23.11.17, 07:31
Businesswoman, która dorobiła się dużego majątku. Pracuje, chociaż już nie musi. Twierdzi, że nie będzie siedziała bezczynnie w domu na emeryturze, chociaż twierdzi, ze jest już bardzo zmęczona, bo przecież jak długo można pracować..............
A poświęca się dla mnie.
Dla mnie ojciec, kiedy miałam 5 lat, pracował za granicą.
Dla mnie się z nim nie rozwiodła, chociaż jak wrócił, to ponoć był nie do życia.
Dla mnie poświęciła wszystko, bo ona z tych pieniędzy nie korzysta (to fakt, raz w roku wyjeżdża na wczasy, ale czy to moja wina, że chociaż ją stać, to nie jedzie?).
I to ja jestem winna za nasze złe relacje, ja jej nic nie mówię, inne matki o swoich córkach wszystko wiedzą, ona o mnie nic. Ja jestem osłchła i zimna, a ona tak bardzo się cieszyła, kiedy urodziła córkę.
Mój mąż też jest zły, bo kiedyś coś powiedział nie tak (faktycznie, 6 lat temu powiedział o jedno słowo za dużo). Krzywo patrzy, uśmiecha się ponoć ironicznie.
Bez niej nic byśmy nie osiągnęli w życiu i mówi mi to prosto w twarz - fakt, dostaliśmy wielkie pieniądze (nie prosiliśmy, ale braliśmy - nasza wina, jestem tego świadoma, czasu nie cofnę). Pomijam, że oboje pracujemy, a nasze pensje są całkiem dobre, jak na polskie warunki.

A usłyszałam to wszystko dlatego, ze poprosiłam, żeby następnym razem zrobiła trochę inną potrawę, niż ostatnio. Taką, jak robiła dawniej.
Usłyszałam też, ze może w ogóle nie robić, możemy sobie robić sami. Co my tak grymasimy, jesteśmy zniewieściali i dzieci wychowujemy tak samo. Inni rodzice nie robią nic dla swoich dzieci i wnuków, a oni się poświęcają, a my wymyślamy.

Opadłam z sił na kilka dni. Miałam plany, byłam pełna energii. Od kilku dni nie mogę znaleźć sobie miejsca. Czuję się okropnie z tą świadomością, że to wszystko usłyszałam od własnej matki (dobrego człowieka, z sercem na dłoni, który chce każdemu pomóc, a jednocześnie potrafi własnej córce tak dołożyć).

Chciałam się tylko wygadać.
Obserwuj wątek
    • ola_dom Re: Moja mama 23.11.17, 13:57
      dominika_z napisała:

      > A usłyszałam to wszystko dlatego, ze poprosiłam, żeby następnym razem zrobiła
      > trochę inną potrawę, niż ostatnio.

      Dominiko, czy to pierwszy raz, kiedy mama tak Ci "dowaliła"? Nigdy wcześniej nic nie zwiastowało takiej sytuacji?

      > Opadłam z sił na kilka dni. Miałam plany, byłam pełna energii. Od kilku dni nie
      > mogę znaleźć sobie miejsca.

      Dlatego się zastanawiam, czy to pierwszy raz ze strony Twojej mamy - skoro AŻ TAK to Tobą poruszyło.
      Ale z drugiej strony to typowa reakcja dzieci tresowanych na wiernych i bezkrytycznych pochlebców swoich rodziców. Obawiam się, że gdyby relacje z Twoją mamą były przeważnie zdrowe, to raczej byś się niezmiernie zdziwiła i zaniepokoiła, że coś się z mamą dzieje złego - a nie rozpadła na kawałki na kilka dni.

      Spróbuj przeczytać to, co napisałaś, jakby dotyczyło kogoś innego. Czy wtedy uznałabyś, że takie słowa mają prawo wywołać aż tak silną reakcję, jak Twoja? Czy nie wydaje Ci to choć trochę dziwne - że aż tak Tobą tąpnęło?
      Piszę o tym, bo mam wrażenie, że piszesz o mnie i mojej relacji z matką sprzed kilku lat - to niemal kalka, z drobnymi różnicami "organizacyjnymi" - moja mama nie jest zamożna i to ja pomagam jej finansowo, nie mamy dzieci, więc przy nich nie pomaga, i nie obraziłaby się o prośbę zmiany w potrawie - ALE już - jak mój facet (teraz ostatecznie znienawidzony) w końcu powiedział (a właściwie ja powiedziałam, bo on był zbyt taktowny), że już mu się znudziło po szóstym razie jeść to, co onegdaj pochwalił - to z samego tego powodu stał się wrogiem nr. 1, z komentarzem, jakim wstrętnym, złym człowiekiem jest, jak mnie nastawia przeciwko matce, jak mnie sobie owinął wokół palca - długa tyrada z ogniem w oczach.

      Jest na tym forum dużo moich wątków i wpisów, możesz poczytać, jak się borykałam z relacją z mamą. Niektóre dość soczyste...
      I jak w końcu zrozumiałam i przyjęłam do świadomości, że "dobra, ciepła, lubiana, z sercem na dłoni" jest tylko do czasu, do kiedy inni tańczą, jak im zagra i dopóki sprawy idą pod jej dyktando albo przynajmniej po jej myśli.

      Bo NAPRAWDĘ Twoja reakcja na mamy zachowanie pozwala przypuszczać, że to dopiero wierzchołek góry lodowej.
    • heniek.8 Re: Moja mama 25.11.17, 17:32
      a co to znaczy że "nie musi pracować"?
      tak jakby ty wiesz lepiej czy ona musi czy nie musi, a już czy chce i lubi to jeszcze mniej ważne

      do czego zmierzam? - że problemem nie jest zachowanie matki, które powinno się zmienić i wszysko będzie OK
      problemem jest wasz układ, to jak tańczycie ze sobą i jak próbujecie sobie wejść na głowę

      korzystasz z pomocy matki to czasami musisz pogodzić się z potrawą taką jak ostatnia

      macie wobec siebie dużo niewypowiedzianych pretensji, dlatego sprawa potrawy działa jak iskra - bo w przypadku wątpliwości druga strona interpretuje słowa pierwszej w najgorszy sposób a nie w najlepszy, jak jest pomiędzy ludźmi którzy się lubią

      nie wiem na ile to jest możliwe, ale ja bym na waszym miejscu (twoim i męża, matki do współpracy nie będzie łatwo namówić) szedł w stronę tworzenia równoprawnych relacji - tak jak znajomi którzy się wzajemnie lubią, odwiedzają, pomagają sobie itp, ale nie ma między nimi (zazwyczaj) poddaństwa, cierpiętnictwa itp - tak mniej więcej widzę relacje jakie powinny panować między (około) 60-letnią matką i 40-letnią córką
    • iziula1 Re: Moja mama 26.11.17, 16:41
      Twój wątek jest na ematce.
      Przeczytałam,jak brzmiała twoja uwaga do matki. Opisz ją tu.
      Ja mam mieszane uczucia co do twojej sytuacji. I powodów dla których tak negatywnie opisujesz matkę.
      Mam tylko jedna radę. Spłać dług finansowy wobec matki,sama lub mężem. To się nazywa dorosłość.
      Skoro tak ci ciąży otrzymana pomoc oddaj matce to co dostaliście.
    • 71tosia Re: Moja mama 03.12.17, 16:13
      Problem jest bardziej w Tobie niz w Twojej mamie. W pewnym wieku mamy juz na tyle dystansu do wlasnych rodzicow ze uwagi w stylu jakie robi twoje mama traktujemy z pewnym dystansem i wyrozumialoscia (moze mama byla zbyt zmeczona by wysluchiwac ze kiedys lepiej gotowala niz dzisiaj). Matka ma pretensje do ciebie, ty do niej, czesc tych pretensji to jakies glupstawa ale u was urastaja do rangii rozgrywek wojennych.

    • bene_gesserit Re: Moja mama 05.12.17, 21:26
      Nie chodzi o to, jak ona ciebie traktuje. Traktuje jak traktuje, jej sprawa.
      Ważniejsze w waszej relacji jest to, jak ty sama siebie w niej traktujesz. Z twojego opisu wynika, że wchodzisz w rolę dziecka, może starszego, ale jednak. Stąd problemy.

      Jeśli nie wybijesz się na finansową, emocjonalną i jakąkolwiek samodzielność, matka będzie cię traktować jak dziecko - będą połajanki, wyrzuty i wbijanie w poczucie winy. Co nie zmienia faktu, że mama najwyraźniej czuje się samotna i niepotrzebna. Zapewne dlatego cały czas pracuje i zapewne dlatego zrobiła ci idiotyczną awanturę.

      Polecam: parodniowy kurs asertywności (opcjonalnie: poćwiczenie na głos odpowiedzi na zarzuty mamy - ktoś je może czytać z kartki, ty masz na nie odpowiadać) i dawanie jej znać przy okazji, jak bardzo jesteś jej wdzięczna i jak bardzo jest ci potrzebna (o ile to, oczywiście prawda - tylko wtedy). Oraz przekierowanie relacji na kumplowską - spotykacie się od czasu do czasu poza domem, idziecie na zakupy, zapraszacie, żeby towarzyszyła wam w wyprawie np do teatru czy coś w tym stylu. Możesz też spróbować zainteresować mamę wolontariatem w dziedzinie, którą lubi (wolontariat.org.pl/ ) - pomaganie uczy bardzo wielu rzeczy.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka