Dodaj do ulubionych

nieodpowiedzialny mąż- długie :((((

23.04.08, 18:25
nie mogę już tak żyć. czuję że życie mi umyka. Zanim sie pobraliśmy był idealny- jak to zresztą często bywa. W chwili kiedy zamieszkaliśmy razem żyjemy zupełnie obok siebie. Nie tak to sobie wymarzyłam :( Nie jest skłonny na kompromisy. Rozumiem że można mieć swoje pasje, ale nie kosztem rodziny. Ciągle siedzi przed komputerem, albo spi, gra na komórce, tak już jest ok 3 lat (tyle jesteśmy małżeństwem). Często bywa tak że nawet nie spimy ze sobą tygodniami, ewentualnie idzie spać w środku nocy. Albo nie śpi kilka dni i nocy a potem śpi cały tydzień- dzień i noc. Nie pracuje, nie szuka pracy. Nikt nie jest w stanie przemówić mu do rozsądku. Nie uprawiamy seksu częściej niż raz w miesiący czasem nawe nie :(
Kiedy rodziłam naszą córeczkę- on w tym czasie spał, nie pofatygował się nawet w ten sam dzień aby zobaczyć dziecko. Przyjechał dopiero na następny dzień, a gdy jego mama zadzwoniła do niego z wieścią że jest tatą i ma zdrową córkę to on okrzyczał ją że go obudziła. Druga podobna sytuacja miała miejsce kiedy nasza córka się rozchorowała i dostała ataku duszności. Przyjechał lekarz z pogotowia aby zabrać nas do szputala- a on... Śpi :(
W ogóle sie nie przejął :/
Tak mnie to zdenerwował, ale jakoś to w sobie stłumiłam, w końcu musiałam być silna dla dziecka. W szpitalu kiedy wszystko ustało dostałam ataku migreny ze szcękościskiem, odrętwiała mi jedna strona ciała, dostałam nadciśnienia 140\90, moja mowa była bełkotem.
Bardzo stresuje mnie ta sytuacja, chciałabym go namówić na jakies wizyty rodzinne u dobrego specjalisty, ale odgórnie wiem że go nie przekonam. NIGDY nie był z dzieckiem na spacerze. Zastanawiam się nad tym by od niego odejść bo rozmowa już tu nie pomaga. kiedys wyprowadziłam sie od niego na kilka dni do mamy, płakał i błagał bym wróciła. potem była podobna sytuacja, ale tym razem ja wymiękłam i wróciłam. Chciałabym aby było między nami dobrze a jesli się nie da- chciałabym skutecznie się od niego uwolnić :(
Obserwuj wątek
    • lookbill Re: nieodpowiedzialny mąż- długie :(((( 23.04.08, 19:15
      Jaka jest przyczyna tego ciągłego spania? Napisz coś więcej, bo
      czytając ten post mam wrażenie, że mąż ma depresję
      • szklanka_wody Re: nieodpowiedzialny mąż- długie :(((( 23.04.08, 19:19
        ślęczy przy komputerze non stop- dzień i noc przez prawie tydzień to potem odsypia- kilka dni a nawet do tygodnia. Wstaje, poje i dalej śpi. Po kilku dniach budzi się- znów komputer przez kilka dni i nocy z rzędu i znów sen przez kilka dni :(
        • lookbill Re: nieodpowiedzialny mąż- długie :(((( 23.04.08, 19:54
          Od dawna macie internet?
          Może chce się nim nacieszyć, to u niemal każdego normalne albo jeśli
          to trwa długi czas jest uzależniony od netu.
          • premeda Re: nieodpowiedzialny mąż- długie :(((( 23.04.08, 20:03
            Pan jest ewidentnie uzależniony od kompa, bo jesli dobrze
            doczytałam, że taka sytuacja ma miejsce od trzech lat (czyli tyle
            ile są małżeństwem) i do tego gra albo na kompie alkbo na komórce to
            nie jest zwykły zachwyt internetem tylko nałóg wymagający leczenia.
            Swoją drogą gdybym ja urodziła dziecko a tatuś w tym czasie spał, a
            później miał pretensje że go jeszcze obudzili to miałby szczęście
            jeśli urazówka by była blisko, bo w przeciwnym razie mógłby tam nie
            dojechać.
    • die_blume Re: nieodpowiedzialny mąż- długie :(((( 23.04.08, 20:56
      Jeśli faceta mało obchodzi zona i dziecko, szczególnie w sytuacjach kryzysowych
      jak choroba, a najwazniejszy jest komputer i wyspanie się, to znaczy to, że musi
      byc uzalezniony. Nałóg na tym własnie polega, że przesłania w zyciu wszystko
      inne. A nałogi internetowe sie leczy. Tylko czy on się da przekonać?
    • atrust Re: nieodpowiedzialny mąż- długie :(((( 23.04.08, 21:08
      Na co Ty liczysz dziewczyno? Juz dawno powinnas odejsc od meza i
      przestac zyc zludzeniami.Facet,ktory spi w czasie, kiedy jego
      dziecko ma dusznosci i przyjezdza pogotowie jest gn..jem.I w tym
      wypadku nie ma go co tlumaczyc.On sie nie zmieni,nie pomoga mu zadne
      terapie.
    • triss_merigold6 Re: nieodpowiedzialny mąż- długie :(((( 23.04.08, 21:26
      Właściwie to czemu nadal jesteś z facetem, który jest całkowicie
      bezużyteczny?
      • szklanka_wody .... 23.04.08, 22:21
        internet ma od daaaawna, to z pewnościa uzależnienie.
        Nie ma mowy o jakiejkolwiek terapii, nie da się namówić :(
        • szklanka_wody Re: .... 23.04.08, 22:21
          ciężko mi odejść.....
          Zaczynac od nowa, sama......
          • dortis Re: .... 24.04.08, 00:09
            To zupełnie zrozumiałe,że boisz się radykalnych zmian w zyciu,boisz
            się być sama,ale przecież właśnie będąc z nim jesteś samotna
            podwójnie,skoro osoba,której rolą jest dbać o rodzinę,ignoruje
            zdrowie dziecka i żony w najważniejszych momentach życia...Jakie
            wsparcie,jakie wzorce daje dziecku,skoro nie macie z nim żadnego
            kontaktu jako rodzina?!!1Co Ty masz z tego "związku"? Jeśli nic i
            pan w dodatku definitywnie przekreśla chęć zmian,pomocy,to chyba
            czujesz,że lepiej nie będzie,a życie ucieka,dziecko żyje w zimnym
            domu...Zresztą,nie jest powiedziane,że po rozstaniu już zawsze
            będziesz sama,masz szansę na zmiany w życiu,a chyba bardziej
            opuszczona,wypalona czuć się już nie możesz...Trzymaj się odwagi i
            mądrych decyzji życzę!Poza Tym jakieś wsparcie bliskich,przyjaciół
            czy psychologa byłoby pomocne,skoro czujesz się słaba i niepewna...
            • szklanka_wody Re: .... 24.04.08, 00:28
              Właśnie tak się czuję- jestem bardzo samotna.
              Nawet byłabym skłonna wdać sie w jakiś romans, po to by poczuć jakieś emocje, dotyk, ciepło, porozmawiać, chciałabym się czuc piękna, doceniana, spełniona, a jedyne co czuję to wszechogarniający żal, smutek, samotność, złość, bezradność, brak zrozumienia, czyli same negatywne uczucia.
              Jestem przeszczęśliwa gdy mąz kładzie się ze mną spać i przytula mnie- tyle mego :(
              Najbardziej boje się samotności, teraz chociaż mam tę namistke hmmm... miłości? :(
            • dortis Re: .... 24.04.08, 00:30
              Poza tym z pewnością jesteś młodą,wartościową kobietą,po co Ci życie
              bez radości i miłości?!Zasługujesz wraz z dzieckiem na trochę
              zainteresowania i szacunku,czy chcesz przeżyć najlepsze lata jako
              ciąg udręki,obojętności i samotnej odpowiedzialności za wszystko?!
              Marny byłby to zresztą wzorzec rodziny i życia kobiety dla
              córki...Czujesz się pewnie kiepsko,ale z pewnością stać cię na
              wiele,skoro SAMA przetrwałaś pewne sytuacje.Wzmocnij się troszkę i
              zdecyduj coś,bo szkoda życia i szczęścia,którego jeszcze możesz
              zaznać!
          • deela Re: .... 24.04.08, 00:21
            szklanka_wody napisała:

            > ciężko mi odejść.....
            > Zaczynac od nowa, sama......

            obudz sie kobieto ty JESTES sama
            • szklanka_wody Re: .... 24.04.08, 00:30
              > obudz sie kobieto ty JESTES sama

              nie tak całkowicie, mam jeszcze kogoś i ten ktos liczy się dla mnie najbardziej. To moja córeczka :)
              • dortis Re: .... 24.04.08, 02:49
                Super,że masz córkę,z pewnością ona bardzo Cię kocha i wnosi mnóstwo
                radości do Twojego życia,ale z pewnością ona również wolałaby
                widzieć szczęśliwą,radosną mamę,a nie zmęczonego,smutnego
                człowieka...Jej też będzie smutno,że tata jest
                zamknięty,wycofany,może czuć się w przyszłości niekochana,odtrącona
                przez niego,co byłoby bardzo przykre,jeśli nic się nie zmieni i
                będą żyli pod jednym dachem...Twój smutek i jego brak czułości,brak
                chęci zmian wcale nie są korzystne dla dziecka,które kochasz i z
                pewnością chcesz jak najlepiej wychować.Jeśli mąż zrobiłby coś z
                potencjalną depresją i uzależnieniem,to może jakiś cień szansy
                jest...Jeśli jest ciągle bierny,niechętny do zmian i współpracy,to i
                Ty,i Twoje dziecko,które z czasem zacznie jeszcze więcej czuć i
                rozumieć,jeszcze bardziej stracicie na tym układzie...
              • deela Re: .... 24.04.08, 22:10
                no to jestescie we dwie, czy to malo?
              • agnieszka_iwaszkiewicz Re: .... 27.04.08, 16:13
                Trochę zaniepokoił mnie Pani wątek i wyłaniająca się z niego Pani
                postawa, dlatego postawiłam coś napisać, , choć przedstawiony
                problem już na forum się pojawiał wielokrotnie i wielokrotnie był
                komentowany w podobnym duchu przez innych i przez mnie.
                To, co zwróciło moja uwagę, to kontrast pomiędzy tym jak Pani
                opisuje swoją sytuację czyli pewien dramatyzm i totalne
                opuszczenie, a tym jak Pani nie przyjmuje, że może Pani coś z tym
                zrobić i to niekoniecznie poprzez rozstanie oraz jak Pani nie widzi
                swoich możliwości zmiany sytuacji. Pani mąż, z tego co Pani pisze
                nie tyle jest nieodpowiedzialny, choć to także, ile niedojrzały i
                młody. Zachowuje się jak dziecko płci męskiej, które kompletnie nie
                umie czy nie chce zrezygnować ze swojej pozycji dziecka. Od Pani
                natomiast wymaga macierzyńskiej wyrozumiałości. Czas spędza na
                rozrywkach, z których najważniejszą jest nieprzerwany sen. Z jednej
                strony Pani to widzi, z drugiej go usprawiedliwia i pokazuje siebie
                jako zagubiną istotę. Sama , od początku..... Przecież Pani jest na
                początku i dlatego można coś z tym zrobić.
                Młodzi mężczyźni często dojrzewają w związkach, nie ma w tym nic
                złego, ale trzeba czasem im dopomóc w tym stawiając wymagania i
                granice, nie godzac się na postawę cierpiętnicy, przyjmując postawę
                wyraźnej kobiety.
                Druga sprawa, która tak naprawdę bardziej mnie zaniepokoiła, to
                pokazana mimochodem postawa wobec córki.
                Pisze Pani, że nie jest Pani sama , bo ma córkę. Owszem jest Pani
                sama i opuszczona przez niedojrzałego partnera. Córka nie może
                stanowić na tę okoliczność antidotum. Córka wypełnia Pani czas i
                uczucia, ale nie ma być zamiennikiem dla Pani dorosłych relacji ani
                ich zastępować. Jeśli w niej będzie Pani szukała ukojenia swoich
                dorosłaych kłopotów, to obciąży ją Pani nadmiarnie rolą, która nie
                jest jej rolą. Warto jednak zadbać o relacje partnerskie, bo
                utrwalanie takich postaw dla nikogo nie wróży dobrze na przyszłość.
                Jednym słowem: uwaga !!! Agnieszka Iwaszkiewicz
    • m_zonka Re: nieodpowiedzialny mąż- długie :(((( 24.04.08, 10:03
      Zawsze istnieje szansa na zmianię. Pod jednym wszak warunkiem:
      kopniesz owego pana w cztery litery i odejdziesz. Z uzaleznionymi
      taki już jest, że dopóki nie stracą tego, co najwazniejsze (rodzina,
      praca, przyjaźnie etc), dopóty się nie zmieniają. Bo mają zapewnione
      bezpieczne lądowanie pomimo swoich grzechów - ty mu takowe
      zapewniasz faktem, ze jesteś przy nim i się męczysz walcząc. On wie,
      że i tak będziesz przy nim więc nie ma motywacji by dostrzec swój
      problem i go rozwiązać. Jak od niego odjdziesz to masz dwie mozliwe
      drogi:
      1. facet pójdzie po rozum do glowy, zacznie się leczyć i w ten
      sposób walczyć o odzyskanie rodziny,
      2. nic z tym nie zrobi a ty masz szansę na dobre zycie sama lub z
      kimś normalnym w przyszłości.
      • konwalia9 Re: nieodpowiedzialny mąż- długie :(((( 24.04.08, 22:24
        nie pracuje trzy lata? dobrze zrozumiałam? tzn. Ty go utrzymujesz
        (nie tylko jego, całą Waszą rodzinę)?
        • szklanka_wody Re: nieodpowiedzialny mąż- długie :(((( 25.04.08, 00:18
          czasem gdzieś dorywcz poproacuje, ale już od baaardzo dawna nie robi kompletnie nic. Utrzymujemy sie z renty. Mąż "studiuje" więc dzięki temu ma rente po swoim zmarłym ojcu. W chwili obecnej ma urlop dziekański :/ do przyszłego roku...............
          • magdastadnik Re: nieodpowiedzialny mąż- długie :(((( 26.04.08, 00:51
            Nawet nie wiesz kobieto jak dobrze cie rozumiem. Tez mam dosyc
            mojego meza, tez pracuje tylko od czasu do czasu. Ostatnio jak mu
            zalatwil maz kolezanki naprawde dobra prace to stwierdzil, ze chcemy
            go wykonczyc. niestety moim zdaniem w Polsce sa takie realia, ze
            ciezko odejsc od meza. Zasadnicze pytanie - gdzie? A jak zrobie
            krzywde dzieciom? Najgorsze jest to, ze przy takim facecie nie mozna
            patrzec z optymizmem w przyszlosc. Latwo powiedziec odejdz ale
            trudno to zrobic.
            • bea53 wspóluzaleznienie 28.04.08, 10:41
              Zdaje sie ze w uzaleznieniach od alkoholu komutera itd istnie takie pojecie jak
              wspoluzaleznienie, kobieta ułatwia partnerowi bycie alkoholikiem, hazardzistą,
              nałogowym graczem w gry, ponosi częsc odpowiedzialnosci za dysfunkcyjna
              rodzinę...robiąc wszystko za partnera nie mobilizuje do zmiany, czasem dokopując
              słownie wpycha go w szpony nałogu.
              Chyba to ze nie widzi mozliwosci zmiany jest tez czescią postawy
              wspoluzalenieniowej. Zresztą trwanie w takich zwiazkach tez przynosi jakies
              "profity" czyli bycię tą lepszą od męża, kontrolowanie go itd...
              Chyba taka ilosc snu jak opisana nie jest normą, facet najwyrazniej ma depresje
              moze i chcialby byc dalej dzieckiem i jest nim.
              • bea53 Re: wspóluzaleznienie 28.04.08, 10:45
                Polecam ksiazki o wspoluzalenieniu, co prawda wiekszosc dotyczy
                choroby alkoholowej ale te samo problemy pojawiają sie w innych dysfunkcjach.
                Chocby odciecie sie od ludzi, branie wszystkiego na siebie i nieszukanie
                wsparcia i wyjscia z sytuacji. Nawet uznanie ze nie ma wyjscia z sytuacji a
                karmą kobiety jest cierpiętnictwo.

                Polceam Anna Wobiz "wspóluzalenienie w chorobie alkoholowej"
    • parvati80 Re: nieodpowiedzialny mąż- długie :(((( 06.05.08, 09:56
      witam mamy piszące na forum,
      przeczytałam chyba wszystkie dotychczasowe posty i teraz wiem, że ja jednak mam
      szczęście - mój mąż to skarb. Fantastycznie pomaga przy dziecku (jednorazowe
      pieluchy i inne akcesoria np. podgrzewacz w nocy barzo mu to ułatwiają ;) nie
      sądziłam, że z rozbawionego chłopaka tak płynnie się zmieni w Ojca. mimo tego,
      że nie wszystko jest u nas takie "różowe" to jednak mam szczęście...
      • szklanka_wody odchodzę... 12.05.08, 02:22
        decyzja podjęta. Proszę, napiszcie mi co mam zrobić, gdzie się udać, o co się
        starać z maxymalna korzyścią dla mnie i dla dziecka.
        • paw-pol Re: odchodzę... 22.05.08, 18:19
          No i wszyscy zamilkli :( a tyle było rad ...

          Przede wszystkim proszę koniecznie wystąpić o alimenty
          Proszę zajrzeć na takie strony jak:
          www.kobietarozwiedziona.pl/
          www.kobietarozwiedziona.pl/index.php?menu=forum
          www.istotki.pl/ - tutaj znajdzie Pani przykładowe pozwy o alimenty,
          rozwód itp
          Życzę powodzenia !!!
          • emli7 Re: odchodzę... 22.05.08, 20:47
            Pierwszy etap - moim zdaniem najtrudniejszy - to realne, fizyczne
            rozstanie, czyli zaprzestanie wspólnego mieszkania.
            Podczas sprawy rozwodowej pada pytanie, keidy ustała wspólnota
            ekonomiczna, mieszkaniowa itp. I dobrze wygląda jeśli już trochę
            minęło.
            Rozmawiałaś juz nim o swojej decyzji?
            Zanim dojdzie do rozwodu, trochę minie. Teraz trudny etap do
            rozegrania. Kto się wyprowadza i dokąd? Jak zorganizowac zycie sobie
            i dziecku, pod względem logistycznym i finansowym? To pierwsze
            raczej nie niesie za sobą wielu zmian, bo on Ci i tak niewiele
            pomagał. Warto pomyśleć i ustalić na czyje wspracie i w jakim
            zakresie możesz liczysz (rodzice, dalsza rodzina, przyjaciele) oraz
            czego oczekujesz od prawie-eksia teraz (czy chcesz, żeby widywał się
            z dzieckiem, czy na zasadzie prywatnej na razie umowy chcesz jakiejś
            kasy itp itd., co z ważnych wspólnie posiadanych rzeczy przy kim
            zostaje (kluczowy jest samochód o ile macie, także komputer itp)
            Powodzenia i pisz koniecznie, jak idą sprawy.
    • fragile_f Re: nieodpowiedzialny mąż- długie :(((( 22.05.08, 19:07
      "Albo nie śpi kilka dni i nocy a potem śpi cały tydzie
      > ń- dzień i noc. "

      Czy on nie czasem nie bierze amfetaminy? Normalny człowiek nie jest w stanie nie
      spac kilku nocy bez "wspomagaczy". Takie cykle - kilka dni ciaglego pobudzenia -
      kilka dni snu (trwajacego po kilkanascie godzin, z przerwa na picie) sa bardzo
      charakterystyczne dla osob uzaleznionych od fety. Rowniez agresja, brak
      motywacji do czegokolwiek, ograniczenie uczuc wyzszych..

      Wiem, ze pewnie jestes w 100% przekonana, ze tak nie jest.. Ale ja bym to
      sprawdzila, tak dla siebie. W aptece sa testy do wykrywania narkotykow w moczu,
      kosztuja kilkanascie zlotych. Zrob mu taki test, tylko patrz sie na rece, bo
      narkomani sa bardzo sprytni.. Jesli nie bierze, to nie powinien miec obiekcji;
      mozesz zreszta powiedziec ze to badanie cukru w moczu czy białka czy
      czegokolwiek "bo ostatnio zle wygladal".
    • next_baby Re: nieodpowiedzialny mąż- długie :(((( 10.06.08, 22:14
      co u Ciebie szkanko_wody?
    • fotofirma widziały gały co brały 11.06.08, 14:56
      u mnie też nie jest idealnie ale się staram, ten twój przypadek tak beznadziejny
      az niewiarygodny
      • szklanka_wody Re: widziały gały co brały 18.01.09, 01:46
        Witam. Nie sądziłam że ten wątek przetrwa próbę czasu. Ale znalazł sie ktoś- kto sie zainteresował. A więc... Nie podołałam. Zwyczajnie- dałam plamę. Teraz siedze tu przed komputerem i bęczę jak małe dziecko bo poraz enty mam wrażenie że przegrałam swoje życie. Wyprowadziłam się wprawdzie, ale nie na długo... Była cała masa ceregieli. Chciałam by o mnie zabiegał, a jedynie mnie zeszmacił gdy przyszłam po kilka rzeczy. Potem było tak jak chciałam- on się starał. A ja głupia... uległam- no to teraz mam za swoje. Obecnie jest jeszcze gorzej. Już kompletnie nic nie robi tylko śpi i leży, ogląda filmy, je, a ja czuje jak między palcami ucieka mi życie. Do tego zrobił się bardzo agresywny wobec mnie i swojej matki. Daje słowo- niedługo nas zacznie bić... a ja jestem taaaka głupia że aż sama sobie się dziwie. Ale teraz... to już nie mam do kąd pójść i co zrobić :(
        Przyznam sie szczerze że był taki dzień, że chciałam skończyć sama ze sobą aby już się uwolnić. Było tak źle, że dostawałam obłędu. Do tego zrobił się złośliwy. Robi wszystko aby jaknajbardziej mnie zranić i dokuczyć- aby wyprowadzić z równowagi. Jest w niebie gdy widzi że ja płaczę.
        Nie cieszy mnie życie poprostu się wpakowałam w bagno i ugrzęzłam tam na dobre. Kto mnie z niego wyciągnie? Bo sama nie dam rady. Teraz to wiem na 100%.

        A co do tego komentarza tuż nade mną to:
        -Na początku było bajecznie, wtedy byłam najszczęśliwszą kobietą na świecie. On był taki szarmancki, uprzejmy, pomocny, w każdej sytuacji mogłam na niego liczyć. Wszystko się zaczęło zmieniać dosłownie od momentu w którym się do niego wprowadziłam- i jest coraz gorzej.
        • asiara74 Re: widziały gały co brały 18.01.09, 12:07
          Zrobiłaś dużo, być może wszystko dla ratowania tego małżeństwa. Teraz kiedy
          czujesz skutki swojej decyzji o powrocie zrób wszystko aby twoje dziecko mogło
          spokojnie dorastać i rozwijać się. Poszukaj wsparcia w rodzinie, wśród
          przyjaciół, gdziekolwiek, może jakiś terapeuta bo zamęczysz się w takim
          małżeństwie. Jesli nie jeteś samodzielna finansowo to postaraj się to zmienić
          jak najszybciej. Nie załamuj się, kobiety na ogół mają w sobie dużo siły, o
          której nawet nie zdaja sobie sprawy.
          • szklanka_wody Re: widziały gały co brały 18.01.09, 12:19
            Obecnie pracuje, to mi daje radość.
            • coright Re: widziały gały co brały 18.01.09, 13:09
              Wyjscie z tego bagna jest - odejdz od niego!

              I znajdz w sobie sile, by sie nie zlamac.
              • szklanka_wody Re: widziały gały co brały 18.01.09, 13:43
                w chwili obecnej nie mam gdzie :-/ moja mama zamieniła mieszkanie na mniejsze, ma kogoś...
                • twoj_aniol_stroz Re: widziały gały co brały 18.01.09, 14:05
                  A skąd jesteś i ile lat ma córeczka?
                • madalenna Re: widziały gały co brały 20.01.09, 11:45
                  Kochana, uciekaj!!! koleżanki, kuzynki, wszyscy, chociaż na trochę!!! z dala od
                  niego podbudujesz sie psychicznie, cos wynajmiesz, staniesz na wlasnych nogach.
                  najgorsze co mozesz teraz zrobic, to zostac z nim. i absolutnie nie kontaktuj
                  sie z nim - jesli boisz sie, ze znow ulegniesz. a widzisz, czym to sie konczy.
                  Uciekaj, te chwile juz nie wroca. musisz miec sile i czas, by widziec, jak
                  rosnie Twoja corka. Ona zawsze bedzie TWOJA.
                  Trzymam kciuki!!!bedzie dobrze!!! nie daj sie!!!
                  • szklanka_wody Re: widziały gały co brały 20.01.09, 16:28
                    jednak jest dobrze. Rozmawiałam z mamą- nie ma problemu, przyjmnie mnie bez słowa :)
                    Boje się, strasznie boje się zmian i... samotności.
                    • die_blume Re: widziały gały co brały 21.01.09, 09:59
                      jakiej samotności? Przecież to z mężem byłaś najbardziej samotna.
                      • pestka_ks Re: widziały gały co brały 21.01.09, 10:19
                        czy nie brałaś pod uwagę (tak jak juz od dawna radziły dziewczyny) uzależnienia?
                        Nic na ten temat nie wspominasz.
                        Ewidentnie facet ma problem, moim zdaniem, albo z narkotykami (uwierz że to
                        niestety możliwe- poczytaj trochę w googlach), albo od komputera.
                        To się leczy, wiem że nakłonic jest trudno, ale skoro tyle czasu bijesz się
                        myslami czy odejść, tzn że zależy Ci na nim, więc może spróbuj stoczyć jeszcze
                        tę jedną "walkę"?
                        Na Twoim miejscu zadzwoniłabym na jakąś infolinię i może taka rozmowa
                        podpowiedziła by Ci jak postępować z takim człowiekiem.
                        Możesz, a chyba nawet powinnaś się wyprowadzić, ale nawet wtedy możesz jeszcze
                        spróbować namówic męża na terapię.I jesli raz coś postanowisz i powiesz mu o
                        tym- absolutnie nie zmieniaj decyzji,chyba że na Twoich warunkach, bo stanie się
                        jeszcze bardziej zuchwały!
                        Życzę dużo siły, jakakolwiek będzie Twoja decyzja:)
                    • trelek-morelek Re: widziały gały co brały 21.01.09, 11:39
                      kochana dzięki za odpis w moim watku ..już czytałam wcześniej twój ..
                      no niestety twój mąż bardzo mi przypomina mojego ...zero
                      zainteresowania rodzinom najwąniejsze jest wszystko inne...
                      Cuż Ci moge poradzić ..ja juz podjęłam decyzje - wiesz jaką ...
                      najwazniejsze jest to abyś sdała sobie sprawę z tego ŻE NIE JESTEŚ
                      SAMA, masz dziecko ono Ci wynagrodzi to wszystko, po drugie i tak
                      nie masz w nim oparcia więc jest tak jakbys i tak siedziała sama w
                      domu tyle że masz w tej chwili dodatkowe obowiązki bo zapewne
                      paniczowi trzeba poprac ugotowac itp. więc tylko zyskasz na tym
                      niech zobaczy jak sie samemu fajnie wszystko robi - po drugie
                      widzeże tak jak i ja masz rodzine która Cię wspiera i pomoże - a to
                      kochana jest najważniejsze :) a po trzecie kobieta z dzieckiem to
                      nie odludek - to nie te czasy pomyśl że możesz sobie jeszcze ułożyć
                      życie z kims wartościowym ....ja zawsze powtarzam że lepiej być
                      samemu niż z gnojami takimi ..szkoda tylko że te gnoje nie mają
                      wszystkiego narysowanego na twarzy jeszcze przed ślubem ..:/ no ale
                      cuż ja powiedziałam sobie że nie ja jedna jestem w takiej sytuacji a
                      wole to skończyć zanim jescze mnie nie zaczął regularnie bić :(
                      smutne bardzo ....
                      życzę Ci dożo powodzenia i podjęcia decyzji jak najlepszej dla
                      Ciebie ..pomyśl o sobie :)
                    • sumer-time Re: widziały gały co brały 21.01.09, 17:05
                      Szklanko, jeśli tylko masz sie dokąd wyprowadzić - zrób to! Poświęć 1
                      dzień na przewiezienie wszystkiego do mamy, żebyś nie musiała po nic
                      wracać i się z nim kontaktować. Kiedy czytam jak on Cię traktuje, jak
                      się rozzuchwalił, jaki się boisz, że zacznie was bić, po prostu szlag
                      mnie trafia i opadają mi ręce. Przecież on się czuje całkowicie
                      bezkarny i bezczelnie śmieje Ci się w twarz!!! Szklanko powinnaś
                      kopnąć go w dupę z całej siły i pozostać konsekwentna. Siedź u mamy i
                      postaraj się nie dopuszczać do siebie myśli o powrocie. A jeśli
                      poczujesz, że zaczynasz się poddawać, pomyśl, postaraj sobie jak
                      najdokładniej wyobrazić co będzie kiedy wrócisz do "domu". On znowu
                      będzie triumfował, dasz mu na srebrnej tacy dowód, że nie możesz bez
                      niego żyć i błędne koło się zamknie. Szklanko, nie pozwól, byś
                      myślala, że "z nim w końcu nie jest tak całkiem najgorzej, jeszcze
                      nas nie bije, a ja wiem już jak wygląda życie z nim, przywykłam do
                      tego, że jest jak jest, gorzej już nie będzie..." Szklanko - BĘDZIE
                      GORZEJ ... Ja po roku psychicznego maltretowania (a tak można nazwać
                      to, co on z tobą robi), chociaż było to maltretowanie innego rodzaju
                      - zachorowałam na depresję. Skończyło się tym, że pocięłam sobie
                      nadgarstki... odratowali mnie w szpitalu, ale byłam już wrakiem
                      człowieka... Straciłam poczucie tożsamości, byłam całkowicie
                      rozstrojona psychcznie, drażniło mnie dosłownie wszystko, wybuchałam
                      płaczem z byle powodu, spędzałam całe dnie mojego młodego życia w
                      łóżku, nic, dosłownie nic mnie nie cieszyło, przestało mi zależeć na
                      czymkolwiek, straciłam pracę, o mało nie zostałam wydalona z uczelni
                      (a studiuję kierunek, na który próbowałam się dostać 4 lata i w końcu
                      się udało - baaardzo mi na nim zależało)... Nie obyło się bez pomocy
                      psychatry i antydepresantów, które do dziś biorę i jeszcze jakiś czas
                      będę brała... Dzięki Bogu mam wspaniałego Tatę, z którym teraz
                      mieszkam i powoli wychodzę na prostą, wracam do życia, zaczynam
                      szukać pracy, odrabiam powoli zaległości na uczelni i... zaczynam
                      wierzyć, że jeszcze będzie dobrze, zaczynam stawać się osobą, która
                      byłam kiedyś, ale jednak inną, bardziej doświadczoną, doroślejszą.
                      Szklanko, to nie jest tak, że kobieta ma wielkie pokłady siły
                      psychicznej, każda kobieta jest tylko człowiekiem, potrzebuje - tak
                      jak napisałaś - odczuwać emocje, potrzebuje być kochaną i SZANOWANĄ
                      (zwłaszcza przez osoby, na której jej zależy!!!), potrzebuje radości
                      z życia. To sa podstawowe ludzkie potrzeby i jeśli będziesz się
                      skazywala na życie w ciągłym stresie, na życie w którym nie masz
                      szans na zaspokojenie tych podstawowych potrzeb, jeśli caly czas
                      tylko dajesz, a w zamian nie tylko nic nie dostajesz, ale wręcz
                      odbierasz kopniaki - nie starczy Ci siły na długo, nawet jeśli masz
                      wspaniałą córeczkę... Człowiek nie jest niezłomny, nawet jeśli teraz
                      Ci się wydaje, że jesteś silna i wszystko zniesiesz dla córeczki. Ja
                      też tak myślałam - że dam radę, aż sytuacja wymknęła mi się spod
                      kontroli, nawet nie wiedziałam kiedy. Najpierw była silna nerwica, a
                      potem - tak jak pisalam, omal nie zakończyłam kalendarza.
                      Jeśli się od niego odseparujesz na dość długo, zobaczysz, że za
                      jaki,ś czas - może nie będzie dużo lepiej - ale powoli będziesz
                      zdolna do oceniania swojej sytuacji innym, bardziej trzeźwym okiem,
                      będzie Ci łatwiej kierować się NIE EMOCJAMI, tylko rozsądkiem. A tak
                      w Twojej sytuacji jest lepiej! Przekonasz się, że jesteś w stanie żyć
                      bez niego, on przestanie na Tobie pasożytować. I samo to przekonanie,
                      że bez niego możesz żyć, że świat się nie zawali to już będzie wielki
                      postęp.
                      Szklkanko, to nie te czasy, kiedy samotna kobieta z dzieckiem była
                      piętnowana... Posiadanie meza już nie koniecznie jest nadrzędnym
                      celem życiowym kobiety, mimo, iż niektórzy nadal myślą, że jak
                      samotna, to "pewnie z własnej winy, że chłop ją zostawił, bo była
                      beznadziejną żoną albo, że nie umiala sobie znaleźć odpowiedniego..."
                      I to normalne, że będzie Ci żal straconego czasu, że ciężko będzie
                      zacząć wszystko od nowa, ale nie jesteś sama, jest mnóstwo takich
                      kobniet jak Ty, kobiet, których życie po ślubie wyglądało zupełnie
                      inaczej niż sobie wyobrażały - ewidentnie z winy męża.
                      Szkalnko, jesteś młodą kobietą, masz wspaniałą córeczkę i wiesz,
                      że robisz to dla niej i dla siebie, masz pracę, masz się gdzie
                      zatrzymać, nie poddawaj się i daj sobie szansę na lepsze życie.
                      Dobrze by było, gdybyś porozmawiala z psychologiem albo psychitrą,
                      oni podtrzymaja Cię na duchu i dadzą Ci wskazówki jak wybrnąć z tego
                      bagna w które on cię wciąga, być może powiedzą jak szukać pomocy
                      prawnej... Nie wstydź się wizyty u psychatry, ja się wstydziłam do
                      pierwszej wizyty, kiedy zobaczyłam mnóstwo osób w poczekalni. nawet
                      nie wiesz ile ludzi nie radzi sobie z życiem. Pierwszym krokiem do
                      poprawy jest przyznanie się samej przed sobą, że nie daje się rady,
                      że zaczyna brakować sił (a tak jest chyba w Twoim przypadku, skoro
                      szukasz pomocy na forum)... I lepiej wtedy nie ignorować sygnałów z
                      psychiki, bo możesz się wpędzić w tak silną depresję jak ja kiedyś.

                      Szklanko, życzę Ci odwagi i trzymam kciuki za Ciebie, pamiętaj nie Ty
                      jedna stajesz przed takim problemem. Powodzenia!
                      • szklanka_wody Re: widziały gały co brały 22.01.09, 20:54
                        sumer-time bardzo dziękuję za te słowa.

                        Decyzja podjęta. Jutro ide do sądu, gdzie dowiem się wszystkiego. Na początku wystąpie o separacje, powoli zaczynam zbierać drobiazgi, aby o niczym nie zapomnieć. Nie dam się. Trzymajcie za mnie kciuki.
                        • trelek-morelek Re: widziały gały co brały 23.01.09, 11:56
                          Trzymam kciuki i życzę powodzenia szklanko wody :) Nie daj sie :)
                          a czemu separacja? myślisz że podczas separacji cos sie jeszcze może
                          zmienić?
                        • krzysiania Re: widziały gały co brały 24.01.09, 14:17
                          Droga szklanko!

                          twoja chistoria jest niesamowicie smutna,ale coz takie jest
                          zycie.nie poddawaj sie kochana badz dzielna i odwazna dla swojej
                          coreczki i samej siebie.na tym DRANIU,swiat sie nie konczy,tylko
                          musisz bardzo wiezyc ze ci sie uda.zobaczysz ze z czasem staniesz na
                          nogi,odzyskasz spkuj i wiare w siebie.wszystko sie napewno uda,bo
                          jestes dobrym człowiekiem!naprawde trzymam mocno kciuki za to zeby
                          nie zabrakło ci siły na walke. POWODZENIA!i PAMIETAJ ZE NIE JESTES
                          SAMA,JESTESMY Z TOBA.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka