Dodaj do ulubionych

Proszę o radę...

20.03.08, 15:04
wszystkich którzy oczekują maleństwa albo maja małego bobaska w domu.
Mój partner od zawsze marzył żebyśmy mieli dziecko. Właśnie
spodziewamy się dziecka (5 miesiąc) i jestem rozczarowana,
rozgoryczona jego zachowaniem. Spodziewałam się ze będzie dbał o
mnie, troszczył się. Niestety to ja dźwigam wszystko na swoich
barkach. Obydwoje pracujemy ale to ja sama płace za swoje wizyty u
lekarza, badania, lekarstwa. Na mojej głowie są zakupy związane z
łóżeczkiem, cala wyprawką, z wyborem szpitala, szkołą rodzenia.
Mojego partnera interesuje tylko zakup nowego samochodu, wizyty po
rodzinie, odpoczywanie na kanapie, gazety motoryzacyjne. Nie ma mowy
żeby on przeczytał czy gazetę czy książkę związana z narodzinami
dziecka. Próbowałam poruszać temat, ale zawsze kończyło się to
sprzeczką. Podsuwałam lektury pod nos, raz udało się siłą zaciągnąć
jego do sklepu dla dzieci. Ostatnio powiedział żebym przestała
marzyc o wózku bo on pójdzie i kupi pierwszy lepszy a jak będzie
dziecko to wózek będzie w piwnicy bo on nie zamierza dźwigać wózka
na 4 piętro (blok bez windy). Nie mam już siły z nim walczyć. Myślę
o przeprowadzce do moich rodziców (którzy mieszkają 20km od nas).
Proszę o radę co dalej robić? Jak wasi mężczyźni zachowywali się gdy
wy byłyście w ciąży?
Obserwuj wątek
    • maxxt Re: Proszę o radę... 20.03.08, 15:09
      wiac.
      pan che bobaska ale jednoczesnie nie wykazuje najmniejszej checi jakiejkolwiek
      zmiany swego zycia. to niestety niemozliwe oczekiwania. dziecko zmienia zycie
      diametralnie. w wiekszosci aspektów.
      wyjasnij panu jasno czego oczekujesz. jesli nie bedze realnych dowodów ze do
      niego dotarło i wykazuje chocby chec zmiany- daj sobie spokój. załóz sprawe o
      alimenty i układaj włąsne zycie na nowo.
      • m_zonka Re: Proszę o radę... 20.03.08, 15:43
        Jak dla mnie to tez sytuacja nie do pomyslenia. Mój mąż uczestniczył
        i uczestniczy dosłownie we wszystkim, co tyczy się naszego synka od
        samego początku. Nie wyobrażam sobie takiej sytuacji jak Ty.
        Ale myśle sobie tak: póki ty dźwigasz wszystko na barkach, póty Twój
        partner ma na to przyzwolenie - bo dajesz mu informacje
        9postępowaniem, nie słowem, bo slowa na niego nie dzialają, że tak
        jest normalnie i tak być może. pozwalasz mu na jego
        nieodpowiedzialność. Dlatego postawiłabym sytuacje krótko i zwięźle:
        albo zmiana albo do widzenia i konsekwencja we własnym postepowaniu.
        Byc może jest też tak, ze on w taki sposób przystosowuje się do tej
        nowej sytuacji, nie wie, o co w tym wszystkim chodzi i to
        taka "reakcja obronna".
        • gradowa_chmura Re: Proszę o radę... 20.03.08, 17:33
          czasami tak jest że mężczyźni podchodzą do pewnych spraw nieco
          inaczej. może jeszcze nie czuje że to już, dziecko jest w brzuchu i
          jak każdy facet on ma jeszcze dużo czasu na wszystko... może jeszcze
          nie dotarła do niego myśl że będzie ojcem i zachowuje się jak tylko
          mąż. mojego M jakoś niespecjalnie interesowały sprawy zakupów,
          chodził bo musiał:) tylko że mój to wróg wszelkiech "zakupowych
          spacerów"... ja np. pytałam czy to czy tamto mu się podoba, jak
          oglądałam katalogi. nigdy nic sam nie kupił i pewnie nie kupi, bo
          jak sam mówi nie będzie ryzykował, bo mi i tak nikt nie dogodzi;)
          patrząc z perspektywy czasu, popełniłam podstawowy błąd pokazując że
          daje rade ze wszystkim, a mojemu M było z tym wygodnie, ale
          wystarczyło nim porządnie potrząsnąć, dać tzw. kopa... czasami
          trzeba być egoistą i walczyć o swoje dobre samopoczucie.
          • kompolanta Do gradowej_chmury 20.03.08, 18:40
            Kilka razy udawałam przysłowiową sierotkę Marysię,zapominalam o
            zakupach do domu,o rachunkach,itp.Moj M nagadal się jak poszedl na
            zakupy,albo kupil nie to co mialobyc,albo jak ostatnio zadzwonil po
            swojego tate zeby przywiozl nam zakupy bo M zapomnial kupic.Moj M
            jest wegetarianinem wiec jak idzie na zakupy mysli tylko o serze i
            dzemie a to ze ja potrzebuje miesa to jego nie interesuje.Jak sobie
            nie kupilam wędliny czy kotleta na obiad to "nie mialam co jeść".
            Jak zaczne tylko coś wspominać o dziecku to slysze od niego "jakoś
            to bedzie".Dlatego wczoraj sie ostro poklocilismy,wygarnelam co mi
            lezalo na watrobie.A on dziś zachowuje jak gdyby nic sie nie stalo.
            • uli Re: Do gradowej_chmury 21.03.08, 15:33
              Wiesz, tez do niedawna nie jadlam miesa (do czasu kiedy okazalo sie ze moj
              dzidzius ma alergie na bialko krowie i sojowe i musialam zaczac jest kurczaki,
              bo nie mialam innego zrodla bialka, ale cala ciaze bylam bez miesa - tylko ryby
              jajka sery itp i dzidzius jest duzy i zdrowy - procz tej alergii ale to GENY) -
              i tez raczej nie kupowalam partnerowi miesa itp, cofalo mnie przed sklepem
              miesnym. Czasem pakowaną szynke czy kielbase. On tez tego ode mnie nigdy nie
              wymagal, zebym chodzila mu kupowac sznycle czy wedliny. Sprobuj uszanowac
              uczucia i przekonania Twojego partnera.
              • die_blume Re: Do gradowej_chmury 02.04.08, 11:10
                no tak, ale to ona jest w ciąży, a nie on, i to może ona czasami źle się czuje i
                chyba ma prawo oczekiwac, by szanowny pan małżonek zrobił jej zakupy...ma prawo
                liczyc na niego i na nim polegac.Robienie zakupów tylko dla siebie, gdy ma się
                zonę w ciązy, to zwykły egoizm i tyle.
    • uli Re: Proszę o radę... 20.03.08, 21:38
      Może on jest nadal w szoku, że bedzie ojcem.
      Spróbowałabym jednak nie dociskać do muru. Zapisałabym się na szkołę rodzenia i
      chodziła tam z kolezanką. Prosiłabym innych o pomoc. Pokazałabym mu, że sobie radzę.
      To wygląda jak jakiś protest. Nie wiem, może miał trudne dzieciństwo? Może miał
      koszmarnego ojca i boi się, że stanie się taki sam??
      Zostawiłabym sprawę w spokoju na jakiś czas, pokazała, że radze sobie sama,
      jeśli on chce być tatą, to na pewno jego ojcostwo sie "ujawni". Może on jest
      spanikowany, że nic nie czuje prócz przerażenia? Daj mu czas. Jeśli jesteście
      przyjaciółmi i się kochacie, to na pewno z Tobą o tym porozmawia. W stanie
      kłótni nie da się nikogo do niczego przekonać. W kłótni nie chodzi o pojednanie.
      Wiem, że na pewno jest Ci ciężko, dla Ciebie to przecież też ogromna zmiana.
      Jeśli nadal kochasz partnera i ta zmiana na gorsze nastąpiła teraz, gdy zaszłaś
      w ciążę, to dałabym mu szansę, bo to najprawdopodobniej jakieś nierozwiązane
      problemy z rodzicami.
      Jeśli to dla Ciebie za ciężkie, to może faktycznie powinnaś na jakiś czas
      odpocząć od sytuacji, pomieszkać u rodziców. Oboje sobie odpoczniecie.
    • aandzia43 Re: Proszę o radę... 21.03.08, 15:42
      A czy jest coś, co on ROBI? Bo już wiemy, czego nie robi?
      Jeśli pytasz, jak się zachowywali nasi mężczyźni w okresie oczekiwania na
      potomka, to odpowiadam: mój na pewno nie tak. Nie był zachwycony ciążą, nie była
      ona planowana, ale jak już ciąża była, to stanął na wysokości zadania. Starał
      się, jak umiał najlepiej. Prawdziwy facet nie gada, prawdziwy facet działa. W
      jedną, albo w drugą stronę.
    • kol.3 Re: Proszę o radę... 21.03.08, 18:49
      Wydaje mi się że Twój partner jest jednak niedojrzały. Taka postawa
      mężczyzny gdy kobieta jest w ciąży do rzadkości nie należy. Zero
      pomocy w domu, chowanie głowy w piasek. Co więcej może być tak samo
      albo i gorzej po urodzeniu dziecka. Musisz panem potrząsnąć, wymagać
      od niego, nie brać na siebie za dużo, nie bawić się w siłaczkę,
      pokazywać mu palcem co ma być zrobione. Czeka Cię ciężka praca u
      podstaw, długa i żmudna. Może nie być przyjemnie, ale jeśli dużo Was
      łączy, jest nadzieja, że partner się dostosuje.
    • karolach77 Re: Proszę o radę... 21.03.08, 19:20
      Mój też marzył o dziecku. Gdy zaszłam w ciążę razem chodziliśmy na
      USG, do szkoły rodzenia. Był ze wszystkim na bieżąco. Nieraz
      zwalniał się z pracy, bo pracuje do późna, by pojechać ze mną na
      zajęcia w szkole. Był przy porodzie, załatwił sobie zwolnienie żeby
      po powrocie do domu pomóc mi w opiece nad dzidzią.
      Jeżeli twój partner teraz nie wykazuje zainteresowania swoim
      potomkiem to obawiam się że po porodzie będzie jeszcze gorzej.
      Dziecko to przecież nie tylko przykry obowiązek dźwigania wózka, ale
      bezsenne noce, zmęczenie, kolki, zero seksu w połogu i zero
      nadskakiwania partnerowi(przynajmniej przez pierwsze miesiące - bo
      nie ma na to czasu i siły).
      W ciąży takie jego zachowanie można jeszcze z trudem tolerować, ale
      zastanów się czy stać cię będzie na to po porodzie...
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: Proszę o radę... 23.03.08, 20:59
      Nie byłabym aż tak pesymistyczna jak Pani i inne Panie w tym wątku,
      choć rozumiem, że Panią zachowanie partnera boli i rozczarowuje.
      Jedna uwaga natury ogólnej. Bardzo i to pozytywnie zmienił się
      stosunek mężczyzn do ojcostwa. Mężczyźni chętnie i z własnej woli
      oraz nowoodkrytej potrzeby chcą uczestniczyć w świadomym
      rodzicielstwie. Stało się to z wielu powodów: porodów rodzinnych,
      partnerskiego stylu życia, oglądania dziecka już w ciąży podczas
      USG, postaw kobiet,rozmaitych akcji społecznych, wzrostu
      świadomości społecznej itp. Mnie się to bardzo podoba i z
      przyjemnością tę zmianę obserwuję. Ale trzeba pamiętać, że nie
      wszyscy mężczyźni w równym stopniu i równie szybko oraz bezboleśnie
      przyjmują takie nowości. Niektórym wydaje się to niemęskie, innych
      to nuży lub nie interesuje , jeszcze inni czują się przestraszeni
      nowymi wymaganiami lub mają swój plan na przyszłość, o którą nie
      zaczynają się matwić tak szybko jak kobiety. Jeszcze inni mają
      głęboko zakodowane inne wzorce, i trudno się zmieniają.
      Kobiety są chłonniejsze na zmiany i szybciej na nie reagują. Nie
      mogą się pogodzić z tym, że mężczyźni nie dotrzymują im kroku i
      jeśli tak się dzieje natychmiast przystępują do negatywnej oceny,
      co jak wiadomo nie polepsza sytuacji.
      Wymaganie, aby każdy mężczyzna z ochotą i szczerym zainteresowaniem
      rzucił się na podsuniętą mu książkę o rozwoju niemowlęcia może być
      skazane na porażkę.
      Nie należy natychmiast źle oceniać mężczyzny i już rozmyślać o
      porzuceniu go, jeśli nie wykazał zainteresowania tak jeszcze dla
      niego abstrakcyjną istotą. Wiem, że są inne pozytywne przykłady,
      ale co z tego.
      Może zamiast mnożyć pretensje ( słuszne z punktu widzenia kobiety )
      trzeba zindywidualizować medotę działania i dobrać ją do konkretnego
      partnera.
      Może zamiast o niemowlakach podsunąć mu " "Dziennik ciężarowca"
      Tomasza Kwaśniewskiego, zabawną książeczkę napisaną przez mężczyznę
      i z męskiego punktu widzenia, o czasie ciąży jego żony. Jest tam
      sporo nie tylko o przyszłym dziecku ale i o kobiecie w ciąży, no a
      przede wszystkim o mężczyźnie i jego dylematach.
      Może skierować jego uwagę na problemy edukacji i stymulowania
      rozwoju dziecka. To tak męska działka.
      Proszę pamiętać, że niektórzy mężczyzni czują się ojcami po
      porodzie. Jeszcze inni w trzecim roku życia dziecka. Jest różnie.
      Warto wymagać, warto się dogadywać, warto zaszczepiać nowe trendy,
      ale trzeba też wykazać cierpliwość i zrozumienie dla kogoś, kto
      nie jest prymusem w tym wzgledzie. A to jest ojciec Pani dziecka a
      na dokładkę nie wymyślono jeszcze skutecznej metody aby mieć dzieci
      bez zupełnego udziału mężczyny. Myślę, że nie będzie źle.Agnieszka
      Iwaszkiewicz
    • ask29 Re: Proszę o radę... 25.03.08, 10:03
      Byłam w podobnej sytuacji, niektórzy mężczyżni (jak mi powiedział
      mój były mąż) potrzebują czasu, aby dojrzeć do ojcowstwa. Czasem to
      zajmuje nawet 2 lata (tak jak to było w naszym przypadku).
      Słyszałam, że on nie chciał dziecka, a ja go do tego przymusiłam.
      Teraz jednak jest bardzo dobrym ojcem, kochającym i opiekuńczym,
      zawsze mogę na mim polegać, choć nasze małżeństwo się rozpadło.
      Zostałam sama z kilkumiesięcznym dzieckiem i widziałam, jak bardzo
      dziecko potrzebuje kontaktu z ojcem. Dlatego też, uważam, że nie
      należy pochopnie rezygnować z męża, tylko dać mu szansę i poczekać.
      Samotne macierzyństwo jest trudne, nie jest też łatwo ponownie
      ułożyć sobie życie, a dziecko nawet małe potrzebuje dwojga rodziców,
      pozdrawiam serdecznie i głowa do góry, wszystko się ułoży.
      • damap Re: Proszę o radę... 02.04.08, 12:10
        Fajny wątek, niczym z mojego życia. I w 100% zgadzam się z opinią
        eksperta. Daj facetowi czas, oni nie od razu stają się ojcami. To
        jest w niektórych egzemplarzach stopniowy i długi proces, uwierz
        mi. Tak było w moim przypadku. Nasze starania o dziecko to była
        wspólna decyzja. Kiedy zaszłam w ciążę mój świat zmienił się o 360
        stopni, jego wcale. Zaczęłam dobrze się odżywiać, rzuciłam palenie,
        nie piłam i... oczekiwaniam również od niego deklaracji, że np.
        rzuci palenie, myślałam, że moja ciąża również zmieni jego tak jak
        mnie zmnieniła. Ależ byłam rozczarowana. Również wszelkie broszurki
        i książki o ciąży i dziecku miał głęboko w d... Gdy poraz pierwszy
        poczułam kopniaki dzisiusia rozpłakałam się, on oczywiście nic nie
        czuł i patrzył na mnie jak na jakąś rozhisteryzowaną babę. Gdy
        wspominałam o rodzinnym porodzie mówił, że nie decyduje się na to.
        Z trudem udało mi się go namówić na szkołę rodzenia i muszę
        powiedzieć, że w naszym przypadku ta szkoła zmieniła coś w jego
        nastawieniu. Tam coś się ruszyło, zobaczył, że nie jest jedynym
        facetem będącym przy kobiecie i uczestniczącym w zajęciach, widział
        jak faceci również udzielają się, zabierają głos, zadają pytania.
        Na ostatnich zajęciach powiedział że zamierza być przy mnie podczas
        porodu- sam zdecydował- ja nie naciskała. Chociaż po pojawieniu się
        dziecka nie było również różowo i sam mąż przyznał, że nie dojrzał
        do bycia ojcem i wielkie "bitwy" toczyliśmy, teraz po 1,5 roku
        widzę naprawdę duże zmiany, chociaż jeszcze się docieramy i
        docierać chyba długo będziemy. Ale nie jest źle, mamy podział
        obowiązków w domu, mąż bardzo dużo mi pomaga, dobrze radzi sobie
        również w opiece nad naszym synkiem, mały wręcz go uwielbia. Nie
        mogę narzekać, chociaż wiadomo chciałabym jeszcze więcej i więcej
        zaangażowania, ale mogło być naprawde gorzej. Dlatego nie
        przkreślaj go od razu. Aha przyjrzyj się jaki model rodziny Twoj
        facet miał w swoim domy rodzinnym. U mnie to był klasyczny podział-
        jego mama kura domowa- sprzątaczka, kucharka, opiekunka, jego tata-
        facet pracujący i zarabiający na rodznie, ale po pracy siedzący
        przed TV i czytający gazetę. Dlatego taki model mógł wynieść z domu
        i dlatego nie widzi w ogóle żadnego problemu. Poza tym oczekiwania
        kobiet naszego pokolenia wzdlędem mężczyzn są chyba dużo dużo
        większe, niż naszych mam. Życzę dużo wytrwałości, cierpliwości i
        mam nadzieje, że wszystko dobrze się ułoży. pozdrawiam
    • kompolanta Re: Dziękuje Wam wszystkim 28.03.08, 10:55
      za słowa otuchy,za Wasze spostrzeżenia,za rady(dziekuje pani
      Agnieszcze Iwaszkiewicz).U mnie nadal kociol. Teść jak dowiedzial
      sie ze chodzimy do szkoly rodzenia to spytal sie mnie od kiedy to
      męzczyzna rodzi za kobiete?! Przeciez to babskie zajecie. Mój M i
      jego siostra mieli dobre dziecinstwo,ich rodzice sa bardzo zamozni,
      dzieci mialy wszystko.Przedwczoraj mielismy rozmowe o naszej
      przyszlosci,dowiedzialam sie ze on moze placic alimenty na dziecko a
      ja niech sobie znajde mezczyzne ktory bedzie sie troszczyl o mnie.
      Kupilam książke, ktora pani Agnieszka Iwaszkiewicz
      polecila "Dziennik ciężarowca". Uslyszalam ze kolejna makulatura w
      domu. Jestem skolowana. Od 5 lat jestesmy ze soba, na jesieni
      bylismy na wspanialych wakacjach i teraz nagle wszystko sie rozpadlo
      jak klocki.
      • kicia031 Re: Dziękuje Wam wszystkim 28.03.08, 11:02
        Ja mysle, ze wszystko sie pouklada. O ile ty bedziesz tego chciala,
        bo mozesz nie chceiec juz byc z facetem, ktory w tak waznym momencie
        nie stanal na wysokosci zadania... Ale to decyzja na pozniej.

        Rada natury organizacyjnej: zbieraj rachunki na wszelkie koszty
        jakie ponioslas w zwiazku z ciaza i przygotowaniami dla malenstwa -
        mozesz dochodzic sadownie zwrotu ich czesci, jesli sprawy pojda zle.
        Swiadomosc, ze jestes przygotowana na kazda okolicznosc doda ci
        pewnosci siebie.

        A tescia olej, coz za prostacka uwaga...
      • magdmaz Re: Dziękuje Wam wszystkim 28.03.08, 11:16
        A mnie się wydaje, ze Twój mąż ma trochę niedzisiejszą wizję ojcostwa.

        Słowa jego ojca sugerują, że w jego rodzinie nie ma mowy o współdziałaniu
        mężczyzny i kobiety przy wychowywaniu dziecka w dzisiejszym rozumieniu tego
        słowa. Czyli ze ojciec JEST, dziećmi się nie zajmuje, bo to NIE UCHODZI (a poza
        tym dzieci męczą), a dzieci darzą go szacunkiem na odległość. Jest wzorem do
        naśladowania i głową domu.
        Natomiast za swój rodzicielski obowiązek rozumie utrzymanie rodziny na takim
        poziomie finansowym, jaki zapewniał jego ojciec. Stąd tekst o alimentach. A
        dziecka chciał, oczywiście, przecież należy przekazać komuś swoje geny. Ja
        jeszcze przewiduję opieprz dla Ciebie, jeśli pierwsza urodzi się córka :)

        Sedno w tym, że tak funkcjonowało kiedyś mnóstwo związków, nawet w moim
        najbliższym otoczeniu. Kobiety - owszem - czuły się w tych układach nie do końca
        szczęśliwe czy zaspokojone, ale umiały to rekompensować innymi "zyskami"
        (finanse, pozycja społeczna) i przede wszystkim taka była norma, nie było się o
        co kłócić. Dziś natomiast kobiety (en masse - bo taka jest ogólna tendencja)
        oczekują czego innego i mają środki do egzekwowania tego "czego innego" -
        czasami też w sposób agresywny, co Pani Psycholog zauważyła w innym wątku.

        Nie wiem, co Ci można radzić. Polubić taki układ? Próbować zmieniać męża nadal?
        Poddać się i zgodzić na alimenty? :/

        A czy Twój mąż ma znajomych i przyjaciół, którzy są młodymi tatusiami i aktywnie
        uczestniczą w zajęciach z maluchem? Kąpią, przewijają, chodzą na spacery z
        wózkiem (założę się, ze dla Twojego męża to obelga dla mężczyzny), tarzają się
        po podłodze, budują z klocków? Moze warto zacieśnić kontakty z takimi rodzinami?
    • mala-beti Re: Proszę o radę... 02.04.08, 12:05
      Witam:)
      Dla mnie zachowanie twojego męża jest nie do pomyślenia!
      Skoro chciał dziecka i udało wam się ... to powiniem już teraz się
      zainteresować tobą i dzieckiem. Bo dzidziuś już jest, a nie pojawi
      się ot tak- za dziewięc miesięcy. I to co ty przeżywasz przeżywa i
      twoje dzieciątko: nerwy, stres, złość, radość. Czy on o tym wie?
      Zchowuje się jak leń, albo straszny egoista, który widzi tylko
      czubek własnego nosa.

      Pytasz jak zachowują się nasi mężowie.

      Jestem w ósmym miesiącu ciąży. Mój mąż od początku chodził ze mną do
      lekarza na badania, usg, kupował wszystkie potrzebne leki, kiedy
      ciąża była zagrożona, był codziennie po kilka godzin w szpitalu a
      leżałam 3tygodnie, a on musiał pogodzić pracę i jeszcze remont.
      Dbał o mnie cały czas i dba, nie pozwalał się denerwować (choć
      wiadomo kłótnie się zdarzły).
      A teraz? Kupuje ze mną ubranka- sam nawet wybiera:) - ostatnio nie
      mógł się oprzeći kupił czerwono granatowe body dla synka- bo
      stwierdził, że będą bardzo pasowały do dżinsów , które kupiliśmy
      wcześniej:) Łóżeczko i wózek niebawem, bo juro robi remont w małym
      pokoiku dla synka.
      To on "krzyczał na mnie" kiedy zaczynałam sprzątać, dźwignełam coś
      lub nie leżałam tak jak kazał lekarz.Mogłam liczyć na niego w każdej
      sytuacji, nie wyobrażam sobie żeby było inaczej.
      Bardzo jestem zadowolona z jego zachowania, jest czułym kochającym
      mężem, co codziennie mu powtarzam.

      Pokaz tego posta swojemu mężowi może coś zrozumie? Że nie jest tak
      do końca w porządku .. Jak można mówić o dziecku "jakoś to będzie" -
      jest albo bardzo nieodpowiedzialnym, albo bardzo niedojrzałym
      człowiekiem.

      Pozdrawiam cię bardzo serdecznie i mam nadzieję, że wam się ułoży.
      Zabierz go na usg, niech zobaczy swoją dziecinę, może obudzi się w
      końcu zakocha się w maleństwie:)
      A jeśli nie- jedź tak jak mówiłaś do mamy. Może to go otrzeźwi.
      Innego wyjścia nie widzę. Jako mężczyzna powinien wspierać swoją
      kobietę w ciąży, ale może to jeszcze chłopiec???
      Daj znać jak się sytuacja rozwinie...

      Pozdrawiam raz jeszcze. I głowa do góry:)

    • amelkalexi Re: Proszę o radę... 02.04.08, 12:11
      Coz, reakcje bardzo rozne, ale to normalne, bo kazdy ma inne
      doswiadczenia no i rozne charaktery... Moj malzonek nie glaskal mnie
      po brzuchu, nie biegal na usg, nie czytal ksiazek i gazet na temat
      ciazy itp i nie byl przy porodzie!!! Na pewno wiele z was mysli, ze
      jest "bee" Musze te z was rozczarowac. On okazywal radosc i troske
      inaczej. Poil soczkami, kupowal zdrowe rzeczy, wystarczylo ze
      zamarzylam o torcie smietankowym...od razu pedzil kupic. Ciesze sie,
      ze juz przestalam byc w ciazy, bo ciagle slyszalam: nie schylaj sie,
      nie podnos, nie kucaj, nie wchodz na drabine, nie rob
      tego...tamtego, poloz sie, odpocznij (po czym u diabla????jesli nie
      moglam palcem kiwnac??)Do dzis snia mi sie przerazone ekspendientki,
      ktore wpadaly w histerie, kiedy malzonek rozbieral kazdy wozek na
      czesci pierwsze, bo to ma byc bezpieczne, wygodne a ladne na samym
      koncu. Dzisiaj rozpieszcza corunie z tak zwanym zdrowym rozsadkiem.
      A co do oczekiwan partnerow, to w ktoryms poscie bylo, ze jak ja nie
      jadlam miesa, to mu tez nie kupowalam, albo on nie kupuje, bo tego
      nie je.... Co to u licha ma byc??!! U nas kazdy ma swoje upodobania
      i gdy robie zakupy to wszystkich uwzgledniam, tak samo maz. Co z
      tego, ze nie lubie kupnych budyniow??? kiedy moj maz i syn
      pochlaniaja je tonami?? Czy mam powiedziec, ze mnie to g...obchodzi??
    • chicarica Re: Proszę o radę... 02.04.08, 12:23
      Porady jakie tu przeczytałam rozłożyły mnie na łopatki.
      Wiecie co, dość już tego roztkliwiania się nad biednymi misiami, co to zrobiły
      dzieciaka, a potem im się nie chce NIC robić w związku z opieką nad nim. No
      patrzcie państwo, biedny miś nie będzie targał wózka, biedny miś przez DWA LATA
      miał problem z zaakceptowaniem potomka (niech zgadnę, przez dwa lata wokół
      potomka zaiwaniała matka?), na zakupy nie lubi (wiadomo, jedzenie i środki
      czystości same się przydźwigają do domu), a ciężarnej kobiecie proponuje, że
      będzie płacił alimenty, a ona niech sobie znajdzie kogoś kto się nią zaopiekuje?
      I wy takiego wieprza jeszcze usprawiedliwiacie? Takiemu facetowi należy się
      kopniak w dupsko na otrzeźwienie. To nie jest pięcioletnie dziecko, tylko
      dorosły człowiek, który powinien być gotów przyjąć na klatę konsekwencje swoich
      decyzji i działań, a nie roztkliwiać się nad sobą. Zwłaszcza że - jeśli dobrze
      zrozumiałam - dziecko jest chciane.
      Swoją drogą, teść który twierdzi że szkoła rodzenia jest dla bab, to też niezłe
      ziółko. Widocznie w rodzinie tego gościa to kobiety mają dzieci, a faceci są
      tylko dawcami spermy i ew. płatnikami alimentów. Żenujące jest to, że kobiety -
      w tym pani psycholog - bronią takich wieprzów. Ciekawa sprawa, że kobiety jakoś
      nie mają społecznego przyzwolenia na problemy z zaakceptowaniem potomka i na
      takie, które te problemy mają, mówi się że to wyrodne matki...
      Czas zacząć WYMAGAĆ od mężczyzn by byli mężczyznami. Sama sobie tego dziecka nie
      zrobiłaś, więc partnerowi przyda się pobudka. Hello, jesteś dorosły, będziesz
      miał dziecko więc rusz do cholery d... i pomóż swojej kobiecie, człowieku.
      • mala-beti Re: Proszę o radę... 02.04.08, 12:57
        Dokładnie! :)
      • triss_merigold6 Kocham Cię. n/t 02.04.08, 13:16
      • annb Re: Proszę o radę... 02.04.08, 13:20
        wymagac od mezczyzn by byli mezczyznami?
        w tym kraju?
        przeczytaj sobei ostatni list tygodnia z wo
        i masz juz polske psiejska czarodziejska
      • kicia031 Re: Proszę o radę... 02.04.08, 13:50
        Zwłaszcza że - jeśli dobrze
        > zrozumiałam - dziecko jest chciane.


        A nawet jakby nie bylo chciane - to co to zmienia? Pan juz nie
        ponosi odpowiedzialnosci za dzialanosc swojej koncowki?
        • chicarica Re: Proszę o radę... 02.04.08, 14:00
          No pewnie że ponosi. Z tym, że pewna niechęć byłaby może trochę bardziej
          wytłumaczalna, gdyby pan został w dziecko wkręcony albo byłaby to zwykła wpadka.
          Co i tak nie zwalniałoby go z wzięcia na klatę konsekwencji.
    • sanciasancia Re: Proszę o radę... 26.04.08, 16:46
      Jak byliśmy z mężem w ciąży (planowanej, zawsze chcieliśm mieć dzieci), to oboje
      nas cała otoczka z tym związana napawała lekkim obrzydzeniem. Nie robiliśmy
      planów, nie kupowaliśmy łóżeczka (sprawdziliśmy, czy moje jest w piwncy) i co
      najwyżej rozważaliśmy kupno wózka (i to po porodzie, bo nie wiadomo, czy dziecko
      będzie duże, czy nie). Do lekarza chodziłam sama, płaciłam też, zakupy robiłam
      też, tyle że nieduże i nosiłam w plecaku, jak akurat na mnie padło.
      Niespecjalnie głaskalismy brzuch, nie puszczaliśmy mu muzyki innej niż ta, którą
      normalnie słuchamy.
      Na szkołę rodzenia poszliśmy, ale bez zachwytów.
      Ale do rzeczy, w 32-gim tygodniu okazało się, że jest źle musi być cesarka. Po
      porodzie okazało się najpierw, że dziecko jest chore, potem, że ma letalną wadę
      genetyczną. I mój mąż został z żoną po operacji z wysokim ciśnieniem w jednym
      szpitalu, a córką w stanie krytycznym, acz stabilnym w drugim. I sprawdził się
      doskonale. Jeździł pomiędzy nami, woził mleko, mył mi nogi, podejmował wszystkie
      decyzje, które trzeba było niestety podjąć... I okazał się nawet jedyną na
      prawdę dorosłą osobą w rodzinie.
      Myślę, że nie ma co histeryzować (w ciąży trzeba się wyluzować, dzieci
      wyluzowanych mam też są wyluzowane), nic nie świadczy o tym, że mąż się nie
      sprawdzi. Po prostu ma inną wrażliwość niż Pani.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka