Dodaj do ulubionych

Zdradził i nie chce odejść.

18.03.08, 00:26
Nie mam już siły tkwić w tym układzie.Jesteśmy 18 lat po
ślubie.Zdradził,ma kochankę od dwóch lat.Dom traktuje jak hotel.Mnie
jak służącą.Od odkrycia zdrady minęło dwa mięsiące.Było źle ze
mną.Chciałam się zabić.Byłam u psychologa,u psychiatry.Biorę leki na
depresję.
Przez pierwszy miesiąc rozmawialiśmy.Wyrzuciliśmy sobie wszystkie
żale.Trochę ulżyło.Próbowaliśmy dociec kiedy nasze drogi się
rozeszły...On twierdzi,że gdy urodziło się drugie dziecko.Ja byłam
zmęczona,nie miałam siły,ani ochoty na seks.Mój dzień wtedy był
wypełniony po brzegi.Często zasypiałam w ubraniu razem z
dziećmi,budziłam się o 3 w nocy,a on miał do mnie pretensje,że nie
przyszłam do niego i musiał znowu oglądać pornole.A ja nie jadłam
nawet kolacji...
Takie sytuacje się skończyly,ale potem przyszły choroby dzieci.I
znowu całe dnie i noce przewrócone do góry nogami.Córka była miesiąc
w szpitalu na pneumokokowe zapalenie płuc.Było bardzo
ciężko.Przeżyliśmy.Potem zerówka i choroby bez końca...Przy którejś
chorobie dzieci mąż powiedział mi,żebym mu o tym nie mówiła,bo go to
nie obchodzi...Oniemiałam.
Gdy sam chorował chciałam mu podać chociaż herbatę-przepędził
mnie,bo on chce w spokoju pochorować.
Gdy ja chorowałam krzyczał na mnie,że zawsze mi coś jest,taki
słabeusz ze mnie.

Wtedy jeszcze czasami rozmawialismy o uczuciach.Zwłaszcza po
seksie.Zapewniał mnie,że jestem wspaniałą mamą i żoną.
Któregoś dnia powiedział,żebym nie mówiła do niego.!?!?Dlaczego?(Nie
jestem trajkotką,po prostu całe dnie spędzałam sama i chciałam z nim
porozmawiać.)Bo jemu nie chce się słuchać,woli oglądać film.
Potem już nie gadaliśmy.
I zaczęliśmy się oddalać.
Nie interesowało go co dzieje się w domu.
Ma ciężką odpowiedzialną pracę.Wspomagałam go jak mogłam.Parę lat
parzyłam ziółka,by wyleczyć go z przewlekłej choroby.Namówiłam i
wspomagałam w pisaniu pracy podyplomowej.Wszystkie problemy wzięłam
na swoją głowę,by mógł pokończyć kolejne kursy i piąć się w
górę...Teraz jest kimś na wysokim stanowisku.
Potem przyszły służbowe imprezy.Chodził sam.Ja w domu z
dziećmi.Potem byli koledzy.Był na każde zawołanie ...kolegów.Bo
kolega rozwodnik jest samotny,szuka kobiety,nie zna miasta i on MUSI
go oprowadzić po knajpach.itp.itd.
Gdy ja o coś go prosiłam zbywał mnie,mówił,ze kiedy indziej lub
zrób,załatw sobie sama.
No i robiłam sobie sama.Gdy dostaliśmy nowe mieszkanie,na końcu
miasta(komórek jeszcze wtedy nie było)przez dwa lata stałam w oknie
i płakałam,a jego nie było.Wpadał po kilku godzinach,rozpromieniony
i opowiadał gdzie to on był,co jadł i kogo spotkał.A we mnie wtedy
trafiał szlag.Bo już go widziałam w rozbitym samochodzie...Wpadłam w
depresję...chodziłam po ścianach...nie pomógł...nawyzywał...

Zachowywał się jak mały chłopiec.Nie zawracał sobie głowy tym co się
dzieje w domu.To trwało ok.5 lat.
Widziałam,że jest uzależniony od kolegów,że nie potrafi im
odmówić.Próbowałam go ratować.Mówiłam,że go potrzebujemy.Zlecałam mu
drobne sprawy do zrobienia w domu,by się nie daj Boże nie
przemęczył.Nie udało mi się.W końcu powiedział,że jak go zatrzymam
to i tak wyjdzie...

A jak w tym czasie było z seksem?Był,ale wymuszany i udawany.Bo co
można czuć do człowieka,z którym spędza się pół godziny dziennie?
Coraz mniej go kochałam,coraz bardziej stawał mi się obcy.Coraz
bardziej drażniły mnie jego wady.Czy już go nie kochałam?Jeszcze
kochałam,ale tego sprzed kilku lat.
Nie szanował mojego zdania,nie słuchał mnie,robił co chciał.Ja
służyłam tylko do gotowania,prania i jako maszynka do kochania.Robił
swoje i szedł spać.Nawet nie mogłam się przytulić.Czy on mnie kochał?
Nigdy nie powiedział,ale powiedział,że koło mnie nie może leżeć
bezczynnie,zawsze mu się chce...Kochał mnie?Czy seks?
Czy wtedy powinnam odejść?Pewnie tak.Ale ja czekałam,że wreszcie
kiedyś zrozumie co to znaczy rodzina,żona,dom...Niestety,nie
zrozumiał...
Robił wszystko sam.Do kina sam,na rower sam,na zakupy sam.Na spacer
z dziećmi-SAM,na urlop-sam.

Trzy lata temu po moim monologu(z nim nigdy nie udało mi się
porozmawiać)kazałam mu się zastanowić czego on tak właściwie chce od
życia?Widocznie się zastanowił.Wybrał podwójne życie,nie informując
mnie o tym.

Najgorszy scenariusz dzieje się od dwóch miesięcy.Jednym słowem
potrafi mnie wbić w ziemię.Obwinia mnie o wszystko,że o niego nie
dbałam,że go nigdy nie kochałam,że nie miał garnituru!?!że nie
dbałam o siebie(wg niego powinnam iść do solarium),że robiąc mu
kanapki do pracy nie wkładałam w nie serca!?!
Że gdyby on był w domu,to lepiej by gotował,lepiej wychowywał dzieci
(świadectwa z paskiem to moja zasługa).Że nic mi się nie należy,bo
nie pracowałam...A dzieciom sam wyliczył marne alimenty...dla mnie
nic...
Myślę,że zrobiłam wszystko by uratować nasze małżeństwo...W niczym
nie zawiniłam...Chciałam tylko odrobiny szacunku dla siebie...
Złożyłam pozew z orzeczeniem jego winy...chyba mam rację?Jak
myślicie?On twierdzi,że to przeze mnie się rozpadło...

Dzisiaj znowu mam doła...Opowiada córce,że mama go nigdy nie
kochała...to on taki pokrzywdzony w tym związku...Co wg niego znaczy
kochać?Uwielbiać jego osobę?
Codziennie przychodzi do domu.Nie chce się wyprowadzić.Nie odzywamy
się,nawet nie patrzymy na siebie.
Codziennie przed jego przyjściem skręca mnie brzuch z nerwów.Boję
się go.Boję się jego każdego kolejnego słowa.Boję się,że znowu
wybuchnę.Jak mam z nim żyć pod jednym dachem?

Ma do mnie pretensje,że odkryłam zdradę,i zrobiłam aferę.Na pytanie
kiedy miał mi zamiar o tym powiedzieć,mówi,że inni żyją tak po
kilkanaście lat i dobrze.

Zarabia bardzo duzo pieniędzy.Narobił mnóstwo długów.Od dwóch lat ja
i dzieci żyjemy bardzo skromnie.On szasta na prawo i lewo.Kochanka
też kosztuje.
Dzieciom kupuje najtańsze ubrania,a sobie i kochance w firmowych
sklepach.

Na dodatek zaczął dzieciakom kupować drogie prezenty.I stwierdził,że
po rozwodzie może będzie lepszym tatą.Przychodzi do domu tylko po to
by się zobaczyć z dziećmi.A dzieci mają już swoje sprawy i często o
tej porze wychodzą...

Powiedzcie mi jaki jest mój facet?Czy tak postępuje dorosły
mężczyzna?

Nie daję sobie rady sama ze sobą...szkoda mi mojego
życia...zmarnowałam przy nim moje najpiękniejsze lata...

Wybaczcie,chciałam się wygadac...i może trochę dowartościować...a
może to ja jestem do niczego?
Obserwuj wątek
    • kicia031 Re: Zdradził i nie chce odejść. 18.03.08, 11:59
      jestes dobrym czlowiekiem i wiekszosc mezczyzn nosilaby coie za to
      na rekach. Niestety, trafilas na wyjatkowego lobuza, dla ktorego
      dobroz to slabosc i okazja, by kogos wykorzystac.

      Masz wielkie szczescie, ze udalo ci sie go pozbyc teraz - chcialabys
      zmarnowac z tym typkiem reszte zycia? Postaraj sie, by dobrze
      rozegrac sprawe rozwodu, korzystaj z pomocy rodzicow i znajomych,
      bierz leki na depresje.
      Bedzie dobrze, zobaczysz. Ja w ciebie wierze.
    • martas29 Re: Zdradził i nie chce odejść. 18.03.08, 12:13
      Witam. Wiesz Twoje małżeństwo przypomina mi trochę małżeństwo moich
      rodziców. Też ojciec robił karierę a mama zajmowała się nami i
      wspomagała ojca w dążeniu do sukcesu. Zawsze ważniejszy był on,
      zawsze wszystkie decyzje i plany były ustawiane pod ojca. I po 20
      latach znalazł sobie kobietę, w domu wszynał awantury ( ja i brat
      byliśmy już usamodzielnieni ale wiedzieliśmy od mamy co się dzieje )
      Wobec nas zachowywał się bez zarzutu. Tylko że w końcu się opamiętał
      i teraz jest w miarę dobrze. Ale nie o to mi chodzi. Chodzi mi o to
      że w tym całym zamieszaniu musieliśmy przyznać mu trochę racji. Mama
      od samego początku przyjęła rolę osoby która zajmuje się nami, nim i
      domem sama wielokrotnie powtarzała nam zapytaj ojca albo poczekaj aż
      tata wróci on wie lepiej, on zdecyduje" Tak się to u nas przyjęło że
      po iluś tam latach wiedzieliśmy że nie ma po co pytać bo i tak
      decydentem jest ojciec.

      Poza tym słabo mi się robi jak kobieta tłumaczy że kilka lat
      upłynęło jesj na chorobie dziecka i to odciągnęło ją od męża. Sama
      mam dziecko niepełnosprawne, które nie miesiąc ale rok leżało w
      szpitalu i nie widze powodu by tym cokolwiek usprawiedliwidliwiać

      Sądzę że robienie z siebie ofiary nic nie pomoże. Chcesz się
      rozwieść prosze bardzo ale przeprowadź to do końca. I nie lataj po
      dalszych i bliższych krewnych by wypłakiwać im się w rękach i
      oskarżać męża. Rozwiedź się i zajmnij sobą.
      • aandzia43 Re: Zdradził i nie chce odejść. 22.03.08, 16:25
        > Poza tym słabo mi się robi jak kobieta tłumaczy że kilka lat
        > upłynęło jesj na chorobie dziecka i to odciągnęło ją od męża. Sama
        > mam dziecko niepełnosprawne, które nie miesiąc ale rok leżało w
        > szpitalu i nie widze powodu by tym cokolwiek usprawiedliwidliwiać

        Fajnie, ze w swoim problemie masz wsparcie najblizszych i jakas pomoc z ich
        strony. Kiedy sie jest samemu z jakims nieszczesciem (to nie musza byc akurat
        choroby dzieci), to mozna przezyc wiele lat w amoku i poczuciu przygniecenia
        ciezarem nie do udxwigniecia.

        Z reszta sie zgadzam: nie ma co dalej byc ofiara losu, paskudnego meza i siebie
        samej. Zalenie sie rodzinie tez nic nie da.
    • anna-sara Re: Zdradził i nie chce odejść. 18.03.08, 12:16
      Przeczytałam Twój poprzedni wątek i zauważyłam, że przez te dwa
      miesiące zmieniłas się na korzyść. Zdjęłaś szanownego małżonka z
      ołtarza, przestałas go darzyć bałwochwalczym zachwytem a z siebie
      robic podnóżek. Przemyślałaś i dotarło do Ciebie, że ten człowiek od
      długiego czasu żył nie z Tobą ale obok Ciebie. Całokształt jego
      działalności wskazuje na to, że juz dawno powinnas przestać
      świadczyć mu usługi seksualno-kwatermistrzowskie i zająć się sobą i
      dziećmi. I tak długo wytrzymałaś. Jeśli facet ma odrobine ambicji to
      sam powinien wyprowadzić się z domu. Co ja piszę z domu, z domu to
      on sie juz wyprowadził, bo dom to coś więcej niż cztery kąty.
      Powinien się wyprowadzić z mieszkania. Nie wyprowadza się pewnie z
      kilku powodów. Zapewne nie ma gdzie, nie ma za co skoro, jak
      napisałaś, puszcza pieniądze na pierdoły. Poza tym chce ładnie
      wypaśc w Sądzie, przecież nie porzucił rodziny (to może byc jego
      argument).Ja (dla włanego i dzieci dobra) nie bawiłabym się w takie
      subtelności. Dałabym rozsądny (miesiąc lub dwa) termin na
      wyprowadzkę i konsekwentnie wyegzekwowała swoje żądanie. Potem
      spakowałabym rzeczy osobiste i odesłała na adres jego miejsca pracy.
      Dzieci, jak piszesz, rozumieją sytuację. Być może zgodzą się na
      spotkania z tatusiem poza domem, nie musi Cię nachodzić w domu.
      Myślę, że wrócisz do równowagi jak przestaniesz go widywać.
      • dalliletka Re: Zdradził i nie chce odejść. 19.03.08, 23:00
        Ten facet nie ma ani odrobiny ambicji.Potrafił pieknie mnie
        oszukiwać przez kilka lat.Dla niego dom to łóżko do spania i
        prysznic w łazience.Wiele razy go prosiłam,żeby się wyniósł
        przynajmniej na jakiś czas,żebym mogła się uspokoić,przemyśleć.Nie
        ma zamiaru.
        Pytałam adwokata czy mogę spakować mu walizki.Raczej nie,bo w sądzie
        powie,że został wyrzucony z własnego domu...
        Do rozwodu jeszcze daleko.Nie dostałam jeszcze nic z sądu.

        Najchętniej to chciałabym zniknąć...mam czarne myśli...nic mi się
        nie chce...Do tej pory udało mi się wyegzekwować tylko to,że
        przychodzi od kochanki po północy,gdy my już śpimy...

    • izolda2004 Re: Zdradził i nie chce odejść. 18.03.08, 14:30
      Witam serdecznie, naprawde cię rozumiem, jestem w podobnej sytuacji,
      mąż mnie zdradził, wrócił, błagał żebym mu pozwoliła zostać a teraz
      ma mnie za nic jestem tylko sprzataczka i opiekunka do dziecka, a ja
      nie potrafię jeszcze go wyrzucić bo on nie chce tego zrobić bo jest
      za wygodny , bo ja go po prostu kocham. a on mysli tylko o sobie.
      Ni echce ci doradzać bo wiem że jest to bardzo trudne po tylu latach
      i jak ma się dzieci, które trzeba wychować.
      pozdrawiam
    • sakada Re: Zdradził i nie chce odejść. 18.03.08, 21:58
      Strasznie smutny post:/ I najlepszy dowód na to, że kobieta nie
      powinna poświęcać swojego życia dla faceta, bo marnie potem na tym z
      reguły wychodzi... Właściwie to cała ta "tragedia" to szansa dla
      Ciebie - znajdź pracę, zadbaj w końcu o siebie a nie o innych.
      Założę się, że za kilka lat - sama będziesz szczęśliwsza niż w
      małżeństwie z tym typem.
      • bea53 Re: Zdradził i nie chce odejść. 21.03.08, 13:38
        nie pozwól sie dalej upokarzać.
        1. zbieraj dowody że ma kochankę
        2. mąz zarabia dobrze tym lepiej, złoż o wieksze alimenty i jeszcze na siebie
        jak najszybciej i o rozwó z jego winy
        3. jak najszybciej go spakój i tyle, trduno on nie sprawdza się jako mąz, niech
        suzka sobie lokum...
        badz stanowcza dbaj o siebie a nie dajesz po sobie jezdzic, niech spada do
        kochanki, badz wiedżmą a co raz dla swojego dobra
    • eastern-strix Re: Zdradził i nie chce odejść. 21.03.08, 15:05

      >
      > Ma do mnie pretensje,że odkryłam zdradę,i zrobiłam aferę.Na pytanie
      > kiedy miał mi zamiar o tym powiedzieć,mówi,że inni żyją tak po
      > kilkanaście lat i dobrze.
      >
      Ten tekst mnie rozwalil, co za szmata z tego goscia! Prawda, znam pary, ktore
      tak zyja,ale to byl ich WSPOLNY wybor, bo rpzestali cokolwiek do siebie czuc i
      oboje maja kogos 'na boku' a rozwodu nie chca brac przez to,ze musieliby dzielic
      majatek, wola poczekac az dzieci skoncza studia i wtedy to zrobic. Ale oboje
      darza sie szacunkiem, spia osobno, dzieci wiedza co i jak. Nie pochwalam,ale tam
      przynajmniej nie ma mowy o ponizaniu, wymuszaniu seksu i uwiazywaniu jednej ze
      stron do obowiazkow domowych!

      Sluchaj, nie wiem czy on bym inny przed slubem czy Ty bylas slepa ale nie warto
      teraz o tym myslec. Gosc jest bydlakiem i tyle. ludzisz sie,ze nie jest tak
      zle,bo nie masz porownania, nie znasz zycia z innym mezczyzna. Moj facet tez
      ciezko pracuje,ale w sobote i niedziele mam kawe do lozka, ugotowany obiad, a na
      dodatek on w zyciu nie ogladal pornola, jak ja nie mam ochoty na seks to sie
      przytulamy i tez jest ok. Nie pisze tego,zeby Cie zdolowac albo sie chwalic, ale
      chce Ci uzmyslowic, ze tacy faceci sa, trzeba im tylko dac szanse!

      Nie chcialabys zeby Cie ktos szanowal i kochal? Jesli tego chcesz, to musisz
      zaczac dzialac. ten Twoj maz to typ mojego ojczyma, wieczne dziecko, zachlanne i
      samolubne, zona to dla niego druga matka plus pogotowie seksualne. Nie uzywa
      przemocy fizycznej,ale potrafi zniszczyc emocjonalnie. Wierz mi, dzieci beda Ci
      wdzieczne, jesli sie trutnia pozbedziesz.

      Rozwod z orzeczeniem o winie masz jak w banku i nic tu nie pomoga urojenia pana
      meza,ze 'nic Ci sie nie nalezy'. nalezy, nalez, bo malzenstwo to wspolnota
      majatkowa i Twoja jest polowa jego majatku, ponadto przez lata gotujac, piorac,
      wychowujac dzieci i biorac na swoje barki wszystkie obowiazki domowe sprawilas,
      ze on mogl robic kariere. A jesli uwaza,ze bedzie takim dobrym tata, to niech
      probuje z kochanka, zobaczymy jak mu wyjdzie ;)

      I nie wierz w te glupoty o tym,ze jestes beznadziejna. Kazdy tak gada jak ma
      romans zeby usprawiedliwic to,ze jest nie fair.

      Ciekawe,czy w sadzie powtorzy,ze 'inni tak zyja po kilkanascie lat'. Jesli
      tak,to bedzie niezly ubaw. On zwyczajnie nie przyjmuje do wiadomosci faktu, ze
      Ty jestes czlowiekiem tak samo jak on i ze masz swoje potrzeby.

      Idz do fryzjera, kosmetyczki, umow sie na miasto z kolezankami a jego zostaw w
      domu z dziecmi (jak bedzie protestowal to powiedz,ze role sie odwrocily i chyba
      Ty mozesz raz wyjsc jesli on to robi caly czas) . Jak zacznie wspominac o tym,ze
      sie zmieni itp to kaz mu spadac na drzewo. Taki typ zawsze tak gada,bo pomylil
      Cie z matka i domem rodzinnym i boi sie odciecia pepowiny, bo tak naprawde nigdy
      tego nie zrobil. Jaki facet wpada do domu i czekajacej na niego zdenerwowanej
      zonie opowiada jak bylo swietnie na imprezie? Odpowiedz jest jedna- gowniarz,
      ktory mysli,ze ma 14 lat.
    • matinka03 Re: Zdradził i nie chce odejść. 22.03.08, 12:54
      Jeśli będziesz miała ochote pogadać i wymienić doświadczenia to
      napisz do mnie, mam podobne problemy.
    • dalliletka Re: Zdradził i nie chce odejść. 22.03.08, 19:30
      Dziękuję za słowa podtrzymujące mnie na duchu i za te ostrzejsze też.
      O moim problemie niewiele osób wie.Tylko moi rodzice,jego brat i
      moja przyjaciółka.No i wszyscy,którzy przeczytali mój post;))

      Powoli wychodzę z tego amoku.Bardzo,bardzo chcę być szczęśliwa.Chcę
      się kłaść spać z uśmiechem na ustach i z uśmiechem rano wstawać...
      Najbardziej to mi się marzy,żeby poprostu przytulić się do mojego
      męża,poczuć jego ciepło...tylko,że on nie jest już mój...

      Życzę wszystkim forumowiczom ciepłych,rodzinnych,pełnych miłości
      Świąt Wielkanocnych.
      ----------------

      matinka napisałam na pocztę
      • eastern-strix Re: Zdradził i nie chce odejść. 23.03.08, 00:17
        Nie martw sie - poprzytulasz sie jeszcze tylko najpier musi sie miejse w lozku
        zwolnic - im szybciej tym lepiej ;) wesolych swiat :)
      • jestemewa Re: Zdradził i nie chce odejść. 19.04.08, 04:14
        Dalliletko. Pytasz czy zawiniłaś. Tak, i to bardzo. Ale nie wobec
        tego nieszczęsnego facecika. Zawiniłaś wobec siebie. Zdradziłaś sama
        siebie zupełnie o siebie nie dbając. Gdzie w tym calym układzie
        jesteś Ty? Twoje marzenia, pragnienia. Nie można ich skoncentrować
        na drugiej osobie. Ty sama musisz być dla siebie najważniejsza. Być
        swoim prywatnym pępkiem świata. Na pewno teraz myślisz, że to
        egoizm. To nie jest egoizm. Poświęcałaś się całe dorosłe życie dla
        męża i dzieci. A zgubiłaś siebie. Czy masz jakieś marzenia nie
        związane z drugą osobą? Piszesz, że marzysz by wtulić się w męża.
        Rozumiem, że brakuje Ci ciepła i miłości, ale pomyśl na chwilkę o
        tym co innego sprawia Ci przyjemność. Spacer z przyjaciółką, kino,
        kawa w kawiarni? Co lubisz robić? Podróżować? Czytac? Odkryj co to
        jest i przestań myśleć o innych. Teraz Ty jesteś najważniejsza.
        Szczęsliwa, roześmiana Ty to szczęśliwi ludzie obok Ciebie, więc to
        dobra droga. Piszesz, że chcesz być szczęśliwa... i z takim
        nastawieniem będziesz, gwarantuję Ci to. Traktuj teraz siebie jak
        królową, rozpieszczaj się. Jesteś mądrą, wspaniałą kobietą. Teraz
        nie szukaj następnego mężczyzny, bo spragniona milości, bliskości
        jesteś łatwym łupem dla różnej maści wykorzystywaczy. Daj sobie sama
        dużo miłości. Zastanów się czego naprawdę pragniesz w życiu poza
        facetem i próbuj to osiagnąć. Rozwijaj się, a odpowiedni facet zjawi
        się w odpowiednim czasie. I nie będzie plastrem na samotność.
        Wspaniale, że jesteś juz silna na tyle, by przerwac ten niszczący
        Cię układ. Zastanów się co możesz zrobić, by nie widywać teraz męża.
        Może wyjazd do rodziny? Odpocznij, nabierz sił. Nie wiem dlaczego
        mąż nie chce się wyprowadzić, ale może uda Ci sie go przekonac
        jakoś? Nie możesz sama go wyrzucić, z tego co mówi adwokat, ale
        jeżeli masz dowody na jego romans (a jak nie masz to zdobądź) to
        chyba masz prawo wystawic mu walizki za drzwi? Byłoby najlepiej,
        gdyby pan się ulotnił jak najszybciej z Twojego zycia jak zły sen.
        Ale nie rozpamiętuj swoich krzywd. Było, minęło, nic juz z tym nie
        zrobisz, możesz to tylko pozytywnie wykorzystać to czego się
        dowiedziałaś. A dowiedziałas się, że nie warto o sobie zapominać.
        Uda ci się wszystko doskonale, czuję to. Pozdrawiam i trzymaj się
        ciepło.
        • dalliletka Re: Zdradził i nie chce odejść. 19.04.08, 23:54
          Dziękuję Ci za te słowa.Pięknie napisałaś.
          Byłam wtedy młoda i postawiłam sobie za cel-być dobrą żoną i dobrą
          mamą.Robiłam wszystko,żeby dom lśnił,mąż był zadowolony i dzieci
          szczęśliwe.I ja byłam szczęśliwa.Naprawdę.Spełniłam się jako żona i
          matka.Z tego jestem dumna.
          Mam swoje hobby,piękne hobby,staram się je realizować jak tylko
          mogę.Krok po kroku udaje mi się spełniać moje
          marzenia,plany,zachcianki.Nie zapomniałam tak do końca o sobie.To
          mąż zapomniał o mnie.
          Zawsze mi się wydawało,że małżeństwo to partnerstwo,że będziemy
          razem ciągnąć ten wózek w jedną stronę.Niestety wózek się
          rozleciał...
          Kiedyś przed ślubem byłam szczęśliwą,roześmianą dziewczyną.Ludzie
          kochali mnie za radość jaka ze mnie biła(tak mówili)i za to pokochał
          mnie on.Chciałam zarazić go moją radością,uśmiechem,ale on nie
          chciał.Nie chciał się ze mną cieszyć z życia.Mój uśmiech w końcu
          zgasł...na długo...ale nie na zawsze.Wierzę,że szczęście jeszcze
          uśmiechnie się do mnie,bo sobie na nie zasłużyłam.Całym moim życiem.

          Moim najbliższym planem,marzeniem jest pozbyć się go z domu.Jestem
          już na tyle silna,że mogę z nim porozmawiać i postawić warunki.
          Następny punkt to wygrać rozwód.
          A potem będę już tylko szczęśliwa...inna opcja nie wchodzi w grę;-))

          Znam już termin pierwszej rozprawy-14 maja.
          Trzymajcie za mnie kciuki:-))

          Pozdrawiam.
    • dalliletka Czy mam się bać? 22.04.08, 21:46
      Witajcie.
      Mój szanowny małżonek odebrał pozew.Powiedział mi,że nic mi się nie
      należy.A w sądzie wszystko przegram.I mieszkanie(nasze wspólne) i
      alimenty na mnie.
      Nawet nie mam siły płakać.Ja już chyba nie mam wogóle łez.

      To co on mi zarzuca to:
      -Nie dbałam o niego-codziennie prasowałam koszule,jedną
      służbową,jedną cywilną.Przebiera się codziennie,bo ma straszliwie
      śmierdzący pot i nerwową pracę.Codziennie szykowałam kanapki do
      pracy.Codziennie gotowałam dwa dania na obiad(uwielbia dużo
      mięcha).Codziennie stałam w oknie i tęskniłam za nim.Odgrzewałam
      obiadki nawet o pólnocy.Prałam co drugi dzień,czasami
      codziennie,albo nawet dwa razy na dzień.Spędzałam z nim czas tak jak
      on lubi.Nauczyłam go kontaktu z synem.Pilnowałam by przynajmiej na
      imieniny zadzwonił do swojej mamy.

      -Że nie sprzątałam-ja wolę raczej utrzymywać porządek niż wiecznie
      sprzątać.I tak sprzątałam codziennie,bo on nigdy nie odłożył żadnej
      rzeczy na swoje miejsce.Jego ubrania to prawie przyrosły do fotela
      na środku pokoju.W łazience tak syfił,że brzydziłam się po nim
      wchodzić.Zanim skorzystałam z czegokolwiek to musiałam to umyć.Nigdy
      nie opłukał wanny po sobie.A gdy prosiłam,żeby opłukał po
      dzieciach,to nie zrobił tego.W moich szafkach jest wszystko
      poukładane,a u niego jedna wielka mamałyga.Układałam od czasu do
      czasu,ale przestałam,bo nie szanował mojej pracy.

      -Że nie dbałam o siebie-dbałam w miarę możliwości.Codziennie jestem
      umyta,umalowana,mam ładny fryz.Zawsze lubiłam się ładnie ubrać.W
      domu nigdy nie chodziłam w byle czym,w przeciwieństwie do niego-
      chodził w obwisłych spodniach i byle jakiej podkoszulce-nawet na
      Wigilię nie chciało mu się przebrać.

      -Że nie dbałam o dzieci-twierdzi,że nie kupowałam im
      jogurtów,owoców.To niby miałam mu się tłumaczyć co dzieci jedzą?
      Jogurt był kupiony rano,zjedzony,potem śmieci wyrzucone,ale on tego
      nie widział bo go nie było w domu.Dzieci mają świadectwa z
      paskiem,bo ja siedziałam z nimi i pomagałam w lekcjach,on nic się do
      tego nie przyłożył.Wręcz przeciwnie-często naciągał syna do
      obejrzenia filmu na dvd wtedy,gdy syn uczył się do
      sprawdzianu.Tłumaczenia,że syn ma lekcje nic nie dawały.

      -Że śmieci nie wyrzucone-owszem były nie wyrzucone,wtedy gdy ja i
      dzieci chorowaliśmy.Ani ja,ani tym bardziej dzieci nie mogły iść do
      śmietnika.On przychodził o północy i robił mi przegląd,czy
      posprzątałam,pozmywałam,itp.A gdy leżałam z gorączką i nie miałam
      siły ani posprzątać,ani ugotować obiadu to mnie opieprzał,że ciągle
      choruję...

      -Że on lepiej by gotował-moje dzieci to niejadki i muszę często
      stawać na głowie,żeby cokolwiek zjadły,a obiady tak musiałam
      kombinować,żeby on się najadł i dzieci jako tako.Bo przecież dla
      każdego z osobna ne będę gotować.

      -Że nie chciałam iść do pracy-chciałam.Ale wspólnie ustaliliśmy,że
      dzieci są ważniejsze od kasy.Zresztą moja młodsza córka ma pewną
      wadę.Ona mdleje.Zemdlała już ok.60 razy.Tyle razy miałam ją nieżywą
      na rękach.Nie chcieli jej przyjąć do szkoły.Miała mieć indywidualne
      nauczanie.Nie zgodziłam się.Poprosiłam pediatrę o zezwolenie
      chodzenia do szkoły.Nauczycielka wpadała w panikę,gdy widziała,że to
      zaraz może się stać i dzwoniła po mnie.Prawie frunęłam do szkoły...

      -Wmawia mi,że go nie kochałam-to chyba ja kochałam go dłużej niż on
      mnie...

      -No i ostatnia sprawa-że go wypier...tentego z łóżka.Nie pozwoliłam
      się poniżać.Ani w dzień,ani w nocy...Mówił,że jestem jego żoną to
      muszę...i mam się cieszyć,że on taki grzeczny,bo inny to by mnie o
      kant stołu,itp,itd...

      -Rok temu miałam wypadek-byłam skrajnie wyczerpana,poziom żelaza 17-
      norma jest od 49 do 150.Zemdlałam.Rozbiłam sobie głowę.Założyli mi
      cztery szwy.Miałam wstrząs mózgu.A on w tym czasie wyjechał z
      kochanką na wczasy na tydzień.Przecież mogło mi się coś stać,mogłam
      dostać jakigoś krwiaka,wylewu,mogłam nawet umrzeć.Nie interesowało
      go co by się stało w tym czasie z dziećmi...

      Teraz chodzi dumny jak paw.Jest pewny,że on wygra...

      Jak myślicie?Przegram w sądzie?
      Jak wogóle mam się bronić przed nim?

      Do rozprawy nie mam zamiaru z nim rozmawiać.Szkoda mi nerwów.

      Aha-on nie ma zamiaru się wyprowadzić-jak mi się nie podoba to ja
      mogę się wynieść...

      W międzyczasie dowiedziałam się,że kochanek miał już kilka...

      Kochane,bardzo dużo mi pomogłyście na początku.Dzięki forum stanęłam
      jakoś na nogi.Pomóżcie jeszcze raz...
      • kicia031 Re: Czy mam się bać? 22.04.08, 22:11
        Nie ma mowy, by sad nie uznal winy faceta, ktory wielokrotnie, regularnie
        zdradzal zone. Wobec jego wyczynow zarzuty wobec ciebie sa wrecz smieszne - na
        zasadzie: ty mi obciales noge - a ty mi zlamalas paznokiec, suko.
        • dalliletka Re: Czy mam się bać? 22.04.08, 22:32
          Kicia-podziwiam cię za twoje riposty-krótko i dosadnie.

          Złożyłam pozew z orzeczeniem jego winy nie tylko za zdradę,ale za
          całokszkałt,za to wszystko co opisałam na forum i jeszcze
          więcej...Mam tylko marne dowody na ostatnią kochankę.O poprzednich
          wiem tylko z plotek...Czy sąd uwierzy w moje słowa?A co jeżeli on
          wszystkiemu zaprzeczy i sąd uwierzy jemu?
          • jusia_79 Re: Czy mam się bać? 22.04.08, 23:30
            Na pewno jest ktoś kto go widział z kochanką, bilingi z
            telefonami,może rachunki za prezenty dla kochanki. teraz musisz
            zgromadzić jak najwięcej dowodów, i świadków na to jak Cię
            traktował.Dasz sobie radę tylko się nie poddawaj, bądz silna i dokop
            temu gnojkowi, aż mnie trzęsie jak czytam Twój post co on sobie
            myśli, że jest Bogiem, na moje to się boi i próbuje Cię zastaszyć
            żebyś się wycofała.Nie daj się, życzę powodzenia
            • dalliletka Re: Czy mam się bać? 23.04.08, 00:24
              On się potrafi pięknie kryć.Kochankę ma z sąsiedniego miasta.Cwany
              jest,tam nie ma znajomych.Mam trochę dowodów,ale nie wiem czy
              wystarczą.Szukam dalej.Nawiązuję kontakty z ludźmi,którzy coś wiedzą
              i mogą mi pomóc.
              On ze mną gra...wiem,ale nie wiem o co mu chodzi...
              Wiem,że codziennie jest u niego służbowy prawnik.On mu doradza.Tylko
              ciekawe co?Co oni knują?
          • kicia031 Re: Czy mam się bać? 23.04.08, 09:34
            Mam tylko marne dowody na ostatnią kochankę.O poprzednich
            > wiem tylko z plotek...

            Ale pisalas wczesniej, ze powiedzial otwarcie twoim rodzicom, ze ma
            i za inni taz zyja po kolkanascie lat? Czyli sam sie przyznal osobie
            trzeciej, ktora moze byc swiadkiem, prawda?

            A nie mozesz poprosic kogos znajomego, zeby za nim pojechal?
            • dalliletka Re: Czy mam się bać? 23.04.08, 10:03
              No tak ,przyznał się do tego i do kilku innych jeszcze spraw.
              Mama będzie moim świadkiem.
              Ciągle szukam innych świadków.Jego znajomi wiedzą o kochankach,ale
              nikt nie chce zeznawać w sądzie.Myślę o śledzeniu go,ale co to mi da?
              Poznam tylko adres.To wystarczy?

              Kicia zajrzyj za chwilę na pocztę,proszę.
              • jusia_79 Re: Czy mam się bać? 23.04.08, 16:39
                A może prywatny detektyw by pomógł?miałabś dowody zdjęcia, jak z
                Tobą pogrywa to zacznij grać, nie daj się..pozdrawiam
                • dalliletka Re: Czy mam się bać? 23.04.08, 18:47
                  Przed chwilą dzwoniłam do prywatnej agencji detektywistycznej.......
                  nie stać mnie...
                  Szukam chętnego wśród znajomych...ale kiepsko mi idzie...chyba wezmę
                  taksówkę i aparat...

                  Dzisiaj grzecznie przyszedł do mnie i prosił o rozwód bez orzekania
                  winy,ale na jego warunkach...ech...
                  • jusia_79 Re: Czy mam się bać? 23.04.08, 19:36
                    A z jakiego miasta jesteś?
                    • dalliletka Re: Czy mam się bać? 23.04.08, 22:13
                      Gdynia
    • dalliletka jednak mam się czego bać... 22.05.08, 19:01
      Witajcie.
      Jestem już po pierwszej rozprawie.Mężulek przyszedł z
      adwokatką.Sędzina tak zakręciła moim mężem,że biedaczysko przyznał
      się,że zdradza żonę,choć w odpisie na pozew napisał,że
      nie.Oczywiście on chce zgonić winę na mnie.
      Ja podtrzymałam swoje zarzuty.Twardo i stanowczo.I taka byłam pewna
      siebie,że nie dostałam adwokata z urzędu.buuuu

      Byłam też u prywatnego prawnika.Dowiedziałam się,że sędzia może mnie
      oskarżyć o to,że pozwoliłam dzieciom żyć w takim związku.Nie
      ważne,że chciałam ratować małżeństwo,że chciałam,żeby dzieci miały
      ojca,że czekałam,aż mąż dorośnie,że kochałam go...To ja
      doprowadziłam do tego,że dzieci nie chcą być z takim
      tatą....paranoja...Mogą mi ograniczyć prawa rodzicielskie....
      Jestem załamana.........
      Gdzie jest sprawiedliwość?.......
      • emli7 Re: jednak mam się czego bać... 22.05.08, 20:38
        Ograniczyć prawa rodzicielskie T o b i e?
        I niby komu dac tę część praw? Eksowi czy kuratorowi?
        Kupy mi sie to nie trzyma, ale cóż, nie mam doswiadczenia, jestem
        wprawdzie po rozwodzie, ale moje pierwsze małżeństwo było bez
        dzieci, wiec to w ogóle było szast prast.
        Jedyne, co moge powiedzieć, to że trzymam mooocno kciuki. Na
        szczęście rozwody mają do siebie to, ze się finalizują, kiedyś w
        końcu i zaczyna się nowe życie. Oby lepsze.
        A co do twojej córki - mam dziwne, niejasne przeczucie, ze bez
        stresujacego tatusia szybko przestanie mdleć.
        Ściskam mocno i powodzenia!
      • kicia031 Re: jednak mam się czego bać... 22.05.08, 21:31
        Nie wierze, by ktokolwiek mogl cie o cokolwiek oskarzyc. adwokat raczej
        przesadza, najpewniej chce, bys skorzystala z jego uslug. #

        Badz twarda i nie daj sie draniowi, jestesmy z ciebie dumne i trzymamy kciuki.
      • papryczka.chili Re: jednak mam się czego bać... 23.05.08, 08:25
        mogą rozmawiać z dziecmi ale wątpie by Ci ograniczli prawa , przecież Ty jestes
        matką a on sie nimi nie interesował
      • dudek1980 Re: jednak mam się czego bać... 24.05.08, 00:50
        Hej

        Rozumiem, że zwolnili Cię z kosztów postępowania? Bo jeśli tak to nadal masz
        prawo domagać sie pełnomocnika z urzędu!!!

        1. w terminie 7 dni (jesli ogłoszenie było 21 maja to termin liczy sie od 22 i
        upływa 28 maja - nadaj na poczcie polskiej lub złóż osobiście do sądu
        OKRęGOWEGO- !!!)od ogłoszenia postanowienia o odmowie przyznania pomocy prawnej
        z urzędu złóż na nie zażalenie z zarzutem naruszenia art. 117 par. 4 kpc - tj.
        sąd przyznaje pełnomocnika z urzędu, gdy widzi taką potrzebę. Piszesz dane
        adresowe W TAKI SPOSóB:

        Do
        Sądu Apelacyjnego
        za pośrednictwem Sądu Okręgowego (nazwa i adres twojego sądu)

        ALE Złóż DO OKRęGOWEGO;
        jeśli jesteś zwolniona od kosztów od razu naklej znaki sądowe za 30 zł (mimo, że
        jesteś zwolniona z kosztów!!!)
        Niniejsza sprawa rozwodowa jest ze względu na sytuację małżonków i istniejące
        między nimi spory co do każdej kwestii bardzo skomplikowana - istnieje tu
        zarówno spór co do winy i konieczność wykazania faktów, to potwierdzających ją,
        jak i konieczność ustalenia alimentów, zatem wykazania potrzeb dzieci,
        konieczność ewent. zabezpieczenia ich bytu na czas postępowania, o których Ty
        słyszałaś (możesz tak napisać) ale nie znasz ani ich przesłanek ani zasad
        ustalania, co może doprowadzić do faktycznej niemożności Twojego działania.
        Zgodnie z orzecznictwem Sądu Najwyższego: Wniosek taki (tj. o przyznanie
        pełnomocnika)podlega uwzględnieniu wówczas, jeżeli w ocenie sądu udział
        profesjonalnego pełnomocnika procesowego jest potrzebny (art. 117 § 1 k.p.c.).
        Sytuacja taka może zachodzić wtedy, gdy nieporadność strony prowadzi do tego, że
        przy faktycznym lub prawnym skomplikowaniu sprawy nie jest ona w stanie
        wykorzystać prawnych możliwości prawidłowego jej prowadzenia.

        Ty nie jesteś prawnikiem i w zw. z powyższym nie znasz zasad ani możliwości
        dowodzenia swoich praw, wykazywania okoliczności ważnych dla postępowania o
        rozwód. Z tego względu wnosisz o przyznanie pełnomocnika z urzędu.

        2. jeśli się nie uda pędź (!!!) do jakiejś kobiecej organizacji, która pomaga w
        tego typu sytuacjach i ma prawników SAMA NIE DASZ RADY NIE MA MOWY!!!! i nie
        chodzi tu o Twoją inteligencję, ale właśnie skomplikowaną materię
        prawniczą!odbiorą Ci mieszkanie i dzieci - sąd bada dobro dziecka, ale...pytanie
        jak to dobro pokaże mąż (j.w. - zdobądź prawnika)

        3. z tego co piszesz mąż zdradzał i robił długi n arzecz JEJ, to świństwo ale
        tera zTwoja kolej na świństwa - przejrzyj jego papiery, dokumenty , wszystko i
        znajdź dowody, ze zaciągał pożyczki, których nie widziałaś na oczy, zdjęcia z
        innymi kobietami, zdjęcia z imprez, wszystko co pomoże Ci go obsmarować -
        skseruj, zeskanuj cokolwiek

        4. szukaj świadków - rodzinę, znajomych, psiapsióły - aale zanim wezwiesz je n
        aświadka niech Ty czy prawnik "przesłucha" te osoby Czasem ludzi ewiedzący
        wszystko o sprawie na sali wygadują na sali takie bzdury, że przegrywasz

        Koniecznie wnieś to zażalenie!!!
    • papryczka.chili Re: Zdradził i nie chce odejść. 23.05.08, 08:24
      Trafiłaś na głupiego Typa.

      Zycie da mu takiego kopa ze zobaczysz.A ty idz i zrób coś dla siebie
      zacznij zyc!!!!
      • dudek1980 Ty daj mu kopa, ale czytaj moj post!!! 24.05.08, 00:51
        I spokój, spokój Jesteś skałą, ostoją i opką Twoich dzieci i Twoją Idź na jogę,
        spacer, gdy on wraca Skała - Dasz radę!!!
        • dalliletka Re: Ty daj mu kopa, ale czytaj moj post!!! 26.05.08, 11:07
          Dzięki,dziewczyny za wiarę we mnie...

          Dudek1980-dzięki za rady.Na zażalenie o adwokata jest już za
          późno.Rozprawa była 14 maja.Najpierw chciałam sama stawić czoła jemu
          i jego adwokatce,ale dla świętego spokoju moich rodziców wynajęłam
          prywatnego adwokata.Dostałam od nich pieniądze,bo sama nie mam ani
          grosza.
          Pozostałe rady baaardzo mi się przydadzą i napewno skorzystam.

          Teraz jestem nieugięta,twarda jak skała,a jeszcze kilka miesięcy
          temu dawałam mu się zdeptać.To on robi się teraz malutki jak
          robaczek...

          Wiecie co,w odpisie na mój pozew napisał same bzdury,same
          kłamstwa.Wszystko to co ja mu zarzucam od wielu lat on zrzucił na
          mnie.To stawia mnie w bardzo złym świetle.Muszę zdobyć dowody i
          świadków,że było inaczej.Mam zamiar walczyć o sprawiedliwość.
          Wygram?Wygram...wierzę w to coraz bardziej.
          Już nie boję się prania brudów.Tyle lat prałam jego brudne
          skarpetki,że jeszcze jedno "pranie" więcej jakoś zniosę...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka