Dodaj do ulubionych

wzajemność, współpraca w małżeństwie

15.02.15, 16:00
Nie wiem właściwie, jak zatytułować wątek. Chodzi mi o sytuacje, kiedy przez pewien okres czasu z uwagi na doszkalanie zawodowe czy też skupienie się na rozwoju zawodowym jednego z małżonków drugie musi w większym wymiarze zająć się dziećmi i domem, jest częściej zdane samo na siebie. Już tłumaczę o co chodzi.
Jestem na kursie zawodowym, który trwa 10 miesięcy (5,5 już mam za sobą) i zakończy się trudnym egzaminem, zajęcia odbywają się w każdą sobotę przez kilka godzin, uczę się również w domu codziennie. Chcę zmienić pracę na wyższe stanowisko. Pracuję, mąż pracuje, mamy dwoje dzieci w wieku szkolnym. Nauka to dodatkowy dla mnie obowiązek, jestem zmęczona, potrzebuję odciążenia od spraw domowych. I tu zaczyna się problem. Niby oficjalnie wszystko jest w porządku, mąż zgodził się, obiecał, że będzie mi pomagał. Początkowo było okej, ale z biegiem czasu coraz częściej słyszę wyrzuty, że nie zajmuje się dziećmi, nie dbam o niego, nie gotuję, olewam dom. Kiedy proszę, by zajął się czymś, stawia opór, rzuca wredne komentarze, złośliwie namawia dzieci, by mnie angażowały, kiedy uczę się. Proszę, by tego nie robił, żeby wytrzymał jeszcze trochę, ale nic to nie daje. Wychodzi z domu częściej niż przed moim kursem, twierdząc że, mu się należy, bo wszystko na jego głowie, co jest wyolbrzymieniem totalnym. Kiedy umówiłam się z przyjaciółkami, wkurzył się i wyszedł, co oczywiście zburzyło moje plany. Później miał focha przez tydzień, bo przyjaciółki są dla mnie ważniejsze niż mąż, a sam wychodzi, kiedy tylko może. Ma do mnie pretensje, że nie pozwalam mu zapraszać znajomych, a nie chce zrozumieć, że uczę się i potrzebuję spokoju. Ma pretensje, że nie chcę z nimi jechać do jego rodziców, a ja nie mam siły na rodzinne weekendy i marzę o dwóch dniach w samotności.
Jestem zła i przykro mi, że nie mogę liczyć na wsparcie męża, podczas gdy kilka lat temu, kiedy on zmieniał pracę i doszkalał się miał w domu pełen luksus, a trwało to 3 lata. Praca, która wtedy dostał była jego marzeniem, pracodawca finansował mu studia podyplomowe (2 weekendy w miesiącu od rana do wieczora poza domem), raz w tygodniu kurs językowy, do tego zrobił 2 kursy zawodowe, co tydzień latał na basen/siłownie, rzadko wracał do domu przed 20. Byłam wtedy na urlopie wychowawczym, dwoje malutkich dzieci w domu, nie narzekałam, nie wymagałam, by mi pomagał ponad to, co chciał. Cieszyłam się, że dostał szansę i może w pełni się wykazać, a teraz kiedy chcę inwestować w siebie, on stawia opór. To niesprawiedliwe. Potrzebuję skupić się na nauce, a nie odpierać zarzuty męża i walczyć z wyrzutami sumienia. Chcę rozwinąć się zawodowo, czy to takie straszne? Nie wiem, jak się zachowywać, jak rozmawiać? Po skończeniu tego kursu, za jakiś czas planowałam rozpocząć następny 7-miesięczny, ale powoli przechodzi mi ochota.

Obserwuj wątek
    • differentview Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 15.02.15, 16:32
      kaszub-ska napisała:
      > Potrzebuję skupić się na nauce, a nie odpierać zarzuty męża i walc
      > zyć z wyrzutami sumienia. Chcę rozwinąć się zawodowo, czy to takie straszne?

      na zarzuty meza- masz opowiesc o tym, ze w analogicznej sytuacji kiedy on sie doksztalcal- Ty jego odciazylas w 100%; walki z wyrzutami sumienia nie do konca rozumiem jesli rzeczywiscie wierzysz w tytul watku- czyli we wzajemnosc i wspolprace w malzenstwie
      • kaszub-ska Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 15.02.15, 16:49
        A mąż mi odpowiada, że wtedy była inna sytuacja, bo ja nie pracowałam, a on tak oraz dzieci były małe i łatwiej było się nimi zająć niż teraz oraz że on nie nadaje się do rządzenia domem a ja to po prostu potrafię! Super, jakoś nie jest mi fajnie, że jestem niezastąpiona i bez mojego udziału wszystko się wali. Wyrzuty sumienia mam coraz większe, mąż mi dowala często, a kropla drąży skałę:( Nie wiem, czy mój mąż nadaje się do współpracy, chyba jest za bardzo zapatrzonym w siebie egoistą:(
        • differentview Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 15.02.15, 17:00
          kaszub-ska napisała:

          > Wyrzuty sumienia mam coraz większe, mąż mi dowala często, a kropla drąży skałę:(

          zeby odczuwac wyrzuty sumienia musisz sie na jakims poziomie z meza zarzutami zgadzac- w innym przypadku czulabys co najwyzej zlosc, ze jest egoista lub zal, ze nie potrafi odwzajemnic Twojego poswiecenia
          • kaszub-ska Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 15.02.15, 17:10
            Muszę się zgadzać po części z tymi zarzutami, bo jeśli poświęcam czas na naukę i kurs, to nie poświęcam dzieciom i mężowi, a więc nasze relacje w pewien sposób ucierpią. I tutaj jest rola męża, gdyby dobrze się zachowywał w obecnej sytuacji, nikt by nie ucierpiał. On wtedy też miał wyrzuty sumienia, tylko ja potrafiłam tak wszystko ogarnąć i jego podbudować, że było okej.
            • verdana Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 15.02.15, 17:14
              Przykro mi, ale żadne z Was nie ma 100% racji.
              Niezależnie od tego, ile masz zajęć, nie możesz przez rok skrajnie ograniczyć kontaktów z dziećmi. One ucierpią, nawet gdyby mąż był idealny. Nie możesz też oczekiwać, że przez rok mąż nikogo do domu nie zaprosi, bo Ty sie uczysz.
              • differentview Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 15.02.15, 17:24
                > Niezależnie od tego, ile masz zajęć, nie możesz przez rok skrajnie ograniczyć k
                > ontaktów z dziećmi. One ucierpią, nawet gdyby mąż był idealny.

                a to ciekawe verdano, ze dzieci nie ucierpialy kiedy maz przez 3 lata pracowal i sie doksztalcal; chyba nikt nie mowil o skrajnym ograniczeniu kontaktow z dziecmi- pare godzin w sobote plus nauka w domu to nie porzucenie; a zawsze mi sie wydawalo, ze jestes taka rownosciowa w podejsciu do plci;)
                • verdana Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 15.02.15, 17:29
                  Kto powiedział, że nie ucierpiały? Moim zdaniem jak najbardziej ucierpiały. Ale starsze dziecko, którego jeden z rodziców - dowolny - wymiksowuje sie z zajmowania sie nimi, bo jest zajęty, ucierpi jeszcze bardziej niz małe, które przyjmuje daną sytuację za jedyną możliwą.
                  Dzieci potrzebują kontaktu z rodzicami, a nie tylko obecności rodzica, który przez rok nie ma dla nich czasu.
              • kaszub-ska Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 15.02.15, 17:33
                10 miesięcy to nie rok. Zajmuję się dziećmi, ale nie tyle co wcześniej. Oczekuję, że mąż zaangażuje się tak jak ja to robiłam, wymyśli atrakcje, wyjdzie z dziećmi sam i spędzi czas tak, że będą zadowolone. Jeśli chodzi o spotkania w domu, ja nie chcę być w nie angażowana, a tego oczekuje mój mąż, do tej pory tak było i teraz jest foch, bo wszystko mu psuję. Mieszkanie jest na tyle małe, że nie mam się gdzie uczyć, jeśli ktoś przychodzi do męża, a uczyć się muszę.
            • differentview Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 15.02.15, 17:20
              kaszub-ska napisała:

              > On wtedy też miał wyrzuty sumienia, tylko ja potrafiłam tak wszystko ogarnąć i jego > podbudować, że było okej.

              i tego powinnas od meza oczekiwac teraz- twierdzenie, ze dzieci szkolne wymagaja wiecej zaangazowania niz male- nie brzmi powaznie; ale poniewaz on pracuje to jasne jest, ze musicie sie jakos podzielic obowiazkami; pytanie czy maz nie chce Cie odciazyc bo rzeczywiscie tyle pracuje, ze na nic juz sily nie ma czy dlatego, ze po prostu woli- "nie umiec ogarniac domu" i generalnie jest przeciwny Twoim kursom?
              • verdana Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 15.02.15, 17:26
                Dzieci szkolne wymagają często nie mniej zaangażowania, jeśli trzeba je dowozić na zajęcia, pilnować odrabiania lekcji itd. To znaczy mniej sie przy nich człowiek "narobi", ale musi być dyspozycyjny w określonych godzinach. Jesli sie pracuje i trzeba to ogarnąć, to dla jednej osoby może to oznaczać, ze brakuje czasu na wszystko.
                I pytanie Differentview jest bardzo istotne, chyba zasadnicze dla tego problemu.
              • kaszub-ska Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 15.02.15, 17:42
                Mąż był pozytywnie nastawiony, bo w mojej firmie jest nieciekawa sytuacja i od dłuższego czasu myślę o zmianie pracy, ale muszę mieć większe kwalifikacje. On nie ma nic przeciwko, tylko żeby w domu nic się nie zmieniło, a tak się nie da, bo ja się wykończę. I tak jest mi ciężko, bo z uwagi na niespodziewaną nieobecność jednej osoby w firmie, wykonuję pracę za dwie. On pracuje od 9 do 17 i ma spokojniejszą sytuację niż ja teraz. Ma siły na wyjścia, dla domu nie ma. Tam jest duszą towarzystwa i najlepszym kumplem pod słońcem, w domu musi usługiwać.
                • vilez Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 15.02.15, 17:46
                  Jeśli pracujesz dłużej, niż do 17 i wracasz skonana z pracy, i jeszcze do tego dochodzą Twoje wyjazdy na szkolenie, to ile czasu możesz dać dzieciom ? Policz sama...
                  Może mąż, mając perspektywę Twojego kolejnego szkolenia, mówi Ci w ten sposób: nie. Mówiłaś mu o tym kolejnym szkoleniu?
                  • kaszub-ska Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 15.02.15, 18:08
                    Pracuję do 16, odbieram dzieci i rozwożę na zajęcia/do domu, a raz w tygodniu jeszcze jedno odbieram. Mąż jest w domu o 18 (odbiera dzieci z zajęć) i do tego czasu ja się dziećmi zajmuję, ogarniam pranie.
                    O kolejnym szkoleniu wie, ale to nie są sprecyzowane plany. Jest to kolejny stopień w moim zawodzie, ale jeśli znajdę pracę po obecnym kursie, nie wiem czy pójdę dalej i kiedy (może za kilka lat dopiero).
                    • vilez Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 15.02.15, 21:24
                      A nie możesz zluzować z oczekiwaniami? Daj mu być odpowiedzialnym PO SWOJEMU.
                      • kaszub-ska Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 16.02.15, 09:23
                        A co jeśli on nie wie jak zrobić po swojemu? Nie ma swojego systemu, nie wie, jak ogarnąć?
                        • vilez Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 16.02.15, 09:45
                          To mu pozwól do tego dojść. Jak dorosłemu.
                • differentview Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 15.02.15, 17:50
                  kaszub-ska napisała:

                  > Mąż był pozytywnie nastawiony, bo w mojej firmie jest nieciekawa sytuacja i od
                  > dłuższego czasu myślę o zmianie pracy, ale muszę mieć większe kwalifikacje. On
                  > nie ma nic przeciwko, tylko żeby w domu nic się nie zmieniło, a tak się nie da,
                  > bo ja się wykończę.

                  to co piszesz jest naprawde jasne i zrozumiale- powinnas stale o tym mezowi, z pelnym przekonaniem( a nie z wyrzutami sumienia) przypominac plus to, ze w przypadku utraty pracy przez Ciebie i braku kwalifikacji- bedzie utrzymywal cala rodzine- podoba mu sie taka perspektywa? nawet jesli maz nie jest przyzwyczajony do ogarniania domu i dzieci to nic nie stoi na przeszkodzie zeby sie choc czesciowo nauczyl ogarniac- w koncu czlowiek sie cale zycie uczy;)
    • vilez Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 15.02.15, 17:39
      Piszesz, że kiedy mąż się dokształcał, Ty nie pracowałaś. A teraz pracujecie oboje, więc sytuacja jednak wygląda inaczej, niż wtedy. Mogłaś jednak więcej przejąć ze wspólnych obowiązków, niż mąż teraz. To po pierwsze.
      A po drugie, dzieci muszą mieć kontakt z obojgiem rodziców. Nie może być tak, że dla Ciebie w tym czasie będą tylko praca i szkolenie, a dla dzieci i męża- tylko Twoje zmęczenie.
      Mam wrażenie, że oczekujesz, że mąż Ci "odda" to, co wtedy zainwestowałaś na jego rzecz. Małżeństwo tak nie działa, że wszystko musi być równo- pod sznurek. Może on nie daje rady udźwignąć obowiązków za Ciebie? Może zgłasza komunikaty w tym względzie, których Ty nie słyszysz? Domniemywam, oczywiście...

      Dla mnie dwoje rodziców pracujących na pełne etaty to już jest z perspektywy dzieci maks tego, co rodzice powinni wydawać "na zewnątrz", a kształcenie do tego- ogromna trudność i trzeba się mocno nagimnastykować, żeby dzieci na tym nie ucierpiały.

      Oczywiście, nie jest i wykluczone, ze z męża wychodzi egoista.
      • kachaa17 Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 15.02.15, 17:50
        Może nie tyle autorka oczekuje, że mąż jej odda to co ona dała ale oczekuje tego co mąż jej obiecał. Zgodził się na jej studia i na swoją większą pomoc w domu.
        W dodatku wydaje mi się, że jednak można porównać e dwie sytuacje: kiedy mąż się uczył i kiedy autorka się uczy. Teraz oboje pracują ale też oboje po pracy mają się zająć dziećmi. Można też powiedzieć, że wcześniej pracą autorki była opieka nad dziećmi i jeśli mąż wracał z pracy a ona dalej się nimi opiekowała bo chciała go odciążyć to na tej samej zasadzie on mógłby po pracy odciążać ją. Dla mnie te dwie sytuacje są bardzo podobne, z tym, że autorce zajmuje to mniej czasu niż mężowi.
        • differentview Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 15.02.15, 17:53
          kachaa17 napisała:

          > W dodatku wydaje mi się, że jednak można porównać e dwie sytuacje: kiedy mąż si
          > ę uczył i kiedy autorka się uczy. Teraz oboje pracują ale też oboje po pracy ma
          > ją się zająć dziećmi. Można też powiedzieć, że wcześniej pracą autorki była opi
          > eka nad dziećmi i jeśli mąż wracał z pracy a ona dalej się nimi opiekowała bo c
          > hciała go odciążyć to na tej samej zasadzie on mógłby po pracy odciążać ją.

          dokladnie tak, rzadko mysli sie o ogarnianiu domu i opiece nad dwoja malych dzieci jako o ciezkiej pracy- wykonywanej 12 h na dobe; a ja mysle, ze nie jedna praca zawodowa jest lajtowa w porowaniu do tzw. siedzenia w domu
        • vilez Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 15.02.15, 18:03
          Ale kiedy jedna osoba nie pracuje, to może ogarnąć chałupę, gdy dzieci są w szkole. A dwoje pracujących musi to robić po pracy. Różnica jest więc zasadnicza. Zupełnie inne sytuacje.
          • kaszub-ska Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 15.02.15, 18:19
            Jak ja byłam w domu, a on doszkalał się, dzieci były malutkie, cały czas ze mną, nie miałam wytchnienia.
            • verdana Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 15.02.15, 18:51
              Ok. I mąż wtedy decydował, kiedy dzieci mają zjeść kaszkę, a kiedy wyjść na spacer i rozliczał Cię z tego?
              • kaszub-ska Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 16.02.15, 09:25
                Nie, ale jak wracał miał wszystko zrobione, dzieci szczęśliwe i jeszcze uśmiechniętą żonę na dokładkę. Ja wracam i mam sajgon, dzieci niezadowolone, a mąż z fochem, bo mu źle.
                • kinkygirl Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 16.02.15, 10:02
                  Jakim mąż jest ojcem? Bo z opisu wyglada, że traktuje dzieci jak dopust Boży i nie ma pomysłu jak sie nimi zająć, ani co gorsza większej na to ochoty.

                  Może ten okres to jest jakas okazja żeby to nadrobić, ale najpierw to on sobie musi zdać sprawę ze jest problem i ze nie ma z dziećmi dobrego kontaktu.

                  A tak z rzeczy które można odpuścić - o co chodzi z odrabianiem lekcji, które urosło do rangi głównego rodzicielskiego obowiązku ? Ile lat maja dzieci? Cierpią na dysleksje? Dysgrafie? Zaburzenia uwagi? Nie radzą sobie w szkole?
                  Jeśli nie - skąd taka potrzeba kontroli? Nie mogą robić w sobotę same własnych lekcji? We własnym czasie? Ty sie uczysz, dzieci sie uczą.
                  Chyba nie jest im zadawane przerobienie nowego materiału z zaawansowanej matematyki tylko powtórki materiału już przerobionego plus jakieś projekty.
                  Sprawdzenie lekcji - może jestem naiwna - powinno zajmować 5 minut : co miałeś zadane, jak ci poszło zrobienie, interesuje cię ten temat, jakieś pytania? Nie tyle sprawdzenie, co wyrażenie zainteresowania życiem dziecka.
      • kaszub-ska Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 15.02.15, 18:02
        vilez napisała:

        > Piszesz, że kiedy mąż się dokształcał, Ty nie pracowałaś. A teraz pracujecie ob
        > oje, więc sytuacja jednak wygląda inaczej, niż wtedy. Mogłaś jednak więcej prz
        > ejąć ze wspólnych obowiązków, niż mąż teraz. To po pierwsze.
        Ale obowiązków było więcej, teraz nie musi mieć dzieci na oku 24h/dobę.

        > A po drugie, dzieci muszą mieć kontakt z obojgiem rodziców. Nie może być tak, ż
        > e dla Ciebie w tym czasie będą tylko praca i szkolenie, a dla dzieci i męża- ty
        > lko Twoje zmęczenie.
        Tak naprawdę nie zmieniło się dla dzieci aż tak dużo. Codziennie dzieci odbieram ze szkoły i rozwożę na zajęcia/do domu, raz w tygodniu odbieram jedno z jednych zajęć, bo mąż nie zdążyłby z pracy. Rozmawiam z dziećmi, przytulam, wygłupiam się. Jemu zostawiam sprawdzenie lekcji, zagonienie do mycia, przyszykowanie kolacji, ułożenie do łóżek. Do tej pory byliśmy w tym razem, teraz chcę mieć spokój, bo uczę się, a wieczorem nie mam siły i właśnie chcę mieć tą godzinę dla męża. W soboty jestem w domu pod wieczór, chciałabym, by było wszystko zrobione. Przychodzę zmęczona, a on wychodzi, dzieci połowy rzeczy do szkoły nie mają zrobione, przez cały dzień nic konkretnego nie robiły, a mąż zajmował się sobą.

        > Mam wrażenie, że oczekujesz, że mąż Ci "odda" to, co wtedy zainwestowałaś na je
        > go rzecz. Małżeństwo tak nie działa, że wszystko musi być równo- pod sznurek. M
        > oże on nie daje rady udźwignąć obowiązków za Ciebie? Może zgłasza komunikaty w
        > tym względzie, których Ty nie słyszysz? Domniemywam, oczywiście...
        Ja daję radę, a on nie może? Jasne, że chciałby, by było jak przed kursem, tylko co ja mam z tym zrobić? Mam zrezygnować, zapomnieć o zmianie pracy, aż dzieci dorosną, bo on sobie nie radzi?

        > Dla mnie dwoje rodziców pracujących na pełne etaty to już jest z perspektywy dz
        > ieci maks tego, co rodzice powinni wydawać "na zewnątrz", a kształcenie do tego
        > - ogromna trudność i trzeba się mocno nagimnastykować, żeby dzieci na tym nie u
        > cierpiały.
        Właśnie tego oczekuję, że będzie się mocno gimnastykował. Uważam, że dzieci nie ucierpią za bardzo, a na pewno mogłyby, gdyby bardziej się postarał, za to on ucierpi, bo spadł z piedestału. Po prostu chciałabym, żeby przez ten czas ograniczył swoje potrzeby, choć raz postawił moje ponad swoimi.

        > Oczywiście, nie jest i wykluczone, ze z męża wychodzi egoista.
        • verdana Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 15.02.15, 18:13
          Ja Cię rozumiem, ale niestety - rozumiem też męża. Tak, uważam, że powinien przejąć większą część obowiązków, ale znowu - jesli ma przejąć obowiązki to na własnych warunkach. Czyli to on decyduje, co robi z dziećmi w sobotę, nie Ty. Gdyby to ona sie uczył, a Ty byłabyś w sobotę z dziećmi, to dziwne by było, aby maż dawał Ci zadania do wykonania, co masz z nimi robić. I tu widzę problem. Chcesz przekazać obowiązki, ale nie kierowanie domem. Tak się, niestety, nie da. Gdyby jakikolwiek maż powiedział "Pracuję, uczę się, żona tylko pracuje, wiec oczekuje,z ę jak wrócę pod wieczór, to wszystko będzie zrobione" zabrzmiałoby to fatalnie. Jakby żona nie była żoną, tylko służącą.
          Myślę, ze musicie usiąść i porozmawiać o organizacji - nie o obowiązkach, ale o organizacji. I że Ty musisz przekazując obowiązki jednocześnie przekazać decyzję, co i jak ma byc wykonane. Nie oczekiwać że facet ograniczy się do wykonywania poleceń.
          • kaszub-ska Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 15.02.15, 18:17
            Oczekuję, że będzie zrobione to, co kiedyś było robione w soboty. Jeśli to nie jest zrobione, ja to muszę zrobić w niedzielę, np. odrobienie z dziećmi lekcji. Jeśli on będzie decydował w 100% nie zrobi nic, przesunie to na następny dzień, kiedy ja jestem w domu i wszystko zorganizuję.
            • vilez Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 15.02.15, 18:27
              Moje dzieci w życiu w sobotę by lekcji nie robiły, ja też. Sobota jest dniem luzu, nierdziela do wieczora też ;) Czemu nie można tego zrobić w niedzielę?
              Poza tym- pozostaje gruntowana rozmowa.
              • verdana Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 15.02.15, 18:51
                Ja tez nie rozumiem. Dzieci mają odrabiać lekcję w sobotę, a nie w piątek na przykład, czy w niedzielę. Bo Ty tak zadecydowałaś. Problem właśnie z tym, że jeśli coś ma robić druga osoba, to ona decyduje kiedy i jak. I tu widzę największy problem. Bo nawet osoba, która jest skłonna przejąć większość obowiązków, nie jest skłonna przejąć ich na zasadzie wykonywania poleceń. To nie może się udać.
                Ja też radzę rozmowę, rozmowę nie tylko o niedotrzymywanych obietnicach i niewykonywalnych poleceniach, ale o całkiem nowej organizacji życia domowego, w której przekażesz mężowi nie tylko większość obowiązków, ale też możliwość częściowego decydowania o organizacji domu i o tym, co jest ważne i konieczne, a co nie.
                • vilez Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 15.02.15, 19:00
                  Otoż to.
                • pade Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 15.02.15, 19:58
                  Istnieje obawa, że dla męża ważne i konieczne będzie leżenie przed tv przez cały dzień i tak w każdą sobotę. Obowiązki domowe zostaną dla autorki, jak wróci do domu, żeby się czasem nie nudziła.
                  • verdana Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 15.02.15, 20:26
                    Są rzeczy, których pojęć nie jestem w stanie. Na przykład założenie, ze faceci z natury do niczego sie nie nadają. I że muszą być sterowani przez kobiety - jedyne umiejące zająć sie domem i dziećmi w jedyny słuszny sposób.
                    Być może są tacy faceci, ale nie powierzyłabym im na rok wychowywania dzieci, daję słowo.
                    • pade Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 15.02.15, 20:34
                      Są tacy faceci. Nie są debilami. Mają "tylko" głęboko wkodowany schemat: żona jest od domu i dzieci, mąż od zarabiania. I nawet jak żona pracuje, to nie jest to taka sama praca jak męża, ona jest "inna", nie wiem kurczę, lżejsza, albo taka na niby?:D
                      A dom i dzieci ogarniają się też jakoś tak "magicznie", w taki niewyczerpujący sposób...
                      Natomiast praca męża jest WAŻNA, WYJĄTKOWA, MA OGROMNE ZNACZENIE, i bóg wie co jeszcze, za co pan mąż oczekuje co najmniej uznania.
                      Vilez, jeśli nie znasz takiego pana to ja Ci zazdroszczę:)
                      • vilez Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 15.02.15, 21:25
                        Pade, litości, to są stereotypy. Oraz to, na co się pozwoli na własne życzenie.
                        • adorra0 Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 15.02.15, 21:48
                          I ten stereotyp ma się w narodzie bardzo dobrze. Ciągle jeszcze tak wygląda życie większości kobiet w tym kraju, bo nawet jeżeli facet jest kumaty i reformowalny to wcześniej czy później jego egoizm i tak ujrzy światło dzienne, czasami w najmniej spodziewanym przez jego kobietę momencie. Oczywiście, są wyjątki, ale to ciągle kropla w morzu potrzeb.
                          • verdana Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 15.02.15, 22:09
                            Wiesz dlaczego - między innymi? Bo kobiety uważają, że "jak sama czegoś nie zrobię, to będzie brudno/niesmacznie/drogo/ żle". Bo uznają dom za miejsce, gdzie tylko one decydują o standardach. Bo uważają, że :matka zawsze wie, co dla dziecka najlepsze". Nie jest to oczywiście jedyny powód, ale poważny. Jak facet dziesiąty raz słyszy, ze po jego sprzątaniu jest brudno, a dziecko poszło za późno spać, to szybko dowiaduje sie, że lepiej nie robić nic, niż robić cokolwiek.
                            I naprawdę, twierdzenie ,że wcześniej czy później każdy (niemal)facet okaże sie egoistą jest na tym samym poziomie, co "wcześniej czy później z każdej kobiety wyjdzie głupia gęś".
                            • adorra0 Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 15.02.15, 22:54
                              Mój Boże, jak Ty łatwo potrafisz rozgrzeszyć facetów. Zresztą nie ma sensu, choć sama zrobiłam takie dygresje, czepiać się ogółu. Może warto, wzorem Pade, skupić się na tym konkretnym problemie w tym konkrenym związku. I chociaż uważam, o czym pisałam wcześniej, że Autorka musi nauczyć się odpuszczać dla własnego spokoju to postawa jej męża bynajmniej "ogromem" altruizmu i empatii na kolana mnie nie powaliła .
                            • kaszub-ska Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 16.02.15, 09:36
                              Verdana przecież ja chcę tylko, żeby dzieci nie były zaniedbane! Tak trudno dopilnować szkoły, czytania, pakowania, wyegzekwować mycie zębów i zrobić kolację? On nie gotuje, nie pierze, sprząta kiedy chce, zmywa kiedy chce, prasuje tylko dla siebie, pranie czeka na linkach aż ja się zlituje i zdejmę. W domu jest brud i bałagan, okej, jemu to przeszkadza, nie mi.
                              • vilez Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 16.02.15, 09:48
                                Skoro jemu to przeszkadza, to on ma problem. Pozwól mu mieć ten problem. Niech go sam rozwiąże. Nie traktuj go jak dziecka.
                                • kaszub-ska Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 16.02.15, 09:49
                                  Jego problem, to mój problem, bo mnie zamęcza.
                                  • vilez Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 16.02.15, 10:07
                                    No i co z tego? Nie umiesz sobie poradzić z takim zamęczaniem? A jak dziecko by Cę zamęczało takim mlemlaniem, to co byś zrobiła? Bo chyba byś nie ustąpiła? No właśnie.
                                    • kaszub-ska Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 16.02.15, 10:57
                                      Nie ustępuję i mam wieczne jęczenie w nagrodę.
                                      • zuzi.1 Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 16.02.15, 11:11
                                        Czy stac Was na czasowe zatrudnienie pomocy do dzieci? Na czas Twoich kursow?
                                        • pade Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 16.02.15, 11:13
                                          Czyli uszczuplenie zasobów rodziny?
                                • pade Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 16.02.15, 10:02
                                  Że co?
                                  Jaki jego problem? Dom jest wspólny czy tylko męża?
                                  • vilez Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 16.02.15, 10:09
                                    Problem jest męża. I on ma go rozwiązać. Tylko- trzeba pozwolić mu rozwiązać, a nie- wyręczać go czy układać marszrutę. Sam ma sobie ustawić tak, by działało.
                                    • kaszub-ska Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 16.02.15, 10:28
                                      Od 5,5 miesiąca nie może sobie ustawić. Obawiam się, że prędzej mój kurs się skończy niż on dojdzie z sobą do ładu.
                                      • pade Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 16.02.15, 10:30
                                        Mam pytanie do Ciebie autorko:) Jak Ty reagujesz, kiedy widzisz, że jest nie zrobione? Robisz sama? Czy zostawiasz? Próbowałaś nie zrobić?
                                        • kaszub-ska Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 16.02.15, 10:54
                                          Wkurzam się na niego za brud, bałagan i niezrobione rzeczy. Pranie ściągam z linek, bo nie miałabym, gdzie powiesić nowego. Proszę go, żeby zagonił dzieci do mycia i zrobił kolację, jak tego nie robi, robię sama. Reszty nie robię, dlatego mieszkanie wygląda jak pobojowisko, szczęśliwie nikt do nas nie przychodzi. A on się wkurza na mnie, że wszystko olewam.
                                          • pade Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 16.02.15, 10:58
                                            Rozumiem i współczuję.
                                          • differentview Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 16.02.15, 11:06
                                            > Wkurzam się na niego za brud, bałagan i niezrobione rzeczy.
                                            > A on się wkurza na mnie, że wszystko olewam.

                                            w tym rzecz- on uwaza, ze Ty prcujac zawodowo i doszkalajaca sie powinnas jednoczesnie utrzymac status quo i rowniez ogarniac dom i dzieci- jak rozumiem rozmawialiscie juz o tym ale pytanie czy do niego dotarlo to co mowisz, czy on rozumie w czym problem; ze dom i dzieci w sytuacji gdy masz prace i szkolenia przestaja byc Twoja wylaczna domena; jesli nie jest idiota to rozumie ale ma to gdzies- po prostu przyzwyczail sie do komfortu i ani mysli z niego rezygnowac; nie masz tak naprawde zadnej mozlisoci wyegzekwowania czegokolwiek; mozesz robic wszystko jak zawsze lub ryzykujesz wieczne awantury

                                            • pade Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 16.02.15, 11:09
                                              Ciekawi mnie, czy mąż autorki powiedział wprost: nie chcę tej odpowiedzialności, czy stosuje bierny opór. Stawiam na to drugie.
                                              • kaszub-ska Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 16.02.15, 11:33
                                                Wcześniej nie mówił, a niedawno powiedział, że on nie chce rządzić, ja mu na to, że niestety ale musi się postarać, bo nie mam teraz do tego głowy. W pracy potrafi rządzi, więc w domu też.
                                                • pade Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 16.02.15, 11:58
                                                  To bardzo dużo mówi.
                                                  Co on na to, że musi się postarać?
                                                  • kaszub-ska Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 20.02.15, 20:58
                                                    Nie pamiętam dokładnie, chyba nic nie odpowiedział albo że mu się nie chce.
                                      • zuzi.1 Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 16.02.15, 10:33
                                        Ile lat maja dzieci?
                                        • kaszub-ska Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 16.02.15, 10:55
                                          9 i prawie 8.
                                    • pade Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 16.02.15, 10:29
                                      Ja mam inne zdanie. I nie uważam, że skoro np. ja jestem pedantką, a mąż bałaganiarzem, to ja mam posprzątać jego brud, żebym ja czuła się lepiej.
                                      To jest jakaś totalna bzdura.
                        • pade Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 16.02.15, 09:59
                          No to muszę z przykrością napisać: życia nie znasz Vilez.
                          I jeszcze jedno, ten stereotyp jest najczęściej nieuświadomiony, ale steruje, rozumiesz?
                          Panu się wydaje, że on jest partnerski, bo POMAGA przecież.
                          I nigdy przenigdy na głos nie powie, to, co napisałam wyżej. Nie powie, bo mu nie zaświta, że takie ma oczekiwania. One nim rządzą, nie on nimi.
                          • vilez Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 16.02.15, 10:14
                            Mówisz, że życia nie znam... Hehe, znaczy się- nie żyję? Dwa małżeństwa - własne, i w żadnym nie miałam problemów, o jakich autorka pisze. To chyba znam (to życie), co?

                            Rozumiem, ze nieuświadomiony, i że steruje. O to właśnie chodzi- że ktoś tu pozwala, by sterował. Postawa, brak refleksji, brak pracy nad sobą. Czemu mną nie steruje? czemu Verdaną nie steruje? O to właśnie chodzi- że to jednak w sporej mierze od nas samych zależy, czy nami steruje, czy nie (piszę o tym u dołu strony).

                            Pytaniem nie jest, czemu panem steruje, tylko- czemu steruje autorką. Czemu autorka poddaje się temu, co steruje mężem.
                            • pade Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 16.02.15, 10:33
                              Pytanie zasadne. Tylko musi być uświadomione, żeby wybrzmiało. Mnie nie dziwi mniejsza świadomość. Mnie dziwi dziwienie się, że ktoś ma mniejszą świadomość:)
                              Czy da się zrozumieć co napisałam?:D
                              • adorra0 Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 16.02.15, 10:47
                                Da się, pod warunkiem, że się CHCE zrozumieć.
                                • pade Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 16.02.15, 11:11
                                  to dobrze:)
                            • adorra0 Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 16.02.15, 10:44
                              Vilez, błagam Cię, może nie epatuj tu świetlanym przykładem Verdany, bo z tego co przeczytałam w jej postach dotyczących obowiązków na tym forum to ona akurat reprezentuje ten sam typ zachowania co mąż Autorki, więc szczerze wątpię, żeby była w stanie zrozumieć, którąkolwiek kobietę na tym forum, która nie miała tyle szczęscia co ona i nie spotkała jelenia, który odwali za nią całą robotę. A co do Ciebie - z jakiegos powodu Twoje pierwsze małżeństwo nie przetrwało więc kolejny świetlany przykład od czapy.
                              • attiya Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 21.02.15, 21:25
                                Adorro - 10/10 :-)
                    • vilez Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 15.02.15, 21:23
                      Ja też nie jestem w stanie tego pojąć. Raz, że sterowani, dwa- że musi być na cacy (wszystko obrobione).
                      Kiedy w domu jest jakieś zawirowanie (z czyjegokolwiek i jakiegokolwiek powodu), to się odkłada to "cacy" i kocha się to, co się ma. I daje się żyć- zapewniam. Wiem, bo przechodziłam to nie raz.
                      • verdana Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 15.02.15, 21:32
                        Po pierwsze koszmarne stereotypy. Typu męskiego widzenia kobiet jako głupszych, które kreci tylko garnek i szmata, ale nie ogarną niczego poza tym. Bo tak mają wdrukowane.
                        Pewnie,że jak sie ma w głowie taki stereotyp, to łatwo jest doprowadzić do tego,że partner - kobieta będzie się uważała za głupią, godną tylko ścierki i miotły, a partner -pan za kogoś, kto nie ogarnie domu, ale ma wyższe cele, choćby pracował jako pomocnik dozorcy.
                        I podejrzewam,z ę w udanym małżeństwie takie stereotypy, nawet jeśli istniały wcześniej, można zwalczyć, a nie podtrzymywać...
                        • vilez Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 15.02.15, 22:53
                          Oczywiście. Każda płeć ma ręce nogi, rozum itd. Wystarczy oddać odpowiedzialność, a dopiero, gdy to nie zaskutkuje, reagować wedle tego.

                          Obecnie naszym domem zajmują się mąż i syn (tak wyszło z niczyjej winy). I mamy się dobrze, żyjemy dobrze. Jest inaczej, niż z moim wkładem, ale zupełnie dobrze.
                          Naprawdę, nie jest to rewolucja na miarę kopernikowskiej, i moim zdaniem nie jest ponad siły tzw "zwykłej kobiety" (oddać kontrolę).
                        • pade Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 16.02.15, 10:03
                          Dobrze napisane: zwalczyć. A z czym Ci się Verdano kojarzy słowo walka?
                          I czy nie aby własnie to, dzieje się u autorki?
                      • kaszub-ska Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 16.02.15, 09:40
                        A miałaś zaniedbane i niezadowolone dzieci? Jemu nie chce się dopilnować, bo wie, że ja to zrobię mimo wszystko.
                        • vilez Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 16.02.15, 09:49
                          > Jemu nie chce się dopilnować, bo wie, że ja to zrobię mimo wszystko.

                          No właśnie. Sama opisałaś swój błąd. Po co to robisz "mimo wszystko"? To jest clou.
                          • kaszub-ska Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 16.02.15, 09:51
                            Bo to dzieci! Przecież musza odrobić lekcje, muszą zjeść, muszą myć zęby.
                            • vilez Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 16.02.15, 10:18
                              No muszą. Ale czemu wtedy, gdy Ty tego chcesz?
                              • kaszub-ska Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 16.02.15, 10:48
                                Jak gdy ja tego chcę? Chcę, żeby on się tym zajął sam i porządnie a mi dał święty spokój.
                • miedzymorze Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 15.02.15, 23:43
                  Ale przeciez to nie chodzi o to, czy odrobią w sobotę, czy w niedzielę, tylko o to, z eby ogarnięcie dzieci i posadzenie ich do lekcji było zrobione przez męża. A mąż nie robi tego ani w sobote (chociaż taki mieli wypracowany rytm zanim autorka zaczęła szkolenie) bo to zlewa i sobie wychodzi, ani w niedzielę, bo wtedy autorka jest już w domu a mąż się nie poczuwa. To nie jest problem nadmiernej kontroli tylko jedno wielkie wdupiemanie tematu lekcji przez męża. Jak autorka było na wychowawczym to mąż jej nie wskazywał kiedy zupka, kiedy spacerek, ale jak ściągał do domu o 20.00 to dzieci już były nakarmione i wyspacerowane, a do tego jeszcze pewnie wykąpane i w łożeczkach czekające na buziaka od taty co najwyżej.
                  I tak, uważam że jeśli mąż przez 3 lata miał taki luksus, to autorka ma prawo wymagac oagrnietego domu i dzieci przed jej powrotem z kursu. Nie wspominając o tym, że mąż który pracuje i zajmuje się szkolnymi dziećmi ma milion razy łatwiej niż żona które nie pracuje i od rana do nocy ma dwójkę maluchów pod opieką + rekonwalescencję po porodzie.
                  Więc przykre to bardzo, ale mąż zachowując się jak się zachowuje, jest po prostu podłym, niewidzięcznym małostkowym sukisynem.
                  Co można z tym zrobić ?

                  Policzyć ile czasu trzeba na naukę i na tyle dni w tygodniu wynosić się do biblioteki/spokojnej kawiarni/na uczelnię.
                  Mężowi jak wyjeżdza z fochami przypominać 'przez trzy lata dbałam o wszystko, żebyś mógł osiągnąć to co masz tera, więc wysil się teraz ty'. Jak chce - niech organizuje odwiedziny znajomych albo jedzie do rodziców z dziećmi. Żaden problem.

                  Nie daj sobie autorko wmówić żadnych wyrzutów sumienia - Twój maż ma u Ciebie olbrzymi dług, skup się na nauce i nie daj sobie wmawiać, że jesteś niedobra, bo nagle przez 10 miesięcy mąż musi spiąć pośladki i podziałać na froncie domowo /ojcowskim mocniej niż do tej pory ;)

                  pozdr,
                  mi
                  • zuzi.1 Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 15.02.15, 23:50
                    10/10
                  • vilez Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 16.02.15, 08:12
                    > To nie jest problem nadmiernej kontroli tylko jedno wielkie wdupiemanie tematu lekcji przez
                    > męża.

                    Możesz mi wytłumaczyć, w imię jakiego niewdupiemania autorka robi to w niedzielę za męża? Bo szczerze nie rozumiem i wychodzi mi, że właśnie z powodu potrzeby kontroli.
                    • kaszub-ska Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 16.02.15, 09:42
                      Bo inaczej przypomni sobie w niedziele wieczorem, kiedy dzieci będą zmęczone?
                      • vilez Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 16.02.15, 09:54
                        Cóż, nie widzę niczego złego w odrabianiu lekcji w niedzielę wieczorem. Co więcej, uważam to za naturalne, zgodne z mentalnością dziecka. Dzieci też powinny wziąć odpowiedzialność za swoje lekcje (jeśli nie są dysfunkcyjne).
                        Zadania domowe naprawdę nie wymagają bóg-wi-jakiego stanu "bycia wypoczętym", bez przesady.
                        Moim zdaniem chodzi o to, że to TY chcesz mieć lekcje wcześniej z głowy.
                        • kaszub-ska Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 16.02.15, 09:58
                          W niedzielę wieczorem moje dzieci są zmęczone, chcą siedzieć z nami, a nie przy biurku. Odrabianie się przeciąga, jest marudzenie, które spada na mnie, bo mój małżonek cudowny sobie z tym nie umie poradzić. Dzieci odrabiają same, ale trzeba sprawdzić, posłuchać jak czytają, porozmawiać czy rozumieją, przeczytać czy byków nie narobiły, odpytać do sprawdzianów.
                          • vilez Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 16.02.15, 10:25
                            Czyli jednak nie radzisz sobie z czyimś marudzeniem. A powinnaś. Dzieci powinny wziąć odpowiedzialność za swoje lekcje- gdy źle odrobią (po łebkach), będą tego skutki. Nie możesz zapowiedzieć, że nie sprawdzasz lekcji w takich a takich godzinach? Jeśli chcą mieć sprawdzone/pomoc, to w tym a tym czasie. Ja tak robię. A jak nie chcą- to będą mieć oceny wedle tego, co SAME zrobią. Pozwól im wziąć odpowiedzialność za swoje decyzje w tym względzie.
                            Masz chyba problem z delegowaniem odpowiedzialności.
                            • kaszub-ska Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 16.02.15, 10:44
                              Ja sobie radzę z zagonieniem do lekcji i sprawnym odrobieniem w niedzielę wieczorem, mąż sobie nie radzi, dlatego kolejny obowiązek spada na mnie. To on ma się zajmować lekcjami. Ja nie chcę tego robić. Na takiej zasadzie wszystko spadnie na mnie, bo ja sobie ze wszystkim poradzę. Gdyby lekcje były zrobione w sobotę, kiedy mnie nie ma, nie byłoby takich cyrków.
                  • pade Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 16.02.15, 10:04
                    Podpisuję się rękami i nogami.
                • kaszub-ska Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 16.02.15, 09:29
                  On nie chce decydować i nie chce przejąć odpowiedzialności, wygodnie mu, kiedy ja rządzę.
                  • pade Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 16.02.15, 10:35
                    To jest bardzo ważne co napisałaś. Pytanie: jak Ci z tym jest? I co robisz, żeby tego poczucia uniknąć?
                • jehanette Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 16.02.15, 13:07
                  Dzieci mają odrabiać lekcję w sobotę, a nie w piątek na pr
                  > zykład, czy w niedzielę. Bo Ty tak zadecydowałaś. Problem właśnie z tym, że jeś
                  > li coś ma robić druga osoba, to ona decyduje kiedy i jak. I tu widzę najwięks
                  > zy problem. Bo nawet osoba, która jest skłonna przejąć większość obowiązków, ni
                  > e jest skłonna przejąć ich na zasadzie wykonywania poleceń. To nie może się uda
                  > ć.

                  Skoro tak było do tej pory, to chyba jednak zasadne jest oczekiwać zachowania pewnego rytmu życia? Zwłaszcza że autorka w niedzielę jest wolna, więc gdy pan sobie "zorganizuje" czas tak by w sobotę się obijać, to wszystko co z soboty przechodzi automatycznie na niedzielę, kiedy ona jest wolna.

                  Poza tym skoro jedno z rodziców ma ograniczony czas, to może właśnie dobrze by było, by na czas wspólny całej rodziny zostawić te luzujące i przyjemne rzeczy, a nie te mniej przyjemne?
              • kaszub-ska Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 16.02.15, 09:28
                vilez napisała:

                > Moje dzieci w życiu w sobotę by lekcji nie robiły, ja też. Sobota jest dniem lu
                > zu, nierdziela do wieczora też ;) Czemu nie można tego zrobić w niedzielę?
                > Poza tym- pozostaje gruntowana rozmowa.
                A moje zawsze robiły w soboty, chyba że wyjeżdżaliśmy do teściów. Nie chcą robić w piątek, bo chcą mieć luz po tygodniu szkoły, a w niedzielę nie robimy nic.
                • vilez Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 16.02.15, 09:45
                  I koniecznie chcesz to utrzymywać, bo? Po co Ci siłowe rozwiązania, skoro przynoszą one fatalne skutki?
                  • kaszub-ska Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 16.02.15, 09:48
                    To kiedy mają odrobić lekcje?
                    • vilez Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 16.02.15, 09:55
                      Kiedy chcą.
                      • onmytoes Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 16.02.15, 11:27
                        vilez napisała:

                        > Kiedy chcą.

                        Litości vilez! 8, 9 lat i zostawiać dzieci by robiły co chcą kiedy chcą, bo żona studiuje a mąż nie jest w stanie tego dopilnować? Coś tu chyba jest mocno postawione na głowie.
                        Jasne, że można, można wogóle się nie przejmować tym czy dzieci mają w szkole piątki czy dwóje. Ale czy taka ma właśnie być cena tego, że kobieta przez 10 miesięcy robi kurs?

                        Uczepiłyście się tych lekcji, stereotypów, a przecież autorka pisze o wielu innych celowych i złośliwych zachowaniach, które wyraźnie mają na celu sabotowanie planów autorki.
                        Mąż miał wygodnie a teraz nie ma i się buntuje. Proste jak drut.

                        Czytając niektóre wypowiedzi odnoszę wrażenie, że oczekiwanie pomocy i wsparcia od męża to jak marzenie o słoniu na złotym łancuszku. Bo autorka chce nie wiadomo czego.
                        Rozpisujecie się tu o kontroli i zarzucacie dyrygowanie mężem obwiniając niejako autorkę, że sama jest sobie winna.
                        Czy kochający i wspierający partner odsyła dzieci do matki, gdy wie, że ta się musi uczyć? Czy może jednak zajmie się dziećmi, żeby jej nie przeszkadzać i pozwolić skończyć kurs?
                        • ola_dom Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 16.02.15, 11:31
                          onmytoes napisała:

                          > Coś tu chyba jest mocno postawione na głowie.

                          > Czy kochający i wspierający partner odsyła dzieci do matki, gdy wie, że ta się musi uczyć? Czy
                          > może jednak zajmie się dziećmi, żeby jej nie przeszkadzać i pozwolić skończyć kurs?

                          100/100
                        • vocativa zgadzam się w 100 % 01.03.15, 22:17
                          10/10 I mam wrażenie,że gdyby mąż np. posprzątał mieszkanie, sam przygotował kolację i zaprosił znajomych z góry zaznaczając,że żona posiedzi z nami tylko chwilę po czym musi wrócić do nauki, to Autorka wątku nie miałaby nic przeciwko takim odwiedzinom. Podobnie gdyby mąż powiedział "Kochanie, przegadałem temat z dzieciakami i wolimy w sobotę nic nie robić za to w niedzielę Ty sobie poodpoczywaj do południa/ poucz się do południa a ja w tym czasie posprzątam mieszkanie i podrabiam z dziećmi lekcje, a wspólnie zrelaksujemy się przez resztę dnia".to nie wydaje mi się, żeby Autorka stanęła okoniem bo ona ma widzimisię, że mieli to zrobić w sobotę między 14.00 a 17.30. Autorka się wkurza bo kończy się na tym,że wszystkie obowiązki spadają na nią :( A skoro zdecydowali się na taki podział obowiązków,że oboje utrzymują dom, to chyba też oboje sprzątają dom i oboje poświęcają sporo czasu dzieciom...
                      • wuika Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 26.02.15, 12:24
                        Myć zęby też, kiedy chcą? Kąpać się? Jeść kolację? No sorry, to nie są dorośli, to są dzieci, które nawet 10-ciu lat nie mają!
              • attiya Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 21.02.15, 21:11
                ja lekcje zawsze odrabiałam w piątki i w soboty, żeby to właśnie niedziela była dniem luzu
                w soboty się też ogarniało swój pokój, robiło się zakupy i takie tam
      • vocativa Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 01.03.15, 15:26
        vilez napisała:

        > Piszesz, że kiedy mąż się dokształcał, Ty nie pracowałaś. A teraz pracujecie ob
        > oje, więc sytuacja jednak wygląda inaczej, niż wtedy. Mogłaś jednak więcej prz
        > ejąć ze wspólnych obowiązków, niż mąż teraz.

        Sytuacja wygląda inaczej, ale wcale nie jestem przekonana czy proporcje się zmieniły, bo o ile dziećmi nie zajmowała się wtedy niania, to autorka wątku z małą ilością czasu na odpoczynek(kiedy mąż "chciał pomóc" w opiece nad własnymi dziećmi...)prawie sama zajmowała się nieustannie dwójką dzieci. To jest bardzo ciężka praca.
    • adorra0 Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 15.02.15, 18:58
      Na Twoim miejscu nie odpuściłabym i skończyłabym ten kurs. Dlaczego to zawsze kobieta ma składać w ofierze na ołtarzu rodzinnym swoje ambicje, szanse, czas wolny? Czytam od lat różne fora i jeszcze nigdy podobnego wątku nie założył żaden facet. A dlaczego nie założył? Bo ciągle jeszcze pokutuje w społeczeństwie przeświadczenie, że facet MOŻE, że mu się NALEŻY. I NIKT GO NIE KŁUJE PO OCZACH DOBREM JEGO WŁASNYCH DZIECI!!! Autorko z tego co piszesz poświęcasz swoim dzieciom nieco mniej czasu niż do tej pory, ale to nie znaczy, że się nimi w ogóle nie zajmujesz i, że taka sytuacja będzie trwała wiecznie. Spokojnie, dzieciom nic się nie stanie. Natomiast co do męża - rozumiem Twoje rozżalenie i poczucie, ze jesteś przez niego wykorzystywana, ale , dla dobra dzieci, ja przyjęłabym program minimum. Nie musisz go nawet o tym co wchodzi w skład tego minimum informować. Ja, niestety, nie bardzo wierzę w siłę małżeńskich rozmów. Poza tym, z tego co piszesz, wynika, że temat był już poruszany. Zastanów się na co jesteś w stanie machnąć ręką, a z czego na pewno nie zrezygnujesz, jeżeli chodzi o Twoje oczekiwania względem wypełniania domowo-rodzinnych obowiązków przez męża i pogódź się zmyślą, że on raczej nigdy nie dorówna Ci poziomem organizacji i wykonania. Pozdrawiam serdecznie:-)
      • napis_z_obrazka Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 15.02.15, 19:22
        Ja tez odradzam odpuszczenie kursow.
        Nie znam Twojego budzetu domowego. Macie wspolna kase?
        Ja na Twoim miejscu zatrudnilabym polecona przez znajomych pomoc domowa np. w piatek do ogarniecia zaleglosci tygodniowych. Pani przychodzi przed Waszym wyjsciem i wychodzi, kiedy Ty wracasz.
        I dodatkowo Pania do zaprowadzenia dzieci na zajecia, maz niech sam zdecyduje czy sam odbierze dzieci, czy Pani czeka.
        Mozna przeciez sprobowac na 3 miesiace, czy takie rozwiazanie dziala. I czy wszyscy zadowoleni:-)
        • kaszub-ska Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 16.02.15, 09:47
          Kursu nie rzucę na pewno, choćby z powodu wyłożonej kasy.
          Pieniądze mamy wspólne i osobne.
          Pomoc domowa przydałaby się, ale codziennie:)
      • zuzi.1 Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 15.02.15, 19:25
        Strasznie rozkapryszony ten Twoj maz autorko watku i malo dojrzaly, chyba zbyt duzo jak dotychczas z siebie dawalas w tym malzenstwie i to dawanie szlo tylko w jedna strone, czas ten stan zmienic... Ile lat ma ten maz?
        • verdana Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 15.02.15, 19:39
          Zawsze mnie fascynuje, jak bardzo zmienia sie perspektywa, gdy pisze kobieta.
          Wyobraźmy sobie tekst " Jestem facetem, byłem na wychowawczym, wtedy żona na s utrzymywała i w dodatku studiowała, aby dostać lepszą pracę. Teraz pracujemy oboje. Uważam, ze należy mi się teraz czas na podnoszenie własnych kwalifikacji, bo ja poświeciłem sie dla żony prze te trzy lata, gdy ona pracowała i studiowała, a ja zajmowałem sie dziećmi. I to pozwoli mi znaleźć lepszą pracę , co będzie dla wszystkich korzystne. Liczę na to, ze przez rok zona całkowicie niemal zajmie sie domem i dziećmi, nikogo nie będzie zapraszała, ani wychodziła na spotkania z koleżankami. Dom przez ten rok ma być dla mnie i dla mojej nauki. Liczę też, ze gdy wrócę zmęczony, wszystko będzie czyste, przygotowane, że nie będę musiał troszczyć sie o szkołę dzieci, ani o ich lekcje ,że wszystko będzie tak, jak sobie życzę ze żona zrobi wszystko to, czego od niej wymagam".
          Jakoś to trochę inaczej brzmi, prawda?
          • adorra0 Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 15.02.15, 19:47
            Pokaż mi JEDEN wątek na forum, który traktuje o tym problemie.
            • vilez Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 15.02.15, 21:26
              Bo faceci nie robią z tego problemu?
          • kachaa17 Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 15.02.15, 19:50
            Dla mnie to brzmi tak samo. To chyba normalne, że jak jedna strona dała z siebie 100% i nie obciążała obowiązkami drugiej strony aby ta mogła się realizować to gdy nadarzy się okazja ta pierwsza strona chce, żeby ta druga też umożliwiła jej coś podobnego. No bo dlaczego nie? Tak jak ty to przedstawiasz to jest nierówne traktowanie ludzi.
            • kachaa17 Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 15.02.15, 19:52
              aha, jeszcze zapomniałam. Ta jedna rzecz o niezapraszaniu przez ten cały czas znajomych do domu to dość restrykcyjne wymaganie. Przez 10 miesięcy zdarzy się pewnie parę takich dni kiedy autorka się nie uczy.
              • verdana Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 15.02.15, 20:24
                Zdarzy się, ale nie chce, aby mąż zapraszał kolegów. Nie ja to wymyśliłam.
                Problem nie w tym, czy autorka ma rację, chcąc , aby maż odciążył ją na rok z obowiązków, bo ona sie uczy. Ma. Problem w tym, że chce, aby to odciążenie odbyło się na jej warunkach. Mąż ma nie tyle przejąć kierowanie domem, ile wykonywać polecenia. Naprawdę, to sie nie może udać. I jak widać, nie udaje się.
                • vilez Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 15.02.15, 21:31
                  To jest w sumie fascynujące- ta potrzeba kontroli bez baczenia na skutki tejże. A skutki są oczywiste.
                • miedzymorze Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 15.02.15, 23:49
                  verdana napisała:

                  > Zdarzy się, ale nie chce, aby mąż zapraszał kolegów. Nie ja to wymyśliłam.
                  > Problem nie w tym, czy autorka ma rację, chcąc , aby maż odciążył ją na rok z o
                  > bowiązków, bo ona sie uczy. Ma. Problem w tym, że chce, aby to odciążenie odbył
                  > o się na jej warunkach.

                  Yup, dokładnie tak, ponieważ to ona wie, w czym chce być odciążona, żeby mogła się skupić na nauce. Tak ciężko to pojąć ?
                  pozdr,
                  mi
                  • vilez Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 16.02.15, 08:15
                    Yup, ale dokładnie- nie dlatego. Dodkładnie to dlatego, że ma być "po jej", bo jej jest najjejsze.
                    Kompletnie nie zrozumiałaś, o czym pisała Verdana.
                    • onmytoes Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 16.02.15, 11:33
                      vilez napisała:

                      > Yup, ale dokładnie- nie dlatego. Dodkładnie to dlatego, że ma być "po jej", bo
                      > jej jest najjejsze.
                      > Kompletnie nie zrozumiałaś, o czym pisała Verdana.

                      Tyle, że to ZUPEŁNIE NIE TO o czym pisze sama autorka.
                      Delegowała (zgodnie z Waszymi postulatami) na męża kilka konkretnych zadań (dopilnowanie lekcji dzieci, zrobienie dzieciom kolacji, umycie zębów).
                      A mąż nawet tylko kilku wprost delegowanych zadań nie ma ochoty wykonać. Tylko na przykład wychodzi z domu.
                      Co więcej, mąż ma do autorki pretensje, że dom jest zaniedbany, dzieci zaniedbane, on zaniedbany.
                      Gdzie tutaj jest jej najjejsze?
                      • vilez Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 16.02.15, 11:40
                        Nie delegowała, bo nie doczekała, aż mąż się wysypie o własny brak wykonania.
                        Czemu autorka pozwala sobie gitarę zawracać mamlaniem męża?
                        Czemu gra w tę ogłupiającą grę.
                        Tu potrzeba asertywności. I dobrej komunikacji.
                        • pade Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 16.02.15, 11:44
                          Zgadzam się, ale ponawiam: co wtedy, gdy z drugiej strony nie ma komunikacji? Bo schemat rządzi? Albo jest niechęć, wygodnictwo, etc?
                          • vilez Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 16.02.15, 12:06
                            Zawsze tu piszę: po PODEJŚCIU partnerów do rozmowy widać poziom związku.Dla mnie to byłoby diagnozą związku.
                            Na jaką c...olerę byłby mi związek z kimś, z kim nie da si?ę sensownie czegoś ustalić , rozwiązać problemu, ani sensownie żyć? I nie wahałabym się tego ujawnić.
                            Na tym polega stawianie granic. Sobie, komuś, związkowi. Nie dajemy rady żyć wspólnie na dobrych warunkach- sorry, ale...
                            • adorra0 Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 16.02.15, 12:16
                              Vilez, zasadniczo masz rację, jest tylko jedno "ale" ...A mianowicie to nie jest dobry okres na robienie rewolucji i wprowadzanie zmian. Do tej pory ten związek funkcjonował całkiem dobrze, z wiadomych względów. To, że aktualna sytuacja faceta przerosła nie znaczy, że nie jest on reformowalny, ale to wymaga czasu i energii ze strony Autorki, których ona w tym momencie nie ma. Moim zdaniem zmiany najlepiej wprowadzać małymi krokami, a nóż się uda, choć przy takim wzajemnym nastawieniu może być trudno i jednej i drugiej stronie.
              • aqua48 Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 15.02.15, 22:18
                kachaa17 napisała:

                > Ta jedna rzecz o niezapraszaniu przez ten cały czas z
                > najomych do domu to dość restrykcyjne wymaganie. Przez 10 miesięcy zdarzy się p
                > ewnie parę takich dni kiedy autorka się nie uczy.

                to nie tylko to. Ona ma prawo umówić się z koleżankami, kiedy zechce, a mąż nie ma prawa zaprosić znajomych? Jeśli natomiast on chce wybrać się w weekend z żoną i dziećmi, to ona jest za bardzo zmęczona. Coś mi tu nie gra...
                • napis_z_obrazka Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 15.02.15, 22:54
                  aqua48 napisała:

                  > kachaa17 napisała:
                  >
                  > > Ta jedna rzecz o niezapraszaniu przez ten cały czas z
                  > > najomych do domu to dość restrykcyjne wymaganie. Przez 10 miesięcy zdarzy
                  > się p
                  > > ewnie parę takich dni kiedy autorka się nie uczy.
                  >
                  > to nie tylko to. Ona ma prawo umówić się z koleżankami, kiedy zechce, a mąż nie
                  > ma prawa zaprosić znajomych? Jeśli natomiast on chce wybrać się w weekend z żo
                  > ną i dziećmi, to ona jest za bardzo zmęczona. Coś mi tu nie gra...

                  Moze byc tak, ze Pan Maz przyzwyczail sie do odpoczynku po pracy ( to zdrowy egoizm;-) a Pani Domu w nowej sytuacji a doba nadal ma 24h. I pada ze zmeczenia.
                  Nie uwazam, ze wzajemnosc to literalne zastapienie sie obowiazkami.
                  Mozna przeciez spojrzec i tak, ze kiedy urodzily sie dzieci i wspolnie zdecydowano a zona chetnie zostala z dziecmi i posiadla (lub doskonalila) te umiejetnosc prowadzenia domu, to szkoda tych kompetencji zmarnowac i niech zostanie kierowniczka;-). Jesli jest zdolna i ambitna i chce robic kariere zawodowa, to czy konieczna jest zamiana obowiazkami z mezem. Mozna przeciez zlecic czasochlonne i proste prace osobie trzeciej, a wygospodarowany czas poswiecic na kursy i przygotowywanie sie do egzaminow.
                  Moim zdaniem, Autorka (specjalistka od robotek domowych), wie najlepiej ile czasu jej teraz brakuje. I ile ten czas kosztuje na rynku.
                  Kwestia, z czego zrezygnuje Autorka i Pan Maz, jesli budzet na styk.

                  Przy tak zajetej rodzinie - moim zdaniem - wazna jest wspolna kolacja, w milej atmosferze i wartosciowych posilkach. Tu widze Problem, przepychanki. Mozna zrobic grafik, raz mama, raz tata. I np. nawet niech zawsze we wtorek bedzie to samo, bo robi tata;-)

                  I to odrabianie lekcji z dziecmi??? Kompletnie nie wiem o co chodzi;-) Dzieci lekcje odrabiaja same. Chyba, ze ktos nauczyl je inaczej:-)

                  Droga Autorko, nie rezygnuj z kursow, `` nie poswiecaj sie`` jesli tak Ci w duszy gra:-)
                  Dzieci chca miec matke szczesliwa.



                • kaszub-ska Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 16.02.15, 10:22
                  aqua48 napisała:

                  > kachaa17 napisała:
                  >
                  > > Ta jedna rzecz o niezapraszaniu przez ten cały czas z
                  > > najomych do domu to dość restrykcyjne wymaganie. Przez 10 miesięcy zdarzy
                  > się p
                  > > ewnie parę takich dni kiedy autorka się nie uczy.
                  >
                  > to nie tylko to. Ona ma prawo umówić się z koleżankami, kiedy zechce, a mąż nie
                  > ma prawa zaprosić znajomych? Jeśli natomiast on chce wybrać się w weekend z żo
                  > ną i dziećmi, to ona jest za bardzo zmęczona. Coś mi tu nie gra...
                  Ja umówiłam się raz w ciągu ostatnich pięciu miesięcy, dla niego to problem, bo skoro nie zajmuje się nim, nie mam też się zajmować przyjaciółkami. On wychodzi co tydzień, a bywa, że i dwa razy. Kiedy ja kogoś zapraszam do domu, sama wszystko ogarniam, on chcę, żebym mu "pomogła". W soboty mam kurs, więc jechać nie mogę, dla niego nie ma problemu, że raz nie pójdę. Sam nie chce z dziećmi jechać, chyba dlatego że nie miałby go kto wyręczyć w ich ogarnięciu.
              • kaszub-ska Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 16.02.15, 09:55
                kachaa17 napisała:

                > aha, jeszcze zapomniałam. Ta jedna rzecz o niezapraszaniu przez ten cały czas z
                > najomych do domu to dość restrykcyjne wymaganie. Przez 10 miesięcy zdarzy się p
                > ewnie parę takich dni kiedy autorka się nie uczy.
                Zapraszanie co tydzień nie wchodzi w grę, może raz na jakiś czas, ale sam ma wszystko zorganizować i nie liczyć na moją obecność, a to mu nie pasuje.
          • zuzi.1 Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 15.02.15, 20:34
            Ksiaze nie radzi sobie sam, gdy trzeba...no to trzeba mu nianie wynajac do pomocy, tylko niech sam za nia placi, skoro sam sobie nie radzi. Dla mnie zachowania tego pana sa efektem ewidentnej nadopiekunczosci jego zony nad nim i nad rodzina, autorka usluznie zdjela mezowi z plecow najgorsze ciezary codziennego zycia, w wyniku czego maz stal sie niesamodzielny i niepelnosprawny... wspolczuje i niestety nie da sie tego zmienic rozmowami i glaskaniem po glowce tylko wymaganiami. Jesli dalej bedzie udawal niepelnosprawnego, to nalezy wynajac pomoc do domu czasowo, a kursy za wszelka cene pokonczyc. I zakonczyc definitywnie nianczenie doroslego chlopa, ma raczki, wiec wszelkie sprawy dot. wlasnej osoby powinien ogarniac sam. Szybko mu wroci pelnosprawnosc zamiast wyuczonej bezradnosci :-)polecam nie cackac sie z panem, strzelac fochami na prawo i lewo, wymagac i robic swoje, gdy w domu nie da sie uczyc szukac innej przyjaznej miejscowki do nauki. Maz chcac nie chcac bedzie musial przejac czesc obowiazkow, laski nie robi.
          • mamapodziomka Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 17.02.15, 23:17
            Bo ten standard jest oczywisty i niespecjalnie ktos z nim w ogole dyskutuje??
            U nas bylo podobnie na czas konczenia studow moj maz zrezygnowal nawet z pracy. Ergo ja na glowie mialam prace na caly etat + calkowite utrzymanie rodziny (plus jego alimenty), ogarniecie domu, oraz ogarniecie dziecka w pierwszej klasie, na szczescie jednego, bo chyba bym zeszla.Nie bylo mi szczegolnie do smiechu w tym okresie, ale kurtka, TAKIE JEST ZYCIE CZASEM. Nie trwalo to wiecznie, maz studia skonczyl, dostal dobra prace.
            Na szczescie moj egzemplarz okazal sie najzupelniej fair i kiedy okazalo sie, ze w moim zawodzie jestem od lat nieszczesliwa i to sie bardzo poglebia, to najpierw co prawda dosc dlugo mowil, ze straszliwie zaluje, ze go nie stac na utrzymanie nas, zebym mogla studiowac, ale jak tylko zaczelo go byc stac, to pierwsze co zrobil to "kazal" mi rzucic prace i isc na kolejne studia. W praktyce wyglada to oczywiscie gorzej, tu widze podobienstwa do sytuacji bo moj przekochany i naprawde zaangazwany jako ojciec maz - zyje z karteczka ode mnie w dloni. Jak nie napisze, ze trzeba sprzatnac kuchnie po kolacji, to nie sprzatnie. A i karteczka nie moze byc za dluga, bo go biedaczka przytloczy ;) ;) Bardzo ochoczo zajmuje sie nasza trojeczka w weekend, teraz przed egzaminem wezmie nawet urlop, zebym mogla sie uczyc (roczniaka mam caly czas przy sobie, a wszedl niestety w faze, w ktorej prawie nie sypia w dzien i nie da sie juz przy nim uczyc zupelnie), ale jak po takim trzydniowym weekendzie wynuzam sie z pokoju i patrze po chalupie, to mi sie plakac chce, bo z dobrych 5 godzin musze w poniedzialek odgruzowywac mieszkanie. Tyle, ze dzieci wybawione i zadowolone (chociaz o lekcjach nie bedziemy tu wspominac). Takie weekendy ograniczam jednak do trzech na semestr, tuz przed egzaminem, dzieci ich nie lubia, mimo zabawy z tata, ale trudno, trzy weekendy nie majatek.
          • attiya Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 21.02.15, 21:15
            nie znam w swoim otoczeniu żadnego faceta, który to trzy lata zrezygnowałby z pracy, siedział w domu z dwójką dzieci i ogarniałby wszystko na tip top
            ogarnij się verdano, zejdź na ziemię i otwórz oczy, to z zasady kobiety ogarniają 3/4 obowiązków, jak każesz coś facetowi, to zaraz larum się podnosi, że biedne misie muszą coś zrobić, no przecież ich natura do wyższych celów stowrzyła
        • kaszub-ska Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 16.02.15, 09:50
          zuzi.1 napisała:

          > Strasznie rozkapryszony ten Twoj maz autorko watku i malo dojrzaly, chyba zbyt
          > duzo jak dotychczas z siebie dawalas w tym malzenstwie i to dawanie szlo tylko
          > w jedna strone, czas ten stan zmienic...
          Niestety masz rację:(

          >Ile lat ma ten maz?
          Tyle co ja, 37.
      • panizalewska Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 16.02.15, 04:12
        Zgadzam się z Adorrą. To niesprawiedliwe, ale tak to wygląda i ciężko to zmienić. Da się, ale przestawienie rodziny na inną "głowę domu" wymagałoby jeszcze więcej wysiłku i czasu ;)

        Dodam od siebie, że moja mama robiła 2 specjalizacje lekarskie. Jedną jak byłyśmy z siostrą w późnej podstawówce (system 8 klas). Przeżyłyśmy i mamy się dobrze. Mój ojciec mistrzem organizacji życia domowego nie był i nie jest. Podgrzewanie obiadu go często przerastało, serio. No dramat. Ogarniałyśmy się z siostrą same, lepiej lub gorzej, ogarniałyśmy dom, psa. I często się "leniłyśmy" i "nudziłyśmy" z braku zorganizowanych rozrywek w weekendy, czy po szkole, kiedy ojciec nie wymyślał nam niczego. I żyjemy. To były trudne czasy, przyznaję, ale moim zdaniem Verdana tu trochę dramatyzuje tą nieobecność jednego z rodziców (bo przecież jesteś, tylko mniej i po prostu potrzebujesz więcej spokoju do nauki). Moja mama często uczyła się w mieszkaniu swoich rodziców, albo w bibliotece. Cisza, spokój. Teraz w bibliotekach to nawet wifi jest chyba. Więc ściśle wydzielony czas na naukę bez dzieci I MĘŻA i jego znajomych, po to, żeby w domu się nie opędzać od rodziny.

        Generalnie uważam, że i nauka i praca w domu są po prostu niezdrowe. Że właśnie opędzanie się od rodziny, bo ktoś się musi uczyć i zarządzanie ciszy i braku znajomych w domu - to jest nie zdrowe. A i jakość uczenia znikoma, przyznajmy. Wiem co mówię, mój mąż teraz pracuje w domu, ja też próbowałam, mamy malutkie dzieci. Generalnie to słaba opcja i polecam Ci jak najszybciej znaleźć sobie ciche lokum do nauki poza domem :)
    • akn82 Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 15.02.15, 21:22
      Ja odniosłam wrażenie, że mąż chce być doceniony i może chieć by jego praca została zauważona.
      Byc może jak wszystko na początku funkcjonowało wg Twoich standardów, to też tego nie widziałaś, może się czepiałaś? To teraz masz okazję porównać?
      Mąż nie jest Tobą i ngdy nie będzie robił rzeczy tak jak Ty. Trafnie moim zdaniem zostały tutaj podnisione kwestie Twoich oczekiwań wg. pracy meża. On organizuje dom po swojemu. Wg Twoich standardów to jest nic-nie-robienie. No cóż jest to ciężkie zeby zrozumieć że inni ludzie robią rzeczy inaczej i maja prawo do tego żeby robić je inaczej. Ja też czasem wracam do domu wieczorem, z nadzieją że będę mogła coś zjeść. A dom to nie dom tylko pobojowisko, w którym goni sie dwoje wygłodzonych małych dzieci. Obiadu niet, przejść się nie da itp. Dużo czasu zjęło mi pełne oddanie domu i dzieci mężowi. To jest ich czas i muszę się liczyć z tym, że czasem wracam do gruzowiska, a rzadziej do czystej kuchni z obiadem.
      Tak czy siak musicie się rozmówić.
      • onmytoes Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 15.02.15, 22:32
        Ja odnoszę wrażenie, że wątek skręcił w stronę, że mąż oczywiście zajmuje się domem i dziećmi ale po swojemu a problemem są zbyt wysokie wymagania pani domu.

        Nie jestem przekonana, że to akurat napisała autorka:

        > Jemu zostawiam sprawdzenie lekcji, zagonienie do mycia, przyszykowanie kolacji, ułożenie > do łóżek.
        >Przychodzę zmęczona, a on wychodzi, dzieci połowy rzeczy do szkoły nie mają zrobione,
        > mąż zajmował się sobą.
        >Jeśli to nie jest zrobione, ja to muszę zrobić w niedzielę, np. odrobienie z dziećmi lekcji.
        > przesunie to na następny dzień, kiedy ja jestem w domu i wszystko zorganizuję.


        Z tego jasno wynika, że zadania zostały konkretnie podzielone. Wygląda, że mąż swojej części obowiązków nie wykonuje bo wie, że przesuną się na dzień, kiedy żona jest w domu i kiedy to ona się zajmie tym, czego on nie zrobił. Spychologia stosowana.



        >coraz częściej słyszę wyrzuty, że nie zajmuje się dziećmi, nie dbam o niego, nie gotuję, olewam dom.
        >Kiedy proszę, by zajął się czymś, stawia opór, rzuca wredne komentarze, złośliwie namawia dzieci, by mnie angażowały, kiedy uczę się.

        Z tego wyraźnie widać, że mąż nie jest zachwycony, że żona robi kursy. Z jakiego powodu, nie wiadomo, ale opisana postawa daleko jest od wspierania partnera, a wręcz przeciwnie. Wygląda to na mały wredny sabotaż ambicji żony, przez chłopczyka, którym nagle przestano się zajmować.
        --
        ...
        Nie kazdy chlop z widlami to Posejdon
        • verdana Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 15.02.15, 22:35
          Zostały podzielone przez żonę. Zadanie "dzieci mają odrobić lekcje na poniedziałek" to inna sprawa niż "mają odrobić wtedy, gdy mnie nie ma w domu, czyli w sobotę".
          Niezwykle prostym rozwiązaniem jest nie odrabianie przez autorkę lekcji z dziećmi w niedzielę - tym bardziej,że dzieci mogą - i powinny- odrobić lekcje same...
          • onmytoes Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 15.02.15, 23:03
            chwileczkę, ale autorka nigdzie nie napisała, że to ona zdecydowała kiedy te lekcje mają być odrobione. Zakładam, że w którymś momencie zanim na kurs poszła to jednak obgadali kto co będzie w domu robić. No i jeśli mężowi przypadło sprawdzenie lekcji to niech te lekcje sprawdzi.
            Czy zrobi to w sobotę czy w niedzielę, rzeczywiście nie ma znaczenia. Ale niech to zrobi, a nie celowo zostawia i czeka, że ona wróci do domu i się tym zajmie.
            Nie jestem przekonana czy taktyka nie odrabiania lekcji, niezrobienia kolacji dzieciom itp się sprawdzi. Bo na tym ucierpią głównie dzieci, a rozwiązaniem sytuacji wg męża jest to, że po prostu wychodzi sobie z domu i ma problem z głowy.
            Poza tym, jeśli mąż narzeka, że żona się nim nie zajmuje to logicznym byłoby odwalenie czarnej roboty w sobotę, kiedy jej nie ma, żeby w niedzielę mogli mieć czas dla siebie.

            Być może powinni jeszcze raz usiąść i zrewidować kto co robi, ale do tego potrzebna jest dobra wola z obu stron i chęć wspierania partnera. A tego akurat w pretensjach i złośliwościach pana męża absolutnie nie widać.
            • vilez Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 16.02.15, 08:18
              > autorka nigdzie nie napisała, że to ona zdecydowała kiedy te lekcje ...

              Pisała. Tu: "W soboty jestem w domu pod wieczór, chciałabym, by było wszystko zrobione..."
              • kaszub-ska Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 16.02.15, 10:25
                vilez napisała:

                > > autorka nigdzie nie napisała, że to ona zdecydowała kiedy te lekcje ...
                >
                > Pisała. Tu: "W soboty jestem w domu pod wieczór, chciałabym, by było wszystko z
                > robione..."
                Dlaczego nagle ma być nie zrobione? Do tej pory było, głównie moimi rękoma. W niedzielę był luz. Teraz on chce mieć w niedzielę dalej luz, ale w sobotę mu się nie chce robić.
                • adorra0 Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 16.02.15, 11:02
                  Dokłądnie. Wytłumacz nam, Vilez, dlaczego należy zmienić coś co dotychczas się sprawdzało w życiu tej rodziny, a zwlaszcza dzieci, na których dobro zarówno Ty, jak i Verdana powoływałyście się w prawie każdym poście? Bo facet zachowuje się jak rozpuszczony bachor i należy się dostosowywać do niego? Trzy osoby mają tańczyć tak jak im zagra jedna? I nie pisz, że Autorka robi to samo, bo właśnie o to ROBI chodzi. Ona się stara, mimo dodatkowych obowiązków i robi ile da radę, on się stara, zeby nie robić nic.
                  • vilez Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 16.02.15, 11:14
                    > dlaczego należy zmienić coś co dotychczas się sprawdzało w życiu tej rodziny, a zwlaszcza dzieci, na których dobro zarówno Ty, jak i Verdana powoływałyście się w prawie każdym poście?

                    Bo jak widać przestało to działać dobrze? Życie nie polega na sztywnym utrzymywaniu tego, co "było kiedyś i działało". Zmieniły się warunki, zmienia ją się rozwiązania. Tzn. powinny się zmienić.

                    Nie powołujemy się wyłącznie na dobro dzieci. Rodzina działa jako całość i liczy się dobro wszystkich. Nie wkładaj nam więc w usta swoich wyobrażeń.

                    Nie pisz mi też, czego mam nie pisać, bo będę pisała, co uważam. A pisałam, gdzie moim zdaniem leży problem- w tym, że autorka ma problem z delegowaniem odpowiedzialności. Bez rozwiązania tego problemu, nic w tej rodzinie n9ie pójdzie naprzód.
                    • pade Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 16.02.15, 11:17
                      Nie Vilez, są dwa problemy. Autorka ma może problem z delegowaniem odpowiedzialności (chociaż nie mam do tego przekonania), ale i jej mąż ma problem z jej braniem. Nie widzisz tego.
                      Pytanie: naprawdę nie widzisz, czy nie chcesz zobaczyć?
                      • vilez Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 16.02.15, 11:27
                        Oczywiście, że mąż może mieć problem z tym braniem. Jest też jednak możliwość, że ona mu to utrudnia (trybem nakazowo-rozdzielczym).
                        Sumując: nie da rady bez jej asertywności w tym względzie dokonać zmiany.
                        • adorra0 Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 16.02.15, 11:32
                          Vilez, na litość boską, ma się wypiąć na własne dzieci? Właśnie z tego powodu zdecydowana większość kobiet stoi na przegranej pozycji, bo jest w stanie odpuścić wiele, o ile to wiele nie dotyczy dobra dzieci.
                          • vilez Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 16.02.15, 11:50
                            Jakie wypiąć? Lekcje odrobią same. Ubrać się też ubiorą.
                            Głodne- do taty, ciuchy brudne- do taty. I niech się tata rzeczywiście skonfrontuje z głodem dzieci i z tym, że np. chodzą brudne. O to właśnie chodzi. Tylko- trzeba wytrzymać. A zapewniam Cie, ze głodne dziecko w wieku szkolnym samo trafi do lodówki i z głodu nie umrze (żeby nie było histerii- dziecko z głodu umiera).

                            A rodzice- rozmowa. Skuteczna rozmowa. A jeśli się nie da skutecznie rozmawiać, to chyba czas się zastanowić nad związkiem? Albo nad tym: kogo się wybrało za partnera? Czy nie?


                        • pade Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 16.02.15, 11:42
                          Jest jeszcze jedna możliwość. Niechęć do brania bez trybu nakazowo-rozdzielczego. Wynikająca np. z bezradności, niechęci, lenistwa etc.
                          I co wtedy?
                          • vilez Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 16.02.15, 11:45
                            Wtedy stawiamy warunki: albo rodzina działa razem i w tym celu osoby, które mają problem, muszą wziąć się za przepracowanie go, albo- niestety, ale rodzina jest w rozsypce.
                            • pade Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 16.02.15, 12:06
                              I co wtedy?:)
                              Tzn, gdy nie ma przepracowania, tylko np. to Twoja wina, weź z powrotem obowiązki to rodzina będzie cała?
                              Przypominam: autorka jest na kursie, intensywnym, potrzebuje spokoju i skupienia, pomocy i wsparcia.
                              • vilez Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 16.02.15, 12:08
                                Odpisałam wyżej. Cóż- diagnoza związku. I konsekwencje tej diagnozy.
                                Skoro i tak nie dostanie wsparcia, to chyba wsio będzie jasne.
                                • adorra0 Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 16.02.15, 12:10
                                  Co będzie jasne? I co w związku z tą jasnością Autorka ma zrobić?
                                  • pade Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 16.02.15, 12:18
                                    rozwieść się
                                    i przerobić w sobie to poczucie winy, że przy okazji jej zachcianek ukazało się oblicze męża, co skutkowało rozbiciem rodziny
                                    nie wiem czy to, co napisałam to ironia, czy rzeczywistość
                                    naprawdę nie wiem
                                    owszem są jeszcze terapie rodzinne, pewnie dałoby się problem przepracować
                                    ale to wymaga czasu, chęci i energii, a autorka ma szkolenie, pracę, dzieci...
                                    • adorra0 Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 16.02.15, 12:26
                                      No tak, tylko z tego co przeczytałam do tej pory to małżeństwo funcjonowało całkiem nieźle. W większości rodzin głównodowodzącym jest kobieta/żona/matka co nie znaczy, że mąż jest niereformowalny. Po prostu dotychczas nie musiał się w taki sposób wykazywać. Tyle tylko, że nie wydaje mi się, zeby tobył dobry okres na wprowadzanie zmian z powodów , o których pisałaś w ostatniej linijce, tudzież nagromadzenia złych emocji między małżonkami.
                                      • pade Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 16.02.15, 12:28
                                        No właśnie...A wsparcie, czy też wzięcie odpowiedzialności jest potrzebne tu i teraz.
                                        A potem przyjdzie czas na zastanowienie się, czy da się być w związku, w którym moje potrzeby są mniej ważne, albo w którym nie mogę liczyć na męża?
                                      • vilez Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 16.02.15, 12:36
                                        > W większości rodzin głównodowodzącym jest kobieta/żona/matka co nie znaczy, że mąż jest niereformowalny.

                                        Tego właśnie nie rozumiem. Znaczy- mają upośledzonego faceta? Którego trzeba za raczkę prowadzić? A na co im kolejne dziecko- tu: mąż?
                                        O to właśnie pytam: dlaczego wchodzą w takie związki i dlaczego się godzą na takie "standardy"? Tu widzę clou problemu.
                                        Bo ja się godzą, to i potem pytają: co robić. A co się da zrobić z dzieckiem?
                                        • adorra0 Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 16.02.15, 12:44
                                          Vilez, przecież Ci mężczyźni wynoszą taki model z rodziny pochodzenia, kobiety pewnie też. I w większości rodzin w normalnych warunkach to funkcjonuje latami całkiem dobrze. Konfrontacja oczekiwań z tym co dostajemy następuje z reguły w nowych, dla danej rodziny, warunkach. Dobrze byłoby odłożyć na bok emocje i zastanowić się skąd bierze się/wzięła się taka czy inna postawa partnera/partnerki. Moim zdaniem większość postaw polegających się na okopywaniu się na swoich pozycjach wynika z lęku przed zmianą i z chęci zaspokojenia własnej potrzeby łatwości/wygody(czyli, żeby było tak jak dotąd , bo mnie było tak dobrze). Ale przecież nie oznacza to, że zmiany nie sa możliwe przy zaangażowaniu właściwej komunikacji, asertywności i empatii.
                                          • vilez Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 16.02.15, 16:22
                                            Na to, z jakiej rodziny kto pochodzi, nic bym nie poradziła. Ale nie wybrałabym sobie partnera, który nie potrafi sam modelować swojego życia. No sorry, taką mam granicę, że mnie interesuje mobilny mentalnie gość a nie- jakiś słup, któremu nie chce się pracować nad sobą.
                                            Moim mężowie przekraczali i przekraczają rodzinne uwarunkowania- a mają je obaj silne i niekoniecznie korzystne.
                                            W każdym razie w życiu nie byłabym z kimś, kto jest nastawiony na swoją wygodę i jednocześnie lękliwy i nieskory do zmian w tym względzie.
                                            Zupełnie mnie to nie interesuje. A jak kogoś interesuje, to sorry, ale sam wybrał taki klimat ;) Namawiam tylko do przemyślenia własnych standardów związkowych. Tylko i aż, bo to uważam za kluczowe. Reszta jest skutkiem własnych standardów i umiejętności stawiana granic.
                                  • vilez Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 16.02.15, 12:33
                                    Będzie jasne, ze nie dostanie wsparcia. A zrobić ma, co uważa. Mając świadomość uwarunkowań (partnera, związku) trzeba podjąć decyzję. Albo się godzimy na to, co jest (czyli, że się nie da nic zmienić), albo- nie godzimy się. Dorosłość.
                        • onmytoes Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 16.02.15, 12:27
                          vilez napisała:

                          > Oczywiście, że mąż może mieć problem z tym braniem. Jest też jednak możliwość,
                          > że ona mu to utrudnia (trybem nakazowo-rozdzielczym).

                          Ona napisała wyraźnie, że mąż jej powiedział, że ON NIE CHCE odpowiedzialności i rządzenia w domu. Więc skoro on nie chce to zrozumiałe, że to rządzenie przekazuje w domu. I się dostosowuje do jej podziału obowiązków.
                          Cały czas skupiasz się, na tym co ONA robi źle, co ona mu utrudnia, co ona mu uniemożliwia. Jakby zupełnie nie widzisz, że to on wcale nie ma ochoty nic brać, nic jej ułatwić, w niczym jej pomóc, o braniu jakiejkolwiek odpowiedzialności za dom już nie wspominając.
                          I co ma w tej sytuacji robić żona? Próbować z nim walczyć. Tylko, że o tym właśnie jest ten post, że ona właśnie już nie ma siły się z nim użerać i walczyć a od partnera oczekiwała wsparcia i pomocy a nie utrudniania jej życia.
                          • vilez Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 16.02.15, 12:40
                            Jej uwagi no o lekcjach w sobotę pokazują, że nie jest tak, jak piszesz.
                            Napisałam, co ma zrobić.
                            • onmytoes Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 16.02.15, 12:54
                              vilez napisała:

                              > Jej uwagi no o lekcjach w sobotę pokazują, że nie jest tak, jak piszesz.
                              > Napisałam, co ma zrobić.

                              Ja natomiast uważam, że wcale nie jest tak jak Ty piszesz ;)
                              Jej uwagom o lekcjach w sobotę przypisujesz własną interpretację i jakieś przełomowe znaczenie i dowód na to, że ona sama sobie winna. Wciąż kręcisz się wokół tego, nie dostrzegając zupełnie innych istotnych spraw o których autorka napisała. Nawet oczywistą niechęć męża do pomocy podsumowujesz stwierdzeniem, że to dlatego, że ONA mu utrudnia... ręce opadają.
                              • vilez Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 16.02.15, 16:01
                                Inaczej oceniamy sytuację- TY i ja. Bywa. Nie jest to bynajmniej powodem do "opadania rąk", przynajmniej dla mnie. Ja z praktyki- z mojego życia- wiem, że inaczej bym to wszystko ustawiała i ustawiam. I nie mam takich problemów.
                                Pisałam już wiele o tym, co uważam za "nie tak", nie będę się powtarzała.
                    • adorra0 Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 16.02.15, 11:20
                      Przyganiał kocioł garnkowi.
                      • vilez Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 16.02.15, 11:24
                        A w życiu. Ja się na Tobie nie fiksuję, Ty na mnie- tak.
                        • adorra0 Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 16.02.15, 11:29
                          A w życiu. Nie znoszę tylko, jak się wmawia Autorkom wątku czegoś czego nie ma:-) Większość odpowiadających w tym wątku twierdzi, ze być może(chociaż nie na pewno) Autorka ma problem z delegowaniem obowiązków, ale zasadniczym problemem jest niechęć męża do angażowania się w przejęcie obowiążków, nawet na jego zasadach, podczas minionych miesięcy. Wszyscy się mylą?
                          • vilez Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 16.02.15, 11:30
                            Czyli nie rozumiesz co ktoś mówi, i z tego powodu się fiksujesz na osobie, której nie rozumiesz. Można i tak, ale mądre to nie jest.
                            • adorra0 Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 16.02.15, 11:33
                              No i zobacz jak ładnie wpasowujesz się w moje rzekome wyobrażenie na Twój temat:-)
                              • vilez Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 16.02.15, 11:46
                                Dyskutujesz z własnymi wyobrażeniami, co niniejszym zwerbalizowałaś.
          • pade Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 16.02.15, 10:10
            Verdano, naprawdę uważasz, że dzieci, które są przyzwyczajone do pewnego rytmu, porządku dnia, tygodnia, czują się bezpiecznie gdy tata rządzi i w domu panuje chaos?
          • differentview Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 16.02.15, 10:18
            verdana napisała:

            > Niezwykle prostym rozwiązaniem jest nie odrabianie przez autorkę lekcji z dzieć
            > mi w niedzielę - tym bardziej,że dzieci mogą - i powinny- odrobić lekcje same.

            tak, to jest proste rozwiazanie, tylko jesli bedzie na dluzsza mete skutkowalo tym, ze dzieci nie beda mialy w ogole sprawdzanych prac domowych, mieszkanie bedzie coraz bardziej zapuszczone( zeby nie bylo- nie jestem pedantka a nawet balaganiara ale jesli umawiam sie z facetem, ze- ja sprzatalam gdy Ty miales kursy, teraz Ty musisz mnie odciazyc) to przestaje byc proste; wszystko sprowadza sie do tego- jak wyegzekwowac pomoc partnera, ktory z zalozenia sie nie poczuwa do pomocy; a nie poczuwa sie bo: tak mu wygodniej, tak zostal wychowany, takie mial wzorce, woli mowic, ze nie umie zamiast sie nauczyc; oczywiscie- mozna sie rozstac ale na razie mowimy o sposobach na polepszenie sytuacji a nie pogorszenie
            • vilez Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 16.02.15, 10:27
              To są właśnie sposoby na polepszenie: delegować odpowiedzialność.
              • kaszub-ska Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 16.02.15, 10:33
                On nie chce tej odpowiedzialności. Kiedy mówię: rób jak chcesz, wkurza się i mówi, że w takim razie nic nie będzie robił.
                • vilez Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 16.02.15, 11:15
                  A pozwalasz mu wziąć tę odpowiedzialność?
                  No i co z tego, że się wkurza? To jego problem.
                  • kaszub-ska Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 16.02.15, 11:18
                    Wiesz ja bym się cieszyła, żeby po tych wszystkich latach mojego zarządzania on sobie to wziął na barki choćby na ten jeden rok. Problem jest i jego i mój, bo razem mieszkamy, w atmosferze jaką oboje tworzymy.
                    • vilez Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 16.02.15, 11:29
                      Możesz się karmić chciejstwem i myśleniem życzeniowym. I czuć się skrzywdzona. Możesz też jednak zacząć działać. Twój wybór.
                      • kaszub-ska Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 16.02.15, 11:37
                        Więc powiedz, jak działać?
                        • vilez Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 16.02.15, 11:57
                          Przekopiuję, co odpowiedziała A.:
                          "Lekcje odrobią same. Ubrać się też ubiorą.
                          Głodne- do taty, ciuchy brudne- do taty. I niech się tata rzeczywiście skonfrontuje z głodem dzieci i z tym, że np. chodzą brudne. O to właśnie chodzi. Tylko- trzeba wytrzymać. A zapewniam Cie, ze głodne dziecko w wieku szkolnym samo trafi do lodówki i z głodu nie umrze (żeby nie było histerii- dziecko z głodu umiera).

                          A rodzice- rozmowa. Skuteczna rozmowa. A jeśli się nie da skutecznie rozmawiać, to chyba czas się zastanowić nad związkiem? Albo nad tym: kogo się wybrało za partnera? Czy nie?"

                          I dodam:

                          1. Rozmowa. Skuteczna. Nakreślić problem - że potrzebny jest nowy plan działania/reguł. Zapytać o propozycję rozwiązań. Przedstawić własne propozycje. Dojść do tych rozwiązań wspólnie.
                          2. Konsekwentnie pozwolić mężowi na ponoszenie skutków braku realizacji rozwiązań.
                          Dzieci nie umrą z głodu.
                          3. Uwolnić dzieci do większej samodzielności.
                          3. Gdyby mąż się wyłgiwał, to niestety, ale przemyśleć związek.
                          • vilez Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 16.02.15, 11:57
                            ...odpowiedziałaM..
              • pade Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 16.02.15, 10:44
                Vilez, widzę, że nie chcesz uznać tego, co mówi autorka, że mąż nie chce tej odpowiedzialności. Ja jej wierzę, bo sama doświadczam tego, co ona.
                Poszłam do kolejnej szkoły. Ostatnio nie było mnie 4 dni. Tzn wracałam do domu ok.19, ale nie brałam się za żadne obowiązki. Starałam się jedynie porozmawiać z każdym i dać mu choć minimum uwagi.
                To, co się zadziało w tym czasie w moim domu jest dla mnie niesamowite. Muszę jeszcze w tym pobyć, wyciągnąć wnioski, może później opiszę:)
                Aha, to nie było moje pierwsze wyjście z domu. Przez trzy semestry miałam zjazdy co dwa tygodnie.
                • adorra0 Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 16.02.15, 10:54
                  Vilez stworzyła sobie własny obraz Autorki, który nijak się ma do tego o czym Autorka pisze i do końca wątku będzie tak interpretować fakty, które podaje Kaszub-ska, żeby pasowały do jej wyobrażeń. Ten schemat w zachowaniu Vilez przewija się w każdym podobnym watku. Za chwilę zacznie się teoretyzowanie o odwracanie kota ogonem.
                  • vilez Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 16.02.15, 11:19
                    Dokładnie pokazujesz mechanizm Twojego tworzenia sobie obrazu Vilez. I to jest Twój schemat.
                    Niepoważne to jest.
                    Odnoś się do argumentów.
                    • adorra0 Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 16.02.15, 11:22
                      vilez napisała:

                      > Dokładnie pokazujesz mechanizm Twojego tworzenia sobie obrazu Vilez. I to jest
                      > Twój schemat.
                      > Niepoważne to jest.
                      > Odnoś się do argumentów.


                      Uczę się od "mistrzyni":-)
                      • vilez Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 16.02.15, 11:32
                        Czyli od siebie? To nie nauka.
                        • adorra0 Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 16.02.15, 11:34
                          oj,nie bądź taka skromna.
                          • vilez Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 16.02.15, 12:09
                            Nie jestem. W życiu nie była :-)
                • vilez Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 16.02.15, 11:18
                  A dlaczego mam uznawać coś, co jest Twoim założeniem? Mam swoje założenia, których Ty nie chcesz z kolei uznać. Ja na Twoje już tyle razy odpowiadałam, teraz Ty odpowiedz na moje.
                  Ja też jej WIERZĘ. Ale widzę też, gdzie ma problem. Odnieś się do tego. 
                  • pade Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 16.02.15, 11:23
                    Dla mnie nie widać, że jej wierzysz. Dla mnie widać, że ją oskarżasz. Obwiniasz za to, co jest.
                    Nie wiem, na co nie odpowiedziałam i do czego się nie odniosłam. Za dużo rozgałęzień, gubię się już:D
                    • vilez Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 16.02.15, 11:33
                      Oskarżasz? Wskazanie, gdzie moim zdaniem robi błąd to oskarżanie? No weź przestań...
                      Chodzi mi o delegowanie odpowiedzialności. Ale widzę teraz, ze odpowiedziałaś (u dołu, więc się wycofuję).
                      • pade Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 16.02.15, 11:39
                        No dobra:) Może za sucho? albo za ostro? wskazujesz
                        Tak to odbieram.
                        I uprzedzam, niczego nie projektuję, bo ja kompletnie nie mam poczucia winy:)
                        Wręcz przeciwnie.
                        • vilez Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 16.02.15, 12:00
                          Ależ początkowo opisywałam dokładnie, ale gdy widzisz, ze się odbija, to w końcu zaczynasz bardziej sucho (bo streszczasz). Urok dyskusji.
                          • pade Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 16.02.15, 12:11
                            bardziej mi o empatię chodziło, niż o opis
                            tylko tyle
        • adorra0 Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 15.02.15, 22:57
          > Z tego jasno wynika, że zadania zostały konkretnie podzielone. Wygląda, że mąż
          > swojej części obowiązków nie wykonuje bo wie, że przesuną się na dzień, kiedy ż
          > ona jest w domu i kiedy to ona się zajmie tym, czego on nie zrobił. Spychologia
          > stosowana.
          > Z tego wyraźnie widać, że mąż nie jest zachwycony, że żona robi kursy. Z jakieg
          > o powodu, nie wiadomo, ale opisana postawa daleko jest od wspierania partnera,
          > a wręcz przeciwnie. Wygląda to na mały wredny sabotaż ambicji żony, przez chłop
          > czyka, którym nagle przestano się zajmować.

          Nic dodać nic ująć.
        • vilez Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 15.02.15, 23:02
          Moim zdaniem takie sztywne dzielenie jest bez sensu. Małżeństwo to nie umowa o prace, gdzie obowiązki są ściśle opisane. Trzeba pozwolić, by ktoś ogarnął CAŁOŚĆ, i decydował wedle konieczności. A nie- wedle wydzielonej działki. Wszystko się wtedy inaczej układa.
          Ach, i jeszcze trzeba umieć docenić czyjś wkład pracy. Nawet, jak skutek nie jest dla nas satysfakcjonujący.
          Jesteśmy dorośli. I nie traktujmy innych dorosłych jak dziec, podwładnych czy niedorozwiniętych. Dopiero gdy to nie wypali, dochodźmy- czemu.

          Przechodziłam czas, gdy mój mąż pracował poza domem (wyjazdowo) i dom leżał na mnie. Przechodziłam też czas, gdy inwestowaliśmy we mnie- trzy doby w tygodniu byłam poza domem.
          Wszystko da się ustawić.
          • pade Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 16.02.15, 11:21
            Da się ustawić wtedy, kiedy obie strony tego chcą.
            Może Twojemu mężowi starczało wyobraźni i wiedział na co się godzi. Może Twój mąż mial poczucie odpowiedzialności, chciał ją wziąć, nie robiło mu to problemu.
            Vilez, do tego trzeba obu stron, tak, jak do komunikacji, nie jednej.
            Tu wyraźnie widać, że mąż się zgodził, ale chyba nie wiedział jak to będzie wyglądało w praktyce, bo nigdy tego nie doświadczył. Teraz go to przerosło. I zamiast przyznać sam przed sobą, że przerosło i zaradzić temu, on za ten stan obwinia autorkę.
            To jest niedojrzałe.
            • vilez Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 16.02.15, 12:15
              > Da się ustawić wtedy, kiedy obie strony tego chcą.

              Dokładnie. Dla mnie to jest clou związku. Nie wyobrażam sobie być w związku, w którym się nie da takich spraw ustalić.
              Werbalizuję problem i oczekuję, że druga strona odpowie na to nie w stopniu minimum, ale maksimum.
              Skoro mąż sobie nie radzi (co nie jest niczym złym), to należy to przegadać i zaradzić wspólnie temu. Ale jak się nie da przegadać, to wiesz.... kibel. Ale i wedle kibla trzeba podejmować decyzje.

              Mnie cały czas chodzi o to, dlaczego ludzie (tu: kobiety) godzą się w związku na niskie standardy- także komunikacji. Bp jak się godzą, to mają, co mają.
              • adorra0 Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 16.02.15, 12:22
                Vilez , chyba sama sobie przeczysz. wczoraj zarzucałaś Autorce, ze ma za wysokie standardy i zero zrozumienia dla innych(eufemzm) standardów męża. Wlaśnie Twoje upieranie się przy tym tak mnie poruszyło, bo nie mogłam zrozumieć dlaczego to kobieta ma godzić się na obniżenie standardów dotychczasowej np. opieki nad dziećmi. Przecież chodzi o zaciśnięcie zębów przez mniej więcej rok. Nie twierdzę, ze to jest łatwe, ale przy odrobinie(no, może trochę więcej) dobrej woli da się.
                • pade Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 16.02.15, 12:24
                  To się wzajemnie nie wyklucza Adorro. Może się dziać to wszystko, o czym tu piszemy. I dlatego problem nie jest łatwy do rozwiązania.
                  • adorra0 Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 16.02.15, 12:29
                    Zgadzam się.
                • vilez Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 16.02.15, 12:46
                  Jakie "za wysokie"? Ona ma swoje standardy. Jak dla mnie- wcale nie za wysokie, tylko niezrozumiałe (ale to już jej sprawa).
                  Jeśli kobieta uważa swoje standardy za jedyne właściwe to ma spory problem, bo chyba powinna mieć związek z samą sobą.
                  Tłumaczyłyśmy to z Verdana, ale nie trafiało. W sumie to dochodzę do wniosku, że Verdana ma rację, nie dyskutując dalej, bo to jak widać jest mur nie do przebicia.
                  Każdy ma związek, ze tak to ujmę, na własne standardy. Ja wiem, co działa, gdy się działa inaczej, niż autorka.
                  A że Ty się rzucasz, gdy się ktoś z Tobą nie zgadza, to wybacz, Adorra, ale to jest niepoważne. Nie potrafisz spokojnie przyjąć, że ktoś inaczej myśli, niż TY?
                  • adorra0 Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 16.02.15, 13:02
                    Nie, Vilez, to nie chodzi o to, że ktoś ma inne zdanie niż ja. Denerwuje mnie jedynie to, że Ty i Verdana wmawiacie Autorce, że to ona generuje problemy w stuacji kiedy mąż miga się od obowiązków jak tylko może. W tym konkretnym problemie nie chodzi o to, ze mąż chce robić po swojemu a Kaszubska mu to utrudnia. Chodzi o to, że mąż w ogóle NIE CHCE przejąć obowiązków i stosuje spychologię. Dla wszystkich na tym forum,poza Wami dwiema, jest jasne, że jak pan mąż się wymiga od tego czy owego to wykonanie danej rzeczy spadnie na Autorkę.
                    • vilez Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 16.02.15, 16:12
                      Nie interesują mnie stosunki liczbowe na forum, nigdy stanowisko większości nie było dla mnie jakimkolwiek argumentem na "tak".
                      Mamy z Verdaną w pewnym zakresie podobne spojrzenie, i tyle. I mamy za sobą argument z praktyki- naszego życia. I ona i ja nie mamy prywatnie tego typu problemów. Z podobnych powodów- założeń. Mnie to wystarcza, by sądzić, że mamy rację. Ty tak sądzić nie musisz.

                      Pisałam już dostarczenie wiele razy, co powinna robić autorka, jeśli się upewni, że to rzeczywiście jest spychologia. Szukaj w gałęziach mojej rozmowy z Pade. Pade zrozumiała, o co chodzi. Dotyczyło tego: "wymiga się" i "spadnie na Autorkę". Dla mnie bynajmniej to nie jest jasne. Nie rozumiem np. dlaczegóż to by miganie męża miałoby powodować, że rzecz spadnie na mnie. Takie podejście jest u mnie wykluczone z góry. I to własnie radzę- pzremyśleć, dlaczego "ma spaść na nią". To jest wybór kobiety- że na nią spada. Tak jak w wątku Katassa obok- na niego. Jemu radzę rozwód- skoro nie potrafi postawić się żonie. Tutaj, gdyby było podobnie- radziłabym podobnie. Sama bym w takim związku nie była, bo po cholibkę.


                      • vilez Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 16.02.15, 16:13
                        ..dostatecznie wiele razy...
                      • adorra0 Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 16.02.15, 17:06
                        Ano dlatego spadnie, że NORMALNE kobiety machną reką na bałagan, ale nie włączą olewatora jeżeli chodzi o dzieci i ich potrzeby, zacisną zęby i zrobią to czego nie zrobił, bo mu się NIE CHCIAŁO pan mąż. I dlatego kobiety stoją na z góry przegranej pozycji. Pisałaś, ze masz starsze dzieci więc może nie pamiętasz jak to jest z dziećmi w wieku dzieci Autorki.
                        • vilez Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 16.02.15, 17:25
                          Sklerozy jeszcze nie mam, i pamiętam. Chyba :-)
                        • pade Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 16.02.15, 19:02
                          Adorra, jestem na etapie, w którym mąż zmaga się z wyrzutami sumienia i unika mojego wzroku:) z powodu olania czegoś, co miał zrobić dla dziecka. Długi czas go chroniłam, przypominałam, doradzałam, wyręczałam. Jak tylko pokazywał, że nie potrafi, leciałam "ratować".
                          Tyle, że ja już tak nie chcę. Niech się sam zmaga z konsekwencjami i może te go czegoś nauczą...
                          Ja mam starsze dzieci, mniej wymagające opieki czy pomocy, ale zdecydowanie bardziej niż wtedy, gdy były młodsze, uwagi. Nie wiem co lepsze:)
                          Doskonale rozumiem autorkę i rozumiem o co chodzi Vilez. Bo to przerabiam, w sensie dojrzewam do tego, żeby nie czuć się odpowiedzialną za to, że mąż czegoś nie zrobił dla dzieci. To jest trudne, bardzo trudne. Ale nie poddaję się:)
                          • adorra0 Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 16.02.15, 19:31
                            Mnie właśnie chodzi o tę trudność. Jeżeli chodzi o teorię to ja wcale nie odmawiam racji Vilez. Niestety, w praktyce różnie bywa. Sama wiesz ile czasu zajęło Ci dojście do aktualnego sposobu reagowania na opisywane zachowanie męża.
                            • pade Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 16.02.15, 19:55
                              I dlatego doskonale rozumiem kogoś, kto tego nie widzi, nie czuje, czy też nie potrafi zdjąć z siebie odpowiedzialności za wszystko.
                              Niestety większość dziewczynek była uczona w domach rodzinnych: opieki, doradzania, odpowiedzialności za potrzeby innych. I to pokutuje.
                              Ja z tych "parentyfikowanych", dlatego bycie bezradną, albo bez odpowiedzialności za coś, to dla mnie nowość. Uczę się tego dopiero:)
                          • zuzi.1 Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 17.02.15, 11:55
                            Nie wiem czego dotyczy sprawa, ale u mnie kilka razy w takich sytuacjach sprawdzilo sie przerzucenie takich spraw bezposrednio pomiedzy meza a dzieci/ dziecko. Tj. w obecnosci meza mowie do dzieci, ze tata do czegos tam sie zobowiazal ale niestety jak na razie nie znalazl czasu, aby to zrobic, wiec gdyby mieli z tego powodu jakies problemy a potem ew. pretensje, to niech je kieruja bezposrednio do niego :-) a wtedy w szybkim tempie sprawa byla zalatwiana, bo dzieci pieknie potrafia ojca zmotywowac :) po co bierzesz Pade na siebie konsekwencje tego, ze czegos dla dzieci nie zrobil, rozwiaz ta tajemnice i ja wyciagnij na wierzch a potem uwolnij i wowczas zobaczysz jak szybko sprawa nabierze rozpedu :D
                            • pade Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 17.02.15, 11:59
                              Tj. w obecnosci meza mowie do dzieci, ze tata do czegos tam sie zobowiazal ale niestety jak na razie nie znalazl czasu, aby to zrobic, wiec gdyby mieli z tego powodu jakies problemy a potem ew. pretensje, to niech je kieruja bezposrednio do niego :-) a wtedy w szybkim tempie sprawa byla zalatwiana, bo dzieci pieknie potrafia ojca zmotywowac :)

                              U mnie to nie działa.
                              I ten przykład pięknie ilustruje jak jesteśmy różni, w sensie my ludzie:)
                              • differentview Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 17.02.15, 12:13
                                pade napisała:

                                > Tj. w obecnosci meza mowie do dzieci, ze tata do czegos tam sie zobowiazal ale
                                > niestety jak na razie nie znalazl czasu, aby to zrobic, wiec gdyby mieli z tego
                                > powodu jakies problemy a potem ew. pretensje, to niech je kieruja bezposrednio
                                > do niego :-) a wtedy w szybkim tempie sprawa byla zalatwiana, bo dzieci piekni
                                > e potrafia ojca zmotywowac :)
                                >
                                > U mnie to nie działa.
                                > I ten przykład pięknie ilustruje jak jesteśmy różni, w sensie my ludzie:)
                                >
                                nie dziala bo Ty nie wytrzymujesz psychicznie rozczarowania dzieci i rzucasz sie na pomoc zeby sytuacje ratowac czy dlatego, ze maz ma w dupie obietnice skladane dzieciom i glosno to wyraza?
                                • pade Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 17.02.15, 12:28
                                  Jeszcze do niedawna ja nie wytrzymywałam. Chodziłam za mężem, smęciłam mu, przypominałam.
                                  Najgorsze dla mnie było to, że dzieci nie szły bezpośrednio do męża, tylko do mnie, poskarżyć się na tatę. I wtedy wkraczałam ja.
                                  On nie ma w dupie, on jest totalnie nieogarnięty, czym mnie momentami do szału doprowadza. Wiecznie o czymś zapomina, nie wyrabia się, załatwia jedną sprawę przez dwa tygodnie, wrrrr. Nienawidzę tego.
                                  Od jakiegoś czasu nic nie mówię. Tylko patrzę:) I wczoraj nawet za to patrzenie oberwałam:) Tzn. usłyszałam: przestań się mnie czepiać!
                                  Widać mam w oczach wyrzut:)
                                  • zuzi.1 Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 17.02.15, 13:16
                                    Ale Ty dalej Pade nie wytrzymujesz, bo patrzysz z wyrzutem w oczach, co maz dostrzega i Ci odpowiada :) czyli dalej na niego wplywasz. Zostaw ta sprawe bezposrednio jemu i dzieciom, po uprzednim poinformowaniu dzieci w jego obecnosci. Skoro powinien cos dla dzieci zrobic, to niech zrobi, ale niech to dzieci go bezposrednio z tego rozliczaja i ew. dodaja motywacji. Wszelka Twoja aktywnosc w tej sprawie, w tym presja wzrokowa jest calkowicie zbedna.
                                    • pade Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 17.02.15, 13:21
                                      Mówisz i masz:)
                                • zuzi.1 Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 17.02.15, 12:36
                                  Maz pewnie Pade cos obiecal odnosnie dzieci, a nie bezposrednio dzieciom...wiec warto dzieci uswiadomic, jezeli sprawa jest dla nich wazna i nie traktowalabym takiego zachowania w kategorii swinstwa w stosunku do meza, ale w kategorii wyzszej koniecznosci, skoro lenistwo meza lub przedkladanie innych spraw ponad sprawy dzieci stoi na przeszkodzie zalatwienia spraw, ktore dla dzieci sa istotne i wazne. Gdy zmienia sie podmiot z osoby zony na osoby dzieci, wowczas ciezar tej sprawy tez sie zmienia, robi sie nieznosnie ciezko i jak tu dwojke dzieci zwodzic :-) juz nie jest tak latwo, jak jedna zone :)
                      • adorra0 Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 16.02.15, 17:18
                        Pade zrozumiała? Mam wrażenie, że raczej odpuścila , bo jej doświadczenia są jednak odmienne od Twoich , o czym sama pisała nie raz w tym wątku. Jednak Pade rozumie coś innego , czyli to , że ludzie są różni, a Twój styl życia czy sposób rozwiązywania problemów nie jest jedynym słusznym, a Ty ciągle tylko "JAJA". Autorka nie jest Twoim klonem, jej mąż nie jest klonem Twojego, podobnie dzieci. Wbrew temu co sądzisz na mój temat gratuluję Ci udanej rodziny i umiejętności stawiania granic i delegowania obowiązków, podziwiam , o czym pisałam w innym wątku, to co zrobiłaś dla wlasnego dziecka, ale może już zapomniałaś jak w życiu potrafi być ciężko. Kurczę, Vilez, niedawno czytałam Twoje wpisy w którymś z wątków i zachwyciłam się Twoimi odpowiedziami, zawartym w nich ciepłem i zrozumieniem, co stało się dzisiaj?
                        • vilez Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 16.02.15, 17:33
                          Raczej trudno jest zapomnieć cokolwiek w mojej sytuacji życiowej (z dziećmi), więc wiesz...
                          O brak ciepła z reguły oskarżają mnie Ci, którzy mają odmienne stanowisko w sprawie, a Ci, co mają stanowisko zbieżne, raczej sądzą inaczej- co niezmiennie obserwuję z pewną uciechą z jednej strony, a zażenowaniem z drugiej. Ale już się do tego przyzwyczaiłam.
                          Nie jestem na forum po to, by spełniać cudze oczekiwania względem czegokolwiek.
                          A co do tego wątku- mam określone stanowisko w sprawie podejścia do obowiązków domowych i ról itd, i nie widzę powodu, by je zmieniać, bo uważam je za sensowne. I udzielam rad w ramach tego stanowisko, trudno, żebym radziła coś, co uważam za złe.
                          Pokazałam, gdzie według mnie leży problem, niczego więcej nie jestem w stanie zrobić. A autorka i tak zrobi po swojemu.
                          • adorra0 Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 16.02.15, 18:08
                            > O brak ciepła z reguły oskarżają mnie Ci, którzy mają odmienne stanowisko w spr
                            > awie, a Ci, co mają stanowisko zbieżne, raczej sądzą inaczej
                            Vilez, niekoniecznie:-) Nie pamiętam, który to był wątek, nie zabierałam w nim głosu, ba , nawet mgliście nie pamiętam "o co kaman", ale pamiętam dwie rzeczy - to ciepło i to, że przymierzałam się do napisania wyrazów uznania pod adresem Twojej osoby. Szkoda, że nie zrobiłam tego od razu, przynajmniej byłaby jasność co do zgodności lub nie stanowisk w tamtej sprawie.
      • kaszub-ska Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 16.02.15, 11:14
        akn82 napisał(a):

        > Ja odniosłam wrażenie, że mąż chce być doceniony i może chieć by jego praca zos
        > tała zauważona.
        Tylko że on jakoś wcześniej nie zauważał, kiedy ja rządziłam, że wszystko gra doskonale. Niespecjalnie to doceniał. Wtedy sprawdzenie dzieciom lekcji to był pikuś, teraz kiedy ona ma to zrobić sam, nagle jest ciężko. Zresztą ja go zawsze chwaliłam i komplementowałam, przyzwyczaił się chyba i teraz nie ruszy się bez moich wyrazów uwielbienia dla niego.

        > Byc może jak wszystko na początku funkcjonowało wg Twoich standardów, to też te
        > go nie widziałaś, może się czepiałaś? To teraz masz okazję porównać?
        On od początku sobie nie radzi, myślałam, że się ogarnie, ale niestety, za to coraz częściej ma pretensje do mnie.

        > Mąż nie jest Tobą i ngdy nie będzie robił rzeczy tak jak Ty. Trafnie moim zdan
        > iem zostały tutaj podnisione kwestie Twoich oczekiwań wg. pracy meża. On organi
        > zuje dom po swojemu. Wg Twoich standardów to jest nic-nie-robienie. No cóż jes
        > t to ciężkie zeby zrozumieć że inni ludzie robią rzeczy inaczej i maja prawo do
        > tego żeby robić je inaczej.
        Wg jego standardów, to on z niczym sobie nie radzi i we wszystkim potrzebuje mojej pomocy.

        Ja też czasem wracam do domu wieczorem, z nadzieją
        > że będę mogła coś zjeść. A dom to nie dom tylko pobojowisko, w którym goni si
        > e dwoje wygłodzonych małych dzieci. Obiadu niet, przejść się nie da itp. Dużo c
        > zasu zjęło mi pełne oddanie domu i dzieci mężowi. To jest ich czas i muszę się
        > liczyć z tym, że czasem wracam do gruzowiska, a rzadziej do czystej kuchni z ob
        > iadem.
        A ja się z tym nie mogę pogodzić.

        > Tak czy siak musicie się rozmówić.
        • pade Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 16.02.15, 11:15
          I za swoją bezradność i bezsilność obwinia Ciebie.
          • vilez Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 16.02.15, 11:20
            I co ona z tym robi? Bierze do siebie. A czemu? Skoro to jest jego problem?
            • kaszub-ska Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 16.02.15, 11:21
              A jak mam nie brać do siebie problemów własnego męża?
              • pade Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 16.02.15, 11:37
                Kaszub-ska, nie wiem czy mnie zrozumiesz, bo to bardziej emocjonalne jest niż intelektualne, ale wytrzymaj.
                Kiedy on Cię oskarża, obwinia, Ty powiedz: to są Twoje emocje, nie moje, nie jestem za nie odpowiedzialna. (i poczuj to).
                Nazwij głośno to, co się dzieje. Nie oskarżaj, tylko mów to co widzisz (fakty), to co czujesz w związku z tym (emocje) i jaką masz prośbę w związku z tym (potrzeby). I oczekuj odpowiedzi.
                • kaszub-ska Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 20.02.15, 21:00
                  Dzięki, staram się tak robić. On odpowiada, obiecując że będzie robić, że oczywiście mi pomoże, ale i tak nie robi tego, co ma robić.
                  • pade Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 20.02.15, 21:20
                    A pytałaś co chce zrobić w takim razie? Jak on to widzi?
                    • kaszub-ska Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 20.02.15, 21:40
                      pade napisała:

                      > A pytałaś co chce zrobić w takim razie? Jak on to widzi?
                      >
                      Mówi, że w końcu zrobi porządek, ale po co się spieszyć, skoro i tak nikt nie przychodzi, więc nikt tego nie widzi, a jemu nie przeszkadza. Przeszkadza mu, wszystkim przeszkadza, tylko tego głośno nie powie, bo musiałby przyznać, że on nawala, bo nie robi tego, co należy do niego. Gdyby mu nie przeszkadzało, nie wkurzałby się na mnie, że nic nie robię.
                      • pade Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 20.02.15, 21:43
                        Powiedziałaś mu to, co teraz napisałaś?
                        Dzisiaj jest piątek. Sprzątacie w piątki? Macie podział obowiązków? Ty zrobiłaś swoje a on nie?
                        Pytam, bo chcę mieć szerszy obraz sytuacji.
                        Pewnie czujesz się bezsilna?
                        • kaszub-ska Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 20.02.15, 22:01
                          Mówiłam, ale on ma taki lekki stosunek do tego, że wszystko mi opada. Zaraz wchodzi ze mną w utarczkę słowną, bajeruje, rozśmiesza, prosi, żebym z nim sprzątała i foch jak stawiam się, bo ja tego robić nie będę, to jego działka obecnie. W końcu mu powiedziałam, że w syfie nie będę z dziećmi mieszkała, więc ma się ogarnąć do soboty, bo jak nie, wyprowadzam się do rodziców dopóki zagrożenie epidemiologiczne nie zniknie. Dzisiaj mu o tym przypomniałam, oczywiście foch, bo nie zapomniałam i zmył się z domu. Nie wiem, co będzie jutro. Mnie nie interesuje w tej chwili, jak on sobie poradzi, niech zatrudni sprzątaczkę, ale ma być czysto.
                          Teraz to nie sprzątamy w żaden dzień tygodnia:) Wcześniej sprzątaliśmy w soboty. Piorę cały tydzień na okrągło, tak zostało. Podział obowiązków jest teraz taki, że ja tylko piorę i rozwieszam. On ma obsługiwać zmywarkę i dzieci gonić. Sprzątać i zakupy zrobić może kiedy chce, jego sprawa. Problem ma z wszystkimi tymi rzeczami, z zakupami najmniejszy, aczkolwiek dzieci mu przeszkadzają.
                          • pade Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 20.02.15, 22:07
                            Nie ma opcji, żebyś wyszła z domu się pouczyć?
                            Jesteś w stanie olać ten bałagan? I przestać robić pranie?
                            • kaszub-ska Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 20.02.15, 22:22
                              pade napisała:

                              > Nie ma opcji, żebyś wyszła z domu się pouczyć?
                              Gdzie? W kawiarniach jest głośno i ruch, do czytelni mam kawałek drogi i działa do 19.00, do rodziców nie pojadę, bo tak rzadko ich odwiedzam, że będą mnie zagadywać bardziej niż mąż i nie sądzę, żeby byli zachwyceni, że porzucam dzieci, bo mi się kariery zachciało.

                              > Jesteś w stanie olać ten bałagan? I przestać robić pranie?
                              Nie jestem, bałagan to już dużo, do tego totalny brud:( Pranie robić muszę, bo muszę w czymś do pracy chodzić a dzieci do szkoły.
                              • pade Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 20.02.15, 22:31
                                Niestety mam wrażenie, że o to właśnie chodziło Twojemu mężowi. Jak nie będziesz miała wyjścia, to się w końcu dostosujesz, ulegniesz.
                                Kto Ci wmówił, że porzucasz dzieci? Co to za bzdura?
                                • kaszub-ska Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 23.02.15, 14:52
                                  Nie że porzucam, ale zaniedbuje i to się źle skończy, bo dzieci potrzebują matki i matki nikt nie zastąpi. Moja mama jest z innego pokolenia, nie rozumie, jak mogę "oddać dzieci pod opiekę ojcu" i spokojnie zajmować się sobą. Rodzice też nie rozumieją po co mi kurs, po co chcę zmieniać pracę, skoro mamy dobrą sytuację finansową.
                                  • napis_z_obrazka Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 24.02.15, 13:20
                                    No to sie nie dziwie, ze nie jezdzisz... ;-)
                                    Masz przyzwoitych rodzicow, nie chca sie wtracac, nie wyreczaja Cie w pracach domowych, zeby Ci pomoc. Czekaja, ze sami rozwiazecie swoj problem. Widza tez, ze najlepiej Ty dbasz o ich wnuki.
                                    Ale... Ty chcesz inaczej i poza siostrami, na ktore mozesz liczyc (fajnie miec 2 siostry:-) nie masz wsparcia.

                                    Skoro sytuacja finansowa pozwala, to odpusc to sprzatanie.
                                    I dzieci tez nie wyreczaj w odrabianiu lekcji. 1. Powiedz, ze sa juz wystarczajaco ´duze´, zeby samodzielnie odrabiac lekcje (jak Pani w szkole na zebraniu kazala:) 2. Niech sie ucza wspolpracy w rodzinie. Powiedz, ze zalezy Ci na kursie i teraz kazdy odrabia sam swoje lekcje;-)
                                    Glowa do gory!
                                    • kaszub-ska Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 24.02.15, 15:18
                                      Moi rodzice są już starsi, chorują, potrzebują pomocy, gdyby mieli tylko mnie, zginęliby marnie. Taka prawda. Na szczęście mają jeszcze dwie córki. Siostry mają dorosłe dzieci, luz i wolność, ale w kryzysowej sytuacji pomogą:) Do sprzątania będzie przychodzi pani, szkoda że sama musiałam wszystko załatwić. Dzieci w tygodniu odrabiają lekcje w świetlicy, ale w domu zawsze przychodzą, żeby z czegoś odpytać, przeczytać, sprawdzić, i czytania trzeba słuchać u młodszej. Tu 5 minut, tu drugie, tu 15 i trochę się uzbiera. Na weekend mają dość dużo zadawane i jeszcze przygotowanie do sprawdzianów, z czym całkiem same jeszcze sobie nie radzą.
              • vilez Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 16.02.15, 11:43
                Normalnie. Asertywność. I komunikacja.
        • akn82 Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 17.02.15, 21:17
          Tak, mąż twojej charowy przy dzieciach nie zauważal i nutę dostrzegał. Chcesz odplacac mu pięknym za nadobne? Doświadczyłaś na własnej skórze jaka to ciężka praca. Dlaczego nie chcesz/ nie potrafisz docenić pracy męża? Mimo że ta daleka jest od ideału? Druga sprawa to taka, że mąż zgodził się na coś o czym nie miał zielonego pojęcia i to go być może przerosło? Moze jego moce przerobowe w dziedzinie bycia panem domu są najzwyczajniej wątłe?

          Oddaj mu odpowiedzialność za brak zadania domowego dzieci, za ich pały ze sprawdzianów, za niedzielny głód z powodu braku obiadu itp. Umowcie się, nawet na papierze, jakie kto ma obowiązki i oczekiwania wobec sprawunkow domowych i nie wchodź mu w paradę kiedy czegoś nie zdobi. Idź np. W niedzielę na basen, lub spacer.


          Musicie sami porozmawiać o tym dlaczego kładzie Ci kłody pod nogi. To może zająć mu dużo czasu. Dajcie mu z tydzień na odpowiedź. Niech poobserwuje swoje myśli, niech wylapie uczucia które nim targaja niech to spisze na kartce. Postaraj się potem wysłuchać tego ze spokojem i wyrozumiałoscia.

          Miałam podobny problem do twojego. My.skończyliśmy na terapiach, ale z mojego doświadczenia możesz skorzystać. Może będzie wam pomocne :-) pozdrawiam
          • kinkygirl Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 17.02.15, 22:58
            Bardzo rozsądne słowa. I dobra porada. Ale niestety zakładają pewien poziom samoświadomości. Po opisie zachowań i przedstawianych argumentów pana kaszubskiego mam pewne watpliwości czy taka rozmowa będzie możliwa. Ale nie zaszkodzi spróbować.
    • edw-ina Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 15.02.15, 23:06
      Naturalnie - masz prawo oczekiwać, że mąż pomoże ci teraz, bo ty pomogłaś mu wcześniej. Ale nie bierzesz pod uwagę jednej rzeczy - tego, że jesteście inni. Po prostu inni. Macie różne możliwości, różne podejście do pewnych spraw, różną wytrzymałość itp. To, co dla ciebie wydaje się łatwe, dla niego może być trudne lub niewykonalne. Lub odwrotnie. I absurdem jest oczekiwać, abyście byli tacy sami i zachowywali się tak samo. Dam ci przykład - oboje z mężem dobrze prowadzimy, lubimy jeździć i bez problemu jeździmy długie trasy. Ale - dla mnie ta długa trasa to 500, max 600 km, a dla mojego męża dwa razy tyle. I nie chciałabym, aby oczekiwał, że skoro on sobie radzi z taką trasą, to ja też muszę i to w takim samym natężeniu. A z twojego opisu wynika, że właśnie tego chcesz - aby poradził sobie tak, jak zrobiłaś to ty i koniec kropka.
      Druga sprawa - odnośnie focha po wyjściu z koleżankami, wyjazdów do teściów itp. W jakiś sposób rozumiem tego focha. Bo, kiedy np. mój mąż ma okres wyjazdowy i wiem, że w danym miesiącu więcej go nie będzie w domu niż będzie, a w trakcie tych kilku wolnych dni, kiedy może pobyć ze mną, wesprzeć mnie itp. mówi, że jest właśnie jakiś zjazd/spotkanie i on jeszcze gdzieś na dzień czy dwa, to warczę jak jumbojet. Bo ten, który musi sobie radzić ze wszystkim sam, kiedy ta druga osoba skupia się na pracy, czuje się zwyczajnie samotny i chce w wolnych chwilach być na pierwszym miejscu. Mieć oparcie w drugiej osobie, pomoc i zachować pewną normalność w tym całym stanie wyjątkowym.
      Nie deprecjonuję twoich starań o lepszą pozycję zawodową, szanuję je, ale nie możesz wymagać, by w tej sytuacji wszystko kręciło się wokół ciebie i na twoich zasadach. Bo tobie jest ciężko, ale innym członkom twojej rodziny również.
      • pade Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 16.02.15, 10:14
        Edwino, duzo racji w tym, co piszesz, ale obawiam się, a może piszę z doświadczenia, że mąż autorki nie zadał sobie trudu zauważyć, jak autorce było ciężko, jak musiała się sprężać, starać, jaką miała odpowiedzialność, gdy on się uczył czy robił karierę.
        Bo kiedy kobieta zajmuje się domem i dziecmi to wszystko jest takie oczywiste, jej to przychodzi z łatwością, geny, budowa mózgu, cholera wie:D A kiedy ma się tym zająć mężczyzna, to nagle jest trudno, to jest wysiłek i brak umiejętności....
        Trudno, niech mąż jednak sie postara, włoży ten wysiłek, pada z wyczerpania. Te stany autorce pewnie też nie są obce.
        • edw-ina Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 16.02.15, 11:25
          Możesz mieć rację. Żadna z nas nie jest stroną w tej relacji i każda wyciąga wnioski na podstawie swoich doświadczeń. Mnie zastanawia jedno - na ile to, że autorka ściągnęła z męża wszystkie obowiązki, kiedy on podnosił swoje kwalifikacje było jego prośbą/potrzebą, a na ile własną interpretacją autorki. I znowu przykład - mój mąż raz na jakiś czas (tydzień/dwa) wraca późno z pracy. Zawsze, kiedy tak wracał czekało w domu jakieś jedzenie, było jako tako ogarnięte itp. Później moja praca się zmieniła i ja też, choć w inne dni, wracałam regularnie znacznie później. Raz nie było niczego do jedzenia, drugi raz, a po trzecim wybuchłam - jak to, zawsze, kiedy ty wracasz późno, to jest chociaż zupa, a ty o mnie nigdy nie myślisz - itp. w ten deseń. Na co mój mąż z rozbrajającą szczerością - ja cię nigdy nie prosiłem, żebyś czekała na mnie z jedzeniem, kiedy wracam późno. Mogę zjeść w pracy, a nie robię tego tylko dlatego, że nie chcę sprawić ci przykrości, skoro zawsze gotujesz. Ty mi też nigdy nie powiedziałaś, że barek w pracy zamykają wcześnie i chciałabyś zjeść coś ciepłego po powrocie. Skąd ja mam to wiedzieć?
          I to jest mechanizm tworzenia standardów, których się później wymaga. Ja to zrobiłam, bo uważałam za słuszne zrobić to w taki sposób, że chciałabym, aby ktoś tak postąpił wobec mnie. Ale nie pomyślałam, że komuś to może nie być potrzebne w takim stopniu, a na koniec domagałam się "zwrotu" w postaci analogicznego zachowania. Zdaje się, że autorka może robić podobnie.
          • pade Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 16.02.15, 11:31
            Tak, to ważne jest by głośno wypowiedzieć swoje oczekiwania, prośby, potrzeby. Tylko, żeby do tego dojść, trzeba czegoś doświadczyć, zrozumieć.
          • kaszub-ska Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 16.02.15, 12:04
            Edw-ina wtedy nie było innej możliwości, bo mąż miał tyle nauki i zajęć, że nie dałby rady. Wracał zmęczony, a musiał się jeszcze uczyć. Pracodawca wyłożył na niego grubą kasę, nie zapłaciliśmy nic za podniesienie kwalifikacji męża. To była dla nas ogromna szansa na zupełnie inny poziom finansowy, a dla męża ogromny awans zawodowy. Takiej szansy się nie przepuszcza. Nie myślałam o konsekwencjach długofalowych, wtedy było dla mnie naturalne, że robię wszystko, bo jego prawie nie ma w domu. Kiedy mieliśmy wolny weekend, głównie spędzaliśmy go w łóżku i bawiąc się z dziećmi. Męża doszkalanie było przewidziane na 3 lata, później praca od 9 do 17. Od początku było jasno powiedziane, że po 3 latach wracam do pracy i dzielimy się wszystkim.
            • edw-ina Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 16.02.15, 13:07
              > Edw-ina wtedy nie było innej możliwości, bo mąż miał tyle nauki i zajęć, że nie
              > dałby rady. Wracał zmęczony, a musiał się jeszcze uczyć.
              - ja cię rozumiem, ale ty nie rozumiesz mnie. Ty założyłaś, że twój mąż nie da rady na więcej, bo ma dużo pracy/nauki itp. Bo rozumiem, że on ci nie powiedział - zajmij się wszystkim przez 3 lata, przez kolejne 3 to ja się wszystkim zajmę? Mogło być tak, że założyłaś błędnie, a fakt, że twój mąż już niczego nie robił po powrocie do domu, nie był wynikiem braku możliwości przerobowych, tylko tego, że ty już wszystko załatwiłaś. I teraz chcesz, by on zrobił podobne założenie. A żadne z was nie mówi o tym wprost: jakiej konkretnie pomocy oczekuje, w jakim stopniu itp. A z każdego twojego postu przebija myśl, że chcesz, by mąż ci się zrewanżował. Nie należy robić niczego dla kogoś, jeśli oczekuje się rewanżu. To prawda, do której trzeba dorosnąć/dojrzeć.
              Drugą sprawą jest "zarządzanie domem". W którymś poście pisałaś, że kiedyś wszystko robiliście razem, ty tylko mówiłaś co i jak należy zrobić. Czyli podejmowałaś decyzje za kogoś, a teraz chcesz, by ta osoba podejmowała je sama. Podam ci dwa rozwiązania tego problemu z własnego podwórka:
              - osobą o podobnych zapędach jest mój mąż. Kiedy jest w domu, to on zrobi, on przyniesie, on załatwi itp. Naturalnie powinnam się z tego cieszyć, ale kiedy któryś raz z rzędu stał mi za plecami i mówił w jaki sposób mam układać drwa w kominku, to mnie szlag trafił i w tzw. żołnierskich słowach uświadomiłam mu, że ja muszę żyć także, kiedy go nie ma. I wówczas m.in. dokładam do kominka. Fakt, że w domu jest ciepło, a kominek cały i zdrowy dobitnie świadczy o tym, że jednak wiem co robię i nie życzę sobie więcej tego typu "rad", bo są upupiające. Bo takie mówienie co i w jaki sposób należy wykonać jest po prostu upupiające. I jak można je zrozumieć w sytuacji np. opieki nad maleńkim dzieckiem, to już trudno je pojąć w innych momentach;
              - druga rzecz: robiliśmy razem, a ja mówiłam: mój mąż miał mi za złe taką postawę, bo czuł się postawiony pod ścianą. Zmieniłam taktykę o 180 stopni. Jeśli np. wiem, że potrzebne jest dokładniejsze sprzątanie, to mówię: trzeba posprzątać kuchnię, łazienkę, umyć okna i pomyć podłogi. Dobrze byłoby to zrobić do soboty, bo wówczas mają przyjechać/chcemy zrobić itp. Na co słyszę: ok, nie uważam, że trzeba znowu myć okna, ale jeśli chcesz, to to zrób. To ja posprzątam kuchnię, poodkurzam i pomyję podłogi. Zrobię to jutro, bo dzisiaj chcę obejrzeć mecz.
              I to działa. Nie ma wymuszenia, nacisku i jedynej właściwej wizji. Nie ma upupiania i przekonania, że skoro ja tak myślę, to znaczy, że jest to jedyne właściwe rozwiązanie.
              • kaszub-ska Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 16.02.15, 13:33
                Powiedział wtedy, że nie da rady i ja będę musiała zająć się domem, jeśli on ma przyjąć warunki firmy. Zgodziłam się, choć też nie miałam pojęcia w co się pakuję, bo wcześniej pracowaliśmy po 8 godzin dziennie i nie mieliśmy wcale dzieci. Później miał wrócić normalny układ partnerski i wrócił, tylko że przy dzieciach jest więcej obowiązków, trzeba rozproszyć uwagę na wiele zadań. Wcześniej nie było takiej potrzeby i niestety ale on sobie nie poradził z ogarnianiem wszystkiego tak dobrze jak ja. Zresztą nie mieliśmy nawet możliwości przećwiczenia tego, bo zawsze byliśmy razem, we dwoje, nigdy nie miał odpowiedzialności całkowitej za dom i dzieci, nie licząc moich nieczęstych wyjść na 3-4 godziny, kiedy dzieci i tak szły do łóżek. Od jakiegoś czasu mąż jeździ z dziećmi sam na wakacje i sobie radzi, ale jedzenie mają podane, prać nie trzeba, zmywać nie trzeba, ciuchy są, lekcji nie ma, w domu jest inaczej. Nie jestem osobą, która lubi rozkazywać i myślę, że tego nigdy nie robiłam, my po prostu wszystko robiliśmy wspólnie i przy okazji gadaliśmy, wszystko było na luzie. Nie interesuje mnie jak coś jest zrobione, musi być zrobione i tyle, ważne że ja nie muszę tego robić. Ustalone było na co nie mam siły i czasu, zrobione musi być, bo musimy jakoś żyć przez te 10 miesięcy. Dla mnie jest to proste i jasne. To nie jest rewanż tylko postawienie na siebie, nie chcę tkwić w tym samym miejscu cały czas.
                • edw-ina Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 16.02.15, 13:49
                  Wróć do mojego pierwszego postu - nie wszyscy są tacy sami i nie każdy da sobie radę z danym problemem tak, jak ktoś inny. Ty nie wiedziałaś, w co się pakujesz i dałaś radę. On nie wiedział, ale nie daje rady. Dlatego może trzeba to przearanżować, zmienić coś. Może macie kogoś bliskiego, kto ma nieco czasu i jest w stenie pomóc? Może jakaś młoda sąsiadka ma czas po szkole i np. za jakąś opłatą odrobi z dziećmi lekcje, czy zabierze je gdzieś dwa razy w tygodniu, żeby choć jedno spadło z placów twojego męża? Dla mnie taka pomoc jest wybawieniem i inaczej patrzę na wyjazdy męża, kiedy wiem, że ok - nie mam jego wsparcia i wiele rzeczy muszę zrobić sama, ale przynajmniej niania zajmie się przez kilka godzin dzieckiem i nie muszę robić pięciu rzeczy jednocześnie. Sama napisałaś, że nie dałabyś rady funkcjonować tak, jak funkcjonowałaś, gdy mąż się doszkalał, gdybyś wówczas pracowała. Spróbuj zapytać męża wprost, jakiej pomocy potrzebuje, by móc ogarnąć sytuację do zakończenia twojego szkolenia. Czasami nie trzeba wiele, by coś zmienić. Wystarczą drobne modyfikacje i zainteresowanie drugiej strony.
                  • miedzymorze Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 16.02.15, 13:59
                    >Wróć do mojego pierwszego postu - nie wszyscy są tacy sami i nie każdy da sobie radę z danym >problemem tak, jak ktoś inny. Ty nie wiedziałaś, w co się pakujesz i dałaś radę. On nie wiedział, ale nie >daje rady.
                    On NIE CHCE dawać rady, wygodniej mu olać dom i dzieci. Niewysilanie się jest zamierzone i wynika nie z braku sił, bo na wyjścia ze znajomymi jakoś ma energię, tylko z braku chęci.

                    >Sama napisałaś, że nie dałabyś rady funkcjonować tak, jak funkcjonowałaś, gdy mąż się doszkalał, >gdybyś wówczas pracowała.

                    Nieprawda. Niedałaby rady, gdyby szkolenie męża przypadło na czas chorujących przedszkolaków. TERAZ dzieci sa szkolne i nie chorujące.
                    >Wystarczą drobne modyfikacje i zainteresowanie drugiej strony.

                    Mąż sobie może wprowadzać modyfikacje jakie chce, a Ty probujesz zwalić z powrotem całe myślene i rozwiązywanie problemu na autorkę, która chce mieć spokój potrzebny do nauki, na to się z mężem umówiła i na to się zgodził.

                    pozdr,
                    mi

                    • edw-ina Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 16.02.15, 14:04
                      Nie, ja po prostu z zasady szukam rozwiązań, a nie powodów do prowadzenia wojny.


                      "Dzisiaj mogą mnie denerwować już tylko skrajni masochiści. Bo jak przyłożę, to nie chcę być jedyną osobą, której to sprawi przyjemność"
                      by NN
                      • kaszub-ska Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 16.02.15, 16:02
                        Ja wiem, jakiej on chce pomocy - żeby ktoś zrobił jego działkę za niego.
                        Dzieci są z obcymi codziennie przez wiele godzin, dobrze by było, żeby w weekend zajęli się nimi rodzice, a nie kolejne opiekunki.
                        • edw-ina Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 17.02.15, 12:30
                          Jesteś pewna, że chce się wylogować z opieki nad dziećmi, czy może frustracja całą sytuacją sprawia, że stajecie na przeciwległych biegunach i coraz mocniej okopujecie się na swoich pozycjach? Jeśli to pierwsze - to fakt, jest nieodpowiedzialny i niewdzięczny. Ale twoje posty o waszej współpracy w innych momentach życia tego nie sugerują. Jeśli to drugie, to tak po prostu się zdarza. Przemęczenie, frustracja, brak widoków na szybką zmianę - to wszystko sprawia, że czasami zachowujemy się nieracjonalnie, że złe emocje biorą górę. Ja też czasami nie mam siły na kolejny dzień z dzieckiem. Po prostu nie mam. I fakt, że rozumiem, iż to mój mąż dba o finanse rodziny, że jego wyjazdy są częścią pracy itp. w tej jednej chwili, kiedy mam wszystkiego powyżej uszu, niczego nie zmienia.
                          A odnośnie spędzania czasu z dziećmi - tak, masz rację. Ale kiedy spędzają ten czas ze skrajnie sfrustrowanym rodzicem, który wykonuje kilka czynności jednocześnie, to i tak nie jest to dobry czas. Więc może lepiej, by spędziły godzinę/dwie z kimś innym, wówczas tata może się ogarnąć z innymi sprawami, a czasem posiedzieć chwilę po prostu i nabrać sił na aktywny i dobry czas z dziećmi.
                          • zuzi.1 Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 17.02.15, 12:59
                            Dokladnie. Odnosze troche takie wrazenie, jakby autorka nie do konca chciala zalatwic swoj problem tj. spokojne dokonczenie kursu i przygotowanie sie do egzaminu. Uwazam, ze to powinien byc priorytet w aktualnej sytuacji, a skoro tak, to szukam efektywnej pomocy, aby zapewnic dzieciom dobra opieke, a nie przerzucam sie z mezem argumentami, ze powinien, na pewno potrafi, tylko mu sie nie chce itd. i trace niepotrzebnie niezbedna energie. Teraz nie jest czas na potyczki z mezem i ukladanie od nowa zakresu obowiazkow dla kazdego z Was, no chyba, ze na zdaniu egzaminu Ci tak naprawde nie zalezy...a jak go nie zdasz, to wtedy sobie powiesz, ze to przez meza...Jestes dorosla, wez odpowiedzialnosc za to, ze przez iles tam lat nie udalo Ci sie meza wdrozyc do obowiazkow domowych i pomoz sobie na ta chwile tak, aby bylo efektywnie dla dzieci i przy jak najmniejszym udziale neg. emocji. To, ze ponarzekasz na zachowania meza a on po raz kolejny Ci pokaze, ze nie chce, nie potrafi etc. nic realnie w Twojej sytuacji nie zmieni na lepsze.
                            • kaszub-ska Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 20.02.15, 21:25
                              Zuzi.1 wcześniej, przed kursem on był wdrożony do obowiązków. Owszem ja robiłam więcej, bo sprawniej mi wszystko wychodzi, nie jęczę tak że wszystko jest bezsensowne, ale w sumie on też potrafił zrobić to co ja. Teraz mu się nie chce, bo ja nie robię, więc on też nie będzie robił. Czy to jest normalne?
                              • zuzi.1 Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 20.02.15, 21:47
                                Nie, to nie jest normalne zachowanie. On sie teraz czuje jak chlopczyk niesprawiedliwie dociazony robota w domu, gdy Ty w tym czasie w domu ' nic nie robisz'. Caly czas po tym co piszesz mam nieodparte wrazenie, ze Twoj maz zachowuje sie jak niedojrzaly egocentryk. Czeka Cie duzo pracy nad zwiazkiem i ustaleniem bardziej sprawiedliwych zasad funkcjonowania rodziny. Ale to wszystko trzeba ustawiac od nowa PO egzaminie, nie teraz i jest to praca na miesiace dlugie, a nie dni czy tygodnie. Teraz, w krotkim czasie, przywalona nauka, przy takim charakterze meza, nic nie zmienisz, tylko sie naszarpiesz. Wiec ustal priorytety i kolejnosc dzialan i je konsekwentnie realizuj, zapewniajac sobie przy tym pomoc osoby trzeciej, skoro na skuteczna pomoc meza w tym momencie liczyc nie mozesz.
                          • kaszub-ska Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 18.02.15, 14:58
                            Edw-ina dzieci dużo bawią się same w swoim pokoju, w sobotę z 2 godziny są same na podwórku, on w tym czasie zajmuje się sobą, jedyne co to obsługuje zmywarkę, w domu nie jest zrobione nic. W niedziele spędzamy czas razem, więc przeciążony nie jest. Niestety ale wczoraj poszło na noże, powiedziałam, że jak syf nie zniknie do mojego powrotu z kursu w sobotę, wyprowadzam się.
                            • edw-ina Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 18.02.15, 15:10
                              Przypomniałam sobie twój poprzedni wątek i zmieniłam nastawienie do tego. Opierając się tylko na tym, co pisałaś tutaj, wyszłam z założenia, że po prostu facet nie daje rady. No nie daje i tyle. Ale po przeczytaniu o synu i całej akcji z tym, skłaniam się ku temu, że ma raczej dziwną wizję małżeństwa i własnego w nim udziału. Naprawdę dziwną, jak choćby ten wątek mówiący o tym, że z synem to na pewno znalazłby lepszy, wspólny język, bo z córką nie może. Na własnym przykładzie - mając ojca i męża w typie 200 proc. faceta w facecie - pokazałam ci, że płeć nie ma z tym nic wspólnego.
                              Czy wy potraficie ze sobą rozmawiać? Tak szczerze, otwarcie, bez oceniania? Możecie mówić o swoich potrzebach, problemach, wątpliwościach? Bo może po prostu w budowaniu całej tej relacji były przede wszystkim deklaracje, a niewiele otwartości i stąd ciągłe zderzanie się ze ścianą?
                              • kaszub-ska Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 20.02.15, 21:20
                                Edw-ina dziekuję Ci za rady. Tamta sprawa z dzieckiem to w ogóle okazało się, że on sam się zapętlił. Wcale kolejnego dziecka nie chciał, tylko dotarło do niego, że pewne rzeczy, które sobie kiedyś tam wymarzył, nie spełnią się już, że nie na wszystko ma w życiu wpływ. Sam nie chciał się do tego przed sobą przyznać, więc na mnie zwalał winę. To co mówił to wszystko po to, żebym się zgodziła, wymyślał wszystkie możliwe argumenty. Myślę, że rozmawiamy otwarcie. Jeszcze odnośnie Twoich wcześniejszych postów, nie tylko chęć wymigania się od obowiązków nim kieruje na pewno. Ja wiem, że jemu nudzi się beze mnie, bo jak się uczę, nie chcę z nim gadać, izoluję się. Ja też bym wolała spędzać czas razem jak do tej pory, ale bądźmy poważni, życie nie zawsze podlega tylko na tym, co sprawia przyjemność. Czasami po prostu trzeba czas poświęcać na inne rzeczy, tak jak teraz właśnie. A on ma dość rzeczy do roboty, jakby zaczął normalnie dbać o mieszkanie i skupił się na dzieciach, przestałoby mu się nudzić.
                                • edw-ina Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 21.02.15, 11:10
                                  Bardzo proszę :)
                                  Jest między wami jakiś typ wojny podjazdowej i to trzeba z pewnością wyjaśnić i ukrócić, bo zawsze będzie wam to niszczyło życie. Twój mąż lubi zwalać na ciebie odpowiedzialność za swoje sprawy, emocje itp. Ciebie to wkurza (zrozumiałe), ale też nie masz pomysłu, jak to rozwiązać bez choćby szantażu (rób co chcesz, jak nie to się wyprowadzę). To jest rzecz do przepracowania na spokojnie. Teraz to skup się na nauce, bo jak zawalisz szkolenie przez to, to mąż będzie miał argument: po co to wszystko było, skoro i tak oblałaś, a ty inny argument: przez ciebie nie zdałam. Lepiej aby żadne z was takiego argumentu nie miało.
                                  Pomyśl o pomocy osoby z zewnątrz. Ja wiem, że byś chciała aby uczynił to twój mąż. Ale on najwyraźniej tego nie zrobi, a twoje zdenerwowanie będzie tylko wzrastało. Za to jak najbardziej możesz powiedzieć mężowi, że to z jego ekstra pieniędzy będzie ta osoba opłacana, bo w końcu to on miał zrobić, a nie ktoś z zewnątrz.
                                  A kiedy już skończysz szkołę to poczytaj o skutecznej komunikacji i zacznij wdrażać w domu nowe porządki ;)
                                  • pade Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 21.02.15, 11:55
                                    ja też widzę tę wojnę, i dlatego nie dziwię się autorce, że czuje opór, żeby ustąpić pola
                                    bo może to dla niej znaczyć, że przegrała
                                    i, że mąż zawsze będzie mógł używać "takich" argumentów

                                    z drugiej strony skuteczna komunikacja jest rozwiązaniem wtedy, gdy OBIE strony chcą się dogadać
                                    dla mnie mąż chce coś ugrać, a nie dogadać się
                                    chce postawić na swoim, bez względu na koszty
                                    dobrze to o nim nie świadczy:(
                                    • edw-ina Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 21.02.15, 12:09
                                      Wiesz, ja zwykle wychodzę z założenia, że zrobię to, co możliwe (bez naginania się, które by przekraczało moje granice), by rozwiązać daną sprawę. Czyli np. szukam sposobu na skuteczne, możliwe jasne i precyzyjne określenie swoich potrzeb, wymagań, zachowań akceptowalnych i nieakceptowalnych. Poza tym staram się pomyśleć o racjach tego drugiego człowieka. I teraz drugiej stronie pozostawiam do określenia, czy po tak podanym komunikacie chce ze mną współdziałać, czy wciąż będzie szukać sposobu na odwrócenie kota ogonem. Jeśli wykaże chęć - to rozpoczynamy żmudną pracę nad wypracowaniem porozumienia. Jeśli nie, to sorry, ale ja masochistką nie jestem i taką relację wcześniej czy później zakończę lub ukrócę do minimum. Jednak aby móc to zrobić z czystym sumieniem, najpierw muszę wykonać wyżej opisaną pracę.
                      • vilez Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 16.02.15, 16:02
                        Dokładnie. Ja też.Gdybym miała z mężem wojnę prowadzić, to ...
    • vilez Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 16.02.15, 09:22
      Wątek skręcił w kierunku: dlaczego kobiety (nie wszystkie) próbują trzymać kontrolę nad pracami domowymi. I słusznie skręcił, bo to jest klucz do problemu -także autorki.

      1. Dlaczego kobiety (niektóre) latami robią za domowe roboty wieloczynnościowe. I uwaga- z własnej woli to robią.
      2. Dlaczego nie potrafią  zmienić tego, skoro już w to wdepnęły.

      Wychowanie, niegdysiejszy patriarchat wszystkiego nie tłumaczą. Bo nadal nikt im pistoletu przy skroni nie trzyma i nie mówi: "myj naczynia/pilnuj dziecka". Koniecznie sama.
      Jaki rodzaj przymusu kieruje takimi kobietami? Lub jaki rodzaj słabości, że godzą się na niesprawiedliwy podział obowiązków. Bo na to trzeba się zgodzić, by takie coś działało. Trzeba też zgody, by utrzymywać taki stan latami.
      I czemu, kiedy przychodzi do konieczności zmiany tego stanu rzeczy, nadal kobiety (niektóre) starają się trzymać łapę na procesie zmiany- zmiany mają być na jej warunkach.

      To wszystko ma wspólny rdzeń - przymus wewnętrzny.
      • pade Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 16.02.15, 10:15
        Vilez, ja rozumiem, że rozmawiamy o sytuacji, kiedy to już się dokonało, czyli kobieta robiła za robota, ale się "kapnęła", że tak nie chce i teraz to zmienia.
        • vilez Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 16.02.15, 10:30
          Nie da rady zmienić sensownie czegoś- utrzymując stary model. Nie da się.
          Ona ma problem z delegowaniem odpowiedzialności. Dopóki tego nie przeskoczy, dopóty wszystko będzie po staremu, tylko z jeszcze większymi nerwami.
          • ola_dom Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 16.02.15, 10:39
            vilez napisała:

            > Ona ma problem z delegowaniem odpowiedzialności.

            Wydaje mi się, że gdyby "delegowanie odpowiedzialności" dotyczyło tylko sprzątania, gotowania i przyjmowania gości - to nie byłoby takiego problemu.
            Ale w postach autorki cały czas jest mowa o DZIECIACH. I tutaj trudno się postawić i powiedzieć "teraz mam w dupie, będę delegować odpowiedzialność tak długo, aż poskutkuje", bo dzieci się same nie oporządzą czekając, aż próba sił między małżonkami się zakończy.
            • pade Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 16.02.15, 10:47
              Słuszna uwaga.
              To co się dzieje w domu, ta próba sił, dokonuje się kosztem dzieci. Autorka to widzi i próbuje zapobiegać. Jej mąż zaś widzi, że ona mimo wszystko "obrobi" dzieci, więc sam nie musi się wysilać.
            • vilez Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 16.02.15, 11:21
              Delegowanie odpowiedzialności powinno dotyczyć także dzieci. Pisałyśmy już o tym- i Verdana i ja.
              Lekcje dzieci powinny odrabiać same (jeśli nie są dysfunkcyjne).
              • ola_dom Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 16.02.15, 11:26
                vilez napisała:

                > Delegowanie odpowiedzialności powinno dotyczyć także dzieci.

                No to właśnie odpowiedzialność została oddelegowana.
                Skutek jest taki, że lekcje są nieodrobione, a dzieci niewykąpane.
                Można się dalej siłować, jasne....
              • miedzymorze Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 16.02.15, 11:28
                Odrabiają, tylko ich przypilnowąć, że mają to zrobić i sprawdzić jak sobie poradziły.
                pozdr,
                mi
                • vilez Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 16.02.15, 11:36
                  Ło matko, pisałam już o tym- wyznaczyć czas matczynej aktywności w tym względize. Chcą mieć sprawdzone- to w tych i tych godzinach. Nie zmieszczą się- nie będą miały sprawdzone. I poniosą konsekwencje. Tak to działa. U mnie się sprawdza. Dzieci wiedzą, kiedy pracuję/jestem zajęta sobą i wtedy mi nie przychodzą z lekcjami. Jako i ja im pupy nie zawracam niczym, gdy one pracują/są zajęte sobą.Można? Można.
                  • onmytoes Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 16.02.15, 11:51
                    vilez napisała:

                    > Ło matko, pisałam już o tym- wyznaczyć czas matczynej aktywności w tym względiz
                    > e. Chcą mieć sprawdzone- to w tych i tych godzinach.

                    Czyli jednak matczynej. Czyż nie o to właśnie chodzi? Że znów spada na matkę. A dopilnowanie lekcji miało być obowiązkiem ojca. Co z tego, że ona deleguje lekcje na męża, skoro potem piszesz, że to matka ma wyznaczyć godziny kiedy dzieci do niej przyjdą by im lekcje sprawdzić? Do czego w takim razie sprowadza się tutaj rola ojca?
                    • pade Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 16.02.15, 12:13
                      no właśnie...
                    • vilez Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 16.02.15, 12:21
                      Nie. Pisałam o sobie, więc per matka. Trudno, żebym o sobie pisała per ojciec. Dotyczy to wszystkich dorosłych (troje).

                      A matczynej, bo ona pisze o tym, że nie chce, by JEJ przeszkadzać w sobotę wieczór. Nie wiem, kiedy OJCIEC u nich ma czas.
                      • ola_dom Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 16.02.15, 12:35
                        vilez napisała:

                        > ona pisze o tym, że nie chce, by JEJ przeszkadzać w sobotę wieczór.

                        Zabrzmiało, jakby jaśniepani co najmniej fanaberię jakąś miała...
                        • vilez Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 16.02.15, 12:50
                          ??? Ależ ma prawo. I jej poradziłam, by w takim razie odrabiać te lekcje w niedzielę.
                          Ja np. nie chcę, by mi przeszkadzać w godzinach 20-22. I tak zasadniczo jest.
                          O co Ci chodzi?
                          • mamameg Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 18.02.15, 08:28
                            ??? Ależ ma prawo. I jej poradziłam, by w takim razie odrabiać te lekcje w nied
                            > zielę.

                            I serio nie widzisz niesprawiedliwości? Mąż miał sobotę wolną(bo dzieci zajmowały się sobą, to dzieci w wieku szkolnym w końcu), żona od rana do wieczora była na kursie i teraz w niedzielę żona ma zaganiać dzieci do lekcji i je sprawdzać? A odpocząć ma kiedy?
                            • verdana Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 18.02.15, 15:00
                              Alez nie. Nie ma zaganiać i sprawdzać. Po co? Lekcje mają odrabiać dzieci. Nie rodzice. Jak dzieci dostaną dwa razy uwagę, to same sie zagonią.
                              • miedzymorze Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 18.02.15, 15:25
                                Byc może są gdzieś takie wyjątkowe dzieci, ale model przeciętny jednak przypomnienia potrzebuje, bo uwagi czy tez smutne buziaki (to jest wczesna podstawówka) nijak się nie przekładają na to, że w domu trzeba siąść i zrobić ;>

                                pozdr,
                                mi
                                • verdana Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 18.02.15, 17:23
                                  Naprawdę żadne dzieci nie odrabiają same lekcji? Wszyscy rodzice odrabiają lekcje z dziećmi, a nie tylko ew. sprawdzają, czy odrobiły? To szkoda, bo lekcje są dla dzieci, nie dla rodziców.
                                  Jesli ma sie potrzebę dokładania sobie pracy, to sobie, nie komuś innemu.
                                  • mamameg Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 18.02.15, 22:49
                                    Naprawdę wszystkie dzieci same chętnie siadają i odrabiają lekcje? I pewnie błagają, żeby im pozwolić umyć zęby? A po pół godzinie same wyłączają komputer?
                                    • verdana Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 21.02.15, 11:57
                                      Naprawdę. Jesli są tego nauczone. Czy odrabiają lekcje równie porządnie, jak robi to mama i tata poprawiający każdą linijkę, to inna sprawa. Za to robią lekcje same. Bezcenne.
      • kaszub-ska Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 16.02.15, 10:37
        Vilez nie byłam robotem, zawsze byliśmy razem w domu, robiliśmy razem, pomagałam, prosiłam, nakazywałam, rozdzielałam. Teraz on ma sam myśleć i robić, bez mojego bata i bez mojego motywowania, nie mieszam się, no i mu się nie chce.
        • pade Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 16.02.15, 10:49
          Bo to bardzo trudne jest:)
          Tak samemu wziąć się w garść, zobaczyć, co jest do zrobienia, zaplanować, zmotywować się, zobaczyć potrzeby dzieci, zaopiekować je. To jest wysiłek.
          • vilez Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 16.02.15, 11:22
            Który on musi podjąć. Żadne wyręczanie go niczego dobrego nie przyniesie.
            • miedzymorze Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 16.02.15, 11:25
              Przeciez go nie wyręcza. Robi tylko minimum tego żeby się wszystko nie wysypało - ściągania pranie żeby powiesić nowe i ogarnia dzieci, żeby sobie nie narobiły zaległości.

              pozdr,
              mi
              • vilez Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 16.02.15, 11:38
                I niech jadą na tym minimum konsekwentnie, aż się pan obali o swoje niewyprane gacie. A o dzieci musi Pan zadbać bez zawracania gitary.
                Chyba, że nie potrafią rozmawiać i ustalać -wspólnie. Co podejrzewam.
            • pade Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 16.02.15, 11:29
              Ja wiem o czym do mnie mówisz Vilez:) Ja to właśnie przerabiam. I wiem jak sama ze sobą się siłowałam i siłuję. Z ilu rzeczy zrezygnowałam, z ilu oczekiwań. Oboje się czegoś uczymy w tej sytuacji. Tylko niestety dla jednej ze stron jest to bardzo, bardzo trudna lekcja.
              Dlatego tak dobrze rozumiem (albo wydaje mi się, że rozumiem) autorkę i to, co dzieje się w jej domu.
              • vilez Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 16.02.15, 12:25
                :-)

        • napis_z_obrazka Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 16.02.15, 11:31
          Przypomnial mi sie film ´´Sprawa Kramerow``. Mozna zmusic, ale ceny zbyt wysoka, chyba.
          Ja zrozumialam, ze Pan Maz ma wlasne wolne srodki finansowe. To zatrudnij kogos nawet codziennie i w zeby sprawiedliwosci stalo sie zadosc;-) teraz Ty sie doksztalcaj.
          Z kota nie zrobisz psa!
          • paris-texas-warsaw Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 16.02.15, 11:39
            Nie czytałam wszystkich postów, ale pierwszy Autorki mi styknął;) Generalnie podpisuję się +- pod zdaniem Verdany.
            Nie chodzi, czy facet, czy kobieta, czy ojciec czy matka, ale o to, że rodzina jest całością, i czas jest chyba najważniejszym jednak spoiwem. Chociaż kiedyś czytałam wypowiedź Kingi Rusin, że ma mało czasu, ale za to codziennie intensywnie poświęca córkom 15 minut. Well... z naciskiem na intensywnie;)
            Nie uważam za żadną zaslugę robienie wszystkiego w domu bez męża i pozwolenie mu przez 3 lata poświęcać dzieciom tyle czasu, co jak rozumiem tata "rozwiedziony". g mnie matka powinna w takim przypadku postawić jednak tamę takiemu rozwijaniu się kosztem czasu rodziny. Ten czas wydaje się za duży.
            Teraz dzieci są starsze, jeśli to dzieci powyżej 10 r. ż. to specjalnie to ich pewnie nie rusza, ale jako rodzina jest to wg mnie jakiegoś rodzaju rozkład.
            Zabraianie zapraszania gości - DREADFUL! A dzieci? Nie mogą np. i codziennie po szkole bawić się/spotykać z przyjaciółmi w domu?
            • kaszub-ska Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 16.02.15, 12:24
              Paris wtedy nie mieliśmy wpływu na strategię rozwoju zawodowego męża, firma płaciła i oni decydowali. Praca w tej firmie była marzeniem mojego męża i ogromną szansą dla naszej rodziny. Ta propozycja wtedy to był fuks, gdyby przyszła później, gdy ja już pracowałam a dzieci były w przedszkolu, nie wiem, jak dalibyśmy radę. Mój urlop nie był uwarunkowany doszkalaniem męża, nawet gdyby mąż nie zmienił pracy i tak bym na nim była. On doszkolił się przy okazji. Miał po prostu szczęście i teraz zawodowo jest tam, gdzie chciał, a mój rozwój teraz niestety zależy od jego postawy.
              Dzieci codziennie do 16.30 siedzą w szkole, mają dość czasu na zabawę, później 4 razy w tygodniu zajęcia dodatkowe. W weekendy wychodzą na podwórko, zapraszania do domu nie ma, bo jest w stanie niepokazywalnym i ja tego stanu nie zmienię na pewno.
              • verdana Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 16.02.15, 12:55
                "Ta propozycja wtedy to był fuks, gdyby przyszła później, gdy ja już pracowałam a dzieci były w przedszkolu, nie wiem, jak dalibyśmy radę. "
                Tzn, nie dałabyś rady, gdybyś pracowała a maż sie uczył?
                • kaszub-ska Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 16.02.15, 13:07
                  Tak, gdyby funkcjonował w takim trybie, w jakim funkcjonował wtedy a dzieci chorowały tak, jak chorowały w przedszkolu. On rzadko wracał do domu przed 20, więc nie ma porównania z tym, jak ja teraz funkcjonuje.
                  • verdana Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 16.02.15, 13:28
                    Teraz wraca o 18.
                    Jednak należałoby zastanowić sie, czy jeśli Ty nie byłabyś w stanie sobie poradzić, gdy maż studiował, gdybyś pracowała, to być może nie jest to jednak takie proste.

                    • kaszub-ska Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 16.02.15, 13:37
                      Teraz byłoby mi łatwiej na pewno niż kiedy dzieci były w przedszkolu, bo strasznie chorowały i nieraz przesiedziałam kilka nocy z rzędu przy nich a później leciałam do pracy. Nie mówię, że jest mu łatwo, tylko że mógłby z klasą przetrwać te 10 miesięcy właśnie dla mnie.
                      • aqua48 Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 16.02.15, 13:49
                        kaszub-ska napisała:

                        >Nie mówię, że jest mu łatwo, tylko że mógłby z klasą przetrwać
                        > te 10 miesięcy właśnie dla mnie.

                        No teoretycznie mógłby, ale nie jest Tobą i nie daje rady. Takiego masz męża.
                      • zuzi.1 Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 16.02.15, 13:54
                        Usiadz z mezem i spokojnie porozmawiaj o zatrudnieniu na czas Twojej nauki pomocy do domu, skoro sam nie daje rady. Przypomnij mu, ze kiedy on sie zawodowo rozwijal przez 3 lata Ty robilas wszystko, aby mu to ulatwic. Wiec niech on nie utrudnia, tylko Ci pomoze. Po zakonczeniu nauki i egzaminach powinnas zaczac zmieniac podzial obowiazkow w rodzinie, maz powinien prac, rozwieszac rzeczy, prasowac czesc rzeczy dzieci, powinien umiec ugotowac ze 2 proste obiady, w razie koniecznosci, obowiazki powinny byc rozlozone pomiedzy Was oboje mniej wiecej po polowie.W TEJ CHWILI SKUP SIE NA NAUCE a reszte spraw, ktorych nie ogarnia maz przerzuc na osobe do pomocy w domu.Teraz nie jest dobry moment, aby szarpac sobie nerwy z mezem, przesun to na czas po egzaminach, gdy bedziesz miala spokojny umysl. Sytuacja jest do zmiany i istnieje spore prawdopodobienstwo, ze uda Ci sieten nowy podzial obowiazkow wprowadzic, jezeli bedziesz wystarczajaco konsekwentna i stanowcza.
        • ilonakrzeminska Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 18.02.15, 14:43
          Witam, miałam podobną sytuację, zaczęłam się dokształcać na początku na pierwszym kursie 3 miesięcznym, zaraz po tym na półrocznym. Dzieci miały rok i 3 lata, ja już pracowałam. Było ciężko, zajęcia w sobotę, uczyłam się codziennie wieczorami. Tylko moje dzieci szły spać o 20.00. Ja przychodziłam o 16.00 do domu, szłam do pracy na 7.00. dzieci nie ucierpiały, gdyż zaczynałam sie uczyć o 20.00. Najgorzej w sobotę, czasem zdarzało się n poczatku że o 15 zastawałam dzieci w piżamach, ale po dyskusjach w końcu udało się. Nie było tak, jak za mojej soboty, ale w miarę to wszystko funkcjonowało. Jedynie mąż nie zmywał, zawsze miał wymówkę, że dzieci musiał ogarniać, ale to akurat prawda bo były malutkie. Więc po 2 tyg. zakupiliśmy zmywarkę. Finansowo było średnio, więc odpadała pomoc z zewnątrz. Dużo dała rozmowa przed, on mnie wspierał i jak się zgodził to jakby nie mógł się w czasie wycofać. W sumie te kursy jeszcze mi nic nie dały niestety, ale może to kiedyś się zmieni. Jakoś przeżyliśmy. Teraz jak są starsze wydaje mi się, że jak wracam nieraz do domu wieczorem to są mniej ogarnięte niż wtedy, mieszkanie też, bo ciężko mu się oderwać od własnych przyjemności. Tylko, że w tym czasie ja chodzę na fitness, więc jakby też spędzam czas na własnych potrzebach. No i on ma cały czas obowiązki, które cały czas funkcjonują jeszcze jak na początku małżeństwa - ja sprzątam , on gotuje, no i teraz odprowadza dzieci do przedszkola. Jakoś chyba dacie radę to przetrzymać (tez mam bałagan w domu).
    • martishia7 Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 16.02.15, 13:37
      Nie pomogę Ci w żaden sposób, nie przerabiałam takich trudności. Ale powiem Ci, że czytam to forum kilka lat i nie po raz pierwszy widzę taką historię- toczka w toczkę jak Twoja. Panowie się zgadzają w sferze deklaracji, bo wiadomo, robisz to dla dobra rodziny, dla podniesienia waszego poziomu bezpieczeństwa ekonomicznego oraz życia, jesteśmy drużyną, gramy do jednej bramki, etc. A jak przychodzi co do czego to prowadzą cichy, bierny sabotaż.
      Z rzeczy praktycznych -znajdź sobie bibliotekę publiczną, gdzie możesz usiąść w spokoju. Taka nauka jak ktoś co chwila przychodzi i zawraca gitarę jest nieefektywna. Lepiej siąść na kilka godzin w ciszy i spokoju. I wyłączyć telefon. Jeszcze 4,5 miesiąca, dasz radę.
      • verdana Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 16.02.15, 14:13
        Też uważam, ze nauka czy praca w domu, gdy sie ma dzieci, jest bardzo trudna. Bardzo trudno jest wytłumaczyć dzieciom, że nawet w bardzo ważnej sprawie mają nie przeszkadzać. Mnie przez 30 lat sie nie udało nauczyć nikogo, ze jak pracuję, to sie mają nie odzywać. Na pociechę mogę tylko dodać, zę mężowi to samo też sie nie udało, także w stosunku do mnie. To jest możliwe raz czy dwa, ale jako zasada nie działa.
        Nie ma cię w domu, to cię nie ma. Reszta musi sobie poradzić. Jesteś - to jednak jesteś, jak nikt nie wie, jak długo należy prać zabrudzoną ścierkę, albo gdzie położyłaś encyklopedię - to wcześniej czy później przyjdą.
        Być może to byłoby korzystne także dla reszty rodziny. Jak mamy nie ma, to jest OK. Jak jest, ale niedostępna i to często, robi sie bardzo niefajnie.
        • vilez Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 16.02.15, 15:41
          > Też uważam, ze nauka czy praca w domu, gdy sie ma dzieci, jest bardzo trudna.

          > Jak jest, ale niedostępna i to często, robi sie bardzo niefajnie.

          Wszystko zależy od wygenerowanego modelu. My np. dużo pracujemy w domu. Przecież nie będziemy z domu wyjeżdżać, by pisać czy czytać... Tu mamy książki, siebie (a pracujemy w domu razem- w sensie nad wspólnymi sprawami). Mamy dość wyjazdów na zajęcia, wystarczy. Zresztą, lubimy pracować w domu. Nauczyliśmy się pracować " w towarzystwie" dzieci i swoim. Ja czasem wychodzę do drugiego pokoju z lapkiem czy poczytać (ale rzadko), mąż- wcale. No, ale nie mamy małych dzieci. A "przeszkadzanie" dużych nam nie przeszkadza, czasem zapowiemy, że "teraz się skupiam, za chwilę"...

          Natomiast chronimy nasz czas wypoczynku wieczornego (circa 2 godz). Uważam, że mamy prawo do takiego czasu dla siebie, i dzieci to wiedzą. Oczywiście, nie jest tak, że bronimy tego "krwiom i piersiom jak życia", ale dzieci wiedzą, że wolimy, żeby w tym czasie nas nie nękać duperelami, z którymi mogli się zwrócić wcześniej. A z ważnymi sprawami, z którymi się zagapili, to...no cóż, zwracają się, ale przepraszają. Ale nie jest to jakieś tam sztywne- aż tak to nie, bo u nas nic nie jest na sztywno, niemniej- starają się respektować. Może traktują to jako nasze dziwactwo, nie wiem... a niech traktują. Zresztą, czasem się podłączają do oglądania, czasem czekamy z pewnymi filmami specjalnie na nich.

          A chronimy ten czas, bo mąż wieczorem już nie jest dostatecznie czynny umysłowo- najlepiej pracuje w dzień i po południu. Ja mogę znowu cały dzień pracować, w sensie- że nie mam lepszych czy gorszych pór., bardziej- czasem całe dni mi wypadają -w sensie gorszych. Ale znowu lubimy oglądać filmy razem (kochamy to), więc oglądamy te filmy wieczorem. Ot, taka wypadkowa- możliwości i chęci.
          Da się :-)

          • verdana Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 16.02.15, 18:02
            Ja też pracuję w domu. Od zawsze. Ale gdybym umiała pracować tylko w ciszy i spokoju, to nic by z tego nie wyszło. Moja mama tak ma i pisała zawsze w kawiarni, kiedy byłam mała.
            Duże dzieci to nie problem, ale pisanie prac z małymi dziećmi na przykład spowodowało, że nie umiem pisać już długo - parę akapitów. A kiedyś umiałam pracować parę godzin bez przerwy...
            Duże dzieci to nie problem, ale młodsze nie zawsze umieją i mogą czekać. Nie ma problemu, jak to trwa tydzień, ale jak rok, to naprawdę jest niefajnie.
            • vilez Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 16.02.15, 18:22
              Rozumiem. wtedy trzeba faktycznie wychodzić- jakieś biuro czy cóś.
              • verdana Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 16.02.15, 19:33
                Biblioteka, kawiarnia też są OK. Byle nikt nie zawracał głowy.
                Mój syn czyta właściwie tylko poza domem, specjalnie po to wychodzi. Bo w domu, jak twierdzi, stale ktoś coś chce.
    • napis_z_obrazka Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 16.02.15, 14:15
      kaszub-ska napisała:

      (...)
      > Jestem zła i przykro mi, że nie mogę liczyć na wsparcie męża, podczas gdy kilka
      > lat temu, kiedy on zmieniał pracę i doszkalał się miał w domu pełen luksus, a
      > trwało to 3 lata. Praca, która wtedy dostał była jego marzeniem, pracodawca fin
      > ansował mu studia podyplomowe (2 weekendy w miesiącu od rana do wieczora poza d
      > omem), raz w tygodniu kurs językowy, do tego zrobił 2 kursy zawodowe, co tydzie
      > ń latał na basen/siłownie, rzadko wracał do domu przed 20. Byłam wtedy na urlop
      > ie wychowawczym, dwoje malutkich dzieci w domu, nie narzekałam, nie wymagałam,
      > by mi pomagał ponad to, co chciał. Cieszyłam się, że dostał szansę i może w peł
      > ni się wykazać, a teraz kiedy chcę inwestować w siebie, on stawia opór. To nies
      > prawiedliwe. Potrzebuję skupić się na nauce, a nie odpierać zarzuty męża i walc
      > zyć z wyrzutami sumienia. Chcę rozwinąć się zawodowo, czy to takie straszne? Ni
      > e wiem, jak się zachowywać, jak rozmawiać? Po skończeniu tego kursu, za jakiś c
      > zas planowałam rozpocząć następny 7-miesięczny, ale powoli przechodzi mi ochota

      A czy Ty czasami nie szukasz wymowki, zeby nie konczyc/rozpoczynac kursu?
      Moim zdaniem wzajemnosc, to dawanie sobie tego, co kto potrafi najlepiej. I dla obu stron jest to atrakcyjne.
      Ponizej godnosci jest oczekiwanie od kogos, czego ktos Ci nie chce dac.
      Mnie bardziej niepokoilyby Wasze finanse, bo rozumiem, ze maz teraz zarabia lepiej i ma osobna kase.
      Ale... kazdy ma tak, jak sobie posciele.
      Jesli nie skonczysz/rozpoczniesz kursu, to nie bedzie wina meza.
      Tobie ma na tym bardziej zalezec i zorganizowac zgodnie z mozliwosciami. Uwazasz, ze gdyby mezowi nie zalezalo na doksztalcaniu sie, to Ty zmusilaby go do tego?

      Byc moze to niesprawiedliwe, ale lepiej tak zorganizowac, zeby byc skuteczna.

      Jesli Tobie wstyd przed goscmi, ze w domu balagan, to nie znaczy ze maz tez sie poczuwa do winy. Woli ten dyskomfort przeniesc na Ciebie. a Ty lykasz.
      Z pelnym szacunkiem dla tej pracy (prasowanie, szorowanie, mycie, odkurzanie; zaprowadzenie i odprowadzenie dzieci), ale nie sa to wysokoplatne zajecia (na obecna chwile). Lepiej podnosic kwalifikacje zawodowe.




    • kinkygirl background 17.02.15, 13:31
      przepraszam, ze tak wykopuje, ale moze to istotne, bo z wczesniejszego watku (2013) wynika, ze maz ojcem jest dla dziewczynek srednim, a jego pomyslem na nawiazanie lepszego kontaktu z dziecmi bylo zrobienie sobie nowego, tym razem chlopca.

      teraz dzieci zostawione same z ojcem sa nieszczesliwe, ojciec tez niezadowolony. moze nie chodzi tu tylko o same obowiazki tylko o brak posrednika miedzy nimi w postaci matki. i stad to jego poczucie ze jest zostawiony sam sobie.

      forum.gazeta.pl/forum/w,898,147173228,147193414,Re_spor_o_trzecie_dziecko.html
      • napis_z_obrazka Re: background 17.02.15, 13:58
        A ja chcialam zaproponowac 3.dziecko i urlop tacierzynski. Ale sie powstrzymalam;-)
      • z_pokladu_idy Re: background 17.02.15, 14:36
        Pan sobie zapewne wymyślił szczęśliwą gromadkę dzieciaczków i tradycyjną żonę domową, która cały ten majdan by ogarniała, a on z pracy by tylko buziaki dziatwie rozdawał. To by tłumaczyło, czemu stawia taki opór w odciążeniu żony, bo nie dość, że trzeciego potomka nie chce to jeszcze czasowo oddaje część swoich obowiązków.
    • onmytoes spór o trzecie dziecko 17.02.15, 22:25
      Przeczytałam tamtem Twój wątek i aż dziw, że tutaj nic nie wspomniałaś o tamtej sytuacji, bo moim zdaniem teraz wszystko się pięknie składa w całość.

      Wtedy napisałaś: "jeśli się nie zgodzę, on będzie żałował całe życie i miedzy nami na pewno nie będzie już jak dawniej."

      Mam dziwne wrażenie, że mąż zamiast na kolejnych kursach najchętniej widziałby Cię w ciąży lub w domu z trzecim dzieckiem. To tłumaczyłoby dlaczego sabotuje Twoje plany związane z rozwojem kariery, bo wówczas szanse na to, że jednak zechcesz kolejne dziecko maleją do zera.
      • pade Re: spór o trzecie dziecko 17.02.15, 22:29
        a tak się oburzyła Verdana za stereotyp:))
        • verdana Re: spór o trzecie dziecko 17.02.15, 22:34
          Nadal się oburza. Bo foch za to, że sie kolejnego dziecka nie chce widziałam w wykonaniu obu płci.
          • pade Re: spór o trzecie dziecko 17.02.15, 22:39
            Oburzaj się dalej, kto Ci broni?:))
            • verdana Re: spór o trzecie dziecko 17.02.15, 22:48
              A na co ja sie oburzam?
      • kaszub-ska Re: spór o trzecie dziecko 20.02.15, 21:30
        Już weźcie nie wyciągajcie tamtych staroci, sprawa wyjaśniona, dziecka wcale nie chciał, tylko nie mógł się pogodzić, że nie spełni się to co sobie kiedyś wymarzył, więc musiał znaleźć winnego.
        • kaszub-ska Re: spór o trzecie dziecko 20.02.15, 21:34
          Ale kolorowo nie jest, pokłóciliśmy się o olanie moich próśb i czuję, że jutro będzie gorąco. Niestety nie potrafię odpuścić, bo w domu jest taki syf, że nie da się funkcjonować, a on tylko mi mydli oczy, że zrobi a nic nie robi.
          • annpierle Re: spór o trzecie dziecko 20.02.15, 21:46
            Wiem, ze latwo mowic, jak sie nie jest w sytuacji... tym niemniej, moim zdaniem powinnas nie zapominac, ze jeszcze to bedzie trwalo raptem 4,5 miesiaca. Co to jest? Prawie nic. Najgorsze (najdluzsze) juz z aToba. Jeszcze tylko 4 miesiace w mieszkaniu nieposprzatanym, byle do wakacji - a potem rozprogramujecie sobie na nowo Wasze obowiazki. Przebolej ten czas, nie denerwuj sie glupotami, bo tak naprawde, to to nie jest wazne. Wazna jest Twoja nauka, a reszta - to taki nawias w Twoim zyciu. Odpusc. Zamknij oczy na syf. To tylko rok!
            • kaszub-ska Re: spór o trzecie dziecko 20.02.15, 22:04
              Chciałabym umieć zamknąć na to oczy, ale nie da się, naprawdę się da teraz.
              • napis_z_obrazka Re: spór o trzecie dziecko 20.02.15, 22:53
                kaszub-ska napisała:

                > Chciałabym umieć zamknąć na to oczy, ale nie da się, naprawdę się da teraz.
                To da sie, czy nie? teraz;-)
                Ja wolalabym zatrudnic kogos do pomocy. Miec czas dla rodziny, takze na odwiedziny rodzicow. Popatrz na swoje corki. Chcialabys, zeby w wieku +/- 30 unikaly Cie?

                Nie lepiej miec oczy szeroko otwarte na pieknie posprzatane mieszkanie? Np. Panie z zagranicy;-) robia to fenomenalnie. (Moze w Twoim przypadku lepiej starsza niz mlodsza;-)

                Do odgruzowania domu wystarcza 2 dni pod rzad. A potem 2x w tygodniou to max.
                Dlaczego nie chcesz byc organizatorka, ´dmuchac w domowe ognisko´?
                Tym bardziej, ze znasz sie na tych pracach i wiesz, czego wymagac.

                Skoro maz od prac domowych odzwyczajony, to po co go zmuszac?
                Nie szkoda energii, Twojej i meza? Moze maz bedzie mial wiecej cierpliwosci dla corek.

                Nie rozumiem tez dlaczego chcesz, zeby maz rzadzil w domu skoro rzadzi w pracy?
                Wlasnie pocwiczylabym na Twoim miejscu zarzadzenie domem. Przyda sie pozniej w pracy:-)
                Powodzenia!



                • pade Re: spór o trzecie dziecko 20.02.15, 23:01
                  Tylko dlaczego mąż nie może powiedzieć: kochanie, chcę, żebyś się uczyła, wiem, do czego się zobowiązałem, ale nie daję rady. Zatrudnię sprzątaczkę. Dom będzie błyszczał, a ja się zajmę dziećmi. Pasuje Ci?
                  Dlaczego nie jest uczciwy, tylko ściemnia żonie, że coś zrobi i nie robi?
                  Dlaczego wprost nie powie, co mu nie pasuje? I czego oczekuje? Co może zrobić zamiast?
                  • napis_z_obrazka Re: spór o trzecie dziecko 20.02.15, 23:22
                    Ja nie wiem. (Nigdy nie bylam mezem;-)

                    Ja zrozumialam, ze Autorka pytala, rozmawiala... i jest jak jest:-(
                    Maz sie nie zmienia. Moze nie lubi sprzatac, moze wraca z roboty zmeczony, moze chce odpoczac, moze woli miec zalezna zone w domu niz niezalezna, bo w jego domu tak bylo, albo nie bylo a tak sobie marzy:-) (zdaje sie, ze wejdzie zaraz Regulamin i nie bedzie mozna gdybac;-)

                    A moze oboje sa teraz przemeczeni i nie da rady spokojnie dojsc do kompromisu (!), nowych zasad funkcjonowania domu.
                    Przydalby sie wspolny urlop, nie osobno. Ja tak uwazam.






                  • annpierle Re: spór o trzecie dziecko 20.02.15, 23:23
                    Jasne, zgadzam sie z Toba, pade. Nie moge sie nie zgodzic.
                    Tyle tylko, ze co to przyniesie kaszub-skiej, poza rozzaleniem, ze nie jest jak byc powinno.
                    Moim zdaniem, ona musi sie teraz skoncentrowac na najwazniejszym - na swojej nauce.
                    Potem - jak juz sie to skonczy - spokojnie rozpracowac z mezem, co nie gra i co zmienic. A teraz, przez te cztery miesiace (to TYLKO 4 miesiace!) zajac sie priorytetem.
                    Tak mysle...
                • kaszub-ska Re: spór o trzecie dziecko 23.02.15, 15:02
                  napis_z_obrazka napisała:

                  > kaszub-ska napisała:
                  >
                  > > Chciałabym umieć zamknąć na to oczy, ale nie da się, naprawdę się da tera
                  > z.
                  > To da sie, czy nie? teraz;-)
                  Nie da się, a raczej nie dało się.

                  > Ja wolalabym zatrudnic kogos do pomocy. Miec czas dla rodziny, takze na odwiedz
                  > iny rodzicow. Popatrz na swoje corki. Chcialabys, zeby w wieku +/- 30 unikaly C
                  > ie?
                  Więc dlaczego on nie zatrudni?
                  Od rodziców nie uciekam, nie jeżdżę, bo nie mam czasu, ledwo mam go dla swojej rodziny.

                  > Nie lepiej miec oczy szeroko otwarte na pieknie posprzatane mieszkanie? Np. Pan
                  > ie z zagranicy;-) robia to fenomenalnie. (Moze w Twoim przypadku lepiej starsza
                  > niz mlodsza;-)
                  Powtórzę się, dlaczego on nie zatrudni?

                  > Do odgruzowania domu wystarcza 2 dni pod rzad. A potem 2x w tygodniou to max.
                  > Dlaczego nie chcesz byc organizatorka, ´dmuchac w domowe ognisko´?
                  Bo mam głowę zaprzątniętą czymś innym i wolałabym w wolnym czasie odpocząć.

                  > Tym bardziej, ze znasz sie na tych pracach i wiesz, czego wymagac.
                  Bo nie mam siły wziąć na siebie wszystkich obowiązków.

                  > Skoro maz od prac domowych odzwyczajony, to po co go zmuszac?
                  Nie można się od tego odzwyczaić, bo to normalne czynności w życiu każdego człowieka.

                  > Nie szkoda energii, Twojej i meza? Moze maz bedzie mial wiecej cierpliwosci dla
                  > corek.
                  Dlaczego ja mam ulegać, dostosować się do jego oczekiwań?

                  > Nie rozumiem tez dlaczego chcesz, zeby maz rzadzil w domu skoro rzadzi w pracy?
                  Potrafi w pracy, dlaczego nie potrafi w domu?

                  > Wlasnie pocwiczylabym na Twoim miejscu zarzadzenie domem. Przyda sie pozniej w
                  > pracy:-)
                  > Powodzenia!
                  >
                  >
                  >
                  • napis_z_obrazka Re: spór o trzecie dziecko 23.02.15, 23:13

                    Dzieki za odpowiedz.
                    Ja tez bym sie wsciekla. Dodatkowo na tesciowa, ze pozwolila zostac synowi na noc. Znam matke, ktora w podobnej sytuacji powiedziala synowi, gdzie jego miejsce.
                    Ale oczywiscie Twoj maz podjal taka decyzje, ze nie bylo go z piatku na sobote...
                    To jego decyzja. I tego sie trzymaj.

                    Czasami trzeba zawalczyc.
                    Mozna spojrzec, ze przegralas, bo maz nie sprzata.
                    Albo, ze wygralas, bo nie sprzatalas w sobote jak dotychczas:-)


                    kaszub-ska napisała:

                    > Więc dlaczego on nie zatrudni?
                    Bo maz Cie nie wspiera (moze na ten moment) i Twoj interes, (na ten moment)

                    > Od rodziców nie uciekam, nie jeżdżę, bo nie mam czasu, ledwo mam go dla swojej
                    > rodziny.
                    >
                    Chodzilo mi o odwiedziny.


                    > Powtórzę się, dlaczego on nie zatrudni?
                    Bo Tobie ma bardziej zalezec. Maz Cie nie wspiera. Ja tak to widze.


                    > > Dlaczego nie chcesz byc organizatorka, ´dmuchac w domowe ognisko´?
                    > Bo mam głowę zaprzątniętą czymś innym i wolałabym w wolnym czasie odpocząć.
                    >
                    ???


                    > > Tym bardziej, ze znasz sie na tych pracach i wiesz, czego wymagac.
                    > Bo nie mam siły wziąć na siebie wszystkich obowiązków.

                    To prawda. Doba ma 24h. Maz nie wspiera,to szukasz pomocy u kogo innego. Teraz najwazniejszy kurs, chyba.

                    > > Skoro maz od prac domowych odzwyczajony, to po co go zmuszac?
                    > Nie można się od tego odzwyczaić, bo to normalne czynności w życiu każdego człowieka.

                    Nie wiem. Moze jest wygodny i do czasu Twoich kursow ´´mogl na Ciebie liczyc``.
                    >
                    Nie szkoda energii, Twojej i meza? Moze maz bedzie mial wiecej cierpliwosci dla corek.
                    Dlaczego ja mam ulegać, dostosować się do jego oczekiwań?

                    Kompromis. W jednej sprawie ulegniesz, w drugiej nie.

                    >
                    Nie rozumiem tez dlaczego chcesz, zeby maz rzadzil w domu skoro rzadzi w
                    pracy? Potrafi w pracy, dlaczego nie potrafi w domu?

                    Chcesz miec szefa w domu?;-)
                    Bo na tamtej robocie sie zna, chyba.

                    Nie skonczysz kursu, swiat sie nie zawali. Ale szkoda byloby na polmetku...
                    • kaszub-ska Re: spór o trzecie dziecko 24.02.15, 15:20
                      Teściowa na pewno nie wiedziała, dlaczego mąż przyjechał i że nic o tym nie wiem.
    • ada1214 Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 21.02.15, 09:07
      Mysle, za na tym etapie i po tak dlugim czasie utarczek chyba jest jasne, ze on z Toba wspolpracowal nie bedzie. Ergo, szkoda tracic cenna energie na dalsze negocjacje i tlumaczenie- to zabiera i czas i sily. Masz chyba dwa wyjscia, albo wymusic na nim to i tamto (bo na pewno wszystkiego sie nie uda) za pomoca srodkow perswazji (tu wstawic dowolne, cokolwiek mogloby byc dla niego straszakiem- to juz ty wiesz najlepiej) albo samej zorganizowac sobie pomoc nawet za cene zaciagniecia dlugu (wdziecznosci lub finansowego). Mozesz tez ewentualnie przerwac kursy albo tez mozesz sie zajechac. Wiceje wyjsc raczej nie masz.
      • kaszub-ska W sobotę mój szanowny małżonek przeszedł samego 23.02.15, 15:22
        siebie:( W piątek wieczorem wyszedł, rano wstaje i nie ma go, nie mogę się do niego dodzwonić, a musiałam wyjść na kurs. Więc dzieci budzę na szybko, w międzyczasie dzwonię do siostry, żeby się nimi zajęła, bez śniadania lecimy do samochodu i jazda na drugi koniec miasta, później ja a kurs, oczywiście spóźniłam się. W przerwie dzwonię do niego wściekła i dalej nie odbiera. W końcu zadzwoniłam do teściowej i odnalazł się, książę łaskawy raczył ze mną porozmawiać. Stwierdził, że musiał ODPOCZĄĆ. Kazałam mu wracać do wieczora albo wcale. Zadzwoniłam do drugiej siostry, żeby mi dzieci przechowała na noc, pojechałam do domu po rzeczy dla nich, później odebrałam od siostry, poszłyśmy coś zjeść, zawiozłam i wróciłam do domu. Później zmieniłam się w nieziemską jędzę, a sąsiedzi mieli niezłe przedstawienie. Pojechałam po nim po całości. A wcześniej jeszcze umówiłam sprzątaczkę na niedzielę, żeby biedny misio nie musiał się wysilać. Masakra. Nie wiem, jak trzeba być głupim, żeby odwalać takie numery.
        • ola_dom tak bez słowa..... 23.02.15, 15:28
          ... sobie wyszedł i nie raczył poinformować, że wraca i kiedy wraca...? To pierwszy taki raz?
          • kaszub-ska Re: tak bez słowa..... 24.02.15, 15:26
            On zawsze wychodzi w soboty wieczorem, mówi z kim się umawia, wraca w nocy. W piątek normalnie rozmawialiśmy, nie uprzedzał, że chce wyjść. Dopiero jak mu przypomniałam, że do mojego powrotu z kursu następnego dnia mieszkanie ma być posprzątane, wkurzył się. Poszedł się przebrać, powiedział, że wychodzi bo umówił się z X. Nie wiedziałam nawet, że pojechał samochodem, normalnie dojeżdża autobusem, bo piją. Myślałam, że w nocy wróci.
        • pade Re: W sobotę mój szanowny małżonek przeszedł same 23.02.15, 15:36
          Bardzo, bardzo Ci współczuję.
          Nawet nie wiem co doradzić:(
          Jaką trzeba być świnią, żeby stawiać żonę w takiej sytuacji...
          Pisałaś, że rodzice z tych, dla których miejsce kobiety jest w domu, z dziećmi. Może Twój mąż uważa tak samo, ale nie ma jaj, żeby Ci o tym powiedzieć?
          Macie pieniądze na terapię małżeńską? Bo chyba nic innego Wam nie pozostaje...
          • kaszub-ska Re: W sobotę mój szanowny małżonek przeszedł same 24.02.15, 15:34
            On sobie nie wyobraża sytuacji, żeby jego żona nic innego nie robiła w życiu tylko czekała na niego z obiadkiem;) Moi rodzice oboje pracowali, ale mama zajmowała się w domu kobiecymi sprawami, tata męskimi. Dzieci zawsze były dla nich najważniejsze, nie wychodzili nigdzie sami, nie mieli swojego towarzystwa. Model rodziny zupełnie inny niż u nas. Mama oczywiście uważa, że kobieta musi mieć swoje życie zawodowe, pieniądze, nie może polegać tylko na mężu, zwłaszcza w tych czasach, ale poza tym powinna liczyć się tylko rodzina.
            Pieniądze na terapię byłyby najmniejszym problemem, gorzej z czasem na nią i przekonaniem męża, wg niego nic złego się nie dzieje, bo przecież się kochamy.
            • pade Re: W sobotę mój szanowny małżonek przeszedł same 24.02.15, 16:07
              Ja bym mu na takie tekst odrzekła: Kochanie, chyba nie bardzo. To, co zrobiłeś w sobotę to nie był dowód miłości tylko świństwo.
              Ten kurs ma podnieść Twoje kwalifikacje. Twoi rodzice tego nie rozumieją? Przecież nie wychodzisz na ploty, tylko się uczysz...
              Co do czekania z obiadkiem...Po tym, co tutaj opisałaś wydaje mi się, że on wręcz o tym marzy. I, że co innego mówi a co innego myśli. Chyba, że wierzy w cuda, i sądzi, że superrobota z superzarobkami czeka na Ciebie na każdym rogu. A Ty się uczysz, zamiast ją brać.
              • pade Re: W sobotę mój szanowny małżonek przeszedł same 24.02.15, 16:10
                Aha, i dodam jeszcze, że nie rozumiem postów sugerujących, że dla świętego spokoju powinnaś ustąpić. Owszem, kurs jest bardzo ważny, ale czy da się odłożyć wk..w na cztery miesiące? Da się zaciskać zęby wiedząc, że w ważnej życiowej sytuacji mąż się nie tylko nie sprawdził ale jeszcze uprawiał sabotaż?
              • kaszub-ska Re: W sobotę mój szanowny małżonek przeszedł same 25.02.15, 15:13
                Pade on mnie przegaduje, że kocha szaleńczo i niezmiennie tylko czasami mu odbija, przeprasza i zapewnia, że od dzisiaj będzie dla mnie lepszy. To jego styl, wszystko sprowadza do żartów.
                Tak jak wcześniej napisałam, moi rodzice nie uważają, żeby podnoszenie kwalifikacji było mi niezbędne skoro nie muszę pracy zmieniać, bo mamy za co żyć. Dla nich nic nie może być kosztem rodziny.
                • pade Re: W sobotę mój szanowny małżonek przeszedł same 25.02.15, 16:12
                  Czyli wsparcia nie masz po obu stronach.
        • zuzi.1 Re: W sobotę mój szanowny małżonek przeszedł same 23.02.15, 17:32
          Facet sobie po prostu ' leci w kulki'. Na tym etapie nie mieszaj w to jeszcze zadnych psychologow, na to przyjdzie czas potem.Dopulnuj, zeby to on pokryl koszt sprzataczki i kolejnego sprzatania rowniez, to mu dokladnie unauczni, ile konkretnie taka praca jest warta. Ucz sie na razie a po egzaminie kontynuuj ' domowa terapie ' meza, uczac go szacunku do siebie i nowych zasad wspolpracy. Badz wymagajaca i nieustepliwa, szanuj sie .
          • zuzi.1 Re: W sobotę mój szanowny małżonek przeszedł same 24.02.15, 09:42
            Gdy zdasz egzamin przeczytaj koniecznie ' Jak poskromic Piotrusia Pana' i ' Zdrowy egoizm', obie lektury sa w watku o literaturze. Czeka Cie wiele ciezkiej pracy aby zmienic relacje w malzenstwie i uczciwie podzielic sie obowiazkami, a poniewaz masz nature wojowniczki :-) to DASZ RADE, jestem tego pewna. Wyjdz tylko z roli mamusi meza i jedynej piastunki zycia domowego, zacznij przerzucac na meza konkretne obowiazki i wymagac ich wypelnienia, kurs i egzamin to b. wazny pretekst, zeby zrobic w zyciu generalne porzadki. Ja tam w Ciebie wierze, powodzenia ! :-)
            • paris-texas-warsaw Re: W sobotę mój szanowny małżonek przeszedł same 24.02.15, 10:41
              Kaszubska, może weź też pod uwagę, że mąż jest zwyczajnie przemęczony i nie chodzi mu o robienie na złość, sabotowanie, etc. Decentralizuj spojrzenie, często jest to bardzo dobre, nie bierz wszystkiego do siebie, będzie łatwiej się dogadać. Ja rozumiem, że tak może być, że zwyczajnie pojechał odpocząć, a pora oznacza, że się wkurzył, bo go nie słuchałaś. Ja rozumiem takie zmęczenie, jakiś czas temu miałam tyle na głowie w domu i poza i wiedziałam, że przy dzieciach nie da się odpocząć tak jak bym chciała, więc pojechałam do hotelu - w moim mieście - zeby się wyspać i w spokoju zjeść wszystkie posiłki i żeby to mnie ktoś poobsługiwał i żeby nikogo nie widzieć i pobyć w stanie katatonii, a potem wrócić do życia i ludzi:). Już nie miałabym chyba siły na nic, a mąż też był bardzo zmęczony. Czasem jest kumulacja. Jakbyscie poszli na terapię, to pewnie tez by mówili,żeby słuchać swoich potrzeb na wzajem, a Ty zwyczajnie zrób drogę na skróty i zrób to sama.
              • kaszub-ska Re: W sobotę mój szanowny małżonek przeszedł same 24.02.15, 15:41
                paris-texas-warsaw napisała:

                > Kaszubska, może weź też pod uwagę, że mąż jest zwyczajnie przemęczony i nie cho
                > dzi mu o robienie na złość, sabotowanie, etc. Decentralizuj spojrzenie, często
                > jest to bardzo dobre, nie bierz wszystkiego do siebie, będzie łatwiej się dogad
                > ać. Ja rozumiem, że tak może być, że zwyczajnie pojechał odpocząć, a pora oznac
                > za, że się wkurzył, bo go nie słuchałaś.
                Gdyby był zmęczony, poszedłby spać:) Na wygłupy ma siły zawsze, na 2,5 godziny jazdy samochodem i picie z bratem siły miał, niestety nie mam dla niego litości w tej sytuacji. Zrobił mi perfidnie na złość.

                Ja rozumiem takie zmęczenie, jakiś cza
                > s temu miałam tyle na głowie w domu i poza i wiedziałam, że przy dzieciach nie
                > da się odpocząć tak jak bym chciała, więc pojechałam do hotelu - w moim mieście
                > - zeby się wyspać i w spokoju zjeść wszystkie posiłki i żeby to mnie ktoś poob
                > sługiwał i żeby nikogo nie widzieć i pobyć w stanie katatonii, a potem wrócić d
                > o życia i ludzi:). Już nie miałabym chyba siły na nic, a mąż też był bardzo zmę
                > czony. Czasem jest kumulacja. Jakbyscie poszli na terapię, to pewnie tez by mów
                > ili,żeby słuchać swoich potrzeb na wzajem, a Ty zwyczajnie zrób drogę na skróty
                > i zrób to sama.
                I pojechałabyś nie uprzedzając męża, a raczej kłamiąc, że wychodzisz z koleżankami? Mógł chociaż sms-a napisać wieczorem, żebym mogła do dzieci opiekę załatwić wcześniej, a nie rano w biegu wszystko. On i tak wychodzi często, jak chciał odpocząć akurat u mamy, wystarczyło powiedzieć wcześniej.
                • napis_z_obrazka Re: W sobotę mój szanowny małżonek przeszedł same 24.02.15, 20:37
                  kaszub-ska napisała:

                  > Gdyby był zmęczony, poszedłby spać:) Na wygłupy ma siły zawsze, na 2,5 godziny
                  > jazdy samochodem i picie z bratem siły miał, niestety nie mam dla niego litości
                  > w tej sytuacji. Zrobił mi perfidnie na złość.
                  >
                  On i tak wychodzi często, jak chciał
                  > odpocząć akurat u mamy, wystarczyło powiedzieć wcześniej.

                  Dopytam jeszcze dla porzadku, zeby wykluczyc, bo bez tego trudno dalej ruszyc.

                  A jak u Pana Meza z alkoholem? Pisalas, ze brak mu spotkan towarzyskich. Jak spedzaliscie dotychczas weekendy? Zawsze w towarzystwie, u Was albo u znajomych, rodziny. To jedyny sposob? Byl alkohol zawsze w weekend? Wracalas jako kierowca zawsze?


                  • kaszub-ska Re: W sobotę mój szanowny małżonek przeszedł same 25.02.15, 15:23
                    Mąż ma mnóstwo kolegów, zawsze miał, zawsze dużo imprezował, lubi, przed dziećmi w większości wychodziliśmy razem, teraz nie ma jak. Alkohol jest zawsze, oni wszyscy piją, ale bez przesady, nikt na kolanach nie wraca. Weekendy spędzamy w domu, w sobotę wieczorem mąż wychodzi. Zdarza mi się umówić z przyjaciółkami, ale nie częściej niż raz w miesiącu, tzn. od września raz się z nimi widziałam. Jak ja wychodzę mąż zostaje z dziećmi. Razem chodzimy na imprezy w pracy męża, które są kilka razy w roku, wszyscy przychodzą z partnerami. Czasami wyjeżdżamy na weekend do teściów i wtedy też jest coś w rodzaju mini przyjęcia, bo przyjeżdża szwagier i szwagierka. Taki normalny weekend to ogarnianie domu, zakupy, odpoczywanie i wygłupy we własnym gronie.
              • attiya Re: W sobotę mój szanowny małżonek przeszedł same 24.02.15, 19:41
                biedny, biedny misio, bo musiał się zająć własnymi rodzonymi dziećmi
                czasy, gdy kobieta dostawała od pana męża kesz na watę, dawno minął
                ona ma obowiązek być przemęczona, on ma prawo odpoczywać
                i takie bzdury pisze kobieta...
                • paris-texas-warsaw Re: W sobotę mój szanowny małżonek przeszedł same 25.02.15, 08:53
                  To trawestacja mojego tekstu? Chyba nieudana:)
              • alinawk Re: W sobotę mój szanowny małżonek przeszedł same 25.02.15, 10:26
                > Kaszubska, może weź też pod uwagę, że mąż jest zwyczajnie przemęczony i nie cho
                > dzi mu o robienie na złość, sabotowanie, etc.

                Też bywałam przemęczona i jeszcze chora w dodatku. Nieraz pamiętam wracałam z pracy, dzieci na mojej głowie bo mąż pracował na popołudnia, akurat dopadł mnie bolesny okres i dolegliwości z tym związane (zawroty głowy, słabo mi było, migrena itp.) i siedziałam z dwójką małych dzieci ledwie żywa. Jakoś nigdy mi do głowy nie przyszło że mogę sobie iść odpoczywać do hotelu i zostawić dzieci same aż do powrotu szanownego małżonka z pracy.
                Mąż Kaszubskiej wiedział że żona w sobotę jedzie na kurs i dzieci zostaną same w domu i miał to gdzieś. Facet jest po prostu nieodpowiedzialnym dupkiem i niczym więcej.
              • edw-ina Re: W sobotę mój szanowny małżonek przeszedł same 25.02.15, 13:14
                Paris, ja też początkowo uznałam, że po prostu sytuacja mogła faceta przerosnąć i mimo chęci złe emocje biorą górę. Czyli założyłam problem w ogólnie dobrym, dobranym małżeństwie. Po prostu takie zużycie materiału. Bo wiem, że wielu ludzi takowego doświadcza. Sama dosłownie odchorowałam ostatni wyjazd męża i choć wiem, czym był spowodowany, nie mam o to pretensji, to zwykłe nieustanne przemęczenie sprawiło, że trudno było cieszyć mi się jego radością, a w zamian warczałam. Ale takie zachowanie to jedno, a położenie na wszystkim laski - vide: wyjście z domu na noc bez słowa i róbcie co chcecie - to dwie różne bajki.
                Myślę, że wasze problemy są znacznie głębszej natury niż to, co wypłynęło jako problem na górę. Bo w sytuacji, jaką opisałaś, po prostu opadają ręce. Naprawdę nie wiem, co bym zrobiła. Z pewnością awanturę, bo pewnie nie udałoby mi się powstrzymać emocji, choć nie uważam, że awantura jest drogą do czegokolwiek. Zdaje się, że w tym związku jesteś sama. Bardzo mi przykro, że tak jest.
                • paris-texas-warsaw Re: W sobotę mój szanowny małżonek przeszedł same 25.02.15, 15:21
                  Ja tylko podałam jedną z możliwości, wg mnie najlepiej rokujacą dla związku. Oczywiscie może tak nie być, jest możliwe, że facet nie czuje zwyczajnie zbieżności celów, nie odczytuje szkolenia Kaszubskiej jako ważnego dla niego osobiscie czy całej rodziny, bo np.:
                  - nie kocha już żony i jest mu obojętna jej pozycja zawodowa, a nie widzi przełożenia na swój dobrostan,
                  - na żonie mu zależy, ale z celem żony zawodowym się nie utożsamia.
                  I pewnie inne możliwości. Jakby nie było, to tylko pokojowa rozmową się tego można dowiedzieć, może trzeba jeszcze raz nakreślić sens tych kursów. Może jest w ogóle pozamiatane, ale wtedy tez tylko spokojna rozmowa w ogóle może pomóc. Facet chyba nie należy do pantoflarzy, gdzie można sposobem siłowym coś ugrać. Jest to poza tym zbyt bliski związek, żeby siłowo coś ugrać, takie numery dają się w krótkim okresie z teściowa albo podwładnymi;) Nie wiem, czemu Kaszubska krzyczała, wiedząc, że to pożywka dla sąsiadów, czy chciała się wyżyć przy dzieciach, które i tak sobie tego dnia powędrowały po rodzinie, bo tata wybył, czy myśli, że męża wystraszy. Ciężko powiedzieć, ale kolejny weekend z kursem się zbliża i ja bym się już zastanawiala, co będzie. Nie wiem, czy Kaszubska ma jakies atuty w ręku, którymi może docisnąć męża, jeśli on nie chce iśc na współpracę i faktyczne małżenstwo bez takich zagrań (bierny opór?). Mąż woli wybywać z kolegami niż pobyć z żoną, nie wydaje się, żeby te atuty były znaczące. Zaczyna się walka bez zwracania uwagi na dzieci. Może tak być. Ale i wtedy lepiej z pozytywnym podejściem podejść, bo negatywnym i tak nic się nie ugra (imho).
                • kaszub-ska Re: W sobotę mój szanowny małżonek przeszedł same 25.02.15, 15:27
                  Edwi-na bez słowa nie wyszedł, powiedział, że się umówił, tylko zmienił kierunek. Później tłumaczył mi, że chciał wysłać sms-a i na pewno by mi wysłał, ale za dużo wypił i spał do obiadu, dopiero mama go obudziła jak ja do niej zadzwoniłam.
                  Awanturę zrobiłam, dlatego dzieci do siostry wywiozłam. Na razie zmianę odczuwam, ale na ile on sobie wziął do serca, co mu powiedziałam, nie wiem.
                  • paris-texas-warsaw Re: W sobotę mój szanowny małżonek przeszedł same 25.02.15, 15:33
                    No właśnie, tak tez mogło być. Dlatego pisałam o sobie, bo ja tez dzieci samych nie zostawiłam, wyszłam cos załatwiać, ale poczułam, że już jestem na tyle przemęczona, że muszę odpocząć. I sobie odpoczęłam, jak chciałam. Mąż wybrał sobie może miejscówkę u mamy, bo taka mu odpowiadała. Jest w tym oczywiście kwestia tego, że kurs nie był dla niego najważniejszy, ale takie może mieć zwyczajnie priorytety. Każdy ma swoje i stad moja wczesniejsza wypowiedź kilka miejsc niżej.
                    • kaszub-ska Re: W sobotę mój szanowny małżonek przeszedł same 25.02.15, 15:43
                      Nie no co do tego nie mam wątpliwości, chciał mi zrobić na złość, chciał żebym się zdenerwowała, bo mam problem z dziećmi. A on uciekł, żeby nie konfrontować się z moją złością. Myślał pewnie, że mi przejdzie jak wróci w niedzielę wieczorem.
            • kaszub-ska Re: W sobotę mój szanowny małżonek przeszedł same 24.02.15, 15:35
              Dzięki:)
            • zuzi.1 Re: W sobotę mój szanowny małżonek przeszedł same 24.02.15, 22:44
              Aha i jeszcze cos co mi sie rzucilo w oczy w tym co napisalas odnosnie wychodzenia meza co sobote, on ma po prostu za dobrze i dlatego mu sie za przeproszeniem w dupie poprzewracalo :p a kiedy Ty masz wolny wieczor dla siebie? I nie rozumiem zupelnie takiego godzenia sie na coweekendowe samotne wypady meza a Ty w tym czasie zajmujesz sie opieka nad dziecmi... Facet zyje sobie prawie jak kawaler, a nawet lepiej, nie uwazasz, ze to nie jest w porzadku wobec siebie samej? Wyjscia samotne z kolegami raz na jakis czas jak najbardziej rozumiem, ale nie co sobota. Kiedy macie czas na wspolne wyjscia skoro on wychodzi sam tak czesto? Mysle, ze powinnas swoje podejscie do tej kwestii powaznie przemyslec. Mam wrazenie, ze Twoje zbyt dobre podejscie do niego i zbytnie poblazanie JEGO potrzebom go zwyczajnie rozpaskudzilo i dlatego tak sie teraz zachowuje. Ty chyba musisz nauczyc sie jak to jest byc wymagajaca, bo bez tego ten czlowiek, przy takim charakterze i przy takiej niedojrzalosci, nigdy nie zrozumie jak powinien zachowywac sie jako maz i co to wlasciwie znaczy byc mezem...juz o kwestii budowania relacji z zona nie wspominajac...
              • enith Re: W sobotę mój szanowny małżonek przeszedł same 24.02.15, 23:07
                Zgadzam się w całej rozciągłości. Autorka wątku popełniła klasyczny błąd polskich kobiet: wyręczać misia we wszystkim, w czym się da. W połączeniu z mocnym u jej męża przekonaniem, że kobieta owszem, do roboty chodzić może, ale dom i dzieci też mają być przez nią ochędożone, obiadek na stole i podane papucie, dostajemy właśnie to, co od czterech i pół miesiąca dostaje autorka wątku. Męża, mającego jej i potrzeby dzieci w dupie. Bardzo nieciekawa sytuacja, tym bardziej chyba, że u męża to przeświadczenie jest efektem wychowania w konserwatywnej rodzinie, gdzie żona zapierdziela na nie mającym końca etatcie w domu, a pan mąż wraca z pracy i ma wszystko w odwłoku. Oni mają 9-letnie dziecko, więc od co najmniej dekady tak właśnie wygląda u nich podział obowiązków. Ciekawa jestem, czy istnieją REALNE szanse na to, że jej chłopa da się choć minimalnie zreformować.
                Można też wyjechać do Norwegii, gdzie polskim chłopom cudownie odrastają upierdzielone w Polsce rączki i którzy w Norwegii piorą, gotują, prasują i zmieniają zasrane pieluszki na równi z polskimi żonami. Dlaczego? Bo w innym wypadku wychodzi się przed tubylcymi na dupków:
                wyborcza.pl/1,75248,17464829,Polski_tata_w_Norwegii__Myje_naczynia_i_zmienia_pieluchy.html
              • kaszub-ska Re: W sobotę mój szanowny małżonek przeszedł same 25.02.15, 15:32
                Zuzi.1 wszyscy mi mówią, że ma za dobrze:) Ja mam wolny wieczór jak on wychodzi, w dużym stopniu mi to odpowiada, bo mogę w spokoju zająć się sobą, chociaż nie ukrywam, że gdybym miała możliwość, z chęcią wychodziłabym z nim. On mi od początku tłumaczył, że z kolegów nie zrezygnuje, więc można powiedzieć wiedziałam w co weszłam.
        • adorra0 Re: W sobotę mój szanowny małżonek przeszedł same 24.02.15, 16:48
          Później zmieniłam się w nieziemską jędzę, a sąsiedzi mieli nie
          > złe przedstawienie. Pojechałam po nim po całości.

          Jak na dzień dzisiejszy wyglądają Wasze relacje?
          • kaszub-ska Re: W sobotę mój szanowny małżonek przeszedł same 25.02.15, 15:40
            Były w niedzielę wieczorem wielkie przeprosiny w jego stylu, trochę próbował się wykpić, trochę rozmawialiśmy. On wie, że mi chodziło tylko o to, żeby się zmienił i realnie mnie wspierał. Właściwie cały dzień siedziałam w domu z dziećmi i pilnowałam sprzątaczki, później zabrałam dzieci na zakupy, a on pojechał do mamy po samochód. W poniedziałek nadskakiwał jak nigdy, wczoraj też, na razie nie mogę mu nic zarzucić, wziął się do roboty, ale nie wiem, ile wytrzyma.
            • napis_z_obrazka Re: W sobotę mój szanowny małżonek przeszedł same 25.02.15, 23:19
              Czyli rozeszlo sie po kosciach...
              Wydaje mi sie, ze tu nie ma co czekac. Koniec sobotnich wyjsc. I nie Ty zrywasz umowe, dajac kiedys przyzwolenie, tylko maz ´´przeszedl samego siebie´´.
              Zmieniasz zdanie, zmienila sie sytuacja, dzieciom konieczna jest opieka ojca, bo Ty robisz kurs, na ktory sie zgodzil.

              Byc moze ´´kochajacy maz´´ bedzie bronil tych wyjsc i chcial rozwodu, to polecam do rozwazenia rade ´´twojabogini´´ z watku ´´Maz chce rozwodu´´.
            • enith Re: W sobotę mój szanowny małżonek przeszedł same 26.02.15, 06:31
              > Były w niedzielę wieczorem wielkie przeprosiny w jego stylu, trochę próbował się wykpić...

              Wiesz co, po takiej akcji twój mąż powinien na kolanach i z bukietem róż w zębach błagać o przebaczenie. Tymczasem wychodzi na to, że faktycznie, jak napisano wyżej, sprawa rozeszła się po kościach. Niezły z twojego męża numer. Im więcej o nim piszesz, tym bardziej jawi mi się jako bardzo inteligentny i do tego manipulujący człowiek. Taki, co to robi, by się za bardzo nie narobić, świetnie zna i aplikuje spychologię stosowaną, jest nieszczery, a na koniec nie potrafi nawet przeprosić za naprawdę paskudny numer, który ci wyciął.
              Idź za ciosem. Była awantura, mąż się teraz stara, pewnie trochę na pokaz, żebyś mu odpuściła, więc skorzystaj z tego, by ustalić nowe zasady w waszym związku. Ja nie mam wątpliwości, że jeśli czegoś z tym nie zrobicie teraz, po ukończeniu kursu sprawy wrócą na utarte tory i nadal będziesz zapieprzać na dwóch etatach. Wzajemności u was nie było, nie ma i nie będzie, jeśli tak to zostawisz.
              • pade Re: W sobotę mój szanowny małżonek przeszedł same 26.02.15, 11:16
                Dla mnie mąż Kaszubskiej jest przede wszystkim niedojrzały. Jego potrzeby są ważniejsze niż odpowiedzialność za małżeństwo i dzieci. Nadrabia urokiem osobistym (wieczny chłopiec) i zastanawia mnie, jak długo autorka będzie się na to nabierać..
              • kaszub-ska Re: W sobotę mój szanowny małżonek przeszedł same 26.02.15, 15:10
                enith napisała:


                > Wiesz co, po takiej akcji twój mąż powinien na kolanach i z bukietem róż w zęba
                > ch błagać o przebaczenie.
                He he trafiłaś w dziesiątkę:), to jest właśnie styl mojego męża, ma w nim wprawę, bardzo często mnie przeprasza.

                Tymczasem wychodzi na to, że faktycznie, jak napisano
                > wyżej, sprawa rozeszła się po kościach. Niezły z twojego męża numer. Im więcej
                > o nim piszesz, tym bardziej jawi mi się jako bardzo inteligentny i do tego man
                > ipulujący człowiek. Taki, co to robi, by się za bardzo nie narobić, świetnie zn
                > a i aplikuje spychologię stosowaną, jest nieszczery, a na koniec nie potrafi na
                > wet przeprosić za naprawdę paskudny numer, który ci wyciął.
                > Idź za ciosem. Była awantura, mąż się teraz stara, pewnie trochę na pokaz, żeby
                > ś mu odpuściła, więc skorzystaj z tego, by ustalić nowe zasady w waszym związku
                > . Ja nie mam wątpliwości, że jeśli czegoś z tym nie zrobicie teraz, po ukończen
                > iu kursu sprawy wrócą na utarte tory i nadal będziesz zapieprzać na dwóch etata
                > ch. Wzajemności u was nie było, nie ma i nie będzie, jeśli tak to zostawisz.
                • enith Re: W sobotę mój szanowny małżonek przeszedł same 26.02.15, 15:21
                  > > Wiesz co, po takiej akcji twój mąż powinien na kolanach i z bukietem róż
                  > w zęba
                  > > ch błagać o przebaczenie.
                  > He he trafiłaś w dziesiątkę:), to jest właśnie styl mojego męża, ma w nim wpraw
                  > ę, bardzo często mnie przeprasza.

                  Acha, czyli u was to już norma. Mąż nawala po raz kolejny, po raz kolejny ostentacyjnie przeprasza, po raz kolejny próbuje się wykpić i tak do kolejnego razu. W koło Macieju.
                  Kaszubska, wy macie bardzo poważny problem małżeński, dużo poważniejszy, niż męża niechęć do pracy w domu czy przy dzieciach. Twój mąż, odnoszę wrażenie, w ogóle cię nie szanuje, twoich potrzeb, twojego czasu. I pewnie tak było od zawsze, tylko dopiero teraz, przy okazji twojego kursu to szambo wypłynęło na powierzchnię. Nie wiem, co ci doradzić, poza terapią małżeńską. Naprawdę serdecznie współczuję, że nie masz wsparcia w mężu, ale on chyba zawsze taki był. Pozostaje pod okiem specjalisty próbować wypracować nowe zasady w waszej rodzinie. Życzę powodzenia.
                  • kaszub-ska Re: W sobotę mój szanowny małżonek przeszedł same 26.02.15, 15:41
                    On ma taki styl, że przeprasza za wszystko, zawsze jak puści wredny tekst albo rozgniewa mnie, czyli ostatnio często.
    • enith Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 24.02.15, 15:56
      Napiszę brutalnie. Kaszub-ska, twoim priorytetem za wszelką cenę powinno być w tej chwili ukończenie tego kursu i podniesienie kwalifikacji, bo po akcji, którą wywinął ci w sobotę mąż, widać, że stan waszego małżeństwa jest opłakany. I niewykluczone, że trzeba będzie się czasowo lub permanentnie rozstać. A wtedy lepiej mieć wyższe kwalifikacje i szanse na lepszą pensję, niż ich nie mieć, zwłaszcza, gdy jest się kobietą.
      Numer z wyjściem z domu na calutką noc, nieodbieranie telefonów, zostawienie cię z dziećmi w dniu, w którym masz kurs, to jest wisienka na torcie i ukoronowanie mężowskiego wdupiemania. Twój mąż ma cię, kobieto, głęboko gdzieś. To jest fakt, z którym po prostu musisz się zmierzyć. Mąż nie tylko nie będzie cię wspierał w podnoszeniu kwalifikacji, ale będzie perfidnie i złośliwie torpedować twoje starania. Świetny przykład tej perfidii dostałaś w sobotę.
      Czy twój mąż zawsze taki był? Odwalał ci wcześniej takie numery z całkowitym zwalaniem odpowiedzialności za wszystko na twoje barki? Czy mogłaś w ogóle na nim kiedykolwiek polegać? Bo trudno mi uwierzyć (co nie znaczy, że takie sytuacje się nie zdarzają), że fajny dotychczas mąż zmienił się krótkim czasie w takiego drania.
      • lena575 Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 25.02.15, 19:51
        Obejrzyj film "Turysta" Rubena Őstlund i jesli twój mąż nie zrobi tego co "bohater" filmu (skrucha i próba zrozumienia siebie) to ty nie rób tego co jego zona w końcówce filmu.
        Tacy faceci jak twój mąż mają taki obraz żony i rodziny jaki mieli w rodzinnym domu i pełne poparcie matki w tym by egzekwować to co wydaje mu się, że mu się należy. Część kobiet słabo wykształconych i zawsze podporządkowanych mężowi nie może znieść tego, że ich synowa może być lepiej wykształcona od syna, mieć lepszą pracę i to, że synowa ma "lepiej" a syn nie jest panem i władcą.
        Moja teściowa, gdyby żyła miałaby prawie 100 lat i dla mnie było do pewnego stopnia zrozumiałe, że ma zupełnie inne widzenie świata (w tym pozycji kobiety w tym świecie) niż ja, ale to było tylko do pewnego stopnia. Zaufanie traciłam do męża. Mogłabym opisać jak wygląda po latach małżeństwo bez zaufania ...
        Jeśli twój mąż nie przyzna, ze jego zachowanie było nieodpowiedzialne, nie wytłumaczy się z tego ... to już będzie początek końca.
        • haneke_29 Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 25.02.15, 21:02
          Część kobiet słabo wykształconych i zawsze podporządkowanych mężowi nie
          > może znieść tego, że ich synowa może być lepiej wykształcona od syna, mieć lep
          > szą pracę i to, że synowa ma "lepiej" a syn nie jest panem i władcą.

          OMG, to jest chyba clue mojego problemu z teściową. Wykształcenie z mężem mamy podobne, ja zarabiam nieźle, mąż bardzo dobrze i teściowa nie może znieść, że jestem dla mężą równorzędną partnerką i mam tak samo decydujący głos w naszych (naszych, nie jej) sprawach jak mąż ...:)
          • enith Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 26.02.15, 06:37
            Niektórzy ludzie nie mogą znieść myśli, że innym jest w życiu lepiej. Twoja teścowa widocznie do nich należy. Pewnie sama w swoim małżeństwie traktowana była jako osoba gorszej kategorii i nie może przeżyć faktu, że jesteś równorzędną partnerką jej syna.
            Od zakompleksionych ludzi należy trzymać się z daleka dla własnego zdrowia psychicznego.
          • lena575 Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 26.02.15, 11:02
            Kiedyś wydawało mi się, że osoba w wieku mojej babci (o 45 lat starsza ode mnie) może mieć kompletnie inne niż ja pomysły na życie i kosmicznie inne priorytety. Mój dziadek mówił, że kobieta powinna miec maksimum wykształcenia (by dobrze wychować dzieci) a minimum pracy zawodowej (by dobrze wychować dzieci). Kiedyś w domach mężczyźni podejmowali decyzje a kobiety musiały się temu podporządkować. Kiedyś, wydawałoby się ... nawet dziś gdy czytam to forum, widzę jak jedna drugiej odpisuje "kto zarabia ten rządzi". Mężczyźni wychowani w domach, gdzie jeszcze rządzi ojcie a matka tylko może prosić też tak by chcieli. Ona ma mieć obowiązki a może (jak zechce) pomóc. Mamusie utwierdzają ich w przekonaniu, że taki jest porządek świata.
            Walka w małżeństwie - w moim przypadku - spowodowała najpierw brak zaufania a potem zanik miłości. Nie umiem dawć dobrych rad, bo sama nie wiem co dla mnie dobre a co złe,a co dobre dla innych. Jedno wiem - albo sie ludzie dogadują, ufają sobie albo i żyją w tym samym świecie, albo powinni sie rozstać. Dogadywać trzeba się ja najszybciej. Niedomówienia i brak zaufania będą odbijały się czkawką aż do sytuacji w której ja jestem. Mam męża któremu troche lat temu położyłam papiery rozwodowe i wyprowadziłam się. Przez pół roku w ogóle nie chciałam z nim rozmawiać. Obiecał, że się zmieni i, cholera, nawet nie musieliśmy ustalać co się ma zmieniać - zmienił się sam ! Mam fajnego męża, którego już nie kocham i zastanawiam się czy istnieje sposób na to, bym w ogóle potrzebowała mu zaufać i jak w takim związku odzyskuje się bliskość...
            • pade Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 26.02.15, 11:14
              Stracone zaufanie trudno jest odbudować moim zdaniem. To taka zadra, która tkwi. Gdy jest nieruszana, nic się nie dzieje, nie daje objawów, ale najmniejsze dotknięcie owocuje bólem. I przypomina co było przyczyną.
              Bez zaufania nie da się budować bliskości. A bez bliskości małżeństwo jest układem a nie związkiem.
              Nie wiem czy da się w Twoim przypadku coś zrobić. Może czas uleczy rany?
              • napis_z_obrazka Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 26.02.15, 11:36
                nt. bliskosci

                www.bliskoniezablisko.pl/
                • pade Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 26.02.15, 16:52
                  Na temat bliskości jest dużo więcej w książce Kochać wystarczająco dobrze.
                  Jestem zachwycona jej treścią:)
            • haneke_29 Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 26.02.15, 11:54
              Mam fajnego męża, którego już nie kocham
              > i zastanawiam się czy istnieje sposób na to, bym w ogóle potrzebowała mu zaufać
              > i jak w takim związku odzyskuje się bliskość...

              Bardzo mi przykro... Mam nadzieję, że odnajdziesz się jakoś w tym wszystkim, z mężem lub bez niego.
      • kaszub-ska Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 26.02.15, 15:38
        enith napisała:

        > Czy twój mąż zawsze taki był? Odwalał ci wcześniej takie numery z całkowitym zw
        > alaniem odpowiedzialności za wszystko na twoje barki? Czy mogłaś w ogóle na nim
        > kiedykolwiek polegać? Bo trudno mi uwierzyć (co nie znaczy, że takie sytuacje
        > się nie zdarzają), że fajny dotychczas mąż zmienił się krótkim czasie w takiego
        > drania.
        Myślałam o tym i wychodzi mi, że do tej pory tak naprawdę nie było takiej sytuacji, żebym musiała w szczególny sposób oczekiwać jego wparcia. Jak dzieci nam chorowały w przedszkolu, nie wychodził wieczorami, nie musiałam o to prosić, po prostu nie umawiał się. Jak były zdrowe, wychodził tak jak teraz. Pomagał mi dużo więcej w obowiązkach domowych, nie musiałam tego wymuszać, a on nie migał się tak bardzo jak teraz. Numerów wcześniej nie wywijał, jedynie ostatnio ten jak ja umówiłam się z przyjaciółkami, a on się wkurzył, bo też się umówił i wyszedł, więc musiałam swoje wyjście odwołać. Umówiłam się na spontanie można powiedzieć, sms-owo w trakcie kursu, dopiero jak wróciłam do domu, powiedziałam, że będę wychodzić z dziewczynami, on się wkurzył, bo przecież on zawsze się umawia, więc powinnam go uprzedzić wcześniej. Nie chciał swojego wyjścia odwołać, chociaż wychodzi co tydzień a ja byłam gdzieś kilka miesięcy wcześniej. Ubrał się i wyszedł. Później mnie przepraszał i w następnym tygodniu jakoś udało mi się zgrać z przyjaciółkami i spotkać się.

        Jeszcze odnośnie tego co napisałaś w poprzednim poście o wychowaniu męża, nie wiem do końca jak to było. Wychował się na wsi, jego rodzice uprawiali ziemię i mieli trochę zwierząt w hodowli, ale ojciec pracował też poza domem. Rodzice sami wybudowali dom. Wiem, że ojciec poświęcał dzieciom bardzo dużo czasu, gotował jakieś przysmaki. Jak mąż miał 8 lat, ojciec zmarł. Matka ziemię i zwierzęta sprzedała, ale został im ogród i kilka sztuk zwierząt na własne potrzeby. Teściowa poszła do pracy. Jak mąż miał 10 lat, matka wyszła drugi raz za mąż, rok później urodziła dziecko, ale zaraz wróciła do pracy, a maluchem w dużym stopniu zajmowało się rodzeństwo. Ojczym wychowywał ich w dyscyplinie, mieli obowiązki. Rodzice ciężko pracowali, wiem, że codziennie po powrocie z pracy szli spać. Z opowiadań męża wynika, że nie bardzo zajmowali się nimi, nie wyjeżdżali, nie chodzili nigdzie. Jak zaczęłam z mężem do nich jeździć już nie pracowali. Teściowa gotuje, ale jej mąż dość dużo w domu robi (zmywa, sprząta), ale my tam jeździmy tylko na weekendy od czasu do czasu, nie wiem jak jest na co dzień.
        • pade Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 26.02.15, 16:46
          Maluchem w dużym stopniu zajmowało się rodzeństwo? Mąż też?
          • kaszub-ska Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 27.02.15, 15:17
            pade napisała:

            > Maluchem w dużym stopniu zajmowało się rodzeństwo? Mąż też?
            >
            >
            Tak, głównie on, drugi brat był 3 lata młodszy, siostra uczyła się daleko od domu, wcześnie wychodziła z domu i późno wracała. Ich matka miała specyficzny rodzaj pracy, pracowała bliziutko szkoły, szła wczesnym rankiem, mąż i jego brat zostawali sami, szykowali się do szkoły, brali malucha ze sobą i pod szkołą oddawali mamie. Ona wracała do domu, a jak oni wrócili ze szkoły, szła znowu do pracy. Jak ojczym miała II zmianę, on zajmował się maluchem rano. Sama się dziwiłam, jak o tym usłyszałam. Tam na wsi było normalne, że małym rodzeństwem zajmuje się starsze, wszędzie gdzie chodzili, ciągnęli za sobą ogon.
            • pade Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 27.02.15, 16:07
              No to ja się przestaję dziwić, dlaczego Twój mąż taki rozrywkowy i miga się od opieki nad dziećmi i ogarnianiem domu. Strasznie szybko musiał dorosnąć. Stać się odpowiedzialny.
              Czyli jednak psycholog mógłby Wam pomóc.
    • 3filigranowa3 Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 27.02.15, 12:49
      Porozmaaiwjcie koniecznie na ten temat. Ustalcie pryiorytety i zasady współpracy

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka