veronika27
26.05.07, 13:41
Mamy śliczną roczną córeczkę. Mamy duży dom prawie gotowy do zamieszkania.
Tak mało brakuje do pełni szczęścia.
Wyszłam za mąż z miłości. Mieszkaliśmy 2 lata u teściowej na dwóch pokojach.
Było mi ciężko. Miałam z góry określone co wolno a czego nie, jak co robić.
Błędem było, że nie wypowiadałam głośno swojego zdania. Dałam się
podporządkować. Wychowano mnie tak. Nie byłam u siebie. Tak to czułam. W
tygodniu pracowaliśmy do późna. Wieczorami oglądaliśmy z teściową telewizję
lub jechaliśmy do mojej mamy. W czasie wolnym mąż pracował przy budowie
naszego domu.
Kiedy pojawiła się nasza kruszyna byliśmy szczęśliwi. Jedak ja po wyjściu ze
szpitala nie mogłam się odnaleść w nowej roli. Czułam się złą matką. Teściowa
świetnie radziła sobie z małą. Zaraz po przebudzeniu się dziecka wpadała do
pokoju. Była wchechobecna i wszechwiedząca. Ja czułam się jak niepotrzybny
balast. Szybko wróciłam do pracy. To straszne, ale tylko tam czułam się
dobrze. O swoich problemach rozmawiałam dużo z kuzynką. wiedział też o nich
mąż. Ale nie bardzo mnie rozumiał. Jak wiele popełniłam błędów. Dalzcego nie
potrafiłam głośno powiedzieć swoje NIE. Teraz mąż "nic do mnie nie czuje" i
nie chce ze mną być. Jestem z małą u mamy. Dom stoi. Wystarczy założyć
płytki, podłogi, kupić meble. Mąż nie interesuje sie już tym. Mówi, że nie
umiemy ze sobą rozmawiać. Ja próbuje. Trochę niezdarnie, ale próbuje
rozmawiać i ratować to co zostało z naszej miłości. Bo ja go ciągle kocham.
Tak ciężko z kimś rozmawiać, skoro ktoś mówi NIE CZUJE NIC. Przjeżdza do
małej wieczorem. Na 2 godzinki. W dni wolne też jest wieczorem. Boje się
robić cokolwiek. Mówić cokolwiek, żeby ... nie wiem już co.
Czy jest wyjście z tej sytuacji? Chce być z mężem.