angelordevil
08.09.07, 13:43
pierwszy raz poczulam potrzebe podzielenia sie tym co sie wydarzylo
w moim zyciu....jakos tak, wyszlo to na powierzchnie w mojej glowie
mimo iż usilnie staralam sie aby nigdy te wspomnienie nie ujrzały
juz światła dziennego.
poznalam go 3 lata temu, zakochalam sie dosyc szybko...jak zawsze
zwyklą, szybko się zakochuje, szybko sie odkochuje natomiast bardzo
długo dociera do mnie ta myśl, ze moze już nie kocham....
zamieszkalismy ze soba po 3 msc...po kolejnych trzech..wydarzylo sie
to cos co na zawsze zmienilo juz moje zycie. czulam ze mnie
oszukuje, ze klamie, ale wiara w dobre serce ludzi i ich....dobroc
przyslonila wszystkie sygnal, nwet te ze strony mojej
intuicji....dosyc skutecznie. po pol roku mialam juz na tyle sporo
dowodow ze mnie oklamuje we wszystkim, ze lada dzien a huragan by
sie rozpocząl ...tyle ze mnie ubiegl...
dostalam smsma...bedac poza domem - we wszystkim kalalem, cale pol
roku klamalem, kazdego dnia,w kazdej godzinie, kazdej nocy spedzonej
z toba....lub niespedzonej.jedno tylko jest prawda zawsze cie
kochalem, nie zobaczymy sie juz nigdy wiecej, zegnaj
wrocilam do domu jak najszybciej sie dalo....wszystkie jego rzeczy
lezaly tak jak je rano widzialam, nie zabral niczego, nie bylo tylko
jego i samochodu, pomyslalam ze moze po prostu chcial zniknac....ale
jkos bardzo przyczypeilam sie slow nigdy sie juz nie zobaczymy,
zapytalam przeczuwajac najgorsze czy cos planuje sobie zrobic...
odpisal ze juz za pozno, ze teraz to czeka juz tylko na koniec...
meczylam go telefonami, smsmami, blagalam zeby opisal co widzi
obok,caly ten cyrk trwal okolo 2 h ....wiedziala ze jesli to co mowi
jest prawda...mam coraz mniej czasu
znalazlam go...w samochodzie, na skraju miasta, bylo juz ciemno,
nigdy nie zapomne wyrazu jego oczu, tego zapachu....zapachu smierci
i zycia walczacych ze soba...
zawiozlam go na pogotowie...uratowali go .... uratowalam go...
trzy tygodnie o niego dbalam, bo przeciez nie mial nikogo,
wybaczylam wszystko, bo przeciez byl taki biedny,
wyczerpany....zasypialam kolo niego bojac sie ze sie nie obudze, ze
moze postanowi...zebysmy razem znikneli z tego swiata...
cale to uczucie po czasie odeszlo, staralam sie zyc na nowo,
zapomniec o tym, nawet przez chwile mi sie udalo, wyszlam za niego
za maz po 2,5 roku od tamtego zajscia....
i pierwszy raz ....cala ta historia wymalowala mi sie w glowie na
nowo...