sayyida
17.08.16, 11:29
Jest nas troje rodzeństwa, mamy partnerów i łącznie czwórkę dzieci - od niemowlęcia do nastolatka. Mieszkamy w różnych miastach, a czasami w różnych państwach. 1-2 razy do roku spotykamy się wszyscy w naszym domu rodzinnym z okazji świąt czy innych uroczystości. Korzystamy wtedy z uprzejmości sąsiadki, która użycza nam kanapy w swoim mieszkaniu, bo mieszkanie rodziców ma 49 metrów i nawet pokotem na podłodze się nie mieścimy.
Wiadomo, że na tych 49 metrach 8 dorosłych osób i 4 dzieci + bagaże i psy to trochę dużo, więc każdy jest poirytowany i najchętniej to zjedlibyśmy tylko obiad, posprzątali i uciekli. Najchętniej zmienilibyśmy miejsce organizowania takich spotkań - restauracja albo mieszkanie któregoś z nas (wszystkie są większe od mieszkania rodziców, mamy też do siebie bliżej niż do rodziców, nawet jeśli "bliżej" oznacza tylko lotnisko w tym samym mieście - do rodziców od najbliższego lotniska jest 200 km). Na to jednak nie zgadzają się rodzice właśnie, bo "dzieci mają wracać do domu". I jednocześnie strasznie im przykro, że my "nie lubimy" wszyscy razem w tym domu być, a przecież "kiedyś lubiliśmy". Nie dociera do nich, że "kiedyś" to nas było troje, a nie sześcioro z drobiazgiem...