.
                          pozdrawiam
                          • vilez Re: Zaczyna się psuć 13.04.15, 13:19
                            Tę samą dawkę energii, którą wydatkowałaś na ten wpis o swoim życiu (wtf? nigdy w jego jakość nie wątpiłam) mogłaś poświęcić na produktywne ustosunkowanie się merytoryczne :-)
                            Ale to zapewne byłoby trudniejsze...
                        • aqua48 Re: Zaczyna się psuć 13.04.15, 14:06
                          vilez napisała:

                          > Nie można pomóc komuś, kto odmawia przyjęcia swoich prawdziwych uwarunkowań.
                          > Nie rozumiem, gdzie widzisz w tym przypinanie łatki, lub odwrotnie: oczekiwanie
                          > , że ludzie będą robotami.

                          Ja widzę w prezentowanej przez Ciebie postawie. I konieczności wydawania oceny-wyroku. Dojrzały - rokuje, niedojrzały - nie rokuje, no chyba, że uzna swoją małość. A w życiu często jest tak, że wystarczy zmieniać się pomału, stopniowo i bez tak kategorycznie negatywnej oceny siebie i swoich zachowań z przeszłości.
                          • vilez Re: Zaczyna się psuć 13.04.15, 17:50
                            A konkretnie to gdzie widzisz? Komu przypięłam łatkę? I gdzie ten wyrok?
                            Bo coś i się wydaje, że mnie chcesz przypiąć łatkę.
                            Nie słyszałaś o niedojrzałych postawach? Mamy nie mówić o problemie niedojrzałości?
                            "Często i "wystarczy"... Skąd wiesz, że często i ze wystarczy? Nie ferujesz aby kategorycznych hurraoptymistycznych wniosków i postulatów? Możesz tym kogoś skrzywdzić.
                            Zazdrość i relację matka-dziecko to poważny problem, a krzywdy tak powstałe są realne.

                            Zatem- jakieś konkrety i argumenty?
                • vilez Re: Zaczyna się psuć 12.04.15, 13:11
                  W czym się mylę? Nieodojrzałość może dotyczyć obu płci, o czym piszę do Edwiny. Nad niedojrzałością trzeba pracować, a nie- czynić z niej pełnoprawną podstawę do roszczeń.

                  Żadna górnolotność, tylko opis związku, które ma dziecko. Dwoje partnerów plus dziecko to jest triada.
                  Tyle.
                  • aqua48 Re: Zaczyna się psuć 12.04.15, 13:38
                    vilez napisała:

                    > Nad niedojrzałością trzeba pracować, a nie- czynić z niej pełnoprawną podstawę
                    > do roszczeń.

                    Autorytatywne stwierdzenie, że partner jest niedojrzały jednak nie prowokuje do pracy nad sobą, tylko zeń zwalnia. A wszak takiego partnerka autorka wybrała, związała się z nim i mają dwójkę dzieci. I nie zmieni jego zachowań, jeśli nie pozwoli mu dojrzeć zmieniając swoje postępowanie.
                    • vilez Re: Zaczyna się psuć 12.04.15, 15:49
                      > Autorytatywne stwierdzenie, że partner jest niedojrzały jednak nie prowokuje do pracy nad sobą, tylko zeń zwalnia.

                      Stwierdzanie faktów/stanów nie jest autorytatywnością.

                      > I nie zmieni jego zachowań, jeśli nie pozwoli mu dojrzeć zmieniając swoje postępowanie.

                      Odpowiedzialność za swoje dojrzewanie i postępowanie każdy ponosi sam.
                      • aqua48 Re: Zaczyna się psuć 12.04.15, 18:41
                        vilez napisała:

                        > Stwierdzanie faktów/stanów nie jest autorytatywnością.
                        > Odpowiedzialność za swoje dojrzewanie i postępowanie każdy ponosi sam.

                        Jak i za wybranie nieodpowiedniego partnera. Jasne, można partnera ocenić, po czym strzelić focha i odwrócić się tyłem, bo nie spełnia oczekiwań. Tylko.. w związku, a zwłaszcza takim w którym są małe dzieci to nie jest takie oczywiste i proste jak opisujesz.
                        • vilez Re: Zaczyna się psuć 12.04.15, 21:59
                          Przecież nie można przewidzieć wszystkiego w odniesieniu do partnera.
                          Ktoś mówi o fochu i odwróceniu się? Bo z pewnością nie ja.
      • iziula1 Re: Zaczyna się psuć 09.04.15, 15:21
        4adela4, myślę,że bez terapii nie dasz rady.
        Weź pod uwage fakt, że ta szczerość męża polegała na tym,że zakomunikował Ci "jestem zmęczony, boli mnie - czyli zatroszcz się o mnie - nie wymagaj ".
        Nie wiem czy ty stawiasz się w pozycji ofiary czy nie ale bycie zazdrosnym o uwagę i czas poświęcany wspólnym dzieciom to może kilkulatek a nie dorosły facet. Nie podoba mi się to.
        • 4adela4 Re: Zaczyna się psuć 09.04.15, 15:35
          Dla mnie sam fakt, że przyznał jak bardzo stresuje go praca dużo znaczy. Poza tym jeszcze niedawno nie zmuszony nic w domu nie zrobił a teraz chociaż zmyje sam z siebie naczynia czy parę dni temu wziął dzień urlopu i pomył okna. Jeśli chodzi o zazdrość o dzieci to chodzi o to, że od kiedy urodziła się starsza córka nigdzie nie byliśmy sami. Cały czas funkcjonujemy jako rodzina ale niewiele przestrzeni zostaje dla nas jako małżeństwa. Nawet nie śpimy razem bo ja śpię z młodszym dzieckiem a starsze przychodzi w nocy. Podobno głównie dlatego nalegał na seks bo tylko wtedy byłam choć przez chwilę dla niego.
          To nie to, że nagle jestem ślepa na jego wady ale chcę, żeby nam się udało.
          • edw-ina Re: Zaczyna się psuć 09.04.15, 15:42
            Spanie w jednym łóżku, obok siebie jest bardzo ważne. Nie rezygnuj z tego. To pozwala małżonkom pobyć razem, tylko we dwoje - choćby przez sen. Chciałabyś żeby ktoś ciebie wyeksmitował z małżeńskiego łóżka? Pomyśl, jak by to na ciebie zadziałało.
            • 4adela4 Re: Zaczyna się psuć 09.04.15, 15:46
              Jako alternatywę mam wstawanie jakieś 6 razy w nocy. Mąż może spać z nami, bo łóżko duże ale mówi, że mu niewygodnie.
              • marsylvik Re: Zaczyna się psuć 10.04.15, 08:23
                U mnie było dokładnie to samo.
            • asia_i_p Re: Zaczyna się psuć 11.04.15, 21:30
              To akurat nie jest norma. W tej chwili dwie noce w tygodniu śpię z mężem, a pięć śpimy osobno, bo mąż w dni "pracowe" wstaje bardzo wcześnie, a ja jestem nocny marek. Bardzo nam dobrze w tym układzie, obydwoje się wysypiamy, ale niedługo raj się skończy, bo niemowlak zostawszy przedszkolakiem przejmie naszą sypialnię na swój pokój (dotychczas ja spałam w sypialni, mąż w salonie, wcześniej na odwrót).
          • marsylvik Re: Zaczyna się psuć 10.04.15, 08:18
            4adela4 napisała:

            > Dla mnie sam fakt, że przyznał jak bardzo stresuje go praca dużo znaczy.

            > Podobno głównie dlatego nalegał
            > na seks bo tylko wtedy byłam choć przez chwilę dla niego.

            To pokazuje, jak ważna jest już sama szczera rozmowa.
        • aqua48 Re: Zaczyna się psuć 09.04.15, 15:36
          iziula1 napisała:

          > bycie zazdrosnym o uwagę i czas poświęcany wspólnym dzieciom to może kilkulatek a nie dorosły facet.
          Nie podoba mi się to.

          Mylisz się, to zupełnie instynktowne u normalnego mężczyzny, którego żona po urodzeniu dziecka "odstawia na boczny tor". DLATEGO tak ważne jest aby ojca dziecka od razu wdrażać do roboty przy niemowlaku, pomocy i pozwalać mu na zabawę z dzieckiem oraz uczyć jak ma to robić tak, żeby obie strony (i ojciec i dziecko) wyciągnęły korzyści, nawiązały kontakt i miały wspólne zainteresowania.
          Miłość do dziecka u matki jest zazwyczaj instynktowna, dla mężczyzny abstrakcyjna, ojciec musi się jej uczyć.
          • iziula1 Re: Zaczyna się psuć 09.04.15, 23:27
            Aqua48 , samo uczucie zazdrości, jeśli się pojawia nie jest niczym złym, z tym się zgadzam. Natomiast , to do czego nas to uczucie doprowadza już nie jest ok.
            Osoba dorosła wie,że to okres przejściowy więc wspólnie z żoną próbuje ten okres przetrwać, odciążyć, zrozumieć. Nie odsuwa się jak małe obrażone dziecko, nie tupie nogami, nie obraża się i nie trzaska drzwiami.

            Mamy 3 dzieci-ja i mąż - więc znam ten temat od podszewki ;) . jedno obecnie pełni rolę naturalnej antykoncepcji!


            • vilez Re: Zaczyna się psuć 11.04.15, 21:15
              Zgadzam się z Iziulą. Taka realizowana zadrość jest objawem niedojrzałości.
      • marsylvik Re: Zaczyna się psuć 09.04.15, 15:22
        To dużo się poprawiło :)

        Jest lepiej, jeżeli Twoje obawy o to, że znów się popsuje jeśli nie przyjdzie pomoc z zewnątrz są dla Ciebie ciężarem, to możesz skorzystać z pomocy psychologa sama. Psycholog może lepiej niż my pomóc Ci rozstrzygnąć, czy terapia małżeńska jest potrzebna.

        A co z pracą, powodem przemęczenia? Dało się to jakoś sensowniej poukładać, albo są jakieś realne nadzieje, że niedługo się to zmieni?
        • 4adela4 Re: Zaczyna się psuć 09.04.15, 15:40
          W pracy niby obiektywnie lżej, choć za kilka tygodni ma być znowu gorzej. Problem głównie w tym, że mąż nie może się odstresować. Od prawie dwóch lat nie miał porządnego urlopu, bo zawsze wolne było brane, żeby coś zrobić. W tym roku chcemy gdzieś wyjechać na początku lipca ale mąż nawet nie chce planować bo mówi, że perspektywa wolnego wydaje mu się nierealna.
          • aqua48 Re: Zaczyna się psuć 09.04.15, 15:45
            To róbcie sobie wyjazdy weekendowe. Choć jeden w miesiącu - totalny luz. Bez dzieci.
            • 4adela4 Re: Zaczyna się psuć 09.04.15, 15:47
              Nie mamy co z nimi zrobić.
              • pade Re: Zaczyna się psuć 09.04.15, 15:53
                A młodsze jest bardzo małe?
                • pade Re: Zaczyna się psuć 09.04.15, 15:54
                  Doczytałam. Sypia w dzień?
                  • 4adela4 Re: Zaczyna się psuć 09.04.15, 15:58
                    Sypia ale ja niedawno wróciłam do pracy.
                • 4adela4 Re: Zaczyna się psuć 09.04.15, 15:55
                  14 miesięcy.
              • aqua48 Re: Zaczyna się psuć 09.04.15, 15:53
                4adela4 napisała:

                > Nie mamy co z nimi zrobić.

                To wybierzcie się w miejsce gdzie będziecie się wspólnie dobrze bawić, a wieczorem zmęczone dzieciaki pójdą spać - żebyście mieli z mężem choć noc tylko dla siebie.
                Raz na miesiąc można nawet opiekunkę do dzieci wynająć i choćby wybrać się z mężem na koncert, do kina lub na kolację. Odświętnie, jak dawniej.
                • pade Re: Zaczyna się psuć 09.04.15, 15:59
                  To też jest ważne.
                  Ale równie ważny jest codzienny odpoczynek. Bo nie da się odpocząć raz w miesiącu na zapas.
                  Moim zdaniem warto "rzeczy do zrobienia" odłożyć na czas, kiedy młodsze będzie można gdzieś wyekspediować:) A z urlopu korzystać wypoczynkowo, po to jest.
                  Na co dzień, jeśli młodsze śpi w dzień np. 2 godziny, wtedy można pograć ze starszym w gry, porozmawiać, albo włączyć tv na godzinkę a samemu się w tym czasie zdrzemnąć.
            • marsylvik Re: Zaczyna się psuć 09.04.15, 15:52
              Tą poradą rozłożyłaś mnie na łopatki, a dokładniej zwrotem "choć jeden w miesiącu" :D
              A to dlatego, że sama chciałabym mieć choć 5-6 takich godzin totalnego luzu sam na sam ze swoim chłopem jednym ciągiem w miesiącu i nadal jest to mało realne. Gdzie mi tam do Twojego minimum całego weekendu!

              Życie :P
              • aqua48 Re: Zaczyna się psuć 09.04.15, 16:02
                marsylvik napisała:

                > A to dlatego, że sama chciałabym mieć choć 5-6 takich godzin totalnego luzu sa
                > m na sam ze swoim chłopem jednym ciągiem w miesiącu i nadal jest to mało realne
                > . Gdzie mi tam do Twojego minimum całego weekendu!

                Nad życiem i związkiem warto pracować, nawet kosztem innych udogodnień. A luz totalny od czasu do czasu każdemu się należy. Ja przy dwójce małych dzieci bywałam tak zmęczona, że niekiedy w niedzielę rano naciągałam kołdrę na głowę i mówiłam, że dzisiaj nie wstanę. Mąż wtedy leciał do cukierni po moją ulubioną kremówkę serwował mi ja do łóżka i cały dzień na paluszkach zajmował się dzieciarnią. Bez tego bym po prostu nie przeżyła tego okresu. Staraliśmy się też w miarę możliwości wychodzić z domu. Finansowo to był bardzo ciężki okres, mieszkaniowo, rodzinnie również bo nie było komu dzieci podrzucić, a jeszcze moi Rodzice chorowali. Udało się jednak przy wzajemnym wsparciu. Warto walczyć o takie wparcie i wyrywać te chwile wspólne - tylko z mężem.
                • vilez Re: Zaczyna się psuć 11.04.15, 21:20
                  Zgadzam się. Osobny kanał/pasmo życiowe- tylko na życie z mężem, jest konieczny i warto o niego zawalczyć.
                  I to powinien zadbać ten, kto jest mniej obciążony dzieckiem. Żeby ta druga strona nie popadła w traumę. I żeby miała siłę walczyć o związek. 
                  Ten, który pracuje, ma łatwiej. Bo zmienia otoczenia, rewitalizuje się. Druga strona- nie.
    • koronka2012 Re: Zaczyna się psuć 11.04.15, 18:52
      Problem leży głównie w tym, że z tego co piszesz odnoszę wrażenie, żę męża nie cieszy nic związanego z życiem rodzinnym. Cała reszta jest pochodną. Można być przemęczonym, zestresowanym - a cieszyć się kontaktem z dziećmi, czerpać radość z ich małych osiągnięć.
      • facetkazforum Re: Zaczyna się psuć 12.04.15, 18:39
        Widzisz,o posiadaniu dziecka powinni decydować oboje rodzice dobrowolnie,a nie jedno pod wpływem hormonów czy in. chcicy.ty w pewnym sensie zmusilas męża do drugiego dziecka...
        Cóż....
    • baszysta Re: Zaczyna się psuć 11.04.15, 21:41
      mąż z własnej inicjatywy robi coś w domu i zostaje chętnej z dziećmi a ja wkładam więcej serca w seks

      EMADKA 2015 XD
      • paris-texas-warsaw Re: Zaczyna się psuć 12.04.15, 21:12
        Ja w całej rozciągłości zgadzam się jak zwykle z Vilez. Dodam jeszcze, że - o ile dobrze zrozumiałam - takich partnerów zazdrosnych o dzieci Pani Agnieszka określa jako narcystycznych w przeprowadzonym z nią wywiadzie o mi.in. ojcostwie w niedawno wydanej książce "Kochać wystarczająco dobrze".
        • vilez Re: Zaczyna się psuć 12.04.15, 22:28
          Cieszę się, że miałaś dobrą niedzielą, Paris :-)
    • ada1214 Re: Zaczyna się psuć 15.04.15, 10:32
      Mamy
      > dwie córeczki, 3,5 letnią i 6 m-czną. (...) Przejdę do sedna, odnoszę
      > coraz bardziej wrażenie, że męża życie rodzinne nudzi i męczy.

      Jakbym czytala o sobie. KIedy moje dziecko bylo male, nie lubilam zycia rodzinnego. Ja po prostu nie mam wyczucia, nie mam reki do malych dzieci. Nawet dzisiaj, kiedy juz "odchowalam" swoje i mam ten bagaz doswiadczen co do malych dzieci, no wiec nawet dzisiaj jak mi ktos (kolezanka) wcisnie dziecko na rece (zwykle sie bronie przed tym ale niekidy ktos doslownie wcisnie na chama i znienacka) to autentycznie stoje jak kolek z tym dzieckiem na rekach i nie poruszam sie, zeby nie wchodzic w jakiekolwiek interakcje bo nie wiem co z takim dzieckiem robic. Przekomicznie to wyglada z boku haha, ale nie umiem tego zmienic. Nie lubie malych dzieci, nie znosze tego rozgardiaszu jakie male dzieci powoduja- wrzask, placz, balagan. Wiec rozumiem Twojego meza w 100 %. Dziwne ze zgodzil sie na drugie dziecko- ja bym chyba sie zalamala jakbym znowu zaszla.
      No coz, teraz pozostaje tylko jakos przezyc. Pocieszajace jest to, ze w koncu dzieci kiedys wyrastaja z wieku niemowlecego i wczesnodzieciecego.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja