katarzynkakatarzynka
10.10.22, 16:54
Witam wszystkich serdecznie. Pewnie dużo wątków na forum można tu znaleźć na temat teściowych. Ale muszę się w końcu wygadac. Bo po prostu nie mam już siły. Otóż. Jestem ze swoim facetem 9 lat. Zaszłam w ciążę. Wzięliśmy dla rodziny i w sumie dla siebie, co by nie było problemów później w szpitalu ślub cywilny. Wszystko byłoby ok, gdyby nie ona. Wielka Pani. Zaczęło się od sytuacji po ślubie cywilnym, przy wszystkich na wspólnym obiedzie zaczela mowic jak to mam prasować mężowi skarpetki, jak to on teraz nie będzie z nimi mieszkał. Ja wraz z moją świadkowa nie dowierzalysmy jakie ona rzeczy mowi. Nikt się nie śmiał oczywiście, bo to raczej nie było na miejscu, ani tym bardziej w zartach, a znam się na nich. Po rozmowie z lubym, bo mu kazałam z nią na ten temat porozmawiać, w końcu to jego matka, stwierdziła, głupio sie tłumacząc, że ona nie umie rozmawiać z kobietami, bo całe życie praktycznie przebywała z facetami i to powiedziala osoba wykształcona, inteligentna z wyczuciem. Na cywilnym nie omieszkała dowalić, że teraz będziemy musieli częściej przyjeżdżać. Nie jeździłam do nich często, z racji tego, że nie było po prostu kiedy. Jak nie wcześniej szkoła, potem dwie prace, ledwo wiązałam koniec z końcem, a przede wszystkim nigdy nie miałam z nią tematów do rozmów i nie zgadzalysmy się co do swoich pogladow. To oczywiście przytaknęłam, że oczywiście, że będę przyjeżdżać. Nie, nie przyjeżdżam. Zrazilam sie do niej przez jej teksty na cywilnym, nie wiedziałam co mam powiedzieć, zmieniałam temat, a ona dalej o tych prasowaniach i dbaniu o jej syneczka. Traktuje swojego syna jakby był jej mężem. Jak to teraz go nie będzie tak często u niej? A ma jeszcze jednego syna, starego kawalera, który ma totalnie wyrabane na nich. Ten ich drugi synalek nie ma żadnych obowiązków, rodziny, dziecka w drodze, ogólnie dzieci. Więc wszystko spadło na mojego męża. Z pracy jeździł do siebie do domu. W końcu utargowałam, że niech 2 dni w ciągu tygodnia przeznaczy na te spotkania i jakieś załatwienia z rodzicami. Zgodził sie. Każdy zadowolony. A tu zaczęły się telefony od teściowej, a nie zawsze mam ochotę rozmawiać, jestem w ciąży, chce spokoju jakiego nie miałam ostatnimi czasy. Że mam przyjechać, tak jakby nigdy nic. Nagle pisze, że za mną tęskni. Co jest dla mnie obłędem, w ogóle mowię do niej per Pani, ponieważ nie określiła jak mam do niej mówić, a że jestem wychowana, nie ośmielam się i nie wychodzę poza szereg. To zamiast do mnie napisać, czy powiedzieć, słuchaj, mów do mnie na Ty, czy mów do mnie tesciowo, to do mojego męża się pyta, dlaczego ona mowi do mnie Pani? Mamy zupełnie inne, rozbieżne zdania. Mój luby tez zachowuje się jak typowy maminsynek. Wkurza mnie to. Mama to, mama tamto. Przepraszam, MAMUSIA. Nie mam już cierpliwości i siły. Dzisiaj właśnie miał jechać załatwiać z rodzicami ważne sprawy w urzędach, a skończyło się na zakupach ubraniowych mamy, a ja się jego nie mogę doprosić żeby ze mną kompletował wyprawkę. Nie wspomnę, że ja za wszystko praktycznie place. Wszystkie zakupy dla dziecka i do domu kupuje ja. Nie wspomnę o wizytach prywatnych u lekarzy. Paliwo tez ja, bo przecież w mojej kwestii jeździmy. Mam dość. Mogłabym jeszcze dużo rzeczy napisać, ale ręce mi odpadają. Proszę napiszcie, czy ze mną jest coś nie tak? Czy ja za dużo od niego wymagam? Jak mam sobie z jego matką poradzić. I nie wyliczam nikomu pieniędzy, po prostu czuje, że zasługuje na więcej uwagi. Pozdrawiam Was serdecznie. Obyście mieli lepsze dni niż ja na ten moment.